jarasaseasongi - muzyczne historie
W jarasaseasongach możecie usłyszeć piosenki folkowe z różnych stron świata, z lądów i morza, wygrzebane w bezkresnym eterze. Do każdej piosenki dodałem opowieść o tym skąd się wzięła, lub po prostu dlaczego mnie zainteresowała. Taki już jest folk, że za każdą piosenką czai się ciekawa historia.
Znajdziecie mnie:
https://www.facebook.com/JarasaSeaSongi
https://www.youtube.com/@jarasaseasongi
https://radiodanielka.pl/
Hey Joe, folkowe korzenie
2025-11-19 15:17:59
W latach 40 ubiegłego wieku, w Ameryce przyszła moda na muzykę folkową. Zaczęło się od zespołu The Weavers (pol. Tkacze), który w 1950 roku jako pierwszy w historii umieścił folkową piosenkę na pierwszym miesjcu listy Billboard. Wokół The Weavers powstało grono zespołów i, powiedzmy, bardów popularyzujących ludową muzykę Amerykanów. Moda rozwijała się nieśpiesznie, w obiegu kawiarnianym i uczelnianym. Do głównego nurtu z tego czasu przebili się w zasadzie tylko Odetta i Harry Belafonte. Zjawisko zostało nazwane American Folk Revival.
Środowisko folkowców wywodziło się i działało głównie na uniwersytetach, było zdecydowanie lewicowe. Kiedy w latach 50’ kraj ogarnęła fala makkartyzmu, folk trafił na cenzurowane, został zepchnięty do podziemia. Pete Seeger i Lee Hays z The Weavers stanęli nawet w 1955 przed Komisją Izby Reprezentantów ds. Działalności Antyamerykańskiej. Mimo to, jeszcze w tym samym roku właśnie Seeger z kolegami dali sygnał do rozpoczęcia drugiej fali odrodzenia folkowego. W wigilę bożego narodzenia The Weavers dali porywający koncert w Carnegie Hall. Wydany 2 lata później album z tego koncertu był jedną z najlepiej sprzedających się płyt roku. A w 1958 roku powstała grupa Kingston Trio, która zaczęła nagrywać covery piosenek Tkaczy. Ich płyty sprzedawały się rewelacyjnie. Posypały się nagrody. Odnieśli niesłychany sukces komercyjny. W ich ślady poszły inne zespoły, takie jak Peter Paul and Marry, The Chad Mitchel Trio, Brothers Four. Folk trafił na szczyt trafił i rozgościł się w głównym nurcie muzyki.
Jeszcze w „kawiarnianych” czasach odrodzenia folkowego, młoda piosenkarka Niela Halleck (później po mężu Horn Miller) napisała i wykonywała piosenkę "Baby, Please Don’t Go to Town". Rzecz o dziewczynie, która idzie się zabawić, a autorka ostrzega ją przed konsekwencjami. Niela spotykała się z muzykiem Billym Robertsem. Wkrótce Billy podczas swoich gigów zaczął wykonywać własną piosenkę - „Hey Joe”. Tu mamy historię wyraźnie nawiązującą do tekstu Nieli, z tym że historia jest już o chłopaku, który zabił dziewczynę przyłapaną na zabawie z innym. Ten sam tekst (no prawie) śpiewał Hendrix, ale melodia, aranżacja jeszcze żywo przypomina dzieło Nieli. Nie przeszkodziło to Billowi zarezerwować praw do piosenki. I do dzisiaj występuje jako autor. Neila dwukrotnie próbowała dochodzić swoich praw ale zrezygnowała. W międzyczasie pojawiali się jeszcze muzycy, którzy przedstawiali inne pochodzenie piosenki, inne źródła inspiracji (też oczywiście folkowe), czasem podawali się za autorów, ale wersja tutaj przedstawiona ma chyba ma najwięcej zwolenników. Muzycznie i tekstowo się broni.
Hey Joe we wczesnych latach 60 był często grywany na klubowych scenach. To głównie za przyczyną Davida Crosbiego i The Byrds, którzy spopularyzowali piosenkę wśród muzyków zachodniego wybrzeża. Najbardziej znana była wersja zespołu The Leaves, przez dziewięć tygodni utrzymywała się na listach przebojów. Aż pojawił się młody czarnoskóry gitarzysta Jimmy Hendrix i wszystkie dotychczasowe wersje piosenki zepchnął na margines. Jego wersja Hey Joe była genialna, niepowtarzalna, wręcz ikoniczna, kto dziś pamięta o pozostałych.
Audycja zawiera utwory:
“Stairway To Heaven” (w tle), wyk. Soren Madsen muzyka: Jimmy Page
“Baby, Please Don't Go to Town”, wyk. Niela Miller, słowa i muzyka: Niela Miller
“Hey Joe”, wyk. Billy Roberts, słowa i muzyka: Billy Roberts
„Hey Joe” wyk. The Jimi Hendrix Experience, słowa i muzyka: Billy Roberts
„Norwegian Wood” (w tle) wyk. Herbie Hancock, muzyka: John Lennon, Paul McCartney
„Norwegian Wood” wyk. Tim O'Brien, słowa i muzyka: John Lennon, Paul McCartney
Mrs McGrath
2025-11-17 17:48:55
My z zachwytem słuchamy Samosierry Jacka Kaczmarskiego a historia rechocze. Rechocze, gdyż podczas gdy nasi dzielni szwoleżerowie, z nadzieją na niepodległość w sercach, ochoczo wspierali Napoleona w podboju Hiszpanii i Portugalii, po drugiej stronie, za niepodległość iberyjskich narodów, bili się Irlandczycy, nierzadko siłą lub podstępem zwerbowani do Brytyjskiej armii. A właśnie tłem dla powstania bohaterki dzisiejszej gawędy jest wojna o półwysep iberyjski, czy jak na wyspach brytyjskich mówią „Peninsular War”.
Wojnę o półwysep rozpętał Napoleon w 1807 roku, trwała do 1814. Hiszpanom i Portugalczykom w pokonaniu francuskiego dyktatora znacznie pomogli Brytyjczycy. Posłużyli się przy tym podbitymi narodami. Na półwysep Iberyjski wysłali m.in. 100 tys. Irlandczyków. Byli oni wcieleni do armii podstępem, siłą albo wstępowali żeby uniknąć skrajnej biedy. I wielu z nich nie wróciło. Lub wróciło okaleczonych.
Historię jednego z nich opowiada ballada „Mrs. McGrath”, piosenka opowiada o matce czekającej 7 lat na powrót syna z wojny. Kobieta wypytuje kapitanów statków zawijających do portu czy nie widzieli przypadkiem jej syna - Teda. W końcu Ted wraca - niestety kula armatnia pozbawiła go obu nóg.
Autor piosenki jest nieznany, pojawiła się około 1815 roku jako dublińska broadside. Pierwszy raz opublikowana została w 1876 roku. Pierwsze nagrania pochodzą z połowy XX wieku, śpiewali ja The Weavers, Burl Ives, Pete Seeger i Tommy Makem. Melodia jak na tak tragiczną opowieść jest dość skoczna. Ale to już znamy. Podobnie było w przypadku Johnny I Hardly Knew Ya. Zresztą - obie piosenki skończyły za oceanem jako marsze wojskowe. W rytm Pani McGrath podczas wojny secesyjnej maszerowały Irlandzkie regimenty po obu stronach konfliktu.
Ale piosenka była przede wszystkim popularna oczywiście w Irlandii. Podobno znał ją na pamięć każdy rodowity dublińczyk. Podczas powstania wielkanocnego w 1916 roku zyskała status hymnu powstańców. Powoli stała się również pieśnią antywojenną. W 2. połowie XX wieku pojawiły się skrócone wersje Pani McGrath, z nieco zmienionym tekstem, bardziej skoncentrowanym na tragicznym losie syna. W zależności od imienia syna nosiły różne tytuły, „My son John” czy też „My son Tim”. John był wysoki i szczupły, Tim był kumplem bosmana, jeden i drugi stracił obie nogi. Nowe wersje różniły się od oryginału mniej skoczną melodią. Zyskały z czasem wielu wykonawców.
Ale to nie koniec historii Pani McGrath. W 2006 roku Bruce Springsteen postanowił płytą oddać hołd wielkiej postaci światowego folku Pete Seegerowi. Nagrał wspaniałą płytę z piosenkami spopularyzowanymi przez Seegera. No i wziął się za Panią Mc Grath. I ją przerobił, po swojemu. I powstało dzieło. Przejmujący tekst zyskał w końcu przejmująca melodię.
A u nas? A u nas w 2010 roku, w styczniu świetny folkowy album „Na wygnaniu” wydał zespół Perły i Łotry, a w zasadzie Prawdziwe Perły bo pod taka nazwą wtedy funkcjonował. A na płycie znalazło się miejsce dla Pani McGrath. Tekst przetłumaczył Michał Doktor Gramatyka, muzykę zespół zaczerpnął z wersji Springsteena. Nie doczytałem kto dokonał aranżacji, ale Pani McGrath stanowi prawdziwą perełkę na tej wspaniałej płycie. Zresztą – sami posłuchajcie.
Sail Ho
Audycja zawiera utwory:
„Samosierra” w wykonaniu Jacka Kaczmarskiego, słowa i muzyka: Jacek Kaczmarski
„Mrs. McGrath” w wykonaniu Tommy’ego Makema, słowa i muzyka: tradycyjne
„My Son John” w wykonaniu zespołu Smokey Bastard, słowa i muzyka: radycyjne
„My Son Tim” w wykonaniu Johna Francisa Flynn, słowa i myzyka: tradycyjne
„Mrs. McGrath” w wykonaniu Bruce’a Springsteena, słowa i muzyka: tradycyjne
„Mrs. McGrath” w wykonaniu zespołu Prawdziwe Perły, słowa i muzyka: tradycyjne
Sail Ho
The Water is Wide
2025-11-17 17:09:26
The Water is Wide – przepiękna, smutna i stara szkocka ballada. No właśnie przepiękna i smutna niewątpliwie, ale jak stara? Posłuchajcie mojej opowieści.
Audycja zawiera utwory:
“On Green Dolphin Street” wyk. Ella Fitzgerald & Joe Pass, sł. Ned Washington, muz. Bronisław Kaper
“On Green Dolphin Street”, (w tle) wyk. Keith Jarrett, Jack Dejohnette i Gary Peacock, sł. Ned Washington, muz. Bronisław Kaper
“The Water is Wide” (w tle), wyk. Pete Seeger, sł. i muz. Trad.
“The Water is Wide”, wyk. Barry Dransfield, sł. i muz. Trad.
“The Water is Wide” (w tle), wyk. Livia Lyette, muz. Trad.
“O Waly, Waly”, wyk. Peter Pears (tenor), Benjamin Britten (piano), sł. i muz. Trad.
“The Water is Wide”, wyk. Pete Seeger, sł. i muz. Trad.
“To Lay Down Your Weary Tune”, wyk. Bob Dylan, sł. i muz. Bob Dylan
“Farewell”, wyk. Bob Dylan, sł. Bob Dylan muz. Trad. (Leaving Liverpool)
“The Water is Wide”, wyk. Eva Cassidy, sł. i muz. Trad.
“The Water is Wide”, wyk. Uwe Karcher, arr. Uwe Karcher muz. Trad.
The House of The Rising Sun
2025-11-17 16:33:05
The House of the Rising Sun, Dom Wschodzącego Słońca, wielki i jakże znaczący dla kultury przebój zespołu The Animals. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku Beatlesi zdobyli w Ameryce przyczółek dla Brytyjskiej muzyki, ale Brytyjską Inwazję (tak amerykanie określają eksplozję popularności wyspiarskiej muzyki w Stanach) na rockowo rozpoczęli właśnie „Animalsi” i ich Dom Wschodzącego słońca. No właśnie na pewno na rockowo, ale czy dom wschodzącego słońca był ich autorską piosenką? No niekoniecznie. The Animals zaadaptowali bowiem starą folkową pieśń, którą Eric Burdon usłyszał w pubie w Newcastle. W poszukiwaniu korzeni przeboju Animalsów zabieram Was do Ameryki.
A w drugiej części opowiadam… z resztą - posłuchajcie.
Audycja zawiera utwory:
“The House of The Rising Sun”, wyk. The Animals, sł. i muz. Trad.
“The House of The Rising Sun”, wyk. Michael Lucarelli, muz. Trad. Arr. Giuseppe Torisi
“Rising Sun Blues”, wyk. The Animals, sł. i muz. Trad.
“Rising Sun Blues”, wyk. The Animals, sł. i muz. Trad.
“The House of The Rising Sun”, wyk. Georgie Turner, sł. i muz. Trad.
“The House of The Rising Sun”, wyk. Clarence “Tom” Ashley I Gwen Foster, sł. i muz. Trad.
“The House of The Rising Sun”, wyk. Josh White, sł. i muz. Trad.
“The House of The Rising Sun”, wyk. Bob Dylan, sł. i muz. Trad.
“The House of The Rising Sun”, wyk. Kult, sł. Aleksander Studniarski muz. Trad.
Wspomnienia z jubileuszu RO20’s, cz. 1.
2024-04-04 08:00:00
Zdarzyło mi się parę razy zaśpiewać na scenie. Zdarzyło mi się parę razy pogawędzić o piosenkach dla publiczności. Ale największą swoją muzyczną przygodę przeżyłem w listopadzie ubiegłego roku. Legendarny zespół Ryczące Dwudziestki zaproponował mi abym poprowadził ich jubileuszowy koncert podsumowujący obchody czterdziestolecia działalności. Takich propozycji się nie odrzuca, zwłaszcza, że drugim prowadzącym był Marek Wikliński, lider fenomenalnych Sąsiadów. Koncert składał się z paru części. Dwie z nich miały charakter taki trochę jarasaseasongowy, każdą piosenkę wyśpiewaną przez jubilatów okrasiłem (mam nadzieję, że okrasiłem) krótką o niej opowieścią. A wszystko odbyło się 12 listopada ubiegłego roku w ramach festiwalu Tratwa w Chorzowskim Centrum Kultury.
Widownia centrum do małych nie należy ale pomieściła znikomy ułamek fanów Ryczących Dwudziestek. Pomyślałem więc, że ja Was zaproszę na taki podcastowy ekwiwalent jubileuszowego koncertu. Opowiem Wam o każdej zaśpiewanej piosence i razem posłuchamy jak ryczący dżentelmeni ją zaśpiewają. Żeby było jak na koncercie zachowam kolejność utworów. Całość podzielę na 3 części, przed Wami pierwsza. Aha, a żeby zrekompensować Wam fakt, że nie słuchacie szanownych jubilatów na żywo, zaproszę specjalnie dla Was na podcastową wirtualną scenę wykonawców piosenek będących źródłem lub inspiracją dla przebojów Ryczących Dwudziestek.
A więc pierwsza część – A capella. Zamknijcie oczy. Zespół już gotowy na scenie, goście za kulisami a Wy siedzicie wygodnie w fotelach i słuchacie…
Audycja zawiera utwory:
“Rivers of Babylon”, wyk. Boney M, sł. I muz. Brent Dowe i Trevor McNaughton na podst. Psalmu 137
“By The Waters”, wyk. Ryczące Dwudziestki, sł. Psalm 137 muz. Lee Hays, na podst. Philipa Hayesa
“Tri Martolod ”, wyk. Alan Stivell, sł. i muz. trad.
“Tri Martolod ”, wyk. Ryczące Dwudziestki sł. Andrzej „Qńa” Grzela, muz. trad. (“Tri Martolod ”)
“Alasdair Mhic Colla Ghasda”, wyk. Anne Lorne Gillies, sł. i muz. trad.
“Nie pamiętam”, wyk. Ryczące Dwudziestki, sł. Artur Sczesny, muz. trad. (“Alasdair Mhic Colla Ghasda”)
“Brian Boru's March”, wyk. Arno Kilhoffer I Marina Lys, muz. trad.
“Brian Boru”, wyk. Ryczące Dwudziestki, sł. Artur Sczesny muz. trad. (“Brian Boru's March”)
“Greenland Whale Fisheries”, wyk. Pogue Mahone, sł. i muz. trad.
“Grenlandzcy Wielorybnicy”, wyk. Ryczące Dwudziestki, sł. Andrzej Mendygrał i muz. trad. (“Greenland Whale Fisheries”)
#music #history #folk #szanty #shanties #shanty #żeglarstwo #muzyka #historia #historie #piosenki
#szanty #shanties #folk #forebitter #żeglarska
Piosenki z ”Radio Ballad”
2024-03-07 16:06:40
Podcast Jarasaseasongi powstał niechcący, przy okazji tworzenia audycji dla Radia Danielka. A Radio Danielka skończyło już 3 lata. Na tę okoliczność pasowałoby więc w Jarasaseasongach o radiu. Już kiedyś opowiadałem o prekursorach nowoczesnego radiowego dziennikarstwa, dziś opowiem więcej o ich rewolucyjnej audycji.
Nasze radio – Danielkę robi grupa zapaleńców, profesjonalistów i amatorów choćby takich jak ja. Dzięki rewolucji technologicznej możemy to robić bez potężnego zaplecza technicznego. Ha, albo może właśnie z potężnym zapleczem… zaklętym w miniaturowych, prostych w obsłudze urządzeniach. Może właśnie tak.
Ale kształt naszych audycji to nie tylko technologia, to suma naszych pasji i doświadczeń pokoleń radiowców, doświadczeń zebranych, podpatrzonych, no i przede wszystkim podsłuchanych. Nie musieliśmy wyważać drzwi i wymyślać koła, zrobili to za nas inni. Mi szczególnie bliskie są dokonania najbardziej folkowej pary wszech czasów Peggy Seeger i Ewana MacColla. Otóż pod koniec lat 50 ubiegłego wieku Ewan i Peggy, nawiązali współpracę z angielskim producentem radiowym Charlsem Parkerem. Postanowili stworzyć dla BBC cykl audycji poświęconych różnym aspektom życia na wyspach brytyjskich. Na przestrzeni 6 lat powstało osiem audycji o różnorodnej tematyce. Cykl nosił nazwę „Radio Ballad” i zapisał się na stałe na kartach historii dziennikarstwa.
Nasi folkowcy wpadli na pomysł, żeby połączyć w jednej audycji cztery fundamentalne elementy dotąd nie wykorzystywane w komplecie. Mianowicie: muzykę instrumentalną, efekty dźwiękowe, piosenki i nagrane wypowiedzi zwyczajnych ludzi. Dziś nie brzmi to zaskakująco ale w latach 50 była to rewolucja. Samo połączenie różnych form nie było może szczególnie zaskakujące, nowością był sposób emitowania wypowiedzi bohaterów. W tamtych czasach w audycjach radiowych wypowiedzi zwyczajnych ludzi były transkrybowane a następnie czytane przez zawodowych lektorów. MacColl, Seeger i Parker, do każdej audycji gromadzili setki taśm z nagranymi rozmowami …spośród nich wybierali najciekawsze i, uwaga w ORYGINALE puszczali w eter. W tamtych latach - szok. Powstały programy autentyczne, zabawne, pouczające i poetyckie, w których poszczególne elementy przenikały się nawzajem.
Zatem o Radio Ballad opowiadam w dzisiejszym podcaście. Ale, jako że Jarasaseasongi to przecież rzecz o piosenkach, to posłuchamy piosenek z tego cyklu. Wszakże w Radio Ballad śpiewane były utwory napisane specjalnie do każdej audycji przez Ewana MacColla. Posłuchajcie zatem jak piosenki Ewana z rewolucyjnego cyklu audycji śpiewają inni artyści.
Audycja zawiera utwory:
“Song of the Iron Road”, wyk. Luke Kelly i The Dubliners, sł. i muz. Ewan MacColl
“Just a Note”, wyk. Karan Casey, sł. i muz. Ewan MacColl
“Niech zabrzmi pieśń ”, wyk. Cztery Refy, sł. Ewan MacColl, tłum. Jerzy Rogacki muz. Ewan MacColl “On the North Sea Holes”,
“The Big Hewer”, wyk. David Coffin, sł. i muz. Ewan MacColl
“Morrissey and the Russian Sailor”, wyk. Seán 'ac Dhonnchadha, sł. i muz. trad.
“Moving On Song”, wyk. MacColl Brothers, Chris Wood i Karine Polwart, sł. i muz. Ewan MacColl
#music #history #folk #szanty #shanties #shanty #żeglarstwo #muzyka #historia #historie #piosenki
Łowy na barana
2024-01-25 20:42:21
W 1979 roku legendarny zespół „The Irish Rovers”, założony przez Irlandczyków osiadłych w Toronto wydał płytę “Tall Ships and Salty Dogs”. Szesnaście świetnych morskich piosenek. Wśród nich „The Wanderer and The Whale” – wędrowiec i wieloryb. Opowieść o polowaniu na wieloryba. Nie byle jaka opowieść o nie byle jakim polowaniu. Bestię ścigał Wanderer – po naszemu wędrowiec, ostatni żaglowiec wielorybniczy, ostatni i według wielu najpiękniejszy. Niestety nie przetrwał do dzisiaj, możemy podziwiać tylko plany i modele.
A płyta? Parę lat póżniej trafiła do rąk Dariusza Ślewy i Grzegorza Tyszkiewicza. Jeszcze przed założeniem grupy „Smugglers” panowie do brawurowej melodii napisali polski tekst, będący luźnym tłumaczeniem oryginału. Tak powstały „Łowy” - jedna z ozdób debiutanckiej płyty Smugglersów. Wystarczy oczy zamknąć i można poczuć się jak na wielorybniku. To zasługa świetnego tekstu… i melodii. A melodia ma już swoje lata. Nosi tytuł „The Derby Ram”, jej najstarsze nagranie pochodzi z 1957 roku z płyty „English Drinking Songs” kolekcjonera i barda folkowego A.L. LLoyda. Bert Loyd śpiewa o baranie z Derby. Okazuje się, że Will Millar z The Irish Rovers napisał nowy, marynarski, wielorybniczy tekst do starej angielskiej ludowej melodii, tylko refren zostawił prawie nie zmieniony. W tym refrenie podmiot liryczny zapewnia słuchacza że wyspiewuje całą prawdę. A ten „Derby Ram” Berta Loyda? Cóż to za baran? No właśnie – wyruszyłem na łowy na barana. A co złowiłem pisałem w podcaście. Zachęcam do posłuchania.
Audycja zawiera utwory:
“Wanderer And The Whale”, wyk. The Irish Rovers, sł. i muz. Will Millar
„ Łowy”, wyk. Smugglers, sł. Dariusz Ślewa i Grzegorz Tyszkiewicz muz. trad. „The Derby Ram”
„ The Derby Ram”, wyk. A.L. LLoyd, sł. i muz. trad.
„ Mylecharaine's March”, wyk. Barrule, muz. trad.
„ Mari Lwyd”, wyk. Carreg Lafar, sł. muz. Vinnie Baker
„ Oh, Didn't He Ramble”, wyk. Jelly Roll Morton, muz. J. Rosamond Johnson, James Weldon Johnson, and Bob Cole, na podstawie “The Derby Ram”
„ The Ram Song”, wyk. Nowell Sing We Clear, sł. i muz. trad.
„ The Derby Ram”, wyk. Sean Dagher, sł. i muz. trad.
#music #history #folk #szanty #shanties #shanty #żeglarstwo #muzyka #historia #historie #piosenki
Fairytale of New York
2023-12-18 19:24:06
W jarasaseasongach czas na piosenkę świąteczną. Poszwędamy się po Nowym Jorku. I to w doborowym towarzystwie. Bajkę z nowego Jorku opowie nam ikona współczesnego folku, ba nawet punk folku, Shane MacGowan z zespołem The Pogues.
Opowiem Wam dzisiaj o najpopularniejszej w XXI wieku na wyspach brytyjskich - można by rzec pastorałce, zresztą - sami to ocenicie. „Fairytale of New York”, bo o niej mowa do 2020 roku sprzedała się na wyspach w dwóch milionach czterystu tysiącach egzemplarzy i uzyskała poczwórną platynę. Przez wielu jest uważana za najlepszą piosenkę bożonarodzeniową wszech czasów. I Ja się do tych wielu zaliczam, mógłbym stać na ich czele.
Na temat powstania Fairytale of New York krąży parę legend, my skupmy się na wersji Shane’a. Jak twierdzi lider The Pogues w 1985 roku Elvis Costello, ówczesny producent Poguesów, postawił zakład, że zespół nie jest w stanie napisać bożonarodzeniowego hitu. Wydawło mu się że nic nie ryzykuje, pewnie wyobraził sobie Poguesów śpiewających „White Christmas” i już liczył pieniądze. Przeliczy się.
Jem Finer, banjoista zespołu szybko wymyślił melodię i zarys historii o marynarzu z Nowego Jorku, który spoglądając na ocean w dalekiej Irlandii tęskni do domu. Brzmi dobrze? Może i tak ale sztampowo. Na szczęście Jem pochwalił się żonie, a jej historia się nie spodobała. Zaproponowała jako temat rozmowę pewnej pary w dniu Bożego Narodzenia. Finer, tak o tym opowiada: „Napisałem dwie piosenki z melodiami, jedna miała dobrą melodię i gówniany tekst, druga miała pomysł na „Fairytale”, ale melodia była marna, dałem je Shane'owi, a on nadał piosence Broadwayowski szyk i tak już zostało”.
„Fairytale of New York” powstał zatem jako rozmowa pary zmęczonych życiem, sfrustrowanych kochanków z sentymentem i jednocześnie rozgoryczeniem spoglądających na swoją przeszłość. Opowieść zaczyna się od irlandzkiego imigranta który w Boże Narodzenie trafił na izbę wytrzeźwień. Gdy słyszy starego włóczęgę śpiewającego irlandzką balladę „The Rare Old Mountain Dew” (piosenka o pędzeniu w górach irlandzkiego bimbru - poitin), zaczyna śnić o kobiecie swojego życia i zaczyna z nią słodko-gorzki dialog.
MacGowan tak to opisuje: „sama piosenka jest w końcu dość przygnębiająca, opowiada o tych starych irlandzko-amerykańskich gwiazdach Broadwayu, które siedzą w Boże Narodzenie i rozmawiają o tym, czy wszystko idzie dobrze.” Otrzymaliśmy wspaniały pijacki hymn do niespełnionych marzeń, zaprawiony przenikliwie chłodnymi wzajemnymi pretensjami. Nie brzmi jak pastorałka? Może i nie ale jakież to piękne i prawdziwe.
Mimo świątecznej tematyki, utwór został nagrany w upalne lato 1987 roku w RAK Studios w Londynie. W międzyczasie producentem Poguesów został Steve'a Lillywhite'a. Ten poprosił swoją żonę, Kirsty MacColl, o nagranie testowego wokalu, aby zespół mógł usłyszeć jak brzmi w duecie. Poguesi byli zachwceni jej wykonaniem, uznali że Kirsty musi wziąć udział w nagraniu. I wzięła. I wersja z Kirsty jest najwspalnialsza. I tak The Pogues dało nam pastorałkę nie pastorałkę, najpiękniejszą świąteczną piosenkę wszech czasów, w której komercyjny, marketingowy lukier nie przykrył mieszanki bólu i radości, miłości i żalów, które towarzyszą nam przez cały rok. Nic tylko słuchać.
Sail Ho.
Audycja zawiera utwór: "Fairytale of New York" w wykonaniu zespołu The Pogues i Kirsty McCall, słowa: Jem Finer, muzyka: Shane MacGowan
@jarasaseasongi znajdziesz na facebooku i YouTube :-)
Strzyżyki
2023-12-07 08:15:00
Było tak, że Bóg chciał wyłonić króla wszystkich ptaków. Postanowił, że zwycięzcą ogłosi stworzenie, które wzniesie się najwyżej. Wystartowały wszystkie ptaki. Słabsze, po kolei, zmęczone odpadały od stawki, aż w przestworzach pozostał tylko orzeł. Wygrał? Bynajmniej. Kiedy w końcu orzeł, zmęczony i pewny wygranej, zaczął zniżać lot, spod jego skrzydła wyłonił się przebiegły strzyżyk i świeży, wypoczęty wzleciał wyżej. Mały ptaszek wygrał. Ale została mu łatka oszusta.
Historii przynoszących temu maleńkiemu ptakowi o potężnym głosie niesławę funkcjonuje w tradycji ludowej cały komplet, w różnych miejscach, w Irlandii, Anglii, Szkocji, Walii, na wyspie Man, czy wreszcie we Francji. Nie ma tam strzyżyk łatwego życia. Raz do roku urządzane jest polowanie na te ptaki, zwieńczone czymś na kształt festiwalu.
A w Irlandii w wieku XIX, w czasach wielkiego głodu słowo strzyżyk nabrało nowego znaczenia. Stało się symbolem wykluczenia, biedy, desperacji ale równocześnie determinacji, woli przetrwania i solidarności. Posłuchajcie opowieści o strzyżykach z Curragh, kobietach które życie zmusiło do handlu własnym ciałem, które wbrew przeciwnościom losu potrafiły w zimnych jamach zbudować namiastkę domu i ciepła rodzinnego, oazę solidarności.
Posłuchajcie opowieści o „The Curragh Wren”, strzyżykach z równiny Curragh.
Audycja zawiera utwory:
“Hela’r Dryw”, w tle, wyk. Mabden Folk Band, muz. trad.
„The Wran Song”, wyk. The Clancy Brothers & Tommy Makem, sł. i muz. trad.
„The Cutty Wren”, wyk. Royston i Heather Wood sł. i muz. trad.
„Hela'r Dryw”, wyk. Fernhill, sł. i muz. trad.
„ he Curragh Wrens”, wyk. Jane McNamee, sł. muz. Vinnie Baker
„ he Curragh Wrens”, wyk. Plúirín Na mBan sł. i muz. Cathy Jordan
„Hunting the Wren”, wyk. Lankum, sł. Ian Lynch muz. Lankum
Few Days
2023-11-09 12:41:03
Rok 1982. W kraju bieda, terror i smutek. Mimo to środowisko wodniaków co jakiś czas urządza mniejsze lub większe koncerty piosenki żeglarskiej i szant. Ba już mamy za sobą pierwszą, jeszcze nieśmiałą edycję Festiwalu Shanties w Krakowie. A szanta w tych czasach to naprawdę egzotyczne słowo. Od kilkunastu miesięcy nie działa zespół Refpatent, środowisko żeglarskie jeszcze nie wie, że czeka na jego reinkarnację pod szyldem Cztery Refy. Coraz aktywniej na scenie poczynają sobie Jerzy Porębski, Ryszard Muzaj, Mirosław Peszkowski i Marek Szurawski, jeszcze nie wiedzą że za młodu zostaną Starymi Dzwonami, na własne życzenie. Na wiosnę 1982 roku w katowickim Teatrze Ateneum organizowany jest koncert z udziałem Witolda Zamojskiego, dziś już legendy i wspomnianego kwartetu. Katowiczanom podoba się, postanawiają zorganizować cykliczną imprezę i tak w listopadzie 1983 w teatrze Młodego Widza na Koszutce odbywa się pierwsza edycja Festiwalu Tratwa. Tak, to już 40 lat. Na festiwalu pojawia się grupa młodzieńców. Śpiewają razem od paru miesięcy, pierwszy raz wyszli na scenę pod szyldem Ryczące Dwudziestki, zaśpiewali między innymi „Hiszpańskie dziewczyny” i zdobyli III nagrodę. A potem było coraz lepiej. I tak śpiewają od czterdziestu lat. Za parę dni 12 listopada będą obchodzili swoje czterdziestolecie właśnie na kolejnej edycji Festiwalu Tratwa.
No właśnie za parę dni, a few days. Zatem dziś opowieść o jednej z najpopularniejszych piosenkę zespołu, „Few Days” właśnie. Sprawa nie taka prosta. Pojawiła się niespodziewanie w 1854 roku w kilku publikacjach naraz, i to w kilku odmiennych wersjach tekstowych. Badacze folkloru, szperacze i zbieracze piosenek do dziś się zastanawiają, i dyskutują która z wersji była pierwsza. Ciekawostką jest, że powszechnie uważana, nawet w Stanach Zjednoczonych, za piosenkę górniczą, Few Days piosenką górniczą w swojej istocie nie była. Ale o tym już posłuchajcie w podcaście