Rafał Hetman o książkach

Książki, głównie literatura faktu, przede wszystkim reportaże.


Odcinki od najnowszych:

#53: Za kulisami magazynu "Non-fiction". Rozmowa z Dorotą Groyecką
2020-06-23 13:33:33

Magazyn "Non-fiction" wystartował ze swoim podcastem. Nazywa się "Na ucho" i możecie go znaleźć na Spotify, iTunes i w wielu innych aplikacjach podcastowych. W najnowszym odcinku mojego podcastu rozmawiam z Dorotą Groyecką, redaktorką naczelną magazynu "Non-fiction", która opowiada o tym, co znajdziecie w audycji "Na ucho", ale również zdradza kulisy powstawania samego magazynu. Ten odciek przygotowałem we współpracy z magazynem "Non-fiction". Chcemy w nim przede wszystkim zachęcić was do sprawdzenia podcastu "Na ucho", w którym posłuchacie między innymi o kulisach powstawania poszczególnych tekstów do magazynu, ale jednocześnie chcemy wam też opowiedzieć o samym magazynie. Mam nadzieję, że odcinek będzie dla was interesujący! A tutaj fragment rozmowy: Rafał Hetman: Wchodziliście na rynek z Magazynem „Non-fiction” z ambitnymi hasłami dotyczącymi tworzenia magazynu i tworzenia nowoczesnych mediów. Czy rzeczywistość zweryfikowała wasze plany, założenia, które mieliście na samym początku? Dorota Groyecka: Pierwsze, co przychodzi mi do głowy to to, że nie ukazujemy się tak często, jakie były pierwsze założenia. (…) Natomiast realia są takie, że przy małym projekcie, niezależnym z czegoś trzeba zrezygnować. (…) To był taki kompromis, żeby nie rezygnować z jakości tych treści, żeby nie tworzyć ich na szybko, żeby nie rezygnować z porządnej redakcji i korekty. (…) Myśmy założyły magazyn, będąc młodymi dziennikarkami po szkole reportażu. A często jest tak, że media tworzą osoby z dużym doświadczeniem i większym zapleczem. Dużo pracy włożyłyśmy w to, żeby pokazać, że młodzi ludzie też mogą stworzyć fajny projekt. Nawet bez zaplecza, jakim są znane nazwiska czy bardzo duże finanse. Rafał Hetman: A czy trudne było rozpychanie się w niszy magazynów, która jest jednak niewielka? Dorota Groyecka: Mam takie poczucie, że jeśli chodzi o rynek magazynów, to to nie było trudne. Bo po prostu jest ich tam mało, że pojawienie się nowego tytułu wzbudziło zainteresowanie ludzi, którzy lubią magazyny, którzy je kolekcjonują. Miałyśmy też takie poczucie, że inne niezależne magazyny nas wspierają. Powstawały artykuły o nas, czy też na Facebooku i Instagramie niezależne media też nas promowały i podobnie było z wydawnictwami, które wydają reportaże. (…) Natomiast miałam takie poczucie, że nie do końca ten projekt został zaaprobowany przez taki reporterski trzon, tzn. bardziej doświadczonych reporterów, i środowisko związane z mediami, które są już na rynku od dawna. (…) Mam wrażanie, że takie niszowe inicjatywy czasami mają pod górkę i ciężko jest im z takimi bardzo dużymi podmiotami, nawet nie konkurować, ale może stawać sobie obok nich. Chociaż może to zrobiłyśmy?

#52: Po tej książce inaczej spojrzysz na więźniów i więzienie. "Pudło" Niny Olszewskiej
2020-05-20 11:56:59

O tym, jakie przeszkody czekały na reporterkę, kiedy pisała „Pudło. Opowieści z polskich więzień” i o tym, dlaczego więźniowie to trudni bohaterowie, opowiada Nina Olszewska, której debiutancka książka ukazała się właśnie w Wydawnictwie Poznańskim. Fragment rozmowy: - Nie umiem sobie w tej chwili wyobrazić trudniejszego tematu do realizacji. Być może dlatego, że jeszcze bardzo dobrze pamiętam, co przeszłam. (…) W momencie, w którym wiedziałam, że wchodzę do więzienia, że o 8:00 zadzwonię do bramy i zostanę stamtąd wyproszona uprzejmie w momencie kiedy skończy się dzień pracy oddziału penitencjarnego i najprawdopodobniej nie uda mi się dostać tam drugi raz, dlatego że więzienia mają bardzo niewiele cierpliwości, to wiedziałam, że drugiej szansy może nie być. (…) Kiedy przyjeżdżałam do więzienie i dzwoniła do jego bramy, zawsze czułam bardzo wszechstronną presję, że musze maksymalnie wykorzystać te godziny, które mi są dane, że muszę dać z siebie wszystko. Prawdopodobnie nigdy w życiu nie denerwowałam się tak przed żadną reporterską rozmową. Chociaż to nie było zdenerwowanie negatywne, ale raczej podekscytowanie rozmową i świadomość, że jestem trochę jakby na olimpiadzie i od tego występu wszystko zależy. Kończył się to tym, że kiedy wychodziłem po sześciu, ośmiu godzinach, odkrywałam, że nawet się nie napiłam albo że nie byłam w toalecie. (…) Więźniowie są trudnymi bohaterami. Jeżeli informuję czytelnika, że mój bohater jest osobą w więzieniu, to on na starcie dostaje niewiele punktów. I moim obowiązkiem jest to, żeby tak o nim opowiedzieć, żeby czytelnik mógł dostrzec coś więcej niż karę, niż przestępstwo i poczuł coś więcej niż potępienie. Odcinek przygotowany we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.

#51: Jak działają epidemie? Rozmowa o książce "Prawa epidemii" Adama Kucharskiego
2020-04-06 20:21:51

- Ta książka uzbraja nas w narzędzie do lepszego zrozumienia świat i lepszego odczytywania informacji, które do nas docierają. Bo zrozumienie epidemii jest szalenie trudne i tak jak pisze Kucharski, nie mam idealnej bazy danych, do której możemy przyłożyć model matematyczny. (…) To o czym Kucharski bardzo dobrze pisze, to jest fakt, że znając przebieg jednej epidemii, znamy… przebieg jednej epidemii – tłumaczy Anna Zdrojewska-Żywiecka, prezes Grupy Wydawniczej Relacja. - Jeżeli prognozowanie jest dobre i odpowiednio wystraszy ludzi i ci ludzie zareagują w sposób właściwi, to prognozowanie się nie spełni – dodaje Zdrojewska-Żywiecka. - Ale też, jak pokazują przykłady, które Kucharski opisuje w sowiej książce, jest szalenie trudne wywołać tę właściwą reakcję. Tutaj bardzo interesująca jest historia walki z malarią. Pomimo tego, że już bardzo długo wiedziano, że do zakażeń malarią dochodzi  a pośrednictwem komarów, to przekonanie rządów do walki, polegającej na tym, żeby eliminować komary, zajęło naukowcom kilkadziesiąt lat.

#50: Ceny starych książek was zadziwią. Rozmowa o antykwarycznym biznesie
2020-03-11 09:29:58

O tym, ile mogą kosztować stare książki, za jaką cenę można kupić pierwsze wydania „Pana Tadeusza” lub „Sklepów cynamonowych” i jak wygląda antykwaryczny biznes opowiadają Marcin Gałązka i Artur Jastrzębski z antykwariatu Kwadryga z Warszawy. Fragment rozmowy: Artur Jastrzębski: Zdarzają nam się sytuacje w antykwariacie, kiedy klient przychodzi z jakimiś pozycjami do sprzedaży, my przeglądając je, pytamy czy ma jakieś inne pozycje do sprzedania, między innymi pocztówki, i klient wtedy zawiesza głos i mówi: o, przepraszam, ale pocztówki właśnie wyrzuciłem. Pytamy wtedy: jakie miał pan pocztówki? On odpowiada: przedwojenne, zapisane, z miejscowościami polskimi… My wtedy mówimy: właśnie pan wyrzucił samochód do kosza. I dopiero wtedy do klientów dociera, że może warto przed wyrzuceniem czegoś do kosza zadzwonić do antykwariatu i dowiedzieć się, ile dana rzecz jest warta. Ostatnio często słyszymy o książkach wyrzucanych z mieszkań, które lądują od razu w kontenerach na śmieci. Ludziom nie chce się sprawdzić, czy np. wyrzucają jakieś cenne dokumenty. A wystarczy jeden telefon i może ktoś przyjechać i określić wartość danej pozycji.

#49: Dobre książki o uchodźcach. Rozmowa z Aleksandrą Rutkowską z PCPM
2020-01-29 18:29:20

Dziś z Aleksandrą Rutkowską, rzeczniczką Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, rozmawiam o dobrych książkach na temat uchodźców w Polsce i na świecie - o książkach Samar Yazbek, Izy Klementowskiej, Bena Rawlence'a i Zygmunta Baumana. A także o pracy PCPM w różnych częściach świata.  (Fotografia do odcinka: Jowita Kozłowska) Oto fragment rozmowy: Aleksandra Rutkowska: Zygmunt Bauman na łamach książki „Obcy u naszych drzwi” analizuje coś, co nazywa paniką migracyjną – takim niepokojem przed tym, co inne, obce, nieznane. (…) To co jest dużą wartością i cenną refleksją płynącą z tej książki, to próba uświadomienia czytelnikom, z czego się bierze ta niechęć, ten niepokój, związanym z obcym, który puka do naszych drzwi. To znaczy, że wraz z tym obcym, który był gdzieś na końcu świata, przychodzą historie, dramaty, kryzysy. Wcześniej, to wszystko było odległe, to było coś, czym nie musiałem, ja, Jan Kowalski, się zajmować. Wraz z uchodźcami, wraz z migrantami, wraz z tytułowymi obcymi, przychodzi kryzys, przychodzi świadomość tego kryzysu, przychodzi obraz świata, który kiedyś wydawał się odległy. (…) Bardzo często, uchodźców, ludzi, którzy uciekają przed wojną nazywa się migrantami ekonomicznymi. I to, co robi Bauman, to mówi o tym zjawisku. Tutaj cytat: „Gdy opinia publiczna już raz zaklasyfikuje ich jako potencjalnych terrorystów, migranci trafiają poza granice i zasięg moralnej odpowiedzialności. Poza przestrzeń współczucia i odruchu odpowiedzialności”. (…) Wiele wątków, które Bauman porusza, dzieje się na płaszczyźnie języka. (…) Wiem, że rozmawiamy o książkach, ale pozwolę sobie powiedzieć, o Ladine Labaki. To jest libańska reżyserka, która w niesamowity sposób poprzez filmy pokazuje tę rzeczywistość uchodźczą. Ona zrobiła kilkadziesiąt wywiadów, szukając bohatera do swojego filmu. Większość dzieci powiedziało jej, że wolałoby się nigdy nie urodzić. To powinien być dla nas taki alarm. Do czego my doprowadziliśmy jako społeczność? W tym momencie dojrzewa pokolenie pozostawionych gdzieś na uboczu, wykluczonych ludzi, często bez edukacji, wrzuconych do pewnego worka. Wielokrotnie spotykam się z pytaniami, czy nie boję się, czy tam nie jest niebezpiecznie? To są ludzie, którzy uciekli przed tym „niebezpiecznie”. Oni szukają bezpieczeństwa. A tak samo bezpieczeństwem osłaniają się wszyscy ci, którzy tym ludziom pomóc nie chcą.

#48: Szymon Opryszek: Marzy mi się reportażowy mad max
2020-01-22 18:24:47

- Wiele reportaży powstających ostatnio w Polsce, pisanych jest bardzo sztampowo, według jednego formatu, czy też jednej wizji reportażu. A mi się marzy taki mad max reportażowy – mówi Szymon Opryszek, laureat tegorocznego konkursu reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego. We wtorek 21 stycznia odbyła się gala, na której poznaliśmy laureata konkursu dla reporterów i reporterek organizowanego przez Wydawnictwo Poznańskie. W ramach konkursu kandydaci składali pomysły na swoją książkę reporterską. Zwyciężył projekt Szymona Opryszka, który zamierza napisać książkę o niedoborach wody na świecie. W najnowszym odcinku podcastu rozmowa z laureatem, w której Opryszek opowiada o projekcie i o pisaniu reportaży. Oto fragment. Szymon Opryszek: Wiele reportaży powstających ostatnio w Polsce, pisanych jest bardzo sztampowo, według jednego formatu, czy też jednej wizji reportażu. A mi się marzy taki mad max reportażowy – trochę więcej emocji, trochę więcej luzu, stylu i fantazji w tekście. Rafał Hetman: A czy ten mad max znajdujesz u innych autorów? Szymon Opryszek: Znajduję, ale nie w reportażu, czy w literaturze non-fiction. Jestem miłośnikiem Filipa Rotha, który pisze o problemach świata, o problemach, które nas dotyczą, w taki sposób, że ma się uczucie, jakby się oglądało dobry, wciągający film. Takie teksty mnie kręcą, ale nie wiem czy jestem w stanie kiedykolwiek coś takiego napisać. Myślę też, że reportaż otwiera się na nowe formy i uważam, że warto zmieniać trochę już skostniały system. Rafał Hetman: Takie przełamanie tradycyjnych form widzieliśmy niedawno u Mariusza Szczygła w „Nie ma” i Filipa Springera w „Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz”. Szymon Opryszek: Wymieniłeś dwa nazwiska, które są mocnymi nazwiskami na rynku reporterskim. Myślę, że problemem reportażu w ostatnich latach jest też taki, że reporterów jest bardzo dużo i są oni dosyć młodzi. To nasze pokolenie boi się eksperymentować, bo wie, że łatwiej będzie coś wydać w tej sprawdzonej formie. I to zapewne wygląda też tak, że to wydawnictwa wiedzą, jak i co się sprzedaje. W związku z czym, boją się eksperymentów. Ja mam nadzieję, że będę mógł eksperymentować.

#47: Sekrety pracy tłumacza. Rafał Lisowski odpowiada na wasze pytania
2020-01-15 19:16:56

Jak wygląda praca tłumacza? Czy współpraca z autorami bywa trudna? Czy tłumacz to współautor książki? Jaką władzę ma tłumacz nad tłumaczonym tekstem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w rozmowie z Rafałem Lisowskim, tłumaczem książek, m.in. Stephena Kinga, Kurta Vonneguta i wielu reportaży.  Oto fragment rozmowy: Rafał Hetman: Czy różne tłumaczenia tej samej książki mogą nam zmienić jej odbiór? Rafał Lisowski: Niewątpliwie, kiedy mam do czynienia z przekładami z różnego czasu, kiedy mówi o tekstach starszych, które przez dziesięciolecia, czy nawet dłuższy czas, mogły być wielokrotnie przekładane, to widzimy, że to się przekłada na inny język, na inne podejście do tłumaczenia. Widzimy, że na przykład jedni tłumacze zwłaszcza dawniej bardziej przybliżali ten tekst odbiorcy, w tym sensie, że jeżeli spojrzymy na dawniejsze tłumaczenia klasycznych tekstów, to zauważymy że często rzeczy związane z obcością, chropowatością oryginału bywały ugłaskiwane, bo też była taka kultura w Polsce, że tekst powinien być napisany literacką polszczyzną. A dzisiaj tłumacze bardziej dostrzegają wyjątkowość, inność, osobność autora, którą chcą oddać w np. bardziej chropowatą prozą. (…) Wydaje mi się, że najistotniejsze w tłumaczeniu jest to, by dostrzec w tekście to, co jest najważniejsze i to uwypuklić. Ale dla innego tłumacza coś innego będzie tym najważniejszym. Dla jednego to będzie fraza i na przykład taki tłumacz skupi się na melodii języka, na tym, że tu są aliteracje, tu jest krótkie słowo i wtedy na przykład będzie trzeba troszkę zmienić sens tekstu. A dla drugiego tłumacza sens będzie najważniejszy i poświęci na jego rzecz formę tekstu. Oczywiście, super by było, gdyby się dało wszystko uratować, ale zazwyczaj to jest niemożliwe. (…) Pamiętam, że kiedy zacząłem czytać tłumaczenie „Depesz” (Michael Herr, przeł. Krzysztof Majer – RH), to musiałem się przyzwyczaić do niego, dlatego że z mojej tłumackiej perspektywy miałem taki opór, że jak to, przecież ten język jest za współczesny. (…) Powiem tak, wydaje mi się, że wszystko uchodzi w tłumaczeniu, jeżeli ma to uzasadnienie, jeżeli to się broni jakimś konceptem.

#45: Jak się żyje na poniemieckim? Rozmowa z Karoliną Kuszyk
2019-12-19 11:45:00

O książce "Poniemieckie" i o tym, jak się żyło i żyje na "Ziemiach odzyskanych" rozmawiam z reporterką Karoliną Kuszyk, której najnowsza książka ukazała się pod koniec 2019 roku w Wydawnictwie Czarne. Oto fragment rozmowy:  Rafał Hetman: Piszesz w swojej książce, że trudno jest nam Polakom żyć z różnorodnością. Nawet teraz, jak piszesz, kiedy mamy dwie Polski, to nawet z tymi dwiema Polskami nam trudno. Nie wspominając już o Polsce różnorodnej, która mieszała od dawna niemieckość, żydowskość, ukraińskość. Karolina Kuszyk: Z różnorodnością jest tak, że chyba nie tyle trudno jest nam ją zaakceptować, ale często w obecnej oficjalnej narracji jest takie parcie na polskość i ja nie jestem pewna, czy to nam dobrze robi. Już po publikacji książki pojawiły się takie komentarze, przy czym było ich naprawdę niewiele, że po co tym pisać, że to jest przeszłość, że to może zostać źle odebrane i właściwie to już nie ma tematu, bo przecież teraz tutaj to już jest Polska (…). Jest trochę tak, jeszcze, że kiedy zaczynamy rozmawiać o Niemcach, zaraz się pojawia wyimaginowany hitlerowiec i zza węgła nas ostrzeliwuje. Ale myślę, że warto mówić o poniemieckości, o posowieckości, bo jej też jest pełno u nas (…). Fajnie by było, gdybyśmy potrafili żyć z ambiwalencją, ze świadomością, że nie ma łatwych odpowiedzi. I myślę, że jeśli będziemy opowiadać sobie o poniemieckim, to nie staniemy się przez to mniej polscy. Polskość nie jest naczyniem, z którego coś może ubywać, czy coś się może ulatniać. Bo gdyby tak było, to oznaczałoby, że krucho jest z nami. A w takiej polskości otwartej, pewnej siebie i próbującej samą siebie zrozumieć, myślę, że też powinno być miejsce na refleksje o tym, co zrobiliśmy z rzeczami po Żydach, po Niemcach itd. (…) Rafał Hetman: A czy przestrzeń nas jakoś definiuje? Pytam np. w kontekście wyników wyborów. Zwykle jest tak, że wschód Polski jest bardziej konserwatywny, a zachód liberalny w wyborach. A przecież na zachodzie mieszkają ludzie przesiedleni z Kresów, czyli ze wschody. Karolina Kuszyk: Myślę, że trzeba pamiętać o tym, że na zachodzie jest większa mieszanka ludności. Po wojnie przyjechali tam ludzie z różnych stron. Byli repatrianci, centralniacy i ludzie, którzy z zagranicy po wojnie ściągali na te tereny. I myślę, że to dobrze zachodowi Polski zrobiło – w tym sensie, że trochę się nauczono większej tolerancji, czy tego, żeby drugiego zostawić w spokoju, nie narzucać mu swojego zadania. (…) Trzeba pamiętać, że Polak tam spotykał Polaka, ale zupełnie innego. To były często spotkania zupełnie z kosmosu: gwara inna, inne przyzwyczajenia, inna sztuka kulinarna.

#44: Gdzie wyrzucić...? O śmieciach i zero waste rozmawiam z Julią Wizowską
2019-12-11 16:40:37

O trudniej sztuce wyrzucania śmieci, zero waste, recyclingu i upcyclingu rozmawiam z Julią Wizowską, reporterką, autorką książki „Nie śmieci” i bloga NaNowoSmieci.pl. W odcinku pytam też moją rozmówczynię, jak to się stało, że zrezygnowała z opisywania wojen i rewolucji, na rzecz pisania o ekologii i ekologicznych rozwiązaniach. Fragment rozmowy: Rafał Hetman: Bardzo często jest tak, że kiedy reporter zapali się na punkcie jakiegoś tematu, musi uważać, żeby nie stać się bezkrytycznym rzecznikiem sprawy. Czy ty miałaś takie momenty, kiedy zauważałaś, że powinnaś być bardziej czujna, krytyczna, bo jesteś reporterką, a nie aktywistką ekologiczną? Julia Wizowska: Kiedy przyszłam do jednego z zakładów przetwarzania odpadów, usłyszałam: pani Julio, cieszymy się, że pani jest, ale liczymy się z tym, że pani nas trochę obsmaruje w tej książce, bo zajmujemy się nie do końca ekologicznymi rzeczami w rozumieniu zero waste. Nie, nie obsmarowałam tego zakładu. Przedstawiłam dokładnie tak, jak wygląda. Czy było to łatwe? W sumie, nie było to trudne. Podobne doświadczenia miałam już z poprzednich książek – z „Po północy w Doniecku” i „Ostatni taniec za kurtyną” o armii radzieckiej. Z jednym i z drugim czuję się bardzo związana. Armia radziecka – w związku z moim ojcem, żołnierzem radzieckim. A z Donieckiem, bo stamtąd mój dziadek pochodził, więc miejsce było mi znane, ludzie byli mi znani. Bardzo emocjonalny stosunek miałam i do jednej i do drugiej książki. W obu przypadkach trzeba było oddzielić emocje i siebie-Julię od Julii-reporterki. I wtedy naprawdę było ciężko to zrobić, bo to było bardzo zrośnięte emocjonalnie ze mną. Ale jaku już tamte rzeczy przerobiłam, to z książką „Nie śmieci” było o wiele łatwiej. Mogłam wyjść ze swojej skóry, stanąć obok i opisać problem jako reporterka, a nie osoba zaangażowana. (…) Ale bardzo ciężko było mi przy rozdziale o butach. Bo możemy sobie kupić buty ze skóry naturalnej, ale to się wiąże z tym, że ucierpią zwierzęta. Możemy kupić buty ze skóry ekologicznej, ale one wtedy rozlecą nam się za chwilę. I to też nie jest do końca rozwiązanie, które popieram. Możemy kupić buty ze skóry wegańskiej, to są takie nowe rozwiązania – buty z korka, buty z grzyba, kombuczy, taki grzybek herbaciany, czy z jabłek, z ananasów. I jak pisałam ten rozdział, to próbowałam przedstawić wszystkie zalety i wszystkie wady każdego z tych rozwiązań. Ja mam na sobie buty skórzane. Nie jem mięsa, ale mam na sobie buty skórzane. Tylko że te buty są z drugiego obiegu. Kupiłam je na Allegro, bo ktoś sobie wcześniej kupił, ale mu nie pasowały i je odsprzedał. I to jest rozwiązanie, które popieram najbardziej ze wszystkich. Ale starałam się przedstawić różne opcje, tak żeby czytelnik mógł sobie sam wyrobić zdanie. Bo to jest coś czego nie lubię: kiedy ktoś daje gotowe rozwiązanie i mówi, że człowiek ma się do niego stosować. Nawet napisałam na blogu kilka tekstów o tym, jak przekonywać do zero waste. Odpowiedź: nie przekonywać. Pokazywać swoim przykładem.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie