Bajkowy Podcast
Klasyczne i popularne bajki w sam raz dla Twojego dziecka, a może chcesz posłuchać razem z nim?
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
1234567891011121314151617181920212223242526272829303132333435
BP #023 - W piaskownicy
2019-09-01 06:00:03
Autor: Ewelina Jasik Tytuł: W piaskownicy Czyta: Wojciech Strózik Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście. To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka! Dziękuję!
Autor: Ewelina Jasik
Tytuł: W piaskownicy
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
Tytuł: W piaskownicy
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
BP #022 - Nasza stacyjka
2019-08-25 06:00:13
Autor: Ewelina Jasik Tytuł: Nasza stacyjka Czyta: Wojciech Strózik Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście. To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka! Dziękuję!
Autor: Ewelina Jasik
Tytuł: Nasza stacyjka
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
Tytuł: Nasza stacyjka
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
BP #021 - Przygody Bobra Freda
2019-08-24 06:00:09
Autor: Ewelina Jasik Tytuł: Przygody Bobra Freda Czyta: Wojciech Strózik Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście. To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka! Dziękuję!
Autor: Ewelina Jasik
Tytuł: Przygody Bobra Freda
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
Tytuł: Przygody Bobra Freda
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
BP #020 - Bajka o szyszkowym dziadku
2019-08-18 10:45:51
Autor: Ewelina Jasik Tytuł: Bajka o szyszkowym dziadku Czyta: Wojciech Strózik Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście. To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka! Dziękuję!
Autor: Ewelina Jasik
Tytuł: Bajka o szyszkowym dziadku
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
Tytuł: Bajka o szyszkowym dziadku
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
BP #019 - Bajka o storczyku
2019-08-17 09:22:48
Autor: Ewelina Jasik Tytuł: Bajka o Storczyku Czyta: Wojciech Strózik Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście. To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka! Dziękuję!
Autor: Ewelina Jasik
Tytuł: Bajka o Storczyku
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
Tytuł: Bajka o Storczyku
Czyta: Wojciech Strózik
Bajki powstały dla Franka, który dziś może ich posłuchać także tutaj w bajkowym podcaście.
To wielka radość i zaszczyt móc czytać bajki, które rodzic napisał dla własnego dziecka!
Dziękuję!
BP #018 - Bajka o wrażliwej królewnie, którą ciągle bolał brzuszek
2019-08-10 18:00:15
Autorka: Małgorzata Bartoszek Czyta: Wojciech Strózik Bajka o wrażliwej królewnie, którą ciągle bolał brzuszek. Była sobie mała królewna Gaja, która miała bardzo delikatną naturę i ogromną wrażliwość. Bardzo chciała, aby wszystkim dobrze się działo, by wszyscy ludzie troszczyli się o siebie i inne stworzenia, z miłością i życzliwością odnosili się do każdej żywej istoty, dbali o wodę, która jest tak cennym źródłem życia. Gaja starała się wszystkim pomagać. Uczyła i pokazywała, co należy robić, aby nikomu nie działa się krzywda i wszyscy mogli żyć w spokoju, radości oraz dostatku. Niestety nie było to łatwe zadanie, ponieważ ludzie wokoło wciąż się spieszyli. Nie zwracali uwagi na siebie nawzajem. Wciąż coś robili, dużo pracowali, chcieli ciągle więcej zarabiać, więcej kupować, nie zwracając uwagi na to, że zaśmiecają przyrodę i krzywdzą siebie nawzajem. Rywalizowali ze sobą, chcieli otrzymywać nagrody i pochwały za to, że są tacy wspaniali i tak wiele robią. Wydawało im się, że robią za mało i posiadają za mało. Dlatego też równie często narzekali, że im ciężko, że są zmęczeni i nie mają czasu na to, aby cieszyć się drobnostkami. A im więcej pracowali, tym więcej się denerwowali i nie dostrzegali zwyczajnych, pięknych rzeczy, które ich otaczały i które starała się im pokazywać Gaja. Pewnego razu małą królewnę zaczął boleć brzuszek. Wszelkie starania lekarzy i znanych medyków z innych krain nie pomagały na dolegliwość królewny. Gaja zrobiła się słabsza, bledsza i smutniejsza. Bolący brzuszek sprawił, że nie mogła tak bardzo cieszyć się życiem, jak kiedyś. Jej bliscy i znajomi martwili się o nią, szukali przyczyn bólu brzuszka królewny, ale nikt nie potrafił znaleźć rozwiązania na uciążliwą dolegliwość. W końcu sprowadzono do królestwa Magika z bardzo odległej krainy. Magik wyglądał dość dziwnie, ale bardzo przyjaźnie i pogodnie. Miał śmieszną brodę i okrągłą czapeczkę. Dwie godziny rozmawiał z królewną. Kiedy skończył, obwieścił wszystkim, że Gaja bardzo przejmuje się tym, że ludzie są dla siebie nieżyczliwi i nieuprzejmi. Martwi się, że ludzie nie dbają o małe, bezbronne stworzenia, że myślą tylko o sobie i swojej wygodzie. Kiedy ludzie mówią do siebie w niewłaściwy sposób, używając przykrych słów i ranią słowami innych, to wpływa to źle na wszystkich, również na nią. Aby mogła wyzdrowieć otoczenie Gai musi nauczyć się właściwie ze sobą rozmawiać. Słowa muszą zawierać dużo ciepła, spokoju i miłości. Tego muszą nauczyć się nie tylko bliscy Gai, ale również inni ludzie, aby stworzyć więcej energii miłości, która ma silne działanie lecznicze. Oprócz tego Gaja musi codziennie poświęcać czas, aby spokojnie oddychać, więcej malować, śpiewać lub grać na jakimś instrumencie. Do tego trenować jakiś sport. Dodatkowo przyjazny Magik zalecił królewnie dwa lub trzy razy dziennie trzymanie lewej ręki na czole i jednocześnie prawej z tyłu głowy, na potylicy, aby uspokajać umysł. Trzeba to powtarzać tak długo, dopóki objawy brzuszka nie ustąpią na stałe. Może być tak, że czasami będzie już dobrze, a czasami ból jeszcze będzie powracał. Wtedy trzeba znowu uspokajać głowę i pamiętać o łagodnym oddechu. Wszyscy byli bardzo zadziwieni zaleceniami Magika, ale królewna po jego wizycie wypogodniała i wyglądała dużo lepiej, dlatego postanowiono jak najprędzej wprowadzić nowe zasady w królestwie. Sprowadzono nauczycieli, którzy ćwiczyli z ludźmi mówienie w nowy, lepszy i przyjemniejszy sposób. Nowe słowa i zdania, których się uczyli, przekazywały więcej spokoju i miłości. Królewna codziennie wykonywała ćwiczenia, które zalecił jej nadzwyczajny lekarz. Zawsze, kiedy pojawiały się niepokojące myśli w jej głowie, siadała na chwilkę, kładła ręce na czoło i tył głowy, oddychała sobie spokojnie. I już po kilku chwilach czuła się lepiej. Często dodatkowo wysyłała w myślach przyjazne życzenia do różnych osób, do zwierząt, a także roślin, życząc im zdrowia, szczęścia oraz wielu innych dobrych rzeczy. Dziękowała też w myślach Magikowi z dalekiej krainy za to, że pomógł jej odzyskać radość, miłość i spokój, a tym samym zdrowie i lepsze życie. Ty także możesz spróbować ćwiczeń królewny Gai. Jest bardzo prawdopodobne, że poczujesz się po nich lepiej. Pamiętaj też o przyjaznych życzeniach, aby je wysyłać do innych. One są jak drobne iskierki z wielkiego płomienia miłości. Innych równie ciekawych bajek szukajcie na stronie: https://holistycznaostoja.pl/bajki-pomagajki/
Autorka: Małgorzata Bartoszek
Czyta: Wojciech Strózik
Bajka o wrażliwej królewnie, którą ciągle bolał brzuszek.
Była sobie mała królewna Gaja, która miała bardzo delikatną naturę i ogromną wrażliwość.
Bardzo chciała, aby wszystkim dobrze się działo, by wszyscy ludzie troszczyli się o siebie i inne stworzenia, z miłością i życzliwością odnosili się do każdej żywej istoty, dbali o wodę, która jest tak cennym źródłem życia.
Gaja starała się wszystkim pomagać. Uczyła i pokazywała, co należy robić, aby nikomu nie działa się krzywda i wszyscy mogli żyć w spokoju, radości oraz dostatku.
Niestety nie było to łatwe zadanie, ponieważ ludzie wokoło wciąż się spieszyli. Nie zwracali uwagi na siebie nawzajem. Wciąż coś robili, dużo pracowali, chcieli ciągle więcej zarabiać, więcej kupować, nie zwracając uwagi na to, że zaśmiecają przyrodę i krzywdzą siebie nawzajem. Rywalizowali ze sobą, chcieli otrzymywać nagrody i pochwały za to, że są tacy wspaniali i tak wiele robią. Wydawało im się, że robią za mało i posiadają za mało. Dlatego też równie często narzekali, że im ciężko, że są zmęczeni i nie mają czasu na to, aby cieszyć się drobnostkami. A im więcej pracowali, tym więcej się denerwowali i nie dostrzegali zwyczajnych, pięknych rzeczy, które ich otaczały i które starała się im pokazywać Gaja.
Pewnego razu małą królewnę zaczął boleć brzuszek.
Wszelkie starania lekarzy i znanych medyków z innych krain nie pomagały na dolegliwość królewny.
Gaja zrobiła się słabsza, bledsza i smutniejsza. Bolący brzuszek sprawił, że nie mogła tak bardzo cieszyć się życiem, jak kiedyś.
Jej bliscy i znajomi martwili się o nią, szukali przyczyn bólu brzuszka królewny, ale nikt nie potrafił znaleźć rozwiązania na uciążliwą dolegliwość.
W końcu sprowadzono do królestwa Magika z bardzo odległej krainy.
Magik wyglądał dość dziwnie, ale bardzo przyjaźnie i pogodnie. Miał śmieszną brodę i okrągłą czapeczkę. Dwie godziny rozmawiał z królewną. Kiedy skończył, obwieścił wszystkim, że Gaja bardzo przejmuje się tym, że ludzie są dla siebie nieżyczliwi i nieuprzejmi. Martwi się, że ludzie nie dbają o małe, bezbronne stworzenia, że myślą tylko o sobie i swojej wygodzie. Kiedy ludzie mówią do siebie w niewłaściwy sposób, używając przykrych słów i ranią słowami innych, to wpływa to źle na wszystkich, również na nią. Aby mogła wyzdrowieć otoczenie Gai musi nauczyć się właściwie ze sobą rozmawiać. Słowa muszą zawierać dużo ciepła, spokoju i miłości. Tego muszą nauczyć się nie tylko bliscy Gai, ale również inni ludzie, aby stworzyć więcej energii miłości, która ma silne działanie lecznicze.
Oprócz tego Gaja musi codziennie poświęcać czas, aby spokojnie oddychać, więcej malować, śpiewać lub grać na jakimś instrumencie. Do tego trenować jakiś sport.
Dodatkowo przyjazny Magik zalecił królewnie dwa lub trzy razy dziennie trzymanie lewej ręki na czole i jednocześnie prawej z tyłu głowy, na potylicy, aby uspokajać umysł.
Trzeba to powtarzać tak długo, dopóki objawy brzuszka nie ustąpią na stałe. Może być tak, że czasami będzie już dobrze, a czasami ból jeszcze będzie powracał. Wtedy trzeba znowu uspokajać głowę i pamiętać o łagodnym oddechu.
Wszyscy byli bardzo zadziwieni zaleceniami Magika, ale królewna po jego wizycie wypogodniała i wyglądała dużo lepiej, dlatego postanowiono jak najprędzej wprowadzić nowe zasady w królestwie.
Sprowadzono nauczycieli, którzy ćwiczyli z ludźmi mówienie w nowy, lepszy i przyjemniejszy sposób. Nowe słowa i zdania, których się uczyli, przekazywały więcej spokoju i miłości.
Królewna codziennie wykonywała ćwiczenia, które zalecił jej nadzwyczajny lekarz.
Zawsze, kiedy pojawiały się niepokojące myśli w jej głowie, siadała na chwilkę, kładła ręce na czoło i tył głowy, oddychała sobie spokojnie. I już po kilku chwilach czuła się lepiej.
Często dodatkowo wysyłała w myślach przyjazne życzenia do różnych osób, do zwierząt, a także roślin, życząc im zdrowia, szczęścia oraz wielu innych dobrych rzeczy.
Dziękowała też w myślach Magikowi z dalekiej krainy za to, że pomógł jej odzyskać radość, miłość i spokój, a tym samym zdrowie i lepsze życie.
Ty także możesz spróbować ćwiczeń królewny Gai.
Jest bardzo prawdopodobne, że poczujesz się po nich lepiej.
Pamiętaj też o przyjaznych życzeniach, aby je wysyłać do innych.
One są jak drobne iskierki z wielkiego płomienia miłości.
Innych równie ciekawych bajek szukajcie na stronie:
https://holistycznaostoja.pl/bajki-pomagajki/
Czyta: Wojciech Strózik
Bajka o wrażliwej królewnie, którą ciągle bolał brzuszek.
Była sobie mała królewna Gaja, która miała bardzo delikatną naturę i ogromną wrażliwość.
Bardzo chciała, aby wszystkim dobrze się działo, by wszyscy ludzie troszczyli się o siebie i inne stworzenia, z miłością i życzliwością odnosili się do każdej żywej istoty, dbali o wodę, która jest tak cennym źródłem życia.
Gaja starała się wszystkim pomagać. Uczyła i pokazywała, co należy robić, aby nikomu nie działa się krzywda i wszyscy mogli żyć w spokoju, radości oraz dostatku.
Niestety nie było to łatwe zadanie, ponieważ ludzie wokoło wciąż się spieszyli. Nie zwracali uwagi na siebie nawzajem. Wciąż coś robili, dużo pracowali, chcieli ciągle więcej zarabiać, więcej kupować, nie zwracając uwagi na to, że zaśmiecają przyrodę i krzywdzą siebie nawzajem. Rywalizowali ze sobą, chcieli otrzymywać nagrody i pochwały za to, że są tacy wspaniali i tak wiele robią. Wydawało im się, że robią za mało i posiadają za mało. Dlatego też równie często narzekali, że im ciężko, że są zmęczeni i nie mają czasu na to, aby cieszyć się drobnostkami. A im więcej pracowali, tym więcej się denerwowali i nie dostrzegali zwyczajnych, pięknych rzeczy, które ich otaczały i które starała się im pokazywać Gaja.
Pewnego razu małą królewnę zaczął boleć brzuszek.
Wszelkie starania lekarzy i znanych medyków z innych krain nie pomagały na dolegliwość królewny.
Gaja zrobiła się słabsza, bledsza i smutniejsza. Bolący brzuszek sprawił, że nie mogła tak bardzo cieszyć się życiem, jak kiedyś.
Jej bliscy i znajomi martwili się o nią, szukali przyczyn bólu brzuszka królewny, ale nikt nie potrafił znaleźć rozwiązania na uciążliwą dolegliwość.
W końcu sprowadzono do królestwa Magika z bardzo odległej krainy.
Magik wyglądał dość dziwnie, ale bardzo przyjaźnie i pogodnie. Miał śmieszną brodę i okrągłą czapeczkę. Dwie godziny rozmawiał z królewną. Kiedy skończył, obwieścił wszystkim, że Gaja bardzo przejmuje się tym, że ludzie są dla siebie nieżyczliwi i nieuprzejmi. Martwi się, że ludzie nie dbają o małe, bezbronne stworzenia, że myślą tylko o sobie i swojej wygodzie. Kiedy ludzie mówią do siebie w niewłaściwy sposób, używając przykrych słów i ranią słowami innych, to wpływa to źle na wszystkich, również na nią. Aby mogła wyzdrowieć otoczenie Gai musi nauczyć się właściwie ze sobą rozmawiać. Słowa muszą zawierać dużo ciepła, spokoju i miłości. Tego muszą nauczyć się nie tylko bliscy Gai, ale również inni ludzie, aby stworzyć więcej energii miłości, która ma silne działanie lecznicze.
Oprócz tego Gaja musi codziennie poświęcać czas, aby spokojnie oddychać, więcej malować, śpiewać lub grać na jakimś instrumencie. Do tego trenować jakiś sport.
Dodatkowo przyjazny Magik zalecił królewnie dwa lub trzy razy dziennie trzymanie lewej ręki na czole i jednocześnie prawej z tyłu głowy, na potylicy, aby uspokajać umysł.
Trzeba to powtarzać tak długo, dopóki objawy brzuszka nie ustąpią na stałe. Może być tak, że czasami będzie już dobrze, a czasami ból jeszcze będzie powracał. Wtedy trzeba znowu uspokajać głowę i pamiętać o łagodnym oddechu.
Wszyscy byli bardzo zadziwieni zaleceniami Magika, ale królewna po jego wizycie wypogodniała i wyglądała dużo lepiej, dlatego postanowiono jak najprędzej wprowadzić nowe zasady w królestwie.
Sprowadzono nauczycieli, którzy ćwiczyli z ludźmi mówienie w nowy, lepszy i przyjemniejszy sposób. Nowe słowa i zdania, których się uczyli, przekazywały więcej spokoju i miłości.
Królewna codziennie wykonywała ćwiczenia, które zalecił jej nadzwyczajny lekarz.
Zawsze, kiedy pojawiały się niepokojące myśli w jej głowie, siadała na chwilkę, kładła ręce na czoło i tył głowy, oddychała sobie spokojnie. I już po kilku chwilach czuła się lepiej.
Często dodatkowo wysyłała w myślach przyjazne życzenia do różnych osób, do zwierząt, a także roślin, życząc im zdrowia, szczęścia oraz wielu innych dobrych rzeczy.
Dziękowała też w myślach Magikowi z dalekiej krainy za to, że pomógł jej odzyskać radość, miłość i spokój, a tym samym zdrowie i lepsze życie.
Ty także możesz spróbować ćwiczeń królewny Gai.
Jest bardzo prawdopodobne, że poczujesz się po nich lepiej.
Pamiętaj też o przyjaznych życzeniach, aby je wysyłać do innych.
One są jak drobne iskierki z wielkiego płomienia miłości.
Innych równie ciekawych bajek szukajcie na stronie:
https://holistycznaostoja.pl/bajki-pomagajki/
BP #017 - Przygody Pana Kasztanka cz. III
2019-08-10 09:19:04
Autor: Konstancja Lissewska Tytuł: Przygody Pana Kasztanka Czyta: Wojciech Strózik
Autor: Konstancja Lissewska
Tytuł: Przygody Pana Kasztanka
Czyta: Wojciech Strózik
Tytuł: Przygody Pana Kasztanka
Czyta: Wojciech Strózik
BP #016 - Przygody Pana Kasztanka cz. II
2019-08-04 20:59:18
Autor: Konstancja Lissewska Tytuł: Przygody Pana Kasztanka Czyta: Wojciech Strózik
Autor: Konstancja Lissewska
Tytuł: Przygody Pana Kasztanka
Czyta: Wojciech Strózik
Tytuł: Przygody Pana Kasztanka
Czyta: Wojciech Strózik
BP #015 - Przygody Pana Kasztanka cz. I
2019-08-03 08:57:51
Autor: Konstancja Lissewska Tytuł: Przygody Pana Kasztanka Czyta: Wojciech Strózik
Autor: Konstancja Lissewska
Tytuł: Przygody Pana Kasztanka
Czyta: Wojciech Strózik
Tytuł: Przygody Pana Kasztanka
Czyta: Wojciech Strózik
BP #014 - Roszpunka
2019-07-27 15:48:50
Autor: Jacob i Wilhelm Grimm Tytuł: Roszpunka Tłumaczenie: Marceli Tarnowski Czytał: Wojciech Strózik Żyli sobie mąż i żona, którzy przez długi czas daremnie pragnęli dziecka. Wreszcie żona powzięła nadzieję, że Pan Bóg spełni ich życzenie. W domku ich było na strychu maleńkie okienko, z którego widać było wspaniały ogród, pełen najpiękniejszych kwiatów i warzyw. Ale ogród otoczony był wysokim murem i nikt nie ważył się wejść doń, gdyż należał do złej czarownicy, która posiadała wielką moc i której wszyscy się bali. Pewnego dnia kobieta, patrząc na ogród przez okienko, ujrzała grządkę, na której rosła niezwykle bujna roszpunka — była tak świeża i zielona, że kobieta zapragnęła jej skosztować, i myśl ta nie odstępowała jej ani na chwilę. Wkrótce też zaczęła blednąc i chudnąć. Gdy to mąż spostrzegł, przeraził się i zapytał: — Czego ci brak, droga żono? — Ach — odparła kobieta — jeśli nie skosztuję roszpunki z ogrodu czarownicy, umrę z pewnością. Mąż, który bardzo kochał swą żonę, pomyślał sobie: „Nie mogę dopuścić do tego, aby żona moja umarła, muszę zdobyć dla niej roszpunkę za wszelką cenę!” Gdy wieczór zapadł, mąż przekradł się przez mur do ogrodu, narwał szybko roszpunki i zaniósł żonie. Kobieta przyrządziła sobie z niej sałatkę i zjadła ją natychmiast, ale pragnienie jej wzmogło się przez to jeszcze bardziej i nazajutrz znowu poczęła prosić męża, aby jej przyniósł roszpunki. Gdy zmierzch zapadł, mąż zakradł się do ogrodu, ale skoro tylko przekroczył mur, ujrzał z przerażeniem, że stoi przed nim czarownica. — Jak śmiałeś — zawołała gniewnie — wtargnąć do mego ogrodu i jak złodziej kraść mi roszpunkę? Nie ujdzie ci to bezkarnie! — Ach — odparł nieszczęsny człowiek — zmiłuj się nade mną, byłem do tego zmuszony: żona moja ujrzała twą roszpunkę przez okno i poczuła, że umrze, jeśli jej nie skosztuje. Czarownica wysłuchała go życzliwie, a wreszcie rzekła łagodniejszym tonem: — Jeśli jest tak, jak mówisz, pozwolę ci wziąć roszpunki, ile zechcesz, ale pod jednym warunkiem: oddasz mi dziecię, które powije twoja żona. Będzie mu u mnie dobrze, zatroszczę się o nie jak matka rodzona. Nieszczęsny człowiek w trwodze przyrzekł jej wszystko, a gdy dziecię przyszło na świat, czarownica zjawiła się natychmiast, dała dzieweczce imię Roszpunka i zabrała ją z sobą. Roszpunka wyrosła i była najpiękniejszym dzieckiem pod słońcem. Kiedy miała dwanaście lat, czarownica zamknęła ją w wysokiej wieży znajdującej się w głębi lasu. Do wieży tej nie było ani drzwi, ani schodów, miała ona tylko maleńkie okienko. Kiedy czarownica chciała się dostać do dziewczynki, stawała pod wieżą i wołała: Roszpunko, dziewczę moje, Spuśćże mi włosy swoje! Roszpunka miała długie, długie włosy, piękne, jak ze złota tkane. Na głos czarownicy splatała warkocze, przywiązywała je do ramy okiennej i spuszczała dwadzieścia łokci w dół, a czarownica wspinała się po nich jak po sznurze. Po kilku latach zdarzyło się, że syn króla przejeżdżał przez ten las i zbliżył się do wieży. Wtem usłyszał cudowny śpiew, przystanął więc i począł nadsłuchiwać. Była to Roszpunka, która umilała sobie śpiewem chwile samotności. Królewicz chciał się do niej dostać, ale nie mógł znaleźć drzwi do wieży. Ruszył więc do domu, ale śpiew słyszany w lesie tak go oczarował, że odtąd co dzień chodził do lasu słuchać pięknego głosu. Gdy tak pewnego razu stał za drzewem, ujrzał czarownicę, która zbliżyła się do wieży i zawołała: Roszpunko, dziewczę moje, Spuśćże mi włosy swoje! Roszpunka zaś spuściła włosy i czarownica wspięła się po nich do okienka. „Jeśli po tej drabinie wchodzi się do wieży — pomyślał królewicz — muszę i ja tego spróbować!” Nazajutrz, gdy zmierzch zapadł, stanął królewicz przed wieżą i zawołał: Roszpunko, dziewczę moje, Spuśćże mi włosy swoje! Wnet opadły włosy i królewicz wszedł po nich do wieży. Początkowo Roszpunka przeraziła się bardzo, gdy ujrzała obcego mężczyznę, ale królewicz przemówił do niej życzliwie, wyznając, iż śpiew jej tak wzruszył jego serce, że nie mógł znaleźć chwili spokoju. Na te słowa Roszpunka uspokoiła się, a gdy królewicz zapytał, czy chce go wziąć za męża, pomyślała: „U tego pięknego młodzieńca lepiej by mi było niż u starej czarownicy”. Zgodziła się więc na prośbę królewicza i złożyła swoją rączkę w jego dłoni, ale rzekła: — Chętnie poszłabym z tobą, ale nie wiem, jak się wydostać z wieży. Gdy przyjdziesz do mnie następnym razem, przynieś z sobą zwój nici jedwabnych; uplotę z nich drabinkę i zejdę po niej, a ty weźmiesz mnie na swego konia. Umówili się, że królewicz będzie do niej przybywał co wieczór, gdyż w dzień przychodziła czarownica. Czarownica długo nie domyślała się niczego, ale Roszpunka rzekła do niej pewnego razu: — Wytłumacz mi, babciu, dlaczego ciebie tak trudno jest wciągnąć na górę, a młody królewicz w mgnieniu oka już jest przy okienku. — Ach, ty bezbożna dziewczyno! — zawołała czarownica. — Co słyszę? Myślałam, że udało mi się odgrodzić cię od świata, a tyś mnie oszukała! W gniewie chwyciła piękne warkocze Roszpunki, owinęła je kilkakrotnie dokoła lewej ręki, prawą ujęła nożyce i raz, dwa, trzy, obcięła cudne włosy i rzuciła je na ziemię. A była tak okrutna, że przeniosła Roszpunkę do pustelni, gdzie musiała wieść życie pełne bólu i udręki. Tegoż dnia, gdy zmierzch zapadł, przywiązała czarownica do ramy okiennej obcięte warkocze, gdy zaś królewicz przybył i zawołał: — Roszpunko, dziewczę moje, Spuśćże mi włosy swoje! — spuściła złote włosy. Królewicz wszedł po nich na górę, ale zamiast pięknej Roszpunki ujrzał złą czarownicę, która zawołała szyderczo: — Aha, przybyłeś po swą ukochaną, ale ptaszek nie śpiewa już, nie ma go w gniazdku, porwał go kot, który i tobie oczy wydrapie. Nigdy więcej nie ujrzysz Roszpunki. Królewicz popadł w taką rozpacz, że wyskoczył z wieży przez okno. Uszedł wprawdzie z życiem, ale spadł na ciernie, które wykłuły mu oczy. Błąkał się po lesie, żywiąc się jagodami i korzonkami i płacząc po stracie ukochanej. Po kilku latach takiego życia przybył pewnego razu do pustelni, w której żyła w smutku Roszpunka wraz ze swymi bliźniętami, chłopcem i dziewczynką, które powiła. Królewicz poznał jej głos, a gdy się zbliżył do niej i ona go poznała, padła mu na szyję i zapłakała. Dwie jej łzy zwilżyły jego oczy i królewicz odzyskał wzrok. Teraz powiódł królewicz Roszpunkę do swego państwa, gdzie przyjęto ich z radością i długie jeszcze lata żyli razem szczęśliwie. Wesprzyj bajkowy podcast na www.Patronite.pl/rodk
Autor: Jacob i Wilhelm Grimm
Tytuł: Roszpunka
Tłumaczenie: Marceli Tarnowski
Czytał: Wojciech Strózik
Żyli sobie mąż i żona, którzy przez długi czas daremnie pragnęli dziecka. Wreszcie żona powzięła nadzieję, że Pan Bóg spełni ich życzenie. W domku ich było na strychu maleńkie okienko, z którego widać było wspaniały ogród, pełen najpiękniejszych kwiatów i warzyw. Ale ogród otoczony był wysokim murem i nikt nie ważył się wejść doń, gdyż należał do złej czarownicy, która posiadała wielką moc i której wszyscy się bali. Pewnego dnia kobieta, patrząc na ogród przez okienko, ujrzała grządkę, na której rosła niezwykle bujna roszpunka — była tak świeża i zielona, że kobieta zapragnęła jej skosztować, i myśl ta nie odstępowała jej ani na chwilę. Wkrótce też zaczęła blednąc i chudnąć. Gdy to mąż spostrzegł, przeraził się i zapytał:
— Czego ci brak, droga żono?
— Ach — odparła kobieta — jeśli nie skosztuję roszpunki z ogrodu czarownicy, umrę z pewnością.
Mąż, który bardzo kochał swą żonę, pomyślał sobie: „Nie mogę dopuścić do tego, aby żona moja umarła, muszę zdobyć dla niej roszpunkę za wszelką cenę!”
Gdy wieczór zapadł, mąż przekradł się przez mur do ogrodu, narwał szybko roszpunki i zaniósł żonie. Kobieta przyrządziła sobie z niej sałatkę i zjadła ją natychmiast, ale pragnienie jej wzmogło się przez to jeszcze bardziej i nazajutrz znowu poczęła prosić męża, aby jej przyniósł roszpunki. Gdy zmierzch zapadł, mąż zakradł się do ogrodu, ale skoro tylko przekroczył mur, ujrzał z przerażeniem, że stoi przed nim czarownica.
— Jak śmiałeś — zawołała gniewnie — wtargnąć do mego ogrodu i jak złodziej kraść mi roszpunkę? Nie ujdzie ci to bezkarnie!
— Ach — odparł nieszczęsny człowiek — zmiłuj się nade mną, byłem do tego zmuszony: żona moja ujrzała twą roszpunkę przez okno i poczuła, że umrze, jeśli jej nie skosztuje.
Czarownica wysłuchała go życzliwie, a wreszcie rzekła łagodniejszym tonem:
— Jeśli jest tak, jak mówisz, pozwolę ci wziąć roszpunki, ile zechcesz, ale pod jednym warunkiem: oddasz mi dziecię, które powije twoja żona. Będzie mu u mnie dobrze, zatroszczę się o nie jak matka rodzona.
Nieszczęsny człowiek w trwodze przyrzekł jej wszystko, a gdy dziecię przyszło na świat, czarownica zjawiła się natychmiast, dała dzieweczce imię Roszpunka i zabrała ją z sobą.
Roszpunka wyrosła i była najpiękniejszym dzieckiem pod słońcem. Kiedy miała dwanaście lat, czarownica zamknęła ją w wysokiej wieży znajdującej się w głębi lasu. Do wieży tej nie było ani drzwi, ani schodów, miała ona tylko maleńkie okienko. Kiedy czarownica chciała się dostać do dziewczynki, stawała pod wieżą i wołała:
Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
Roszpunka miała długie, długie włosy, piękne, jak ze złota tkane. Na głos czarownicy splatała warkocze, przywiązywała je do ramy okiennej i spuszczała dwadzieścia łokci w dół, a czarownica wspinała się po nich jak po sznurze. Po kilku latach zdarzyło się, że syn króla przejeżdżał przez ten las i zbliżył się do wieży. Wtem usłyszał cudowny śpiew, przystanął więc i począł nadsłuchiwać. Była to Roszpunka, która umilała sobie śpiewem chwile samotności. Królewicz chciał się do niej dostać, ale nie mógł znaleźć drzwi do wieży. Ruszył więc do domu, ale śpiew słyszany w lesie tak go oczarował, że odtąd co dzień chodził do lasu słuchać pięknego głosu. Gdy tak pewnego razu stał za drzewem, ujrzał czarownicę, która zbliżyła się do wieży i zawołała:
Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
Roszpunka zaś spuściła włosy i czarownica wspięła się po nich do okienka.
„Jeśli po tej drabinie wchodzi się do wieży — pomyślał królewicz — muszę i ja tego spróbować!”
Nazajutrz, gdy zmierzch zapadł, stanął królewicz przed wieżą i zawołał:
Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
Wnet opadły włosy i królewicz wszedł po nich do wieży.
Początkowo Roszpunka przeraziła się bardzo, gdy ujrzała obcego mężczyznę, ale królewicz przemówił do niej życzliwie, wyznając, iż śpiew jej tak wzruszył jego serce, że nie mógł znaleźć chwili spokoju. Na te słowa Roszpunka uspokoiła się, a gdy królewicz zapytał, czy chce go wziąć za męża, pomyślała:
„U tego pięknego młodzieńca lepiej by mi było niż u starej czarownicy”.
Zgodziła się więc na prośbę królewicza i złożyła swoją rączkę w jego dłoni, ale rzekła:
— Chętnie poszłabym z tobą, ale nie wiem, jak się wydostać z wieży. Gdy przyjdziesz do mnie następnym razem, przynieś z sobą zwój nici jedwabnych; uplotę z nich drabinkę i zejdę po niej, a ty weźmiesz mnie na swego konia.
Umówili się, że królewicz będzie do niej przybywał co wieczór, gdyż w dzień przychodziła czarownica.
Czarownica długo nie domyślała się niczego, ale Roszpunka rzekła do niej pewnego razu:
— Wytłumacz mi, babciu, dlaczego ciebie tak trudno jest wciągnąć na górę, a młody królewicz w mgnieniu oka już jest przy okienku.
— Ach, ty bezbożna dziewczyno! — zawołała czarownica. — Co słyszę? Myślałam, że udało mi się odgrodzić cię od świata, a tyś mnie oszukała!
W gniewie chwyciła piękne warkocze Roszpunki, owinęła je kilkakrotnie dokoła lewej ręki, prawą ujęła nożyce i raz, dwa, trzy, obcięła cudne włosy i rzuciła je na ziemię. A była tak okrutna, że przeniosła Roszpunkę do pustelni, gdzie musiała wieść życie pełne bólu i udręki.
Tegoż dnia, gdy zmierzch zapadł, przywiązała czarownica do ramy okiennej obcięte warkocze, gdy zaś królewicz przybył i zawołał:
— Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
— spuściła złote włosy. Królewicz wszedł po nich na górę, ale zamiast pięknej Roszpunki ujrzał złą czarownicę, która zawołała szyderczo:
— Aha, przybyłeś po swą ukochaną, ale ptaszek nie śpiewa już, nie ma go w gniazdku, porwał go kot, który i tobie oczy wydrapie. Nigdy więcej nie ujrzysz Roszpunki.
Królewicz popadł w taką rozpacz, że wyskoczył z wieży przez okno. Uszedł wprawdzie z życiem, ale spadł na ciernie, które wykłuły mu oczy. Błąkał się po lesie, żywiąc się jagodami i korzonkami i płacząc po stracie ukochanej.
Po kilku latach takiego życia przybył pewnego razu do pustelni, w której żyła w smutku Roszpunka wraz ze swymi bliźniętami, chłopcem i dziewczynką, które powiła. Królewicz poznał jej głos, a gdy się zbliżył do niej i ona go poznała, padła mu na szyję i zapłakała. Dwie jej łzy zwilżyły jego oczy i królewicz odzyskał wzrok.
Teraz powiódł królewicz Roszpunkę do swego państwa, gdzie przyjęto ich z radością i długie jeszcze lata żyli razem szczęśliwie.
Wesprzyj bajkowy podcast na www.Patronite.pl/rodk
Tytuł: Roszpunka
Tłumaczenie: Marceli Tarnowski
Czytał: Wojciech Strózik
Żyli sobie mąż i żona, którzy przez długi czas daremnie pragnęli dziecka. Wreszcie żona powzięła nadzieję, że Pan Bóg spełni ich życzenie. W domku ich było na strychu maleńkie okienko, z którego widać było wspaniały ogród, pełen najpiękniejszych kwiatów i warzyw. Ale ogród otoczony był wysokim murem i nikt nie ważył się wejść doń, gdyż należał do złej czarownicy, która posiadała wielką moc i której wszyscy się bali. Pewnego dnia kobieta, patrząc na ogród przez okienko, ujrzała grządkę, na której rosła niezwykle bujna roszpunka — była tak świeża i zielona, że kobieta zapragnęła jej skosztować, i myśl ta nie odstępowała jej ani na chwilę. Wkrótce też zaczęła blednąc i chudnąć. Gdy to mąż spostrzegł, przeraził się i zapytał:
— Czego ci brak, droga żono?
— Ach — odparła kobieta — jeśli nie skosztuję roszpunki z ogrodu czarownicy, umrę z pewnością.
Mąż, który bardzo kochał swą żonę, pomyślał sobie: „Nie mogę dopuścić do tego, aby żona moja umarła, muszę zdobyć dla niej roszpunkę za wszelką cenę!”
Gdy wieczór zapadł, mąż przekradł się przez mur do ogrodu, narwał szybko roszpunki i zaniósł żonie. Kobieta przyrządziła sobie z niej sałatkę i zjadła ją natychmiast, ale pragnienie jej wzmogło się przez to jeszcze bardziej i nazajutrz znowu poczęła prosić męża, aby jej przyniósł roszpunki. Gdy zmierzch zapadł, mąż zakradł się do ogrodu, ale skoro tylko przekroczył mur, ujrzał z przerażeniem, że stoi przed nim czarownica.
— Jak śmiałeś — zawołała gniewnie — wtargnąć do mego ogrodu i jak złodziej kraść mi roszpunkę? Nie ujdzie ci to bezkarnie!
— Ach — odparł nieszczęsny człowiek — zmiłuj się nade mną, byłem do tego zmuszony: żona moja ujrzała twą roszpunkę przez okno i poczuła, że umrze, jeśli jej nie skosztuje.
Czarownica wysłuchała go życzliwie, a wreszcie rzekła łagodniejszym tonem:
— Jeśli jest tak, jak mówisz, pozwolę ci wziąć roszpunki, ile zechcesz, ale pod jednym warunkiem: oddasz mi dziecię, które powije twoja żona. Będzie mu u mnie dobrze, zatroszczę się o nie jak matka rodzona.
Nieszczęsny człowiek w trwodze przyrzekł jej wszystko, a gdy dziecię przyszło na świat, czarownica zjawiła się natychmiast, dała dzieweczce imię Roszpunka i zabrała ją z sobą.
Roszpunka wyrosła i była najpiękniejszym dzieckiem pod słońcem. Kiedy miała dwanaście lat, czarownica zamknęła ją w wysokiej wieży znajdującej się w głębi lasu. Do wieży tej nie było ani drzwi, ani schodów, miała ona tylko maleńkie okienko. Kiedy czarownica chciała się dostać do dziewczynki, stawała pod wieżą i wołała:
Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
Roszpunka miała długie, długie włosy, piękne, jak ze złota tkane. Na głos czarownicy splatała warkocze, przywiązywała je do ramy okiennej i spuszczała dwadzieścia łokci w dół, a czarownica wspinała się po nich jak po sznurze. Po kilku latach zdarzyło się, że syn króla przejeżdżał przez ten las i zbliżył się do wieży. Wtem usłyszał cudowny śpiew, przystanął więc i począł nadsłuchiwać. Była to Roszpunka, która umilała sobie śpiewem chwile samotności. Królewicz chciał się do niej dostać, ale nie mógł znaleźć drzwi do wieży. Ruszył więc do domu, ale śpiew słyszany w lesie tak go oczarował, że odtąd co dzień chodził do lasu słuchać pięknego głosu. Gdy tak pewnego razu stał za drzewem, ujrzał czarownicę, która zbliżyła się do wieży i zawołała:
Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
Roszpunka zaś spuściła włosy i czarownica wspięła się po nich do okienka.
„Jeśli po tej drabinie wchodzi się do wieży — pomyślał królewicz — muszę i ja tego spróbować!”
Nazajutrz, gdy zmierzch zapadł, stanął królewicz przed wieżą i zawołał:
Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
Wnet opadły włosy i królewicz wszedł po nich do wieży.
Początkowo Roszpunka przeraziła się bardzo, gdy ujrzała obcego mężczyznę, ale królewicz przemówił do niej życzliwie, wyznając, iż śpiew jej tak wzruszył jego serce, że nie mógł znaleźć chwili spokoju. Na te słowa Roszpunka uspokoiła się, a gdy królewicz zapytał, czy chce go wziąć za męża, pomyślała:
„U tego pięknego młodzieńca lepiej by mi było niż u starej czarownicy”.
Zgodziła się więc na prośbę królewicza i złożyła swoją rączkę w jego dłoni, ale rzekła:
— Chętnie poszłabym z tobą, ale nie wiem, jak się wydostać z wieży. Gdy przyjdziesz do mnie następnym razem, przynieś z sobą zwój nici jedwabnych; uplotę z nich drabinkę i zejdę po niej, a ty weźmiesz mnie na swego konia.
Umówili się, że królewicz będzie do niej przybywał co wieczór, gdyż w dzień przychodziła czarownica.
Czarownica długo nie domyślała się niczego, ale Roszpunka rzekła do niej pewnego razu:
— Wytłumacz mi, babciu, dlaczego ciebie tak trudno jest wciągnąć na górę, a młody królewicz w mgnieniu oka już jest przy okienku.
— Ach, ty bezbożna dziewczyno! — zawołała czarownica. — Co słyszę? Myślałam, że udało mi się odgrodzić cię od świata, a tyś mnie oszukała!
W gniewie chwyciła piękne warkocze Roszpunki, owinęła je kilkakrotnie dokoła lewej ręki, prawą ujęła nożyce i raz, dwa, trzy, obcięła cudne włosy i rzuciła je na ziemię. A była tak okrutna, że przeniosła Roszpunkę do pustelni, gdzie musiała wieść życie pełne bólu i udręki.
Tegoż dnia, gdy zmierzch zapadł, przywiązała czarownica do ramy okiennej obcięte warkocze, gdy zaś królewicz przybył i zawołał:
— Roszpunko, dziewczę moje,
Spuśćże mi włosy swoje!
— spuściła złote włosy. Królewicz wszedł po nich na górę, ale zamiast pięknej Roszpunki ujrzał złą czarownicę, która zawołała szyderczo:
— Aha, przybyłeś po swą ukochaną, ale ptaszek nie śpiewa już, nie ma go w gniazdku, porwał go kot, który i tobie oczy wydrapie. Nigdy więcej nie ujrzysz Roszpunki.
Królewicz popadł w taką rozpacz, że wyskoczył z wieży przez okno. Uszedł wprawdzie z życiem, ale spadł na ciernie, które wykłuły mu oczy. Błąkał się po lesie, żywiąc się jagodami i korzonkami i płacząc po stracie ukochanej.
Po kilku latach takiego życia przybył pewnego razu do pustelni, w której żyła w smutku Roszpunka wraz ze swymi bliźniętami, chłopcem i dziewczynką, które powiła. Królewicz poznał jej głos, a gdy się zbliżył do niej i ona go poznała, padła mu na szyję i zapłakała. Dwie jej łzy zwilżyły jego oczy i królewicz odzyskał wzrok.
Teraz powiódł królewicz Roszpunkę do swego państwa, gdzie przyjęto ich z radością i długie jeszcze lata żyli razem szczęśliwie.
Wesprzyj bajkowy podcast na www.Patronite.pl/rodk
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
1234567891011121314151617181920212223242526272829303132333435