Słuchać, żeby usłyszeć

Oddaję głos ludziom, którzy małymi krokami chcą budować trochę bardziej wrażliwy świat. Szukam odpowiedzi na ważne pytania. Wypatruję światła. Słucham. Zapraszam do przejścia kawałka drogi razem ze mną i z moimi rozmówcami. Z wiarą, że w jej trakcie wydarzy się w nas coś dobrego.


Odcinki od najnowszych:

Brat Marek - pierwszy Polak we wspólnocie z Taizé, od kilku lat zajmuje się przyjmowaniem migrantów i uchodźców, chce żyć Ewangelią
2021-09-26 18:01:33

Kiedy nagrywaliśmy naszą rozmowę pod koniec sierpnia, byliśmy mocno zaniepokojeni wieściami, które docierały do nas z polsko-białoruskiej granicy. Od tego czasu wiele się zmieniło. Polskie władze wprowadziły stan wyjątkowy, a na granicy giną ludzie. Ból zaczął mieszać się z przerażeniem. Jestem tym wszystkim głęboko wstrząśnięty. Równocześnie wierzę, że jeśli coś ma się zmienić, to trzeba oddawać głos świadkom miłości, takim jak brat Marek z Taizé. To człowiek, o którego wrażliwości i dobrym sercu przekonało się tysiące Polaków, z kilku pokoleń, którzy go spotkali na swojej drodze. Również ja zawdzięczam mu bardzo wiele. Spotkanie z nim prawie 20 lat temu ogromnie wpłynęło na to, jakim dziś jestem człowiekiem i jaką idę drogą. Od samego początku istnienia wspólnota z Taizé przyjmowała u siebie i pomagała uchodźcom i wykluczonym. Najpierw ukrywała żydów uciekających przed nazistami. Później pomagała niemieckim jeńcom, z którymi mało kto chciał mieć kontakt. W kolejnych latach w wiosce zamieszkali ludzie uciekający z Wietnamu, Laosu, Bośni i Rwandy. W ostatnich latach wspólnota zaopiekowała się uchodźcami z Syrii, Iraku, Afganistanu, Erytrei, południowego Sudanu i jezydzkimi wdowami. Dziś bracia znowu przygotowują się do przyjęcia kilkudziesięciu uchodźców z Afganistanu. Od kilku lat odpowiedzialnym za goszczenie w Taizé uchodźców jest brat Marek. W podcaście dzieli się swoimi doświadczeniami, opowiada o tym, jak wpłynęły one na jego wiarę i myślenie. Mówi o konkretnym, wypróbowanym wielokrotnie modelu przyjmowania uchodźców i migrantów przez małe lokalne społeczności. Opowiada o tym, jak w nowej rzeczywistości odnajdują się muzułmanie przyjęci przez chrześcijańską wspólnotę. I wstrząsającą historię Aliego, chłopaka, który uciekł z niewoli, od prześladowań i tortur, i znalazł bezpieczne schronienie w Taizé. W pewnym momencie pytam go o to, dlaczego przy tak wielu różnych wyzwaniach i zaangażowaniach ich wspólnota jeszcze otwiera się na przyjęcie uchodźców. Brat Marek bez chwili zawahania, spokojnym i ciepłym głosem odpowiada: "Bo my tu próbujemy żyć Ewangelią". Zapraszam Was, do wysłuchania naszej rozmowy. I wyjątkowo mocno proszę Was o jej udostępnianie.
Kiedy nagrywaliśmy naszą rozmowę pod koniec sierpnia, byliśmy mocno zaniepokojeni wieściami, które docierały do nas z polsko-białoruskiej granicy. Od tego czasu wiele się zmieniło. Polskie władze wprowadziły stan wyjątkowy, a na granicy giną ludzie. Ból zaczął mieszać się z przerażeniem.

Jestem tym wszystkim głęboko wstrząśnięty. Równocześnie wierzę, że jeśli coś ma się zmienić, to trzeba oddawać głos świadkom miłości, takim jak brat Marek z Taizé. To człowiek, o którego wrażliwości i dobrym sercu przekonało się tysiące Polaków, z kilku pokoleń, którzy go spotkali na swojej drodze. Również ja zawdzięczam mu bardzo wiele. Spotkanie z nim prawie 20 lat temu ogromnie wpłynęło na to, jakim dziś jestem człowiekiem i jaką idę drogą.

Od samego początku istnienia wspólnota z Taizé przyjmowała u siebie i pomagała uchodźcom i wykluczonym. Najpierw ukrywała żydów uciekających przed nazistami. Później pomagała niemieckim jeńcom, z którymi mało kto chciał mieć kontakt. W kolejnych latach w wiosce zamieszkali ludzie uciekający z Wietnamu, Laosu, Bośni i Rwandy. W ostatnich latach wspólnota zaopiekowała się uchodźcami z Syrii, Iraku, Afganistanu, Erytrei, południowego Sudanu i jezydzkimi wdowami. Dziś bracia znowu przygotowują się do przyjęcia kilkudziesięciu uchodźców z Afganistanu.

Od kilku lat odpowiedzialnym za goszczenie w Taizé uchodźców jest brat Marek. W podcaście dzieli się swoimi doświadczeniami, opowiada o tym, jak wpłynęły one na jego wiarę i myślenie. Mówi o konkretnym, wypróbowanym wielokrotnie modelu przyjmowania uchodźców i migrantów przez małe lokalne społeczności. Opowiada o tym, jak w nowej rzeczywistości odnajdują się muzułmanie przyjęci przez chrześcijańską wspólnotę. I wstrząsającą historię Aliego, chłopaka, który uciekł z niewoli, od prześladowań i tortur, i znalazł bezpieczne schronienie w Taizé.

W pewnym momencie pytam go o to, dlaczego przy tak wielu różnych wyzwaniach i zaangażowaniach ich wspólnota jeszcze otwiera się na przyjęcie uchodźców. Brat Marek bez chwili zawahania, spokojnym i ciepłym głosem odpowiada: "Bo my tu próbujemy żyć Ewangelią".

Zapraszam Was, do wysłuchania naszej rozmowy. I wyjątkowo mocno proszę Was o jej udostępnianie.

Jakub Pankowiak po roku bolesnych doświadczeń w kontaktach z polskimi biskupami mówi: "To nie są moi pasterze"
2021-08-10 18:55:37

To najtrudniejsza rozmowa jaką odbyłem od kiedy zacząłem nagrywać podcasty. Kiedy nieco ponad rok temu, niedługo po premierze filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, pierwszy raz spotkałem się z Jakubem Pankowiakiem, mimo potwornych zranień, jakich doświadczył w Kościele, Jakub miał w sobie wiele nadziei. Marzył o stanięciu przed polskim episkopatem. Wierzył, że jeśli podzieli się z biskupami doświadczeniem osoby skrzywdzonej, to poruszy ich serca i coś w nich zmieni. Niestety rzeczywistość boleśnie sprowadziła go na ziemię. Ostatnie 12 miesięcy to ciąg wydarzeń, które konsekwentnie zabijały jego wiarę. Spotkania z biskupami-urzędnikami, którzy nie potrafią wrażliwie traktować zranionych. Zderzenie z kuriami, które zamiast wspierać, traktują skrzywdzonych jak intruzów i próbują wymuszać milczenie. Druzgocące doświadczenie kontaktów z władzami kościelnymi bardziej dbającymi o swój wizerunek i interesy niż o los ludzi, których życie zostało złamane przez ich zaniedbania i krycie przestępców w sutannach. Dziś Jakub z ogromnym bólem serca mówi, że nie potrafi nazywać polskich hierarchów, z którymi miał kontakt, swoimi pasterzami. Tylko o jednym z nich jest w stanie wypowiadać się z wdzięcznością. A ja staję obok Jakuba, oddaję mu głos i wiem, że muszę zrobić wszystko, żeby został w Kościele usłyszany. Bo jeśli nasza wspólnota ma się nawracać i być bardziej ewangeliczna, to musimy być z tymi, którzy są krzywdzeni i powiedzieć zdecydowane nie tym, którzy nie tylko kiedyś w przeszłości swoimi zaniedbaniami, zachowaniami i decyzjami do tej krzywdy się przyczynili, ale robią to dalej również dziś. Jakub, jestem z Tobą. Dziękuję Ci za Twoją odwagę. I proszę Cię, nie poddawaj się. Bo to dzięki takim ludziom jak Ty światło Ewangelii może powoli przebijać się przez przerażający mrok zła, strukturalnego grzechu i braku wrażliwości. Rok temu, po naszym pierwszym spotkaniu, kiedy wielu nazywało Cię „wrogiem Kościoła”, napisałem publicznie, że chcę zaświadczyć, że jesteś ewangelicznym, odważnym, dojrzałym, wrażliwym i pięknym człowiekiem. Dziś podpisuję się pod tymi słowami z jeszcze większym przekonaniem. — Posłuchajmy i usłyszmy Jakuba.
To najtrudniejsza rozmowa jaką odbyłem od kiedy zacząłem nagrywać podcasty.

Kiedy nieco ponad rok temu, niedługo po premierze filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, pierwszy raz spotkałem się z Jakubem Pankowiakiem, mimo potwornych zranień, jakich doświadczył w Kościele, Jakub miał w sobie wiele nadziei. Marzył o stanięciu przed polskim episkopatem. Wierzył, że jeśli podzieli się z biskupami doświadczeniem osoby skrzywdzonej, to poruszy ich serca i coś w nich zmieni.

Niestety rzeczywistość boleśnie sprowadziła go na ziemię.

Ostatnie 12 miesięcy to ciąg wydarzeń, które konsekwentnie zabijały jego wiarę. Spotkania z biskupami-urzędnikami, którzy nie potrafią wrażliwie traktować zranionych. Zderzenie z kuriami, które zamiast wspierać, traktują skrzywdzonych jak intruzów i próbują wymuszać milczenie. Druzgocące doświadczenie kontaktów z władzami kościelnymi bardziej dbającymi o swój wizerunek i interesy niż o los ludzi, których życie zostało złamane przez ich zaniedbania i krycie przestępców w sutannach.

Dziś Jakub z ogromnym bólem serca mówi, że nie potrafi nazywać polskich hierarchów, z którymi miał kontakt, swoimi pasterzami. Tylko o jednym z nich jest w stanie wypowiadać się z wdzięcznością.

A ja staję obok Jakuba, oddaję mu głos i wiem, że muszę zrobić wszystko, żeby został w Kościele usłyszany.

Bo jeśli nasza wspólnota ma się nawracać i być bardziej ewangeliczna, to musimy być z tymi, którzy są krzywdzeni i powiedzieć zdecydowane nie tym, którzy nie tylko kiedyś w przeszłości swoimi zaniedbaniami, zachowaniami i decyzjami do tej krzywdy się przyczynili, ale robią to dalej również dziś.

Jakub, jestem z Tobą. Dziękuję Ci za Twoją odwagę. I proszę Cię, nie poddawaj się. Bo to dzięki takim ludziom jak Ty światło Ewangelii może powoli przebijać się przez przerażający mrok zła, strukturalnego grzechu i braku wrażliwości.

Rok temu, po naszym pierwszym spotkaniu, kiedy wielu nazywało Cię „wrogiem Kościoła”, napisałem publicznie, że chcę zaświadczyć, że jesteś ewangelicznym, odważnym, dojrzałym, wrażliwym i pięknym człowiekiem. Dziś podpisuję się pod tymi słowami z jeszcze większym przekonaniem.



Posłuchajmy i usłyszmy Jakuba.

Siostra Eliza - odważna kobieta, czuła siostra, matka lwica walcząca o los chłopaków z niepełnosprawnościami
2021-05-21 19:51:57

Kiedy skończyliśmy prace nad książką pozostał we mnie jakiś niedosyt. Bo czułem, że Eliza opowiedziała w "Siostrach z Broniszewic" kilka historii, które mnie rozwaliły na łopatki i wiedziałem, że chciałbym je jeszcze pogłębić, a w książce nie było już na to miejsca. Dlatego wróciłem do Broniszewic nagrać jeszcze tę jedną, długą rozmowę. Była zakochana na zabój w światowej gwieździe rocka, planowała z nim ślub, a została siostrą zakonną. Mówi, że relację z Szefem ma tak bliską, że żyją jak żona z mężem. I to dosłownie. Opowiada historie o znanych niekościelnych i niewierzących osobach, z którymi kontakt budzi w niej nadzieję. Mimo, że wielu może to gorszyć. I oczywiście o swoim synku Filipku i wspaniałych Chłopakach z Broniszewic, dla których jest w stanie zrobić absolutnie wszystko. Ale kryzys może rozłożyć na łopatki każdego. Dlatego Eliza odsłania też te trudniejsze momenty w jej życiu, które doprowadziły ją do depresji. Na koniec szukamy światła i nadziei. Bo przecież tam, gdzie są miłość i Ewangelia - a ja w Broniszewicach widzę je na każdym kroku - to do nich należy ostatnie słowo. Odważna kobieta, czuła siostra zakonna, matka lwica. Prawdziwa, z sercem gorącym jak wulkan i szczera do bólu. Marzy o Kościele, który nikogo nie wyklucza i troszczy się o najsłabszych. Zapraszam Was na prawie dwugodzinną podróż w świat siostry Elizy Myk. Jak zawsze z nastawieniem na takie słuchanie, żeby naprawdę usłyszeć.
Kiedy skończyliśmy prace nad książką pozostał we mnie jakiś niedosyt. Bo czułem, że Eliza opowiedziała w "Siostrach z Broniszewic" kilka historii, które mnie rozwaliły na łopatki i wiedziałem, że chciałbym je jeszcze pogłębić, a w książce nie było już na to miejsca.

Dlatego wróciłem do Broniszewic nagrać jeszcze tę jedną, długą rozmowę.

Była zakochana na zabój w światowej gwieździe rocka, planowała z nim ślub, a została siostrą zakonną.

Mówi, że relację z Szefem ma tak bliską, że żyją jak żona z mężem. I to dosłownie.

Opowiada historie o znanych niekościelnych i niewierzących osobach, z którymi kontakt budzi w niej nadzieję. Mimo, że wielu może to gorszyć.

I oczywiście o swoim synku Filipku i wspaniałych Chłopakach z Broniszewic, dla których jest w stanie zrobić absolutnie wszystko.

Ale kryzys może rozłożyć na łopatki każdego. Dlatego Eliza odsłania też te trudniejsze momenty w jej życiu, które doprowadziły ją do depresji.

Na koniec szukamy światła i nadziei. Bo przecież tam, gdzie są miłość i Ewangelia - a ja w Broniszewicach widzę je na każdym kroku - to do nich należy ostatnie słowo.

Odważna kobieta, czuła siostra zakonna, matka lwica. Prawdziwa, z sercem gorącym jak wulkan i szczera do bólu. Marzy o Kościele, który nikogo nie wyklucza i troszczy się o najsłabszych.

Zapraszam Was na prawie dwugodzinną podróż w świat siostry Elizy Myk. Jak zawsze z nastawieniem na takie słuchanie, żeby naprawdę usłyszeć.

Paweł Domagała - wrażliwy artysta, kochający mąż i tata, świadomy katolik, fundamentalista w miłości
2021-04-24 19:31:00

Paweł Domagała mówi o tym, co ukształtowało jego wrażliwość, o najważniejszych wartościach, o marzeniach, miłości, rodzinie i wierności. Oraz o wierze, poszukiwaniach, wątpliwościach, wkurzeniu na Kościół. Ale też o nadziej i wierze wbrew wszystkiemu. I o tym, jakim radykałem i fundamentalistą chce być. Jest do bólu szczery, nie boi się mówić rzeczy, za które obrywa mu się z różnych stron. Zapraszam Was na godzinną podróż w świat Pawła Domagały. Jak zawsze z nastawieniem na takie słuchanie, żeby naprawdę usłyszeć.
Paweł Domagała mówi o tym, co ukształtowało jego wrażliwość, o najważniejszych wartościach, o marzeniach, miłości, rodzinie i wierności. Oraz o wierze, poszukiwaniach, wątpliwościach, wkurzeniu na Kościół. Ale też o nadziej i wierze wbrew wszystkiemu. I o tym, jakim radykałem i fundamentalistą chce być. Jest do bólu szczery, nie boi się mówić rzeczy, za które obrywa mu się z różnych stron.

Zapraszam Was na godzinną podróż w świat Pawła Domagały. Jak zawsze z nastawieniem na takie słuchanie, żeby naprawdę usłyszeć.

Ojciec Tarsycjusz - franciszkanin, jako nastolatek został wykorzystany seksualnie przez księdza, walczy o prawdę, chce zmian w Kościele
2021-03-20 19:42:19

Był młodym chłopakiem, kiedy ponad 25 lat temu został wykorzystany seksualnie przez księdza Andrzeja Dymera. Od tego czasu doświadczył i wciąż doświadcza w Kościele takich rzeczy, które pewnie złamałyby większość z nas. Miał wszelkie podstawy do tego, żeby odejść i z hukiem zatrzasnąć za sobą drzwi. Wybrał jednak zupełnie inną drogę. Jest franciszkaninem, wrażliwym księdzem. Pojechałem na dwa dni do klasztoru na północy Polski, żeby go spotkać, posłuchać i spróbować dowiedzieć się, jak radził i radzi sobie ze wszystkim tym, co najtrudniejsze i najbardziej bolesne. Oraz gdzie szuka nadziei. Oto jego historia.
Był młodym chłopakiem, kiedy ponad 25 lat temu został wykorzystany seksualnie przez księdza Andrzeja Dymera. Od tego czasu doświadczył i wciąż doświadcza w Kościele takich rzeczy, które pewnie złamałyby większość z nas. Miał wszelkie podstawy do tego, żeby odejść i z hukiem zatrzasnąć za sobą drzwi. Wybrał jednak zupełnie inną drogę.

Jest franciszkaninem, wrażliwym księdzem. Pojechałem na dwa dni do klasztoru na północy Polski, żeby go spotkać, posłuchać i spróbować dowiedzieć się, jak radził i radzi sobie ze wszystkim tym, co najtrudniejsze i najbardziej bolesne. Oraz gdzie szuka nadziei. Oto jego historia.

Magda Klejc (Frączek) - niepokorna katoliczka, wrażliwa mama, nie godzi się na patriarchat i nadużycia w Kościele, wspiera protesty kobiet
2021-02-20 18:38:56

Jeszcze kilka lat temu była w gronie ambasadorów Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. A jeszcze wcześniej bardzo chętnie zapraszaną na różne wydarzenia kościelne przez księży "chrześcijańską wokalistką". Dziś na jej zdjęciu profilowym zobaczysz czerwony piorun. Przeczytasz też odważne wpisy o tym, co ją boli w Kościele, na jakie patologie się nie godzi. Przyjechałem do Magdy, żeby zapytać ją o proces zmian, który w niej zaszedł w ostatnich latach.
Jeszcze kilka lat temu była w gronie ambasadorów Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. A jeszcze wcześniej bardzo chętnie zapraszaną na różne wydarzenia kościelne przez księży "chrześcijańską wokalistką". Dziś na jej zdjęciu profilowym zobaczysz czerwony piorun. Przeczytasz też odważne wpisy o tym, co ją boli w Kościele, na jakie patologie się nie godzi. Przyjechałem do Magdy, żeby zapytać ją o proces zmian, który w niej zaszedł w ostatnich latach.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie