Drugi Rzut OKA
OKO.press w wersji do słuchania. Miejsce, gdzie materiały naszych dziennikarzy i dziennikarek ożywają w formie audioreportaży, podcastów i rozmów. Historie bohaterek i bohaterów, gospodarka, zdrowie, polityka. Posłuchaj i znajdź coś dla siebie.
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051
„Krok po kroku”, ale wstecz i w bok. Czy Polska doczeka się związków partnerskich?
2025-10-25 08:47:22
„Dużo osób jest rozczarowanych, chociaż nie pomijałbym też głosu osób, które mówią – no dobra, spróbujmy uregulować jakieś podstawowe kwestie, a potem będziemy się bić o całość” – mówi Anton Ambroziak, dziennikarz OKO.press. Podcast Drugi rzut Oka„Pamiętam swoją pierwszą rozmowę z Katarzyną Kotulą – to było tuż po zaprzysiężeniu rządu, w grudniu 2023 roku. Wtedy opowiadała mi o swoim projekcie marzeń. Miała to być kompleksowa regulacja, zapewniająca parom jednopłciowym pełnię praw małżeńskich” – mówi w podcaście „Drugi Rzut OKA” Anton Ambroziak, dziennikarz OKO.press.
Dodaje, że w tamtej wizji byłej ministry równości miała być też możliwość adopcji dzieci i uroczysta ceremonia w urzędzie stanu cywilnego. Była to ambitna i odważna propozycja.
„Od tamtej deklaracji dziś nie stoimy w miejscu – cofamy się z każdym kolejnym kompromisem. Nie robimy już kroków w bok, tylko wyraźnie do tyłu” – komentuje dziennikarz.
Anton Ambroziak to dziennikarz OKO.press, który od lat przygląda się działaniom na rzecz osób LGBT+ w Polsce.
Politycy Lewicy i PSL-u się dogadali – ogłosili polityczny kompromis oraz założenia ustawy o statusie osoby najbliższej. Projekt ma regulować m.in. kwestie stosunków majątkowych, prawa do mieszkania i alimentów oraz dostępu do informacji medycznej.
Miało być historyczne porozumienie (bo politycy z tej samej koalicji przez dwa lata nie mogli się dogadać), ale wyszło, jak wyszło. Nie ma związków partnerskich, na które czekają tysiące par w Polsce, jest natomiast nowa ustawa zatytułowana „o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu”. Czyli tak w skrócie: umowa o wspólnym pożyciu będzie zawierana u notariusza – tak jak chcieli ludowcy, nie zmienia stanu cywilnego stron zawierających umowę oraz uniemożliwia im zawarcie małżeństwa.
Na konferencji zadowolone miny mieli tylko szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz oraz wiceprzewodnicząca PSL Urszula Pasławska. Katarzyna Kotula sekretarz stanu w KPRM mówiła o tym, że „czasem trzeba zrobić krok wstecz”, a wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty dodał słowa, że „w tej sprawie dochodzono do konsensusu w wielu krajach latami. Działamy krok po kroku. Wybieramy wszystko to, co nas łączy, a nie to, co nas dzieli. Ostatnia była Łotwa, teraz czas na Polskę”.
Ustawy jeszcze nikt nie widział, musi najpierw ona przejść przez rząd, potem przez Sejm i Senat (nie wiadomo, czy wszyscy ludowcy za nią zagłosują), a następnie uzyskać podpis prezydenta.
Nowy projekt to w gruncie rzeczy spóźniona próba zrobienia tego, do czego Polska i tak została zobowiązana przez europejskie trybunały. Europejski Trybunał Praw Człowieka już kilka razy przypomniał Polsce, że musi zapewnić parom tej samej płci realną ochronę prawną. Nie nakazał wprost wprowadzenia „związków partnerskich”, ale jasno stwierdził, że Polska jest zobowiązana do zapewnienia prawnej ochrony i uznania związków jednopłciowych.
Co więcej, jeszcze w tym roku Trybunał Sprawiedliwości UE ma wydać orzeczenie w sprawie transkrypcji małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Dla tysięcy polskich par, które legalnie zawarły ślub np. w Niemczech czy Danii, to nie teoretyczna kwestia. Te małżeństwa istnieją – Polska po prostu udaje, że ich nie widzi.
Tu projekt milczy. Wypadł cały wątek dotyczący dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe. Nie ma mowy o żadnej ochronie dla dzieci, które tracą jednego z rodziców. Jak przypomina organizacja Miłość Nie Wyklucza, ustawa „o statusie osoby najbliższej” to nowa konstrukcja prawna wymyślona tylko po to, by nie uznać rodzin LGBT+ za rodziny.
„Intencje polityków są jasne: wymazać osoby LGBT+, wymazać wychowywane przez nie dzieci, nie mówić o nich jak o rodzinach” – komentują.
Opowieść czarno-biała. O górniku z gorączką polarną
2025-10-19 07:20:00
Pytasz, czy te lata w kopalni uznaję za stracone? Paradoks jest taki, że górnictwo pomogło mi dostać się na wyprawy polarne, nauczyło pokory i zahartowało
Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Niny Lussy "Opowieść czarno-biała. O górniku z gorączką polarną". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
"Przemysł alkoholowy jest w stanie przekupić wszystkich”. Ekspert o słabości państwa
2025-10-14 15:34:37
Alkohol zabija dziś w Polsce co siódmego mężczyznę z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym. Ten przerażający wskaźnik wzrósł u nas dwukrotnie. Z wielu badań wynika, że nocne ograniczenie sprzedaży działa znakomicie. Po co to sprawdzać w pilotażu? – pyta dr Jacek Moskalewicz, ekspert w dziedzinie polityki antyalkoholowej
Ostatnio w mediach znów głośno o alkoholu. A to m.in. za sprawą nieudanej próby wprowadzenia nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach w Warszawie (przeciw była rządząca Warszawą Koalicja Obywatelska). Ostatecznie – po niemal powszechnej krytyce postawy władz stolicy – miasto ma wprowadzić pilotażowy program zakazu nocnej sprzedaży w dwóch dzielnicach.
Trudno doszukać się tu sensu, ponieważ – jak przekonuje mój gość dr Jacek Moskalewicz, socjolog, badacz zdrowia publicznego z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii – z wielu badań jasno wynika, że takie ograniczenia świetnie działają. Więc po co to sprawdzać w pilotażu?
Dr Moskalewicz ma gigantyczną wiedzę na temat szkodliwości spożycia alkoholu oraz polityki antyalkoholowej. Kwestie te bada od ponad 40 lat. Rozmowa z nim to czysta przyjemność.
W podcaście przypomina m.in., iż w latach 70. [XX wieku] Komitet Badań i Prognoz Polskiej Akademii Nauk ostrzegał, iż spożycie czystego alkoholu na jednego mieszkańca na poziomie ok. 7 litrów [tyle się wtedy piło w kraju] to zguba biologiczna narodu. Że dalej tak nie może być. Tymczasem dziś Polscy wypijają średnio ok. 3 litrów więcej.
Jeśli chodzi o poziom spożycia na mieszkańca, nie jesteśmy w czołówce europejskiej – zwraca uwagę ekspert. Ale jeśli jednak chodzi o liczbę zgonów z powodów bezpośrednio związanych z alkoholem, to zarówno kobiety polskie, jak i mężczyźni są na szóstym miejscu w Unii Europejskiej.
Rozmawiamy też o tym, dlaczego tak trudno wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych.
“Właśnie udało nam się dostać dzięki uprzejmości Ministerstwa Finansów dane na temat dobowego rytmu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych” – mówi dr Moskalewicz.
“I co się okazało? Otóż w zwykły dzień tygodnia w ciągu tych 8 godzin od 22 do 6 rano sprzedaje się prawie tyle samo co w pozostałych. Natomiast podczas weekendu sprzedaje się dwa razy więcej w ciągu nocy. Także godzina sprzedaży alkoholu daje trzykrotnie wyższy przychód w nocy niż w dzień”.
“Korupcja państwa przez przemysł alkoholowy ma miejsce na całym świecie” – opowiada ekspert. “Kilka firm, powiedzmy dziesięć, zgarnia pewnie więcej niż połowę wszystkich obrotów alkoholem i one też prowadzą globalną politykę alkoholową. Mają gotowe pakiety polityki alkoholowej, które rozsyłają do krajów, zwłaszcza tam, gdzie państwo jest zbyt słabe, żeby oprzeć się wielkiej fortunie, która spływa poprzez przemysł alkoholowy. On jest w stanie przekupić wszystkich”.
Jak zabijają się ptaki. Czy na Helskim Cyplu stanie super hotel Hel Happiness?
2025-10-12 07:00:00
Schodziłam coraz głębiej w „helskie podziemie” – tak mówią o sobie przeciwnicy aktualnej władzy. Dziś w mieście widać napisy #mireknierżnij, nawiązują do decyzji burmistrza o wycince 433 drzew na Cyplu
Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Stasi Budzisz "Jak zabijają się ptaki. Czy na Helskim Cyplu stanie super hotel Hel Happiness?". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Co nam zabierają Ukraińcy? O dezinformacji
2025-10-07 22:52:28
Z Łukaszem Krawczyńskim, dyrektorem programowym Fundacji Geremka, która prowadzi projekt przeciwko antyukraińskiej dezinformacji, rozmawiamy o mechanizmach, jakie nią rządzą – i o tym, kto za tym wszystkim stoi.
„Niech spieprzają, skąd przyjechali” – rzuciła do telefonu kobieta obok mnie w podmiejskim pociągu, kiedy jechałam nagrać ten podcast. Z kontekstu wynikało, że chodzi o Ukraińców.
Nastroje antyukraińskie narastają – po części z winy wykorzystujących obawy swoich wyborców polityków. Niektórzy z nich – w podcaście pada parę nazwisk – cynicznie propagują fałszywe treści na temat Ukrainy i jej obywateli. Ich interesy idealnie zlewają się z drugim Wielkim Dezinformującym, Kremlem.
„Dezinformacja jest szyta na miarę. Jest w taki sposób konstruowana i takie elementy w to wchodzą, takie emocje, żeby trafić do osób, do których ma trafić. Inne treści są kierowane do mnie, prywatnie, inne do osoby, która jest nastawiona antyukraińsko” – mówi mój rozmówca Łukasz Krawczyński, dyrektor programowy Fundacji Geremka.
Fundacja postanowiła dać odpór antyukraińskiej dezinformacji i na stronie wojownicyklawiatury.pl publikuje fact-checkingi rozpowszechnianych w sieci fałszywych informacji na temat Ukraińców w Polsce. Część z nich opublikowaliśmy również w OKO.press.
„Jest wyraźny wzrost nastrojów antyukraińskich. Przedtem istniały grupy na Facebooku, skupiające osoby nastawione antyukraińsko, które przekazywały sobie te różne treści, głównie memy, fake news, jakieś niesprawdzone anegdoty. I tak się nawzajem się nakręcały. To była niewielka grupa osób, a teraz te treści antyukraińskie, dezinformacyjne, słyszymy w rozmowach na ulicy, czy tak jak dzisiaj rano w pociągu” – tłumaczy mój gość.
W jakie czułe polskie struny uderza dezinformacja, żeby nastawić nas negatywnie? W niedawnej rozmowie z Katarzyną Sroczyńską prof. Małgorzata Kossowska z Uniwersytetu Jagielońskiego, która wraz z zespołem prowadzi badania nad naszym stosunkiem do uchodźców z Ukrainy, wyjaśniała, że w trzecim roku pełnoskalowej wojny zaczęliśmy się jako społeczeństwo bać o zasoby, które w naszym wyobrażeniu mogliby nam zabrać Ukraińcy.
„Co nam chcą zabrać według siewców dezinformacji?” – pytam Łukasza Krawczyńskiego. Wylicza: „Zabierają nam przede wszystkim pracę. Zabierają nam mieszkania, zabierają nam miejsca w szkołach, w przedszkolach, są pierwsi w kolejkach do lekarzy, w urzędach”.
Jak jest naprawdę, można przeczytać w OKO.press i na stronie wojownicyklawiatury.pl. A o tym, co z tym zrobić i kto za to odpowiada, rozmawiamy w podcaście.
Czy ludobójstwo w Strefie Gazy się skończy?
2025-10-01 17:18:02
„Ciężko spotkać w Palestynie kogoś, kto nie ma w rodzinie osoby więzionej przez Izrael. To codzienność" - mówi Dalia Mikulska, reporterka i autorka książki „Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi. Reportaże z Palestyny”.
"Jeden z więźniów, z którym rozmawiałam, umarł w zeszłym roku na raka. Nigdy nie zobaczył swojego dziecka. Nigdy nie mógł go przytulić" - mówi Mikulska, która jest reporterką i od wielu lat pisze o świecie arabskim m.in. o Palestynie.
"Mam świadomość, że ja też całej prawdy nie znam i być może nigdy całej prawdy nie poznamy na temat wydarzeń w Strefie Gazy" - tłumaczy.
Z Mikulską rozmawiam o tym jak sprawdzać fakty, kiedy dziennikarze nie mają prawa wstępu do Strefy Gazy, a oficjalne komunikaty rozjeżdżają się z tym, co mówią ludzie. Jak rozmawiać z tymi, którzy żyją w cieniu wojny i jednocześnie słyszą, że głodu niby nie ma. Pytam, jak wygląda proces zbierania informacji, gdy bohaterowie boją się zwierzać i zaufać dziennikarzowi, bo za to mogą trafić do więzienia.
Będzie też o płynącej do Strefy Gazy Flotylli Sumud - grupie statków z pomocą humanitarną, gdzie na pokładzie znajduje się Greta Thunberg, polski poseł Franek Sterczewski, prezeska Stowarzyszenia Nomada Nina Ptak oraz dziennikarka i aktywistka Ewa Jasiewicz, autorka książki "Podpalić Gazę". Zastanawiamy się, co byłoby miarą sukcesu. Czy sukcesem jest międzynarodowa interwencja, czy może fala obywatelskich nacisków, która w końcu przełoży się na realne decyzje: sankcje i przerwanie dostaw broni.
Jeśli wy, słuchacze i czytelniczki macie jakieś pomysły, tematy, przemyślenia, z którymi chcielibyście się podzielić, to zapraszam do kontaktu!
natalia.sawka@oko.press
IG: nataliasawka_
Nazywali ją ruską k*wą i banderówką. Zoriana Varenia o nienawiści wobec Ukraińców [DRUGI RZUT OKA]
2025-09-17 11:26:18
Dziennikarka Zoriana Varenia jest Ukrainką. Od dziewięciu lat – z przerwami – mieszka w Warszawie. W podcaście Drugi Rzut OKA rozmawiamy z nią o hejcie i dezinformacji na temat jej rodaków.
Za pierwszym razem rozmawiała z mamą przez telefon. „Mówiłam po ukraińsku. Wtedy starsza pani chwyciła mnie za rękę i powiedziała, że jestem ruską k*rwą”.
Drugi raz coś podobnego stało się w autobusie. „Jechałam z przyjaciółką, rozmawiałyśmy po ukraińsku, miałyśmy bardzo smutną rozmowę o tym, jak zginął jej ojciec. Mężczyzna około 50 lat zaczął nas wyzywać i krzyczeć: W Polsce mówcie po polsku!".
Kolejny raz Zoriana była prelegentką na konferencji. Po panelu podszedł mężczyzna i zapytał, czy dobrze zrozumiał, że pochodzi z Ukrainy. Kiedy potwierdziła, zaczął bardzo cicho mówić, że jest „banderówką i musi sp*erdalać do siebie”.
Zoriana opisała to wszystko na Facebooku, a jej wpis poruszył tysiące osób. Zoriana napisała o napaściach i atakach, których sama doświadczyła tylko dlatego, że jest Ukrainką. „Jest to naprawdę niepokojące, a takich sytuacji jest coraz więcej. Prawie codziennie widzę wpisy czy to na grupach na Facebooku, czy na Telegramie, że ktoś został zaatakowany” – mówi Zoriana w odcinku „Drugi Rzut OKA”.
Na początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku Polska była pełna gestów solidarności – tłumy wolontariuszy jeździło na granicę oferować pomoc. Wielu nas oferowało uciekającym przed wojną rodzinom dach nad głową, ubrania i jedzenie. Dziś jest rok 2025 i pytanie, czy nadal jesteśmy chętni do wsparcia? Czy Ukraińcy w Polsce mogą czuć się bezpiecznie, czy raczej spotykają się z niechęcią, a czasem wrogością?
W nowym odcinku rozmawiamy z Zorianą Varenią, dziennikarką z Ukrainy, która od lat mieszka w Warszawie. Opowiada o codziennych doświadczeniach – od pełnych emocji komentarzy w internecie, po zaczepki na ulicy. Pytamy ją, co najbardziej boli: wyzwisko, spojrzenia, czy może cisza. Rozmawiamy o tym, jak wygląda dziś życie uchodźczyni, a także o stereotypach, które narosły wokół Ukraińców w Polsce.
Jeśli wy, słuchacze i czytelniczki macie jakieś pomysły, tematy, przemyślenia, z którymi chcielibyście się podzielić, to zapraszam do kontaktu!
natalia.sawka@oko.press
IG: nataliasawka_
Sprawa Georgescu: biedni Rumuni, pozbawieni wyboru
2025-09-08 20:19:02
Rumunia jest dziś papierkiem lakmusowym europejskiej demokracji: ci sami ludzie rządzą od 30 lat, a w tle radykalna prawica rośnie w siłę. O skomplikowanej rumuńskiej sytuacji politycznej opowiada analityk OSW Kamil Całus.
O Rumunii słyszeliśmy ostatnio dużo: najpierw pojawił się „czarny koń” wyborów prezydenckich w 2024 roku, kontrowersyjny Câlin Georgescu. Potem te wybory zostały unieważnione, bo służby uznały, że w skokowym wzroście popularności kandydata na TikToku maczał palce jakiś „zagraniczny aktor”. Wreszcie w powtórzonych wyborach w 2025 roku skrajnie prawicowego polityka z niewielkim marginesem pokonał polityk proeuropejski Nicușor Dan.
Wydawało się oczywiste, że ten „zagraniczny agent” to musiała być Rosja. Ale czy naprawdę? Pytam o to Kamila Całusa, eksperta od Rumunii i Mołdawii z Ośrodka Studiów Wschodnich.
I zaczynam od tego, gdzie właściwie Rumunia jest, skoro on sam trafił do OSW – czy czuje się bardziej częścią Zachodu, czy Wschodu.
„Rumunia była zapatrzona w zachód. Przede wszystkim we Francję, którą zresztą w Rumunii do dzisiaj nazywa się starszą siostrą” – tłumaczy ekspert. „Ale Rumuni są raczej narodem o korzeniach południowo-wschodnich, przede wszystkim są prawosławni. Do XIX wieku zapisywali to, co im się zdarzyło zapisać cyrylicą”.
Kamil Całus dodaje jednak, co może nas trochę zdziwić, że w odróżnieniu od na przykład Polski, gdzie wciąż funkcjonuje (albo przynajmniej funkcjonował do lutego 2022 roku) mit wielkiej rosyjskiej kultury, Rumuni Rosji nie znają i w ogóle się nią nie interesują.
Czy to jednak oznacza, że „zagraniczny aktor”, o którym pisały rumuńskie służby, to niekoniecznie Rosja? Problem jest inny, tłumaczy Całus: „Nie pojawiły się żadne nowe dowody, a jak się wczytamy w ich raporty, to okazuje się, że jest tam mowa o sposobie koordynacji akcji w mediach społecznościowych identycznym, jakie stosuje Rosja. Tylko że to jest modus operandi wielu innych kampanii w sieci. Rumuni nie byli w stanie udowodnić, kto stał za kampanią Georgescu, Rosja czy nie Rosja, a mimo to dokonali dość radykalnego kroku, jakim było unieważnienie wyborów”.
To oczywiście nie pozostało bez wpływu na zaufanie do klasy politycznej. A Kamil Całus zwraca uwagę, że rumuńscy wyborcy już wcześniej mieli pełne prawo czuć się zdradzeni przez elity polityczne i stawiać na „człowieka z zewnątrz” – bo dwa zwalczające się do tej pory obozy, postkomuniści i centroprawica, zawarły niespodziewanie porozumienie. „Koalicja rządząca składa się tylko i wyłącznie z partii, które rządzą od 30 lat i nie są w stanie zaproponować nic nowego” – mówi ekspert. A w sondażach radykalnie prawicowe ugrupowania mają już 40 proc. poparcia, najwięcej od 1989 roku.
Tata widmo. Eurosieroty idą na terapię
2025-09-07 09:00:00
Jestem w takim miejscu, w którym mówię: jebać taki kapitalizm, który mi zabrał ojca
Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Olgi Ledzion "Tata widmo. Eurosieroty idą na terapię". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Jak jeść zdrowo i się nie umartwiać?
2025-09-01 15:45:37
Perfekcyjny scenariusz żywieniowy? To często przesada. „U większości osób eliminacja glutenu czy nabiału nie przynosi żadnej korzyści” – przekonuje dietetyk Damian Parol
Przed rozmową z Damianem Parolem (mój gość skończył dietetykę na SGGW i psychodietetykę na SWPS. Zrobił także doktorat na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Tematem jego pracy był wpływ diety wegańskiej na wydolność biegaczy długodystansowych) wypiłem podwójne espresso. Gdy zaproponowałem mu ten sam napój, chętnie się zgodził.
Czy aby jest to zdrowe, co robimy? – spytałem. Spotykamy się akurat w ciepłym dniu, a kawa odwadnia. Pewnie powinniśmy pić wodę?
„Woda paradoksalnie nie jest najlepiej nawadniającym napojem (lepsze pod tym względem są tzw. ORS-y, czyli doustne płyny nawadniające czy, co ciekawe, mleko), kawa też, ale to nieprawda, że kawa odwadnia. Kawa nawadnia podobnie jak woda” – usłyszałem w odpowiedzi.
Pytałem mojego rozmówcę m.in. o to, czy Polacy dobrze jedzą. Według niego źle.
Czy jeść duże, czy małe śniadania? Ciepłe czy zimne? Tu odpowiedź nie jest prosta. Proszę posłuchać podcastu, a sprawa się wyjaśni.
Najbardziej z wypowiedzi mojego gościa zaskoczyła mnie ta o jedzeniu w skupieniu. Damian Parol zwraca uwagę, że gdy jedząc, jednocześnie sprawdzamy media społecznościowe, zwiększamy spożycie kalorii o ok. 10-15 proc. Nigdy bym na to nie wpadł.
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051