Podkast amerykański

Łukasz Pawłowski i Piotr Tarczyński o Stanach Zjednoczonych - komentujemy to, co się dzieje w amerykańskiej polityce, przypominamy ważne wydarzenia historyczne, a co jakiś czas omawiamy jakieś ważne zjawisko społeczne czy trapiący Amerykę problem. Nowy odcinek w każdą sobotę.

Czytajcie nasze książki:
Piotr: "Rozkład. O niedemokracji w Ameryce": https://bit.ly/40x9OYn
Łukasz: "Stany Podzielone Ameryki": https://bit.ly/3Yrz7s4

Jeśli chcecie nas wspierać, zapraszamy na http://patronite.pl/podkastamerykanski


Odcinki od najnowszych:

254. Burmistrz Mamdani. Czy Demokraci rzeczywiście są na fali wznoszącej?
2025-11-08 07:00:00

5 listopada minął dokładnie rok od zwycięstwa Donalda Trumpa nad Kamalą Harris. I właśnie niemal w rocznicę wyboru, bo 4 listopada, niektórzy Amerykanie mieli po raz pierwszy okazję wypowiedzieć się na temat jego urzędowania. Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski Do urn ruszyli między innymi mieszkańcy Wirginii i New Jersey - wybierający gubernatora, mieszkańcy Kalifornii - głosujący w referendum zezwalającym na zmianę granic okręgów wyborczych, oraz mieszkańcy Nowego Jorku - wybierający burmistrza. Wyniki trudno było przewidzieć. Z jednej strony, we wszystkich trzech wymienionych stanach - Wirginii, New Jersey i Kalifornii - dominują Demokraci, a zatem ich zwycięstwo powinno być jedynie formalnością. Tym bardziej, że w takich wyborach - pomiędzy wyborami prezydenckimi - partia lokatora Białego Domu niemal zawsze traci. Z drugiej jednak strony, w zeszłym roku w każdym z tych stanów Donald Trump istotnie poprawił swoje wyniki. Ponadto Partia Demokratyczna jest wyjątkowo niepopularna, nawet wśród własnych wyborców. W takich warunkach Demokraci nie mogli wykluczyć nawet całkowitej klęski, czyli przegranej w wyborach gubernatorskich. Katastrofy udało się uniknąć - dwie podobne do siebie, centrowe kandydatki wygrały z przekonującą, podobną przewagą kilkunastu punktów procentowych, a Kalifornijczycy poparli propozycję gubernatora Newsoma. Najciekawiej było jednak w Nowym Jorku, gdzie w de facto wewnętrznym pojedynku Partii Demokratycznej wygrał 34-letni kandydat, o którym jeszcze w lutym niemal nikt nie słyszał. Muzułmanin, demokratyczny socjalista, zdecydowany krytyk rządu Izraela. W mieście tak boleśnie dotkniętym islamskim terroryzmem, z wpływowymi finansistami z Wall Street i największą w USA populacją Amerykanów żydowskiego pochodzenia wydawało się, że takie zaplecze skazuje go na pożarcie. Jak to się stało, że Zohran Mamdani nie tylko stał się znany, ale - przede wszystkim - popularny? Jak na jego sukces zareagowały partyjne elity? Co łączy kampanię demokratycznego socjalisty z kampaniami centrystek, które ze słowem „socjalizm” nie chcą mieć nic wspólnego? No i co te wyniki mówią nam o kondycji obu partii? Posłuchajcie!

5 listopada minął dokładnie rok od zwycięstwa Donalda Trumpa nad Kamalą Harris. I właśnie niemal w rocznicę wyboru, bo 4 listopada, niektórzy Amerykanie mieli po raz pierwszy okazję wypowiedzieć się na temat jego urzędowania.

Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski

Do urn ruszyli między innymi mieszkańcy Wirginii i New Jersey - wybierający gubernatora, mieszkańcy Kalifornii - głosujący w referendum zezwalającym na zmianę granic okręgów wyborczych, oraz mieszkańcy Nowego Jorku - wybierający burmistrza. Wyniki trudno było przewidzieć. Z jednej strony, we wszystkich trzech wymienionych stanach - Wirginii, New Jersey i Kalifornii - dominują Demokraci, a zatem ich zwycięstwo powinno być jedynie formalnością. Tym bardziej, że w takich wyborach - pomiędzy wyborami prezydenckimi - partia lokatora Białego Domu niemal zawsze traci. Z drugiej jednak strony, w zeszłym roku w każdym z tych stanów Donald Trump istotnie poprawił swoje wyniki. Ponadto Partia Demokratyczna jest wyjątkowo niepopularna, nawet wśród własnych wyborców.

W takich warunkach Demokraci nie mogli wykluczyć nawet całkowitej klęski, czyli przegranej w wyborach gubernatorskich. Katastrofy udało się uniknąć - dwie podobne do siebie, centrowe kandydatki wygrały z przekonującą, podobną przewagą kilkunastu punktów procentowych, a Kalifornijczycy poparli propozycję gubernatora Newsoma. Najciekawiej było jednak w Nowym Jorku, gdzie w de facto wewnętrznym pojedynku Partii Demokratycznej wygrał 34-letni kandydat, o którym jeszcze w lutym niemal nikt nie słyszał. Muzułmanin, demokratyczny socjalista, zdecydowany krytyk rządu Izraela. W mieście tak boleśnie dotkniętym islamskim terroryzmem, z wpływowymi finansistami z Wall Street i największą w USA populacją Amerykanów żydowskiego pochodzenia wydawało się, że takie zaplecze skazuje go na pożarcie. Jak to się stało, że Zohran Mamdani nie tylko stał się znany, ale - przede wszystkim - popularny? Jak na jego sukces zareagowały partyjne elity? Co łączy kampanię demokratycznego socjalisty z kampaniami centrystek, które ze słowem „socjalizm” nie chcą mieć nic wspólnego? No i co te wyniki mówią nam o kondycji obu partii? Posłuchajcie!

253. Biały Dom: rezydencja prezydenta w przebudowie
2025-11-01 07:00:00

Dzisiejszy odcinek miał być zwykłym odcinkiem historycznym, zaplanowaną już dawno historią Białego Domu, bowiem 1 listopada mija 225 lat odkąd do słynnego budynku wprowadził się jego pierwszy lokator, prezydent John Adams. Niestety, obecny prezydent pokrzyżował nam plany burząc Wschodnie Skrzydło pod gigantyczną Salę Balową, co sprawiło, że nasz odcinek trochę zmienił charakter i opowiadamy dziś głównie o ewolucji Białego Domu i jego niezliczonych przebudowach. Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski Bez obaw, będzie dużo „pastusiakowania” i nieciekawych ciekawostek, ⁦m.in⁩ o tym jak w Białym Domu marzła rodzina Adamsów, o szalonych wydatkach pani Lincolnowej, o pewnej ekscentrycznej milionerce i jej planach zbudowania gigantycznego pałacu dla prezydenta, o wypchanych zwierzętach Theodore’a Roosevelta, wannie Harry’ego Trumana, różach Jackie Kennedy i saksofonie Clintona. Przede wszystkim opowiemy jednak o wiecznym braku miejsca w Białym Domu, co skłaniało kolejnych prezydentów do zlecania kolejnych remontów i dobudowywania nowych elementów: od nowych portyków, przez Zachodnie i Wschodnie Skrzydło, po renowację, a właściwie rekonstrukcję budynku za czasów Trumana, kiedy Biały Dom de facto postawiono na nowo. Jak do tego mają się dzisiejsze poczynania Donalda Trumpa. Czy rzeczywiście - jak twierdzi administracja - nie różnią się niczym od wcześniejszych modyfikacji zlecanych przez różnych prezydentów? A może to, co dzieje się z Białym Domem, jest dobrą ilustracją ogólnej „metody” Trumpa. Posłuchajcie opowieści o Białym Domu.

Dzisiejszy odcinek miał być zwykłym odcinkiem historycznym, zaplanowaną już dawno historią Białego Domu, bowiem 1 listopada mija 225 lat odkąd do słynnego budynku wprowadził się jego pierwszy lokator, prezydent John Adams. Niestety, obecny prezydent pokrzyżował nam plany burząc Wschodnie Skrzydło pod gigantyczną Salę Balową, co sprawiło, że nasz odcinek trochę zmienił charakter i opowiadamy dziś głównie o ewolucji Białego Domu i jego niezliczonych przebudowach.

Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski

Bez obaw, będzie dużo „pastusiakowania” i nieciekawych ciekawostek, ⁦m.in⁩ o tym jak w Białym Domu marzła rodzina Adamsów, o szalonych wydatkach pani Lincolnowej, o pewnej ekscentrycznej milionerce i jej planach zbudowania gigantycznego pałacu dla prezydenta, o wypchanych zwierzętach Theodore’a Roosevelta, wannie Harry’ego Trumana, różach Jackie Kennedy i saksofonie Clintona.

Przede wszystkim opowiemy jednak o wiecznym braku miejsca w Białym Domu, co skłaniało kolejnych prezydentów do zlecania kolejnych remontów i dobudowywania nowych elementów: od nowych portyków, przez Zachodnie i Wschodnie Skrzydło, po renowację, a właściwie rekonstrukcję budynku za czasów Trumana, kiedy Biały Dom de facto postawiono na nowo.

Jak do tego mają się dzisiejsze poczynania Donalda Trumpa. Czy rzeczywiście - jak twierdzi administracja - nie różnią się niczym od wcześniejszych modyfikacji zlecanych przez różnych prezydentów? A może to, co dzieje się z Białym Domem, jest dobrą ilustracją ogólnej „metody” Trumpa.

Posłuchajcie opowieści o Białym Domu.

252. ICE: policja migracyjna czy prywatna policja Trumpa?
2025-10-25 07:00:00

We wrześniu administracja Trumpa rozpoczęła w Chicago operację o kryptonimie Midway Blitz: wymierzoną w nieudokumentowanych (lub, jak woli administracja, „nielegalnych”) imigrantów. Kluczową rolę w tej i innych tego typu akcjach odgrywa ICE, Immigration and Customs Enforcement, agencja federalna odpowiedzialna za walkę z nielegalną migracją. Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski Zamaskowani agenci ICE łapią na ulicach ludzi o ciemniejszym kolorze skóry, wpychają ich do vanów, dokonują najazdów na bloki mieszkalne i zatrzymują wszystkich jak popadnie - w tym i amerykańskich obywateli. Władze Chicago i stanu Illinois porównują to do działań służb w latynoamerykańskich dyktaturach - władza odpowiada, że właśnie tego chcieli Amerykanie wybierając Donalda Trumpa, że nie da się zrobić omletu nie rozbijając jajek. W nowym budżecie Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS), któremu podlega ICE, otrzyma 170 miliardów dolarów - to więcej pieniędzy, niż ma jakakolwiek armia na świecie, z wyjątkiem amerykańskiej i chińskiej. Budżet ICE wzrośnie z około 9 miliardów rocznie do oszałamiających 28 miliardów. Agencja zatrudni 10 tysięcy nowych agentów - opowiadamy o tym, czym kusi potencjalnych pracowników, kogo szuka i jakim przekazem się posługuje. Czy rzeczywiście agencja zajmuje się tylko kwestiami migracyjnymi? Czy Amerykanie powinni obawiać się zamaskowanych, uzbrojonych funkcjonariuszy, którzy niekiedy działają na granicy prawa? Czy słuszne są obawy tych, którzy uważają, że rozbudowując ICE Donald Trump tworzy swoją prywatną policję, lojalną tylko wobec niego?

We wrześniu administracja Trumpa rozpoczęła w Chicago operację o kryptonimie Midway Blitz: wymierzoną w nieudokumentowanych (lub, jak woli administracja, „nielegalnych”) imigrantów. Kluczową rolę w tej i innych tego typu akcjach odgrywa ICE, Immigration and Customs Enforcement, agencja federalna odpowiedzialna za walkę z nielegalną migracją.

Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski

Zamaskowani agenci ICE łapią na ulicach ludzi o ciemniejszym kolorze skóry, wpychają ich do vanów, dokonują najazdów na bloki mieszkalne i zatrzymują wszystkich jak popadnie - w tym i amerykańskich obywateli. Władze Chicago i stanu Illinois porównują to do działań służb w latynoamerykańskich dyktaturach - władza odpowiada, że właśnie tego chcieli Amerykanie wybierając Donalda Trumpa, że nie da się zrobić omletu nie rozbijając jajek.

W nowym budżecie Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS), któremu podlega ICE, otrzyma 170 miliardów dolarów - to więcej pieniędzy, niż ma jakakolwiek armia na świecie, z wyjątkiem amerykańskiej i chińskiej. Budżet ICE wzrośnie z około 9 miliardów rocznie do oszałamiających 28 miliardów. Agencja zatrudni 10 tysięcy nowych agentów - opowiadamy o tym, czym kusi potencjalnych pracowników, kogo szuka i jakim przekazem się posługuje.

Czy rzeczywiście agencja zajmuje się tylko kwestiami migracyjnymi? Czy Amerykanie powinni obawiać się zamaskowanych, uzbrojonych funkcjonariuszy, którzy niekiedy działają na granicy prawa? Czy słuszne są obawy tych, którzy uważają, że rozbudowując ICE Donald Trump tworzy swoją prywatną policję, lojalną tylko wobec niego?

251. Konkurencyjny autorytaryzm, czyli czy USA są jeszcze demokracją?
2025-10-18 07:00:00

O kryzysie amerykańskiej demokracji mówi się właściwie od jej początków. Wbrew czarnowidzom przetrwała jednak zagrożenia ze strony największych potęg w XVIII wieku, przetrwała wojnę domową w wieku XIX, przetrwała wielkie protesty społeczne w wieku XX. Dlaczego miała by nie przetrwać kontrowersyjnej prezydentury w wieku XXI? Takie argumenty podnoszą zwolennicy tezy o wyjątkowej sile amerykańskich instytucji, społeczeństwa obywatelskiego i demokratycznych „nawyków serca”. Poza tym USA są państwem wyjątkowo zamożnym a bogate demokracje przecież nie upadają. Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski Kłopot w tym, że gdy na spokojnie przyjrzymy się temu, co dzieje się z systemem politycznym w Stanach - jakie działania podejmuje prezydent, co mówią jego współpracownicy i on sam, jakie decyzje podejmuje Sąd Najwyższy i jak zachowują się inne instytucje mające być podstawą amerykańskiej demokracji - obraz nieco się zmienia. Zwracamy też uwagę - za wieloma politologami - że demokracje nie zawsze upadają w wyniku jednorazowego zamachu, wojsk na ulicach i masowej przemocy. Coraz częściej dokonuje się to „metodą małych kroków” - stopniowego osłabiania instytucji kontrolnych, a jednocześnie wykorzystywania zasobów państwa dla własnych korzyści i karania przeciwników. Zachęcamy też Państwa do stosowania pewnego testu do oceny tego, co dzieje się w USA. Test jest prosty i polega na zadaniu sobie jednego pytania: jak oceniałbym/oceniałabym dane wydarzenia, gdyby zamiast w USA, miały miejsce na przykład w Brazylii, Armenii, Portugalii czy… Polsce. Posłuchajcie!

O kryzysie amerykańskiej demokracji mówi się właściwie od jej początków. Wbrew czarnowidzom przetrwała jednak zagrożenia ze strony największych potęg w XVIII wieku, przetrwała wojnę domową w wieku XIX, przetrwała wielkie protesty społeczne w wieku XX. Dlaczego miała by nie przetrwać kontrowersyjnej prezydentury w wieku XXI? Takie argumenty podnoszą zwolennicy tezy o wyjątkowej sile amerykańskich instytucji, społeczeństwa obywatelskiego i demokratycznych „nawyków serca”. Poza tym USA są państwem wyjątkowo zamożnym a bogate demokracje przecież nie upadają.

Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski

Kłopot w tym, że gdy na spokojnie przyjrzymy się temu, co dzieje się z systemem politycznym w Stanach - jakie działania podejmuje prezydent, co mówią jego współpracownicy i on sam, jakie decyzje podejmuje Sąd Najwyższy i jak zachowują się inne instytucje mające być podstawą amerykańskiej demokracji - obraz nieco się zmienia.

Zwracamy też uwagę - za wieloma politologami - że demokracje nie zawsze upadają w wyniku jednorazowego zamachu, wojsk na ulicach i masowej przemocy. Coraz częściej dokonuje się to „metodą małych kroków” - stopniowego osłabiania instytucji kontrolnych, a jednocześnie wykorzystywania zasobów państwa dla własnych korzyści i karania przeciwników.

Zachęcamy też Państwa do stosowania pewnego testu do oceny tego, co dzieje się w USA. Test jest prosty i polega na zadaniu sobie jednego pytania: jak oceniałbym/oceniałabym dane wydarzenia, gdyby zamiast w USA, miały miejsce na przykład w Brazylii, Armenii, Portugalii czy… Polsce. Posłuchajcie!

250. Nadchodzi ponury kosiarz, czyli kolejne zamknięcie rządu federalnego
2025-10-11 07:00:00

Po siedmiu latach Amerykanie po raz kolejny doświadczają zamknięcia rządu - government shutdown. Co to znaczy? Kiedy kończą się fundusze na działania agencji federalnych, Kongres powinien zdecydować o przeznaczeniu nowych na ich dalsze funkcjonowanie. Zwykle nie ma z tym problemu. Ale co się stanie jeśli tego nie zrobi? Zostają zamknięte. Nie całkowicie - władza wykonawcza decyduje, którzy pracownicy są „niezbędni” i muszą się w pracy pojawić, a którzy muszą - podkreślamy, muszą - udać się do domów. Co ciekawe, na swoje wynagrodzenie do ponownego otwarcia rządu czekają obie grupy - jedni na kanapie, a inni w pracy. Tak oto na przykład kontrolerzy lotów - czyli ludzie wykonujący zawód o dość dużej odpowiedzialności - pracują za darmo i żyją albo z oszczędności lub… dorabiają po godzinach. Komu więc służy shutdown i jak do niego dochodzi - zwłaszcza teraz, kiedy jedna partia kontroluje wszystkie najważniejsze ośrodki władzy: Biały Dom, Senat, i Izbę Reprezentantów? Demokraci obwiniają Republikanów, a Republikanie Demokratów. Prawda jest taka, że akurat w tym wypadku Republikanie potrzebowali głosów kilku demokratycznych senatorów, lecz Demokraci postawili warunki. W tym odcinku opowiadamy ⁦m.in⁩. o tym jakie to warunki; dlaczego prezydent raz mówi, że rząd trzeba jak najszybciej otworzyć, a innym, że to „wspaniała okazja” podana mu „na tacy”; kim jest „ponury żniwiarz” z Biura Budżetu i Zarządzania; i co o tym wszystkim myślą sobie zwykli Amerykanie. A dodatkowo bonus - obszerne omówienie tego, o czym… mówić nie będziemy.

Po siedmiu latach Amerykanie po raz kolejny doświadczają zamknięcia rządu - government shutdown. Co to znaczy? Kiedy kończą się fundusze na działania agencji federalnych, Kongres powinien zdecydować o przeznaczeniu nowych na ich dalsze funkcjonowanie. Zwykle nie ma z tym problemu.

Ale co się stanie jeśli tego nie zrobi? Zostają zamknięte. Nie całkowicie - władza wykonawcza decyduje, którzy pracownicy są „niezbędni” i muszą się w pracy pojawić, a którzy muszą - podkreślamy, muszą - udać się do domów. Co ciekawe, na swoje wynagrodzenie do ponownego otwarcia rządu czekają obie grupy - jedni na kanapie, a inni w pracy. Tak oto na przykład kontrolerzy lotów - czyli ludzie wykonujący zawód o dość dużej odpowiedzialności - pracują za darmo i żyją albo z oszczędności lub… dorabiają po godzinach.

Komu więc służy shutdown i jak do niego dochodzi - zwłaszcza teraz, kiedy jedna partia kontroluje wszystkie najważniejsze ośrodki władzy: Biały Dom, Senat, i Izbę Reprezentantów? Demokraci obwiniają Republikanów, a Republikanie Demokratów. Prawda jest taka, że akurat w tym wypadku Republikanie potrzebowali głosów kilku demokratycznych senatorów, lecz Demokraci postawili warunki.

W tym odcinku opowiadamy ⁦m.in⁩. o tym jakie to warunki; dlaczego prezydent raz mówi, że rząd trzeba jak najszybciej otworzyć, a innym, że to „wspaniała okazja” podana mu „na tacy”; kim jest „ponury żniwiarz” z Biura Budżetu i Zarządzania; i co o tym wszystkim myślą sobie zwykli Amerykanie.

A dodatkowo bonus - obszerne omówienie tego, o czym… mówić nie będziemy.

249. Wolność słowa - czy w USA można powiedzieć wszystko?
2025-10-04 07:00:00

Stary sowiecki dowcip mówił, że w ZSRR i USA panuje dokładnie taka sama wolność wypowiedzi. Różnica polega na tym, że w USA panuje także wolność po wypowiedzi. Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski Zakaz ograniczania wolności słowa to fundament amerykańskiej demokracji, zapisany w pierwszej poprawce do Konstytucji uchwalonej już w 1791 roku. Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone kojarzone są powszechnie z tolerancją dla wyrażania nawet najbardziej oburzających poglądów. Tolerancją znacznie większą niż ta obowiązująca - nie tylko w dawnym ZSRR - ale nawet we współczesnej Europie. Obecna administracja konsekwentnie krytykuje państwa europejskie za ich rzekomo bardzo restrykcyjne podejście, tłamszące prawa obywateli do wyrażania ich opinii. Marsze nazistów w miejscowościach zamieszkanych przez osoby, które przeżyły Holocaust; rasistowskie przemówienia na zebraniach Ku-Klux-Klanu; bezlitosna satyra z osób publicznych - od popularnych pastorów po polityków; palenie flagi; publikacje tajnych dokumentów wyniesionych z Pentagonu. Wszystkie te działania, chociaż zaskarżane przed sądem, zostały przez amerykańskie sądy uznane za dopuszczalne właśnie na mocy pierwszej poprawki. Czy to oznacza, że w USA faktycznie można mówić co się chce - niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności? Jak na przestrzeni lat interpretowano zapisy Konstytucji? Jak to możliwe, że w Stanach działały instytucje cenzorskie, a za wygłaszane publicznie opinie można było stracić nie tylko pracę, ale zostać skazanym prawomocnym wyrokiem? Wbrew, niestety dość powszechnym, przekonaniom prawo do wolności wypowiedzi w USA - podobnie jak prawo do posiadania broni - choć zapisane w Konstytucji nie jest nieograniczone. Jego interpretacja przez lata ulegała fundamentalnym zmianom. A ci sami politycy, którzy w jednym przypadku domagali się poszanowania prawa do wolności słowa, w innym chcieli zamykać ludziom usta. To akurat nie zmieniło się do dziś.

Stary sowiecki dowcip mówił, że w ZSRR i USA panuje dokładnie taka sama wolność wypowiedzi. Różnica polega na tym, że w USA panuje także wolność po wypowiedzi.

Wesprzyj nas na Patronite! https://patronite.pl/podkastamerykanski

Zakaz ograniczania wolności słowa to fundament amerykańskiej demokracji, zapisany w pierwszej poprawce do Konstytucji uchwalonej już w 1791 roku. Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone kojarzone są powszechnie z tolerancją dla wyrażania nawet najbardziej oburzających poglądów. Tolerancją znacznie większą niż ta obowiązująca - nie tylko w dawnym ZSRR - ale nawet we współczesnej Europie. Obecna administracja konsekwentnie krytykuje państwa europejskie za ich rzekomo bardzo restrykcyjne podejście, tłamszące prawa obywateli do wyrażania ich opinii.

Marsze nazistów w miejscowościach zamieszkanych przez osoby, które przeżyły Holocaust; rasistowskie przemówienia na zebraniach Ku-Klux-Klanu; bezlitosna satyra z osób publicznych - od popularnych pastorów po polityków; palenie flagi; publikacje tajnych dokumentów wyniesionych z Pentagonu. Wszystkie te działania, chociaż zaskarżane przed sądem, zostały przez amerykańskie sądy uznane za dopuszczalne właśnie na mocy pierwszej poprawki.

Czy to oznacza, że w USA faktycznie można mówić co się chce - niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności? Jak na przestrzeni lat interpretowano zapisy Konstytucji? Jak to możliwe, że w Stanach działały instytucje cenzorskie, a za wygłaszane publicznie opinie można było stracić nie tylko pracę, ale zostać skazanym prawomocnym wyrokiem?

Wbrew, niestety dość powszechnym, przekonaniom prawo do wolności wypowiedzi w USA - podobnie jak prawo do posiadania broni - choć zapisane w Konstytucji nie jest nieograniczone. Jego interpretacja przez lata ulegała fundamentalnym zmianom. A ci sami politycy, którzy w jednym przypadku domagali się poszanowania prawa do wolności słowa, w innym chcieli zamykać ludziom usta. To akurat nie zmieniło się do dziś.

248. Oślizgłe macki wiadomych sił dybią na Stany Zjednoczone, czyli rozmowa o nowej książce Piotra
2025-09-27 07:00:00

Nowa książka Piotra, „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych”, miała premierę 24 września, więc w dzisiejszym odcinku porozmawiamy sobie o niej właśnie. Spokojnie, nie będziemy ani streszczać książki, ani czytać jej na głos przez godzinę, ale zastanowimy się wspólnie po co są teorie spiskowe, na jakie potrzeby odpowiadają i czy rzeczywiście Amerykanie są tak na nie podatni. Dowiecie się w co wierzył Henry Ford, w co Samuel Morse (ten od alfabetu Morse’a), w jakie teorie spiskowe wierzy Łukasz, a w jakie Piotr i dlaczego nie każda teoria spiskowa jest bzdurą - a oskarżenie o „konspiracjonizm” może być narzędziem do okładania przeciwników politycznych. A poza tym Żydzi, masoni, iluminaci, Tadeusz Kościuszko uciekający w sekrecie z Ameryki, „nietoperzomby”, czyli bomby z nietoperzy i złowrogie ONZ, które kiedyś chciało podbić Południe Stanów Zjednoczonych, a teraz - na złość Donaldowi Trumpowi - psuje schody ruchome, telepromptery i nagłośnienie. Posłuchajcie!

Nowa książka Piotra, „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych”, miała premierę 24 września, więc w dzisiejszym odcinku porozmawiamy sobie o niej właśnie. Spokojnie, nie będziemy ani streszczać książki, ani czytać jej na głos przez godzinę, ale zastanowimy się wspólnie po co są teorie spiskowe, na jakie potrzeby odpowiadają i czy rzeczywiście Amerykanie są tak na nie podatni.

Dowiecie się w co wierzył Henry Ford, w co Samuel Morse (ten od alfabetu Morse’a), w jakie teorie spiskowe wierzy Łukasz, a w jakie Piotr i dlaczego nie każda teoria spiskowa jest bzdurą - a oskarżenie o „konspiracjonizm” może być narzędziem do okładania przeciwników politycznych.

A poza tym Żydzi, masoni, iluminaci, Tadeusz Kościuszko uciekający w sekrecie z Ameryki, „nietoperzomby”, czyli bomby z nietoperzy i złowrogie ONZ, które kiedyś chciało podbić Południe Stanów Zjednoczonych, a teraz - na złość Donaldowi Trumpowi - psuje schody ruchome, telepromptery i nagłośnienie. Posłuchajcie!

247. Zabójstwo Charliego Kirka. Debata, przemoc, empatia i cancel culture
2025-09-20 07:00:00

10 września 2025 roku Ameryką wstrząsnął kolejny akt politycznej przemocy: w trakcie debaty na kampusie Utah Valley University został zamordowany Charlie Kirk, założyciel i lider Turning Point USA. W dzisiejszym odcinku – ponad tydzień po tym wydarzeniu – opowiadamy o tym, kim był Kirk, jak stworzył wielką i wpływową organizację, która de facto pełniła rolę młodzieżówki Partii Republikańskiej i jaką rolę odgrywał w ruchu MAGA. Mówimy o tym, jak na śmierć Kirka zareagowali Amerykanie z różnych stron sceny politycznej. Prawica natychmiast zaczęła proces „uświęcania” Kirka, podkreślając jego oddanie dyskusji i dialogowi. Centrum – ⁦m.in⁩. piórem Ezry Kleina – podchwyciło to, chwaląc Kirka za jego rzekome umiłowanie debaty. Czy jednak rzeczywiście? Czy celem „debat” Kirka był faktycznie dialog, czy raczej były to performensy obliczone na, widowiskowe „zaoranie lewaka”? Lewica przypomina z kolei kontrowersyjne wypowiedzi Kirka, których nie brakowało i które w dużej mierze były przyczyną jego popularności. Przypomnienie tego może być jednak niebezpieczne – prawica, w tym administracja Trumpa – wprost zapowiadają, że osoby, które nie uszanują należycie Kirka zostaną przykładnie ukarane. Pracę już tracą osoby, które zachowały się „niewłaściwie” czyli choćby dosłownie zacytowały wypowiedzi Kirka. Czy to nie jest przypadkiem owa „cancel culture” z którą chce walczyć amerykańska prawica? Czyżby pierwsza poprawka, gwarantująca swobodę wypowiedzi, tak ceniona przez samego Kirka, nie była już nadrzędną wartością, której trzeba bronić za wszelką cenę?

10 września 2025 roku Ameryką wstrząsnął kolejny akt politycznej przemocy: w trakcie debaty na kampusie Utah Valley University został zamordowany Charlie Kirk, założyciel i lider Turning Point USA.

W dzisiejszym odcinku – ponad tydzień po tym wydarzeniu – opowiadamy o tym, kim był Kirk, jak stworzył wielką i wpływową organizację, która de facto pełniła rolę młodzieżówki Partii Republikańskiej i jaką rolę odgrywał w ruchu MAGA.

Mówimy o tym, jak na śmierć Kirka zareagowali Amerykanie z różnych stron sceny politycznej. Prawica natychmiast zaczęła proces „uświęcania” Kirka, podkreślając jego oddanie dyskusji i dialogowi. Centrum – ⁦m.in⁩. piórem Ezry Kleina – podchwyciło to, chwaląc Kirka za jego rzekome umiłowanie debaty. Czy jednak rzeczywiście? Czy celem „debat” Kirka był faktycznie dialog, czy raczej były to performensy obliczone na, widowiskowe „zaoranie lewaka”? Lewica przypomina z kolei kontrowersyjne wypowiedzi Kirka, których nie brakowało i które w dużej mierze były przyczyną jego popularności.

Przypomnienie tego może być jednak niebezpieczne – prawica, w tym administracja Trumpa – wprost zapowiadają, że osoby, które nie uszanują należycie Kirka zostaną przykładnie ukarane. Pracę już tracą osoby, które zachowały się „niewłaściwie” czyli choćby dosłownie zacytowały wypowiedzi Kirka.

Czy to nie jest przypadkiem owa „cancel culture” z którą chce walczyć amerykańska prawica? Czyżby pierwsza poprawka, gwarantująca swobodę wypowiedzi, tak ceniona przez samego Kirka, nie była już nadrzędną wartością, której trzeba bronić za wszelką cenę?

246. Huragan Katrina: 20 lat później
2025-09-13 07:00:00

Nad ranem 29 sierpnia 2005 roku huragan Katrina dotarł nad Nowy Orlean. Choć większość mieszkańców zdążyła się ewakuować, w mieście pozostało 100 tysięcy ludzi, którzy nie chcieli, nie mogli, nie mieli jak opuścić miasta. O świcie wydawało się, że uniknięto najgorszego, ale wtedy właśnie wały przeciwpowodziowe puściły i pod wodą znalazło się 80 procent miasta. Była to jedna z największych katastrof naturalnych w dziejach USA – nie dlatego, że był to taki potężny huragan, bo w historii zdarzały się już większe – ale z powodu tego, co wydarzyło się potem. Fatalna akcja ratunkowa w której zawiedli prawie wszyscy – miasto, stan, rząd federalny; tysiące ludzi uwięzionych na stadionie Superdome i w centrum kongresowym czekało całymi dniami na pomoc; agencja FEMA o tym, co potrzeba, dowiadywała się z mediów, a te – niestety -szerzyły też dezinformację. Katrina stała się symbolem nieudolności władz, które zamiast skupiać się na niesieniu pomocy, koncentrowały się na „zaprowadzeniu porządku” – w mieście pełnym spragnionych, wyczerpanych i zdesperowanych ludzi. Jak to możliwe, że najpotężniejsze państwo świata okazało się tak nieprzygotowane na zupełnie przewidywalną katastrofę? Jaką rolę odegrała w tym polityka? I czy USA odrobiły lekcję, jaką były tragiczne wydarzenia przed dwudziestu laty?

Nad ranem 29 sierpnia 2005 roku huragan Katrina dotarł nad Nowy Orlean. Choć większość mieszkańców zdążyła się ewakuować, w mieście pozostało 100 tysięcy ludzi, którzy nie chcieli, nie mogli, nie mieli jak opuścić miasta. O świcie wydawało się, że uniknięto najgorszego, ale wtedy właśnie wały przeciwpowodziowe puściły i pod wodą znalazło się 80 procent miasta.

Była to jedna z największych katastrof naturalnych w dziejach USA – nie dlatego, że był to taki potężny huragan, bo w historii zdarzały się już większe – ale z powodu tego, co wydarzyło się potem. Fatalna akcja ratunkowa w której zawiedli prawie wszyscy – miasto, stan, rząd federalny; tysiące ludzi uwięzionych na stadionie Superdome i w centrum kongresowym czekało całymi dniami na pomoc; agencja FEMA o tym, co potrzeba, dowiadywała się z mediów, a te – niestety -szerzyły też dezinformację.

Katrina stała się symbolem nieudolności władz, które zamiast skupiać się na niesieniu pomocy, koncentrowały się na „zaprowadzeniu porządku” – w mieście pełnym spragnionych, wyczerpanych i zdesperowanych ludzi. Jak to możliwe, że najpotężniejsze państwo świata okazało się tak nieprzygotowane na zupełnie przewidywalną katastrofę? Jaką rolę odegrała w tym polityka? I czy USA odrobiły lekcję, jaką były tragiczne wydarzenia przed dwudziestu laty?

245. Lista Epsteina i wojsko na ulicach, czyli co się działo, kiedy nas nie było
2025-09-06 07:00:00

Wracamy po przerwie, żeby opowiedzieć Wam o tym, co wydarzyło się, kiedy nas nie było. A działo się wiele. Kiedy zostawialiśmy Donalda Trumpa musiał mierzyć się z powrotem sprawy Epsteina: kiedy Departament Sprawiedliwości oświadczył, że nie ma żadnej „listy Epsteina”, część bazy MAGA zareagowała oburzeniem i niedowierzaniem. Zwłaszcza, że wkrótce „Wall Street Journal” poinformował o tym, że nazwisko Trumpa faktycznie pojawia się w aktach sprawy. Czy kto gra teoriami spiskowymi od teorii spiskowych ginie? Niekoniecznie, ale mimo usilnych starań Trumpa sprawa Epsteina wciąż żyje i uwiera prezydenta – który robi wiele, żeby odwrócić od niej uwagę opinii publicznej. Czy jedną z takich prób nie jest wysłanie wojsk na ulice Waszyngtonu? Prezydent ogłosił, że w stolicy panuje sytuacja wyjątkowa, przestępczość szaleje i konieczne jest wysłanie Gwardii Narodowej. Wzbudziło to oczywiste protesty Demokratów, ale czy nie o to właśnie chodziło? Czy nie mamy do czynienia z sytuacją rządzenia poprzez pozorowanie stanów wyjątkowych w każdej możliwej sytuacji? Opowiadamy wreszcie co u opozycji – dlaczego Partia Demokratyczna ma najgorsze notowania od trzech dekad i czy ma jakieś widoki na zmianę tego stanu rzeczy? Dowiecie się jaką rolę może odegrać w tym skromna rodzina Baileysów z Long Island, a jaką gubernator Kalifornii, Gavin Newsom. I czy właśnie nie padły pierwsze salwy w wielkiej wojnie gerrymanderingowej, która pogłębi i tak już patologiczną sytuację z granicami amerykańskich okręgów wyborczych Zapraszamy na odcinek i na nowy sezon Podkastu amerykańskiego!

Wracamy po przerwie, żeby opowiedzieć Wam o tym, co wydarzyło się, kiedy nas nie było. A działo się wiele.

Kiedy zostawialiśmy Donalda Trumpa musiał mierzyć się z powrotem sprawy Epsteina: kiedy Departament Sprawiedliwości oświadczył, że nie ma żadnej „listy Epsteina”, część bazy MAGA zareagowała oburzeniem i niedowierzaniem. Zwłaszcza, że wkrótce „Wall Street Journal” poinformował o tym, że nazwisko Trumpa faktycznie pojawia się w aktach sprawy. Czy kto gra teoriami spiskowymi od teorii spiskowych ginie? Niekoniecznie, ale mimo usilnych starań Trumpa sprawa Epsteina wciąż żyje i uwiera prezydenta – który robi wiele, żeby odwrócić od niej uwagę opinii publicznej.

Czy jedną z takich prób nie jest wysłanie wojsk na ulice Waszyngtonu? Prezydent ogłosił, że w stolicy panuje sytuacja wyjątkowa, przestępczość szaleje i konieczne jest wysłanie Gwardii Narodowej. Wzbudziło to oczywiste protesty Demokratów, ale czy nie o to właśnie chodziło? Czy nie mamy do czynienia z sytuacją rządzenia poprzez pozorowanie stanów wyjątkowych w każdej możliwej sytuacji?

Opowiadamy wreszcie co u opozycji – dlaczego Partia Demokratyczna ma najgorsze notowania od trzech dekad i czy ma jakieś widoki na zmianę tego stanu rzeczy? Dowiecie się jaką rolę może odegrać w tym skromna rodzina Baileysów z Long Island, a jaką gubernator Kalifornii, Gavin Newsom. I czy właśnie nie padły pierwsze salwy w wielkiej wojnie gerrymanderingowej, która pogłębi i tak już patologiczną sytuację z granicami amerykańskich okręgów wyborczych

Zapraszamy na odcinek i na nowy sezon Podkastu amerykańskiego!

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie