:: ::

Anna Mizikowska: W głównej siedzibie Muzeum Warszawy, na Rynku Starego Miasta, czeka na Państwa nowa wystawa: „Niewidoczne. Historie warszawskich służących”.
Jak mówi jej kuratorka, Zofia Rojek, jest to opowieść o kobietach, bez których nie byłoby miasta, jakie znamy.
Wiecie, że na przełomie XIX i XX wieku blisko 20 procent wszystkich osób pracujących w Warszawie to służące? Na początku XX wieku w Warszawie około 40 tysięcy młodych kobiet każdego roku sprzątało, gotowało i prało w setkach mieszkań.
W Archiwum Historii Mówionej Muzeum Warszawskiej Pragi mamy wspomnienie o jednej z pań służących z lat 30 ubiegłego wieku. Pani Teresa Szejwian wspomina swoją mamę, Stanisławę Szolc.
Teresa Szejwian, AHM: Cała rodzina taty pochodzi z Pragi, bo mama była ze Śródmieścia. I rodzice moi brali ślub w kościele Świętego Michała na Puławskiej. No, to było tak jakby mojej mamy pożegnanie z Warszawą, bo tatuś mamę oczywiście sprowadził na Pragę.
Moja mama nie miała żadnej klasy szkoły, nawet podstawowej - ale była o wielkiej kulturze, pięknie czytała, z dykcją i tak dalej, pięknie liczyła, że nawet ci, co teraz skończyliby technikum, popsuje sie tam kalkulat w sklepie, to on już nie wie jak liczyć - natomiast moja mama wszędzie by sobie dała radę. Bardzo się wszystkim interesowała i naprawdę była super we wszystkim - w pisaniu, w liczeniu, w czytaniu, i w myśleniu. Także jak myśmy nawet rozwiązywali krzyżówkę, to ja sięgałam po encyklopedię, to ona mówi - Po co sięgasz, ja ci powiem.
Także jak była u państwa i tam pani rozmawiała po francusku, albo po włosku, żeby służąca nie wiedziała - to patrzy, a ona już się orientuje, o co chodzi, i mówi - Słuchaj, no musimy teraz zacząć rozmawiać po włosku, bo Stasia już wszystko wie, co my po francusku mówimy. No, i raz pamiętam, bardzo lubiała gotować, no i państwo poprosili mamę, żeby była kucharką, no i obiady, i oczywiście goście - przy niedzieli u państwa przed wojną to trzydzieści osób, nie tak jak teraz imieniny; i oczywiście to był obiad. No, i kiedyś była u takiej pani, pani mówi: - No słuchaj, masz mnie zrobić taki obiad taki prosiaczek nawet ma być mały - na stole, bo to miała być Wielkanoc - bo przyjedzie mój mąż, który pojechał robić witraże do Rzymu, i była długa tam praca, no i długo nie było, i ja muszę go tutaj zrobić taki tego, kiedyś miałam inną służącą, kucharkę, a teraz ciebie przyjęłam i masz mi tu wyczarować coś. No, ale ona mówi - Ja nigdy tego nie robiłam. Ta pani przyniosła małego prosiaczka, no, ale mówi - Poczekaj, ja ci z francuskiej książki przeczytam, i sobie, prawda, wszystko ci wytłumaczę i zrobisz. No i mama takie podobno, opowiadała mi, zrobiła ucztę, że ten pan oniemiał. No i mówi - Zmieniłaś tą nową gosposię, no to mi ją pokaż, kto to piękny, mówi, zrobił ten obiad? Bo ja, mówi, u Mussoliniego byłem - tak mi mama opowiadała - i u różnych innych osobistości, i na takim pysznym obiedzie to nie byłem! No, i mama się wtedy musiała pokazać. Oczywiście, służąca wtedy pięknie była ubrana, w granatowe sukieneczki albo czarne, cienki fartuszek, jeśli goście mieli przyjść, i tylko mały tam czepeczek. Mama miała bardzo wielką prezencję, była bardzo szczupła, zgrabna, ładna - i we wszystkim jej było ładnie. Jak ten pan zobaczył, że to takie przyszło chuchro - szczuplutka, drobniutka, i takie mówi, wyjął wtedy złoty właśnie medaliczek tam od Ojca Świętego i dał jej za ten pyszny obiad jako upominek.
Natomiast mam bardzo smutną taką... Kojarzy mi się, że jak mama kiedyś była u takich państwa doktorów i nie mieli dzieci, znaczy ona była lekarzem i on też, tylko nie pamiętam teraz dokładnie jaka, w każdym bądź razie to było śródmieście Warszawy, mieli kilka pokoi, pięć czy sześć. I mama mnie zabrała, bo nie miała mnie z kim zostawić. Ale ona nie miała, nie była tam jako gosposia, bo ona tam ta pani miała, tylko mamę przyjęła do prania, się przyjmowało też takie osoby. Mama moja była, pięknie prała, a pranie dawniej to nie tak jak teraz, na pralkach automatycznych, pranie było ciężkie. Młodzież teraz nie wie, jak pranie wyglądało na balii i na tarze, prawda. No, i moja mama tam przyszła i wpada do tej kuchni, a mnie zostawiła, a ja weszłam, i jak usłyszałam słowa tej pani, to ta pani mówi tak - Co? Przyszłaś z bachorem?! Ja mam dla ciebie śniadanie, nie dla bachora!
Jak usłyszałam te słowa, to usiadłam sobie w kąciku w przedpokoju i tak siedzę jako smutne dziecko, zabiedzone jakieś. I nawet tego dnia to byłam tak głodna, że miałam ciemne plamy przed oczami...
No, i tak siedzę sobie, a to jest taki moment, że ta pani - można sobie wyobrazić: już jest w płaszczu, wpada do mojej mamy i mówi - Słuchaj. Bo miała pięć, pięciu kotów. A więc mówi tak - Słuchaj, ja będę miała jeszcze konferencję, potem idę na zebranie i tak dalej, a ty już rozpoczęłaś te pranie, bo chciałam żebyś ty później dała, prawda, tym kotom jedzenie. No, ale - mówi - to już ja im dam teraz, przed wyjściem. I ona grzeje ten rosół z kartoflami - nie zapomnę tego, no teraz może łatwiej mi to mówić, ale młodzież dzisiejsza by tego nie zrozumiała - a ona już ubrana, te miske dla tych kotów stawia w przedpokoju, a ja oczywiście nogą odganiam tych kotów, i ona jak to śpiesząc sie fruwała tylko w tym wszystkim, prawda, i poszła. A mama, zajęta praniem w kuchni, nie wiedziała, że jej córeczka wzięła tą miskę rosołu z kartoflami, postawiła na stołeczku i zjadła, nie mówiąc o tym oczywiście nic. I od razu w oczach mnie przejaśniało. Patrzę - ja lepiej widzę, jestem weselsza i tak dalej. Mama nic nie wiedziała, a ja siedziałam jak trusia, żeby po prostu jej nie przeszkadzać, bo ona ciężko pracuje.
No, i wychodzimy, i tak podskakuję i śmieję się, a mama mówi - A co ty taka wesoła jesteś? A ja mówię - Mamo, czy ty wiesz, że ja ten rosół zjadłam? Ale jeszcze muszę powiedzieć ten fragment, kiedy pani wraca, wieczorem - no, i to było może teraz, dla dzisiejszych osób może to zabawne – ale, ale pani wraca, a koty wychudzone miauczą niesamowicie, bo są głodne. Pani wpada do kuchni, do mojej mamy, i mówi - Stasia, no przecież ja im dałam, widziałaś: taką dużą miskę rosołu, żeby im starczyło na cały dzień, że ja późno wrócę, a zobacz, jak oni miauczą, jakie oni chude - zupełnie, jakby nie jedli nic. Ty widziałaś, czy oni jedli ten rosół? A moja mama nie wiedziała, bo ja jej dopiero powiedziałam tą historię, jak wyszliśmy na drodze, tak, więc ona nie wiedziała, i mówi - Ja nie wiem, jak pani dała, to pewnie jedli. I dopiero mamie opowiedziałam tą historię, no, a mamie było przykro, no, ale już na drugi raz do tej pani nie poszła…
Wystawa „Niewidoczne. Historie warszawskich służących” potrwa od 18 listopada 2021 do 20 marca 2022 w siedzibie głównej Muzeum Warszawy na Rynku Starego Miasta.

Jest to odcinek podkastu:
Praskie Audiohistorie

Praskie Audiohistorie.
Podcast Archiwum Historii Mówionej Muzeum Warszawskiej Pragi.

Przez cały rok, w każdy wtorek, nadamy nowy odcinek podcastu “Praskie Audiohistorie”.
Będziemy mówić o historii i współczesności prawobrzeżnej Warszawy.
Posłuchasz wspomnień najstarszych prażan, z nagrań zgromadzonych w naszym muzealnym archiwum, dowiesz się, o czym i jak robimy wystawy.
Zdradzimy, czego kuratorzy nie pokazali na wystawie - do jakich materiałów dotarliśmy opracowując wybrany temat.
Czasem coś przeczytamy, coś dopowiemy, coś przypomnimy…
Żyj z nami dawnym i dzisiejszym życiem warszawskiej Pragi. Szukaj nas na muzeumpragi.pl, na kanałach Spotify, Google Podcasts i Apple Podcasts oraz na muzealnym Facebooku.

Podcast nagrywa Anna Mizikowska, kustosz Muzeum Warszawskiej Pragi

Partnerem Projektu jest Totalizator Sportowy. Jubileusz 65 Lat Totalizatora Sportowego.

Kategorie:
Historia

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie