Stan Wyjątkowy

"Stan Wyjątkowy" to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Renata Grochal i Kamil Dziubka dyskutować będą o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i Newsweeka zapewnią słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulisów polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.


Odcinki od najnowszych:

#128 - Kaczyński tropi dywersantów w PiS, a Ziobro chce zablokować pieniądze z Unii
2022-02-19 16:14:36

Szef PiS Jarosław Kaczyński rozpoczyna swą ulubioną grę — tropi dywersantów i sabotażystów we własnym obozie. Tym razem chodzi o niegodziwców, którzy pod okiem prezesa, potajemnie, wysadzili w powietrze Polski Ład. Program gospodarczy PiS był — jak wiadomo — skończoną doskonałością, bo pieczę nad nim sprawował sam prezes. W tej sytuacji nie mogło się okazać, że błędy Polskiego Ładu są efektem nonszalancji i niekompetencji Kaczyńskiego i jego ludzi. O nie. Skoro realizacja światłej myśli gospodarczej i społecznej prezesa napotkała na tak wielkie rafy, znak to niechybny, iż stoją za tym właśnie dywersanci i sabotażyści wewnątrz PiS oraz rządu. Kaczyński zachował się więc zgodnie ze swoją starą zasadą: zarządził polowanie na ukrytych wrogów w obozie władzy. Od ich namierzenia i unicestwienia zależy powodzenie rządu, PiS i — nie wahajmy się tego powiedzieć — los Polski. Na Kaczyńskiego dybią w dodatku także źli ludzie w Unii Europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał właśnie orzeczenie, zgodnie z którym Bruksela może wstrzymywać wypłatę środków europejskich dla Polski, jeśli PiS nie osuszy swej zabagnionej tzw. „reformy sądownictwa” — hybrydowego produktu sądopodobnego, wypieczonego pospołu przez prezydenta Dudę i ministra Ziobrę. Duda pod wpływem groźnych pohukiwań Putina zaczyna być pragmatykiem: postawił na wyciszenie konfliktów z UE. W wyniku poufnych kontaktów z Komisją Europejską i przy wsparciu Amerykanów, Duda zaproponował nowy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, który ma doprowadzić do odblokowania środków z Unii. Nie wszystko w tej sprawie idzie jednak jak z płatka, bo Duda nie do końca się dogadał z Brukselą i Waszyngtonem — co ujawniają autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl). W dodatku operację Dudy, dla której stara się on pozyskać poparcie Kaczyńskiego, za wszelką cenę stara się zatrzymać minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Czemu? Ano dlatego, że dla Ziobry orzeczenie unijnego Trybunału to fantastyczny polityczny prezent. Wszak premier Morawiecki — zapiekły wróg ziobrystów — przekonywał miesiącami, że osobiście załatwił to, iż Unia nie zablokuje wypłaty pieniędzy dla Polski. Dziś Ziobro może go za to przypiekać na wolnym ogniu. Gdyby Duda — wspierany przez Morawieckiego — dogadał się z Unią i pieniądze popłynęły, to cały plan Ziobry obliczony na upodlenie premiera spaliłby na panewce. Powiedzmy to sobie wprost: w interesie Ziobry leży blokowanie przez Brukselę środków dla Polski, bo każde euro pomocy będzie umacniać Morawieckiego.

Szef PiS Jarosław Kaczyński rozpoczyna swą ulubioną grę — tropi dywersantów i sabotażystów we własnym obozie. Tym razem chodzi o niegodziwców, którzy pod okiem prezesa, potajemnie, wysadzili w powietrze Polski Ład. Program gospodarczy PiS był — jak wiadomo — skończoną doskonałością, bo pieczę nad nim sprawował sam prezes. W tej sytuacji nie mogło się okazać, że błędy Polskiego Ładu są efektem nonszalancji i niekompetencji Kaczyńskiego i jego ludzi. O nie. Skoro realizacja światłej myśli gospodarczej i społecznej prezesa napotkała na tak wielkie rafy, znak to niechybny, iż stoją za tym właśnie dywersanci i sabotażyści wewnątrz PiS oraz rządu. Kaczyński zachował się więc zgodnie ze swoją starą zasadą: zarządził polowanie na ukrytych wrogów w obozie władzy. Od ich namierzenia i unicestwienia zależy powodzenie rządu, PiS i — nie wahajmy się tego powiedzieć — los Polski. Na Kaczyńskiego dybią w dodatku także źli ludzie w Unii Europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał właśnie orzeczenie, zgodnie z którym Bruksela może wstrzymywać wypłatę środków europejskich dla Polski, jeśli PiS nie osuszy swej zabagnionej tzw. „reformy sądownictwa” — hybrydowego produktu sądopodobnego, wypieczonego pospołu przez prezydenta Dudę i ministra Ziobrę. Duda pod wpływem groźnych pohukiwań Putina zaczyna być pragmatykiem: postawił na wyciszenie konfliktów z UE. W wyniku poufnych kontaktów z Komisją Europejską i przy wsparciu Amerykanów, Duda zaproponował nowy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, który ma doprowadzić do odblokowania środków z Unii. Nie wszystko w tej sprawie idzie jednak jak z płatka, bo Duda nie do końca się dogadał z Brukselą i Waszyngtonem — co ujawniają autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl).
W dodatku operację Dudy, dla której stara się on pozyskać poparcie Kaczyńskiego, za wszelką cenę stara się zatrzymać minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Czemu? Ano dlatego, że dla Ziobry orzeczenie unijnego Trybunału to fantastyczny polityczny prezent. Wszak premier Morawiecki — zapiekły wróg ziobrystów — przekonywał miesiącami, że osobiście załatwił to, iż Unia nie zablokuje wypłaty pieniędzy dla Polski. Dziś Ziobro może go za to przypiekać na wolnym ogniu. Gdyby Duda — wspierany przez Morawieckiego — dogadał się z Unią i pieniądze popłynęły, to cały plan Ziobry obliczony na upodlenie premiera spaliłby na panewce. Powiedzmy to sobie wprost: w interesie Ziobry leży blokowanie przez Brukselę środków dla Polski, bo każde euro pomocy będzie umacniać Morawieckiego.

#127 - W PiS wojna totalna: Duda próbuje ograć Kaczyńskiego, Ziobro pluje na Dudę, Morawiecki warczy na Macierewicza, a Kurski chce zniszczyć Morawieckiego
2022-02-12 15:22:09

Prezes Jarosław Kaczyński już nie panuje nad sytuacją w PiS. Skłócony z Kaczyńskim prezydent Andrzej Duda rzuca wyzwanie prezesowi, bo uważa, że Kaczyński obrał szaleńczy kierunek swej polityki względem Unii Europejskiej. Duda zgłasza projekt zmian w Sądzie Najwyższym, który na pierwszy rzut oka jest nielogiczny i bałamutny, ale ma jeden cel: przekonanie Brukseli, że powinna przystąpić do wypłaty środków pomocowych dla Polski. W tej chwili pieniądze te — ponad 50 mld euro — są blokowane ze względu na upór Kaczyńskiego i zagrzewającego go do boju Zbigniewa Ziobrę, którzy nie chcą zlikwidować Izby Dyscyplinarnej, działającej w Sądzie Najwyższym. Unia uważa, że to polityczny sąd do tępienia sędziów krytycznych wobec światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro. Duda dostał poparcie nie tylko Brukseli, ale także od demokratycznych władz USA, które nie przepadają za Kaczyńskim. Jednocześnie prezydent — do te pory marginalizowany — wszedł w krąg międzynarodowych przywódców, którzy biorą udział w konsultacjach dotyczących agresywnych planów Rosji wobec Ukrainy. Ba, z Dudą spotkali się prezydent Francji i kanclerz Niemiec — szczytu Trójkąta Weimarskiego nie było od 6 lat, bo Berlin i Paryż podchodziły krytycznie do światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro. Taka wolta Dudy nie mogła ujść płazem — ludzie Ziobry zaatakowali sądowe projekty prezydenta, a najbardziej krewki europoseł Patryk Jaki — doktor nauk więziennych — wprost stwierdził, że Duda to „zdrajca” i żałuje, iż na niego głosował. Dudę wspiera coraz bardziej osamotniony premier. Dla Mateusza Morawieckiego przyjęcie sądowego projektu prezydenta to szansa na wypłatę środków UE — bez tych miliardów sytuacja rządu jest coraz trudniejsza. Nad Morawieckim, zwłaszcza wobec fiaska Polskiego Ładu, zbierają się czarne chmury. Głowami za Polski Ład zapłacili jego ludzie z kierownictwa Ministerstwa Finansów, a i on sam znalazł się na celowniku. Nienawidzący Morawieckiego szef TVP Jacek Kurski po raz pierwszy zaczął w swych programach wprost atakować premiera — wcześniej ważył się jedynie uderzać w ludzi Morawieckiego, choćby robiąc z nich sponsorów prostytucji. Kurski czuje, że może sobie pozwolić na niszczenie Morawieckiego — a to znaczy, że albo ma przyzwolenie Kaczyńskiego, albo już naprawdę nad niczym Kaczyński nie panuje. O tym wszystkim rozmawiają w najnowszym odcinku swego słuchowiska politycznego Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

Prezes Jarosław Kaczyński już nie panuje nad sytuacją w PiS. Skłócony z Kaczyńskim prezydent Andrzej Duda rzuca wyzwanie prezesowi, bo uważa, że Kaczyński obrał szaleńczy kierunek swej polityki względem Unii Europejskiej. Duda zgłasza projekt zmian w Sądzie Najwyższym, który na pierwszy rzut oka jest nielogiczny i bałamutny, ale ma jeden cel: przekonanie Brukseli, że powinna przystąpić do wypłaty środków pomocowych dla Polski. W tej chwili pieniądze te — ponad 50 mld euro — są blokowane ze względu na upór Kaczyńskiego i zagrzewającego go do boju Zbigniewa Ziobrę, którzy nie chcą zlikwidować Izby Dyscyplinarnej, działającej w Sądzie Najwyższym. Unia uważa, że to polityczny sąd do tępienia sędziów krytycznych wobec światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro.
Duda dostał poparcie nie tylko Brukseli, ale także od demokratycznych władz USA, które nie przepadają za Kaczyńskim. Jednocześnie prezydent — do te pory marginalizowany — wszedł w krąg międzynarodowych przywódców, którzy biorą udział w konsultacjach dotyczących agresywnych planów Rosji wobec Ukrainy. Ba, z Dudą spotkali się prezydent Francji i kanclerz Niemiec — szczytu Trójkąta Weimarskiego nie było od 6 lat, bo Berlin i Paryż podchodziły krytycznie do światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro.
Taka wolta Dudy nie mogła ujść płazem — ludzie Ziobry zaatakowali sądowe projekty prezydenta, a najbardziej krewki europoseł Patryk Jaki — doktor nauk więziennych — wprost stwierdził, że Duda to „zdrajca” i żałuje, iż na niego głosował.
Dudę wspiera coraz bardziej osamotniony premier. Dla Mateusza Morawieckiego przyjęcie sądowego projektu prezydenta to szansa na wypłatę środków UE — bez tych miliardów sytuacja rządu jest coraz trudniejsza. Nad Morawieckim, zwłaszcza wobec fiaska Polskiego Ładu, zbierają się czarne chmury. Głowami za Polski Ład zapłacili jego ludzie z kierownictwa Ministerstwa Finansów, a i on sam znalazł się na celowniku. Nienawidzący Morawieckiego szef TVP Jacek Kurski po raz pierwszy zaczął w swych programach wprost atakować premiera — wcześniej ważył się jedynie uderzać w ludzi Morawieckiego, choćby robiąc z nich sponsorów prostytucji. Kurski czuje, że może sobie pozwolić na niszczenie Morawieckiego — a to znaczy, że albo ma przyzwolenie Kaczyńskiego, albo już naprawdę nad niczym Kaczyński nie panuje. O tym wszystkim rozmawiają w najnowszym odcinku swego słuchowiska politycznego Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

#126 - Bunt w PiS przeciw Kaczyńskiemu. Prezes wyrzuca ministrów — kto straci stanowisko?
2022-02-05 15:10:28

Półtorej setki duszyczek — tylko na tyle posłanek i posłów PiS może liczyć Jarosław Kaczyński. Pokazało to głosowanie w sprawie „lex Kaczyński” — groteskowej ustawy wprowadzającej możliwość donoszenia na osoby odmawiające testów i pozywania je o odszkodowanie. Przepisów forsowanych przez szefa PiS nie poparła aż 1/3 klubu PiS. Czemu Kaczyński osobiście firmował tak głupie przepisy? Wszak musiał wiedzieć, że nie wejdą w życie. W odróżnieniu bowiem od innych rozważanych projektów — choćby prawa pracodawców do sprawdzania szczepień pracowników — „lex Kaczyński” nie miało szans na poparcie opozycji. Obóz władzy kolportuje teorię wedle której Kaczyński chciał raz na zawsze skończyć z pomysłami nowych ustaw covidowych, jednocześnie zdejmując z siebie odpowiedzialność za porażkę w walce z pandemią. W tym sensie tak groteskowa ustawa, którą opozycja musiała odrzucić, miała być pułapką — dzięki temu TVP może atakować liderów PO, Lewicy czy PSL, przekonując, że nie chcą walczyć z pandemią. „Stan po Burzy” nie kupuje tej teorii. Głosowanie „lex Kaczyński” ma bowiem bardzo dużo skutków ubocznych, których dolegliwość dla prezesa PiS przewyższa zyski z opluwania opozycji. Przede wszystkim, widać wyraźnie, że Kaczyński nie ma większości — twardo stoi za nim 150 posłów, a większość niezbędna do rządzenia to minimum 231 posłów. Po wtóre, Kaczyński wzmocnił antyszczepionkowców z PiS, którzy po raz pierwszy w głosowaniu otwarcie stanęli przeciwko niemu — i triumfują, że przegrał. Po trzecie wreszcie, swą odrębność wyraźnie pokazali politycy Solidarnej Polski, którzy prawie w komplecie odmówili poparcia dla projektu prezesa (sam Zbigniew Ziobro wspaniałomyślnie nie wziął udziału w głosowaniu). Jednym słowem — tym jednym głosowaniem Kaczyński stracił nimb wszechmocnego, sprawczego prezesa. A zatem — znów — po co to zrobił? „Stan po Burzy” zwraca uwagę na to, w jakiej sytuacji jest dziś PiS. Klęska „Polskiego Ładu” i planowanie karnych dymisji — posadę straci m. in. minister finansów Tadeusz Kościński. Porażka w walce z COVID-19 — minister zdrowia Adam Niedzielski przygotowuje się do ewakuacji, a jego miejsce może zająć generał lekarz Grzegorz Gielerak, który leczył Kaczyńskiego, jego matkę i pół klubu PiS z rodzinami. Do tego kłopoty z komisją śledczą do spraw Pegasusa — co prawda Paweł Kukiz może doprowadzić do tego, że komisja nigdy nie powstanie, ale kolejne doniesienia o inwigilacji dotyczą samych polityków PiS, a to rozbija partię od środka. Konflikt z prezydentem dzieli rząd — Andrzej Duda przedstawił projekt likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, który popiera premier, ale jest nie na rękę Kaczyńskiemu i wywołał gniewne reakcje Ziobry. Do tego nad obozem władzy wisi widno utraty na trwałe sporej części pomocy z UE — właśnie dlatego, że sądowe hasania Ziobry zostały zakwestionowane przez unijne instytucje. Jednym słowem to czas próby dla PiS, jakiej partia nie była poddana od momentu dojścia do władzy. W tej sytuacji głosowanie nad tak głupią ustawą, jak „lex Kaczyński” logikę zyskuje dopiero, gdy potraktować je jak test. To nie było głosowanie za covidowym donosicielstwem, tylko za dogmatem o nieomylności prezesa. Po tym głosowaniu Kaczyński wie, na kogo może liczyć w krytycznych chwilach — i kogo już nie wystawiać na listy wyborcze. Tak się składa, że kiedy „lex Kaczyński” było głosowane w Sejmie, prezes po cichu stworzył nową strukturę w PiS — w każdym województwie powołał sekretarza, niezależnego od szefa regionu. Sekretarze nie są posłami, to działacze niskiego szczebla, ale wszyscy dobrani pod kątem lojalności — i podlegają bezpośrednio Nowogrodzkiej. W ten sposób Kaczyński ma gwarancję, że w razie buntu liderów regionów czy też szefów powiatów — co się w PiS zdarzało — będzie mógł ręcznie, przez swego sekretarza, stłumić bunt i pozbyć się wichrzycieli. Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) rozmawiają o tym, że „lex Kaczyński” i rewizorzy z Nowogrodzkiej w terenie to przygotowanie partii na ciężki kryzys, a być może także na przyspieszone wybory.

Półtorej setki duszyczek — tylko na tyle posłanek i posłów PiS może liczyć Jarosław Kaczyński. Pokazało to głosowanie w sprawie „lex Kaczyński” — groteskowej ustawy wprowadzającej możliwość donoszenia na osoby odmawiające testów i pozywania je o odszkodowanie. Przepisów forsowanych przez szefa PiS nie poparła aż 1/3 klubu PiS. Czemu Kaczyński osobiście firmował tak głupie przepisy? Wszak musiał wiedzieć, że nie wejdą w życie. W odróżnieniu bowiem od innych rozważanych projektów — choćby prawa pracodawców do sprawdzania szczepień pracowników — „lex Kaczyński” nie miało szans na poparcie opozycji. Obóz władzy kolportuje teorię wedle której Kaczyński chciał raz na zawsze skończyć z pomysłami nowych ustaw covidowych, jednocześnie zdejmując z siebie odpowiedzialność za porażkę w walce z pandemią. W tym sensie tak groteskowa ustawa, którą opozycja musiała odrzucić, miała być pułapką — dzięki temu TVP może atakować liderów PO, Lewicy czy PSL, przekonując, że nie chcą walczyć z pandemią.
„Stan po Burzy” nie kupuje tej teorii. Głosowanie „lex Kaczyński” ma bowiem bardzo dużo skutków ubocznych, których dolegliwość dla prezesa PiS przewyższa zyski z opluwania opozycji. Przede wszystkim, widać wyraźnie, że Kaczyński nie ma większości — twardo stoi za nim 150 posłów, a większość niezbędna do rządzenia to minimum 231 posłów. Po wtóre, Kaczyński wzmocnił antyszczepionkowców z PiS, którzy po raz pierwszy w głosowaniu otwarcie stanęli przeciwko niemu — i triumfują, że przegrał. Po trzecie wreszcie, swą odrębność wyraźnie pokazali politycy Solidarnej Polski, którzy prawie w komplecie odmówili poparcia dla projektu prezesa (sam Zbigniew Ziobro wspaniałomyślnie nie wziął udziału w głosowaniu). Jednym słowem — tym jednym głosowaniem Kaczyński stracił nimb wszechmocnego, sprawczego prezesa.
A zatem — znów — po co to zrobił? „Stan po Burzy” zwraca uwagę na to, w jakiej sytuacji jest dziś PiS. Klęska „Polskiego Ładu” i planowanie karnych dymisji — posadę straci m. in. minister finansów Tadeusz Kościński. Porażka w walce z COVID-19 — minister zdrowia Adam Niedzielski przygotowuje się do ewakuacji, a jego miejsce może zająć generał lekarz Grzegorz Gielerak, który leczył Kaczyńskiego, jego matkę i pół klubu PiS z rodzinami. Do tego kłopoty z komisją śledczą do spraw Pegasusa — co prawda Paweł Kukiz może doprowadzić do tego, że komisja nigdy nie powstanie, ale kolejne doniesienia o inwigilacji dotyczą samych polityków PiS, a to rozbija partię od środka. Konflikt z prezydentem dzieli rząd — Andrzej Duda przedstawił projekt likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, który popiera premier, ale jest nie na rękę Kaczyńskiemu i wywołał gniewne reakcje Ziobry. Do tego nad obozem władzy wisi widno utraty na trwałe sporej części pomocy z UE — właśnie dlatego, że sądowe hasania Ziobry zostały zakwestionowane przez unijne instytucje.
Jednym słowem to czas próby dla PiS, jakiej partia nie była poddana od momentu dojścia do władzy. W tej sytuacji głosowanie nad tak głupią ustawą, jak „lex Kaczyński” logikę zyskuje dopiero, gdy potraktować je jak test. To nie było głosowanie za covidowym donosicielstwem, tylko za dogmatem o nieomylności prezesa. Po tym głosowaniu Kaczyński wie, na kogo może liczyć w krytycznych chwilach — i kogo już nie wystawiać na listy wyborcze. Tak się składa, że kiedy „lex Kaczyński” było głosowane w Sejmie, prezes po cichu stworzył nową strukturę w PiS — w każdym województwie powołał sekretarza, niezależnego od szefa regionu. Sekretarze nie są posłami, to działacze niskiego szczebla, ale wszyscy dobrani pod kątem lojalności — i podlegają bezpośrednio Nowogrodzkiej. W ten sposób Kaczyński ma gwarancję, że w razie buntu liderów regionów czy też szefów powiatów — co się w PiS zdarzało — będzie mógł ręcznie, przez swego sekretarza, stłumić bunt i pozbyć się wichrzycieli. Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) rozmawiają o tym, że „lex Kaczyński” i rewizorzy z Nowogrodzkiej w terenie to przygotowanie partii na ciężki kryzys, a być może także na przyspieszone wybory.

#125 - Poczet szczepionkowych kłamców. Prezes Kaczyński receptą na pandemię
2022-01-29 15:53:10

Premier Mateusz Morawiecki ma nowy pseudonim — „minus 1400”. Tak go ponadpartyjnie zwą posłowie, którzy po wejściu w życie Polskiego Ładu dostali przelewy mniejsze o 1400 zł. Szef rządu dramatycznie walczy o to, by zacerować dziury w sztandarowym projekcie podatkowym rządu, który miał zapewnić PiS wieczne rządy, a — jak na razie — grozi utratą rządu. Szef rządu do porządkowania Ładu wysłał do Ministerstwa Finansów swego zaufanego człowieka. Wiceminister Artur Soboń — to już jego piąty resort od dojścia PiS do władzy. „Stan po Burzy” słyszy, że po wejściu do resortu Soboń jest i wstrząśnięty i zmieszany — a to nie jest zapowiedź zakończenia podatkowego kryzysu PiS. Jeśli Państwo też — jak posłowie — dostali po kieszeni, „Stan po Burzy” poleca sztandarową ulgę Polskiego Ładu: ulgę na renowację pałacyku. Po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że Daniel Obajtek jest wizjonerem biznesu — on kupował dworki jeszcze zanim stało się to programem PiS. Obóz władzy musi się mierzyć z jeszcze jednym zagrożeniem — utratą większości. Ważą się losy powołania komisji śledczej ds. Pegasusa. Jarosław Kaczyński będzie odwlekał głosowanie, bo już nie tylko sojusznik PiS Paweł Kukiz domaga się powołania komisji. Być może PiS byłoby w stanie wygrać głosowanie z Kukizem wspieranym przez całą opozycję. Ale żeby to osiągnąć, cały sejmowy klub PiS musi być zmobilizowany. A pojawiają się pęknięcia — jednym z inwigilowanych Pegasusem był prawdopodobnie poseł PiS Jak Krzysztof Ardanowski, który stracił posadę ministra rolnictwa, gdy zadarł z Kaczyńskim. Ardanowski i jego 2-3 ludzie mogliby poprzeć komisję — a wtedy PiS przegra. Jako przestrogę PiS podsyca plotki zapowiadające efektowne aresztowania wokół ważnych polityków opozycji (choćby w sprawie rzekomej korupcji marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego), ale i władzy (w tym wśród ludzi Ardanowskiego). Nakazując Morawieckiemu poprawki w Polskim Ładzie i dyscyplinując posłów do odrzucenia komisji śledczej, Kaczyński bierze się także za bary z covidem. „Lex Kaczyński” — tak nazywana ustawa ma być receptą na pandemię. Pokrótce: pracodawcy będą mogli żądać od pracowników wyniku testu. Co wtedy, kiedy pracownik odmówi? Nadal będzie pracować na swym stanowisku. Za to „lex Kaczyński” wprowadza procedurę, wedle której w razie zarażenia innego pracownika, będzie on mógł żądać odszkodowania od swego kolegi, który nie pokazał testu — chodzi o maksymalnie 14 tysięcy złotych. Po drodze będzie pracodawca, wojewoda i sąd administracyjny — to oni będą musieli udowodnić, że człowiek bez testu był chory i zarażał. Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska z „Faktu” i Andrzej Stankiewicz z Onetu widzieli wiele głupich ustaw, ale tak głupiej nie widzieli nigdy. W tym wydaniu swego słuchowiska politycznego Burzyńska i Stankiewicz ujawniają także listę szczepionkowych kłamców. Chodzi zarówno o polityków PiS, którzy — wbrew linii rządu — się nie szczepią, skrupulatnie to ukrywając. A z drugiej strony — o tych na prawicy, którzy publicznie atakują szczepienia, a samemu, po cichu, nastawili się do zastrzyków. Prezes Kaczyński jest zaszczepiony, ale w jego otoczeniu jest paru znanych antyszczepów — Jacek Kurski, Antoni Macierewicz, Krystyna Pawłowicz. Jest także najważniejszy polski ksiądz, który otwarcie inspiruje ruchy antyszczepionkowe, a jednocześnie w tajemnicy nakłuwał się maksymalną ilość razy.

Premier Mateusz Morawiecki ma nowy pseudonim — „minus 1400”. Tak go ponadpartyjnie zwą posłowie, którzy po wejściu w życie Polskiego Ładu dostali przelewy mniejsze o 1400 zł. Szef rządu dramatycznie walczy o to, by zacerować dziury w sztandarowym projekcie podatkowym rządu, który miał zapewnić PiS wieczne rządy, a — jak na razie — grozi utratą rządu. Szef rządu do porządkowania Ładu wysłał do Ministerstwa Finansów swego zaufanego człowieka. Wiceminister Artur Soboń — to już jego piąty resort od dojścia PiS do władzy. „Stan po Burzy” słyszy, że po wejściu do resortu Soboń jest i wstrząśnięty i zmieszany — a to nie jest zapowiedź zakończenia podatkowego kryzysu PiS. Jeśli Państwo też — jak posłowie — dostali po kieszeni, „Stan po Burzy” poleca sztandarową ulgę Polskiego Ładu: ulgę na renowację pałacyku. Po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że Daniel Obajtek jest wizjonerem biznesu — on kupował dworki jeszcze zanim stało się to programem PiS.
Obóz władzy musi się mierzyć z jeszcze jednym zagrożeniem — utratą większości. Ważą się losy powołania komisji śledczej ds. Pegasusa. Jarosław Kaczyński będzie odwlekał głosowanie, bo już nie tylko sojusznik PiS Paweł Kukiz domaga się powołania komisji. Być może PiS byłoby w stanie wygrać głosowanie z Kukizem wspieranym przez całą opozycję. Ale żeby to osiągnąć, cały sejmowy klub PiS musi być zmobilizowany. A pojawiają się pęknięcia — jednym z inwigilowanych Pegasusem był prawdopodobnie poseł PiS Jak Krzysztof Ardanowski, który stracił posadę ministra rolnictwa, gdy zadarł z Kaczyńskim. Ardanowski i jego 2-3 ludzie mogliby poprzeć komisję — a wtedy PiS przegra. Jako przestrogę PiS podsyca plotki zapowiadające efektowne aresztowania wokół ważnych polityków opozycji (choćby w sprawie rzekomej korupcji marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego), ale i władzy (w tym wśród ludzi Ardanowskiego).
Nakazując Morawieckiemu poprawki w Polskim Ładzie i dyscyplinując posłów do odrzucenia komisji śledczej, Kaczyński bierze się także za bary z covidem. „Lex Kaczyński” — tak nazywana ustawa ma być receptą na pandemię. Pokrótce: pracodawcy będą mogli żądać od pracowników wyniku testu. Co wtedy, kiedy pracownik odmówi? Nadal będzie pracować na swym stanowisku. Za to „lex Kaczyński” wprowadza procedurę, wedle której w razie zarażenia innego pracownika, będzie on mógł żądać odszkodowania od swego kolegi, który nie pokazał testu — chodzi o maksymalnie 14 tysięcy złotych. Po drodze będzie pracodawca, wojewoda i sąd administracyjny — to oni będą musieli udowodnić, że człowiek bez testu był chory i zarażał.
Autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska z „Faktu” i Andrzej Stankiewicz z Onetu widzieli wiele głupich ustaw, ale tak głupiej nie widzieli nigdy.
W tym wydaniu swego słuchowiska politycznego Burzyńska i Stankiewicz ujawniają także listę szczepionkowych kłamców. Chodzi zarówno o polityków PiS, którzy — wbrew linii rządu — się nie szczepią, skrupulatnie to ukrywając. A z drugiej strony — o tych na prawicy, którzy publicznie atakują szczepienia, a samemu, po cichu, nastawili się do zastrzyków. Prezes Kaczyński jest zaszczepiony, ale w jego otoczeniu jest paru znanych antyszczepów — Jacek Kurski, Antoni Macierewicz, Krystyna Pawłowicz. Jest także najważniejszy polski ksiądz, który otwarcie inspiruje ruchy antyszczepionkowe, a jednocześnie w tajemnicy nakłuwał się maksymalną ilość razy.

#124 - Kukiz może pozbawić Kaczyńskiego władzy. Ziobro i Kamiński obnażeni Pegasusem
2022-01-22 16:06:55

Widmo komisji śledczej krąży nad obozem władzy. To za sprawą Pawła Kukiza, dla którego może to być najważniejszy koncert w życiu. Podpisując z Kukizem pakt o współpracy, szef PiS Jarosław Kaczyński był przekonany, że kupił jego duszę i głosy jego ludzi za czapkę gruszek — przyjęcie paru niezbyt istotnych projektów ustaw, które nie zagrażają rządom PiS. Ale śpiewając z Kukizem pieśni biesiadne po wielu kieliszkach trunków, Kaczyński nie zdawał sobie sprawy, że rockman ma jeszcze inne pasje. Jedną z nich są służby specjalne. Dlatego gdy na jaw wyszło — co przyznał sam Kaczyński — że władza kupiła superprogram do inwigilacji Pegasus, w Kukizie zawrzało. Postanowił doprowadzić do powstania komisji śledczej, która zbada i Pegasusa i stosowanie podsłuchów za poprzednich rządów. Początkowo politycy opozycji, zwłaszcza posłowie Platformy, wyśmiewali Kukiza, uznając, że działa w cichym porozumieniu z PiS, a komisja śledcza ma służyć ukryciu Pegasusa pod stertą spraw podsłuchowych z czasów rządu Tuska. Ale lider PO szybko pokazał, że znacznie lepiej od swych ludzi rozumie sytuację w obozie władzy — dał zielone światło na poparcie projektu Kukiza. To dlatego, że powołanie komisji śledczej w krótkiej perspektywie doprowadzi do rozpadu paktu Kukiza z Kaczyńskim, przypieczętowanego na śpiewnych biesiadach. To pierwszy zysk opozycji: bez ludzi Kukiza obóz władzy traci większość. A zysk drugi — sejmowa komisja śledcza to potężne narzędzie polityczne, które odpowiednio wykorzystane może wysadzić rząd PiS w powietrze. Kaczyński rozumie te ryzyka, dlatego próbuje przeciągnąć do PiS ludzi Kukiza, szuka także możliwości doprowadzenia do rozłamu w PSL i skaperowania paru ludowców. Kaczyński robi jednocześnie wszystko, aby przejąć władzę w Najwyższej Izby Kontroli. Kierujący NIK zbuntowany pisowiec Marian Banaś ewidentnie stara się pomóc opozycji. W sprawie Pegasusa odtajnia niejawne dokumenty kontrolne, które kompromitują ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. To ich ludzie kupili ten agresywny program do inwigilacji, nieudolnie maskując to, że zakup został dokonany z pieniędzy, które powinny zostać przeznaczone na pomoc ofiarom przestępstw. Na razie dokumenty NIK dostała opozycyjna komisja badająca Pegasusa w Senacie. Senackiej, bezzębnej komisji Kaczyński obawiać się nie musi. Prawdziwe ryzyko to komisja sejmowa, która ma uprawnienia śledcze — tak jak prokuratura. W obliczu buntu Kukiza, Kaczyński próbuje zbudować większość nie tylko do zablokowania takiej komisji, ale także do uchylenia immunitetu Banasiowi. CBA i prokuratura zarzucają szefowi Najwyższej Izby Kontroli ukrywanie majątku, a uchylenie immunitetu Kaczyński chce wykorzystać, by zawiesić Banasia i na czele NIK postawić swego nominata. Komisja śledcza i Banaś — to dla Kaczyńskiego śmiertelnie niebezpieczny tandem.

Widmo komisji śledczej krąży nad obozem władzy. To za sprawą Pawła Kukiza, dla którego może to być najważniejszy koncert w życiu. Podpisując z Kukizem pakt o współpracy, szef PiS Jarosław Kaczyński był przekonany, że kupił jego duszę i głosy jego ludzi za czapkę gruszek — przyjęcie paru niezbyt istotnych projektów ustaw, które nie zagrażają rządom PiS.
Ale śpiewając z Kukizem pieśni biesiadne po wielu kieliszkach trunków, Kaczyński nie zdawał sobie sprawy, że rockman ma jeszcze inne pasje. Jedną z nich są służby specjalne. Dlatego gdy na jaw wyszło — co przyznał sam Kaczyński — że władza kupiła superprogram do inwigilacji Pegasus, w Kukizie zawrzało. Postanowił doprowadzić do powstania komisji śledczej, która zbada i Pegasusa i stosowanie podsłuchów za poprzednich rządów. Początkowo politycy opozycji, zwłaszcza posłowie Platformy, wyśmiewali Kukiza, uznając, że działa w cichym porozumieniu z PiS, a komisja śledcza ma służyć ukryciu Pegasusa pod stertą spraw podsłuchowych z czasów rządu Tuska. Ale lider PO szybko pokazał, że znacznie lepiej od swych ludzi rozumie sytuację w obozie władzy — dał zielone światło na poparcie projektu Kukiza. To dlatego, że powołanie komisji śledczej w krótkiej perspektywie doprowadzi do rozpadu paktu Kukiza z Kaczyńskim, przypieczętowanego na śpiewnych biesiadach. To pierwszy zysk opozycji: bez ludzi Kukiza obóz władzy traci większość. A zysk drugi — sejmowa komisja śledcza to potężne narzędzie polityczne, które odpowiednio wykorzystane może wysadzić rząd PiS w powietrze. Kaczyński rozumie te ryzyka, dlatego próbuje przeciągnąć do PiS ludzi Kukiza, szuka także możliwości doprowadzenia do rozłamu w PSL i skaperowania paru ludowców.
Kaczyński robi jednocześnie wszystko, aby przejąć władzę w Najwyższej Izby Kontroli. Kierujący NIK zbuntowany pisowiec Marian Banaś ewidentnie stara się pomóc opozycji. W sprawie Pegasusa odtajnia niejawne dokumenty kontrolne, które kompromitują ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. To ich ludzie kupili ten agresywny program do inwigilacji, nieudolnie maskując to, że zakup został dokonany z pieniędzy, które powinny zostać przeznaczone na pomoc ofiarom przestępstw. Na razie dokumenty NIK dostała opozycyjna komisja badająca Pegasusa w Senacie. Senackiej, bezzębnej komisji Kaczyński obawiać się nie musi. Prawdziwe ryzyko to komisja sejmowa, która ma uprawnienia śledcze — tak jak prokuratura. W obliczu buntu Kukiza, Kaczyński próbuje zbudować większość nie tylko do zablokowania takiej komisji, ale także do uchylenia immunitetu Banasiowi. CBA i prokuratura zarzucają szefowi Najwyższej Izby Kontroli ukrywanie majątku, a uchylenie immunitetu Kaczyński chce wykorzystać, by zawiesić Banasia i na czele NIK postawić swego nominata. Komisja śledcza i Banaś — to dla Kaczyńskiego śmiertelnie niebezpieczny tandem.

#123 - Morawiecki biczowany Polskim Ładem. Z rządu uciekają doradcy od walki z pandemią. Rekonstrukcja wisi w powietrzu
2022-01-15 15:13:46

W obozie władzy panika — trwa łatanie dziur w Polskim Ładzie. Partyjna wierchuszka kalkuluje, jakie będą straty sondażowe na tym sztandarowym programie podatkowym, dzięki któremu PiS miało zmieść konkurencję. Na razie obóz władzy zamiata sam siebie. Napięcia w rządzie powodują, że nie wszyscy są szczególnie zmartwieni wtopą Polskiego Ładu. Ręce zaciera Zbigniew Ziobro — stali słuchacze „Stanu po Burzy” znają skalę wylewnych uczuć głównego narodowego prokuratora wobec narodowego premiera. Ale nie tylko w bunkrze Ziobry przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie słychać wystrzały korków od szampana. Cieszy się także wicepremier od spółek Jacek Sasin. Nareszcie ma okazję do rewanżu na Morawieckim, który probował go wrobić w odpowiedzialność za naruszanie prawa podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych. Sasin od kilku miesięcy — z błogosławieństwem głównego lokatora partyjnego bunkra przy ulicy Nowogrodzkiej — wycina ludzi Morawieckiego z państwowych społek. Teraz jednak nastąpiła kumulacja w przyduszaniu premiera. Po konfliktach z sasinowcami z grupy PGE odchodzi kuzynka premiera Monika Morawiecka. Jednocześnie Sasin przejął od Morawieckiego kierowanie Komitetem Ekonomicznym Rady Ministrów — w efekcie szef rządu traci kontrolę nad polityką gospodarczą własnego gabinetu. W tle są awantury dotyczące polityki klimatycznej UE, która ma wpływ na rosnące ceny energii. Trwają też spory, jak rozmawiać z Brukselą, która wstrzymuje pomoc finansową dla Polski. Morawiecki chciałby się z Unią dogadać, a Sasin prze do konfrontacji. Jak widać, w nowogrodzkim bunkrze wojna się bardziej podoba. To i tak może nie być koniec przyciskania premiera do ściany. W obozie władzy coraz częściej słychać, że potrzebna jest ucieczka do przodu — chodzi o rekonstrukcję rządu, której głównymi ofiarami staliby się zaufani ludzie szefa rządu: kierownictwo Ministerstwa Finansów, szef kancelarii Michał Dworczyk i minister ds europejskich Konrad Szymański. W mijającym tygodniu Morawiecki dostał dodatkowy wizerunkowy cios — został praktycznie bez doradców antycovidowych, bo zdecydowana większość profesorów z Rady Medycznej przy premierze podała się do dymisji. Tak naprawdę upadek rady był przesądzony od tygodni — PiS, naciskany przez własne zaplecze antyszczepionkowe, całkowicie ignorował obostrzeniowe postulaty medycznych profesorów. Efekty widać gołym okiem — w tym tygodniu przekroczyliśmy granicę 100 tys. ofiar pandemii. W Polsce na COVID-19 umiera rekordowa liczba pacjentów. Kroplą, która przepełniła czarę goryczy epidemiologów, było pobłażliwe potraktowanie przez szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego małopolskiej kurator Barbary Nowak, która oświadczyła, że szczepionki są medycznym eksperymentem. Dymisji Nowak ostro domagało się nawet wielu polityków PiS, na czele z europosłanką Beatą Mazurek, która atakowała ministra edukacji Przemysława Czarnka za brak reakcji na antyszczepionkowe rozprawki Nowak. Może Mazurek atakowała Czarnka, bo wierzy w siłę szczepień? A może dlatego, że jest jej politycznym konkurentem na Lubelszczyźnie i wycina ją z programów regionalnej TVP? Możliwe, choć „Stan po Burzy” przedstawia własną interpretację tych żenujących zdarzeń — w formie pamfletu. Na swe słuchowisko polityczne zapraszają Agnieszka Burzyńska z „Faktu” oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

W obozie władzy panika — trwa łatanie dziur w Polskim Ładzie. Partyjna wierchuszka kalkuluje, jakie będą straty sondażowe na tym sztandarowym programie podatkowym, dzięki któremu PiS miało zmieść konkurencję. Na razie obóz władzy zamiata sam siebie.
Napięcia w rządzie powodują, że nie wszyscy są szczególnie zmartwieni wtopą Polskiego Ładu. Ręce zaciera Zbigniew Ziobro — stali słuchacze „Stanu po Burzy” znają skalę wylewnych uczuć głównego narodowego prokuratora wobec narodowego premiera. Ale nie tylko w bunkrze Ziobry przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie słychać wystrzały korków od szampana. Cieszy się także wicepremier od spółek Jacek Sasin. Nareszcie ma okazję do rewanżu na Morawieckim, który probował go wrobić w odpowiedzialność za naruszanie prawa podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych. Sasin od kilku miesięcy — z błogosławieństwem głównego lokatora partyjnego bunkra przy ulicy Nowogrodzkiej — wycina ludzi Morawieckiego z państwowych społek. Teraz jednak nastąpiła kumulacja w przyduszaniu premiera. Po konfliktach z sasinowcami z grupy PGE odchodzi kuzynka premiera Monika Morawiecka. Jednocześnie Sasin przejął od Morawieckiego kierowanie Komitetem Ekonomicznym Rady Ministrów — w efekcie szef rządu traci kontrolę nad polityką gospodarczą własnego gabinetu. W tle są awantury dotyczące polityki klimatycznej UE, która ma wpływ na rosnące ceny energii. Trwają też spory, jak rozmawiać z Brukselą, która wstrzymuje pomoc finansową dla Polski. Morawiecki chciałby się z Unią dogadać, a Sasin prze do konfrontacji. Jak widać, w nowogrodzkim bunkrze wojna się bardziej podoba.
To i tak może nie być koniec przyciskania premiera do ściany. W obozie władzy coraz częściej słychać, że potrzebna jest ucieczka do przodu — chodzi o rekonstrukcję rządu, której głównymi ofiarami staliby się zaufani ludzie szefa rządu: kierownictwo Ministerstwa Finansów, szef kancelarii Michał Dworczyk i minister ds europejskich Konrad Szymański.
W mijającym tygodniu Morawiecki dostał dodatkowy wizerunkowy cios — został praktycznie bez doradców antycovidowych, bo zdecydowana większość profesorów z Rady Medycznej przy premierze podała się do dymisji. Tak naprawdę upadek rady był przesądzony od tygodni — PiS, naciskany przez własne zaplecze antyszczepionkowe, całkowicie ignorował obostrzeniowe postulaty medycznych profesorów. Efekty widać gołym okiem — w tym tygodniu przekroczyliśmy granicę 100 tys. ofiar pandemii. W Polsce na COVID-19 umiera rekordowa liczba pacjentów.
Kroplą, która przepełniła czarę goryczy epidemiologów, było pobłażliwe potraktowanie przez szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego małopolskiej kurator Barbary Nowak, która oświadczyła, że szczepionki są medycznym eksperymentem. Dymisji Nowak ostro domagało się nawet wielu polityków PiS, na czele z europosłanką Beatą Mazurek, która atakowała ministra edukacji Przemysława Czarnka za brak reakcji na antyszczepionkowe rozprawki Nowak. Może Mazurek atakowała Czarnka, bo wierzy w siłę szczepień? A może dlatego, że jest jej politycznym konkurentem na Lubelszczyźnie i wycina ją z programów regionalnej TVP? Możliwe, choć „Stan po Burzy” przedstawia własną interpretację tych żenujących zdarzeń — w formie pamfletu.
Na swe słuchowisko polityczne zapraszają Agnieszka Burzyńska z „Faktu” oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

#122 - Czy Kaczyński obroni nas przed Putinem? Czy Ziobro przebije Morawieckiego osinowym kołkiem? Czy Tusk zjednoczy opozycję?
2022-01-08 16:00:03

Na progu nowego roku autorzy słuchowiska „Stan po Burzy” biorą się za polityczne podsumowanie 2021 roku. Agnieszka Burzyńska z „Faktu” i Andrzej Stankiewicz z Onetu przedstawiają swój ranking dziesięciu najważniejszych wydarzeń minionego roku, a przy okazji przypominają także pierwszoplanowych bohaterów ostatnich 12 miesięcy. O roku, uff!

Na progu nowego roku autorzy słuchowiska „Stan po Burzy” biorą się za polityczne podsumowanie 2021 roku. Agnieszka Burzyńska z „Faktu” i Andrzej Stankiewicz z Onetu przedstawiają swój ranking dziesięciu najważniejszych wydarzeń minionego roku, a przy okazji przypominają także pierwszoplanowych bohaterów ostatnich 12 miesięcy. O roku, uff!

#121 - Najlepsze momenty - psychoanaliza Pawłowicz, Ziobro sojusznikiem Tuska, łajdactwo Mejzy
2021-12-25 13:42:50

W drugiej połowie 2021 roku politycy dostarczyli nam tylu tematów, że zmuszeni byliśmy robić odcinki dłuższe niż zwykle. W tym specjalnym odcinku Stanu po Burzy przypominamy najlepsze fragmenty naszego słuchowiska politycznego. Ziejący do siebie nienawiścią Zbigniew Ziobro i Donald Tusk mają wspólny interes: wziąć PiS w kleszcze. Tusk będzie wykorzystywał antyunijną retorykę ludzi Ziobry, żeby straszyć wyprowadzeniem Polski z Unii Europejskiej przez PiS. W tym sensie Ziobro stał się sojusznikiem Tuska. Atakując PiS z pozycji antyunijnych, dostarcza Tuskowi paliwo do straszenia Polexitem - a już widać, że to jedna z zasadniczych strategii szefa Platformy Obywatelskiej. Z perspektywy Ziobry natomiast atakowanie PiS jest nieuchronne, bo minister sprawiedliwości chce budować swoją autonomię i pokazywać, że ma jeszcze bardziej radykalne poglądy niż prezes PiS. To połączyło dwóch wielkich wrogów."Stan po Burzy" postarał się wyjaśnić pasję pani profesor Krystyny Pawłowicz do kolan i zdrad. Andrzej Stankiewicz i Agnieszka Burzyńska jako znani polityczni psychoanalitycy postanowili odnaleźć klucz do duszy pani profesor. Jaką rolę w tym wszystkim odegrał Mariusz Kamiński? W maju 2021 r. doszło do porwania opozycyjnego białoruskiego dziennikarza, Romana Protasiewicza, który leciał z Grecji na Litwę. Łukaszenka zatrzymał samolot, wsadził Protasiewicza do więzienia i skłonił do współpracy z reżimem. W czerwcu 2021 r. Unia Europejska uchwaliła kolejne sankcje na Białoruś, a w odpowiedzi białoruskie władze zapowiedziały wstrzymanie działania umowy o readmisji. De facto Łukaszenka zapowiedział, że przestanie odbierać imigrantów, którzy nielegalnie przeszli przez granicę polsko-białoruską i zostali złapani. Polski rząd nie zrozumiał, czym to grozi. We wrześniu 2021 r. doszło do rosyjsko-białoruskich manewrów "Zapad", gdzie ćwiczona była inwazja na Polskę, a kilka tygodniu temu - jak ustalił "Stan po Burzy" - doszło do zmasowanych ataków hakerskich na polskie banki. Od maja 2021 roku mieliśmy masę sygnałów, że coś na Wschodzie się szykuje. Czym wtedy zajmował się wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński? Przepychał przez Sejm ustawę anty-TVN i ścierał się z Unią Europejską. Walczył zatem z Amerykanami i Unią, których w razie konfliktu na Wschodzie wyjątkowo potrzebujemy. "Stan po Burzy" podziwia unikatowy zmysł geopolityczny prezesa.  

W drugiej połowie 2021 roku politycy dostarczyli nam tylu tematów, że zmuszeni byliśmy robić odcinki dłuższe niż zwykle. W tym specjalnym odcinku Stanu po Burzy przypominamy najlepsze fragmenty naszego słuchowiska politycznego.

Ziejący do siebie nienawiścią Zbigniew Ziobro i Donald Tusk mają wspólny interes: wziąć PiS w kleszcze. Tusk będzie wykorzystywał antyunijną retorykę ludzi Ziobry, żeby straszyć wyprowadzeniem Polski z Unii Europejskiej przez PiS. W tym sensie Ziobro stał się sojusznikiem Tuska. Atakując PiS z pozycji antyunijnych, dostarcza Tuskowi paliwo do straszenia Polexitem - a już widać, że to jedna z zasadniczych strategii szefa Platformy Obywatelskiej. Z perspektywy Ziobry natomiast atakowanie PiS jest nieuchronne, bo minister sprawiedliwości chce budować swoją autonomię i pokazywać, że ma jeszcze bardziej radykalne poglądy niż prezes PiS. To połączyło dwóch wielkich wrogów."Stan po Burzy" postarał się wyjaśnić pasję pani profesor Krystyny Pawłowicz do kolan i zdrad. Andrzej Stankiewicz i Agnieszka Burzyńska jako znani polityczni psychoanalitycy postanowili odnaleźć klucz do duszy pani profesor. Jaką rolę w tym wszystkim odegrał Mariusz Kamiński?


W maju 2021 r. doszło do porwania opozycyjnego białoruskiego dziennikarza, Romana Protasiewicza, który leciał z Grecji na Litwę. Łukaszenka zatrzymał samolot, wsadził Protasiewicza do więzienia i skłonił do współpracy z reżimem. W czerwcu 2021 r. Unia Europejska uchwaliła kolejne sankcje na Białoruś, a w odpowiedzi białoruskie władze zapowiedziały wstrzymanie działania umowy o readmisji. De facto Łukaszenka zapowiedział, że przestanie odbierać imigrantów, którzy nielegalnie przeszli przez granicę polsko-białoruską i zostali złapani. Polski rząd nie zrozumiał, czym to grozi. We wrześniu 2021 r. doszło do rosyjsko-białoruskich manewrów "Zapad", gdzie ćwiczona była inwazja na Polskę, a kilka tygodniu temu - jak ustalił "Stan po Burzy" - doszło do zmasowanych ataków hakerskich na polskie banki. Od maja 2021 roku mieliśmy masę sygnałów, że coś na Wschodzie się szykuje. Czym wtedy zajmował się wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński? Przepychał przez Sejm ustawę anty-TVN i ścierał się z Unią Europejską. Walczył zatem z Amerykanami i Unią, których w razie konfliktu na Wschodzie wyjątkowo potrzebujemy. "Stan po Burzy" podziwia unikatowy zmysł geopolityczny prezesa.

 

#120 - Ziobro przydusza Morawieckiego, Pawlak puszcza oko do PiS, a Kurski daje dowód miłości
2021-12-18 17:10:02

Zaciska się pętla wokół premiera. W kluczowych obszarach działalności rządu Mateusz Morawiecki znajduje się pod ostrzałem radykałów na czele ze swym śmiertelnym wrogiem Zbigniewem Ziobrą. To działania ludzi Ziobry, zabiegających o elektorat antyszczepionkowy, utrudniają Morawieckiemu przygotowanie strategii walki z koronawirusem. To także ziobryści popychają Morawieckiego do konfliktu z Unią wokół rosnących cen energii, próbując obsadzić premiera w roli odpowiedzialnego za drastyczne podwyżki, które ruszą od nowego roku. To wreszcie Ziobro lansuje projekt drastycznych zmian w sądach, które rozsierdzą Brukselę i mogą przyczynić się do wstrzymania pomocy unijnej — za co znów politycznie oberwie Morawiecki. Ziobro ma wsparcie swej wieloletniej sojuszniczki, sfrustrowanej utratą stanowiska byłej premier Beaty Szydło. Taktycznie wspomagają ich minister skarbu Jacek Sasin, a także szef MON Mariusz Błaszczak. Ta specyficzna „banda czworga” liczy na korzyści w razie kłopotów premiera, lub po prostu chce się na nim zemścić. Dysponujący kruchą większością PiS rozgląda się za wzmocnieniami. Na celowniku obozu władzy znalazło się kilku polityków PSL, zwłaszcza tych, którzy robią interesy z państwem i przez to od państwa zależą. W szeregach ludowców — zwłaszcza dużych przedsiębiorców z branży spożywczej — zapanowała panika: obawiają się, że stracą rządowe kontrakty. Efektem tej sytuacji są zmiany we władzach PSL. Na niedawnym kongresie partii Władysław Kosiniak-Kamysz co prawda obronił prezesurę z imponującym wynikiem, ale jednocześnie delegaci dobrali mu wymagającego recenzenta — byłego premiera i lidera PSL Waldemara Pawlaka, który został szefem Rady Naczelnej PSL. To rodzaj rady nadzorczej, która może nawet wymienić prezesa partii. W partyjnych szeregach słychać, że życzliwy PiS Pawlak ma tonować antyrządową retorykę Kosiniaka-Kamysza, a po wyborach może popychać ludowców w objęcia Kaczyńskiego. W przedświątecznym „Stanie po Burzy” nie może zabraknąć opowieści o miłości. Tym razem dokonujemy egzegezy uczucia Jacka Kurskiego do jego nowej żony na bazie ich czułych wiadomości przesyłanych gorylom prezesa TVP, dotyczących zakupu czekoladek i lodów oraz sprawdzenia bezpieczeństwa kota w podwarszawskim bungalowie zakochanych. Dużo miłości na Święta życzą Czytelnikom, Słuchaczom i Widzom autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

Zaciska się pętla wokół premiera. W kluczowych obszarach działalności rządu Mateusz Morawiecki znajduje się pod ostrzałem radykałów na czele ze swym śmiertelnym wrogiem Zbigniewem Ziobrą. To działania ludzi Ziobry, zabiegających o elektorat antyszczepionkowy, utrudniają Morawieckiemu przygotowanie strategii walki z koronawirusem. To także ziobryści popychają Morawieckiego do konfliktu z Unią wokół rosnących cen energii, próbując obsadzić premiera w roli odpowiedzialnego za drastyczne podwyżki, które ruszą od nowego roku. To wreszcie Ziobro lansuje projekt drastycznych zmian w sądach, które rozsierdzą Brukselę i mogą przyczynić się do wstrzymania pomocy unijnej — za co znów politycznie oberwie Morawiecki.
Ziobro ma wsparcie swej wieloletniej sojuszniczki, sfrustrowanej utratą stanowiska byłej premier Beaty Szydło. Taktycznie wspomagają ich minister skarbu Jacek Sasin, a także szef MON Mariusz Błaszczak. Ta specyficzna „banda czworga” liczy na korzyści w razie kłopotów premiera, lub po prostu chce się na nim zemścić.
Dysponujący kruchą większością PiS rozgląda się za wzmocnieniami. Na celowniku obozu władzy znalazło się kilku polityków PSL, zwłaszcza tych, którzy robią interesy z państwem i przez to od państwa zależą. W szeregach ludowców — zwłaszcza dużych przedsiębiorców z branży spożywczej — zapanowała panika: obawiają się, że stracą rządowe kontrakty. Efektem tej sytuacji są zmiany we władzach PSL. Na niedawnym kongresie partii Władysław Kosiniak-Kamysz co prawda obronił prezesurę z imponującym wynikiem, ale jednocześnie delegaci dobrali mu wymagającego recenzenta — byłego premiera i lidera PSL Waldemara Pawlaka, który został szefem Rady Naczelnej PSL. To rodzaj rady nadzorczej, która może nawet wymienić prezesa partii. W partyjnych szeregach słychać, że życzliwy PiS Pawlak ma tonować antyrządową retorykę Kosiniaka-Kamysza, a po wyborach może popychać ludowców w objęcia Kaczyńskiego.
W przedświątecznym „Stanie po Burzy” nie może zabraknąć opowieści o miłości. Tym razem dokonujemy egzegezy uczucia Jacka Kurskiego do jego nowej żony na bazie ich czułych wiadomości przesyłanych gorylom prezesa TVP, dotyczących zakupu czekoladek i lodów oraz sprawdzenia bezpieczeństwa kota w podwarszawskim bungalowie zakochanych.
Dużo miłości na Święta życzą Czytelnikom, Słuchaczom i Widzom autorzy „Stanu po Burzy” Agnieszka Burzyńska („Fakt”) oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

#119 - Kaczyński pomagierem Orbana, marny koniec Macierewicza, a Mejza wziął wolne na Święta
2021-12-11 17:08:16

Lider PiS Jarosław Kaczyński poczuł się jak prawdziwy europejski lider — na jego zaproszenie zjechali do Warszawy szefowie kilkunastu antyunijnych i nacjonalistycznych ugrupowań z całej Europy. Choć po spotkaniu politycy PiS odtrąbili sukces na drodze do stworzenia silnej antyunijnej koalicji, gotowej do wojny na noże z Brukselą, to „Stan po Burzy” obnaża nicość tego nowego „Układu Warszawskiego” — nikt się z nikim nie dogadał. Ba, część liderów prawicowych formacji ominęła Warszawę szerokim łukiem. Nie przyjechali Włosi z Ligi Północnej, którzy nie zamierzają się jednoczyć pod batutą PiS. Zlot w Warszawie zbojkotował także czeski ODS, który zamiast negocjacji z Kaczyńskim wybrał rozmowy z Czeską Partią Piratów o stworzeniu wspólnego rządu. W tej sytuacji gwiazdą nowego „Układu Warszawskiego” została francuska nacjonalistka Marine Le Pen. Nie zmieniła się ani o jotę — nawet będąc w Warszawie promowała linię polityczną Władimira Władimirowicza, podkreślając, że Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów. Co na to liderzy PiS, straszący Putinem i deklarujący wsparcie dla Ukrainy? Otóż nic. Pan premier raczył oznajmić, że nie we wszystkim PiS się musi z Le Pen zgadzać. Jednym słowem — pani Le Pen ma gdzieś to, czy Putin najedzie Ukrainę i przeparkuje swe tanki na granicę z Polską, a premier uważa to za naturalną różnicę zdań. Cudny ten nowy „Układ Warszawski”. Geostrategiczny majstersztyk, normalnie. Kto wepchnął PiS w to szambo? Premier Węgier Viktor Orban. Wyrzucony z największej formacji politycznej w UE — czyli chadecji, gdzie są Niemcy z CDU oraz  m.in . polskie PO i PSL — próbuje stworzyć nową grupę, która ochroni go, gdy zaostrzy się konflikt z Brukselą. To Orban wyreżyserował zjazd w Warszawie, w którym zarezerwował dla Kaczyńskiego jedynie rolę wodzireja i płatnika rachunków za wyszynk. „Stan po Burzy” przygląda się także tajnym sojusznikom PiS na gruncie krajowym. Z najnowszych maili Michała Dworczyka wynika, że rozmaite frakcje w PiS wręcz walczą o względy lidera narodowców Roberta Bąkiewicza. Przyznajemy: wiedzieliśmy o pragmatycznym sojuszu PiS z „Bączekjugend”, podsypanym milionami dotacji z państwowej sakiewki. Ale nie sądziliśmy, że szwadrony Bąkiewicza są aż tak politycznie powabne. Najnowsze maile pokazują także, że Antoni Macierewicz — jeszcze parę lat temu nr 2 w państwie — to polityk skończony. Dworczyk, który był jego zastępcą w resorcie obrony pisząc do ścisłego grona PiS ujawnia gigantyczne nadużycia i niekompetencję Macierewicza. „Najgorsze jest to, że niekompetencja, nieudolność i głupota, a czasem różne, ciemne interesy są zawsze podlewane (…) obrzydliwym sosem bogoojczyźnianym pełnym frazesów” — miażdży dawnego patrona Dworczyk. Macierewicz mógłby to sobie wpisać na wizytówce. Choć w sumie ta maksyma jest bardziej uniwersalna, bo pasuje do paru innych ludzi obozu władzy. Weźmy wiceministra sportu Łukasza Mejzę, toż to niemal jego życiowe motto. Uciekając od kolejnych afer, Mejza oznajmił, że zawiesza się jako wiceminister sportu i poseł. Nie bardzo wiadomo, jak to sobie wyobraża, bo nie ma formuły „zawieszenia się” przez członka rządu. Okazuje się po prostu, że Mejza wziął urlop do końca roku. A zatem Wesołych Świąt, panie samozawieszony ministrze!

Lider PiS Jarosław Kaczyński poczuł się jak prawdziwy europejski lider — na jego zaproszenie zjechali do Warszawy szefowie kilkunastu antyunijnych i nacjonalistycznych ugrupowań z całej Europy. Choć po spotkaniu politycy PiS odtrąbili sukces na drodze do stworzenia silnej antyunijnej koalicji, gotowej do wojny na noże z Brukselą, to „Stan po Burzy” obnaża nicość tego nowego „Układu Warszawskiego” — nikt się z nikim nie dogadał.
Ba, część liderów prawicowych formacji ominęła Warszawę szerokim łukiem. Nie przyjechali Włosi z Ligi Północnej, którzy nie zamierzają się jednoczyć pod batutą PiS. Zlot w Warszawie zbojkotował także czeski ODS, który zamiast negocjacji z Kaczyńskim wybrał rozmowy z Czeską Partią Piratów o stworzeniu wspólnego rządu. W tej sytuacji gwiazdą nowego „Układu Warszawskiego” została francuska nacjonalistka Marine Le Pen. Nie zmieniła się ani o jotę — nawet będąc w Warszawie promowała linię polityczną Władimira Władimirowicza, podkreślając, że Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów. Co na to liderzy PiS, straszący Putinem i deklarujący wsparcie dla Ukrainy? Otóż nic. Pan premier raczył oznajmić, że nie we wszystkim PiS się musi z Le Pen zgadzać. Jednym słowem — pani Le Pen ma gdzieś to, czy Putin najedzie Ukrainę i przeparkuje swe tanki na granicę z Polską, a premier uważa to za naturalną różnicę zdań. Cudny ten nowy „Układ Warszawski”. Geostrategiczny majstersztyk, normalnie.
Kto wepchnął PiS w to szambo? Premier Węgier Viktor Orban. Wyrzucony z największej formacji politycznej w UE — czyli chadecji, gdzie są Niemcy z CDU oraz m.in. polskie PO i PSL — próbuje stworzyć nową grupę, która ochroni go, gdy zaostrzy się konflikt z Brukselą. To Orban wyreżyserował zjazd w Warszawie, w którym zarezerwował dla Kaczyńskiego jedynie rolę wodzireja i płatnika rachunków za wyszynk. „Stan po Burzy” przygląda się także tajnym sojusznikom PiS na gruncie krajowym. Z najnowszych maili Michała Dworczyka wynika, że rozmaite frakcje w PiS wręcz walczą o względy lidera narodowców Roberta Bąkiewicza. Przyznajemy: wiedzieliśmy o pragmatycznym sojuszu PiS z „Bączekjugend”, podsypanym milionami dotacji z państwowej sakiewki. Ale nie sądziliśmy, że szwadrony Bąkiewicza są aż tak politycznie powabne.
Najnowsze maile pokazują także, że Antoni Macierewicz — jeszcze parę lat temu nr 2 w państwie — to polityk skończony. Dworczyk, który był jego zastępcą w resorcie obrony pisząc do ścisłego grona PiS ujawnia gigantyczne nadużycia i niekompetencję Macierewicza. „Najgorsze jest to, że niekompetencja, nieudolność i głupota, a czasem różne, ciemne interesy są zawsze podlewane (…) obrzydliwym sosem bogoojczyźnianym pełnym frazesów” — miażdży dawnego patrona Dworczyk. Macierewicz mógłby to sobie wpisać na wizytówce.
Choć w sumie ta maksyma jest bardziej uniwersalna, bo pasuje do paru innych ludzi obozu władzy. Weźmy wiceministra sportu Łukasza Mejzę, toż to niemal jego życiowe motto.
Uciekając od kolejnych afer, Mejza oznajmił, że zawiesza się jako wiceminister sportu i poseł. Nie bardzo wiadomo, jak to sobie wyobraża, bo nie ma formuły „zawieszenia się” przez członka rządu. Okazuje się po prostu, że Mejza wziął urlop do końca roku. A zatem Wesołych Świąt, panie samozawieszony ministrze!

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie