Zwierciadło Podcasty
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu.
Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
12345678910111213141516171819202122232425262728293031323334
„Szczyty są samotne”. Marta Klepka o tym, że przyjaciół poznaje się w sukcesie, a nie w biedzie | „Ukryte piękno”, odc. 17
2025-11-13 09:47:53
- Kobiety, które zarabiają więcej, często nie mówią o tym w domach, ukrywają, przelewają na inne konta. Niektóre moje koleżanki nie przyznają się w domu, że są prezeskami - mówi Marta Klepka, liderka biznesu w podcaście „Ukryte piękno”. Czy sukces zawodowy naprawdę daje wolność, czy raczej nowy rodzaj samotności? Anna Augustyn-Protas rozmawia z liderką, mentorką i prowadzącą program „Babski biznes” w TVN Style – o kobietach, które nie boją się sięgać po więcej, choć często płacą za to wysoką cenę. Sponsorem podcastu jest TVN Style.
Kobiety biznesu nie czekają już na zaproszenie do stołu – same go budują.Kiedy kobieta staje na szczycie, często zostaje tam sama. Nie dlatego, że inni znikają, ale dlatego, że niewielu potrafi wytrzymać wysokość, z której widać więcej. „Szczyty są samotne” – mówi Marta Klepka w rozmowie z Anną Augustyn-Protas, redaktorką prowadzącą podcast „Ukryte piękno” magazynu Zwierciadło. To odcinek o sile kobiet, o ambicji i granicach, o przywództwie bez iluzji i o tym, że sukces ma też swoją cichą, niepokazaną stronę.
Marta Klepka to postać, którą trudno zamknąć w jednym zdaniu. Dyrektorka generalna sieci hoteli, inicjatorka akcji „Być kobietą on tour”, mentorka kobiet przedsiębiorczych i prowadząca program „Babski biznes” w TVN Style, w którym pomaga bohaterkom stawiać na nogi ich firmy. W „Ukrytym pięknie” mówi o wszystkim, czego nie widać w telewizji – o emocjach, o zwątpieniach, o decyzjach, które kosztują.
Kobiety, które robią trzy etaty w cenie jednego
Początek rozmowy to pytanie o odwagę. Dlaczego kobiety, które mają świetne pomysły, tak długo zwlekają z działaniem? „Zanim zaczną, analizują, wątpią, zastanawiają się, czy na pewno się nadają. A przecież jak ktoś chce, to szuka sposobów, a jak nie chce – powodów” – mówi z uśmiechem Anna Augustyn-Protas.
Klepka potwierdza: „To prawda. Kobiety często czekają, aż ktoś je zauważy, aż ktoś im powie: dasz radę. A przecież teraz możemy wszystko”. W jej programie „Babski biznes” pojawiają się kobiety, które zaczynały od kuchennego stołu, a dziś prowadzą sklepy, restauracje, manufaktury, salony. Wszystkie mają w sobie ogromny potencjał – ale też zmęczenie, niepewność, poczucie, że muszą udowadniać podwójnie.
Równowaga czy mit?
Jak mówi Klepka, kobiety, które łączą prowadzenie firmy z opieką nad dziećmi, pracują właściwie na trzech etatach. „Biznes wymaga uwagi i czasu. Jedna z kobiet, które mnie inspirują, mówi, że ma wpisaną w kalendarz tzw. godzinę na myślenie. I to mnie zachwyca. Bo często działamy automatycznie, bez refleksji, jakbyśmy bały się zatrzymać”.
Sukces i jego cena
Marta przyznaje, że kobiety, które osiągają sukces, często spotykają się z niezrozumieniem. „Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie, ale ja powtarzam: poznaje się ich w sukcesie. Bo wtedy dopiero widać, kto potrafi się naprawdę cieszyć twoim powodzeniem”.
Szczyty bywają samotne, ale Klepka nie żali się. Dla niej sukces to nie wynik, ale proces – codzienna nauka pokory, zaufania i samodzielności. „Najlepszą radę, jaką dostałam od mojej mentorki, Grażyny Kulczyk, brzmiała: „Nie należy obrażać się na rzeczywistość i trzeba uczyć się od młodszych.” To mi bardzo otworzyło oczy. Dziś lubię pracować z młodszymi. Mają inne spojrzenie, świeżość, odwagę. Uczę się od nich elastyczności”.
Jednym z najbardziej momentów rozmowy jest wątek finansów. „Boimy się zarabiać więcej” – mówi Klepka. – „Kobiety, które zarabiają więcej, często nie mówią o tym w domach. Ukrywają, przelewają na inne konta. Niektóre moje koleżanki nie przyznają się w domu, że są prezeskami”.
W świecie, który mówi dużo o siostrzeństwie, Marta nie unika trudnych tematów. „Mówi się o wsparciu kobiet, ale kobiety potrafią też sobie te szpileczki włożyć".
Sponsorem odcinka jest TVN Style emitujący program „Babski biznes”.
„Wypalenie nigdy nie jest z dnia na dzień. To proces w ciele”. Dlaczego coraz więcej pracowników „odchodzi donikąd”? „zaTASKowani 2”, odc. 10
2025-11-12 15:51:14
„Nauczyliśmy się w pandemii, że chodzić do pracy nie oznacza chodzić do pracy. Dziś ludzie pytają: z czego wynika to, że ja muszę być pięć razy w tygodniu w biurze?”- mówi Róża Szafranek w podcaście „zaTASKowani 2”. Jeszcze niedawno biuro było symbolem sukcesu – dziś dla wielu stało się synonimem utraty wolności. Mimo że statystyki pokazują stabilny udział pracy zdalnej na poziomie 30%, globalne korporacje coraz częściej wzywają swoich pracowników z powrotem do open space’ów. Czy naprawdę potrzebujemy biurek, żeby się rozwijać? A może to tylko nostalgiczna potrzeba kontroli? O tym rozmawiamy w nowym odcinku podcastu „zaTASKowani 2” z Różą, założycielką HR Hints, oraz Karoliną Norkiewicz, komiczką z Klubu Komediowego i współscenarzystką „The Office PL”, o tym, czym dziś jest praca – zdalna, hybrydowa czy stacjonarna – i dlaczego żadna z nich nie jest wolna od pułapek.
Jak pisze Nicholas Bloom, ekonomista z Uniwersytetu Stanforda, 2025 r. to tzw. „Rok kaczki” – z wierzchu spokojny, a pod spodem pełen gwałtownych ruchów. – „Powyżej stabilizacja, ale poniżej… burzliwie wiosłują” – mówi Bloom, opisując sytuację firm, które balansują między elastycznością a potrzebą kontroli.
Rok Kaczki, czyli pozorny spokój
Większość pracowników na świecie, bo blisko 60%, funkcjonuje w modelu hybrydowym, 1/3 w pełni zdalnie, a tylko 14% stacjonarnie - wg badania „2024 Global Comms Report”. Wyniki te odzwierciedlają sytuację w wielu krajach Europy, poza Polską, gdzie udział pracy zdalnej to tylko 1/10 - jak wynika z danych GUS-u za II kwartał zeszłego roku.
Mimo (a może właśnie dlatego), że model hybrydowy i zdalny wydają się utrzymywać na stabilnym poziomie od dwóch lat, coraz więcej globalnych marek – od Tesli po Amazon – stawia na kampanie „Return to Office”. Oficjalnie chodzi o współpracę i kulturę organizacyjną. Nieoficjalnie – o strach przed utratą wpływu.
Jak mówi Róża Szafranek, specjalistka HR: – Nauczyliśmy się w pandemii, że chodzić do pracy nie oznacza chodzić do pracy. Dziś ludzie pytają: z czego wynika to, że ja muszę być pięć razy w tygodniu w biurze? - pyta.
Hybryda, czyli inaczej chaos
Choć hybrydowy model miał być złotym środkiem, praktyka pokazuje, że często przynosi więcej napięć niż korzyści. Według różnych źródeł ponad 70% dużych firm w 2025 roku działa w modelu „ustrukturyzowanej hybrydy”, czyli 1–4 dni w biurze. W teorii – elastyczność. W praktyce – nowy rodzaj stresu.
– Najtrudniejszym modelem jest praca hybrydowa. Wyżej oceniasz ludzi, którzy przychodzą do biura, to tzw. zjawisko proximity bias – lubimy ludzi, których fizycznie widzimy – wyjaśnia Szafranek.
Według danych Koalicji Bezpieczni w Pracy („Raport Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2023. Dobrostan pracownika, czyli well-being w pracy”), ponad połowa pracowników zdalnych deklaruje, że oszczędza czas na dojazdach, prawie tyle samo śpi dłużej i ma poczucie większej swobody. Ale już w hybrydzie ponad 60% skarży się na brak jasno ustalonych godzin pracy. Granice między „pracą” a „życiem” zacierają się, a burnout (z ang. wypalenie) przestaje być jednostkowym przypadkiem.
– Ludzie coraz częściej dochodzą do takiej granicy wypalenia, że nie są w stanie dłużej pracować. Dobrze pokazują to tzw. odejścia donikąd - patrząc na menadżerów: w 2021 roku to był promil, a teraz 7 procent – dodaje ekspertka.
Spotkania offline, czyli naprawdę kontrola
Arvid Kahl, przedsiębiorca i autor książki Zero to Sold, mówi w swoim podcaścieThe Bootstrapped Founded: „Zamiast przymusowych pogawędek i wspólnego lunchu, pracownicy identyfikują się z tym, co firma chce osiągnąć. Kultura to dziś proces i misja, a nie mundurki czy biurka".
Z raportu „50 Eye-Opening Remote Work Statistics for 2024” wynika, że blisko połowa pracowników zdalnych wskazuje na mniejsze obciążenie stresem w pracy zdalnej. Jednak wraz z elastycznością przyszła nowa forma przeciążenia. – Wypalenie to nigdy nie jest z dnia na dzień. Wypalenie to proces w ciele – wyjaśnia Róża.
„Od niedawna wiem, że wiele moich cech wiąże się z ADHD”. Bartek Kasprzykowski o tym, że z kryzysu zawsze coś wyrasta | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 5
2025-11-07 11:21:00
Czy współczesny mężczyzna może być wrażliwy, zagubiony, a jednocześnie silny? Aktor Bartek Kasprzykowski w rozmowie z Beatą Biały w podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem” mówi o dorastaniu do miłości, o tym, że ADHD może być zarówno przekleństwem, jak i paliwem twórczości, oraz o tym, dlaczego nie da się przejść przez życie, nie raniąc innych. To rozmowa o męskości, która nie potrzebuje pancerza.
Bartek Kasprzykowski, znany z wielu ról teatralnych i telewizyjnych, w rozmowie z Beatą Biały odsłania inną stronę swojej osobowości. Nie tę z ekranów, ale z codzienności – człowieka, który szuka, uczy się siebie, i nie boi się mówić o emocjach. W świecie, który długo wymagał od mężczyzn twardości i dystansu, Kasprzykowski mówi wprost: „Zawsze byłem chłopakiem, który wolał towarzystwo dziewczyn. One miały dla mnie więcej ciekawości, mniej rywalizacji. Mogłem być przy nich sobą.”
Aktor przyznaje, że zrozumienie siebie przyszło do niego stosunkowo niedawno. „Od niedawna wiem, że wiele moich cech wiąże się z ADHD. To odkrycie było dla mnie jak uchylenie drzwi do innego świata – wreszcie wiem, skąd ta gonitwa myśli, dlaczego czasem mam tysiąc emocji naraz.” Kasprzykowski mówi o tym z ciepłem, ale też z humorem – jak ktoś, kto nauczył się oswajać swoje demony, zamiast z nimi walczyć. W rozmowie z Beatą Biały wraca też wątek męskości, której sens, jego zdaniem, wcale nie tkwi w sile fizycznej czy kontroli.
„Mnie ukształtowały kobiety”
Mówi z przekonaniem. – „Matka, partnerki, przyjaciółki, koleżanki z pracy. Od każdej czegoś się nauczyłem. Każda pokazała mi coś o mnie samym. I chyba dlatego nigdy nie rozumiałem tej męskiej potrzeby dominacji. Zawsze bliższa była mi empatia.”
Kasprzykowski przyznaje jednak, że budowanie głębokich relacji – zwłaszcza z innymi mężczyznami – wciąż stanowi dla niego wyzwanie. „Zbudowanie przyjaźni jest dla mnie bardzo trudne. W męskich relacjach często czuję napięcie, potrzebę udowadniania czegoś. A ja nie chcę nic udowadniać. Chcę po prostu być.”
Jego słowa brzmią jak manifest pokolenia mężczyzn, którzy przestali wstydzić się emocji. W rozmowie z Beatą Biały aktor nie unika trudnych tematów – mówi o kryzysach, rozstaniach i o tym, jak nauczył się widzieć w nich sens. „Każdy związek to jest praca. Nie ma nic gorszego niż oczekiwanie, że będzie idealnie. Jak przychodzi kryzys, myślę: zaraz z tego coś wyrośnie. Zawsze coś rośnie.”
„Nie da się przejść przez życie, nie raniąc innych ludzi”
Metafora powracania do życia, nawet po porażkach, przewija się przez całą rozmowę. Kasprzykowski mówi o niej z filozoficznym spokojem, który przychodzi dopiero z doświadczeniem. I o akceptacji tego, że nawet w najlepszych relacjach zdarzają się błędy. „Nie da się przejść przez życie, nie raniąc innych ludzi.” Rozmowa Beaty Biały z Bartkiem Kasprzykowskim to intymny portret mężczyzny, który nie boi się mówić o swojej wrażliwej stronie, ale też tej walecznej, gdy razem z żoną, Tamarą Arciuch, musieli od początku związku stawić czoła światu. To także opowieść o dojrzewaniu – nie tylko w sensie wieku, ale i świadomości. O tym, że męskość nie polega na sile, lecz na zdolności do uczuć. Kasprzykowski przyznaje, że nauczył się doceniać chwile spokoju. Że już nie musi wszystkiego kontrolować, nie szuka ideałów. „Kiedyś chciałem mieć odpowiedź na wszystko. Dziś wiem, że czasem wystarczy pytanie. I obecność.”
W podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem” Beata Biały rozmawia z mężczyznami, którzy nie wpisują się w stereotypy. Z takimi, którzy mają odwagę być autentyczni, rozbrajać tabu i mówić o emocjach, nie tracąc przy tym poczucia humoru. W rozmowie z Bartkiem Kasprzykowskim pojawia się nie tylko refleksja nad miłością, ale też nad tym, jak trudno dziś być w pełni sobą, gdy świat oczekuje, że zawsze będziemy „ogarniać”.
„Próbują nadrobić zaległy sen”. Dr Małgorzata Fornal-Pawłowska o bezlekowej terapii bezsenności i „technice zamykania dnia” | „Słowo do słowa”, odc. 9
2025-11-06 10:29:58
Gdy zapada noc, wiele kobiet nie może zasnąć. Zegar tyka, ciało się wierci, myśli krążą wokół spraw dnia. Po pięćdziesiątce bezsenność dotyka nawet połowy z nas – a dla 1/3 kobiet staje się problemem chronicznym. Czy winne są wyłącznie hormony, czy raczej styl życia, stres i brak rytuałów, które pomagają „zamknąć dzień”? W nowym odcinku podcastu „Słowo do słowa” Joanna Brodzik rozmawia z dr n. med. Małgorzatą Fornal-Pawłowską, psycholożką kliniczną i ekspertką od zaburzeń snu, o tym, jak odzyskać spokojne noce w czasie menopauzy. Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą.
Bezsenność w menopauzie – temat, o którym wciąż mówi się za mało
Menopauza to nie tylko zmiana hormonalna – to często rewolucja w całym życiu kobiety. Zmienia się ciało, metabolizm, rytm dnia i nocy. „Połowa kobiet po pięćdziesiątce ma problemy ze snem, a aż 30 procent zmaga się z bezsennością przewlekłą” – mówi dr Małgorzata Fornal-Pawłowska. I dodaje: „Patrzymy na problem szerzej – co się dzieje poza menopauzą? Czy jest stres, objawy depresyjne, starzeją się rodzice? Co się procesuje w nocy?”.
To pytania, które otwierają rozmowę z Joanną Brodzik o tym, jak kobiety mogą lepiej rozumieć swoje ciało i psychikę w czasie menopauzy – i dlaczego sen jest jednym z najczulszych barometrów ich dobrostanu.
Higiena snu – codzienny rytuał troski o siebie
Wielu osobom wydaje się, że sen zaczyna się wieczorem – po kolacji, po filmie, po zgaszeniu światła. Tymczasem, jak zauważa dr Fornal-Pawłowska: „To, jak będziemy spać, zależy od całego dnia, a nie tylko od wieczora”. Rano budzimy się w określonym nastroju, przez cały dzień gromadzimy napięcie – a wieczorem ciało domaga się uwolnienia emocji, których nie zdążyłyśmy przeżyć.
Ekspertka wprowadza pojęcie tzw. techniki zamykania dnia – prostych rytuałów, które pomagają oddzielić dzień od nocy. To może być ciepła kąpiel, krótki spacer, kilka minut z książką albo wyłączenie telefonu godzinę przed snem. Ważne, by dać ciału i umysłowi sygnał: dzień się kończy.
Co się procesuje w nocy?
Spadek poziomu estrogenów w okresie menopauzy wpływa na termoregulację i neuroprzekaźniki w mózgu. Skutki? Uderzenia gorąca, nocne poty, kołatanie serca – wszystko to przerywa sen. Ale równie ważne są emocje. Kobiety w tym wieku często opiekują się starzejącymi się rodzicami, dorosłymi dziećmi, łączą życie zawodowe z osobistym. Noc staje się jedynym momentem, gdy mają czas, by „przetrawić” to, co się dzieje.
Naturalne wsparcie
W odcinku pojawia się również temat fitoterapii. Czy naturalne preparaty, takie jak Promensil Forte, mogą wspierać kobiety w walce z bezsennością i uderzeniami gorąca? Dr Fornal-Pawłowska tłumaczy, że preparaty na bazie izoflawonów z czerwonej koniczyny mogą łagodzić objawy menopauzy, stabilizując gospodarkę hormonalną – co sprzyja lepszemu snu. Ale najważniejsze jest, by nie traktować ich jak „magicznej pigułki”: zdrowy sen wymaga też ruchu, ograniczenia alkoholu, stałych pór wstawania i zasypiania.
Preparat Promensil Forte w każdej tabletce zawiera 80 mg bioaktywnych izoflawonów z czerwonej koniczyny. Stosując go jesteśmy pewne, co przyjmujemy. Skuteczność i bezpieczeństwo preparatu zostało sprawdzone przez niezależne ośrodki medyczne w 19 badaniach klinicznych, w badaniach uczestniczyło ponad 1 500 kobiet. A specjalnie dla polskich pacjentek produkt poddali ocenie także profesorowie ginekologii i endokrynologii z Polskiego Towarzystwa Menopauzy i Andropauzy. Uznali oni jednomyślnie, że warto rozważyć jego zastosowanie u tych kobiet, których jakość życia uległa istotnemu pogorszeniu z powodu objawów związanych z menopauzą, a które nie mogą lub nie chcą stosować hormonalnej terapii menopauzalnej. Promensil Forte dzięki zawartości wyciągu z czerwonej koniczyny zmniejsza ilość uderzeń gorąca, nocne poty oraz redukuje niepokój i drażliwość.
„Najbardziej luksusowy hotel? Pod gwiazdami”. Jak zwiedzać świat inaczej niż wszyscy? | Rzecz gustu odc. 3
2025-11-05 12:37:40
- Arabia Saudyjska to tzw. dry country i dzięki temu, że nie pijemy alkoholu, smak kawy z kardamonem czy jedzenia nie ma sobie równych - mówi Agnieszka Manista, z sekcji Podróży dla koneserów w Logos Tour w trzecim odcinku podcastu „Rzecz gustu”. Razem z prowadzącym Maxem Cegielskim wyruszamy w podróż inną niż wszystkie – pełną refleksji, kultury i spotkań, które zmieniają sposób patrzenia na świat. Sponsorem podcastu jest biuro turystyki ZNP Logostour organizator wycieczek na 7 kontynentów.
„Cel podróży to nie miejsce, do którego zmierzasz, a nowa perspektywa, z jaką patrzysz na świat” – słowa Henry’ego Millera mogłyby być mottem rozmowy Maxa Cegielskiego z Agnieszką Manistą, kierowniczką sekcji Podróży dla koneserów w Logos Tour.
Czy podróżować można inaczej – głębiej, uważniej, z ciekawością, która nie goni za kolejnym zdjęciem na Instagramie, lecz za doświadczeniem, które zostaje w nas na lata?
W rozmowie Maxa Cegielskiego z Agnieszką Manistą, kierowniczką sekcji Podróży dla koneserów w Logos Tour, odkrywamy, że turystyka może być sztuką, a koneser – kimś, kto nie tyle szuka nowych miejsc, ile nowych sensów.
Idea Podróży dla koneserów zrodziła się w 2011 roku. „Od początku chodziło nam o to, by zaprosić ludzi do świata, w którym podróż jest spotkaniem – z kulturą, z drugim człowiekiem, ale też z samym sobą” – mówi Agnieszka Manista. To właśnie takie podejście sprawiło, że przez lata Logos Tour zyskał lojalnych podróżników, którzy wracają nie po „odhaczone” miejsca, ale po wrażenia, które trudno zapomnieć.
Podróż to nie kierunek, lecz doświadczenie
W odcinku usłyszymy, jak z idei poszukiwania autentyczności narodził się cykl wypraw, które wymykają się standardowym schematom. „Najbardziej luksusowy hotel na świecie, jaki widziałam, był pod gwiazdami” – śmieje się Agnieszka Manista, wspominając noc na pustyni w prowincji Tuaregów w Algierii.
To właśnie tam zaczęła się historia jednej z trzech tras, które zapoczątkowały koncepcję Podróży dla koneserów.Pierwszą był Nowy Jork – nie ten znany z filmów, lecz miasto kultury, sztuki i nieustannej inspiracji. Druga – Japonia, w której podróżnicy Logos Tour poznają kraj kontrastów: od ciszy klasztorów i luksusowych ryokanów po zgiełk tokijskich ulic i zawody sumo. „Japonia jest idealnym kierunkiem dla Europejczyka – uczy pokory i uważności” – podkreśla Manista. Trzecią trasą była Algieria – surowa, mistyczna, niemal nietknięta przez masową turystykę.
Zaskakiwać i odkrywać na nowo
Jak podkreśla rozmówczyni Maxa Cegielskiego, siłą tych podróży jest nie tylko wyjątkowy program, ale i sposób patrzenia. „Pokazujemy miejsca nieodkryte, jak Wyspa Mafia, i takie, które wydają się znane, ale potrafią zaskoczyć – jak Piemont, gdzie odkryłam, że spaghetti bolognese wcale nie pochodzi z Bologni” – mówi z uśmiechem.
Podróże dla koneserów to wyprawy dla tych, którzy nie chcą tylko „być”, ale naprawdę „zobaczyć”. Zamiast resortowych kurortów – lokalne restauracje, gdzie kebab, baklawa czy pizza smakują zupełnie inaczej. Zamiast luksusu w hotelu – luksus ciszy, rozmowy i czasu dla siebie.
Nowe kierunki, nowe emocje
W rozmowie pojawiają się też kierunki, które dopiero niedawno trafiły na mapy podróży Logos Tour: Arabia Saudyjska, Katar, Namibia, Tanzania czy Ekwador. „Arabia Saudyjska to tzw. dry country – nie pijemy tam alkoholu, ale smak kawy z kardamonem i przypraw, zapach ulic, rozmowy z ludźmi… to przeżycie, które zostaje z tobą na długo” – mówi Manista.
Nie brakuje też opowieści o europejskich odkryciach: o Emilii Romanii, Kadyksie czy Stambule, w których można odnaleźć „nowe w starym” – świeże spojrzenie na kontynent, który wciąż potrafi zaskakiwać.
Sponsorem podcastu jest biuro turystyki ZNP Logostour organizator wycieczek na 7 kontynentów.
„Bez gry wstępnej dziś”. Jak uniknąć w pracy zdalnej efektu „prosektorium” i innych nieporozumień? | „zaTASKowani 2”, odc. 9
2025-10-29 16:37:39
- Na Linkedinie mam 50 tysięcy tzw. fake'owych znajomych z różnych branż, dzięki temu mogę mówić różnymi osobowościami - mówi Tomasz Wileński, prezes iSLAy_Tech w 9. odcinku podcastu „zaTASKowani 2”. Nasz wizerunek w sieci wpływa na pracę. Jakie zasady tu rządzą i co znaczy, gdy w tle na kamerze biega nagi mężczyzna?
Praca zdalna, platformy freelancingu, media społecznościowe – dziś naszą zawodową codzienność coraz częściej tworzy sieć. W tym wirtualnym uniwersum reguły są inne niż kiedyś. Tu nie chodzi tylko o to, czy wykonasz zadanie, ale jak się zaprezentujesz, kiedy się pokażesz, jak wykadrujesz tło na Zoomie. Z pozoru elastyczne, nowe formy pracy okazują się czasem równie wymagające — więcej niż kiedyś. Życie zawodowe w sieci jest równie ważne jak to rzeczywiste i bywa równie skomplikowane. Gdzie kończy się elastyczność, a zaczyna niewidzialna hierarchia?
Widzialność jako nowa waluta
W starym świecie pracodawca widział cię od 9 do 17. W nowym — cały czas. Kamera, platforma, chat. Kiedy jesteś online, jesteś „obecna”. A jeśli znikasz? Twoje miejsce może szybko zostać zajęte. W sieci pracownicy nie tylko wykonują zadania — budują narrację o sobie. I choć mamy mówić o projekcie, niektóre zasady dotyczą wyglądu statusu:
- Opublikuję / nie opublikuję — czy pokazałem, że jestem „dostępna”?
- Zalogowałem się / czy się odłączyłem — czy wciąż jestem w tablicy?
- Udzieliłem komentarza, wsparcia — czy „byłem w grupie”?
Widzialność staje się warunkiem uznania. I choć pracujemy z domu, hierarchia - choć mniej formalna - nadal działa.
LinkedIn jako nowy open space
„Na LinkedInie mam 13 tysięcy znajomych, to są moi świetni znajomi — codziennie się z nimi spotykam” – mówi Tomasz Wileński. „Jak ktoś mi zarzuca, że robię głupoty, to mam armię ludzi z różnych branż. Mam 56 tysięcy ludzi, do których mogę coś powiedzieć różnymi osobowościami.”
To już nie sieć kontaktów, ale społeczność. Internetowy open space, w którym każdy ma swoje biurko, a status „aktywny” to nowy znak zaangażowania. W tym świecie widzialność staje się walutą. Nie wystarczy być dobrym – trzeba też być obecnym.
Tomek żartuje, że nawet badania społeczne przeniosły się do aplikacji randkowych: „Wyjęliśmy bez problemu 10 tysięcy profili z Tindera, żeby sprawdzić, co lubią.” Brzmi absurdalnie? Być może, ale to właśnie tam powstają dziś mapy naszych cyfrowych zachowań.
Zoomowy savoir-vivre – nie rób z pokoju prosektorium
Pandemia nauczyła nas spotkań online, ale nie każdy zrozumiał, że ekran to też scena. „Jak masz białą koszulę i białą ścianę, to jest prosektorium” – ostrzega Tomasz.
Prosta rada: światło, kolor, tło – to dziś część zawodowego wizerunku. „Polecam na tło zrobić zdjęcie swojego pokoju i przepuścić je przez AI — w stylu komiksowym albo nowoczesnego obrazu.” Brzmi jak sztuczka influencera, ale działa.
Jedno z najważniejszych zaleceń Tomasza brzmi jednak zupełnie serio: „Żadnych prywatnych zdjęć nie wrzucam.” Autentyczność? Tak. Ekshibicjonizm? Nie. Bo w sieci prywatność jest jak waluta – jeśli ją stracisz, trudno ją odzyskać.
Small talk, czyli rytuał biurowego człowieczeństwa
Zasady nie kończą się na Zoomie. Wciąż obowiązuje stary rytuał – small talk. „Small talk różnie wygląda w różnych częściach świata” – zauważa Tomasz. – „W Polsce musi być zawsze, bo przejście od razu do tematu to coś bardzo zimnego.”
Socjolożki Dorota Peretiatkowicz i Katarzyna Krzywicka w pełni się z tym zgadzają. „Jak zalega cisza, to z siebie robię bekę” – przyznaje Dorota. Jej metoda? Humor i dystans. A jeśli naprawdę nie ma czasu na uprzejmości: „Mówię wtedy: bez gry wstępnej dzisiaj. Moi pracownicy szybko się tego ode mnie nauczyli.” Katarzyna dodaje krótko: „Small talki są ważne.”
„Coraz częściej czytamy pod kołdrą”. Dr n.med. Katarzyna Skonieczna o zasadzie 20-20-20 i krótkowzroczności u dorosłych | „Jak zdrowie”, odc. 9
2025-10-20 13:55:47
Coraz więcej dzieci i dorosłych nie widzi dobrze tego, co znajduje się daleko – za to świetnie rozpoznają ikony aplikacji na ekranie telefonu. Czy naprawdę grozi nam epidemia krótkowzroczności? Jak zatrzymać postęp wady? I na czym polega laserowa korekta wzroku? W podcaście „Jak zdrowie” Anna Augustyn-Protas rozmawia z dr Katarzyną Skonieczną, okulistką z Kliniki Optegra, o tym, jak cyfrowy styl życia zmienia nasze oczy – i co możemy z tym zrobić. Sponsorem podcastu są Kliniki Okulistyczne Optegra.
Cyfrowe czasy, cyfrowe oczy
Jeszcze dwie dekady temu krótkowzroczność była jedną z wielu wad wzroku, ujawniającą się zwykle w okresie dojrzewania. Dziś – według danych Światowej Organizacji Zdrowia – problem ten dotyczy już ponad połowy młodych ludzi w krajach rozwiniętych.
– To nie przesada mówić, że mamy do czynienia z epidemią – mówi dr n. med. Katarzyna Skonieczna, okulistka z Kliniki Optegra. – Coraz częściej do gabinetu trafiają dzieci w wieku 5–6 lat z pierwszymi objawami krótkowzroczności. A jeszcze kilka lat temu ten problem pojawiał się znacznie później.
Skąd ten nagły wzrost? Ekspertka nie ma wątpliwości: cyfrowy styl życia. Smartfony, tablety, komputery – urządzenia, które wymagają od nas ciągłego wpatrywania się w ekran z bliska. To właśnie wielogodzinne patrzenie w bliż – często bez żadnej przerwy – uruchamia mechanizm akomodacyjny oka, zmuszając mięśnie do ciągłego napięcia.
– Coraz częściej czytamy pod kołdrą, z telefonem niemal przy twarzy – przyznaje dr Skonieczna. – To nie jest tylko złe dla snu. To także ogromny wysiłek dla naszych oczu - dodaje.
Wada, której można nie zauważyć
Krótkowzroczność to wada polegająca na tym, że promienie światła skupiają się przed siatkówką, a nie na niej – przez co obraz odległych przedmiotów jest rozmazany. Typowy objaw? Problemy z rozpoznaniem numeru autobusu, tablicy w klasie czy znaków drogowych. Ale nie zawsze.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że nie każda krótkowzroczność to krótkowzroczność. Istnieje też tzw. krótkowzroczność rzekoma, która nie wynika z budowy oka, ale z przemęczenia układu wzrokowego – właśnie przez długie godziny wpatrywania się w bliskie obiekty. Ta może być odwracalna, jeśli odpowiednio zareagujemy.
Trzy złote zasady
Badania mówią jednoznacznie: osoby, które spędzają więcej czasu na świeżym powietrzu, mają mniejsze ryzyko rozwinięcia krótkowzroczności. Naturalne światło i obserwowanie otoczenia w różnych odległościach działają ochronnie na rozwijające się oczy.
– Styl życia ma kluczowe znaczenie – podkreśla ekspertka. W krajach, gdzie dzieci nadal spędzają czas poza domem, krótkowzroczność jest znacznie rzadsza.
Co można robić na co dzień? Oto trzy złote zasady:
- Reguła 20-20-20 – co 20 minut pracy przy ekranie zrobić 20 sekund przerwy i spojrzeć na coś oddalonego o 20 stóp (czyli około 6 metrów).
- Minimum dwie godziny dziennie na dworze, nawet w pochmurne dni.
- Regularne badania wzroku, zwłaszcza u dzieci – nawet jeśli nie skarżą się na problemy.
Co jeszcze lubią oczy
Wzrok nie istnieje w oderwaniu od reszty ciała. Na zdrowie oczu wpływa dieta bogata w antyoksydanty (np. luteina, cynk, witamina A i C), regularny sen oraz aktywność fizyczna.
– Ruch poprawia ukrwienie całego organizmu, także siatkówki oka – tłumaczy okulistka. – A sen pozwala naszym oczom odpocząć po całym dniu intensywnej pracy.
Warto też dbać o higienę pracy z ekranem – właściwe oświetlenie, ergonomię miejsca pracy, częste mruganie i wspomniane już przerwy.
Epidemia, którą możemy zatrzymać
Krótkowzroczność nie musi być wyrokiem – ani w dzieciństwie, ani w dorosłości. Kluczem jest świadomość, profilaktyka i wczesne reagowanie. A jeśli wada już się rozwinie – nowoczesna okulistyka oferuje bezpieczne i skuteczne rozwiązania.
– Nasze oczy są stworzone do patrzenia w dal – przypomina dr Skonieczna. – A my zamykamy je w świecie kilku cali ekranu. Jeśli chcemy to zmienić, musimy zacząć od codziennych nawyków – swoich i naszych dzieci.
Sponsorem podcastu są Kliniki Okulistyczne Optegra.
„Donosicielstwo w korpach to jakaś plaga”. Jak rozmawiać w pracy, żeby nie stracić twarzy (ani cierpliwości)? | „zaTASKowani 2”, odc. 8
2025-10-15 14:44:41
„Myślałam, że ASAP to imię” – mówi Dorota Peretiatkowicz w podcaście „zaTASKowani 2”. O tym, jak zmienia się język pracy i gdzie czyhają pułapki – także międzypokoleniowe – rozmawiamy w ósmym odcinku z Dorotą oraz jej drugą połową w duecie Socjolożki.pl, Katarzyną Krzywicką oraz Tomaszem Wileńskim, CEO iSlay_tech. To rozmowa o mailozie, milczeniu w odpowiedzi i przekleństwach, które czasem bywają bardziej zrozumiałe niż korpomowa.
Dziś rozmawiamy o zasadach etykiety w pracy związanej z językiem, ale żeby nie wyszedł z tego jeden z prostych poradników, które jak wiadomo w prawdziwej korporacji raczej nie działają, podejdziemy do tematu bardziej autorsko i selektywnie, w zacnym gronie –znawców tzw. pracowych szachów: Tomasz Wileński, prezes firmy analitycznej, iSlay_tech, który posiada ponad 20 letnie doświadczenie w branży internetowej oraz Dorota Peretiatkowicz i Katarzyna Krzywicka, które po latach spędzonych w korporacjach założyły firmę Socjolożki.pl.
Korpomowa nie ma być elegancka
Zaczynamy od języka, bo z nim jest najwięcej problemów - z jednej strony – tego używanego w pracy nie lubimy, wkurzają nas te wszystkie asapy, deadliny, in progresy a z drugiej z powodu różnic pokoleniowych nie rozumiemy się wzajemnie i często za nim nie nadążamy, co potwierdza raport „Nie mów do mnie asap!” na zlecenie firm rekrutacyjnych Rocket Jobs i Just Join In. Aż 87 proc. pracowników biurowych regularnie słyszy w miejscu pracy słowa lub sformułowania, które wywołują ich irytację. Najbardziej wkurzają nas anglicyzmy oraz ponaglenia i zbywające: „nie wiem", „nie pamiętam”. Co ciekawe wulgaryzmy przeszkadzają tylko 10 proc. ankietowanych. Dorota mówi: w pracy zdarza jej się „bluzgać straszliwie”. Tomasz dodaje, że osoby zbyt ugrzecznione bywają w zespole postrzegane jako nienaturalne.
Historia, która się dobrze starzeje
Jednak język, choć często budzi emocje, nie jest tylko kwestią stylu. Z jednej strony, wielu pracowników traktuje go jako barierę – aż 1/3 przyznaje, że zdarzyło im się poczuć zawstydzonymi, gdy nie rozumieli jakiegoś pojęcia. Z drugiej, niektórzy widzą w skrótowości i zwrotach zapożyczonych z angielskiego sposób na zwiększenie dynamiki i precyzji przekazu.
Tomasz Wilenski zauważa, że język „zwinny”, oparty na skrótach, lepiej odpowiada na tempo współczesnych projektów. Ale jednocześnie podkreśla wagę długofalowej odpowiedzialności za to, co piszemy. – Staram się, żeby moja historia w internecie dobrze się zestarzała. Jeśli ktoś za trzy lata trafi na moją wymianę komentarzy na Linkedinie, chciałbym, żeby nie było mi wstyd – mówi.
„Dear Asap”
Kolejnym problemem jest brak wspólnego kodu językowego w zespole, który często ma charakter pokoleniowy. Młodsze osoby – osłuchane z anglicyzmami, wychowane na komunikatorach – operują skrótami jak rodzimym językiem. Starsi pracownicy mogą czuć się wykluczeni, a w konsekwencji – mniej pewni siebie w sytuacjach zawodowych. I choć wielu z nich nie przyzna się do niewiedzy wprost, frustracja może narastać. Dorota Peretiatkowicz opowiada anegdotę: przez długi czas była przekonana, że „asap” to po prostu imię i pisałam w mailach „dear Asap”.
W tym kontekście warto przypomnieć zasadę, o której mówił Janusz Głowacki: unikaj pierwszych reakcji, bo są szczere. Choć może brzmieć ironicznie, dobrze oddaje emocjonalne tło językowych nieporozumień. W pracy, jak nigdzie indziej, słowo może stać się źródłem niechcianego konfliktu.
W środowisku korporacyjnym, w którym wszystko można zinterpretować jako sygnał – począwszy od godziny wysyłki, przez kolejność adresatów, aż po ton wiadomości – ważna bywa adekwatność reakcji i umiejętność czytania tzw. niepisanych znaków.
„Najsłabszym ogniwem są nasze emocje”. Najczęstsze błędy w sieci, które kosztują nas pieniądze | „Słowo do słowa”, odc. 8
2025-10-02 10:10:16
Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, że łatwiej wyłudzić dane, wywołując presję czasu, strach przed utratą pieniędzy czy nadzieję na szybki zysk, niż łamać zabezpieczenia techniczne. O tym, jak mądrze chronić swoje dane i finanse, Joanna Brodzik rozmawia w najnowszym odcinku podcastu „Słowo do słowa” z Katarzyną Szczypiń z Banku BNP Paribas. Phishing, fałszywe inwestycje, podszywanie się pod kuriera – metody cyberprzestępców stają się coraz bardziej wyrafinowane. Ale wciąż najsłabszym ogniwem w systemie bezpieczeństwa pozostaje człowiek i jego emocje. Sponsorem podcastu jest Bank BNP Paribas, oferujący ochronę behawioralną w aplikacji GOmobile, dla bezpieczeństwa Twoich danych i transakcji.
Cyberzagrożenia w codziennym życiu
Jeszcze kilka lat temu cyberprzestępstwa kojarzyły się głównie z wyrafinowanymi atakami hakerskimi. Dziś najgroźniejszą bronią oszustów okazuje się nie technologia, lecz socjotechnika – umiejętność manipulowania emocjami.
– Najsłabszym ogniwem w systemie bezpieczeństwa wciąż jest człowiek i jego reakcje. Cyberprzestępcy wykorzystują strach, pośpiech czy chęć szybkiego zysku – podkreśla Katarzyna Szczypiń, Security Officer, z Biura Zapobiegania Oszustwom Cyfrowym i Komunikacji Cyberbezpieczeństwa w Banku BNP Paribas.
Fałszywe SMS-y z linkami do rzekomych przesyłek, telefony „na pracownika banku”, maile podszywające się pod popularne sklepy – te schematy zna już większość z nas. Problem w tym, że w momencie presji łatwo dajemy się złapać na pozornie wiarygodny komunikat.
Dlaczego wciąż dajemy się oszukać?
Z badań NASK wynika, że rośnie liczba zgłoszeń prób wyłudzeń w sieci, a najczęściej popełnianym błędem jest korzystanie z tych samych haseł w wielu miejscach. – To tak, jakbyśmy jednym kluczem otwierali wszystkie drzwi – do domu, biura i samochodu – wyjaśnia ekspertka Banku BNP Paribas.
Wiele osób nadal nie zdaje sobie sprawy, jak łatwo wycieka adres mailowy i hasło, a później trafia na czarny rynek danych. Stąd już krótka droga do przejęcia konta bankowego czy mediów społecznościowych.
Co gorsza, cyberoszuści coraz częściej wykorzystują nowe technologie, jak deepfake czy klony głosowe. Dzięki nim potrafią przekonać ofiarę, że rozmawia z kimś bliskim albo zaufanym przedstawicielem instytucji.
Profilaktyka zamiast paniki
Jak więc chronić swoje finanse w erze cyfrowych zagrożeń? Najważniejsze to wyrobić w sobie dobre nawyki. Katarzyna Szczypiń podkreśla, że warto weryfikować każdą nietypową wiadomość, stosować dwuetapowe uwierzytelnianie i rozdzielać adresy e-mail do różnych celów.
– Jeśli mamy jeden adres do banku, zakupów online i prywatnych korespondencji, stwarzamy dla siebie niepotrzebne ryzyko – ostrzega.
Ważne jest również, by nie wstydzić się przyznać, że padliśmy ofiarą oszustwa. Szybkie działanie – zablokowanie karty, kontakt z bankiem czy zgłoszenie do CERT NASK – może znacząco ograniczyć straty.
Rola banków i innowacyjnych zabezpieczeń
Choć odpowiedzialność zaczyna się po stronie użytkownika, banki wdrażają coraz bardziej zaawansowane technologie. Bank BNP Paribas udostępnia w aplikacji GOmobile ochronę behawioralną – system, który analizuje sposób korzystania z konta, a w przypadku podejrzanej aktywności reaguje natychmiast, zanim klient zdąży zorientować się, że ktoś próbował go oszukać.
To ważny krok, bo – jak podkreśla ekspertka – nie chodzi już tylko o zabezpieczanie haseł, ale o monitorowanie całego procesu interakcji z aplikacją i wychwytywanie odstępstw od zwykłych zachowań użytkownika.
Bank BNP Paribas o cyfrowe bezpieczeństwo swoich Klientów dba na najwyższym poziomie, czego dowodem jest nagroda Złotej Tarczy Cyberbezpieczeństwa. W aplikacji GOmobile udostępnia ochronę behawioralną, która stoi na straży Twoich danych i pieniądzy, nawet wtedy gdy o tym nie myślisz.
„Rozmowy rekrutacyjne są jak najgorsze randki ever”. Karolina Norkiewicz i Dominik Kaznowski o tym, że szukanie pracy trwa pół roku i jest luksusem | „zaTASKowani 2”, odc. 7
2025-10-01 14:44:21
- Są tacy, którzy marzą o złotym kiblu, ale innym wystarcza pewien poziom - mówi biznesman, Dominik Kaznowski. - Już samo szukanie pracy jest luksusem – dodaje komiczka, Karolina Norkiewicz. Czym jest praca poniżej kompetencji i jak wygląda korporacyjny teatr? Dlaczego pracownicy coraz częściej odrzucają ścieżkę awansu, a rozmowy kwalifikacyjne porównują do najgorszych randek? Zapraszamy na 7. odcinek podcastu „zaTASKowani”.
Z jednej strony słyszymy, że mamy tzw. rynek pracownika, niskie bezrobocie, starzejące się społeczeństwo, czyli ubywa pracujących, a z drugiej szukanie pracy trwa już średnio od trzech do sześciu miesięcy i dłużej, bo maleje liczba etatów i coraz więcej CV przypada na rekrutację - jak wynika z ost. Monitora Rynku Pracy, agencji Randstad. O tym paradoksie i swego rodzaju klinczu rozmawiamy z Dominikiem Kaznowskim, wieloletenim menadżerem w branży internetowej i nowych technologii m.in. w Naszej Klasie, PZU i Agorze, a teraz CEO agencji DigitalWE oraz Karoliną Norkiewicz, komiczką, która bezlitośnie wyśmiewa korporacje wprowadzając do nich tzw. Wikunię Psiapsię z openspejsa oraz scenarzystkę m.in. przy czwartym sezonie „The Office PL” i menadżerkę ds. repertuaru i promocji w Klubie Komediowym w Warszawie.
Mamy więc do czynienia z rekordową liczbą pracowników poszukujących pracy, przy jednoczesnym utrzymaniu niskiego poziomu rotacji. Potwierdzają to wpisy na Linkedin jak ten Tomasza: „Rozpocząłem siódmy miesiąc poszukiwań pracy. Niestety ze względu na to, że moje zapasy finansowe się kończą, postanowiłem zrobić krok w tył i zatrudnić się jako kierowca na aplikacje typu Volt, Uber”. Czy taki „krok w tył” czeka każdego z nas?
Czy taki „krok w tył” czeka każdego z nas?
„Ja od dziesięciu lat pracuję poniżej moich kompetencji” – mówi wprost Dominik, menedżer z imponującym doświadczeniem. Przez lata zasiadał wysoko w hierarchiach ponad czterdziestu organizacji. Na papierze – sukces. W praktyce – frustracja. „Excel to nie jest sense of my life” – podkreśla i opowiada, że jego codzienność na wysokich stanowiskach często sprowadzała się do wypełniania arkuszy, zestawień, raportów. Choć miał realny wpływ na procesy i strategie, większą część czasu zajmowały mu tabelki. To doświadczenie wielu pracowników korporacji, którzy czują, że ich potencjał został sprowadzony do roli narzędzia w niekończącej się machinie raportowania.
Korporacja jak teatr
Dominik nie ma złudzeń: „W korporacjach uprawiasz politykę, mówisz coś, bo wiesz, że trzeba tak powiedzieć”. To zdanie podsumowuje kulturę pracy w dużych firmach. Na pewnym poziomie kariery – jak zauważa – liczy się nie tyle merytoryka, ile zdolność rozgrywania gier słownych i gestów.
„Gra na słowa odbywa się na różnym levelu. Dlatego coraz częściej ludzie nie chcą być menedżerami” – dodaje. Ścieżka awansu, która jeszcze dekadę temu była synonimem prestiżu, dziś coraz częściej jawi się jako pułapka. Presja, stres, brak realnej sprawczości i konieczność uczestniczenia w politycznych gierkach skutecznie zniechęcają do obejmowania kierowniczych stanowisk.
Dominik trafnie ironizuje również o nowych korporacyjnych trendach: „Agile? To modne słowo, pod którym kryje się: damy ci więcej pracy”. Zwinne zarządzanie, które miało oznaczać większą efektywność i elastyczność, w praktyce bywa tylko przykrywką.
Rekrutacja jak najgorsze randki
Na to nakłada się drugi problem – poszukiwanie pracy. Karolina, komiczka, mówi: „Szukanie pracy jest luksusem”. W czasach niepewności gospodarczej, rosnących kosztów życia i presji finansowej, możliwość spokojnej zmiany pracy nie jest oczywistością, lecz przywilejem. Do tego dochodzi sama forma rekrutacji, którą Karolina porównuje do „najgorszych randek ever”. Kandydaci przychodzą z nadzieją na dobre dopasowanie, a wychodzą z poczuciem zmarnowanego czasu i masą niezręczności.
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
12345678910111213141516171819202122232425262728293031323334