Stan Wyjątkowy

"Stan Wyjątkowy" to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Beata Lubecka i Kamil Dziubka dyskutować będą o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i Newsweeka zapewnią słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulisów polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.


Odcinki od najnowszych:

Odkrywamy największą tajemnicę premiera. Ziobro dybie na Kaczyńskiego. Konfederacja traci poparcie #OnetAudio
2023-09-26 17:36:07

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium.   W tekście Jacka Harłukowicza Onet ujawnia, jakie i gdzie nieruchomości posiada Iwona Morawiecka. Premier już 4 lata temu zapowiadał, że chętnie ujawni stan posiadania małżonki, ale niestety prawo mu nie pozwala. Po 4 latach prawo nadal nie pozwala, premier nie jest w stanie po prostu zapytać żonę czy może ujawnić jej majątek i sprawę znowu we własne ręce muszą brać dziennikarze. Dominika Długosz i Renata Grochal w tym odcinku Stanu Wyjątkowego zastanawiają się, dlaczego Iwona Morawiecka zdecydowała się sprzedać działkę pod Wrocławiem za ułamek wartości. Cena wynikająca z jej oświadczeń i dokumentów, do których dotarł Jacek Harłukowicz to niecałe 15 milionów, a wartość zdaniem ekspertów to 77 milionów. Czy zatem małżonka premiera ma interesującą taktykę biznesową, która pozwala jej zrezygnować z 60 milionów złotych? A może po prostu ma inne cele? Dziennikarki "Newsweeka" zastanawiają się także nad tym czy dwie wieże to hak, który Ziobro trzyma na wszelki wypadek i użyje go wobec Jarosława Kaczyńskiego. PiS wyraźnie zrezygnowało już z jakiejkolwiek pozytywnej kampanii. Codziennie mamy straszenie Tuskiem i Niemcami, przeważnie jednocześnie, i nowy element, czyli ataki na Agnieszkę Holland i jej film “Zielona Granica”. Wszystko to razem ma zbudować atmosferę strachu, która przekona wyborców PiS, że warto pójść do urn. Renata Grochal i Dominika Długosz dyskutują także o tym,, dlaczego spada poparcie dla Konfederacji i czy PiS próbuje obniżyć poparcie dla Lewicy.
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu.
To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium.   W tekście Jacka Harłukowicza Onet ujawnia, jakie i gdzie nieruchomości posiada Iwona Morawiecka. Premier już 4 lata temu zapowiadał, że chętnie ujawni stan posiadania małżonki, ale niestety prawo mu nie pozwala. Po 4 latach prawo nadal nie pozwala, premier nie jest w stanie po prostu zapytać żonę czy może ujawnić jej majątek i sprawę znowu we własne ręce muszą brać dziennikarze. Dominika Długosz i Renata Grochal w tym odcinku Stanu Wyjątkowego zastanawiają się, dlaczego Iwona Morawiecka zdecydowała się sprzedać działkę pod Wrocławiem za ułamek wartości. Cena wynikająca z jej oświadczeń i dokumentów, do których dotarł Jacek Harłukowicz to niecałe 15 milionów, a wartość zdaniem ekspertów to 77 milionów. Czy zatem małżonka premiera ma interesującą taktykę biznesową, która pozwala jej zrezygnować z 60 milionów złotych? A może po prostu ma inne cele? Dziennikarki "Newsweeka" zastanawiają się także nad tym czy dwie wieże to hak, który Ziobro trzyma na wszelki wypadek i użyje go wobec Jarosława Kaczyńskiego. PiS wyraźnie zrezygnowało już z jakiejkolwiek pozytywnej kampanii. Codziennie mamy straszenie Tuskiem i Niemcami, przeważnie jednocześnie, i nowy element, czyli ataki na Agnieszkę Holland i jej film “Zielona Granica”. Wszystko to razem ma zbudować atmosferę strachu, która przekona wyborców PiS, że warto pójść do urn. Renata Grochal i Dominika Długosz dyskutują także o tym,, dlaczego spada poparcie dla Konfederacji i czy PiS próbuje obniżyć poparcie dla Lewicy.

Kaczyński ostro uderza w Holland. Przemoc w kampanii. Zełenski oskarża rząd PiS o granie na Moskwę
2023-09-23 17:52:06

Co to był za tydzień! Jeszcze przed kinową premierą filmu „Zielona granica” Agnieszki Holland o kryzysie migracyjnym na pograniczu polsko-białoruskim, PiS rozpętało kampanię przeciwko znanej reżyserce. Już sam trailer wystarczył, żeby prezes i pomniejsi działacze popadli w polityczną gorączkę. - Chodzi o to, by obrazić polski mundur, by obrazić Polaków! – grzmiał na wiecu wyborczym Kaczyński, pytając w czyim to jest interesie!? Prezes samokrytycznie przyznał, że choć motywacje Tuska potrafi rozszyfrować w mig, to motywacji Holland nie rozumie. Ale jak wiadomo lider PiS ma pamięć słona i od razu sobie przypomniał, że ojciec Holland był „stalinowskim komunistą”. - Coś mi tam do głowy przychodzi, ale nie będę tego w tej chwili omawiał – zdradził swoim sympatykom prezes. Czyli świetnie państwu znana metoda „wiem, ale nie powiem”, którą Kaczyński stosuje od lat. Wyjątkowo tym razem prezydentowi udało się przebić prezesa. Otóż Andrzej Duda powiedział, że na film Holland się nie wybiera i ogólnie zgadza się z hasłem rzuconym przez jakiegoś strażnika granicznego, znanym z niemieckiej okupacji „tylko świnie siedzą w kinie”. Co prawda Duda nie wyjaśnił, czy teraz jesteśmy pod pisowską okupacją, czy ktoś inny nas najechał (znowu źli Niemcy?), ale do kina chodzić nie wypada. Jednak Duda, który gościł w Nowym Jorku na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, miał większa problemy niż film Holland. Musiał odnieść się do słów prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który w reakcji na polskie embargo na ukraińskie zboże, powiedział, że „niektórym się może wydawać, że odgrywają własną rolę, ale tak naprawdę pomagają przygotować grunt dla moskiewskiego aktora”. Nasza duma narodowa tego nie wytrzymała, a obrażony Duda odparował, że „tonący wszystkiego się chwyta”. Skandal dyplomatyczny zatacza coraz szersze kręgi. Do awantury włączył się premier, jedynka PiS-u w Katowicach, który oświadczył, że Polska „już nie przekazuje uzbrojenia na Ukrainę, my teraz sami się zbroimy w najnowocześniejszą broń”. Morawieckiemu rzadko się zdarza wywołać taki rezonans, ale tym razem największe światowe media zauważyły wynurzenia polskiego premiera, komentując, że przez kryzys zbożowy Polska kończy z dostawami broni dla oblężonego sąsiada. Dobrze, że do wyborów zostały już tylko trzy tygodnie, bo w pogodni za głosami Konfederacji gorące głowy z PiS mogłyby wypowiedzieć wojnę (na razie werbalną) nie tylko Ukrainie. Gorączka wyborcza udziela się nie tylko politykom, ale i policjantom. Senator Krzysztof Brejza ujawnił w internecie zdjęcia granatnika z gabinetu komendanta Szymczyka, który szef polskiej policji wziął za … głośnik. My jako autorzy słuchowiska politycznego na broni nie za bardzo się znamy, ale - dalibóg! - głośnika to ustrojstwo darowane w Ukrainie nie przypomina. Z pewnością możemy za to państwu powiedzieć, że głośniki nie zostawiają takich dziur w murach, jak pocisk wystrzelony z granatnika przez pana komendanta. Panu Szymczykowi za zrujnowanie kilku pomieszczeń komendy włos z głowy nie spadł, za to za trzymanie prawdziwego głośnika, posłanka KO Kinga Gajewska została przez podwładnych pana Szymczyka zawleczona do milicyjnej, przepraszamy policyjnej suki. Policjanci bronili się, że pani posłanki nie poznali, więc nie wiedzieli, że wlec jej nie powinni, bo ma poselski immunitet. A że przez megafon próbowała zakłócać wiec wyborczy premiera, informując o aferze wizowej PiS, to policja musiała jej ręcznie wytłumaczyć, że władzy przeszkadzać nie wolno. Przecież prezes powiedział wyraźnie: „proszę popierać i nie przeszkadzać”. Gajewska i tak miała sporo szczęścia, że wyszła z tego cało, bo akcją policji dowodził nadkomisarz „Dusiciel”, który podczas innej interwencji tak chwycił za gardło działacza Lotnej Brygady Opozycji, że chłop ledwie dychał. Ale i policjantom należy się dobre słowo. Śląscy stróże prawa błyskawicznie zatrzymali mężczyznę, który najpierw wyzywał posła KO Borysa Budkę niewybrednymi porównaniami do Niemców i trzody chlewnej, a potem postanowił przejść od słów do czynów. Próbował wyrwać Budce telefon, przy okazji go szarpiąc. Gorączka wyborcza, podlewana kampanijnym sosem, trwa. Temperatura wciąż rośnie.
Co to był za tydzień! Jeszcze przed kinową premierą filmu „Zielona granica” Agnieszki Holland o kryzysie migracyjnym na pograniczu polsko-białoruskim, PiS rozpętało kampanię przeciwko znanej reżyserce. Już sam trailer wystarczył, żeby prezes i pomniejsi działacze popadli w polityczną gorączkę. - Chodzi o to, by obrazić polski mundur, by obrazić Polaków! – grzmiał na wiecu wyborczym Kaczyński, pytając w czyim to jest interesie!? Prezes samokrytycznie przyznał, że choć motywacje Tuska potrafi rozszyfrować w mig, to motywacji Holland nie rozumie. Ale jak wiadomo lider PiS ma pamięć słona i od razu sobie przypomniał, że ojciec Holland był „stalinowskim komunistą”. - Coś mi tam do głowy przychodzi, ale nie będę tego w tej chwili omawiał – zdradził swoim sympatykom prezes. Czyli świetnie państwu znana metoda „wiem, ale nie powiem”, którą Kaczyński stosuje od lat. Wyjątkowo tym razem prezydentowi udało się przebić prezesa. Otóż Andrzej Duda powiedział, że na film Holland się nie wybiera i ogólnie zgadza się z hasłem rzuconym przez jakiegoś strażnika granicznego, znanym z niemieckiej okupacji „tylko świnie siedzą w kinie”. Co prawda Duda nie wyjaśnił, czy teraz jesteśmy pod pisowską okupacją, czy ktoś inny nas najechał (znowu źli Niemcy?), ale do kina chodzić nie wypada. Jednak Duda, który gościł w Nowym Jorku na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, miał większa problemy niż film Holland. Musiał odnieść się do słów prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który w reakcji na polskie embargo na ukraińskie zboże, powiedział, że „niektórym się może wydawać, że odgrywają własną rolę, ale tak naprawdę pomagają przygotować grunt dla moskiewskiego aktora”. Nasza duma narodowa tego nie wytrzymała, a obrażony Duda odparował, że „tonący wszystkiego się chwyta”. Skandal dyplomatyczny zatacza coraz szersze kręgi. Do awantury włączył się premier, jedynka PiS-u w Katowicach, który oświadczył, że Polska „już nie przekazuje uzbrojenia na Ukrainę, my teraz sami się zbroimy w najnowocześniejszą broń”. Morawieckiemu rzadko się zdarza wywołać taki rezonans, ale tym razem największe światowe media zauważyły wynurzenia polskiego premiera, komentując, że przez kryzys zbożowy Polska kończy z dostawami broni dla oblężonego sąsiada. Dobrze, że do wyborów zostały już tylko trzy tygodnie, bo w pogodni za głosami Konfederacji gorące głowy z PiS mogłyby wypowiedzieć wojnę (na razie werbalną) nie tylko Ukrainie. Gorączka wyborcza udziela się nie tylko politykom, ale i policjantom. Senator Krzysztof Brejza ujawnił w internecie zdjęcia granatnika z gabinetu komendanta Szymczyka, który szef polskiej policji wziął za … głośnik. My jako autorzy słuchowiska politycznego na broni nie za bardzo się znamy, ale - dalibóg! - głośnika to ustrojstwo darowane w Ukrainie nie przypomina. Z pewnością możemy za to państwu powiedzieć, że głośniki nie zostawiają takich dziur w murach, jak pocisk wystrzelony z granatnika przez pana komendanta. Panu Szymczykowi za zrujnowanie kilku pomieszczeń komendy włos z głowy nie spadł, za to za trzymanie prawdziwego głośnika, posłanka KO Kinga Gajewska została przez podwładnych pana Szymczyka zawleczona do milicyjnej, przepraszamy policyjnej suki. Policjanci bronili się, że pani posłanki nie poznali, więc nie wiedzieli, że wlec jej nie powinni, bo ma poselski immunitet. A że przez megafon próbowała zakłócać wiec wyborczy premiera, informując o aferze wizowej PiS, to policja musiała jej ręcznie wytłumaczyć, że władzy przeszkadzać nie wolno. Przecież prezes powiedział wyraźnie: „proszę popierać i nie przeszkadzać”. Gajewska i tak miała sporo szczęścia, że wyszła z tego cało, bo akcją policji dowodził nadkomisarz „Dusiciel”, który podczas innej interwencji tak chwycił za gardło działacza Lotnej Brygady Opozycji, że chłop ledwie dychał. Ale i policjantom należy się dobre słowo. Śląscy stróże prawa błyskawicznie zatrzymali mężczyznę, który najpierw wyzywał posła KO Borysa Budkę niewybrednymi porównaniami do Niemców i trzody chlewnej, a potem postanowił przejść od słów do czynów. Próbował wyrwać Budce telefon, przy okazji go szarpiąc. Gorączka wyborcza, podlewana kampanijnym sosem, trwa. Temperatura wciąż rośnie.

PiS buduje kampanię strachu. PO wygrywa prawybory w Wieruszowie. Awantura przed budynkiem TVP #OnetAudio
2023-09-19 17:21:26

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. Prawo i Sprawiedliwość ruszyło do kolejnej fazy kampanii. Tym razem buduje dwutorową narrację - z jednej strony to PiS jest gwarantem bezpieczeństwa, z drugiej zagrożeniem jest wszystko dookoła. Prawo i Sprawiedliwość zmienia swój stosunek do Ukrainy i wraca do tego co politycy PiS prezentowali przed wojną - pewnego chłodu w relacjach z Kijowem. To część strategii, która ma na celu odebranie głosów Konfederacji i jednocześnie mobilizację własnego elektoratu.  Do tego posłużył także nagrany przez Mariusza Błaszczaka, który ujawnił plan obrony z 2011, który zakładał także obronę na linii Wisły. I chociaż wszyscy, którzy czytali plan mówią, że to wyrwane z kontekstu trzy strony a ówczesne plany obrony były także planami NATO politykom PiS nie przeszkadza to w budowaniu legendy o tym, że Tusk chciał zmienić Lublin w polską Buczę.  W Stanie Wyjątkowym omówimy też dokumenty, które pokazują, że polski konsulat na Białorusi pod koniec grudnia zeszłego roku podpisywał umowy z globalnym pośrednikiem wizowym spółką VFS. Część osób, które dotarły przez Mińsk do polskiej granicy wracało do stolicy Białorusi i tam otrzymywało legalną wizę wjazdową do Polski.  Mimo tych zabiegów partii rządzącej opozycja wygrała prawybory w Wieruszowie, co wyraźnie podniosło morale i otworzyło kilka nowych możliwości w kampanii. Politycy KO wracają do TVP i zamierzają na antenie państwowej telewizji informować o aferze wizowej. Na konferencję Donalda Tuska wkroczył jeden z pracowników TVP w pełni uzasadniając przekonanie polityków PO, że TVP jest elementem prowadzenia przez PiS kampanii.   

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu.
To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium.

Prawo i Sprawiedliwość ruszyło do kolejnej fazy kampanii. Tym razem buduje dwutorową narrację - z jednej strony to PiS jest gwarantem bezpieczeństwa, z drugiej zagrożeniem jest wszystko dookoła. Prawo i Sprawiedliwość zmienia swój stosunek do Ukrainy i wraca do tego co politycy PiS prezentowali przed wojną - pewnego chłodu w relacjach z Kijowem. To część strategii, która ma na celu odebranie głosów Konfederacji i jednocześnie mobilizację własnego elektoratu. 

Do tego posłużył także nagrany przez Mariusza Błaszczaka, który ujawnił plan obrony z 2011, który zakładał także obronę na linii Wisły. I chociaż wszyscy, którzy czytali plan mówią, że to wyrwane z kontekstu trzy strony a ówczesne plany obrony były także planami NATO politykom PiS nie przeszkadza to w budowaniu legendy o tym, że Tusk chciał zmienić Lublin w polską Buczę. 

W Stanie Wyjątkowym omówimy też dokumenty, które pokazują, że polski konsulat na Białorusi pod koniec grudnia zeszłego roku podpisywał umowy z globalnym pośrednikiem wizowym spółką VFS. Część osób, które dotarły przez Mińsk do polskiej granicy wracało do stolicy Białorusi i tam otrzymywało legalną wizę wjazdową do Polski. 

Mimo tych zabiegów partii rządzącej opozycja wygrała prawybory w Wieruszowie, co wyraźnie podniosło morale i otworzyło kilka nowych możliwości w kampanii. Politycy KO wracają do TVP i zamierzają na antenie państwowej telewizji informować o aferze wizowej. Na konferencję Donalda Tuska wkroczył jeden z pracowników TVP w pełni uzasadniając przekonanie polityków PO, że TVP jest elementem prowadzenia przez PiS kampanii. 

 

Wawrzyk w szpitalu. Kaczyński straszy Trzaskowskim. Banaś wieszczy aresztowanie swego syna przez PiS #OnetAudio
2023-09-16 19:06:51

To najbardziej efektowny upadek w rządach PiS. Wiceszef MSZ Piotr Wawrzyk ledwie kilka tygodni temu miał wszystko — rządową posadę, fotel w sejmowych ławach PiS oraz dostęp do prezesa, premiera i prezydenta na tyle bliski, by móc sobie z nimi nagrywać filmiki na tik-toka. Dziś tik-tok zalany jest reklamami firm, które handlują polskimi wizami w Azji i Afryce. A Wawrzyk, który odpowiada za „aferę wizową”, został ekspresowo wyrzucony z rządu i list wyborczych PiS. W finale załamany trafił do szpitala.   Życzymy ministrowi szybkiego powrotu do zdrowia. Nie zwalnia nas to jednak z powinności opisywania jego odpowiedzialności za proceder przekrętów przy przyznawaniu polskich wiz. Wszak Wawrzyk dumnie reprezentował władzę, która twierdziła, że łatwo nie odda Azjatom ani Afrykańczykom ani jednej wizy. Straszyła nas ich terrorystycznymi poglądami i gwałcicielskimi ciągotami, uzasadniając w ten sposób budowę zapory na granicy z Białorusią, za którą imigranci koczują, próbując dostać się do Polski. Tak, to Putin z Łukaszenką ich tam przerzucili. Ale jednocześnie to polski rząd budował swój twardy antyimigracyjny wizerunek na trzymaniu wszystkich za murem — nawet kobiet i dzieci. A teraz okazuje się, że pod murem wcale nie trzeba było stać, że można się było za pieniądze dostać do Polski, jeśli trafiło się do odpowiednich ludzi, dobrze ustawionych w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Do ludzi Wawrzyka — któremu niezmiennie życzymy dużo zdrowia, wierząc, że im będzie zdrowszy, ty są większe szanse, że zacznie mówić. Otóż Wawrzyk pomógł swoim współpracownikom stworzyć nielegalny kanał przerzutu imigrantów z Azji i Afryki przez Europę do Stanów Zjednoczonych. Znamy szczegóły jednego z najbardziej efektownych przerzutów nielegalnych imigrantów z Indii. To nie jest żart: ściągani przez ekipę Wawrzyka Hindusi udawali ekipy filmowe z Bollywood. Za przerzucenie do Ameryki każdy płacił 25-40 tys. dol. Prezes Kaczyński bagatelizuje aferę wizową. Ale chwała mu za to, że raczył w swej bezkresnej łaskawości przyznać, że afera w ogóle jest. Tygodniami politycy PiS ukrywali przyczyny dymisji Wawrzyka oraz jego partyjnej egzekucji z kieleckiej listy PiS, na której miał towarzyszyć samemu prezesowi. Teraz znamy prawdę — tyle, że dzięki dziennikarzom. Bo dopiero po serii publikacji niezależnych mediów, Kaczyński musiał przyznać, że afera jest. To niejedyny ból głowy prezesa. Szef PiS martwi się otóż, że na finiszu kampanii — najpewniej podczas marszu zwolenników Koalicji Obywatelskiej za 2 tygodnie — Donald Tusk dokona politycznej wolty. Że zrezygnuje z kandydowania na premiera, wyznaczając do tej roli Rafała Trzaskowskiego. Popularny prezydenta stolicy ma szanse przyciągnąć do KO grupę nowych wyborców i zdemobilizować część elektoratu PiS, który nie boi się go tak, jak Tuska. Myśląc o swych głównych przeciwnikach, prezes Kaczyński nie zapomina także o mniejszych. Otóż sztab PiS zaczął operację obliczoną na maksymalne osłabienie Konfederacji. Prezes NIK Marian Banaś twierdzi, że na finiszu kampanii specsłużby chcą zatrzymać jego syna, który jest kandydatem Konfederacji w wyborach. Twórcy „Stanu Wyjątkowego” Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek”) wyjaśniają, z czego wynikają obawy Banasia. Ważnym elementem w tej opowieści są — tak ich nazwijmy — „aniołowie nowej nadziei”, którzy odwiedzili liderów Konfederacji z pewnym ultimatum. Tak, dobrze Państwo czują: to wysłannicy archanioła Zbigniewa.

To najbardziej efektowny upadek w rządach PiS. Wiceszef MSZ Piotr Wawrzyk ledwie kilka tygodni temu miał wszystko — rządową posadę, fotel w sejmowych ławach PiS oraz dostęp do prezesa, premiera i prezydenta na tyle bliski, by móc sobie z nimi nagrywać filmiki na tik-toka. Dziś tik-tok zalany jest reklamami firm, które handlują polskimi wizami w Azji i Afryce. A Wawrzyk, który odpowiada za „aferę wizową”, został ekspresowo wyrzucony z rządu i list wyborczych PiS. W finale załamany trafił do szpitala.

 

Życzymy ministrowi szybkiego powrotu do zdrowia. Nie zwalnia nas to jednak z powinności opisywania jego odpowiedzialności za proceder przekrętów przy przyznawaniu polskich wiz.

Wszak Wawrzyk dumnie reprezentował władzę, która twierdziła, że łatwo nie odda Azjatom ani Afrykańczykom ani jednej wizy. Straszyła nas ich terrorystycznymi poglądami i gwałcicielskimi ciągotami, uzasadniając w ten sposób budowę zapory na granicy z Białorusią, za którą imigranci koczują, próbując dostać się do Polski. Tak, to Putin z Łukaszenką ich tam przerzucili. Ale jednocześnie to polski rząd budował swój twardy antyimigracyjny wizerunek na trzymaniu wszystkich za murem — nawet kobiet i dzieci. A teraz okazuje się, że pod murem wcale nie trzeba było stać, że można się było za pieniądze dostać do Polski, jeśli trafiło się do odpowiednich ludzi, dobrze ustawionych w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Do ludzi Wawrzyka — któremu niezmiennie życzymy dużo zdrowia, wierząc, że im będzie zdrowszy, ty są większe szanse, że zacznie mówić.

Otóż Wawrzyk pomógł swoim współpracownikom stworzyć nielegalny kanał przerzutu imigrantów z Azji i Afryki przez Europę do Stanów Zjednoczonych. Znamy szczegóły jednego z najbardziej efektownych przerzutów nielegalnych imigrantów z Indii. To nie jest żart: ściągani przez ekipę Wawrzyka Hindusi udawali ekipy filmowe z Bollywood. Za przerzucenie do Ameryki każdy płacił 25-40 tys. dol.

Prezes Kaczyński bagatelizuje aferę wizową. Ale chwała mu za to, że raczył w swej bezkresnej łaskawości przyznać, że afera w ogóle jest. Tygodniami politycy PiS ukrywali przyczyny dymisji Wawrzyka oraz jego partyjnej egzekucji z kieleckiej listy PiS, na której miał towarzyszyć samemu prezesowi. Teraz znamy prawdę — tyle, że dzięki dziennikarzom. Bo dopiero po serii publikacji niezależnych mediów, Kaczyński musiał przyznać, że afera jest.

To niejedyny ból głowy prezesa. Szef PiS martwi się otóż, że na finiszu kampanii — najpewniej podczas marszu zwolenników Koalicji Obywatelskiej za 2 tygodnie — Donald Tusk dokona politycznej wolty. Że zrezygnuje z kandydowania na premiera, wyznaczając do tej roli Rafała Trzaskowskiego. Popularny prezydenta stolicy ma szanse przyciągnąć do KO grupę nowych wyborców i zdemobilizować część elektoratu PiS, który nie boi się go tak, jak Tuska.

Myśląc o swych głównych przeciwnikach, prezes Kaczyński nie zapomina także o mniejszych. Otóż sztab PiS zaczął operację obliczoną na maksymalne osłabienie Konfederacji. Prezes NIK Marian Banaś twierdzi, że na finiszu kampanii specsłużby chcą zatrzymać jego syna, który jest kandydatem Konfederacji w wyborach. Twórcy „Stanu Wyjątkowego” Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek”) wyjaśniają, z czego wynikają obawy Banasia. Ważnym elementem w tej opowieści są — tak ich nazwijmy — „aniołowie nowej nadziei”, którzy odwiedzili liderów Konfederacji z pewnym ultimatum. Tak, dobrze Państwo czują: to wysłannicy archanioła Zbigniewa.

Sztab PiS ośmiesza Kaczyńskiego. Rząd idzie na starcie z Ukraińcami. Tusk sprawdza majątek premiera #OnetAudio
2023-09-12 17:21:12

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. W tym wydaniu dziennikarze Onetu Kamil Dziubka i Andrzej Stankiewicz opowiadają o tym, że PiS zdecydowało się na otwartą walkę z Konfederacją, żeby przejąć część jej elektoratu. Stąd mocne promowanie przez premiera sprzeciwu wobec przywozu do Polski ukraińskiego zboża. Efekt już widać — sondaże PiS idą do góry, zaś Konfederacja spada. To ryzykowna gra PiS, wszak jednocześnie Konfederacja w nowym Sejmie może być potencjalnym koalicjantem. Jeśli będzie za słaba, to Kaczyński będzie musiał szukać bardziej skomplikowanej większości. Na zwrot w swej kampanii zdecydował się także Donald Tusk. Lider PO przestaje walczyć z wewnętrzną konkurencją po stronie opozycji. Planuje nawet inicjatywy, które mają pokazać wyborcom, że opozycja antypisowska działa razem. Powód? Tusk wie, że jeśli Lewica czy Trzecia Droga nie wejdą do Sejmu — a mają przeciętne sondaże — to PiS będzie miało szansę nie tylko rządzić trzecią kadencję, ale rządzić samodzielnie trzecią kadencję. Jedno się nie zmienia — Tusk intensywnie zajmuje się majątkiem premiera, sugerując jednocześnie, że gdy Morawiecki był jego doradcą, to kombinował, jak się dorobić na państwowym. Czujemy — a nawet wiemy — że skrywany wielomilionowy majątek państwa Morawieckich jak zwykle przed wyborami będzie kłopotem dla PiS.

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu.
To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium.

W tym wydaniu dziennikarze Onetu Kamil Dziubka i Andrzej Stankiewicz opowiadają o tym, że PiS zdecydowało się na otwartą walkę z Konfederacją, żeby przejąć część jej elektoratu. Stąd mocne promowanie przez premiera sprzeciwu wobec przywozu do Polski ukraińskiego zboża. Efekt już widać — sondaże PiS idą do góry, zaś Konfederacja spada. To ryzykowna gra PiS, wszak jednocześnie Konfederacja w nowym Sejmie może być potencjalnym koalicjantem. Jeśli będzie za słaba, to Kaczyński będzie musiał szukać bardziej skomplikowanej większości.

Na zwrot w swej kampanii zdecydował się także Donald Tusk. Lider PO przestaje walczyć z wewnętrzną konkurencją po stronie opozycji. Planuje nawet inicjatywy, które mają pokazać wyborcom, że opozycja antypisowska działa razem. Powód? Tusk wie, że jeśli Lewica czy Trzecia Droga nie wejdą do Sejmu — a mają przeciętne sondaże — to PiS będzie miało szansę nie tylko rządzić trzecią kadencję, ale rządzić samodzielnie trzecią kadencję.

Jedno się nie zmienia — Tusk intensywnie zajmuje się majątkiem premiera, sugerując jednocześnie, że gdy Morawiecki był jego doradcą, to kombinował, jak się dorobić na państwowym. Czujemy — a nawet wiemy — że skrywany wielomilionowy majątek państwa Morawieckich jak zwykle przed wyborami będzie kłopotem dla PiS.

Państwowe spółki rzucają miliony na pomoc PiS w kampanii. KO w defensywie. Gwiazdor TVP bił kochankę #OnetAudio
2023-09-09 16:39:49

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Wiedzieliśmy, że ten moment nastąpi. Zastanawialiśmy się tylko kiedy i jak spółki skarbu państwa sięgną do swych zasobnych — zasilanych przez nas — sejfów, żeby pomóc w kampanii swym panom z PiS. I właśnie się to dzieje. Teraz widać wyraźnie, jaki mechanizm wymyślił Jarosław Kaczyński, aby wydoić spółki skarbu i obejść restrykcyjne przepisy wyborcze, które ograniczają wydatki na kampanię. Otóż Kaczyński ogłosił całkowicie fikcyjne referendum, którego data pokrywa się z wyborami. To powoduje, że kampania wyborcza nakłada się na kampanię referendalną. A zaletą kampanii referendalnej jest to, że może ją prowadzić każdy, zaś limity finansowe nie obowiązują. Pożądany przez Kaczyńskiego efekt już jest — do Państwowej Komisji Wyborczej zgłosiło się jak dotąd 13 fundacji prowadzonych przez największe i najbogatsze spółki skarbu państwa. Tak, chcą prowadzić kampanię referendalną. Wszyscy to czujemy, ale nazwijmy rzeczy po imieniu: to będzie kampania wyborcza PiS za pieniądze spółek skarbu państwa. Za nasze pieniądze. To prawda, w ostatnich dniach kampania partii opozycyjnych — od PO po Konfederację — znalazła się w maraźmie. Widać to po sondażach: PiS się odbiło, Koalicja Obywatelska stoi w miejscu, Konfederacja, Trzecia Droga i Lewica spadają. Ale twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy” Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek”) stawiają inne pytanie. Czy z PiS w ogóle da wygrać, kiedy wszystkie służby, instytucje państwa i media państwowe prowadzą partyjną propagandę, a spółki skarbu potajemnie oliwią partyjny fundusz wyborczy dodatkowymi milionami? Jarosław Kaczyński zbudował własną nomenklaturę — grupę ludzi rozlokowanych na kierowniczych stanowiskach w kluczowych instytucjach i spółkach państwowych, którzy mają osobisty interes, żeby bić się o wygraną PiS. Dziś łożą miliony — nasze, a nie swoje — by pomagać partii, dzięki której są królami życia. Zmiana władzy byłaby dla nich katastrofą — wszyscy straciliby lukratywne stanowiska, a częścią zajęłaby się prokuratura. Tak — to jest nomenklatura PiS, która będzie walczyć bez pardonu.

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu.
Wiedzieliśmy, że ten moment nastąpi. Zastanawialiśmy się tylko kiedy i jak spółki skarbu państwa sięgną do swych zasobnych — zasilanych przez nas — sejfów, żeby pomóc w kampanii swym panom z PiS. I właśnie się to dzieje. Teraz widać wyraźnie, jaki mechanizm wymyślił Jarosław Kaczyński, aby wydoić spółki skarbu i obejść restrykcyjne przepisy wyborcze, które ograniczają wydatki na kampanię. Otóż Kaczyński ogłosił całkowicie fikcyjne referendum, którego data pokrywa się z wyborami. To powoduje, że kampania wyborcza nakłada się na kampanię referendalną. A zaletą kampanii referendalnej jest to, że może ją prowadzić każdy, zaś limity finansowe nie obowiązują. Pożądany przez Kaczyńskiego efekt już jest — do Państwowej Komisji Wyborczej zgłosiło się jak dotąd 13 fundacji prowadzonych przez największe i najbogatsze spółki skarbu państwa. Tak, chcą prowadzić kampanię referendalną. Wszyscy to czujemy, ale nazwijmy rzeczy po imieniu: to będzie kampania wyborcza PiS za pieniądze spółek skarbu państwa. Za nasze pieniądze.
To prawda, w ostatnich dniach kampania partii opozycyjnych — od PO po Konfederację — znalazła się w maraźmie. Widać to po sondażach: PiS się odbiło, Koalicja Obywatelska stoi w miejscu, Konfederacja, Trzecia Droga i Lewica spadają. Ale twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy” Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek”) stawiają inne pytanie. Czy z PiS w ogóle da wygrać, kiedy wszystkie służby, instytucje państwa i media państwowe prowadzą partyjną propagandę, a spółki skarbu potajemnie oliwią partyjny fundusz wyborczy dodatkowymi milionami? Jarosław Kaczyński zbudował własną nomenklaturę — grupę ludzi rozlokowanych na kierowniczych stanowiskach w kluczowych instytucjach i spółkach państwowych, którzy mają osobisty interes, żeby bić się o wygraną PiS. Dziś łożą miliony — nasze, a nie swoje — by pomagać partii, dzięki której są królami życia. Zmiana władzy byłaby dla nich katastrofą — wszyscy straciliby lukratywne stanowiska, a częścią zajęłaby się prokuratura.
Tak — to jest nomenklatura PiS, która będzie walczyć bez pardonu.

Kaczyński mści się na własnych ludziach. Trzecia Droga wyrzuca fankę Putina. A Konfederacja skreśla miłośniczkę mięsa z psów #OnetAudio
2023-09-05 18:41:04

To jest „Stan Wyjątkowy na wybory”. Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. W pierwszym odcinku Renata Grochal oraz Andrzej Stankiewicz typują swoje ulubione listy wyborcze PiS. Andrzej Stankiewicz obstawia Lubuskie, gdzie prezes Kaczyński umieścił tak złożonych bohaterów, jak Łukasz Mejza (naciągał rodziców ciężko chorych dzieci i kręcił przy dotacjach z UE), Jacek Kurzępa (zanim wszedł do Sejmu nie miał na spłatę kredytu i groził partii, że zatrudni się w niemieckim sklepie wysyłkowym, dziś jako poseł PiS na jednoosobowej działalności gospodarczej zarabia 400 tys. zł rocznie, a mimo to wykazuje stratę), czy Marek Surmacz (jako wiceszef MSW osobiście kazał policjantom kupić hamburgery i dostarczyć do pociągu swej koleżance, dziś europosłance PiS Elżbiecie Rafalskiej). Jest też wśród kandydatów syn Rafalskiej, żeby także nepotyzm pasował do tej listy PiS. Renata Grochal faworyzuje listę PiS w Gdańsku, którą otwiera Kacper Płażyński. Pan Kacper był kandydatem PiS na prezydenta Gdańska w 2018 r. Po przegranych wyborach zarejestrował się jako bezrobotny i dostał prawie 20 tys. na założenie kancelarii prawnej. Miał wówczas 30 lat i majątek wart ok. 900 tys. zł. Na dalszych miejscach gdańskiej listy PiS — sami zdrajcy i buntownicy, którzy wrócili do PiS na przestrzeni lat. Także tacy, którzy buntowali się przeciwko wystawieniu Płażyńskiego na prezydenta Gdańską. Tak więc widać, że prezes wybacza. Ale w tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego” autorzy pokazują, że gdańscy potępieńcy, którym prezes darował winy, to wyjątek od reguły. Bo w PiS przy okazji układania list trup ściele się gęsto. I to na samych szczytach partii i rządu. Bo generalnie prezes raczej nie wybacza. Lecą też głowy kandydatów w innych partiach. Trzecia Droga przeraziła się, że jej kandydatka do Senatu wcale nie udaje i naprawdę wielbi Putina — więc ją skreśliła z listy. Z kolei Konfederacja uznała, że są jednak granice kontrowersji, których nie przekroczy — i zakończyła wewnątrzpartyjną, pluralistyczną dyskusję o wartościach płynących z jedzenia psów. Zakończyła drastycznie — jej inicjatorkę wyrzuciła z list. Czyli przynajmniej psy mogą po wyborach spać spokojnie

To jest „Stan Wyjątkowy na wybory”. Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium.

W pierwszym odcinku Renata Grochal oraz Andrzej Stankiewicz typują swoje ulubione listy wyborcze PiS. Andrzej Stankiewicz obstawia Lubuskie, gdzie prezes Kaczyński umieścił tak złożonych bohaterów, jak Łukasz Mejza (naciągał rodziców ciężko chorych dzieci i kręcił przy dotacjach z UE), Jacek Kurzępa (zanim wszedł do Sejmu nie miał na spłatę kredytu i groził partii, że zatrudni się w niemieckim sklepie wysyłkowym, dziś jako poseł PiS na jednoosobowej działalności gospodarczej zarabia 400 tys. zł rocznie, a mimo to wykazuje stratę), czy Marek Surmacz (jako wiceszef MSW osobiście kazał policjantom kupić hamburgery i dostarczyć do pociągu swej koleżance, dziś europosłance PiS Elżbiecie Rafalskiej). Jest też wśród kandydatów syn Rafalskiej, żeby także nepotyzm pasował do tej listy PiS.

Renata Grochal faworyzuje listę PiS w Gdańsku, którą otwiera Kacper Płażyński. Pan Kacper był kandydatem PiS na prezydenta Gdańska w 2018 r. Po przegranych wyborach zarejestrował się jako bezrobotny i dostał prawie 20 tys. na założenie kancelarii prawnej. Miał wówczas 30 lat i majątek wart ok. 900 tys. zł. Na dalszych miejscach gdańskiej listy PiS — sami zdrajcy i buntownicy, którzy wrócili do PiS na przestrzeni lat. Także tacy, którzy buntowali się przeciwko wystawieniu Płażyńskiego na prezydenta Gdańską. Tak więc widać, że prezes wybacza.

Ale w tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego” autorzy pokazują, że gdańscy potępieńcy, którym prezes darował winy, to wyjątek od reguły. Bo w PiS przy okazji układania list trup ściele się gęsto. I to na samych szczytach partii i rządu. Bo generalnie prezes raczej nie wybacza.

Lecą też głowy kandydatów w innych partiach. Trzecia Droga przeraziła się, że jej kandydatka do Senatu wcale nie udaje i naprawdę wielbi Putina — więc ją skreśliła z listy. Z kolei Konfederacja uznała, że są jednak granice kontrowersji, których nie przekroczy — i zakończyła wewnątrzpartyjną, pluralistyczną dyskusję o wartościach płynących z jedzenia psów. Zakończyła drastycznie — jej inicjatorkę wyrzuciła z list. Czyli przynajmniej psy mogą po wyborach spać spokojnie

"Stan Wyjątkowy na wybory. Dodatkowe wydanie kampanijne! #OnetAudio
2023-09-05 17:13:07

Od 5 września "Stan Wyjątkowy" będzie emitowany dwa razy w tygodniu. Zapraszamy na specjalne wydania naszego słuchowiska politycznego we wtorki. Premiera o 19 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji do wysłuchania i obejrzenia w ramach pakietu Onet Premium. Zapraszają Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Renata Grochal i Kamil Dziubka.

Od 5 września "Stan Wyjątkowy" będzie emitowany dwa razy w tygodniu. Zapraszamy na specjalne wydania naszego słuchowiska politycznego we wtorki. Premiera o 19 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji do wysłuchania i obejrzenia w ramach pakietu Onet Premium. Zapraszają Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Renata Grochal i Kamil Dziubka.

Kaczyński przytula skazanego Bąkiewicza. Tusk uderza Giertychem. Ludzie premiera wycięci z list PiS #OnetAudio
2023-09-02 17:51:03

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Nie, nie jesteśmy zdziwieni. Przecież jeśli przez ostatnie lata prezes Kaczyński kazał zainwestować kilka baniek w organizacje Roberta Bąkiewicza — zapiewajły Marszu Niepodległości — to prędzej czy później ta inwestycja musiała się zwrócić. Bąkiewicz na listach PiS to — patrząc czysto politycznie — bardzo praktyczny ruch. Skonfliktowany ze swymi brunatnymi kumplami z Konfederacji, ma przyciągać do PiS wyborców ultranarodowych i antyunijnych, a także wszelkiej maści organizacje nacjonalistyczne i kibolskie. To logiczne w tym sensie, że Kaczyński walczy o polityczne życie i robi wszystko, aby zmaksymalizować wynik PiS — zmienił prawo wyborcze tworząc nowe komisje na wsiach, angażuje w kampanię kasę spółek skarbu i rozpisał referendum, w którym nie obowiązują kampanijne limity finansowe, więc można wtłoczyć gigantyczną kasę w promocję PiS. W tym planie Bąkiewicz ma przyciągnąć do PiS jakiś ułamek wyborców nacjonalistycznych — ale o wyniku decydować będzie seria takich ułamków. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy” Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek”) nie chcą sobie rościć praw do etosu Lecha Kaczyńskiego. Zbyt wielu jest do tego pretendentów. Ale znaliśmy zmarłego prezydenta wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć jedno: przewraca się w swym grobie na Wawelu. Bąkiewicz to jedna z sensacji na listach PiS. Ale owych sensacji jest znacznie więcej. Andrzej Stankiewicz oraz Dominika Długosz skrupulatnie analizują listy PiS, pokazując aktualny rozkład sił poszczególnych frakcji w partii. Po kształcie list wdać jasno, kto i za co został ukarany. Bo prezes kumulował haki i wpadki swych ludzi przez całą kadencję. A teraz nadszedł czas wypłaty.

Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu.
Nie, nie jesteśmy zdziwieni. Przecież jeśli przez ostatnie lata prezes Kaczyński kazał zainwestować kilka baniek w organizacje Roberta Bąkiewicza — zapiewajły Marszu Niepodległości — to prędzej czy później ta inwestycja musiała się zwrócić. Bąkiewicz na listach PiS to — patrząc czysto politycznie — bardzo praktyczny ruch. Skonfliktowany ze swymi brunatnymi kumplami z Konfederacji, ma przyciągać do PiS wyborców ultranarodowych i antyunijnych, a także wszelkiej maści organizacje nacjonalistyczne i kibolskie. To logiczne w tym sensie, że Kaczyński walczy o polityczne życie i robi wszystko, aby zmaksymalizować wynik PiS — zmienił prawo wyborcze tworząc nowe komisje na wsiach, angażuje w kampanię kasę spółek skarbu i rozpisał referendum, w którym nie obowiązują kampanijne limity finansowe, więc można wtłoczyć gigantyczną kasę w promocję PiS. W tym planie Bąkiewicz ma przyciągnąć do PiS jakiś ułamek wyborców nacjonalistycznych — ale o wyniku decydować będzie seria takich ułamków.
Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy” Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek”) nie chcą sobie rościć praw do etosu Lecha Kaczyńskiego. Zbyt wielu jest do tego pretendentów. Ale znaliśmy zmarłego prezydenta wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć jedno: przewraca się w swym grobie na Wawelu.
Bąkiewicz to jedna z sensacji na listach PiS. Ale owych sensacji jest znacznie więcej. Andrzej Stankiewicz oraz Dominika Długosz skrupulatnie analizują listy PiS, pokazując aktualny rozkład sił poszczególnych frakcji w partii. Po kształcie list wdać jasno, kto i za co został ukarany. Bo prezes kumulował haki i wpadki swych ludzi przez całą kadencję. A teraz nadszedł czas wypłaty.

Tusk wygrywa z PiS w sądzie. Policja śledzi Kołodziejczaka. Konfederacja promuje mięso z psów #OnetAudio
2023-08-26 18:22:45

Wiceminister Maciej Wąsik, niegdyś znany jako bywalec imprez, na których Mariusz Kamiński miał całować psa - bokserkę „Tequilę”, z przytupem zainaugurował swoją kampanię. Wąsik postanowił na piknik rodzinny w swoim okręgu wyborczym ściągnąć policyjnego Black Hawka. Gdyby wiedział, że cała akcja zakończy się spektakularną klapą i dziennikarskim dochodzeniem, gdzie są kwity zezwalające na organizację pokazu lotniczego, a w PiS zaczną krążyć memy ze zdjęciami z filmu „Helikopter w ogniu”, pewnie puknąłby się w głowę. Ale co tam! Jak mówił wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, służby mają dbać o wizerunek rządu, więc nikt w policji nie wpadł na to, by wybić wiceministrowi z głowy pomysł wypożyczenia Black Hawka na kampanijny piknik. Impreza zamieniła się w piknik grozy, gdy helikopter przeleciał tuż nad głowami uczestników, kosząc przy okazji linię wysokiego napięcia. Uczestnicy imprezy na pewno na długo zapamiętają piknik wiceministra Wąsika, choć trudno powiedzieć, czy po tych wątpliwych atrakcjach będą chcieli na niego zagłosować. Ale, jak mówią w PO, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Donald Tusk zaryzykował i wziął na listy Michała Kołodziejczaka z Agro Unii, zwanego przez niektórych „nowym Lepperem”. W ten sposób Tusk chce ściągnąć głosy wsi. Okazuje się, że strach PiS przed utratą wiejskiego elektoratu jest tak duży, że odbiera niektórym rozum. Otóż ktoś wpadł na pomysł, by wysłać za Kołodziejczakiem policyjny ogon. „Młody Lepper” nie w ciemię bity i od razu zauważył, że kiedy tylko przyjeżdża do Warszawy, robi się wokół niego podejrzanie niebiesko od policyjnych mundurów. Postanowił więc zdemaskować grupę pościgową. Przyznajemy, że nie było to szczególnie trudne, bo policjanci wyjątkowo nieudolnie prowadzili obserwację. Wszystko zarejestrowała kamera Agro Unii i obywatele mogli zobaczyć na własne oczy, jak polska policja się „błaźni”. Swoją drogą, to przykre, że w tej instytucji, liczącej 103 tys. funkcjonariuszy, nie zalazł się nikt, kto przeciwstawiłby się wykorzystywaniu policyjnego munduru do kampanii jednej partii, i to tak głupiej, że głowa boli. Nie wiadomo, czy Kołodziejczak pomoże Koalicji Obywatelskiej wygrać wybory, ale Tusk już może uznać, że przyjęcie na listy lidera Agro Unii, który w ostatnich dniach koncentrował uwagę mediów, mu się opłaciło. Ale to nie był jedyny powód do tego, by na piątym piętrze kamienicy przy ul. Wiejskiej w Warszawie, gdzie mieści się siedziba PO, wystrzeliły korki od szampanów. W minionym tygodniu Platforma Obywatelska wygrała pierwszy proces w trybie wyborczym z PiS. Proces był o spot, w którym PiS zarzuciło Platformie, że pod rządami Tuska bezrobocie w Polsce sięgnęło 15 procent, a premier Mateusz Morawiecki nazwał lidera KO „premierem polskiego bezrobocia”. Sąd uznał te informacje za nieprawdziwe, bo bezrobocie za Tuska w szczytowym momencie osiągnęło 14,4 proc. Szkoda, że eksperci od bezrobocia z PiS nie pamiętają, że za pierwszych rządów PiS w 2006 r. bezrobocie sięgnęło nie 14,4 proc., ale 18 procent. Jak zatem Morawiecki nazwałby Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego? Partie finalizują tworzenie list wyborczych. Trzecia Droga pokazała swoje jedynki na listach. Już wiadomo, że Szymon Hołownia nie wystartuje z Warszawy, jak pozostali liderzy tylko z Białegostoku. Czyżby przestraszył się, że Tusk pobije go na głowę? Ale także w PiS pojawił się pomysł, żeby przesunąć Jarosława Kaczyńskiego z Warszawy do województwa Świętokrzyskiego. Działacze PO kpią, że Kaczyński chce zrejterować przed Tuskiem, bo się przestraszył. Sztabowcy PiS mówią, że to nieprawda, a start Kaczyńskiego z Kielc może przysporzyć partii dodatkowe mandaty. Ale i tak w tym tygodniu bank rozbiła Konfederacja proponując, by znieść zakaz handlu psim mięsem. Autorzy „Stanu Wyjątkowego” Renata Grochal i Kamil Dziubka zapewniają, że psiego mięsa nie ruszą, za to ciekawe, jak ten osobliwy pomysł ocenią wyborcy Konfederacji. Jednak, proszę państwa, idzie jesień, słońce przestanie tak ostro świecić, co – miejmy nadzieję - nieco ochłodzi rozgrzane głowy niektórych polityków. Chociaż po ostatnich występach trudno przewidzieć, z czym jeszcze wyskoczą nasi parlamentarni przedstawiciele. Do wyborów zostało 50 dni, a kampania zapowiada się wyjątkowo gorąca. Mamy tylko jedną prośbę, trzymajcie Wąsika z dala od granatników.

Wiceminister Maciej Wąsik, niegdyś znany jako bywalec imprez, na których Mariusz Kamiński miał całować psa - bokserkę „Tequilę”, z przytupem zainaugurował swoją kampanię. Wąsik postanowił na piknik rodzinny w swoim okręgu wyborczym ściągnąć policyjnego Black Hawka. Gdyby wiedział, że cała akcja zakończy się spektakularną klapą i dziennikarskim dochodzeniem, gdzie są kwity zezwalające na organizację pokazu lotniczego, a w PiS zaczną krążyć memy ze zdjęciami z filmu „Helikopter w ogniu”, pewnie puknąłby się w głowę. Ale co tam! Jak mówił wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, służby mają dbać o wizerunek rządu, więc nikt w policji nie wpadł na to, by wybić wiceministrowi z głowy pomysł wypożyczenia Black Hawka na kampanijny piknik. Impreza zamieniła się w piknik grozy, gdy helikopter przeleciał tuż nad głowami uczestników, kosząc przy okazji linię wysokiego napięcia. Uczestnicy imprezy na pewno na długo zapamiętają piknik wiceministra Wąsika, choć trudno powiedzieć, czy po tych wątpliwych atrakcjach będą chcieli na niego zagłosować. Ale, jak mówią w PO, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
Donald Tusk zaryzykował i wziął na listy Michała Kołodziejczaka z Agro Unii, zwanego przez niektórych „nowym Lepperem”. W ten sposób Tusk chce ściągnąć głosy wsi. Okazuje się, że strach PiS przed utratą wiejskiego elektoratu jest tak duży, że odbiera niektórym rozum. Otóż ktoś wpadł na pomysł, by wysłać za Kołodziejczakiem policyjny ogon. „Młody Lepper” nie w ciemię bity i od razu zauważył, że kiedy tylko przyjeżdża do Warszawy, robi się wokół niego podejrzanie niebiesko od policyjnych mundurów. Postanowił więc zdemaskować grupę pościgową. Przyznajemy, że nie było to szczególnie trudne, bo policjanci wyjątkowo nieudolnie prowadzili obserwację. Wszystko zarejestrowała kamera Agro Unii i obywatele mogli zobaczyć na własne oczy, jak polska policja się „błaźni”. Swoją drogą, to przykre, że w tej instytucji, liczącej 103 tys. funkcjonariuszy, nie zalazł się nikt, kto przeciwstawiłby się wykorzystywaniu policyjnego munduru do kampanii jednej partii, i to tak głupiej, że głowa boli.
Nie wiadomo, czy Kołodziejczak pomoże Koalicji Obywatelskiej wygrać wybory, ale Tusk już może uznać, że przyjęcie na listy lidera Agro Unii, który w ostatnich dniach koncentrował uwagę mediów, mu się opłaciło. Ale to nie był jedyny powód do tego, by na piątym piętrze kamienicy przy ul. Wiejskiej w Warszawie, gdzie mieści się siedziba PO, wystrzeliły korki od szampanów. W minionym tygodniu Platforma Obywatelska wygrała pierwszy proces w trybie wyborczym z PiS. Proces był o spot, w którym PiS zarzuciło Platformie, że pod rządami Tuska bezrobocie w Polsce sięgnęło 15 procent, a premier Mateusz Morawiecki nazwał lidera KO „premierem polskiego bezrobocia”. Sąd uznał te informacje za nieprawdziwe, bo bezrobocie za Tuska w szczytowym momencie osiągnęło 14,4 proc. Szkoda, że eksperci od bezrobocia z PiS nie pamiętają, że za pierwszych rządów PiS w 2006 r. bezrobocie sięgnęło nie 14,4 proc., ale 18 procent. Jak zatem Morawiecki nazwałby Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego?

Partie finalizują tworzenie list wyborczych. Trzecia Droga pokazała swoje jedynki na listach. Już wiadomo, że Szymon Hołownia nie wystartuje z Warszawy, jak pozostali liderzy tylko z Białegostoku. Czyżby przestraszył się, że Tusk pobije go na głowę?
Ale także w PiS pojawił się pomysł, żeby przesunąć Jarosława Kaczyńskiego z Warszawy do województwa Świętokrzyskiego. Działacze PO kpią, że Kaczyński chce zrejterować przed Tuskiem, bo się przestraszył. Sztabowcy PiS mówią, że to nieprawda, a start Kaczyńskiego z Kielc może przysporzyć partii dodatkowe mandaty.

Ale i tak w tym tygodniu bank rozbiła Konfederacja proponując, by znieść zakaz handlu psim mięsem. Autorzy „Stanu Wyjątkowego” Renata Grochal i Kamil Dziubka zapewniają, że psiego mięsa nie ruszą, za to ciekawe, jak ten osobliwy pomysł ocenią wyborcy Konfederacji. Jednak, proszę państwa, idzie jesień, słońce przestanie tak ostro świecić, co – miejmy nadzieję - nieco ochłodzi rozgrzane głowy niektórych polityków. Chociaż po ostatnich występach trudno przewidzieć, z czym jeszcze wyskoczą nasi parlamentarni przedstawiciele. Do wyborów zostało 50 dni, a kampania zapowiada się wyjątkowo gorąca.
Mamy tylko jedną prośbę, trzymajcie Wąsika z dala od granatników.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie