Stan Wyjątkowy

"Stan Wyjątkowy" to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Renata Grochal i Kamil Dziubka dyskutować będą o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i Newsweeka zapewnią słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulisów polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.


Odcinki od najnowszych:

Prezydent ułaskawia seksowną dilerkę. Kaczyński rozbija układy wewnątrz PiS. Morawiecki jest dumny z muru na granicy #OnetAudio
2022-10-19 01:04:00

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wziął się na poważnie do roboty. Z jednej strony intensywnie objeżdża Polskę, starannie jednak unikając spotkań z Polakami — na spotkaniach z Kaczyńskim w rolę zwyczajnych Polaków wcielają się działacze PiS. Prezes ma w związku z tym duży komfort. Nawet gdy w Inowrocławiu oświadczył, że jest we Włocławku, to dostał brawa. Nawet gdy miejscowego prezydenta Ryszarda Brejzę — ojca znanego senatora PO Krzysztofa Brejzy — pomylił z sejmowym aferzystą Łukaszem Mejzą, to aktyw też przyjął to z oklaskami. Może to Mejzie należą się brawa, bo wspiera PiS? Wszak zanim pogrążyły go afery był nawet członkiem rządu — i to jednocześnie z Kaczyńskim. Ale prezes wziął się także za swą własną, oddaną mu partię. Kaczyński uważa, że zbyt wielu działaczy PiS po dwóch niemal kadencjach rządów stało się rozleniwionych, łasych na pieniądze i stanowiska. To w nich wymierzone są ostatnie decyzje prezesa, który zamieszał w strukturach PiS. Po pierwsze, Kaczyński na nowo podzielił okręgi partyjne — zwiększył ich liczbę z 41 do 100 okręgów. Jednocześnie zakazał ministrom i innym notablom zajmowania stanowisk szefów nowych okręgów. Cel? Awansować młodych partyjnych wilczków, głodnych władzy i stanowisk, których nie zdążyli się dochrapać. Ale jednocześnie obawiając się oddania struktur partii w ręce ludzi nieobliczalnych, wprowadził nad nimi kuratelę — każde województwo będzie mieć swego „opiekuna” z centrali PiS. Ta „cudowna szesnastka” to sprawdzeni ludzie Kaczyńskiego — śmietanka partyjno-rządowa. Żeby rozbić partyjne „układy” — a prezes widzi spiski nawet we własnej partii — Kaczyński wielu regionom przydzielił „opiekunów”, którzy nie mają z nimi nic wspólnego. W ten sposób prezes przebudowuje partię w wielopoziomową strukturę ludzi, którzy sobie nie ufają i będą na się donosić. To ma być recepta na pobudzenie PiS przed wyborami. Jak prześledzili autorzy tego wydania „Stanu po Burzy” — Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek”) — w tej „cudownej szesnastce” zabrakło ludzi premiera. Poza samym Mateuszem Morawieckim, rzecz jasna — bo premier dostał nadzór nad śląskimi strukturami PiS. Zdegradowany został najbliższy człowiek Morawieckiego Michał Dworczyk, do niedawna szef struktur PiS na Dolnym Śląsku. „Opiekunem” PiS na Dolnym Śląsku została walcząca z Morawieckim i Dworczykiem marszałek Sejmu Elżbieta Witek. To Witek razem z wicepremierem Jackiem Sasinem zorganizowali ostatnio spotkanie posłów krytycznych wobec Morawieckiego z prezesem Kaczyńskim. Znajdujący się w partyjnej defensywie premier dorabia rządowym patosem — właśnie uroczyście otworzył mur na granicy z Białorusią. Premier prężył pod granicą pierś tak intensywnie, jakby zbudowanie muru miało być wielkim wyzwaniem i główną rządową inwestycją za jego władzy. „Stan po Burzy” przypomina więc Morawieckiemu zapowiedzi dotyczące np. budowy nowoczesnych promów. Jeszcze jako wicepremier w 2017 r. Morawiecki kładł stępkę pod budowę pierwszego takiego promu za państwowe pieniądze. Dziś promu nie ma, a stępka została sprzedana na złom. Wśród tych polityków, którzy na początku wakacji nie mają szczęścia, „Stan po Burzy” umieszcza także prezydenta. Okazało się bowiem, że Andrzej Duda nie wyciągnął żadnych wniosków z kontrowersyjnego ułaskawienia pedofila. Równo 2 lata temu niemal kosztowało to Dudę prezydenturę. Teraz „Fakt” ujawnił, że prezydent z niejasnych powodów ułaskawił narkotykową dilerkę, seksbombę, która żyje w luksusie. „Stan po Burzy” rozumie, że Duda już nie wystartuje w wyborach. Ale ułaskawienia dilerki z Instagrama wbrew stanowisku sądu i prokuratury — tego już nie rozumiemy. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wziął się na poważnie do roboty. Z jednej strony intensywnie objeżdża Polskę, starannie jednak unikając spotkań z Polakami — na spotkaniach z Kaczyńskim w rolę zwyczajnych Polaków wcielają się działacze PiS. Prezes ma w związku z tym duży komfort. Nawet gdy w Inowrocławiu oświadczył, że jest we Włocławku, to dostał brawa. Nawet gdy miejscowego prezydenta Ryszarda Brejzę — ojca znanego senatora PO Krzysztofa Brejzy — pomylił z sejmowym aferzystą Łukaszem Mejzą, to aktyw też przyjął to z oklaskami. Może to Mejzie należą się brawa, bo wspiera PiS? Wszak zanim pogrążyły go afery był nawet członkiem rządu — i to jednocześnie z Kaczyńskim.
Ale prezes wziął się także za swą własną, oddaną mu partię. Kaczyński uważa, że zbyt wielu działaczy PiS po dwóch niemal kadencjach rządów stało się rozleniwionych, łasych na pieniądze i stanowiska. To w nich wymierzone są ostatnie decyzje prezesa, który zamieszał w strukturach PiS.
Po pierwsze, Kaczyński na nowo podzielił okręgi partyjne — zwiększył ich liczbę z 41 do 100 okręgów. Jednocześnie zakazał ministrom i innym notablom zajmowania stanowisk szefów nowych okręgów. Cel? Awansować młodych partyjnych wilczków, głodnych władzy i stanowisk, których nie zdążyli się dochrapać. Ale jednocześnie obawiając się oddania struktur partii w ręce ludzi nieobliczalnych, wprowadził nad nimi kuratelę — każde województwo będzie mieć swego „opiekuna” z centrali PiS. Ta „cudowna szesnastka” to sprawdzeni ludzie Kaczyńskiego — śmietanka partyjno-rządowa. Żeby rozbić partyjne „układy” — a prezes widzi spiski nawet we własnej partii — Kaczyński wielu regionom przydzielił „opiekunów”, którzy nie mają z nimi nic wspólnego. W ten sposób prezes przebudowuje partię w wielopoziomową strukturę ludzi, którzy sobie nie ufają i będą na się donosić. To ma być recepta na pobudzenie PiS przed wyborami.
Jak prześledzili autorzy tego wydania „Stanu po Burzy” — Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek”) — w tej „cudownej szesnastce” zabrakło ludzi premiera. Poza samym Mateuszem Morawieckim, rzecz jasna — bo premier dostał nadzór nad śląskimi strukturami PiS. Zdegradowany został najbliższy człowiek Morawieckiego Michał Dworczyk, do niedawna szef struktur PiS na Dolnym Śląsku. „Opiekunem” PiS na Dolnym Śląsku została walcząca z Morawieckim i Dworczykiem marszałek Sejmu Elżbieta Witek. To Witek razem z wicepremierem Jackiem Sasinem zorganizowali ostatnio spotkanie posłów krytycznych wobec Morawieckiego z prezesem Kaczyńskim.
Znajdujący się w partyjnej defensywie premier dorabia rządowym patosem — właśnie uroczyście otworzył mur na granicy z Białorusią. Premier prężył pod granicą pierś tak intensywnie, jakby zbudowanie muru miało być wielkim wyzwaniem i główną rządową inwestycją za jego władzy. „Stan po Burzy” przypomina więc Morawieckiemu zapowiedzi dotyczące np. budowy nowoczesnych promów. Jeszcze jako wicepremier w 2017 r. Morawiecki kładł stępkę pod budowę pierwszego takiego promu za państwowe pieniądze. Dziś promu nie ma, a stępka została sprzedana na złom.
Wśród tych polityków, którzy na początku wakacji nie mają szczęścia, „Stan po Burzy” umieszcza także prezydenta. Okazało się bowiem, że Andrzej Duda nie wyciągnął żadnych wniosków z kontrowersyjnego ułaskawienia pedofila. Równo 2 lata temu niemal kosztowało to Dudę prezydenturę. Teraz „Fakt” ujawnił, że prezydent z niejasnych powodów ułaskawił narkotykową dilerkę, seksbombę, która żyje w luksusie. „Stan po Burzy” rozumie, że Duda już nie wystartuje w wyborach. Ale ułaskawienia dilerki z Instagrama wbrew stanowisku sądu i prokuratury — tego już nie rozumiemy. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Kaczyński odchodzi na raty. Duda upokorzony. Posłowie PiS doją PZU #OnetAudio
2022-10-19 01:03:00

Rośnie cena, za jaką szef PiS Jarosław Kaczyński dokupuje sobie posłów. Początkowo stawką były stanowiska wiceministrów i stołki w państwowych spółkach. Teraz po raz pierwszy Kaczyński kupił głosy za posadę ministra konstytucyjnego — tak politycznie skorumpować się dała Agnieszka Ścigaj, kiedyś związana z Kukiz'15 i PSL, a ostatnio szefowa marionetkowego sejmowego kółeczka o dumnej nazwie Polskie Sprawy. Ścigaj została ministrem od pomocy dla Ukraińców w Polsce, choć rząd ma instytucje, które już się tym zajmują na czele z Urzędem ds. Cudzoziemców oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, gdzie jest nawet pełnomocnik rządu ds. uchodźców z Ukrainy. To dowód na to, że sprawa jest banalna — to sztuczna teka ministerialna, stworzona tylko po to, aby zdobyć sejmowy głos Ścigaj i paru jej posłów. Dzięki temu balansujący na granicy większości rząd PiS odetchnie z ulgą. Tyle, że za tę ulgę zapłacimy my — apanażami dla pani minister, paliwem do jej służbowego samochodu i pensją dla jej kierowcy. To strategia polityczna Jarosława Kaczyńskiego jak w soczewce — liczy się nade wszystko większość w Sejmie i nie ma nazbyt wysokiej ceny za ową większość. Rozumiejąc aż za dobrze istotę politycznego cynizmu, autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) przypominają jednak pani minister Ścigaj epitety, jakie kierowała pod adresem PiS nie dalej jak jesienią minionego roku. Tak, na pewno PiS się zmienił, pani minister. Na pewno. A podoba się Pani gabinet w Kancelarii Premiera? W sumie jednak powinniśmy się cieszyć. Wszak po wielu groźbach, Kaczyński wreszcie odszedł z rządu, a zatem zwolnił gabinet i żołd na poziomie wicepremiera. Przecież gdyby tylko chciał, mógł dać Ścigaj tę fuchę, prawda? Ale aż tak brawurowy prezes nie był. Właściwie to w ogóle nie był brawurowy. Na swego następcę wybrał najnudniejszego polityka PiS — Mariusza Błaszczaka, szefa MON, a wcześniej MSWiA. Ale nie ma co ziewać, bo przy okazji Kaczyński zasugerował, że to może być jego następca w partii. Szef PiS zarzeka się, że odejdzie na emeryturę w 2025 r. Autorów „Stanu po Burzy” ta 1234. deklaracja prezesa dotycząca emerytury rozbawiła po raz 1234. Bo Kaczyński nie odejdzie nigdy. Nawet gdyby się formalnie pozbył wszystkich stanowisk, to będzie kierował PiS dopóki pozwoli mu na to zdrowie. A zatem Błaszczak nie ma na razie co liczyć na zastąpienie prezesa, choć — obok Morawieckiego, Ziobry, Kurskiego, Brudzińskiego czy Szydło — ma takie ambicje, nawet jeśli je starannie ukrywa. Szans na zastąpienie Kaczyńskiego na pewno nie ma Duda. Przy okazji odejścia prezesa z rządu, prezydent został kolejny raz przez niego upokorzony. Kaczyński o dymisji poinformował sam, dodając z przekąsem, że „z tego co wie”, Duda przyjął jego „rezygnację“. A na uroczystości odwołania przez prezydenta starych i powołania nowych ministrów się nie pojawił. Przecież nie będzie mu jakiś Duda dymisji wręczał. W dodatku pewnie chciałby się przy okazji spotkać, a skoro nie rozmawiają od dwóch lat, to o czym mieliby teraz zacząć gadać? Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Rośnie cena, za jaką szef PiS Jarosław Kaczyński dokupuje sobie posłów. Początkowo stawką były stanowiska wiceministrów i stołki w państwowych spółkach. Teraz po raz pierwszy Kaczyński kupił głosy za posadę ministra konstytucyjnego — tak politycznie skorumpować się dała Agnieszka Ścigaj, kiedyś związana z Kukiz'15 i PSL, a ostatnio szefowa marionetkowego sejmowego kółeczka o dumnej nazwie Polskie Sprawy. Ścigaj została ministrem od pomocy dla Ukraińców w Polsce, choć rząd ma instytucje, które już się tym zajmują na czele z Urzędem ds. Cudzoziemców oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, gdzie jest nawet pełnomocnik rządu ds. uchodźców z Ukrainy. To dowód na to, że sprawa jest banalna — to sztuczna teka ministerialna, stworzona tylko po to, aby zdobyć sejmowy głos Ścigaj i paru jej posłów. Dzięki temu balansujący na granicy większości rząd PiS odetchnie z ulgą. Tyle, że za tę ulgę zapłacimy my — apanażami dla pani minister, paliwem do jej służbowego samochodu i pensją dla jej kierowcy. To strategia polityczna Jarosława Kaczyńskiego jak w soczewce — liczy się nade wszystko większość w Sejmie i nie ma nazbyt wysokiej ceny za ową większość. Rozumiejąc aż za dobrze istotę politycznego cynizmu, autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) przypominają jednak pani minister Ścigaj epitety, jakie kierowała pod adresem PiS nie dalej jak jesienią minionego roku. Tak, na pewno PiS się zmienił, pani minister. Na pewno. A podoba się Pani gabinet w Kancelarii Premiera?
W sumie jednak powinniśmy się cieszyć. Wszak po wielu groźbach, Kaczyński wreszcie odszedł z rządu, a zatem zwolnił gabinet i żołd na poziomie wicepremiera. Przecież gdyby tylko chciał, mógł dać Ścigaj tę fuchę, prawda? Ale aż tak brawurowy prezes nie był. Właściwie to w ogóle nie był brawurowy. Na swego następcę wybrał najnudniejszego polityka PiS — Mariusza Błaszczaka, szefa MON, a wcześniej MSWiA. Ale nie ma co ziewać, bo przy okazji Kaczyński zasugerował, że to może być jego następca w partii. Szef PiS zarzeka się, że odejdzie na emeryturę w 2025 r.
Autorów „Stanu po Burzy” ta 1234. deklaracja prezesa dotycząca emerytury rozbawiła po raz 1234. Bo Kaczyński nie odejdzie nigdy. Nawet gdyby się formalnie pozbył wszystkich stanowisk, to będzie kierował PiS dopóki pozwoli mu na to zdrowie. A zatem Błaszczak nie ma na razie co liczyć na zastąpienie prezesa, choć — obok Morawieckiego, Ziobry, Kurskiego, Brudzińskiego czy Szydło — ma takie ambicje, nawet jeśli je starannie ukrywa.
Szans na zastąpienie Kaczyńskiego na pewno nie ma Duda. Przy okazji odejścia prezesa z rządu, prezydent został kolejny raz przez niego upokorzony. Kaczyński o dymisji poinformował sam, dodając z przekąsem, że „z tego co wie”, Duda przyjął jego „rezygnację“. A na uroczystości odwołania przez prezydenta starych i powołania nowych ministrów się nie pojawił. Przecież nie będzie mu jakiś Duda dymisji wręczał. W dodatku pewnie chciałby się przy okazji spotkać, a skoro nie rozmawiają od dwóch lat, to o czym mieliby teraz zacząć gadać? Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Ziobro chce upić Morawieckiego bimbrem. Stołek Przyłębskiej w Trybunale zagrożony. Kaczyński rozgrzesza agenta, który ma haki na PiS #OnetAudio
2022-10-19 01:02:00

Cechą charakterystyczną rządów PiS jest to, że to Jarosław Kaczyński jednoosobowo decyduje o tym, co jest dobre, a co złe, kto jest patriotą, a kto zdrajcą, kto zostanie milionerem, a kto skończy jak parias. Nie są ważne decyzje instytucji, sądów i trybunałów — w państwie PiS Kaczyński jest ostateczną instancją, która decyduje o ludzkich losach. Wie to dobrze Julia Przyłębska, która dzięki osobistej decyzji Kaczyńskiego z przeciętnego sędziego podrzędnego wydziału poznańskiego sądu stała się wodzirejką Trybunału Konstytucyjnego. Dziś Przyłębska drży — mimo wiernej służby dla PiS, nie może być całkowicie pewna, czy zachowa stanowisko. Na początku swych rządów w latach 2015-16 walcząc o przejęcie kontroli nad TK, obóz władzy wprowadził 6-letnią kadencję na fotelu prezesa Trybunału. A Przyłębskiej 6 lat kończy się w grudniu. Co się zatem stanie? Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (ONET) tłumaczą galimatias prawny, dochodząc do jedynego słusznego wniosku: zdecyduje prezes. Na pewno w najbliższych miesiącach pani Julia będzie się jeszcze bardziej, niż zwykle — czy to w ogóle możliwe? — wysługiwała się prezesowi. Tylko dla niego będą lunche, rauty, biby, biesiady, podwieczorki... i wyroki. Pani Julio, „Stan po Burzy” bieży ze słowami wsparcia i otuchy. Proszę popatrzeć na losy Kazimierza Kujdy, wieloletniego prezesa spółki Srebrna, czyli wehikułu finansowego środowiska PiS. „Stan po Burzy” po przetrząśnięciu komunistycznych archiwów już dwa lata temu doszedł do wniosku, że za komuny Kujda był agentem SB. Po nas takie stanowisko powziął Instytut Pamięci Narodowej, a w finale sąd, który właśnie uznał, że Kujda był kłamcą lustracyjnym, bo zaprzeczał, że współpracował z komunistyczną bezpieką. Co na to Kaczyński? Zaatakował sąd, a jakże. Ktoś taki jak Kujda — finansowy reżyser interesów PiS — nie może być wszak agentem, prawda? A to prezes decyduje, kto jest agentem, a kto nie. Poza pełną kontrolą Kaczyńskiego już dziś bodaj jedna, jedyna rzecz w obozie władzy — wojna Zbigniewa Ziobry z Mateuszem Morawieckim. Lider Solidarnej Polski atakuje premiera, zarzucając mu, że pod naciskiem Brukseli chce doprowadzić do nałożenia nowych opłat i podatków na posiadaczy aut spalinowych. Ziobro jest gotów się nawet z Morawieckim napić za Morawieckiego błędy. Proponuje mu pędzony ze śliwek... nielegalny bimberek. Ministrze sprawiedliwości, pan jesteś naprawdę pijany praworządnością. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Cechą charakterystyczną rządów PiS jest to, że to Jarosław Kaczyński jednoosobowo decyduje o tym, co jest dobre, a co złe, kto jest patriotą, a kto zdrajcą, kto zostanie milionerem, a kto skończy jak parias. Nie są ważne decyzje instytucji, sądów i trybunałów — w państwie PiS Kaczyński jest ostateczną instancją, która decyduje o ludzkich losach. Wie to dobrze Julia Przyłębska, która dzięki osobistej decyzji Kaczyńskiego z przeciętnego sędziego podrzędnego wydziału poznańskiego sądu stała się wodzirejką Trybunału Konstytucyjnego. Dziś Przyłębska drży — mimo wiernej służby dla PiS, nie może być całkowicie pewna, czy zachowa stanowisko. Na początku swych rządów w latach 2015-16 walcząc o przejęcie kontroli nad TK, obóz władzy wprowadził 6-letnią kadencję na fotelu prezesa Trybunału. A Przyłębskiej 6 lat kończy się w grudniu. Co się zatem stanie? Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (ONET) tłumaczą galimatias prawny, dochodząc do jedynego słusznego wniosku: zdecyduje prezes. Na pewno w najbliższych miesiącach pani Julia będzie się jeszcze bardziej, niż zwykle — czy to w ogóle możliwe? — wysługiwała się prezesowi. Tylko dla niego będą lunche, rauty, biby, biesiady, podwieczorki... i wyroki.
Pani Julio, „Stan po Burzy” bieży ze słowami wsparcia i otuchy. Proszę popatrzeć na losy Kazimierza Kujdy, wieloletniego prezesa spółki Srebrna, czyli wehikułu finansowego środowiska PiS. „Stan po Burzy” po przetrząśnięciu komunistycznych archiwów już dwa lata temu doszedł do wniosku, że za komuny Kujda był agentem SB. Po nas takie stanowisko powziął Instytut Pamięci Narodowej, a w finale sąd, który właśnie uznał, że Kujda był kłamcą lustracyjnym, bo zaprzeczał, że współpracował z komunistyczną bezpieką. Co na to Kaczyński? Zaatakował sąd, a jakże. Ktoś taki jak Kujda — finansowy reżyser interesów PiS — nie może być wszak agentem, prawda? A to prezes decyduje, kto jest agentem, a kto nie.
Poza pełną kontrolą Kaczyńskiego już dziś bodaj jedna, jedyna rzecz w obozie władzy — wojna Zbigniewa Ziobry z Mateuszem Morawieckim. Lider Solidarnej Polski atakuje premiera, zarzucając mu, że pod naciskiem Brukseli chce doprowadzić do nałożenia nowych opłat i podatków na posiadaczy aut spalinowych. Ziobro jest gotów się nawet z Morawieckim napić za Morawieckiego błędy. Proponuje mu pędzony ze śliwek... nielegalny bimberek. Ministrze sprawiedliwości, pan jesteś naprawdę pijany praworządnością. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Morawiecki zarabia na inflacji. Trzaskowski opowiada duperele. Ludzie Bielana w natarciu na pocztę w Pacanowie #OnetAudio
2022-10-19 01:01:00

Podczas rozpoczętego objazdu Polski Jarosław Kaczyński przekonuje, że Zjednoczonej Prawicy żadne trudności są niestraszne. Zbije inflację, znajdzie tani węgiel na opał, opanuje ceny paliw, utrzyma programy socjalne, no i da zdecydowany odpór wrogom Polski. Bo wrogowie w dużej liczbie czają się nie tylko na Wschodzie, ale także na Zachodzie (to już prezesowski standard), oraz (to nowość) zaczynają się wyłaniać na Północy. „Stan po Burzy” zauważa — z pewnym cieniem złośliwości — że spotkania prezesa z suwerenem są w praktyce pokazówkami z działaczami PiS w roli ludu. W dodatku widzimy — już bez złośliwości — że na tych spotkaniach Kaczyński, zazwyczaj mówiący z głowy, ma wynotowany dyżurny ciąg liczb, które mają pokazywać, jak wiele dobrego zrobiły w ciągu 7 lat rządy PiS. Ta kartka to symbol — Kaczyński jeździ w teren z podsumowującą wyliczanką, dlatego, że nie ma w tej chwili niczego nowego, co mógłby zaoferować wyborcom. Pojawiały się co prawda pogłoski o podniesieniu 500 plus do 700 zł, a nawet do 1000 zł miesięcznie. Miały być dłuższe o 5 dni urlopy. Wreszcie — 14. emerytura miała być na stałe. Nic z tego — żadnej takiej obietnicy Kaczyński nie złożył. I w ciągu najbliższych miesięcy nie złoży. Powód jest prosty. Wbrew opowieściom prezesa — nie ma na to pieniędzy. Zabawne jest zresztą to, że podczas spotkań prezes najpierw peroruje o opływających w kasę rządach PiS, by potem utyskiwać na rosnące oprocentowanie polskich obligacji, co w praktyce oznacza, że rząd się zadłuża i musi drożej płacić za pożyczanie pieniędzy na rynkach finansowych. Jednym z beneficjentów tej sytuacji jest premier Mateusz Morawiecki, który w ostatnim roku polikwidował swe liczne lokaty bankowe i za ponad 4,6 mln zł kupił obligacje skarbu państwa. Premier mówi, że jest dumny, bo w ten sposób wspomaga Polskę. Szkopuł w tym, że Morawiecki zarabia na inflacji, która innych — nie posiadających milionowego majątku — dobija. Morawiecki kluczy w sprawie obligacji. Występując w Sejmie, nie rozwiał żadnych wątpliwości co do swego majątku. Próbował za to odwrócić uwagę od swego majątku, atakując Rafała Trzaskowskiego. Prezydent stolicy dał premierowi pretekst. Wywołał skandal, gdy jako gość podcastu WojewódzkiKędzierski w Onecie dumnie oświadczył, że w młodości był — tu cytat — „dupiarzem”. BurzyńskaStankiewicz zapraszają Trzaskowskiego na dogrywkę. Prezydencie, wpadnij do nas i wytłumacz, czy miałeś na myśli swe podboje erotyczne, czy też to, że byłeś „dupowaty”. Bo wszyscy myślą o testosteronie, a my obstawiamy szczenięce kompleksy. Testosteron podszyty kompleksami w dodatku podczas wizyty na poczcie — to nie wróży dobrze. Minister Michał Cieślak z Kancelarii Premiera latami robił wszystko, by nikt o nim nie słyszał — czyli nie robił nic. I nagle postanowił odwiedzić pocztę w Pacanowie. Tam rzutka kierowniczka nawciskała mu za drożyznę, pokazując, że sielskie życie ministra ma się nijak do kłopotów suwerena. Cieślak zadzwonił do swego partyjnego kolegi, kierującego pocztą w Kielcach, żeby kierowniczkę wyrzucił na zbity pysk. I pewnie tak by się skończyło, gdyby nie złe — czyli niezależne od PiS — media, na które tak narzeka Kaczyński podczas swego objazdu. Gdy dziennikarze opisali pacanowską tyradę Cieślaka, szef PiS był zmuszony wyrzucić go z rządu. Żegnamy bez żalu, ministrze. Możesz wrócić do nicnierobienia. Dla Polski, rzecz jasna. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Podczas rozpoczętego objazdu Polski Jarosław Kaczyński przekonuje, że Zjednoczonej Prawicy żadne trudności są niestraszne. Zbije inflację, znajdzie tani węgiel na opał, opanuje ceny paliw, utrzyma programy socjalne, no i da zdecydowany odpór wrogom Polski. Bo wrogowie w dużej liczbie czają się nie tylko na Wschodzie, ale także na Zachodzie (to już prezesowski standard), oraz (to nowość) zaczynają się wyłaniać na Północy. „Stan po Burzy” zauważa — z pewnym cieniem złośliwości — że spotkania prezesa z suwerenem są w praktyce pokazówkami z działaczami PiS w roli ludu. W dodatku widzimy — już bez złośliwości — że na tych spotkaniach Kaczyński, zazwyczaj mówiący z głowy, ma wynotowany dyżurny ciąg liczb, które mają pokazywać, jak wiele dobrego zrobiły w ciągu 7 lat rządy PiS. Ta kartka to symbol — Kaczyński jeździ w teren z podsumowującą wyliczanką, dlatego, że nie ma w tej chwili niczego nowego, co mógłby zaoferować wyborcom. Pojawiały się co prawda pogłoski o podniesieniu 500 plus do 700 zł, a nawet do 1000 zł miesięcznie. Miały być dłuższe o 5 dni urlopy. Wreszcie — 14. emerytura miała być na stałe. Nic z tego — żadnej takiej obietnicy Kaczyński nie złożył. I w ciągu najbliższych miesięcy nie złoży. Powód jest prosty. Wbrew opowieściom prezesa — nie ma na to pieniędzy. Zabawne jest zresztą to, że podczas spotkań prezes najpierw peroruje o opływających w kasę rządach PiS, by potem utyskiwać na rosnące oprocentowanie polskich obligacji, co w praktyce oznacza, że rząd się zadłuża i musi drożej płacić za pożyczanie pieniędzy na rynkach finansowych.

Jednym z beneficjentów tej sytuacji jest premier Mateusz Morawiecki, który w ostatnim roku polikwidował swe liczne lokaty bankowe i za ponad 4,6 mln zł kupił obligacje skarbu państwa. Premier mówi, że jest dumny, bo w ten sposób wspomaga Polskę. Szkopuł w tym, że Morawiecki zarabia na inflacji, która innych — nie posiadających milionowego majątku — dobija. Morawiecki kluczy w sprawie obligacji. Występując w Sejmie, nie rozwiał żadnych wątpliwości co do swego majątku. Próbował za to odwrócić uwagę od swego majątku, atakując Rafała Trzaskowskiego. Prezydent stolicy dał premierowi pretekst. Wywołał skandal, gdy jako gość podcastu WojewódzkiKędzierski w Onecie dumnie oświadczył, że w młodości był — tu cytat — „dupiarzem”. BurzyńskaStankiewicz zapraszają Trzaskowskiego na dogrywkę. Prezydencie, wpadnij do nas i wytłumacz, czy miałeś na myśli swe podboje erotyczne, czy też to, że byłeś „dupowaty”. Bo wszyscy myślą o testosteronie, a my obstawiamy szczenięce kompleksy. Testosteron podszyty kompleksami w dodatku podczas wizyty na poczcie — to nie wróży dobrze. Minister Michał Cieślak z Kancelarii Premiera latami robił wszystko, by nikt o nim nie słyszał — czyli nie robił nic. I nagle postanowił odwiedzić pocztę w Pacanowie. Tam rzutka kierowniczka nawciskała mu za drożyznę, pokazując, że sielskie życie ministra ma się nijak do kłopotów suwerena. Cieślak zadzwonił do swego partyjnego kolegi, kierującego pocztą w Kielcach, żeby kierowniczkę wyrzucił na zbity pysk. I pewnie tak by się skończyło, gdyby nie złe — czyli niezależne od PiS — media, na które tak narzeka Kaczyński podczas swego objazdu. Gdy dziennikarze opisali pacanowską tyradę Cieślaka, szef PiS był zmuszony wyrzucić go z rządu. Żegnamy bez żalu, ministrze. Możesz wrócić do nicnierobienia. Dla Polski, rzecz jasna. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Agent SB głównym kadrowym PiS w spółkach. Morawiecki „sanuje” sądy na kolacyjkach z Manowską. Czy to PiS ograł Unię, czy Unia ograła PiS w sprawie KPO? #OnetAudio
2022-10-19 01:00:00

Jednym z głównych haseł tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości w wersji PiS było odsunięcie sędziów, działających pod dyktando polityków. „Stan po Burzy” w pełni popiera ten postulat. Tyle, że rządowe maile wykradzione przez hakerów ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera, pokazują, że to tylko propagandowe hasło. Obóz władzy po prostu obsadził sądy swoimi ludźmi, spotyka się z nimi i wydaje im dyrektywy. Dobry przykład to szefowa Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, była wiceminister sprawiedliwości w resorcie Ziobry. Od momentu nominacji na sędziego Sądu Najwyższego jesienią 2018 r. Manowska była nieformalną liderką grupy sędziów, których wprowadził tam PiS. W maju 2020 r. została — dzięki PiS i prezydentowi — szefową Sądu Najwyższego. Maile Dworczyka pokazują sytuację z jesieni 2019 r., gdy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego — ulubiona zabawka Ziobry, obsadzona przez jego prokuratorów przebranych w sędziowskie togi — zawiesiła olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna za krytykę działań obozu władzy w sądownictwie. Premier Morawiecki wysyła wówczas maila do swych najbliższych współpracowników. Jedzie z gospodarską wizytą w Polskę, ale domaga się pilnego przesłania kilku „bulletów”, czyli krótkich zdań, w których dostanie argumenty za zawieszeniem Juszczyszyna, by mógł je przedstawić mediom w krótkich chwilach wytchnienia od przecinania wstęg. Słowa-klucze to dla Morawieckiego „sanowanie” i „chaos”. Swoją drogą premier żąda nawet, aby współpracownicy ustawili dziennikarza, który go o to zapyta — a niezawodne TVP wykonuje rozkaz celująco. Co ma do tego Manowska? Otóż, premier pisząc do swych ludzi przywołuje wspólne biesiadowanie z Manowską — i to dzień przed zaplanowaną rozprawą Izby Dyscyplinarnej w sprawie Juszczyszyna. „Mam prośbę o ściągnięcie tych zapisów od pani Manowskiej, które wczoraj cytowała podczas kolacji” — czyli Morawiecki chciał w sprawie Juszczyszyna wykorzystać argumentację, którą przedstawiła mu Manowska podczas wspólnej konsumpcji. Szanowna Pani Prezes, czy mamy rozumieć, ze podczas sympatycznej kolacyjki rozmawialiście o wyroku, który miał zapaść następnego dnia? To jest odpolitycznienie sądów w waszej wersji? „Stan po Burzy” analizuje sytuację w sądownictwie także pod kątem decyzji Komisji Europejskiej, która po roku zwłoki, zgodziła się sfinansować polski Krajowy Plan Odbudowy, czyli pakiet inwestycji wart dziesiątki miliardów euro. Co prawda PiS Izbę Dyscyplinarną SN zlikwidował, ale sędziowie tacy jak Juszczyszyn — wbrew postulatom Brukseli — nie są przywracani do pracy. Dlaczego zatem mimo to Komisja Europejska zdecydowała się zaakceptować KPO? To polityka — dla Brukseli niewygodna była sytuacja, gdy wstrzymuje fundusze dla kraju, który pomaga uchodźcom wojennym. Z drugiej jednak strony akceptacja dla KPO to pusta decyzja, bo wypłata pieniędzy ruszy najwcześniej jesienią i będzie poprzedzona sprawdzeniem, czy rząd wypełnia tzw. kamienie milowe, czyli czy realizuje konkretne ustalenia z Brukselą. A zatem to nie jest koniec gry o KPO, tak naprawdę to dopiero początek. „Stan po Burzy” jak zwykle z satysfakcją wita kolejny partyjno-państwowy awans Kazimierza Kujdy, dawnego prezesa partyjnej spółki PiS — „Srebrna”. Kujda poszedł w odstawkę, gdy okazało się, że jest na niego teczka w zbiorze zastrzeżonym, czyli spec archiwum dawnej bezpieki. „Stan po Burzy” ma tę teczkę TW „Ryszarda”. Ba, mamy nawet drugą teczkę Kujdy — zestaw dokumentów, które przesłał do sądu lustracyjnego, by się bronić. Dokumenty paszportowe i zgłoszenia dewizowe z czasów PRL, notatniki z lat 70., kwity z każdego zagranicznego wyjazdu z czasów komuny i sporo zdjęć — widać, że Kujda ma bardzo zacne archiwum domowe, a w nim dużo, dużo ciekawych kwitów. Tak się składa, że ilekroć autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) pokazują tę drugą teczkę Kujdy, tylekroć Kujda dostaje awans. Najpierw dostał od Jarosława Kaczyńskiego fuchę w radzie nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa, kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Potem został ekspertem w Ministerstwie Klimatu — także strategicznym w kwestiach energetyki. Teraz nastąpiła kulminacja — Kujda zasiadł na stołku szefa gabinetu wicepremiera Jacka Sasina, który nadzoruje państwowe spółki. TW Rysiek — którego proces lustracyjny wciąż trwa — jako główny kadrowiec w spółkach skarbu? Tego nawet „Stan po Burzy” nie byłby w stanie wymyślić. A to pewnie wciąż nie koniec, bo znów pokazujemy w programie teczkę ostrzegawczą Kujdy. Skoro o absurdach mowa, to — za radą rządzących — idziemy w las. Radzimy, jak w obliczu kryzysu energetycznego zbierać chrust zgodnie z linią polityczną Zbigniewa Ziobry, który kontroluje nie tylko sądy i prokuraturę, ale także... polskie lasy. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.
Jednym z głównych haseł tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości w wersji PiS było odsunięcie sędziów, działających pod dyktando polityków. „Stan po Burzy” w pełni popiera ten postulat. Tyle, że rządowe maile wykradzione przez hakerów ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera, pokazują, że to tylko propagandowe hasło. Obóz władzy po prostu obsadził sądy swoimi ludźmi, spotyka się z nimi i wydaje im dyrektywy. Dobry przykład to szefowa Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, była wiceminister sprawiedliwości w resorcie Ziobry. Od momentu nominacji na sędziego Sądu Najwyższego jesienią 2018 r. Manowska była nieformalną liderką grupy sędziów, których wprowadził tam PiS. W maju 2020 r. została — dzięki PiS i prezydentowi — szefową Sądu Najwyższego. Maile Dworczyka pokazują sytuację z jesieni 2019 r., gdy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego — ulubiona zabawka Ziobry, obsadzona przez jego prokuratorów przebranych w sędziowskie togi — zawiesiła olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna za krytykę działań obozu władzy w sądownictwie. Premier Morawiecki wysyła wówczas maila do swych najbliższych współpracowników. Jedzie z gospodarską wizytą w Polskę, ale domaga się pilnego przesłania kilku „bulletów”, czyli krótkich zdań, w których dostanie argumenty za zawieszeniem Juszczyszyna, by mógł je przedstawić mediom w krótkich chwilach wytchnienia od przecinania wstęg. Słowa-klucze to dla Morawieckiego „sanowanie” i „chaos”. Swoją drogą premier żąda nawet, aby współpracownicy ustawili dziennikarza, który go o to zapyta — a niezawodne TVP wykonuje rozkaz celująco.
Co ma do tego Manowska? Otóż, premier pisząc do swych ludzi przywołuje wspólne biesiadowanie z Manowską — i to dzień przed zaplanowaną rozprawą Izby Dyscyplinarnej w sprawie Juszczyszyna. „Mam prośbę o ściągnięcie tych zapisów od pani Manowskiej, które wczoraj cytowała podczas kolacji” — czyli Morawiecki chciał w sprawie Juszczyszyna wykorzystać argumentację, którą przedstawiła mu Manowska podczas wspólnej konsumpcji. Szanowna Pani Prezes, czy mamy rozumieć, ze podczas sympatycznej kolacyjki rozmawialiście o wyroku, który miał zapaść następnego dnia? To jest odpolitycznienie sądów w waszej wersji? „Stan po Burzy” analizuje sytuację w sądownictwie także pod kątem decyzji Komisji Europejskiej, która po roku zwłoki, zgodziła się sfinansować polski Krajowy Plan Odbudowy, czyli pakiet inwestycji wart dziesiątki miliardów euro. Co prawda PiS Izbę Dyscyplinarną SN zlikwidował, ale sędziowie tacy jak Juszczyszyn — wbrew postulatom Brukseli — nie są przywracani do pracy. Dlaczego zatem mimo to Komisja Europejska zdecydowała się zaakceptować KPO? To polityka — dla Brukseli niewygodna była sytuacja, gdy wstrzymuje fundusze dla kraju, który pomaga uchodźcom wojennym. Z drugiej jednak strony akceptacja dla KPO to pusta decyzja, bo wypłata pieniędzy ruszy najwcześniej jesienią i będzie poprzedzona sprawdzeniem, czy rząd wypełnia tzw. kamienie milowe, czyli czy realizuje konkretne ustalenia z Brukselą. A zatem to nie jest koniec gry o KPO, tak naprawdę to dopiero początek. „Stan po Burzy” jak zwykle z satysfakcją wita kolejny partyjno-państwowy awans Kazimierza Kujdy, dawnego prezesa partyjnej spółki PiS — „Srebrna”. Kujda poszedł w odstawkę, gdy okazało się, że jest na niego teczka w zbiorze zastrzeżonym, czyli spec archiwum dawnej bezpieki. „Stan po Burzy” ma tę teczkę TW „Ryszarda”. Ba, mamy nawet drugą teczkę Kujdy — zestaw dokumentów, które przesłał do sądu lustracyjnego, by się bronić. Dokumenty paszportowe i zgłoszenia dewizowe z czasów PRL, notatniki z lat 70., kwity z każdego zagranicznego wyjazdu z czasów komuny i sporo zdjęć — widać, że Kujda ma bardzo zacne archiwum domowe, a w nim dużo, dużo ciekawych kwitów. Tak się składa, że ilekroć autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) pokazują tę drugą teczkę Kujdy, tylekroć Kujda dostaje awans. Najpierw dostał od Jarosława Kaczyńskiego fuchę w radzie nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa, kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Potem został ekspertem w Ministerstwie Klimatu — także strategicznym w kwestiach energetyki. Teraz nastąpiła kulminacja — Kujda zasiadł na stołku szefa gabinetu wicepremiera Jacka Sasina, który nadzoruje państwowe spółki. TW Rysiek — którego proces lustracyjny wciąż trwa — jako główny kadrowiec w spółkach skarbu? Tego nawet „Stan po Burzy” nie byłby w stanie wymyślić. A to pewnie wciąż nie koniec, bo znów pokazujemy w programie teczkę ostrzegawczą Kujdy.
Skoro o absurdach mowa, to — za radą rządzących — idziemy w las. Radzimy, jak w obliczu kryzysu energetycznego zbierać chrust zgodnie z linią polityczną Zbigniewa Ziobry, który kontroluje nie tylko sądy i prokuraturę, ale także... polskie lasy. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Coś się kończy, coś się zaczyna... To był "Stan po Burzy".
2022-09-01 18:42:11

Za nami ponad 150 wydań Stanu po Burzy i kolejnych już nie będzie. Wobec odejścia Agnieszki Burzyńskiej to jedyna, możliwa decyzja. Dla naszych widzów i słuchaczy mamy propozycję. Zapraszamy na nowe słuchowisko polityczne - "Stan Wyjątkowy". 

Za nami ponad 150 wydań Stanu po Burzy i kolejnych już nie będzie. Wobec odejścia Agnieszki Burzyńskiej to jedyna, możliwa decyzja. Dla naszych widzów i słuchaczy mamy propozycję. Zapraszamy na nowe słuchowisko polityczne - "Stan Wyjątkowy". 

#142 - Kaczyński próbuje wykiwać Unię. Ziobro wycina ludzi prezydenta. Pancerny Marian wraca na łono PiS
2022-05-28 20:00:00

Jeśli ktokolwiek myśli, że szef PiS Jarosław Kaczyński poszedł na kompromis z Unią Europejską dla marnych kilkudziesięciu miliardów euro na realizację Krajowego Planu Odbudowy (KPO) — to głęboko się myli. Prezes nigdy nie chadza na kompromisy, a już zwłaszcza z Brukselą, którą oskarżył niedawno o „nienawistny antypolonizm”. Dopiero mając w głowie antyunijne poglądy Kaczyńskiego można zrozumieć całą grę, jaką prowadzi obóz władzy w sprawie zmian w wymiarze sprawiedliwości, których Bruksela oczekuje przed podpisaniem czeku na KPO. Komisja Europejska zażądała likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, obsadzonej głównie przez przebranych w sędziowskie togi prokuratorów od Ziobry. Nie ma się co dziwić, że Ziobro walczył jak lew o zablokowanie porozumienia z Komisją Europejską — któż lubi tracić swe izby? Wydawało się nawet — a na pewno obóz władzy budował taki obraz — że w tej sprawie między Kaczyńskim a Ziobrą poszło na noże. „Stan po Burzy” udowadnia, że ten koalicyjny thriller to był marny sit-com, stand-up i docu-soap. Finalnie Sejm głosami PiS i Solidarnej Polski przyjął taki projekt zmian w sądownictwie, który jest po myśli Ziobry, za to Unia może go uznać za złamanie umowy — i nadal będzie wstrzymywać wypłatę miliardów na KPO. Kaczyński stanął po stronie Ziobry nie tylko w tej kwestii. Niedawno oddał ministrowi sprawiedliwości kontrolę nad Krajową Radą Sądownictwa, która decyduje o sędziowskich awansach. Tym samym ograniczone zostały wpływy prezydenta Andrzeja Dudy, którego nominat do niedawna kontrolował KRS. Dziś szefowa KRS to koleżanka szkoła Ziobry, a wiceszef to sędzia z grupy hejterów, która działała pod skrzydłami Łukasza Piebiaka, wiceministra Ziobry, koordynującego operację opluwania krytycznych wobec władzy prawników. Na fali sukcesów Ziobry, autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) proponują, aby szef NIK Marian Banaś pozwolił mu się aresztować. To nie jest wyłącznie kpina, wszak prokuratura zajmuje się podejrzanym majątkiem Banasia i chce mu stawiać zarzuty. Do tej pory Banaś walczył z rządem i nie zamierzał dać się zapakować za kraty. Tyle, że — jak dowiaduje się „Stan po Burzy” — zaogniona sytuacja uległa drastycznej poprawie. Otóż, Banaś zaczyna na nowo wracać na łono PiS. I — w ramach nieformalnej umowy z partią-matką — tak steruje raportami NIK, by prezesowi Kaczyńskiemu nie było przykro. Okazało się, że Banaś mimo ciosów Kaczyńskiego jest wciąż mentalnie od niego uzależniony. A zatem czyż nie mógłby się dać aresztować, jeśli prezes tego zapragnie?

Jeśli ktokolwiek myśli, że szef PiS Jarosław Kaczyński poszedł na kompromis z Unią Europejską dla marnych kilkudziesięciu miliardów euro na realizację Krajowego Planu Odbudowy (KPO) — to głęboko się myli. Prezes nigdy nie chadza na kompromisy, a już zwłaszcza z Brukselą, którą oskarżył niedawno o „nienawistny antypolonizm”. Dopiero mając w głowie antyunijne poglądy Kaczyńskiego można zrozumieć całą grę, jaką prowadzi obóz władzy w sprawie zmian w wymiarze sprawiedliwości, których Bruksela oczekuje przed podpisaniem czeku na KPO. Komisja Europejska zażądała likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, obsadzonej głównie przez przebranych w sędziowskie togi prokuratorów od Ziobry. Nie ma się co dziwić, że Ziobro walczył jak lew o zablokowanie porozumienia z Komisją Europejską — któż lubi tracić swe izby? Wydawało się nawet — a na pewno obóz władzy budował taki obraz — że w tej sprawie między Kaczyńskim a Ziobrą poszło na noże. „Stan po Burzy” udowadnia, że ten koalicyjny thriller to był marny sit-com, stand-up i docu-soap. Finalnie Sejm głosami PiS i Solidarnej Polski przyjął taki projekt zmian w sądownictwie, który jest po myśli Ziobry, za to Unia może go uznać za złamanie umowy — i nadal będzie wstrzymywać wypłatę miliardów na KPO.
Kaczyński stanął po stronie Ziobry nie tylko w tej kwestii. Niedawno oddał ministrowi sprawiedliwości kontrolę nad Krajową Radą Sądownictwa, która decyduje o sędziowskich awansach. Tym samym ograniczone zostały wpływy prezydenta Andrzeja Dudy, którego nominat do niedawna kontrolował KRS. Dziś szefowa KRS to koleżanka szkoła Ziobry, a wiceszef to sędzia z grupy hejterów, która działała pod skrzydłami Łukasza Piebiaka, wiceministra Ziobry, koordynującego operację opluwania krytycznych wobec władzy prawników.
Na fali sukcesów Ziobry, autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) proponują, aby szef NIK Marian Banaś pozwolił mu się aresztować. To nie jest wyłącznie kpina, wszak prokuratura zajmuje się podejrzanym majątkiem Banasia i chce mu stawiać zarzuty. Do tej pory Banaś walczył z rządem i nie zamierzał dać się zapakować za kraty. Tyle, że — jak dowiaduje się „Stan po Burzy” — zaogniona sytuacja uległa drastycznej poprawie. Otóż, Banaś zaczyna na nowo wracać na łono PiS. I — w ramach nieformalnej umowy z partią-matką — tak steruje raportami NIK, by prezesowi Kaczyńskiemu nie było przykro. Okazało się, że Banaś mimo ciosów Kaczyńskiego jest wciąż mentalnie od niego uzależniony. A zatem czyż nie mógłby się dać aresztować, jeśli prezes tego zapragnie?

#141 - Złoty interes z Morawieckim. Nikt nie chce sojuszu z Tuskiem. Obajtek pracuje na prowizję dla Hofmana
2022-05-21 15:01:21

To nie jest łatwy czas dla Donalda Tuska. Wielkimi krokami zbliża się rocznica jego powrotu do Platformy, więc w politycznym światku ruszyły podsumowania — dał radę czy nie dał? Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy na poziomie około 25 proc., ale wygląda na to, że nic więcej sam nie wskóra — wciąż sondaże otwiera PiS. Dlatego też głównym postulatem lidera PO staje się w tej chwili stworzenie wspólnej listy opozycji na wybory do Sejmu — to miałaby być recepta na pokonanie Kaczyńskiego. Tusk coraz mocniej naciska na szefa ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza (swego dawnego ministra), na Szymona Hołownię (znajomego swej rodziny) oraz (może nieco mniej zdecydowanie) na liderów Lewicy Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia, by ogłosili wspólny start w wyborach z Platformą. W praktyce oznaczałoby to podporządkowanie się Tuskowi, czy też przynajmniej uznanie jego przywództwa — co nie uśmiecha się zwłaszcza Kosiniakowi-Kamyszowi oraz Hołowni. Mówiąc wprost, Kosiniak-Kamysz i Hołownia nie ufają Tuskowi i dlatego rozważają wspólny start — tyle, że bez Platformy. Sytuację Tuska komplikuje frustracja wiceszefa PO Rafała Trzaskowskiego, który mimo zdobycia ponad 10 milionów głosów w wyborach prezydenckich, został w partii zepchnięty na margines. Trzaskowski zaczyna się rozpychać, w dodatku jego otoczenie kolportuje plotki o zażyłych relacjach z Hołownią. To ma sugerować, że to Trzaskowski — a nie Tusk — ma w rękach klucz do zjednoczenia opozycji. Te opozycyjne szachy nie zmieniają jednego — dziś to Tusk jest głównym celem natarcia obozu władzy i to on wchodzi w ostre przepychanki z rządzącymi. Właśnie przystąpił do ataku na premiera za ukrywanie majątku — to efekt publikacji „Gazety Wyborczej”, która opisała proceder obrotu nieruchomościami banku BZ WBK za czasów prezesury Mateusza Morawieckiego. Część sprzedanych przez bank budynków trafiła do biznesmenów kojarzonych z Morawieckim lub jego żoną. A tak się składa, że pani Iwona Morawiecka pilnie skrywa swój objęty intercyzą majątek — prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił nieprawdę obiecując przed wyborami, że poznamy sztucznie rozdzielone majątki Morawieckich. „Stan po Burzy” zastanawia się, czy uprawniona jest teoria „Wyborczej”, że obracanie nieruchomościami BZ WBK pasuje do zeznań kelnerów z afery taśmowej, którzy twierdzili, że nagrali taśmę, na której Morawiecki jako prezes banku rozmawiał o kupowaniu nieruchomości na tzw. „słupy”. Wiemy jedno — obracanie nieruchomościami banku to był złoty interes. Najpierw kupujący nieruchomości po oddziałach BZ WBK pocztą pantoflową dowiadywali się o możliwej sprzedaży. Potem brali kredyty na ten cel np. w banku PKO BP, kierowanym przez Zbigniewa Jagiełłę, przyjaciela Morawieckiego. A w finale — chylimy czoła! — bank BZ WBK zawierał z nowymi nabywcami umowy, na podstawie których swe sprzedane budynki wynajmował na siedziby oddziałów. Czyli niby nic się nie zmieniło, tylko kamienice po cichu zmieniły właściciela — takie bankowe perpetuum mobile. Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) i Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) roztrząsają tajemnice majątku państwa Morawieckich, dochodząc do brawurowej teorii — to wszystko jest winą Tuska. Wszak, gdy Morawiecki przeprowadzał intercyzy, gdy dał się nagrać kelnerom, gdy wreszcie jego bank sprzedawał budynki znajomym biznesmenom i następnie wynajmował je od znajomych biznesmenów — Morawiecki był przecież doradcą Tuska. Wedle „Stanu po Burzy” należy zrozumieć, że w tamtym czasie Morawiecki chachmęcił w finansach — bo taki po prostu był klimat w otoczeniu Tuska. Dziś już premier nie chachmęci, bo jest premierem uczciwej partii. Zmienił się, po prostu. Teraz wystarczy namówić żonę na jawność. No chyba, że żona wciąż mentalnie jest w Platformie.

To nie jest łatwy czas dla Donalda Tuska. Wielkimi krokami zbliża się rocznica jego powrotu do Platformy, więc w politycznym światku ruszyły podsumowania — dał radę czy nie dał? Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy na poziomie około 25 proc., ale wygląda na to, że nic więcej sam nie wskóra — wciąż sondaże otwiera PiS. Dlatego też głównym postulatem lidera PO staje się w tej chwili stworzenie wspólnej listy opozycji na wybory do Sejmu — to miałaby być recepta na pokonanie Kaczyńskiego. Tusk coraz mocniej naciska na szefa ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza (swego dawnego ministra), na Szymona Hołownię (znajomego swej rodziny) oraz (może nieco mniej zdecydowanie) na liderów Lewicy Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia, by ogłosili wspólny start w wyborach z Platformą. W praktyce oznaczałoby to podporządkowanie się Tuskowi, czy też przynajmniej uznanie jego przywództwa — co nie uśmiecha się zwłaszcza Kosiniakowi-Kamyszowi oraz Hołowni. Mówiąc wprost, Kosiniak-Kamysz i Hołownia nie ufają Tuskowi i dlatego rozważają wspólny start — tyle, że bez Platformy. Sytuację Tuska komplikuje frustracja wiceszefa PO Rafała Trzaskowskiego, który mimo zdobycia ponad 10 milionów głosów w wyborach prezydenckich, został w partii zepchnięty na margines. Trzaskowski zaczyna się rozpychać, w dodatku jego otoczenie kolportuje plotki o zażyłych relacjach z Hołownią. To ma sugerować, że to Trzaskowski — a nie Tusk — ma w rękach klucz do zjednoczenia opozycji. Te opozycyjne szachy nie zmieniają jednego — dziś to Tusk jest głównym celem natarcia obozu władzy i to on wchodzi w ostre przepychanki z rządzącymi. Właśnie przystąpił do ataku na premiera za ukrywanie majątku — to efekt publikacji „Gazety Wyborczej”, która opisała proceder obrotu nieruchomościami banku BZ WBK za czasów prezesury Mateusza Morawieckiego. Część sprzedanych przez bank budynków trafiła do biznesmenów kojarzonych z Morawieckim lub jego żoną. A tak się składa, że pani Iwona Morawiecka pilnie skrywa swój objęty intercyzą majątek — prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił nieprawdę obiecując przed wyborami, że poznamy sztucznie rozdzielone majątki Morawieckich. „Stan po Burzy” zastanawia się, czy uprawniona jest teoria „Wyborczej”, że obracanie nieruchomościami BZ WBK pasuje do zeznań kelnerów z afery taśmowej, którzy twierdzili, że nagrali taśmę, na której Morawiecki jako prezes banku rozmawiał o kupowaniu nieruchomości na tzw. „słupy”. Wiemy jedno — obracanie nieruchomościami banku to był złoty interes. Najpierw kupujący nieruchomości po oddziałach BZ WBK pocztą pantoflową dowiadywali się o możliwej sprzedaży. Potem brali kredyty na ten cel np. w banku PKO BP, kierowanym przez Zbigniewa Jagiełłę, przyjaciela Morawieckiego. A w finale — chylimy czoła! — bank BZ WBK zawierał z nowymi nabywcami umowy, na podstawie których swe sprzedane budynki wynajmował na siedziby oddziałów. Czyli niby nic się nie zmieniło, tylko kamienice po cichu zmieniły właściciela — takie bankowe perpetuum mobile. Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) i Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) roztrząsają tajemnice majątku państwa Morawieckich, dochodząc do brawurowej teorii — to wszystko jest winą Tuska.
Wszak, gdy Morawiecki przeprowadzał intercyzy, gdy dał się nagrać kelnerom, gdy wreszcie jego bank sprzedawał budynki znajomym biznesmenom i następnie wynajmował je od znajomych biznesmenów — Morawiecki był przecież doradcą Tuska. Wedle „Stanu po Burzy” należy zrozumieć, że w tamtym czasie Morawiecki chachmęcił w finansach — bo taki po prostu był klimat w otoczeniu Tuska. Dziś już premier nie chachmęci, bo jest premierem uczciwej partii. Zmienił się, po prostu. Teraz wystarczy namówić żonę na jawność. No chyba, że żona wciąż mentalnie jest w Platformie.

#140 - Wielki wyborczy plan Kaczyńskiego. Ziobro staje się „miękiszonem”. Glapiński jako kukułcze jajo dla opozycji
2022-05-14 17:49:22

Tak, prezes Jarosław Kaczyński ma wielki, wyborczy plan — i nie waha się go użyć. Choć w ostatnich dniach widmo przyspieszonych wyborów znacznie się oddaliło, to Kaczyński nie rezygnuje z przygotowań do ostatecznej wyborczej rozgrywki z Donaldem Tuskiem. Na wyborczy plan Kaczyńskiego składa się kilka elementów. Po pierwsze, wyduszenie z Brukseli miliardów euro na Krajowy Plan Odbudowy, czyli program dopalenia gospodarki, poturbowanej przez pandemię i wojnę w Ukrainie. Kaczyński chce te unijne euro wydać tak, aby wyborcy byli wdzięczni PiS — i zagłosowali za bezprecedensową, trzecią kadencją jego partii. W tym celu — i to po drugie — Kaczyński musi okiełznać antyunijne harce Zbigniewa Ziobry. Lider Solidarnej Polski nie chciał się dotąd zgodzić na zmiany w sądownictwie, które są dla Brukseli warunkiem wypłaty pieniędzy z KPO. Nie ma się co dziwić — w praktyce Bruksela żąda od rządu, aby usunął ludzi Ziobry, którzy dziś trzęsą sądami. Ale w ostatnich dniach Ziobro zmienił front. Jest gotów ustąpić, czyli — używając jego własnej retoryki — stać się „miękiszonem” w relacjach z Unią. Wymiękanie Ziobry ma swoją cenę — Kaczyński zgodził się, aby to jego ludzie ponownie zostali wybrani do Krajowej Rady Sądownictwa, która decyduje o sędziowskich nominacjach. Choć Bruksela ma do Ziobrowej KRS poważne zastrzeżenia, to ustąpiła i nie żąda już jej rozpędzenia — na czym Ziobro korzysta. „Stan po Burzy” analizuje, kogo Ziobro desygnował do KRS i z zaskoczeniem konstatujemy, że są to ludzie poważnie zatroskani nie tylko stanem praworządności, ale także gospodarką odpadami. Kaczyński przed wyborami musi zrobić jeszcze kilka rzeczy — i właśnie się za nie bierze. Wymusza dyscyplinę w obozie władzy, który w ostatnim czasie rozłaził mu się w rękach, dotknięty marazmem, trawiony konfliktami wewnętrznymi oraz wojnami o kasę i stołki. Kaczyński właśnie dowiódł, że obietnicami, szantażem i groźbami jest w stanie wymusić dyscyplinę. Pokazały to wspomniane głosowania nad wyborem do KRS Ziobrowych speców od odpadów, a nade wszystko wybór Adama Glapińskiego na prezesa Narodowego Banku Polskiego. To kolejny element planu — Kaczyński chce mieć kontrolę nad NBP, gdy w kampanii wyborczej trzeba będzie rozdać jak najwięcej kasy. Ostatni, widoczny już dziś element planu, to próba zmiany ordynacji wyborczej. Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) szczegółowo pokazują, jak Kaczyński chce zmienić prawo w wyborach do Sejmu, a jak w głosowaniu do Senatu, by sztucznie poprawić wyniki PiS, a osłabić rezultat opozycji. Tak, jeśli ten kompleksowy plan się Kaczyńskiemu uda, to opozycja będzie w tarapatach. Ale czy się uda?

Tak, prezes Jarosław Kaczyński ma wielki, wyborczy plan — i nie waha się go użyć. Choć w ostatnich dniach widmo przyspieszonych wyborów znacznie się oddaliło, to Kaczyński nie rezygnuje z przygotowań do ostatecznej wyborczej rozgrywki z Donaldem Tuskiem. Na wyborczy plan Kaczyńskiego składa się kilka elementów. Po pierwsze, wyduszenie z Brukseli miliardów euro na Krajowy Plan Odbudowy, czyli program dopalenia gospodarki, poturbowanej przez pandemię i wojnę w Ukrainie. Kaczyński chce te unijne euro wydać tak, aby wyborcy byli wdzięczni PiS — i zagłosowali za bezprecedensową, trzecią kadencją jego partii. W tym celu — i to po drugie — Kaczyński musi okiełznać antyunijne harce Zbigniewa Ziobry. Lider Solidarnej Polski nie chciał się dotąd zgodzić na zmiany w sądownictwie, które są dla Brukseli warunkiem wypłaty pieniędzy z KPO. Nie ma się co dziwić — w praktyce Bruksela żąda od rządu, aby usunął ludzi Ziobry, którzy dziś trzęsą sądami. Ale w ostatnich dniach Ziobro zmienił front. Jest gotów ustąpić, czyli — używając jego własnej retoryki — stać się „miękiszonem” w relacjach z Unią. Wymiękanie Ziobry ma swoją cenę — Kaczyński zgodził się, aby to jego ludzie ponownie zostali wybrani do Krajowej Rady Sądownictwa, która decyduje o sędziowskich nominacjach. Choć Bruksela ma do Ziobrowej KRS poważne zastrzeżenia, to ustąpiła i nie żąda już jej rozpędzenia — na czym Ziobro korzysta. „Stan po Burzy” analizuje, kogo Ziobro desygnował do KRS i z zaskoczeniem konstatujemy, że są to ludzie poważnie zatroskani nie tylko stanem praworządności, ale także gospodarką odpadami.
Kaczyński przed wyborami musi zrobić jeszcze kilka rzeczy — i właśnie się za nie bierze. Wymusza dyscyplinę w obozie władzy, który w ostatnim czasie rozłaził mu się w rękach, dotknięty marazmem, trawiony konfliktami wewnętrznymi oraz wojnami o kasę i stołki. Kaczyński właśnie dowiódł, że obietnicami, szantażem i groźbami jest w stanie wymusić dyscyplinę. Pokazały to wspomniane głosowania nad wyborem do KRS Ziobrowych speców od odpadów, a nade wszystko wybór Adama Glapińskiego na prezesa Narodowego Banku Polskiego. To kolejny element planu — Kaczyński chce mieć kontrolę nad NBP, gdy w kampanii wyborczej trzeba będzie rozdać jak najwięcej kasy. Ostatni, widoczny już dziś element planu, to próba zmiany ordynacji wyborczej. Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) szczegółowo pokazują, jak Kaczyński chce zmienić prawo w wyborach do Sejmu, a jak w głosowaniu do Senatu, by sztucznie poprawić wyniki PiS, a osłabić rezultat opozycji. Tak, jeśli ten kompleksowy plan się Kaczyńskiemu uda, to opozycja będzie w tarapatach. Ale czy się uda?

#139 - Kuzyn Kaczyńskiego chce być prezesem NBP. Trzaskowski podgryza Tuska. Najważniejszy agent w PiS powraca
2022-05-07 14:43:39

Niemal rok po powrocie Donalda Tuska do Platformy, przyczajony dotąd Rafał Trzaskowski przystępuje do walki o władzę po stronie opozycji. Prezydent stolicy ogłosi w najbliższych dniach, że latem ponownie zorganizuje w Olsztynie swój Campus Polska Przyszłości — to zlot tych, którzy w Trzaskowskim, a nie w Tusku, widzą nadzieję opozycji. Rok temu Trzaskowski przytłoczony powrotem Tuska zaprosił go na Campus na szczególnych zasadach — jako gwiazdę. Tym razem tak nie będzie. Jednocześnie Trzaskowski chce ściągnąć do Olsztyna liderów innych partii opozycyjnych, by pokazać, że to on, a nie Tusk, ma szansę zbudować szerokie porozumienie opozycji przed wyborami parlamentarnymi. Rok temu Trzaskowski był zaskoczony nagłym powrotem Tuska, który z dnia na dzień odebrał mu szansę na przejęcie władzy w obozie liberalno-lewicowym. Teraz prezydent stolicy chce politycznie zmartwychwstać, bo widzi na to szansę. Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy, ale sam jego powrót nie wywindował partii na szczyty sondaży. W tej sytuacji Trzaskowski wysyła do Tuska jednoznaczny sygnał: „Podziel się ze mną władzą, bo sam nie dajesz rady”. Szkopuł w tym, że cała biografia polityczna Tuska pokazuje, że akurat władzą dzielić się nie lubi. Takich problemów nie ma Jarosław Kaczyński — jego pozycji w partii nie zagraża. Ale to nie znaczy, że szef PiS może spać spokojnie. Ma duży kłopot — nie jest w stanie zebrać większości w Sejmie, by po raz drugi obsadzić swego druha Adama Glapińskiego na fotelu prezesa NBP. A bez podporządkowanego partii szefa narodowego banku, Kaczyński nie będzie w stanie prowadzić swej brawurowej polityki gospodarczej w czasach kryzysu. W obozie władzy pojawiają się kolejni kandydaci, którzy — licząc na porażkę Glapińskiego — marzą, by go zastąpić. W ostatnich dniach dołki pod Glapińskim intensywnie kopie Marek Dietl, kończący kadencję szefa kontrolowanej przez państwo Giełdy Papierów Wartościowych. Na pierwszy rzut oka, nie ma szans na prezesurę NBP — jest uważany za liberała, co nie wróży mu szans w PiS. Ale z drugiej strony w obozie władzy kolportowana jest informacja, że jest dalekim kuzynem Kaczyńskiego, a to zwiększa jego szanse na karierę — nawet jeśli pokrewieństwo jest piątą wodą po kisielu. Czy wygra sentyment do odległej rodziny, czy lojalność wobec partyjnego towarzysza? Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) analizując działania Kaczyńskiego, stawiają na to drugie. Kaczyński lubi się opierać na sprawdzonych towarzyszach, nawet jeśli mają wyraźne skazy. Wszak właśnie do obozu władzy powraca Kazimierz Kujda, wieloletni prezes spółki Srebrna, która stanowi gospodarcze zaplecze PiS. Kujda wypadł z obiegu ponad 3 lata temu, kiedy w tajnych archiwach odnalazła się jego teczka tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki TW „Ryszard”. Dziś Kaczyńskiemu teczka Kujdy już nie przeszkadza — „srebrny” towarzysz dostał po cichu posadę eksperta w rządzie. A może poza partyjną lojalnością stoi za tym coś jeszcze?

Niemal rok po powrocie Donalda Tuska do Platformy, przyczajony dotąd Rafał Trzaskowski przystępuje do walki o władzę po stronie opozycji. Prezydent stolicy ogłosi w najbliższych dniach, że latem ponownie zorganizuje w Olsztynie swój Campus Polska Przyszłości — to zlot tych, którzy w Trzaskowskim, a nie w Tusku, widzą nadzieję opozycji. Rok temu Trzaskowski przytłoczony powrotem Tuska zaprosił go na Campus na szczególnych zasadach — jako gwiazdę. Tym razem tak nie będzie. Jednocześnie Trzaskowski chce ściągnąć do Olsztyna liderów innych partii opozycyjnych, by pokazać, że to on, a nie Tusk, ma szansę zbudować szerokie porozumienie opozycji przed wyborami parlamentarnymi. Rok temu Trzaskowski był zaskoczony nagłym powrotem Tuska, który z dnia na dzień odebrał mu szansę na przejęcie władzy w obozie liberalno-lewicowym. Teraz prezydent stolicy chce politycznie zmartwychwstać, bo widzi na to szansę. Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy, ale sam jego powrót nie wywindował partii na szczyty sondaży. W tej sytuacji Trzaskowski wysyła do Tuska jednoznaczny sygnał: „Podziel się ze mną władzą, bo sam nie dajesz rady”. Szkopuł w tym, że cała biografia polityczna Tuska pokazuje, że akurat władzą dzielić się nie lubi. Takich problemów nie ma Jarosław Kaczyński — jego pozycji w partii nie zagraża. Ale to nie znaczy, że szef PiS może spać spokojnie. Ma duży kłopot — nie jest w stanie zebrać większości w Sejmie, by po raz drugi obsadzić swego druha Adama Glapińskiego na fotelu prezesa NBP. A bez podporządkowanego partii szefa narodowego banku, Kaczyński nie będzie w stanie prowadzić swej brawurowej polityki gospodarczej w czasach kryzysu. W obozie władzy pojawiają się kolejni kandydaci, którzy — licząc na porażkę Glapińskiego — marzą, by go zastąpić. W ostatnich dniach dołki pod Glapińskim intensywnie kopie Marek Dietl, kończący kadencję szefa kontrolowanej przez państwo Giełdy Papierów Wartościowych. Na pierwszy rzut oka, nie ma szans na prezesurę NBP — jest uważany za liberała, co nie wróży mu szans w PiS. Ale z drugiej strony w obozie władzy kolportowana jest informacja, że jest dalekim kuzynem Kaczyńskiego, a to zwiększa jego szanse na karierę — nawet jeśli pokrewieństwo jest piątą wodą po kisielu. Czy wygra sentyment do odległej rodziny, czy lojalność wobec partyjnego towarzysza? Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) analizując działania Kaczyńskiego, stawiają na to drugie. Kaczyński lubi się opierać na sprawdzonych towarzyszach, nawet jeśli mają wyraźne skazy. Wszak właśnie do obozu władzy powraca Kazimierz Kujda, wieloletni prezes spółki Srebrna, która stanowi gospodarcze zaplecze PiS. Kujda wypadł z obiegu ponad 3 lata temu, kiedy w tajnych archiwach odnalazła się jego teczka tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki TW „Ryszard”. Dziś Kaczyńskiemu teczka Kujdy już nie przeszkadza — „srebrny” towarzysz dostał po cichu posadę eksperta w rządzie. A może poza partyjną lojalnością stoi za tym coś jeszcze?

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie