jajo, ach jajo kontra - dość filmowe kwestie...

Myślę, że to efekt uboczny sytuacji pandemicznej, ale wzięłam jajko na spacer na balkon. Balonik raczej. Posiedziało sobie w każdej doniczce, pobawiło się z pszczołą, ubrudziło ziemią, kichnęło dwa razy (sezon pyleń) i oznajmiło, że jest gotowe do świąt. Zważywszy na dalsze losy jajka, uważam, że jest bohaterskie i postaram się nie nadużyć jego wielkanocnego zaufania.
***
Święta minęły (pomyślnie) a sprawy, przedmioty i rzeczy nabrały zaskakujących niekiedy znaczeń. Tropię je uparcie, bo wiem, że ze znaczeń można czasem złożyć nawet sens istnienia (albo samolot). No to... do dzieła!!!!!

A w międzyczasie oglądam obrazy z innych ludzkich światów (filmami zwane) i o nich też tu opowiadać wręcz muszę ;)

Kategorie:
Książki Kultura

Odcinki od najnowszych:

Wykopaliska (z cyklu: zalecenia filmowe :)
2021-02-21 16:52:25

Zacznę od naukowego doniesienia sprzed kilku dni – otóż archeolodzy w węgierskiej wsi Újlengyel niedaleko Budapesztu Wykopali ponad siedem tysięcy historycznych monet, z czego najstarsze pochodzą z II wieku naszej ery. Najprawdopodobniej leżały tam od około 1520 roku. Wówczas kupilibyśmy siedem koni. Tera moglibyśmy je wymienić na naprawdę luksusowy samochód. Takie cuda! Taka archeologia. A jakie duże emocje! I nie chodzi tu tylko o pieniądze, ale o skarb, o połączenie tych 7 koni z luksusową współczesną bryką. I dlatego polecam dziś niedawną,premierę film oparty na powieści Johna Prestona - film „Wykopaliska”

dwa warianty oraz kino domowe i film "Basia z Podlasia"
2021-01-21 22:48:25

To było całkiem niedawno, kiedy kina co tydzień proponowały kilka premier i zestaw popremierowy, na dużym albo i jeszcze większym ekranie, z siłą dźwięku zdmuchując okulary. Przyjemne wspomnienie. Wówczas istniały (uogólniając!) dwa typy kinomanów: ci, którzy szli do kina na film, na konkretny, oczekując widowiska i treści, oraz ci, którzy szli do kina towarzysko, i przy okazji wybierali jakieś film, byle miło było . I ciekawie. Teraz, gdy zasiadamy pry komputerach możemy bez przeszkód w zasadzie (ale gorszym dźwiękiem) realizować wariant 1, ale - o czym przypominam – wariant 2 jest możliwy. Umawiamy się w wiadomo – pandemicznym kameralnym gronie znajomych, zaopatrujemy się w czipsy, wybieramy mieszkanie z największym telewizorem i robimy kino. To działa.

"Wyspa róży" - recenzja. Wolność i inżynieria.
2021-01-14 22:40:31

Kiedy mam do czynienia z filmem, który zrealizowano na podstawie prawdziwej historii – to naprawdę czuję wartość filmowego sposobu opowiadania o świecie. Jeśli takie filmy dodatku przedstawi jakiegoś pozornie zwykłego człowieka, który robi niezwykłe rzeczy, a jeszcze się to wszystko w miarę dobrze kończy - to czuję, że ludzka kreatywność nie ma granic, ma tylko Niedobów odwagi i nieco niedoinformowania. Przy uporządkowaniu tych dwóch przestrzeni - można wszystko. Ot pewien młody, zdolny Włoch – w 1968 roku zostawl prezydentem. Własnego państwa, w którym językiem urzędowym (uwaga, to lokalny nasz wątek poniekąd) - było esperanto. Panowa ł bardzo miłościwie, a potem Włochy, państwo dumne – zbombardowało jego włości. I była to najdziwniejsza wojna po II światowej. Brzmi absurdalnie, ale się wydarzyło. Otóż Giorgio rosa inżynier, którego potrzeba wolności jest społecznie ograniczana, pewnego dnia, za niewielkie pieniądze rozpoczyna realizację karkołomnego planu: budowę własnej wyspy pośrodku morza. Wraz z kolegami tworzy platformę, niedaleko popularnego miasta Rimini, 500 metrów od wód terytorialnych. Oficjalnie i urzędowo zakłada Republikę Wyspy Róży, nieoficjalnie – organizuje na swojej Platowie super klub z muzyką i barem, poza tym ogłasza niepodległość, powołuje rząd a sam zostaje prezydentem. Na nocne imprezy przypływają do wyspy rzesze młodych ludzie, pamiętajmy, że to są hipisowskie lata 60 te, w Europie ruchy wolnościowe nabierają nowego znaczenia, wyspa , będąca niepodległym państwem dla młodych i rozrywkowych ludzie staje się niebezpiecznym wyjątkiem od wielu reguł. Włoski rząd podejmuje brutalne działania (ustalające co może władza, nawet z obywatelami obcego kraju zwanego Republikę Wyspy Róży i nawet ONZ nie jest w stanie nic na to poradzić. W zasadzie to niewesoły koniec, lecz film całkiem wesoło pokazuje jak młody inżynier nabiera wiatru w żagle, jak cudownie dryfuje w stronę swojego marzenia, jak uparcie realizuje plan bycia wolnym. Mamy tu też wątek romantyczny. Niestety, nie jest to duże dzieło sztuki filmowej. To zaledwie poprawnie opowiedziana historia. Trochę plastikowa, więc też trochę szkoda, że poszczególni bohaterowie tej opowieści nie nabrali (że tak powiem) realnych, filmowych kształtów. Za to film ma fajną ścieżkę dźwiękową, muzyka podana w wersji włoskiej i niewłoskiej, buduje nam to dolce Vita. Nie mniej – samo wydarzenie jest świetne i na gdy początku przyszły prezydent swojego państwa, zapijając rozstanie z ukochaną, którą stracił przez nadmierne zainteresowanie swoimi wynalazkami, a nie uczuciem pyta sam siebie - "a może powinienem zbudować własny świat?" - to może to być zachętą dla tych odważnych, którzy posiadają dobre pomysły na swoje światy, lecz brakuje im nieco rozmachu. Giorgio Rosa nie zatrzymywał się w pół drogi i nie negocjował własnego szczęścia z obcymi.

Listopad 2020 - powroty, czyli skok w "Wodny świat"
2020-12-10 16:29:24

Film ma swoje lata, ale jest zrobiony z dużym rozmachem i posiada kilka wspaniałych momentów. Zalicza się do nich bitwa o wodne miasto, która została dobrze pokazana i wciąż robi wrażenie. Kolejny plus rola Kevina Costnera. Teraz zdecydowanie aktor funkcjonuje w 'drugim; obiegu, choć w tym roku miał się pokazać film "let him go", w którym wygląda świetne i gra zawadiakę. Wiec Costner wciąż - w grze.

grudzień w 'Pottersville' - recenzja i ostrzeżenie
2020-12-10 15:49:48

Taka jest przeogromna liczba świątecznych komedii w sieci, że mnie to przeraża. Wszystkie szalenie familijne, oraz szalenie romantyczne. Rzecz jasna, mam kilka ulubionych, ale postanowiłam znaleźć taką, której jeszcze nie lobię, ale mogłabym. Uwiodły mnie pierwsze kadry filmu o konkretnej i niczego nie niewyjaśniającej nazwie Pottersville Oto słyszymy w tle świąteczną, amerykańską swingującą piosenkę. Na kilka miękkich,żeńskich głosów, cały czas dzwoneczki, do tego delikatnie prószy śnieg, a kamera pokazuje nam uliece wyludnionego, zapyziałego miasteczka. W którym zbankrutowała fabryka. Domy są albo na sprzedaż, albo w wyraźnym upadku, mieszkańcy żyją na kreskę, na kredyt, albo na cuda, bynajmniej nieświąteczne. Im bliżej kamera jest ulic, tym smutniej to wszystko wygląda. Kryzys. I koniec świata. Ale potem z tego intrygującego początku nie zostaje nic. Co wyjaśniam w dźwięku. Nie oglądaj tego filmu… nie teraz. :) Pozdrawiam! Miłka

2020.11.20 i 'sekretny talizman'
2020-11-21 17:00:19

Ogranioczone życie filmowe w ograniczonych przez czas (to pieniądż?) słowach Ale "Sekretny talizman" piękną jest impresją.

Mała drama, czyli list od Witkacego
2020-08-04 11:34:29

List od Witkacego (otrzymała znienacka Miłka Malzahn) Koperta wygląda tak bardzo retro, że najpierw ją wącham. Odruch taki. Wyczuwam strych. Zapach myszy i delikatny powiew papierosowego dymu. Albo płonącego świata. Nie jestem pewna. I zdaję sobie sprawę z tego, że mam w ręku albo bardzo starą rzecz, albo artefakt z innej linii czasowej. Obie wersje są w porządku. „Droga Pani bądź błogosławiona jedyna w swoim rodzaju, niech Melchizedek przekłuje pępek temu, kto dla ciebie niemiły. We mnie nie ma już żadnej nuty fałszywej. Przysięgam, wszystko szczere. Spieszę Ci przypomnieć, co pisałem, zanim mnie szlag trafił: że „Żyjemy w epoce straszliwej, jakiej nie znała dotąd historia ludzkości, a tak zamaskowanej pewnymi ideami, że człowiek dzisiejszy nie zna siebie, w kłamstwie się rodzi, żyje i umiera i nie zna głębi swojego upadku. Ja już, oczywiście nie żyję kompletnie, ale ty wręcz przeciwnie. (ciąg dalszy w dźwięku) Od autorki: Korzystałam w tekstu "Nowe formy w malarstwie", zapożyczyłam też frazy z listów Stanisława Ignacego Witkiewicza do Leona Reynela, kupca i przyjaciela rodziny.

„The Old Guard” – wieczor z nieśmiertelną ekipą
2020-07-16 21:35:28

Najjaśniejszym punktem jest grająca główną rolę Charlize Theron, pierwsza z nieśmiertelnych, najstarsza i najbardziej skuteczna. Ale zmęczona wojowaniem i zniechęcona skłonnością ludzi do mordowania siebie nawzajem. Zanim załatwią naukowca i jego nienaukową ekipę dołączy do nich nowa, młoda nieśmiertelna oraz jeden z nich – zdradzi. I już. Tyle, że moment walki są naprawdę malownicze, kaskaderzy i autorzy zdjęć, budują te obrazy tak, żeby widz nie miał wątpliowści, że jest to rozrywka na poziomie. Znalazłam trailer dotyczący samego komiksu, The Old Guard - ale z wrzutkami z filmu, ta opowieść dotyczyła okoliczności spotkania się głównych bohaterów. Film miał jakieś 8 minut i był naprawdę interesujący, Staranie twórców długiej wersji są chwalebne, ale poziom.. zaledwie przyzwoity. Ale wróćmy do filmowej wersji The Old Guard” – nie jest to ten poziom, który najbardziej sobie cenię, nie mniej spędzenie wieczoru z nieśmiertelną ekipą nie powinno nikomu poważnie zaszkodzić.

„Kandydat” – to niezły kandydat na emocjonujący, przedwyborczy wieczór.
2020-07-09 22:10:11

„Kandydat” – to niezły kandydat na emocjonujący przedwyborczy wieczór Może to kwestia przedwyborczej gorączki, kiedy nasilają się emocje, jak przed nie przymierzając - meczem. A atmosfera na wiecach jest… wiecowa. Psychologia tłumu to dziedzina psychologii społecznej zajmująca się funkcjonowaniem jednostek w dużych zbiorowiskach i wiadomo, że w tłumie jednostka zyskuje ponadludzką sile niekiedy, a także i ponadludzka mądrość. Ale co się stanie gdy będzie odwrotnie? Gdy jednostka zostanie zmanipulowana przez niecne i wrogie siły, i będzie chciała zdobyć tyle władzy ile sie tylko da a potem jej używać bynajmniej nie w imie wartości wyższych/ Taka kwestia, związaną z podejmowaniem wyborów z badaniami nad hipnozą pojawił się w powieści Richarda Condona – The Manchurian Candidate. W 1962 roku na jej podstawie powstał film Przeżyliśmy wojnę, główna rolę zagrał Frank Sinatra i nie była to łatwa rola. Ale film okazał się na tyle przerażający i na tyle inspirujący, że w 2004 roku, tę samą rolę zagrał Denzel Washington. Zmieniono trochę sytuację polityczną ameryki, a tłem wydarzeń stały się prezydenckie wybory. Wszystko jednak zaczyna się od akcji wojskowej w Kuwejcie w 1991 roku, podczas której oddział kapitana Bena Marco zostaje zaatakowany. Wśród żołnierzy jest Raymond Shaw, młody chłopak z rodziny senatorów, w przyszłości kandydat na wiceprezydenta. Większość oddziału przeżyje, ale dzieje się coś dziwnego. Mają sny, które przeczą medialnym faktom. W mediach młody Show jest bohaterem wojennym i na swoim bohaterstwie zbija kapitał polityczny. Kapitan grany prze Denzela powoli odkrywa w zakamarkach swojej pamięci co się tak naprawdę stało i kto, i jak dostał się do mózgów młodych, straumatyzowanych żołnierzy. Mamy tu raczkujące zaplecze związane z możliwościami manipulowania ludzi, mamy walkę o wpływy, mamy żądzę władzy dla której nie liczy się w zasadzie nic. Film jest trochę retro, ale wciąż ogląda się go bardzo dobrze i chociaż podobnych historii w kinie jest naprawdę sporo, to ta, może dlatego, że opowiedziana już po raz trzeci, wracająca jak bumerang, w swoim koncepcie - wydaje się mimo wszystko jako przejmująca. Jakie figle może nam spłatać pamięć, gdy wpadniemy w wielkie emocje. Milan Kundera "Księga śmiechu i zapomnienia" napisał: "Walka człowieka z władzą jest walką pamięci z zapomnieniem." A przecież źle się dzieje, gdy ktoś inny niż my sami tą pamięcią nam zarządza.

2020.03.13 HISZPANKA - recenzja z początku pandemii
2020-07-08 18:43:40

Recenzja pojawiła się na początku pandemii na antenie Polskiego Radia Białystok. Był to moment, gdy słowo "grypa" budziło wszelkie niezdrowe lęki i nie było jeszcze na nie sposobu. Filmy - wydawały się odpowiednim plastrem, nie leczącym wprawdzie, ale mniej bolało.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie