Stan Wyjątkowy

"Stan Wyjątkowy" to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutować będą o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i Newsweeka zapewnią słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulisów polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.


Odcinki od najnowszych:

Morawiecki stawia się Kaczyńskiemu. Nawrocki pod presją Tuska. Macierewicz wraca do łask #OnetAudio
2026-02-28 18:03:57

Ależ my znamy prezesa, chyba nawet lepiej niż on sam siebie. Od początku czuliśmy, że to pic, gdy Jarosław Kaczyński opowiadał, jak to w swym sercu ma już wybranego kandydata na premiera, z którym ruszy na podbój Polski przed przyszłorocznymi wyborami. Nawet jeśli przez chwilę myślał o liderach frakcji „maślarzy" Tobiaszu Bocheńskim czy też Przemysławie Czarnku, to już tak nie myśli. Wystarczyło, że odwiedził go lider konkurencyjnej frakcji „harcerzy" Mateusz Morawiecki i ostrzegł, że postawienie na „maślarzy" to prosta droga do rozłamu w PiS — i prezes pospiesznie się wycofał. Nie ma się co dziwić, że Morawiecki grozi opuszczeniem PiS. „Maślarze" go nienawidzą, intensywnie zwalczają „harcerzy" i chcą ich wyeliminować z polityki. Dość powiedzieć, że z niedawnej konwencji PiS w sprawach obronności i unijnego funduszu SAFE usunięty został „harcerz" Michał Dworczyk, zaś „maślarze" reaktywowali wstydliwie w PiS skrywanego Antoniego Macierewicza. Pan Antoni nie zwiódł — kłamał jak najęty. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek zauważają, że „maślarz" na czele rządu to byłby wyrok na Morawieckiego i pozbawienie go wszelkich szans w walce o sukcesję po Kaczyńskim — a Morawiecki chce być następnym prezesem PiS. Szkopuł w tym, że Kaczyński nigdzie się nie wybiera. Dlatego jest rozżalony na byłego premiera. Coraz częściej mówi swym najbliższym ludziom, że czuje się jak ojciec, któremu syn chce zabrać cały majątek. A cały majątek prezesa to PiS.
Ależ my znamy prezesa, chyba nawet lepiej niż on sam siebie. Od początku czuliśmy, że to pic, gdy Jarosław Kaczyński opowiadał, jak to w swym sercu ma już wybranego kandydata na premiera, z którym ruszy na podbój Polski przed przyszłorocznymi wyborami. Nawet jeśli przez chwilę myślał o liderach frakcji „maślarzy" Tobiaszu Bocheńskim czy też Przemysławie Czarnku, to już tak nie myśli. Wystarczyło, że odwiedził go lider konkurencyjnej frakcji „harcerzy" Mateusz Morawiecki i ostrzegł, że postawienie na „maślarzy" to prosta droga do rozłamu w PiS — i prezes pospiesznie się wycofał. Nie ma się co dziwić, że Morawiecki grozi opuszczeniem PiS. „Maślarze" go nienawidzą, intensywnie zwalczają „harcerzy" i chcą ich wyeliminować z polityki. Dość powiedzieć, że z niedawnej konwencji PiS w sprawach obronności i unijnego funduszu SAFE usunięty został „harcerz" Michał Dworczyk, zaś „maślarze" reaktywowali wstydliwie w PiS skrywanego Antoniego Macierewicza. Pan Antoni nie zwiódł — kłamał jak najęty. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek zauważają, że „maślarz" na czele rządu to byłby wyrok na Morawieckiego i pozbawienie go wszelkich szans w walce o sukcesję po Kaczyńskim — a Morawiecki chce być następnym prezesem PiS. Szkopuł w tym, że Kaczyński nigdzie się nie wybiera. Dlatego jest rozżalony na byłego premiera. Coraz częściej mówi swym najbliższym ludziom, że czuje się jak ojciec, któremu syn chce zabrać cały majątek. A cały majątek prezesa to PiS.

Kaczyński topi Morawieckiego. Żurek chce okiwać Nawrockiego. Hołownia traci pół partii #OnetAudio
2026-02-21 18:44:10

Mówiąc szczerze, twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" nie wierzą, że Jarosław Kaczyński ma już w głowie jedno nazwisko kandydata PiS na premiera. Bawi nas, gdy prezes mówi, że już wie, ale jeszcze nie powie. No to my powiemy — Kaczyński rozważa Tobiasza Bocheńskiego lub Przemysława Czarnka. I, mówiąc szczerze, niezbyt to nas porusza. Z jednego powodu — prezes zachowuje się, jakby nie rozumiał, że skończyły się czasy, gdy to on jednoosobowo wskazywał kandydata na premiera. Dziś scena polityczna wygląda inaczej — Kaczyński traci wpływy na prawicy kosztem Konfederacji i Korony Brauna. Najpierw więc PiS musi dobrze wypaść w wyborach, potem znaleźć koalicjantów, a dopiero w finale ustalić z nimi nazwisko premiera — a do tego droga daleka. Komunikatu Kaczyńskiego nie można jednak lekceważyć. I nie chodzi tu o namaszczenie Bocheńskiego czy Czarnka, tylko topienie Mateusza Morawieckiego. Prezes otóż jednoznacznie dał do zrozumienia, że dla Morawieckiego nie widzi miejsca na czele rządu PiS w razie powrotu do władzy. Ten komunikat to polityczny sygnał dla Morawieckiego i jego frakcji „harcerzy", że w PiS nic dobrego już ich nie czeka. I właśnie to może mieć kolosalne konsekwencje dla sceny politycznej — łącznie z ich wyjściem z PiS. Na razie rozpada się Polska 2050 Szymona Hołowni — biorąc pod uwagę datę zapisaną w jej nazwie, upada co najmniej ćwierć wieku za wcześnie. Politycy partii, która miała zmienić oblicze tej ziemi, wyzywają się od „bydlaków", zarzucając sobie oszustwa i defraudacje. Jednocześnie, jak przystało na demokratów, dzielą się na pół. Jedna grupa tworzy klub Centrum, a druga chce być „wyrazistym centrum". Ale rozpad Polski 2050 wcale nie musi oznaczać, że Hołownia zniknie z polityki. Bo zostało przy nim to, co ważniejsze od połowy straconego klubu — grube miliony w partyjnej kasie. To dobre wiano, żeby negocjować koalicję przed kolejnymi wyborami. Z kim? Może z PSL? Może z Morawieckim? Pewne jest jedno — nie z Tuskiem, bo Hołownia uważa, że premier chce go wykończyć. Panie Szymonie, nie potrzeba Tuska — pan się sam wykańcza.
Mówiąc szczerze, twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" nie wierzą, że Jarosław Kaczyński ma już w głowie jedno nazwisko kandydata PiS na premiera. Bawi nas, gdy prezes mówi, że już wie, ale jeszcze nie powie. No to my powiemy — Kaczyński rozważa Tobiasza Bocheńskiego lub Przemysława Czarnka. I, mówiąc szczerze, niezbyt to nas porusza. Z jednego powodu — prezes zachowuje się, jakby nie rozumiał, że skończyły się czasy, gdy to on jednoosobowo wskazywał kandydata na premiera. Dziś scena polityczna wygląda inaczej — Kaczyński traci wpływy na prawicy kosztem Konfederacji i Korony Brauna. Najpierw więc PiS musi dobrze wypaść w wyborach, potem znaleźć koalicjantów, a dopiero w finale ustalić z nimi nazwisko premiera — a do tego droga daleka. Komunikatu Kaczyńskiego nie można jednak lekceważyć. I nie chodzi tu o namaszczenie Bocheńskiego czy Czarnka, tylko topienie Mateusza Morawieckiego. Prezes otóż jednoznacznie dał do zrozumienia, że dla Morawieckiego nie widzi miejsca na czele rządu PiS w razie powrotu do władzy. Ten komunikat to polityczny sygnał dla Morawieckiego i jego frakcji „harcerzy", że w PiS nic dobrego już ich nie czeka. I właśnie to może mieć kolosalne konsekwencje dla sceny politycznej — łącznie z ich wyjściem z PiS. Na razie rozpada się Polska 2050 Szymona Hołowni — biorąc pod uwagę datę zapisaną w jej nazwie, upada co najmniej ćwierć wieku za wcześnie. Politycy partii, która miała zmienić oblicze tej ziemi, wyzywają się od „bydlaków", zarzucając sobie oszustwa i defraudacje. Jednocześnie, jak przystało na demokratów, dzielą się na pół. Jedna grupa tworzy klub Centrum, a druga chce być „wyrazistym centrum". Ale rozpad Polski 2050 wcale nie musi oznaczać, że Hołownia zniknie z polityki. Bo zostało przy nim to, co ważniejsze od połowy straconego klubu — grube miliony w partyjnej kasie. To dobre wiano, żeby negocjować koalicję przed kolejnymi wyborami. Z kim? Może z PSL? Może z Morawieckim? Pewne jest jedno — nie z Tuskiem, bo Hołownia uważa, że premier chce go wykończyć. Panie Szymonie, nie potrzeba Tuska — pan się sam wykańcza.

Czarzasty na wojnie z Nawrockim i Trumpem. Tusk chce tropić Epsteina. Ziobro ścigany listem gończym #OnetAudio
2026-02-07 17:52:07

Powiedzieć, że to czas Włodzimierza Czarzastego to nic nie powiedzieć. Fakty są takie, że poniedziałkowa konferencja marszałka ruszyła lawinę. Otóż lider Lewicy postanowił odrzucić wniosek amerykańskiej Izby Reprezentantów i izraelskiego Knesetu w sprawie poparcia dla kandydatury Donalda Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla. W sumie Czarzasty nic nadzwyczajnego nie powiedział. Ot tyle, że prezydent USA destabilizuje sytuację międzynarodową, a nie odwrotnie, że uderza w sojuszników, a także ofiarę ich weteranów — w tym polskich — ma za nic. Nie wiadomo, czy swoje oświadczenie w szczegółach konsultował z MSZ i Donaldem Tuskiem — choć byłoby dziwne, gdyby tego nie zrobił. W Polsce utkane z krytyki Trumpa wystąpienie Czarzastego szybko zostało zapomniane. Aż tu nagle do pieca postanowił dołożyć ambasador USA Tom Rose, który ogłosił, że Amerykanie ucinają wszelkie relacje Czarzastym, czyli jakby mnie patrzeć — z drugą osobą w państwie. No i zaczęła się jatka. Politycy PiS czasowo przestali walczyć sami ze sobą i rzucili się na Czarzastego. Koalicja raczej go broni, na czele z premierem, który napisał ambasadorowi, że sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Rose się zacietrzewił. Zasugerował nawet, że władze USA mogą wycofać z Polski swoich żołnierzy i sprzęt. Potem wpis skasował, ale mleko już się rozlało. Szef MSZ Radosław Sikorski pyta Amerykanów, czy internetowe filipiki „Różanego Toma" to oficjalne stanowisko Białego Domu. Ale nie to jest najważniejsze. Kluczowe pytanie jest inne — czy Rose działał w porozumieniu z Pałacem Prezydenckim. Tak się bowiem składa, że wcześniej do ataku na Czarzastego przystąpił Karol Nawrocki, który chce szukać ruskich kontaktów marszałka. Szkopuł w tym, że zrobił to na tyle nieudolnie, że naraził się na lewy sierpowy Czarzastego, który w rewanżu zażądał, aby Nawrocki wyspowiadał się ze swych kontaktów z kibolami i gansterami, a także opowiedział o ochroniarskiej karierze w sopockim Grand Hotelu, gdy kwitła tam prostytucja. I akurat wtedy do gry wkroczył ambasador.
Powiedzieć, że to czas Włodzimierza Czarzastego to nic nie powiedzieć. Fakty są takie, że poniedziałkowa konferencja marszałka ruszyła lawinę. Otóż lider Lewicy postanowił odrzucić wniosek amerykańskiej Izby Reprezentantów i izraelskiego Knesetu w sprawie poparcia dla kandydatury Donalda Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla. W sumie Czarzasty nic nadzwyczajnego nie powiedział. Ot tyle, że prezydent USA destabilizuje sytuację międzynarodową, a nie odwrotnie, że uderza w sojuszników, a także ofiarę ich weteranów — w tym polskich — ma za nic. Nie wiadomo, czy swoje oświadczenie w szczegółach konsultował z MSZ i Donaldem Tuskiem — choć byłoby dziwne, gdyby tego nie zrobił. W Polsce utkane z krytyki Trumpa wystąpienie Czarzastego szybko zostało zapomniane. Aż tu nagle do pieca postanowił dołożyć ambasador USA Tom Rose, który ogłosił, że Amerykanie ucinają wszelkie relacje Czarzastym, czyli jakby mnie patrzeć — z drugą osobą w państwie. No i zaczęła się jatka. Politycy PiS czasowo przestali walczyć sami ze sobą i rzucili się na Czarzastego. Koalicja raczej go broni, na czele z premierem, który napisał ambasadorowi, że sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Rose się zacietrzewił. Zasugerował nawet, że władze USA mogą wycofać z Polski swoich żołnierzy i sprzęt. Potem wpis skasował, ale mleko już się rozlało. Szef MSZ Radosław Sikorski pyta Amerykanów, czy internetowe filipiki „Różanego Toma" to oficjalne stanowisko Białego Domu. Ale nie to jest najważniejsze. Kluczowe pytanie jest inne — czy Rose działał w porozumieniu z Pałacem Prezydenckim. Tak się bowiem składa, że wcześniej do ataku na Czarzastego przystąpił Karol Nawrocki, który chce szukać ruskich kontaktów marszałka. Szkopuł w tym, że zrobił to na tyle nieudolnie, że naraził się na lewy sierpowy Czarzastego, który w rewanżu zażądał, aby Nawrocki wyspowiadał się ze swych kontaktów z kibolami i gansterami, a także opowiedział o ochroniarskiej karierze w sopockim Grand Hotelu, gdy kwitła tam prostytucja. I akurat wtedy do gry wkroczył ambasador.

Trump ciągnie Nawrockiego do rady z Putinem. Rusza wojna o specsłużby. Partia Hołowni eksplodowała #OnetAudio
2026-01-24 17:13:40

W Davos był sukces polskiej dyplomacji a potem wszystko się zawaliło. Sukces polegał głównie na tym, że prezydent i premier ustalili ze sobą wspólną linię i dość precyzyjnie się jej trzymali. Prezydent wybrał rolę najwierniejszego przybocznego Donalda Trumpa, schlebiając mu na każdym kroku, a premier złego policjanta, który trzyma prezydenta za długopis. Ale wyszło naprawdę dobrze. Tyle tylko, że Donald Trump kompletnie nie panuje nad tym, co mówi. Już w swoim wystąpieniu zaczął opowiadać o tym, że kraje NATO nigdy Ameryce nie pomogły i nigdy by nie pomogły, ale poprawił jeszcze w rozmowie z dziennikarzami mówiąc, że nikt właściwie wojsk krajów NATO-wskich nie potrzebował i że stali z boku a nie na linii frontu. Na misjach w Afganistanie i Iraku zginęło 65 Polaków. Ofiary są wśród Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Włochów, Niemców, Francuzów i Duńczyków. Od ataku 11 września, kiedy NATO na wniosek USA uruchomiło artykuł 5. w misjach zginęli żołnierze z 11 krajów europejskich. Ale prezydent Nawrocki nadal ma problem z powiedzeniem wprost, że Trump uderza w pamięć o polskich ofiarach amerykańskich wojen. W jego poście na platformie "X" nie pada nazwisko amerykańskiego prezydenta. Bo po prostu Nawrocki nie może, bo jeszcze by się wielki brat zdenerwował.    W sejmie awantura na awanturze. O wszystko. A to się posłowie Polski 2050 publicznie wyzywają od zdrajców, a to krzyki o wejście prokuratorów do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, a to o zegarek posła lewicy, który nie pamięta czy nosi prawdziwą Omegę za 10 tysięcy czy pamiątkę z wakacji za 10 dolarów. Ale najwięcej emocji budzi to, co działo się na zamkniętych czatach Polski 2050. Każda rozmowa z polskim politykiem w tej chwili zaczyna się od słów "ale co tam w ogóle się stało" i nikt właściwie nie ma dobrej odpowiedzi. Ministra kultury w niewybrednych słowach namawia kolegów do ustawienia wyborów, 12 "szymonitów" składa hołd lenny byłemu liderowi, pseudopucz rozgrywa się tym razem bez kanapek, a jedyne co rośnie w partii to niechęć do Hołowni, który stracił już dokładnie wszystko, co wniósł do polityki. 
W Davos był sukces polskiej dyplomacji a potem wszystko się zawaliło. Sukces polegał głównie na tym, że prezydent i premier ustalili ze sobą wspólną linię i dość precyzyjnie się jej trzymali. Prezydent wybrał rolę najwierniejszego przybocznego Donalda Trumpa, schlebiając mu na każdym kroku, a premier złego policjanta, który trzyma prezydenta za długopis. Ale wyszło naprawdę dobrze. Tyle tylko, że Donald Trump kompletnie nie panuje nad tym, co mówi. Już w swoim wystąpieniu zaczął opowiadać o tym, że kraje NATO nigdy Ameryce nie pomogły i nigdy by nie pomogły, ale poprawił jeszcze w rozmowie z dziennikarzami mówiąc, że nikt właściwie wojsk krajów NATO-wskich nie potrzebował i że stali z boku a nie na linii frontu. Na misjach w Afganistanie i Iraku zginęło 65 Polaków. Ofiary są wśród Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Włochów, Niemców, Francuzów i Duńczyków. Od ataku 11 września, kiedy NATO na wniosek USA uruchomiło artykuł 5. w misjach zginęli żołnierze z 11 krajów europejskich. Ale prezydent Nawrocki nadal ma problem z powiedzeniem wprost, że Trump uderza w pamięć o polskich ofiarach amerykańskich wojen. W jego poście na platformie "X" nie pada nazwisko amerykańskiego prezydenta. Bo po prostu Nawrocki nie może, bo jeszcze by się wielki brat zdenerwował.    W sejmie awantura na awanturze. O wszystko. A to się posłowie Polski 2050 publicznie wyzywają od zdrajców, a to krzyki o wejście prokuratorów do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, a to o zegarek posła lewicy, który nie pamięta czy nosi prawdziwą Omegę za 10 tysięcy czy pamiątkę z wakacji za 10 dolarów. Ale najwięcej emocji budzi to, co działo się na zamkniętych czatach Polski 2050. Każda rozmowa z polskim politykiem w tej chwili zaczyna się od słów "ale co tam w ogóle się stało" i nikt właściwie nie ma dobrej odpowiedzi. Ministra kultury w niewybrednych słowach namawia kolegów do ustawienia wyborów, 12 "szymonitów" składa hołd lenny byłemu liderowi, pseudopucz rozgrywa się tym razem bez kanapek, a jedyne co rośnie w partii to niechęć do Hołowni, który stracił już dokładnie wszystko, co wniósł do polityki. 

Trump ciągnie Nawrockiego do rady z Putinem. Rusza wojna o specsłużby. Partia Hołowni eksplodowała #OnetAudio
2026-01-24 17:13:33

W Davos był sukces polskiej dyplomacji a potem wszystko się zawaliło. Sukces polegał głównie na tym, że prezydent i premier ustalili ze sobą wspólną linię i dość precyzyjnie się jej trzymali. Prezydent wybrał rolę najwierniejszego przybocznego Donalda Trumpa, schlebiając mu na każdym kroku, a premier złego policjanta, który trzyma prezydenta za długopis. Ale wyszło naprawdę dobrze. Tyle tylko, że Donald Trump kompletnie nie panuje nad tym, co mówi. Już w swoim wystąpieniu zaczął opowiadać o tym, że kraje NATO nigdy Ameryce nie pomogły i nigdy by nie pomogły, ale poprawił jeszcze w rozmowie z dziennikarzami mówiąc, że nikt właściwie wojsk krajów NATO-wskich nie potrzebował i że stali z boku a nie na linii frontu. Na misjach w Afganistanie i Iraku zginęło 65 Polaków. Ofiary są wśród Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Włochów, Niemców, Francuzów i Duńczyków. Od ataku 11 września, kiedy NATO na wniosek USA uruchomiło artykuł 5. w misjach zginęli żołnierze z 11 krajów europejskich. Ale prezydent Nawrocki nadal ma problem z powiedzeniem wprost, że Trump uderza w pamięć o polskich ofiarach amerykańskich wojen. W jego poście na platformie "X" nie pada nazwisko amerykańskiego prezydenta. Bo po prostu Nawrocki nie może, bo jeszcze by się wielki brat zdenerwował.    W sejmie awantura na awanturze. O wszystko. A to się posłowie Polski 2050 publicznie wyzywają od zdrajców, a to krzyki o wejście prokuratorów do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, a to o zegarek posła lewicy, który nie pamięta czy nosi prawdziwą Omegę za 10 tysięcy czy pamiątkę z wakacji za 10 dolarów. Ale najwięcej emocji budzi to, co działo się na zamkniętych czatach Polski 2050. Każda rozmowa z polskim politykiem w tej chwili zaczyna się od słów "ale co tam w ogóle się stało" i nikt właściwie nie ma dobrej odpowiedzi. Ministra kultury w niewybrednych słowach namawia kolegów do ustawienia wyborów, 12 "szymonitów" składa hołd lenny byłemu liderowi, pseudopucz rozgrywa się tym razem bez kanapek, a jedyne co rośnie w partii to niechęć do Hołowni, który stracił już dokładnie wszystko, co wniósł do polityki. 
W Davos był sukces polskiej dyplomacji a potem wszystko się zawaliło. Sukces polegał głównie na tym, że prezydent i premier ustalili ze sobą wspólną linię i dość precyzyjnie się jej trzymali. Prezydent wybrał rolę najwierniejszego przybocznego Donalda Trumpa, schlebiając mu na każdym kroku, a premier złego policjanta, który trzyma prezydenta za długopis. Ale wyszło naprawdę dobrze. Tyle tylko, że Donald Trump kompletnie nie panuje nad tym, co mówi. Już w swoim wystąpieniu zaczął opowiadać o tym, że kraje NATO nigdy Ameryce nie pomogły i nigdy by nie pomogły, ale poprawił jeszcze w rozmowie z dziennikarzami mówiąc, że nikt właściwie wojsk krajów NATO-wskich nie potrzebował i że stali z boku a nie na linii frontu. Na misjach w Afganistanie i Iraku zginęło 65 Polaków. Ofiary są wśród Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Włochów, Niemców, Francuzów i Duńczyków. Od ataku 11 września, kiedy NATO na wniosek USA uruchomiło artykuł 5. w misjach zginęli żołnierze z 11 krajów europejskich. Ale prezydent Nawrocki nadal ma problem z powiedzeniem wprost, że Trump uderza w pamięć o polskich ofiarach amerykańskich wojen. W jego poście na platformie "X" nie pada nazwisko amerykańskiego prezydenta. Bo po prostu Nawrocki nie może, bo jeszcze by się wielki brat zdenerwował.    W sejmie awantura na awanturze. O wszystko. A to się posłowie Polski 2050 publicznie wyzywają od zdrajców, a to krzyki o wejście prokuratorów do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, a to o zegarek posła lewicy, który nie pamięta czy nosi prawdziwą Omegę za 10 tysięcy czy pamiątkę z wakacji za 10 dolarów. Ale najwięcej emocji budzi to, co działo się na zamkniętych czatach Polski 2050. Każda rozmowa z polskim politykiem w tej chwili zaczyna się od słów "ale co tam w ogóle się stało" i nikt właściwie nie ma dobrej odpowiedzi. Ministra kultury w niewybrednych słowach namawia kolegów do ustawienia wyborów, 12 "szymonitów" składa hołd lenny byłemu liderowi, pseudopucz rozgrywa się tym razem bez kanapek, a jedyne co rośnie w partii to niechęć do Hołowni, który stracił już dokładnie wszystko, co wniósł do polityki. 

Ziobro zwiał do Orbana. Kaczyński atakuje Brauna. Hołownia chce wykończyć swych wrogów w Polsce 2050 #OnetAudio
2026-01-17 18:42:07

Za rządów PiS był w Polsce niemal politycznym królem. Na grupce jego solidarno-suwerennych posłów wisiała rządowa większość. Był ministrem i nadprokuratorem. Żonę i brata ustawił w spółkach skarbu państwa. Miał potężną władzę — awansował i degradował, stawiał zarzuty i pakował za kratki. Znał tajemnice wszystkich kluczowych śledztw i nie wahał się ich użyć. Przez miasta i wsie sunął w kawalkadzie czarnych aut, na krok nie odstępowała go ochrona, a za pasek od spodni nonszalancko, jak przystało na twardziela, wkładał spluwę. Dziś Zbigniew Ziobro samotnie przechadza się ulicami Budapesztu i kompletnie nikt się nim tam nie interesuje. W Polsce jest ścigany, grozi mu areszt, a prokuratura blokuje mu konta. Odgraża się podczas zdalnych wywiadów — tyle że nikt już się go nie boi, bo nikt nie wierzy, że jeszcze kiedykolwiek będzie przewodził kawalkadzie czarnych aut. Tak właśnie wygląda upadek. Upadek Ziobry ma jednak konkretny skutek polityczny — oznacza kłopoty dla PiS. Ziobro wystąpił o azyl polityczny u Orbana mimo że wcześniej twierdził, że tego nie zrobi. Czyli kłamał — to po pierwsze. Ale — po drugie i najważniejsze — okazał się miękiszonem, a nie szeryfem. Boi się śledczych narzędzi, które sam wobec innych z pasją i rozkoszą stosował. To polityczny koniec Ziobry, już nigdy nie odegra decydującej roli w walkę o rząd dusz na prawicy. Walkę o rząd dusz dawno już przegrał Szymon Hołownia. W tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz wchodzą za kulisy groteskowych wyborów nowych władz Polski 2050. Jest tam wszystko, co kochamy: korupcja polityczna, walka na wyniszczenie, intrygi, kłamstwa i spiski. Pan Szymon chce unieważnić głosowanie na przewodniczącego partii i zrobić nowe wybory, tak aby zachować władzę. Szkopuł w tym, że duża część partii już go nie chce.
Za rządów PiS był w Polsce niemal politycznym królem. Na grupce jego solidarno-suwerennych posłów wisiała rządowa większość. Był ministrem i nadprokuratorem. Żonę i brata ustawił w spółkach skarbu państwa. Miał potężną władzę — awansował i degradował, stawiał zarzuty i pakował za kratki. Znał tajemnice wszystkich kluczowych śledztw i nie wahał się ich użyć. Przez miasta i wsie sunął w kawalkadzie czarnych aut, na krok nie odstępowała go ochrona, a za pasek od spodni nonszalancko, jak przystało na twardziela, wkładał spluwę. Dziś Zbigniew Ziobro samotnie przechadza się ulicami Budapesztu i kompletnie nikt się nim tam nie interesuje. W Polsce jest ścigany, grozi mu areszt, a prokuratura blokuje mu konta. Odgraża się podczas zdalnych wywiadów — tyle że nikt już się go nie boi, bo nikt nie wierzy, że jeszcze kiedykolwiek będzie przewodził kawalkadzie czarnych aut. Tak właśnie wygląda upadek. Upadek Ziobry ma jednak konkretny skutek polityczny — oznacza kłopoty dla PiS. Ziobro wystąpił o azyl polityczny u Orbana mimo że wcześniej twierdził, że tego nie zrobi. Czyli kłamał — to po pierwsze. Ale — po drugie i najważniejsze — okazał się miękiszonem, a nie szeryfem. Boi się śledczych narzędzi, które sam wobec innych z pasją i rozkoszą stosował. To polityczny koniec Ziobry, już nigdy nie odegra decydującej roli w walkę o rząd dusz na prawicy. Walkę o rząd dusz dawno już przegrał Szymon Hołownia. W tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz wchodzą za kulisy groteskowych wyborów nowych władz Polski 2050. Jest tam wszystko, co kochamy: korupcja polityczna, walka na wyniszczenie, intrygi, kłamstwa i spiski. Pan Szymon chce unieważnić głosowanie na przewodniczącego partii i zrobić nowe wybory, tak aby zachować władzę. Szkopuł w tym, że duża część partii już go nie chce.

Kaczyński traci kontrolę nad PiS. Tusk upokarza Lewicę. Nawrocki podnieca się swymi wetami #OnetAudio
2026-01-11 08:50:03

Jeśli Jarosław Kaczyński liczył na to, że podczas spotkania wierchuszki PiS na Nowogrodzkiej przedstawiciele wrogich frakcji „maślarzy" i „harcerzy" wybaczą sobie winy, wzajemnie przebaczą i rzucą się sobie w ramiona, śpiewając przy tym kolędy — to srogo się przeliczył. Według twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzeja Stankiewicza i Kamila Dziubki sukcesem jest tylko to, że do spotkania w ogóle doszło, bo wcześniejsze próby — pod koniec grudnia — skończyły się fiaskiem. Mimo żądań prezesa w centrali partii nie stawił się Mateusz Morawiecki, lider „harcerzy". Tym razem Morawiecki przyjechał, spotkał się z Kaczyńskim w cztery oczy i wyszedł z nim oraz „maślarzami" na konferencję prasową. I to wszystko — żadnej pokutnego korzenia się przed prezesem nie było. Nie ma się co Morawieckiemu dziwić — Kaczyński wysyła sygnały, że nie widzi go w roli premiera, jeśli za 2 lata PiS wróci do władzy. A to oznacza, że wojna między frakcjami w PiS wcale nie ustanie. Wręcz przeciwnie — będzie jeszcze brutalniejsza. Mówiąc wprost: to nie jest zwykła wojenka o pozycję w partii i dostęp do ucha prezesa, jakich wiele było w PiS przez ponad dwie dekady działalności partii. To jest prawdziwa wojna o sukcesję. Kaczyński może udawać, że kontroluje sytuację, ale po prawdzie — nie kontroluje wcale. Bo to jest gra o to, kto po nim. Gra, w której jego już nie ma. W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Kamila Dziubka wchodzą także za kulisy wojny Donalda Tuska z Lewicą, dochodząc do wniosku, że premier postanowił pokazać Włodzimierzowi Czarzastemu jego miejsce w szeregu. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" odliczają również kolejne weta Karola Nawrockiego, dostrzegając perwersyjną radość, jaką prezydentowi sprawia niszczenie rządowych projektów.  
Jeśli Jarosław Kaczyński liczył na to, że podczas spotkania wierchuszki PiS na Nowogrodzkiej przedstawiciele wrogich frakcji „maślarzy" i „harcerzy" wybaczą sobie winy, wzajemnie przebaczą i rzucą się sobie w ramiona, śpiewając przy tym kolędy — to srogo się przeliczył. Według twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzeja Stankiewicza i Kamila Dziubki sukcesem jest tylko to, że do spotkania w ogóle doszło, bo wcześniejsze próby — pod koniec grudnia — skończyły się fiaskiem. Mimo żądań prezesa w centrali partii nie stawił się Mateusz Morawiecki, lider „harcerzy". Tym razem Morawiecki przyjechał, spotkał się z Kaczyńskim w cztery oczy i wyszedł z nim oraz „maślarzami" na konferencję prasową. I to wszystko — żadnej pokutnego korzenia się przed prezesem nie było. Nie ma się co Morawieckiemu dziwić — Kaczyński wysyła sygnały, że nie widzi go w roli premiera, jeśli za 2 lata PiS wróci do władzy. A to oznacza, że wojna między frakcjami w PiS wcale nie ustanie. Wręcz przeciwnie — będzie jeszcze brutalniejsza. Mówiąc wprost: to nie jest zwykła wojenka o pozycję w partii i dostęp do ucha prezesa, jakich wiele było w PiS przez ponad dwie dekady działalności partii. To jest prawdziwa wojna o sukcesję. Kaczyński może udawać, że kontroluje sytuację, ale po prawdzie — nie kontroluje wcale. Bo to jest gra o to, kto po nim. Gra, w której jego już nie ma. W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Kamila Dziubka wchodzą także za kulisy wojny Donalda Tuska z Lewicą, dochodząc do wniosku, że premier postanowił pokazać Włodzimierzowi Czarzastemu jego miejsce w szeregu. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" odliczają również kolejne weta Karola Nawrockiego, dostrzegając perwersyjną radość, jaką prezydentowi sprawia niszczenie rządowych projektów.  

Tusk i Nawrocki się wyzywają. Ludzie prezydenta ujawniają tajne plany. Mentzen boi się Zajączkowskiej #OnetAudio
2026-01-04 07:54:02

Rozpoczęty właśnie 2026 r. będzie pierwszym od trzech lat, gdy nie odbędą się żadne ogólnokrajowe wybory. Zakładamy oczywiście, że nie powtórzy się scenariusz z 2007 r., gdy do wyborów – przyspieszonych – jednak doszło. Wtedy jednak został spełniony kluczowy warunek – Tusk dogadał się z Kaczyńskim. Wtedy wcześniejsze głosowanie jako tako opłacało się im obydwu. Tym razem nie opłaca się żadnemu z nich. Specjalnie z tego powodu nie płaczemy, zwłaszcza że lokatorzy obydwu pałaców, a także gmachu przy Wiejskiej, z pewnością nie pozwolą o sobie zapomnieć. Tak było zresztą już w trakcie świąteczno-noworocznej przerwy. Ostrzał na linii Nawrocki-Tusk trwał w najlepsze. Duży i mały pałac co rusz wysyłały sobie „pozdrowienia" — czyli wyzwiska — nawet przy okazji składania życzeń. Nawrocki prawił, że „sprawy państwa nie idą w dobrą stronę", zaś Tusk wspominał o „królu kiboli". To było jednak tylko przygotowanie artyleryjskie do kolejnej odsłony bitwy, która będzie miała swoje rozstrzygnięcie w 2027 r. Prezydent kokietuje elektorat skrajnej prawicy, a Donald Tusk zbiera wokół siebie przestraszonych perspektywą uczestniczenia w przyszłym rządzie Grzegorza Brauna. Niebawem czeka też na ostatecznie rozstrzygnięcia wewnętrznych wyborów w Polsce 2050, której członkowie niebawem zdecydują o tym, kto zastąpi Szymona Hołownię na fotelu lidera. Z wyścigu odpadł właśnie Michał Kobosko, który stwierdził, że łączenie mandatu europosła z kierowaniem partią współtworzącą rząd będzie dość karkołomne. To oczywiście powód oficjalny, bo — wiele na to wskazuje — Kobosko po prostu pogodził się z tym, że faworytką rywalizacji pozostaje Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Chyba, że jej przeciwnicy będą w stanie zawrzeć sojusz, który zablokuje ministrę funduszy. Inna sprawa, że Donald Tusk z tego powodu by nie płakał, bo Pełczyńskiej-Nałęcz nie cierpi. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" Kamil Dziubka i Dominika Długosz zauważają, że równie gorące uczucie zaczyna kiełkować między Sławomirem Mentzenem a europosłanką Ewą Zajączkowską-Hernik, Pierwszą Damą Konfederacji. Mentzen właśnie ją zdegradował w partyjnej hierarchii, a wedle naszych informacji to nie koniec napięć. Lider Konfederacji — jak słyszymy — ciężko znosi popularność Zajączkowskiej-Hernik w swym elektoracie. Braun już czeka na europosłankę z otwartymi rękami. Zresztą o potajemnych politycznych knowaniach pani Ewy z „Grigorijem" już od dawna krążą legendy.
Rozpoczęty właśnie 2026 r. będzie pierwszym od trzech lat, gdy nie odbędą się żadne ogólnokrajowe wybory. Zakładamy oczywiście, że nie powtórzy się scenariusz z 2007 r., gdy do wyborów – przyspieszonych – jednak doszło. Wtedy jednak został spełniony kluczowy warunek – Tusk dogadał się z Kaczyńskim. Wtedy wcześniejsze głosowanie jako tako opłacało się im obydwu. Tym razem nie opłaca się żadnemu z nich. Specjalnie z tego powodu nie płaczemy, zwłaszcza że lokatorzy obydwu pałaców, a także gmachu przy Wiejskiej, z pewnością nie pozwolą o sobie zapomnieć. Tak było zresztą już w trakcie świąteczno-noworocznej przerwy. Ostrzał na linii Nawrocki-Tusk trwał w najlepsze. Duży i mały pałac co rusz wysyłały sobie „pozdrowienia" — czyli wyzwiska — nawet przy okazji składania życzeń. Nawrocki prawił, że „sprawy państwa nie idą w dobrą stronę", zaś Tusk wspominał o „królu kiboli". To było jednak tylko przygotowanie artyleryjskie do kolejnej odsłony bitwy, która będzie miała swoje rozstrzygnięcie w 2027 r. Prezydent kokietuje elektorat skrajnej prawicy, a Donald Tusk zbiera wokół siebie przestraszonych perspektywą uczestniczenia w przyszłym rządzie Grzegorza Brauna. Niebawem czeka też na ostatecznie rozstrzygnięcia wewnętrznych wyborów w Polsce 2050, której członkowie niebawem zdecydują o tym, kto zastąpi Szymona Hołownię na fotelu lidera. Z wyścigu odpadł właśnie Michał Kobosko, który stwierdził, że łączenie mandatu europosła z kierowaniem partią współtworzącą rząd będzie dość karkołomne. To oczywiście powód oficjalny, bo — wiele na to wskazuje — Kobosko po prostu pogodził się z tym, że faworytką rywalizacji pozostaje Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Chyba, że jej przeciwnicy będą w stanie zawrzeć sojusz, który zablokuje ministrę funduszy. Inna sprawa, że Donald Tusk z tego powodu by nie płakał, bo Pełczyńskiej-Nałęcz nie cierpi. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" Kamil Dziubka i Dominika Długosz zauważają, że równie gorące uczucie zaczyna kiełkować między Sławomirem Mentzenem a europosłanką Ewą Zajączkowską-Hernik, Pierwszą Damą Konfederacji. Mentzen właśnie ją zdegradował w partyjnej hierarchii, a wedle naszych informacji to nie koniec napięć. Lider Konfederacji — jak słyszymy — ciężko znosi popularność Zajączkowskiej-Hernik w swym elektoracie. Braun już czeka na europosłankę z otwartymi rękami. Zresztą o potajemnych politycznych knowaniach pani Ewy z „Grigorijem" już od dawna krążą legendy.

Podsumowanie roku ze "Stanem Wyjątkowym". Część druga: koniec potęgi Kaczyńskiego #OnetAudio
2026-01-01 12:01:09

Cały odcinek obejrzysz i posłuchasz tutaj: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/podsumowanie-roku-ze-stanem-wyjatkowym-czesc-druga-koniec-potegi-kaczynskiego/s15gmx0     To jest specjalne wydanie słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy". Wszyscy prowadzący — Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek — spotykają się razem w studiu, by politycznie podsumować mijający rok. W części pierwszej twórcy „Stanu Wyjątkowego" opowiadali o kulisach koalicji i gabinetu Tuska. To jest część druga, poświęcona prawicowej opozycji: Kaczyńskiemu, Nawrockiemu, Mentzenowi, Bosakowi i Braunowi.

Cały odcinek obejrzysz i posłuchasz tutaj:
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/podsumowanie-roku-ze-stanem-wyjatkowym-czesc-druga-koniec-potegi-kaczynskiego/s15gmx0 
 
To jest specjalne wydanie słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy". Wszyscy prowadzący — Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek — spotykają się razem w studiu, by politycznie podsumować mijający rok. W części pierwszej twórcy „Stanu Wyjątkowego" opowiadali o kulisach koalicji i gabinetu Tuska. To jest część druga, poświęcona prawicowej opozycji: Kaczyńskiemu, Nawrockiemu, Mentzenowi, Bosakowi i Braunowi.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie