Rzecz o polityce

Rozmowy Jacka Nizinkiewicza w cyklu "Rzecz o Polityce" to połączenie tradycyjnego, dobrego dziennikarstwa, z którym kojarzy się "Rzeczpospolita" z szansami, jakie dają formy internetowe – spokojną rozmową, możliwością dopytywania, prymatem meritum nad presją czasu.

Kategorie:
Wiadomości

Odcinki od najnowszych:

Adrian Zandberg: Jeśli wygra Trump, Europa szybciej musi stanąć na własnych nogach
2024-11-05 10:00:00

- Mówienie, że po zwycięstwie Donalda Trumpa rząd Donalda Tuska powinien podać się do dymisji, to jest myślenie o Polsce, jak o kraju peryferyjnym. To nierozsądne, gdy takie wypowiedzi padają z ust znaczących polskich polityków - mówi w programie "Rzecz o polityce" współprzewodniczący partii Razem Adrian Zandberg.

- Mówienie, że po zwycięstwie Donalda Trumpa rząd Donalda Tuska powinien podać się do dymisji, to jest myślenie o Polsce, jak o kraju peryferyjnym. To nierozsądne, gdy takie wypowiedzi padają z ust znaczących polskich polityków - mówi w programie "Rzecz o polityce" współprzewodniczący partii Razem Adrian Zandberg.

Paweł Śliz: Plotki o rozwodzie w Trzeciej Drodze są przedwczesne.
2024-11-04 10:53:11

W naszej koalicji – podobnie jak w małżeństwie – mogą być pewne różnice zdań, ale na tym polega nasz projekt i jakość, którą wnieśliśmy do Sejmu - zaznaczył szef klubu Polska 2050 Paweł Śliz, mówiąc o przyszłości Trzeciej Drogi. - Dyskutujemy i rozmawiamy ze sobą, a problemy, które pojawiają się na horyzoncie, próbujemy rozwiązać porozumieniem - dodał. Gościem porannego programu Michała Kolanki był Paweł Śliz, szef klubu Polska 2050. Polityk podczas rozmowy odniósł się między innymi do  słów byłego wicepremiera Mariusza Błaszczaka, który na antenie Polsat News stwierdził, że „po wygranej Donalda Trumpa Donald Tusk powinien podać się do dymisji” .   - Zupełnie nie rozumiem słów pana Mariusza Błaszczaka. Wybory w USA mają wpływ na cały świat, w tym także na Europę, ale Europa powinna być bardzo silna sama w sobie – stwierdził. - Wybór Donalda Trumpa jest niebezpieczny dla tej części Europy – szczególnie biorąc pod uwagę wojnę na Ukrainie i zapowiedzi pana Trumpa, że zakończy tę wojnę w 24 godziny. To bardzo niebezpieczne – dodał. - To Amerykanie wybierają, a wybory w stanach Zjednoczonych nie mają najmniejszego znaczenia dla sił politycznych na terenie polski – zaznaczył.  Paweł Śliz: PSL i Polska 2050 nie biorą rozwodu. Trzecia Droga rozwiązuje problemy, które pojawiają się na horyzoncie Paweł Śliz mówił także o przyszłości Trzeciej Drogi. - Jakiekolwiek plotki o rozwodzie w Trzeciej Drodze są przedwczesne. Oczywiście, w naszej koalicji – podobnie jak w małżeństwie – mogą być pewne różnice zdań, ale na tym polega nasz projekt i jakość, którą wnieśliśmy do Sejmu – powiedział polityk. - My ze sobą dyskutujemy i rozmawiamy. Problemy, które pojawiają się na horyzoncie, próbujemy rozwiązać porozumieniem – zapewnił.  Śliz: Jeden kandydat koalicji rządzącej na prezydenta? Tak, ale Szymon Hołownia - Uważam, że propozycja Władysława Kosiniaka-Kamysza jest bardzo dobra – powiedział Paweł Śliz, odnosząc się do postulatu prezesa PSL-u, by w wyborach prezydenckich koalicja rządząca wystawiła jednego kandydata. - Najlepiej, by było, gdyby był to Szymon Hołownia, o ile by się oczywiście zdecydował. Jeden wspólny kandydat miałby bardzo duże szanse, żeby pokonać kandydata PiS – dodał. Pamiętamy poprzednie wybory prezydenckie, gdzie w sondażach przede wszystkim Szymon Hołownia miał możliwość pokonania Andrzeja Dudy. Był to także Władysław Kosiniak-Kamysz. Byliby to tacy kandydaci, którzy w sposób spokojny mogliby pokonać kandydata PiS w tych wyborach – stwierdził szef klubu Polska 2050. 

W naszej koalicji – podobnie jak w małżeństwie – mogą być pewne różnice zdań, ale na tym polega nasz projekt i jakość, którą wnieśliśmy do Sejmu - zaznaczył szef klubu Polska 2050 Paweł Śliz, mówiąc o przyszłości Trzeciej Drogi. - Dyskutujemy i rozmawiamy ze sobą, a problemy, które pojawiają się na horyzoncie, próbujemy rozwiązać porozumieniem - dodał.

Gościem porannego programu Michała Kolanki był Paweł Śliz, szef klubu Polska 2050. Polityk podczas rozmowy odniósł się między innymi do słów byłego wicepremiera Mariusza Błaszczaka, który na antenie Polsat News stwierdził, że „po wygranej Donalda Trumpa Donald Tusk powinien podać się do dymisji”.  

- Zupełnie nie rozumiem słów pana Mariusza Błaszczaka. Wybory w USA mają wpływ na cały świat, w tym także na Europę, ale Europa powinna być bardzo silna sama w sobie – stwierdził. - Wybór Donalda Trumpa jest niebezpieczny dla tej części Europy – szczególnie biorąc pod uwagę wojnę na Ukrainie i zapowiedzi pana Trumpa, że zakończy tę wojnę w 24 godziny. To bardzo niebezpieczne – dodał. - To Amerykanie wybierają, a wybory w stanach Zjednoczonych nie mają najmniejszego znaczenia dla sił politycznych na terenie polski – zaznaczył. 

Paweł Śliz: PSL i Polska 2050 nie biorą rozwodu. Trzecia Droga rozwiązuje problemy, które pojawiają się na horyzoncie

Paweł Śliz mówił także o przyszłości Trzeciej Drogi. - Jakiekolwiek plotki o rozwodzie w Trzeciej Drodze są przedwczesne. Oczywiście, w naszej koalicji – podobnie jak w małżeństwie – mogą być pewne różnice zdań, ale na tym polega nasz projekt i jakość, którą wnieśliśmy do Sejmu – powiedział polityk. - My ze sobą dyskutujemy i rozmawiamy. Problemy, które pojawiają się na horyzoncie, próbujemy rozwiązać porozumieniem – zapewnił. 

Śliz: Jeden kandydat koalicji rządzącej na prezydenta? Tak, ale Szymon Hołownia

- Uważam, że propozycja Władysława Kosiniaka-Kamysza jest bardzo dobra – powiedział Paweł Śliz, odnosząc się do postulatu prezesa PSL-u, by w wyborach prezydenckich koalicja rządząca wystawiła jednego kandydata. - Najlepiej, by było, gdyby był to Szymon Hołownia, o ile by się oczywiście zdecydował. Jeden wspólny kandydat miałby bardzo duże szanse, żeby pokonać kandydata PiS – dodał. Pamiętamy poprzednie wybory prezydenckie, gdzie w sondażach przede wszystkim Szymon Hołownia miał możliwość pokonania Andrzeja Dudy. Był to także Władysław Kosiniak-Kamysz. Byliby to tacy kandydaci, którzy w sposób spokojny mogliby pokonać kandydata PiS w tych wyborach – stwierdził szef klubu Polska 2050. 

Lech Wałęsa, były prezydent
2024-10-31 15:08:29

Donaldowi Trumpowi w wyborach nie kibicuję, bo go znam. Moja wizja świata jest trochę inna - powiedział w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem Lech Wałęsa. Ocenił, że były prezydent USA „to zarozumiały typ”, którego wygrana oznaczałaby „nieszczęście dla Stanów Zjednoczonych i dla świata”. Były prezydent Polski Lech Wałęsa mówił w porannym programie Jacka Nizinkiewicza między innymi o wyborach prezydenckich w USA, które odbędą się 5 listopada. W wyścigu o Biały Dom zmierzą się kandydatka demokratów Kamala Harris oraz Donald Trump, kandydat republikanów. - Donaldowi Trumpowi nie kibicuję, bo go znam. Moja wizja świata jest trochę inna. Uważam, że musimy przedyskutować wszystko, ale musimy mieć warunki do dyskusji. Takie mocarstwo powinno sprawiać, byśmy mogli bezpiecznie dyskutować o rozwoju naszej przyszłości - powiedział Wałęsa.  Były prezydent został zapytany także o to, czy Donald Trump nie jest gwarantem międzynarodowego bezpieczeństwa. - Nie jest. On jest starej daty i myśli po staremu. Ameryka jest dla niego najmądrzejsza i wszyscy muszą się do niej dostosować, to zarozumiały typ – ocenił Lech Wałęsa. - Myślałem, że poproszą mnie, żebym trochę porozmawiał z naszymi rodakami w USA i planowałem nawet wyjazd, ale to nie doszło do skutku. Ja uważam, że wygrana Donalda Trumpa to nieszczęście dla Stanów Zjednoczonych i dla świata – dodał.  Czy zdaniem Wałęsy Trump może zakończyć wojnę Rosji z Ukrainą? - To jest możliwe, ale bardzo niebezpieczne. Nie sztuką jest pokonać kogoś, bo on za dziesięć lat się podniesie i mnie pokona. Sztuką jest pokonać i zrobić go przyjacielem. My tak zrobiliśmy z Solidarnością. Byłem wielkim przyjacielem Rosji, dopóki nie zacząłem walczyć z Władimirem Putinem. To ważne, że sztuką jest pokonać kogoś i przekonać go, że to my mieliśmy rację - zaznaczył były prezydent. Wałęsa zapytany został także, jak Antoni Macierewicz zapisał się w historii najnowszej Polski. - W Polsce jest kolumna rosyjska. Rozszyfrowałem ich, ale nie miałem siły z nimi walczyć. Teraz zaczyna się z nimi walka. Podejrzewam, że może uda się wybrać tych najważniejszych z piątej kolumny – odsunąć ich i zabrać im możliwości. Ta kolumna zaczęła walkę ode mnie – zrobili mnie agentem – powiedział były prezydent. - Antoni Macierewicz stanowi część kolumny rosyjskiej w Polsce. On wywołał Bolka, prowadził to aż do teczek Kiszczaka. Ja nie miałem siły z nimi walczyć, wiedziałem, że prędzej czy później wpadną, więc czekałem, aż będą rozliczeni. To się teraz zaczęło dziać, więc nie narzucam się, to samo wyjdzie – dodał. - Gdyby mnie wtedy pokonano, to UE i NATO w Polsce nie byłyby niemożliwe. Nie można być w Układzie Warszawskim i NATO jednocześnie. Mówili mi, że mam nie podpisywać traktatu – gdybym był słaby i posłuchał, to byśmy dziś nie rozmawiali – stwierdził były prezydent.  - Antoni Macierewicz powinien odpowiadać za zdradę stanu - ocenił Lech Wałęsa. - Trzeba to robić ostrożnie – wyłapać najpierw tych najważniejszych. Do nich należy Macierewicz. Temu wszystkiemu trzeba szczególnie się przyjrzeć, wyciągnąć wnioski i odebrać im możliwości wpływania na losy Polski - powiedział Wałęsa. - Jak oni się zachowywali, kiedy Polska dopiero się podnosiła, kiedy walczyła z Rosją, żeby się od niej wyrwać i skończyć z komuną? To on manipulował Olszewskim, prawdopodobnie to razem robili. To było zagrożenie dla naszej ojczyzny. Gdzie byśmy byli w wojnie z Rosją, gdyby nam się nie udało uciec do NATO i UE? Przecież to oczywiste działanie na szkodę Polski. Żeby ich rozliczyć potrzeba czasu i dowodów. To bardzo silna grupa – dobrze ustawiona i mająca wielkie zaplecze. Dlatego nie wiem, czy jesteśmy w stanie zabrać się za nich - dodał. 

Donaldowi Trumpowi w wyborach nie kibicuję, bo go znam. Moja wizja świata jest trochę inna - powiedział w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem Lech Wałęsa. Ocenił, że były prezydent USA „to zarozumiały typ”, którego wygrana oznaczałaby „nieszczęście dla Stanów Zjednoczonych i dla świata”.

Były prezydent Polski Lech Wałęsa mówił w porannym programie Jacka Nizinkiewicza między innymi o wyborach prezydenckich w USA, które odbędą się 5 listopada. W wyścigu o Biały Dom zmierzą się kandydatka demokratów Kamala Harris oraz Donald Trump, kandydat republikanów.

- Donaldowi Trumpowi nie kibicuję, bo go znam. Moja wizja świata jest trochę inna. Uważam, że musimy przedyskutować wszystko, ale musimy mieć warunki do dyskusji. Takie mocarstwo powinno sprawiać, byśmy mogli bezpiecznie dyskutować o rozwoju naszej przyszłości - powiedział Wałęsa. 

Były prezydent został zapytany także o to, czy Donald Trump nie jest gwarantem międzynarodowego bezpieczeństwa. - Nie jest. On jest starej daty i myśli po staremu. Ameryka jest dla niego najmądrzejsza i wszyscy muszą się do niej dostosować, to zarozumiały typ – ocenił Lech Wałęsa. - Myślałem, że poproszą mnie, żebym trochę porozmawiał z naszymi rodakami w USA i planowałem nawet wyjazd, ale to nie doszło do skutku. Ja uważam, że wygrana Donalda Trumpa to nieszczęście dla Stanów Zjednoczonych i dla świata – dodał. 

Czy zdaniem Wałęsy Trump może zakończyć wojnę Rosji z Ukrainą? - To jest możliwe, ale bardzo niebezpieczne. Nie sztuką jest pokonać kogoś, bo on za dziesięć lat się podniesie i mnie pokona. Sztuką jest pokonać i zrobić go przyjacielem. My tak zrobiliśmy z Solidarnością. Byłem wielkim przyjacielem Rosji, dopóki nie zacząłem walczyć z Władimirem Putinem. To ważne, że sztuką jest pokonać kogoś i przekonać go, że to my mieliśmy rację - zaznaczył były prezydent.

Wałęsa zapytany został także, jak Antoni Macierewicz zapisał się w historii najnowszej Polski. - W Polsce jest kolumna rosyjska. Rozszyfrowałem ich, ale nie miałem siły z nimi walczyć. Teraz zaczyna się z nimi walka. Podejrzewam, że może uda się wybrać tych najważniejszych z piątej kolumny – odsunąć ich i zabrać im możliwości. Ta kolumna zaczęła walkę ode mnie – zrobili mnie agentem – powiedział były prezydent. - Antoni Macierewicz stanowi część kolumny rosyjskiej w Polsce. On wywołał Bolka, prowadził to aż do teczek Kiszczaka. Ja nie miałem siły z nimi walczyć, wiedziałem, że prędzej czy później wpadną, więc czekałem, aż będą rozliczeni. To się teraz zaczęło dziać, więc nie narzucam się, to samo wyjdzie – dodał. - Gdyby mnie wtedy pokonano, to UE i NATO w Polsce nie byłyby niemożliwe. Nie można być w Układzie Warszawskim i NATO jednocześnie. Mówili mi, że mam nie podpisywać traktatu – gdybym był słaby i posłuchał, to byśmy dziś nie rozmawiali – stwierdził były prezydent. 

- Antoni Macierewicz powinien odpowiadać za zdradę stanu - ocenił Lech Wałęsa. - Trzeba to robić ostrożnie – wyłapać najpierw tych najważniejszych. Do nich należy Macierewicz. Temu wszystkiemu trzeba szczególnie się przyjrzeć, wyciągnąć wnioski i odebrać im możliwości wpływania na losy Polski - powiedział Wałęsa. - Jak oni się zachowywali, kiedy Polska dopiero się podnosiła, kiedy walczyła z Rosją, żeby się od niej wyrwać i skończyć z komuną? To on manipulował Olszewskim, prawdopodobnie to razem robili. To było zagrożenie dla naszej ojczyzny. Gdzie byśmy byli w wojnie z Rosją, gdyby nam się nie udało uciec do NATO i UE? Przecież to oczywiste działanie na szkodę Polski. Żeby ich rozliczyć potrzeba czasu i dowodów. To bardzo silna grupa – dobrze ustawiona i mająca wielkie zaplecze. Dlatego nie wiem, czy jesteśmy w stanie zabrać się za nich - dodał. 

Jarosław Rzepa, poseł PSL
2024-10-30 14:49:25

Lepiej by było, gdybyśmy od samego początku poszli w jednego kandydata (..) skoncentrujemy się wówczas na najważniejszej rzeczy – tym, że musimy wygrać wybory prezydenckie. Jeżeli wygra kandydat PiS, dzień po wyborach zrobi wszystko, by PiS wróciło do władzy - powiedział w programie Joanny Ćwiek-Śwideckiej poseł PSL Jarosław Rzepa. - Tylko jeden poważny kandydat, na którego będziemy wszyscy pracowali, ma szansę wygrać te wybory - dodał. Podczas obrad Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego, które odbyły się w ubiegłym tygodniu, lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zaapelował do koalicjantów o wyłonienie „wspólnotowego” kandydata w wyborach prezydenckich. Polityk zaproponował, by wybrać kandydata „nie prawicowego, nie lewicowego, ale wspólnotowego”, bo – jak przekonywał – dopóki taki kandydat nie zostanie wyłoniony, nie będzie gwarancji bezpieczeństwa państwa polskiego. Do sprawy odniósł się w rozmowie z Joanną Ćwiek-Świdecką poseł PSL Jarosław Rzepa. - Ta propozycja to jest kwestia naszego głębokiego przekonania, że w obecnej sytuacji – zarówno jeśli chodzi o koalicję, jak i o nasz najważniejszy cel, jakim jest wygrana w wyborach prezydenckich – nie możemy się rozbijać na kilku kandydatów – powiedział Rzepa. - Oni będą ze sobą rywalizowali przez kolejne miesiące i toczyli spory na wielu obszarach, gdzie występują różnice między naszymi partiami. Później przyjdzie druga tura, jedna z tych opcji będzie w niej miała swojego kandydata i co będą mówili liderzy? Że teraz popieramy jednak tę jedną osobę? Będzie to bardzo trudne i będziemy mieć zbyt mało czasu, żeby przekonać nasz elektorat – on może być częściowo zrezygnowany, może nie chcieć iść na II turę wyborów. Poza tym nie dołożymy przez te dwa tygodnie kolejnych billboardów czy banerów – dodał.  - Lepiej by było, gdybyśmy od samego początku poszli w jednego kandydata. Uciszymy wówczas wszystkie wewnętrzne spory koalicyjne i skoncentrujemy się na najważniejszej rzeczy – tym, że musimy wygrać wybory prezydenckie. Jeżeli się tak nie stanie i wygra kandydat ze środowiska PiS, to dzień po wyborach on zrobi wszystko, żeby PiS wróciło do władzy. Musimy sobie zdawać z tego sprawę - zaznaczył poseł.  Jak powiedział Rzepa, „nie obraża się” na żadne reakcje liderów innych partii na propozycję Kosiniaka-Kamysza. - Ale jestem przekonany, że na samym końcu panowie usiądą i zdecydują, że w tej sytuacji to jest jednak dobry pomysł. Tak, jak w wyborach parlamentarnych przekonywaliśmy, że podział na trzy ugrupowania jest lepszy i dało to efekt, tak dziś uważamy, że musimy zdecydowanie inaczej zrobić, bo zagrożenie drugiej tury i zniechęcenia wśród wyborców może być dla nas porażające. Konflikty mogą przyłożyć się do naszej porażki – ocenił polityk.  - Nasza propozycja to wrzucenie kamyczka do naszego koszyczka koalicyjnego, ale tak naprawdę naszym celem jest wygrana w wyborach prezydenckich. W przekonaniu moim i Władysława Kosiniaka-Kamysza tylko jeden poważny kandydat, na którego będziemy wszyscy pracowali, ma szansę wygrać te wybory - podkreślił Jarosław Rzepa.  Poseł PSL zapytany został także, kto mógłby być wspólnym kandydatem koalicji rządzącej w wyborach prezydenckich. - W pierwszej kolejności największa partia, która tworzy obóz rządzący, ma prawo do tego wyboru. Jeśli tak się stanie, to jesteśmy w stanie zrezygnować ze swoich aspiracji i możliwości - zapewnił Rzepa. - W ramach Trzeciej Drogi umówiliśmy się, że naszym naturalnym kandydatem będzie Szymon Hołownia. PSL nie miałoby z tym żadnego problemu, ale wiedząc, jaki jest nasz cel numer jeden – a jest nim wygrana w wyborach prezydenckich – uszanujemy zdanie największej partii. Myślę, że moje środowisko polityczne tego kandydata, który zostanie tam wyłoniony, jest w stanie poprzeć - powiedział.  Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Lepiej by było, gdybyśmy od samego początku poszli w jednego kandydata (..) skoncentrujemy się wówczas na najważniejszej rzeczy – tym, że musimy wygrać wybory prezydenckie. Jeżeli wygra kandydat PiS, dzień po wyborach zrobi wszystko, by PiS wróciło do władzy - powiedział w programie Joanny Ćwiek-Śwideckiej poseł PSL Jarosław Rzepa. - Tylko jeden poważny kandydat, na którego będziemy wszyscy pracowali, ma szansę wygrać te wybory - dodał.


Podczas obrad Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego, które odbyły się w ubiegłym tygodniu, lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zaapelował do koalicjantów o wyłonienie „wspólnotowego” kandydata w wyborach prezydenckich. Polityk zaproponował, by wybrać kandydata „nie prawicowego, nie lewicowego, ale wspólnotowego”, bo – jak przekonywał – dopóki taki kandydat nie zostanie wyłoniony, nie będzie gwarancji bezpieczeństwa państwa polskiego. Do sprawy odniósł się w rozmowie z Joanną Ćwiek-Świdecką poseł PSL Jarosław Rzepa.


- Ta propozycja to jest kwestia naszego głębokiego przekonania, że w obecnej sytuacji – zarówno jeśli chodzi o koalicję, jak i o nasz najważniejszy cel, jakim jest wygrana w wyborach prezydenckich – nie możemy się rozbijać na kilku kandydatów – powiedział Rzepa. - Oni będą ze sobą rywalizowali przez kolejne miesiące i toczyli spory na wielu obszarach, gdzie występują różnice między naszymi partiami. Później przyjdzie druga tura, jedna z tych opcji będzie w niej miała swojego kandydata i co będą mówili liderzy? Że teraz popieramy jednak tę jedną osobę? Będzie to bardzo trudne i będziemy mieć zbyt mało czasu, żeby przekonać nasz elektorat – on może być częściowo zrezygnowany, może nie chcieć iść na II turę wyborów. Poza tym nie dołożymy przez te dwa tygodnie kolejnych billboardów czy banerów – dodał. 


- Lepiej by było, gdybyśmy od samego początku poszli w jednego kandydata. Uciszymy wówczas wszystkie wewnętrzne spory koalicyjne i skoncentrujemy się na najważniejszej rzeczy – tym, że musimy wygrać wybory prezydenckie. Jeżeli się tak nie stanie i wygra kandydat ze środowiska PiS, to dzień po wyborach on zrobi wszystko, żeby PiS wróciło do władzy. Musimy sobie zdawać z tego sprawę - zaznaczył poseł. 


Jak powiedział Rzepa, „nie obraża się” na żadne reakcje liderów innych partii na propozycję Kosiniaka-Kamysza. - Ale jestem przekonany, że na samym końcu panowie usiądą i zdecydują, że w tej sytuacji to jest jednak dobry pomysł. Tak, jak w wyborach parlamentarnych przekonywaliśmy, że podział na trzy ugrupowania jest lepszy i dało to efekt, tak dziś uważamy, że musimy zdecydowanie inaczej zrobić, bo zagrożenie drugiej tury i zniechęcenia wśród wyborców może być dla nas porażające. Konflikty mogą przyłożyć się do naszej porażki – ocenił polityk. 


- Nasza propozycja to wrzucenie kamyczka do naszego koszyczka koalicyjnego, ale tak naprawdę naszym celem jest wygrana w wyborach prezydenckich. W przekonaniu moim i Władysława Kosiniaka-Kamysza tylko jeden poważny kandydat, na którego będziemy wszyscy pracowali, ma szansę wygrać te wybory - podkreślił Jarosław Rzepa. 


Poseł PSL zapytany został także, kto mógłby być wspólnym kandydatem koalicji rządzącej w wyborach prezydenckich. - W pierwszej kolejności największa partia, która tworzy obóz rządzący, ma prawo do tego wyboru. Jeśli tak się stanie, to jesteśmy w stanie zrezygnować ze swoich aspiracji i możliwości - zapewnił Rzepa. - W ramach Trzeciej Drogi umówiliśmy się, że naszym naturalnym kandydatem będzie Szymon Hołownia. PSL nie miałoby z tym żadnego problemu, ale wiedząc, jaki jest nasz cel numer jeden – a jest nim wygrana w wyborach prezydenckich – uszanujemy zdanie największej partii. Myślę, że moje środowisko polityczne tego kandydata, który zostanie tam wyłoniony, jest w stanie poprzeć - powiedział. 


Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Marek Jakubiak, kandydat na prezydenta
2024-10-29 12:01:42

Polska potrzebuje silnego prezydenta o stałych poglądach, który sprawi, że premier Donald Tusk nie będzie miał łatwego życia - ocenił kandydat na prezydenta Marek Jakubiak. W rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem poseł ujawnił, że chciałby zmienić konstytucję, odebrać rządowi inicjatywę ustawodawczą i zabronić posłom zasiadania w rządzie, a prezydentowi oddać kontrolę nad MON i MSZ. Marek Jakubiak, przedsiębiorca i poseł, ogłosił w poniedziałek, że wystartuje w wyborach prezydenckich, które odbędą się w maju 2025 roku. Wcześniej spośród partii mających przedstawicieli w Sejmie kandydata wybrała też Konfederacja, która wystawiła jednego ze swych liderów, Sławomira Mentzena. PiS, KO, PSL, Polska 2050, Nowa Lewica i Razem nie wskazały jak dotąd kandydatów. Poseł Jakubiak został zapytany przez Jacka Nizinkiewicza, dlaczego zdecydował się na start w wyborach. - Ponieważ jestem politykiem i branie odpowiedzialności za państwo polskie leży w moim zakresie obowiązków – odparł. - Myślę, że to nic dziwnego, iż człowiek, który chce budować dużą organizację partyjną, który chce uprawiać politykę roztropnie i dla dobra wspólnego, kandyduje na prezydenta Rzeczpospolitej, a więc na najwyższe stanowisko w Polsce – dodał.  W rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem lider Wolnych Republikanów ocenił, że Polska jest „na zakręcie”, wskazał na poważny wzrost cen i zwolnienia grupowe. - Przy tym (są - red.) wiadomości, że jaśnie państwo sobie robią milionowe podwyżki, a my coraz więcej płacimy za nasze życie – zaznaczył. - Myślę, że dzieje się coś złego (...). To nie jest populizm, tylko troska o nasze dobro wspólne – ocenił. - Mam wrażenie, że Polska dzisiaj jest ogarnięta przez ludzi, którzy mają żądzę posiadania pieniędzy. Moja ocena tego rządu jest drastyczna, ponieważ uważam ich za zwykłych partaczy – mówił poseł. Jak w roli prezydenta Polski Marek Jakubiak chciałby współpracować z rządem Donalda Tuska? - Myślę, że po tych wyborach dojdzie do wcześniejszych wyborów (parlamentarnych - red.) - odparł. - Pierwszym krokiem będzie wygrana prezydencka. Polacy nie pozwolą na domknięcie systemu, nie pozwolą Donaldowi Tuskowi na domknięcie całości władzy w Polsce - prognozował. Marek Jakubiak ocenił, że dla bezpieczeństwa narodu polskiego prezydentem musi być człowiek silny „tak, żeby Donald Tusk nie miał łatwego życia, bowiem kierunek jego działania dla Rzeczypospolitej jest tragiczny dla nas”. Jaki program Marek Jakubiak chciałby zrealizować jako prezydent? - Naszą idée fixe jest powołanie konstytuanty. Prezydent powinien wziąć za to odpowiedzialność - powiedział podkreślając, że Polska potrzebuje nowej konstytucji. - Jako kandydat na prezydenta muszę powiedzieć, że okrągły stół nadal istnieje; choć mam złe skojarzenia z tym meblem, to jednak dziś byłby on bardzo potrzebny do wybudowania nowej konstytucji - dodał. Według niego, prezydent powinien odpowiadać za Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz za Ministerstwo Obrony Narodowej, a nie być tylko zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. - A premier powinien zajmować się jedynie Polską - przekonywał. Zastrzegł, że prezydent nie ma kompetencji, żeby wprowadzić postulowane przez niego zmiany ustrojowe. - Natomiast może być inicjatorem takich zmian - stwierdził. Marek Jakubiak mówił, że teraz premier Donald Tusk i ministrowie jego rządu nie przestrzegają konstytucji. - Konstytucja jest zbiorem tez, które wyrywkowo do własnych celów politycznych się wykorzystuje, a nie jest treścią samą w sobie - ocenił. - Powinniśmy wrócić do trójpodziału władzy i prezydent Rzeczpospolitej musi to zainicjować. Odebrałbym ministerstwom inicjatywę ustawodawczą. Tylko prezydent, posłowie i obywatele mieliby taką inicjatywę. Ministerstwa powinny wykonywać to, co władza ustawodawcza uchwala. Poseł może być jedynie posłem albo do widzenia. Minister nie może być posłem, nie mogą być sekretarze czy podsekretarze stanu - mówił. Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Polska potrzebuje silnego prezydenta o stałych poglądach, który sprawi, że premier Donald Tusk nie będzie miał łatwego życia - ocenił kandydat na prezydenta Marek Jakubiak. W rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem poseł ujawnił, że chciałby zmienić konstytucję, odebrać rządowi inicjatywę ustawodawczą i zabronić posłom zasiadania w rządzie, a prezydentowi oddać kontrolę nad MON i MSZ.


Marek Jakubiak, przedsiębiorca i poseł, ogłosił w poniedziałek, że wystartuje w wyborach prezydenckich, które odbędą się w maju 2025 roku. Wcześniej spośród partii mających przedstawicieli w Sejmie kandydata wybrała też Konfederacja, która wystawiła jednego ze swych liderów, Sławomira Mentzena. PiS, KO, PSL, Polska 2050, Nowa Lewica i Razem nie wskazały jak dotąd kandydatów.


Poseł Jakubiak został zapytany przez Jacka Nizinkiewicza, dlaczego zdecydował się na start w wyborach. - Ponieważ jestem politykiem i branie odpowiedzialności za państwo polskie leży w moim zakresie obowiązków – odparł. - Myślę, że to nic dziwnego, iż człowiek, który chce budować dużą organizację partyjną, który chce uprawiać politykę roztropnie i dla dobra wspólnego, kandyduje na prezydenta Rzeczpospolitej, a więc na najwyższe stanowisko w Polsce – dodał. 


W rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem lider Wolnych Republikanów ocenił, że Polska jest „na zakręcie”, wskazał na poważny wzrost cen i zwolnienia grupowe. - Przy tym (są - red.) wiadomości, że jaśnie państwo sobie robią milionowe podwyżki, a my coraz więcej płacimy za nasze życie – zaznaczył. - Myślę, że dzieje się coś złego (...). To nie jest populizm, tylko troska o nasze dobro wspólne – ocenił. - Mam wrażenie, że Polska dzisiaj jest ogarnięta przez ludzi, którzy mają żądzę posiadania pieniędzy. Moja ocena tego rządu jest drastyczna, ponieważ uważam ich za zwykłych partaczy – mówił poseł.


Jak w roli prezydenta Polski Marek Jakubiak chciałby współpracować z rządem Donalda Tuska? - Myślę, że po tych wyborach dojdzie do wcześniejszych wyborów (parlamentarnych - red.) - odparł. - Pierwszym krokiem będzie wygrana prezydencka. Polacy nie pozwolą na domknięcie systemu, nie pozwolą Donaldowi Tuskowi na domknięcie całości władzy w Polsce - prognozował. Marek Jakubiak ocenił, że dla bezpieczeństwa narodu polskiego prezydentem musi być człowiek silny „tak, żeby Donald Tusk nie miał łatwego życia, bowiem kierunek jego działania dla Rzeczypospolitej jest tragiczny dla nas”.


Jaki program Marek Jakubiak chciałby zrealizować jako prezydent? - Naszą idée fixe jest powołanie konstytuanty. Prezydent powinien wziąć za to odpowiedzialność - powiedział podkreślając, że Polska potrzebuje nowej konstytucji. - Jako kandydat na prezydenta muszę powiedzieć, że okrągły stół nadal istnieje; choć mam złe skojarzenia z tym meblem, to jednak dziś byłby on bardzo potrzebny do wybudowania nowej konstytucji - dodał. Według niego, prezydent powinien odpowiadać za Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz za Ministerstwo Obrony Narodowej, a nie być tylko zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. - A premier powinien zajmować się jedynie Polską - przekonywał. Zastrzegł, że prezydent nie ma kompetencji, żeby wprowadzić postulowane przez niego zmiany ustrojowe. - Natomiast może być inicjatorem takich zmian - stwierdził.


Marek Jakubiak mówił, że teraz premier Donald Tusk i ministrowie jego rządu nie przestrzegają konstytucji. - Konstytucja jest zbiorem tez, które wyrywkowo do własnych celów politycznych się wykorzystuje, a nie jest treścią samą w sobie - ocenił. - Powinniśmy wrócić do trójpodziału władzy i prezydent Rzeczpospolitej musi to zainicjować. Odebrałbym ministerstwom inicjatywę ustawodawczą. Tylko prezydent, posłowie i obywatele mieliby taką inicjatywę. Ministerstwa powinny wykonywać to, co władza ustawodawcza uchwala. Poseł może być jedynie posłem albo do widzenia. Minister nie może być posłem, nie mogą być sekretarze czy podsekretarze stanu - mówił.


Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Dr Artur Dziambor, dziekan Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Gdańsku
2024-10-28 13:57:33

– Jeszcze nigdy nie było tak gigantycznego nacisku celebrytów amerykańskich na wybory prezydenckie – powiedział w rozmowie z Michałem Kolanką dr Artur Dziambor, dziekan Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Gdańsku, były parlamentarzysta. Dr Dziambor stwierdził, że w wyborach prezydenckich w USA wezwane zostały wszystkie możliwe posiłki, a do kampanii przyłączają się kolejni celebryci. – Pani Kamala Harris w tym momencie już jest nierozłączna z małżeństwiem Obamów, którzy do dziś są przez Amerykanów uwielbiani, niezależnie od tego czy ma się takie czy inne poglądy – powiedział. – Obamowie są małżeństwem lubianym przez wszystkich. Ja bym to porównał do państwa Kwasniewskich w Polsce. To taka para prezydencka, która jest mimo wszystko pozytywnie postrzegana. Barack Obama de facto występuje za Kamalę Harris, żeby podnieść jej wyniki – dodał. Jego zdaniem jeszcze nigdy nie było tak gigantycznego nacisku na kampanię ze strony celebrytów amerykańskich. – To, co my teraz widzimy, czyli ten podział na celebrytów, którzy popierają Kamalę Harris i celebrytów, którzy popierają Donalda Trumpa, to jest ewenement na skalę świata i na skalę amerykańskiej polityki – podkreslił.  – Każda osoba, która występuje, przyczynia się właśnie do tego, by frekwencja była większa. Myślę, że będzie, ponieważ temperatura sporu jest gigantyczna. Są ludzie, którym zależy, żeby doszło do zmiany i jest masa ludzi, którym zależy na tym, żeby przypadkiem Donald Trump znów prezydentem nie został. Są w stanie zrobić wszystko, żeby się nie udało Trumpowi wrócić do Białego Domu – stwierdził. Odniósł się też do systemu głosowania w USA, w którym prezydenta wybierają elektorzy, nie zaś bezpośrednio wyborcy. Mieszkańcy oddają głosy na elektorów reprezentujących daną partię. Kandydatowi, który uzyskał największe poparcie w danym stanie przypadają wszystkie głosy elektorskie z tego stanu, niezależnie od tego, ile faktycznie zdobył głosów w głosowaniu powszechnym. Oznacza to, że kandydat, który dostał więcej głosów w skali całego kraju (tzw. popular votes), może mieć mniej głosów elektorskich niż jego przeciwnik.  – Donald Trump może wygrać tzw. popular votes, a niekoniecznie może zostać prezydentem USA – powiedział dziekan WSB. – Przypomnę, że w 2016 r. było odwrotnie – Hilary Clinton wygrała popular votes, natomiast nie została prezydentem USA. Tym razem wszystko wskazuje na to, że to Trump wygra popular votes – dodał.   Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

– Jeszcze nigdy nie było tak gigantycznego nacisku celebrytów amerykańskich na wybory prezydenckie – powiedział w rozmowie z Michałem Kolanką dr Artur Dziambor, dziekan Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Gdańsku, były parlamentarzysta.


Dr Dziambor stwierdził, że w wyborach prezydenckich w USA wezwane zostały wszystkie możliwe posiłki, a do kampanii przyłączają się kolejni celebryci. – Pani Kamala Harris w tym momencie już jest nierozłączna z małżeństwiem Obamów, którzy do dziś są przez Amerykanów uwielbiani, niezależnie od tego czy ma się takie czy inne poglądy – powiedział. – Obamowie są małżeństwem lubianym przez wszystkich. Ja bym to porównał do państwa Kwasniewskich w Polsce. To taka para prezydencka, która jest mimo wszystko pozytywnie postrzegana. Barack Obama de facto występuje za Kamalę Harris, żeby podnieść jej wyniki – dodał.


Jego zdaniem jeszcze nigdy nie było tak gigantycznego nacisku na kampanię ze strony celebrytów amerykańskich. – To, co my teraz widzimy, czyli ten podział na celebrytów, którzy popierają Kamalę Harris i celebrytów, którzy popierają Donalda Trumpa, to jest ewenement na skalę świata i na skalę amerykańskiej polityki – podkreslił. 


– Każda osoba, która występuje, przyczynia się właśnie do tego, by frekwencja była większa. Myślę, że będzie, ponieważ temperatura sporu jest gigantyczna. Są ludzie, którym zależy, żeby doszło do zmiany i jest masa ludzi, którym zależy na tym, żeby przypadkiem Donald Trump znów prezydentem nie został. Są w stanie zrobić wszystko, żeby się nie udało Trumpowi wrócić do Białego Domu – stwierdził.


Odniósł się też do systemu głosowania w USA, w którym prezydenta wybierają elektorzy, nie zaś bezpośrednio wyborcy. Mieszkańcy oddają głosy na elektorów reprezentujących daną partię. Kandydatowi, który uzyskał największe poparcie w danym stanie przypadają wszystkie głosy elektorskie z tego stanu, niezależnie od tego, ile faktycznie zdobył głosów w głosowaniu powszechnym. Oznacza to, że kandydat, który dostał więcej głosów w skali całego kraju (tzw. popular votes), może mieć mniej głosów elektorskich niż jego przeciwnik.


 – Donald Trump może wygrać tzw. popular votes, a niekoniecznie może zostać prezydentem USA – powiedział dziekan WSB. – Przypomnę, że w 2016 r. było odwrotnie – Hilary Clinton wygrała popular votes, natomiast nie została prezydentem USA. Tym razem wszystko wskazuje na to, że to Trump wygra popular votes – dodał.  


Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Patryk Jaki, wiceprezes PiS
2024-10-25 15:37:06

Uważam, że Przemysław Czarnek i Karol Nawrocki to są dobrzy kandydaci na prezydenta. Wydaje się jednak, że bardziej sprawdzony jest Przemysław Czarnek, który robi rewelacyjne wyniki w wyborach. Jest też osobą, która w czasie kampanii potrafi zmieniać poglądy ludzi, którzy nie chcą głosować na nasz obóz - powiedział w programie Michała Kolanki europoseł Patryk Jaki. Jak informowaliśmy, w najbliższym czasie może zapaść decyzja o organizacji wewnętrznych prawyborów w ramach PiS. W porannym programie Michała Kolanki wiceprezes PiS, europoseł Patryk Jaki mówił między innymi o tym, kto może wziąć w nich udział. - Jako fan polityki amerykańskiej od dawna forsuję ideę prawyborów – taką też przedstawiłem na ostatnim kierownictwie PiS. Uważam, że skoro nie ma kandydata, który jest oczywisty, to warto sprawdzić różnych kandydatów w prawyborach i zobaczyć jak sobie oni radzą w debatach i kampanii oraz czy cieszą się poparciem własnego elektoratu. Mobilizacja elektoratu ma zawsze fundamentalne znaczenie, szczególnie w II turze - zaznaczył polityk. Patryk Jaki zapytany został między innymi o to, ile osób powinno uczestniczyć w prawyborach w PiS. - Zgłosiłem wolę kandydowania w prawyborach, natomiast nie muszę też tego robić. Jest oczywiście problem jak na tak późnym etapie wyłonić osoby, które miałyby startować w prawyborach. Zapewne musi być to decyzja polityczna i nie może być to za dużo osób - stwierdził. - Należałoby na to raczej spojrzeć jak na politykę amerykańską, gdzie ostatecznie w wyścigu liczy się trzech czy czterech kandydatów. Uważam, że jeżeli u nas będzie decyzja o prawyborach, to powinno być podobnie - dodał.  - Uważam, że Przemysław Czarnek i Karol Nawrocki to są kandydaci, którzy są dobrzy. Wydaje się, że bardziej sprawdzony jest Przemysław Czarnek, który robi rewelacyjne wyniki w wyborach. Jest też osobą, która w czasie kampanii potrafi zmieniać poglądy ludzi, którzy nie chcą głosować na nasz obóz – jest bardzo dobry retorycznie i dobrze wypada w debatach, a to będzie ważne podczas tej kampanii - ocenił Patryk Jaki. - Karol Nawrocki też jest ciekawym kandydatem. Na pewno jest mniej doświadczony, ale miałby czystsze otwarcie. Obie te kandydatury mają swoje zalety. Siebie postawię poza nawias, bo ciężko mówić o sobie - zaznaczył.  Zdaniem Jakiego są trzy elementy, które dają PiS zwycięstwo w II turze wyborów prezydenckich. - Maksymalna mobilizacja naszego elektoratu, przekonanie wyborców Konfederacji i sięgnięcie po 2-3 proc. głosów konserwatywnych, na przykład Trzeciej Drogi. To jest w zasięgu kandydata, który może być określany jako prawicowy - podkreślił wiceprezes Patryk Jaki.  Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Uważam, że Przemysław Czarnek i Karol Nawrocki to są dobrzy kandydaci na prezydenta. Wydaje się jednak, że bardziej sprawdzony jest Przemysław Czarnek, który robi rewelacyjne wyniki w wyborach. Jest też osobą, która w czasie kampanii potrafi zmieniać poglądy ludzi, którzy nie chcą głosować na nasz obóz - powiedział w programie Michała Kolanki europoseł Patryk Jaki.


Jak informowaliśmy, w najbliższym czasie może zapaść decyzja o organizacji wewnętrznych prawyborów w ramach PiS. W porannym programie Michała Kolanki wiceprezes PiS, europoseł Patryk Jaki mówił między innymi o tym, kto może wziąć w nich udział. - Jako fan polityki amerykańskiej od dawna forsuję ideę prawyborów – taką też przedstawiłem na ostatnim kierownictwie PiS. Uważam, że skoro nie ma kandydata, który jest oczywisty, to warto sprawdzić różnych kandydatów w prawyborach i zobaczyć jak sobie oni radzą w debatach i kampanii oraz czy cieszą się poparciem własnego elektoratu. Mobilizacja elektoratu ma zawsze fundamentalne znaczenie, szczególnie w II turze - zaznaczył polityk.


Patryk Jaki zapytany został między innymi o to, ile osób powinno uczestniczyć w prawyborach w PiS. - Zgłosiłem wolę kandydowania w prawyborach, natomiast nie muszę też tego robić. Jest oczywiście problem jak na tak późnym etapie wyłonić osoby, które miałyby startować w prawyborach. Zapewne musi być to decyzja polityczna i nie może być to za dużo osób - stwierdził. - Należałoby na to raczej spojrzeć jak na politykę amerykańską, gdzie ostatecznie w wyścigu liczy się trzech czy czterech kandydatów. Uważam, że jeżeli u nas będzie decyzja o prawyborach, to powinno być podobnie - dodał. 


- Uważam, że Przemysław Czarnek i Karol Nawrocki to są kandydaci, którzy są dobrzy. Wydaje się, że bardziej sprawdzony jest Przemysław Czarnek, który robi rewelacyjne wyniki w wyborach. Jest też osobą, która w czasie kampanii potrafi zmieniać poglądy ludzi, którzy nie chcą głosować na nasz obóz – jest bardzo dobry retorycznie i dobrze wypada w debatach, a to będzie ważne podczas tej kampanii - ocenił Patryk Jaki. - Karol Nawrocki też jest ciekawym kandydatem. Na pewno jest mniej doświadczony, ale miałby czystsze otwarcie. Obie te kandydatury mają swoje zalety. Siebie postawię poza nawias, bo ciężko mówić o sobie - zaznaczył. 


Zdaniem Jakiego są trzy elementy, które dają PiS zwycięstwo w II turze wyborów prezydenckich. - Maksymalna mobilizacja naszego elektoratu, przekonanie wyborców Konfederacji i sięgnięcie po 2-3 proc. głosów konserwatywnych, na przykład Trzeciej Drogi. To jest w zasięgu kandydata, który może być określany jako prawicowy - podkreślił wiceprezes Patryk Jaki. 


Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Krzysztof Brejza, europoseł KO
2024-10-25 07:26:00

Wybory zostały przeprowadzone w sposób nieuczciwy. Doszło do rozbicia pracy sztabu Koalicji Obywatelskiej, czy działań dezorganizacyjnych – mówił w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem Krzysztof Brejza, europoseł Platformy Obywatelskiej. Jak przekonywał europoseł Brejza, wybory w 2023 r. zostały przeprowadzone przez służby specjalne. – W trakcie wyborów parlamentarnych sztab opozycji podlegał permanentnemu podsłuchowi służb pod nadzorem wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego – tłumaczył. – To nie był jednak tylko podsłuch, były jeszcze dwa elementy. Podsyłane były na telefon szefa sztabu fikcyjne, zafałszowane i spreparowane analizy wyborcze dotyczące różnych akcji podejmowanych przez sztab – wyjaśniał.   Zdaniem Brejzy to były działania nie tylko podsłuchowe (europoseł był inwigilowany za pomocą oprogramowania Pegasus), lecz również dezintegracyjne wobec sztabu. – Drugi etap to była potężna nagonka trzymiesięczna zrealizowana przez TVPiS Jacka Kurskiego, który pojawił się zresztą pod koniec kampanii przy Jarosławie Kaczyńskim – wyliczał Brejza. – W dniu wyborczym dziękowano Jackowi Kurskiego za zaangażowanie TVPiS w kampanię wyborczą. Nagonka polegała na dwumiesięcznym oczernianiu mnie jako szefa sztabu i nawoływaniu do rezygnacji. W ten sposób prace sztabu zostały sparaliżowane, ale również były apele do mnie polityków PiS, żeby się wycofał z jednomandatowego okręgu wyborczego do Senatu. Gdybym uległ kłamstwom Pegasusa, byłaby większość PiS w Senacie i Senat nie byłby rządzony przez większość demokratyczną – ocenił (w wyborach z 2019 roku opozycyjny blok senacki zdobył minimalną większość w izbie wyższej parlamentu - red.). Brejza podkreślił, że wybory zostały przeprowadzone w sposób nieuczciwy. – To jest stwierdzenie z dokumentów Rady Europy – zastrzegł. – Mieliśmy do czynienia z europejską Watergate – to jest stwierdzenie Komisji Oświaty Parlamentu Europejskiego. Konsekwencje powinny być natury troistej – bo mamy do czynienia i z konsekwencjami karnymi czyli (konsekwencjami) przekroczenia uprawnień, łamania zabezpieczeń telefonu, kierowania postępowania w stronę osoby niewinnej i tak dalej. Powinny być też konsekwencje natury politycznej – to konsekwencje wobec Jarosława Kaczyńskiego, być może również natury karnej. Tego nie rozstrzygam, to są decyzje niezależnej prokuratury. Pozostają też konsekwencje natury czysto moralnej, ludzkiej. Uczyniono rzecz nikczemną, należy tę sprawę wyświetlić do białej kości, żeby pokazać, jak złymi ludźmi byli, są i mogą być w przyszłości politycy PiS – stwierdził.   Europoseł dodał, że podczas wyborów doszło do rozbicia pracy sztabu, działań dezorganizacyjnych. – Wiemy wszyscy, że pomimo użycia potężnych narzędzi inwigilacyjnych PiS zyskał minimalną większość i Jarosław Kaczyński był bardzo niezadowolony – skomentował. - Kaczyński liczył wtedy na znacznie lepszy wynik, a przede wszystkim opozycja zdobyła wtedy większość w Senacie wbrew wszelkim sondażom – dodał.   Wspomniał też o zaangażowaniu dużych środków publicznych w TVP. – Wszyscy pamiętamy w jaki sposób traktowany był Rafał Trzaskowski, jak rozbijana była praca jego sztabu – mówił Brejza. – Nie chcę mówić, że miało to związek z pracą operacyjną służb, uważam, że te rzeczy należy zbadać. To są zadania prokuratury, ale wybory rzeczywiście były nieuczciwe, bo pieniądze publiczne służyły kandydatowi PiS – dodał.   Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Wybory zostały przeprowadzone w sposób nieuczciwy. Doszło do rozbicia pracy sztabu Koalicji Obywatelskiej, czy działań dezorganizacyjnych – mówił w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem Krzysztof Brejza, europoseł Platformy Obywatelskiej.


Jak przekonywał europoseł Brejza, wybory w 2023 r. zostały przeprowadzone przez służby specjalne. – W trakcie wyborów parlamentarnych sztab opozycji podlegał permanentnemu podsłuchowi służb pod nadzorem wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego – tłumaczył. – To nie był jednak tylko podsłuch, były jeszcze dwa elementy. Podsyłane były na telefon szefa sztabu fikcyjne, zafałszowane i spreparowane analizy wyborcze dotyczące różnych akcji podejmowanych przez sztab – wyjaśniał.  


Zdaniem Brejzy to były działania nie tylko podsłuchowe (europoseł był inwigilowany za pomocą oprogramowania Pegasus), lecz również dezintegracyjne wobec sztabu. – Drugi etap to była potężna nagonka trzymiesięczna zrealizowana przez TVPiS Jacka Kurskiego, który pojawił się zresztą pod koniec kampanii przy Jarosławie Kaczyńskim – wyliczał Brejza. – W dniu wyborczym dziękowano Jackowi Kurskiego za zaangażowanie TVPiS w kampanię wyborczą. Nagonka polegała na dwumiesięcznym oczernianiu mnie jako szefa sztabu i nawoływaniu do rezygnacji. W ten sposób prace sztabu zostały sparaliżowane, ale również były apele do mnie polityków PiS, żeby się wycofał z jednomandatowego okręgu wyborczego do Senatu. Gdybym uległ kłamstwom Pegasusa, byłaby większość PiS w Senacie i Senat nie byłby rządzony przez większość demokratyczną – ocenił (w wyborach z 2019 roku opozycyjny blok senacki zdobył minimalną większość w izbie wyższej parlamentu - red.).


Brejza podkreślił, że wybory zostały przeprowadzone w sposób nieuczciwy. – To jest stwierdzenie z dokumentów Rady Europy – zastrzegł. – Mieliśmy do czynienia z europejską Watergate – to jest stwierdzenie Komisji Oświaty Parlamentu Europejskiego. Konsekwencje powinny być natury troistej – bo mamy do czynienia i z konsekwencjami karnymi czyli (konsekwencjami) przekroczenia uprawnień, łamania zabezpieczeń telefonu, kierowania postępowania w stronę osoby niewinnej i tak dalej. Powinny być też konsekwencje natury politycznej – to konsekwencje wobec Jarosława Kaczyńskiego, być może również natury karnej. Tego nie rozstrzygam, to są decyzje niezależnej prokuratury. Pozostają też konsekwencje natury czysto moralnej, ludzkiej. Uczyniono rzecz nikczemną, należy tę sprawę wyświetlić do białej kości, żeby pokazać, jak złymi ludźmi byli, są i mogą być w przyszłości politycy PiS – stwierdził.  


Europoseł dodał, że podczas wyborów doszło do rozbicia pracy sztabu, działań dezorganizacyjnych. – Wiemy wszyscy, że pomimo użycia potężnych narzędzi inwigilacyjnych PiS zyskał minimalną większość i Jarosław Kaczyński był bardzo niezadowolony – skomentował. - Kaczyński liczył wtedy na znacznie lepszy wynik, a przede wszystkim opozycja zdobyła wtedy większość w Senacie wbrew wszelkim sondażom – dodał.  


Wspomniał też o zaangażowaniu dużych środków publicznych w TVP. – Wszyscy pamiętamy w jaki sposób traktowany był Rafał Trzaskowski, jak rozbijana była praca jego sztabu – mówił Brejza. – Nie chcę mówić, że miało to związek z pracą operacyjną służb, uważam, że te rzeczy należy zbadać. To są zadania prokuratury, ale wybory rzeczywiście były nieuczciwe, bo pieniądze publiczne służyły kandydatowi PiS – dodał.  


Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Prof. Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego
2024-10-23 11:38:39

Wzrost poparcia dla Konfederacji trzeba oceniać w kontekście poparcia dla Trzeciej Drogi. Porównanie obu elektoratów sugeruje, że mamy do czynienia z przepływem wyborców wobec różnych nieoczywistości Trzeciej Drogi, między innymi związanych z poparciem dla zmiany prawa aborcyjnego, dla związków partnerskich - uważa prof. Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Komentowała w ten sposób wyniki ostatnich sondaży. Prof. Marciniak oceniła, że te właśnie kwestie mogą zaważyć na przyszłości koalicji rządzącej. Z przytoczonego przez Joannę Ćwiek-Świdecką sondażu, przygotowanego przez pracownię Opinia24 dla TVN24, wynika, że poparcie dla Koalicji Obywatelskiej wzrosło o 2 punkty procentowe i na tę partię chciałoby zagłosować 33,3 proc. badanych. PiS chciałoby poprzeć 32,4 proc. ankietowanych, co oznacza wzrost o 1,6 punktu procentowego. Konfederacja z poparciem 12,2 proc. znalazła się na trzecim miejscu zestawienia (-0,1 punktu proc.), Lewica uzyskała w badaniu 8,8 proc. poparcia (to spadek o 0,3 punktu proc.). Z kolei Trzecia Droga - koalicja PSL i Polski 2050 – mogłaby liczyć na głosy zaledwie 7,9 proc. badanych, czyli o 2,6 punktu procentowego mniej, niż przed miesiącem. Taki wynik w wyborach do Sejmu oznaczałby, że Trzecia Droga nie przekroczyłaby progu dla koalicji, który wynosi 8 proc. - Trzeba ten wzrost Konfederacji w jakimś stopniu oceniać w kontekście poparcia dla Trzeciej Drogi. To poniżej progu wyborczego, chyba, że partie by się rozłączyły, o czym gdzieś się tam delikatnie mówi – stwierdziła prof. Ewa Marciniak. - Wyborcy szukają alternatywy, ale nie w wymiarze światopoglądowym, tylko raczej w wymiarze wolnorynkowym, idei liberalnych w gospodarce, w związku z tym zaczynają zasilać Konfederację.  Zdaniem prof. Ewy Marciniak „to oznaka pewnych zmian w strukturze poparcia, w geografii politycznej i na polskiej scenie partyjnej„. Pytana o to, czy z Trzeciej Drogi zaczynają odpływać wyborcy PSL czy Polski 2050, politolożka odparła, że ”raczej jedni i drudzy". - Z różnych powodów. Wyborcy PSL dlatego, że twardo stoją na własnym stanowisku dotyczącym związków partnerskich i złagodzenia ustawy o aborcji, wiec tu nie ma żadnego pola do kompromisu. Natomiast wyborcy Trzeciej Drogi, którzy poparli tę partię ze względu na pewne postulaty o charakterze wolnorynkowym (...) szukają reprezentacji swoich interesów w innej partii. To może skutkować tym, że po wyborach prezydenckich zostaną podjęte jakieś decyzje o zmianie struktury Trzeciej Drogi i każda partia pójdzie własną drogą - mówiła prof. Ewa Marciniak.  Prof. Ewa Marciniak uważa, że każdy elektorat oczekuje w wyborach prezydenckich kandydata, który będzie reprezentował interesy wyborców „przypisując prezydentowi rolę ustrojową, której on tak naprawdę nie ma”. - Bardzo mocno akcentuje się możliwość inicjatywy ustawodawczej prezydenta i podejmowania pewnych zmian w sferze ustrojowej i sferze gospodarczej. (...) Wyborcy w mniejszym stopniu widzą w prezydencie głowę państwa, ale osobę, która może reprezentować ich interesy – zauważyła politolożka.  Jej zdaniem wyborcy PiS oczekują, że prezydent następnej kadencji będzie reprezentował interesy środowiska politycznego PiS. (...) Wyborcy rządzącej koalicji oczekują, że będzie strażnikiem konstytucji, natomiast wyborcy Konfederacji chcieliby silnego, charyzmatycznego lidera. - Te oczekiwania są zróżnicowane ze względu na elektorat, ale gdyby zapytać wyborców ogólnie, bez względu na elektoraty, to konstytucja wybija się na pierwsze miejsce – mówiła prof. Ewa Marciniak.  Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Wzrost poparcia dla Konfederacji trzeba oceniać w kontekście poparcia dla Trzeciej Drogi. Porównanie obu elektoratów sugeruje, że mamy do czynienia z przepływem wyborców wobec różnych nieoczywistości Trzeciej Drogi, między innymi związanych z poparciem dla zmiany prawa aborcyjnego, dla związków partnerskich - uważa prof. Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Komentowała w ten sposób wyniki ostatnich sondaży. Prof. Marciniak oceniła, że te właśnie kwestie mogą zaważyć na przyszłości koalicji rządzącej.


Z przytoczonego przez Joannę Ćwiek-Świdecką sondażu, przygotowanego przez pracownię Opinia24 dla TVN24, wynika, że poparcie dla Koalicji Obywatelskiej wzrosło o 2 punkty procentowe i na tę partię chciałoby zagłosować 33,3 proc. badanych. PiS chciałoby poprzeć 32,4 proc. ankietowanych, co oznacza wzrost o 1,6 punktu procentowego. Konfederacja z poparciem 12,2 proc. znalazła się na trzecim miejscu zestawienia (-0,1 punktu proc.), Lewica uzyskała w badaniu 8,8 proc. poparcia (to spadek o 0,3 punktu proc.).


Z kolei Trzecia Droga - koalicja PSL i Polski 2050 – mogłaby liczyć na głosy zaledwie 7,9 proc. badanych, czyli o 2,6 punktu procentowego mniej, niż przed miesiącem. Taki wynik w wyborach do Sejmu oznaczałby, że Trzecia Droga nie przekroczyłaby progu dla koalicji, który wynosi 8 proc.


- Trzeba ten wzrost Konfederacji w jakimś stopniu oceniać w kontekście poparcia dla Trzeciej Drogi. To poniżej progu wyborczego, chyba, że partie by się rozłączyły, o czym gdzieś się tam delikatnie mówi – stwierdziła prof. Ewa Marciniak. - Wyborcy szukają alternatywy, ale nie w wymiarze światopoglądowym, tylko raczej w wymiarze wolnorynkowym, idei liberalnych w gospodarce, w związku z tym zaczynają zasilać Konfederację. 

Zdaniem prof. Ewy Marciniak „to oznaka pewnych zmian w strukturze poparcia, w geografii politycznej i na polskiej scenie partyjnej„. Pytana o to, czy z Trzeciej Drogi zaczynają odpływać wyborcy PSL czy Polski 2050, politolożka odparła, że ”raczej jedni i drudzy". - Z różnych powodów. Wyborcy PSL dlatego, że twardo stoją na własnym stanowisku dotyczącym związków partnerskich i złagodzenia ustawy o aborcji, wiec tu nie ma żadnego pola do kompromisu. Natomiast wyborcy Trzeciej Drogi, którzy poparli tę partię ze względu na pewne postulaty o charakterze wolnorynkowym (...) szukają reprezentacji swoich interesów w innej partii. To może skutkować tym, że po wyborach prezydenckich zostaną podjęte jakieś decyzje o zmianie struktury Trzeciej Drogi i każda partia pójdzie własną drogą - mówiła prof. Ewa Marciniak. 


Prof. Ewa Marciniak uważa, że każdy elektorat oczekuje w wyborach prezydenckich kandydata, który będzie reprezentował interesy wyborców „przypisując prezydentowi rolę ustrojową, której on tak naprawdę nie ma”. - Bardzo mocno akcentuje się możliwość inicjatywy ustawodawczej prezydenta i podejmowania pewnych zmian w sferze ustrojowej i sferze gospodarczej. (...) Wyborcy w mniejszym stopniu widzą w prezydencie głowę państwa, ale osobę, która może reprezentować ich interesy – zauważyła politolożka. 


Jej zdaniem wyborcy PiS oczekują, że prezydent następnej kadencji będzie reprezentował interesy środowiska politycznego PiS. (...) Wyborcy rządzącej koalicji oczekują, że będzie strażnikiem konstytucji, natomiast wyborcy Konfederacji chcieliby silnego, charyzmatycznego lidera. - Te oczekiwania są zróżnicowane ze względu na elektorat, ale gdyby zapytać wyborców ogólnie, bez względu na elektoraty, to konstytucja wybija się na pierwsze miejsce – mówiła prof. Ewa Marciniak. 


Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu
2024-10-22 12:05:43

Rząd Donalda Tuska nie zdaje egzaminu. Widać wyraźnie, że nie ma żadnego programowego ani przywódczego spoiwa poza byciem anty-PiS. Nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło - ocenił w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. Gościem porannego programu Jacka Nizinkiewicza był Krzysztof Bosak, poseł Konfederacji, wicemarszałek Sejmu, prezes Ruchu Narodowego. Polityk zapytany został między innymi o bilans zysków i strat rok po wyborach parlamentarnych. - Wydaje mi się, że jest niewesoły – ocenił.  - Jest ogromny chaos w rządzeniu państwem – ma to wymiar gospodarczy, sektora prywatnego, inwestycji publicznych, perspektyw energetycznych i gospodarki budżetowej, gdzie w przyszły rok wejdziemy z absolutnie wyjątkowym deficytem w wysokości prawie 300 miliardów. To równowartość tego, jak kiedyś zadłużaliśmy się przez dekadę. Mimo że nie trwa jakiś szczególny kryzys, wojna czy pandemia – powiedział Bosak. - Mamy też ogromny kryzys w tych sprawach, w których rząd zapowiadał, że będzie coś poprawiał – na przykład praworządność, sądownictwo, prokuratura, sektor służb mundurowych. To wszystko leży, co pokazała powódź. Dodatkowo powódź obnażyła niezdolność państwa do zarządzania kryzysowego i niezdolność do udzielania pomocy – dodał. - Wbrew zapowiedziom nie mamy też żadnej poprawy pozycji Polski w UE. Opowiadano, że kiedy do władzy dojdzie rzekomo światła i proeuropejska część polskiej sceny politycznej, to pozycja Polski w UE się poprawi. Nic takiego nie nastąpiło. Silne państwa unijne postępują wobec Polski arogancko i narzucają nam swoje interesy dokładnie tak, jak miało to miejsce wcześniej. Nawet wszystkie pieniądze z KPO nie zostały odblokowane, a te, które zostały, to zostały odblokowane na niekorzystnych dla nas zasadach. Dla mnie bilans tego roku to jest jedno wielkie rozczarowanie i z dużym niepokojem należy patrzeć w przyszłość - zaznaczył Krzysztof Bosak. - Rząd Donalda Tuska nie zdaje egzaminu. Widać wyraźnie, że nie ma żadnego programowego ani przywódczego spoiwa poza byciem anty-PiS. Nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło. Tam, gdzie są elementy normalności czy zachowania racji stanu, to są te obszary, gdzie jest jakaś kontynuacja w ramach administracji. Uważam, że ten rząd to jest katastrofa dla Polski i niecierpliwie czekam roku 2027 i wyborów - ocenił Bosak. - W pierwszym roku po wyborach odsłania się swoje plany i strategię rządzenia. Nie da się wszystkiego oczywiście zrealizować, ale zaczyna się pewne rzeczy. Jeżeli popatrzymy, co ten rząd zaczął, jakie plany odsłonił i jaką strategię rządzenia zaprezentował, to jest jedno wielkie nic - podkreślił. - To jest kabaret. Oczywiście, że w rok nie da się zbudować atomu, CPK, uregulować Odry, zmodernizować służb. Ale można zacząć. Ten rząd niczego nie zaczął, a wiele opóźnił, zepsuł i spotęgował chaos wygenerowany przez ostatni rząd - ocenił polityk.  Krzysztof Bosak mówił także o polityce migracyjnej. - Strategia rządu nie ma podstawowych elementów strategii – kwantyfikowanych celów do osiągnięcia, ścieżek dojścia do tych celów, zakreślonych terminów, określenia kamieni milowych i instrumentów, które trzeba stworzyć na poziomie legislacyjnym, budżetowym czy nawet kulturowym. Co to w ogóle ma być? – pytał Bosak.  - Obecnie premier i minister spraw wewnętrznych na stanowisko wiceministra odpowiedzialnego za kwestie migracyjne powołali naukowca, profesora zajmującego się daną tematyką. Tak to jest, że naukowcy lubią czasem pisać różne materiały, to jest część ich pracy. Profesor Duszczyk, który jest wiceministrem, napisał materiał. Natomiast w tym materiale nie ma elementów, które są elementami strategii - powiedział wicemarszałek Sejmu. Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Rząd Donalda Tuska nie zdaje egzaminu. Widać wyraźnie, że nie ma żadnego programowego ani przywódczego spoiwa poza byciem anty-PiS. Nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło - ocenił w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.


Gościem porannego programu Jacka Nizinkiewicza był Krzysztof Bosak, poseł Konfederacji, wicemarszałek Sejmu, prezes Ruchu Narodowego. Polityk zapytany został między innymi o bilans zysków i strat rok po wyborach parlamentarnych. - Wydaje mi się, że jest niewesoły – ocenił. 


- Jest ogromny chaos w rządzeniu państwem – ma to wymiar gospodarczy, sektora prywatnego, inwestycji publicznych, perspektyw energetycznych i gospodarki budżetowej, gdzie w przyszły rok wejdziemy z absolutnie wyjątkowym deficytem w wysokości prawie 300 miliardów. To równowartość tego, jak kiedyś zadłużaliśmy się przez dekadę. Mimo że nie trwa jakiś szczególny kryzys, wojna czy pandemia – powiedział Bosak. - Mamy też ogromny kryzys w tych sprawach, w których rząd zapowiadał, że będzie coś poprawiał – na przykład praworządność, sądownictwo, prokuratura, sektor służb mundurowych. To wszystko leży, co pokazała powódź. Dodatkowo powódź obnażyła niezdolność państwa do zarządzania kryzysowego i niezdolność do udzielania pomocy – dodał. - Wbrew zapowiedziom nie mamy też żadnej poprawy pozycji Polski w UE. Opowiadano, że kiedy do władzy dojdzie rzekomo światła i proeuropejska część polskiej sceny politycznej, to pozycja Polski w UE się poprawi. Nic takiego nie nastąpiło. Silne państwa unijne postępują wobec Polski arogancko i narzucają nam swoje interesy dokładnie tak, jak miało to miejsce wcześniej. Nawet wszystkie pieniądze z KPO nie zostały odblokowane, a te, które zostały, to zostały odblokowane na niekorzystnych dla nas zasadach. Dla mnie bilans tego roku to jest jedno wielkie rozczarowanie i z dużym niepokojem należy patrzeć w przyszłość - zaznaczył Krzysztof Bosak.


- Rząd Donalda Tuska nie zdaje egzaminu. Widać wyraźnie, że nie ma żadnego programowego ani przywódczego spoiwa poza byciem anty-PiS. Nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło. Tam, gdzie są elementy normalności czy zachowania racji stanu, to są te obszary, gdzie jest jakaś kontynuacja w ramach administracji. Uważam, że ten rząd to jest katastrofa dla Polski i niecierpliwie czekam roku 2027 i wyborów - ocenił Bosak. - W pierwszym roku po wyborach odsłania się swoje plany i strategię rządzenia. Nie da się wszystkiego oczywiście zrealizować, ale zaczyna się pewne rzeczy. Jeżeli popatrzymy, co ten rząd zaczął, jakie plany odsłonił i jaką strategię rządzenia zaprezentował, to jest jedno wielkie nic - podkreślił. - To jest kabaret. Oczywiście, że w rok nie da się zbudować atomu, CPK, uregulować Odry, zmodernizować służb. Ale można zacząć. Ten rząd niczego nie zaczął, a wiele opóźnił, zepsuł i spotęgował chaos wygenerowany przez ostatni rząd - ocenił polityk. 


Krzysztof Bosak mówił także o polityce migracyjnej. - Strategia rządu nie ma podstawowych elementów strategii – kwantyfikowanych celów do osiągnięcia, ścieżek dojścia do tych celów, zakreślonych terminów, określenia kamieni milowych i instrumentów, które trzeba stworzyć na poziomie legislacyjnym, budżetowym czy nawet kulturowym. Co to w ogóle ma być? – pytał Bosak. 


- Obecnie premier i minister spraw wewnętrznych na stanowisko wiceministra odpowiedzialnego za kwestie migracyjne powołali naukowca, profesora zajmującego się daną tematyką. Tak to jest, że naukowcy lubią czasem pisać różne materiały, to jest część ich pracy. Profesor Duszczyk, który jest wiceministrem, napisał materiał. Natomiast w tym materiale nie ma elementów, które są elementami strategii - powiedział wicemarszałek Sejmu.




Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie