Książki Które Uczą
Omawiam najważniejsze lekcje z ciekawych książek, by zaoszczędzić Ci czasu lub zachęcić do ich przeczytania. Zaobserwuj na Instagramie lub YouTube: https://linktr.ee/ksiazkiktoreucza
So Good They Can’t Ignore You – Cal Newport
2019-01-05 12:55:18
Czy wiesz jak odnaleźć swoją pasję? Jeśli tak, to wygrałeś. Jeśli nie, to ten odcinek jest zdecydowanie dla Ciebie.
Cal Newport w książce „So Good They Can’t Ignore You” opisuje i wyjaśnia, dlaczego szukanie swojej pasji jest niczym, w porównaniu do pracy nad swoją pasją. Nie chodzi o to, by znaleźć właściwe zajęcie, ale by zapracować na właściwą pozycję.
Ta książka jest dla Ciebie, jeśli:- wciąż szukasz swojej pasji i nie możesz jej znaleźć
- nie potrafisz się zdecydować którą prace wybrać
- chcesz lepiej zrozumieć siebie
- chcesz nauczyć się ukierunkowanego dążenia do celu
- wiesz co chcesz w życiu robić
- potrafisz pracować w skupieniu nad swoją dziedziną
- przetestowałeś różne ścieżki i wesz, w którą stronę idziesz
No, formalności mamy za sobą, więc zapraszam do słuchania!
Listen to „KKU#30 – So Good They Can’t Ignore You – Cal Newport” on Spreaker.
Czy ta książka Cię zainteresowała?
- Podcast „3% lepszy”
- filmik Gary’ego Vaynerchuk’a na YT
- link do podcastu nr 5 o książce „Esenscjalista”
- link do TEDa Dereka Siversa
- Wyszukaj podcast „Książki Które Uczą” w aplikacji
- W sekcji „Programy” kliknij „Książki Które Uczą”
- Przejdź do zakładki „Oceny i recenzje”
- Kliknij w link „Napisz recenzję”
- Wejdź na stronę kku/stitcher
- Przewiń stronę w dół, aż zobaczysz okno „Show Ratings and Reviews”
- Kliknij „Write a review”
Zostaw komentarz poniżej
4-godzinny tydzień pracy – Timothy Ferriss
2018-12-07 22:26:47
Dlaczego ludzie nie pracują 4 godziny tygodniowo? Odpowiedź jest prosta – nie stosują zasad, które Opisuje Tim Ferriss w swojej książce i popełniają liczne błędy. Dziś przedstawiam 9 z nich.
Ta książka jest przede wszystkim dla:- przedsiębiorców
- etatowców planujących start swojego biznesu
- osób zmęczonych obowiązkami
- osób, które chcą realizować swoje marzenia wcześniej, niż na emeryturze
Przesłuchaj do samego końca, bo dzięki wydawnictwu MT Biznes mam dla Ciebie niespodziankę
5 Języków Miłości – Gary Chapman
2018-11-23 18:40:44
Jak to jest, że jedne pary żyją długo i szczęśliwie, a inne w 3 dni po ślubie już mają ochotę rozerwać drugą osobę na strzępy, albo wziąć rozwód?
Co różni nas jako ludzi, że tak trudno nam zadowolić innych i dać im poczucie radości i bezpieczeństwa, choć staramy się ze wszystkich sił, a w zamian słyszymy tylko „Tobie już chyba na mnie nie zależy”?
Na te pytania odpowiada Gary Chapman w książce „5 języków miłości”.
Tutaj możesz posłuchać najważniejszych lekcji z tej książki w formie podcastu:
Listen to „KKU#27 – 5 Języków Miłości – Gary Chapman” on Spreaker.
Przede wszystkim dla par:
- które chcą żyć razem ciesząc się każdym dniem;
- które mają w sobie wystarczająco empatii, by wyjść poza swoje schematy i otworzyć się na potrzeby drugie osoby;
- które cenią sobie swój związek.
Psychologia szczęścia na podstawie książki „House i psychologia”
2018-11-09 20:28:52
Ludzi pociągają aktywności i styl życia, które pozwolą im zmaksymalizować poczucie szczęścia
Dążą do tego na różne sposoby:
- szukają chwilowej ulgi lub zaspokojenia aktualnych potrzeb (przez rozrywkę)
- dążą do długotrwałej satysfakcji (jak np. małżeństwo)
Czy jedne są lepsze od innych? Dziś to omówimy.
Powszechnie mówi się, że to pozytywne i długofalowe skutki dają prawdziwe szczęście. Ale czy tak jest zawsze? Jak podejmowane przez nas decyzje mogą wpływać na nasze poczucie szczęścia?
Pięknie przedstawiły to Nancy Sin, Katherine Jacobs i Sonja Lyubomirsky w jednym z rozdziałów książki „House i psychologia”
Rozważają m. in.:
- definicje szczęścia
- co nie prowadzi do szczęścia
- co faktycznie i trwale wpływa na szczęście
Ważne: tu poruszają tylko kontrolowane czynniki, a pomijają te zależne od genetyki i innych uwarunkowań.
O książce więcej na końcu, a teraz zajmijmy się tak ważnym dla każdego z nas tematem, jakim jest szczęście.
Listen to „KKU#26 – Psychologia szczęścia na podstawie książki „House i psychologia”” on Spreaker.
Czy ten temat Cię zainteresował?
Kup książkę i dowiedz się więcej klikając w poniższy link:
>> Kupuję książkę „House i psychologia” <<<
POLECANA LEKTURA
M. Csikszentrnihalyi (1990). Flow: The Psychology of Optimal Experience
A. Cohen, T.A. Wills (1985). Stress, social support, and the buffering hypothesis. ,,PsyChological Bulletin”, 98, s. 310 _ 357.
EW. Dunn, L. Aknin, M.I. Norton (2008). Spending money on others promotes happiness. ,,Science”, 319, s. 1687 – 1688.
M. George, A.P. Brief (1992). Feeling good – doing good: A conceptual analysis of the mood at work organizational spontaneity relationship. „Psychological Bulletin”,112, s. 310 329
A.M. sen (1993). ,,Positive affect and decision making”. W: M. Lewis, J.M. Havilandones (red.), Handbook of Emotions, wydanie I. (s. 261 – 277). New York: Guilford Press
R.E. Lucas, A.E. Clark, Y. Georgellis, E. Diener (2003). Reexamining adaptation and theset Point model of happiness: Reactions to changes in marital status. ,Journal of Personality and Social Psychology”, 84, s. 527 .- 539 .
S. Lyubomirsky (2008). The How of Happiness: A Scientific Approach to Getting the Love you want. New York: Penguin Press
M. Pinquart, S. SOrensen (2000). Influences of socioeconomic status, social network, and competence on subjective well-being in later life: A metaanalysis. ,,Psychology and Aging”, 15, s. 187 – Z24.
M. Poll fer (1989). Divine relations, social relations, and well-being. ,Journal of Health and Social Behavior”, 30, s. 92 _ 104.
R.M. Ryan, E.L. Des (2001). On happiness and human Potentials: A review of research on hedonic and eudaimonic well-being. ,,Annual Review of Psychology”, 52, s. 141 _ 166.
Artykuł Psychologia szczęścia na podstawie książki „House i psychologia” pochodzi z serwisu Książki Które Uczą.
Pstryk – Dan Heath, Chip Heath
2018-10-26 20:12:16
Każda zmiana jest procesem, który można zaplanować i do którego można się przygotować.
Chcesz zacząć biegać z samego rana, ale na myśl o wyjściu z domu jeszcze szczelniej owijasz się kołdrą?
Próbujesz namówić pracowników do przyjazdu do pracy rowerem, a nie samochodem, ale oni wciąż wolą korkować parking, zajmować miejsca dla niepełnosprawnych i niszczyć wszystkie trawniki w około? A może partner lub partnerka nie chce się angażować we wspólne sprzątanie mieszkania i na każde wspomnienie tematu odpowiada, że mu to „nie przeszkadza”?
Nic dziwnego. Wszystko to wiąże się ze zmianą, a zmiany są trudne. Szczególnie, jeśli dotyczą mocno zakorzenionych w nas zachowań.
Trudne nie znaczy jednak niemożliwe, a udowadniają to Dan i Chip Heath w swojej książce „Pstryk. Jak zmieniać, żeby zmienić.”
Tę książkę napisali dwaj bracia – Dan i Chip Heath, a Pstryk to tylko jedna z ich bestsellerowych książek.
Obaj są konsultantami i pracują dla takich gigantów jak Microsoft czy Nike. Ich książki zostały przetłumaczone na ponad 30 języków, a doświadczenie – co udowadniają w książce – mają niesamowicie bogate.
Ta książka jest dla Ciebie, jeśli:- próbujesz coś zmienić w swoim życiu, firmie lub pracy, ale wciąż Ci się nie udaje
- wciąż rezygnujesz z postanowień
- chcesz działać bardziej świadomie i skutecznie.
- dlaczego zmiany są tak trudne
- jak je skutecznie wprowadzać
- w jaki sposób upewnić się, że zostaną trwale wprowadzone
- oraz, że zmienić w swoim zachowaniu i postawie możesz prawie wszystko.
Listen to „KKU#25 – Pstryk – Dan Heath, Chip Heath” on Spreaker.
Autorzy skupiają się na trzech kluczowych krokach do wprowadzenia dowolnej zmiany, jaką chcemy wprowadzić, czy to u siebie, czy w naszej organizacji. I dziś właśnie chciałbym Ci o tych trzech krokach opowiedzieć.
Zanim jednak zaczniemy, wyobraź sobie taką sytuację:Jesteś w Indiach, w małej wiosce, przechadzasz się między straganami, oglądasz wystawione tam produkty, idziesz od jednego do drugiego i nagle zauważasz stoisko z masą owoców.
Widzisz tam tak przeróżne rzeczy, jakich jeszcze nie widziałeś i każdego z nich chciałbyś spróbować. Podchodzisz więc bliżej, rozglądasz się i widzisz ogromny kosz wypełniony po brzegi mango. Ruszasz więc prosto w jego kierunku.
W tym momencie drogę zastępuje Ci słoń, zasłaniając cały kosz z mango.
Normalnie krew Cię zalewa, próbujesz go ominąć z lewej, z prawej, ale nic z tego. Nie jesteś w stanie go obejść w żaden sposób. Na poziomie swojego wzroku widzisz jednak zwisające z jego grzbietu nogi.
Myślisz sobie „A! czyli to ten frajer z góry przyprowadził tu tego pożeracza owoców!”. Podnosisz więc wzrok i już chcesz się wydrzeć na tego wrednego jeźdźca, który nie szanuje ludzi wokół siebie, ale zauważasz, że on wcale nie jest wredny.
On jest po prostu nieudolny!
Kompletnie nie panuje nad słoniem i choć okłada go pięściami z każdej strony, błaga i krzyczy jednocześnie, to słoń ani drgnie i dalej wyjada owoce z kosza.
I co najciekawsze, taka walka toczy się co najmniej kilka razy dziennie w głowie każdego z nas.Jeździec reprezentuje racjonalność – myśli analitycznie, rozkminia i przetwarza dane.
I jest sobie słoń – kierowany emocjami, instynktem. To on rusza jako pierwszy do kosza z czekoladą, kiedy ją widzi w sklepie.
O tyle jest fajnie, kiedy jeździec i słoń mają wspólny cel. Gorzej jest jednak, kiedy nie zgadzają się co do kierunku jazdy. Wtedy powstaje konflikt. W takim wypadku, trudno jest cokolwiek zrobić, bo te dwie siły się bardzo mocno ze sobą kłócą, a na ich współpracy szczególnie nam zależy, kiedy chcemy wprowadzić jakąkolwiek zmianę.
Jeśli słoń nie ma motywacji do działania, jeśli nie chce iść rano biegać, to jeździec go nie ruszy. Słoń będzie spał i nawet nie zauważy, że ktoś go tam klepie po karku. Natomiast, jeśli jeździec zacznie nadmiernie analizować, zastanawiać i nie będzie wiedział, czy pójść w lewo, czy pójść w prawo, czy pójść biegać, czy pójść na siłownię, to słoń po prostu pociągnie go gdziekolwiek mu się zamarzy i prawdopodobnie nie będzie to żaden z tych kierunków.
Szybko jednak zgubi cel lub zabłądzi i znowu powstanie błędne koło.
Jeśli jednak ci dwaj będą współpracować, to każdy cel staje się osiągalny. I teraz chciałbym Ci powiedzieć, co możesz zrobić, jakie trzy kroki możesz zastosować, żeby i jeździec i słoń szli jedną ścieżką w jednym kierunku.
Zaczynajmy!
Krok 1: Wskaż kierunek jeźdźcowiJak już powiedzieliśmy wcześniej, jeździec to ta racjonalna i analityczna strona naszego mózgu. To on rozkminia co jest dobre, co złe, w którą stronę pójść, w którą nie pójść. Czy lepiej będzie zjeść banana, czy jabłko.
Jeździec, żeby dobrze działał i nie zastanawiał się, a podejmował dobre decyzje, potrzebuje przede wszystkim konkretnego celu. Potrzebuje wiedzieć, gdzie ma dojść i dlaczego tam chce dojść.
Potrzebuje konkretnego planu, najlepiej takiego krok po kroku, żeby wiedział gdzie postawić pierwszą stopę, a gdzie drugą.
Najpierw ma zjeść jabłko, później banana, później ugotować sobie owsiankę, a na końcu zjeść ryż z warzywami. I to mu po prostu ułatwi działanie. Będzie wiedział dokładnie, co ma robić i nie będzie się musiał zastanawiać.
Tak samo, jak łatwo nam jest zrobić zakupy, jeśli mamy gotową listę.
Zrobimy je wtedy o wiele szybciej, nie będziemy się zastanawiać, czego jeszcze potrzebujemy, a czego nie i nie będziemy kluczyć po wszystkich alejkach w sklepie tylko od razu pójdziemy na nabiał, na pieczywo, na warzywa i od razu do kasy. Nie będzie potrzeby przemierzania całego sklepu i każdej alejki.
Jeźdźcowi jednak nie zawsze łatwo jest wyznaczyć konkretny cel, dlatego żeby mu to jeszcze bardziej ułatwić przyda się sprawdzony sposób, przydadzą się takie jasne strony, coś, co już działa, nad czym nie musi się zastanawiać. Co widać, że to jest dobre i nasz jeździec może po prostu podążać tą ścieżką, która została przez kogoś wytyczona. Te jasne strony ułatwiają też skupienie się na szukaniu rozwiązania, a nie na drążeniu problemu. Bardzo dobrze obrazuje to przykład, który autorzy podali w książce.
Przykład Jerry’ego SterninaJerry Sternin, jako pracownik organizacji „Save the Children” w 1990 roku został poproszony o otwarcie nowe biura w Wietnamie, by pomóc organizacji walczyć z niedożywieniem w tym kraju.
Jerry podszedł do tego zadania bardzo entuzjastycznie. Zabrał rodzinę, wsiadł do samolotu i poleciał do Wietnamu. Na lotnisku powitano go jednak dość chłodno…
„Panie Sternin, ma pan pół roku, żeby coś zmienić.”
Jak się pewnie domyślasz, takie przywitanie wcale nie zagrzewało do walki, ale Jerry postanowił nie poddawać się, nawet mimo tego, że sytuacja na miejscu była naprawdę tragiczna. Organizacja miała tam bardzo mało ludzi do pracy, świadomość lokalnej społeczności na temat niedożywienia (które było bardzo dużym problemem wśród dzieci) była zdecydowanie bardzo niska.
Oczywiście już wcześniej było wielu badaczy, którzy przyjeżdżali, robili badania, szukali przyczyn niedożywienia, tworzyli raporty itd. Nic się jednak z tego powodu nie zmieniło. Tych problemów było po prostu za dużo. Nie dało się tego wszystkiego naprawić. Szczególnie, że nie dysponowali dużym budżetem.
Jerry postanowił zadziałać troszkę inaczej.
Postanowił nie skupiać się na problemach, nie starać się oczyszczać wody, edukować lokalsów na temat zdrowego żywienia.
Postanowił poszukać jasnych stron.Przebywając w jednej z wiosek postanowił porozmawiać z lokalnymi ludźmi, a szczególnie z matkami dzieci. Chodząc od domu do domu zadawał im takie pytanie:
Czy są w waszej wiosce dzieci, które pomimo biedy są lepiej odżywione niż inne?
Jak się okazało, takie dzieci były.
Po kilku wywiadach postanowił sprawdzić, jak to jest możliwe.
Postanowił mentalnie podzielić sobie te biedne dzieci na dwie grupy: niedożywione i dożywione.
Chciał przede wszystkim zbadać, jak wygląda taka codzienna rzeczywistość dzieci dożywionych, Porównać środowiska tych dzieci i zobaczyć, jakie są różnice między nimi. Co sprawia, że jedne są niedożywione, a inne są dożywione i jakie różnice się na to składały.
Zauważył po swoich oględzinach, że dzieci niedożywione jadły dwa razy dziennie, tak jak dorośli, cały czas tak samo, bez żadnej zmiany. I w Wietnamie wtedy była przyjęta kultura jedzenia ze wspólnej miski, więc tak samo jadły ze wspólnej miski. Najczęściej też sądzono, że dzieci są małe, więc nie potrzebują żadnego mięsa, więc głównie jadły sam ryż i jeśli były chore, to na siłę im jedzenia nie dawano, stwierdzano, że jeśli nie chcą, to ok, będzie więcej dla reszty.
U dzieci dożywionych zauważył jednak trochę inne nawyki.A nawet zdecydowanie inne.
Zauważył, że dzieci dożywione jadły cztery razy dziennie, czyli częściej niż reszta rodziny, częściej niż dorośli, jadły z oddzielnych misek, jadły ryż i owoce morza, a także liście jednego z lokalnych warzyw. Co równie istotne, zachęcano je do jedzenia nawet, gdy tego nie chciały, nawet gdy były chore i nie mogły nic w siebie wcisnąć, to matki wciąż dokarmiały je praktycznie na siłę.
Kiedy te różnice stały się jasne, Jerry nie zrobił typowej rzeczy dla badacza. Nie zrobił raportu, żeby go po prostu opublikować i przekazać wiedzę rządowi.
Postanowił zachęcić tę lokalną społeczność do działania.Wiedział już z własnego doświadczenia i z doświadczenia swoich poprzedników, że sama wiedza po prostu nie zmienia zachowania. Wraz z lokalną społecznością, szczególnie matek, zorganizował wspólne gotowanie posiłków. Chciał przede wszystkim, żeby kobiety zamiast dowiadywać się, co mają robić, żeby ich dzieci były lepiej dożywione, wykształciły odpowiednie umiejętności poprzez praktykę, a przez nią zdobywały wiedzę.
Dzięki temu zaangażował nie tylko „jeźdźców” matek, to znaczy nie tylko pokazał im, że: „ok, tutaj u was lokalnie działają takie rzecz, więc jeśli tylko zamiast dawać dzieciom ryż dacie im troszkę warzyw, troszkę owoców morza, to będą wyglądały lepiej, aha, jeszcze karmcie je trochę częściej.”
Po pierwsze przemówił do ich jeźdźców dając im proste kroki.
Przemówił też do ich sfery emocjonalnej, do ich „słoni”. Ponieważ była to praca grupowa, te matki czuły się o wiele bardziej zaangażowane, widziały, że inne robią to samo, czyli „ok, jeśli inni to robią i to działa, to ja też mogę robić to samo i moje dzieci po prostu będą zdrowsze”.
Jak się okazało, cały program rozprzestrzenił się po Wietnamie na tyle, że dotarł do ponad 2 milionów Wietnamczyków i takie spotkania ze wspólnym gotowaniem i budowanie zdrowych nawyków żywieniowych odbywały się aż w 265 wioskach.
Czy jednak dało to jakieś praktyczne efekty jeśli chodzi o poprawę zdrowia dzieci?
Oczywiście!
Po pół roku od tego, kiedy Jerry Sternin zaczął organizować te lokalne spotkania, 65% dzieci było lepiej odżywionych właśnie dzięki temu programowi. Widać tutaj bardzo dobrze, w jaki sposób poszukanie jasnych stron, poszukanie: co u was działa i w jaki sposób możemy to rozprzestrzenić, nie szukając i nie tworząc jakichś niestworzonych programów, tylko biorąc to, co jest już dostępne, co jest sprawdzone, co nie jest trudne do wdrożenia i przekazując to innym, mamy o wiele większą szansę na to, żeby taką zmianę wprowadzić.
Krok 2: Zmotywuj słoniaSłoń to Twoja najbardziej prymitywna część Twojego mózgu.
To może być zarówno Twój największy sprzymierzeniec, ale też największy wróg, bo to właśnie słoń pierwszy sięga po ciastko, gdy jesteś na diecie, to on pierwszy zapala się do gry w siatkówkę, kiedy widzisz, jak reprezentacja naszego kraju wygrywa mistrzostwa świata z Brazylią i to właśnie tego słonia nie możesz ruszyć sprzed ekranu, kiedy np. chcesz obejrzeć jeszcze tylko jeden odcinek serialu i już bierzesz się do nauki
Growth Hacker Marketing – Ryan Holiday
2018-10-12 17:37:20
W jaki sposób usługa Hotmail zdobyła 30 milionów użytkowników w 30 miesięcy?
Jak się okazuje wystarczył jeden prosty trik, aby tego dokonać.
Jeśli chcesz lepiej poznać ten inne przykłady, to zapraszam cię do posłuchania dzisiejszego odcinka podcastu o książce Growth Hacker Marketing autorstwa Ryan’a Holiday’a.
Listen to „KKU#24 – Growth Hacker Marketing – Ryan Holiday” on Spreaker.
A jeśli nie lubisz słuchać, to już tłumaczę skąd takie osiągnięcie Hotmail’a.
Otóż wpadli oni na świetny pomysł, który nie był w tamtych czasach tak popularny jak dziś. Postanowili, że dodadzą w stopce każdego maila wysyłanego z ich poczty krótkie zdanie informujące, że „Ten e-mail został wysłany za pośrednictwem Hotmail”. Ta jedna rzecz spowodowała lawinę nowych kont i już po 30 miesiącach osiągnęli magiczną liczbę 30 milionów użytkowników.
Jest to przede wszystkim książka dla:- marketerów i sprzedawców
- przedsiębiorców
- Specjalistów od PR
- Czym jest growth hacking?
- Jak hakerzy wzrostu pomogli w sukcesie takim firmom jak: Dropbox, Facebook, Snapchat, Evernote, Instagram, AppSumo, czy Airbnb?
- Jak wygląda sposób myślenia Growth Hackera?
Uzupełniona jest też o opis doświadczeń autora, czyli w jaki sposób wykorzystał opisany schemat postępowania podczas promocji książki Tima Ferrissa „4-godzinny Mistrz Kuchni”, która od startu stała się bestsellerem, oraz przy okazji powstawania i promocji pozycji, której podsumowanie właśnie czytasz.
I tutaj wymienia takie cztery kroki hakowania wzrostu, które będą skuteczne i niezależnie od tego w jakiej branży je zastosuje.
Krok 1- Dopasowanie produktu do rynkuJaka jest najgorsza decyzja marketingowa?
Wejście na rynek z produktem, którego nikt nie potrzebuje.
Może znasz taki program jak Dragons’ Den? Był emitowany od 2011 roku w telewizji TV4 i polegał na tym, że można było do niego przyjść z pomysłem na biznes i otrzymać dofinansowanie ze strony obecnych w komisji inwestorów.
Całkiem dobra opcja, no nie?
Choć nigdy nie oglądałem go w telewizji, to bardzo popularny stał się na YouTube jeden z pomysłów – podpierak…
Tak w skrócie – chodzi o przyczepiany do ściany stojak, który miałby służyć do podpierania się w miejscach publicznych, gdy wokół nie ma żadnych miejsc siedzących.
Ale najlepiej opowiedzą o tym sami twórcy…
Czy któryś z inwestorów się na to skusił?
Niestety nie. I wcale się im nie dziwię. Już po ich komentarzach możesz się domyślać z jakiego powodu ten pomysł nie miał prawa wypalić.
Twórcy przede wszystkim nie zadbali o to, co w growth hacking’u jest podstawą – dopasowanie produktu do rynku. Nie sprawdzili, czy ktoś to faktycznie kupi.
Podstawą myślenia growth hackera jest, by produkt, który ma promować zaspokajał realną i palącą potrzebę jasno zdefiniowanej grupy odbiorców.
Wprowadzenie takiego produktu na rynek jest jednocześnie najlepszą możliwą decyzją marketingową, jaką może podjąć firma. To, co tworzysz jest nieodłącznym i podstawowym elementem każdej kampanii.
Z kolei najgorszym, co możesz zrobić jest wejście na rynek z produktem którego nikt, ale to absolutnie nikt nie potrzebuje.
Jest jednak prosty sposób, by wdrożyć myślenie growth hackera i nie przepalić budżetu na reklamę.
Stwórz MVPMVP (Minimum Viable Product) to termin, który staję się co raz bardziej powszechny. Opisuje go między innymi Eric Ries w książce „Metoda Lean Startup”. Chodzi w nim o to, by nie tworzyć od razu kompletnego produktu z wszystkimi możliwymi funkcjami, ale stworzyć coś, co jest w minimalnym stopniu gotowe do wprowadzenia na rynek. Coś, co zaspokaja podstawową potrzebę jasno zdefiniowanej grupy odbiorców i jest odpowiedzią na ich bóle i pragnienia.
Jest to o tyle świetny sposób, że pozwala pokazać Twojemu potencjalnemu klientowi jego wartość, a Tobie pozwala na zmierzenie poziomu zainteresowania na rynku.
Dopasowanie produktu do rynku jest niczym innym, jak owocem przeczucia popartego danymi i informacjami.
A takie informacje zdobyli np. twórcy Instagrama.
Nie wiem czy wiesz, ale Instagram nie był by obecnie najpopularniejszą aplikacją do dzielenia się zdjęciami, gdyby nie chęć stworzenia najlepszego możliwego produktu.
Pierwszą jego wersją była aplikacja o nazwie Burbn, która służyła do geolokalizacji. Twórcy zauważyli jednak, że użytkownicy najchętniej korzystają nie z opcji geolokalizacji, ale z możliwości udostępniania zdjęć z rozmaitymi filtrami wbudowanymi w program. Postanowili przerzucić więc wszystkie siły na to i tak właśnie powstał Instagram, z którego dziś korzystamy
Cel: doskonałość w produkcji – Eliyahu Goldratt
2018-09-28 17:27:17
Też masz tak, że chcesz wszystko zrobić naraz? Zwiększyć sprzedaż, usprawnić produkcję i poprawić retencję klientów? Najlepiej już, w tej chwili, zaraz! Takie działania prowadzą jednak zwykle do jeszcze większego chaosu.
Jak temu przeciwdziałać? Otóż jest na to pewien sposób, czyli…
…skupienie.I o tym jest przede wszystkim dzisiejszy odcinek, czyli krótkie omówienie książki „Cel: doskonałość w produkcji” Eliyahu Goldratta.
Na jej lekturze skorzysta każdy, a przede wszystkim:- przedsiębiorcy i freelancerzy
- kierownicy produkcji
- menedżerowie
- przyspieszyć dostarczanie produktów i usług
- zwiększyć możliwości produkcyjne
- osiągnąć pozytywny cash flow
Umiejętność skupienia się na tym, co najważniejsze jest ważne nie tylko w życiu osobistym, ale też – o ile nie bardziej – w biznesie. Dlatego bardzo zachęcam do słuchania!
Listen to „KKU#23 – Cel – Eliyahu Goldratt” on Spreaker.
O czym jest książka?Ta pozycja jest o tyle ciekawa, że nie jest to poradnik i nie do końca powieść.
Bo to powieść biznesowa! Łączy w sobie te 2 style i przekazuje dzięki temu bardzo istotne informacje w bardzo przystępnej formie.
Opowiada historię Alexa Rogo.
Alex jest kierownikiem produkcji w fabryce zatrudniającej ponad 600 pracowników. Pewnego dnia dostaje od przełożonego telefon z informacją, że jego zakład przynosi poważne straty.
Dostaje więc ultimatum – albo w 3 miesiące poprawią wydajność i wyjdą na plus, albo fabryka zostanie zamknięta i 600 osób straci pracę.
Aleks jest bliski poddania się, jednak w najważniejszym momencie przypomina sobie, że zna – i to bardzo dobrze – osobę, która będzie w stanie mu pomóc.
Jest to jego były fizyk, którego spotkał niedawno na lotnisku. Kiedy zaczęli rozmawiać okazało się, że porzucił już bardzo dawno temu pracę w szkole i zajmuje się zawodowo rozwiązywaniem problemów ekonomicznych przedsiębiorstw.
Wspólnie więc biorą się do pracy i zaczynają przywracać porządek na produkcji.
Kim jest (a właściwie był…) autor?Eliyahu Goldratt – izraelski fizyk, który zastosował metody nauk ścisłych do rozwiązywania problemów ekonomicznych przedsiębiorstw.
Określany jest często mianem „guru biznesu” (magazyn Fortune), który pomógł wielu firmom na świecie (także w Polsce) zwielokrotnić swoje zyski. Jest także autorem wielu książek, w których opisuje swoją stworzoną w latach 70. XX w. tak zwaną teorię ograniczeń (theory of constraints, TOC).
Dlaczego ją wybrałem?Z prozaicznego powodu.
Tak książka po prostu uczy!
Przedstawia bardzo prosty i szalenie skuteczny schemat postępowania, który pomaga usprawnić pracę i życie. Szukać usprawnień tam, gdzie są problemy i skupiać na wzmacnianiu najsłabszych elementów łańcucha.
Niezależnie, czy chcesz stosować to w firmie, życiu osobistym, czy fundacji. Ten schemat działa.
Pokazuje to przykład polskiej firmy Amica, w której dzięki zastosowaniu kilku pierwszych kroków możliwości produkcyjne wzrosły o 35%!
Nie więc zapewne fakt, że została sprzedana w ponad 13 mln egzemplarzy, a Jeff Bezos (CEO Amazon.com) poleca ją swoim dyrektorom jako jedną z podstawowych lektur zaraz po zatrudnieniu.
No dobra Kamil, super rzeczy tu mi piszesz, ale co to za…
…magiczny schemat?Nic w tym magicznego
Pracować Inaczej – Frederic Laloux
2018-07-24 21:16:47
Praca ma 2 wymiary. Albo wykonujesz ją z przymusu, kierując się zarobkiem i przetrwaniem, albo robisz to z radością, napędzany czystą chęcią i powołaniem. W tej książce znajdziesz wskazówki jak wzmocnić ten drugi wymiar a autor pięknie pokazuje, że można pracować inaczej.
Jest to książka dla:- właścicieli firm i menedżerów
- osób pragnących sensownego podejścia do pracy
- każdego, kto ma dość zarządzania kijem i marchewką
Listen to „KKU#22 – Pracować Inaczej – Frederic Laloux” on Spreaker.
Linki do materiałów wspomnianych w odcinku:- książka „Pracować Inaczej”
- podcast Słucham Gadam – odcinek o Holakracji
- podcast Słucham Gadam – odcinek o Turkusowych Organizacjach
- odcinek o Porozumieniu Bez przemocy
- Wyszukaj podcast „Książki Które Uczą” w aplikacji
- W sekcji „Programy” kliknij „Książki Które Uczą”
- Przejdź do zakładki „Oceny i recenzje”
- Kliknij w link „Napisz recenzję”
- Wejdź na stronę kku/stitcher
- Przewiń stronę w dół, aż zobaczysz okno „Show Ratings and Reviews”
- Kliknij „Write a review”
Zostaw komentarz poniżej
Renesansowa Dusza – Margaret Lobenstine
2018-07-04 17:22:57
Renesansowa Dusza to osoba, której różność zainteresowań prowadzi do przeskakiwania z kwiatka na kwiatek i szybkiego znudzenia. Powiem Ci jak to ogarnąć.
Bo widzisz – w uproszczeniu – są 2 typy ludzi.
Pierwsi są Mozartami. Podążają obraną ścieżką i rzadko zmieniają kierunek. Widzą dokładnie czego chcą i trzymają się tej wizji.
Drudzy są jak Leonardo Da Vinci. Co raz łapią się nowych zainteresowań i trudno im wytrwać w jednej roli przez całe życie. Takie osoby nazywamy Renesansowymi Duszami i to o nich opowiem Ci nieco więcej.
Listen to „KKU#21 – Renesansowa Dusza – Margaret Lobenstine” on Spreaker.
Przydatne linki:
- książka „Renesansowa Dusza” na Amazon.com
- planowanie tygodnia – wpis Dominika Juszczyka
- Mirek Burnejko i Trzy Poziomy
- wyznaczanie wartości wg. Michała Pasterskiego
- lista życiowych wartości
- Odcinek 12 – Włam się do mózgu – Radek Kotarski
- Odcinek 19 – 10 Kroków do maksymalnej produktywności – Michał Śliwiński
- Mapa myśli z tego nagrania
Czy też masz tak, że ekscytują Cię nowe pomysły i idee?
Czy masz multum zainteresowań i nie wiesz które wybrać?
Czy masz problem z decyzją, czy iść na rower czy na siłownię?
Gdy na rozmowie rekrutacyjnej dostajesz pytanie „Gdzie chcesz być za 5 lat?” też łapiesz się za brzuch i zieleniejesz na twarzy?
Czy po roku pracy w jednym miejscu masz ochotę zamknąć komputer, wstać z fotela, trzasnąć drzwiami i już więcej tam nie wracać?
Jeśli tak, to znak, że możesz być Renesansową Duszą.
I choć o takich osobach mówi się różnie, najczęściej niezbyt przychylnie, to korzenie mamy zacne.
Sam termin nawiązuje do jednego z piękniejszych okresów w historii. Czasu odrodzenia w sztuce, prawie, podejściu do człowieka i świata. Wydaje się, jakby ludzie odkryli na nowo piękno tego, co nas otacza i tego, co każdy z nas skrywa.
I takie są też Renesansowe Dusze.
Fascynują się wszystkim. Są ciekawi świata. Mają otwarte umysły. Czy jesteś jednym z nas?
Jeśli wciąż to czytasz, to zakładam, że tak
Porozumienie Bez Przemocy – Marshall Rossenberg
2018-06-09 15:33:51
Jak rozmawiać z ludźmi, gdy tracisz nadzieję na porozumienie?
Czy jest coś prostszego, niż prowadzenie rozmowy?
Ja mówię, druga osoba odpowiada, później ona coś mówię, a ja odpowiadam, i tak w kółko. No kurcze, nie da się tego zepsuć.
Jednak w sytuacji, gdy wracasz z pracy i widzisz syf w mieszkaniu, a Twój partner/ka siedzi przy kompie ze słuchawkami i rozpływa się nad najnowszym sezonem Stranger Things, to powiedzieć że masz ochotę roznieść go (lub ją) na strzępy, to mało powiedziane.
I jak nie patrzeć, podobne sytuacja trafiają się w każdej sferze naszego życia.
Jak w takim razie przekonać ją/jego do czegoś, gdy jedyne o czym myślisz to trzaśnięcie drzwiami i wyrzucenie z siebie całego gniewu?
Z pomocą przychodzi książka Marshalla Rossenberga – “Porozumienie Bez Przemocy”.
Nie masz czasu czytać? Posłuchaj w formie podcastu!
Listen to „KKU#20 – Porozumienie Bez Przemocy – Marshall Rossenberg” on Spreaker.
Przydatne linki:- Książka „Porozumienie Bez Przemocy” – Marshall Rossenberg
- Abecadło porozumienia bez przemocy
- Warsztaty i konsultacje Porozumienia Bez Przemocy
Jest to przede wszystkim pozycja o komunikacji. Choć poruszałem już tą tematykę w 2 odcinku podcastu (o książce ABC psychologii komunikacji) jednak tu autor podchodzi do tego tematu z nieco innej strony.
Na przykładzie swoich wieloletnich doświadczeń jako psycholog i mediator pokazuje – przedstawiając historie swoje i klientów – jak bardzo możemy wzbogacić nasze kontakty z innymi i samym sobą, jeśli zmienimy lekko swoje podejście i słownictwo.
W tej książce znajdziesz wiele o emocjach i komunikacji z innymi ludźmi, ale też o tym, jak lepiej wyrażać siebie, by inni potrafili nas w pełni zrozumieć.
Kim jest autor?Marshall B. Rosenberg (ur. 1934 – zm. 2015) człowiek, który miał wizję i odwagę, aby zgodnie z tą wizją żyć. Twórca Nonviolent Communication (NVC) – Porozumienie bez Przemocy (PBP). Psycholog kliniczny o ogromnym doświadczeniu praktycznym, mediator i ojciec czwórki dzieci. Wierzył i doświadczył, że życie w harmonii i innymi i z samym sobą jest możliwe. Uczył jak rozmawiać z ludźmi i wierzył, że możliwa jest zmiana społeczna, że świat może iść w stronę pokoju, współpracy, wzajemnego szacunku i zrozumienia.
Dlaczego ją wybrałem?Czy często masz tak, że mówisz do kogoś i masz wrażenie, że druga osoba patrzy na Ciebie jak na kosmitę?
Czy inni obrażają się na Ciebie, choć spokojnie tłumaczysz im co Ci leży na sercu?
Czy boli Cię, gdy partner lub partnerka wrzeszczy ze złości, choć nie dajesz mu lub jej żadnego powodu?
Czy marzy Ci się spokój i radosne rozmowy o przyszłości, zamiast wywlekania brudów i walki na argumenty?
Pogadamy dzisiaj o metodzie komunikacji, która jest podstawą PBP i składa się z 4 elementów. O nich powiem za chwilę.
Teraz wyobraź sobie lub przypomnij osobę, z którą masz, lub miałeś w przeszłości konflikt.
Może to być sytuacja z domu, gdzie codziennie słyszysz różne straszne słowa.
Może to być sytuacja zawodowa, gdzie Twój szef wydaje się nie zwracać uwagi na Twoje pomysły, albo współpracownik nie dotrzymuje kolejnego z terminów.
Przypomnij sobie taką sytuację.
Co wtedy mówisz tej osobie? Jak reagujesz w takiej sytuacji?
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to, co wtedy mówisz, nie trafi do tej osoby. Mówiąc inaczej – nie przekona jej do wykonania akcji lub zmiany sposobu zachowania, nie wzbudzając w niej negatywnych uczuć, lub postawy obronnej.
Czy ta sytuacja wciąż się powtarza i nie możecie dojść do porozumienia?
Skorzystaj więc z takiego schematu i powiedz:- co się dzieje,
- co czujesz,
- czego potrzebujesz,
- czego oczekujesz.
Omówmy teraz te 4 elementy metody PBP, dzięki którym zwiększysz swoją szansę na rozwiązanie tej sytuacji.
Etap 1: SpostrzeżenieTen etap służy przede wszystkim obserwacji.
Zwróć uwagę, co dokładnie robi druga osoba.
Patrz na jej gesty, zwróć uwagę, jakie dokładnie wypowiada słowa, jaki jest ton jej wypowiedzi i do czego nawiązuje. Ważne – patrz tylko na fakty. Na rzeczywisty obraz tej sytuacji. Tylko on nas w tej chwili interesuje.
Jeśli Twój partner mówi, że zupa mu nie smakuje, to wcale nie znaczy “Jesteś beznadziejną kucharką i weź się lepiej schowaj na drzewie!”, tylko że ta konkretna zupa nie trafia w jego gusta smakowe. Nie dopowiadaj do tego historii.
Mówiąc o tym uważaj na ogólniki i subiektywne spostrzeżenia, które mogą prowadzić do nieporozumień.
Takie słowa jak: nigdy, zawsze, za każdym razem, często, rzadko; są pewną subiektywną oceną danej sytuacji. To, że ktoś ma tendencję do sprzątania w mieszkaniu raz w miesiącu nie znaczy to samo, że zawsze ma tam syf.
Przykład 1Rozważmy takie zdanie: “Rzadko robisz to, co chcę.”
Czy to zdanie jest precyzyjne? Czy wypowiadając je opierasz się na faktach? Jeśli uważasz, że tak, to mamy w tej kwestii odmienne poglądy.
Jeśli chcemy rozmawiać z ludźmi używając konkretów, to zdania:
“Rzadko robisz to, co chcę.”
Powiemy:
„Kiedy w piątek proponowałem, żebyśmy coś zrobili, to 3 razy z rzędu powiedziałeś „nie”.”
Jest to konkretne, precyzyjne (“3 razy z rzędu”) i nie zawiera ani spostrzeżeń, ani domysłów.
Przykład 2Kolejny przykład: “On zbyt często do nas wpada.”
“Zbyt często” jest być może stwierdzeniem dokładnym dla osoby, która je wypowiada, jednak nie wszyscy posiadają takie same potrzeby w kwestii odwiedzin teściowej. Dla nich może to być zbyt rzadko. Więc jak to powiedzieć, by przekazać czyste fakty?
“On zbyt często do nas wpada” zmieńmy na “On wpada do nas przynajmniej 3 razy w tygodniu”. Dokładnie i konkretnie.
Często w feworze walki słownej lub w gniewie zdarza nam się jeszcze bardziej nagiąć te zasady. Zamiast odwołać się do sytuacji w jakikolwiek sposób przechodzimy do ofensywy.
Słowa jak “ty leniu!”, “tempa dzido!” czy też jeszcze mniej cenzuralne całkowicie odcinają nas od drugiej osoby.
W takim razie jak rozmawiać z ludźmi i nie blokować zrozumienia? Marshall podaje tu cztery podstawowe komunikaty, których lepiej unikać, jeśli pragniemy otwartej komunikacji.
“Jesteś skończonym leniem!” powiesz najczęściej do osoby, która w Twojej opinii powinna wykonywać więcej zadań w powierzonej jednostce czasu, lub być bardziej aktywna życiowo.
Widzę tu jeden problem – Twoja opinia. Dla niej to kompletnie obce i zapewne nie rozumie czego dokładnie od niej oczekujesz.
To, że ktoś nie wyznaje takich jak Ty wartości nie jest równoznaczne z tym, że jest leniem. Osądzając drugą osobę w ten sposób odetniemy się od zrozumienia sprawimy, że tym bardziej nie będzie chciała dokonać zmiany. A jeśli to zrobi, to najczęściej w wyniku poczucia winy.
2. PorównaniaKiedy odnosisz sytuację do znanych sobie, lub porównujesz kogoś do innej osoby. Czasem jest to dobrze odbierane, jeśli jest szczere, jednak w negatywnym wydźwięku druga osoba często odnosi wrażenie, że musi komuś dorównywać, albo, że nigdy nie będzie tak dobra, jak tego chcemy.
Np. “Jesteś całkiem jak Twój ojciec!”, lub “Maciek zrobiłby to szybciej.”
3. Nie branie odpowiedzialności za swoje czynySzczególnie, gdy chcesz się z czegoś wytłumaczyć. Tak przed innymi, jak i przed sobą.
“Palę, bo wszyscy moi znajomi palą.”
“Okłamałem klienta, bo szef mi kazał.”
“Owładnęła mną przemożna chęć, by zjeść baton.”
Odnoszę wrażenie, że w takiej sytuacji czegoś się boisz.
Ocenienia przez innych? Przyznania się do błędu? Coś musi być na rzeczy.
Jest to najczęstsza z naszych przypadłości, kiedy zamiast mówić “Chcę w tej chwili zjeść ciastko, chociaż wiem, że ma zbyt dużo cukru i nie schudnę tak szybko, jakbym chciała.”, mówimy “Po prostu MUSZĘ zjeść coś słodkiego”. W ten sposób pozbywamy się niejako odpowiedzialności za nasze czyny. Zrzucamy ją na normy społeczne, innych ludzi, lub nasze słabości.
Ten język jest nam tak głęboko wpojony, że mało kto zwraca na to uwagę. Sprzyjają temu takie słowa jak: muszę, trzeba, zawsze, przez Ciebie, bo on/oni/ty. Wg. Marshalla nie jesteśmy wtedy do końca szczerzy z innymi, a przede wszystkim z nami samymi, co z jednej strony odciąża z odpowiedzialności, a z drugiej nie daje nam wyboru, czy możliwości zmiany.
Jeśli masz jednak w sobie siłę i chcesz wyjść naprzeciw słabościom, to zamiast powyższych słów i sformułowań zacznij korzystać z dwóch: chcę i wolę.
Nie będzie to na początku takie proste, jednak z czasem zauważysz, że za zmianą słów następuje także zmiana w myśleniu.
Odkąd staram się ich używać na co dzień zauważyłem, jak wielki wpływ mają moje decyzje, które są często niewielkie z perspektywy chwili, ale po roku kumulują się w degradujące nawyki.
4. Wyrażanie pragnień w formie żądańŻądanie w metodzie PBP (i nie tylko) jest chęcią zmuszenia do działania. Kiedy dziecko nie chce posprzątać pokoju, to po 10 minutach proszenia i kumulowania frustracji przestajesz się przymilać i jasno wyrażasz, co od niego oczekujesz.
“Masz w tej chwili posprzątać pokój!”
Żądania idą często także o krok dalej i zawierają jawną lub ukrytą prośbę:
“Masz w tej chwili posprzątać pokój, bo inaczej…”
I ta groźba może mieć 2 wymiary: obarczenia winą lub ukarania. Malej przez to znacznie szansa, że dziecko posprząta pokój z własnej woli. Jeśli tak się stanie, to tylko z obawy przed karą.
Zaobserwuj też co dzieje się wewnątrz Ciebie.
Co czujesz w związku z tą sytuacją?
Gniew? Rozczarowanie? Zniechęcenie? Zwróć na to uwagę, bo będziemy tego potrzebować w kolejnym kroku.
Etap 2: UczuciaPsychoanalityk Rollo May twierdzi, że:
„człowiek dojrzały umie rozróżniać uczucia, dostrzegając w nich tyle niuansów – wzruszeń już to silnych i namiętnych, już to delikatnych i wrażliwych – co w rozmaitych fragmentach symfonii”
I właśnie drugi element porozumienia bez przemocy to wyrażenie uczuć.
Skoro już zauważasz w sobie narastające emocje, widzisz że dzieje się coś, nad czym nie do końca masz kontrolę to wtedy warto skupić się i zwrócić uwagę na to jak się właściwie czujesz – co się w tej chwili z tobą dzieje.
Jeśli umiesz się zatrzymać, przeanalizować swój aktualny stan, to dopiero pierwszy krok, ponieważ dopiero druga część czyli wyrażanie tych uczuć niesie ze sobą spore trudności. Nie jest to jednak o tyle trudne, o ile Wiesz jakich użyć słów i jak rozmawiać z ludźmi przy ich pomocy.
Skup się przede wszystkim na tym żeby używać słów opisujących konkretne stan emocjonalny. Są dwa podstawowe stany:
- Gdy nasza potrzebne są zaspokojone
W tym przypadku możemy czuć dumę ożywienie pobudzenie ufność lub zaskoczenie
- Gdy nasze potrzeby są niezaspokojone
W tym przypadku możemy czuć się bezradni, możemy czuć smutek, z nich z niecierpliwie, poirytowanie lub wściekłość
Mów konkretniePodobnie też jak w przypadku mówienia o naszych spostrzeżeniach – unikaj ogólników. Mówiąc, że czujemy się dobrze lub źle, nie przedstawiamy konkretnie jakie emocje nami teraz rządzą i w związku z tym druga osoba nie jest w stanie się odnieść w żaden sposób do tej sytuacji. Mówiąc że czujesz się źle, możesz jednocześnie czuć smutek, bezradność lub gniew, a każde z tych uczuć jest manifestacją innej niezaspokojonej potrzeby. Wyrażając się precyzyjnie umożliwisz słuchaczowi utożsamienie się z tobą. Choć trudne jest przekazanie tego Idealnie to przynajmniej możecie się do siebie zbliżyć.
PrzykładDla przykładu, przyjrzyjmy się takiej konwersacji:
– Kochanie, źle się dziś czuję
– Biedactwo! Co Ci jest?
– Wiesz, to chyba nie jest mój dzień
– Coś się stało?
– Sam nie wiem, chyba potrzebuję po prostu odpocząć.
W tym przypadku Partner nie wyjaśnia co dokładnie czuję i przez to partnerka ma trudności ze zrozumieniem jego stanu, oraz w jaki sposób mogłaby mu pomóc.
Jak w takim razie inaczej Partner mógłby przedstawić swoje uczucia?
- Kochanie, mam wrażenie, że czuje strach w związku z wizytą u Twoich rodziców.
- Biedactwo… Czego dokładnie się boisz?
- Wiesz, boję się, że mnie nie zaakceptują i będę tak siedział przy stole czując smutek i niepewność.
- Rozumiem, w takim razie…
W takim razie partnerka może odnieść się do konkretnej choć hipotetycznej sytuacji która dręczy jej partnera. Mogą teraz nad tym pracować, ale nie byłoby to możliwe jeśli on otwarcie nie wyraziłby tego, co czuje.
Uczucia prawdziwe i rzekomePatrząc na powyższy przykład wiemy jak rozmawiać z innymi bardziej otwarcie i dać im możliwość zrozumienia sytuacji.
Jest w tym jednak jeszcze jeden pies pogrzebany. Nie wszystkie uczucia odnoszą się do stanu emocjonalnego. W tym miejscu autor wprowadza podział na uczucia prawdziwe i rzekome.
Wiesz już, że nasz język jest często źródłem nieporozumień. Bardzo często po słowie “czuję”, zamiast przedstawiać faktyczny stan w jakim się znajdujemy, mówimy:
- czuję że…
- czuję jak…
- czuję jakby…
Przykładowo:
- czuję że powinieneś mieć więcej rozumu
- czuję że szef mną manipuluje
- czuję że to nic nie da
Zauważ że w takich przypadkach wyrażamy nasze myśli, sugestie, lub domysły. Nie są to tak naprawdę uczucia i nie dają obrazu burzy, która dzieje się wewnątrz nas. To tak, jakby tłumaczyć konstrukcję Boeinga 646 na przykładzie samolociku z papieru. No niiak ma się to do oryginału.
Przy odrobinie wprawy możesz sobie jednak pomóc, analizując to, co mówisz Ty, lub ktoś. Autor podaje w książce przykład gitarzysty, który mówi:
„Czuję, że jestem marnym gitarzystą.”
W tym zdaniu nie tyle wyraża to, co czuję, ile ocenia swoje umiejętności.
Jeśli mielibyśmy zmienić to zdanie na takie, które wyraża i przedstawia uczucia, to mogłoby ono brzmieć w ten sposób:
– Jestem rozczarowany sobą jako gitarzystą.
– Jestem zniecierpliwiony brakiem osiągnięć w grze na gitarze.
– Zniechęciłem się do dalszej gry na gitarze. itp.
Uważaj na interpretacjeBardzo często zamiast uczuć przedstawiamy pewne interpretację tego, jak inni nas traktują, ich zachowania, lub postawę.
Np. mówiąc “czuję się atakowany”, tak naprawdę możemy sugerować odbiorcy, że nas atakuje. Jeśli on tego nie odbiera w ten sposób to jest duże ryzyko że się przed nami zamknie i nie będzie chciał słuchać jakichkolwiek argumentów.
Pamiętaj więc, że uczucia prawdziwe odnoszą się do konkretnych emocji i opisując dany stan emocjonalny. Jeśli użyjesz ich w ten sposób to bardzo zwiększasz szanse na to, że pomożesz rozmówcy w lepszym zrozumieniu tego, co się dzieje.
Przejdźmy teraz do etapu trzeciego, w który wejdziemy głębiej niż uczucia – zastanowimy się nad ich genezą.
Etap 3: Potrzeby “Potrzeby to wartości i pragnienia u podnóża naszych uczuć”Najczęściej jednak boimy się mówić o naszych uczuciach.
Przede wszystkim boimy się krytyki. Inni przyjmują to z trudem gdy zaburzamy pewne schematy i ogólnie przyjęte zasady.
Z drugiej strony jeśli w ogóle ich nie wyrażamy to także nie dajemy im możliwości poznania. Wtedy w żaden sposób nie możemy liczyć na to, że będą dla nich ważne i że inni okażą nam współczucie lub zainteresują się tym, co się z nami dzieje.
Jak w takim razie te potrzeby rozpoznać I jak rozmawiać z innymi, żeby w odpowiedni sposób je przekazać?
Łączenie uczuć z potrzebamiZacznijmy od tego że uczucia są nierozerwalnie połączone z naszymi potrzebami. Są ich ekspresją – zarówno tych zaspokojonych jak i niezaspokojonych.
Pojawiają się najczęściej wtedy gdy ktoś powie nam coś dobrego lub złego, lub w odpowiedzi na zewnętrzny czynnik.
I czy chcemy tego czy nie, to nie te uczucia zawsze w jakiejś formie się pojawiają (z wykluczeniem zaburzeń psychicznych). U jednych częściej u innych rzadziej, jedni starają się je ukrywać, innym z kolei przychodzi to z trudem, ale nawet apatia czy zniechęcenie też są uczuciami.
Kiedy ktoś odnosi się do nas agresywnie lub nas krytykuje, reagujemy na jeden z poniższych sposobów:
1. Bierzesz na siebie całą winęUlegasz innym nie zwracając uwagi czy to co mówią jest prawdą, jednocześnie dajesz im przyzwolenie by cię atakowali. Skutkiem tego może być pogłębione poczucie winy lub wstyd, który będzie Ci później utrudniał ponowne podjęcie innych zobowiązań.
2. Obwiniasz innychPrzyjmujesz postawę obronną i jednocześnie kierujesz atak w stronę drugiej osoby. Jeśli nie dopuszczasz do siebie jakichkolwiek sugestii z jej strony, wtedy odbiorca się zamyka i nie dopuści do siebie żadnego komunikatu.
3. Wczuwasz się we własne emocje i potrzebyTen sposób reakcji polega na zauważeniu, co się dzieje wewnątrz nas. Dzięki temu lepiej poznajemy siebie. Poprzez szukanie źródła naszego bólu docieramy do najgłębszych potrzeb i utożsamiając się z nimi jesteśmy w stanie dokładnie zrozumieć co spowodowało ten stan i jak możemy z niego wyjść.
4. Wczuwasz się w czyjeś emocje i potrzebyTen sposób pozwala nam najbardziej nawiązać kontakt z drugą osobą. Wtedy zamiast koncentrować się na sobie, skupiamy całą uwagę na rozmówcy. Szukamy źródła jego bólu i staram się wczuć w potrzeby, odczytując tym samym który z nich są w danej chwili naruszone. Odczytując tym samym który z nich są w danej chwili naruszone.
Jak widzisz, z jednej strony możemy podejść do krytyki z odpowiedzialnością za innych połączoną gram z uległością, a z drugiej strony możemy wziąć odpowiedzialność za siebie jednocześnie nie mając szacunku dla drugiej osoby.
Jak w takim razie jak rozmawiać z ludźmi przekazywać im nasze potrzeby i dawać dokładnie do zrozumienia, co jest w tej chwili nie tak?
Jak utrzymać zdrową relacje?Są trzy etapy które Marshall podaje swojej książce:
1. Emocjonalne zniewolenieWiększość zdrowych relacji zaczyna się od tego że dzieje się coś niezdrowego. Taki stan autor nazywa emocjonalnym zniewoleniem. Zniewolenie mocno nie jesteśmy wtedy, kiedy staramy się nad wyraz odpowiadać za innych: za ich emocje, za ich uczucia, za ich potrzeby. Często w tym stanie wydaje nam się że powinniśmy wszystkich uszczęśliwiać, a jeśli nawet przypadkiem sprawdzimy komuś ból, to nie potrafimy sobie tego wybaczyć.
2. Tupet
Druga faza pojawia się wtedy, gdy nie jesteśmy już w stanie wszystkich dookoła uszczęśliwiać i zdajesz sobie sprawę że możesz odpowiadać tylko i wyłącznie za siebie. Pierwszym odruchem, najczęściej nacechowanym emocjonalnie, jest gniew. Gniew skierowany przeciw prośbom innych, wymaganiom, lub czymkolwiek co wydaje nam się że chcą nam narzucić. Na tym etapie jesteś już mistrzem wyrażania swoich potrzeb, Jednak w dużej mierze zapominasz o tym że każdemu z nas należy się szacunek. Jeśli wymagasz go od innych to wiedz, że nie dostaniesz go jeśli nie pokażesz dobrego przykładu.
3. Emocjonalne WyzwolenieFinalnym etapem dojrzałości emocjonalnej jest emocjonalne wyzwolenie. Dzięki temu że przeszliśmy przez wcześniejsze fazy wiesz, że zarówno zniewolenie siebie jak i odrzucenie potrzeby otaczających nas osób nie nauczy nas rozmawiać z ludźmi, nie stosując przemocy. Na tym etapie wiesz już że odpowiadasz za swoje czyny i słowa, wyrażać potrzeby, jednak nie zaspokajasz ich cudzym kosztem. Ze współczuciem odnosisz się do siebie ale i przede wszystkim do innych.
Trzeci element układanki masz już za sobą. Teraz wiesz jak rozmawiać z ludźmi mówiąc językiem potrzeb. I wiem, jak zawsze, nie będzie na początku proste.
4. ProśbaOstatnim elementem metody porozumienia bez przemocy jest wyrażenie naszej prośby, czyli komunikatu w którym odnosimy się do konkretnej akcji, którą chcemy, by została wykonana. Trzy pierwsze elementy służyły temu by dokładniej razem nakreślić sytuację i przedstawić naszemu rozmówcy podstawy na których opierać się będzie właśnie ten element.
Po pierwsze – konkretyTak jak w pierwszym etapie skupialiśmy się na tym, by dokładnie przekazać sytuację i opisać fakty, tak samo i wyrażając prośbę opisz dokładnie czego potrzebujesz od rozmówcy. Jakich akcji, rzeczy, gestów, lub słów oczekujesz z jego strony w stosunku do wcześniejszych komunikatów. Pamiętaj jednak, by wyrażać postulaty które jest w stanie zrealizować. Zwróć uwagę że wniesienie się na księżyc może być w tej chwili dość trudne do wykonania i nie do końca może odpowiadać temu, co naprawdę chcesz, by zrobił.
Weź też pod uwagę jednoznaczność. Jeśli chcesz, by dziecko było bardziej odpowiedzialne wskaż mu konkretne działania, dzięki którym może spełnić twoje życzenie. Zdarza się tak, że rodzice zamiast odpowiedzialności tak naprawdę wymagają posłuszeństwa. Zastanów się więc nad konkretnymi akcjami lub gestami, których od niego oczekujesz.
Mów o działaniach pozytywnychWyrażając prośbę mi na uwadze by przekazywać to, czego chcesz lub oczekujesz. Mów jakie akcje ma wykonać druga osoba, a nie jakich ma unikać. W tym miejscu Marshall podał bardzo dobry przykład ze swojego warsztatu, który chcę Ci teraz przytoczyć.
“Pewna uczestniczka warsztatu, doprowadzona do rozpaczy tym, że jej mąż zbyt wiele czasu poświęcał pracy, opowiedziała o swoim życzeniu, które wywołało zupełnie niezamierzony skutek:
– Poprosiłam, żeby nie przesiadywał do późna w biurze. Reakcja nastąpiła po trzech tygodniach, kiedy to oznajmił mi, że zapisał się na turniej golfa.
Kobieta skutecznie przekazała, czego sobie nie życzy: nie chciała mianowicie, żeby aż tyle pracował – ale zapomniała poprosić o to, czego rzeczywiście pragnęła. Kiedy ją zachęciłem, żeby przeredagowała swoje życzenie, rzekła po krótkim namyśle:
– Szkoda, że nie poprosiłam, żeby chociaż jeden wieczór w tygodniu spędzał w domu z dziećmi i ze mną.”
Jak Widzisz, uważne dobieranie słów miało w tym wypadku kluczowe znaczenie. I takie też ma w każdym innym przypadku.
Proś świadomieTak samo jak proszenie o akcji negatywne może doprowadzić do niepożądanych skutków, tak i czasem dla słuchacza może być w ogóle niejasne co chcemy przekazać. Mówiłem już o tym trochę w drugim odcinku podcastu, gdzie umówiłem książkę ABC psychologii komunikacji, jednak przytoczę to jeszcze raz.
Przykładowo kiedy mówisz “chce mi się pić”, twój rozmówca może nie załapać, że chcesz, żeby podał podał ci szklankę wody.
Zwróć też uwagę czy twoja prośba nie brzmi czasem jak żądanie. Szczególnie, gdy zapominasz wyrazić swoje uczucia i potrzeby, oraz używasz bardzo ofensywnego tonu.
Szanuj rozmówcęJeśli już wiesz że twoja prośba jest dokładna, sprecyzowana i nie jest odbierany jako żądanie to pamiętaj o najważniejszym – w porozumieniu bez przemocy dążymy do związku opartego na szczerości i empatii. Jeśli chcesz, by w drugiej osobie zaszła jakaś zmiana, to ta zmiana najlepiej jeśli wynika z jej dobrej woli.
Artykuł Porozumienie Bez Przemocy – Marshall Rossenberg pochodzi z serwisu Książki Które Uczą.