Książki Które Uczą

Omawiam najważniejsze lekcje z ciekawych książek, by zaoszczędzić Ci czasu lub zachęcić do ich przeczytania. Zaobserwuj na Instagramie lub YouTube: https://linktr.ee/ksiazkiktoreucza


Odcinki od najnowszych:

Zapowiedź sezonu #2
2023-01-13 20:31:15

Jakie książki i tematy będziemy omawiać? Co nowego przyniosą najbliższe odcinki? Dlaczego “nowy sezon” a nie po prostu nowe odcinki? Lecimy z tematem

Jakie książki i tematy będziemy omawiać?

Co nowego przyniosą najbliższe odcinki?

Dlaczego “nowy sezon” a nie po prostu nowe odcinki?

Lecimy z tematem

Listy starego diabła do młodego – C.S. Lewis
2022-04-29 14:49:53

Mam takie wrażenie, że istnieje pewna uniwersalna instrukcja obsługi człowieka. Rodząc się dostajemy do ręki zeszyt. Ten zeszyt – wierzyć lub nie – zapiszemy przede wszystkim naszymi błędami. Pomyłkami. Niechcianymi słowami, których żałujemy do dziś i pięknymi chwilami, po których została tylko lekka mgiełka. Zastanawiam się, czy gdyby każdemu włożyć zamiast pierwszej strony kartkę z napisem „instrukcja obsługi – będziesz żałować, jeśli się nie zastosujesz” to czy jest szansa, ze na tych kartkach będzie choć trochę więcej dobrych, niż złych doświadczeń? Mam wrażenie, że streszczenie książki „Listy starego diabła do młodego” mogłoby być właśnie taką kartką. Lewis w przezabawnej satyrze wytknął wszystkie przywary i mechanizmy rządzące ludzkością. Pokazał, już 80 lat temu, że jako gatunek ludzki wciąż wchodzimy do tej samej rzeki. A choć mosty, które próbujemy nad nią budować są ładniejsze, to wcale nie są bardziej użyteczne. Obejrzyj na YouTube: Posłuchaj podcastu: O czym są „Listy starego diabła do młodego”? Po raz pierwszy opublikowana w lutym 1942 r. napisana jest w formie listów od starszego demona Krętacza do jego siostrzeńca Piołuna, młodszego kusiciela. Celem młodego diabła jest kuszenie przypisanego mu człowieka w taki sposób, by po zakończeniu żywota bezapelacyjnie trafił do piekła. Jak możecie się domyślać, praca w piekle łatwa nie jest, a przełożeni do wyrozumiałych nie należą. To, co więc czytamy, to upomnienia i instrukcje, w jaki sposób Krętacz powinien podchodzić do ludzi, żeby z powodzeniem sprowadzić ich dusze na manowce. Właśnie w ten sposób Lewis przedstawiają nam typowe ludzkie życie, ze wszystkimi jego pokusami i upadkami, ale widziane z diabelskiego punktu widzenia. W 31 listach Krętacz daje Piołunowi szczegółowe porady na temat różnych metod podważania bożych słów i promowania porzucenia Boga. Piołun zaś zdaje mu pełne sprawozdania z postępów swoich działań, a przy każdej próbie kuszenia odkrywa przed nami kolejne ludzkie przywary i niedoskonałości. To książka dla osób, które: lubią abstrakcyjny sposób myślenia Lubią filozofować. Krętacz przeplata demoniczne porady obserwacjami na temat ludzkiej natury i Biblii. W jego systemie moralnym samolubny zysk i władza są postrzegane jako jedyne dobro i żaden demon nie może uznać ludzkiej cnoty. Te głębokie wywody mogą być źródłem nowej prawdy i przemyśleń. Jednak dla niektórych rozległe wypowiedzi Krętacza będą przypominać bardziej tyrady i jedyną korzyścią będzie ułatwienie zasypiania. Nie jest dla osób, które: Nudzi dawny sposób pisania; Nie przepadają za filozofowaniem; Nie lubią czytać fikcji, Choć moje serce skradła, to absolutnie nie powinniście tracić na nią czasu. Kim jest autor? C.S. Lewis , właściwie  Clive Staples Lewis , pseud.  Jack  (ur. 29 listopada 1898 w Belfaście, zm. 22 listopada 1963 w Kilns) – brytyjski pisarz, filozof i filolog. Znany jest ze swoich prac na temat literatury średniowiecznej, dzieł krytycznoliterackich oraz z zakresu apologetyki chrześcijańskiej, jak również cyklu powieści fantastycznych  Opowieści z Narnii . Był jednym z najbliższych przyjaciół  J.R.R. Tolkiena , wraz z którym wykładał na wydziale literatury angielskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim. Wspólnie należeli do literackiej grupy  Inklingów . Częściowo ze względu na wpływ Tolkiena, a także lektury Gilberta Keitha Chestertona Lewis wrócił do praktyk religinych. Przemiana ta miała wielki wpływ na jego twórczość. Najważniejsze lekcje Wyjątkowo, w tym odcinku nie podam Wam najważniejszych lekcji z tej książki. Jest ich po prostu zbyt dużo, a niektóre mógłbym nawet streścić jednym zdaniem. bądź wierny/a swoim wartościom zachowanie wzmacnia się przez powtarzanie nie bądź obojętny/a na krzywdę Każdy z 31 listów jest swojego rodzaju przypominajką moralną i jednocześnie przestrogą, że gdzieś tam czychają siły gotowe odebrać nam prawdziwą radość z życia. W książce te “złe siły” są przedstawione jako słudzy piekła, którzy walczą z bogiem. Imożna to postrzebać w ten sposób. Jesli jednak – jak ja- nie jesteś osobą związaną z jakąkolwiek religią, to zauważysz, że te “że siły” to tak naprawdę część ludzkiej natury. Słabości, z którymi zmagamy się od urodzenia. Działania, kóre dają nam fałszywe poczucie sukcesu, lub chwilową dawkę radości. Działania, które w dłuższym terminie i nadużywane są dla nas złe. Mowa tu o nałogach, zatruwających relacje uczuciach, egocentyzmie i wszystkich tych przywarach ludzkości, dzięki którym psychoterapeuci i dietetycy mają tyle pracy. Okazuje się, że wszystko to dotyczyło nas 80 lat temu w takim samym stopniu, jak dotyczy i teraz. Serdecznie polecam Wam tę książkę. Choć czytałem ją pół roku temu, wciąż przypominam sobie niektóre fragmenty i wiem, że jeszcze nie jeden raz do niej wrócę. A rzadko tak miewam z książkami. Artykuł Listy starego diabła do młodego – C.S. Lewis pochodzi z serwisu Książki Które Uczą .

Mam takie wrażenie, że istnieje pewna uniwersalna instrukcja obsługi człowieka.

Rodząc się dostajemy do ręki zeszyt. Ten zeszyt – wierzyć lub nie – zapiszemy przede wszystkim naszymi błędami. Pomyłkami. Niechcianymi słowami, których żałujemy do dziś i pięknymi chwilami, po których została tylko lekka mgiełka.

Zastanawiam się, czy gdyby każdemu włożyć zamiast pierwszej strony kartkę z napisem „instrukcja obsługi – będziesz żałować, jeśli się nie zastosujesz” to czy jest szansa, ze na tych kartkach będzie choć trochę więcej dobrych, niż złych doświadczeń?

Mam wrażenie, że streszczenie książki „Listy starego diabła do młodego” mogłoby być właśnie taką kartką. Lewis w przezabawnej satyrze wytknął wszystkie przywary i mechanizmy rządzące ludzkością. Pokazał, już 80 lat temu, że jako gatunek ludzki wciąż wchodzimy do tej samej rzeki. A choć mosty, które próbujemy nad nią budować są ładniejsze, to wcale nie są bardziej użyteczne.

Obejrzyj na YouTube:

Posłuchaj podcastu:

O czym są „Listy starego diabła do młodego”?

Po raz pierwszy opublikowana w lutym 1942 r. napisana jest w formie listów od starszego demona Krętacza do jego siostrzeńca Piołuna, młodszego kusiciela. Celem młodego diabła jest kuszenie przypisanego mu człowieka w taki sposób, by po zakończeniu żywota bezapelacyjnie trafił do piekła. Jak możecie się domyślać, praca w piekle łatwa nie jest, a przełożeni do wyrozumiałych nie należą. To, co więc czytamy, to upomnienia i instrukcje, w jaki sposób Krętacz powinien podchodzić do ludzi, żeby z powodzeniem sprowadzić ich dusze na manowce.

Właśnie w ten sposób Lewis przedstawiają nam typowe ludzkie życie, ze wszystkimi jego pokusami i upadkami, ale widziane z diabelskiego punktu widzenia. W 31 listach Krętacz daje Piołunowi szczegółowe porady na temat różnych metod podważania bożych słów i promowania porzucenia Boga. Piołun zaś zdaje mu pełne sprawozdania z postępów swoich działań, a przy każdej próbie kuszenia odkrywa przed nami kolejne ludzkie przywary i niedoskonałości.

To książka dla osób, które:
  • lubią abstrakcyjny sposób myślenia
  • Lubią filozofować.

Krętacz przeplata demoniczne porady obserwacjami na temat ludzkiej natury i Biblii. W jego systemie moralnym samolubny zysk i władza są postrzegane jako jedyne dobro i żaden demon nie może uznać ludzkiej cnoty. Te głębokie wywody mogą być źródłem nowej prawdy i przemyśleń. Jednak dla niektórych rozległe wypowiedzi Krętacza będą przypominać bardziej tyrady i jedyną korzyścią będzie ułatwienie zasypiania.

Nie jest dla osób, które:
  • Nudzi dawny sposób pisania;
  • Nie przepadają za filozofowaniem;
  • Nie lubią czytać fikcji,

Choć moje serce skradła, to absolutnie nie powinniście tracić na nią czasu.

Kim jest autor?

C.S. Lewis, właściwie Clive Staples Lewis, pseud. Jack (ur. 29 listopada 1898 w Belfaście, zm. 22 listopada 1963 w Kilns) – brytyjski pisarz, filozof i filolog. Znany jest ze swoich prac na temat literatury średniowiecznej, dzieł krytycznoliterackich oraz z zakresu apologetyki chrześcijańskiej, jak również cyklu powieści fantastycznych Opowieści z Narnii.

Był jednym z najbliższych przyjaciół J.R.R. Tolkiena, wraz z którym wykładał na wydziale literatury angielskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim. Wspólnie należeli do literackiej grupy Inklingów. Częściowo ze względu na wpływ Tolkiena, a także lektury Gilberta Keitha Chestertona Lewis wrócił do praktyk religinych. Przemiana ta miała wielki wpływ na jego twórczość.

Najważniejsze lekcje

Wyjątkowo, w tym odcinku nie podam Wam najważniejszych lekcji z tej książki.

Jest ich po prostu zbyt dużo, a niektóre mógłbym nawet streścić jednym zdaniem.

  • bądź wierny/a swoim wartościom
  • zachowanie wzmacnia się przez powtarzanie
  • nie bądź obojętny/a na krzywdę

Każdy z 31 listów jest swojego rodzaju przypominajką moralną i jednocześnie przestrogą, że gdzieś tam czychają siły gotowe odebrać nam prawdziwą radość z życia.

W książce te “złe siły” są przedstawione jako słudzy piekła, którzy walczą z bogiem. Imożna to postrzebać w ten sposób.

Jesli jednak – jak ja- nie jesteś osobą związaną z jakąkolwiek religią, to zauważysz, że te “że siły” to tak naprawdę część ludzkiej natury. Słabości, z którymi zmagamy się od urodzenia. Działania, kóre dają nam fałszywe poczucie sukcesu, lub chwilową dawkę radości. Działania, które w dłuższym terminie i nadużywane są dla nas złe.

Mowa tu o nałogach, zatruwających relacje uczuciach, egocentyzmie i wszystkich tych przywarach ludzkości, dzięki którym psychoterapeuci i dietetycy mają tyle pracy.

Okazuje się, że wszystko to dotyczyło nas 80 lat temu w takim samym stopniu, jak dotyczy i teraz.

Serdecznie polecam Wam tę książkę. Choć czytałem ją pół roku temu, wciąż przypominam sobie niektóre fragmenty i wiem, że jeszcze nie jeden raz do niej wrócę. A rzadko tak miewam z książkami.

Artykuł Listy starego diabła do młodego – C.S. Lewis pochodzi z serwisu Książki Które Uczą.

Krótka historia prawie wszystkiego – Bill Bryson
2021-11-06 07:00:00

Żyjemy w pięknych czasach. Mamy zderzacze hadronów, robimy zdjęcia czarnym dziurom, a poziom naszej wiedzy zależy właściwie tylko od naszej wytrwałości i ciekawości. Oczywiście tak nie było zawsze. W książkach i filmach wciąż dowiadujemy się o tym, że kiedyś najlepszym znanym sposobem na leczenie było np. upuszczanie krwi, wiek Ziemii oceniano na 6 tysięcy lat, pochodzenie człowieka od małpy uważano za herezję. Choć nie wszyscy zaakceptowali te zmiany i jeszcze dużo odkryć przed nami, to mogę sie pokusić o stwierdzenie, że świat poszedł bardzo do przodu, jeśli chodzi o poziom tego, co o nim wiemy. Tylko skąd właściwie wiemy, że to prawada? Jak – jako ludzkość – doszliśmy do tego miejsca i czy powinniśmy wierzyć w każde słowo naukowców? Z pewnością nie powinniśmy być łatwowierni, ale to temat na całkiem inny odcinek. Dziś zajmiemy się genezą naszej wiedzy i jak to się stało, że wiemy tak dużo, a jednocześnie tak wiele przed nami. Posłuży nam do tego książka Billa Brysona pt. Krótka historia prawie wszystkiego. Obejrzyj na YouTube: https://youtu.be/EcWTJ1EwM34 Posłuchaj podcastu: To książka dla osób, które: Jest to książka dla osób: ciekawych świata; lubiących znać odpowiedź na pytania: jak, skąd i dlaczego; zainteresowanych nauką i odkryciami. Nie jest dla osób, które: Nie jest to książka dla osób, które: chcą szybkiego dostępu do wiedzy, bez wczytywania się w szczegóły; nie przepadają za przesadnymi opisami; szukają odpowiedzi na konkretne zagadnienia. O tym, dlaczego takie a nie inne argumenty wskazałem, opowiem więcej na koniec, w części poświęconej mojemu osobistemu doświadczeniu z tą książką

Żyjemy w pięknych czasach. Mamy zderzacze hadronów, robimy zdjęcia czarnym dziurom, a poziom naszej wiedzy zależy właściwie tylko od naszej wytrwałości i ciekawości.

Oczywiście tak nie było zawsze.

W książkach i filmach wciąż dowiadujemy się o tym, że kiedyś najlepszym znanym sposobem na leczenie było np. upuszczanie krwi, wiek Ziemii oceniano na 6 tysięcy lat, pochodzenie człowieka od małpy uważano za herezję.

Choć nie wszyscy zaakceptowali te zmiany i jeszcze dużo odkryć przed nami, to mogę sie pokusić o stwierdzenie, że świat poszedł bardzo do przodu, jeśli chodzi o poziom tego, co o nim wiemy.

Tylko skąd właściwie wiemy, że to prawada? Jak – jako ludzkość – doszliśmy do tego miejsca i czy powinniśmy wierzyć w każde słowo naukowców?

Z pewnością nie powinniśmy być łatwowierni, ale to temat na całkiem inny odcinek. Dziś zajmiemy się genezą naszej wiedzy i jak to się stało, że wiemy tak dużo, a jednocześnie tak wiele przed nami.

Posłuży nam do tego książka Billa Brysona pt. Krótka historia prawie wszystkiego.

Obejrzyj na YouTube:

https://youtu.be/EcWTJ1EwM34

Posłuchaj podcastu:

To książka dla osób, które:

Jest to książka dla osób:

  • ciekawych świata;
  • lubiących znać odpowiedź na pytania: jak, skąd i dlaczego;
  • zainteresowanych nauką i odkryciami.
Nie jest dla osób, które:

Nie jest to książka dla osób, które:

  • chcą szybkiego dostępu do wiedzy, bez wczytywania się w szczegóły;
  • nie przepadają za przesadnymi opisami;
  • szukają odpowiedzi na konkretne zagadnienia.

O tym, dlaczego takie a nie inne argumenty wskazałem, opowiem więcej na koniec, w części poświęconej mojemu osobistemu doświadczeniu z tą książką

Prawdziwa historia miłości – Alain de Botton
2021-08-21 11:27:02

Czy jesteś w szczęśliwym związku? W historii ludzkości to stosunkowo nowe pytanie, którego powstanie datuje się na połowę 18-ego wieku. I my wszyscy, obecnie żyjący, jesteśmy spadkobiercami tej idei. Idei miłości romantycznej. Problem leży w tym, że nie do końca odpowiada realiom, w jakich żyje większość ludzi. Bo kto w 18 wieku mógł sobie pozwolić na długie i częste spacery, spędzanie całego dnia na łódce na środku jeziora, czy okrywanie wybranki kocem skleionym z płatków róż? Raczej osoby, które miały sporo pieniędzy i nie musiały pracować minimium 40 godzin w tygodniu, nie licząc już dojazdów. Nie uważam, że jest coś złego w romantyzmie i spędzaniu czasu w ten sposób. Zauważam tylko, że statystyczna para w naszym społeczeństwie może sobie na to pozwolić maksymalnie raz w tygodniu. To z czego faktycznie składa się związek, jest znacznie bardziej przyziemne, codzienne i mniej skąpane w blasku zachodzącego słońca. Dlatego dziś mam dla was książkę, która pięknie rozwiewa mit, jakoby tylko romantycy mogli mieć szczęśliwe związki. Jest to „Prawdziwa historia miłości’, a napisał ją Alain de Botton. To książka dla osób, które: chcą poprawić swoją relację z partnerem/ką są zmęczone typowymi poradnikami w tym temacie nie doświadczyły związku dłuższego niż pół roku Nie jest dla osób, które: mają udane, długotrwałe związki nie chcą nic w nich zmieniać Ta książka w większości potwierdziła to, co już wiem, lub wiedziałem, ale mam wrażenie, że lepiej dzięki niej rozumiem dynamikę relacji romantycznych. Oczywiście, to dopiero pokażą przyszłe doświadczenia, ale juz teraz mogę podzielić się z Wami 3 lekcjami które z niej wyciągnąłem. Wszystkie oczywiście w formie podcastu

Czy jesteś w szczęśliwym związku?

W historii ludzkości to stosunkowo nowe pytanie, którego powstanie datuje się na połowę 18-ego wieku. I my wszyscy, obecnie żyjący, jesteśmy spadkobiercami tej idei. Idei miłości romantycznej.

Problem leży w tym, że nie do końca odpowiada realiom, w jakich żyje większość ludzi. Bo kto w 18 wieku mógł sobie pozwolić na długie i częste spacery, spędzanie całego dnia na łódce na środku jeziora, czy okrywanie wybranki kocem skleionym z płatków róż?

Raczej osoby, które miały sporo pieniędzy i nie musiały pracować minimium 40 godzin w tygodniu, nie licząc już dojazdów.

Nie uważam, że jest coś złego w romantyzmie i spędzaniu czasu w ten sposób. Zauważam tylko, że statystyczna para w naszym społeczeństwie może sobie na to pozwolić maksymalnie raz w tygodniu.

To z czego faktycznie składa się związek, jest znacznie bardziej przyziemne, codzienne i mniej skąpane w blasku zachodzącego słońca.

Dlatego dziś mam dla was książkę, która pięknie rozwiewa mit, jakoby tylko romantycy mogli mieć szczęśliwe związki.

Jest to „Prawdziwa historia miłości’, a napisał ją Alain de Botton.

To książka dla osób, które:
  • chcą poprawić swoją relację z partnerem/ką
  • są zmęczone typowymi poradnikami w tym temacie
  • nie doświadczyły związku dłuższego niż pół roku
Nie jest dla osób, które:
  • mają udane, długotrwałe związki
  • nie chcą nic w nich zmieniać

Ta książka w większości potwierdziła to, co już wiem, lub wiedziałem, ale mam wrażenie, że lepiej dzięki niej rozumiem dynamikę relacji romantycznych.

Oczywiście, to dopiero pokażą przyszłe doświadczenia, ale juz teraz mogę podzielić się z Wami 3 lekcjami które z niej wyciągnąłem.

Wszystkie oczywiście w formie podcastu

Kochaj najlepiej jak potrafisz – Stefanie Stahl
2020-12-12 19:59:09

Czy każdy może stworzyć udany związek? Patrząc na rosnącą liczbę rozwodów i spadek liczby małżeństw można łatwo wnioskować, że… Nie. Udane związki to rzadkość i nie każdy umie w relacje. Jednak autorka tej książki twierdzi, że prawie każdy może stworzyć udany związek! Ale tylko, jeśli nauczy się zachowywać równowagę pomiędzy dopasowywaniem się, a posiadaniem własnego zdania. O równowadze pomiędzy potrzebą więzi, potrzebą autonomii, porozmawiamy dzisiaj w oparciu o najważniejsze lekcje z książki „Kochaj najlepiej jak potrafisz” autorstwa Stefanie Stahl. Jest to przede wszystkim książka dla osób, które: Uważają że nie potrafią tworzyć związków Spotykają się z różnymi osobami, jednak każda relacja Kończy się po maksymalnie kilku spotkaniach Są w związku, w którym czują się stłamszone i niedocenione Mają wrażenie, że partner trzyma je w klatce i nie wiedzą jak się z niej uwolnić Nie przyda się natomiast osobą które: Miały radosne dzieciństwo i w większości dobry z niego wspomnienia Są w szczęśliwym związku i nie sądzą, żeby cokolwiek mogłoby być nie tak Wiedzą jak wychować swoje dzieci, aby wyrosły na asertywne i potrafiąca budować zdrowe relacje osoby W 2016 r. pojawiła się bestsellerowa książka blogera Michaela Nasta pt. „Pokolenie ja. Niezdolni do relacji”. Jej autor twierdzi, że ludzie coraz rzadziej zawierają związki, bo – z jednej strony – zbyt mocno skupiają się na sobie, ale także gubią się podczas poszukiwań idealnego partnera, który – jak ostatni fragment puzzli – perfekcyjnie wpasuje się w ich życie. Stefanie Stal twierdzi jednak, że to zdecydowanie za mało, by udowodnić że nie potrafimy tworzyć związków i zrozumieć problem. Przyczyną nieumiejętnego budowania związków nie jest ani perfekcjonizm, ani wynikające z niego problemu, ani życie w wielkim, zatłoczonym mieście i skupienie na karierze. Przyczyną jest brak równowagi pomiędzy potrzebą bycia z kimś, a potrzebą bycia z samym sobą. Pomiędzy przywiązaniem, a niezależnością. Potrzeba więzi i przynależności oraz potrzeba bycia człowiekiem wolnym i niezależnym należą do podstawowych ludzkich potrzeb egzystencjalnych. Dbania o te potrzeby uczymy się już od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Zarówno w relacjach z rodzicami, później z z innymi bliskimi, aż do nawiązywania przyjaźni i pierwszych relacji romantycznych. Te wzorce znacząco wpływają na nasze późniejsze życie uczuciowe. Pierwszym przypadku, jeśli jako dzieci jesteśmy bardzo często odseparowani, a nasze nawoływania i prośby o bliskość są odrzucane, tym samym dostajemy bardzo wyraźny sygnał, że nie jesteśmy kochani i na te miłość potrzebujemy sobie zapracować. Uczymy się wtedy nadmiernego dopasowywania, ponieważ dziecko, które nie potrafi zaspokoić samo swojej potrzeby bliskości, stara się robić wszystko by skłonić innych do tego. Natomiast w drugim przypadku, kiedy rodzice nadmiernie nas przywiązują do siebie i nie dają nam przestrzeni do realizowania innych potrzeb w sposób, jaki chcemy, a zamiast tego narzucają nam swoje zdanie i nie przyjmuję sprzeciwów, Wtedy dostajemy jasny sygnał, że na autonomię i niezależność potrzebujemy sobie zapracować. A wtedy uczymy się szukania różnic i dystansowania się wobec innych. Bo to jest coś czego nam wciąż brakuje. Oczywiście jest ogrom stanów pośrednich i to nie jest tak że raz wpadamy w jedną skrajności albo wpadamy w drugą. One mogą się ze sobą łączyć, jednak co jest najważniejsze w tym temacie, to to, że schematów których nie nauczyliśmy się w dzieciństwie, możemy oduczyć się teraz, jako dorośli. Nie jest to oczywiście najprostsze i wymaga trochę pracy nad sobą, jednak autorka, prowadzi nas w tej książce i pokazuje jak odnaleźć to, czego nam brakuje, a następnie wypracować nowe, zdrowe strategie, które pomogą tworzyć szczęśliwe i długotrwałe relacje, nie tylko romantyczne. 7 punktów do naprawy relacji Jeśli chcemy zrozumieć samych siebie oraz nasze schematy wchodzenia w związki, potrzebujemy wiedzieć, jaką rolę odgrywają w tym doświadczenia z dzieciństwa. Naszymi pierwszymi związkami były właśnie relacje z rodzicami, w których uczestniczyliśmy jako małe dzieci. To jako dziecko zdobywaliśmy pierwsze doświadczenia więzi i autonomii. I to małe dziecko wciąż w nas żyje W nas, jako dorosłych osobach, jako tak zwane wewnętrzne dziecko. Wewnętrzne dziecko jest psychologiczną metafora dla tej części naszej osobowości, która ciągle nieświadomie powraca do starych dziecięcych wzorców zachowania. Jeśli chcemy poczuć się szczęśliwi w naszym związku, obie strony potrzebują najpierw nauczyć się i zrozumieć swoje wewnętrzne dzieci. Uświadomić sobie nasze głęboko zaprogramowane schematy, zrozumieć je, a następnie je zmienić, jeśli okazują się przeszkodą do zdrowych relacji. I teraz, podążając za autorką, przejdźmy przez 7 punktów do naprawy naszych relacji. 1. Zrekonstruuj dziecko cienia To, czego doświadczyliśmy w dzieciństwie od naszych rodziców, tworzy tak zwany schemat zdobywcy. Zauważyłem u siebie – I być może też widzisz to u siebie – że jedne osoby pociągają mnie bardziej i są bardziej interesujące od innych, wobec których mój stan emocjonalny pozostaje obojętny. Zauważyłem też – I to zgadza się z tym co opisuje autorka – że często szukałem w partnerkach tego, czego mi samemu w danej chwili brakowało. Szukałem tak zwanej lepszej połowy. Autorka opisuje takie zabiegi, jaką wewnętrzne dziecko, które dąży podświadomie do zaspokojenia potrzeb, do leczenia ran z dzieciństwa. Na szczęście, żeby pozbyć się tego schematu, nie trzeba penetrować najgłębszych zakątków duszy i przepracowywać całego dzieciństwa. Wystarczy, że odnajdziemy motyw przewodni naszych działań i reakcji – i go zrozumiemy. Jak to zrobić? Wzorce, które wynieśliśmy z rodzinnego domu to najczęściej konkretne zachowanie rodziców, które utrudniały nam wypracowanie odpowiednich schematów działania. Do zachowań rodziców, które nie zaspokajają potrzeby więzi, należą: fizyczna i mentalna nieobecność, brak emocjonalnego ciepła, niedostatek empatii, rygorystyczny autorytaryzm, brak zrozumienia, deprecjacja, znęcanie się, zaniedbywanie. Zaś zachowania które utrudniają rozwój autonomii to: nadmierne przywiązanie, rygorystyczne autorytaryzm, tłumienie dziecięcej niezależności, brak wsparcia, lęk separacyjny ze strony rodziców, a także brak autonomii u rodzica, z którego płcią identyfikuje się dziecko. Każdy z tych doświadczeń – jeśli ciebie dotyczyło – mogło mieć różny stopień intensywności. Jedne mogły być jedynie lekkimi ukłuciami, a inne mogą spowodować wykształcenie traumatycznych doświadczeń. W tym miejscu autorka rozpoczyna serię ćwiczeń, opisanych konkretnymi pytaniami. Jeśli chcesz dokładnie przepracować w sobie ten temat, to polecam kupić książkę. Tutaj podam tylko niektóre z tych pytań, by dać ci ogólne pogląd tego, na czym polegają i – być może już na tym etapie – skłonić do pewnych refleksji. Aby zrozumieć wpływ dzieciństwa na twoje aktualne przekonania i sposób budowania relacji odpowiedz sobie na następujące pytania: Jakiego rodzaju więź istniała między tobą, a twoimi rodzicami? Jak rodzice obchodzili się z uczuciami? Jakie uczucia miałeś/miałaś prawo czuć, a jakie były niepożądane? Jaką rolę, jakie zadania były twoim obowiązkiem w rodzinie? Na podstawie tego jesteś w stanie zrekonstruować różne schematy myślowe które mogą dotyczyć więzi z rodzicami. Mogą to być schematy pozytywne np.: jestem ok, jestem wartościowy, jestem otoczony opieką. Mogą to być też negatywne schematy: nie jestem nic wart, jestem ciężarem, jestem winny lub zostanę porzucony. To pozwala określić program więzi, czyli na podstawie doświadczeń z dzieciństwa wysnuć wnioski na temat tego, jak te doświadczenia przekładają się na budowanie relacji dzisiaj. Uważnie przyjrzyj się wpojonym w dzieciństwie przekonaniom i uświadom sobie, w jaki sposób utrudniały Ci życie i tworzenie związków. 2. Znajdź swoje strategie obronne Jeśli chcemy polepszyć nasz związek albo znaleźć odpowiedniego partnera powinniśmy najpierw skonfrontować się z naszymi strategiami obronnymi. Strategie obronne to nic innego, jak czynności, które wykonujemy kiedy czujemy, że nasza potrzeba więzi, lub potrzeba autonomii zostają naruszone. Najczęściej są to nieświadome próby rozwiązania problemów, przez które czujemy się nie komfortowo. Przykładem takiej próby jest dążenie do perfekcji, czyli jedna z najczęstszych strategii obronnych, która pojawia się w odpowiedzi na strach przed odrzuceniem. Perfekcjonista stara się robić wszystko idealnie, z wręcz nadmierną starannością, by zapewnić sobie poczucie przynależności. Inną strategią jest np. dążenie do harmonii, przez nadmierne dopasowywanie się do innych. Częste mówienie tak, choć chciałoby się powiedzieć nie. Osoby stosujące tę strategię boją się często tego że zostaną odrzucone, że kogoś rozczarują. Są też osoby, które chronią swoje dziecko cienia nie przez bycie miłym, lecz przez bronienie swojego stanowiska i walkę o swoje racje. Często dystansują się, lub zamykają w sobie, kiedy partner nie chce za nimi podążać, lub na wszelkie możliwe sposoby przekonują jego lub ją do swoich racji, w celu zaspokojeniu dziecka cienia, które boi się zostać przywiązane i skrępowane przez cudze wymagania. Te różne przykłady strategii, które znajdują się często po przeciwnych stronach więzi lub autonomii, są wydrukowanymi schematami, przez które nie tylko nie zaspokajamy naszych potrzeb, ale także w dłuższej perspektywie ranimy i siebie, i bliską osobę. Kiedy połączymy ten temat z poprzednim punktem, czyli opisem naszego dziecka cienia, wtedy zauważymy połączenia pomiędzy niektórymi zachowaniami naszych rodziców, a strategiami obronnymi, które wykształciliśmy by sobie z tym poradzić. W tym miejscu autorka poleca, aby przyjrzeć się, jak te schematy w konkretny sposób regulowały zachowania w związkach. Bo kiedy już je poznamy i będziemy w stanie w sobie zaobserwować, będziemy mogli je zmieniać. Kolejnym krokiem, jest spojrzenie na nasze działania z bardziej obiektywnej perspektywy. Z perspektywy obserwatora. 3. Spójrz na rzeczywistość z pozycji ja-dorosłego Nie wiedząc jaka część naszego samochodu sprawia, że ten nie chce odpalić, nigdy nie będziemy w stanie go naprawić. Aby kształtować swoje zachowanie, potrzebujemy najpierw zrozumieć, co nimi tak naprawdę rządzi. Zmiana w tym wypadku jest kwestią treningu. Tak jak często to się przewija w tym podcaście. Przejdziemy do ćwiczeń które proponuje autor K. Ćwiczeń, które pomogą ci zauważyć w którym momencie władzę nad tobą przejmuje dziecko cienia, a następnie wyzwolić się z jego uścisku. Ćwiczenie pierwsze – przyłap się i przełącz się. Królową wszystkich strategii zmian jest strategia polegająca na przyłapywaniu się gdy znajdujemy się w trybie dziecka cienia, a następnie przełączeniu się na program ja – dorosłego. Najłatwiejszym sposobem by to zrobić, jest przyłapanie siebie na własnych uczuciach. Dlatego tak istotne w pierwszym kroku było dokładne zrozumienie dziecka cienia, jego strategii obronnych, a także emocji i uczuć, które się wiążą z jego reakcja. Emocje i uczucia zauważamy z jednej strony na podstawie swoich myśli, a z drugiej strony na bazie odczucia w ciele. Jeśli chcesz więcej dowiedzieć na ten temat, odsyłam cię np. do książki Emo sapiens, którą być może umówię kiedyś w tym podcaście. Kiedy już zauważysz te emocje następnie przełącz się z perspektywy obserwatora. Jak to zrobić? Przypomnij sobie konkretny konflikt z partnerem lub z inną osobą, w której pojawiło się ostatnio dziecko cienia. Kiedy już to zrobisz wejdź najpierw w swoją pozycję i przypomnij sobie jak dziecko cienia reagowało w trakcie tej rozmowy. Przypomnij sobie myśli które ci krążyły po głowie, przypomnij sobie emocje które poruszały twoje ciało. Zaobserwuj dokładnie co się z tobą dzieje i zapamiętaj te reakcje. Następnie wyjdź z perspektywy dziecka cienia (może w tym pomóc chwilowe odwrócenie uwagi, zajęcie się czymś) I spójrz na ten samą sytuację z perspektywy postronnej osoby, która obserwowała by z boku waszą kłótnie. Nie wchodź w rolę żadnego z uczestników, ale tylko obserwuj na poziomie faktów, jak obie osoby się zachowują. A teraz kiedy już masz to za sobą, zadaj sobie następujące pytania: Jak z pozycji zewnętrznej postrzegasz dziecko cienia? Jakie są jego schematy myślowe, jego emocje jego zachowanie? Czy uważasz, że emocje i zachowanie dziecka cienia są adekwatne do tej sytuacji? Gdybyś był swoim terapeutą, co poradził byś samemu sobie? Tego typu ćwiczenia możesz wykonywać dla różnych konfliktów, a na pewno przydatne będzie przeanalizowanie każdego przyszłego konfliktu pod tym kątem. Dzięki temu jesteś w stanie nabyć odpowiednią autorefleksję, a w efekcie łatwiej oddzielać się od swojego dziecka cienia i patrzeć na sytuację w bardziej obiektywny sposób. 4. Odkryj w sobie Dziecko Słońca Dziecko słońca jest przeciwieństwem dziecka cienia. To symbol zdrowych obszarów naszej osobowości, które wspólnie z obszarami przysparzającymi problemów tworzą tożsamość każdego z nas. Dziecko słońca to nic innego jak uosobienie naszej zdolności do cieszenia się życiem i czerpania z niego przyjemności. Wcześniej dużo rozmawialiśmy na temat trudnych wspomnień z dzieciństwa, ciężkich chwil i przeżyć wymagających pod względem emocjonalnym. Większość z nas znajdzie jednak sporo wspomnień z dzieciństwa, które są przepełnione radością i chęcią do życia. Cieszeniem się z życiem I czerpanie z niego pełnymi garściami. Dziecko cienia tworzy dystans. Natomiast dziecko słońca tworzy zdrowe więzi i zbliża ludzi do siebie. Nie w sposób destruktywny, a wspierające obie strony relacji. I w tym punkcie jest piękne i proste ćwiczenie które pomoże ci odkryć w sobie dziecko słońca. Ćwiczenie to nazywa się „Piękne wspomnienia z dzieciństwa” i już pewnie domyślasz się o co w tym chodzi. Odpowiedz sobie na następujące pytania: Jaka jest twoja ulubiona zabawa z dzieciństwa? W jakim miejscu najbardziej lubiłeś lub lubiałaś przebywać? Z kim lubiłaś się bawić? Jaka była twoja ulubiona zabawka? Jedzenie lub ulubiony zapach? Jaka była najpiękniejsza chwila w twoim dzieciństwie? Przypomnienie sobie tych pięknych wspomnień z pewnością wywoła uśmiech na twojej twarzy – ja pisząc notatki do tego nagrania całym sobą się uśmiechałem – i to było właśnie jego celem. Jakie emocje wywołały w tobie te wspomnienia? Najlepiej zanotuje sobie bo przydadzą ci się w kolejnych etapach. 5. Odczuj emocje Dziecka Słońca Zmiana stanu emocjonalnego wypływa na ogrom tego, w jaki sposób odbieramy świat. Ale nie tylko wypływa na nasz odbiór, ale także na odbiór nas przez inne osoby. Przyznasz zapewne, że całkiem inaczej prowadzi się rozmowę z osobą która jest negatywnie nastawiona do świata, a z osobą która wręcz zaraża pozytywnymi emocjami i widać w niej chęć do czerpania z danej chwili, wyciągania lekcji, czy po prostu pozytywne nastawienie do siebie i do swojego otoczenia. Takie nastawienie wypływa też na to w jaki sposób bierzemy udział w konfliktach. Czy podchodzimy do nich z gniewem, czy podchodzimy z dystansem i najchętniej zignorowalibyśmy wszystko co się dzieje, czy podchodzimy z ciepłem, wyrozumiałością dla drugiej osoby, ciekawością i chęcią rozwiązania problemów, które rodzą się w naszej relacji. I tutaj czas na kolejne ćwiczenia. Przypomnij sobie konflikt który rozważałeś wcześniej. Wyobraź sobie go ale zastępując dziecko cienia, dzieckiem słońca. Raz jeszcze wyobraź sobie te emocje, które budują w tobie pozytywne wspomnienia i z twojej perspektywy, z perspektywy dziecka słońca wyobraź sobie, jak mogłaby ta rozmowa wyglądać. Kiedy już to zrobisz przejdź do perspektywy obserwatora i raz jeszcze przyjrzyj się temu konfliktowy. Jak on wygląda z zewnątrz. W jaki sposób ty i twój partner uczestniczycie w tym konflikcie? W jaki sposób się zakończył? Jest wysoce prawdopodobna, że ta sytuacja będzie się rozwijać inaczej, a także skończy się w całkiem innym punkcie prawdopodobnie bardziej korzystnym dla waszej relacji, niż w momencie w którym przejmuje nad tobą kontrolę dziecko cienia. Tutaj jednak uwaga z mojej strony – zwróć uwagę czy te pozytywne emocje nie wpływają na to, że negujesz istnienie jakiegokolwiek konfliktu. Pamiętaj że jeśli druga strona czuje złość lub smutek, to potrzebujesz to uwzględnić, jeśli chcesz pomóc waszej relacji. 6. Znajdź własne strategie transformacyjne Strategię transformacyjne są niczym innym jak odwrotnością strategii obronnych. Czyli zamiast wchodzić w tryb dziecka cienia i reagować dawnymi wzorcami na trudne okoliczności, wypracowujemy takie schematy działania, które będą korzystne dla naszych relacji. Autorka podaje tutaj kilka różnych strategii transformacyjnych, które można bezpośrednio zastosować, jednak zachęca też do tego żeby wypracować własne strategię. Takie które są adekwatne dla naszego specyficznego przypadku. Dla przykładu podam jedną ze strategii, która co ciekawe była już wspomnienia w tym podcaście, przykładu z książki „6 filarów poczucia własnej wartości”. Ta strategia to przejęcia odpowiedzialności i zaakceptowanie rzeczywistości. Autorka wspomina tutaj, że dopóki nie zaakceptujemy rzeczywistości takiej jaka jest, dopóty będziemy stawiać jej opór. Akceptacja rzeczywistości, opiera się na dwóch fundamentach: Mogę rozwiązać tylko te problemy, które sobie uświadamiam. Akceptowanie rzeczywistości przynosi mi ukojenie – opór wobec niej wywołuje wewnętrzne napięcie. Dla przykładu, denerwowanie się w momencie, w którym stoimy w korku jest dość nieproduktywne. Dlaczego? Bo jak już jesteśmy w tym korku to raczej z niego nie wyjedziemy najczęściej, a to dodatkowo denerwowanie się na ten fakt tylko nas obciąża. Jeśli natomiast powiemy sobie „ Ok, kupiłem samochód i w związku z tym decyduje się na ewentualność stania w korku„ Mamy podstawy do tego żeby pogodzić się z okolicznościami, a w ewentualności uspokoić nasze nerwy. Tylko jak wykorzystać to w kontekście relacji? Cóż, spięcia w relacjach pociągają za sobą silne emocje. A będąc w jakiejkolwiek relacji, chcąc w niej być, decydujemy się na to że takie emocje będą się pojawiać. To była nasza decyzja. Odrzucenie jej sprawi tylko, że dodatkowo wydłużymy stres i wszelkie nieprzyjemności. Natomiast akceptacja sprawia, że możemy coś z tym zrobić. Przykładowo, w momencie w którym denerwuje nas zły nastrój partnera, możemy zapytać siebie czy mogę coś zrobić, żeby poprawić jego nastrój? Niemniej branie tego do siebie i stresowanie się tym rzadko przynosi pozytywne skutki. W przypadku posiadania dzieci nie widzę lepszego wyjścia niż pogodzenie się z tym, że czasem ich zachowanie może denerwować, jednak decydując się na dziecko, decydujemy się na przejęcie odpowiedzialności za pomóc młodemu człowiekowi w rozwoju i akceptujemy to, że czasem będą się pojawiać w naszej relacji bardzo silne emocje. Jest jeszcze bardzo Ciekawy schemat transformacyjny, które opiera się na znalezieniu pewnej meta-postawy i odnoszeniu się do niej w trudnych sytuacjach, jednak do jej zgłębienia odsyłam już do książki. 7. Praktykuj wymienione kroki, aż staną się automatyczne Tak, niestety wypracowanie każdego nowego schematu wymaga pracy. Nawyki myślowe, które dopracowywaliśmy przez lata i kształtowały się jeszcze w naszym dzieciństwie, są bardzo trudne do zmiany. I nastawienie się, że w ciągu miesiąca pozbędziemy się wszystkich niekonstruktywnych sposobów reakcji na trudne sytuacje w relacjach, może doprowadzić do frustracji. Wykształcenie nowych strategii i nawykowe ich stosowanie, to proces, które zajmie trochę czasu, a także będzie wymagać odpowiedniej ilości powtórzeń. Dlatego nie zniechęcaj się, jeśli nie wychodzi ci to za pierwszym, drugim, albo nawet dziesiątym razem, ale pamiętaj by do tego wracać i robić co w twojej mocy żeby je wdrażać. Podsumowanie + moje wnioski W udanym związku człowiek może ufać drugiej osobie, wsłuchiwać się w nią, być empatyczny, poświęcać się, ustępować i zawierać kompromisy. Zachowując prawdziwą autonomię, może być autentyczny, stawiać po stronie swoich pragnień i potrzeb, argumentować, negocjować i się kłócić. Jeśli z partnerem będą mieć wspólny system wartości, podobne zainteresowania oraz kilka innych wspólnych cech, stworzenie udanego i szczęśliwego związku stanie się możliwe. Moim zdaniem, ta książka pięknie mówi o tym, jak to osiągnąć. Dlatego stosując umówiony przeze mnie wcześniej schemat, pamiętaj, że inwestujesz ten czas i energię nie tylko w te relacje nad którą pracujesz obecnie, ale też wszystkie inne relacje, które będziesz tworzyć do końca życia. A mam dziwne przeczucie, że jeśli wszyscy stosowalibyśmy zdrowe i korzystne dla budowania relacji strategię, świat naprawdę byłby bardzo przyjemnym miejscem do życia. Artykuł Kochaj najlepiej jak potrafisz – Stefanie Stahl pochodzi z serwisu Książki Które Uczą .

Czy każdy może stworzyć udany związek? Patrząc na rosnącą liczbę rozwodów i spadek liczby małżeństw można łatwo wnioskować, że… Nie. Udane związki to rzadkość i nie każdy umie w relacje.

Jednak autorka tej książki twierdzi, że prawie każdy może stworzyć udany związek!

Ale tylko, jeśli nauczy się zachowywać równowagę pomiędzy dopasowywaniem się, a posiadaniem własnego zdania.

O równowadze pomiędzy potrzebą więzi, potrzebą autonomii, porozmawiamy dzisiaj w oparciu o najważniejsze lekcje z książki „Kochaj najlepiej jak potrafisz” autorstwa Stefanie Stahl.

Jest to przede wszystkim książka dla osób, które:

  • Uważają że nie potrafią tworzyć związków
  • Spotykają się z różnymi osobami, jednak każda relacja Kończy się po maksymalnie kilku spotkaniach
  • Są w związku, w którym czują się stłamszone i niedocenione
  • Mają wrażenie, że partner trzyma je w klatce i nie wiedzą jak się z niej uwolnić

Nie przyda się natomiast osobą które:

  • Miały radosne dzieciństwo i w większości dobry z niego wspomnienia
  • Są w szczęśliwym związku i nie sądzą, żeby cokolwiek mogłoby być nie tak
  • Wiedzą jak wychować swoje dzieci, aby wyrosły na asertywne i potrafiąca budować zdrowe relacje osoby

W 2016 r. pojawiła się bestsellerowa książka blogera Michaela Nasta pt. „Pokolenie ja. Niezdolni do relacji”. Jej autor twierdzi, że ludzie coraz rzadziej zawierają związki, bo – z jednej strony – zbyt mocno skupiają się na sobie, ale także gubią się podczas poszukiwań idealnego partnera, który – jak ostatni fragment puzzli – perfekcyjnie wpasuje się w ich życie.

Stefanie Stal twierdzi jednak, że to zdecydowanie za mało, by udowodnić że nie potrafimy tworzyć związków i zrozumieć problem.

Przyczyną nieumiejętnego budowania związków nie jest ani perfekcjonizm, ani wynikające z niego problemu, ani życie w wielkim, zatłoczonym mieście i skupienie na karierze.

Przyczyną jest brak równowagi pomiędzy potrzebą bycia z kimś, a potrzebą bycia z samym sobą. Pomiędzy przywiązaniem, a niezależnością.

Potrzeba więzi i przynależności oraz potrzeba bycia człowiekiem wolnym i niezależnym należą do podstawowych ludzkich potrzeb egzystencjalnych. Dbania o te potrzeby uczymy się już od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Zarówno w relacjach z rodzicami, później z z innymi bliskimi, aż do nawiązywania przyjaźni i pierwszych relacji romantycznych.

Te wzorce znacząco wpływają na nasze późniejsze życie uczuciowe.

Pierwszym przypadku, jeśli jako dzieci jesteśmy bardzo często odseparowani, a nasze nawoływania i prośby o bliskość są odrzucane, tym samym dostajemy bardzo wyraźny sygnał, że nie jesteśmy kochani i na te miłość potrzebujemy sobie zapracować. Uczymy się wtedy nadmiernego dopasowywania, ponieważ dziecko, które nie potrafi zaspokoić samo swojej potrzeby bliskości, stara się robić wszystko by skłonić innych do tego.

Natomiast w drugim przypadku, kiedy rodzice nadmiernie nas przywiązują do siebie i nie dają nam przestrzeni do realizowania innych potrzeb w sposób, jaki chcemy, a zamiast tego narzucają nam swoje zdanie i nie przyjmuję sprzeciwów, Wtedy dostajemy jasny sygnał, że na autonomię i niezależność potrzebujemy sobie zapracować. A wtedy uczymy się szukania różnic i dystansowania się wobec innych. Bo to jest coś czego nam wciąż brakuje.

Oczywiście jest ogrom stanów pośrednich i to nie jest tak że raz wpadamy w jedną skrajności albo wpadamy w drugą. One mogą się ze sobą łączyć, jednak co jest najważniejsze w tym temacie, to to, że schematów których nie nauczyliśmy się w dzieciństwie, możemy oduczyć się teraz, jako dorośli.

Nie jest to oczywiście najprostsze i wymaga trochę pracy nad sobą, jednak autorka, prowadzi nas w tej książce i pokazuje jak odnaleźć to, czego nam brakuje, a następnie wypracować nowe, zdrowe strategie, które pomogą tworzyć szczęśliwe i długotrwałe relacje, nie tylko romantyczne.

7 punktów do naprawy relacji

Jeśli chcemy zrozumieć samych siebie oraz nasze schematy wchodzenia w związki, potrzebujemy wiedzieć, jaką rolę odgrywają w tym doświadczenia z dzieciństwa. Naszymi pierwszymi związkami były właśnie relacje z rodzicami, w których uczestniczyliśmy jako małe dzieci. To jako dziecko zdobywaliśmy pierwsze doświadczenia więzi i autonomii. I to małe dziecko wciąż w nas żyje

W nas, jako dorosłych osobach, jako tak zwane wewnętrzne dziecko.

Wewnętrzne dziecko jest psychologiczną metafora dla tej części naszej osobowości, która ciągle nieświadomie powraca do starych dziecięcych wzorców zachowania.

Jeśli chcemy poczuć się szczęśliwi w naszym związku, obie strony potrzebują najpierw nauczyć się i zrozumieć swoje wewnętrzne dzieci. Uświadomić sobie nasze głęboko zaprogramowane schematy, zrozumieć je, a następnie je zmienić, jeśli okazują się przeszkodą do zdrowych relacji.

I teraz, podążając za autorką, przejdźmy przez 7 punktów do naprawy naszych relacji.

1. Zrekonstruuj dziecko cienia

To, czego doświadczyliśmy w dzieciństwie od naszych rodziców, tworzy tak zwany schemat zdobywcy. Zauważyłem u siebie – I być może też widzisz to u siebie – że jedne osoby pociągają mnie bardziej i są bardziej interesujące od innych, wobec których mój stan emocjonalny pozostaje obojętny.

Zauważyłem też – I to zgadza się z tym co opisuje autorka – że często szukałem w partnerkach tego, czego mi samemu w danej chwili brakowało. Szukałem tak zwanej lepszej połowy. Autorka opisuje takie zabiegi, jaką wewnętrzne dziecko, które dąży podświadomie do zaspokojenia potrzeb, do leczenia ran z dzieciństwa.

Na szczęście, żeby pozbyć się tego schematu, nie trzeba penetrować najgłębszych zakątków duszy i przepracowywać całego dzieciństwa. Wystarczy, że odnajdziemy motyw przewodni naszych działań i reakcji – i go zrozumiemy.

Jak to zrobić?

Wzorce, które wynieśliśmy z rodzinnego domu to najczęściej konkretne zachowanie rodziców, które utrudniały nam wypracowanie odpowiednich schematów działania.

Do zachowań rodziców, które nie zaspokajają potrzeby więzi, należą: fizyczna i mentalna nieobecność, brak emocjonalnego ciepła, niedostatek empatii, rygorystyczny autorytaryzm, brak zrozumienia, deprecjacja, znęcanie się, zaniedbywanie.

Zaś zachowania które utrudniają rozwój autonomii to: nadmierne przywiązanie, rygorystyczne autorytaryzm, tłumienie dziecięcej niezależności, brak wsparcia, lęk separacyjny ze strony rodziców, a także brak autonomii u rodzica, z którego płcią identyfikuje się dziecko.

Każdy z tych doświadczeń – jeśli ciebie dotyczyło – mogło mieć różny stopień intensywności. Jedne mogły być jedynie lekkimi ukłuciami, a inne mogą spowodować wykształcenie traumatycznych doświadczeń.

W tym miejscu autorka rozpoczyna serię ćwiczeń, opisanych konkretnymi pytaniami. Jeśli chcesz dokładnie przepracować w sobie ten temat, to polecam kupić książkę.

Tutaj podam tylko niektóre z tych pytań, by dać ci ogólne pogląd tego, na czym polegają i – być może już na tym etapie – skłonić do pewnych refleksji.

Aby zrozumieć wpływ dzieciństwa na twoje aktualne przekonania i sposób budowania relacji odpowiedz sobie na następujące pytania:

  • Jakiego rodzaju więź istniała między tobą, a twoimi rodzicami?
  • Jak rodzice obchodzili się z uczuciami? Jakie uczucia miałeś/miałaś prawo czuć, a jakie były niepożądane?
  • Jaką rolę, jakie zadania były twoim obowiązkiem w rodzinie?

Na podstawie tego jesteś w stanie zrekonstruować różne schematy myślowe które mogą dotyczyć więzi z rodzicami.

Mogą to być schematy pozytywne np.: jestem ok, jestem wartościowy, jestem otoczony opieką.

Mogą to być też negatywne schematy: nie jestem nic wart, jestem ciężarem, jestem winny lub zostanę porzucony.

To pozwala określić program więzi, czyli na podstawie doświadczeń z dzieciństwa wysnuć wnioski na temat tego, jak te doświadczenia przekładają się na budowanie relacji dzisiaj.

Uważnie przyjrzyj się wpojonym w dzieciństwie przekonaniom i uświadom sobie, w jaki sposób utrudniały Ci życie i tworzenie związków.

2. Znajdź swoje strategie obronne

Jeśli chcemy polepszyć nasz związek albo znaleźć odpowiedniego partnera powinniśmy najpierw skonfrontować się z naszymi strategiami obronnymi.

Strategie obronne to nic innego, jak czynności, które wykonujemy kiedy czujemy, że nasza potrzeba więzi, lub potrzeba autonomii zostają naruszone.

Najczęściej są to nieświadome próby rozwiązania problemów, przez które czujemy się nie komfortowo. Przykładem takiej próby jest dążenie do perfekcji, czyli jedna z najczęstszych strategii obronnych, która pojawia się w odpowiedzi na strach przed odrzuceniem.

Perfekcjonista stara się robić wszystko idealnie, z wręcz nadmierną starannością, by zapewnić sobie poczucie przynależności.

Inną strategią jest np. dążenie do harmonii, przez nadmierne dopasowywanie się do innych. Częste mówienie tak, choć chciałoby się powiedzieć nie. Osoby stosujące tę strategię boją się często tego że zostaną odrzucone, że kogoś rozczarują.

Są też osoby, które chronią swoje dziecko cienia nie przez bycie miłym, lecz przez bronienie swojego stanowiska i walkę o swoje racje. Często dystansują się, lub zamykają w sobie, kiedy partner nie chce za nimi podążać, lub na wszelkie możliwe sposoby przekonują jego lub ją do swoich racji, w celu zaspokojeniu dziecka cienia, które boi się zostać przywiązane i skrępowane przez cudze wymagania.

Te różne przykłady strategii, które znajdują się często po przeciwnych stronach więzi lub autonomii, są wydrukowanymi schematami, przez które nie tylko nie zaspokajamy naszych potrzeb, ale także w dłuższej perspektywie ranimy i siebie, i bliską osobę.

Kiedy połączymy ten temat z poprzednim punktem, czyli opisem naszego dziecka cienia, wtedy zauważymy połączenia pomiędzy niektórymi zachowaniami naszych rodziców, a strategiami obronnymi, które wykształciliśmy by sobie z tym poradzić.

W tym miejscu autorka poleca, aby przyjrzeć się, jak te schematy w konkretny sposób regulowały zachowania w związkach. Bo kiedy już je poznamy i będziemy w stanie w sobie zaobserwować, będziemy mogli je zmieniać.

Kolejnym krokiem, jest spojrzenie na nasze działania z bardziej obiektywnej perspektywy. Z perspektywy obserwatora.

3. Spójrz na rzeczywistość z pozycji ja-dorosłego

Nie wiedząc jaka część naszego samochodu sprawia, że ten nie chce odpalić, nigdy nie będziemy w stanie go naprawić. Aby kształtować swoje zachowanie, potrzebujemy najpierw zrozumieć, co nimi tak naprawdę rządzi.

Zmiana w tym wypadku jest kwestią treningu. Tak jak często to się przewija w tym podcaście.

Przejdziemy do ćwiczeń które proponuje autor K. Ćwiczeń, które pomogą ci zauważyć w którym momencie władzę nad tobą przejmuje dziecko cienia, a następnie wyzwolić się z jego uścisku.

Ćwiczenie pierwsze – przyłap się i przełącz się.

Królową wszystkich strategii zmian jest strategia polegająca na przyłapywaniu się gdy znajdujemy się w trybie dziecka cienia, a następnie przełączeniu się na program ja – dorosłego.

Najłatwiejszym sposobem by to zrobić, jest przyłapanie siebie na własnych uczuciach. Dlatego tak istotne w pierwszym kroku było dokładne zrozumienie dziecka cienia, jego strategii obronnych, a także emocji i uczuć, które się wiążą z jego reakcja. Emocje i uczucia zauważamy z jednej strony na podstawie swoich myśli, a z drugiej strony na bazie odczucia w ciele. Jeśli chcesz więcej dowiedzieć na ten temat, odsyłam cię np. do książki Emo sapiens, którą być może umówię kiedyś w tym podcaście.

Kiedy już zauważysz te emocje następnie przełącz się z perspektywy obserwatora. Jak to zrobić?

Przypomnij sobie konkretny konflikt z partnerem lub z inną osobą, w której pojawiło się ostatnio dziecko cienia.

Kiedy już to zrobisz wejdź najpierw w swoją pozycję i przypomnij sobie jak dziecko cienia reagowało w trakcie tej rozmowy. Przypomnij sobie myśli które ci krążyły po głowie, przypomnij sobie emocje które poruszały twoje ciało.

Zaobserwuj dokładnie co się z tobą dzieje i zapamiętaj te reakcje. Następnie wyjdź z perspektywy dziecka cienia (może w tym pomóc chwilowe odwrócenie uwagi, zajęcie się czymś) I spójrz na ten samą sytuację z perspektywy postronnej osoby, która obserwowała by z boku waszą kłótnie. Nie wchodź w rolę żadnego z uczestników, ale tylko obserwuj na poziomie faktów, jak obie osoby się zachowują.

A teraz kiedy już masz to za sobą, zadaj sobie następujące pytania:

  • Jak z pozycji zewnętrznej postrzegasz dziecko cienia?
  • Jakie są jego schematy myślowe, jego emocje jego zachowanie?
  • Czy uważasz, że emocje i zachowanie dziecka cienia są adekwatne do tej sytuacji?
  • Gdybyś był swoim terapeutą, co poradził byś samemu sobie?

Tego typu ćwiczenia możesz wykonywać dla różnych konfliktów, a na pewno przydatne będzie przeanalizowanie każdego przyszłego konfliktu pod tym kątem.

Dzięki temu jesteś w stanie nabyć odpowiednią autorefleksję, a w efekcie łatwiej oddzielać się od swojego dziecka cienia i patrzeć na sytuację w bardziej obiektywny sposób.

4. Odkryj w sobie Dziecko Słońca

Dziecko słońca jest przeciwieństwem dziecka cienia. To symbol zdrowych obszarów naszej osobowości, które wspólnie z obszarami przysparzającymi problemów tworzą tożsamość każdego z nas. Dziecko słońca to nic innego jak uosobienie naszej zdolności do cieszenia się życiem i czerpania z niego przyjemności.

Wcześniej dużo rozmawialiśmy na temat trudnych wspomnień z dzieciństwa, ciężkich chwil i przeżyć wymagających pod względem emocjonalnym. Większość z nas znajdzie jednak sporo wspomnień z dzieciństwa, które są przepełnione radością i chęcią do życia. Cieszeniem się z życiem I czerpanie z niego pełnymi garściami.

Dziecko cienia tworzy dystans. Natomiast dziecko słońca tworzy zdrowe więzi i zbliża ludzi do siebie. Nie w sposób destruktywny, a wspierające obie strony relacji.

I w tym punkcie jest piękne i proste ćwiczenie które pomoże ci odkryć w sobie dziecko słońca. Ćwiczenie to nazywa się „Piękne wspomnienia z dzieciństwa” i już pewnie domyślasz się o co w tym chodzi.

Odpowiedz sobie na następujące pytania:

  • Jaka jest twoja ulubiona zabawa z dzieciństwa?
  • W jakim miejscu najbardziej lubiłeś lub lubiałaś przebywać?
  • Z kim lubiłaś się bawić?
  • Jaka była twoja ulubiona zabawka? Jedzenie lub ulubiony zapach?
  • Jaka była najpiękniejsza chwila w twoim dzieciństwie?

Przypomnienie sobie tych pięknych wspomnień z pewnością wywoła uśmiech na twojej twarzy – ja pisząc notatki do tego nagrania całym sobą się uśmiechałem – i to było właśnie jego celem. Jakie emocje wywołały w tobie te wspomnienia? Najlepiej zanotuje sobie bo przydadzą ci się w kolejnych etapach.

5. Odczuj emocje Dziecka Słońca

Zmiana stanu emocjonalnego wypływa na ogrom tego, w jaki sposób odbieramy świat. Ale nie tylko wypływa na nasz odbiór, ale także na odbiór nas przez inne osoby.

Przyznasz zapewne, że całkiem inaczej prowadzi się rozmowę z osobą która jest negatywnie nastawiona do świata, a z osobą która wręcz zaraża pozytywnymi emocjami i widać w niej chęć do czerpania z danej chwili, wyciągania lekcji, czy po prostu pozytywne nastawienie do siebie i do swojego otoczenia.

Takie nastawienie wypływa też na to w jaki sposób bierzemy udział w konfliktach. Czy podchodzimy do nich z gniewem, czy podchodzimy z dystansem i najchętniej zignorowalibyśmy wszystko co się dzieje, czy podchodzimy z ciepłem, wyrozumiałością dla drugiej osoby, ciekawością i chęcią rozwiązania problemów, które rodzą się w naszej relacji.

I tutaj czas na kolejne ćwiczenia.

Przypomnij sobie konflikt który rozważałeś wcześniej. Wyobraź sobie go ale zastępując dziecko cienia, dzieckiem słońca. Raz jeszcze wyobraź sobie te emocje, które budują w tobie pozytywne wspomnienia i z twojej perspektywy, z perspektywy dziecka słońca wyobraź sobie, jak mogłaby ta rozmowa wyglądać. Kiedy już to zrobisz przejdź do perspektywy obserwatora i raz jeszcze przyjrzyj się temu konfliktowy. Jak on wygląda z zewnątrz. W jaki sposób ty i twój partner uczestniczycie w tym konflikcie? W jaki sposób się zakończył?

Jest wysoce prawdopodobna, że ta sytuacja będzie się rozwijać inaczej, a także skończy się w całkiem innym punkcie prawdopodobnie bardziej korzystnym dla waszej relacji, niż w momencie w którym przejmuje nad tobą kontrolę dziecko cienia.

Tutaj jednak uwaga z mojej strony – zwróć uwagę czy te pozytywne emocje nie wpływają na to, że negujesz istnienie jakiegokolwiek konfliktu. Pamiętaj że jeśli druga strona czuje złość lub smutek, to potrzebujesz to uwzględnić, jeśli chcesz pomóc waszej relacji.

6. Znajdź własne strategie transformacyjne

Strategię transformacyjne są niczym innym jak odwrotnością strategii obronnych. Czyli zamiast wchodzić w tryb dziecka cienia i reagować dawnymi wzorcami na trudne okoliczności, wypracowujemy takie schematy działania, które będą korzystne dla naszych relacji.

Autorka podaje tutaj kilka różnych strategii transformacyjnych, które można bezpośrednio zastosować, jednak zachęca też do tego żeby wypracować własne strategię. Takie które są adekwatne dla naszego specyficznego przypadku.

Dla przykładu podam jedną ze strategii, która co ciekawe była już wspomnienia w tym podcaście, przykładu z książki „6 filarów poczucia własnej wartości”.

Ta strategia to przejęcia odpowiedzialności i zaakceptowanie rzeczywistości.

Autorka wspomina tutaj, że dopóki nie zaakceptujemy rzeczywistości takiej jaka jest, dopóty będziemy stawiać jej opór.

Akceptacja rzeczywistości, opiera się na dwóch fundamentach:

  1. Mogę rozwiązać tylko te problemy, które sobie uświadamiam.
  2. Akceptowanie rzeczywistości przynosi mi ukojenie – opór wobec niej wywołuje wewnętrzne napięcie.

Dla przykładu, denerwowanie się w momencie, w którym stoimy w korku jest dość nieproduktywne. Dlaczego? Bo jak już jesteśmy w tym korku to raczej z niego nie wyjedziemy najczęściej, a to dodatkowo denerwowanie się na ten fakt tylko nas obciąża. Jeśli natomiast powiemy sobie „ Ok, kupiłem samochód i w związku z tym decyduje się na ewentualność stania w korku„ Mamy podstawy do tego żeby pogodzić się z okolicznościami, a w ewentualności uspokoić nasze nerwy.

Tylko jak wykorzystać to w kontekście relacji?

Cóż, spięcia w relacjach pociągają za sobą silne emocje. A będąc w jakiejkolwiek relacji, chcąc w niej być, decydujemy się na to że takie emocje będą się pojawiać.

To była nasza decyzja. Odrzucenie jej sprawi tylko, że dodatkowo wydłużymy stres i wszelkie nieprzyjemności. Natomiast akceptacja sprawia, że możemy coś z tym zrobić.

Przykładowo, w momencie w którym denerwuje nas zły nastrój partnera, możemy zapytać siebie czy mogę coś zrobić, żeby poprawić jego nastrój?

Niemniej branie tego do siebie i stresowanie się tym rzadko przynosi pozytywne skutki.

W przypadku posiadania dzieci nie widzę lepszego wyjścia niż pogodzenie się z tym, że czasem ich zachowanie może denerwować, jednak decydując się na dziecko, decydujemy się na przejęcie odpowiedzialności za pomóc młodemu człowiekowi w rozwoju i akceptujemy to, że czasem będą się pojawiać w naszej relacji bardzo silne emocje.

Jest jeszcze bardzo Ciekawy schemat transformacyjny, które opiera się na znalezieniu pewnej meta-postawy i odnoszeniu się do niej w trudnych sytuacjach, jednak do jej zgłębienia odsyłam już do książki.

7. Praktykuj wymienione kroki, aż staną się automatyczne

Tak, niestety wypracowanie każdego nowego schematu wymaga pracy. Nawyki myślowe, które dopracowywaliśmy przez lata i kształtowały się jeszcze w naszym dzieciństwie, są bardzo trudne do zmiany. I nastawienie się, że w ciągu miesiąca pozbędziemy się wszystkich niekonstruktywnych sposobów reakcji na trudne sytuacje w relacjach, może doprowadzić do frustracji.

Wykształcenie nowych strategii i nawykowe ich stosowanie, to proces, które zajmie trochę czasu, a także będzie wymagać odpowiedniej ilości powtórzeń. Dlatego nie zniechęcaj się, jeśli nie wychodzi ci to za pierwszym, drugim, albo nawet dziesiątym razem, ale pamiętaj by do tego wracać i robić co w twojej mocy żeby je wdrażać.

Podsumowanie + moje wnioski

W udanym związku człowiek może ufać drugiej osobie, wsłuchiwać się w nią, być empatyczny, poświęcać się, ustępować i zawierać kompromisy. Zachowując prawdziwą autonomię, może być autentyczny, stawiać po stronie swoich pragnień i potrzeb, argumentować, negocjować i się kłócić. Jeśli z partnerem będą mieć wspólny system wartości, podobne zainteresowania oraz kilka innych wspólnych cech, stworzenie udanego i szczęśliwego związku stanie się możliwe. Moim zdaniem, ta książka pięknie mówi o tym, jak to osiągnąć.

Dlatego stosując umówiony przeze mnie wcześniej schemat, pamiętaj, że inwestujesz ten czas i energię nie tylko w te relacje nad którą pracujesz obecnie, ale też wszystkie inne relacje, które będziesz tworzyć do końca życia. A mam dziwne przeczucie, że jeśli wszyscy stosowalibyśmy zdrowe i korzystne dla budowania relacji strategię, świat naprawdę byłby bardzo przyjemnym miejscem do życia.

Artykuł Kochaj najlepiej jak potrafisz – Stefanie Stahl pochodzi z serwisu Książki Które Uczą.

Wyloguj swój mózg – Anders Hansen
2020-06-02 22:56:33

„Wyloguj swój mózg” to oparty na analizie wielu badań naukowych poradnik, który tłumaczy jaki wpływ na naszą psychikę i samopoczucie mają ogólnie dostępna elektronika i wszechobecne media. Pokazuje, krok po kroku, z jakimi problemami mierzymy się dziś jako ludzie, skąd one wynikają, a także w jaki sposób sobie z nimi radzić. Dzisiaj każdy z nas, a przynajmniej prawie każdy, ma w kieszeni telefon lub smartfon. Niestety znajdujemy coraz więcej dowodów na to, że może być on być powodem obniżenia wyników w pracy, czy w nauce. Od korzystania z niego można się uzależnić, jak od alkoholu, a jednocześnie wydaje się niezbędnym elementem naszego życia codziennego. Możemy dzięki niemu skontaktować się w każdej chwili z bliskimi, zadzwonić po pomoc w razie potrzeby, lub sprawdzić dowolną informację, której brakuje nam do zdania egzaminu. Jednocześnie, choć tak pomocnym jest urządzeniem, to sama jego obecność w zasięgu naszego wzroku znacząco obniża koncentrację i umiejętność skupienia na wykonaniu zadania. W książce „Wyloguj swój mózg”, Anders Hansen skupia się na tym, by pokazać nam wszystkie te realne zagrożenia, a także podaje skuteczne sposoby na radzenie sobie z nimi. Listen to „Wyloguj swój mózg – Anders Hansen” on Spreaker. Kliknij i przeczytaj całą książkę Wyloguj swój mózg – dla kogo jest ta książka? Dlatego też moim zdaniem ta książka przyda się każdej osobie, która korzysta z jakiegokolwiek urządzenia umożliwiające łączność z internetem, czy korzystanie z mediów społecznościowych. Zakładam, że jeśli słuchasz tego podcastu, to robisz to na smartfonie, lub laptopie. A należysz dokładnie do tej grupy, to zachęcam Cię serdecznie do wysłuchania tego odcinka do końca. Podam w nim najważniejsze zagadnienia, którymi dzieli się autor i jeśli nie czytałeś lub nie czytałaś żadnej książki w tym temacie, takich jak „Cyfrowy minimalizm” Cala Newporta, czy „Indistructable”, to zachęcam Cię również do sięgnięcia po jej pełną wersję. Kim jest autor? Anders Hansen to szwedzki lekarz, specjalista w dziedzinie psychiatrii w Instytucie Karolinska, cieszącym się dużą popularnością w Szwecji. W swoich książkach – i to chętnie przyznaję – w zrozumiały sposób tłumaczy najnowsze odkrycia neurobiologii oraz wyjaśnia, jak możemy wykorzystać je w codziennym życiu. Za „Wyloguj swój mózg” otrzymał prestiżową nagrodą The Health Award of the Year. A teraz przejdźmy do tego, co lubimy w tym podcaście najbardziej, czyli do konkretów. Mam trzy ciekawe informacje, które mam nadzieję odpowiednio Wam zobrazują, że warto z większą ostrożnością podchodzić do technologii, bez których dziś mało kto wyobraża sobie codzienność. Brak zainteresowania otoczeniem Ryan Dwyer z Kanadyjskiego Uniwersytetu British Columbia przeprowadził ciekawe badanie , by sprawdzić w jaki sposób obecność telefonu, wypływa na zainteresowanie rozmową. Po zrekrutowaniu około 300 osób poprosił ich o ocenę przebytej kolacji z przyjaciółmi. Przy czym części z nich powiedział że podczas kolacji otrzymają wiadomość tekstową, dlatego mają mieć telefon pod ręką. Pozostałych zaś poprosił, żeby nie zabierali go ze sobą na kolację. Okazało się – i potwierdził ten wynik także w innym badaniu – że osoby, które miały przy sobie telefon, oceniły ten czas z przyjaciółmi jako mniej satysfakcjonujący. Jednocześnie stwierdził też, że czuły się bardziej rozproszone podczas rozmowy. Podobne wyniki otrzymali także badacze z różnych innych uniwersytetów. Zarówno w odniesieniu do spadku koncentracji, większego rozproszenia, a także spadku samopoczucia. A wszystko to związane z obecnością smartfona, otrzymywaniem powiadomień, lub aktywnego z niego korzystania. Rozwiązanie: gdy spotykasz się z przyjaciółmi wycisz telefon i trzymaj go z dala od siebie. Skoncentruj się na tych z którymi spędzasz czas – wtedy będziecie się lepiej razem bawić! Bo pomimo tego, że telefony mają niesamowitą możliwość łączenia nas z kimkolwiek na świecie, mogą równie dobrze odebrać nam przyjemności obcowania z osobą po drugiej stronie stołu. Czy media społecznościowe sprawiają, że jesteśmy szczęśliwsi? W 2016 r. Helmut Apel z uniwersytetu w Kolonii analizując dziesiątki wyników badań zaobserwował istotne zależności pomiędzy korzystaniem z Facebooka, a potrzebą porównywanie się do innych, zazdrością i depresją. Takie oddziaływanie zauważył szczególnie w przypadku tak zwanego pasywnego korzystania z tego medium, czyli kiedy ktoś logował się do Facebooka, przeglądał go, ale nie publikował nic od siebie i nie wdawał się w dyskusje. Oczywiście to jest tylko jedno z tysięcy badań przeprowadzonych na ten temat. Ciekawe wyniki przedstawiła Melsa Hunt w swoim artykule opublikowanym w Journal of Social and Clinical Psychology. Grupie 143 studentów losowo przypisała uczestnikom ograniczenie korzystania z platform społecznościowych do 10 min dziennie. Mieli wytrwać w tym ograniczeniu przez trzy tygodnie. Po tym czasie okazało się, że osoby, które ograniczyły korzystanie z mediów społecznościowych czuję się zdecydowanie mniej samotne i bardziej spokojne na co dzień. Jak więc można bardzo łatwo wy wnioskować, media społecznościowe – pomimo swojej nazwy – nie sprawiają, że czujemy się bardziej skontaktowali z innymi, szczęśliwsi czy dają nam większy poziom poczucia własnej wartości. Jednak to nie jest tak, że są złe. Po prostu większość z nas używa ich w nieodpowiedni sposób. Rozwiązanie: zamiast pasywnie z korzystać z Facebooka i Instagrama, patrzmy na nie jako narzędzia interakcji. Aktywne komentowanie postów innych osób stwarza poczucie przynależności i wzmacnia kontakt. Dodatkowo staraj się obserwować tylko te osoby z którymi chcesz aktywnie wchodzić w interakcje. To ograniczy zarówno czas potrzebny na ich wykorzystanie, jak i zmniejszy ilość informacji, które tak naprawdę nie są nam potrzebne do życia. Ruch jako antidotum Wg. danych z 2018 roku, w każdej minucie wysyłanych jest 187 000 000 e-maili. Na YT przesyłanych jest 400 h materiału, a użytkownicy Tindera przeglądają ponad 1 000 000 zdjęć. To wszystko w ciągu 1 min. Oczywiście, ani ja, ani Ty, nie musimy tych wszystkich informacji ogarniać, jednak ilość, która do nas do pływa w każdej chwili rośnie. Nasz mózg, jest jednak taki sam jak jeszcze 10 000 lat temu, i nie jest w stanie realnie za takim na tłokiem informacji nadążyć. Dlatego osoby, które lepiej sobie z tym radzą, tak naprawdę nie wyćwiczyły się skuteczniejszym ich przyjmowaniu, ale o wiele skuteczniej je selekcjonują. Co ciekawe, zdolność do selekcji informacji, czyli kontrolowania napływających impulsów można dość prosto zmierzyć. I służy do tego test Stroopa. A według badań cytowanych przez autora okazuje się, że dorośli którzy przed wykonaniem testu uprawiali przez 20 min aktywność fizyczną, radzili sobie lepiej z utrzymaniem uwagi, niż osoby które tej aktywności nie wykonywały. Z kolei Johanes Drew z Uniwersytetu w Groningen pokusił się o meta-analizę badań , dotyczących wpływu aktywności fizycznej na utrzymanie uwagi przez uczniów. Z różnych badań które analizował wynika, że umiarkowana aktywność fizyczna pozytywnie wypływa na utrzymanie uwagi i wyniki w nauce. A ten wpływ jest tym większa, im częściej jest ta aktywność wykonywana. Przy czym zauważalne rezultaty badacze zauważyli już przy 6 min aktywności fizycznej dziennie. Praktyczna porada z „Wyloguj swój mózg”: każdy ruch jest dobry dla mózgu, ale najlepszy jest ten, który powoduje przyspieszenie tętna. Nie musisz jednak biegać maratonów. Zadziwiająco dobry będzie też zwykły spacer. Moje wnioski z „Wyloguj swój mózg” Rok 2004 przyniósł kolej ważnych zmian: 3 sierpnia – NASA wystrzeliła w kierunku Merkurego sondę kosmiczną MESSENGER. 4 lipca – Grecja pokonała Portugalię w finałowym meczu Euro 2004 i została mistrzem Europy. 11 marca w  Madrycie  doszło do  serii zamachów bombowych  na pociągi. Zginęło 191 osób. 4 lutego – uruchomiono serwis społecznościowy Facebook. Wtedy prawdopodobnie mało kto się tym przejął, poza garstką studentów w USA, jednak dziś Facebook jest ogromną firmą, wartą ponad 600 mld dolarów. A to tylko jedna z wielu platform społecznościowych, z których korzystają miliardy ludzi na cały świecie. I nie chcę Was zostawiać z myślą, że teraz powinniśmy się pozbyć wszelkiej elektroniki z otoczenia i wrócić do czasów z przed rewolucji przemysłowej. Czego jednak życzę wam i sobie, to byśmy korzystali rozsądnie i ostrożnie z tych mediów, które z łatwością wciągają w swoje struktury i uzależniają. Dlatego polecam tę książkę, bo daje moim zdaniem bardzo obszerny obraz problemu, a jednocześnie nie jest tak skrajna, jak niektóre pozycje w tej tematyce. Jak ja stosuję się do tych wniosków? mam od 2 lat wyłączone powiadomienia we wszystkich aplikacjach, poza dwiema włączam dźwięk w telefonie tylko wtedy, kiedy czekam na telefon od kogoś stosuję aplikacje do blokowania rozpraszających stron mam wyłączonego walla na facebooku I piszę to by pokazać Wam, że tak da się żyć. I jest to całkiem fajne życie

„Wyloguj swój mózg” to oparty na analizie wielu badań naukowych poradnik, który tłumaczy jaki wpływ na naszą psychikę i samopoczucie mają ogólnie dostępna elektronika i wszechobecne media.

Pokazuje, krok po kroku, z jakimi problemami mierzymy się dziś jako ludzie, skąd one wynikają, a także w jaki sposób sobie z nimi radzić.

Dzisiaj każdy z nas, a przynajmniej prawie każdy, ma w kieszeni telefon lub smartfon. Niestety znajdujemy coraz więcej dowodów na to, że może być on być powodem obniżenia wyników w pracy, czy w nauce. Od korzystania z niego można się uzależnić, jak od alkoholu, a jednocześnie wydaje się niezbędnym elementem naszego życia codziennego.

Możemy dzięki niemu skontaktować się w każdej chwili z bliskimi, zadzwonić po pomoc w razie potrzeby, lub sprawdzić dowolną informację, której brakuje nam do zdania egzaminu.

Jednocześnie, choć tak pomocnym jest urządzeniem, to sama jego obecność w zasięgu naszego wzroku znacząco obniża koncentrację i umiejętność skupienia na wykonaniu zadania.

W książce „Wyloguj swój mózg”, Anders Hansen skupia się na tym, by pokazać nam wszystkie te realne zagrożenia, a także podaje skuteczne sposoby na radzenie sobie z nimi.

Listen to „Wyloguj swój mózg – Anders Hansen” on Spreaker. Kliknij i przeczytaj całą książkę Wyloguj swój mózg – dla kogo jest ta książka?

Dlatego też moim zdaniem ta książka przyda się każdej osobie, która korzysta z jakiegokolwiek urządzenia umożliwiające łączność z internetem, czy korzystanie z mediów społecznościowych.

Zakładam, że jeśli słuchasz tego podcastu, to robisz to na smartfonie, lub laptopie. A należysz dokładnie do tej grupy, to zachęcam Cię serdecznie do wysłuchania tego odcinka do końca. Podam w nim najważniejsze zagadnienia, którymi dzieli się autor i jeśli nie czytałeś lub nie czytałaś żadnej książki w tym temacie, takich jak „Cyfrowy minimalizm” Cala Newporta, czy „Indistructable”, to zachęcam Cię również do sięgnięcia po jej pełną wersję.

Kim jest autor?

Anders Hansen to szwedzki lekarz, specjalista w dziedzinie psychiatrii w Instytucie Karolinska, cieszącym się dużą popularnością w Szwecji. W swoich książkach – i to chętnie przyznaję – w zrozumiały sposób tłumaczy najnowsze odkrycia neurobiologii oraz wyjaśnia, jak możemy wykorzystać je w codziennym życiu. Za „Wyloguj swój mózg” otrzymał prestiżową nagrodą The Health Award of the Year.

A teraz przejdźmy do tego, co lubimy w tym podcaście najbardziej, czyli do konkretów. Mam trzy ciekawe informacje, które mam nadzieję odpowiednio Wam zobrazują, że warto z większą ostrożnością podchodzić do technologii, bez których dziś mało kto wyobraża sobie codzienność.

Brak zainteresowania otoczeniem

Ryan Dwyer z Kanadyjskiego Uniwersytetu British Columbia przeprowadził ciekawe badanie, by sprawdzić w jaki sposób obecność telefonu, wypływa na zainteresowanie rozmową.

Po zrekrutowaniu około 300 osób poprosił ich o ocenę przebytej kolacji z przyjaciółmi. Przy czym części z nich powiedział że podczas kolacji otrzymają wiadomość tekstową, dlatego mają mieć telefon pod ręką. Pozostałych zaś poprosił, żeby nie zabierali go ze sobą na kolację.

Okazało się – i potwierdził ten wynik także w innym badaniu – że osoby, które miały przy sobie telefon, oceniły ten czas z przyjaciółmi jako mniej satysfakcjonujący. Jednocześnie stwierdził też, że czuły się bardziej rozproszone podczas rozmowy.

Podobne wyniki otrzymali także badacze z różnych innych uniwersytetów. Zarówno w odniesieniu do spadku koncentracji, większego rozproszenia, a także spadku samopoczucia. A wszystko to związane z obecnością smartfona, otrzymywaniem powiadomień, lub aktywnego z niego korzystania.

Rozwiązanie: gdy spotykasz się z przyjaciółmi wycisz telefon i trzymaj go z dala od siebie. Skoncentruj się na tych z którymi spędzasz czas – wtedy będziecie się lepiej razem bawić!

Bo pomimo tego, że telefony mają niesamowitą możliwość łączenia nas z kimkolwiek na świecie, mogą równie dobrze odebrać nam przyjemności obcowania z osobą po drugiej stronie stołu.

Czy media społecznościowe sprawiają, że jesteśmy szczęśliwsi?

W 2016 r. Helmut Apel z uniwersytetu w Kolonii analizując dziesiątki wyników badań zaobserwował istotne zależności pomiędzy korzystaniem z Facebooka, a potrzebą porównywanie się do innych, zazdrością i depresją.

Takie oddziaływanie zauważył szczególnie w przypadku tak zwanego pasywnego korzystania z tego medium, czyli kiedy ktoś logował się do Facebooka, przeglądał go, ale nie publikował nic od siebie i nie wdawał się w dyskusje.

Oczywiście to jest tylko jedno z tysięcy badań przeprowadzonych na ten temat.

Ciekawe wyniki przedstawiła Melsa Hunt w swoim artykule opublikowanym w Journal of Social and Clinical Psychology.

Grupie 143 studentów losowo przypisała uczestnikom ograniczenie korzystania z platform społecznościowych do 10 min dziennie. Mieli wytrwać w tym ograniczeniu przez trzy tygodnie. Po tym czasie okazało się, że osoby, które ograniczyły korzystanie z mediów społecznościowych czuję się zdecydowanie mniej samotne i bardziej spokojne na co dzień.

Jak więc można bardzo łatwo wy wnioskować, media społecznościowe – pomimo swojej nazwy – nie sprawiają, że czujemy się bardziej skontaktowali z innymi, szczęśliwsi czy dają nam większy poziom poczucia własnej wartości.

Jednak to nie jest tak, że są złe. Po prostu większość z nas używa ich w nieodpowiedni sposób.

Rozwiązanie: zamiast pasywnie z korzystać z Facebooka i Instagrama, patrzmy na nie jako narzędzia interakcji. Aktywne komentowanie postów innych osób stwarza poczucie przynależności i wzmacnia kontakt.

Dodatkowo staraj się obserwować tylko te osoby z którymi chcesz aktywnie wchodzić w interakcje. To ograniczy zarówno czas potrzebny na ich wykorzystanie, jak i zmniejszy ilość informacji, które tak naprawdę nie są nam potrzebne do życia.

Ruch jako antidotum

Wg. danych z 2018 roku, w każdej minucie wysyłanych jest 187 000 000 e-maili. Na YT przesyłanych jest 400 h materiału, a użytkownicy Tindera przeglądają ponad 1 000 000 zdjęć. To wszystko w ciągu 1 min.

Oczywiście, ani ja, ani Ty, nie musimy tych wszystkich informacji ogarniać, jednak ilość, która do nas do pływa w każdej chwili rośnie.

Nasz mózg, jest jednak taki sam jak jeszcze 10 000 lat temu, i nie jest w stanie realnie za takim na tłokiem informacji nadążyć. Dlatego osoby, które lepiej sobie z tym radzą, tak naprawdę nie wyćwiczyły się skuteczniejszym ich przyjmowaniu, ale o wiele skuteczniej je selekcjonują.

Co ciekawe, zdolność do selekcji informacji, czyli kontrolowania napływających impulsów można dość prosto zmierzyć. I służy do tego test Stroopa.

A według badań cytowanych przez autora okazuje się, że dorośli którzy przed wykonaniem testu uprawiali przez 20 min aktywność fizyczną, radzili sobie lepiej z utrzymaniem uwagi, niż osoby które tej aktywności nie wykonywały.

Z kolei Johanes Drew z Uniwersytetu w Groningen pokusił się o meta-analizę badań, dotyczących wpływu aktywności fizycznej na utrzymanie uwagi przez uczniów. Z różnych badań które analizował wynika, że umiarkowana aktywność fizyczna pozytywnie wypływa na utrzymanie uwagi i wyniki w nauce. A ten wpływ jest tym większa, im częściej jest ta aktywność wykonywana. Przy czym zauważalne rezultaty badacze zauważyli już przy 6 min aktywności fizycznej dziennie.

Praktyczna porada z „Wyloguj swój mózg”: każdy ruch jest dobry dla mózgu, ale najlepszy jest ten, który powoduje przyspieszenie tętna. Nie musisz jednak biegać maratonów. Zadziwiająco dobry będzie też zwykły spacer.

Moje wnioski z „Wyloguj swój mózg”

Rok 2004 przyniósł kolej ważnych zmian:

  • 3 sierpnia – NASA wystrzeliła w kierunku Merkurego sondę kosmiczną MESSENGER.
  • 4 lipca – Grecja pokonała Portugalię w finałowym meczu Euro 2004 i została mistrzem Europy.
  • 11 marcaMadrycie doszło do serii zamachów bombowych na pociągi. Zginęło 191 osób.
  • 4 lutego – uruchomiono serwis społecznościowy Facebook.

Wtedy prawdopodobnie mało kto się tym przejął, poza garstką studentów w USA, jednak dziś Facebook jest ogromną firmą, wartą ponad 600 mld dolarów. A to tylko jedna z wielu platform społecznościowych, z których korzystają miliardy ludzi na cały świecie.

I nie chcę Was zostawiać z myślą, że teraz powinniśmy się pozbyć wszelkiej elektroniki z otoczenia i wrócić do czasów z przed rewolucji przemysłowej. Czego jednak życzę wam i sobie, to byśmy korzystali rozsądnie i ostrożnie z tych mediów, które z łatwością wciągają w swoje struktury i uzależniają.

Dlatego polecam tę książkę, bo daje moim zdaniem bardzo obszerny obraz problemu, a jednocześnie nie jest tak skrajna, jak niektóre pozycje w tej tematyce.

Jak ja stosuję się do tych wniosków?
  • mam od 2 lat wyłączone powiadomienia we wszystkich aplikacjach, poza dwiema
  • włączam dźwięk w telefonie tylko wtedy, kiedy czekam na telefon od kogoś
  • stosuję aplikacje do blokowania rozpraszających stron
  • mam wyłączonego walla na facebooku

I piszę to by pokazać Wam, że tak da się żyć. I jest to całkiem fajne życie

Nawyk Samodyscypliny – dr Neil Fiore
2020-04-25 19:00:22

Zazwyczaj nas uczono, że odkładanie działania stanowi problem. To powoduje, niestety, tylko pogorszenie sytuacji, zrzucając na osobę odwlekającą winę za wybór tak groźnego nawyku. Wszyscy wokół mówią: „Musisz zadbać o lepszą organizację. Po prostu tak zrób”. To może czasem pomóc, jednak tak naprawdę nie rozwiązuje problemu. W książce „Nawyk samodyscypliny” dr Neil Fiore skupia się przede wszystkim na eliminacji przyczyn odkładania i dziś omówimy 5 podstawowych elementów jego metody. Bo jak sam mówi: „Odkładania działania człowiek się uczy i może się go również oduczyć.” Listen to „Nawyk Samodyscypliny – dr Neil Fiore” on Spreaker. Dla kogo jest „Nawyk samodyscypliny”? Ta książka jest dla osób, które: mają problemy z odkładaniem ważnych zadań na później które wypróbowały dziesiątki technik zarządzania sobą w czasie, ale im nie pomogły I nie przyda się osobom, które: idą przez życie jak burza odważnie stawiają czoła wyzwaniom i są proaktywne i które – wiedząc co jest do zrobienia – bez pytania biorą się do pracy „Nawyk samodyscypliny” – czego dotyczy? O książce „Nawyk samodyscypliny” dowiedziałem się dzięki Anecie Chmielińskiej, która była gościem 12 odcinka podcastu „Napędzani Marzeniami” . Jej autor, dr Neil Fiore mówi przede wszystkim, że odwlekanie to nie jest wada charakteru, to nie jest oznaka lenistwa, ale to niefortunna próba uporania się z wystawieniem na osąd swojej wartości. To forma zachowania obronnego, które ma nas uchronić przed złym samopoczuciem. Czyli w momencie, w którym zamierzamy rozpocząć jakieś trudne, znaczące lub bardzo rozbudowane zadanie, pojawia się opór. Pojawia się chęć sięgnięcia po coś przyjemniejszego, czyli odruchowe otworzenie Facebook’a, albo chwycenie za telefon kliknięcia ikonkę Instagrama i zanurzenie się w nieskończonej lawinie zdjęć kotków i wysportowanych celebrytów. A to wszystko po to, żeby się nie zmierzyć z zadaniem, którego efektów się obawiamy, lub które wzbudza niepewność. Książka „Nawyk samodyscypliny” pokazuje jednak, że ten opór można przezwyciężyć. I autor – według mojej kalkulacji – podaje pięć kroków które do tego prowadzą, i które dziś pokrótce umówimy. Kim jest Neil Fiore? Neil Fiore jest doktorem psychologii, autorem sześciu książek oraz wielu programów szkoleniowych. Aktualnie jest także wykładowcą na uniwersytecie w Berkley. Więcej na jego temat przeczytacie na stronie https://www.neilfiore.com/ 5 kluczowych etapów programu Nawyk Samodyscypliny To 5 skutecznych metod pozwalających rozwiązać problem odkładania działania i wypracować nowe podejście do realizacji ważnych zadań. 1. Poznaj swój dzień Nie sposób walczyć z wrogiem, którego nie znamy. Dlatego pierwszym elementem programu Nawyk samodyscypliny jest poznanie kiedy i w jaki sposób odkładamy działanie. Jak to zrobić? Wystarczy obserować siebie. Trochę tak, jak antropolog, który rejestruje zachowania i rytuały w obcej kulturze, nikogo nie osądzając. Nie oceniając swojego zachowania. Tylko patrząc na zapisując wszystkie wykonywane akcje. Zapisywanie wykonywanych zajęć przez kilka dni pozwala dosyć dobrze ocenić, w jaki sposób spędzamy czas. Analizując typowe zajęcia w tygodniu, możemy określić łączną ilość czasu poświęcanego np. na: rozmowy telefoniczne; czytanie poczty; jedzenie i toaletę; rozmowy z ludźmi; pracę i tak dalej. W ten sposób poznajemy to, co chcemy faktycznie zmienić. Być może alarmujące okaże odkrycie, że duża część tego, co robimy w życiu, nie jest bezpośrednio związana z tym, czym faktycznie chcemy się zajmować. Jeśli chcemy zdobyć więcej klientów, a tak naprawdę większość czasu spędzamy na piciu kawy i spotkaniach, to policzenie tego da nam jasną informację co jest nie tak. Prowadząc rejestr sposobów spędzania czasu, dowiadujemy się o obszarach, w których jesteśmy nieskuteczni i tracimy czas. Jak to zrobić? Dla jednych lepsza będzie kartka papieru, a dla innych aplikacja, np. Toggl lub ATracker. Sam pomiar czasu to jednak dopiero początek. Kiedy już poznamy trochę lepiej siebie i zrozumiemy które obszary wymagają szczególnej uwagi, przychodzi czas na ich zgłębienie. A do tego celu służy rejestr odkładania działania, w którym rejestrujemy powiązanie unikanej czynności z konkretną myślą, usprawiedliwieniem, wypróbowanym rozwiązaniem i wynikającymi z tego myślami. 2. Zrozum dlaczego odwlekasz Rejestr odkładanie działania służy do określenia aktualnych wzorców odkładania działania, aby można było je zastąpić nowymi, skutecznymi wzorcami pracy. Samo odwlekanie może być spowodowane: niechęcią – kiedy szef narzuca nam zadanie, którego jest poniżej naszych możliwości, lub klient wymusza na nas wymagania, które są niezgodne z nami; strachem przed porażką – szczególnie u perfekcjonistów lub osób, o bardzo wysokich standardach lub statusie; ich odwlekanie chroni przede wszystkim przed wystawieniem się na krytykę i domniemanym zburzeniem tego statusu; obawa przed sukcesem – sukces budzi niepokój w związku z przyszłymi, rosnącymi oczekiwaniami odkładanie działania umożliwia pewną ochronę przed tym zagrożeniem; ten model często można zaobserwować wśród znanych aktorów i sportowców, którzy przeżywając wypalenie, np. sięgają po narkotyki, próbując utrzymać produktywność supergwiazdy. Dysponując rejestrem obecnych zachowań i myśli, dowiemy się, które z tych powodów nas dotyczą i w jakich dziedzinach należy podjąć działania korygujące. Nie rejestrując zachowań nie mamy szansy uczyć się na swoich błędach. A mając to napisane czarno na białym odnosimy się do faktów, a nie wspomnień. Pozwala to zrozumieć, jak absurdalna jest ilość czasu spędzona na odkładaniu i jak trudne są myśli i uczucia, które temu towarzyszą. Spisując w ten sposób metody odkładania działania przygotowujemy się do zajęcia się myślami i uczuciami, które należy skierować na działanie. Jak stworzyć taki rejestr? Wystarczy najprostsza metoda. Weź kartkę formatu A4, lub zeszyt i podziel ją na 6 kolumn, a następnie podpisz je w przedstawiony poniżej sposób. Pierwsza kolumna to miejsce na datę i godzinę. W drugiej kolumnie wpisz zadanie, które odwlekasz. Trzecia kolumna to miejsce na wpisanie myśli i uczuć, które pojawiają się w momencie myślenia o tym zadaniu. W czwartej kolumnie wpisujemy naszą reakcję na te myśli i uczucia. W piątej kolumnie wpisz co robisz, żeby sobie z tym poradzić. To może być rozpoczęcie od małego elementu zadania, pójście na spacer, włączenie telewizji, albo otworzenie Facebooka. W ostatniej kolumnie wpisz myśli i uczucia, które wiążą się z tym działaniem. Jak się czujesz po zrobieniu sobie przerwy na kawę? YouTube pomógł Ci poradzić sobie z trudnymi uczuciami, czy je spotęgował? Obserwujemy siebie dokładnie i rzetelnie. Nie oceniając. Obserwując. I tak przez 3 dni. Dzięki temu otrzymujemy obraz powodów działań w obliczu odwlekania. Nie tylko co robimy (Facebook, Instagram, jedzenie, itp.) ale także dlaczego to się dzieje i z jakimi zadaniami się wiąże. A jest to niesamowicie istotne, by wykonać kolejny krok. 3. Usuń przeszkody na drodze do działania W tych analizach mogą pojawić się różne obawy, przed kórych skutkami broni nas mózg. Dla każdego to będzie coś innego. Celem kolejnego kroku jest wypracowanie sposobów na radzenie sobie z nimi. Neil Fiore podaje w książce trzy główne obawy, które powstrzymują nas przed działaniem i powodują jego odkładanie. Są to: paniczny strach przed poczuciem obezwładnienia, obawa przed porażką i obawa przed nieukończeniem zadania. Te trzy czynniki zazwyczaj ze sobą współdziałają i powodują nasilenie wszystkich początkowych obaw i stresu. Z drugiej jednak strony przezwyciężenie każdej z nich przyśpiesza usunięcie pozostałych przeszkód, ponieważ kiedy konfrontujemy się z obawą i sobie z nią radzimy, rośnie nasza pewności siebie. Ok, to jak sobie z nimi poradzić? Poczucie obezwładnienia Poczucie obezwładnienia pojawia się, kiedy wyzwanie, przed którym stoimy wydaje się zbyt duże. Podziel projekt (lub duże zadanie) na mniejsze części, albo wybrać jego mały fragment od którego można zacząć, żeby nabrać rozpędu. Zamiast mierzyć się z dużym, niewykonalnym zadaniem, będziesz mieć do czynienia tylko z małymi częściami, które są łatwo wykonalne. Tutaj autor poleca coś, co nazywa wstecznym kalendarzem, czyli znając efekt końcowy, czy też ostatnie działanie rozpisujemy wszystkie czynnośc, które do niego prowadzą. To bardzo prosta technika i wspominałem o niej w odcinku o książce „10 kroków do maksymalnej produktywności” . Obawa przed porażką A poczucie nieskuteczności z nią związane, niezależnie od tego, jak bardzo się staramy, jest bardzo przygnębiające i niszczy poczucie własnej wartości. Dobrym sposobem jest przejście przez proces martwienia się, aby użyć energii wynikającej ze zmartwienia i paniki, i przygotować plan usunięcia zagrożenia. Pomoże to wykorzystać stres produktywnie i zgodnie z jego przeznaczeniem. Kiedy stale się martwimy porażką związaną z pracą nad projektem lub o utratę pracy, autor proponuje zadać sobie sześć pytań — to część procesu pracy nad zmartwieniami: Jaka jest najgorsza rzecz, która się może przydarzyć? Co bym zrobił, gdyby najgorsze naprawdę nastąpiło? W jaki sposób mogę zredukować nieprzyjemne uczucia i kontynuować pracę, mając możliwie największe poczucie szczęścia, jeśli wydarzy się najgorsze? Jakie mam inne możliwości? Co mogę teraz zrobić, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych skutków? Czy jest coś, co mogę zrobić, aby zwiększyć swoje szanse na osiągnięcie celu? Obawa przed nieukończeniem zadania Odkładanie kończenia projektów pochłania więcej wysiłku niż ich kończenie. A satysfakcja z większej ilości czas na rozrywkę i kolejne przedsięwzięcia jest znacznie bardziej motywująca, choć czasem trudno dostrzegalna. Obawa przed tym, że czegoś nie dokończymy wiąże się z brakiem wiary we własne możliwości, że ktoś nam przeszkodzi, albo że wykonamy pracę, która okaże się bezwartościowa i trzeba będzie wszystko robić od nowa. Na te myśli moim zdaniem trafić najtrudniej, jednak sam ich nie raz doświadczyłem. Tutaj autor nie podaje jednak konkretnej metody, ale zachęca mocno do zmiany myślenia, że odwlekanie jest najgorszym rozwiązaniem. Największy sukces osiąga osoba, która rozumie, że jedynym skutecznym sposobem pozbycia się stresu związanego z odwlekaniem, jest praca nad zadaniem. To ona daje w efekcie ogrom satysfakcji i – tak jak rozrywka – może być celem samym w sobie. Dlatego jeśli przepracujesz już swoje ograniczenia i wypiszesz sposoby radzenia sobie z nimi, to kolejnym pomocnym elementem będzie tzw. odwrotny harmonogram. 4. Rozrywka bez poczucia winy i odwrotny harmonogram Do utrzymania wysokiego poziomu motywacji i zmniejszenia potrzeby odkładania działania potrzebujemy rozrywki bez poczucia winy, aby zapewnić sobie czas na fizyczną i mentalną odnowę. Wg. autora osoby osiągające najlepsze wyniki biorą więcej urlopu niż pracoholicy, są od nich zdrowsze i wykonują więcej naprawdę znaczących zadań. Skąd to się bierze? Odpoczynek umożliwia „naładowanie baterii”, wykształcenie nowej motywacji, kreatywności i energii do działania w innych dziedzinach życia. Dlatego jest bardziej prawdopodobne, że będziemy pracować bardziej wydajnie, jeśli możemy się spodziewać przyjemności i sukcesu zamiast odosobnienia i niepokoju. A z kolei jest mało prawdopodobne, aby wizja 12-14 godzin ciężkiej pracy w odosobnieniu zmotywowała nas, zwłaszcza jeśli mamy do dyspozycji przyjemniejsze alternatywy. Oczywiście nie ma czegoś takiego jak życie całkowicie wypełnione rozrywką. Wszelkie próby ucieczki od pracy w rozrywkę powodują jedynie zwiększenie niepokoju; tylko praca zmniejsza niepokój. Dlatego autor proponuje zastosowanie tzw. odwrotnego harmonogramu. Odwrotny harmonogram to tygodniowy kalendarz, który zawiera zaplanowaną rozrywkę, czas z bliskimi i odpoczynek, dzieląc w ten sposób każdy dzień na krótkie okresy pracy, z którymi można sobie bez problemu poradzić. A regularnie uzupełniany staje się też rejestrem wydajnej i nieprzerwanej pracy. Zastosowanie odwrotnego harmonogramu daje dwie główne korzyści. po pierwsze, zapewnia natychmiastowe i częste nagrody po krótkich okresach pracy; po drugie, nawyk rejestrowania każdego okresu pracy wiąże się z widoczną nagrodą — pozwala dostrzec, jak duża część pracy została wykonana każdego dnia i każdego tygodnia w skupieniu i bez przerw. Odwrotny harmonogram i system rozrywki bez poczucia winy pomagają uzyskać więcej czasu na rozrywkę i poprawić jakość pracy. Każą one sprawdzić, czy zaplanowałeś wystarczająco dużo czasu na regenerację. Dodatkowo autor zachęca by: Nie pracować nad projektem ponad 20 godzin tygodniowo Nie pracować nad projektem ponad pięć godzin dziennie Ćwiczyć, bawić się lub tańczyć przynajmniej godzinę dziennie Robić przynajmniej dzień odpoczynku od wszystkich prac Dzięki temu może pojawić się mechanizm zwany potocznie zakazanym owocem. Planowanie czasu na rozrywkę, przestrzeganie harmonogramu oraz ograniczanie ilości pracy powoduje, że powstaje podświadome pragnienie, aby więcej pracować i poświęcać mniej czasu na rozrywkę. Co dla osób odwlekających jest dokładnie tym, czego potrzeba. Jak twierdzi dr Neil Fiore, w ciągu dwóch tygodni korzystania z Odwrotnego harmonogramu, wzrasta radość i chęć do pracy, rośnie produktywność, stajemy się bardziej świadomi swoich zwyczajów dotyczących pracy — ich słabych i mocnych stron — i uzyskujemy informacje na temat sposobu spędzania czasu. Czyli nie możemy już powiedzieć, że ostatni tydzień zleciał tak, że nawet nie wiem co się działo. Kiedy rejestrujesz czas pracy, mając wcześniej wpisane przerwy wiesz dokładnie co się działo i znika to obezwładniające poczucie, że nasze życie dąży do nikąd. Bo dzięki harmonogramowi wiesz gdzie dokładnie zmierza. 5. Zmień wewnętrzny dialog Wymienione cztery kroki służą poprowadzeniu nas za rękę do zmiany nieproduktywnego odwlekania na nawyk samodyscypliny. Jest jednak jeszcze jeden element, który jest szczególnie istotny w zmianie swojego nastawienia do pracy. Psycholog z Berkeley, Rich Beery twierdzi, że obawa przed porażką wypływa z założenia, że wyniki stanowią odzwierciedlenie naszych umiejętności. Dlatego odkładamy działanie, aby chronić poczucie własnej wartości przed oceną, która jest dla nas zagrożeniem. A zagrożenie wprowadza niepokój. Nasza psychika wykształciła jednak bardzo sposób na poradzenie sobie z nim. Termin końcowy. Tylko lęk przed czymś gorszym (np. zawaleniam terminu projektu) powoduje, że przestajemy się bać oceny efektów, bo jakikolwiek efekt będzie lepszy, niż żaden. To prowadzi jednak do tzw. uzależnienia od deadline’u. Czyli ciągłego masochistycznego szukania na siebie bata. Ale tak samo, jak nie poganiamy batem swoich dzieci, tak i nie ma sensu stosować tego na sobie, jeśli nie jest to ostatecznością. Lepszym sposobem będzie zobowiązanie wobec siebie i wypracowanie poczucia wewnętrznej wartości, które pozwoli nam wierzyć w siebie na tyle mocno, aby podejmować kolejne próby. Nie będzie to jednak rzeczywiste poczucie własnej wartości, dopóki nie zaczniemy rozmawiać z sobą, stosując pozytywne wyrażenia, którymi wywieramy na sobie presję. Dlatego tym istotnym elementem, a wręcz kluczem do zmiany postrzegania siebie jest pozbycie się ze słownika słów „muszę” i „powinienem” na rzecz „chcę”, „wybieram”. Powtarzanie sobie słów „muszę” i „powinienem” często podświadomie sugeruje, że jesteśmy ofiarami, dźwigając brzemię i stawiając opór innym, reprezentującym władzę. Mówienie do siebie takim głosem wywiera presję dotyczącą jakiegoś działania oraz to, że podczas gdy jedna część naszej osobowości ją stosuje, inna nie chce się jej poddać. Chociaż często usiłujemy motywować samych siebie, mówiąc „Muszę to zrobić” lub „Powinienem to zrobić”, takie stwierdzenia to dla psychiki komunikat: „Nie chcę tego zrobić, ale się zmuszę, aby to dla nich zrobić”. A to często prowadzi do konfliktu wewnętrznego i – znanego nam wszystkim – odkładania działania. Takie komunikaty wzbudzają niepokój, powodują negatywną reakcję na pracę, sugerując, że jest to coś, czego nie zrobilibyśmy z własnej woli. I tak, możemy wciąż i wciąż stać nad samym sobą z batem, poganiając się do pracy jak niewolnika, ale czy nie lepszym wyjściem jest właśnie zachęcenie, poklepanie i powiedzenie na ucho „jestem z Tobą, dasz radę”? I ja i autor zgadzamy się z tym, że to lepsze rozwiązanie. O właściwym podejściu do motywacji opowiadałem też przy okazji omawiania książki „Drive” Daniela Pinka . „Nawyk samodyscypliny” – podsumowanie Raz jeszcze podsumujmy wszystkie elementy programu Nawyk Samodyscypliny: Poznaj swój dzień Zrozum dlaczego odwlekasz Usuń przeszkody na drodze do działania Rozrywka bez poczucia winy i odwrotny harmonogram Zmień wewnętrzny dialog Dodatkowo – pozbądź się rozpraszaczy z otoczenia. W dzisiejszych ostro cyfrowych czasach wdrożenie tego programu może być trudne. Dostęp do rozpraszających zajęć jest tak duży, że nawet nie zdążysz zauważyć, że skrolujesz Instagrama od 30 minut. Tak łatwo nasz mózg potrafi uciec od tego, co ważne. Dlatego najpierw trzeba się pozbyć tego, po co sięgamy odruchowo w ciągu kilku sekund. Pozbądź się telefonu – wynieś do pokoju obok, wyłącz powiadomienia na czas pracy Zablokuj rozpraszające strony – dzięki temu unikniesz „przypadkowego” wchodzenia na Facebooka, czy YouTube (pomogą Ci w tym takie aplikacje jak Cold Turkey albo Freedom) Celowo nie rozbudowuję jednak tego punktu. Tym tematem zajmiemy się w kolejnym odcinku podcastu, o książce „Wyloguj swój mózg”. A na koniec zostawiam Cię z cytatem z książki: Zwycięzców od innych osób o podobnych zdolnościach odróżnia wyuczona umiejętność regeneracji sił po działaniu, które przyniosło rozczarowanie. Zwycięzca — zawsze człowiek czynu — wybacza sobie błędy i porażki, dbając o poczucie wewnętrznej wartości i bezpieczeństwa, które są konieczne do rozwiązywania problemów oraz dążenia do celów. Artykuł Nawyk Samodyscypliny – dr Neil Fiore pochodzi z serwisu Książki Które Uczą .

Zazwyczaj nas uczono, że odkładanie działania stanowi problem. To powoduje, niestety, tylko pogorszenie sytuacji, zrzucając na osobę odwlekającą winę za wybór tak groźnego nawyku.

Wszyscy wokół mówią: „Musisz zadbać o lepszą organizację. Po prostu tak zrób”. To może czasem pomóc, jednak tak naprawdę nie rozwiązuje problemu.

W książce „Nawyk samodyscypliny” dr Neil Fiore skupia się przede wszystkim na eliminacji przyczyn odkładania i dziś omówimy 5 podstawowych elementów jego metody.

Bo jak sam mówi: „Odkładania działania człowiek się uczy i może się go również oduczyć.”

Listen to „Nawyk Samodyscypliny – dr Neil Fiore” on Spreaker.

Dla kogo jest „Nawyk samodyscypliny”?

Ta książka jest dla osób, które:

  • mają problemy z odkładaniem ważnych zadań na później
  • które wypróbowały dziesiątki technik zarządzania sobą w czasie, ale im nie pomogły

I nie przyda się osobom, które:

  • idą przez życie jak burza
  • odważnie stawiają czoła wyzwaniom i są proaktywne
  • i które – wiedząc co jest do zrobienia – bez pytania biorą się do pracy
„Nawyk samodyscypliny” – czego dotyczy?

O książce „Nawyk samodyscypliny” dowiedziałem się dzięki Anecie Chmielińskiej, która była gościem 12 odcinka podcastu „Napędzani Marzeniami”.

Jej autor, dr Neil Fiore mówi przede wszystkim, że odwlekanie to nie jest wada charakteru, to nie jest oznaka lenistwa, ale to niefortunna próba uporania się z wystawieniem na osąd swojej wartości. To forma zachowania obronnego, które ma nas uchronić przed złym samopoczuciem.

Czyli w momencie, w którym zamierzamy rozpocząć jakieś trudne, znaczące lub bardzo rozbudowane zadanie, pojawia się opór. Pojawia się chęć sięgnięcia po coś przyjemniejszego, czyli odruchowe otworzenie Facebook’a, albo chwycenie za telefon kliknięcia ikonkę Instagrama i zanurzenie się w nieskończonej lawinie zdjęć kotków i wysportowanych celebrytów.

A to wszystko po to, żeby się nie zmierzyć z zadaniem, którego efektów się obawiamy, lub które wzbudza niepewność.

Książka „Nawyk samodyscypliny” pokazuje jednak, że ten opór można przezwyciężyć. I autor – według mojej kalkulacji – podaje pięć kroków które do tego prowadzą, i które dziś pokrótce umówimy.

Kim jest Neil Fiore?

Neil Fiore jest doktorem psychologii, autorem sześciu książek oraz wielu programów szkoleniowych. Aktualnie jest także wykładowcą na uniwersytecie w Berkley.

Więcej na jego temat przeczytacie na stronie https://www.neilfiore.com/

5 kluczowych etapów programu Nawyk Samodyscypliny

To 5 skutecznych metod pozwalających rozwiązać problem odkładania działania i wypracować nowe podejście do realizacji ważnych zadań.

1. Poznaj swój dzień

Nie sposób walczyć z wrogiem, którego nie znamy. Dlatego pierwszym elementem programu Nawyk samodyscypliny jest poznanie kiedy i w jaki sposób odkładamy działanie.

Jak to zrobić?

Wystarczy obserować siebie. Trochę tak, jak antropolog, który rejestruje zachowania i rytuały w obcej kulturze, nikogo nie osądzając. Nie oceniając swojego zachowania. Tylko patrząc na zapisując wszystkie wykonywane akcje.

Zapisywanie wykonywanych zajęć przez kilka dni pozwala dosyć dobrze ocenić, w jaki sposób spędzamy czas. Analizując typowe zajęcia w tygodniu, możemy określić łączną ilość czasu poświęcanego np. na:

  • rozmowy telefoniczne;
  • czytanie poczty;
  • jedzenie i toaletę;
  • rozmowy z ludźmi;
  • pracę i tak dalej.

W ten sposób poznajemy to, co chcemy faktycznie zmienić.

Być może alarmujące okaże odkrycie, że duża część tego, co robimy w życiu, nie jest bezpośrednio związana z tym, czym faktycznie chcemy się zajmować.

Jeśli chcemy zdobyć więcej klientów, a tak naprawdę większość czasu spędzamy na piciu kawy i spotkaniach, to policzenie tego da nam jasną informację co jest nie tak.

Prowadząc rejestr sposobów spędzania czasu, dowiadujemy się o obszarach, w których jesteśmy nieskuteczni i tracimy czas.

Jak to zrobić?

Dla jednych lepsza będzie kartka papieru, a dla innych aplikacja, np. Toggl lub ATracker.

Sam pomiar czasu to jednak dopiero początek.

Kiedy już poznamy trochę lepiej siebie i zrozumiemy które obszary wymagają szczególnej uwagi, przychodzi czas na ich zgłębienie.

A do tego celu służy rejestr odkładania działania, w którym rejestrujemy powiązanie unikanej czynności z konkretną myślą, usprawiedliwieniem, wypróbowanym rozwiązaniem i wynikającymi z tego myślami.

2. Zrozum dlaczego odwlekasz

Rejestr odkładanie działania służy do określenia aktualnych wzorców odkładania działania, aby można było je zastąpić nowymi, skutecznymi wzorcami pracy.

Samo odwlekanie może być spowodowane:

  • niechęcią – kiedy szef narzuca nam zadanie, którego jest poniżej naszych możliwości, lub klient wymusza na nas wymagania, które są niezgodne z nami;
  • strachem przed porażką – szczególnie u perfekcjonistów lub osób, o bardzo wysokich standardach lub statusie; ich odwlekanie chroni przede wszystkim przed wystawieniem się na krytykę i domniemanym zburzeniem tego statusu;
  • obawa przed sukcesem – sukces budzi niepokój w związku z przyszłymi, rosnącymi oczekiwaniami odkładanie działania umożliwia pewną ochronę przed tym zagrożeniem; ten model często można zaobserwować wśród znanych aktorów i sportowców, którzy przeżywając wypalenie, np. sięgają po narkotyki, próbując utrzymać produktywność supergwiazdy.

Dysponując rejestrem obecnych zachowań i myśli, dowiemy się, które z tych powodów nas dotyczą i w jakich dziedzinach należy podjąć działania korygujące. Nie rejestrując zachowań nie mamy szansy uczyć się na swoich błędach. A mając to napisane czarno na białym odnosimy się do faktów, a nie wspomnień.

Pozwala to zrozumieć, jak absurdalna jest ilość czasu spędzona na odkładaniu i jak trudne są myśli i uczucia, które temu towarzyszą.

Spisując w ten sposób metody odkładania działania przygotowujemy się do zajęcia się myślami i uczuciami, które należy skierować na działanie.

Jak stworzyć taki rejestr? Wystarczy najprostsza metoda.

Weź kartkę formatu A4, lub zeszyt i podziel ją na 6 kolumn, a następnie podpisz je w przedstawiony poniżej sposób.

Pierwsza kolumna to miejsce na datę i godzinę.

W drugiej kolumnie wpisz zadanie, które odwlekasz.

Trzecia kolumna to miejsce na wpisanie myśli i uczuć, które pojawiają się w momencie myślenia o tym zadaniu.

W czwartej kolumnie wpisujemy naszą reakcję na te myśli i uczucia.

W piątej kolumnie wpisz co robisz, żeby sobie z tym poradzić. To może być rozpoczęcie od małego elementu zadania, pójście na spacer, włączenie telewizji, albo otworzenie Facebooka.

W ostatniej kolumnie wpisz myśli i uczucia, które wiążą się z tym działaniem. Jak się czujesz po zrobieniu sobie przerwy na kawę? YouTube pomógł Ci poradzić sobie z trudnymi uczuciami, czy je spotęgował?

Obserwujemy siebie dokładnie i rzetelnie. Nie oceniając. Obserwując. I tak przez 3 dni.

Dzięki temu otrzymujemy obraz powodów działań w obliczu odwlekania. Nie tylko co robimy (Facebook, Instagram, jedzenie, itp.) ale także dlaczego to się dzieje i z jakimi zadaniami się wiąże.

A jest to niesamowicie istotne, by wykonać kolejny krok.

3. Usuń przeszkody na drodze do działania

W tych analizach mogą pojawić się różne obawy, przed kórych skutkami broni nas mózg. Dla każdego to będzie coś innego. Celem kolejnego kroku jest wypracowanie sposobów na radzenie sobie z nimi.

Neil Fiore podaje w książce trzy główne obawy, które powstrzymują nas przed działaniem i powodują jego odkładanie. Są to:

  • paniczny strach przed poczuciem obezwładnienia,
  • obawa przed porażką
  • i obawa przed nieukończeniem zadania.

Te trzy czynniki zazwyczaj ze sobą współdziałają i powodują nasilenie wszystkich początkowych obaw i stresu. Z drugiej jednak strony przezwyciężenie każdej z nich przyśpiesza usunięcie pozostałych przeszkód, ponieważ kiedy konfrontujemy się z obawą i sobie z nią radzimy, rośnie nasza pewności siebie.

Ok, to jak sobie z nimi poradzić?

Poczucie obezwładnienia

Poczucie obezwładnienia pojawia się, kiedy wyzwanie, przed którym stoimy wydaje się zbyt duże.

Podziel projekt (lub duże zadanie) na mniejsze części, albo wybrać jego mały fragment od którego można zacząć, żeby nabrać rozpędu. Zamiast mierzyć się z dużym, niewykonalnym zadaniem, będziesz mieć do czynienia tylko z małymi częściami, które są łatwo wykonalne.

Tutaj autor poleca coś, co nazywa wstecznym kalendarzem, czyli znając efekt końcowy, czy też ostatnie działanie rozpisujemy wszystkie czynnośc, które do niego prowadzą. To bardzo prosta technika i wspominałem o niej w odcinku o książce „10 kroków do maksymalnej produktywności”.

Obawa przed porażką

A poczucie nieskuteczności z nią związane, niezależnie od tego, jak bardzo się staramy, jest bardzo przygnębiające i niszczy poczucie własnej wartości. Dobrym sposobem jest przejście przez proces martwienia się, aby użyć energii wynikającej ze zmartwienia i paniki, i przygotować plan usunięcia zagrożenia. Pomoże to wykorzystać stres produktywnie i zgodnie z jego przeznaczeniem.

Kiedy stale się martwimy porażką związaną z pracą nad projektem lub o utratę pracy, autor proponuje zadać sobie sześć pytań — to część procesu pracy nad zmartwieniami:

  1. Jaka jest najgorsza rzecz, która się może przydarzyć?
  2. Co bym zrobił, gdyby najgorsze naprawdę nastąpiło?
  3. W jaki sposób mogę zredukować nieprzyjemne uczucia i kontynuować pracę, mając możliwie największe poczucie szczęścia, jeśli wydarzy się najgorsze?
  4. Jakie mam inne możliwości?
  5. Co mogę teraz zrobić, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych skutków?
  6. Czy jest coś, co mogę zrobić, aby zwiększyć swoje szanse na osiągnięcie celu?
Obawa przed nieukończeniem zadania

Odkładanie kończenia projektów pochłania więcej wysiłku niż ich kończenie. A satysfakcja z większej ilości czas na rozrywkę i kolejne przedsięwzięcia jest znacznie bardziej motywująca, choć czasem trudno dostrzegalna.

Obawa przed tym, że czegoś nie dokończymy wiąże się z brakiem wiary we własne możliwości, że ktoś nam przeszkodzi, albo że wykonamy pracę, która okaże się bezwartościowa i trzeba będzie wszystko robić od nowa.

Na te myśli moim zdaniem trafić najtrudniej, jednak sam ich nie raz doświadczyłem. Tutaj autor nie podaje jednak konkretnej metody, ale zachęca mocno do zmiany myślenia, że odwlekanie jest najgorszym rozwiązaniem.

Największy sukces osiąga osoba, która rozumie, że jedynym skutecznym sposobem pozbycia się stresu związanego z odwlekaniem, jest praca nad zadaniem. To ona daje w efekcie ogrom satysfakcji i – tak jak rozrywka – może być celem samym w sobie.

Dlatego jeśli przepracujesz już swoje ograniczenia i wypiszesz sposoby radzenia sobie z nimi, to kolejnym pomocnym elementem będzie tzw. odwrotny harmonogram.

4. Rozrywka bez poczucia winy i odwrotny harmonogram

Do utrzymania wysokiego poziomu motywacji i zmniejszenia potrzeby odkładania działania potrzebujemy rozrywki bez poczucia winy, aby zapewnić sobie czas na fizyczną i mentalną odnowę.

Wg. autora osoby osiągające najlepsze wyniki biorą więcej urlopu niż pracoholicy, są od nich zdrowsze i wykonują więcej naprawdę znaczących zadań.

Skąd to się bierze?

Odpoczynek umożliwia „naładowanie baterii”, wykształcenie nowej motywacji, kreatywności i energii do działania w innych dziedzinach życia.

Dlatego jest bardziej prawdopodobne, że będziemy pracować bardziej wydajnie, jeśli możemy się spodziewać przyjemności i sukcesu zamiast odosobnienia i niepokoju.

A z kolei jest mało prawdopodobne, aby wizja 12-14 godzin ciężkiej pracy w odosobnieniu zmotywowała nas, zwłaszcza jeśli mamy do dyspozycji przyjemniejsze alternatywy.

Oczywiście nie ma czegoś takiego jak życie całkowicie wypełnione rozrywką. Wszelkie próby ucieczki od pracy w rozrywkę powodują jedynie zwiększenie niepokoju; tylko praca zmniejsza niepokój.

Dlatego autor proponuje zastosowanie tzw. odwrotnego harmonogramu.

Odwrotny harmonogram to tygodniowy kalendarz, który zawiera zaplanowaną rozrywkę, czas z bliskimi i odpoczynek, dzieląc w ten sposób każdy dzień na krótkie okresy pracy, z którymi można sobie bez problemu poradzić.

A regularnie uzupełniany staje się też rejestrem wydajnej i nieprzerwanej pracy.

Zastosowanie odwrotnego harmonogramu daje dwie główne korzyści.
  • po pierwsze, zapewnia natychmiastowe i częste nagrody po krótkich okresach pracy;
  • po drugie, nawyk rejestrowania każdego okresu pracy wiąże się z widoczną nagrodą — pozwala dostrzec, jak duża część pracy została wykonana każdego dnia i każdego tygodnia w skupieniu i bez przerw.

Odwrotny harmonogram i system rozrywki bez poczucia winy pomagają uzyskać więcej czasu na rozrywkę i poprawić jakość pracy. Każą one sprawdzić, czy zaplanowałeś wystarczająco dużo czasu na regenerację.

Dodatkowo autor zachęca by:

  • Nie pracować nad projektem ponad 20 godzin tygodniowo
  • Nie pracować nad projektem ponad pięć godzin dziennie
  • Ćwiczyć, bawić się lub tańczyć przynajmniej godzinę dziennie
  • Robić przynajmniej dzień odpoczynku od wszystkich prac

Dzięki temu może pojawić się mechanizm zwany potocznie zakazanym owocem.

Planowanie czasu na rozrywkę, przestrzeganie harmonogramu oraz ograniczanie ilości pracy powoduje, że powstaje podświadome pragnienie, aby więcej pracować i poświęcać mniej czasu na rozrywkę. Co dla osób odwlekających jest dokładnie tym, czego potrzeba.

Jak twierdzi dr Neil Fiore, w ciągu dwóch tygodni korzystania z Odwrotnego harmonogramu, wzrasta radość i chęć do pracy, rośnie produktywność, stajemy się bardziej świadomi swoich zwyczajów dotyczących pracy — ich słabych i mocnych stron — i uzyskujemy informacje na temat sposobu spędzania czasu.

Czyli nie możemy już powiedzieć, że ostatni tydzień zleciał tak, że nawet nie wiem co się działo.

Kiedy rejestrujesz czas pracy, mając wcześniej wpisane przerwy wiesz dokładnie co się działo i znika to obezwładniające poczucie, że nasze życie dąży do nikąd. Bo dzięki harmonogramowi wiesz gdzie dokładnie zmierza.

5. Zmień wewnętrzny dialog

Wymienione cztery kroki służą poprowadzeniu nas za rękę do zmiany nieproduktywnego odwlekania na nawyk samodyscypliny.

Jest jednak jeszcze jeden element, który jest szczególnie istotny w zmianie swojego nastawienia do pracy.

Psycholog z Berkeley, Rich Beery twierdzi, że obawa przed porażką wypływa z założenia, że wyniki stanowią odzwierciedlenie naszych umiejętności. Dlatego odkładamy działanie, aby chronić poczucie własnej wartości przed oceną, która jest dla nas zagrożeniem. A zagrożenie wprowadza niepokój.

Nasza psychika wykształciła jednak bardzo sposób na poradzenie sobie z nim. Termin końcowy.

Tylko lęk przed czymś gorszym (np. zawaleniam terminu projektu) powoduje, że przestajemy się bać oceny efektów, bo jakikolwiek efekt będzie lepszy, niż żaden.

To prowadzi jednak do tzw. uzależnienia od deadline’u. Czyli ciągłego masochistycznego szukania na siebie bata. Ale tak samo, jak nie poganiamy batem swoich dzieci, tak i nie ma sensu stosować tego na sobie, jeśli nie jest to ostatecznością.

Lepszym sposobem będzie zobowiązanie wobec siebie i wypracowanie poczucia wewnętrznej wartości, które pozwoli nam wierzyć w siebie na tyle mocno, aby podejmować kolejne próby.

Nie będzie to jednak rzeczywiste poczucie własnej wartości, dopóki nie zaczniemy rozmawiać z sobą, stosując pozytywne wyrażenia, którymi wywieramy na sobie presję.

Dlatego tym istotnym elementem, a wręcz kluczem do zmiany postrzegania siebie jest pozbycie się ze słownika słów „muszę” i „powinienem” na rzecz „chcę”, „wybieram”.

Powtarzanie sobie słów „muszę” i „powinienem” często podświadomie sugeruje, że jesteśmy ofiarami, dźwigając brzemię i stawiając opór innym, reprezentującym władzę.

Mówienie do siebie takim głosem wywiera presję dotyczącą jakiegoś działania oraz to, że podczas gdy jedna część naszej osobowości ją stosuje, inna nie chce się jej poddać.

Chociaż często usiłujemy motywować samych siebie, mówiąc „Muszę to zrobić” lub „Powinienem to zrobić”, takie stwierdzenia to dla psychiki komunikat: „Nie chcę tego zrobić, ale się zmuszę, aby to dla nich zrobić”. A to często prowadzi do konfliktu wewnętrznego i – znanego nam wszystkim – odkładania działania.

Takie komunikaty wzbudzają niepokój, powodują negatywną reakcję na pracę, sugerując, że jest to coś, czego nie zrobilibyśmy z własnej woli.

I tak, możemy wciąż i wciąż stać nad samym sobą z batem, poganiając się do pracy jak niewolnika, ale czy nie lepszym wyjściem jest właśnie zachęcenie, poklepanie i powiedzenie na ucho „jestem z Tobą, dasz radę”? I ja i autor zgadzamy się z tym, że to lepsze rozwiązanie.

O właściwym podejściu do motywacji opowiadałem też przy okazji omawiania książki „Drive” Daniela Pinka.

„Nawyk samodyscypliny” – podsumowanie

Raz jeszcze podsumujmy wszystkie elementy programu Nawyk Samodyscypliny:

  • Poznaj swój dzień
  • Zrozum dlaczego odwlekasz
  • Usuń przeszkody na drodze do działania
  • Rozrywka bez poczucia winy i odwrotny harmonogram
  • Zmień wewnętrzny dialog

Dodatkowo – pozbądź się rozpraszaczy z otoczenia.

W dzisiejszych ostro cyfrowych czasach wdrożenie tego programu może być trudne. Dostęp do rozpraszających zajęć jest tak duży, że nawet nie zdążysz zauważyć, że skrolujesz Instagrama od 30 minut. Tak łatwo nasz mózg potrafi uciec od tego, co ważne. Dlatego najpierw trzeba się pozbyć tego, po co sięgamy odruchowo w ciągu kilku sekund.

  • Pozbądź się telefonu – wynieś do pokoju obok, wyłącz powiadomienia na czas pracy
  • Zablokuj rozpraszające strony – dzięki temu unikniesz „przypadkowego” wchodzenia na Facebooka, czy YouTube (pomogą Ci w tym takie aplikacje jak Cold Turkey albo Freedom)

Celowo nie rozbudowuję jednak tego punktu. Tym tematem zajmiemy się w kolejnym odcinku podcastu, o książce „Wyloguj swój mózg”.

A na koniec zostawiam Cię z cytatem z książki:

Zwycięzców od innych osób o podobnych zdolnościach odróżnia wyuczona umiejętność regeneracji sił po działaniu, które przyniosło rozczarowanie. Zwycięzca — zawsze człowiek czynu — wybacza sobie błędy i porażki, dbając o poczucie wewnętrznej wartości i bezpieczeństwa, które są konieczne do rozwiązywania problemów oraz dążenia do celów.

Artykuł Nawyk Samodyscypliny – dr Neil Fiore pochodzi z serwisu Książki Które Uczą.

Drive – Daniel Pink
2020-04-09 17:35:44

Kiedy chodzi o motywację, istnieje ogromna luka pomiędzy tym, co robi biznes, a tym, co od kilkudziesięciu lat wie nauka. I nie tylko w przypadku biznesów, ale także naszych indywidualnych dążeń robimy rzeczy, które wcale tej motywacji nie pomagają, a czasem wręcz jej szkodzą. Dlatego dzisiaj chcę wam polecić książkę „Drive” Daniela Pinka, która niesamowicie ze mną zarezonowała i mam nadzieję, że pomoże także wam w osiąganiu celów i czerpanie radości z życia. Listen to „Drive – Kompletnie nowe spojrzenie na motywację – Daniel H. Pink” on Spreaker. Kliknij i przeczytaj całą książkę Dla większości z nas wydaje się naturalnym, że aby zmotywować kogoś – albo siebie – do działania, potrzebujemy dać tej osobie jakąś nagrodę albo wyznaczyć jej karę za nie zrobienie tego, co ma zrobić. W końcu jak przedstawia to James Clear w książce „Atomowe Nawyki” , elementem każdego nawyku jest pewnego rodzaju nagroda. To ta nagroda skłania nas do powtarzania zachowania, a dodatkowo podtrzymuje długotrwałą motywację. Jak przekonuje jednak Daniel Pink w książce „Drive”, to nie jest prawdą w każdym przypadku. A szczególnie, kiedy chodzi o pracę kreatywną, która nie jest tylko automatycznym powtarzaniem zachowania. W „Drive” omawia bardzo dokładnie, kiedy nagrody i kary są dobrym rozwiązaniem, a kiedy wręcz przeciwnie, działają jak hamulec ręczny, a nie wciśnięty do dechy gaz. Daniel Pink na bazie wielu przykładów z życia, biznesu, a także badań naukowych pokazuje, że większość obecnych zawodów kreatywnych, opartych na wiedzy, lub dążeniu do poszukiwania nowych rozwiązań, potrzebuje nowego rodzaju motywacji. Motywacji 3.0, której głównymi składnikami są autonomia, mistrzostwo, i cel. Poznaj autora – Daniel H. Pink Daniel H. Pink ukończył wydział prawa na uniwersytecie w Yale, gdzie był przy okazji redaktorem Yale Law & Policy Review. Jest autorem sześciu książek z gatunku non fiction, w tym czterech bestselerów. Regularnie pisuje dla do New York Times, Fast Company czy Harvard Business Review. Prowadzi także wykłady dla korporacji, stowarzyszeń i uniwersytetów na całym świecie. Dla kogo jest „Drive”? Ta książka przyda się przede wszystkim osobom, które pracują kreatywnie, lub zatrudniają innych do tego typu pracy. Ta książka pozwala spojrzeć trochę inaczej na motywowanie innych. Przyda się też osobom, które prowadzą organizacje non profit, w których kary wręcz nie można zastosować, a motywacji współpracowników nie da się uzależnić od premii pieniężnych. „Drive” Daniela Pinka nie przyda się natomiast osobom, których praca polega na rutynowych zadaniach, choć nie wykluczam, że może pomóc rzucić światło na inne możliwości pracowania. Najważniejsze lekcje z książki „Drive” Daniela Pinka Przejdźmy teraz do mojej ulubionej części każdego podcastu, czyli najważniejszych lekcji, jakie wyciągnąłem z tej książki. Tutaj chcę zaznaczyć, że każdy tę książkę odbierze inaczej. Obecnie jestem freelancerem i zajmuje się produkcją podcastów i montażem wideo dla klientów (w tym dla siebie), a te wnioski i lekcje są przede wszystkim moją perspektywą. Jeśli jednak prowadzisz firmę i zatrudniasz osoby do pracy kreatywnej, to zdecydowanie zajrzyj do tej książki. Kliknij i przeczytaj całą książkę Ma zaledwie 220 stron, a dosłownie przytłacza ilością porad i pomysłów gotowych do zastosowania od ręki. A tymczasem zapraszam Cię do przeczytania moich lekcji. Daniel Pink opisuje w „Drive” kiedy stosować kary i nagrody, a kiedy nie W 1978 r. pojawiła się praca naukowa o nazwie „Ukryte koszty nagród”. Jej autorami są Mark Lepper i David Green. Jedno z pierwszych badań, które przeprowadzili jest dziełem klasycznym w tej dziedzinie i należy do najczęściej cytowanych artykułów w literaturze motywacyjny. Najpierw z grupy przedszkolaków wyłowili te dzieci, które najchętniej spędzały czas na rysowaniu. Zastanawiało ich, czy nagradzanie dzieci za rysowanie będzie miało wpływ na ich motywację. Podzielili więc dzieci na trzy grupy: Pierwszej grupie obiecali dyplom w zamian za rysunek. Drugiej grupie zadali pytanie, czy mają ochotę rysować. Jeśli się na to zdecydowały, to po ukończeniu rysunku dawali każdemu dziecku dyplom. Trzeciej grupy zapytali po prostu, czy chcą rysować, ale nie wiązali tego z żadną nagrodą. Po dwóch tygodniach od tego eksperymentu obserwowali dzieci z każdej z tych grup. Okazało się, że podczas czasu wolnego dzieci z grupy, która nie otrzymała nagrody, oraz która otrzymała nagrodę, ale nie była ona obiecane na początku, rysowały równie chętnie jak przed badaniem. Jednak dzieci którym obiecano nagrodę za wykonanie rysunku podczas badania, teraz poświęcały znacznie mniej czasu na tę aktywność. Ciekawe, nieprawdaż? Nagrody a spadek motywacji I to tylko jeden z przykładów badań przytaczanych w tej książce. Jak z nich wynika, nagrody warunkowe, czyli „jeśli zrobisz X, to dostaniesz Y”, powodowały w dłuższym czasie spadek motywacji i chęci do wykonywania działania. Poza tym nagrody w stylu kija i marchewki, mogły także: obniżyć wyniki i kreatywność; wypierać dobre zachowania; zniechęcać do poszukiwania rozwiązań; a także mogą uzależniać. Jak opisuje to Andrzej Blikle, w swojej książce „Doktryna Jakości”, w przypadku powtarzalnych nagród występuje tak zwana pętla motywacyjnego sprzężenia zwrotnego. Działa to jak regularne spożywanie alkoholu. Im częściej się go pije, tym bardziej uodparniamy się na jego skutki. Tak samo jest z nagrodami. W momencie, w którym dostaje nagrodę od przełożonego, albo rodzica za wykonanie jakiegoś działania, to po jakimś czasie ta nagroda staje się standardem i aby później ponownie wykonać to zadanie, będę potrzebował jeszcze większej motywacji, czyli będę pragną coraz więcej i więcej. Czyli jeśli raz zapłacisz dziecku za wyniesienie śmieci, to możesz mieć pewność, że już nigdy nie zrobi tego za darmo. Kiedy nagroda jednak działa? Jest jednak pewna grupa zadań, w których dodatkowe nagrody w stylu „jeśli zrobisz X, to dostaniesz Y”, są przydatne. Dotyczy to przede wszystkim działań rutynowych, w których wynik jest bardzo prosty do osiągnięcia i nie wymaga kreatywnych rozkmin. W takich zadaniach nie występuje wewnętrzna motywacja, którą możnaby jakoś podważyć lub stłamsić. Ważne jest jednak by w obliczu takiej nagrody dać sobie – lub komuś innemu – racjonalne uzasadnienie, dlaczego to zadanie ma być wykonane, przyznać że jest nudne (jeśli takie jest) i pozwolić sobie wykonać w sposób autonomiczny. Jest jednak dość istotne, żeby nie były to nagrody pieniężne, szczególnie jeśli chodzi o pracowników. Tak jak to przytaczałem w przykładzie z wynoszeniem śmieci, może doprowadzać do całkowitej zmiany zachowania. Najlepszym sposobem będą nagrody typu „teraz, gdy…”, czyli niespodziewane benefity, dobre słowa, które nie były obiecane wcześniej. Takie rzeczy, które są dodatkiem do wynagrodzenia, a nie warunkiem jego wykonania. I choć może wydawać się to skomplikowane i nieintuicyjne, to właśnie niestety tak to wygląda. Jako przykład podam kolejne ciekawe badanie. W pewnym przedszkolu zauważono, że jest pewna liczba rodziców którzy odbierają swoje dzieci po wyznaczonym czasie. To sprawiało że przedszkolanki musiał zostawać po godzinach, a żadna z nich nie miał na to ochoty. Dyrekcja pomyślała, że jeśli wyznaczą karę pieniężną za spóźnienie się po dziecko, to teraz wszyscy rodzice będą przyjeżdżać na czas. Jak się okazało spowodowało to odwrotny skutek i liczba spóźnialskich rodziców wzrosła dwukrotnie. Dlatego jeśli nie chcesz żeby takie rzeczy działy się także w twojej firmie, organizacji lub rodzinie, to w książce „Drive” na stronie siedemdziesiątej szóstej Daniel Pink pokazuje prosty diagram, które pomoże ci ocenić kiedy stosować nagrody, a kiedy ich unikać. Zamieszczam go także poniżej. Teoria samoookreślania, na bazie której powstała książkaDaniel Pink napisał „Drive” Ważnym tematem który porusza Daniel Pink w książce „Drive”, jest teoria samookreślania, lub mówiąc inaczej teoria autodeterminacji, którą sformowali w 1975 r. Edward Deci i Richard Ryan z Uniwersytetu Rochester. Ta teoria przedstawiana pewien koncept, który każdy z nas może zastosować w swoich dążeniach, zarówno zawodowych, jak i osobistych. Osią tej teorii jest założenie, że każdy człowiek ma trzy podstawowe potrzeby psychologiczne, do których zaspokojenia dąży. Tymi potrzebami są: rozwój kompetencji; autonomia; związek z innymi ludźmi. Kiedy te potrzeby są zaspokojone, jesteśmy szczęśliwi, produktywni i zmotywowani do działania. One sprawiają, że chcemy nam się robić rzeczy. Jednak kiedy ich zaspokajenie jest niemożliwe, nasza motywacja i szczęście potrafią wręcz spaść do zera. To sprawia, że porzucamy nasze pasje, lub czasem zmieniamy pracę. W momencie kiedy pierwszy raz o tej teorii usłyszałem, od razu połączyłem się w głowie pewne kropki. Teoria autodeterminacji – przykład osobisty Przypomniały mi się wszystkie zainteresowania, które kiedyś robiłem, ale z jakiegoś powodu przestałem. Były to i zainteresowania sportowe, i rozmaite projekty, ale kiedy zacząłem je sobie analizować okazało się, że rezygnowałem z nich z jednego z trzech powodów. Albo straciłem w jakiś sposób możliwość decydowania o tym co będę robił, albo jak będę to robił. Albo dochodziłem do momentu tak zwanej ściany, czyli w danym projekcie w danej pracy, nie mogłem się już dalej rozwijać. Albo – i to szczególnie było widoczne we wszystkich przedsięwzięciach sportowych – grupa, z którą zaczynałem daną aktywność rozpadała się po jakimś czasie. Kiedy przeczytałem jak opisał to Daniel Pink „Drive”, zobaczyłem, że te aktywności, które kontynuuję do tej pory, właśnie wszystkie te obszary zaspokajają. Zrozumiałem że to jest bardzo prosty schemat który mogę zastosować do każdego nowego zainteresowania, które włączam swoje życie. Teraz wiem w jaki sposób to zrobić, żeby nie zrezygnować z tego po jakimś czasie. Dlatego wybierając jakąś aktywność zastanów się w jaki sposób zapewniasz sobie ciągły rozwój w tej dyscyplinie, by nie dać do momentu w którym dopadnie cię nuda. Zastanów się też, czy ta aktywność daje ci na tyle swobody i możliwości, by samodzielnie wybierać z kim będziesz to robić, jak będziesz to robić, i w jakim czasie. A na koniec zadbaj też o to, aby nie być osamotnionym swoich dążeniach i mieć z kim dzielić to zainteresowania. Oczywiście nie jest to wyrok i nie każde zajęcie musi zapewniać te trzy obszary. Po prostu łatwiej jest wtedy wytrwać

Kiedy chodzi o motywację, istnieje ogromna luka pomiędzy tym, co robi biznes, a tym, co od kilkudziesięciu lat wie nauka. I nie tylko w przypadku biznesów, ale także naszych indywidualnych dążeń robimy rzeczy, które wcale tej motywacji nie pomagają, a czasem wręcz jej szkodzą.

Dlatego dzisiaj chcę wam polecić książkę „Drive” Daniela Pinka, która niesamowicie ze mną zarezonowała i mam nadzieję, że pomoże także wam w osiąganiu celów i czerpanie radości z życia.

Listen to „Drive – Kompletnie nowe spojrzenie na motywację – Daniel H. Pink” on Spreaker. Kliknij i przeczytaj całą książkę

Dla większości z nas wydaje się naturalnym, że aby zmotywować kogoś – albo siebie – do działania, potrzebujemy dać tej osobie jakąś nagrodę albo wyznaczyć jej karę za nie zrobienie tego, co ma zrobić.

W końcu jak przedstawia to James Clear w książce „Atomowe Nawyki”, elementem każdego nawyku jest pewnego rodzaju nagroda. To ta nagroda skłania nas do powtarzania zachowania, a dodatkowo podtrzymuje długotrwałą motywację.

Jak przekonuje jednak Daniel Pink w książce „Drive”, to nie jest prawdą w każdym przypadku. A szczególnie, kiedy chodzi o pracę kreatywną, która nie jest tylko automatycznym powtarzaniem zachowania.

W „Drive” omawia bardzo dokładnie, kiedy nagrody i kary są dobrym rozwiązaniem, a kiedy wręcz przeciwnie, działają jak hamulec ręczny, a nie wciśnięty do dechy gaz.

Daniel Pink na bazie wielu przykładów z życia, biznesu, a także badań naukowych pokazuje, że większość obecnych zawodów kreatywnych, opartych na wiedzy, lub dążeniu do poszukiwania nowych rozwiązań, potrzebuje nowego rodzaju motywacji. Motywacji 3.0, której głównymi składnikami są autonomia, mistrzostwo, i cel.

Poznaj autora – Daniel H. Pink

Daniel H. Pink ukończył wydział prawa na uniwersytecie w Yale, gdzie był przy okazji redaktorem Yale Law & Policy Review.

Jest autorem sześciu książek z gatunku non fiction, w tym czterech bestselerów. Regularnie pisuje dla do New York Times, Fast Company czy Harvard Business Review. Prowadzi także wykłady dla korporacji, stowarzyszeń i uniwersytetów na całym świecie.

Dla kogo jest „Drive”?

Ta książka przyda się przede wszystkim osobom, które pracują kreatywnie, lub zatrudniają innych do tego typu pracy. Ta książka pozwala spojrzeć trochę inaczej na motywowanie innych.

Przyda się też osobom, które prowadzą organizacje non profit, w których kary wręcz nie można zastosować, a motywacji współpracowników nie da się uzależnić od premii pieniężnych.

„Drive” Daniela Pinka nie przyda się natomiast osobom, których praca polega na rutynowych zadaniach, choć nie wykluczam, że może pomóc rzucić światło na inne możliwości pracowania.

Najważniejsze lekcje z książki „Drive” Daniela Pinka

Przejdźmy teraz do mojej ulubionej części każdego podcastu, czyli najważniejszych lekcji, jakie wyciągnąłem z tej książki.

Tutaj chcę zaznaczyć, że każdy tę książkę odbierze inaczej. Obecnie jestem freelancerem i zajmuje się produkcją podcastów i montażem wideo dla klientów (w tym dla siebie), a te wnioski i lekcje są przede wszystkim moją perspektywą. Jeśli jednak prowadzisz firmę i zatrudniasz osoby do pracy kreatywnej, to zdecydowanie zajrzyj do tej książki.

Kliknij i przeczytaj całą książkę

Ma zaledwie 220 stron, a dosłownie przytłacza ilością porad i pomysłów gotowych do zastosowania od ręki.

A tymczasem zapraszam Cię do przeczytania moich lekcji.

Daniel Pink opisuje w „Drive” kiedy stosować kary i nagrody, a kiedy nie

W 1978 r. pojawiła się praca naukowa o nazwie „Ukryte koszty nagród”.

Jej autorami są Mark Lepper i David Green. Jedno z pierwszych badań, które przeprowadzili jest dziełem klasycznym w tej dziedzinie i należy do najczęściej cytowanych artykułów w literaturze motywacyjny.

Najpierw z grupy przedszkolaków wyłowili te dzieci, które najchętniej spędzały czas na rysowaniu. Zastanawiało ich, czy nagradzanie dzieci za rysowanie będzie miało wpływ na ich motywację. Podzielili więc dzieci na trzy grupy:

Pierwszej grupie obiecali dyplom w zamian za rysunek.

Drugiej grupie zadali pytanie, czy mają ochotę rysować. Jeśli się na to zdecydowały, to po ukończeniu rysunku dawali każdemu dziecku dyplom.

Trzeciej grupy zapytali po prostu, czy chcą rysować, ale nie wiązali tego z żadną nagrodą.

Po dwóch tygodniach od tego eksperymentu obserwowali dzieci z każdej z tych grup. Okazało się, że podczas czasu wolnego dzieci z grupy, która nie otrzymała nagrody, oraz która otrzymała nagrodę, ale nie była ona obiecane na początku, rysowały równie chętnie jak przed badaniem.

Jednak dzieci którym obiecano nagrodę za wykonanie rysunku podczas badania, teraz poświęcały znacznie mniej czasu na tę aktywność.

Ciekawe, nieprawdaż?

Nagrody a spadek motywacji

I to tylko jeden z przykładów badań przytaczanych w tej książce. Jak z nich wynika, nagrody warunkowe, czyli „jeśli zrobisz X, to dostaniesz Y”, powodowały w dłuższym czasie spadek motywacji i chęci do wykonywania działania.

Poza tym nagrody w stylu kija i marchewki, mogły także:

  • obniżyć wyniki i kreatywność;
  • wypierać dobre zachowania;
  • zniechęcać do poszukiwania rozwiązań;
  • a także mogą uzależniać.

Jak opisuje to Andrzej Blikle, w swojej książce „Doktryna Jakości”, w przypadku powtarzalnych nagród występuje tak zwana pętla motywacyjnego sprzężenia zwrotnego.

Działa to jak regularne spożywanie alkoholu. Im częściej się go pije, tym bardziej uodparniamy się na jego skutki.

Tak samo jest z nagrodami.

W momencie, w którym dostaje nagrodę od przełożonego, albo rodzica za wykonanie jakiegoś działania, to po jakimś czasie ta nagroda staje się standardem i aby później ponownie wykonać to zadanie, będę potrzebował jeszcze większej motywacji, czyli będę pragną coraz więcej i więcej.

Czyli jeśli raz zapłacisz dziecku za wyniesienie śmieci, to możesz mieć pewność, że już nigdy nie zrobi tego za darmo.

Kiedy nagroda jednak działa?

Jest jednak pewna grupa zadań, w których dodatkowe nagrody w stylu „jeśli zrobisz X, to dostaniesz Y”, są przydatne. Dotyczy to przede wszystkim działań rutynowych, w których wynik jest bardzo prosty do osiągnięcia i nie wymaga kreatywnych rozkmin.

W takich zadaniach nie występuje wewnętrzna motywacja, którą możnaby jakoś podważyć lub stłamsić. Ważne jest jednak by w obliczu takiej nagrody dać sobie – lub komuś innemu – racjonalne uzasadnienie, dlaczego to zadanie ma być wykonane, przyznać że jest nudne (jeśli takie jest) i pozwolić sobie wykonać w sposób autonomiczny.

Jest jednak dość istotne, żeby nie były to nagrody pieniężne, szczególnie jeśli chodzi o pracowników. Tak jak to przytaczałem w przykładzie z wynoszeniem śmieci, może doprowadzać do całkowitej zmiany zachowania.

Najlepszym sposobem będą nagrody typu „teraz, gdy…”, czyli niespodziewane benefity, dobre słowa, które nie były obiecane wcześniej.

Takie rzeczy, które są dodatkiem do wynagrodzenia, a nie warunkiem jego wykonania.

I choć może wydawać się to skomplikowane i nieintuicyjne, to właśnie niestety tak to wygląda.

Jako przykład podam kolejne ciekawe badanie.

W pewnym przedszkolu zauważono, że jest pewna liczba rodziców którzy odbierają swoje dzieci po wyznaczonym czasie. To sprawiało że przedszkolanki musiał zostawać po godzinach, a żadna z nich nie miał na to ochoty. Dyrekcja pomyślała, że jeśli wyznaczą karę pieniężną za spóźnienie się po dziecko, to teraz wszyscy rodzice będą przyjeżdżać na czas.

Jak się okazało spowodowało to odwrotny skutek i liczba spóźnialskich rodziców wzrosła dwukrotnie.

Dlatego jeśli nie chcesz żeby takie rzeczy działy się także w twojej firmie, organizacji lub rodzinie, to w książce „Drive” na stronie siedemdziesiątej szóstej Daniel Pink pokazuje prosty diagram, które pomoże ci ocenić kiedy stosować nagrody, a kiedy ich unikać.

Zamieszczam go także poniżej.

Teoria samoookreślania, na bazie której powstała książkaDaniel Pink napisał „Drive”

Ważnym tematem który porusza Daniel Pink w książce „Drive”, jest teoria samookreślania, lub mówiąc inaczej teoria autodeterminacji, którą sformowali w 1975 r. Edward Deci i Richard Ryan z Uniwersytetu Rochester.

Ta teoria przedstawiana pewien koncept, który każdy z nas może zastosować w swoich dążeniach, zarówno zawodowych, jak i osobistych.

Osią tej teorii jest założenie, że każdy człowiek ma trzy podstawowe potrzeby psychologiczne, do których zaspokojenia dąży. Tymi potrzebami są:

  • rozwój kompetencji;
  • autonomia;
  • związek z innymi ludźmi.

Kiedy te potrzeby są zaspokojone, jesteśmy szczęśliwi, produktywni i zmotywowani do działania. One sprawiają, że chcemy nam się robić rzeczy. Jednak kiedy ich zaspokajenie jest niemożliwe, nasza motywacja i szczęście potrafią wręcz spaść do zera.

To sprawia, że porzucamy nasze pasje, lub czasem zmieniamy pracę.

W momencie kiedy pierwszy raz o tej teorii usłyszałem, od razu połączyłem się w głowie pewne kropki.

Teoria autodeterminacji – przykład osobisty

Przypomniały mi się wszystkie zainteresowania, które kiedyś robiłem, ale z jakiegoś powodu przestałem. Były to i zainteresowania sportowe, i rozmaite projekty, ale kiedy zacząłem je sobie analizować okazało się, że rezygnowałem z nich z jednego z trzech powodów.

Albo straciłem w jakiś sposób możliwość decydowania o tym co będę robił, albo jak będę to robił. Albo dochodziłem do momentu tak zwanej ściany, czyli w danym projekcie w danej pracy, nie mogłem się już dalej rozwijać. Albo – i to szczególnie było widoczne we wszystkich przedsięwzięciach sportowych – grupa, z którą zaczynałem daną aktywność rozpadała się po jakimś czasie.

Kiedy przeczytałem jak opisał to Daniel Pink „Drive”, zobaczyłem, że te aktywności, które kontynuuję do tej pory, właśnie wszystkie te obszary zaspokajają.

Zrozumiałem że to jest bardzo prosty schemat który mogę zastosować do każdego nowego zainteresowania, które włączam swoje życie.

Teraz wiem w jaki sposób to zrobić, żeby nie zrezygnować z tego po jakimś czasie.

Dlatego wybierając jakąś aktywność zastanów się w jaki sposób zapewniasz sobie ciągły rozwój w tej dyscyplinie, by nie dać do momentu w którym dopadnie cię nuda. Zastanów się też, czy ta aktywność daje ci na tyle swobody i możliwości, by samodzielnie wybierać z kim będziesz to robić, jak będziesz to robić, i w jakim czasie. A na koniec zadbaj też o to, aby nie być osamotnionym swoich dążeniach i mieć z kim dzielić to zainteresowania.

Oczywiście nie jest to wyrok i nie każde zajęcie musi zapewniać te trzy obszary. Po prostu łatwiej jest wtedy wytrwać

Ego to Twój wróg – Ryan Holiday
2020-03-21 13:03:22

„Ego to twój wróg” To słowa, które autor tej książki – Ryan Holiday – wytatuował sobie na prawym przedramieniu. Są dla niego źródłem ukojenia i pokazują drogę, którą nie chcę dążyć w swoim życiu. Drogę samolubnego dążenia, samozachwytu, i trwania w nieracjonalnych przekonaniach tylko dlatego, że nie potrafi się przyznać do błędu. Jak sam tłumaczy w swojej książce, napisał ją nie dlatego że posiadł jakąś wyjątkową mądrość, ale dlatego, że sam chciałby móc ją przeczytać w przełomowych momentach swojego życia. Nie chodzi w niej jednak o to żeby wyprzeć się wszystkiego związanego z naszymi dążeniami, ale by zachęcić i zainspirować do podążania za innymi impulsami. Myśleć trochę mniej o sobie, a trochę więcej o ludziach wokół siebie. Listen to „Ego to Twój wróg – Ryan Holiday” on Spreaker. Kliknij tutaj i przeczytaj całą książkę „Ego to Twój wróg” jest dla Ciebie, jeśli: Pragniesz w życiu znaczącego sukcesu Masz wysokie ambicje i stawiasz przed sobą równie ambitne cele Boli cię, gdy inni wokół ciebie osiągają sukcesy, a ty wciąż jesteś w tym samym miejscu Często zamykasz się w sobie nie zwracając uwagi na innych Masz problem z przyznaniem się do błędu bo obawiasz się utraty szacunku „Ego to Twój wróg” nie jest dla ciebie, jeśli: Masz niskie poczucie własnej wartości Nie zależy ci na osiąganiu wielkich sukcesów Twoje życie opiera się na pomaganiu innym i w tym upatruję swojej motywacji Masz łatwość przyznawania się do błędów i Pokora towarzyszy ci przez większość czasu Chcę jednak zaznaczyć, że jeśli wyjdzie się trochę Ponad słowa autora i ponad to, co pisze w swojej książce, to zobaczymy że ego można rozpatrywać na wielu różnych poziomach. Dzięki temu nawet osoby dla których ta książka nie będzie pomocna w sposób bezpośredni, mogą wyciągnąć z niej lekcje, które pomogą im radzić sobie lepiej w towarzystwie osób o dość wysokim ego. Kim jest Ryan Holiday? Ryan Holiday jest pisarzem i marketerem. W wieku 19 lat rzucił studia i rozpoczął nauki u Robert’a Greene, autora książki „The 48 Laws of Power”. Karierę rozpoczął z przytupem jako marketer w American Apparel, by następnie założyć swoją własną agencję kreatywną Brass Check, która doradzała takim klientom jak Google, TASER, i Complex, jak i wielu autorom bestsellerów, takich jak Neil Strauss, Tony Robbins i Tim Ferriss. Sam jest autorem 10 książek. M.in. Przeszkoda jest drogą, Ego to Twój wróg, Stoicyzm na każdy dzień roku, czy Growth Hacker Marketing, którą omawiałem w ramach tego podcastu. Co wyciągam dla siebie z książki Ego to Twój wróg? Książka podzielona jest na trzy sekcje: dążenie do sukcesu, sukces i niepowodzenia. W każdej z nich są różne przykłady na zwodnicze działania ego i konsekwencje tego, gdy się mu poddamy. Dla każdej z tych sekcji wybrałem bo jednej lekcji, która akurat dla mnie była najbardziej adekwatna i mam nadzieję, że moje wnioski okażą się dla ciebie przydatne. Dążenie do sukcesu Niezależnie do jakiego rodzaju sukcesu dążysz, ego może stanąć niespodziewanie na twojej drodze. Na wiele różnych sposobów. Jednym z tych sposobów, który opisuje Ryan i który szczególnie do mnie przemówił jest mówienie o swoich celach i planowanie ich realizacji, zamiast faktycznego wzięcia się do roboty. Bo łatwo jest czytać mądre książki i biografie sławnych ludzi. Łatwo jest opowiadać o swoich marzeniach i czego my to nie osiągniemy kiedy nadejdzie ten właściwy czas. Łatwo jest stworzyć w oczach innych obraz siebie, którym dopiero zamierzamy się stać. Trudno jest jednak oszukiwać siebie w nieskończoność i opowiadać historię osoby, która nie istnieje. Jest w każdym z nas taka słaba strona która – podobnie jak związki zawodowe – nie ma złych intencji ale ostatecznie oczekuje jak najwięcej uznania i uwagi, robiąc jak najmniej. Tę stronę nazywamy ego. Już wiele lat temu filozof Soren Kierkegaard ostrzegał: zwykłe plotki zastępują prawdziwą rozmowę, a przedstawianie tego co wciąż jest tylko w zamiarach wyprzedzając działania, osłabia ja. Potwierdzają to też badania psychologów. W 2009 r. badania nad tą luką pomiędzy intencją a działaniem zbadał Peter Gollwitzer. Okazało się, że mówienie o swoich planach i dążeniach publicznie nie jest aż tak pomocne, a wręcz może przeszkadzać w osiągnięciu celu. Link do badania: When Intentions Go Public . I tutaj nie chodzi o to że teraz masz nikomu nie mówić o swoich celach i trzymać je tylko i wyłącznie dla ciebie. Chodzi o to, żeby mówić o nich ludziom którzy faktycznie są w stanie wesprzeć Cię w dążeniu do nich i którzy rozliczą Cię z wyników, a nie ze słów rzuconych na wiatr. I akurat ten temat mówienia o swoich celach szczególnie do mnie przemówił właśnie dlatego, że zauważyłem u siebie taką tendencję. Zdarza mi się mówić więcej o swoich planach i marzeniach, niż faktycznie przykładać się do ich realizacji. Stąd biorę dla siebie ten rozdział jako istotne lekcje i w ramach podsumowania posłużę się cytatem jednej z najbardziej znanych osób w świecie zarządzania, czyli Petera Druckera. Najlepszy plan pozostaje tylko dobrymi intencjami do czasu, gdy zdegeneruje się w postaci pracy. – Peter Drucker Sukces Sukces – jakikolwiek by nie był – całkowicie zmienia zasady gry. Kiedy będąc na etapie dążenia jesteśmy bardzo mocno motywowani osiągnięciem celu, chęcią bycia kimś, lub dokonania czegoś. Często kiedy osiągamy ten etap – motywacja znika. Pojawia się często coś innego zamiast niej. Czasem to jest strach przed utratą pozycji lub tym, że nie osiągniemy już nic równie spektakularnego. Czasem to tzw. syndrom oszusta, kiedy mamy wrażenie że inni mają nas za osobę, którą nie jesteśmy. A czasem pojawia się coś całkiem innego – nieuzasadnione przeświadczenie o własnej wyjątkowości. Gdy już uznasz swoje zasługi i osiągnięcia, ego chce abyś zaczął myśleć w następujący sposób: jestem wyjątkowy. Jestem lepszy od innych. Reguły mnie nie obowiązują. To jednak bardzo złudne myślenie. Z jednej strony daje niesamowite uczucie bycia kimś ważnym, a z drugiej strony, kiedy rozkładamy ręce w geście zwycięstwa, odsłaniamy tym samym wszystkie nasze czułe punkty. I to nie musi być tak że ktoś czekał tylko na ten moment żeby go wykorzystać i strącić nas z piedestału. Świat po prostu stale idzie do przodu i te zagrożenia które mijaliśmy na drodze do sukcesu, one wciąż czekają tam gdzie byłem. Nie ma osób które nagle stały się kulą odporne i niewrażliwe na wszelkie niebezpieczeństwa. Sukces to poważna zmiana. Część ludzi myśli: super, właśnie na to czekałem całe moje życie! Teraz nie muszę nic robić! Druga część, ta bardziej pragmatyczna pomyśli inaczej. Osiągnięcie sukcesu to najlepszy moment na to, by zastanowić się dzięki jakiemu podejściu jesteśmy tu gdzie jesteśmy i jakie wartości mogą zapewnić nam ten dobrobyt. Człowiek jest popychany przez potrzeby, ale pociągany przez wartości – Viktor Frankl Można powiedzieć: ok, ale czy mam się teraz wzbraniać przed potrzebą bliskości? Nic z tych rzeczy. Chodzi o to, by nie dać się pochłonąć szczególnie tym potrzebom karmiącym ego. Wartości są właśnie tym, co pozwala zachować rozsądek i umiar. Zapewnia dobre fundamenty by z jednej strony nie stracić wszystkiego, co zbudowaliśmy, a z drugiej strony pozwalają nam kontynuować praca bez obawy przed tym, że wszystko się zawali. By zbliżyć się trochę do zrozumienia tych wartości, możesz zadać sobie takie pytanie. Czy coś Tobą steruje, czy Ty sobą kierujesz? Bez odpowiednich wartości sukces jest krótkotrwały. Sukcesu upaja jak ruski szampan w Sylwestra, natomiast do podtrzymania go potrzebna jest trzeźwość umysłu. Porażka i niepowodzenie Mówi się, że za każdym sukcesem stoi niezliczona ilość porażek, potknięć i trudności. Nie chcę przez to powiedzieć, że aby osiągnąć sukces trzeba najpierw odnieść porażkę, bo to nie o to chodzi. Osobiście nie słyszałem jednak historii, w której ktoś osiągnął sukces niewielkim wysiłkiem, bez poświęcenia, i nie popełniając przy tym żadnego błędu. Takie rzeczy się po prostu nie dzieją. Szczególnie interesujące dla mnie aspektem każdego sukcesu, jest właśnie porażka. Ten stan w którym chcieliśmy osiągnąć coś znaczącego, ale tego nie zrobiliśmy. I mówiąc porażka utożsamiamy ją często z czym się wielkim, z czymś o poważnych skutkach, jakimś ogromnym niepowodzeniem. A czasem porażka jest po prostu małym błędem. Nie dokręceniem śrubki. Niedomkniętymi drzwiami na parkingu. Uchylonym oknem podczas burzy, przez co deszcz zalewa nam mieszkanie i trzeba później przez 2 h klęczeć ze szmatą i zbierać wodę. Czasem już w tak błachych sytuacjach, w których albo zawiedliśmy siebie, albo kogoś innego, nasze ego potrafi dojść do głosu. Wypieramy często wtedy swoją winę, starając się zrzucić to na kogoś innego, na sytuację, ale w żaden sposób nie biorąc tego na siebie. Pomimo tego, że to właśnie przez nasze zaniedbanie, czy rozkojarzenie doszło do takiej, a nie innej sytuacji. W tym miejscu ego pojawia się, broniąc naszej reputacji. Stara się chronić nasz stosunek do samych siebie. Często możne się wtedy wydawać, że jeśli wystarczająco mocno będziemy wierzyć w naszą wersję wydarzeń, to inni też w nią uwierzą. Często dzieje się jednak całkiem odwrotnie. Jeśli weźmiemy na tapet poważniejsze przykłady, to robi się bardzo ciekawie. Przykładem może być tutaj słynny kolarz Lance Armstrong, który u szczytu swojej kariery do końca zapierał się, że nigdy świadomie nie stosował środków dopingujących. Zakrywał się innymi ludźmi, sprzecznymi argumentami, broniąc za wszelką cenę swojej reputacji, która i tak byłam już nie do odratowania. Dopiero w wywiadzie u Oprah Winfrey wyznał oficjalnie całą prawdę. Czy gdyby się przyznał, to wybaczono by mu wszystko? Zapewne nie. Jednak utraconą reputację da się odzyskać, pokazując, że stało się innym człowiekiem. Jeśli jednak ta zmiana nie zachodzi i dana osoba nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny, nie może wtedy liczyć na taryfę ulgową. Fundamentem walki z ego jest pokora. Otwartość na własne słabości i szczerość. To jest coś o czym sam często zapominam. W niektórych sytuacjach wyraźnie czuję, że wchodzę w tryb obronny, za żadne skarby nie chcąc się przyznać do tego, że popełniłem błąd i że było to przez moje zaniedbanie. Na krótką metę tak jest prościej. Tak jest łatwiej. Przyjmujemy taki złudny obraz swojej osoby nie dając innym możliwości wpłynięcia na nasz wizerunek. Problem jest taki, że nie jesteśmy idealni i nigdy nie będziemy. Rozwój świadomości i w ogóle człowieczeństwa nie polega na tym że powyginany we wszystkie strony pręt wrzucamy z powrotem do przetworzenia i dostajemy w wyniku zupełnie nowy, prosty i lśniący przedmiot. Raz wygięty pręt, już nigdy nie będzie idealnie proste. Ale odpowiednimi narzędziami możemy sprawić, by choć trochę przypominał pierwowzór. Może z zadrapaniami. Może nie idealnie równy, ale lepszy. Podsumowanie i moje wnioski z „Ego to Twój wróg” Podsumowując, jak pisze Ryan w jednym z rozdziałów: „Ego to kapryśne dziecko w każdym z nas, które chce stawiać na swoim i trujące wszystko i wszystkich. To potrzeba bycia lepszym, kimś więcej czy bardziej docenianym niż inni. To poczucie wyższości i śmiałości wykraczające poza granice pewności siebie i talentu.” I zarówno na etapie dążenia, na etapie sukcesu, jak i na etapie dowolnej porażki jesteśmy narażeni na jego skutki. Auto wyraźnie podkreśla w podawanych przykładach, że znacznie lepsze efekty osiągniemy nie kierując się ego, a kierując się zasadami, dobrem innych, lub odnoszeniem się do własnej miary sukcesu. Mam jednak jedno szczególne zastrzeżenie do książki „Ego to Twój wróg”, a to jest opisywanie koncepcji ego i wynikających z niego zagrożeniem tylko na podstawie anegdot i interpretacji poczynań postaci historycznych. Ego to jednak coś znacznie więcej i jest badane przez psychologów już od wielu lat. Zarówno w Freud, jak i Jung, jak i Adler stworzyli bardzo silne podwaliny koncepcji i mechanizmów obronnych ego, nad którymi badania są cały czas prowadzone. I właśnie odwołania się do podstaw naukowych brakuje mi w tej książce. Bo ego to nie jest tylko chęć dążenia do sukcesu, bycia lepszym od innych, czy uciekanie od konsekwencji swoich czynów. Ego to pewna część każdego człowieka, która stale tłumiona i i nieświadomie wybierana, może prowadzić do różnych problemów. A mówię o tym, bo mam nadzieję, że nawet jeśli ta książka jest dla ciebie i uważasz, że lekcje w niej zawarte przydadzą ci się w życiu, to mam nadzieję że wykorzystasz ją przede wszystkim do powiększenia swojej świadomości, zainspirowania się i zbudowania wewnętrznego kompasu na to co jest dobre, a co jest złe. Bez popadania w skrajności. Kliknij tutaj i przeczytaj całą książkę Artykuł Ego to Twój wróg – Ryan Holiday pochodzi z serwisu Książki Które Uczą .

„Ego to twój wróg” To słowa, które autor tej książki – Ryan Holiday – wytatuował sobie na prawym przedramieniu. Są dla niego źródłem ukojenia i pokazują drogę, którą nie chcę dążyć w swoim życiu. Drogę samolubnego dążenia, samozachwytu, i trwania w nieracjonalnych przekonaniach tylko dlatego, że nie potrafi się przyznać do błędu.

Jak sam tłumaczy w swojej książce, napisał ją nie dlatego że posiadł jakąś wyjątkową mądrość, ale dlatego, że sam chciałby móc ją przeczytać w przełomowych momentach swojego życia.

Nie chodzi w niej jednak o to żeby wyprzeć się wszystkiego związanego z naszymi dążeniami, ale by zachęcić i zainspirować do podążania za innymi impulsami. Myśleć trochę mniej o sobie, a trochę więcej o ludziach wokół siebie.

Listen to „Ego to Twój wróg – Ryan Holiday” on Spreaker. Kliknij tutaj i przeczytaj całą książkę „Ego to Twój wróg” jest dla Ciebie, jeśli:
  • Pragniesz w życiu znaczącego sukcesu
  • Masz wysokie ambicje i stawiasz przed sobą równie ambitne cele
  • Boli cię, gdy inni wokół ciebie osiągają sukcesy, a ty wciąż jesteś w tym samym miejscu
  • Często zamykasz się w sobie nie zwracając uwagi na innych
  • Masz problem z przyznaniem się do błędu bo obawiasz się utraty szacunku
„Ego to Twój wróg” nie jest dla ciebie, jeśli:
  • Masz niskie poczucie własnej wartości
  • Nie zależy ci na osiąganiu wielkich sukcesów
  • Twoje życie opiera się na pomaganiu innym i w tym upatruję swojej motywacji
  • Masz łatwość przyznawania się do błędów i Pokora towarzyszy ci przez większość czasu

Chcę jednak zaznaczyć, że jeśli wyjdzie się trochę Ponad słowa autora i ponad to, co pisze w swojej książce, to zobaczymy że ego można rozpatrywać na wielu różnych poziomach. Dzięki temu nawet osoby dla których ta książka nie będzie pomocna w sposób bezpośredni, mogą wyciągnąć z niej lekcje, które pomogą im radzić sobie lepiej w towarzystwie osób o dość wysokim ego.

Kim jest Ryan Holiday?

Ryan Holiday jest pisarzem i marketerem. W wieku 19 lat rzucił studia i rozpoczął nauki u Robert’a Greene, autora książki „The 48 Laws of Power”. Karierę rozpoczął z przytupem jako marketer w American Apparel, by następnie założyć swoją własną agencję kreatywną Brass Check, która doradzała takim klientom jak Google, TASER, i Complex, jak i wielu autorom bestsellerów, takich jak Neil Strauss, Tony Robbins i Tim Ferriss. Sam jest autorem 10 książek. M.in. Przeszkoda jest drogą, Ego to Twój wróg, Stoicyzm na każdy dzień roku, czy Growth Hacker Marketing, którą omawiałem w ramach tego podcastu.

Co wyciągam dla siebie z książki Ego to Twój wróg?

Książka podzielona jest na trzy sekcje: dążenie do sukcesu, sukces i niepowodzenia. W każdej z nich są różne przykłady na zwodnicze działania ego i konsekwencje tego, gdy się mu poddamy.

Dla każdej z tych sekcji wybrałem bo jednej lekcji, która akurat dla mnie była najbardziej adekwatna i mam nadzieję, że moje wnioski okażą się dla ciebie przydatne.

Dążenie do sukcesu

Niezależnie do jakiego rodzaju sukcesu dążysz, ego może stanąć niespodziewanie na twojej drodze. Na wiele różnych sposobów.

Jednym z tych sposobów, który opisuje Ryan i który szczególnie do mnie przemówił jest mówienie o swoich celach i planowanie ich realizacji, zamiast faktycznego wzięcia się do roboty.

Bo łatwo jest czytać mądre książki i biografie sławnych ludzi. Łatwo jest opowiadać o swoich marzeniach i czego my to nie osiągniemy kiedy nadejdzie ten właściwy czas. Łatwo jest stworzyć w oczach innych obraz siebie, którym dopiero zamierzamy się stać. Trudno jest jednak oszukiwać siebie w nieskończoność i opowiadać historię osoby, która nie istnieje.

Jest w każdym z nas taka słaba strona która – podobnie jak związki zawodowe – nie ma złych intencji ale ostatecznie oczekuje jak najwięcej uznania i uwagi, robiąc jak najmniej. Tę stronę nazywamy ego.

Już wiele lat temu filozof Soren Kierkegaard ostrzegał:

zwykłe plotki zastępują prawdziwą rozmowę, a przedstawianie tego co wciąż jest tylko w zamiarach wyprzedzając działania, osłabia ja.

Potwierdzają to też badania psychologów. W 2009 r. badania nad tą luką pomiędzy intencją a działaniem zbadał Peter Gollwitzer. Okazało się, że mówienie o swoich planach i dążeniach publicznie nie jest aż tak pomocne, a wręcz może przeszkadzać w osiągnięciu celu.

Link do badania: When Intentions Go Public.

I tutaj nie chodzi o to że teraz masz nikomu nie mówić o swoich celach i trzymać je tylko i wyłącznie dla ciebie. Chodzi o to, żeby mówić o nich ludziom którzy faktycznie są w stanie wesprzeć Cię w dążeniu do nich i którzy rozliczą Cię z wyników, a nie ze słów rzuconych na wiatr.

I akurat ten temat mówienia o swoich celach szczególnie do mnie przemówił właśnie dlatego, że zauważyłem u siebie taką tendencję. Zdarza mi się mówić więcej o swoich planach i marzeniach, niż faktycznie przykładać się do ich realizacji. Stąd biorę dla siebie ten rozdział jako istotne lekcje i w ramach podsumowania posłużę się cytatem jednej z najbardziej znanych osób w świecie zarządzania, czyli Petera Druckera.

Najlepszy plan pozostaje tylko dobrymi intencjami do czasu, gdy zdegeneruje się w postaci pracy. – Peter Drucker

Sukces

Sukces – jakikolwiek by nie był – całkowicie zmienia zasady gry.

Kiedy będąc na etapie dążenia jesteśmy bardzo mocno motywowani osiągnięciem celu, chęcią bycia kimś, lub dokonania czegoś. Często kiedy osiągamy ten etap – motywacja znika. Pojawia się często coś innego zamiast niej.

Czasem to jest strach przed utratą pozycji lub tym, że nie osiągniemy już nic równie spektakularnego.

Czasem to tzw. syndrom oszusta, kiedy mamy wrażenie że inni mają nas za osobę, którą nie jesteśmy.

A czasem pojawia się coś całkiem innego – nieuzasadnione przeświadczenie o własnej wyjątkowości.

Gdy już uznasz swoje zasługi i osiągnięcia, ego chce abyś zaczął myśleć w następujący sposób: jestem wyjątkowy. Jestem lepszy od innych. Reguły mnie nie obowiązują.

To jednak bardzo złudne myślenie.

Z jednej strony daje niesamowite uczucie bycia kimś ważnym, a z drugiej strony, kiedy rozkładamy ręce w geście zwycięstwa, odsłaniamy tym samym wszystkie nasze czułe punkty.

I to nie musi być tak że ktoś czekał tylko na ten moment żeby go wykorzystać i strącić nas z piedestału. Świat po prostu stale idzie do przodu i te zagrożenia które mijaliśmy na drodze do sukcesu, one wciąż czekają tam gdzie byłem.

Nie ma osób które nagle stały się kulą odporne i niewrażliwe na wszelkie niebezpieczeństwa.

Sukces to poważna zmiana.

Część ludzi myśli: super, właśnie na to czekałem całe moje życie! Teraz nie muszę nic robić!

Druga część, ta bardziej pragmatyczna pomyśli inaczej.

Osiągnięcie sukcesu to najlepszy moment na to, by zastanowić się dzięki jakiemu podejściu jesteśmy tu gdzie jesteśmy i jakie wartości mogą zapewnić nam ten dobrobyt.

Człowiek jest popychany przez potrzeby, ale pociągany przez wartości – Viktor Frankl

Można powiedzieć: ok, ale czy mam się teraz wzbraniać przed potrzebą bliskości?

Nic z tych rzeczy.

Chodzi o to, by nie dać się pochłonąć szczególnie tym potrzebom karmiącym ego.

Wartości są właśnie tym, co pozwala zachować rozsądek i umiar. Zapewnia dobre fundamenty by z jednej strony nie stracić wszystkiego, co zbudowaliśmy, a z drugiej strony pozwalają nam kontynuować praca bez obawy przed tym, że wszystko się zawali.

By zbliżyć się trochę do zrozumienia tych wartości, możesz zadać sobie takie pytanie.

Czy coś Tobą steruje, czy Ty sobą kierujesz? Bez odpowiednich wartości sukces jest krótkotrwały. Sukcesu upaja jak ruski szampan w Sylwestra, natomiast do podtrzymania go potrzebna jest trzeźwość umysłu.

Porażka i niepowodzenie

Mówi się, że za każdym sukcesem stoi niezliczona ilość porażek, potknięć i trudności.

Nie chcę przez to powiedzieć, że aby osiągnąć sukces trzeba najpierw odnieść porażkę, bo to nie o to chodzi. Osobiście nie słyszałem jednak historii, w której ktoś osiągnął sukces niewielkim wysiłkiem, bez poświęcenia, i nie popełniając przy tym żadnego błędu.

Takie rzeczy się po prostu nie dzieją.

Szczególnie interesujące dla mnie aspektem każdego sukcesu, jest właśnie porażka. Ten stan w którym chcieliśmy osiągnąć coś znaczącego, ale tego nie zrobiliśmy.

I mówiąc porażka utożsamiamy ją często z czym się wielkim, z czymś o poważnych skutkach, jakimś ogromnym niepowodzeniem. A czasem porażka jest po prostu małym błędem. Nie dokręceniem śrubki. Niedomkniętymi drzwiami na parkingu. Uchylonym oknem podczas burzy, przez co deszcz zalewa nam mieszkanie i trzeba później przez 2 h klęczeć ze szmatą i zbierać wodę.

Czasem już w tak błachych sytuacjach, w których albo zawiedliśmy siebie, albo kogoś innego, nasze ego potrafi dojść do głosu.

Wypieramy często wtedy swoją winę, starając się zrzucić to na kogoś innego, na sytuację, ale w żaden sposób nie biorąc tego na siebie. Pomimo tego, że to właśnie przez nasze zaniedbanie, czy rozkojarzenie doszło do takiej, a nie innej sytuacji.

W tym miejscu ego pojawia się, broniąc naszej reputacji. Stara się chronić nasz stosunek do samych siebie.

Często możne się wtedy wydawać, że jeśli wystarczająco mocno będziemy wierzyć w naszą wersję wydarzeń, to inni też w nią uwierzą.

Często dzieje się jednak całkiem odwrotnie. Jeśli weźmiemy na tapet poważniejsze przykłady, to robi się bardzo ciekawie.

Przykładem może być tutaj słynny kolarz Lance Armstrong, który u szczytu swojej kariery do końca zapierał się, że nigdy świadomie nie stosował środków dopingujących. Zakrywał się innymi ludźmi, sprzecznymi argumentami, broniąc za wszelką cenę swojej reputacji, która i tak byłam już nie do odratowania.

Dopiero w wywiadzie u Oprah Winfrey wyznał oficjalnie całą prawdę.

Czy gdyby się przyznał, to wybaczono by mu wszystko? Zapewne nie. Jednak utraconą reputację da się odzyskać, pokazując, że stało się innym człowiekiem. Jeśli jednak ta zmiana nie zachodzi i dana osoba nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny, nie może wtedy liczyć na taryfę ulgową.

Fundamentem walki z ego jest pokora. Otwartość na własne słabości i szczerość.

To jest coś o czym sam często zapominam.

W niektórych sytuacjach wyraźnie czuję, że wchodzę w tryb obronny, za żadne skarby nie chcąc się przyznać do tego, że popełniłem błąd i że było to przez moje zaniedbanie.

Na krótką metę tak jest prościej. Tak jest łatwiej.

Przyjmujemy taki złudny obraz swojej osoby nie dając innym możliwości wpłynięcia na nasz wizerunek. Problem jest taki, że nie jesteśmy idealni i nigdy nie będziemy.

Rozwój świadomości i w ogóle człowieczeństwa nie polega na tym że powyginany we wszystkie strony pręt wrzucamy z powrotem do przetworzenia i dostajemy w wyniku zupełnie nowy, prosty i lśniący przedmiot.

Raz wygięty pręt, już nigdy nie będzie idealnie proste. Ale odpowiednimi narzędziami możemy sprawić, by choć trochę przypominał pierwowzór.

Może z zadrapaniami. Może nie idealnie równy, ale lepszy.

Podsumowanie i moje wnioski z „Ego to Twój wróg”

Podsumowując, jak pisze Ryan w jednym z rozdziałów:

„Ego to kapryśne dziecko w każdym z nas, które chce stawiać na swoim i trujące wszystko i wszystkich. To potrzeba bycia lepszym, kimś więcej czy bardziej docenianym niż inni. To poczucie wyższości i śmiałości wykraczające poza granice pewności siebie i talentu.”

I zarówno na etapie dążenia, na etapie sukcesu, jak i na etapie dowolnej porażki jesteśmy narażeni na jego skutki. Auto wyraźnie podkreśla w podawanych przykładach, że znacznie lepsze efekty osiągniemy nie kierując się ego, a kierując się zasadami, dobrem innych, lub odnoszeniem się do własnej miary sukcesu.

Mam jednak jedno szczególne zastrzeżenie do książki „Ego to Twój wróg”, a to jest opisywanie koncepcji ego i wynikających z niego zagrożeniem tylko na podstawie anegdot i interpretacji poczynań postaci historycznych.

Ego to jednak coś znacznie więcej i jest badane przez psychologów już od wielu lat. Zarówno w Freud, jak i Jung, jak i Adler stworzyli bardzo silne podwaliny koncepcji i mechanizmów obronnych ego, nad którymi badania są cały czas prowadzone. I właśnie odwołania się do podstaw naukowych brakuje mi w tej książce.

Bo ego to nie jest tylko chęć dążenia do sukcesu, bycia lepszym od innych, czy uciekanie od konsekwencji swoich czynów.

Ego to pewna część każdego człowieka, która stale tłumiona i i nieświadomie wybierana, może prowadzić do różnych problemów.

A mówię o tym, bo mam nadzieję, że nawet jeśli ta książka jest dla ciebie i uważasz, że lekcje w niej zawarte przydadzą ci się w życiu, to mam nadzieję że wykorzystasz ją przede wszystkim do powiększenia swojej świadomości, zainspirowania się i zbudowania wewnętrznego kompasu na to co jest dobre, a co jest złe.

Bez popadania w skrajności.

Kliknij tutaj i przeczytaj całą książkę

Artykuł Ego to Twój wróg – Ryan Holiday pochodzi z serwisu Książki Które Uczą.

6 filarów poczucia własnej wartości – Nathaniel Branden
2020-01-26 18:41:07

Książka „6 filarów poczucia własnej wartości” to obowiązkowa pozycja dla każdego, kto przynajmniej raz w życiu pomyślał, że jego życie jest bez sensu. Omawia 6 elementów niezbędnych do tego, byśmy idąc przez życie czuli się warci każdego odwiedzonego miejsca i każdego postawionego kroku. Ta książka jest dla Ciebie, jeśli: masz niskie poczucie własnej wartości często wątpisz w swoje decyzje łatwo ulegasz innym, a czasem wręcz czekasz, aż ktoś inny przejmie inicjatywę masz wokół siebie osoby z niską samooceną i chcesz im pomóc ją zwiększyć, ale nie wiesz jak Ta książka nie jest dla osób, które: są pewne siebie i świadome swojej wartości świadomie dążą do swoich celów i nie boją się ich wyznaczać akceptują siebie bez żadnego „ale” żyją w zgodzie ze swoimi wartościami Listen to „6 filarów poczucia własnej wartości – Nathaniel Branden” on Spreaker. Tematy poruszone w tym odcinku: dlaczego poczucie własnej wartości jest ważne od czego zależy poczucie własnej wartości jak rozwijać poczucie własnej wartości (6 filarów) Artykuł 6 filarów poczucia własnej wartości – Nathaniel Branden pochodzi z serwisu Książki Które Uczą .

Książka „6 filarów poczucia własnej wartości” to obowiązkowa pozycja dla każdego, kto przynajmniej raz w życiu pomyślał, że jego życie jest bez sensu. Omawia 6 elementów niezbędnych do tego, byśmy idąc przez życie czuli się warci każdego odwiedzonego miejsca i każdego postawionego kroku.

Ta książka jest dla Ciebie, jeśli:
  • masz niskie poczucie własnej wartości
  • często wątpisz w swoje decyzje
  • łatwo ulegasz innym, a czasem wręcz czekasz, aż ktoś inny przejmie inicjatywę
  • masz wokół siebie osoby z niską samooceną i chcesz im pomóc ją zwiększyć, ale nie wiesz jak
Ta książka nie jest dla osób, które:
  • są pewne siebie i świadome swojej wartości
  • świadomie dążą do swoich celów i nie boją się ich wyznaczać
  • akceptują siebie bez żadnego „ale”
  • żyją w zgodzie ze swoimi wartościami
Listen to „6 filarów poczucia własnej wartości – Nathaniel Branden” on Spreaker.

Tematy poruszone w tym odcinku:

  • dlaczego poczucie własnej wartości jest ważne
  • od czego zależy poczucie własnej wartości
  • jak rozwijać poczucie własnej wartości (6 filarów)

Artykuł 6 filarów poczucia własnej wartości – Nathaniel Branden pochodzi z serwisu Książki Które Uczą.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie