Zwierciadło Podcasty

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu.
Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.


Odcinki od najnowszych:

„Na imprezach firmowych piekło zamarza". Czy zdrada jest wpisana w każdy związek? | „Rób to bez presji”, s. 2, odc. 6
2025-09-19 12:31:00

Zdrada to objaw samotności w duecie – ale można jej zapobiec. Jak? O kontrakcie w związku, tabu wokół seksualności i potrzebie szczerości mówią Magdalena Kuszewska, Michał Tęcza i Michał Sawicki w 6. odcinku „Rób to bez presji 2”. Choć zdrada to temat stary jak świat, dziś przybiera nowe oblicza. Magdalena Kuszewska zauważa:„Zdradzające kobiety doganiają zdradzających mężczyzn. Wiele zdrad ma charakter przypadkowy – często dzieją się na imprezach firmowych czy wyjazdach integracyjnych. To historie, które słyszałam od bohaterów moich reportaży”. Zdrada jako objaw Co kryje się za zdradą? Psycholog Michał Sawicki tłumaczy, że to nie zawsze wynik braku miłości: „Jednym z powodów zdrady jest chęć dowartościowania się. Zdrada bywa wpisana w relację od początku – dlatego tak ważna jest profilaktyka i otwarte rozmowy o granicach”. Z kolei Michał Tęcza zwraca uwagę, że zdrada może być symptomem czegoś głębszego: „Zdrada to objaw tego, co przez lata toczyło relację. Ale może też dojść do niej mimo że w związku jest wszystko super – po prostu ktoś chce podjąć kontakt seksualny poza relacją, bez przypisywania mu znaczenia”. Samotność w duecie – prawdziwa przyczyna kryzysów Wielu ludzi, mimo że pozostaje w związkach, czuje się samotnych. To często prowadzi do kryzysów i zdrad. Jak mówi Kuszewska: „Zdrady są mocno o samotności w związkach. Słyszałam od bohaterów mojego reportażu:  nie mogę powiedzieć partnerce o swoich fantazjach, bo uzna, że jestem zbokiem . To tabu i brak odwagi do szczerej rozmowy sprawiają, że zamiast zbliżać się do siebie, oddalamy się coraz bardziej”. Ten brak szczerości sprawia, że partnerzy zamykają się w sobie. Zamiast budować mosty, stawiają mury. A przecież – jak podkreślają eksperci – relacja jest silna tylko wtedy, gdy obie strony czują, że mogą być w niej sobą. Kontrakt w związku – czy da się zapobiec zdradzie? Prowadzący podcast przekonują, że nie ma związku bez kryzysów. Jednak można się do nich przygotować – rozmawiając o tzw. kontrakcie partnerskim. To rozmowa, w której obie strony określają swoje potrzeby, granice i oczekiwania. Nie chodzi tu o chłodną umowę, lecz o szczerość, która pozwala uniknąć nieporozumień. Michał Sawicki podkreśla: „Profilaktyka zdrady zaczyna się od rozmowy o tym, co dla nas ważne. Jeśli nie potrafimy tego nazwać, ryzyko frustracji i rozczarowania rośnie”. Wciąż często boimy się rozmawiać o seksie – traktujemy go jako temat wstydliwy. A przecież to właśnie brak otwartości na potrzeby seksualne jest jednym z głównych powodów, dla których ludzie odchodzą od siebie. „Słyszałam historię kobiety, która zdradzona przez męża oznajmiła mu, że też go zdradzi – żeby było 1:1” – opowiada Kuszewska. Choć brzmi to jak rewanż, w tle znów kryje się coś głębszego: brak rozmowy o pragnieniach i granicach. Dlatego eksperci w podcaście podkreślają: rozmowa o seksualności powinna być tak naturalna, jak rozmowa o codziennych sprawach. Bez tabu, bez wstydu, bez presji. Jak rozmawiać, żeby się nie zranić? Słuchaj najnowszego odcinka 2. sezonu „Rób to bez presji” i sprawdź, jak rozmawiać o miłości i zdradzie bez lęku i presji.

Zdrada to objaw samotności w duecie – ale można jej zapobiec. Jak? O kontrakcie w związku, tabu wokół seksualności i potrzebie szczerości mówią Magdalena Kuszewska, Michał Tęcza i Michał Sawicki w 6. odcinku „Rób to bez presji 2”.

Choć zdrada to temat stary jak świat, dziś przybiera nowe oblicza. Magdalena Kuszewska zauważa:„Zdradzające kobiety doganiają zdradzających mężczyzn. Wiele zdrad ma charakter przypadkowy – często dzieją się na imprezach firmowych czy wyjazdach integracyjnych. To historie, które słyszałam od bohaterów moich reportaży”.

Zdrada jako objaw

Co kryje się za zdradą? Psycholog Michał Sawicki tłumaczy, że to nie zawsze wynik braku miłości: „Jednym z powodów zdrady jest chęć dowartościowania się. Zdrada bywa wpisana w relację od początku – dlatego tak ważna jest profilaktyka i otwarte rozmowy o granicach”. Z kolei Michał Tęcza zwraca uwagę, że zdrada może być symptomem czegoś głębszego: „Zdrada to objaw tego, co przez lata toczyło relację. Ale może też dojść do niej mimo że w związku jest wszystko super – po prostu ktoś chce podjąć kontakt seksualny poza relacją, bez przypisywania mu znaczenia”.

Samotność w duecie – prawdziwa przyczyna kryzysów
Wielu ludzi, mimo że pozostaje w związkach, czuje się samotnych. To często prowadzi do kryzysów i zdrad. Jak mówi Kuszewska:
„Zdrady są mocno o samotności w związkach. Słyszałam od bohaterów mojego reportażu: nie mogę powiedzieć partnerce o swoich fantazjach, bo uzna, że jestem zbokiem. To tabu i brak odwagi do szczerej rozmowy sprawiają, że zamiast zbliżać się do siebie, oddalamy się coraz bardziej”.

Ten brak szczerości sprawia, że partnerzy zamykają się w sobie. Zamiast budować mosty, stawiają mury. A przecież – jak podkreślają eksperci – relacja jest silna tylko wtedy, gdy obie strony czują, że mogą być w niej sobą.

Kontrakt w związku – czy da się zapobiec zdradzie?
Prowadzący podcast przekonują, że nie ma związku bez kryzysów. Jednak można się do nich przygotować – rozmawiając o tzw. kontrakcie partnerskim. To rozmowa, w której obie strony określają swoje potrzeby, granice i oczekiwania. Nie chodzi tu o chłodną umowę, lecz o szczerość, która pozwala uniknąć nieporozumień. Michał Sawicki podkreśla: „Profilaktyka zdrady zaczyna się od rozmowy o tym, co dla nas ważne. Jeśli nie potrafimy tego nazwać, ryzyko frustracji i rozczarowania rośnie”.

Wciąż często boimy się rozmawiać o seksie – traktujemy go jako temat wstydliwy. A przecież to właśnie brak otwartości na potrzeby seksualne jest jednym z głównych powodów, dla których ludzie odchodzą od siebie. „Słyszałam historię kobiety, która zdradzona przez męża oznajmiła mu, że też go zdradzi – żeby było 1:1” – opowiada Kuszewska. Choć brzmi to jak rewanż, w tle znów kryje się coś głębszego: brak rozmowy o pragnieniach i granicach. Dlatego eksperci w podcaście podkreślają: rozmowa o seksualności powinna być tak naturalna, jak rozmowa o codziennych sprawach. Bez tabu, bez wstydu, bez presji.

Jak rozmawiać, żeby się nie zranić? Słuchaj najnowszego odcinka 2. sezonu „Rób to bez presji” i sprawdź, jak rozmawiać o miłości i zdradzie bez lęku i presji.

Zwierzęta czynią z nas ludzi". Jak zmieniają się nasze międzygatunkowe relacje w dobie sztucznej inteligencji?
2025-09-18 16:51:52

Kot, który idzie własnymi drogami. Pies, który wiernie czeka pod drzwiami. Królik, który nauczył dziecko cierpliwości. Zwierzęta towarzyszą nam od wieków, ale dziś ich rola w naszym życiu nabiera nowego znaczenia – psychologicznego, społecznego i kulturowego. W najnowszym odcinku podcastu „Niezbędnik Nowoczesnej Dziewczyny” Joanna Olekszyk rozmawia z Martą Niedźwiecką o tym, dlaczego relacja ze zwierzętami czyni nas lepszymi ludźmi. Sponsorem odcinka jest Bank BNP Paribas oferujący Kartę Pupil  dla miłośników zwierząt. „To zwierzęta nas ratują, a nie my ich” – przypomina Joanna Olekszyk, cytując Paulinę Młynarską. Psycholożka Marta Niedźwiecka zgadza się: kontakt ze zwierzętami obniża stres, uczy cierpliwości i rozwija empatię. Badania potwierdzają, że obecność psa czy kota wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne, a w czasach kryzysów emocjonalnych pupile stają się dla wielu osób bezpieczną przystanią – „kotwicą emocjonalną”. „Zwierzęta są lustrem" Obecność pupila w domu to nie tylko radość, ale i nauka odpowiedzialności. Wstawanie rano, codzienne spacery, troska o karmę i zdrowie – to trening uważności, rytmu i troski o drugą istotę. „Zwierzęta są lustrem, w którym możemy zobaczyć siebie” – podkreśla Niedźwiecka. Nie bez powodu coraz częściej mówi się o „animal assisted therapy”. Kontakt ze zwierzętami wspiera leczenie depresji, obniża ciśnienie krwi i pomaga w rehabilitacji osób starszych. – „To, że zostawiamy seniorów samych, a jedynym towarzystwem są zwierzęcy przyjaciele, wiele mówi o kondycji naszego gatunku” – zauważa psycholożka. Jeszcze kilkanaście lat temu mało kto mówił o „prawach zwierząt”. Dziś działa Rzecznik Praw Zwierząt, a Katarzyna Kuszlewicz – pierwsza adwokatka zwierząt – walczy o ich godność w sądach. Rośnie też liczba adopcji, wolontariuszy i kampanii społecznych. Organizacje takie jak Fundacja dla szczeniąt Judyta czy Ratujemy.pl, która prowadzi serwis ,,Ratujemy Zwierzaki” przyciągają tysiące osób, które wierzą, że dobro zwierząt jest miarą naszej empatii. Zmienia się również język marek i instytucji. Wiele firm stawia na rozwiązania przyjazne zwierzętom. Przykładem jest Bank BNP Paribas – sponsor odcinka – który oferuje klientom usługę Kartę Pupil, z licznymi benefitami dla psów, kotów i ich opiekunów, i otwiera swoje placówki na obecność czworonogów, dbając o ich bezpieczeństwo i komfort. To sygnał, że troska o pupile staje się ważnym elementem współczesnej kultury biznesu. Nasi towarzysze, nauczyciele i terapeuci Czy nadejdzie moment, w którym relacja człowieka i zwierzęcia stanie się czymś więcej niż prywatnym wyborem? Marta Niedźwiecka uważa, że tak. – „Znaczenie zwierząt w naszym życiu będzie tylko rosło. W czasach kryzysów, samotności i nadmiaru technologii to właśnie one przypominają nam, co to znaczy być człowiekiem”. Dlatego decyzja o adopcji pupila powinna być świadoma i dojrzała. „Nie kupujmy psów pod choinkę, nie traktujmy ich jak prezentów. Zwierzęta to nie przedmioty – to nasi towarzysze, nauczyciele i terapeuci” – apeluje psycholożka. - Relacja ze zwierzętami może nas nauczyć poszanowania dla inności. Tym bardziej, że wyrasta nowy gatunek obok, czyli sztuczna inteligencja, który z kolei nas stawia w relacji poddańczej - dodaje. Nowy odcinek „Niezbędnika Nowoczesnej Dziewczyny” to rozmowa o miłości, odpowiedzialności i empatii. Joanna Olekszyk i Marta Niedźwiecka przypominają, że w świecie pełnym pośpiechu i napięć zwierzęta mogą być naszymi najlepszymi nauczycielami uważności – i człowieczeństwa. Sponsorem odcinka jest Bank BNP Paribas oferujący Kartę Pupil – pierwszą kartę debetową w Polsce stworzoną z myślą o miłośnikach i opiekunach zwierząt. Ze zniżkami na produkty i usługi dla pupili.

Kot, który idzie własnymi drogami. Pies, który wiernie czeka pod drzwiami. Królik, który nauczył dziecko cierpliwości. Zwierzęta towarzyszą nam od wieków, ale dziś ich rola w naszym życiu nabiera nowego znaczenia – psychologicznego, społecznego i kulturowego. W najnowszym odcinku podcastu „Niezbędnik Nowoczesnej Dziewczyny” Joanna Olekszyk rozmawia z Martą Niedźwiecką o tym, dlaczego relacja ze zwierzętami czyni nas lepszymi ludźmi. Sponsorem odcinka jest Bank BNP Paribas oferujący Kartę Pupil  dla miłośników zwierząt.

„To zwierzęta nas ratują, a nie my ich” – przypomina Joanna Olekszyk, cytując Paulinę Młynarską. Psycholożka Marta Niedźwiecka zgadza się: kontakt ze zwierzętami obniża stres, uczy cierpliwości i rozwija empatię. Badania potwierdzają, że obecność psa czy kota wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne, a w czasach kryzysów emocjonalnych pupile stają się dla wielu osób bezpieczną przystanią – „kotwicą emocjonalną”.

„Zwierzęta są lustrem"

Obecność pupila w domu to nie tylko radość, ale i nauka odpowiedzialności. Wstawanie rano, codzienne spacery, troska o karmę i zdrowie – to trening uważności, rytmu i troski o drugą istotę. „Zwierzęta są lustrem, w którym możemy zobaczyć siebie” – podkreśla Niedźwiecka.

Nie bez powodu coraz częściej mówi się o „animal assisted therapy”. Kontakt ze zwierzętami wspiera leczenie depresji, obniża ciśnienie krwi i pomaga w rehabilitacji osób starszych. – „To, że zostawiamy seniorów samych, a jedynym towarzystwem są zwierzęcy przyjaciele, wiele mówi o kondycji naszego gatunku” – zauważa psycholożka.

Jeszcze kilkanaście lat temu mało kto mówił o „prawach zwierząt”. Dziś działa Rzecznik Praw Zwierząt, a Katarzyna Kuszlewicz – pierwsza adwokatka zwierząt – walczy o ich godność w sądach. Rośnie też liczba adopcji, wolontariuszy i kampanii społecznych. Organizacje takie jak Fundacja dla szczeniąt Judyta czy Ratujemy.pl, która prowadzi serwis ,,Ratujemy Zwierzaki” przyciągają tysiące osób, które wierzą, że dobro zwierząt jest miarą naszej empatii.

Zmienia się również język marek i instytucji. Wiele firm stawia na rozwiązania przyjazne zwierzętom. Przykładem jest Bank BNP Paribas – sponsor odcinka – który oferuje klientom usługę Kartę Pupil, z licznymi benefitami dla psów, kotów i ich opiekunów, i otwiera swoje placówki na obecność czworonogów, dbając o ich bezpieczeństwo i komfort. To sygnał, że troska o pupile staje się ważnym elementem współczesnej kultury biznesu.

Nasi towarzysze, nauczyciele i terapeuci
Czy nadejdzie moment, w którym relacja człowieka i zwierzęcia stanie się czymś więcej niż prywatnym wyborem? Marta Niedźwiecka uważa, że tak. – „Znaczenie zwierząt w naszym życiu będzie tylko rosło. W czasach kryzysów, samotności i nadmiaru technologii to właśnie one przypominają nam, co to znaczy być człowiekiem”.

Dlatego decyzja o adopcji pupila powinna być świadoma i dojrzała. „Nie kupujmy psów pod choinkę, nie traktujmy ich jak prezentów. Zwierzęta to nie przedmioty – to nasi towarzysze, nauczyciele i terapeuci” – apeluje psycholożka. - Relacja ze zwierzętami może nas nauczyć poszanowania dla inności. Tym bardziej, że wyrasta nowy gatunek obok, czyli sztuczna inteligencja, który z kolei nas stawia w relacji poddańczej - dodaje.

Nowy odcinek „Niezbędnika Nowoczesnej Dziewczyny” to rozmowa o miłości, odpowiedzialności i empatii. Joanna Olekszyk i Marta Niedźwiecka przypominają, że w świecie pełnym pośpiechu i napięć zwierzęta mogą być naszymi najlepszymi nauczycielami uważności – i człowieczeństwa.

Sponsorem odcinka jest Bank BNP Paribas oferujący Kartę Pupil – pierwszą kartę debetową w Polsce stworzoną z myślą o miłośnikach i opiekunach zwierząt. Ze zniżkami na produkty i usługi dla pupili.

„Randka jest jak rozmowa rekrutacyjna". Katarzyna Kucewicz o tym, czego najbardziej boimy się w miłości i jak znów zaufać | „Kultura i inne przyjemności”
2025-09-17 16:57:20

Czy współczesny człowiek potrafi jeszcze wierzyć w miłość? Jak znaleźć siłę, by otworzyć się na nowy związek, gdy za nami bolesne rozstania? W najnowszym odcinku podcastu Zwierciadła „Kultura i inne przyjemności” Zofia Fabjanowska-Micyk rozmawia z psycholożką Katarzyną Kucewicz o tym, czym jest odwaga w miłości. Punktem wyjścia jest premiera filmu „Wielka, odważna, piękna podróż” z Margot Robbie i Colinem Farrellem – jednej z najbardziej oczekiwanych historii o miłości w 2025 roku. Miłość to jedno, z wielu, wyzwań XXI wieku? „Wierzyć w miłość, to wierzyć w sens życia” – podkreśla Katarzyna Kucewicz. Psycholożka zwraca uwagę, że wchodzenie w związek w wieku dojrzałym to często prawdziwy akt odwagi. Brakuje nam optymizmu, ufności i cierpliwości, a doświadczenie rozwodów czy rozstań sprawia, że patrzymy na miłość z lękiem. Często powtarzamy:  „Jestem przyzwyczajona do swojego towarzystwa” . Wydaje się nam, że drugi człowiek naruszy spokój, który udało nam się zbudować. Jednak – jak podkreśla Kucewicz – prawdziwa gotowość na miłość zaczyna się wtedy, gdy stoimy mocno na dwóch nogach i ufamy sobie samym. Czego najbardziej boimy się w miłości? „Odrzucenie boli potwornie” – mówi Kucewicz. Wielu pacjentów psycholożki powtarza:  „Ja nie potrafię stworzyć związku” . To efekt głębokich zranień, które sprawiają, że budowanie więzi jawi się jako zagrożenie, a nie szansa. Jak więc znaleźć miłość po rozstaniu? Psycholożka radzi: trzeba wiedzieć, czego się chce. Tymczasem często skreślamy ludzi z powierzchownych powodów – bo ktoś ma inny styl życia, wygląd czy poglądy. Tymczasem to podobieństwa, a nie przeciwieństwa, są fundamentem trwałych relacji. Mit, że „przeciwieństwa się przyciągają” – to według Kucewicz początek toksycznej miłości. „Wielka, odważna, piękna podróż” – film o drugiej szansie Inspiracją do rozmowy jest film „Wielka, odważna, piękna podróż” – nowa produkcja dystrybuowana przez United International Pictures. To niezwykła opowieść, w której Sarah (Margot Robbie) i David (Colin Farrell) – nieznajomi spotkani przypadkiem na weselu – wyruszają razem w podróż, która pozwala im ponownie przeżyć najważniejsze chwile z przeszłości. Reżyser Kogonada (twórca filmu „Yang”) i scenarzysta Seth Reiss („Menu”, „Reżim”) stworzyli historię zabawną, fantastyczną i wzruszającą. Obok Robbie i Farrella na ekranie pojawiają się Kevin Kline oraz Phoebe Waller-Bridge. To jeden z tych filmów o miłości 2025, które przypominają, że nawet po największych porażkach można dostać drugą szansę. Dlaczego miłość wymaga odwagi?Jak zauważa Kucewicz, odwaga wejścia w miłość polega przede wszystkim na tym, że ufamy sobie. To wewnętrzna siła, która sprawia, że zamiast lęku wybieramy otwartość. Bez cierpliwości i wspólnego budowania doświadczeń relacja nie ma szans na przetrwanie. „Często słyszę: patrzę jak inni się rozwodzą i nie chcę sobie fundować tego samego” – mówi psycholożka. Tymczasem zamknięcie się na uczucia oznacza rezygnację z jednego z najważniejszych źródeł sensu. Miłość nie zawsze jest łatwa, ale bez niej nasze życie staje się uboższe. Nowy odcinek podcastu „Kultura i inne przyjemności” to rozmowa, która łączy filmową opowieść o drugiej szansie z psychologiczną refleksją nad naszymi lękami i pragnieniami. Zofia Fabjanowska-Micyk i Katarzyna Kucewicz pokazują, że miłość po przejściach nie jest iluzją, lecz realną możliwością – jeśli tylko damy sobie prawo do odwagi. Sponsorem odcinka jest United International Pictures, dystrybutor filmu  „Wielka, odważna, piękna podróż” .

Czy współczesny człowiek potrafi jeszcze wierzyć w miłość? Jak znaleźć siłę, by otworzyć się na nowy związek, gdy za nami bolesne rozstania? W najnowszym odcinku podcastu Zwierciadła „Kultura i inne przyjemności” Zofia Fabjanowska-Micyk rozmawia z psycholożką Katarzyną Kucewicz o tym, czym jest odwaga w miłości. Punktem wyjścia jest premiera filmu „Wielka, odważna, piękna podróż” z Margot Robbie i Colinem Farrellem – jednej z najbardziej oczekiwanych historii o miłości w 2025 roku.

Miłość to jedno, z wielu, wyzwań XXI wieku? „Wierzyć w miłość, to wierzyć w sens życia” – podkreśla Katarzyna Kucewicz. Psycholożka zwraca uwagę, że wchodzenie w związek w wieku dojrzałym to często prawdziwy akt odwagi. Brakuje nam optymizmu, ufności i cierpliwości, a doświadczenie rozwodów czy rozstań sprawia, że patrzymy na miłość z lękiem.

Często powtarzamy: „Jestem przyzwyczajona do swojego towarzystwa”. Wydaje się nam, że drugi człowiek naruszy spokój, który udało nam się zbudować. Jednak – jak podkreśla Kucewicz – prawdziwa gotowość na miłość zaczyna się wtedy, gdy stoimy mocno na dwóch nogach i ufamy sobie samym.

Czego najbardziej boimy się w miłości?

„Odrzucenie boli potwornie” – mówi Kucewicz. Wielu pacjentów psycholożki powtarza: „Ja nie potrafię stworzyć związku”. To efekt głębokich zranień, które sprawiają, że budowanie więzi jawi się jako zagrożenie, a nie szansa.

Jak więc znaleźć miłość po rozstaniu? Psycholożka radzi: trzeba wiedzieć, czego się chce. Tymczasem często skreślamy ludzi z powierzchownych powodów – bo ktoś ma inny styl życia, wygląd czy poglądy. Tymczasem to podobieństwa, a nie przeciwieństwa, są fundamentem trwałych relacji. Mit, że „przeciwieństwa się przyciągają” – to według Kucewicz początek toksycznej miłości.

„Wielka, odważna, piękna podróż” – film o drugiej szansie

Inspiracją do rozmowy jest film „Wielka, odważna, piękna podróż” – nowa produkcja dystrybuowana przez United International Pictures. To niezwykła opowieść, w której Sarah (Margot Robbie) i David (Colin Farrell) – nieznajomi spotkani przypadkiem na weselu – wyruszają razem w podróż, która pozwala im ponownie przeżyć najważniejsze chwile z przeszłości.

Reżyser Kogonada (twórca filmu „Yang”) i scenarzysta Seth Reiss („Menu”, „Reżim”) stworzyli historię zabawną, fantastyczną i wzruszającą. Obok Robbie i Farrella na ekranie pojawiają się Kevin Kline oraz Phoebe Waller-Bridge. To jeden z tych filmów o miłości 2025, które przypominają, że nawet po największych porażkach można dostać drugą szansę.

Dlaczego miłość wymaga odwagi?Jak zauważa Kucewicz, odwaga wejścia w miłość polega przede wszystkim na tym, że ufamy sobie. To wewnętrzna siła, która sprawia, że zamiast lęku wybieramy otwartość. Bez cierpliwości i wspólnego budowania doświadczeń relacja nie ma szans na przetrwanie.

„Często słyszę: patrzę jak inni się rozwodzą i nie chcę sobie fundować tego samego” – mówi psycholożka. Tymczasem zamknięcie się na uczucia oznacza rezygnację z jednego z najważniejszych źródeł sensu. Miłość nie zawsze jest łatwa, ale bez niej nasze życie staje się uboższe.

Nowy odcinek podcastu „Kultura i inne przyjemności” to rozmowa, która łączy filmową opowieść o drugiej szansie z psychologiczną refleksją nad naszymi lękami i pragnieniami. Zofia Fabjanowska-Micyk i Katarzyna Kucewicz pokazują, że miłość po przejściach nie jest iluzją, lecz realną możliwością – jeśli tylko damy sobie prawo do odwagi.

Sponsorem odcinka jest United International Pictures, dystrybutor filmu „Wielka, odważna, piękna podróż”.


„Co cztery głowy, to nie dwie". Jak wyglądają związki poliamoryczne i czy można kochać więcej niż jedną osobę? | „Rób to bez presji”, s. 2, odc. 5
2025-09-11 17:24:00

Miłość w liczbie mnogiej – brzmi jak science fiction? A jednak coraz więcej osób przyznaje, że poliamoria daje im poczucie wolności i bliskości, jakiego nie znaleźli w klasycznym monogamicznym układzie. Czym jest poliamoria, dlaczego budzi tyle emocji i czy w Polsce da się żyć w zgodzie z ideą wielomiłości. To rozmowa, która odsłania kulisy uczuć wymykających się prostym definicjom i pokazuje, że miłość nie musi mieć jednego oblicza. Poliamoria to związek uczuciowy z więcej niż jedną osobą, przy pełnej zgodzie wszystkich zaangażowanych stron. Michał Sawicki mówi wprost:  „Co cztery głowy, to nie dwie” . W praktyce oznacza to, że tak jak potrafimy kochać oboje rodziców czy więcej niż jedno dziecko, tak też możemy darzyć romantycznym uczuciem więcej niż jednego partnera. Choć brzmi to kontrowersyjnie, poliamoria nie jest zjawiskiem nowym. Jak przypomina Magda Kuszewska, hippisi już w latach 60. eksperymentowali z formą „rodzin komunalnych”, w których uczucia i obowiązki dzielono między kilkoro dorosłych. Modele relacji – od łańcucha po ménage à trois Teoretycznie większa liczba partnerów to także większy podział obowiązków – ktoś inny może wypakować zmywarkę czy odebrać dzieci ze szkoły. Z drugiej strony, jak podkreśla Kuszewska,  „mając więcej osób do kochania, trzeba być bardziej uważnym” . W relacjach poliamorycznych ryzyko poczucia odrzucenia lub unieważnienia jest większe. Wymaga to twardej, „grubej skóry” – i jednocześnie delikatnej duszy, jak określają to aktorzy. Polska szara strefa uczuć Jednym z najczęściej zadawanych pytań jest to o wychowanie dzieci. Michał Tęcza przekonuje, że w wielu przypadkach poliamoryczna rodzina może być dla najmłodszych korzystna. Więcej dorosłych oznacza więcej uwagi i miłości, a dzieci nie muszą brać odpowiedzialności za emocje swoich rodziców. W takiej konstelacji to dorośli przejmują emocjonalny ciężar, dzięki czemu dzieci czują się bezpieczniejsze. Choć w krajach zachodnich temat poliamorii zyskuje coraz większą widoczność, w Polsce wciąż funkcjonuje w szarej strefie. Brakuje społecznej akceptacji, a często także języka, by o tym mówić. Kuszewska przyznaje, że  „w poliamorycznej relacji trzeba mieć grubą skórę i duszę motyla” . To wybór wymagający odwagi, otwartości i dużej samoświadomości. Czy poliamoria to przyszłość miłości? Rozmowa w podcaście „Rób to bez presji 2” nie daje prostych odpowiedzi. Pokazuje jednak, że wielomiłość istnieje, rozwija się i dotyczy coraz większej liczby osób, które nie odnajdują się w klasycznym modelu „tylko ty i ja”. Jak zauważa Sawicki:  „Może być tak, że może też być tak, że to właśnie ona da nam poczucie wolności i pełni życia” .  

Miłość w liczbie mnogiej – brzmi jak science fiction? A jednak coraz więcej osób przyznaje, że poliamoria daje im poczucie wolności i bliskości, jakiego nie znaleźli w klasycznym monogamicznym układzie. Czym jest poliamoria, dlaczego budzi tyle emocji i czy w Polsce da się żyć w zgodzie z ideą wielomiłości. To rozmowa, która odsłania kulisy uczuć wymykających się prostym definicjom i pokazuje, że miłość nie musi mieć jednego oblicza.

Poliamoria to związek uczuciowy z więcej niż jedną osobą, przy pełnej zgodzie wszystkich zaangażowanych stron. Michał Sawicki mówi wprost: „Co cztery głowy, to nie dwie”. W praktyce oznacza to, że tak jak potrafimy kochać oboje rodziców czy więcej niż jedno dziecko, tak też możemy darzyć romantycznym uczuciem więcej niż jednego partnera. Choć brzmi to kontrowersyjnie, poliamoria nie jest zjawiskiem nowym. Jak przypomina Magda Kuszewska, hippisi już w latach 60. eksperymentowali z formą „rodzin komunalnych”, w których uczucia i obowiązki dzielono między kilkoro dorosłych.

Modele relacji – od łańcucha po ménage à trois

Teoretycznie większa liczba partnerów to także większy podział obowiązków – ktoś inny może wypakować zmywarkę czy odebrać dzieci ze szkoły. Z drugiej strony, jak podkreśla Kuszewska, „mając więcej osób do kochania, trzeba być bardziej uważnym”. W relacjach poliamorycznych ryzyko poczucia odrzucenia lub unieważnienia jest większe. Wymaga to twardej, „grubej skóry” – i jednocześnie delikatnej duszy, jak określają to aktorzy.

Polska szara strefa uczuć

Jednym z najczęściej zadawanych pytań jest to o wychowanie dzieci. Michał Tęcza przekonuje, że w wielu przypadkach poliamoryczna rodzina może być dla najmłodszych korzystna. Więcej dorosłych oznacza więcej uwagi i miłości, a dzieci nie muszą brać odpowiedzialności za emocje swoich rodziców. W takiej konstelacji to dorośli przejmują emocjonalny ciężar, dzięki czemu dzieci czują się bezpieczniejsze.

Choć w krajach zachodnich temat poliamorii zyskuje coraz większą widoczność, w Polsce wciąż funkcjonuje w szarej strefie. Brakuje społecznej akceptacji, a często także języka, by o tym mówić. Kuszewska przyznaje, że „w poliamorycznej relacji trzeba mieć grubą skórę i duszę motyla”. To wybór wymagający odwagi, otwartości i dużej samoświadomości.

Czy poliamoria to przyszłość miłości?

Rozmowa w podcaście „Rób to bez presji 2” nie daje prostych odpowiedzi. Pokazuje jednak, że wielomiłość istnieje, rozwija się i dotyczy coraz większej liczby osób, które nie odnajdują się w klasycznym modelu „tylko ty i ja”. Jak zauważa Sawicki: „Może być tak, że może też być tak, że to właśnie ona da nam poczucie wolności i pełni życia”.

 

„Czego taka 20-latka może mnie nauczyć”. Dr Tomasz Markiewka i Róża Szafranek o tym, czemu firmy boją się dojrzałych pracowników | „zaTASKowani 2”, odc. 6
2025-09-10 10:17:03

- Chcą widzieć w sobie mentorów, ale nie ma chętnych do szkoleń z nimi. Wolę postawić na zwinną osobę, a nie taką, która ma ego jak ten pokój - mówi Róża Szafranek, ekspertka od HR. W 6. odcinku podcastu „zaTASKowani 2” pytamy, dlaczego pracownicy 50+ zaczynają stopniowo „wyparowywać” z rynku pracy? - Na poziomie kulturowym trzeba dokonać zmiany, że uczymy się przez całe życie - proponuje dr Tomasz Markiewka. Gig economy zmienia reguły gry. Etat, jeszcze niedawno symbol stabilności i bezpieczeństwa, ustępuje miejsca elastycznym zleceniom, krótkim projektom i „wolności”, która często okazuje się pozorna i właśnie w cudzysłowie. Ale co w tym świecie mają zrobić pracownicy po pięćdziesiątce – ci, którzy wychowali się w kulturze umowy o pracę, a dziś muszą odnaleźć się w nowej gospodarce?  1/3 znikniętych Choć żyjemy coraz dłużej, polski rynek pracy nie potrafi w pełni wykorzystać potencjału dojrzałych. Według danych OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju - od red.) w grupie 55–64 lata ponad 1/3 osób przestaje być aktywna zawodowo — mimo że stanowi ona tylko 20 % populacji w wieku produkcyjnym (OECD,  Labour Force Statistics , 2022). W efekcie „znika” wcześniej i na długo przed emeryturę, często nie z wyboru, a z powodu tzw. czynników niezależnych. Zmienia się struktura gospodarki – i wraz z nią doświadczenie pracy. Zamiast przewidywalności mamy krótkoterminowe kontrakty, walkę o projekt i życie w trybie wiecznej niepewności. Jeszcze 10 lat temu kariera w dużej firmie oznaczała stabilność. - Dziś unicorny (startupy wyceniane na ponad miliard dolarów - od red.) budują biznes na kilkuosobowych zespołach - mówi Róża Szafranek. - Nie dziwią nikogo firmy trzy- czy pięcioosobowe. A jeszcze 5, 10 lat temu zatrudniały kilkaset osób - dodaje. To model, który premiuje elastyczność i zdolność do szybkiej nauki. Tylko czy pięćdziesięciolatkowie – wychowani w epoce etatu – są w stanie nadążyć? „Uczyć to my, a nie nas” W polskiej kulturze pracy wciąż pokutuje przekonanie, że dojrzałość oznacza bycie nauczycielem, a nie uczniem. „Taka postawa: mam 50 lat, uczyć to my, a nie nas” – zauważa Szafranek. Tyle że gig economy wymaga czegoś odwrotnego: uczenia się całe życie, także od młodszych. Stąd coraz większe znaczenie zyskuje tzw. odwrócone szkolenie, w którym to dwudziestolatka pokazuje pięćdziesięciolatkowi, jak działają nowe narzędzia, aplikacje, modele biznesowe. Jak mówi Szafranek: „Pytanie o reverse mentoring, często pada na rozmowie rekrutacyjnej i wiele osób nie rozpoznaje, na co to jest test, bo odpowiadają: czego taka dwudziestolatka może mnie nauczyć? Ja od 30 lat robię marketing, to wiem lepiej. Właśnie, Rybo, nie wiesz. Bo teraz nikt nie wie do końca, jak działają narzędzia i na bieżąco trzeba się uczyć”. Na szkoleniach i warsztatach menadżerskich dochodzi już do często absurdalnych sytuacji. - Liczba zgłaszających się mentorów jest większa niż tzw. mentee, czyli podopiecznych. Dojrzali pracownicy chcą widzieć w sobie mentorów, ale nie ma chętnych do szkoleń z nimi - mówi Szafranek. Dr Markiewka radzi zmienić paradygmat:  „ Na poziomie kulturowym trzeba wpajać, że uczymy się przez całe życie, a nie tylko do studiów. Można zrobić system publiczny edukacyjny dla pięćdziesięciolatków”. Wyścig na godziny Jeszcze jedno wyzwanie to zmiana hierarchii wartości. W Polsce wciąż gloryfikuje się „pracowitość” rozumianą jako liczba przepracowanych godzin. - Było takie badanie, gdzie rodziców pytano, czego chciałbyś nauczyć dziecko: pracowitości czy kreatywności. W Polsce rodzice odpowiadali, że pracowitości - mówi Markiewka. - Jak 14 godzin, to superpracowity. To typowe dla krajów na tzw. dorobku – dodaje filozof. „Zamieniliśmy odporność psychiczną na rezyliencję” Zmienia się też język, jakim opisujemy karierę. Róża Szafranek podkreśla: „Zamieniliśmy odporność psychiczną na rezyliencję”. Chodzi już nie o to, by być twardym i nieczułym na kryzysy, ale o zdolność do adaptacji, uczenia się i znajdowania nowych ścieżek.

- Chcą widzieć w sobie mentorów, ale nie ma chętnych do szkoleń z nimi. Wolę postawić na zwinną osobę, a nie taką, która ma ego jak ten pokój - mówi Róża Szafranek, ekspertka od HR. W 6. odcinku podcastu „zaTASKowani 2” pytamy, dlaczego pracownicy 50+ zaczynają stopniowo „wyparowywać” z rynku pracy? - Na poziomie kulturowym trzeba dokonać zmiany, że uczymy się przez całe życie - proponuje dr Tomasz Markiewka.

Gig economy zmienia reguły gry. Etat, jeszcze niedawno symbol stabilności i bezpieczeństwa, ustępuje miejsca elastycznym zleceniom, krótkim projektom i „wolności”, która często okazuje się pozorna i właśnie w cudzysłowie. Ale co w tym świecie mają zrobić pracownicy po pięćdziesiątce – ci, którzy wychowali się w kulturze umowy o pracę, a dziś muszą odnaleźć się w nowej gospodarce? 

1/3 znikniętych

Choć żyjemy coraz dłużej, polski rynek pracy nie potrafi w pełni wykorzystać potencjału dojrzałych. Według danych OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju - od red.) w grupie 55–64 lata ponad 1/3 osób przestaje być aktywna zawodowo — mimo że stanowi ona tylko 20 % populacji w wieku produkcyjnym (OECD, Labour Force Statistics, 2022). W efekcie „znika” wcześniej i na długo przed emeryturę, często nie z wyboru, a z powodu tzw. czynników niezależnych.

Zmienia się struktura gospodarki – i wraz z nią doświadczenie pracy. Zamiast przewidywalności mamy krótkoterminowe kontrakty, walkę o projekt i życie w trybie wiecznej niepewności.

Jeszcze 10 lat temu kariera w dużej firmie oznaczała stabilność. - Dziś unicorny (startupy wyceniane na ponad miliard dolarów - od red.) budują biznes na kilkuosobowych zespołach - mówi Róża Szafranek. - Nie dziwią nikogo firmy trzy- czy pięcioosobowe. A jeszcze 5, 10 lat temu zatrudniały kilkaset osób - dodaje.

To model, który premiuje elastyczność i zdolność do szybkiej nauki. Tylko czy pięćdziesięciolatkowie – wychowani w epoce etatu – są w stanie nadążyć?

„Uczyć to my, a nie nas”

W polskiej kulturze pracy wciąż pokutuje przekonanie, że dojrzałość oznacza bycie nauczycielem, a nie uczniem. „Taka postawa: mam 50 lat, uczyć to my, a nie nas” – zauważa Szafranek. Tyle że gig economy wymaga czegoś odwrotnego: uczenia się całe życie, także od młodszych.

Stąd coraz większe znaczenie zyskuje tzw. odwrócone szkolenie, w którym to dwudziestolatka pokazuje pięćdziesięciolatkowi, jak działają nowe narzędzia, aplikacje, modele biznesowe. Jak mówi Szafranek: „Pytanie o reverse mentoring, często pada na rozmowie rekrutacyjnej i wiele osób nie rozpoznaje, na co to jest test, bo odpowiadają: czego taka dwudziestolatka może mnie nauczyć? Ja od 30 lat robię marketing, to wiem lepiej. Właśnie, Rybo, nie wiesz. Bo teraz nikt nie wie do końca, jak działają narzędzia i na bieżąco trzeba się uczyć”.

Na szkoleniach i warsztatach menadżerskich dochodzi już do często absurdalnych sytuacji. - Liczba zgłaszających się mentorów jest większa niż tzw. mentee, czyli podopiecznych. Dojrzali pracownicy chcą widzieć w sobie mentorów, ale nie ma chętnych do szkoleń z nimi - mówi Szafranek.

Dr Markiewka radzi zmienić paradygmat: „Na poziomie kulturowym trzeba wpajać, że uczymy się przez całe życie, a nie tylko do studiów. Można zrobić system publiczny edukacyjny dla pięćdziesięciolatków”.

Wyścig na godziny

Jeszcze jedno wyzwanie to zmiana hierarchii wartości. W Polsce wciąż gloryfikuje się „pracowitość” rozumianą jako liczba przepracowanych godzin. - Było takie badanie, gdzie rodziców pytano, czego chciałbyś nauczyć dziecko: pracowitości czy kreatywności. W Polsce rodzice odpowiadali, że pracowitości - mówi Markiewka. - Jak 14 godzin, to superpracowity. To typowe dla krajów na tzw. dorobku – dodaje filozof.
„Zamieniliśmy odporność psychiczną na rezyliencję”

Zmienia się też język, jakim opisujemy karierę. Róża Szafranek podkreśla: „Zamieniliśmy odporność psychiczną na rezyliencję”. Chodzi już nie o to, by być twardym i nieczułym na kryzysy, ale o zdolność do adaptacji, uczenia się i znajdowania nowych ścieżek.


„51 to jest pakiet kontrolny". Katarzyna Miller o tym, że menopauzę warto przeżyć, a nie przecierpieć | „Jak zdrowie”, odc. 8
2025-09-09 14:18:47

Menopauza to nie tylko biologiczny przełom, ale też czas poważnych zmian psychicznych i emocjonalnych. Dlaczego w tym okresie tak wiele kobiet doświadcza obniżonego nastroju, a nawet depresji? Czy to naturalny etap życia, czy sygnał ostrzegawczy? O tym, jak rozpoznać różnicę, skąd biorą się emocjonalne kryzysy i jak szukać wsparcia, Anna Augustyn-Protas rozmawia z psycholożką i psychoterapeutką, Katarzyną Miller w nowym odcinku podcastu „Jak zdrowie”. Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą. Czy obniżony nastrój w tym czasie to naturalna reakcja organizmu, czy sygnał, że dzieje się coś poważniejszego? Jak odróżnić chwilowy kryzys psychiczny od depresji klinicznej? To pytania, które stawia prowadząca. Kasia Miller odpowiada, że „ludzie mają w dużym stopniu takie życie, jak mieli dzieciństwo” – a więc to, co wynosimy z domu, decyduje o tym, jak przeżywamy kolejne etapy życia.  Menopauza to czas, gdy wiele kobiet zmaga się nie tylko z uderzeniami gorąca czy bezsennością, ale też z kryzysami w życiu osobistym. Rozstania, zdrady, samotność, „puste gniazdo” – te doświadczenia potęgują poczucie destabilizacji. „Często bolesnych – co trzecia moja koleżanka właśnie została sama. Bo nagle mąż stanął w drzwiach z walizką, bo przyłapała go na zdradzie, bo sama miała dość kogoś, kto całymi dniami zalega na sofie” – przyznaje Miller.  Jak sobie pomóc? W obliczu obniżonego nastroju kobiety wciąż zbyt często próbują „zacisnąć zęby i przetrwać”. Dlaczego tak trudno jest sięgać po pomoc psychiatry lub psychoterapeuty? Miller zauważa, że to wciąż temat tabu – bardziej wstydliwy niż wizyta u ginekologa. Tymczasem wsparcie specjalisty bywa kluczowe w zapobieganiu depresji.  Coraz więcej kobiet szuka też rozwiązań naturalnych. Popularne są preparaty oparte na czerwonej koniczynie, które – jak podkreśla prowadząca – wybiera wiele zaradnych Polek. Do tego dochodzą codzienne mikro-rytuały troski o ciało i emocje: suplementacja, chwila ciszy, ćwiczenia, rozmowy z przyjaciółkami.  „Rzuty gorąca dla mnie to jest coś pięknego” – żartuje Miller, pokazując, że nawet w uciążliwych objawach można odnaleźć element oswojenia czy dystansu.  Nowa definicja kobiecej siły Czy kobieta, która odpoczywa i pozwala sobie na regenerację, nadal jest silna i kompetentna? Dla Miller odpowiedź jest oczywista: siła nie polega na zaciskaniu zębów, ale na odwadze, by zadbać o siebie.  „51 to jest pakiet kontrolny” – mówi Katarzyna Miller, podkreślając, że dojrzały wiek może być błogosławieństwem, bo jesteśmy mądrzejsze, wiemy, kim jesteśmy i czego chcemy od życia. „Nie ma większej siły, niż pomenopauzalny zryw” – mówi, przywołując słowa Margaret Mead.  Najważniejsze, by przeżyć ten czas „nie przecierpieć, ale przeżyć” – świadomie, z czułością do siebie. „Ucz się siebie, swojej wyjątkowości” – podsumowuje Katarzyna Miller.  Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą. Preparat Promensil Forte w każdej tabletce zawiera 80 mg bioaktywnych izoflawonów z czerwonej koniczyny. Stosując go jesteśmy pewne, co przyjmujemy. Skuteczność i bezpieczeństwo preparatu zostało sprawdzone przez niezależne ośrodki medyczne w 19 badaniach klinicznych, w badaniach uczestniczyło ponad 1 500 kobiet. A specjalnie dla polskich pacjentek produkt poddali ocenie także profesorowie ginekologii i endokrynologii z Polskiego Stowarzyszenia Menopauzy i Andropauzy. Uznali oni jednomyślnie, że warto rozważyć jego zastosowanie u tych kobiet, których jakość życia uległa istotnemu pogorszeniu z powodu objawów związanych z menopauzą, a które nie mogą lub nie chcą stosować hormonalnej terapii menopauzalnej.

Menopauza to nie tylko biologiczny przełom, ale też czas poważnych zmian psychicznych i emocjonalnych. Dlaczego w tym okresie tak wiele kobiet doświadcza obniżonego nastroju, a nawet depresji? Czy to naturalny etap życia, czy sygnał ostrzegawczy? O tym, jak rozpoznać różnicę, skąd biorą się emocjonalne kryzysy i jak szukać wsparcia, Anna Augustyn-Protas rozmawia z psycholożką i psychoterapeutką, Katarzyną Miller w nowym odcinku podcastu „Jak zdrowie”. Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą.

Czy obniżony nastrój w tym czasie to naturalna reakcja organizmu, czy sygnał, że dzieje się coś poważniejszego? Jak odróżnić chwilowy kryzys psychiczny od depresji klinicznej? To pytania, które stawia prowadząca. Kasia Miller odpowiada, że „ludzie mają w dużym stopniu takie życie, jak mieli dzieciństwo” – a więc to, co wynosimy z domu, decyduje o tym, jak przeżywamy kolejne etapy życia. 
Menopauza to czas, gdy wiele kobiet zmaga się nie tylko z uderzeniami gorąca czy bezsennością, ale też z kryzysami w życiu osobistym. Rozstania, zdrady, samotność, „puste gniazdo” – te doświadczenia potęgują poczucie destabilizacji. „Często bolesnych – co trzecia moja koleżanka właśnie została sama. Bo nagle mąż stanął w drzwiach z walizką, bo przyłapała go na zdradzie, bo sama miała dość kogoś, kto całymi dniami zalega na sofie” – przyznaje Miller. 
Jak sobie pomóc? W obliczu obniżonego nastroju kobiety wciąż zbyt często próbują „zacisnąć zęby i przetrwać”. Dlaczego tak trudno jest sięgać po pomoc psychiatry lub psychoterapeuty? Miller zauważa, że to wciąż temat tabu – bardziej wstydliwy niż wizyta u ginekologa. Tymczasem wsparcie specjalisty bywa kluczowe w zapobieganiu depresji. 
Coraz więcej kobiet szuka też rozwiązań naturalnych. Popularne są preparaty oparte na czerwonej koniczynie, które – jak podkreśla prowadząca – wybiera wiele zaradnych Polek. Do tego dochodzą codzienne mikro-rytuały troski o ciało i emocje: suplementacja, chwila ciszy, ćwiczenia, rozmowy z przyjaciółkami. 
„Rzuty gorąca dla mnie to jest coś pięknego” – żartuje Miller, pokazując, że nawet w uciążliwych objawach można odnaleźć element oswojenia czy dystansu. 

Nowa definicja kobiecej siły

Czy kobieta, która odpoczywa i pozwala sobie na regenerację, nadal jest silna i kompetentna? Dla Miller odpowiedź jest oczywista: siła nie polega na zaciskaniu zębów, ale na odwadze, by zadbać o siebie. 
„51 to jest pakiet kontrolny” – mówi Katarzyna Miller, podkreślając, że dojrzały wiek może być błogosławieństwem, bo jesteśmy mądrzejsze, wiemy, kim jesteśmy i czego chcemy od życia. „Nie ma większej siły, niż pomenopauzalny zryw” – mówi, przywołując słowa Margaret Mead. 
Najważniejsze, by przeżyć ten czas „nie przecierpieć, ale przeżyć” – świadomie, z czułością do siebie. „Ucz się siebie, swojej wyjątkowości” – podsumowuje Katarzyna Miller. 


Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą. Preparat Promensil Forte w każdej tabletce zawiera 80 mg bioaktywnych izoflawonów z czerwonej koniczyny. Stosując go jesteśmy pewne, co przyjmujemy. Skuteczność i bezpieczeństwo preparatu zostało sprawdzone przez niezależne ośrodki medyczne w 19 badaniach klinicznych, w badaniach uczestniczyło ponad 1 500 kobiet. A specjalnie dla polskich pacjentek produkt poddali ocenie także profesorowie ginekologii i endokrynologii z Polskiego Stowarzyszenia Menopauzy i Andropauzy. Uznali oni jednomyślnie, że warto rozważyć jego zastosowanie u tych kobiet, których jakość życia uległa istotnemu pogorszeniu z powodu objawów związanych z menopauzą, a które nie mogą lub nie chcą stosować hormonalnej terapii menopauzalnej.

„Ludzie to nie fast foody. Trzeba sobie dawać czas". Dr Agnieszka Kozak o tym, co jest naszym neurologicznym paliwem
2025-08-31 17:13:00

Czy żyjesz naprawdę swoim życiem, czy tylko odtwarzasz rolę napisaną przez innych – rodziców, partnerów, szefów? W nowym odcinku podcastu „Bliski kadr” Magdalena Kuszewska rozmawia z dr Agnieszką Kozak, psychoterapeutką i autorką książki „W poszukiwaniu siebie – każdy ma swoją opowieść do odkrycia”. To rozmowa o tym, jak rozpoznać, że gramy w cudzym scenariuszu, dlaczego tak trudno odmówić innym i jak wreszcie zacząć żyć po swojemu. Nowy odcinek podcastu „Bliski kadr” to zaproszenie do refleksji, odwagi i małych kroków ku autentyczności. Jeśli czujesz, że ciągle spełniasz cudze oczekiwania i boisz się wyjść z roli – ta rozmowa może być dla ciebie pierwszym impulsem do zmiany. Dlaczego gramy nie swoją rolę „Od małego się oczekuje, że będziemy grali pewną rolę” – mówi psychoterapeutka, dr Agnieszka Kozak. Wychowanie w kulturze nakazów i zakazów sprawia, że wielu z nas dorasta z przekonaniem: „Taki, jaki jestem, nie jestem wystarczający”. Nic dziwnego, że w dorosłym życiu znużeni odtwarzamy scenariusze pisane cudzymi oczekiwaniami. Kiedy ktoś mówi: „Mam 45 lat i życie mnie nie cieszy. Ja chyba nie żyję swoim życiem” – to nie brzmi jak przesada, ale jak diagnoza. W tym odcinku dr Kozak wyjaśnia, dlaczego uznanie i bycie widzianym to nasze „neurologiczne paliwo” i jak brak tego doświadczenia odciska piętno na całych dekadach naszego życia. Wewnętrzny krytyk i pułapki dzieciństwa Dlaczego tak często źle o sobie myślimy? Skąd w nas głos, który powtarza: „Nie rób tego, rozczarujesz innych”? Jak tłumaczy ekspertka, to konsekwencja słów i komunikatów, które słyszeliśmy jako dzieci. Nasza tożsamość w ogromnej mierze „składa się ze słów wypowiadanych do nas”. Jeśli dorastamy w atmosferze, gdzie ciągle słyszymy: „Musisz być samodzielna, inni ci nie pomogą” – zaczynamy wierzyć, że proszenie o wsparcie to słabość, a dbanie o siebie to egoizm. Schematy w relacjach – dlaczego wciąż spotykam „tych samych ludzi” W rozmowie pojawia się też temat powtarzalnych schematów. „Jak to jest możliwe, że ciągle trafiam na tych samych mężczyzn?” – pytają pacjentki. Dr Kozak wyjaśnia, że to nie przypadek, lecz efekt scenariusza, jaki nosimy w sobie. Jeśli myślę o sobie, że jestem gorsza, ustawię się w relacjach właśnie w taki sposób – a schemat opuszczającego partnera będzie wracał jak refren. Jednym z codziennych wyzwań jest umiejętność stawiania granic. „Pacjentka mówi: dowiozę w pracy wszystko kosztem siebie” – opowiada dr Kozak. Problem w tym, że granice kojarzą się nam z egoizmem, a odmawianie z poczuciem winy. Tymczasem zdrowe relacje i życie w zgodzie ze sobą wym „Ludzie to nie fast foody. Trzeba sobie dawać czas” – podkreśla dr Kozak. Zmiana nie dzieje się z dnia na dzień, ale już pierwszy krok – zatrzymanie się i refleksja – otwiera nową perspektywę. Jak zrobić pierwszy krok ku zmianie Najważniejsze pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: „Czy moje życie mnie cieszy i czy potrafię się w nim rozsmakować?” – podpowiada dr Kozak. To moment, by sprawdzić, czy codzienność, którą żyjemy, jest autentycznym wyborem, czy raczej kompromisem zawartym kosztem siebie. Z pomocą może przyjść psychoterapia, ale także refleksja inspirowana książką „W poszukiwaniu siebie – każdy ma swoją opowieść do odkrycia”. Autorka podkreśla, że przepisywanie własnej narracji to proces, w którym uczymy się zadawać pytania: czego ja chcę? co mnie naprawdę karmi? Być może słuchając tej rozmowy, poczujesz, że od lat grasz w cudzym filmie. I że najwyższa pora wziąć kamerę we własne ręce.

Czy żyjesz naprawdę swoim życiem, czy tylko odtwarzasz rolę napisaną przez innych – rodziców, partnerów, szefów? W nowym odcinku podcastu „Bliski kadr” Magdalena Kuszewska rozmawia z dr Agnieszką Kozak, psychoterapeutką i autorką książki „W poszukiwaniu siebie – każdy ma swoją opowieść do odkrycia”. To rozmowa o tym, jak rozpoznać, że gramy w cudzym scenariuszu, dlaczego tak trudno odmówić innym i jak wreszcie zacząć żyć po swojemu.

Nowy odcinek podcastu „Bliski kadr” to zaproszenie do refleksji, odwagi i małych kroków ku autentyczności. Jeśli czujesz, że ciągle spełniasz cudze oczekiwania i boisz się wyjść z roli – ta rozmowa może być dla ciebie pierwszym impulsem do zmiany.

Dlaczego gramy nie swoją rolę

„Od małego się oczekuje, że będziemy grali pewną rolę” – mówi psychoterapeutka, dr Agnieszka Kozak. Wychowanie w kulturze nakazów i zakazów sprawia, że wielu z nas dorasta z przekonaniem: „Taki, jaki jestem, nie jestem wystarczający”. Nic dziwnego, że w dorosłym życiu znużeni odtwarzamy scenariusze pisane cudzymi oczekiwaniami.

Kiedy ktoś mówi: „Mam 45 lat i życie mnie nie cieszy. Ja chyba nie żyję swoim życiem” – to nie brzmi jak przesada, ale jak diagnoza. W tym odcinku dr Kozak wyjaśnia, dlaczego uznanie i bycie widzianym to nasze „neurologiczne paliwo” i jak brak tego doświadczenia odciska piętno na całych dekadach naszego życia.

Wewnętrzny krytyk i pułapki dzieciństwa

Dlaczego tak często źle o sobie myślimy? Skąd w nas głos, który powtarza: „Nie rób tego, rozczarujesz innych”?
Jak tłumaczy ekspertka, to konsekwencja słów i komunikatów, które słyszeliśmy jako dzieci. Nasza tożsamość w ogromnej mierze „składa się ze słów wypowiadanych do nas”. Jeśli dorastamy w atmosferze, gdzie ciągle słyszymy: „Musisz być samodzielna, inni ci nie pomogą” – zaczynamy wierzyć, że proszenie o wsparcie to słabość, a dbanie o siebie to egoizm.

Schematy w relacjach – dlaczego wciąż spotykam „tych samych ludzi”

W rozmowie pojawia się też temat powtarzalnych schematów. „Jak to jest możliwe, że ciągle trafiam na tych samych mężczyzn?” – pytają pacjentki. Dr Kozak wyjaśnia, że to nie przypadek, lecz efekt scenariusza, jaki nosimy w sobie. Jeśli myślę o sobie, że jestem gorsza, ustawię się w relacjach właśnie w taki sposób – a schemat opuszczającego partnera będzie wracał jak refren.

Jednym z codziennych wyzwań jest umiejętność stawiania granic. „Pacjentka mówi: dowiozę w pracy wszystko kosztem siebie” – opowiada dr Kozak. Problem w tym, że granice kojarzą się nam z egoizmem, a odmawianie z poczuciem winy. Tymczasem zdrowe relacje i życie w zgodzie ze sobą wym

„Ludzie to nie fast foody. Trzeba sobie dawać czas” – podkreśla dr Kozak. Zmiana nie dzieje się z dnia na dzień, ale już pierwszy krok – zatrzymanie się i refleksja – otwiera nową perspektywę.

Jak zrobić pierwszy krok ku zmianie

Najważniejsze pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: „Czy moje życie mnie cieszy i czy potrafię się w nim rozsmakować?” – podpowiada dr Kozak. To moment, by sprawdzić, czy codzienność, którą żyjemy, jest autentycznym wyborem, czy raczej kompromisem zawartym kosztem siebie.

Z pomocą może przyjść psychoterapia, ale także refleksja inspirowana książką „W poszukiwaniu siebie – każdy ma swoją opowieść do odkrycia”. Autorka podkreśla, że przepisywanie własnej narracji to proces, w którym uczymy się zadawać pytania: czego ja chcę? co mnie naprawdę karmi?

Być może słuchając tej rozmowy, poczujesz, że od lat grasz w cudzym filmie. I że najwyższa pora wziąć kamerę we własne ręce.


„Zmarszczki nam się robią od cukru". Dr Oleszczuk o prostych przepisach na urodę i długowieczność | „Jak zdrowie”, odc. 7
2025-08-27 10:57:11

Czy „zakwaszenie organizmu” to mit, a może realny problem? Dlaczego warto zaprzyjaźnić się z kiszonkami i siemieniem lnianym? I jak to możliwe, że ruch sam w sobie „załatwia” aż połowę procesów odpowiedzialnych za długowieczność? W najnowszym odcinku podcastu „Jak zdrowie” Anna Augustyn-Protas rozmawia z dr. Tadeuszem Oleszczukiem, ginekologiem i autorem książki „Zdrowie bez wymówek”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło. To druga część rozmowy, w której lekarz odpowiada na najczęściej wpisywane w wyszukiwarkę pytania internautów o zdrowie i dietę. Ten odcinek podcastu  „Jak zdrowie”  to nie tylko odpowiedzi na popularne pytania internautów, ale także zachęta, by spojrzeć na zdrowie w sposób prostszy i bardziej świadomy. Dr Tadeusz Oleszczuk nie straszy chorobami ani nie moralizuje – zamiast tego pokazuje, jak wprowadzić niewielkie zmiany, które mają ogromny wpływ na jakość życia. Jeśli więc zastanawiasz się, czy warto jeść kiszonki, jak wykorzystać siemię lniane i dlaczego ruch to najlepszy sprzymierzeniec długowieczności – posłuchaj i sięgnij po książkę  „Zdrowie bez wymówek” . Zakwaszenie organizmu – mit czy poważny sygnał? W internecie temat „zakwaszenia organizmu” pojawia się regularnie. Dla jednych to chwyt marketingowy, dla innych – prawdziwa diagnoza problemów zdrowotnych. Dr Tadeusz Oleszczuk tłumaczy w rozmowie z Anną Augustyn-Protas, skąd wzięła się ta kontrowersja. – „Wokół tematu jest mnóstwo nieporozumień, trzeba przede wszystkim uspójnić definicję oraz sprowadzić ją do podejścia naukowego i badań” – podkreśla lekarz. Dlaczego ciągle coś jemy? Współczesny styl życia sprzyja podjadaniu. Spotkania towarzyskie, praca, szybkie przekąski – praktycznie cały dzień coś trafia na nasz talerz. Problem polega na tym, że rzadko zastanawiamy się nad jakością jedzenia. – „Widzę to w gabinecie: pacjenci przyznają, że trudno im odmówić, kiedy na stole stoją ciastka i napoje. To nie grzech, ale jeśli dzieje się codziennie, nasze jelita nie wytrzymują” – zauważa Oleszczuk. Dopieszczone jelita – przepis od lekarza Zamiast restrykcyjnych diet, dr Oleszczuk proponuje proste rozwiązania. Jednym z nich jest znany od pokoleń przepis z siemieniem lnianym, który działa jak naturalna osłona dla układu trawiennego. Do tego regularne jedzenie kiszonek, które – jak przypomina ekspert – są najlepszym domowym probiotykiem. – „To naprawdę działa na odporność i samopoczucie. Zadbane jelita to nie tylko mniej dolegliwości żołądkowych, ale też większa energia i stabilniejszy nastrój” – dodaje. Ruch jako lek na długowieczność Kolejny temat, o który pytają internauci, to aktywność fizyczna. Czy wystarczy codzienny spacer? A może konieczny jest intensywny trening? Dr Oleszczuk nie ma wątpliwości: każda forma ruchu ma sens, a regularność jest ważniejsza niż wyczynowe podejście. – „Aktywność fizyczna załatwia nam cztery z ośmiu procesów odpowiadających za długość życia. To najprostszy, a zarazem najtańszy lek na zdrowie” – wyjaśnia. „Zdrowie bez wymówek” – książka dla tych, którzy chcą zmian Podcast to jedynie przedsmak tego, co znaleźć można w książce  „Zdrowie bez wymówek”  dr. Tadeusza Oleszczuka. To praktyczny przewodnik po codziennych wyborach zdrowotnych, w którym autor rozkłada na czynniki pierwsze tematy takie jak dieta, sen, ruch, odporność czy hormony. Nie znajdziemy tu cudownych obietnic – zamiast tego dostajemy rzetelną wiedzę i wskazówki, które można wdrożyć od zaraz. To publikacja, która uczy, że zdrowie zaczyna się od małych kroków i świadomych decyzji – bez wymówek i bez nadęcia.

Czy „zakwaszenie organizmu” to mit, a może realny problem? Dlaczego warto zaprzyjaźnić się z kiszonkami i siemieniem lnianym? I jak to możliwe, że ruch sam w sobie „załatwia” aż połowę procesów odpowiedzialnych za długowieczność? W najnowszym odcinku podcastu „Jak zdrowie” Anna Augustyn-Protas rozmawia z dr. Tadeuszem Oleszczukiem, ginekologiem i autorem książki „Zdrowie bez wymówek”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło. To druga część rozmowy, w której lekarz odpowiada na najczęściej wpisywane w wyszukiwarkę pytania internautów o zdrowie i dietę.

Ten odcinek podcastu „Jak zdrowie” to nie tylko odpowiedzi na popularne pytania internautów, ale także zachęta, by spojrzeć na zdrowie w sposób prostszy i bardziej świadomy. Dr Tadeusz Oleszczuk nie straszy chorobami ani nie moralizuje – zamiast tego pokazuje, jak wprowadzić niewielkie zmiany, które mają ogromny wpływ na jakość życia. Jeśli więc zastanawiasz się, czy warto jeść kiszonki, jak wykorzystać siemię lniane i dlaczego ruch to najlepszy sprzymierzeniec długowieczności – posłuchaj i sięgnij po książkę „Zdrowie bez wymówek”.

Zakwaszenie organizmu – mit czy poważny sygnał?

W internecie temat „zakwaszenia organizmu” pojawia się regularnie. Dla jednych to chwyt marketingowy, dla innych – prawdziwa diagnoza problemów zdrowotnych. Dr Tadeusz Oleszczuk tłumaczy w rozmowie z Anną Augustyn-Protas, skąd wzięła się ta kontrowersja. – „Wokół tematu jest mnóstwo nieporozumień, trzeba przede wszystkim uspójnić definicję oraz sprowadzić ją do podejścia naukowego i badań” – podkreśla lekarz.

Dlaczego ciągle coś jemy?

Współczesny styl życia sprzyja podjadaniu. Spotkania towarzyskie, praca, szybkie przekąski – praktycznie cały dzień coś trafia na nasz talerz. Problem polega na tym, że rzadko zastanawiamy się nad jakością jedzenia. – „Widzę to w gabinecie: pacjenci przyznają, że trudno im odmówić, kiedy na stole stoją ciastka i napoje. To nie grzech, ale jeśli dzieje się codziennie, nasze jelita nie wytrzymują” – zauważa Oleszczuk.

Dopieszczone jelita – przepis od lekarza

Zamiast restrykcyjnych diet, dr Oleszczuk proponuje proste rozwiązania. Jednym z nich jest znany od pokoleń przepis z siemieniem lnianym, który działa jak naturalna osłona dla układu trawiennego. Do tego regularne jedzenie kiszonek, które – jak przypomina ekspert – są najlepszym domowym probiotykiem. – „To naprawdę działa na odporność i samopoczucie. Zadbane jelita to nie tylko mniej dolegliwości żołądkowych, ale też większa energia i stabilniejszy nastrój” – dodaje.

Ruch jako lek na długowieczność

Kolejny temat, o który pytają internauci, to aktywność fizyczna. Czy wystarczy codzienny spacer? A może konieczny jest intensywny trening? Dr Oleszczuk nie ma wątpliwości: każda forma ruchu ma sens, a regularność jest ważniejsza niż wyczynowe podejście. – „Aktywność fizyczna załatwia nam cztery z ośmiu procesów odpowiadających za długość życia. To najprostszy, a zarazem najtańszy lek na zdrowie” – wyjaśnia.

„Zdrowie bez wymówek” – książka dla tych, którzy chcą zmian

Podcast to jedynie przedsmak tego, co znaleźć można w książce „Zdrowie bez wymówek” dr. Tadeusza Oleszczuka. To praktyczny przewodnik po codziennych wyborach zdrowotnych, w którym autor rozkłada na czynniki pierwsze tematy takie jak dieta, sen, ruch, odporność czy hormony. Nie znajdziemy tu cudownych obietnic – zamiast tego dostajemy rzetelną wiedzę i wskazówki, które można wdrożyć od zaraz. To publikacja, która uczy, że zdrowie zaczyna się od małych kroków i świadomych decyzji – bez wymówek i bez nadęcia.


„Te kobiety nie chciały być tłem”. Magda Knedler o emancypacji bez bajek o złych mężczyznach | Kultura i inne przyjemności
2025-08-26 11:53:33

Jak pisać o kobietach, które nie mieszczą się w stereotypach? O świecie, w którym emancypacja była marzeniem, ale i powodem drwin? Magda Knedler w swojej nowej książce „Północne siostry” opowiada o bohaterkach, które nie godzą się na ograniczenia, ale też płacą za swoją wolność wysoką cenę. W podcaście „Kultura i inne przyjemności” rozmawia z Zofią Fabjanowską-Micyk o literackich inspiracjach, o tym, jak pokazywać kobiety bez uproszczeń i dlaczego język opisu namiętności wciąż bywa dla autorek wyzwaniem. Wiele twarzy patriarchatu „Nie lubię opozycji: źli mężczyźni, dobre kobiety” – mówi Magda Knedler. W swojej książce pokazuje, że emancypacja nigdy nie była prostą linią starcia płci. Po stronie walki o prawa kobiet często stali  mężczyźni  – myśliciele, artyści, reformatorzy – a jednocześnie znajdowały się kobiety, które broniły patriarchatu, bo w nim upatrywały bezpieczeństwa. „Północne siostry” to literacka opowieść o życiu kobiet w XIX wieku w Europie Północnej – epoki, w której  możliwości zawodowe kobiet  były dramatycznie ograniczone. Bohaterki książki to nie fikcja oderwana od realiów, lecz historie splecione z faktami i codziennością: kiedy mąż chorował, a rodzina traciła źródło utrzymania, pozostawało często tylko żebranie. Tak było choćby z żoną słynnego malarza romantycznego,  Caspara Davida Friedricha,  która po udarach męża nie miała żadnego zabezpieczenia społecznego. Moda, rozrywka i… żywe obrazy Knedler z czułością, ale i historycznym rygorem odtwarza codzienność tamtych czasów. Opowiada o surowych kanonach mody – „mody były bardzo sztywne, nie jak teraz, kiedy każdy ma swój styl i można być niemodnym” – i o formach rozrywki, które zastępowały nam dziś oczywiste media. Popularne były tzw. „żywe obrazy” – inscenizacje malarskich scen z udziałem ludzi, które bawiły publiczność, zanim pojawiła się telewizja, TikTok czy YouTube. Nie mniej ważny jest język. Autorka przyznaje: „Mamy problem z opisywaniem scen seksu w języku polskim”. To zdanie otwiera dyskusję o tym, jak literatura próbuje mierzyć się z tabu, jak mówić o cielesności bez popadania w kicz, a zarazem – jak ważne jest, by kobiece doświadczenie seksualne miało w literaturze swoje miejsce. Nowa książka Magdy Knedler to nie tylko narracja o emancypacji. To opowieść o ograniczeniach, jakie narzucały kobiecej codzienności XIX-wieczne struktury społeczne, ale też o sile, sprycie i wrażliwości, z jaką kobiety radziły sobie w świecie, który nie był dla nich. Nie jest to jednak historia jednowymiarowa. Knedler odrzuca schematy i pokazuje szarości – bo tak wygląda życie. Nie ma tu prostych podziałów, są za to trudne wybory, dramaty rodzinne, ale też momenty radości i humoru. To książka o tym, że kobiety zawsze były obecne w centrum wydarzeń, choć historia zbyt często spychała je na margines. To literatura historyczna, która nie jest suchym wykładem, lecz poruszającą opowieścią, łączącą dokumentalne tło z literacką wrażliwością. Bo pozwala nam lepiej zrozumieć, jak wyglądało życie kobiet, zanim zdobyłyśmy prawa, które dziś wydają się oczywiste. Bo przywraca pamięć tym, o których historia zapomniała – żonom, siostrom, artystkom, opiekunkom, a także tym, które musiały żebrać, by przeżyć. Wreszcie: bo czytając tę książkę, możemy spojrzeć na siebie – na nasze wybory, nasze wyobrażenia o wolności, nasze języki i nasze tabu. „Północne siostry” to książka, która nie tylko otwiera okno na XIX wiek, ale i stawia pytania o XXI wiek. W rozmowie z Zofią Fabjanowską-Micyk Magda Knedler opowiada nie tylko o kulisach pracy nad książką, ale i o własnych fascynacjach, literackich odkryciach oraz pułapkach, jakie niesie pisanie o historii kobiet. To rozmowa pełna pasji, erudycji i poczucia humoru, która sprawia, że „Północne siostry” stają się czymś więcej niż nową premierą wydawniczą – stają się zaproszeniem do wspólnej refleksji nad tym, co oznacza bycie kobietą w świecie, który się zmienia, ale wciąż potrafi powtarzać stare wzorce.

Jak pisać o kobietach, które nie mieszczą się w stereotypach? O świecie, w którym emancypacja była marzeniem, ale i powodem drwin? Magda Knedler w swojej nowej książce „Północne siostry” opowiada o bohaterkach, które nie godzą się na ograniczenia, ale też płacą za swoją wolność wysoką cenę. W podcaście „Kultura i inne przyjemności” rozmawia z Zofią Fabjanowską-Micyk o literackich inspiracjach, o tym, jak pokazywać kobiety bez uproszczeń i dlaczego język opisu namiętności wciąż bywa dla autorek wyzwaniem.

Wiele twarzy patriarchatu

„Nie lubię opozycji: źli mężczyźni, dobre kobiety” – mówi Magda Knedler. W swojej książce pokazuje, że emancypacja nigdy nie była prostą linią starcia płci. Po stronie walki o prawa kobiet często stali mężczyźni – myśliciele, artyści, reformatorzy – a jednocześnie znajdowały się kobiety, które broniły patriarchatu, bo w nim upatrywały bezpieczeństwa.

„Północne siostry” to literacka opowieść o życiu kobiet w XIX wieku w Europie Północnej – epoki, w której możliwości zawodowe kobiet były dramatycznie ograniczone. Bohaterki książki to nie fikcja oderwana od realiów, lecz historie splecione z faktami i codziennością: kiedy mąż chorował, a rodzina traciła źródło utrzymania, pozostawało często tylko żebranie. Tak było choćby z żoną słynnego malarza romantycznego, Caspara Davida Friedricha, która po udarach męża nie miała żadnego zabezpieczenia społecznego.

Moda, rozrywka i… żywe obrazy

Knedler z czułością, ale i historycznym rygorem odtwarza codzienność tamtych czasów. Opowiada o surowych kanonach mody – „mody były bardzo sztywne, nie jak teraz, kiedy każdy ma swój styl i można być niemodnym” – i o formach rozrywki, które zastępowały nam dziś oczywiste media. Popularne były tzw. „żywe obrazy” – inscenizacje malarskich scen z udziałem ludzi, które bawiły publiczność, zanim pojawiła się telewizja, TikTok czy YouTube.

Nie mniej ważny jest język. Autorka przyznaje: „Mamy problem z opisywaniem scen seksu w języku polskim”. To zdanie otwiera dyskusję o tym, jak literatura próbuje mierzyć się z tabu, jak mówić o cielesności bez popadania w kicz, a zarazem – jak ważne jest, by kobiece doświadczenie seksualne miało w literaturze swoje miejsce.


Nowa książka Magdy Knedler to nie tylko narracja o emancypacji. To opowieść o ograniczeniach, jakie narzucały kobiecej codzienności XIX-wieczne struktury społeczne, ale też o sile, sprycie i wrażliwości, z jaką kobiety radziły sobie w świecie, który nie był dla nich.

Nie jest to jednak historia jednowymiarowa. Knedler odrzuca schematy i pokazuje szarości – bo tak wygląda życie. Nie ma tu prostych podziałów, są za to trudne wybory, dramaty rodzinne, ale też momenty radości i humoru. To książka o tym, że kobiety zawsze były obecne w centrum wydarzeń, choć historia zbyt często spychała je na margines.

To literatura historyczna, która nie jest suchym wykładem, lecz poruszającą opowieścią, łączącą dokumentalne tło z literacką wrażliwością. Bo pozwala nam lepiej zrozumieć, jak wyglądało życie kobiet, zanim zdobyłyśmy prawa, które dziś wydają się oczywiste. Bo przywraca pamięć tym, o których historia zapomniała – żonom, siostrom, artystkom, opiekunkom, a także tym, które musiały żebrać, by przeżyć.

Wreszcie: bo czytając tę książkę, możemy spojrzeć na siebie – na nasze wybory, nasze wyobrażenia o wolności, nasze języki i nasze tabu. „Północne siostry” to książka, która nie tylko otwiera okno na XIX wiek, ale i stawia pytania o XXI wiek.

W rozmowie z Zofią Fabjanowską-Micyk Magda Knedler opowiada nie tylko o kulisach pracy nad książką, ale i o własnych fascynacjach, literackich odkryciach oraz pułapkach, jakie niesie pisanie o historii kobiet. To rozmowa pełna pasji, erudycji i poczucia humoru, która sprawia, że „Północne siostry” stają się czymś więcej niż nową premierą wydawniczą – stają się zaproszeniem do wspólnej refleksji nad tym, co oznacza bycie kobietą w świecie, który się zmienia, ale wciąż potrafi powtarzać stare wzorce.

„Ludzie nie wiedzą za co są zwalniani”. Róża Szafranek i Tomasz Markiewka o tym, komu zagrażają gigersi i żarty z etatu | „zaTASKowani 2”, odc. 5
2025-08-25 11:41:28

- Czytałem niepokojący raport przygotowany dla rządu, wg którego duża część samozatrudnionych płaciła za małe składki, żeby otrzymać choćby najniższą emeryturę. Państwo stanie zaraz przed dylematem, co zrobić z tymi ludźmi - mówi filozof, Tomasz Markiewka w 5. odcinku podcastu zaTASKowani 2. - Jak dolecimy do starości ZUS-u i tak już nie będzie - odpowiada często przytaczanym przez samozatrudnionych żartem Róża Szafranek, ekspertka od HR. Czym jest gig economy i dlaczego nowy model pracy cofa nas w prawach pracowniczych o 150 lat? „ Życie jest jak gang bang i rzadko się kończy orgazmem” Tym cytatem z amerykańskiej komiczki, Nikki Glaser, zaczynamy rozmowę o gig economy, czyli gospodarce opartej na zleceniach, gdzie miejsce etatowych pracowników zajmują gigersi – pracownicy kontraktowi, zwani też freelancerami, często samozatrudnieni. Z filozofem, publicystą oraz tłumaczem który przełożył m.in. książkę Slavoja Žižka  „ Kłopoty w raju. Od końca historii do końca kapitalizmu”, Tomaszem Markiewką i Różą Szafranek, ekspertką HR z wieloletnim doświadczeniem psychologicznym i menedżerskim, szefową agencji HR Hints. Czym jest gig economy? Ten model zatrudnienia obejmuje praktycznie wszystkie branże, ale najczęściej jest kojarzony z technologią (programiści, graficy, tłumacze) i usługami (kierowcy, dostawcy jedzenia) i jak pokazują badania jest w tzw. trendzie. Według danych z zeszłego roku światowy rynek gig economy jest wart ponad 550 mld dolarów, a wg prognoz do 2033 roku jego wartość wzrośnie do ponad 2 bilionów, co oznacza roczny wzrost około 16 procent. W USA funkcjonuje tak ponad jedna trzecia pracowników, a w Polsce w tym roku gigersem ma być już co piąty z nich (wg raport EY & GIGLIKE „GIG on. Nowy Ład na rynku pracy”). Cofnęliśmy się w kwestii praw pracowniczych o 150 lat Można już mówić o zmianie paradygmatu: praca przestaje być wieloletnią relacją z firmą na wyłączność, a zaczyna przypominać situationship stosując terminologią związków romantycznych, które zresztą przechodzą podobne  „ rozluźnienie”. - Zaczynamy od nowa negocjować umowę społeczną. Kiedy czytam, że pracownicy Ubera czy Amazona walczą z pracodawcą o założenie związków zawodowych, mam wrażenie, że cofnęliśmy się w kwestii praw pracowniczych o 150 lat – komentuje Markiewka. Dla filozofa ta zmiana grozi rozpadem państwa, bo działa tu efekt domina. - Jak jednej osobie pozwolimy nie płacić składek zdrowotnej i emerytalnej, to nic się nie stanie. Gorzej, jak takich osób będzie trzy miliony i więcej. Wtedy stają się problemem nas wszystkich, w tym tych, którzy sobie te świadczenia zapewnili - dodaje. Pracownicy przestali być niezwalnialni Tej perspektywy nie podzielają pracodawcy, dla których przerzucenie obsługi i kosztów zatrudnienia na pracowników jest korzystne, ale też część samych zatrudnionych. - Osobiście byłam wychowywana w przekonaniu, że umowa o pracę gwarantuje stabilniejsze zatrudnienie, ale to już od dawna tak nie działa. Pracownicy przestali być niezwalnialni. A do tego przestaliśmy wierzyć, że państwo zabezpieczy nasze interesy. Wszyscy samozatrudnieni znają ten żart: jak dolecimy do starości ZUS-u i tak już nie będzie - mówi Szafranek. - Ludzie wybierają: tu i teraz – dodaje. Wykwit absurdu: happiness menager Jak w tej sytuacji zbudować do firmy przywiązanie czy tzw. team spirit oraz czy działy HR i szkolenia budujące zaangażowanie,  często przez wyśmiewane , mają jeszcze rację bytu? - Nasze myślenie o zaangażowaniu jest oldschoolowe. Rolą HR-u nie jest głaskanie ludzi po głowie. Nowe podejście do pracy nie polega na tym, że się zabawia ludzi. Wykwit absurdu: happiness menager - wyjaśnia ekspertka. Do tego dochodzą rażące braki po stronie właścicieli i menadżerów w zarządzaniu ludźmi. - Bardzo duża część ludzi nie wie, co należy do ich obowiązków, nie wie, za co są awansowani, nie wie, za co są zwalniani. Zatrudnianie ludzi nie jest dziś symbolem sukcesu – dodaje. I to działa w obie strony. Bo jak mówi: „Jest duży wskaźnik ludzi, którzy odeszli donikąd”.

- Czytałem niepokojący raport przygotowany dla rządu, wg którego duża część samozatrudnionych płaciła za małe składki, żeby otrzymać choćby najniższą emeryturę. Państwo stanie zaraz przed dylematem, co zrobić z tymi ludźmi - mówi filozof, Tomasz Markiewka w 5. odcinku podcastu zaTASKowani 2. - Jak dolecimy do starości ZUS-u i tak już nie będzie - odpowiada często przytaczanym przez samozatrudnionych żartem Róża Szafranek, ekspertka od HR. Czym jest gig economy i dlaczego nowy model pracy cofa nas w prawach pracowniczych o 150 lat?

„Życie jest jak gang bang i rzadko się kończy orgazmem”

Tym cytatem z amerykańskiej komiczki, Nikki Glaser, zaczynamy rozmowę o gig economy, czyli gospodarce opartej na zleceniach, gdzie miejsce etatowych pracowników zajmują gigersi – pracownicy kontraktowi, zwani też freelancerami, często samozatrudnieni. Z filozofem, publicystą oraz tłumaczem który przełożył m.in. książkę Slavoja Žižka „Kłopoty w raju. Od końca historii do końca kapitalizmu”, Tomaszem Markiewką i Różą Szafranek, ekspertką HR z wieloletnim doświadczeniem psychologicznym i menedżerskim, szefową agencji HR Hints.

Czym jest gig economy? Ten model zatrudnienia obejmuje praktycznie wszystkie branże, ale najczęściej jest kojarzony z technologią (programiści, graficy, tłumacze) i usługami (kierowcy, dostawcy jedzenia) i jak pokazują badania jest w tzw. trendzie. Według danych z zeszłego roku światowy rynek gig economy jest wart ponad 550 mld dolarów, a wg prognoz do 2033 roku jego wartość wzrośnie do ponad 2 bilionów, co oznacza roczny wzrost około 16 procent. W USA funkcjonuje tak ponad jedna trzecia pracowników, a w Polsce w tym roku gigersem ma być już co piąty z nich (wg raport EY & GIGLIKE „GIG on. Nowy Ład na rynku pracy”).

Cofnęliśmy się w kwestii praw pracowniczych o 150 lat

Można już mówić o zmianie paradygmatu: praca przestaje być wieloletnią relacją z firmą na wyłączność, a zaczyna przypominać situationship stosując terminologią związków romantycznych, które zresztą przechodzą podobne „rozluźnienie”. - Zaczynamy od nowa negocjować umowę społeczną. Kiedy czytam, że pracownicy Ubera czy Amazona walczą z pracodawcą o założenie związków zawodowych, mam wrażenie, że cofnęliśmy się w kwestii praw pracowniczych o 150 lat – komentuje Markiewka. Dla filozofa ta zmiana grozi rozpadem państwa, bo działa tu efekt domina. - Jak jednej osobie pozwolimy nie płacić składek zdrowotnej i emerytalnej, to nic się nie stanie. Gorzej, jak takich osób będzie trzy miliony i więcej. Wtedy stają się problemem nas wszystkich, w tym tych, którzy sobie te świadczenia zapewnili - dodaje.

Pracownicy przestali być niezwalnialni

Tej perspektywy nie podzielają pracodawcy, dla których przerzucenie obsługi i kosztów zatrudnienia na pracowników jest korzystne, ale też część samych zatrudnionych. - Osobiście byłam wychowywana w przekonaniu, że umowa o pracę gwarantuje stabilniejsze zatrudnienie, ale to już od dawna tak nie działa. Pracownicy przestali być niezwalnialni. A do tego przestaliśmy wierzyć, że państwo zabezpieczy nasze interesy. Wszyscy samozatrudnieni znają ten żart: jak dolecimy do starości ZUS-u i tak już nie będzie - mówi Szafranek. - Ludzie wybierają: tu i teraz – dodaje.

Wykwit absurdu: happiness menager

Jak w tej sytuacji zbudować do firmy przywiązanie czy tzw. team spirit oraz czy działy HR i szkolenia budujące zaangażowanie, często przez wyśmiewane, mają jeszcze rację bytu? - Nasze myślenie o zaangażowaniu jest oldschoolowe. Rolą HR-u nie jest głaskanie ludzi po głowie. Nowe podejście do pracy nie polega na tym, że się zabawia ludzi. Wykwit absurdu: happiness menager - wyjaśnia ekspertka. Do tego dochodzą rażące braki po stronie właścicieli i menadżerów w zarządzaniu ludźmi. - Bardzo duża część ludzi nie wie, co należy do ich obowiązków, nie wie, za co są awansowani, nie wie, za co są zwalniani. Zatrudnianie ludzi nie jest dziś symbolem sukcesu – dodaje.

I to działa w obie strony. Bo jak mówi:

„Jest duży wskaźnik ludzi, którzy odeszli donikąd”.


Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie