Tratatata. Szymon Barabach
Nazywam się Szymon Barabach.
I pisuję teksty dla dzieci.
Jestem autorem książek "Rymosmaki czyli co się gdzie je na świecie" (Wyd. Dwie siostry) i "Leksykon strachów domowych" (wyd. Zielona Sowa).
Posłuchaj bajeczek, bajdurzeń, bajek, historyjek i opowiastek, które dla Ciebie mam.
Zapraszam Cię na moją stronę https://www.tratatata.pl
Ważna informacja! Logo podcastu ("facet z trąbą") zaprojektował mój ukochany syn Jeremi. Teraz to wielki chłopak, ale gdy malował logo, miał 7 lub 8 lat.
Kategorie:
Dzieci i rodzina
Dzieci i rodzina
Literki
2023-06-25 09:27:11
Literki Kilka różnych literek Ułożyło się w szereg. Wymyśliły, że razem Będą jednym wyrazem. Lecz każda, bez wyjątku, Chce stanąć na początku. Z zrzędzi, że jest przecież Ostatnie w alfabecie, Więc jemu, bądźmy szczerzy, Coś w końcu się należy. P nie widzi powodu, By Z stawało z przodu, Według Ł będzie ładnie, Gdy ono na przód wpadnie. B wystawia swój brzuszek: Ja pierwsze stanąć muszę! Lecz atakuje już A: Nie! Pierwsze jestem ja! C cichuteńko czyha, I już przed A się wpycha, J jęczy, a S syczy, K kręci się i krzyczy, O otworzyło oczy I do przodu się toczy, T tuż, tuż tupta co tchu, Wciska i wierci się W. I tylko chudziutkie I Stanęło i śpi, i śpi. I tak każda litera Bez przerwy się upiera, Głośno wygłasza zdanie, Że ona z przodu stanie. Lecz litery są w błędzie, Wyrazu z tego nie będzie! Każda z liter na czele Sama znaczy niewiele. Gdy pierwsza bez innych tkwi Jest tylko W, Ł lub I. Kiedy do przodu się pcha, Jest S, J, A albo K! Gdy stanąć samotnie chce, Jest zwykłym O albo C. A razem? Hop! Gotowe! Stają się jednym słowem!
Literki
Kilka różnych literek
Ułożyło się w szereg.
Wymyśliły, że razem
Będą jednym wyrazem.
Lecz każda, bez wyjątku,
Chce stanąć na początku.
Z zrzędzi, że jest przecież
Ostatnie w alfabecie,
Więc jemu, bądźmy szczerzy,
Coś w końcu się należy.
P nie widzi powodu,
By Z stawało z przodu,
Według Ł będzie ładnie,
Gdy ono na przód wpadnie.
B wystawia swój brzuszek:
Ja pierwsze stanąć muszę!
Lecz atakuje już A:
Nie! Pierwsze jestem ja!
C cichuteńko czyha,
I już przed A się wpycha,
J jęczy, a S syczy,
K kręci się i krzyczy,
O otworzyło oczy
I do przodu się toczy,
T tuż, tuż tupta co tchu,
Wciska i wierci się W.
I tylko chudziutkie I
Stanęło i śpi, i śpi.
I tak każda litera
Bez przerwy się upiera,
Głośno wygłasza zdanie,
Że ona z przodu stanie.
Lecz litery są w błędzie,
Wyrazu z tego nie będzie!
Każda z liter na czele
Sama znaczy niewiele.
Gdy pierwsza bez innych tkwi
Jest tylko W, Ł lub I.
Kiedy do przodu się pcha,
Jest S, J, A albo K!
Gdy stanąć samotnie chce,
Jest zwykłym O albo C.
A razem? Hop! Gotowe!
Stają się jednym słowem!
Kilka różnych literek
Ułożyło się w szereg.
Wymyśliły, że razem
Będą jednym wyrazem.
Lecz każda, bez wyjątku,
Chce stanąć na początku.
Z zrzędzi, że jest przecież
Ostatnie w alfabecie,
Więc jemu, bądźmy szczerzy,
Coś w końcu się należy.
P nie widzi powodu,
By Z stawało z przodu,
Według Ł będzie ładnie,
Gdy ono na przód wpadnie.
B wystawia swój brzuszek:
Ja pierwsze stanąć muszę!
Lecz atakuje już A:
Nie! Pierwsze jestem ja!
C cichuteńko czyha,
I już przed A się wpycha,
J jęczy, a S syczy,
K kręci się i krzyczy,
O otworzyło oczy
I do przodu się toczy,
T tuż, tuż tupta co tchu,
Wciska i wierci się W.
I tylko chudziutkie I
Stanęło i śpi, i śpi.
I tak każda litera
Bez przerwy się upiera,
Głośno wygłasza zdanie,
Że ona z przodu stanie.
Lecz litery są w błędzie,
Wyrazu z tego nie będzie!
Każda z liter na czele
Sama znaczy niewiele.
Gdy pierwsza bez innych tkwi
Jest tylko W, Ł lub I.
Kiedy do przodu się pcha,
Jest S, J, A albo K!
Gdy stanąć samotnie chce,
Jest zwykłym O albo C.
A razem? Hop! Gotowe!
Stają się jednym słowem!
Wierszyk na Dzień babci
2023-01-21 11:47:16
Wierszyk na Dzień babci Każdy to wie, drab i szkrab Ci, Powie, że dziś jest Dzień babci! Więc jak uszczęśliwić babcię, Garść pomysłów teraz łapcie! Latem babcię deszczem chlapcie, I motylków kilka zwabcie. Zimą dajcie ciepłe kapcie, Z babcią na śnieg się pogapcie. W złotą jesień liście zgrabcie, Wiosną podglądajcie żabcie. Wieczorami sobie chrapcie, Jak jest problem, głośno sapcie. I za rękę biorąc babcię, Czasem razem gdzieś poczłapcie, Bo najmilsze jest dla babci, Z Wami każde koci-łapci. Pamiętajcie, drogie gapcie, Że cudownie jest mieć babcię!
Wierszyk na Dzień babci
Każdy to wie, drab i szkrab Ci,
Powie, że dziś jest Dzień babci!
Więc jak uszczęśliwić babcię,
Garść pomysłów teraz łapcie!
Latem babcię deszczem chlapcie,
I motylków kilka zwabcie.
Zimą dajcie ciepłe kapcie,
Z babcią na śnieg się pogapcie.
W złotą jesień liście zgrabcie,
Wiosną podglądajcie żabcie.
Wieczorami sobie chrapcie,
Jak jest problem, głośno sapcie.
I za rękę biorąc babcię,
Czasem razem gdzieś poczłapcie,
Bo najmilsze jest dla babci,
Z Wami każde koci-łapci.
Pamiętajcie, drogie gapcie,
Że cudownie jest mieć babcię!
Każdy to wie, drab i szkrab Ci,
Powie, że dziś jest Dzień babci!
Więc jak uszczęśliwić babcię,
Garść pomysłów teraz łapcie!
Latem babcię deszczem chlapcie,
I motylków kilka zwabcie.
Zimą dajcie ciepłe kapcie,
Z babcią na śnieg się pogapcie.
W złotą jesień liście zgrabcie,
Wiosną podglądajcie żabcie.
Wieczorami sobie chrapcie,
Jak jest problem, głośno sapcie.
I za rękę biorąc babcię,
Czasem razem gdzieś poczłapcie,
Bo najmilsze jest dla babci,
Z Wami każde koci-łapci.
Pamiętajcie, drogie gapcie,
Że cudownie jest mieć babcię!
Wyliczanki
2022-12-07 16:04:46
Fifa-rafa, Ecie-pecie, Gra żyrafa, Na klarnecie. Skaczą skoczki, straszą strachy, Gra na tym klarnecie w szachy, Dziś zaprosi Cię do gry, Na klarnecie zagraj Ty! Urabura! Tratatata! Słoń na odkurzaczu lata. W lewo lata, w prawo lata, Dziś odkurzy kawał świata. Lata słoń po wielkim niebie, Raz, dwa, trzy, odkurzy Ciebie! Chodzi sobie żaba w lesie. Wielkie wiadro w łapie niesie. Wiedzieć chcesz co żaba ta, W swoim wielkim wiadrze ma? To ciekawską minę zrób, I do wiadra właź hop – siup! Wuj Kleofas-Anastazy, Namalował trzy obrazy. Na obrazie pierwszym tańczy, Sto niebieskich pomarańczy, Na obrazie drugim skacze, Kura, co po chińsku gdacze. A przy trzecim wuj coś grzebie, Namaluje dzisiaj Ciebie! Pan Antoni ma na dłoni, Stado wybuchowych słoni! Pan Antoni trzyma w nosie, Wielkie latające łosie! Pan Antoni ma w kieszeni, Śpiewający chór jeleni! Ma wełniany beret też, Kto jest pod nim, czy już wiesz?
Fifa-rafa,
Ecie-pecie,
Gra żyrafa,
Na klarnecie.
Skaczą skoczki, straszą strachy,
Gra na tym klarnecie w szachy,
Dziś zaprosi Cię do gry,
Na klarnecie zagraj Ty!
Urabura! Tratatata!
Słoń na odkurzaczu lata.
W lewo lata, w prawo lata,
Dziś odkurzy kawał świata.
Lata słoń po wielkim niebie,
Raz, dwa, trzy, odkurzy Ciebie!
Chodzi sobie żaba w lesie.
Wielkie wiadro w łapie niesie.
Wiedzieć chcesz co żaba ta,
W swoim wielkim wiadrze ma?
To ciekawską minę zrób,
I do wiadra właź hop – siup!
Wuj Kleofas-Anastazy,
Namalował trzy obrazy.
Na obrazie pierwszym tańczy,
Sto niebieskich pomarańczy,
Na obrazie drugim skacze,
Kura, co po chińsku gdacze.
A przy trzecim wuj coś grzebie,
Namaluje dzisiaj Ciebie!
Pan Antoni ma na dłoni,
Stado wybuchowych słoni!
Pan Antoni trzyma w nosie,
Wielkie latające łosie!
Pan Antoni ma w kieszeni,
Śpiewający chór jeleni!
Ma wełniany beret też,
Kto jest pod nim, czy już wiesz?
Ecie-pecie,
Gra żyrafa,
Na klarnecie.
Skaczą skoczki, straszą strachy,
Gra na tym klarnecie w szachy,
Dziś zaprosi Cię do gry,
Na klarnecie zagraj Ty!
Urabura! Tratatata!
Słoń na odkurzaczu lata.
W lewo lata, w prawo lata,
Dziś odkurzy kawał świata.
Lata słoń po wielkim niebie,
Raz, dwa, trzy, odkurzy Ciebie!
Chodzi sobie żaba w lesie.
Wielkie wiadro w łapie niesie.
Wiedzieć chcesz co żaba ta,
W swoim wielkim wiadrze ma?
To ciekawską minę zrób,
I do wiadra właź hop – siup!
Wuj Kleofas-Anastazy,
Namalował trzy obrazy.
Na obrazie pierwszym tańczy,
Sto niebieskich pomarańczy,
Na obrazie drugim skacze,
Kura, co po chińsku gdacze.
A przy trzecim wuj coś grzebie,
Namaluje dzisiaj Ciebie!
Pan Antoni ma na dłoni,
Stado wybuchowych słoni!
Pan Antoni trzyma w nosie,
Wielkie latające łosie!
Pan Antoni ma w kieszeni,
Śpiewający chór jeleni!
Ma wełniany beret też,
Kto jest pod nim, czy już wiesz?
Krowęgorz
2022-11-13 12:09:03
Krowęgorz Wskoczyła krowa do morza, I udaje węgorza. Dziwią się inne krowy: Co jej strzeliło do głowy, Że zamiast hasać wśród pól, Robi w wodzie „bul, bul”? Po łąkach mogłaby brykać, A ona w falach znika. Pod chmurką mogłaby siedzieć, A gania flądry i śledzie, Leżeć na trawie wygodnie, A ona szoruje po dnie. Lecz krowa świetnie się czuje, W głębiny sobie nurkuje, I głośno, jak tylko może, Bulgocze: jestem węgorzem! Jestem węgorzem! Jestem węgorzem! Zdradzę Wam, moi mili, Że właśnie w tej samej chwili, W innym zakątku świata, Pingwin udawał wombata, Żółw skakał wesoło w górę, I wrzeszczał: jestem kangurem, Zaś węgorz, daje Wam słowo, Chwalił się, że jest krową! Bo ponoć są takie kraje, Gdzie każdy kogoś udaje, I to nikogo nie dziwi. I wszyscy są bardzo szczęśliwi.
Krowęgorz
Wskoczyła krowa do morza,
I udaje węgorza.
Dziwią się inne krowy:
Co jej strzeliło do głowy,
Że zamiast hasać wśród pól,
Robi w wodzie „bul, bul”?
Po łąkach mogłaby brykać,
A ona w falach znika.
Pod chmurką mogłaby siedzieć,
A gania flądry i śledzie,
Leżeć na trawie wygodnie,
A ona szoruje po dnie.
Lecz krowa świetnie się czuje,
W głębiny sobie nurkuje,
I głośno, jak tylko może,
Bulgocze: jestem węgorzem! Jestem węgorzem! Jestem węgorzem!
Zdradzę Wam, moi mili,
Że właśnie w tej samej chwili,
W innym zakątku świata,
Pingwin udawał wombata,
Żółw skakał wesoło w górę,
I wrzeszczał: jestem kangurem,
Zaś węgorz, daje Wam słowo,
Chwalił się, że jest krową!
Bo ponoć są takie kraje,
Gdzie każdy kogoś udaje,
I to nikogo nie dziwi.
I wszyscy są bardzo szczęśliwi.
Wskoczyła krowa do morza,
I udaje węgorza.
Dziwią się inne krowy:
Co jej strzeliło do głowy,
Że zamiast hasać wśród pól,
Robi w wodzie „bul, bul”?
Po łąkach mogłaby brykać,
A ona w falach znika.
Pod chmurką mogłaby siedzieć,
A gania flądry i śledzie,
Leżeć na trawie wygodnie,
A ona szoruje po dnie.
Lecz krowa świetnie się czuje,
W głębiny sobie nurkuje,
I głośno, jak tylko może,
Bulgocze: jestem węgorzem! Jestem węgorzem! Jestem węgorzem!
Zdradzę Wam, moi mili,
Że właśnie w tej samej chwili,
W innym zakątku świata,
Pingwin udawał wombata,
Żółw skakał wesoło w górę,
I wrzeszczał: jestem kangurem,
Zaś węgorz, daje Wam słowo,
Chwalił się, że jest krową!
Bo ponoć są takie kraje,
Gdzie każdy kogoś udaje,
I to nikogo nie dziwi.
I wszyscy są bardzo szczęśliwi.
Mucha w uchu
2022-08-31 10:42:23
Mucha w uchu Wpadła mucha do ucha. Wpadła, usiadła i słucha. Lecz oprócz najcichszej ciszy, Nic mucha w uchu nie słyszy. Żadnych, żadniutkich dźwięków: Bzyczeń, szelestów, jęków, Ćwierkań, szmerów, stukotów, Pisków, świstów i grzmotów, Brzęczeń, trąbienia, zgrzytów, Huków, szczebiotów, skowytów, Treli, brzdąkania czy nut, Żadnych, nawet ciut, ciut. Nikt ani nic do ucha, Nie krzyczy, nie śpiewa, nie chucha. Przez wiele bezdźwięcznych dni, Cicho, cichutko, ciiiiiiii… Tydzień, miesiąc, rok minął, Aż słuch po musze zaginął, A mucha wciąż siedzi bez ruchu, I ucha nadstawia w uchu.
Mucha w uchu
Wpadła mucha do ucha.
Wpadła, usiadła i słucha.
Lecz oprócz najcichszej ciszy,
Nic mucha w uchu nie słyszy.
Żadnych, żadniutkich dźwięków:
Bzyczeń, szelestów, jęków,
Ćwierkań, szmerów, stukotów,
Pisków, świstów i grzmotów,
Brzęczeń, trąbienia, zgrzytów,
Huków, szczebiotów, skowytów,
Treli, brzdąkania czy nut,
Żadnych, nawet ciut, ciut.
Nikt ani nic do ucha,
Nie krzyczy, nie śpiewa, nie chucha.
Przez wiele bezdźwięcznych dni,
Cicho, cichutko, ciiiiiiii…
Tydzień, miesiąc, rok minął,
Aż słuch po musze zaginął,
A mucha wciąż siedzi bez ruchu,
I ucha nadstawia w uchu.
Wpadła mucha do ucha.
Wpadła, usiadła i słucha.
Lecz oprócz najcichszej ciszy,
Nic mucha w uchu nie słyszy.
Żadnych, żadniutkich dźwięków:
Bzyczeń, szelestów, jęków,
Ćwierkań, szmerów, stukotów,
Pisków, świstów i grzmotów,
Brzęczeń, trąbienia, zgrzytów,
Huków, szczebiotów, skowytów,
Treli, brzdąkania czy nut,
Żadnych, nawet ciut, ciut.
Nikt ani nic do ucha,
Nie krzyczy, nie śpiewa, nie chucha.
Przez wiele bezdźwięcznych dni,
Cicho, cichutko, ciiiiiiii…
Tydzień, miesiąc, rok minął,
Aż słuch po musze zaginął,
A mucha wciąż siedzi bez ruchu,
I ucha nadstawia w uchu.
Głodny dziadek
2022-08-17 17:31:05
Głodny dziadek Pod Wrocławiem rzecz się stała, Absolutnie niebywała! Wczoraj strasznie głodny dziadek, Pożarł babcię na obiadek, Popił ją kompotem z gruszek, I go teraz boli brzuszek. Właśnie te z kompotu gruszki, Łaskotały babcię w nóżki, A dokładnie w pięć paluszków, Więc kopała babcia w brzuszku. Kiedy babcia go kopała, Dziadek wrzeszczał: Ała! Ała! Bo gdy ktoś Cię w brzuszek kopnie, Może boleć to okropnie. Dzisiaj najedzony dziadek, Ma dla wszystkich taką radę: Gdy już babcię zjesz, to potem, Nie popijaj jej kompotem!
Głodny dziadek
Pod Wrocławiem rzecz się stała,
Absolutnie niebywała!
Wczoraj strasznie głodny dziadek,
Pożarł babcię na obiadek,
Popił ją kompotem z gruszek,
I go teraz boli brzuszek.
Właśnie te z kompotu gruszki,
Łaskotały babcię w nóżki,
A dokładnie w pięć paluszków,
Więc kopała babcia w brzuszku.
Kiedy babcia go kopała,
Dziadek wrzeszczał: Ała! Ała!
Bo gdy ktoś Cię w brzuszek kopnie,
Może boleć to okropnie.
Dzisiaj najedzony dziadek,
Ma dla wszystkich taką radę:
Gdy już babcię zjesz, to potem,
Nie popijaj jej kompotem!
Pod Wrocławiem rzecz się stała,
Absolutnie niebywała!
Wczoraj strasznie głodny dziadek,
Pożarł babcię na obiadek,
Popił ją kompotem z gruszek,
I go teraz boli brzuszek.
Właśnie te z kompotu gruszki,
Łaskotały babcię w nóżki,
A dokładnie w pięć paluszków,
Więc kopała babcia w brzuszku.
Kiedy babcia go kopała,
Dziadek wrzeszczał: Ała! Ała!
Bo gdy ktoś Cię w brzuszek kopnie,
Może boleć to okropnie.
Dzisiaj najedzony dziadek,
Ma dla wszystkich taką radę:
Gdy już babcię zjesz, to potem,
Nie popijaj jej kompotem!
Bałwany
2021-12-18 18:46:12
Bałwany Trzy bałwany pokłóciły się nad ranem, Który z nich największym jest bałwanem. Mnie – rzekł głośno pierwszy bałwan do kolegów - Ulepiono z najczystszego śniegu, Więc mój wygląd jest po prosty doskonały, Z naszej trójki tylko ja tu jestem biały! Cały biały? – pyta drugi – To w ogóle, Jest nieważne! Mnie zlepiono z czterech kulek! Nie dosięgasz bracie nawet mi do głowy, Jesteś tylko zwykły bałwany trzykulkowy! A mnie za to - mówi głośno bałwan trzeci - Ulepiło bardzo dużo grzecznych dzieci. A że w górze się unosi Twoja głowa? Popatrz na nią! Jest zupełnie kwadratowa! Na to krzyczy pierwszy bałwan: - Ech, mój miły! I co z tego, że cię dzieci ulepiły. Były grzeczne? To zaleta niby jaka, Kiedy nos masz nie z marchewki, a z buraka!? Tak bałwany przechwalały się na zmianę, Który z nich największym jest bałwanem. I krzyczałyby bez końca tak do siebie, Gdyby słonko nie zjawiło się na niebie, Grzejąc mocno unosiło się ku górze, I zmieniło trzy bałwany w trzy kałuże. Bo gdy tylko ciepłe słonko mocno świeci, Nawet wielki bałwan zawsze się rozleci.
Bałwany
Trzy bałwany pokłóciły się nad ranem,
Który z nich największym jest bałwanem.
Mnie – rzekł głośno pierwszy bałwan do kolegów -
Ulepiono z najczystszego śniegu,
Więc mój wygląd jest po prosty doskonały,
Z naszej trójki tylko ja tu jestem biały!
Cały biały? – pyta drugi – To w ogóle,
Jest nieważne! Mnie zlepiono z czterech kulek!
Nie dosięgasz bracie nawet mi do głowy,
Jesteś tylko zwykły bałwany trzykulkowy!
A mnie za to - mówi głośno bałwan trzeci -
Ulepiło bardzo dużo grzecznych dzieci.
A że w górze się unosi Twoja głowa?
Popatrz na nią! Jest zupełnie kwadratowa!
Na to krzyczy pierwszy bałwan: - Ech, mój miły!
I co z tego, że cię dzieci ulepiły.
Były grzeczne? To zaleta niby jaka,
Kiedy nos masz nie z marchewki, a z buraka!?
Tak bałwany przechwalały się na zmianę,
Który z nich największym jest bałwanem.
I krzyczałyby bez końca tak do siebie,
Gdyby słonko nie zjawiło się na niebie,
Grzejąc mocno unosiło się ku górze,
I zmieniło trzy bałwany w trzy kałuże.
Bo gdy tylko ciepłe słonko mocno świeci,
Nawet wielki bałwan zawsze się rozleci.
Trzy bałwany pokłóciły się nad ranem,
Który z nich największym jest bałwanem.
Mnie – rzekł głośno pierwszy bałwan do kolegów -
Ulepiono z najczystszego śniegu,
Więc mój wygląd jest po prosty doskonały,
Z naszej trójki tylko ja tu jestem biały!
Cały biały? – pyta drugi – To w ogóle,
Jest nieważne! Mnie zlepiono z czterech kulek!
Nie dosięgasz bracie nawet mi do głowy,
Jesteś tylko zwykły bałwany trzykulkowy!
A mnie za to - mówi głośno bałwan trzeci -
Ulepiło bardzo dużo grzecznych dzieci.
A że w górze się unosi Twoja głowa?
Popatrz na nią! Jest zupełnie kwadratowa!
Na to krzyczy pierwszy bałwan: - Ech, mój miły!
I co z tego, że cię dzieci ulepiły.
Były grzeczne? To zaleta niby jaka,
Kiedy nos masz nie z marchewki, a z buraka!?
Tak bałwany przechwalały się na zmianę,
Który z nich największym jest bałwanem.
I krzyczałyby bez końca tak do siebie,
Gdyby słonko nie zjawiło się na niebie,
Grzejąc mocno unosiło się ku górze,
I zmieniło trzy bałwany w trzy kałuże.
Bo gdy tylko ciepłe słonko mocno świeci,
Nawet wielki bałwan zawsze się rozleci.
Wierszyk o niczym
2021-12-11 16:48:52
Wierszyk o niczym Dziś Was, Kochani, zaskoczę, I będę szczery, najszczerszy: Doprawdy, nie wiem o czym, Ułożyć dla Was wierszyk. I choć tematów, jak słyszę, Jest tyle, że nikt nie zliczy, Ja dzisiaj chyba napiszę, Wierszyk po prostu… o niczym. A jak się tak zastanowię, To przecież świetny jest temat, By zacząć układać w głowie, Wierszyk, którego nie ma. Moment, z tego wynika, Tak mi się wydawało, Że miało nie być wierszyka, A jest go już całkiem niemało. Lecz sami dobrze to wiecie, Że choć brzmią tu rymy, aż miło, Wierszyk o niczym jest przecież, Więc jakby go w sumie nie było. Zaraz, co ja wyprawiam? Miało nie być wierszyka, A słowo znowu się zjawia, I wierszyk ciągle nie znika! O teraz kolejne słowa! Pchają się tutaj radośnie, Nowa linijka gotowa, I wierszyk rośnie i rośnie! O proszę! I znowu zdanie! A w nim literek bez liku. Zaraz coś złego się stanie! Kończ się już wreszcie, wierszyku! Złość mnie zaczyna brać dzika, I opadają mi ręce, Wierszyk o niczym miał znikać, A jest go więcej i więcej! Stop! Słowa kończcie już brykać! Znad klawiatury dłonie, Zabieram. Koniec wierszyka! Koniec wierszyka!! Koniec!!! Ech, ile się biedny człowiek, Namęczy, nawścieka, naćwiczy, Żeby nie mając nic w głowie, Tak opowiadać o niczym…
Wierszyk o niczym
Dziś Was, Kochani, zaskoczę,
I będę szczery, najszczerszy:
Doprawdy, nie wiem o czym,
Ułożyć dla Was wierszyk.
I choć tematów, jak słyszę,
Jest tyle, że nikt nie zliczy,
Ja dzisiaj chyba napiszę,
Wierszyk po prostu… o niczym.
A jak się tak zastanowię,
To przecież świetny jest temat,
By zacząć układać w głowie,
Wierszyk, którego nie ma.
Moment, z tego wynika,
Tak mi się wydawało,
Że miało nie być wierszyka,
A jest go już całkiem niemało.
Lecz sami dobrze to wiecie,
Że choć brzmią tu rymy, aż miło,
Wierszyk o niczym jest przecież,
Więc jakby go w sumie nie było.
Zaraz, co ja wyprawiam?
Miało nie być wierszyka,
A słowo znowu się zjawia,
I wierszyk ciągle nie znika!
O teraz kolejne słowa!
Pchają się tutaj radośnie,
Nowa linijka gotowa,
I wierszyk rośnie i rośnie!
O proszę! I znowu zdanie!
A w nim literek bez liku.
Zaraz coś złego się stanie!
Kończ się już wreszcie, wierszyku!
Złość mnie zaczyna brać dzika,
I opadają mi ręce,
Wierszyk o niczym miał znikać,
A jest go więcej i więcej!
Stop! Słowa kończcie już brykać!
Znad klawiatury dłonie,
Zabieram. Koniec wierszyka!
Koniec wierszyka!! Koniec!!!
Ech, ile się biedny człowiek,
Namęczy, nawścieka, naćwiczy,
Żeby nie mając nic w głowie,
Tak opowiadać o niczym…
Dziś Was, Kochani, zaskoczę,
I będę szczery, najszczerszy:
Doprawdy, nie wiem o czym,
Ułożyć dla Was wierszyk.
I choć tematów, jak słyszę,
Jest tyle, że nikt nie zliczy,
Ja dzisiaj chyba napiszę,
Wierszyk po prostu… o niczym.
A jak się tak zastanowię,
To przecież świetny jest temat,
By zacząć układać w głowie,
Wierszyk, którego nie ma.
Moment, z tego wynika,
Tak mi się wydawało,
Że miało nie być wierszyka,
A jest go już całkiem niemało.
Lecz sami dobrze to wiecie,
Że choć brzmią tu rymy, aż miło,
Wierszyk o niczym jest przecież,
Więc jakby go w sumie nie było.
Zaraz, co ja wyprawiam?
Miało nie być wierszyka,
A słowo znowu się zjawia,
I wierszyk ciągle nie znika!
O teraz kolejne słowa!
Pchają się tutaj radośnie,
Nowa linijka gotowa,
I wierszyk rośnie i rośnie!
O proszę! I znowu zdanie!
A w nim literek bez liku.
Zaraz coś złego się stanie!
Kończ się już wreszcie, wierszyku!
Złość mnie zaczyna brać dzika,
I opadają mi ręce,
Wierszyk o niczym miał znikać,
A jest go więcej i więcej!
Stop! Słowa kończcie już brykać!
Znad klawiatury dłonie,
Zabieram. Koniec wierszyka!
Koniec wierszyka!! Koniec!!!
Ech, ile się biedny człowiek,
Namęczy, nawścieka, naćwiczy,
Żeby nie mając nic w głowie,
Tak opowiadać o niczym…
Dlaczego Mikołaj ma brodę?
2021-12-04 14:44:44
Dlaczego Mikołaj ma brodę? Rodzice, malutkie dzieci, Ciotki już całkiem niemłode, Pytają na całym świecie: Dlaczego Mikołaj ma brodę? A gdy się tak zastanowię, Mogę nawet Wam przysiąc, Że tych powodów mam w głowie, Mnóstwo, może i z tysiąc! Pierwszy powód jest taki, Że późną nocą, gdy święty Mikołaj odwiedza dzieciaki, W brodzie chowa prezenty. Gdy wszystkim zimno doskwiera, On nie marznie na chłodzie I swetra nie musi sweter ubierać - Chowa się w ciepłej brodzie! A jak do okna się wspina, Bo ktoś mieszka w domu, na górze, Zamiast używać drabiny, Po brodzie mknie jak po sznurze. Gdy rozda już wszystkie prezenty, Teraz Was pewnie zaskoczę, Tańczy i uśmiechnięty, Plecie na brodzie warkocze. Potem je bierze do ręki, Rozciąga jak tylko da się, Śpiewa bluesowe piosenki, I gra niczym na kontrabasie. Lecz najważniejszy z powodów, Przynajmniej tak mi się zdaje, To taki, że nosi brodę, Bo przecież jest Mikołajem. To koniec tej opowiastki. Gwiazdek błyszczy już zgraja. Więc zerkam w niebo, na gwiazdki, I czekam na Mikołaja…
Dlaczego Mikołaj ma brodę?
Rodzice, malutkie dzieci,
Ciotki już całkiem niemłode,
Pytają na całym świecie:
Dlaczego Mikołaj ma brodę?
A gdy się tak zastanowię,
Mogę nawet Wam przysiąc,
Że tych powodów mam w głowie,
Mnóstwo, może i z tysiąc!
Pierwszy powód jest taki,
Że późną nocą, gdy święty
Mikołaj odwiedza dzieciaki,
W brodzie chowa prezenty.
Gdy wszystkim zimno doskwiera,
On nie marznie na chłodzie
I swetra nie musi sweter ubierać -
Chowa się w ciepłej brodzie!
A jak do okna się wspina,
Bo ktoś mieszka w domu, na górze,
Zamiast używać drabiny,
Po brodzie mknie jak po sznurze.
Gdy rozda już wszystkie prezenty,
Teraz Was pewnie zaskoczę,
Tańczy i uśmiechnięty,
Plecie na brodzie warkocze.
Potem je bierze do ręki,
Rozciąga jak tylko da się,
Śpiewa bluesowe piosenki,
I gra niczym na kontrabasie.
Lecz najważniejszy z powodów,
Przynajmniej tak mi się zdaje,
To taki, że nosi brodę,
Bo przecież jest Mikołajem.
To koniec tej opowiastki.
Gwiazdek błyszczy już zgraja.
Więc zerkam w niebo, na gwiazdki,
I czekam na Mikołaja…
Rodzice, malutkie dzieci,
Ciotki już całkiem niemłode,
Pytają na całym świecie:
Dlaczego Mikołaj ma brodę?
A gdy się tak zastanowię,
Mogę nawet Wam przysiąc,
Że tych powodów mam w głowie,
Mnóstwo, może i z tysiąc!
Pierwszy powód jest taki,
Że późną nocą, gdy święty
Mikołaj odwiedza dzieciaki,
W brodzie chowa prezenty.
Gdy wszystkim zimno doskwiera,
On nie marznie na chłodzie
I swetra nie musi sweter ubierać -
Chowa się w ciepłej brodzie!
A jak do okna się wspina,
Bo ktoś mieszka w domu, na górze,
Zamiast używać drabiny,
Po brodzie mknie jak po sznurze.
Gdy rozda już wszystkie prezenty,
Teraz Was pewnie zaskoczę,
Tańczy i uśmiechnięty,
Plecie na brodzie warkocze.
Potem je bierze do ręki,
Rozciąga jak tylko da się,
Śpiewa bluesowe piosenki,
I gra niczym na kontrabasie.
Lecz najważniejszy z powodów,
Przynajmniej tak mi się zdaje,
To taki, że nosi brodę,
Bo przecież jest Mikołajem.
To koniec tej opowiastki.
Gwiazdek błyszczy już zgraja.
Więc zerkam w niebo, na gwiazdki,
I czekam na Mikołaja…
Jerzy Marudny
2021-11-27 18:52:46
Jerzy Marudny Za oknem poranek był cudny, Gdy zbudził się Jerzy Marudny. Nazwisko Marudny w spadku, Dostał po tacie i dziadku, A oni, choć nikt w to nie wierzy, Też mieli na imię Jerzy. I Jerzy, jak tylko się zbudził, Od razu okropnie marudził. I nawet się nie wyczłapał, Z pościeli, a już tak sapał: Uff, mówiąc najbardziej szczerze, Nie wiem, dlaczego tu leżę. Lecz jaką poczuję zmianę, Jeżeli już z łóżka wstanę? Załóżmy, że nawet od biedy, Ubiorę się. No to co wtedy? Założę skarpety i spodnie, I mi nie będzie wygodnie, A już fatalnie w ogóle, Gdy jeszcze narzucę koszulę. Teraz za oknem jest ładnie, Ale na pewno deszcz spadnie, Więc po co się przebrać i jeszcze, Głowę zaprzątać deszczem. Deszcz, niewygodne ubranie, Co potem gorszego się stanie? Pośliznę się na podłodze, Nabiję guza na nodze, Grzywkę przygniotę drzwiami, Wywrócę regał z książkami, Wyleję gorącą zupę, Na nosie zawiążę supeł, Lampa mi zleci na głowę, I wielkie nieszczęście gotowe! I tak marudził bez końca. Za oknem już zaszło słońce, I z łóżka nie wstając Jerzy. Zasnął. I ciągle leży.
Jerzy Marudny
Za oknem poranek był cudny,
Gdy zbudził się Jerzy Marudny.
Nazwisko Marudny w spadku,
Dostał po tacie i dziadku,
A oni, choć nikt w to nie wierzy,
Też mieli na imię Jerzy.
I Jerzy, jak tylko się zbudził,
Od razu okropnie marudził.
I nawet się nie wyczłapał,
Z pościeli, a już tak sapał:
Uff, mówiąc najbardziej szczerze,
Nie wiem, dlaczego tu leżę.
Lecz jaką poczuję zmianę,
Jeżeli już z łóżka wstanę?
Załóżmy, że nawet od biedy,
Ubiorę się. No to co wtedy?
Założę skarpety i spodnie,
I mi nie będzie wygodnie,
A już fatalnie w ogóle,
Gdy jeszcze narzucę koszulę.
Teraz za oknem jest ładnie,
Ale na pewno deszcz spadnie,
Więc po co się przebrać i jeszcze,
Głowę zaprzątać deszczem.
Deszcz, niewygodne ubranie,
Co potem gorszego się stanie?
Pośliznę się na podłodze,
Nabiję guza na nodze,
Grzywkę przygniotę drzwiami,
Wywrócę regał z książkami,
Wyleję gorącą zupę,
Na nosie zawiążę supeł,
Lampa mi zleci na głowę,
I wielkie nieszczęście gotowe!
I tak marudził bez końca.
Za oknem już zaszło słońce,
I z łóżka nie wstając Jerzy.
Zasnął. I ciągle leży.
Za oknem poranek był cudny,
Gdy zbudził się Jerzy Marudny.
Nazwisko Marudny w spadku,
Dostał po tacie i dziadku,
A oni, choć nikt w to nie wierzy,
Też mieli na imię Jerzy.
I Jerzy, jak tylko się zbudził,
Od razu okropnie marudził.
I nawet się nie wyczłapał,
Z pościeli, a już tak sapał:
Uff, mówiąc najbardziej szczerze,
Nie wiem, dlaczego tu leżę.
Lecz jaką poczuję zmianę,
Jeżeli już z łóżka wstanę?
Załóżmy, że nawet od biedy,
Ubiorę się. No to co wtedy?
Założę skarpety i spodnie,
I mi nie będzie wygodnie,
A już fatalnie w ogóle,
Gdy jeszcze narzucę koszulę.
Teraz za oknem jest ładnie,
Ale na pewno deszcz spadnie,
Więc po co się przebrać i jeszcze,
Głowę zaprzątać deszczem.
Deszcz, niewygodne ubranie,
Co potem gorszego się stanie?
Pośliznę się na podłodze,
Nabiję guza na nodze,
Grzywkę przygniotę drzwiami,
Wywrócę regał z książkami,
Wyleję gorącą zupę,
Na nosie zawiążę supeł,
Lampa mi zleci na głowę,
I wielkie nieszczęście gotowe!
I tak marudził bez końca.
Za oknem już zaszło słońce,
I z łóżka nie wstając Jerzy.
Zasnął. I ciągle leży.