Słuchaj, synu, nauk mistrza...

Jak to się dzieje, że ów benedyktyński „umiar” nie jest jakąś odmianą letniej wody osolonej zwietrzałą solą? Dzieje się tak dlatego, że owa „wąska droga”, o jakiej mówił Chrystus, przebiega właśnie na ogół między różnymi skrajnościami, do których człowiek zazwyczaj ma tendencję i które w pysze swojej nazywa „radykalizmem”. Skrajności nie są najczęściej wcale wyrazem prostego serca, lecz uproszczonego sposobu myślenia, które lubi „błyszczeć radykalizmem” (zwłaszcza w mowie) i potrafi nawet sugestywnie porywać za sobą innych – ale ostatecznie wiedzie jedynie ku trwałej powierzchowności...

Wystąpił błąd przy wczytywaniu kanału RSS tego podkastu

Wyszukiwanie

Kategorie