Tratatata. Szymon Barabach
Nazywam się Szymon Barabach.
I pisuję teksty dla dzieci.
Jestem autorem książek "Rymosmaki czyli co się gdzie je na świecie" (Wyd. Dwie siostry) i "Leksykon strachów domowych" (wyd. Zielona Sowa).
Posłuchaj bajeczek, bajdurzeń, bajek, historyjek i opowiastek, które dla Ciebie mam.
Zapraszam Cię na moją stronę https://www.tratatata.pl
Ważna informacja! Logo podcastu ("facet z trąbą") zaprojektował mój ukochany syn Jeremi. Teraz to wielki chłopak, ale gdy malował logo, miał 7 lub 8 lat.
Kategorie:
Dzieci i rodzina
Dzieci i rodzina
Bonjour
2021-05-06 19:09:59
Bonjour W okolicach Marsylii, Wszyscy są bardzo mili, Szczególnie zaś, to nie bzdury, Miłe w Marsylii są kury. Codziennie rano chór kur, Gdy słońce wschodzi wśród chmur, Chór kur w tonacji F-dur, Śpiewa głośno bonjour. Każdy świetnie się czuje, Gdy chór bonjour wykonuje, Bo taki chóralny śpiew kurzy, Dobrze na humor służy. Nawet francuskie gbury, A każdy z nich strasznie ponury, Gdy bonjour poranne brzmi, Chichrają się „chi, chi, chi”. Niejeden zazdrosny ptak, Dziób darł: ja też chciałbym tak! I strosząc każde z piór, Próbował śpiewać bonjour. Śpiewały bonjour kaczory, I miały z tym problem spory: Zaczęły równo „raz, dwa”! Lecz wyszło im „kwa, kwa, kwa”. Gdy spróbowały indyki, Też miały marne wyniki, Bo wśród podmarsylskich pól, Niosło się tylko „gul, gul”. Więc dama z jednego z biur, Przerwała swój manikiur, I rzekła: od dziś bonjour wzór, To będzie kurze bonjour! Na koniec powiem Wam, mili, Że w okolicach Marsylii, Mimo z bonjour marnych prób, Miły jest cały drób.
Bonjour
W okolicach Marsylii,
Wszyscy są bardzo mili,
Szczególnie zaś, to nie bzdury,
Miłe w Marsylii są kury.
Codziennie rano chór kur,
Gdy słońce wschodzi wśród chmur,
Chór kur w tonacji F-dur,
Śpiewa głośno bonjour.
Każdy świetnie się czuje,
Gdy chór bonjour wykonuje,
Bo taki chóralny śpiew kurzy,
Dobrze na humor służy.
Nawet francuskie gbury,
A każdy z nich strasznie ponury,
Gdy bonjour poranne brzmi,
Chichrają się „chi, chi, chi”.
Niejeden zazdrosny ptak,
Dziób darł: ja też chciałbym tak!
I strosząc każde z piór,
Próbował śpiewać bonjour.
Śpiewały bonjour kaczory,
I miały z tym problem spory:
Zaczęły równo „raz, dwa”!
Lecz wyszło im „kwa, kwa, kwa”.
Gdy spróbowały indyki,
Też miały marne wyniki,
Bo wśród podmarsylskich pól,
Niosło się tylko „gul, gul”.
Więc dama z jednego z biur,
Przerwała swój manikiur,
I rzekła: od dziś bonjour wzór,
To będzie kurze bonjour!
Na koniec powiem Wam, mili,
Że w okolicach Marsylii,
Mimo z bonjour marnych prób,
Miły jest cały drób.
W okolicach Marsylii,
Wszyscy są bardzo mili,
Szczególnie zaś, to nie bzdury,
Miłe w Marsylii są kury.
Codziennie rano chór kur,
Gdy słońce wschodzi wśród chmur,
Chór kur w tonacji F-dur,
Śpiewa głośno bonjour.
Każdy świetnie się czuje,
Gdy chór bonjour wykonuje,
Bo taki chóralny śpiew kurzy,
Dobrze na humor służy.
Nawet francuskie gbury,
A każdy z nich strasznie ponury,
Gdy bonjour poranne brzmi,
Chichrają się „chi, chi, chi”.
Niejeden zazdrosny ptak,
Dziób darł: ja też chciałbym tak!
I strosząc każde z piór,
Próbował śpiewać bonjour.
Śpiewały bonjour kaczory,
I miały z tym problem spory:
Zaczęły równo „raz, dwa”!
Lecz wyszło im „kwa, kwa, kwa”.
Gdy spróbowały indyki,
Też miały marne wyniki,
Bo wśród podmarsylskich pól,
Niosło się tylko „gul, gul”.
Więc dama z jednego z biur,
Przerwała swój manikiur,
I rzekła: od dziś bonjour wzór,
To będzie kurze bonjour!
Na koniec powiem Wam, mili,
Że w okolicach Marsylii,
Mimo z bonjour marnych prób,
Miły jest cały drób.
Ciotki i plotki
2021-03-28 16:17:30
Ciotki i plotki Spotkały się cztery ciotki, Na plotki. Jest ciotka Honorata, Która szybowcem lata, Szalona ciotka Jadwinia, Co różne figle wyczynia, Ciotka Eulalia spod Łodzi, Która po górach chodzi, I jeszcze ciotka Zyta, Co mnóstwo gazet czyta. I mówi im Zyta: Wiecie, Widziałam w jakiejś gazecie, Że w Grecji jest naukowiec, Ma siedem zielonych owiec, I one codziennie z rana, Cudownie tańczą kankana. Na to Jadwinia: Kochanie! Nie w Grecji lecz Kazachstanie, A tańczą, dobrane w pary, Niebieskie kapibary. Lecz według ciotki Eulalii, To wszystko się dzieje w Italii, Pod Rzymem, kraciaste konie, Jazz grają na saksofonie. A Honorata, po cichu: To chyba było w Wałbrzychu, Nie konie w kratkę, a świnie, I grały na mandolinie! Krzyknęła Eulalia: To bzdury, I wściekła pobiegła w góry, Jadwinię, znaną figlarę, Zmieniło coś w kapibarę, Dyla dała też Zyta, I jest gdzieś w gazetach ukryta. A Honorata w szybowiec, Wsiadła i szuka owiec. I nagle zniknęły ciotki, Choć może to tylko plotki.
Ciotki i plotki
Spotkały się cztery ciotki,
Na plotki.
Jest ciotka Honorata,
Która szybowcem lata,
Szalona ciotka Jadwinia,
Co różne figle wyczynia,
Ciotka Eulalia spod Łodzi,
Która po górach chodzi,
I jeszcze ciotka Zyta,
Co mnóstwo gazet czyta.
I mówi im Zyta: Wiecie,
Widziałam w jakiejś gazecie,
Że w Grecji jest naukowiec,
Ma siedem zielonych owiec,
I one codziennie z rana,
Cudownie tańczą kankana.
Na to Jadwinia: Kochanie!
Nie w Grecji lecz Kazachstanie,
A tańczą, dobrane w pary,
Niebieskie kapibary.
Lecz według ciotki Eulalii,
To wszystko się dzieje w Italii,
Pod Rzymem, kraciaste konie,
Jazz grają na saksofonie.
A Honorata, po cichu:
To chyba było w Wałbrzychu,
Nie konie w kratkę, a świnie,
I grały na mandolinie!
Krzyknęła Eulalia: To bzdury,
I wściekła pobiegła w góry,
Jadwinię, znaną figlarę,
Zmieniło coś w kapibarę,
Dyla dała też Zyta,
I jest gdzieś w gazetach ukryta.
A Honorata w szybowiec,
Wsiadła i szuka owiec.
I nagle zniknęły ciotki,
Choć może to tylko plotki.
Spotkały się cztery ciotki,
Na plotki.
Jest ciotka Honorata,
Która szybowcem lata,
Szalona ciotka Jadwinia,
Co różne figle wyczynia,
Ciotka Eulalia spod Łodzi,
Która po górach chodzi,
I jeszcze ciotka Zyta,
Co mnóstwo gazet czyta.
I mówi im Zyta: Wiecie,
Widziałam w jakiejś gazecie,
Że w Grecji jest naukowiec,
Ma siedem zielonych owiec,
I one codziennie z rana,
Cudownie tańczą kankana.
Na to Jadwinia: Kochanie!
Nie w Grecji lecz Kazachstanie,
A tańczą, dobrane w pary,
Niebieskie kapibary.
Lecz według ciotki Eulalii,
To wszystko się dzieje w Italii,
Pod Rzymem, kraciaste konie,
Jazz grają na saksofonie.
A Honorata, po cichu:
To chyba było w Wałbrzychu,
Nie konie w kratkę, a świnie,
I grały na mandolinie!
Krzyknęła Eulalia: To bzdury,
I wściekła pobiegła w góry,
Jadwinię, znaną figlarę,
Zmieniło coś w kapibarę,
Dyla dała też Zyta,
I jest gdzieś w gazetach ukryta.
A Honorata w szybowiec,
Wsiadła i szuka owiec.
I nagle zniknęły ciotki,
Choć może to tylko plotki.
Paputki
2021-03-28 16:15:44
Paputki Gdy za oknami deszcz kapie, Gdy dopadają Cię smutki, To usiądź na kanapie, I załóż ciepłe paputki. Paputki na smutki? Nie wierzę! Cóż taki paputek jest wart? Stópki w paputki ubierzesz, I smutki znikną? To żart? Tak! Zwykłe ciepłe paputki, Zrobione z włochatej wełny, Każdy z nich przyjemniutki, I miłej miękkości pełny. Bo gdy świat moknie paskudnie, I deszcz leci ptakom na dzióbki, Gdy szaro jest nawet w południe, Paputki ogrzeją Ci stópki. A gdy jest w stópki cieplutko, Gdy się je mocno ogrzeje, To robi się wesolutko, I wszystko w człowieku się śmieje. Tyle na temat paputków! Reszty ich zalet nie zliczę, Więc kończę już powolutku, Ten drobniuteńki wierszyczek. I robię pięć kroków cichutkich, Stając na palców czubki, Siadam, wkładam paputki, I grzeję szybciutko stópki.
Paputki
Gdy za oknami deszcz kapie,
Gdy dopadają Cię smutki,
To usiądź na kanapie,
I załóż ciepłe paputki.
Paputki na smutki? Nie wierzę!
Cóż taki paputek jest wart?
Stópki w paputki ubierzesz,
I smutki znikną? To żart?
Tak! Zwykłe ciepłe paputki,
Zrobione z włochatej wełny,
Każdy z nich przyjemniutki,
I miłej miękkości pełny.
Bo gdy świat moknie paskudnie,
I deszcz leci ptakom na dzióbki,
Gdy szaro jest nawet w południe,
Paputki ogrzeją Ci stópki.
A gdy jest w stópki cieplutko,
Gdy się je mocno ogrzeje,
To robi się wesolutko,
I wszystko w człowieku się śmieje.
Tyle na temat paputków!
Reszty ich zalet nie zliczę,
Więc kończę już powolutku,
Ten drobniuteńki wierszyczek.
I robię pięć kroków cichutkich,
Stając na palców czubki,
Siadam, wkładam paputki,
I grzeję szybciutko stópki.
Gdy za oknami deszcz kapie,
Gdy dopadają Cię smutki,
To usiądź na kanapie,
I załóż ciepłe paputki.
Paputki na smutki? Nie wierzę!
Cóż taki paputek jest wart?
Stópki w paputki ubierzesz,
I smutki znikną? To żart?
Tak! Zwykłe ciepłe paputki,
Zrobione z włochatej wełny,
Każdy z nich przyjemniutki,
I miłej miękkości pełny.
Bo gdy świat moknie paskudnie,
I deszcz leci ptakom na dzióbki,
Gdy szaro jest nawet w południe,
Paputki ogrzeją Ci stópki.
A gdy jest w stópki cieplutko,
Gdy się je mocno ogrzeje,
To robi się wesolutko,
I wszystko w człowieku się śmieje.
Tyle na temat paputków!
Reszty ich zalet nie zliczę,
Więc kończę już powolutku,
Ten drobniuteńki wierszyczek.
I robię pięć kroków cichutkich,
Stając na palców czubki,
Siadam, wkładam paputki,
I grzeję szybciutko stópki.
Wąs
2021-03-28 16:13:15
Wąs Wujek Janusz nosi wąs! Wąs ten to dla wszystkich wstrząs, Bo od zawsze wuj się dąsał: Nigdy nie zapuszczę wąsa! I naśmiewał się z przekąsem: Kto to widział? Janusz z wąsem? Lecz wuj dość niespodziewanie, W sprawie wąsa zmienił zdanie. I rzekł, choć już nie jest młody: Ten mój wąs to kwestia mody! Ciotka Jadzia wściekła pląsa, I roztrząsa sprawę wąsa. Słychać głośne krzyki cioci: Janusz, Janusz, po co to Ci? Lecz wuj to uparta dusza, Pląsem cioci się nie wzrusza: Wąs mej twarzy jest ozdobą, Goląc go nie będę sobą! Ciotka dalej słowem kąsa: Zgólże wąsa… Zgólże wąsa… Janusz śmieje się radośnie, Ciotka kąsa, a wąs rośnie. Aż pewnego wtorku, rankiem, Janusz zrobił niespodziankę: Powołując się na modę, Zgolił wąs, zapuścił brodę! Lśni na twarzy ciotki pąs: Brawo Janusz! Zniknął wąs! Ach, cóż za wspaniały gest! Wąsa nie ma, Janusz jest!
Wąs
Wujek Janusz nosi wąs!
Wąs ten to dla wszystkich wstrząs,
Bo od zawsze wuj się dąsał:
Nigdy nie zapuszczę wąsa!
I naśmiewał się z przekąsem:
Kto to widział? Janusz z wąsem?
Lecz wuj dość niespodziewanie,
W sprawie wąsa zmienił zdanie.
I rzekł, choć już nie jest młody:
Ten mój wąs to kwestia mody!
Ciotka Jadzia wściekła pląsa,
I roztrząsa sprawę wąsa.
Słychać głośne krzyki cioci:
Janusz, Janusz, po co to Ci?
Lecz wuj to uparta dusza,
Pląsem cioci się nie wzrusza:
Wąs mej twarzy jest ozdobą,
Goląc go nie będę sobą!
Ciotka dalej słowem kąsa:
Zgólże wąsa… Zgólże wąsa…
Janusz śmieje się radośnie,
Ciotka kąsa, a wąs rośnie.
Aż pewnego wtorku, rankiem,
Janusz zrobił niespodziankę:
Powołując się na modę,
Zgolił wąs, zapuścił brodę!
Lśni na twarzy ciotki pąs:
Brawo Janusz! Zniknął wąs!
Ach, cóż za wspaniały gest!
Wąsa nie ma, Janusz jest!
Wujek Janusz nosi wąs!
Wąs ten to dla wszystkich wstrząs,
Bo od zawsze wuj się dąsał:
Nigdy nie zapuszczę wąsa!
I naśmiewał się z przekąsem:
Kto to widział? Janusz z wąsem?
Lecz wuj dość niespodziewanie,
W sprawie wąsa zmienił zdanie.
I rzekł, choć już nie jest młody:
Ten mój wąs to kwestia mody!
Ciotka Jadzia wściekła pląsa,
I roztrząsa sprawę wąsa.
Słychać głośne krzyki cioci:
Janusz, Janusz, po co to Ci?
Lecz wuj to uparta dusza,
Pląsem cioci się nie wzrusza:
Wąs mej twarzy jest ozdobą,
Goląc go nie będę sobą!
Ciotka dalej słowem kąsa:
Zgólże wąsa… Zgólże wąsa…
Janusz śmieje się radośnie,
Ciotka kąsa, a wąs rośnie.
Aż pewnego wtorku, rankiem,
Janusz zrobił niespodziankę:
Powołując się na modę,
Zgolił wąs, zapuścił brodę!
Lśni na twarzy ciotki pąs:
Brawo Janusz! Zniknął wąs!
Ach, cóż za wspaniały gest!
Wąsa nie ma, Janusz jest!
Czas
2021-03-28 16:11:26
Czas Raz marynarz w Szczecinie, Który na żonę czekał, Westchnął: Jak ten czas płynie… Płynie niczym rzeka. Pilot stojący obok, (On też był z miasta Szczecin), Rzekł: nie nabierzesz nikogo! Bo czas nie płynie, a leci. Marynarz nadstawił ucha, I głośno krzyknął: Co ty? Leci? Jak jakaś mucha, Albo komar czy motyl? Czas płynie. Jest jak statek… - Czas płynie? Drogi Panie! I pewnie na dodatek, Nurkuje w oceanie?! Wiedzą to nawet dzieci, W dalekim Kamerunie, Że czas bez przerwy leci! - Leci? A może frunie? A potem do dziupli zerka, Składa ze cztery jajka, Wysiaduje i ćwierka! Czas leci… Co za bajka! I tak chwila po chwili, Godzina po godzinie, Okropnie się kłócili: - Czas płynie! - Leci! - Płynie! A Czas gdzieś z boku stoi, Słuchając tych hałasów. I myśli: Drodzy moi, Na kłótnie szkoda czasu…
Czas
Raz marynarz w Szczecinie,
Który na żonę czekał,
Westchnął: Jak ten czas płynie…
Płynie niczym rzeka.
Pilot stojący obok,
(On też był z miasta Szczecin),
Rzekł: nie nabierzesz nikogo!
Bo czas nie płynie, a leci.
Marynarz nadstawił ucha,
I głośno krzyknął: Co ty?
Leci? Jak jakaś mucha,
Albo komar czy motyl?
Czas płynie. Jest jak statek…
- Czas płynie? Drogi Panie!
I pewnie na dodatek,
Nurkuje w oceanie?!
Wiedzą to nawet dzieci,
W dalekim Kamerunie,
Że czas bez przerwy leci!
- Leci? A może frunie?
A potem do dziupli zerka,
Składa ze cztery jajka,
Wysiaduje i ćwierka!
Czas leci… Co za bajka!
I tak chwila po chwili,
Godzina po godzinie,
Okropnie się kłócili:
- Czas płynie!
- Leci!
- Płynie!
A Czas gdzieś z boku stoi,
Słuchając tych hałasów.
I myśli: Drodzy moi,
Na kłótnie szkoda czasu…
Raz marynarz w Szczecinie,
Który na żonę czekał,
Westchnął: Jak ten czas płynie…
Płynie niczym rzeka.
Pilot stojący obok,
(On też był z miasta Szczecin),
Rzekł: nie nabierzesz nikogo!
Bo czas nie płynie, a leci.
Marynarz nadstawił ucha,
I głośno krzyknął: Co ty?
Leci? Jak jakaś mucha,
Albo komar czy motyl?
Czas płynie. Jest jak statek…
- Czas płynie? Drogi Panie!
I pewnie na dodatek,
Nurkuje w oceanie?!
Wiedzą to nawet dzieci,
W dalekim Kamerunie,
Że czas bez przerwy leci!
- Leci? A może frunie?
A potem do dziupli zerka,
Składa ze cztery jajka,
Wysiaduje i ćwierka!
Czas leci… Co za bajka!
I tak chwila po chwili,
Godzina po godzinie,
Okropnie się kłócili:
- Czas płynie!
- Leci!
- Płynie!
A Czas gdzieś z boku stoi,
Słuchając tych hałasów.
I myśli: Drodzy moi,
Na kłótnie szkoda czasu…
Nuuuda
2020-04-01 16:16:37
Nuuuda Jest wadą niektórych ludzi, Że uwielbiają się nudzić, A każdy z nich szczerze się śmieje, Gdy nic się nie dzieje. Lecz gdyby coś właśnie się działo, To wtedy nudy im mało. Widziałem dziś krasnoluda! Nuda… Płynęła przez Gdańsk barakuda. Nuda… Spadł ponoć śnieg na Bermudach Nuda… Czarna pantera jest ruda. Nuda… Zniknęła z mapy Ostróda. Nuda… Dzwoniła ciotka Gertruda. Nuda… Pingwin gra bluesa na dudach. Nuda… I choćby zdarzały się cuda, Bez przerwy nuda i nuda. A mi zrozumieć jest trudno, Jak może ciągle być nudno, Bo jak mawiał pewien maruda: Nuda to straszna nuda…
Nuuuda
Jest wadą niektórych ludzi,
Że uwielbiają się nudzić,
A każdy z nich szczerze się śmieje,
Gdy nic się nie dzieje.
Lecz gdyby coś właśnie się działo,
To wtedy nudy im mało.
Widziałem dziś krasnoluda!
Nuda…
Płynęła przez Gdańsk barakuda.
Nuda…
Spadł ponoć śnieg na Bermudach
Nuda…
Czarna pantera jest ruda.
Nuda…
Zniknęła z mapy Ostróda.
Nuda…
Dzwoniła ciotka Gertruda.
Nuda…
Pingwin gra bluesa na dudach.
Nuda…
I choćby zdarzały się cuda,
Bez przerwy nuda i nuda.
A mi zrozumieć jest trudno,
Jak może ciągle być nudno,
Bo jak mawiał pewien maruda:
Nuda to straszna nuda…
Jest wadą niektórych ludzi,
Że uwielbiają się nudzić,
A każdy z nich szczerze się śmieje,
Gdy nic się nie dzieje.
Lecz gdyby coś właśnie się działo,
To wtedy nudy im mało.
Widziałem dziś krasnoluda!
Nuda…
Płynęła przez Gdańsk barakuda.
Nuda…
Spadł ponoć śnieg na Bermudach
Nuda…
Czarna pantera jest ruda.
Nuda…
Zniknęła z mapy Ostróda.
Nuda…
Dzwoniła ciotka Gertruda.
Nuda…
Pingwin gra bluesa na dudach.
Nuda…
I choćby zdarzały się cuda,
Bez przerwy nuda i nuda.
A mi zrozumieć jest trudno,
Jak może ciągle być nudno,
Bo jak mawiał pewien maruda:
Nuda to straszna nuda…
Różowa sowa
2020-04-01 16:14:11
Różowa sowa Niedaleko Ciechanowa, Mieszka kolorowa sowa. Jaki kolor ma ta sowa? Jest niezwykła, bo różowa! Niczym innym nie zaskoczy: Ma dziób, skrzydła, sowie oczy, Nie za mała jest, nieduża, Lecz różowa niczym róża, Kolorowa jak ze snów. A to dziwi stada sów. Pewien ważny sowi gość, Nawet wrzeszczał: Mamy dość! To się nam nie mieści w głowach, Że ta sowa jest różowa! Co się udowodnić stara, Tym, że nie jest buro – szara, Szaro – bura lub brązowa, Lecz niezwykła i różowa? Po co różni się ptak ów, Od milionów innych sów? Aż ktoś dość niespodziewanie, Zadał sowie to pytanie: Czy wyjaśnić pani może, Czemu w takim jest kolorze? Na to rzekła sowa: Cóż, Ja po prostu kocham róż! Więc gdy wokół jest ponuro, Buro – szaro, szaro – buro, A chcesz w życiu mieć różowo, Sobą bądź. Przepraszam! Sową!
Różowa sowa
Niedaleko Ciechanowa,
Mieszka kolorowa sowa.
Jaki kolor ma ta sowa?
Jest niezwykła, bo różowa!
Niczym innym nie zaskoczy:
Ma dziób, skrzydła, sowie oczy,
Nie za mała jest, nieduża,
Lecz różowa niczym róża,
Kolorowa jak ze snów.
A to dziwi stada sów.
Pewien ważny sowi gość,
Nawet wrzeszczał: Mamy dość!
To się nam nie mieści w głowach,
Że ta sowa jest różowa!
Co się udowodnić stara,
Tym, że nie jest buro – szara,
Szaro – bura lub brązowa,
Lecz niezwykła i różowa?
Po co różni się ptak ów,
Od milionów innych sów?
Aż ktoś dość niespodziewanie,
Zadał sowie to pytanie:
Czy wyjaśnić pani może,
Czemu w takim jest kolorze?
Na to rzekła sowa: Cóż,
Ja po prostu kocham róż!
Więc gdy wokół jest ponuro,
Buro – szaro, szaro – buro,
A chcesz w życiu mieć różowo,
Sobą bądź. Przepraszam! Sową!
Niedaleko Ciechanowa,
Mieszka kolorowa sowa.
Jaki kolor ma ta sowa?
Jest niezwykła, bo różowa!
Niczym innym nie zaskoczy:
Ma dziób, skrzydła, sowie oczy,
Nie za mała jest, nieduża,
Lecz różowa niczym róża,
Kolorowa jak ze snów.
A to dziwi stada sów.
Pewien ważny sowi gość,
Nawet wrzeszczał: Mamy dość!
To się nam nie mieści w głowach,
Że ta sowa jest różowa!
Co się udowodnić stara,
Tym, że nie jest buro – szara,
Szaro – bura lub brązowa,
Lecz niezwykła i różowa?
Po co różni się ptak ów,
Od milionów innych sów?
Aż ktoś dość niespodziewanie,
Zadał sowie to pytanie:
Czy wyjaśnić pani może,
Czemu w takim jest kolorze?
Na to rzekła sowa: Cóż,
Ja po prostu kocham róż!
Więc gdy wokół jest ponuro,
Buro – szaro, szaro – buro,
A chcesz w życiu mieć różowo,
Sobą bądź. Przepraszam! Sową!
Cztery aniołki
2020-01-21 18:15:37
Cztery aniołki Gdy głowę wtulisz w poduszkę, Gdy skończysz fikać koziołki, To wtedy spod Twego łóżka, Wyjdą cztery aniołki. Pierwszy aniołek – Wesołek, Co w ręku ma mały tobołek, W tobołku uśmiechu wiele, By zawsze Ci było weselej. Drugi aniołek – Barwinek, Dla chłopców i dla dziewczynek, Ma sny w kolorach łąki, Gdzie kwiatki, żuczki, biedronki. Nutek – aniołek trzeci, Piosenkę ma zawsze dla dzieci. Gdy zasnąć wieczorem trzeba, On kołysankę Ci śpiewa. Aniołka Czwartego – Serduszka, Dojrzysz na skraju łóżka. Gdy w Twoim pokoju gości, Daje Ci mnóstwo miłości. A gdy przychodzi ranek, Do słonka już śmieją się fiołki, Znienacka, jak garść niespodzianek, Znikają cztery aniołki. Lecz nie smuć się, aniołki w porę, Wrócą do Ciebie wieczorem. Szymon Marhwiak Barabach
Cztery aniołki
Gdy głowę wtulisz w poduszkę,
Gdy skończysz fikać koziołki,
To wtedy spod Twego łóżka,
Wyjdą cztery aniołki.
Pierwszy aniołek – Wesołek,
Co w ręku ma mały tobołek,
W tobołku uśmiechu wiele,
By zawsze Ci było weselej.
Drugi aniołek – Barwinek,
Dla chłopców i dla dziewczynek,
Ma sny w kolorach łąki,
Gdzie kwiatki, żuczki, biedronki.
Nutek – aniołek trzeci,
Piosenkę ma zawsze dla dzieci.
Gdy zasnąć wieczorem trzeba,
On kołysankę Ci śpiewa.
Aniołka Czwartego – Serduszka,
Dojrzysz na skraju łóżka.
Gdy w Twoim pokoju gości,
Daje Ci mnóstwo miłości.
A gdy przychodzi ranek,
Do słonka już śmieją się fiołki,
Znienacka, jak garść niespodzianek,
Znikają cztery aniołki.
Lecz nie smuć się, aniołki w porę,
Wrócą do Ciebie wieczorem.
Szymon Marhwiak Barabach
Gdy głowę wtulisz w poduszkę,
Gdy skończysz fikać koziołki,
To wtedy spod Twego łóżka,
Wyjdą cztery aniołki.
Pierwszy aniołek – Wesołek,
Co w ręku ma mały tobołek,
W tobołku uśmiechu wiele,
By zawsze Ci było weselej.
Drugi aniołek – Barwinek,
Dla chłopców i dla dziewczynek,
Ma sny w kolorach łąki,
Gdzie kwiatki, żuczki, biedronki.
Nutek – aniołek trzeci,
Piosenkę ma zawsze dla dzieci.
Gdy zasnąć wieczorem trzeba,
On kołysankę Ci śpiewa.
Aniołka Czwartego – Serduszka,
Dojrzysz na skraju łóżka.
Gdy w Twoim pokoju gości,
Daje Ci mnóstwo miłości.
A gdy przychodzi ranek,
Do słonka już śmieją się fiołki,
Znienacka, jak garść niespodzianek,
Znikają cztery aniołki.
Lecz nie smuć się, aniołki w porę,
Wrócą do Ciebie wieczorem.
Szymon Marhwiak Barabach
Bajki bez smaku
2020-01-21 18:13:35
Bajki bez smaku Dlaczego nie pisze się bajek, O kanapkach z musztardą, O gotowaniu jajek, Szczególnie jajek na twardo? Dlaczego pomija się kwestię, Księcia na białym rumaku, Który pokonał bestię, Wielką miską szpinaku. Zaś bestia zanim już padła, Przez księcia pokonana, To jeszcze ze smakiem zjadła, Krewetki i bakłażana. Dlaczego brak opowiastek, O królu, co kochał szczerze, Słodycze, więc z samych ciastek, Budował zamki i wieże? Dlaczego nie mówi się wcale, O wróżce – kucharce z kosmosu? Że jej latający talerz, Był pełen ciepłego bigosu. Gdzie baśnie o krasnoludku, Który przy dźwiękach muzyki, W przydomowym ogródku, Grillował ostre papryki? I wreszcie: czemu się milczy, O słynnym Czerwonym Kapturku, Co miał apetyt wilczy, I wcinał mizerię z ogórków? O wszystkich tych pysznych cudach, Napisać bardzo Wam chciałem, Lecz dzisiaj to się nie uda. Bo przez ten wierszyk zgłodniałem. Szymon Marhwiak Barabach
Bajki bez smaku
Dlaczego nie pisze się bajek,
O kanapkach z musztardą,
O gotowaniu jajek,
Szczególnie jajek na twardo?
Dlaczego pomija się kwestię,
Księcia na białym rumaku,
Który pokonał bestię,
Wielką miską szpinaku.
Zaś bestia zanim już padła,
Przez księcia pokonana,
To jeszcze ze smakiem zjadła,
Krewetki i bakłażana.
Dlaczego brak opowiastek,
O królu, co kochał szczerze,
Słodycze, więc z samych ciastek,
Budował zamki i wieże?
Dlaczego nie mówi się wcale,
O wróżce – kucharce z kosmosu?
Że jej latający talerz,
Był pełen ciepłego bigosu.
Gdzie baśnie o krasnoludku,
Który przy dźwiękach muzyki,
W przydomowym ogródku,
Grillował ostre papryki?
I wreszcie: czemu się milczy,
O słynnym Czerwonym Kapturku,
Co miał apetyt wilczy,
I wcinał mizerię z ogórków?
O wszystkich tych pysznych cudach,
Napisać bardzo Wam chciałem,
Lecz dzisiaj to się nie uda.
Bo przez ten wierszyk zgłodniałem.
Szymon Marhwiak Barabach
Dlaczego nie pisze się bajek,
O kanapkach z musztardą,
O gotowaniu jajek,
Szczególnie jajek na twardo?
Dlaczego pomija się kwestię,
Księcia na białym rumaku,
Który pokonał bestię,
Wielką miską szpinaku.
Zaś bestia zanim już padła,
Przez księcia pokonana,
To jeszcze ze smakiem zjadła,
Krewetki i bakłażana.
Dlaczego brak opowiastek,
O królu, co kochał szczerze,
Słodycze, więc z samych ciastek,
Budował zamki i wieże?
Dlaczego nie mówi się wcale,
O wróżce – kucharce z kosmosu?
Że jej latający talerz,
Był pełen ciepłego bigosu.
Gdzie baśnie o krasnoludku,
Który przy dźwiękach muzyki,
W przydomowym ogródku,
Grillował ostre papryki?
I wreszcie: czemu się milczy,
O słynnym Czerwonym Kapturku,
Co miał apetyt wilczy,
I wcinał mizerię z ogórków?
O wszystkich tych pysznych cudach,
Napisać bardzo Wam chciałem,
Lecz dzisiaj to się nie uda.
Bo przez ten wierszyk zgłodniałem.
Szymon Marhwiak Barabach
Być kotem
2020-01-21 18:11:03
Być kotem Bardzo trudno być kotem, Bo trzeba myśleć o wszystkim: Chodzić tam i z powrotem, Co chwilę zerkać do miski, Mieć na przekąskę chętkę, Trzeba szukać ciepełka, Wąchać kocimiętkę, Wskakiwać do pudełka, Trzeba leżeć bez ruchu, Wtulając się w miękką poduszkę, Dawać się smyrać po brzuchu, Albo miziać za uszkiem. Podrapać nogę od stołu, Żeby naostrzyć pazurki, Trzeba mruczeć wesoło, Wepchnąć nochal do dziurki. Chować się pod kołderką, Trzeba myć ogon i łapki, Oraz w ciapki futerko, Gdy jest się kotem w ciapki. Spać trzeba bardzo wysoko, A gdy już spanie się znudzi, Otwierać jedno oko, I patrzeć z góry na ludzi. Czasem syknąć: Wynocha! Na drugi bok się przewracać, I wciąż trzeba dawać się kochać. Być kotem to ciężka praca. Szymon Marhwiak Barabach
Być kotem
Bardzo trudno być kotem,
Bo trzeba myśleć o wszystkim:
Chodzić tam i z powrotem,
Co chwilę zerkać do miski,
Mieć na przekąskę chętkę,
Trzeba szukać ciepełka,
Wąchać kocimiętkę,
Wskakiwać do pudełka,
Trzeba leżeć bez ruchu,
Wtulając się w miękką poduszkę,
Dawać się smyrać po brzuchu,
Albo miziać za uszkiem.
Podrapać nogę od stołu,
Żeby naostrzyć pazurki,
Trzeba mruczeć wesoło,
Wepchnąć nochal do dziurki.
Chować się pod kołderką,
Trzeba myć ogon i łapki,
Oraz w ciapki futerko,
Gdy jest się kotem w ciapki.
Spać trzeba bardzo wysoko,
A gdy już spanie się znudzi,
Otwierać jedno oko,
I patrzeć z góry na ludzi.
Czasem syknąć: Wynocha!
Na drugi bok się przewracać,
I wciąż trzeba dawać się kochać.
Być kotem to ciężka praca.
Szymon Marhwiak Barabach
Bardzo trudno być kotem,
Bo trzeba myśleć o wszystkim:
Chodzić tam i z powrotem,
Co chwilę zerkać do miski,
Mieć na przekąskę chętkę,
Trzeba szukać ciepełka,
Wąchać kocimiętkę,
Wskakiwać do pudełka,
Trzeba leżeć bez ruchu,
Wtulając się w miękką poduszkę,
Dawać się smyrać po brzuchu,
Albo miziać za uszkiem.
Podrapać nogę od stołu,
Żeby naostrzyć pazurki,
Trzeba mruczeć wesoło,
Wepchnąć nochal do dziurki.
Chować się pod kołderką,
Trzeba myć ogon i łapki,
Oraz w ciapki futerko,
Gdy jest się kotem w ciapki.
Spać trzeba bardzo wysoko,
A gdy już spanie się znudzi,
Otwierać jedno oko,
I patrzeć z góry na ludzi.
Czasem syknąć: Wynocha!
Na drugi bok się przewracać,
I wciąż trzeba dawać się kochać.
Być kotem to ciężka praca.
Szymon Marhwiak Barabach