jarasaseasongi - muzyczne historie
W jarasaseasongach możecie usłyszeć piosenki folkowe z różnych stron świata, z lądów i morza, wygrzebane w bezkresnym eterze. Do każdej piosenki dodałem opowieść o tym skąd się wzięła, lub po prostu dlaczego mnie zainteresowała. Taki już jest folk, że za każdą piosenką czai się ciekawa historia.
Znajdziecie mnie:
https://www.facebook.com/JarasaSeaSongi
https://www.youtube.com/@jarasaseasongi
https://radiodanielka.pl/
The Wild Mountain Thyme
2022-05-20 19:56:46
Amsterdam
2022-05-11 18:26:04
Dziś o naprawdę starej angielskiej piosence ludowej i trochę młodszej kontynentalnej. Zacznę od starszej.
Niektórzy uważają, że została skomponowana przez Henryka VIII dla jego kochanki i przyszłej królowej małżonki - Anny Boleyn, po ty jak ta, cytując autora, „odrzuciła nieuprzejmie” jego awanse. Jednak konstrukcja utworu sugeruje, że opiera się na włoskim stylu kompozycji „romanecsa” lub „passamezzo antico” a ten dotarł do Anglii dopiero po śmierci Henryka, co czyni bardziej prawdopodobnym elżbietańskie pochodzenie piosenki. Ballada pierwszy raz została zarejestrowana w 1580 roku. Tytuł jaki nosiła na pierwszych broadside (o tym już wspominałem, to takie karteczki z piosenkami sprzedawane po parę pensów na angielskich ulicach), to: "A Newe Northen Dittye of ye Ladye Greene Sleves".
Ballada w krótkim czasie stała się bardzo popularna, w ciągu paru lat pojawiła się na licznych broadsidach pod wieloma różnymi tytułami. W 1657 roku Sam William Shakespire umieścił piosenką w komedii „Wesołe Kumoszki z Windsoru”, gdzie wspomina o niej Falstaff. Dziś znamy ją pod krótkim tytułem „ Greensleeves” czyli zielone rękawy. Tytuł może sugerować, że bohaterka była kobietą rozwiązłą, ba nawet prostytutką. Zielone rękawy podobno w renesansowej Anglii były symbolem tej profesji.
A teraz wyobraźmy sobie pierwszą połowę lat 60 XX wieku. W swoim domu z widokiem na Morze Śródziemne w Roquebrune-Cap-Martin, nad nową piosenką pracuje Jaques Brell. Ma w pamięci czas spędzony w holenderskim porcie Zeerbrugge, czas spędzony na długich spacerach i posiadówach w portowych tawernach. Pisze tekst sławiący uciechy portowe i wyczyny marynarzy na przepustce. Ale do Zeerbrugge nie ma zbyt wielu zadowalających rymów. Zmienia port na Amsterdam, jest dobrze, do „dau le port Amsterdam” rymów jest w bród (od Pragi po Jork chciałoby się powiedzieć
Loch Lomond
2022-04-26 18:22:20
Loch Lomond - jedna z największych atrakcji turystycznych Szkocji, największy zbiornik wodny na wyspach brytyjskich – po polsku: jezioro Wiązów. Ponad 7 tysięcy hektarów wody, upstrzonej licznymi wyspami, pięknie położonej wśród wzgórz i pagórków uskoku Highland Boundary Fault, uskoku nie byle jakiego – oddzielającego Lowlands od Highlands. Jezioro słynie ze swych malowniczych, pięknych brzegów, jak mawiają Szkoci The Bonnie Banks O’Loch Lomond. O, i tytuł piosenki sam się objawił.
The Bonnie Banks O’Loch Lomond jest jedną z najbardziej znanych szkockich pieśni folkowych. Pieśń powstała prawdopodobnie w XVIII, pierwszy raz opublikowano ją w 1841 roku. Jej autor jest nieznany. Tekst refrenu jaki dzisiaj jest śpiewany, prawdopodobnie nie jest pierwotnym tekstem. A sama piosenka na pozór jest całkiem niewinna. Opowiada o tęsknocie kochanków. Ale właśnie – niewinna na pozór. Większość źródeł łączy powstanie „Loch Lomond” (tak w skrócie się ja tytułuje) z wydarzeniami po klęsce Jakobitów pod Culloden i upadku ich ostatniego powstania.
Najbardziej mroczna hipoteza jako podmiot liryczny pieśni opisuje ukochaną młodego Jakobity uwięzionego przez Anglików. Po bitwie pod Culloden Anglicy wzięli do niewoli wielu Szkockich buntowników i zabrali do Londynu by ich tam osądzić. W ślad za jeńcami do Londynu ze wszystkich zakątków Szkocji ruszyli ich bliscy. Procesy oczywiście były pokazowe. Wyroki można było przewidzieć, choć rodziny pewnie do końca miały nadzieję na cud. Wszystkich buntowników skazano na śmierć. Ale tego Anglikom było mało - ku przestrodze - ciała straconych bądź ich strzępy zostały wywieszone na słupach wzdłuż dróg pomiędzy Londynem a Glasgow. Rodziny wracały więc do domów w makabrycznej, podwójnej procesji. Drogą, dołem, „lowroad”jak mówi refren, wracali żywi, główna drogą, górą, „highroad” w ślad za nimi szła procesja martwych ciał wywieszonych na słupach. I o tym opowiada refren piosenki, młoda dziewczyna śpiewa:
„Ty pójdziesz górną drogą, ja pójdę dolną, dotrę do Szkocji przed tobą, ale już nigdy nie spotkam się z mym ukochanym, na pięknym brzegu Loch Lomond.”
Interpretacji niskiej i wysokiej drogi jest jeszcze parę. Niektórzy twierdzą że podmiotem lirycznym jest młody Jakobita, dla którego „lowroad” to wybór egzekucji, „highroad” to wyrzeczenie się lojalności wobec Księcia Karola i życie w niewoli. Inna teoria przywołuje z kolei jako niską drogę, podziemną trasę dla wróżek i innych magicznych stworzeń, którą dusze Szkotów zmarłych na obczyźnie wracały do ojczyzny.
Niewykluczone że piosenka nie byłaby dziś tak popularna, gdyby pozostała jedynie jej mroczna, buntownicza wymowa. Ale istnieje jeszcze jedna, odmienna wersja tekstu, w której wątek romantyczny jest zdecydowanie na pierwszym planie, choć słowa refrenu są w zasadzie takie same. Sami Szkoci postrzegają ja już zdecydowanie jako piosenkę miłosną.
No i Bonnie Banks O’Loch Lomond jest popularna nie tylko w Szkocji. Szkoci swoje piosenki często dzielą z Irlandczykami. I tak jest w tym przypadku. Nieznany irlandzki artysta napisał nowy tekst do Szkockiej melodii. Tekst był przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenia. W 1934 roku Josephine Beirne i George Sweatman nagrali piosenkę pod tytułem „My Bonnie Irish Lass”. A pod tytułem „Red is The Rose", w latach 60, piosenkę spopularyzował Tommy Makem. Tym razem nie ma drugiego dna, „Red is The Rose” jest o miłości, z tym że nie do końca szczęśliwej. W ostatniej zwrotce młody chłopak ubolewa, że musi rozstać się z ukochaną, gdyż cała jej rodzina wyjeżdża z Irlandii. Taki los…
Sail Ho,
Audycja zawiera utwory:
„Bonnie Banks of Loch Lomond”, w wykonaniu Elli Roberts; słowa muzyka tradycyjne
„Bonnie Banks of Loch Lomond”, w wykonaniu The Corries; słowa muzyka tradycyjne
„Red is The Rose” w wykonaniu Liama Clancy’ego; słowa muzyka tradycyjne.
Szkockie rebelie
2022-04-11 18:17:18
Jakobici - szkoccy i angielscy zwolennicy legitymistycznych pretendentów do tronu z dynastii Stuartów, potomków króla Szkocji Jakuba VII (w Anglii panującego jako Jakub II). Na przestrzeni XVII i XVIII wieku zorganizowali w Szkocji szereg powstań. O ich rebeliach powstało wiele pieśni, jedna z nich napisana w 1746 roku tuż po klęsce ostatniego powstania miała ostrą antyjakobicką wymowę. W okolicach 1791 roku wielki szkocki poeta Robert Burns przepisał tekst i stworzył pieśń bardziej uniwersalną, w dalszym ciągu jednak antyjakobicką. Tekst Burnsa pozostał prawie niezmieniony do dzisiaj. Tytuł to „Ye Jacobites by Name” – prawda, że znacie? Śpiewa dla nas banjoista folkowy i jazzowy Alastair McDonald. Posłuchajcie Pierwsze powstanie zwolennicy Jakuba urządzili pod dowództwem Johna Grahama w 1689 roku. Wicehrabia Dundee zebrał w Irlandii 200 osobowy oddział, wykonał desant w Kintyre, dobrał ochotników wśród klanów góralskich i z furią ruszył na armię czerwonych kurtek. Rozbił Anglików pod Killiecrankie, ale sam też tam zginął. Cóż, postanowił walczyć z góralami w pierwszym szeregu. Bez przywódcy powstanie upadło. W 1708 Jakub Stuart, zebrał w 1708 roku we Francji 6 tys. żołnierzy i wyruszył z Dunkierki ku Anglii. I nie dopłynął, w kanale zatrzymała go Royal Navy. W 1715 hrabia Mar zwołał wodzów klanów na tzw. wielkie polowanie w Beamar, ogłosił Jakuba Stuarta suwerenem i zdobył Perth. Do powstańców dołączyli się Jakobici z północnej Anglii. Marsz w głąb Anglii skończył się klęską powstańców w bitwie pod Preston. Wkrótce stracili Perth i powstanie, zwane Pierwszym Jakobickim, czy też Pierwszą Wielką Rebelią, upadło a Jakub odpłynął do Francji. Dwie kolejne próby wzniecenia powstania w 1719 z pomocą Hiszpanów i w 1744 z pomocą Francuzów zniweczyły sztormy, które zatopiły całkiem liczne floty w Kanale. W 1745 syn Jakuba II (oraz prawnuk Jana III Sobieskiego), Karol Edward Stuart nazywany Bonnie Prince Charlie (Śliczny Książe Karolek) zorganizował kolejne powstanie, zwane Drugą wielka rebelią. Tym razem to Irlandczycy pomogli zebrać armię, z którą Karol wylądował na Hebrydach. Do powstańców dołączyły klany góralskie i nizinne a także jakobici z północnej Anglii. Powstańcy z marszu zdobyli Edynburg i pokonali Anglików pod Prestonpans. Karol był bliski zwycięstwa ale fatalne decyzje sztabu doprowadziły do sromotnej klęski pod Culloden Moor. Karol musiał opuścić Wyspy, odpłynął do Francji. Kolejne piosenki dotyczą właśnie Karola. Pierwsza z nich pochodzenie ma irlandzkie, i to niekoniecznie w całości tradycyjne. Słowa wywodzą się z XVIII wiecznego poematu Seana Maca Domhnaila napisanego po upadku drugiego powstania Jakobitów. To lament gaelickiej bogini Éire po wygnaniu Księcia Karola. Fragmenty zebrał i opatrzył muzyką Donal Liathain (Lijan). Powstała piękna pieśń Ma Ghile Mear (mój wielki bohater), słuchamy jej w wykonaniu nie byle kogo – śpiewa sam Sting z towarzyszeniem zespołu The Chieftains. A o samej ucieczce księcia Karola opowiada nasza ostatnia pieśń. Bardzo popularna w Szkocji i nie tylko. Weszła do kanonu pieślni ludowych, często śpiewana jako kołysanka. Miłośn Outlander znacie ją z czołówki. Miłośnicy serialu „Outlander”, znają ją z czołówki, to „The Sky boat song”. Powstała w XIX wieku a opowiada o tym jak Książe Karol, przebrany za służącą, uciekł w małej łodzi po klęsce powstania jakobitów w 1745 roku. Tekst został napisany przez Sir Harold Boulton, melodię dopisała Anne Campbelle MacLeod. Dziś śpiewa ją dla nas zespół The Corries.
Audycja zawiera utwory:
" Ye Jacobites by Name ", w wykonaniu Alastair McDonald, słowa: Robert Burns, muzyka: tradycyjna; "
Ma Ghile Mear w wykonaniu Stinga i The Chieftains, słowa na podstaiwe Seana Maca Domhnaila muzyka: Donal Liathain;
" The Sky boat song ", w wykonaniu The Corries, słowa: Sir Harold Boulton, i muzyka: Anne Campbelle MacLeod
Szpitalny blues?
2022-03-31 18:17:42
Dzisiaj podróż sentymentalna. Wystartujemy z osiemnastowiecznych Wysp Brytyjskich przeskoczymy przez Atlantyk, wpadniemy do współczesnego nowoorleańskiego klubu jazzowego, cofniemy się jakieś 70 lat, żeby posłuchać Satchmo i wrócimy znów przez Atlantyk do Europy, do Świnoujścia, zobaczymy co słychać u Starego Dziadka.
Ale po kolei. Jest taka stara, osiemnastowieczna piosenka folkowa, można by ją nazwać piosenką matką - tak wiele piosenek z niej ewoluowało. To taki typowy folkowy proces. W przypadku tej niezwykle owocny. Nie ma pewności czy pochodzi z Anglii czy z Irlandii. Jej tytuł to „Unfortunate rake” lub „Unfortunate lad”. Czasem tym terminem znawcy określają cały wachlarz osiemnastowiecznych pieśni ulicznych o podobnej tematyce.
A historia jest niezwykle ciekawa: Podmiot liryczny przechadza się, czasem obok szpitala (najczęściej świętego Jakuba ale niekoniecznie) czasem wzdłuż śluzy, spotyka przyjaciela. Druh jest owinięty w białą flanelę. Na pytanie cóż się stało odpowiada najczęściej, że zakosztował uciech z prostytutką i dziewczyna zostawiła mu weneryczną pamiątkę. Kiedy się zorientował na kurację było za późno i dziś szykuje się do własnego pogrzebu. Ale szykuje się z fantazją, chciałby żeby trumnę niosło sześciu wesołych facetów, lub sześć pięknych dziewczyn z bukietami róż. Pięknie tę piosnkę śpiewa irlandzki aktor Brendan Gleeson w jednej z nowel doskonałego filmu braci Cohen: The Ballad of Buster Scruggs.
Z piosenki wyewoluowało mnóstwo innych. Kiedy przeskoczyły Atlantyk przybrały formę niezliczonych ballad kowbojskich Melodia z czasem zmieniła się. Kiedy za tekst i nuty wzięli się czarnoskórzy muzycy, powstał wielki przebój bluesa i jazzu, najczęściej noszący tytuł „St. James Infirmary Blues” - Blues Szpitala świętego Jakuba. Utwór tak popularny i intrygujący, że na jego temat napisano ładnych parę książek, pewnie nie jeden muzykolog się na nim doktoryzował. Wariantów tekstów było wiele, przecież piosenka już bluesowa czy jazzowa pozostała mimo wszystko piosenką uliczną a mnogość wariantów dla takich piosenek to norma. A kto mógłby dla nas zaśpiewać Blues ze Szpitala świętego Jakuba jak nie Doctor House. Hugh Laurie z zespołem pięknie wykonał St. James Infirmary Blues na płycie zanurzonej w Nowoerleańskim Bluesie „Let Them Talk” .
Pierwszy St. James Infirmary Blues na płytę nagrał w 1928 roku nie kto inny jak sam Satchmo. Wielu do dziś uważa że to najpiękniejsza wersja tej piosenki. Coś w tym jest. Po niej możemy spokojnie wrócić przez Atlantyk do Europy, do samego Świnoujścia. A ze Świnoujściem przez większą część życia związany był największy bard naszej sceny żeglarskiej – marynarz, rybak, żeglarz, naukowiec i oceanograf, trębacz jazzowy, szantymen i pieśniarz Jerzy Porębski. Od sierpnia 2021 gra i śpiewa w niebieskiej tawernie, gdyby żył skończyłby w tym tygodniu 83 lata. Napisał cały wór przepięknych, przepełnionych zapachem morza piosenek. Piosenki „Poręby” jak go nazywają przyjaciele rozbrzmiewają we wszystkich tawernach, portach i na żeglarskich ogniskach w Polsce. Jedną z chętniej śpiewanych jest „Stary Dziadek”. No wystarczy posłuchać, Stary Dziadek, to porębowa wersja St James Infirmary Blues. Jerzy Porębski zabrał starą folkową pieśń w kolejna podróż, jakże udaną.
Audycja zawiera utwory:
"St. James Infirmary Blues" (w tle), w wykonaniu Dana Hollowaya, muzyka: tradycyjna;
"The Unfortunate Lad", w wykonaniu Brendana Gleesona, słowa i muzyka: tradycyjne;
"St. James Infirmary Blues", w wykonaniu Hugh Laurie’go, słowa i muzyka: tradycyjne*;
"St. James Infirmary Blues", w wykonaniu Louisa Armstronga, słowa i muzyka: tradycyjne*;
"Stary Dziadek", w wykonaniu Jerzego Porębskiego, słowa: Jerzy Porębski, muzyka: tradycyjne.
@jarasaseasongi znajdziesz na Facebooku, YouTube i Apple Podcast
Press-Gang
2022-03-30 16:47:01
Dziś parę słów o przymusowym zaciągu do marynarki. Taki proceder znamy z historii, kwitł w na terenach wielkich imperiów. U nas, w zaborze rosyjskim był nazywany branką, w imperium brytyjskim dotyczył przede wszystkim przymusowego werbunku do marynarki. Tam werbunek na okręty marynarki wojennej – do Royal Navy nosił nazwę „the press-gang” lub krócej „the press”, zaś zaciąg na jednostki niemilitarne nosił nazwę „crimping”, „shanghaiing” albo po prostu szanghajska gra. Ale o tym poopowiadam za parę tygodni. Dziś o press-gangu.
Brytyjska potęga kolonialna marynarką stała, to wszyscy wiemy, zarówno wojenną jak i handlową. I o ile w latach pokoju zaciąg do floty handlowej był większy niż do wojennej, to w okresie prowadzenia wojen proporcje te się odwracały. W XVIII wieku w latach wojen Royal Navy była zmuszona do rekrutowania średnio ponad 60 tysięcy marynarzy rocznie. Tylu chętnych na wyspach nie było. Trzeba było korzystać z narzędzi przymusu. A w takowe Brytyjski parlament wyposażył armię już w drugiej połowie XVI wieku. Pierwsza ustawa legalizująca impressment została uchwalona w 1563 roku. Prawo to było poprawiane i modyfikowane wiele razy. Wprowadzano liczne ograniczenia, a także system zachęt pozwalających zminimalizować potrzebę werbunku przymusowego.
I tak w okresie gdy press-gang był najpowszechniej stosowany możliwość przymusowego werbunku była ograniczona do mężczyzn dorosłych w wieku 18-47 lub 15-55 lat w (to różnie w różnych latach), oficjalnie zakazany był impressment w odniesieniu do mężczyzn nie mających żadnej morskiej praktyki. To oficjalnie, bo kiedy oddziały press gangu miały płacone za głowę (czy raczej ręce) rekruta tzw. bloody money, no to sami wiecie jak takie prawo było przestrzegane. No i jak nie można było wcielić do marynarki siłą, to używano często podstępu.
Dziś ocenia się, że w latach konfliktów zbrojnych mniej więcej 25% załóg okrętów brytyjskich okrętów wojennych było rekrutowanych pod przymusem. Co zatem pozostałych ciągnęło do Royal Navy? Ano jak już ktoś miał doświadczenie morskie, to wiedział, że praca na okręcie wojennym była jednak lżejsza od harówy na jednostkach handlowych. Tak tak, załogi handlowe były z dekady na dekadę zmniejszane w celu ograniczenia kosztów, liczebność załóg okrętów wojennych determinowały potrzeby obsługi choćby dział. Załogi okrętów Royal Navy były więc kilkukrotnie większe, tę samą pracę wykonywało więc więcej marynarzy. I karmieni tez byli lepiej.
O procederze press gangu opowiada wiele piosenek z e świata folku morskiego. U nas najbardziej znana z nich nosi tytuł Press-Gang właśnie lub branka. Na wyspach brytyjskich piosenka ta nosi jeszcze inne tytuły: The Man-o'-War / On Board a Man-of-War. Piosenka pochodzi prawdopodobnie z XIX wieku, pierwsze jej zapiski pochodzą z początków wieku XX. Ernest John Moeran, angielski kompozytor i zbieracz folkowych piosenek spisał ją od śpiewaka Jamesa Suttona w Winterton w hrabstwie Norfolk. Wczesne je wykonania zupełnie nie przypominają piosenki jaką śpiewa się u nas. Choćby wersja Ewana MacColla.
Ciekawą interpretację zaproponowali na płycie z 2005 roku wikingowie z mojego ulubionego zespołu Storm Weather Shanty Choir.
A dla nas tekst piosenki na polski przełożył kapitan Andrzej Mendygrał. A jako pierwszy chyba wykonał ją zespół Cztery Refy. Melodia została zaczerpnięta z interpretacji grupy „Hart Backbord” z początku lat osiemdziesiątych.
Audycja zawiera utwory:
"Press Gang", w wykonaniu Ewana MacColla, słowa i muzyka: tradycyjne;
"Press Gang", w wykonaniu Storm Weather Shanty Choir, słowa i muzyka: tradycyjne;
"Press Gang", w wykonaniu zespołu Cztery Refy, słowa: Andrzej Mendygrał, muzyka: tradycyjne;
@jarasaseasongi znajdziesz na Facebooku i YouTube
The Girls of Dublin Town
2022-03-17 01:48:54
W wigilię świętego Patryka parę słów o symbolach narodowych niepodległej Irlandii.
Historia trójkolorowej flagi jest całkiem niedługa ale jakże ciekawa. W pierwszej połowie XIX wieku na wyspie narodził się ruch Młoda Irlandia (irl. Éire Óg), stanowiący odłam podziemnego niepodległościowego ruchu irlandzkiego. Éire Óg hołdowała hasłom radykalnym i rewolucyjnym, zapowiadała walkę o niepodległość, w 1848 z jej inicjatywy rozpoczęło się nieudane i szybko stłumione powstanie. Dziś przez złośliwców nazywane bywa sarkastycznie bitwą na grządce kapusty w ogrodzie wdowy McCormack.
Wśród liderów organizacji był Thomas Francis Meagher. Thomas zanim wzniecił powstanie, odwiedził ze współpracownikami Francję aby pogratulować francuskim rewolucjonistom sukcesu w obaleniu Ludwika Filipa. Podczas tego pobytu francuskie rewolucjonistki, przyjaźnie nastawione do „irlandzkiej sprawy”, podarowały Meagherowi jedwabną, trzykolorowa flagę. Trzy pionowe pasy: zielony, biały i pomarańczowy. Zielony symbolizuje irlandzkich katolików, pomarańczowy protestantów, a biały pojednanie między nimi. Piękna idea. Meagher wrócił z flagą do Irlandii i zaproponował ją jako symbol niepodległości. I to się przyjęło ale po latach. Trójkolorowa narodowa flaga Irlandii była wykorzystana podczas powstania wielkanocnego w 1916 roku. Później została przyjęta przez Republikę Irlandzką podczas irlandzkiej wojny o niepodległość (1919-1921), a po podpisaniu w 1922 traktatu angielsko-irlandzkiego a trójkolorowa flaga została oficjalnie flagą narodową.
Tymczasem przed flagą trójkolorową symbolem niepodległościowym Irlandii była złota harfa na zielonym tle. Do osiemnastego wieku tłem dla harfy był kolor lazurowy, a Anglicy na znak panowania nad Irlandią dodawali nad harfą koronę. Chcąc zaakcentować dążenia niepodległościowe Irlandczycy wykorzystując swój symbol pozbyli się korony nad harfą a w tle dali kolor zielony symbolizujący katolików, to wśród katolików przeważały postawy narodowe.
Wywieszanie „harp without the crown”, rozpoczęło się na morzu, pierwszy zieloną flagę wywiesił prawdopodobnie Eoghanowi Ruadh Ó Néillowi XVII-wieczny wygnaniec i żołnierz irlandzkiej brygady armii hiszpańskiej. Jego okręt, św. Franciszek, w 1642 r. stojąc na kotwicy w Dunkierce w drodze do Irlandii, miał podniesioną na topie masztu "irlandzką harfę na zielonym polu". Ó Néill wracał do Irlandii, aby wziąć udział w wojnie konfederackiej. Póżniej warianty zielonej flagi z harfą były używane podczas powstania w 1798 i przez irlandzkich emigrantów służących w obcych armiach. A dziś złota harfa bez korony na zielonym tle jest banderą irlandzkiej marynarki wojennej.
O złotej harfie, bez korony, na zielonym tle opowiada dzisiejsza piosenka. Powstała jako szanta kabestanowa, dziś często śpiewana również jako forebitter. Pochodzi prawdopodobnie z XIX wieku. Najwcześniejsza wzmianka o niej pochodzi z książki „Round the Horn Before the Mast” Basila Lubbocka z 1902 roku. Lubbock opowiada w książce o rejsie czteromasztową barką Royalshire z Frisco do Glasgow wokół Przylądka Horn. Wspomina w niej, wśród wielu innych pieśni, o „The Gals of Dublin Town” jako o bardzo popularnej szancie.
Istnieją dwie wersje tekstu, jedna dotyczy ogólnych tematów żeglarskich: pogody, skarg załogi, kierunków żeglugi. Druga opisuje statek, bandery, przygody załogi i kapitana. I takiej wersji posłuchamy. Opowiada ona o „Shenandoah”, amerykańskim kliprze, który wypływał z Nowego Jorku pod dowództwem kapitana Jima „Shotguna” Murphy'ego. Refren piosenki traktuje o pięknych dziewczynach z Dublin Town ale też sławi „harfę bez korony”, nawiązując tym samym do zwyczaju Murphy'ego, który wieszał właśnie taką banderę pod banderą amerykańską. Tak czyniło podobno wielu irlandzkich kapitanów u obcych armatorów.
Audycja zawiera utwór: "The Girls of Dublin Town” w wykonaniu Gaelic Storm, słowa i muzyka: tradycyjne
@jarasaseasongi znajdziesz na facebooku i YouTube :-)
Two Journeys
2022-03-17 01:45:54
W jarasaseasongach było już o emigracji norweskiej, irlandzkiej, kolonialnych zdobyczach Brytyjczyków. Czas na Francuzów i ich zamorskie przygody.
Pierwszym przyczółkiem francuskiego imperium kolonialnego były tereny leżące na wschodzie dzisiejszej Kanady. Tam w 1604 roku dotarł z grupą 79 osadników Pierre Du Gua de Mons. Po roku przygód założył z towarzyszami miasto Port Royal, które przez wiele lat było stolicą późniejszej kolonii o wdzięcznej nazwie Akadia. Nazwa nawiązywała do Greckiej Arkadii i była wymyślona 80 lat wcześniej przez Giovanniego de Verrazzano, włoskiego odkrywcę służącego królowi Francji.
W Akadii od samego początku działo się. Du Gua po zakwestionowaniu przez francuskich kupców jego monopolu na handel zabrał swoich osadników z powrotem do Francji. Koloniści wrócili po trzech latach. Wkrótce większość francuskich osadników wypędził Samuel Argall, awanturnik z Wirginii. Później przybyli osadnicy szkoccy. W połowie XVII wieku Akadię podbili Anglicy i od tego czasu kolonia co kilka lat przechodziła z rąk do rąk. Wojny francusko angielskie wybuchały co jakiś czas. Ostatecznie w połowie XVIII wieku górą byli Anglicy, zmienili nazwę kolonii na Nowa Szkocja i zażądali od Akadyjczyków deklaracji lojalności. Mimo złożenia takowej przez Akadyjczyków Gubernator Charles Lawrence wydał rozkaz ich deportacji.
W latach 1755 – 1762 kilka tysięcy Akadyjczyków drogą morska wysłano do kolonii angielskich leżących wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Duża część z nich trafiła do Luizjany i osiedliła się w delcie Mississippi, na obszarze dzisiejszej Luizjany, gdzie już w 1673 roku przybyli pierwsi francuscy osadnicy z Bretonii, Normandii i Ile-de-France. Kiedy w połowie XVIII wieku dołączyli do nich wygnańcy z Akadii, Akadianie, zaczęto tak sformowaną francusko-języczną grupę etniczną nazywać Cajun czyli Kajunowie. A w zasadzie nie całą. Mieszkańców Luizjany mieszkających w miastach, w większości nie pochodzących z Akadii nazwano Kreolami (dziś tak nazywa się również czarnoskórych mieszkańców Luizjany)
Dziś Kajunowie zasiedlają głównie bagienne lasy cypryśnikowe w delcie Mississippi, zwane Bayou. Stworzyli niepowtarzalną kulturę i język będący dialektem francuskiego z domieszką hiszpańskiego i włoskiego i wymową często przypominającą angielski. Unikalna jest ich muzyka. Dominują w niej akordeon i skrzypce, w tle słychać trójkąt (sic), melodie są proste, wpadające w ucho. Wywodzi się z francuskich ballad ale dziś dominują w niej utwory taneczne, często o charakterze walca.
W takim środowisku wyrastała Christine Balfa. Jej ojciec Dewey Balfa grał na skrzypcach w zespole The Balfa Brothers. Dewey zaraził córkę miłością do muzyki i tradycji. Christine jest założycielką organizacji non-profit Louisiana Folk Roots, której misją jest zachowanie i promowanie kultury kajuńskiej i kreolskiej. No i przede wszystkim Christina stworzyła zespół Balfa Toujours. Z mężem, Dirkiem Powellem, napisała zaś przepiękną pieśń - Deux Voyages, którą oddali hołd ojcu Christiny i jego przodkom. Rodzina Christiny przywędrowała w XIX wieku nad Mississippi ze Szkocji przez Karolinę Północną i jak wiele innych zasymilowała się z Kajunami. Piosenka opowiada o podróży przodków Christiny do Ameryki oraz o podróży Christiny do kraju ojców (nie wiem czy podroż tę odbyła w rzeczywistości czy tylko literacko ale odbyła).
A dzieła Christiny posłuchamy w wykonaniu pieśniarza folkowego, Tima O’Briana. Tim nagrał w 2001 roku płytę, na której umieścił utwór Two Journeys i taki tytuł nadał całej płycie. Płyta opowiada o emigracji, mieszaniu kultur, pokazuje wpływ muzyki celtyckiej na muzykę amerykańską. A „Dwie podróże”, w dwóch językach francuskim i angielskim śpiewa ze stryjeczną wnuczką Deweya Balfy - Courtney Granger.
Audycja zawiera utwory:
“Lacassine Special” (w tle), wyk. Sammy Naquin, muzyka: trad. "Two Journeys" ,wyk. Tim O’Brian z zespołem, słowa i muzyka: Christine Balfa i Dirk Powell.
@jarasaseasongi znajdziesz na facebooku i YouTube :-)
Bella Ciao
2022-03-06 13:26:24
Dzisiejsza historia zaczyna się od ryżu, ale nie od Chin. Od Italii. Produkcja ryżu we Włoszech rozpoczęła się około połowy XV wieku. Doskonałe tereny do produkcji ryżu, powstały w dolinie Padu. Sam Leonardo da Vinci był zaangażowany w budowę kanałów do osuszania bagien na równinach rzeki Pad. Największy wpływ na historię włoskiego ryżu wywarł jednak Camillo Benso hrabia Cavour. To on w połowie XIX wieku zaprojektował kanał mający doprowadzić wodę z rzeki Pad i jeziora Maggiore do terenów pod uprawy ryżu i innych roślin, głównie w Piemoncie. Kanał, ukończony po jego śmierci, nawadniał 235 tysięcy hektarów pól.
Kanał nie wszystkim przyniósł szczęście. Uprawa ryżu na rozległych polach wymagała zatrudnienia całej masy robotników, a w zasadzie robotnic. Od końca kwietnia do połowy czerwca, uprawy ryżu były zalewane wodą aby ochronić delikatne młode pędy przed wahaniem temperatury w ciągu doby. W tym czasie ryż wymagał intensywnego pielenia. Praca ta wykonywana była przez kobiety zwane mondinami. Pochodziły najczęściej z najniższych warstw społecznych. A praca była okrutnie ciężka. Od rana do nocy, pochylone, po kolana w wodzie. Rano przymrozki, w południe upał, do tego chmary owadów. A na plecach lądowały pałki okrutnych nadzorców – padronów. No i płace, były żenująco niskie.
W takiej atmosferze, na jednej z farm ryżowych, prawdopodobnie pod koniec XIX wieku powstała najsłynniejsza chyba dzisiaj pieśń protestu. Nosi tytuł: „Alla mattina appena alzata”, czyli „Rano jak tylko wstaniesz”. A słowa opowiadają właśnie o ciężkiej harówie mondin na plantacjach, wygiętych plecach, chmarach owadów i ciężkich pałkach padronów. Pięknie tę starą pieśń wykonują Enza Pagliara i Dario Muci, duet który od lat rekonstruuje i popularyzuje tradycyjne włoskie pieśni.
Dzisiaj tę melodię wszyscy znamy jako Bella Ciao. Ale zanim protest song z plantacji ryżu został piosenką antywojenną upłynęło kilkadziesiąt lat. W latach czterdziestych XX wieku nieznany autor zaadaptował pieśń protestu mondin dla włoskiej partyzantki antyfaszystowskiej. Opowiedział historię młodego mężczyzny, który opuszcza swoją dziewczynę, by wstąpić do partyzantki. Młodzieniec przeczuwa, że widzi ukochaną ostatni raz. Chce by po jego śmierci posadziła na mogile piękny kwiat. Chce by ludzie mijając mogiłę wiedzieli jak zginął. Piękna smutna historia. Jest pewien szkopuł – niektórzy znawcy tematu twierdzą, że nikt był nie znał choćby jednego partyzanta, który by tę wersję Bella Ciao śpiewał. Cóż może to i tylko legenda ale jakże piękna.
W XX wieku piosenka osiągnęła światową popularność jako hymn przeciw dyktaturom. Była i jest wykonywana w dziesiątkach języków, a ostatnio podbiła serca miłośników seriali. I tylko czasem starsi Włosi narzekają, że jest śpiewana bez należnego szacunku. Cóż, trudno im się dziwić.
I wydawało się że mamy do czynienia z historią. Ale niestety dzisiaj sens Bella Ciao odżył. 24 lutego wojska putinowskiej Rosji haniebnie wkroczyły do Ukrainy. Pieśń włoskich partyzantów stała się nagle boleśnie aktualna. Nie myślałem że to się stanie w XXI wieku w Europie. Młodzi chłopcy i dojrzali mężczyźni tuż za naszymi granicami musieli chwycić za broń by bronić swoją ojczyznę i bliskich. W kierunku zachodnich granic Ukrainy ruszyły setki tysięcy rodzin by szukać schronienia, by przetrwać, by przeżyć. Refren Bella Ciao, „żegnaj piękna”, w myślach, w ukraińskich słowach, powtarza setki tysięcy chłopaków i mężczyzn. Ich żony i dzieci muszą na tułaczkę udać się same, mężczyźni muszą walczyć z najeźdźcą.
Dzisiaj więc Bella Ciao dla naszych Ukraińskich przyjaciół w wykonaniu Gruppo Popolare e Solisti dell'Oltrepo Pavese z Lombardii.
Sail-Ho,
Audycja zawiera utwory:
" Alla mattina appena alzata " w wykonaniu Enza Pagliara i Dario Muci, słowa i muzyka: tradycyjne
„Bella Ciao” w wykonaniu Gruppo Popolare e Solisti dell'Oltrepo Pavese, słowa i muzyka: tradycyjne
The Golden Vanity
2022-03-01 14:34:21
„The Golden Vanity” siedemnastowieczna ballada żeglarska. Najstarsza zachowana wersja powstała około 1635 roku i nosiła tytuł „Sir Walter Raleigh Sailing In The Lowland”.
Sir Walter Raleigh to znany awanturnik i podróżnik, żyjący na przełomie XVI i XVII wieku. Podróżował do obu Ameryk, poszukiwał Eldorado, tłumił powstanie w Ulsterze, walczył z Hiszpańską Armadą, zdobył dla Anglików Kadyks, nadał podobno nazwę amerykańskiej Virginii, przypisuje się mu podarowanie Anglikom ziemniaków i tytoniu (znane były wcześniej w Hiszpanii, więc…) Był jednym z ulubieńców królowej Elżbiety I ale za nieuzgodniony ożenek trafił do Tower. Drugi raz trafił do Tower oskarżony o spisek przeciwko Jakubowi I. Opuścił Tower aby ponownie poszukiwać Eldorado płynąc w górę Orinoko. Podczas tej podróży złamał parę zakazów króla i gdy wrócił do Anglii czekał na niego katowski topór. Nikt chyba po nim nie pakała, Sir Walter Raleigh miał opinię człowieka okrutnego dla podwładnych łamiącego obietnice.
Pieśń opowiadała o tym jak statek Sir Waltera „The Sweet Trinity” został uwięziony przez obcy galeon. Kapitan za uwolnienie obiecał bogactwa i rękę córki. Zadanie wykonał młody chłopiec okrętowy. Gdy wraca z udanej misji kapitan nie wpuszcza go na pokład pozwalając chłopcu utonąć.
Pieśń przez 2 stulecia była niezwykle popularna. Powstało wiele wersji i muzycznych i fabularnych. Statek zmieniał w nich nazwę, raz był to „The Golden Trinity”, raz „The Sweet Trinity”, czasem „The Golden Willow Tree” a czasem „The Golden Vanity”. W niewolę była brany przez galeon hiszpański, francuski, czasem nawet brytyjski, a niekiedy Turecki – wtedy był okręt piracki. (Lowland see z refrenu to dawna, zwyczajowa nazwa Morza Śródziemnego) Chłopiec okrętowy zazwyczaj ginął. Raz tonął raz był stracony po powrocie na pokład, a w jednej wersji zatopił i wroga i swój okręt.
Jedna z wersji muzycznych jest u nas dobrze znana. Na bazie jej melodii (chyba najbardziej popularnej w XX wieku) powstała piosenka Tomasza Opoki „Morze Północne”.
Sail Ho.
"Sinking in the Lonesome Sea" w wykonaniu The Carter Family, słowa i muzyka: tradycyjne
"The Golden Vanity" w wykonaniu The Chad Mitchell Trio, słowa i muzyka: tradycyjne
"Morze Północne" w wykonaniu Tomasza Opoki, słowa: Tomasz Opoka, muzyka: tradycyjna
„The Golden Vanity” w wykonaniu Davida Coffina, słowa: Gordon Bok na podstawie tradycyjnych, muzyka: Bob Stuart
@jarasaseasongi znajdziesz na Facebooku i YouTube :-)