Nowa Europa Wschodnia

Nowa Europa Wschodnia przybliża i odczarowuje "Wschód". Ten cudzysłów został użyty celowo, bo obszar tematyczny, o którym opowiadamy, jest bardzo umownie określony, zróżnicowany pod każdym możliwym względem, a przede wszystkim – ogromny.


Odcinki od najnowszych:

Albańczycy wchodzą trzeci raz do tej samej rzeki
2021-05-01 17:08:50

Nie można powiedzieć aby to ugrupowanie odnosiło duże sukcesy w kierowaniu krajem. Raczej wręcz przeciwnie, korupcja się umacnia, system klientystyczny funkcjonuje bardzo dobrze, a pandemia pokazała, że państwo nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej opieki medycznej. Stąd Albańczycy musieli znieść bardzo ostry lockdown, trudny do porównania z ograniczeniami, które były w Polsce. Pogorszyło to i tak nie najlepszą sytuację gospodarczą, między innymi, z powodu tego, że w wyniku pandemii bardzo ucierpiała turystyka.  Na czym polega zatem fenomen Partii Socjalistycznej? Marta Szpala z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z Piotrem Pogorzelskim w podcaście Po prostu Wschód wyjaśnia, że ugrupowanie to właściwie nie ma odpowiedniej konkurencji na scenie politycznej, ale -co więcej- Edi Rama zapewnił sobie poparcie lokalnych władz i państwowych instytucji. Pojawiły się też oskarżenia o kupowanie głosów.  Mimo to UE, czy Stany Zjednoczone raczej ostro nie krytykowały tych wyborów nie chcąc destabilizować Albanii. Kraj ten w tym roku ma zacząć rozmowy akcesyjne z Brukselą. Od 2009 roku jest członkiem NATO.  Marta Szpala odpowiada też na pytania, dlaczego Edi Rama jest tak lubiany przez Zachód, a także dlaczego młodzi Albańczycy patrzą z nadzieją na kosowską politykę.  Rozmowa została udostępniona bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem podcastu i portalem Nowa Europa Wschodnia . Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite .

Nie można powiedzieć aby to ugrupowanie odnosiło duże sukcesy w kierowaniu krajem. Raczej wręcz przeciwnie, korupcja się umacnia, system klientystyczny funkcjonuje bardzo dobrze, a pandemia pokazała, że państwo nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej opieki medycznej. Stąd Albańczycy musieli znieść bardzo ostry lockdown, trudny do porównania z ograniczeniami, które były w Polsce. Pogorszyło to i tak nie najlepszą sytuację gospodarczą, między innymi, z powodu tego, że w wyniku pandemii bardzo ucierpiała turystyka. 

Na czym polega zatem fenomen Partii Socjalistycznej? Marta Szpala z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z Piotrem Pogorzelskim w podcaście Po prostu Wschód wyjaśnia, że ugrupowanie to właściwie nie ma odpowiedniej konkurencji na scenie politycznej, ale -co więcej- Edi Rama zapewnił sobie poparcie lokalnych władz i państwowych instytucji. Pojawiły się też oskarżenia o kupowanie głosów. 

Mimo to UE, czy Stany Zjednoczone raczej ostro nie krytykowały tych wyborów nie chcąc destabilizować Albanii. Kraj ten w tym roku ma zacząć rozmowy akcesyjne z Brukselą. Od 2009 roku jest członkiem NATO. 

Marta Szpala odpowiada też na pytania, dlaczego Edi Rama jest tak lubiany przez Zachód, a także dlaczego młodzi Albańczycy patrzą z nadzieją na kosowską politykę. 

Rozmowa została udostępniona bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem podcastu i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

Białorusini uciekają do Polski
2021-04-25 14:15:22

Represje na Białorusi są coraz bardziej dotkliwe. Ich ofiarami padają poszczególne osoby, które chociażby wyraziły niezadowolenie z sytuacji kraju, a nawet ich bliscy. Szykany obejmują też całe grupy, takie jak obrońcy praw człowieka, niezależni dziennikarze, aktywiści, uczestnicy protestów czy przedsiębiorcy wspierający protesty. Reżim czasem dosłownie, fizycznie niszczy ludziom życie, a niekiedy pozbawia środków do życia.  - Białoruś stosuje chyba wszystkie metody [represji], o których możemy przypomnieć sobie patrząc na historię Polski albo innych państw komunistycznych czy radzieckich – mówi  Olga Salomatowa z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W oparciu o własne doświadczenia  Salomatowa opowiada, jak głęboki wpływ na psychikę człowieka ma życie w warunkach ciągłego zagrożenia i niepewności, ze świadomością otaczającej przemocy. Dla wielu Białorusinów Polska jest pierwszym miejscem, w którym mogą szukać pomocy czy nadziei na nowe życie. Przyjeżdżają ludzie straumatyzowani, po bardzo trudnych przeżyciach a nawet torturach. W Polsce muszą ułożyć sobie życie od nowa.   - Każda osoba, która wyjeżdża z ze swojego kraju musi podjąć bardzo ważną decyzję, zrezygnować z czego bardzo ważnego w swoim życia i w Polsce odnaleźć się na nowo –mówi Salomatova. Helsińska Fundacja Praw Człowieka zauważyła, że nasilenie represji na Białorusi wpłynęło na wyraźny wzrost liczby uciekinierów. Dla części z nich Polska jest krajem docelowym, a dla innych – tranzytowym. Na przykład, członkowie społeczności LGBT czy ludzie z problemami zdrowotnymi wolą w Polsce nie zostawać, jednak osoby zmuszone do pilnej ucieczki nie zawsze mają możliwość wyboru kraju, do którego trafią. Zdarza się, że ludzie są ostrzegani o zbliżającym się aresztowaniu, a czasem wzywani do stawienia się przed śledczymi. Procedury często są niejasne. Niekiedy przychodzi jedynie SMS od władz, a osoba, do której zwrócił się przedstawiciel reżimu, ponosi pełną odpowiedzialność za to czy i jak zareaguje. To jej problem, jeżeli wiadomość przeoczy. Białorusini, którzy w ciągu ostatniego roku byli już szykanowani wiedzą, że są na celowniku. Rezultatem potrafi być zredukowanie, w ciągu doby czy dwóch, życia człowieka do rozmiarów bagażu lotniczego. Zdarza się, że rozbijane są rodziny, a bliscy nie wiedzą ile czasu będzie trwać rozłąka. To łamie ludziom życie, jednak wielu z nich wyjeżdża z głębokim przekonaniem, że to sytuacja tymczasowa. Uciekinierzy wierzą, że nie wyjeżdżają na zawsze, choć nie wiedzą na jak długo. Lądowa droga ucieczki jest bardzo ograniczona i dostępna jest tylko dla tych, którzy spełniają określone i niełatwe kryteriach. W rezultacie pozostaje ucieczka samolotem, co z kolei jest drogie, zwłaszcza dla ludzi, którym władze zarekwirowały wszystkie pieniądze.  - Po wylądowaniu w Warszawie Białorusin musi dać sobie radę – podkreśla Salomatowa. - Część osób przyjeżdża ze świadomością bycia uchodźcą i zwraca się z prośbą o ochronę międzynarodową. Są też tacy, którzy nie chcą być uchodźcami, tylko starają się zbudować w Polsce normalne życie.  Dużym ułatwieniem było wprowadzenie przez Polskę wiz humanitarnych dających prawo do pracy. Działają też organizacje, które wspierają Białorusinów uciekających z kraju. Wielu z nich wcześniej już wie, gdzie szukać pomocy.  Jednym z problemów, z którymi borykają się Białorusini w Polsce jest pandemia koronawirusa. Obcokrajowiec, a zwłaszcza taki, który nie mówi po polsku, ma problemy z przeprowadzeniem testów i otrzymaniem pomocy. Były sytuacje, w których ktoś zachorował i decydował się na test, jednak nie mógł otrzymać wyniku, bo nie znał języka. Z kolei zasady RODO uniemożliwiały komuś innemu uzyskanie takiej informacji w jego imieniu, a infolinia rosyjskojęzyczna nie działała. Zwłaszcza na początku pandemii brakowało bezpłatnej pomocy dla ludzi, którzy często uciekali bez środków do życia. Problemem były też często zmieniające się zasady wjazdów do kraju, wydawania wiz i reguły często niezrozumiałe dla obcokrajowców. - Człowiek [w takiej sytuacji] jest zdany sam na siebie i musi walczyć. – mówi Salomatova, choć podkreśla, że Polska deklaruje chęć, wspiera Białorusinów i bardzo dużo zrobiła, żeby pomóc uciekinierom. Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Fundacji Solidarności Międzynarodowej ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Represje na Białorusi są coraz bardziej dotkliwe. Ich ofiarami padają poszczególne osoby, które chociażby wyraziły niezadowolenie z sytuacji kraju, a nawet ich bliscy. Szykany obejmują też całe grupy, takie jak obrońcy praw człowieka, niezależni dziennikarze, aktywiści, uczestnicy protestów czy przedsiębiorcy wspierający protesty. Reżim czasem dosłownie, fizycznie niszczy ludziom życie, a niekiedy pozbawia środków do życia. 

- Białoruś stosuje chyba wszystkie metody [represji], o których możemy przypomnieć sobie patrząc na historię Polski albo innych państw komunistycznych czy radzieckich – mówi  Olga Salomatowa z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

W oparciu o własne doświadczenia  Salomatowa opowiada, jak głęboki wpływ na psychikę człowieka ma życie w warunkach ciągłego zagrożenia i niepewności, ze świadomością otaczającej przemocy. Dla wielu Białorusinów Polska jest pierwszym miejscem, w którym mogą szukać pomocy czy nadziei na nowe życie. Przyjeżdżają ludzie straumatyzowani, po bardzo trudnych przeżyciach a nawet torturach. W Polsce muszą ułożyć sobie życie od nowa.  

- Każda osoba, która wyjeżdża z ze swojego kraju musi podjąć bardzo ważną decyzję, zrezygnować z czego bardzo ważnego w swoim życia i w Polsce odnaleźć się na nowo –mówi Salomatova.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka zauważyła, że nasilenie represji na Białorusi wpłynęło na wyraźny wzrost liczby uciekinierów. Dla części z nich Polska jest krajem docelowym, a dla innych – tranzytowym. Na przykład, członkowie społeczności LGBT czy ludzie z problemami zdrowotnymi wolą w Polsce nie zostawać, jednak osoby zmuszone do pilnej ucieczki nie zawsze mają możliwość wyboru kraju, do którego trafią.

Zdarza się, że ludzie są ostrzegani o zbliżającym się aresztowaniu, a czasem wzywani do stawienia się przed śledczymi. Procedury często są niejasne. Niekiedy przychodzi jedynie SMS od władz, a osoba, do której zwrócił się przedstawiciel reżimu, ponosi pełną odpowiedzialność za to czy i jak zareaguje. To jej problem, jeżeli wiadomość przeoczy. Białorusini, którzy w ciągu ostatniego roku byli już szykanowani wiedzą, że są na celowniku.

Rezultatem potrafi być zredukowanie, w ciągu doby czy dwóch, życia człowieka do rozmiarów bagażu lotniczego. Zdarza się, że rozbijane są rodziny, a bliscy nie wiedzą ile czasu będzie trwać rozłąka. To łamie ludziom życie, jednak wielu z nich wyjeżdża z głębokim przekonaniem, że to sytuacja tymczasowa. Uciekinierzy wierzą, że nie wyjeżdżają na zawsze, choć nie wiedzą na jak długo.

Lądowa droga ucieczki jest bardzo ograniczona i dostępna jest tylko dla tych, którzy spełniają określone i niełatwe kryteriach. W rezultacie pozostaje ucieczka samolotem, co z kolei jest drogie, zwłaszcza dla ludzi, którym władze zarekwirowały wszystkie pieniądze. 

- Po wylądowaniu w Warszawie Białorusin musi dać sobie radę – podkreśla Salomatowa. - Część osób przyjeżdża ze świadomością bycia uchodźcą i zwraca się z prośbą o ochronę międzynarodową. Są też tacy, którzy nie chcą być uchodźcami, tylko starają się zbudować w Polsce normalne życie. 

Dużym ułatwieniem było wprowadzenie przez Polskę wiz humanitarnych dających prawo do pracy. Działają też organizacje, które wspierają Białorusinów uciekających z kraju. Wielu z nich wcześniej już wie, gdzie szukać pomocy. 

Jednym z problemów, z którymi borykają się Białorusini w Polsce jest pandemia koronawirusa. Obcokrajowiec, a zwłaszcza taki, który nie mówi po polsku, ma problemy z przeprowadzeniem testów i otrzymaniem pomocy. Były sytuacje, w których ktoś zachorował i decydował się na test, jednak nie mógł otrzymać wyniku, bo nie znał języka. Z kolei zasady RODO uniemożliwiały komuś innemu uzyskanie takiej informacji w jego imieniu, a infolinia rosyjskojęzyczna nie działała. Zwłaszcza na początku pandemii brakowało bezpłatnej pomocy dla ludzi, którzy często uciekali bez środków do życia. Problemem były też często zmieniające się zasady wjazdów do kraju, wydawania wiz i reguły często niezrozumiałe dla obcokrajowców.

- Człowiek [w takiej sytuacji] jest zdany sam na siebie i musi walczyć. – mówi Salomatova, choć podkreśla, że Polska deklaruje chęć, wspiera Białorusinów i bardzo dużo zrobiła, żeby pomóc uciekinierom.

Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Fundacji Solidarności Międzynarodowej ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Czesko - rosyjska wojna dyplomatyczna
2021-04-24 21:06:10

W wybuchu w 2014 roku zginęło 2 obywateli Czech. Prawdopodobnie na składach była zgromadzona amunicja, która miała trafić, za pośrednictwem bułgarskiego handlarza bronią, na Ukrainę i do Syrii - do rąk oponentów wspieranego przez Moskwę prezydent Assada.  Czesi nie tylko wydalili rosyjskich dyplomatów, ale też zrezygnowali z kupna od Rosji szczepionki Sputnik V oraz postanowili, że RosAtom nie zostanie dopuszczony do rozbudowy elektrowni jądrowej w Dukovanach. To ostatnie może być szczególnie bolesne dla Moskwy.  Sytuacja stała się na tyle poważna, że moskiewskie media zaczęły pisać, że w stosunkach między Czechami a Rosją nastała “praska zima” i są one najgorsze od rozpadu Czechosłowacji. Media zaczęły nawet rozważać, iż Moskwa może zakazać importu czeskiego piwa. Na szczęście dla rosyjskich fanów tego napoju, większość marek i tak jest produkowana na miejscu na licencji.  Postawa Pragi pokazała przy tym, że coraz więcej krajów Unii Europejskiej, i szerzej Europy, dołącza do antyrosyjskiej koalicji, a Moskwie zostaje już na naszym kontynencie coraz mniej sojuszników.  Więcej na ten temat w rozmowie Piotra Pogorzelskiego z Davidem Stulikiem z praskiego Centrum Bezpieczeństwa Wartości Europejskie  w podcaście Po prostu Wschód . Rozmowa została udostępniona bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem podcastu i portalem Nowa Europa Wschodnia . Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite .

W wybuchu w 2014 roku zginęło 2 obywateli Czech. Prawdopodobnie na składach była zgromadzona amunicja, która miała trafić, za pośrednictwem bułgarskiego handlarza bronią, na Ukrainę i do Syrii - do rąk oponentów wspieranego przez Moskwę prezydent Assada. 

Czesi nie tylko wydalili rosyjskich dyplomatów, ale też zrezygnowali z kupna od Rosji szczepionki Sputnik V oraz postanowili, że RosAtom nie zostanie dopuszczony do rozbudowy elektrowni jądrowej w Dukovanach. To ostatnie może być szczególnie bolesne dla Moskwy. 

Sytuacja stała się na tyle poważna, że moskiewskie media zaczęły pisać, że w stosunkach między Czechami a Rosją nastała “praska zima” i są one najgorsze od rozpadu Czechosłowacji. Media zaczęły nawet rozważać, iż Moskwa może zakazać importu czeskiego piwa. Na szczęście dla rosyjskich fanów tego napoju, większość marek i tak jest produkowana na miejscu na licencji. 

Postawa Pragi pokazała przy tym, że coraz więcej krajów Unii Europejskiej, i szerzej Europy, dołącza do antyrosyjskiej koalicji, a Moskwie zostaje już na naszym kontynencie coraz mniej sojuszników. 

Więcej na ten temat w rozmowie Piotra Pogorzelskiego z Davidem Stulikiem z praskiego Centrum Bezpieczeństwa Wartości Europejskie  w podcaście Po prostu Wschód.

Rozmowa została udostępniona bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem podcastu i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite .

30 lat po... Religia i polityka
2021-04-18 18:16:22

Dla przeciętnego Rosjanina religia jest częścią życia prywatnego, ale równocześnie oczywista jest zależność między państwem i cerkwią. Tak było od dawna i nawet w czasach komunizmu te zależności istniały. Po upadku ZSRR powiązanie tronu z ołtarzem, czyli zależności władzy świeckiej i duchowej bardzo się nasiliły. Politolożka Daria Zvyagina mówi wręcz o formie korupcji, gdy władze świeckie przeznaczają środki na działalność cerkwi, która z kolei odwzajemnia się odpowiednio powiązanym ludziom. Nawet przestępcy odnaleźli się w tym układzie fundując cerkwie, co zapewne, jest mniej bolesną formą odpokutowania za winy niż czas w kolonii karnej.  Prawosławie nie jest jedyną religią na terenie byłego Związku Radzieckiego, który był państwem wielonarodowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym. Adam Balcer podkreśla wzrost wolności religijnej w ciągu ostatnich 30 lat. Jednak mieszkańcy państw powstałych na gruzach ZSRR w różny sposób i w różnym stopniu praktykują. Niemniej widać, że wyznania stały się ważnym elementem wielu tożsamości narodowych. To z kolei przekłada się na politykę międzynarodową, czego przykładem jest odłączenie się cerkwi ukraińskiej od patriarchatu w Moskwie. Badania pokazują, że jedną ze spuścizn ZSRR jest konserwatyzm postaw w stosunku do mniejszości seksualnych przy stosunkowo dużej akceptacji różnorodności. Oznacza to, na przykład, że znacznie większy procent Rosjan czy Ukraińców deklaruje sympatię wobec członków lokalnych mniejszości muzułmańskich niż w państwach homogenicznych takich jak Polska, Węgry czy Czechy. Równocześnie Moskwa gra homofobią i elementami konserwatyzmu zaczerpniętego z przeszłości kreując wrażenie wspólnoty wartości w odróżnieniu od Zachodu. 

Dla przeciętnego Rosjanina religia jest częścią życia prywatnego, ale równocześnie oczywista jest zależność między państwem i cerkwią. Tak było od dawna i nawet w czasach komunizmu te zależności istniały. Po upadku ZSRR powiązanie tronu z ołtarzem, czyli zależności władzy świeckiej i duchowej bardzo się nasiliły. Politolożka Daria Zvyagina mówi wręcz o formie korupcji, gdy władze świeckie przeznaczają środki na działalność cerkwi, która z kolei odwzajemnia się odpowiednio powiązanym ludziom. Nawet przestępcy odnaleźli się w tym układzie fundując cerkwie, co zapewne, jest mniej bolesną formą odpokutowania za winy niż czas w kolonii karnej. 

Prawosławie nie jest jedyną religią na terenie byłego Związku Radzieckiego, który był państwem wielonarodowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym. Adam Balcer podkreśla wzrost wolności religijnej w ciągu ostatnich 30 lat. Jednak mieszkańcy państw powstałych na gruzach ZSRR w różny sposób i w różnym stopniu praktykują. Niemniej widać, że wyznania stały się ważnym elementem wielu tożsamości narodowych. To z kolei przekłada się na politykę międzynarodową, czego przykładem jest odłączenie się cerkwi ukraińskiej od patriarchatu w Moskwie.

Badania pokazują, że jedną ze spuścizn ZSRR jest konserwatyzm postaw w stosunku do mniejszości seksualnych przy stosunkowo dużej akceptacji różnorodności. Oznacza to, na przykład, że znacznie większy procent Rosjan czy Ukraińców deklaruje sympatię wobec członków lokalnych mniejszości muzułmańskich niż w państwach homogenicznych takich jak Polska, Węgry czy Czechy. Równocześnie Moskwa gra homofobią i elementami konserwatyzmu zaczerpniętego z przeszłości kreując wrażenie wspólnoty wartości w odróżnieniu od Zachodu. 

Wodór jest paliwem przyszłości. Niemcy mogą kupić go na Ukrainie
2021-04-17 19:02:41

Paliwo wodorowe ma być jednym z elementów zielonej energetyki. Mimo że prace nad jego wykorzystaniem trwają od lat, to na razie trudno powiedzieć, żeby były one bardzo zaawansowane. Problemów jest kilka, przede wszystkim to, skąd brać wodór, jak go magazynować i jak transportować.  Wodór może być bowiem otrzymywany z różnych źródeł. Może pochodzić z ropy naftowej, węgla, czy gazu. Obecnie większość wodoru pozyskuje się z tego ostatniego surowca - proces jest tani, ale szkodliwy dla środowiska naturalnego. Trwają prace nad wodorem pochodzącym ze źródeł odnawialnych w wyniku elektrolizy, między innymi, w elektrowniach fotowoltaicznych. Niemcy są zainteresowani kupnem gotowego wodoru. Dlatego też, między innymi, ciekawi ich rozwój takiej produkcji na Ukrainie, szczególnie na południu kraju w elektrowniach fotowoltaicznych. Oprócz tego, Berlin może wesprzeć finansowo rozwój takiej energetyki na Ukrainie i wpisać to w kontekst pomocy dla Kijowa w związku z uruchomieniem Nord Stream 2. Ten argument używany jest, według nieoficjalnych informacji, w negocjacjach Berlina z Waszyngtonem, który sprzeciwia się temu gazociągowi. Moskwa z kolei chciałaby przesyłać do Niemiec nadal gaz ziemny, który u odbiorcy byłby przerabiany na wodór. To z kolei nie do końca odpowiada Berlinowi. Więcej na ten temat w rozmowie Piotra Pogorzelskiego  z Jakubem Wiechem z portalu Energetyka 24  w podcaście Po prostu Wschód . Rozmowa została udostępniona bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem podcastu i Nową Europą Wschodnią. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite .  

Paliwo wodorowe ma być jednym z elementów zielonej energetyki. Mimo że prace nad jego wykorzystaniem trwają od lat, to na razie trudno powiedzieć, żeby były one bardzo zaawansowane. Problemów jest kilka, przede wszystkim to, skąd brać wodór, jak go magazynować i jak transportować. 

Wodór może być bowiem otrzymywany z różnych źródeł. Może pochodzić z ropy naftowej, węgla, czy gazu. Obecnie większość wodoru pozyskuje się z tego ostatniego surowca - proces jest tani, ale szkodliwy dla środowiska naturalnego. Trwają prace nad wodorem pochodzącym ze źródeł odnawialnych w wyniku elektrolizy, między innymi, w elektrowniach fotowoltaicznych.

Niemcy są zainteresowani kupnem gotowego wodoru. Dlatego też, między innymi, ciekawi ich rozwój takiej produkcji na Ukrainie, szczególnie na południu kraju w elektrowniach fotowoltaicznych. Oprócz tego, Berlin może wesprzeć finansowo rozwój takiej energetyki na Ukrainie i wpisać to w kontekst pomocy dla Kijowa w związku z uruchomieniem Nord Stream 2. Ten argument używany jest, według nieoficjalnych informacji, w negocjacjach Berlina z Waszyngtonem, który sprzeciwia się temu gazociągowi. Moskwa z kolei chciałaby przesyłać do Niemiec nadal gaz ziemny, który u odbiorcy byłby przerabiany na wodór. To z kolei nie do końca odpowiada Berlinowi.

Więcej na ten temat w rozmowie Piotra Pogorzelskiego  z Jakubem Wiechem z portalu Energetyka 24  w podcaście Po prostu Wschód.

Rozmowa została udostępniona bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem podcastu i Nową Europą Wschodnią. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

 

Reżim gra kartą polską
2021-04-11 14:15:27

- Ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy, była nieukrywana próba heroizacji bandytów i zbrodniarzy wojennych z Armii Krajowej – powiedział niedawno Aleksandr Łukaszenka, przywódca białoruski nieuznawany przez Zachód po sfałszowaniu wyborów prezydenckich latem 2020 r. W przemówieniu padają też oskarżenia o próby demoralizacji młodzieży czy wspieranie ekstremistów.  Działania Mińska nie ograniczają się jednak do słów. Liderzy nieuznawanego przez reżim Związku Polaków na Białorusi, Andżelika Borys, Maria Tiszkowska, Andrzej Poczobut i Irena Biernacka zostali oskarżeni o wzniecanie nienawiści na tle etnicznym. Zdaniem Maxima Rusta jest to wyraźna eskalacja prześladowań znanych z przeszłości, której celem jest wskazanie  wroga zewnętrznego i wpisanie się w antyzachodnią retorykę Rosji. Równocześnie jest to element gry politycznej z myślą o uzyskaniu ustępstw czy złagodzenia sankcji w zamian za odstąpienie do ataków na Polaków.  Zdaniem eksperta Białorusi nie grozi podział i konflikt na tle narodowościowym, a Polacy popierający opozycję i uczestniczący w protestach robią to w ramach obywatelskiego buntu, który rok temu objął cały kraj. Rusta uważa, że niewielu Białorusinów wierzy w antypolską propagandę, zwłaszcza że często Polska traktowana jest  jako naturalny pomost w drodze na Zachód, miejsce studiów, pracy, wypoczynku czy chociażby zakupów.  Maxim Rust podkreśla, że Polska ma do odegrania istotną rolę w walce Białorusinów o prawa obywatelskie. Musi bronić praw mniejszości, jednak nie powinna doprowadzić do wyróżnienia Polaków jako szczególnych ofiar reżimu. Jego zdaniem najważniejsze i najskuteczniejsze są programy i projekty  pomagające w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego oraz wspierające  ludzi uciekających przed prześladowaniami. Oznacza to nie tylko działaczy narażonych na represje za działalność polityczną, ale także ludzi tracących pracę i zmuszanych do wyjazdu z kraju z powodu utraty pracy na skutek działań reżimu i ludzi z nim związanych.  Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Fundacji Solidarności Międzynarodowej ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

- Ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy, była nieukrywana próba heroizacji bandytów i zbrodniarzy wojennych z Armii Krajowej – powiedział niedawno Aleksandr Łukaszenka, przywódca białoruski nieuznawany przez Zachód po sfałszowaniu wyborów prezydenckich latem 2020 r. W przemówieniu padają też oskarżenia o próby demoralizacji młodzieży czy wspieranie ekstremistów. 

Działania Mińska nie ograniczają się jednak do słów. Liderzy nieuznawanego przez reżim Związku Polaków na Białorusi, Andżelika Borys, Maria Tiszkowska, Andrzej Poczobut i Irena Biernacka zostali oskarżeni o wzniecanie nienawiści na tle etnicznym. Zdaniem Maxima Rusta jest to wyraźna eskalacja prześladowań znanych z przeszłości, której celem jest wskazanie  wroga zewnętrznego i wpisanie się w antyzachodnią retorykę Rosji. Równocześnie jest to element gry politycznej z myślą o uzyskaniu ustępstw czy złagodzenia sankcji w zamian za odstąpienie do ataków na Polaków. 

Zdaniem eksperta Białorusi nie grozi podział i konflikt na tle narodowościowym, a Polacy popierający opozycję i uczestniczący w protestach robią to w ramach obywatelskiego buntu, który rok temu objął cały kraj. Rusta uważa, że niewielu Białorusinów wierzy w antypolską propagandę, zwłaszcza że często Polska traktowana jest  jako naturalny pomost w drodze na Zachód, miejsce studiów, pracy, wypoczynku czy chociażby zakupów. 

Maxim Rust podkreśla, że Polska ma do odegrania istotną rolę w walce Białorusinów o prawa obywatelskie. Musi bronić praw mniejszości, jednak nie powinna doprowadzić do wyróżnienia Polaków jako szczególnych ofiar reżimu. Jego zdaniem najważniejsze i najskuteczniejsze są programy i projekty  pomagające w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego oraz wspierające  ludzi uciekających przed prześladowaniami. Oznacza to nie tylko działaczy narażonych na represje za działalność polityczną, ale także ludzi tracących pracę i zmuszanych do wyjazdu z kraju z powodu utraty pracy na skutek działań reżimu i ludzi z nim związanych. 

Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Fundacji Solidarności Międzynarodowej ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Porwana narzeczona
2021-04-10 20:14:09

Zwyczaj porywania kobiet w celu małżeństwa, znany jako Ala Kaczuu , jest cały czas kultywowany w państwach Azji Centralnej, a także rzadziej na Kaukazie. W Kirgizji praktyka ta została zdelegalizowana w 2013 roku, ale mimo to, w ciągu pierwszych lat od wprowadzenia nowego prawa, zanotowano 895 takich przypadków. Mniej niż co piąty taki przypadek prowadzi do wszczęcia  sprawą karną.  Piotr Pogorzelski rozmawiał na ten temat z dr. Mariuszem Marszewskim z Ośrodka Studiów Wschodnich w swoim podcaście Po prostu Wschód .  Rozmowa została  udostępniona w ramach współpracy  pomiędzy  autorem podcastu  i Nową Europą Wschodnią. 

Zwyczaj porywania kobiet w celu małżeństwa, znany jako Ala Kaczuu, jest cały czas kultywowany w państwach Azji Centralnej, a także rzadziej na Kaukazie. W Kirgizji praktyka ta została zdelegalizowana w 2013 roku, ale mimo to, w ciągu pierwszych lat od wprowadzenia nowego prawa, zanotowano 895 takich przypadków. Mniej niż co piąty taki przypadek prowadzi do wszczęcia  sprawą karną. 

Piotr Pogorzelski rozmawiał na ten temat z dr. Mariuszem Marszewskim z Ośrodka Studiów Wschodnich w swoim podcaście Po prostu Wschód

Rozmowa została  udostępniona w ramach współpracy  pomiędzy  autorem podcastu  i Nową Europą Wschodnią. 

30 lat po... Internet zamiast Kałasznikowa
2021-04-05 15:28:10

- Ambicje Rosjanie mają ogromne, ale brakuje funduszy – mówi Agnieszka Bryc, politolożka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Dlatego tną koszty, ale nie rezygnują z agresji i przenoszą ją do cyberprzestrzeni.  Prowadząc politykę globalną Rosjanie uznali swoje słabości i dostosowali się do zmian zachodzących na świecie. O ile militarnie dominują na obszarze byłego Związku Radzieckiego, to w innych strefach konfliktów często angażują najemników. Ograniczeniu kosztów gospodarczych i politycznych  służą też działania w cyberprzestrzeni, która pozwala wpływać na państwa bez potrzeby podbijania ich. W ten sposób Moskwa wypełnia próżnię wchodząc tam, gdzie może, a przy tym przy minimalnych kosztach. 30 lat po rozpadzie ZSRR wielkie mocarstwa już ze sobą nie walczą w sposób prowadzący do zagłady, choć era globalnego pokoju nie nadeszła. Nastąpił „wysyp” małych wojen lokalnych i ponowne zagonienie wielu konfliktów, często zamrożonych na długie dekady.Świat nie stał się ani bardziej, ani mniej bezpieczny. Zmieniły się jedynie jakość i charakter zagrożeń.  Adam Balcer, dyrektor programowy Kolegium Europy Wschodniej, podkreśla, że rozpad Związku Radzieckiego spowodował wzrost przemocy, terroryzmu czy zamieszek na terenach byłego ZSRR. Wśród kilkunastu wojen, które w ciągu ostatnich trzech dekad wybuchły na „obszarze poradzieckim”, zginęło co najmniej 300 tys. ludzi, a miliony zostało uchodźcami. Wokół samego tylko Morza Czarnego powstało siedem nieuznawanych „para-państw” stanowiących zarzewia konfliktów. Rosja ponosi przy tym jedynie część odpowiedzialności za tę sytuację, czego przykładem jest wojna na Ukrainie. Niektóre spory sięgają czasów sprzed ZSRR, jak spór między Azerami i Ormianami w Górskim Karabachu. 

- Ambicje Rosjanie mają ogromne, ale brakuje funduszy – mówi Agnieszka Bryc, politolożka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Dlatego tną koszty, ale nie rezygnują z agresji i przenoszą ją do cyberprzestrzeni. 

Prowadząc politykę globalną Rosjanie uznali swoje słabości i dostosowali się do zmian zachodzących na świecie. O ile militarnie dominują na obszarze byłego Związku Radzieckiego, to w innych strefach konfliktów często angażują najemników. Ograniczeniu kosztów gospodarczych i politycznych  służą też działania w cyberprzestrzeni, która pozwala wpływać na państwa bez potrzeby podbijania ich. W ten sposób Moskwa wypełnia próżnię wchodząc tam, gdzie może, a przy tym przy minimalnych kosztach.

30 lat po rozpadzie ZSRR wielkie mocarstwa już ze sobą nie walczą w sposób prowadzący do zagłady, choć era globalnego pokoju nie nadeszła. Nastąpił „wysyp” małych wojen lokalnych i ponowne zagonienie wielu konfliktów, często zamrożonych na długie dekady.Świat nie stał się ani bardziej, ani mniej bezpieczny. Zmieniły się jedynie jakość i charakter zagrożeń. 

Adam Balcer, dyrektor programowy Kolegium Europy Wschodniej, podkreśla, że rozpad Związku Radzieckiego spowodował wzrost przemocy, terroryzmu czy zamieszek na terenach byłego ZSRR. Wśród kilkunastu wojen, które w ciągu ostatnich trzech dekad wybuchły na „obszarze poradzieckim”, zginęło co najmniej 300 tys. ludzi, a miliony zostało uchodźcami. Wokół samego tylko Morza Czarnego powstało siedem nieuznawanych „para-państw” stanowiących zarzewia konfliktów. Rosja ponosi przy tym jedynie część odpowiedzialności za tę sytuację, czego przykładem jest wojna na Ukrainie. Niektóre spory sięgają czasów sprzed ZSRR, jak spór między Azerami i Ormianami w Górskim Karabachu. 

Protesty są w sercach Białorusinów, rzadziej na ulicach
2021-03-28 14:27:36

Białorusini nie są ludźmi, którym mroźna zima przeszkodziłaby w wyjściu na ulice. Protesty nie wymarzły, choć rzeczywiście wielotysięczne tłumy znikły z ulic Mińska, Grodna i innych miast. To skutek fali przemocy i represji, które dotykają przedstawicieli praktycznie wszystkich grup społecznych. Każdego, kto w jakikolwiek sposób pokaże niezadowolenie z działań władz. Aleksandr Łukaszenka, prezydent nieuznawany przez Zachód po sfałszowaniu wyborów w sierpniu 2020 r., zniweczył też plan Władimira Putina. Wielu obserwatorów uważało, że prezydent Rosji chciał zastąpić Łukaszenkę kimś „mniej toksycznym”, co pozwoliłoby mu bezpiecznie umocnić wpływy Rosji na Białorusi. Musiał jednak zaczekać, aż sytuacja się nieco uspokoi, aby uniknąć wrażenia, że dyktator został usunięty na skutek presji społecznej. Na taki precedens gospodarz Kremla nie może sobie pozwolić.  Tymczasem Łukaszenka nie czeka na rozwój wypadków. Przeszedł do ofensywy, która oznacza, że represjonowanym można być nawet za takie, wydawać by się mogło, błahostki, jak wywieszenie biało-czerwono-białego proporczyka czy zdjęcia jednego z liderów opozycji. Justyna Prus przekonuje jednak, że Białorusini są jak produkowane przez nich traktory. Taka maszyna ma ogromna moc i nie jest łatwo ją zatrzymać, gdy już się ją uruchomi.  Zachód zajęty jest walką z koronawirusem, a złe, powtarzające się wiadomości płynące z Białorusi powszednieją. Zainteresowanie tracą też politycy. Dziennikarka podkreśla, że Zachód nie ma prawa przestać mówić o tym, co spotyka Białorusinów i ich kraj.  Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Fundacji Solidarności Międzynarodowej ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Białorusini nie są ludźmi, którym mroźna zima przeszkodziłaby w wyjściu na ulice. Protesty nie wymarzły, choć rzeczywiście wielotysięczne tłumy znikły z ulic Mińska, Grodna i innych miast. To skutek fali przemocy i represji, które dotykają przedstawicieli praktycznie wszystkich grup społecznych. Każdego, kto w jakikolwiek sposób pokaże niezadowolenie z działań władz.

Aleksandr Łukaszenka, prezydent nieuznawany przez Zachód po sfałszowaniu wyborów w sierpniu 2020 r., zniweczył też plan Władimira Putina. Wielu obserwatorów uważało, że prezydent Rosji chciał zastąpić Łukaszenkę kimś „mniej toksycznym”, co pozwoliłoby mu bezpiecznie umocnić wpływy Rosji na Białorusi. Musiał jednak zaczekać, aż sytuacja się nieco uspokoi, aby uniknąć wrażenia, że dyktator został usunięty na skutek presji społecznej. Na taki precedens gospodarz Kremla nie może sobie pozwolić. 

Tymczasem Łukaszenka nie czeka na rozwój wypadków. Przeszedł do ofensywy, która oznacza, że represjonowanym można być nawet za takie, wydawać by się mogło, błahostki, jak wywieszenie biało-czerwono-białego proporczyka czy zdjęcia jednego z liderów opozycji. Justyna Prus przekonuje jednak, że Białorusini są jak produkowane przez nich traktory. Taka maszyna ma ogromna moc i nie jest łatwo ją zatrzymać, gdy już się ją uruchomi. 

Zachód zajęty jest walką z koronawirusem, a złe, powtarzające się wiadomości płynące z Białorusi powszednieją. Zainteresowanie tracą też politycy. Dziennikarka podkreśla, że Zachód nie ma prawa przestać mówić o tym, co spotyka Białorusinów i ich kraj. 

Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Fundacji Solidarności Międzynarodowej ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Budowniczy niewidzialnych mostów z Polski
2021-03-22 16:15:05

Kryzys wspólnotowości widać dziś wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej w ostatnich dekadach. Podzielone stały się nie tylko społeczeństwa, ale i rodziny. Krzysztof Czyżewski od ponad 30 lat poszukuje tego, co wspólne. Kreuje, podążając za Czesławem Miłoszem, „tkankę łączną”, czyli doświadczenia i idee, które potrafią zbliżyć do siebie dawnych wrogów, skróconych sąsiadów i napędzane rywalizacją społeczności.  W zbiorze esejów pod tytułem W stronę Xenopolis przedstawia wnioski z pracy w miejscach konfliktu – w Bośni, Kosowie, ale także w Polsce. W Sejnach, gdzie osiadł na początku lat 90. XX wieku, zetknął się z silnym konfliktem pamięci polskiej, litewskiej i żydowskiej. Snuje rozważania nad nacjonalizmem, wskazując jego źródła na peryferiach, wśród ludzi żyjących z kompleksem centrum. Dlatego proponuje tworzyć małe centra świata – tak jak to zrobił w Sejnach w Krasnogrudzie, gdzie mieszka nieopodal rodzinnego dworu polskiego noblisty Czesława Miłosza.  Krzysztof Czyżewski, choć mówi przede wszystkim o współczesności, jest głęboko zanurzony w przeszłości. Dziadek do orzechów kupiony w lwowskim antykwariacie staje się wehikułem czasu. Przenosi nas do wcześniejszych epok, gdy granice przebiegały zupełnie inaczej niż dziś.  Z morenowych wzgórz wokół domu Krzysztofa Czyżewskiego nie widać granic. Widać Litwę, Białoruś, Puszczę Augustowską i jeziora. Przy dobrej pogodzie można nawet dostrzec Kaliningrad. W podcaście wykorzystane zostały fragmenty nagrań Sejneńskiej Spółdzielni Jazzowej, Michaela Alperta i Orkiestry Tratwy Muzykantów oraz Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego, wydane przez Ośrodek „Pogranicze – Sztuk, Kultur, Narodów” w Sejnach.

Kryzys wspólnotowości widać dziś wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej w ostatnich dekadach. Podzielone stały się nie tylko społeczeństwa, ale i rodziny. Krzysztof Czyżewski od ponad 30 lat poszukuje tego, co wspólne. Kreuje, podążając za Czesławem Miłoszem, „tkankę łączną”, czyli doświadczenia i idee, które potrafią zbliżyć do siebie dawnych wrogów, skróconych sąsiadów i napędzane rywalizacją społeczności. 

W zbiorze esejów pod tytułem W stronę Xenopolis przedstawia wnioski z pracy w miejscach konfliktu – w Bośni, Kosowie, ale także w Polsce. W Sejnach, gdzie osiadł na początku lat 90. XX wieku, zetknął się z silnym konfliktem pamięci polskiej, litewskiej i żydowskiej. Snuje rozważania nad nacjonalizmem, wskazując jego źródła na peryferiach, wśród ludzi żyjących z kompleksem centrum. Dlatego proponuje tworzyć małe centra świata – tak jak to zrobił w Sejnach w Krasnogrudzie, gdzie mieszka nieopodal rodzinnego dworu polskiego noblisty Czesława Miłosza. 

Krzysztof Czyżewski, choć mówi przede wszystkim o współczesności, jest głęboko zanurzony w przeszłości. Dziadek do orzechów kupiony w lwowskim antykwariacie staje się wehikułem czasu. Przenosi nas do wcześniejszych epok, gdy granice przebiegały zupełnie inaczej niż dziś. 

Z morenowych wzgórz wokół domu Krzysztofa Czyżewskiego nie widać granic. Widać Litwę, Białoruś, Puszczę Augustowską i jeziora. Przy dobrej pogodzie można nawet dostrzec Kaliningrad.

W podcaście wykorzystane zostały fragmenty nagrań Sejneńskiej Spółdzielni Jazzowej, Michaela Alperta i Orkiestry Tratwy Muzykantów oraz Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego, wydane przez Ośrodek „Pogranicze – Sztuk, Kultur, Narodów” w Sejnach.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie