Nowa Europa Wschodnia

Nowa Europa Wschodnia przybliża i odczarowuje "Wschód". Ten cudzysłów został użyty celowo, bo obszar tematyczny, o którym opowiadamy, jest bardzo umownie określony, zróżnicowany pod każdym możliwym względem, a przede wszystkim – ogromny.


Odcinki od najnowszych:

NEWs: Niemcy chcą pomagać Ukrainie, ale jakim kosztem?
2022-07-20 14:34:14

Niemcy wspierają pomoc dla Ukrainy pomimo rosnących cen energii. Wskazują na to wyniki badania opinii publicznej. Sondaż opublikowała telewizja ZDF, a przygotował POLIT Barometer. Jak Niemcy reagują na problemy z dostawami gazu ziemnego do swojego kraju z Rosji? Jak wojna na Ukrainie zmienia obraz Moskwy w oczach zwykłych Niemców? Czy taka postawa wytrzyma próbę czasu i nadchodzących problemów związanych z rosnącymi kosztami życia? Na pytania Michała Żakowskiego odpowiada Agnieszka Łada Konefał, wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt.
Niemcy wspierają pomoc dla Ukrainy pomimo rosnących cen energii. Wskazują na to wyniki badania opinii publicznej. Sondaż opublikowała telewizja ZDF, a przygotował POLIT Barometer. Jak Niemcy reagują na problemy z dostawami gazu ziemnego do swojego kraju z Rosji? Jak wojna na Ukrainie zmienia obraz Moskwy w oczach zwykłych Niemców? Czy taka postawa wytrzyma próbę czasu i nadchodzących problemów związanych z rosnącymi kosztami życia? Na pytania Michała Żakowskiego odpowiada Agnieszka Łada Konefał, wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt.

"Putin gra w neoimperializm". NATO wojny nie chce, ale się przygotowuje
2022-07-10 07:38:56

Czy 30 państw członkowskich NATO rzeczywiście skutecznie skorzystało z szansy, by powstrzymać Rosję od dalszych interwencji? Obawy krajów bałtyckich oraz wschodnioeuropejskich podzielają Finlandia i Szwecja, które pobiły rekord świata w organizacji przystępowania do NATO, od wyrażenia woli, do złożenia dokumentów. Parafrazując tytuły filmowe – czy mamy do czynienia z Sumą wszystkich strachów , czy z Nową nadzieją , republiką państw zdolną przeciwstawić się imperium zła, jak w Gwiezdnych Wojnach ?  Podcast został zrealizowany ze wsparciem Departamentu Dyplomacji Publicznej NATO.  

Czy 30 państw członkowskich NATO rzeczywiście skutecznie skorzystało z szansy, by powstrzymać Rosję od dalszych interwencji? Obawy krajów bałtyckich oraz wschodnioeuropejskich podzielają Finlandia i Szwecja, które pobiły rekord świata w organizacji przystępowania do NATO, od wyrażenia woli, do złożenia dokumentów. Parafrazując tytuły filmowe – czy mamy do czynienia z Sumą wszystkich strachów, czy z Nową nadzieją, republiką państw zdolną przeciwstawić się imperium zła, jak w Gwiezdnych Wojnach? 

Podcast został zrealizowany ze wsparciem Departamentu Dyplomacji Publicznej NATO.  

NEWs: Protesty w Macedonii Płn. po propozycji francuskiego kompromisu
2022-07-07 16:09:59

Kolejny dzień ostrych protestów i starć demonstrantów z policją w Macedonii Północnej. Na ulice w Skopje wyszli przeciwnicy "francuskiej propozycji" mającej doprowadzić do rozpoczęcia negocjacji członkowskich z Unią Europejską. Sprzeciw ma swoje korzenie w najnowszych żądaniach Bułgarii. Sofia chce by Macedonia uznała bułgarskie pochodzenie swojego język i wpisała do konstytucji gwarancje praw mniejszości bułgarskiej w tym kraju. Francja do końca czerwca sprawowała prezydencję w UE stąd jej inicjatywa i plan, który został odrzucony przez część macedońskiej klasy politycznej. Z Jakubem Bielamowiczem z Instytutu Nowej Europy rozmawia Michał Żakowski.
Kolejny dzień ostrych protestów i starć demonstrantów z policją w Macedonii Północnej. Na ulice w Skopje wyszli przeciwnicy "francuskiej propozycji" mającej doprowadzić do rozpoczęcia negocjacji członkowskich z Unią Europejską. Sprzeciw ma swoje korzenie w najnowszych żądaniach Bułgarii. Sofia chce by Macedonia uznała bułgarskie pochodzenie swojego język i wpisała do konstytucji gwarancje praw mniejszości bułgarskiej w tym kraju. Francja do końca czerwca sprawowała prezydencję w UE stąd jej inicjatywa i plan, który został odrzucony przez część macedońskiej klasy politycznej. Z Jakubem Bielamowiczem z Instytutu Nowej Europy rozmawia Michał Żakowski.

NEWs: NATO w Madrycie odpowiada na zagrożenie rosyjskie
2022-06-30 14:55:45

Rosja jest bezpośrednim i znaczącym zagrożeniem dla członków NATO. Takie słowa padły podczas szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Madrycie. Do organizacji przystępują kolejne dwa kraje, Finlandia i Szwecja. Padły też deklaracje dotyczące wsparcia Ukrainy. Na ile spotkanie pokaże nowe oblicze NATO, zdolnego przeciwstawić się agresywnej polityce Kremla? O znaczeniu szczytu mówi Robert Pszczel, niezależny ekspert do spraw bezpieczeństwa, były dyrektor Biura Informacyjnego NATO w Moskwie. Rozmawia Michał Żakowski (Radio 357)
Rosja jest bezpośrednim i znaczącym zagrożeniem dla członków NATO. Takie słowa padły podczas szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Madrycie. Do organizacji przystępują kolejne dwa kraje, Finlandia i Szwecja. Padły też deklaracje dotyczące wsparcia Ukrainy. Na ile spotkanie pokaże nowe oblicze NATO, zdolnego przeciwstawić się agresywnej polityce Kremla? O znaczeniu szczytu mówi Robert Pszczel, niezależny ekspert do spraw bezpieczeństwa, były dyrektor Biura Informacyjnego NATO w Moskwie. Rozmawia Michał Żakowski (Radio 357)

NEWs: Rosjanie atakują i niszczą kolejne miasto ukraińskie
2022-06-24 11:23:00

Kolejne miasto ukraińskie przygotowuje się na oblężenie. Według BBC Rosjanie zbliżają się do Lisiczańska w Donbasie. Jest to miasto oddzielone rzeką od Siewierodoniecka, o który toczą się ciężkie walki. W Lisiczańsku zostało kilka tysięcy ludzi i najprawdopodobniej będzie broniony najdłużej jak się da mówi Konrad Muzyka szef think thanku Rochan Consulting. Teraz trwa ciężki ostrzał rosyjskiej artylerii i ewakuacja ostatnich mieszkańców. Rozmawia Michał Żakowski Radio357
Kolejne miasto ukraińskie przygotowuje się na oblężenie. Według BBC Rosjanie zbliżają się do Lisiczańska w Donbasie. Jest to miasto oddzielone rzeką od Siewierodoniecka, o który toczą się ciężkie walki. W Lisiczańsku zostało kilka tysięcy ludzi i najprawdopodobniej będzie broniony najdłużej jak się da mówi Konrad Muzyka szef think thanku Rochan Consulting. Teraz trwa ciężki ostrzał rosyjskiej artylerii i ewakuacja ostatnich mieszkańców. Rozmawia Michał Żakowski Radio357

NEWs: Rosja gra groźbą głodu. Turcja próbuje mediować
2022-06-09 14:59:25

Napaść Rosji na Ukrainę może doprowadzić do głodu w Afryce i Azji. Turcja stara się temu zapobiec. Dziesiątki milionów ton zbóż zalegają w portach Ukrainy. Jednak Kijów nie może eksportować, bo Rosja część z nich okupuje, a szlaki handlowe z Odessy są zaminowane. Jednak na rozmowy w Ankarze zaproszono TYLKO szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa. Czy Turcja może być gwarantem jakiegokolwiek porozumienia z Moskwą? Dlaczego Rosja „sprzedaje” kryzys żywnościowy jako winę Ukrainy? Czy Rosjanie chcą w ten sposób umożliwić sobie desant w Odessie? Na pytania Michała Żakowskiego odpowiada Karol Wasilewski z Agencji Analitycznej „Neo Świat”.
Napaść Rosji na Ukrainę może doprowadzić do głodu w Afryce i Azji. Turcja stara się temu zapobiec. Dziesiątki milionów ton zbóż zalegają w portach Ukrainy. Jednak Kijów nie może eksportować, bo Rosja część z nich okupuje, a szlaki handlowe z Odessy są zaminowane. Jednak na rozmowy w Ankarze zaproszono TYLKO szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa. Czy Turcja może być gwarantem jakiegokolwiek porozumienia z Moskwą? Dlaczego Rosja „sprzedaje” kryzys żywnościowy jako winę Ukrainy? Czy Rosjanie chcą w ten sposób umożliwić sobie desant w Odessie? Na pytania Michała Żakowskiego odpowiada Karol Wasilewski z Agencji Analitycznej „Neo Świat”.

Podwójne standardy są groźne nie tylko dla Ukrainy
2022-05-30 09:00:00

Prof. Paweł Kowal z Instytutu Studiów Politycznych PAN wielu przywódców krajów zachodnich paternalistycznie traktuje kraje Europy Środkowej i Wschodniej.  - To powoduje łatwość powiedzenia: to zrezygnujcie z kawałka swoich terytoriów - mówi Kowal w rozmowie z Piotrem Pogorzelskim .  Dlatego właśnie pojawia się chęć udobruchania prezydenta Putina i zaspokojenia, przynajmniej częściowego, rosyjskich ambicji terytorialnych.  Ekspert zwraca uwagę, że tego rodzaju deklaracje padają często z ust polityków mówiących chętnie o tym, jak ważna jest praworządność. - Ale to trzeba traktować integralnie. Nie można mówić o praworządności w jakimś kraju, a nie brać pod uwagę norm prawa międzynarodowego, czyli nienaruszalności granic - podkreśla Kowal. Przypomina takżę, że Rosja wielokrotnie uznawała granice Ukrainy i nie ma sporów terytorialnych między Kijowem a Moskwą.  Gość "Studia Wschód" dodaje, że jest to też “ukąszenie kolonializmu” niektórych państw, które uważają, że mają prawo występować w interesie “kolonialnej psychiki Rosji”, która rozwój rozumie, jako konieczność rozszerzania terytorialnego. Paradoks polega na tym, że same kraje Zachodu uznają za rozwój raczej technologie i innowacje, a nie fizyczną ekspansję.  Należy jednak wziąć pod uwagę, że nie można wykluczyć, że władze Ukrainy będą zmuszone w czasie negocjacji do rozmów o ustępstwach terytorialnych.  Podcast opublikowano w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite .

Prof. Paweł Kowal z Instytutu Studiów Politycznych PAN wielu przywódców krajów zachodnich paternalistycznie traktuje kraje Europy Środkowej i Wschodniej. 

- To powoduje łatwość powiedzenia: to zrezygnujcie z kawałka swoich terytoriów - mówi Kowal w rozmowie z Piotrem Pogorzelskim

Dlatego właśnie pojawia się chęć udobruchania prezydenta Putina i zaspokojenia, przynajmniej częściowego, rosyjskich ambicji terytorialnych. 

Ekspert zwraca uwagę, że tego rodzaju deklaracje padają często z ust polityków mówiących chętnie o tym, jak ważna jest praworządność.

- Ale to trzeba traktować integralnie. Nie można mówić o praworządności w jakimś kraju, a nie brać pod uwagę norm prawa międzynarodowego, czyli nienaruszalności granic - podkreśla Kowal. Przypomina takżę, że Rosja wielokrotnie uznawała granice Ukrainy i nie ma sporów terytorialnych między Kijowem a Moskwą. 

Gość "Studia Wschód" dodaje, że jest to też “ukąszenie kolonializmu” niektórych państw, które uważają, że mają prawo występować w interesie “kolonialnej psychiki Rosji”, która rozwój rozumie, jako konieczność rozszerzania terytorialnego. Paradoks polega na tym, że same kraje Zachodu uznają za rozwój raczej technologie i innowacje, a nie fizyczną ekspansję. 

Należy jednak wziąć pod uwagę, że nie można wykluczyć, że władze Ukrainy będą zmuszone w czasie negocjacji do rozmów o ustępstwach terytorialnych. 

Podcast opublikowano w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

NEWs: Co "bolesny kompromis" oznaczałby dla Ukrainy?
2022-05-26 15:50:41

Wojna Rosji z Ukraina wchodzi w 4 miesiąc walk. Ukraina stoi przed historyczną chwilą obrony i budowy swojej państwowości. Równocześnie słychać głosy o „bolesnych kompromisach” i „dogadaniu” się z „silniejszą Rosją”. Takie słowa padły na łamach wpływowej amerykańskiej gazety „New York Times”. O oddaniu Rosji części terytorium Ukrainy mówił także Henry Kissinger, ”szara eminencja” polityki USA. Co takie słowa oznaczają w obecnej sytuacji Ukrainy? Co osiągnął Kijów i co może stracić jeśli miałby zgodzić się na ustępstwa wobec Rosji? Paweł Usow, szef Centrum Analiz i Prognoz Politycznych, ośrodka zajmującego się byłymi republikami ZSRR. Rozmawia Michał Żakowski (Radio 357).
Wojna Rosji z Ukraina wchodzi w 4 miesiąc walk. Ukraina stoi przed historyczną chwilą obrony i budowy swojej państwowości. Równocześnie słychać głosy o „bolesnych kompromisach” i „dogadaniu” się z „silniejszą Rosją”. Takie słowa padły na łamach wpływowej amerykańskiej gazety „New York Times”. O oddaniu Rosji części terytorium Ukrainy mówił także Henry Kissinger, ”szara eminencja” polityki USA. Co takie słowa oznaczają w obecnej sytuacji Ukrainy? Co osiągnął Kijów i co może stracić jeśli miałby zgodzić się na ustępstwa wobec Rosji? Paweł Usow, szef Centrum Analiz i Prognoz Politycznych, ośrodka zajmującego się byłymi republikami ZSRR. Rozmawia Michał Żakowski (Radio 357).

Ukraina przetrwała mimo sowieckich prób wynarodowienia
2022-05-26 08:00:00

Dorota Obidniak: Chciałabym, żeby wyjaśnił nam Pan te problemy, które pojawiły się na początku polskiej odradzającej się państwowości. Przecież była wtedy mowa o unii polsko-ukraińskiej – Piłsudski zawarł przymierze z Petlurą. Dlaczego nic z tego nie wyszło?  Jacek Kluczkowski:  Piłsudski był jakby dziedzicem tradycji powstania styczniowego, więc on gdzieś miał w pamięci tę pieczątkę, na której jest orzeł, pogoń oraz archanioł Michał. To jest ta tradycja, która leżała u podstaw jego koncepcji federacyjnej. Był wtedy wyraźny podział pomiędzy narodem białoruskim a ukraińskim, więc on popierał wszystkie inicjatywy, które dążyły do utworzenia sympatyzujących z Polską państw na terenie Rzeczypospolitej. Dlaczego do tego nie doszło? Po pierwsze, trzeba było przekonać do tego tamtejszych mieszkańców, czyli lud nie litewsko-białoruski, jak on wyglądał u Mickiewicza, ale etniczni Litwini nie byli zainteresowani ani trochę. Oni odrzucali tę koncepcję. A u Białorusinów ta państwowość się nie utrwaliła. Trudno powiedzieć, jak to by się rozwinęło z czasem. Nie było zresztą żadnej kontynuacji Rzeczypospolitej, która dawałaby Białorusinom jakąś autonomię, chodziło tu raczej o ich asymilację.  Z Ukraińcami natomiast sprawa było trochę bardziej skomplikowana – na terenie Galicji de facto doszło do wojny pomiędzy regularnymi ugrupowaniami zbrojnymi Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej oraz polskimi wojskami. Początkowo byli to polscy powstańcy we Lwowie, lecz potem już była to regularna armia.  Na terenie Ukrainy powstały wtedy dwie struktury, które się potem połączyły – Zachodnioukraińska Republika Ludowa oraz Ukraińska Republika Ludowa. Tam też nie było zbyt wielu entuzjastów koncepcji federowania się z Polską, niemniej wojna z federacją bolszewicką wymusiła, a zwłaszcza na Ukraińcach z otoczenia Petlury, czyli grupy, która dotyczyła Ukrainy środkowowschodniej. Wielu petlurowców w ogóle pochodziło ze Wschodniej Ukrainy, niekoniecznie [z] obszarów, które były kiedyś częścią I Rzeczypospolitej. Porażki na froncie zmusiły Ukraińców do podjęcia rozmów. Piłsudski wyobrażał sobie, że gdyby wojna zakończyła się sukcesem, to z tego sojuszu powstałoby federacyjne państwo polsko-ukraińskie. Trudno powiedzieć, co by się stało, zapewne kosztowałoby to jeszcze wiele wysiłku. W każdym razie doszło do podpisania sojuszu wojskowego, pomimo oporu części Ukraińców, a także pomimo oporu części Polaków. Endecja nie popierała tych planów – uważano, że wyprawa na Kijów to awantura, która musi się zakończyć tragicznie. Niekoniecznie musiałoby się tak skończyć, niemniej jednak, dzięki temu, że zwycięstwo Polski uratowało jej własną niepodległość, jednak jej sił było za mało, żeby wyzwolić całą Ukrainę. Armia ukraińska również była dosyć słaba, nie udało się zebrać tylu żołnierzy, ilu trzeba było. Na Ukrainie znany i powtarzany jest fakt, że Piłsudski spotykał się z żołnierzami ukraińskimi i po podpisaniu pokoju powiedział, że przeprasza i że nie tak miało to wyglądać. Wynikało to ze świadomości, że tego planu nie udało się zrealizować. Dorota Obidniak: Dochodzimy do tego najmroczniejszego rozdziału w historii Ukrainy. Nie ma wymarzonego państwa, tylko radziecka republika, terror, przesiedlenia i przede wszystkim Wielki Głód. Jaki wpływ na Ukraińców miały te dla nas kompletnie niewyobrażalne zdarzenia? Jacek Kluczkowski: Ja bym jeszcze się na chwilę cofnął i spojrzał jak to wyglądało na Kresach, na ukraińskiej części Kresów, bo były przecież także Kresy białoruskie i litewskie. Mamy tu do czynienia z jednej strony z Galicją, a z drugiej strony z Wołyniem. Tutaj polski rząd stosował dwie różne polityki w stosunku do Ukraińców – inną na terenie Galicji i inną na terenie Wołynia. To zresztą miało później swoje skutki. Jeśli chodzi o wielką Ukrainę, to trzeba powiedzieć, że tak – bolszewikom potrzebne było posiadanie tak zwanych narodów uciśnionych. Jednym z elementów ideologii bolszewickiej było budowanie tak zwanych etnicznych republik. Jedną z nich stała się Ukraina sowiecka, ale miejsce dla tych uciśnionych narodów – dla Żydów, także dla Polaków. W niektórych służbach czy urzędach nawet zachęcano Polaków do walki. Zanim narodziła się walka z Polską, to była to po prostu walka z Białą Armią czy z caratem.  Wielu Polaków opowiadało się po stronie rewolucji bolszewickiej. To samo dotyczyło innych grup etnicznych, w innych częściach imperium rosyjskiego.To im było potrzebne, bo Biała Armia posługiwała się tą tradycyjną, carską mitologią jednej, zcentralizowanej Rosji, która ignoruje wszelkie tradycje autonomiczne. Powstała taka radziecka quasi-państwowość. Wiele z tych osób nie umiała mówić po ukraińsku, ale z czasem stwierdzono, że należy zakorzenić władzę radziecką w polityce językowej i kulturowej. Mieliśmy do czynienia z kilku-, kilkunastoletnim okresem ukrainizacji, kiedy wydano wiele literatury w języku ukraińskim. Walka z analfabetyzmem dotyczyła nauczania na poziomie podstawowym, nauczania języka ukraińskiego na poziomie podstawowym. W urzędach w Kijowie czy w Charkowie, bo stolica do 1934 roku była w Charkowie, mówiono obowiązkowo po ukraińsku. To była taka sztuczna próba, niemniej jednak zostały książki w bibliotekach i tak dalej. Potem były te wielkie eksperymenty – kolektywizacja, która pociągnęła za sobą potworne skutki, zwłaszcza na terenie Ukrainy. Można powiedzieć, że w latach 30. zmienił się front. Kiedy przeniesiono stolicę, porzucono te dawne marzenia o ukrainizacji. Język ukraiński może nie był prześladowany, ale przestał być takim językiem wiodącym w Republice. W sumie zaczęto myśleć o Związku Radziecki de facto jako o kontynuacji imperium radzieckiego, a językiem międzyetnicznej komunikacji stał się język rosyjski.  Ponieważ Kijów był trochę tak jak nasz Kraków – pełnym cerkwi, zabytków i tak dalej; gdy przenoszono stolicę z Charkowa do Kijowa, to wyburzono znaczną część cerkwi i to miasto miało nabrać innego ducha. To także było kolejną traumą, którą Ukraińcy bardzo przeżywali. Setki cerkwi zostały zniszczone w Kijowie, ponieważ były niegodne tego, żeby być stolicą komunistycznej republiki radzieckiej. Trudno oceniać, ile jeszcze było zdarzeń, które były przejawem pewnego antyukraińskiego fanatyzmu ideologicznego. Można jednak zauważyć, że granica dostaw żywności w obszarze Wielkiego Głodu dość dziwnie pokrywała się z granicą etniczną republiki radzieckiej. Sąsiednie okręgi zamieszkałe przez Rosjan, na terenie Rosyjskiej Federacji, tam pomoc była udzielana i tam nie było tak tragicznych warunków. Na wielu obszarach Ukrainy takiej pomocy po prostu nie było albo świadomie była ona blokowana przez władzę. Więc trudno było kwestionować to, że gdzieś tam był element nie tylko wytępienia chłopstwa, indywidualnych rolników, jako klasy, ale także zniszczenia tych ludzi mówiących po ukraińsku. Bo w gruncie rzeczy to nie inteligencja w Charkowie czy w Kijowie zachowała ten język, tylko wieś ukraińska. Wymordowanie tak wielkiej liczby ludzi sprzyjało wynarodowieniu i było wymierzone w Ukraińców. 

Dorota Obidniak: Chciałabym, żeby wyjaśnił nam Pan te problemy, które pojawiły się na początku polskiej odradzającej się państwowości. Przecież była wtedy mowa o unii polsko-ukraińskiej – Piłsudski zawarł przymierze z Petlurą. Dlaczego nic z tego nie wyszło? 

Jacek Kluczkowski: Piłsudski był jakby dziedzicem tradycji powstania styczniowego, więc on gdzieś miał w pamięci tę pieczątkę, na której jest orzeł, pogoń oraz archanioł Michał. To jest ta tradycja, która leżała u podstaw jego koncepcji federacyjnej. Był wtedy wyraźny podział pomiędzy narodem białoruskim a ukraińskim, więc on popierał wszystkie inicjatywy, które dążyły do utworzenia sympatyzujących z Polską państw na terenie Rzeczypospolitej. Dlaczego do tego nie doszło? Po pierwsze, trzeba było przekonać do tego tamtejszych mieszkańców, czyli lud nie litewsko-białoruski, jak on wyglądał u Mickiewicza, ale etniczni Litwini nie byli zainteresowani ani trochę. Oni odrzucali tę koncepcję. A u Białorusinów ta państwowość się nie utrwaliła. Trudno powiedzieć, jak to by się rozwinęło z czasem. Nie było zresztą żadnej kontynuacji Rzeczypospolitej, która dawałaby Białorusinom jakąś autonomię, chodziło tu raczej o ich asymilację. 

Z Ukraińcami natomiast sprawa było trochę bardziej skomplikowana – na terenie Galicji de facto doszło do wojny pomiędzy regularnymi ugrupowaniami zbrojnymi Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej oraz polskimi wojskami. Początkowo byli to polscy powstańcy we Lwowie, lecz potem już była to regularna armia. 

Na terenie Ukrainy powstały wtedy dwie struktury, które się potem połączyły – Zachodnioukraińska Republika Ludowa oraz Ukraińska Republika Ludowa. Tam też nie było zbyt wielu entuzjastów koncepcji federowania się z Polską, niemniej wojna z federacją bolszewicką wymusiła, a zwłaszcza na Ukraińcach z otoczenia Petlury, czyli grupy, która dotyczyła Ukrainy środkowowschodniej. Wielu petlurowców w ogóle pochodziło ze Wschodniej Ukrainy, niekoniecznie [z] obszarów, które były kiedyś częścią I Rzeczypospolitej. Porażki na froncie zmusiły Ukraińców do podjęcia rozmów. Piłsudski wyobrażał sobie, że gdyby wojna zakończyła się sukcesem, to z tego sojuszu powstałoby federacyjne państwo polsko-ukraińskie. Trudno powiedzieć, co by się stało, zapewne kosztowałoby to jeszcze wiele wysiłku. W każdym razie doszło do podpisania sojuszu wojskowego, pomimo oporu części Ukraińców, a także pomimo oporu części Polaków. Endecja nie popierała tych planów – uważano, że wyprawa na Kijów to awantura, która musi się zakończyć tragicznie. Niekoniecznie musiałoby się tak skończyć, niemniej jednak, dzięki temu, że zwycięstwo Polski uratowało jej własną niepodległość, jednak jej sił było za mało, żeby wyzwolić całą Ukrainę. Armia ukraińska również była dosyć słaba, nie udało się zebrać tylu żołnierzy, ilu trzeba było. Na Ukrainie znany i powtarzany jest fakt, że Piłsudski spotykał się z żołnierzami ukraińskimi i po podpisaniu pokoju powiedział, że przeprasza i że nie tak miało to wyglądać. Wynikało to ze świadomości, że tego planu nie udało się zrealizować.

Dorota Obidniak: Dochodzimy do tego najmroczniejszego rozdziału w historii Ukrainy. Nie ma wymarzonego państwa, tylko radziecka republika, terror, przesiedlenia i przede wszystkim Wielki Głód. Jaki wpływ na Ukraińców miały te dla nas kompletnie niewyobrażalne zdarzenia?

Jacek Kluczkowski: Ja bym jeszcze się na chwilę cofnął i spojrzał jak to wyglądało na Kresach, na ukraińskiej części Kresów, bo były przecież także Kresy białoruskie i litewskie. Mamy tu do czynienia z jednej strony z Galicją, a z drugiej strony z Wołyniem. Tutaj polski rząd stosował dwie różne polityki w stosunku do Ukraińców – inną na terenie Galicji i inną na terenie Wołynia. To zresztą miało później swoje skutki. Jeśli chodzi o wielką Ukrainę, to trzeba powiedzieć, że tak – bolszewikom potrzebne było posiadanie tak zwanych narodów uciśnionych. Jednym z elementów ideologii bolszewickiej było budowanie tak zwanych etnicznych republik. Jedną z nich stała się Ukraina sowiecka, ale miejsce dla tych uciśnionych narodów – dla Żydów, także dla Polaków. W niektórych służbach czy urzędach nawet zachęcano Polaków do walki. Zanim narodziła się walka z Polską, to była to po prostu walka z Białą Armią czy z caratem. 

Wielu Polaków opowiadało się po stronie rewolucji bolszewickiej. To samo dotyczyło innych grup etnicznych, w innych częściach imperium rosyjskiego.To im było potrzebne, bo Biała Armia posługiwała się tą tradycyjną, carską mitologią jednej, zcentralizowanej Rosji, która ignoruje wszelkie tradycje autonomiczne. Powstała taka radziecka quasi-państwowość. Wiele z tych osób nie umiała mówić po ukraińsku, ale z czasem stwierdzono, że należy zakorzenić władzę radziecką w polityce językowej i kulturowej. Mieliśmy do czynienia z kilku-, kilkunastoletnim okresem ukrainizacji, kiedy wydano wiele literatury w języku ukraińskim. Walka z analfabetyzmem dotyczyła nauczania na poziomie podstawowym, nauczania języka ukraińskiego na poziomie podstawowym. W urzędach w Kijowie czy w Charkowie, bo stolica do 1934 roku była w Charkowie, mówiono obowiązkowo po ukraińsku. To była taka sztuczna próba, niemniej jednak zostały książki w bibliotekach i tak dalej. Potem były te wielkie eksperymenty – kolektywizacja, która pociągnęła za sobą potworne skutki, zwłaszcza na terenie Ukrainy. Można powiedzieć, że w latach 30. zmienił się front. Kiedy przeniesiono stolicę, porzucono te dawne marzenia o ukrainizacji. Język ukraiński może nie był prześladowany, ale przestał być takim językiem wiodącym w Republice. W sumie zaczęto myśleć o Związku Radziecki de facto jako o kontynuacji imperium radzieckiego, a językiem międzyetnicznej komunikacji stał się język rosyjski. 

Ponieważ Kijów był trochę tak jak nasz Kraków – pełnym cerkwi, zabytków i tak dalej; gdy przenoszono stolicę z Charkowa do Kijowa, to wyburzono znaczną część cerkwi i to miasto miało nabrać innego ducha. To także było kolejną traumą, którą Ukraińcy bardzo przeżywali. Setki cerkwi zostały zniszczone w Kijowie, ponieważ były niegodne tego, żeby być stolicą komunistycznej republiki radzieckiej. Trudno oceniać, ile jeszcze było zdarzeń, które były przejawem pewnego antyukraińskiego fanatyzmu ideologicznego. Można jednak zauważyć, że granica dostaw żywności w obszarze Wielkiego Głodu dość dziwnie pokrywała się z granicą etniczną republiki radzieckiej. Sąsiednie okręgi zamieszkałe przez Rosjan, na terenie Rosyjskiej Federacji, tam pomoc była udzielana i tam nie było tak tragicznych warunków. Na wielu obszarach Ukrainy takiej pomocy po prostu nie było albo świadomie była ona blokowana przez władzę. Więc trudno było kwestionować to, że gdzieś tam był element nie tylko wytępienia chłopstwa, indywidualnych rolników, jako klasy, ale także zniszczenia tych ludzi mówiących po ukraińsku. Bo w gruncie rzeczy to nie inteligencja w Charkowie czy w Kijowie zachowała ten język, tylko wieś ukraińska. Wymordowanie tak wielkiej liczby ludzi sprzyjało wynarodowieniu i było wymierzone w Ukraińców. 

Wojna niweczy wakacyjne plany Rosjan
2022-05-24 16:02:15

Lato miało być takie piękne. Wielu Rosjan już liczyło koszty egzotycznych wyjazdów w miejscach, które przez dwa lata były niedostępne z powodu pandemii Covid-19. Nic z tych rzeczy. 24 lutego Moskwa napadła na Ukrainę, czego skutkiem było nałożenie bezprecedensowych sankcji w praktyce oznaczających izolację kraju. Rosjanie stykają się z wieloma problemami, których w przeszłości nie mieli i dalej by ich nie było, gdyby nie  agresja na Ukrainę, o czym opowiada Piotr Pogorzelski w podcaście Po prostu Wschód. Po pierwsze, większość linii lotniczych wycofała się z Rosji, a wiele krajów wprowadziło zakazy lotów dla maszyn rosyjskich. Do tego dochodzi brak możliwości  zarezerwowania noclegów za pomocą światowych serwisów, takich jak Booking, czy Airbnb, nie mówiąc już o kłopotach z płaceniem kartą. To bezpośrednie skutki sankcji wprowadzonych  przez Zachód i uderzających w zwykłych, choć stosunkowo dostatnio żyjących obywateli.  Z moskiewskiego Szeremietiewa można polecieć do Baku, Belgradu, Abu Dabi, Dohy, Mińska, czy Stambułu. Bilet nie jest łatwo kupić ponieważ karty Visa i Mastercard nie działają w Rosji. Aby zarezerwować nocleg, Rosjanie muszą korzystać z miejscowych serwisów, jak Ostrowok , czyli wysepka, czy Broniewik , którego nazwa oparta jest na grze słów. Broń to rezerwacja, a broniewik to wóz opancerzony. Jednak zakres usług tych serwisów jest  ograniczony.  Gdyby natomiast  mieszkaniec Rosji zdecydowałby się na odpoczynek we własnym kraju, to też będzie miał kłopoty z dotarciem do  położonych  na południu kurortów. Rosyjskie władze zamknęły niebo nad anektowanym Krymem i częścią południa Rosji w związku z prowadzoną wojną. Wielu turystów i tak boi się tam wypoczywać ponieważ obawiają się walk. - Z jednej strony są dumni z siły militarnej własnego państwa, przekonani o tym, że wojna z Ukrainą była koniecznością, a z drugiej istnieje strach przed tym, że ta wojna przyjdzie na kontrolowane przez Moskwę terytorium - podkreśla Piotr Pogorzelski.  Stąd na plażach Krymu, nawet w czasie majówki, która jest wstępem do lata, brakowało turystów. W hotelach było zajętych około 50 procent miejsc, a rok wcześniej w tym samym okresie około 70 procent. Zazwyczaj majówka, czyli okres między 1 maja, Świętem Pracy, a 9 maja, Dniem Zwycięstwa jest uznawana za prognozę na lato, a obłożenie hoteli jest w tych okresach podobne.  Hotelarze będą mieli zatem kiepski sezon, a i Rosjanie nie oderwą się od codzienności czerpiąc garściami z rozrywek oferowanych przez światowe kurorty. Do tego dochodzą poważne pytania o możliwości wyjazdu za granicę członków służb mundurowych i ich rodzin, czy ogólnie,  o nastawienie innych turystów ze świata do plażowiczów z Rosji. Podcast opublikowano w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite .

Lato miało być takie piękne. Wielu Rosjan już liczyło koszty egzotycznych wyjazdów w miejscach, które przez dwa lata były niedostępne z powodu pandemii Covid-19. Nic z tych rzeczy. 24 lutego Moskwa napadła na Ukrainę, czego skutkiem było nałożenie bezprecedensowych sankcji w praktyce oznaczających izolację kraju.

Rosjanie stykają się z wieloma problemami, których w przeszłości nie mieli i dalej by ich nie było, gdyby nie  agresja na Ukrainę, o czym opowiada Piotr Pogorzelski w podcaście Po prostu Wschód. Po pierwsze, większość linii lotniczych wycofała się z Rosji, a wiele krajów wprowadziło zakazy lotów dla maszyn rosyjskich. Do tego dochodzi brak możliwości  zarezerwowania noclegów za pomocą światowych serwisów, takich jak Booking, czy Airbnb, nie mówiąc już o kłopotach z płaceniem kartą. To bezpośrednie skutki sankcji wprowadzonych  przez Zachód i uderzających w zwykłych, choć stosunkowo dostatnio żyjących obywateli. 

Z moskiewskiego Szeremietiewa można polecieć do Baku, Belgradu, Abu Dabi, Dohy, Mińska, czy Stambułu. Bilet nie jest łatwo kupić ponieważ karty Visa i Mastercard nie działają w Rosji. Aby zarezerwować nocleg, Rosjanie muszą korzystać z miejscowych serwisów, jak Ostrowok, czyli wysepka, czy Broniewik, którego nazwa oparta jest na grze słów. Broń to rezerwacja, a broniewik to wóz opancerzony. Jednak zakres usług tych serwisów jest  ograniczony. 

Gdyby natomiast  mieszkaniec Rosji zdecydowałby się na odpoczynek we własnym kraju, to też będzie miał kłopoty z dotarciem do  położonych  na południu kurortów. Rosyjskie władze zamknęły niebo nad anektowanym Krymem i częścią południa Rosji w związku z prowadzoną wojną. Wielu turystów i tak boi się tam wypoczywać ponieważ obawiają się walk.

- Z jednej strony są dumni z siły militarnej własnego państwa, przekonani o tym, że wojna z Ukrainą była koniecznością, a z drugiej istnieje strach przed tym, że ta wojna przyjdzie na kontrolowane przez Moskwę terytorium - podkreśla Piotr Pogorzelski. 

Stąd na plażach Krymu, nawet w czasie majówki, która jest wstępem do lata, brakowało turystów. W hotelach było zajętych około 50 procent miejsc, a rok wcześniej w tym samym okresie około 70 procent. Zazwyczaj majówka, czyli okres między 1 maja, Świętem Pracy, a 9 maja, Dniem Zwycięstwa jest uznawana za prognozę na lato, a obłożenie hoteli jest w tych okresach podobne. 

Hotelarze będą mieli zatem kiepski sezon, a i Rosjanie nie oderwą się od codzienności czerpiąc garściami z rozrywek oferowanych przez światowe kurorty. Do tego dochodzą poważne pytania o możliwości wyjazdu za granicę członków służb mundurowych i ich rodzin, czy ogólnie,  o nastawienie innych turystów ze świata do plażowiczów z Rosji.

Podcast opublikowano w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie