Wiersz na poniedziałek

„Wiersz na poniedziałek”, czyli zacznij swój tydzień od poezji wybieranej i omawianej przez redaktorkę „Pisma”, Magdalenę Kicińską. 

----------------
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Kategorie:
Książki Kultura

Odcinki od najnowszych:

Wiersz na poniedziałek. Inga Gaile nad Bałtykiem
2020-02-17 08:00:09

Również i ten poniedziałek spędzamy nad Bałtykiem. Tym razem za sprawą poezji łotewskiej autorki, Ingi Gaile, tłumaczonej na polski przez Agnieszkę Smarzewską. Jej, zatytułowany nomen omen "Podróż", wiersz zachwycił mnie tak, jak i cały tomik - "Wielkanoc". Magdalena Kicińska ______ Podróż Inga Gaile tłum. Agnieszka Smarzewska Nie jestem chłopcem ze Strefy Gazy, którego budzą świszczące 
odgłosy, gdy śpi na materacu w szkolnej sali gimnastycznej. Nie jestem. Nie jestem badaczką kosmosu z Niemiec, bardzo piękną, istną aryjką, w naszych stronach tylko transwestyci są tak piękni. Nie jestem.
 Nie jestem dziadkiem – w pół obrotu przed kabiną pilota, mrużę oczy, wierzę, że wszystko to, co się dzieje, to kadr z filmu oglądanego przez synka.
 Nie jestem.
 Nie jestem żydowskim/palestyńskim nastolatkiem, w przeguby rąk wgryza się powróz, czuję wargami, że tkanina worka jest słodka. Nie jestem.
 Nie jestem kobietą z Indii zakochaną w mężczyźnie z wyższej kasty, przekradam się z łóżka kochanka do domu, w oknie sąsiadów mój człowiek, który tak chciałby się nazywać, pojmuję, jak bardzo nie chcę umierać, czerwona kula słońca nad metalicznym 
Gangesem, ostatnie wspomnienie, 
ostatnie wspomnienie, co jest moim ostatnim wspomnieniem, chcę krzyczeć do wszystkich opłakujących, żebym nie musiała ginąć, żebym była wdech, wydech, dziadkiem, mężczyzną, Gangesem, żebym była czasem, żebym była opaską na ręku noworodka urodzonego przed nadchodzącą wojną,
 żebym była w tej chwili, gdy staruszek kupuje w Rimi kiełbasę, „Nowiny”, upada mu okrągły metalowy zegarek – księżyc, on 
sam, oczywiście, pachnie jesienią, mężczyzna, to ja, nachyla się, żeby podnieść zegarek dłonią spoconą od słońca,
 jego ramienia dotyka dziewczyna, to też ja, jesteśmy nad morzem, w oddali migoczą ogniki, 
jeszcze nie jest groźnie,
 pływamy, ślepe kocięta w wielkiej misce ulubieńca matki,
 ktoś walczy ze słowami, żeby powiedzieć, rozumiesz, może, jeśli tak, to może udałaby się podróż, może, gdyby wszystko przerwać, przekrzyczeć, na chwilę się zatrzymać, nie zaczynać wszystkiego od nowa, nie, po prostu tak, dotyka jej piersi, to też jestem ja, może udałaby 
się podróż, choć pewnie nic takiego nie ma,
 jest tylko statek, statek oddalający się przez pożółkłe kartki, i tylko ogromny, równy bezkres wód, słońce nurkuje, stoję na brzegu 
i nie rozumiem, jak mogłam to wszystko, w tak krótkim czasie, w tak dziwny sposób, jak, bo przecież chciałam dobrze, za moimi plecami stoi młoda kobieta z ogromnym brzuchem i jest 
 mi jej oczywiście żal. W nogach łóżka siedzi staruszka z pistoletem, a na balkonie słoń w pozie Buddy, zostałam wciśnięta na czarną półkę między Deleuze’a a Body, podoba mi się, w mieszkaniu sąsiadów rozlega się płacz dziecka, 
widzę, jak się budzą,
 jego ręka na jej okrągłym brzuchu, ona mówi: 
 nie jestem, naprawdę nie jestem
Również i ten poniedziałek spędzamy nad Bałtykiem. Tym razem za sprawą poezji łotewskiej autorki, Ingi Gaile, tłumaczonej na polski przez Agnieszkę Smarzewską. Jej, zatytułowany nomen omen "Podróż", wiersz zachwycił mnie tak, jak i cały tomik - "Wielkanoc".
Magdalena Kicińska
______
Podróż
Inga Gaile
tłum. Agnieszka Smarzewska

Nie jestem chłopcem ze Strefy Gazy, którego budzą świszczące

odgłosy, gdy śpi na materacu w szkolnej sali gimnastycznej.
Nie jestem.
Nie jestem badaczką kosmosu z Niemiec, bardzo piękną, istną
aryjką, w naszych stronach tylko transwestyci są tak piękni.
Nie jestem.

Nie jestem dziadkiem – w pół obrotu przed kabiną pilota, mrużę
oczy, wierzę, że wszystko to, co się dzieje, to kadr z filmu
oglądanego przez synka.

Nie jestem.

Nie jestem żydowskim/palestyńskim nastolatkiem, w przeguby rąk
wgryza się powróz, czuję wargami, że tkanina worka jest słodka.
Nie jestem.

Nie jestem kobietą z Indii zakochaną w mężczyźnie z wyższej kasty,
przekradam się z łóżka kochanka do domu, w oknie sąsiadów
mój człowiek, który tak chciałby się nazywać, pojmuję, jak
bardzo nie chcę umierać, czerwona kula słońca nad metalicznym

Gangesem, ostatnie wspomnienie, 
ostatnie wspomnienie, co jest moim
ostatnim wspomnieniem, chcę
krzyczeć do wszystkich opłakujących, żebym nie musiała ginąć,
żebym była wdech, wydech, dziadkiem, mężczyzną, Gangesem,
żebym była czasem, żebym była opaską na ręku noworodka urodzonego przed nadchodzącą wojną,

żebym była w tej chwili, gdy staruszek kupuje w Rimi kiełbasę,
„Nowiny”, upada mu okrągły metalowy zegarek – księżyc, on

sam, oczywiście, pachnie jesienią, mężczyzna, to ja, nachyla się,
żeby podnieść zegarek dłonią spoconą od słońca,

jego ramienia dotyka dziewczyna, to też ja, jesteśmy nad morzem,
w oddali migoczą ogniki,

jeszcze nie jest groźnie,

pływamy, ślepe kocięta w wielkiej misce ulubieńca matki,

ktoś walczy ze słowami, żeby powiedzieć, rozumiesz, może, jeśli
tak, to może udałaby się podróż, może, gdyby wszystko
przerwać, przekrzyczeć, na chwilę się zatrzymać, nie zaczynać
wszystkiego od nowa,
nie, po prostu tak, dotyka jej piersi, to też jestem ja, może udałaby

się podróż,
choć pewnie nic takiego nie ma,

jest tylko statek, statek oddalający się przez pożółkłe kartki, i tylko
ogromny, równy bezkres wód, słońce nurkuje, stoję na brzegu

i nie rozumiem, jak mogłam to wszystko, w tak krótkim czasie,
w tak dziwny sposób, jak, bo przecież chciałam dobrze,
za moimi plecami stoi młoda kobieta z ogromnym brzuchem i jest 

mi jej oczywiście żal.

W nogach łóżka siedzi staruszka z pistoletem, a na balkonie słoń w
pozie Buddy, zostałam wciśnięta na czarną półkę między
Deleuze’a a Body, podoba mi się,
w mieszkaniu sąsiadów rozlega się płacz dziecka,

widzę, jak się budzą,

jego ręka na jej okrągłym brzuchu, ona mówi: 

nie jestem, naprawdę nie jestem

Wiersz na poniedziałek. Szamanka Agnė Žagrakalytė
2020-02-10 09:46:08

O literaturze krajów nadbałtyckich nie mówi się w Polsce zbyt często, a poezja - jak to z poezją w ogóle niestety bywa - jest pomijana zupełnie. Spróbujmy więc przełamać ten trend. Na początek: Litwa i poetka, którą już w Piśmie publikowaliśmy. Posłuchajcie czwartego odcinka podcastu. Magdalena Kicińska
O literaturze krajów nadbałtyckich nie mówi się w Polsce zbyt często, a poezja - jak to z poezją w ogóle niestety bywa - jest pomijana zupełnie. Spróbujmy więc przełamać ten trend. Na początek: Litwa i poetka, którą już w Piśmie publikowaliśmy.
Posłuchajcie czwartego odcinka podcastu.
Magdalena Kicińska

Wiersz na poniedziałek: Sylwia Jaworska i słodko-gorzkie wspomnienia
2020-01-27 09:04:20

W drugim odcinku podcastu mówię o wierszu Sylwii Jaworskiej i o tym, że na łamach Pisma ukazują się nie tylko teksty uznanych już autorów i autorek, ale również tych na początku swojej twórczej drogi. Propozycji wierszy do opublikowania dostajemy sporo, czasem trudno wybrać spośród wielu propozycji ten jeden utwór. Wiersz Jaworskiej zwrócił moją uwagę, bo autorce udało się uchwycić i opisać pewien stan ducha, który wielu z nas, chyba większość - jeśli miała szczęście - przeżyła. Jaki? Posłuchajcie podcastu, zapraszam. Magdalena Kicińska ------------------------------ (...) SYLWIA JAWORSKA Wylejemy na siebie wrzątek latem. Będziemy sobie parzyć stopy z miłości. Zimą odmrozimy sobie ręce. Włożymy je do piachu. Wykopiemy na wiosnę. Ale teraz jest jesień. Nie ma zagrożenia.
W drugim odcinku podcastu mówię o wierszu Sylwii Jaworskiej i o tym, że na łamach Pisma ukazują się nie tylko teksty uznanych już autorów i autorek, ale również tych na początku swojej twórczej drogi. Propozycji wierszy do opublikowania dostajemy sporo, czasem trudno wybrać spośród wielu propozycji ten jeden utwór. Wiersz Jaworskiej zwrócił moją uwagę, bo autorce udało się uchwycić i opisać pewien stan ducha, który wielu z nas, chyba większość - jeśli miała szczęście - przeżyła. Jaki? Posłuchajcie podcastu, zapraszam.
Magdalena Kicińska

------------------------------
(...)
SYLWIA JAWORSKA

Wylejemy na siebie wrzątek latem.
Będziemy sobie parzyć stopy z miłości.
Zimą odmrozimy sobie ręce.
Włożymy je do piachu.
Wykopiemy na wiosnę.
Ale teraz jest jesień.
Nie ma zagrożenia.

Wiersz na poniedziałek: Bronka Nowicka o empatii i stracie
2020-01-20 15:13:38

Posłuchaj pierwszego odcinka nowego podcastu Pisma autorstwa redaktorki naczelnej magazynu, Magdaleny Kicińskiej. Kolejne odcinki będziemy publikować w każdy poniedziałek. --------------------------- Wiersz na poniedziałek: BRONKA NOWICKA "Bestiariusze. O empatii i stracie" Codziennie kupowała siatkę bułek. – Wstyd mi żyć – mówiła sprzedawczyniom. Widać uznała, że w jej wieku jest to nadużyciem. Chowała kajzerki i uśmiechała się przepraszająco, odsłaniając zęby podobne do macew. Kilka poczerniałych steli zapadło się w dziąsła. Cmentarz w ustach był wiekowym miejscem pochówku. Po wyjściu z piekarni, nie odrywając stóp od ziemi, przesuwała się w stronę parku. Niedołężne ręce nie mogły skubać pieczywa, więc by nakarmić ptaki, darła bułki na grobach. Pluła rozdrobnionym ciastem pod nogi. Gromada przyfruwała, zaczynała dziobanie. Gołębie i staruszka gruchali do siebie godzinami. Jeśli kiedyś na świecie zabranie bułek – pomyślałam – ona zacznie drobić ptakom siebie. Rzuci im resztki zębów, włosy, mięso. Gołębie zjedzą je i polecą ku górze. Stara, unoszona przez stado, wniebowstąpi. Pies umarł jesienią. Latem leżał na tarasie i liniał na sztuczną trawę. Gdy rozłożyłam ją następnego roku, zleciały się wróble. Wyskubywały sierść spomiędzy nylonowych źdźbeł. Ciułały kłaki, aż uzbierały solidne wiązki; wtedy odlatywały. Pies leżał w ziemi pod rdestem. Ubrany w mrówki, żuki i larwy motyli nie szczekał na złodziei własnego futra. Ptaki zamierzały ogrzewać nim pisklęta, dopóki nie wyrosną im pióra. Do psa podpełzały korzenie rdestu, w którym były ukryte lęgowiska, jeszcze puste. Wróble zostawiały tam sierść, po czym wracały na taras. Stałam w ogrodzie i patrzyłam, jak mój pies zamienia się w gniazda. I choć poczułam, że nie istnieje coś takiego jak strata, poszłam pozbierać białe włosy z trawy. Zbiłam je w kłębek, włożyłam do kieszeni i miesiącami – nitka po nitce – jadłam.
Posłuchaj pierwszego odcinka nowego podcastu Pisma autorstwa redaktorki naczelnej magazynu, Magdaleny Kicińskiej. Kolejne odcinki będziemy publikować w każdy poniedziałek.

---------------------------
Wiersz na poniedziałek:

BRONKA NOWICKA
"Bestiariusze. O empatii i stracie"

Codziennie kupowała siatkę bułek. – Wstyd mi żyć – mówiła sprzedawczyniom. Widać uznała, że w jej wieku jest to nadużyciem. Chowała kajzerki i uśmiechała się przepraszająco, odsłaniając zęby podobne do macew. Kilka poczerniałych steli zapadło się w dziąsła. Cmentarz w ustach był wiekowym miejscem pochówku. Po wyjściu z piekarni, nie odrywając stóp od ziemi, przesuwała się w stronę parku. Niedołężne ręce nie mogły skubać pieczywa, więc by nakarmić ptaki, darła bułki na grobach. Pluła rozdrobnionym ciastem pod nogi. Gromada przyfruwała, zaczynała dziobanie. Gołębie i staruszka gruchali do siebie godzinami. Jeśli kiedyś na świecie zabranie bułek – pomyślałam – ona zacznie drobić ptakom siebie. Rzuci im resztki zębów, włosy, mięso. Gołębie zjedzą je i polecą ku górze. Stara, unoszona przez stado, wniebowstąpi.

Pies umarł jesienią. Latem leżał na tarasie i liniał na sztuczną trawę. Gdy rozłożyłam ją następnego roku, zleciały się wróble. Wyskubywały sierść spomiędzy nylonowych źdźbeł. Ciułały kłaki, aż uzbierały solidne wiązki; wtedy odlatywały. Pies leżał w ziemi pod rdestem. Ubrany w mrówki, żuki i larwy motyli nie szczekał na złodziei własnego futra. Ptaki zamierzały ogrzewać nim pisklęta, dopóki nie wyrosną im pióra. Do psa podpełzały korzenie rdestu, w którym były ukryte lęgowiska, jeszcze puste. Wróble zostawiały tam sierść, po czym wracały na taras. Stałam w ogrodzie i patrzyłam, jak mój pies zamienia się w gniazda. I choć poczułam, że nie istnieje coś takiego jak strata, poszłam pozbierać białe włosy z trawy. Zbiłam je w kłębek, włożyłam do kieszeni i miesiącami – nitka po nitce – jadłam.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie