Tratatata. Szymon Barabach
Nazywam się Szymon Barabach.
I pisuję teksty dla dzieci.
Jestem autorem książek "Rymosmaki czyli co się gdzie je na świecie" (Wyd. Dwie siostry) i "Leksykon strachów domowych" (wyd. Zielona Sowa).
Posłuchaj bajeczek, bajdurzeń, bajek, historyjek i opowiastek, które dla Ciebie mam.
Zapraszam Cię na moją stronę https://www.tratatata.pl
Ważna informacja! Logo podcastu ("facet z trąbą") zaprojektował mój ukochany syn Jeremi. Teraz to wielki chłopak, ale gdy malował logo, miał 7 lub 8 lat.
Kategorie:
Dzieci i rodzina
Dzieci i rodzina
Jesienna pszczoła
2021-11-20 19:02:13
Jesienna pszczoła Zuzanna, pasiasta pszczoła, Jesienią jest w złym humorze, Bo więdną kwiatki, nie pachną zioła, I coraz chłodniej na dworze. Spotkała na łące Eryka, Pasikonika, który, Bez przerwy fikołki fika i bryka, I podskakuje do góry. I pyta: Drogi Eryku, Czy mi powiedzieć możesz, Czy możesz zdradzić, w czego wyniku, Jesteś wciąż w świetnym humorze? Eryk uśmiechnął się tylko na to, Do pszczoły Zuzanny woła: Jesień czy wiosna, zima czy lato, Rozejrzyj się dookoła! Sowa na sośnie! Tam kasztan rośnie, Wiewiórki gonią po drzewach, Kaczka nad rzeką kwacze radośnie, A czasem kos jeszcze śpiewa. Teraz jest jesień, więc, oczywiście, Tak już po prostu się dzieje, Że z drzew na trawnik zlatują liście, Gdy wiatr trochę mocniej zawieje. I takich liści leżą tysiące, To denerwować może, Lecz popatrz, pszczoło, jak błyszczą w słońcu, I są w niezwykłym kolorze. A nawet potem, gdy przyjdzie zima, I lód na jeziorach nie pęknie, Bo mróz na dworze wciąż będzie trzymał, To zrobi się jeszcze piękniej. Wszędzie dokoła cudownie biało, Gdy śnieg z góry, z chmury nam spadnie, A nawet gdyby nie napadało… To przecież też bardzo ładnie. Zuzanna słucha pasikonika, Myśląc: „No, niezła szkoła…”. I w jednej chwili zły humor znika, A pszczoła się staje wesoła! I życia nagle dostrzega blaski, Słoneczko mocno ją grzeje, I mówi sobie: mam śliczne paski! I śmieje się, śmieje i śmieje…
Jesienna pszczoła
Zuzanna, pasiasta pszczoła,
Jesienią jest w złym humorze,
Bo więdną kwiatki, nie pachną zioła,
I coraz chłodniej na dworze.
Spotkała na łące Eryka,
Pasikonika, który,
Bez przerwy fikołki fika i bryka,
I podskakuje do góry.
I pyta: Drogi Eryku,
Czy mi powiedzieć możesz,
Czy możesz zdradzić, w czego wyniku,
Jesteś wciąż w świetnym humorze?
Eryk uśmiechnął się tylko na to,
Do pszczoły Zuzanny woła:
Jesień czy wiosna, zima czy lato,
Rozejrzyj się dookoła!
Sowa na sośnie! Tam kasztan rośnie,
Wiewiórki gonią po drzewach,
Kaczka nad rzeką kwacze radośnie,
A czasem kos jeszcze śpiewa.
Teraz jest jesień, więc, oczywiście,
Tak już po prostu się dzieje,
Że z drzew na trawnik zlatują liście,
Gdy wiatr trochę mocniej zawieje.
I takich liści leżą tysiące,
To denerwować może,
Lecz popatrz, pszczoło, jak błyszczą w słońcu,
I są w niezwykłym kolorze.
A nawet potem, gdy przyjdzie zima,
I lód na jeziorach nie pęknie,
Bo mróz na dworze wciąż będzie trzymał,
To zrobi się jeszcze piękniej.
Wszędzie dokoła cudownie biało,
Gdy śnieg z góry, z chmury nam spadnie,
A nawet gdyby nie napadało…
To przecież też bardzo ładnie.
Zuzanna słucha pasikonika,
Myśląc: „No, niezła szkoła…”.
I w jednej chwili zły humor znika,
A pszczoła się staje wesoła!
I życia nagle dostrzega blaski,
Słoneczko mocno ją grzeje,
I mówi sobie: mam śliczne paski!
I śmieje się, śmieje i śmieje…
Zuzanna, pasiasta pszczoła,
Jesienią jest w złym humorze,
Bo więdną kwiatki, nie pachną zioła,
I coraz chłodniej na dworze.
Spotkała na łące Eryka,
Pasikonika, który,
Bez przerwy fikołki fika i bryka,
I podskakuje do góry.
I pyta: Drogi Eryku,
Czy mi powiedzieć możesz,
Czy możesz zdradzić, w czego wyniku,
Jesteś wciąż w świetnym humorze?
Eryk uśmiechnął się tylko na to,
Do pszczoły Zuzanny woła:
Jesień czy wiosna, zima czy lato,
Rozejrzyj się dookoła!
Sowa na sośnie! Tam kasztan rośnie,
Wiewiórki gonią po drzewach,
Kaczka nad rzeką kwacze radośnie,
A czasem kos jeszcze śpiewa.
Teraz jest jesień, więc, oczywiście,
Tak już po prostu się dzieje,
Że z drzew na trawnik zlatują liście,
Gdy wiatr trochę mocniej zawieje.
I takich liści leżą tysiące,
To denerwować może,
Lecz popatrz, pszczoło, jak błyszczą w słońcu,
I są w niezwykłym kolorze.
A nawet potem, gdy przyjdzie zima,
I lód na jeziorach nie pęknie,
Bo mróz na dworze wciąż będzie trzymał,
To zrobi się jeszcze piękniej.
Wszędzie dokoła cudownie biało,
Gdy śnieg z góry, z chmury nam spadnie,
A nawet gdyby nie napadało…
To przecież też bardzo ładnie.
Zuzanna słucha pasikonika,
Myśląc: „No, niezła szkoła…”.
I w jednej chwili zły humor znika,
A pszczoła się staje wesoła!
I życia nagle dostrzega blaski,
Słoneczko mocno ją grzeje,
I mówi sobie: mam śliczne paski!
I śmieje się, śmieje i śmieje…
Ślimak Julian
2021-11-13 15:26:21
Ślimak Julian Ślimak Julian ma kuzyna, Co się przeniósł do Szczecina. I tam w poniedziałek z rana, List napisał do Juliana: Mój kuzynie, jeśli da się, Odwiedź mnie w najbliższym czasie. Julian, ślimak spod Oławy, Krzyknął tylko: nie ma sprawy! Wszyscy pewnie się ucieszą, Jak odbędę podróż pieszo! A że był to kawał drogi, Zjadł kanapkę, umył rogi, I wyruszył w poniedziałek. Nawet przeszedł już kawałek, Ale siły nie miał wcale. Westchnął: jutro pójdę dalej. Wtorek go zaskoczył deszczem, Wiatrem strasznym, burzą jeszcze, Więc ze względu na pogodę, Mruknął tylko: wyjdę w środę. W środę go bolała głowa, Więc się w swoim domku schował. W czwartek stwierdził, że początek, Tej podróży będzie w piątek. W piątek zaspał, a w sobotę, Całkiem stracił już ochotę. I w niedzielę jednym susem, Przebył drogę autobusem. Lecz gry dotarł do Szczecina, Tam nie było już kuzyna, Bo się przeprowadzić zdążył. Teraz ponoć mieszka w Łomży.
Ślimak Julian
Ślimak Julian ma kuzyna,
Co się przeniósł do Szczecina.
I tam w poniedziałek z rana,
List napisał do Juliana:
Mój kuzynie, jeśli da się,
Odwiedź mnie w najbliższym czasie.
Julian, ślimak spod Oławy,
Krzyknął tylko: nie ma sprawy!
Wszyscy pewnie się ucieszą,
Jak odbędę podróż pieszo!
A że był to kawał drogi,
Zjadł kanapkę, umył rogi,
I wyruszył w poniedziałek.
Nawet przeszedł już kawałek,
Ale siły nie miał wcale.
Westchnął: jutro pójdę dalej.
Wtorek go zaskoczył deszczem,
Wiatrem strasznym, burzą jeszcze,
Więc ze względu na pogodę,
Mruknął tylko: wyjdę w środę.
W środę go bolała głowa,
Więc się w swoim domku schował.
W czwartek stwierdził, że początek,
Tej podróży będzie w piątek.
W piątek zaspał, a w sobotę,
Całkiem stracił już ochotę.
I w niedzielę jednym susem,
Przebył drogę autobusem.
Lecz gry dotarł do Szczecina,
Tam nie było już kuzyna,
Bo się przeprowadzić zdążył.
Teraz ponoć mieszka w Łomży.
Ślimak Julian ma kuzyna,
Co się przeniósł do Szczecina.
I tam w poniedziałek z rana,
List napisał do Juliana:
Mój kuzynie, jeśli da się,
Odwiedź mnie w najbliższym czasie.
Julian, ślimak spod Oławy,
Krzyknął tylko: nie ma sprawy!
Wszyscy pewnie się ucieszą,
Jak odbędę podróż pieszo!
A że był to kawał drogi,
Zjadł kanapkę, umył rogi,
I wyruszył w poniedziałek.
Nawet przeszedł już kawałek,
Ale siły nie miał wcale.
Westchnął: jutro pójdę dalej.
Wtorek go zaskoczył deszczem,
Wiatrem strasznym, burzą jeszcze,
Więc ze względu na pogodę,
Mruknął tylko: wyjdę w środę.
W środę go bolała głowa,
Więc się w swoim domku schował.
W czwartek stwierdził, że początek,
Tej podróży będzie w piątek.
W piątek zaspał, a w sobotę,
Całkiem stracił już ochotę.
I w niedzielę jednym susem,
Przebył drogę autobusem.
Lecz gry dotarł do Szczecina,
Tam nie było już kuzyna,
Bo się przeprowadzić zdążył.
Teraz ponoć mieszka w Łomży.
O czytaniu
2021-11-06 15:02:50
O czytaniu Pewna pani pana pyta: - Proszę pana, czy pan czyta? - Ach, cóż to jest za pytanie? Ja uwielbiam wprost czytanie! Czytam co dzień już od świtu, Czytam wszędzie, czy tam czy tu. Przede wszystkim czytam w domu, Zawsze kilka grubych tomów. Kiedy tylko z łóżka wstaję, Czytam siedemnaście bajek, Potem siadam do śniadania, Czytam trzy opowiadania. Żeby dobrze mi się jadło, Do obiadu mam czytadło, Do kolacji – romansidła, By kolacja mi nie zbrzydła. Oczywiście w międzyczasie, Czytam to, co czytać da się: Epopeje, podręczniki, Zbiory wierszy i słowniki. Czytam głośno i po cichu, Na balkonie i na strychu, Nawet w kuchni i łazience, Książkę mam bez przerwy w ręce. Czytam w parku i w tramwaju, Czytam w grudniu, w lutym, w maju, Kiedy pada i nie pada. Czytam nawet u sąsiada! Gdy już miasto nocą zaśnie, Czytam sobie piękne baśnie. Jeśli nie brakuje słońca, Czytam ciągle i bez końca! Na to pani znowu pyta: - A jak wszystko pan przeczyta? Tomy, książki, słowa, zdania, Nic nie będzie do czytania? - Proszę pani, mam już w planie, Co się właśnie wtedy stanie: Wszystkie książki, bez wyjątku, Zacznę czytać od początku!
O czytaniu
Pewna pani pana pyta:
- Proszę pana, czy pan czyta?
- Ach, cóż to jest za pytanie?
Ja uwielbiam wprost czytanie!
Czytam co dzień już od świtu,
Czytam wszędzie, czy tam czy tu.
Przede wszystkim czytam w domu,
Zawsze kilka grubych tomów.
Kiedy tylko z łóżka wstaję,
Czytam siedemnaście bajek,
Potem siadam do śniadania,
Czytam trzy opowiadania.
Żeby dobrze mi się jadło,
Do obiadu mam czytadło,
Do kolacji – romansidła,
By kolacja mi nie zbrzydła.
Oczywiście w międzyczasie,
Czytam to, co czytać da się:
Epopeje, podręczniki,
Zbiory wierszy i słowniki.
Czytam głośno i po cichu,
Na balkonie i na strychu,
Nawet w kuchni i łazience,
Książkę mam bez przerwy w ręce.
Czytam w parku i w tramwaju,
Czytam w grudniu, w lutym, w maju,
Kiedy pada i nie pada.
Czytam nawet u sąsiada!
Gdy już miasto nocą zaśnie,
Czytam sobie piękne baśnie.
Jeśli nie brakuje słońca,
Czytam ciągle i bez końca!
Na to pani znowu pyta:
- A jak wszystko pan przeczyta?
Tomy, książki, słowa, zdania,
Nic nie będzie do czytania?
- Proszę pani, mam już w planie,
Co się właśnie wtedy stanie:
Wszystkie książki, bez wyjątku,
Zacznę czytać od początku!
Pewna pani pana pyta:
- Proszę pana, czy pan czyta?
- Ach, cóż to jest za pytanie?
Ja uwielbiam wprost czytanie!
Czytam co dzień już od świtu,
Czytam wszędzie, czy tam czy tu.
Przede wszystkim czytam w domu,
Zawsze kilka grubych tomów.
Kiedy tylko z łóżka wstaję,
Czytam siedemnaście bajek,
Potem siadam do śniadania,
Czytam trzy opowiadania.
Żeby dobrze mi się jadło,
Do obiadu mam czytadło,
Do kolacji – romansidła,
By kolacja mi nie zbrzydła.
Oczywiście w międzyczasie,
Czytam to, co czytać da się:
Epopeje, podręczniki,
Zbiory wierszy i słowniki.
Czytam głośno i po cichu,
Na balkonie i na strychu,
Nawet w kuchni i łazience,
Książkę mam bez przerwy w ręce.
Czytam w parku i w tramwaju,
Czytam w grudniu, w lutym, w maju,
Kiedy pada i nie pada.
Czytam nawet u sąsiada!
Gdy już miasto nocą zaśnie,
Czytam sobie piękne baśnie.
Jeśli nie brakuje słońca,
Czytam ciągle i bez końca!
Na to pani znowu pyta:
- A jak wszystko pan przeczyta?
Tomy, książki, słowa, zdania,
Nic nie będzie do czytania?
- Proszę pani, mam już w planie,
Co się właśnie wtedy stanie:
Wszystkie książki, bez wyjątku,
Zacznę czytać od początku!
Strachy
2021-10-30 17:43:42
Strachy Niebo czarne jest jak smoła… Księżyc już dotyka dachów… Kręcę głową dookoła, Szukam bardzo strasznych strachów. Pierwszy strach miał się pod łóżkiem, Ukryć i uszami machać. Zerkam szybko pod poduszkę, I pod łóżko. Nie ma stracha! Drugi ponoć wielką paszczę, Ma i mieszka w mojej szafie, Zjada buty oraz płaszcze. Lecz go znaleźć nie potrafię. Trzeci strach okropnie skrzeczy, Spod sufitu patrząc srogo. Patrzy? Skrzeczy? Straszne rzeczy… Przecież nie ma tam nikogo! Więc dlaczego tak się boję? (Że się boję - nie ma wstydu) Przecież strachów w mym pokoju, Ani słychu, ani widu! Bo gdy strachu masz po pachy, Albo nawet aż po szyję, Że są w Twym pokoju strachy Że coś złego tu się kryje, Nic w kąciku się nie chowa, Nic nie idzie w Twoją stronę! Strachy siedzą w naszych głowach. Strachy strasznie wymyślone!
Strachy
Niebo czarne jest jak smoła…
Księżyc już dotyka dachów…
Kręcę głową dookoła,
Szukam bardzo strasznych strachów.
Pierwszy strach miał się pod łóżkiem,
Ukryć i uszami machać.
Zerkam szybko pod poduszkę,
I pod łóżko. Nie ma stracha!
Drugi ponoć wielką paszczę,
Ma i mieszka w mojej szafie,
Zjada buty oraz płaszcze.
Lecz go znaleźć nie potrafię.
Trzeci strach okropnie skrzeczy,
Spod sufitu patrząc srogo.
Patrzy? Skrzeczy? Straszne rzeczy…
Przecież nie ma tam nikogo!
Więc dlaczego tak się boję?
(Że się boję - nie ma wstydu)
Przecież strachów w mym pokoju,
Ani słychu, ani widu!
Bo gdy strachu masz po pachy,
Albo nawet aż po szyję,
Że są w Twym pokoju strachy
Że coś złego tu się kryje,
Nic w kąciku się nie chowa,
Nic nie idzie w Twoją stronę!
Strachy siedzą w naszych głowach.
Strachy strasznie wymyślone!
Niebo czarne jest jak smoła…
Księżyc już dotyka dachów…
Kręcę głową dookoła,
Szukam bardzo strasznych strachów.
Pierwszy strach miał się pod łóżkiem,
Ukryć i uszami machać.
Zerkam szybko pod poduszkę,
I pod łóżko. Nie ma stracha!
Drugi ponoć wielką paszczę,
Ma i mieszka w mojej szafie,
Zjada buty oraz płaszcze.
Lecz go znaleźć nie potrafię.
Trzeci strach okropnie skrzeczy,
Spod sufitu patrząc srogo.
Patrzy? Skrzeczy? Straszne rzeczy…
Przecież nie ma tam nikogo!
Więc dlaczego tak się boję?
(Że się boję - nie ma wstydu)
Przecież strachów w mym pokoju,
Ani słychu, ani widu!
Bo gdy strachu masz po pachy,
Albo nawet aż po szyję,
Że są w Twym pokoju strachy
Że coś złego tu się kryje,
Nic w kąciku się nie chowa,
Nic nie idzie w Twoją stronę!
Strachy siedzą w naszych głowach.
Strachy strasznie wymyślone!
Ni Hao
2021-10-23 16:41:28
Ni Hao W Pekinie mieszka Panda, O pięknym imieniu Amanda. Amanda ma chiński skuter, Kolekcję sztucznych futer, Oraz czapeczkę białą, Ze złotym napisem Ni Hao. I właśnie w całym Pekinie, Panda Amanda słynie, Z tego, że jak dzikie zwierzę, Przez miasto gna na skuterze. Wiatr futro jej sztuczne rozwiewa, Gdy mija domy i drzewa, I tłumy zdziwionych osób. A dostrzec jej przy tym nie sposób. Bo goni jak groźna wichura, Jak wiatr, co szura gdzieś w górach. Jedyne co da się, to śmiało, Ujrzeć napis Ni Hao. Zobaczyć ktokolwiek może, Ni Hao w złotym kolorze. A takie prujące Ni Hao, To cudo jest jakich mało! We wszystkich gazetach Ni Hao, Tematem roku zostało. Pisano: Co się zdarzyło? Złote Ni Hao pandziło! To milion osób widziało, Jak śmiga złote Ni Hao! Policjant kiedyś chciał mandat, Dać jej, ale Amanda, Mignęła, aż zaszumiało. Tylko Ni Hao błyszczało. Więc jeśli będziesz w Pekinie, I złote Ni Hao cię minie, Nie krzycz: Ojeju! Nie wierzę! To panda na chińskim skuterze!
Ni Hao
W Pekinie mieszka Panda,
O pięknym imieniu Amanda.
Amanda ma chiński skuter,
Kolekcję sztucznych futer,
Oraz czapeczkę białą,
Ze złotym napisem Ni Hao.
I właśnie w całym Pekinie,
Panda Amanda słynie,
Z tego, że jak dzikie zwierzę,
Przez miasto gna na skuterze.
Wiatr futro jej sztuczne rozwiewa,
Gdy mija domy i drzewa,
I tłumy zdziwionych osób.
A dostrzec jej przy tym nie sposób.
Bo goni jak groźna wichura,
Jak wiatr, co szura gdzieś w górach.
Jedyne co da się, to śmiało,
Ujrzeć napis Ni Hao.
Zobaczyć ktokolwiek może,
Ni Hao w złotym kolorze.
A takie prujące Ni Hao,
To cudo jest jakich mało!
We wszystkich gazetach Ni Hao,
Tematem roku zostało.
Pisano: Co się zdarzyło?
Złote Ni Hao pandziło!
To milion osób widziało,
Jak śmiga złote Ni Hao!
Policjant kiedyś chciał mandat,
Dać jej, ale Amanda,
Mignęła, aż zaszumiało.
Tylko Ni Hao błyszczało.
Więc jeśli będziesz w Pekinie,
I złote Ni Hao cię minie,
Nie krzycz: Ojeju! Nie wierzę!
To panda na chińskim skuterze!
W Pekinie mieszka Panda,
O pięknym imieniu Amanda.
Amanda ma chiński skuter,
Kolekcję sztucznych futer,
Oraz czapeczkę białą,
Ze złotym napisem Ni Hao.
I właśnie w całym Pekinie,
Panda Amanda słynie,
Z tego, że jak dzikie zwierzę,
Przez miasto gna na skuterze.
Wiatr futro jej sztuczne rozwiewa,
Gdy mija domy i drzewa,
I tłumy zdziwionych osób.
A dostrzec jej przy tym nie sposób.
Bo goni jak groźna wichura,
Jak wiatr, co szura gdzieś w górach.
Jedyne co da się, to śmiało,
Ujrzeć napis Ni Hao.
Zobaczyć ktokolwiek może,
Ni Hao w złotym kolorze.
A takie prujące Ni Hao,
To cudo jest jakich mało!
We wszystkich gazetach Ni Hao,
Tematem roku zostało.
Pisano: Co się zdarzyło?
Złote Ni Hao pandziło!
To milion osób widziało,
Jak śmiga złote Ni Hao!
Policjant kiedyś chciał mandat,
Dać jej, ale Amanda,
Mignęła, aż zaszumiało.
Tylko Ni Hao błyszczało.
Więc jeśli będziesz w Pekinie,
I złote Ni Hao cię minie,
Nie krzycz: Ojeju! Nie wierzę!
To panda na chińskim skuterze!
Gdybajka
2021-10-16 19:14:16
Gdybajka Gdyby wielkie wodospady, Były z mlecznej czekolady, Albo zamiast groźnej wody, Miały truskawkowe lody, Gdyby morsy oraz foki, Ćwiczyły taneczne kroki, A gdy kura im zagdacze, Razem by tańczyły czaczę, Gdyby wesolutkie krety, Plotły z tęczy bransolety, A czerwone muchomory, Przerabiały na wisiory, I gdyby na całym świecie, Podziwiano prace krecie, I chcąc przyjrzeć im się z bliska, Odwiedzano kretowiska, Gdyby w środku chłodnej nocy, Wszystkie dzieci tulił kocyk, Gdyby każdy, gdy już wstanie, Na talerzu miał śniadanie, Gdyby był bez przerwy miły, I miał na zabawę siły, Gdyby smutków było mało, Gdyby co dzień nam się chciało, Gdyby ciągle śmiał się człowiek, Toby stanął świat na głowie! Lecz tak pewnie się nie zdarzy, Ale zawsze trzeba marzyć!
Gdybajka
Gdyby wielkie wodospady,
Były z mlecznej czekolady,
Albo zamiast groźnej wody,
Miały truskawkowe lody,
Gdyby morsy oraz foki,
Ćwiczyły taneczne kroki,
A gdy kura im zagdacze,
Razem by tańczyły czaczę,
Gdyby wesolutkie krety,
Plotły z tęczy bransolety,
A czerwone muchomory,
Przerabiały na wisiory,
I gdyby na całym świecie,
Podziwiano prace krecie,
I chcąc przyjrzeć im się z bliska,
Odwiedzano kretowiska,
Gdyby w środku chłodnej nocy,
Wszystkie dzieci tulił kocyk,
Gdyby każdy, gdy już wstanie,
Na talerzu miał śniadanie,
Gdyby był bez przerwy miły,
I miał na zabawę siły,
Gdyby smutków było mało,
Gdyby co dzień nam się chciało,
Gdyby ciągle śmiał się człowiek,
Toby stanął świat na głowie!
Lecz tak pewnie się nie zdarzy,
Ale zawsze trzeba marzyć!
Gdyby wielkie wodospady,
Były z mlecznej czekolady,
Albo zamiast groźnej wody,
Miały truskawkowe lody,
Gdyby morsy oraz foki,
Ćwiczyły taneczne kroki,
A gdy kura im zagdacze,
Razem by tańczyły czaczę,
Gdyby wesolutkie krety,
Plotły z tęczy bransolety,
A czerwone muchomory,
Przerabiały na wisiory,
I gdyby na całym świecie,
Podziwiano prace krecie,
I chcąc przyjrzeć im się z bliska,
Odwiedzano kretowiska,
Gdyby w środku chłodnej nocy,
Wszystkie dzieci tulił kocyk,
Gdyby każdy, gdy już wstanie,
Na talerzu miał śniadanie,
Gdyby był bez przerwy miły,
I miał na zabawę siły,
Gdyby smutków było mało,
Gdyby co dzień nam się chciało,
Gdyby ciągle śmiał się człowiek,
Toby stanął świat na głowie!
Lecz tak pewnie się nie zdarzy,
Ale zawsze trzeba marzyć!
O smutnym deszczu
2021-10-09 14:48:27
O smutnym deszczu Gdy się na niebie ściskają chmury, Gdy deszcz zaczyna kropić nieśmiało, To zakładamy szybko kaptury, By na fryzury nam nie kapało. Deszcz leci z góry, a my na dole, Szukamy miejsca, w którym jest sucho, Albo bierzemy w dłoń parasole, Zanim nam zwilży nos albo ucho. A jeśli pada dzień, może dłużej, Siedzimy w domu. Tylko przez okno, Patrzymy czy są wielkie kałuże, Czy drogi mokną, czy drzewa mokną. Bo coś takiego z nami się dzieje, Coś tak dziwnego mieszka nam w głowach, Że kiedy pada to każdy wieje, Każdy przed deszczem szybko się chowa. Lecz czy ktoś w ogóle się zastanawia, Dlaczego w szyby deszcz głośno puka? Po co się u nas tak często zjawia? A może deszcz przyjaciół szuka? I kiedy siąpi, i kiedy leje, Siada na makach i na stokrotkach, To ma radosną, wielką nadzieję, Że wreszcie kogoś miłego spotka. A kiedy przed nim każdy ucieka, Gdy świat ma kolor jak szare płótno, Deszcz w swych kropelkach samotnie czeka, I jest mu bardzo deszczowo smutno. Więc, jak już lunie, bardzo was proszę: Załóżcie kurtkę, może coś jeszcze, Nogi wciśnijcie w miękkie kalosze, Prędko biegnijcie poznać się z deszczem!
O smutnym deszczu
Gdy się na niebie ściskają chmury,
Gdy deszcz zaczyna kropić nieśmiało,
To zakładamy szybko kaptury,
By na fryzury nam nie kapało.
Deszcz leci z góry, a my na dole,
Szukamy miejsca, w którym jest sucho,
Albo bierzemy w dłoń parasole,
Zanim nam zwilży nos albo ucho.
A jeśli pada dzień, może dłużej,
Siedzimy w domu. Tylko przez okno,
Patrzymy czy są wielkie kałuże,
Czy drogi mokną, czy drzewa mokną.
Bo coś takiego z nami się dzieje,
Coś tak dziwnego mieszka nam w głowach,
Że kiedy pada to każdy wieje,
Każdy przed deszczem szybko się chowa.
Lecz czy ktoś w ogóle się zastanawia,
Dlaczego w szyby deszcz głośno puka?
Po co się u nas tak często zjawia?
A może deszcz przyjaciół szuka?
I kiedy siąpi, i kiedy leje,
Siada na makach i na stokrotkach,
To ma radosną, wielką nadzieję,
Że wreszcie kogoś miłego spotka.
A kiedy przed nim każdy ucieka,
Gdy świat ma kolor jak szare płótno,
Deszcz w swych kropelkach samotnie czeka,
I jest mu bardzo deszczowo smutno.
Więc, jak już lunie, bardzo was proszę:
Załóżcie kurtkę, może coś jeszcze,
Nogi wciśnijcie w miękkie kalosze,
Prędko biegnijcie poznać się z deszczem!
Gdy się na niebie ściskają chmury,
Gdy deszcz zaczyna kropić nieśmiało,
To zakładamy szybko kaptury,
By na fryzury nam nie kapało.
Deszcz leci z góry, a my na dole,
Szukamy miejsca, w którym jest sucho,
Albo bierzemy w dłoń parasole,
Zanim nam zwilży nos albo ucho.
A jeśli pada dzień, może dłużej,
Siedzimy w domu. Tylko przez okno,
Patrzymy czy są wielkie kałuże,
Czy drogi mokną, czy drzewa mokną.
Bo coś takiego z nami się dzieje,
Coś tak dziwnego mieszka nam w głowach,
Że kiedy pada to każdy wieje,
Każdy przed deszczem szybko się chowa.
Lecz czy ktoś w ogóle się zastanawia,
Dlaczego w szyby deszcz głośno puka?
Po co się u nas tak często zjawia?
A może deszcz przyjaciół szuka?
I kiedy siąpi, i kiedy leje,
Siada na makach i na stokrotkach,
To ma radosną, wielką nadzieję,
Że wreszcie kogoś miłego spotka.
A kiedy przed nim każdy ucieka,
Gdy świat ma kolor jak szare płótno,
Deszcz w swych kropelkach samotnie czeka,
I jest mu bardzo deszczowo smutno.
Więc, jak już lunie, bardzo was proszę:
Załóżcie kurtkę, może coś jeszcze,
Nogi wciśnijcie w miękkie kalosze,
Prędko biegnijcie poznać się z deszczem!
Nos
2021-10-02 17:17:13
Nos Mam znajomą Gosię, co się, Chwali, że ma wszystko w nosie. Czy ją spotka to czy tamto, Gosia mruczy: w nosie mam to! Czy jest zima, czy jest lato, Gosia zawsze w nosie ma to. Do niczego nie przekonasz, Gosi. W nosie ma to ona. Lecz im więcej w nosie Gosi, Tym nos bardziej się unosi, I rozrasta się na boki. Jest szeroki, jest wysoki. Pną się w górę nosa skosy, Można rzec by: nos nad nosy! Albo krzyknąć z trwogą w głosie: To największy nos w kosmosie! Taki okrzyk aż się prosi. Ale zaraz, nie ma Gosi? Co się dzieje? O mój losie! Czy ktoś może widział Gosię? Tak! Ryknęły cztery łosie! My widziałyśmy na szosie! Wczoraj rano to stało się: Nos ogromny wessał Gosię! Wessał nogi, wessał ręce, Został tylko nos, nic więcej. Wniosek więc wyciągnąć da się, Że gdy wszystko w nosie ma się, Biorąc jako swój wzór Gosię, Też się w końcu kończy w nosie!
Nos
Mam znajomą Gosię, co się,
Chwali, że ma wszystko w nosie.
Czy ją spotka to czy tamto,
Gosia mruczy: w nosie mam to!
Czy jest zima, czy jest lato,
Gosia zawsze w nosie ma to.
Do niczego nie przekonasz,
Gosi. W nosie ma to ona.
Lecz im więcej w nosie Gosi,
Tym nos bardziej się unosi,
I rozrasta się na boki.
Jest szeroki, jest wysoki.
Pną się w górę nosa skosy,
Można rzec by: nos nad nosy!
Albo krzyknąć z trwogą w głosie:
To największy nos w kosmosie!
Taki okrzyk aż się prosi.
Ale zaraz, nie ma Gosi?
Co się dzieje? O mój losie!
Czy ktoś może widział Gosię?
Tak! Ryknęły cztery łosie!
My widziałyśmy na szosie!
Wczoraj rano to stało się:
Nos ogromny wessał Gosię!
Wessał nogi, wessał ręce,
Został tylko nos, nic więcej.
Wniosek więc wyciągnąć da się,
Że gdy wszystko w nosie ma się,
Biorąc jako swój wzór Gosię,
Też się w końcu kończy w nosie!
Mam znajomą Gosię, co się,
Chwali, że ma wszystko w nosie.
Czy ją spotka to czy tamto,
Gosia mruczy: w nosie mam to!
Czy jest zima, czy jest lato,
Gosia zawsze w nosie ma to.
Do niczego nie przekonasz,
Gosi. W nosie ma to ona.
Lecz im więcej w nosie Gosi,
Tym nos bardziej się unosi,
I rozrasta się na boki.
Jest szeroki, jest wysoki.
Pną się w górę nosa skosy,
Można rzec by: nos nad nosy!
Albo krzyknąć z trwogą w głosie:
To największy nos w kosmosie!
Taki okrzyk aż się prosi.
Ale zaraz, nie ma Gosi?
Co się dzieje? O mój losie!
Czy ktoś może widział Gosię?
Tak! Ryknęły cztery łosie!
My widziałyśmy na szosie!
Wczoraj rano to stało się:
Nos ogromny wessał Gosię!
Wessał nogi, wessał ręce,
Został tylko nos, nic więcej.
Wniosek więc wyciągnąć da się,
Że gdy wszystko w nosie ma się,
Biorąc jako swój wzór Gosię,
Też się w końcu kończy w nosie!
Jelenienie
2021-05-22 13:17:58
Jelenienie Na polanie, wśród zieleni, Jeleń sennie się jeleni, Rozprostował cztery nogi, Tuż za rogiem zrzucił rogi, Wolno sobie trawkę zżera, A tu robi się afera! Żaba pośród skrzeku skrzeczy: Czy ktoś widział takie rzeczy? To jest sprawa niesłychana, On jeleni się od rana! Świnia się natychmiast wtrąca: Nie od rana! Od miesiąca! I świntuszy, i świntuszy, (Lepiej przy niej zatkać uszy). Kruk do przodu dał pół kroku. Od miesiąca? Nie od roku! Krzyknął i zakrakał z góry. W kurzu się wkurzają kury, I spod byka patrzą byki, I podnoszą kszyki krzyki. Świstak świsnął, a na koniec, Zasłoniły wszystko słonie. Gdzie historia ta dzieje się? Nie wiem? W zoo? A może w lesie? Może tylko w mojej głowie? Tego nigdy się nie dowiem. Lecz jednego się nie zmieni: Jeleń musi się jelenić! Tak jak człowiek – uczłowieczyć. To są bardzo proste rzeczy!
Jelenienie
Na polanie, wśród zieleni,
Jeleń sennie się jeleni,
Rozprostował cztery nogi,
Tuż za rogiem zrzucił rogi,
Wolno sobie trawkę zżera,
A tu robi się afera!
Żaba pośród skrzeku skrzeczy:
Czy ktoś widział takie rzeczy?
To jest sprawa niesłychana,
On jeleni się od rana!
Świnia się natychmiast wtrąca:
Nie od rana! Od miesiąca!
I świntuszy, i świntuszy,
(Lepiej przy niej zatkać uszy).
Kruk do przodu dał pół kroku.
Od miesiąca? Nie od roku!
Krzyknął i zakrakał z góry.
W kurzu się wkurzają kury,
I spod byka patrzą byki,
I podnoszą kszyki krzyki.
Świstak świsnął, a na koniec,
Zasłoniły wszystko słonie.
Gdzie historia ta dzieje się?
Nie wiem? W zoo? A może w lesie?
Może tylko w mojej głowie?
Tego nigdy się nie dowiem.
Lecz jednego się nie zmieni:
Jeleń musi się jelenić!
Tak jak człowiek – uczłowieczyć.
To są bardzo proste rzeczy!
Na polanie, wśród zieleni,
Jeleń sennie się jeleni,
Rozprostował cztery nogi,
Tuż za rogiem zrzucił rogi,
Wolno sobie trawkę zżera,
A tu robi się afera!
Żaba pośród skrzeku skrzeczy:
Czy ktoś widział takie rzeczy?
To jest sprawa niesłychana,
On jeleni się od rana!
Świnia się natychmiast wtrąca:
Nie od rana! Od miesiąca!
I świntuszy, i świntuszy,
(Lepiej przy niej zatkać uszy).
Kruk do przodu dał pół kroku.
Od miesiąca? Nie od roku!
Krzyknął i zakrakał z góry.
W kurzu się wkurzają kury,
I spod byka patrzą byki,
I podnoszą kszyki krzyki.
Świstak świsnął, a na koniec,
Zasłoniły wszystko słonie.
Gdzie historia ta dzieje się?
Nie wiem? W zoo? A może w lesie?
Może tylko w mojej głowie?
Tego nigdy się nie dowiem.
Lecz jednego się nie zmieni:
Jeleń musi się jelenić!
Tak jak człowiek – uczłowieczyć.
To są bardzo proste rzeczy!
Bom dia
2021-05-13 18:31:21
Bom dia Kiedy nadchodzi niedziela, Bardzo ważna makrela, Wyrusza z Lizbony wpław, Załatwić kilka spraw. Płynie dostojnie wśród, Ciepłych, błękitnych wód, A każdy, kto ją mija, Mówi jej grzecznie bom dia. Tuńczyki i ośmiornice, Sardynek wielkie ławice, I dorsz, co płetwą wywija, Z szacunkiem mówią: bom dia, Płaskie flądry i sole, Żyjące przy dnie, na dole, Węgorz podobny do kija, Wołają makrelo, bom dia. Także ogromne rekiny, Co mają groźne miny, I się zębiska im bielą, Szepczą bom dia, makrelo. Są w samej Lizbonie tacy, Co twierdzą, że nawet rybacy, Krzyczą, zwijając sieci, Bom dia, makrelo, jak leci? Makrela tylko co chwila, Lekko kapelusz uchyla, I mruczy niezbyt szybko: Bom dia, bom dia rybko… A gdy się kończy niedziela, Bardzo ważna makrela, Wraca w rodzinne strony, Do ukochanej Lizbony. Jeżeli ktoś jest ciekawy, Jakie makrela sprawy, Załatwia właśnie w niedzielę, Podpowiem: nie pytaj zbyt wiele, Lepiej nie wiedzieć chyba… Makrela to gruba ryba!
Bom dia
Kiedy nadchodzi niedziela,
Bardzo ważna makrela,
Wyrusza z Lizbony wpław,
Załatwić kilka spraw.
Płynie dostojnie wśród,
Ciepłych, błękitnych wód,
A każdy, kto ją mija,
Mówi jej grzecznie bom dia.
Tuńczyki i ośmiornice,
Sardynek wielkie ławice,
I dorsz, co płetwą wywija,
Z szacunkiem mówią: bom dia,
Płaskie flądry i sole,
Żyjące przy dnie, na dole,
Węgorz podobny do kija,
Wołają makrelo, bom dia.
Także ogromne rekiny,
Co mają groźne miny,
I się zębiska im bielą,
Szepczą bom dia, makrelo.
Są w samej Lizbonie tacy,
Co twierdzą, że nawet rybacy,
Krzyczą, zwijając sieci,
Bom dia, makrelo, jak leci?
Makrela tylko co chwila,
Lekko kapelusz uchyla,
I mruczy niezbyt szybko:
Bom dia, bom dia rybko…
A gdy się kończy niedziela,
Bardzo ważna makrela,
Wraca w rodzinne strony,
Do ukochanej Lizbony.
Jeżeli ktoś jest ciekawy,
Jakie makrela sprawy,
Załatwia właśnie w niedzielę,
Podpowiem: nie pytaj zbyt wiele,
Lepiej nie wiedzieć chyba…
Makrela to gruba ryba!
Kiedy nadchodzi niedziela,
Bardzo ważna makrela,
Wyrusza z Lizbony wpław,
Załatwić kilka spraw.
Płynie dostojnie wśród,
Ciepłych, błękitnych wód,
A każdy, kto ją mija,
Mówi jej grzecznie bom dia.
Tuńczyki i ośmiornice,
Sardynek wielkie ławice,
I dorsz, co płetwą wywija,
Z szacunkiem mówią: bom dia,
Płaskie flądry i sole,
Żyjące przy dnie, na dole,
Węgorz podobny do kija,
Wołają makrelo, bom dia.
Także ogromne rekiny,
Co mają groźne miny,
I się zębiska im bielą,
Szepczą bom dia, makrelo.
Są w samej Lizbonie tacy,
Co twierdzą, że nawet rybacy,
Krzyczą, zwijając sieci,
Bom dia, makrelo, jak leci?
Makrela tylko co chwila,
Lekko kapelusz uchyla,
I mruczy niezbyt szybko:
Bom dia, bom dia rybko…
A gdy się kończy niedziela,
Bardzo ważna makrela,
Wraca w rodzinne strony,
Do ukochanej Lizbony.
Jeżeli ktoś jest ciekawy,
Jakie makrela sprawy,
Załatwia właśnie w niedzielę,
Podpowiem: nie pytaj zbyt wiele,
Lepiej nie wiedzieć chyba…
Makrela to gruba ryba!