Rzecz w tym

Rzecz w tym to codzienny podcast "Rzeczpospolitej" ukazujący się od poniedziałku do czwartku o g. 17:00. Dziennikarze i publicyści "Rzeczpospolitej" zapewnią Państwu rzetelną dawkę informacji, o wydarzeniach politycznych, społecznych i ekonomicznych. Prowadzą Marzena Tabor-Olszewska, Bogusław Chrabota, Michał Płociński i Michał Szułdrzyński.

Kategorie:
Wiadomości

Odcinki od najnowszych:

Polska, Ukraina i wybory: Co słowa Wołodymyra Zełenskiego oznaczają dla Karola Nawrockiego?
2025-01-16 17:00:00

Sytuacja, gdy przywódca innego państwa, które – według Polaków – powinno nam okazywać więcej wdzięczności, wyróżnia jednego kandydata a krytykuje drugiego, może się wyborcom nie podobać – mówił w podcaście „Rzecz w tym” Artur Bartkiewicz, publicysta „Rzeczpospolitej”. – Jeżeli Ukrainy nie będzie w Unii i nie będzie w NATO, jeśli Ukraina nie będzie miała gwarancji bezpieczeństwa, to wtedy pan Nawrocki powinien już zacząć ćwiczyć, bo może się okazać, że będzie musiał wziąć broń do ręki, by wspólnie ze swoimi rodakami bronić swego kraju – mówił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, Onetem, TVN24 i „Krytyką Polityczną”. Słowa te niczym meteoryt spadły w sam środek rozpoczętej w środę formalnie kampanii wyborczej. Odniósł się do nich Rafał Trzaskowski, były premier Mateusz Morawiecki i wielu innych polityków.   - Trzeba przyjrzeć się, jak wyglądają relacje polsko-ukraińskie, które bardzo się zmieniły od początku wojny. W pierwszych miesiącach 2022 roku entuzjazm wobec Ukrainy był w punkcie szczytowym,  wszyscy byliśmy za Zełenskim – zauważa Bartkiewicz, dodając, że na początku wojny skrytykowany przez ukraińskiego przywódcę polski polityk musiałby się tłumaczyć. Dziś jest inaczej. – Wtedy widzieliśmy w Ukrainie trochę taki odpowiednik Polski, tym razem na szczęście to nie my zostaliśmy zaatakowani, jak często się zdarzało w historii – mówił Bartkiewicz. - Dziś nastroje są inne. – Dziś na plan dalszy wysuwają się kwestie sporne w relacjach z Ukrainą – uważa. W dodatku przed wizytą Zełenskiego w Warszawie polska strona zbudowała wielkie oczekiwania dotyczące przełomu ws. ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej. – Donald Tusk zapowiadał przełom w sprawach historycznych – zauważa Bartkiewicz. Tymczasem okazało się, że przełomu nie było. – Zełenski nie użył ani razu słowa zbrodnia, mówił o wydarzeniach historycznych, jakbyśmy mówili o jakiejś mało ważnej kwestii spornej, a to jednak dotyczy ludobójstwa na Polakach – twierdzi Bartkiewicz. - W efekcie mamy sytuację, w której Wołodymyr Załenski poucza polskiego kandydata na prezydenta, który cieszy się poparciem mniej więcej jednej trzeciej Polaków, bo takie poparcie notuje w sondażach Karol Nawrocki. Na dodatek traktuje go w pogardliwy sposób, bo dopytuje się o kogo chodzi, mówi „no tak, pan Nawrocki”. A przypomnijmy, że Karolowi Nawrockiemu chodziło o to, że Ukraina nie powinna wejść do Unii Europejskiej do NATO, dopóki nie rozliczy się z historią, z ludobójstwem na Polakach – uważa Bartkiewicz.

Sytuacja, gdy przywódca innego państwa, które – według Polaków – powinno nam okazywać więcej wdzięczności, wyróżnia jednego kandydata a krytykuje drugiego, może się wyborcom nie podobać – mówił w podcaście „Rzecz w tym” Artur Bartkiewicz, publicysta „Rzeczpospolitej”.


– Jeżeli Ukrainy nie będzie w Unii i nie będzie w NATO, jeśli Ukraina nie będzie miała gwarancji bezpieczeństwa, to wtedy pan Nawrocki powinien już zacząć ćwiczyć, bo może się okazać, że będzie musiał wziąć broń do ręki, by wspólnie ze swoimi rodakami bronić swego kraju – mówił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, Onetem, TVN24 i „Krytyką Polityczną”. Słowa te niczym meteoryt spadły w sam środek rozpoczętej w środę formalnie kampanii wyborczej. Odniósł się do nich Rafał Trzaskowski, były premier Mateusz Morawiecki i wielu innych polityków.
 
- Trzeba przyjrzeć się, jak wyglądają relacje polsko-ukraińskie, które bardzo się zmieniły od początku wojny. W pierwszych miesiącach 2022 roku entuzjazm wobec Ukrainy był w punkcie szczytowym,  wszyscy byliśmy za Zełenskim – zauważa Bartkiewicz, dodając, że na początku wojny skrytykowany przez ukraińskiego przywódcę polski polityk musiałby się tłumaczyć. Dziś jest inaczej.
– Wtedy widzieliśmy w Ukrainie trochę taki odpowiednik Polski, tym razem na szczęście to nie my zostaliśmy zaatakowani, jak często się zdarzało w historii – mówił Bartkiewicz. - Dziś nastroje są inne. – Dziś na plan dalszy wysuwają się kwestie sporne w relacjach z Ukrainą – uważa.
W dodatku przed wizytą Zełenskiego w Warszawie polska strona zbudowała wielkie oczekiwania dotyczące przełomu ws. ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej. – Donald Tusk zapowiadał przełom w sprawach historycznych – zauważa Bartkiewicz. Tymczasem okazało się, że przełomu nie było. – Zełenski nie użył ani razu słowa zbrodnia, mówił o wydarzeniach historycznych, jakbyśmy mówili o jakiejś mało ważnej kwestii spornej, a to jednak dotyczy ludobójstwa na Polakach – twierdzi Bartkiewicz.
- W efekcie mamy sytuację, w której Wołodymyr Załenski poucza polskiego kandydata na prezydenta, który cieszy się poparciem mniej więcej jednej trzeciej Polaków, bo takie poparcie notuje w sondażach Karol Nawrocki. Na dodatek traktuje go w pogardliwy sposób, bo dopytuje się o kogo chodzi, mówi „no tak, pan Nawrocki”. A przypomnijmy, że Karolowi Nawrockiemu chodziło o to, że Ukraina nie powinna wejść do Unii Europejskiej do NATO, dopóki nie rozliczy się z historią, z ludobójstwem na Polakach – uważa Bartkiewicz.

Zełenski i Tusk przedstawili w Warszawie zarys planu pokojowego
2025-01-15 17:00:00

„Nie możemy zgadywać, czego chce Donald Trump – musimy działać sami” – tak można podsumować wspólną konferencję Donalda Tuska i Wołodymyra Zełenskiego. W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Michał Płociński i Jędrzej Bielecki zastanawiają się, co oznaczają słowa premiera Polski o „gwarancjach NATO, których nikt nie odważy się złamać”. „To była ważna konferencja” – mówi Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, obecny w na spotkaniu w KPRM. „Nie lubię słowa »przełomowa«, ale dziś usłyszeliśmy coś kluczowego. Po raz pierwszy pojawił się zarys planu pokojowego, który różni się od tego, czego oczekuje Trump”. Jakie deklaracje padły na konferencji Wołodymyra Zełenskiego i Donalda Tuska?Wołodymyr Zełenski wskazał, że Ukraina, choć aspiruje do NATO, musi szukać alternatywnych rozwiązań: „Jesteśmy w drodze. W tym okresie przejściowym potrzebujemy czegoś innego”. Donald Tusk zgodził się, dodając: „Ideałem jest przystąpienie Ukrainy do NATO, ale musimy patrzeć realistycznie. Są kraje, które tego nie chcą”.Kluczowym tematem były gwarancje bezpieczeństwa. „Tusk jasno powiedział – gwarancje muszą być takie, żeby Rosja bała się ich złamać. Za tymi gwarancjami musi stać potęga USA, a nie tylko kraje europejskie” – analizuje Bielecki.Prezydent Ukrainy zwrócił uwagę, że pokój nie może oznaczać osłabienia obronności kraju: „Nasza armia liczy 800 tys. ludzi. Wiemy, z kim mamy do czynienia. Demobilizacja nie wchodzi w grę”.Miesiąc temu, po spotkaniu z Macronem w Warszawie, Tusk mówił właściwie, że Polska nie jest zainteresowana udziałem w misji pokojowej Macrona – przypomina Bielecki słowa premiera. „A dziś Tusk podkreślił, że to sprawa całego sojuszu atlantyckiego. Jeśli gwarancje będą miały realną siłę, Polska jako kraj NATO-wski, weźmie w tym udział”. Ludobójstwo na Wołyniu: przełom czy stagnacja?Nie było przeprosin za Wołyń, jakich oczekiwali nawet politycy rządzącej koalicji. „Ale Tusk nazwał rozmowy ministrów kultury obu państw przełomem. Użył ostrych słów wobec tych, którzy chcieliby szantażować Ukrainę kwestiami historycznymi, mówiąc, że to głupcy albo zdrajcy’”.Czy spotkanie Tuska z Zełenskim w Warszawie odbije się echem na świecie? „Świat patrzy dziś na Polskę” – mówi Bielecki. „Polska, dzięki kluczowej roli w NATO i ogromnym wydatkom na zbrojenia, jest na ustach wielu. W prasie francuskiej czy brytyjskiej widzimy wzrost zainteresowania Polską. Na pewno przebiją się informację z dzisiejszej konferencji”. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/ #Polska #Ukraina #Zełenski #DonaldTusk #NATO #Geopolityka #Bezpieczeństwo #PolitykaMiędzynarodowa #Pokój #UniaEuropejska

„Nie możemy zgadywać, czego chce Donald Trump – musimy działać sami” – tak można podsumować wspólną konferencję Donalda Tuska i Wołodymyra Zełenskiego. W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Michał Płociński i Jędrzej Bielecki zastanawiają się, co oznaczają słowa premiera Polski o „gwarancjach NATO, których nikt nie odważy się złamać”. „To była ważna konferencja” – mówi Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, obecny w na spotkaniu w KPRM. „Nie lubię słowa »przełomowa«, ale dziś usłyszeliśmy coś kluczowego. Po raz pierwszy pojawił się zarys planu pokojowego, który różni się od tego, czego oczekuje Trump”. Jakie deklaracje padły na konferencji Wołodymyra Zełenskiego i Donalda Tuska?Wołodymyr Zełenski wskazał, że Ukraina, choć aspiruje do NATO, musi szukać alternatywnych rozwiązań: „Jesteśmy w drodze. W tym okresie przejściowym potrzebujemy czegoś innego”. Donald Tusk zgodził się, dodając: „Ideałem jest przystąpienie Ukrainy do NATO, ale musimy patrzeć realistycznie. Są kraje, które tego nie chcą”.Kluczowym tematem były gwarancje bezpieczeństwa. „Tusk jasno powiedział – gwarancje muszą być takie, żeby Rosja bała się ich złamać. Za tymi gwarancjami musi stać potęga USA, a nie tylko kraje europejskie” – analizuje Bielecki.Prezydent Ukrainy zwrócił uwagę, że pokój nie może oznaczać osłabienia obronności kraju: „Nasza armia liczy 800 tys. ludzi. Wiemy, z kim mamy do czynienia. Demobilizacja nie wchodzi w grę”.Miesiąc temu, po spotkaniu z Macronem w Warszawie, Tusk mówił właściwie, że Polska nie jest zainteresowana udziałem w misji pokojowej Macrona – przypomina Bielecki słowa premiera. „A dziś Tusk podkreślił, że to sprawa całego sojuszu atlantyckiego. Jeśli gwarancje będą miały realną siłę, Polska jako kraj NATO-wski, weźmie w tym udział”. Ludobójstwo na Wołyniu: przełom czy stagnacja?Nie było przeprosin za Wołyń, jakich oczekiwali nawet politycy rządzącej koalicji. „Ale Tusk nazwał rozmowy ministrów kultury obu państw przełomem. Użył ostrych słów wobec tych, którzy chcieliby szantażować Ukrainę kwestiami historycznymi, mówiąc, że to głupcy albo zdrajcy’”.Czy spotkanie Tuska z Zełenskim w Warszawie odbije się echem na świecie? „Świat patrzy dziś na Polskę” – mówi Bielecki. „Polska, dzięki kluczowej roli w NATO i ogromnym wydatkom na zbrojenia, jest na ustach wielu. W prasie francuskiej czy brytyjskiej widzimy wzrost zainteresowania Polską. Na pewno przebiją się informację z dzisiejszej konferencji”. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/ #Polska #Ukraina #Zełenski #DonaldTusk #NATO #Geopolityka #Bezpieczeństwo #PolitykaMiędzynarodowa #Pokój #UniaEuropejska

Rafał Dutkiewicz: „W Polsce wygrała Norymberga”
2025-01-14 17:00:00

W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Bogusław Chrabota rozmawia z Rafałem Dutkiewiczem, byłym prezydentem Wrocławia, a obecnie liderem Pracodawców RP. Dyskusja dotyczy wyzwań stojących przed polską gospodarką w 2025 roku: rekordowego deficytu budżetowego, kryzysu demograficznego, kosztów energii i inwestycji w innowacyjność. Czy Polska znajdzie sposób na długofalowy rozwój w tych trudnych warunkach? Polska gospodarka w 2025 roku – wyzwania i szanse „Jesteśmy w bardzo głębokim kryzysie demograficznym” – mówi Rafał Dutkiewicz, wskazując na kurczące się zasoby pracy jako jedno z kluczowych wyzwań. Gość podcastu podkreśla, że stabilność regulacyjna i długofalowe planowanie są niezbędne, aby Polacy zaczęli inwestować swoje pieniądze we własne firmy. Jakie zmiany przyniosły ostatnie lata? Polska odnotowała wzrost gospodarczy w 2024 roku, ale był on napędzany głównie okołowyborczymi podwyżkami. „Musimy myśleć o gospodarce długoterminowo, nie tylko regulacjami, ale dialogiem i stabilnością” – zauważa Dutkiewicz. Rekordowe wydatki na zbrojenia: szansa czy ryzyko? Rosnące nakłady na modernizację polskiej armii to element, który może pozytywnie wpłynąć na gospodarkę, napędzając innowacyjność. Jednak konieczne jest włączenie prywatnych firm w proces zbrojeniowy. Zacieśnienie relacji z Unią Europejską Gość podcastu zauważa, że odblokowanie środków z Krajowego Planu Odbudowy to sukces obecnego rządu. „Polska wróciła do dialogu z Unią Europejską, co jest niezmiernie ważne dla naszej przyszłości gospodarczej” – podkreśla Dutkiewicz. Co zrobić, by Polacy znów inwestowali? Niepewność regulacyjna oraz wysokie koszty energii to główne bariery dla przedsiębiorców. Dutkiewicz apeluje o stabilne zasady i większe wsparcie dla innowacyjności. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Bogusław Chrabota rozmawia z Rafałem Dutkiewiczem, byłym prezydentem Wrocławia, a obecnie liderem Pracodawców RP. Dyskusja dotyczy wyzwań stojących przed polską gospodarką w 2025 roku: rekordowego deficytu budżetowego, kryzysu demograficznego, kosztów energii i inwestycji w innowacyjność. Czy Polska znajdzie sposób na długofalowy rozwój w tych trudnych warunkach? Polska gospodarka w 2025 roku – wyzwania i szanse „Jesteśmy w bardzo głębokim kryzysie demograficznym” – mówi Rafał Dutkiewicz, wskazując na kurczące się zasoby pracy jako jedno z kluczowych wyzwań. Gość podcastu podkreśla, że stabilność regulacyjna i długofalowe planowanie są niezbędne, aby Polacy zaczęli inwestować swoje pieniądze we własne firmy. Jakie zmiany przyniosły ostatnie lata? Polska odnotowała wzrost gospodarczy w 2024 roku, ale był on napędzany głównie okołowyborczymi podwyżkami. „Musimy myśleć o gospodarce długoterminowo, nie tylko regulacjami, ale dialogiem i stabilnością” – zauważa Dutkiewicz. Rekordowe wydatki na zbrojenia: szansa czy ryzyko? Rosnące nakłady na modernizację polskiej armii to element, który może pozytywnie wpłynąć na gospodarkę, napędzając innowacyjność. Jednak konieczne jest włączenie prywatnych firm w proces zbrojeniowy. Zacieśnienie relacji z Unią Europejską Gość podcastu zauważa, że odblokowanie środków z Krajowego Planu Odbudowy to sukces obecnego rządu. „Polska wróciła do dialogu z Unią Europejską, co jest niezmiernie ważne dla naszej przyszłości gospodarczej” – podkreśla Dutkiewicz. Co zrobić, by Polacy znów inwestowali? Niepewność regulacyjna oraz wysokie koszty energii to główne bariery dla przedsiębiorców. Dutkiewicz apeluje o stabilne zasady i większe wsparcie dla innowacyjności. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

Ceremonia inauguracji Trumpa w cieniu wstydliwych wydarzeń
2025-01-13 17:00:00

Zaprzysiężenie Donalda Trumpa odbędzie się w miejscu, które cztery lata wcześniej stało się areną dramatycznych wydarzeń – szturmu na Kapitol. Jak zauważa Jędrzej Bielecki: - Wszyscy będą mieli w pamięci, że człowiek, który jako pierwszy w historii USA próbował siłą utrzymać władzę, wraca na najwyższy urząd.  W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Marzena Tabor-Olszewska rozmawia z Jędrzejem Bieleckim, dziennikarzem działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, o nadchodzącym zaprzysiężeniu Donalda Trumpa na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rozmówcy zastanawiają się na tym jak jego prezydentura może wpłynąć na USA, świat oraz Polskę.  Nowością w ceremonii ma być zaproszenie zagranicznych liderów, co zdaniem eksperta pokazuje, jak Trump próbuje zaznaczyć swoją wyjątkowość i negocjować polityczne układy. Populiści i faworyci Trumpa Donald Trump wyraźnie określa swoich sojuszników. Na liście zaproszonych znalazły się postaci, takie jak Victor Orbán czy Giorgia Meloni. - To politycy z nurtu populistycznego, nacjonalistycznego. Trump liczy, że będą wspierać jego wizję podziałów w Unii Europejskiej – wyjaśnia Bielecki. Z kolei brak zaproszenia dla Andrzeja Dudy może oznaczać ochłodzenie relacji. Dziennikarz wskazuje, że nieobecność prezydenta Dudy na inauguracji może być korzystna dla naszego kraju. - Lepiej nie być na radarze Donalda Trumpa i jego współpracownika Elona Muska – zauważa Bielecki. Polska, jak twierdzi, może uniknąć potencjalnych ingerencji Trumpa w zbliżające się wybory. Trump i Putin: negocjacje na horyzoncie? Czy Trump planuje spotkanie z Władimirem Putinem? Zdaniem Bieleckiego może dojść do negocjacji w sprawie Ukrainy, choć niekoniecznie na warunkach korzystnych dla Rosji. - Trump mówi o pokoju przez siłę – chce zmusić Putina do defensywy, zanim podejmie rozmowy pokojowe – wyjaśnia. Amerykański biznes a inauguracja Trumpa Ogromne wpłaty od firm, takich jak Google i Boeing, na fundusz inauguracyjny Trumpa rodzą pytania o motywy i skutki takich darowizn. - To system, w którym ci, którzy mają pieniądze, wpływają na decyzje rządu – komentuje Bielecki. Czy można porównać Trumpa do Grovera Clevelanda, jedynego innego prezydenta USA, który sprawował urząd w dwóch kadencjach, które nie nastąpiły po sobie? Bielecki podkreśla, że analogie są trudne do znalezienia, ale zwraca uwagę na wspólną cechę obu epok – głęboką polaryzację społeczeństwa. Zapraszamy do wysłuchania pełnej rozmowy, w której gość podcastu szczegółowo omawia geopolityczne konsekwencje powrotu Donalda Trumpa oraz jego potencjalny wpływ na Polskę i świat.  

Zaprzysiężenie Donalda Trumpa odbędzie się w miejscu, które cztery lata wcześniej stało się areną dramatycznych wydarzeń – szturmu na Kapitol. Jak zauważa Jędrzej Bielecki: - Wszyscy będą mieli w pamięci, że człowiek, który jako pierwszy w historii USA próbował siłą utrzymać władzę, wraca na najwyższy urząd. 

W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Marzena Tabor-Olszewska rozmawia z Jędrzejem Bieleckim, dziennikarzem działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, o nadchodzącym zaprzysiężeniu Donalda Trumpa na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rozmówcy zastanawiają się na tym jak jego prezydentura może wpłynąć na USA, świat oraz Polskę. 

Nowością w ceremonii ma być zaproszenie zagranicznych liderów, co zdaniem eksperta pokazuje, jak Trump próbuje zaznaczyć swoją wyjątkowość i negocjować polityczne układy.

Populiści i faworyci Trumpa

Donald Trump wyraźnie określa swoich sojuszników. Na liście zaproszonych znalazły się postaci, takie jak Victor Orbán czy Giorgia Meloni. - To politycy z nurtu populistycznego, nacjonalistycznego. Trump liczy, że będą wspierać jego wizję podziałów w Unii Europejskiej – wyjaśnia Bielecki. Z kolei brak zaproszenia dla Andrzeja Dudy może oznaczać ochłodzenie relacji.

Dziennikarz wskazuje, że nieobecność prezydenta Dudy na inauguracji może być korzystna dla naszego kraju. - Lepiej nie być na radarze Donalda Trumpa i jego współpracownika Elona Muska – zauważa Bielecki. Polska, jak twierdzi, może uniknąć potencjalnych ingerencji Trumpa w zbliżające się wybory.

Trump i Putin: negocjacje na horyzoncie?

Czy Trump planuje spotkanie z Władimirem Putinem? Zdaniem Bieleckiego może dojść do negocjacji w sprawie Ukrainy, choć niekoniecznie na warunkach korzystnych dla Rosji. - Trump mówi o pokoju przez siłę – chce zmusić Putina do defensywy, zanim podejmie rozmowy pokojowe – wyjaśnia.

Amerykański biznes a inauguracja Trumpa

Ogromne wpłaty od firm, takich jak Google i Boeing, na fundusz inauguracyjny Trumpa rodzą pytania o motywy i skutki takich darowizn. - To system, w którym ci, którzy mają pieniądze, wpływają na decyzje rządu – komentuje Bielecki.

Czy można porównać Trumpa do Grovera Clevelanda, jedynego innego prezydenta USA, który sprawował urząd w dwóch kadencjach, które nie nastąpiły po sobie? Bielecki podkreśla, że analogie są trudne do znalezienia, ale zwraca uwagę na wspólną cechę obu epok – głęboką polaryzację społeczeństwa.

Zapraszamy do wysłuchania pełnej rozmowy, w której gość podcastu szczegółowo omawia geopolityczne konsekwencje powrotu Donalda Trumpa oraz jego potencjalny wpływ na Polskę i świat.

 

Ilu żołnierzy stanie do obrony Polski? Gen. Wiesław Kukuła: Nawet trzy razy więcej niż 300 tysięcy
2025-01-09 19:00:00

Mówmy o transformacji, a nie modernizacji polskiej armii. Najbardziej zabójczą bronią Wojska Polskiego są nasi żołnierze – mówi szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła, gość programu „Rzecz w Tym”. Gen. Kukuła podkreśla, że do historii odchodzi model niewielkiej armii zawodowej. - Musimy szybko przemodelować Siły Zbrojne, przede wszystkim skończyć definitywnie z modelem, od którego ucieka już większość państw na świecie, czyli modelem właściwym dla wojny z terroryzmem, modelem force providera (dosł,. dostarczyciela sił) I przebudować ten system w taki sposób, aby uzyskać zdolność do walki „dziś wieczorem”, jak mówią Amerykanie („ready to fight tonight”) – tłumaczy. Szef Sztabu Generalnego przekonuje też, że powinniśmy zmienić sposób, w jaki podajemy liczebność polskiej armii – liczba 300 tys. żołnierzy, o których się mówi, nie jest tożsama z liczbą żołnierzy, których moglibyśmy wystawić do obrony kraju w przypadku agresji. - Ta wartość (300 tys. żołnierzy) jest osadzona na liczbie żołnierzy czynnej służby wojskowej, czyli w dużej większości po prostu żołnierzy zawodowych. Tymczasem, jeśli spojrzymy na to, ilu żołnierzy możemy postawić naprzeciwko potencjalnego agresora, to może być wartość dwukrotnie, a nawet trzykrotnie wyższa. Te wartości odstraszają potencjalnego agresora na zupełnie inna skalę. Dlatego ważne jest, abyśmy liczebność sił zbrojnych komunikowali w troszkę inny sposób – tłumaczy. Gen. Kukuła mówi też, że choć modernizacja polskiej armii jest ważna, to ważniejsza jest jej transformacja, a przede wszystkim zmiana kultury organizacyjnej na bardziej „żołnierzocentryczną”. - Cała reszta będzie dodatkiem, oddaniem w ręce doskonale zmotywowanych, przygotowanych, wierzących w zwycięstwo żołnierzy najlepszych systemów uzbrojenia – tłumaczy. Szef Sztabu Generalnego mówi też o tym czy Polska jest w stanie odbudować potencjał Marynarki Wojennej (zapewnia, że „o Marynarce Wojennej nie zapominamy”) i wskazuje, jakie zmiany spowoduje w polskiej armii pojawienie się wojsk dronowych. - Ale dronizacja odciśnie również swoje piętno na strukturze wojsk lądowych. Chcemy przebudować strukturę batalionów. Nazywamy ten projekt modelem 44 – zastępujemy ciężkie wyposażenie, zmniejszając liczbę potrzebnych bojowych wozów piechoty czy czołgów, zastępując je różnego typu rozwiązaniami dronowymi. Wszystkie nasze symulacje i ćwiczenia, które przeprowadziliśmy, wskazały, że takie bataliony wygrywały z batalionami starego typu, przy zdecydowanie niższych kosztach, niższej widoczności i zdecydowanie prostszej logistyce – tłumaczy. Przekonuje też, że „F-35 stanie się de facto sercem naszych systemów walki”. Gen. Kukuła nie wycofuje się też ze słów, które skierował do podchorążych Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu, Szef Sztabu Generalnego mówił przed kilkoma miesiącami: wszystko wskazuje na to, że jesteśmy tym pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie naszego państwa”. - My jako żołnierze posługujemy się trochę inną komunikacją i inaczej ze sobą rozmawiamy. Co by było, gdybym powiedział do żołnierzy: „słuchajcie, żadnej wojny nie będzie, historia nas niczego nie uczy, studiujcie sobie tutaj spokojnie, koncentrujcie się na swoich karierach itd.”. Nie zamierzam tutaj niczego schładzać, wręcz przeciwnie. Zamierzam ludzi przygotować na najgorszy wariant po to, aby do niego nie doszło – podkreśla. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/ #nato #wojskopolskie #rzeczwtym #podcast #zbrojenia #wojna #wojskowi #wojsko

Mówmy o transformacji, a nie modernizacji polskiej armii. Najbardziej zabójczą bronią Wojska Polskiego są nasi żołnierze – mówi szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła, gość programu „Rzecz w Tym”. Gen. Kukuła podkreśla, że do historii odchodzi model niewielkiej armii zawodowej. - Musimy szybko przemodelować Siły Zbrojne, przede wszystkim skończyć definitywnie z modelem, od którego ucieka już większość państw na świecie, czyli modelem właściwym dla wojny z terroryzmem, modelem force providera (dosł,. dostarczyciela sił) I przebudować ten system w taki sposób, aby uzyskać zdolność do walki „dziś wieczorem”, jak mówią Amerykanie („ready to fight tonight”) – tłumaczy. Szef Sztabu Generalnego przekonuje też, że powinniśmy zmienić sposób, w jaki podajemy liczebność polskiej armii – liczba 300 tys. żołnierzy, o których się mówi, nie jest tożsama z liczbą żołnierzy, których moglibyśmy wystawić do obrony kraju w przypadku agresji. - Ta wartość (300 tys. żołnierzy) jest osadzona na liczbie żołnierzy czynnej służby wojskowej, czyli w dużej większości po prostu żołnierzy zawodowych. Tymczasem, jeśli spojrzymy na to, ilu żołnierzy możemy postawić naprzeciwko potencjalnego agresora, to może być wartość dwukrotnie, a nawet trzykrotnie wyższa. Te wartości odstraszają potencjalnego agresora na zupełnie inna skalę. Dlatego ważne jest, abyśmy liczebność sił zbrojnych komunikowali w troszkę inny sposób – tłumaczy. Gen. Kukuła mówi też, że choć modernizacja polskiej armii jest ważna, to ważniejsza jest jej transformacja, a przede wszystkim zmiana kultury organizacyjnej na bardziej „żołnierzocentryczną”. - Cała reszta będzie dodatkiem, oddaniem w ręce doskonale zmotywowanych, przygotowanych, wierzących w zwycięstwo żołnierzy najlepszych systemów uzbrojenia – tłumaczy. Szef Sztabu Generalnego mówi też o tym czy Polska jest w stanie odbudować potencjał Marynarki Wojennej (zapewnia, że „o Marynarce Wojennej nie zapominamy”) i wskazuje, jakie zmiany spowoduje w polskiej armii pojawienie się wojsk dronowych. - Ale dronizacja odciśnie również swoje piętno na strukturze wojsk lądowych. Chcemy przebudować strukturę batalionów. Nazywamy ten projekt modelem 44 – zastępujemy ciężkie wyposażenie, zmniejszając liczbę potrzebnych bojowych wozów piechoty czy czołgów, zastępując je różnego typu rozwiązaniami dronowymi. Wszystkie nasze symulacje i ćwiczenia, które przeprowadziliśmy, wskazały, że takie bataliony wygrywały z batalionami starego typu, przy zdecydowanie niższych kosztach, niższej widoczności i zdecydowanie prostszej logistyce – tłumaczy. Przekonuje też, że „F-35 stanie się de facto sercem naszych systemów walki”. Gen. Kukuła nie wycofuje się też ze słów, które skierował do podchorążych Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu, Szef Sztabu Generalnego mówił przed kilkoma miesiącami: wszystko wskazuje na to, że jesteśmy tym pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie naszego państwa”. - My jako żołnierze posługujemy się trochę inną komunikacją i inaczej ze sobą rozmawiamy. Co by było, gdybym powiedział do żołnierzy: „słuchajcie, żadnej wojny nie będzie, historia nas niczego nie uczy, studiujcie sobie tutaj spokojnie, koncentrujcie się na swoich karierach itd.”. Nie zamierzam tutaj niczego schładzać, wręcz przeciwnie. Zamierzam ludzi przygotować na najgorszy wariant po to, aby do niego nie doszło – podkreśla. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/ #nato #wojskopolskie #rzeczwtym #podcast #zbrojenia #wojna #wojskowi #wojsko

Trump i Musk postrachem dla świata
2025-01-09 17:23:36

Czy świat jest gotowy na powrót Donalda Trumpa do Białego Domu i coraz większe wpływy Elona Muska? W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Bogusław Chrabota rozmawia z Małgorzatą Bonikowską, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, o tym, jak ci dwaj giganci mogą zmienić globalny porządek, relacje transatlantyckie oraz przyszłość demokracji. Powrót Trumpa: chaos czy strategia? Małgorzata Bonikowska w rozmowie z Bogusławem Chrabotą podkreśla, że powrót Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA może oznaczać radykalne zmiany w globalnej polityce. Deklaracje Trumpa, takie jak potencjalne użycie siły wobec sojuszników czy negocjacje nad Grenlandią, niepokoją świat. – Trump mówi o użyciu siły wobec krajów sojuszniczych, jakby zapominał, że to wbrew zasadom prawa międzynarodowego. To jest jak wywrócenie stolika do góry nogami – zauważa Bonikowska. Silna Ameryka czy imperialne ambicje? Według Bonikowskiej, Trump pragnie stworzyć mocarstwową Amerykę, która działa w oparciu o zasadę „America First”. – Trump chciałby rządzić jak rzymski cesarz – z pełną kontrolą i lojalnymi urzędnikami – komentuje ekspertka. Elon Musk: geniusz czy globalny oligarcha? Elon Musk to kolejna kontrowersyjna postać omawiana w podcaście. Jego wpływ na świat polityki, biznesu i technologii budzi pytania o granice władzy. – Musk to geniusz, ale także wariat. Jego logika biznesowa w polityce może być mieszanką wybuchową – ocenia Bonikowska. Europa w obliczu wyzwań Europa staje przed koniecznością przystosowania się do zmian w relacjach z USA. Bonikowska podkreśla, że kraje Unii Europejskiej muszą zreformować swoją politykę, by sprostać nowym wyzwaniom. – Europa musi przyspieszyć proces militaryzacji i zrozumieć, że bezpieczeństwo zaczyna się od nas samych – wskazuje ekspertka. Polska i efekt Trumpa Według Bonikowskiej, powrót Trumpa może być wykorzystywany przez polskich polityków jako argument w kampanii wyborczej. – Trump może dać paliwo konserwatywnym siłom w Polsce. Jego sympatia do urzędującego prezydenta Dudy może podgrzać nastroje proamerykańskie – dodaje.

Czy świat jest gotowy na powrót Donalda Trumpa do Białego Domu i coraz większe wpływy Elona Muska? W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Bogusław Chrabota rozmawia z Małgorzatą Bonikowską, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, o tym, jak ci dwaj giganci mogą zmienić globalny porządek, relacje transatlantyckie oraz przyszłość demokracji.

Powrót Trumpa: chaos czy strategia?

Małgorzata Bonikowska w rozmowie z Bogusławem Chrabotą podkreśla, że powrót Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA może oznaczać radykalne zmiany w globalnej polityce. Deklaracje Trumpa, takie jak potencjalne użycie siły wobec sojuszników czy negocjacje nad Grenlandią, niepokoją świat.

– Trump mówi o użyciu siły wobec krajów sojuszniczych, jakby zapominał, że to wbrew zasadom prawa międzynarodowego. To jest jak wywrócenie stolika do góry nogami – zauważa Bonikowska.

Silna Ameryka czy imperialne ambicje?

Według Bonikowskiej, Trump pragnie stworzyć mocarstwową Amerykę, która działa w oparciu o zasadę „America First”. – Trump chciałby rządzić jak rzymski cesarz – z pełną kontrolą i lojalnymi urzędnikami – komentuje ekspertka.

Elon Musk: geniusz czy globalny oligarcha?

Elon Musk to kolejna kontrowersyjna postać omawiana w podcaście. Jego wpływ na świat polityki, biznesu i technologii budzi pytania o granice władzy. – Musk to geniusz, ale także wariat. Jego logika biznesowa w polityce może być mieszanką wybuchową – ocenia Bonikowska.

Europa w obliczu wyzwań

Europa staje przed koniecznością przystosowania się do zmian w relacjach z USA. Bonikowska podkreśla, że kraje Unii Europejskiej muszą zreformować swoją politykę, by sprostać nowym wyzwaniom. – Europa musi przyspieszyć proces militaryzacji i zrozumieć, że bezpieczeństwo zaczyna się od nas samych – wskazuje ekspertka.

Polska i efekt Trumpa

Według Bonikowskiej, powrót Trumpa może być wykorzystywany przez polskich polityków jako argument w kampanii wyborczej. – Trump może dać paliwo konserwatywnym siłom w Polsce. Jego sympatia do urzędującego prezydenta Dudy może podgrzać nastroje proamerykańskie – dodaje.


Wybory w cieniu sporu o Sąd Najwyższy
2025-01-08 17:04:39

Jedynym rozwiązaniem pata wokół ważności wyborów prezydenckich będzie warunkowe uznawanie decyzji Izby Kontroli Nadzwyczajnej przez PKW, bez rozstrzygania o statusie Izby - uważa gość podcastu „Rzecz w tym” Tomasz Pietryga, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Marszałek Sejmu Szymon Hołownia ogłosił, że wybory prezydenckie odbędą się 18 maja, a druga tura 1 czerwca. Ale to nie znaczy, że kampania wyborcza rusza teraz. - Ona się zacznie 15 stycznia, ponieważ Marszałek Szymon Hołownia nie mógł ogłosić wyborów we środę ze względu stan klęski żywiołowej, który był ogłoszony w związku z powodzią w październiku. Dopiero 90 dni po jego zakończeniu, może ogłosić ogólnokrajowe wybory – przypomniał Tomasz Pietryga, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”. – Kandydaci będą się mogli zgłaszać do 4 kwietnia – tłumaczył Pietryga. Ale na każdym etapie kampanii może się pojawić problem legalności Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Na każdą decyzję PKW, na przykład o zarejestrowaniu komitetu wyborczego czy przyjęciu niezbędnych podpisów kandydat, przysługuje skarga do Sądu Najwyższego. Czy PKW będzie dalej podzielona co do tego, jak traktować decyzje, które będą przychodziły z Izby Kontroli Nadzwyczajnej, bo jest pytanie o status prawny tej Izby? – Przed takim patem ostrzegał sędzia Sylwester Marciniak, przewodniczący PKW, ale w odpowiedzi oskarżono go, że jest funkcjonariuszem PiS – ubolewał Pietryga. Pomysłów na rozwiązanie problemu jest kilka. Szymon Hołownia zaproponował, by decyzje w sprawie wyborów podejmował cały Sąd Najwyższy a nie tylko Izba Kontroli Nadzwyczajnej. – Ta propozycja wygląda jakby jej autor nie znał realiów ostatnich lat w sądownictwie – komentował Pietryga. – Starzy sędziowie nie chcą orzekać z nowymi i na odwrót. Tam konflikt jest zbyt silny – mówił. W dodatku takiej zmiany nie podpisze Andrzej Duda. Zaś lider PSL Władysław Kosiniak Kamysz zaproponował, by o ważności wyborów decydował Trybunał Stanu. Zdaniem Pietrygi PKW powinna warunkowo akceptować decyzje Izby Kontroli Nadzwyczajnej do czasu zmiany przepisów w imię stabilności państwa i zaufania obywateli w wybory. Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

Jedynym rozwiązaniem pata wokół ważności wyborów prezydenckich będzie warunkowe uznawanie decyzji Izby Kontroli Nadzwyczajnej przez PKW, bez rozstrzygania o statusie Izby - uważa gość podcastu „Rzecz w tym” Tomasz Pietryga, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”

Marszałek Sejmu Szymon Hołownia ogłosił, że wybory prezydenckie odbędą się 18 maja, a druga tura 1 czerwca. Ale to nie znaczy, że kampania wyborcza rusza teraz. - Ona się zacznie 15 stycznia, ponieważ Marszałek Szymon Hołownia nie mógł ogłosić wyborów we środę ze względu stan klęski żywiołowej, który był ogłoszony w związku z powodzią w październiku. Dopiero 90 dni po jego zakończeniu, może ogłosić ogólnokrajowe wybory – przypomniał Tomasz Pietryga, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”. – Kandydaci będą się mogli zgłaszać do 4 kwietnia – tłumaczył Pietryga.

Ale na każdym etapie kampanii może się pojawić problem legalności Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Na każdą decyzję PKW, na przykład o zarejestrowaniu komitetu wyborczego czy przyjęciu niezbędnych podpisów kandydat, przysługuje skarga do Sądu Najwyższego. Czy PKW będzie dalej podzielona co do tego, jak traktować decyzje, które będą przychodziły z Izby Kontroli Nadzwyczajnej, bo jest pytanie o status prawny tej Izby? – Przed takim patem ostrzegał sędzia Sylwester Marciniak, przewodniczący PKW, ale w odpowiedzi oskarżono go, że jest funkcjonariuszem PiS – ubolewał Pietryga.

Pomysłów na rozwiązanie problemu jest kilka. Szymon Hołownia zaproponował, by decyzje w sprawie wyborów podejmował cały Sąd Najwyższy a nie tylko Izba Kontroli Nadzwyczajnej. – Ta propozycja wygląda jakby jej autor nie znał realiów ostatnich lat w sądownictwie – komentował Pietryga. – Starzy sędziowie nie chcą orzekać z nowymi i na odwrót. Tam konflikt jest zbyt silny – mówił. W dodatku takiej zmiany nie podpisze Andrzej Duda. Zaś lider PSL Władysław Kosiniak Kamysz zaproponował, by o ważności wyborów decydował Trybunał Stanu.

Zdaniem Pietrygi PKW powinna warunkowo akceptować decyzje Izby Kontroli Nadzwyczajnej do czasu zmiany przepisów w imię stabilności państwa i zaufania obywateli w wybory.


Więcej na stronie: rp.pl

Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita

Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita

Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

Koniec ery Justina Trudeau. To był piękny liberalny sen czy naiwna utopia?
2025-01-07 17:00:00

Justin Trudeau, symbol liberalizmu ostatniej dekady, rezygnuje z funkcji premiera Kanady. To koniec pewnej ery, a może nawet upadek szerszej wizji liberalnego świata. Michał Płociński wraz z Jędrzejem Bieleckim analizują przyczyny tej rezygnacji, jej symboliczne znaczenie oraz przyszłość Kanady na tle zmian w globalnej polityce. Po niemal dekadzie u władzy Justin Trudeau ogłasza swoją rezygnację. Powody? Gwałtowne spadki poparcia, wewnętrzne naciski koalicyjnych partnerów oraz symboliczne upokorzenie podczas spotkania z Donaldem Trumpem, który publicznie określił Kanadę „51. stanem USA”. – Trudeau chciał ratować Kanadę przed wojną handlową z Trumpem, ale jego liberalne ideały przegrały z rzeczywistością – zauważa Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”. Liberalny eksperyment Justina Trudeau – dlaczego się nie udał? Kanada pod rządami Trudeau stała się laboratorium wielokulturowości i otwartości. Przyjęcie setek tysięcy migrantów, w tym Syryjczyków i Ukraińców, oraz ambitna polityka klimatyczna zderzyły się jednak z rosnącą inflacją, drożyzną i pogłębiającym się poczuciem braku bezpieczeństwa wśród Kanadyjczyków. – Kanada to kraj bez silnej tożsamości, w którym napięcia między wizją a rzeczywistością są coraz wyraźniejsze – komentuje Bielecki. Obecna sytuacja w Kanadzie wskazuje na możliwość politycznego zwrotu. Pierre Poilievre, lider konserwatystów, stawia na radykalne zmiany: wzrost wydobycia surowców, zaostrzenie polityki migracyjnej i większą integrację imigrantów z anglosaską kulturą. Czy Kanada stanie się bardziej konserwatywna, a liberalne wartości Trudeau odejdą w niepamięć? Liberalizm przegrywa na całym Zachodzie Upadek Justina Trudeau to także sygnał zmian na całym Zachodzie. – Kanada, symbol otwartości i globalizacji, pokazała, że ludzi bardziej interesuje codzienny poziom życia niż idealistyczne wizje – ocenia Bielecki. Podobne trendy widać w USA, gdzie Donald Trump wraca na polityczną scenę, oraz w Europie, gdzie populistyczne ruchy rosną w siłę. Jak zauważa Bielecki, decyzja Trudeau zbiegła się z powrotem Donalda Trumpa do władzy. – To symboliczne zwycięstwo Trumpa, który jeszcze przed swoją inauguracją pokazał, jak skutecznie podważać idee liberalizmu – dodaje. Czy koniec ery Trudeau to ostateczny cios dla liberalizmu? Czy Kanada poradzi sobie z nowymi wyzwaniami? I co ta zmiana oznacza dla reszty świata? Posłuchaj, aby dowiedzieć się więcej o politycznych zawirowaniach za oceanem.

Justin Trudeau, symbol liberalizmu ostatniej dekady, rezygnuje z funkcji premiera Kanady. To koniec pewnej ery, a może nawet upadek szerszej wizji liberalnego świata. Michał Płociński wraz z Jędrzejem Bieleckim analizują przyczyny tej rezygnacji, jej symboliczne znaczenie oraz przyszłość Kanady na tle zmian w globalnej polityce.

Po niemal dekadzie u władzy Justin Trudeau ogłasza swoją rezygnację. Powody? Gwałtowne spadki poparcia, wewnętrzne naciski koalicyjnych partnerów oraz symboliczne upokorzenie podczas spotkania z Donaldem Trumpem, który publicznie określił Kanadę „51. stanem USA”. – Trudeau chciał ratować Kanadę przed wojną handlową z Trumpem, ale jego liberalne ideały przegrały z rzeczywistością – zauważa Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”.

Liberalny eksperyment Justina Trudeau – dlaczego się nie udał?

Kanada pod rządami Trudeau stała się laboratorium wielokulturowości i otwartości. Przyjęcie setek tysięcy migrantów, w tym Syryjczyków i Ukraińców, oraz ambitna polityka klimatyczna zderzyły się jednak z rosnącą inflacją, drożyzną i pogłębiającym się poczuciem braku bezpieczeństwa wśród Kanadyjczyków. – Kanada to kraj bez silnej tożsamości, w którym napięcia między wizją a rzeczywistością są coraz wyraźniejsze – komentuje Bielecki.

Obecna sytuacja w Kanadzie wskazuje na możliwość politycznego zwrotu. Pierre Poilievre, lider konserwatystów, stawia na radykalne zmiany: wzrost wydobycia surowców, zaostrzenie polityki migracyjnej i większą integrację imigrantów z anglosaską kulturą. Czy Kanada stanie się bardziej konserwatywna, a liberalne wartości Trudeau odejdą w niepamięć?

Liberalizm przegrywa na całym Zachodzie

Upadek Justina Trudeau to także sygnał zmian na całym Zachodzie. – Kanada, symbol otwartości i globalizacji, pokazała, że ludzi bardziej interesuje codzienny poziom życia niż idealistyczne wizje – ocenia Bielecki. Podobne trendy widać w USA, gdzie Donald Trump wraca na polityczną scenę, oraz w Europie, gdzie populistyczne ruchy rosną w siłę.

Jak zauważa Bielecki, decyzja Trudeau zbiegła się z powrotem Donalda Trumpa do władzy. – To symboliczne zwycięstwo Trumpa, który jeszcze przed swoją inauguracją pokazał, jak skutecznie podważać idee liberalizmu – dodaje.

Czy koniec ery Trudeau to ostateczny cios dla liberalizmu? Czy Kanada poradzi sobie z nowymi wyzwaniami? I co ta zmiana oznacza dla reszty świata? Posłuchaj, aby dowiedzieć się więcej o politycznych zawirowaniach za oceanem.

Polacy marnują tony żywności. Jak mądrze przygotować święta?
2024-12-19 17:00:00

Święta Bożego Narodzenia to czas obfitości, ale także wyzwanie związane z marnowaniem jedzenia. Statystyczne polskie gospodarstwo domowe wyrzuca rocznie produkty o wartości 4-5 tysięcy złotych? W tym odcinku podcastu "Rzecz w tym" Marzena Tabor - Olszewska rozmawia z Norbertem Konarzewskim, dyrektorem Biura Federacji Polskich Banków Żywności, o tym, jak lepiej planować świąteczne zakupy, co zrobić z nadmiarem jedzenia i jakie działania systemowe mogą pomóc ograniczyć ten problem. Norbert Konarzewski wyjaśnia, że Banki Żywności zajmują się ratowaniem produktów spożywczych o krótkim terminie ważności, które trafiają do potrzebujących. W Polsce działa 31 takich banków, współpracujących z ponad 3 tysiącami organizacji. - Naszym celem jest ograniczenie marnowania żywności, zwłaszcza w gospodarstwach domowych, które odpowiadają za 60 proc. strat – podkreśla gość. Marnowanie jedzenia – smutne statystyki Święta to czas, gdy marnujemy najwięcej. Jak wynika z raportu, ponad 17% Polaków przyznaje się do wyrzucania jedzenia, a w skali roku marnujemy 3 miliony ton żywności. Najczęściej w koszu lądują sałatki, pieczywo i wędliny. - To ogromna strata, zarówno finansowa, jak i ekologiczna – mówi Norbert Konarzewski. Główne przyczyny to brak planowania, zbyt duże zakupy oraz niewłaściwe przechowywanie żywności. - Często też nakładamy sobie za duże porcje albo kupujemy na zapas, co kończy się wyrzucaniem produktów – zauważa Konarzewski. Problem nasila się w święta, gdy nadmiar jedzenia wynika z chęci stworzenia wystawnego stołu. Jak ograniczyć marnowanie w święta? Ekspert wskazuje na proste sposoby, które każdy z nas może stosować: planowanie posiłków, tworzenie list zakupów oraz lepsze przechowywanie żywności. - Nie musimy od razu wykładać wszystkich potraw na stół. Wystarczy podać mniejsze porcje, a resztę przechowywać w lodówce – radzi Konarzewski. Ważna jest również wiedza o terminach ważności produktów – „należy spożyć do” jest bardziej rygorystyczne niż „najlepiej spożyć przed”. Kreatywność w kuchni Jednym z kluczowych zaleceń jest gotowanie w duchu zero waste. Z pozostałości świątecznych można przygotować nowe dania. - Internet pełen jest inspiracji, jak wykorzystać resztki, by nic się nie zmarnowało – zachęca dyrektor. Jeśli zostaje nam jedzenie, warto się nim podzielić. Gość podpowiada: „Możemy obdarować naszych gości jedzeniem albo zanieść je do jadłodzielni. Ważne jednak, by produkty były odpowiednio przechowywane i opisane”. Ekologiczny koszt marnowania Produkcja żywności wiąże się z ogromnym zużyciem wody i energii. Każdy wyrzucony produkt to także emisja CO₂. - Musimy pamiętać, że za każdą kromką chleba stoją hektary wyciętych lasów i miliony litrów wody – podkreśla Konarzewski. Działania systemowe Federacja Polskich Banków Żywności wspiera zmiany prawne, takie jak ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Choć sieci handlowe odpowiadają za niewielki procent strat, wprowadzenie regulacji przyniosło już pewne efekty. - Niezbędna jest jednak współpraca na każdym etapie – od producentów po konsumentów – dodaje ekspert. Jak podsumowuje Marzena Tabor - Olszewska: - Kupujmy tylko tyle, ile potrzebujemy, dzielmy się nadmiarem, a przy każdej decyzji zakupowej pamiętajmy o kosztach ekologicznych. Święta to czas radości, ale też odpowiedzialności – wobec naszej planety i innych ludzi. Posłuchaj całego odcinka, by dowiedzieć się więcej o tym, jak przygotować świadome i niemarnotrawne święta. Wszystkiego, niezmarnowanego! Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

Święta Bożego Narodzenia to czas obfitości, ale także wyzwanie związane z marnowaniem jedzenia. Statystyczne polskie gospodarstwo domowe wyrzuca rocznie produkty o wartości 4-5 tysięcy złotych? W tym odcinku podcastu "Rzecz w tym" Marzena Tabor - Olszewska rozmawia z Norbertem Konarzewskim, dyrektorem Biura Federacji Polskich Banków Żywności, o tym, jak lepiej planować świąteczne zakupy, co zrobić z nadmiarem jedzenia i jakie działania systemowe mogą pomóc ograniczyć ten problem. Norbert Konarzewski wyjaśnia, że Banki Żywności zajmują się ratowaniem produktów spożywczych o krótkim terminie ważności, które trafiają do potrzebujących. W Polsce działa 31 takich banków, współpracujących z ponad 3 tysiącami organizacji. - Naszym celem jest ograniczenie marnowania żywności, zwłaszcza w gospodarstwach domowych, które odpowiadają za 60 proc. strat – podkreśla gość. Marnowanie jedzenia – smutne statystyki Święta to czas, gdy marnujemy najwięcej. Jak wynika z raportu, ponad 17% Polaków przyznaje się do wyrzucania jedzenia, a w skali roku marnujemy 3 miliony ton żywności. Najczęściej w koszu lądują sałatki, pieczywo i wędliny. - To ogromna strata, zarówno finansowa, jak i ekologiczna – mówi Norbert Konarzewski. Główne przyczyny to brak planowania, zbyt duże zakupy oraz niewłaściwe przechowywanie żywności. - Często też nakładamy sobie za duże porcje albo kupujemy na zapas, co kończy się wyrzucaniem produktów – zauważa Konarzewski. Problem nasila się w święta, gdy nadmiar jedzenia wynika z chęci stworzenia wystawnego stołu. Jak ograniczyć marnowanie w święta? Ekspert wskazuje na proste sposoby, które każdy z nas może stosować: planowanie posiłków, tworzenie list zakupów oraz lepsze przechowywanie żywności. - Nie musimy od razu wykładać wszystkich potraw na stół. Wystarczy podać mniejsze porcje, a resztę przechowywać w lodówce – radzi Konarzewski. Ważna jest również wiedza o terminach ważności produktów – „należy spożyć do” jest bardziej rygorystyczne niż „najlepiej spożyć przed”. Kreatywność w kuchni Jednym z kluczowych zaleceń jest gotowanie w duchu zero waste. Z pozostałości świątecznych można przygotować nowe dania. - Internet pełen jest inspiracji, jak wykorzystać resztki, by nic się nie zmarnowało – zachęca dyrektor. Jeśli zostaje nam jedzenie, warto się nim podzielić. Gość podpowiada: „Możemy obdarować naszych gości jedzeniem albo zanieść je do jadłodzielni. Ważne jednak, by produkty były odpowiednio przechowywane i opisane”. Ekologiczny koszt marnowania Produkcja żywności wiąże się z ogromnym zużyciem wody i energii. Każdy wyrzucony produkt to także emisja CO₂. - Musimy pamiętać, że za każdą kromką chleba stoją hektary wyciętych lasów i miliony litrów wody – podkreśla Konarzewski. Działania systemowe Federacja Polskich Banków Żywności wspiera zmiany prawne, takie jak ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Choć sieci handlowe odpowiadają za niewielki procent strat, wprowadzenie regulacji przyniosło już pewne efekty. - Niezbędna jest jednak współpraca na każdym etapie – od producentów po konsumentów – dodaje ekspert. Jak podsumowuje Marzena Tabor - Olszewska: - Kupujmy tylko tyle, ile potrzebujemy, dzielmy się nadmiarem, a przy każdej decyzji zakupowej pamiętajmy o kosztach ekologicznych. Święta to czas radości, ale też odpowiedzialności – wobec naszej planety i innych ludzi. Posłuchaj całego odcinka, by dowiedzieć się więcej o tym, jak przygotować świadome i niemarnotrawne święta. Wszystkiego, niezmarnowanego! Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

Kampania maślana na święta
2024-12-18 17:00:00

Masło przekroczyło granicę 10 zł za kostkę, wywołując reakcje na rynku, w rządzie i w społeczeństwie. Dlaczego jego cena stała się symbolem problemów ekonomicznych? Czy masło to już towar luksusowy? Maślanej historii, która przenika politykę, memy i codzienne życie Polaków, przygląda się gość podcastu „Rzecz w tym”. Skąd się wziął problem z masłem? - Stąd, że idą święta – mówiła w podcaście „Rzecz w tym” Aleksandra Ptak-Iglewska, dziennikarka działu ekonomicznego „Rzeczpospolitej”. Masło odgrywa szczególną rolę w polskich tradycjach kulinarnych, zwłaszcza w okresach świątecznych. Ale nie tylko. - Ewidentnie masło stało się towarem luksusowym – ironizowała Ptak Iglewska. Jednak – ono może być postrzegane jako towar luksusowy, a jednak w tym roku za średnią pensję można kupić 721 kostek masła – o 150 więcej niż nawet dwa lata temu, choć jego ceny faktycznie rosły. Skąd ta „maślana panika”? Ale przecież to nie pierwszy raz, gdy cena kostki, czy jak żartują niektórzy sztabki, masła przekroczyła 10 złotych. - Nie można ubezpieczyć lodówki, ale lodówkę z zawartością masła można już ubezpieczyć – ironizowała dziennikarka.- Masło stało się przedmiotem debat politycznych – zauważyła bohaterka środowego wydania podcastu „Rzecz w tym”. Bo sprawa dotyka bezpośrednio portfeli Polaków. Ptak-Iglewska podkreśliła niestabilność cen na rynku rolnym. To, co dziś obserwujemy na półkach sklepowych, to skutek wielu czynników: globalnych zmian w produkcji, inflacji i decyzji politycznych. Polityczny teatr na maśle? I przedstawiła argumentację, z której wynika, że sprawa ma charakter polityczny. Rząd zdecydował o sprzedaży tysiąca ton masła. - Czy to jest dużo czy mało? No to to jest kropla masła w morzu mleka, bo miesięczna produkcja masła w Polsce to są 20-22 tysiące ton, czyli to jest 1/22 miesięcznej produkcji – mówiła dziennikarka przekonując, że że taka skala ingerencji rynkowej nie będzie miała wpływu na ceny tego produktu. - Ekspert, do którego wyczucia rynku naprawdę mam zaufanie, mówi, że prawdopodobnie to masło po prostu zostanie wywiezione szybko na rynki, gdzie to jest jeszcze droższe, czyli Niemcy, Holandia, bo tam będzie większy zarobek. W dodatku data ważności masła, które sprzeda Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych upływa już za pół roku, jak wynika ze szczegółowego opisu oferty – masło ma dwa lata przydatności, ale w magazynach może być przechowywane jedynie półtora roku. Czyżby więc rząd chciał zarobić kilka punktów poparcia pokazując, że interweniuje, a i tak musiał sprzedać mrożone masło z magazynów, bo zostało wyprodukowane półtora roku temu i trzeba było je sprzedać? Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

Masło przekroczyło granicę 10 zł za kostkę, wywołując reakcje na rynku, w rządzie i w społeczeństwie. Dlaczego jego cena stała się symbolem problemów ekonomicznych? Czy masło to już towar luksusowy? Maślanej historii, która przenika politykę, memy i codzienne życie Polaków, przygląda się gość podcastu „Rzecz w tym”. Skąd się wziął problem z masłem? - Stąd, że idą święta – mówiła w podcaście „Rzecz w tym” Aleksandra Ptak-Iglewska, dziennikarka działu ekonomicznego „Rzeczpospolitej”. Masło odgrywa szczególną rolę w polskich tradycjach kulinarnych, zwłaszcza w okresach świątecznych. Ale nie tylko. - Ewidentnie masło stało się towarem luksusowym – ironizowała Ptak Iglewska. Jednak – ono może być postrzegane jako towar luksusowy, a jednak w tym roku za średnią pensję można kupić 721 kostek masła – o 150 więcej niż nawet dwa lata temu, choć jego ceny faktycznie rosły. Skąd ta „maślana panika”? Ale przecież to nie pierwszy raz, gdy cena kostki, czy jak żartują niektórzy sztabki, masła przekroczyła 10 złotych. - Nie można ubezpieczyć lodówki, ale lodówkę z zawartością masła można już ubezpieczyć – ironizowała dziennikarka.- Masło stało się przedmiotem debat politycznych – zauważyła bohaterka środowego wydania podcastu „Rzecz w tym”. Bo sprawa dotyka bezpośrednio portfeli Polaków. Ptak-Iglewska podkreśliła niestabilność cen na rynku rolnym. To, co dziś obserwujemy na półkach sklepowych, to skutek wielu czynników: globalnych zmian w produkcji, inflacji i decyzji politycznych. Polityczny teatr na maśle? I przedstawiła argumentację, z której wynika, że sprawa ma charakter polityczny. Rząd zdecydował o sprzedaży tysiąca ton masła. - Czy to jest dużo czy mało? No to to jest kropla masła w morzu mleka, bo miesięczna produkcja masła w Polsce to są 20-22 tysiące ton, czyli to jest 1/22 miesięcznej produkcji – mówiła dziennikarka przekonując, że że taka skala ingerencji rynkowej nie będzie miała wpływu na ceny tego produktu. - Ekspert, do którego wyczucia rynku naprawdę mam zaufanie, mówi, że prawdopodobnie to masło po prostu zostanie wywiezione szybko na rynki, gdzie to jest jeszcze droższe, czyli Niemcy, Holandia, bo tam będzie większy zarobek. W dodatku data ważności masła, które sprzeda Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych upływa już za pół roku, jak wynika ze szczegółowego opisu oferty – masło ma dwa lata przydatności, ale w magazynach może być przechowywane jedynie półtora roku. Czyżby więc rząd chciał zarobić kilka punktów poparcia pokazując, że interweniuje, a i tak musiał sprzedać mrożone masło z magazynów, bo zostało wyprodukowane półtora roku temu i trzeba było je sprzedać? Więcej na stronie: rp.pl Twitterze: twitter.com/rzeczpospolita Facebooku: facebook.com/dziennikrzeczpospolita Linkedin: linkedin.com/company/rzeczpospolita/

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie