Gadki wiejskiego proboszcza

Na początek nagrania niektórych homilii, kazań i konferencji. Z czasem może coś więcej.


Odcinki od najnowszych:

XXXIII Niedziela Zwykła - 15 listopada 2020
2020-11-15 15:49:33

Bóg nas stworzył, obdarował i pragnie, abyśmy byli i postępowali jako osoby dojrzałe, aktywne, godne zaufania i odpowiedzialne, zdolne do miłości i kochające. „Człowiek jest jedynym stworzeniem na tej ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego. Dlatego nie zrealizuje człowiek inaczej swojego życia, niż poprzez bezinteresowny dar z samego siebie” (Gaudium et spes, 24). Zawiniona bierność, paraliż wobec ryzyka, niechęć do podejmowania przedsięwzięć i zaangażowania, strach przed porażką czynią bezużytecznymi i niszczą nie tylko rezultaty naszego działania, ale także innych i mnie samego, stanowią przeszkodę w rozwoju królestwa Bożego. Jak możemy pogłębić duchowość służby? Jak wygląda moje życie w służbie królestwa Bożego? (Mt 25,14-30) Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana". Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię; wejdź do radości twego pana". Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność". Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.
Bóg nas stworzył, obdarował i pragnie, abyśmy byli i postępowali jako osoby dojrzałe, aktywne, godne zaufania i odpowiedzialne, zdolne do miłości i kochające. „Człowiek jest jedynym stworzeniem na tej ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego. Dlatego nie zrealizuje człowiek inaczej swojego życia, niż poprzez bezinteresowny dar z samego siebie” (Gaudium et spes, 24). Zawiniona bierność, paraliż wobec ryzyka, niechęć do podejmowania przedsięwzięć i zaangażowania, strach przed porażką czynią bezużytecznymi i niszczą nie tylko rezultaty naszego działania, ale także innych i mnie samego, stanowią przeszkodę w rozwoju królestwa Bożego. Jak możemy pogłębić duchowość służby? Jak wygląda moje życie w służbie królestwa Bożego? (Mt 25,14-30) Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana". Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię; wejdź do radości twego pana". Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność". Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

XXXII Niedziela Zwykła - 8 listopada 2020
2020-11-08 13:50:26

„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 24,13). Wystawieni na próbę, porażeni lękiem przed rozszerzającą się pandemią, zmagający się z ogarniającym nas zmęczeniem i rozczarowaniem, także w stosunku do Boga, który nie przychodzi, aby nas wybawić od ogarniających nas ciemności, zagubieni w zagubionym i coraz bardziej podzielonym świecie, przygnieceni ciężarem dobrobytu, doświadczający niemocy także w Kościele, w którym popiół skutecznie zakrywa przed wieloma tlący się w nim żar słuchamy dziś słowa, które ma moc obudzić nas z sennego koszmaru. Zanim Pan ostatecznie przyjdzie zatroszczmy się o oliwę miłości, której źródłem jest nasza zażyłość z Panem pielęgnowana przez modlitwę, słuchanie Słowa Bożego, życie sakramentalne i wyrażająca się w osobistych i wspólnotowych gestach miłosierdzia i troski, w czym nikt nie może nas zastąpić. W ten sposób przyczynimy się do uwolnienia żaru od popiołu, aby na nowo rozbłysnął płomień miłości w naszym życiu, w Kościele i w świecie. „Słowo Boże jest proste i szuka na towarzysza serca, które go wysłucha” (kard. C. M. Martini). Jak karmisz nadzieję w Panu w czasach ciemności? Jak dbasz o lampę, którą Pan umieścił w twoich rękach? (Mt 25,1–13) Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: "Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie". Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie". Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam". Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę powiadam wam, nie znam was". Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.
„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 24,13). Wystawieni na próbę, porażeni lękiem przed rozszerzającą się pandemią, zmagający się z ogarniającym nas zmęczeniem i rozczarowaniem, także w stosunku do Boga, który nie przychodzi, aby nas wybawić od ogarniających nas ciemności, zagubieni w zagubionym i coraz bardziej podzielonym świecie, przygnieceni ciężarem dobrobytu, doświadczający niemocy także w Kościele, w którym popiół skutecznie zakrywa przed wieloma tlący się w nim żar słuchamy dziś słowa, które ma moc obudzić nas z sennego koszmaru. Zanim Pan ostatecznie przyjdzie zatroszczmy się o oliwę miłości, której źródłem jest nasza zażyłość z Panem pielęgnowana przez modlitwę, słuchanie Słowa Bożego, życie sakramentalne i wyrażająca się w osobistych i wspólnotowych gestach miłosierdzia i troski, w czym nikt nie może nas zastąpić. W ten sposób przyczynimy się do uwolnienia żaru od popiołu, aby na nowo rozbłysnął płomień miłości w naszym życiu, w Kościele i w świecie. „Słowo Boże jest proste i szuka na towarzysza serca, które go wysłucha” (kard. C. M. Martini). Jak karmisz nadzieję w Panu w czasach ciemności? Jak dbasz o lampę, którą Pan umieścił w twoich rękach? (Mt 25,1–13) Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: "Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie". Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie". Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam". Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę powiadam wam, nie znam was". Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.

Wszystkich Świętych - 1 listopada 2020
2020-11-01 13:43:32

Przeżywamy dramatyczny moment: boimy się zachorowań, sytuacja polityczna, społeczna i ekonomiczna wydaje się być katastrofalna, doświadczamy boleśnie kryzysu Kościoła, wiele rodzin boryka się z problemami, wydaje się, że nawet siła psychiczna ludzi słabnie. W takiej sytuacji może być trudno zachować pogodę ducha, ufać Bogu i podtrzymywać żywą nadzieję. Jednak w takich chwilach święci wychodzą na świat. Właśnie w kryzysie, w cierpieniu, w mrocznych chwilach, w których wszystko wydaje się walić, ktoś ma odwagę spojrzeć dalej. Święci to mężczyźni i kobiety, którzy przyjmują wyzwanie, by nie poddawać się teraźniejszości, to ci, którzy mają odwagę trwać w nadziei, nie poddając się rezygnacji i zniechęceniu. W istocie wiara jest paradoksem: chodzi o dostrzeżenie obecności Boga w dramacie dzisiejszego dnia, nawet tam, gdzie wydaje się nieobecny. Jezus mówi dziś do nas: błogosławieni jesteście. Tak jak Ci, którzy zaufali Jezusowi w przeszłości i za których dziś wychwalamy Boga, my także możemy spróbować doświadczyć szczęścia, próbując mieć nadzieję, kiedy wydaje się to niemożliwe, zrobić miejsce dla Boga, kiedy nie mamy nikogo innego, do kogo moglibyśmy się zwrócić, odkryć i budować więzi, które dzieją się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” i dzielić się tym skarbem z innymi. Jakie jest Twoje zdanie na temat obecnej sytuacji? Czy jest miejsce na nadzieję? Od kogo lub od czego uzależniasz swoje szczęście? (Mt 5,1-12a) Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie".
Przeżywamy dramatyczny moment: boimy się zachorowań, sytuacja polityczna, społeczna i ekonomiczna wydaje się być katastrofalna, doświadczamy boleśnie kryzysu Kościoła, wiele rodzin boryka się z problemami, wydaje się, że nawet siła psychiczna ludzi słabnie. W takiej sytuacji może być trudno zachować pogodę ducha, ufać Bogu i podtrzymywać żywą nadzieję. Jednak w takich chwilach święci wychodzą na świat. Właśnie w kryzysie, w cierpieniu, w mrocznych chwilach, w których wszystko wydaje się walić, ktoś ma odwagę spojrzeć dalej. Święci to mężczyźni i kobiety, którzy przyjmują wyzwanie, by nie poddawać się teraźniejszości, to ci, którzy mają odwagę trwać w nadziei, nie poddając się rezygnacji i zniechęceniu. W istocie wiara jest paradoksem: chodzi o dostrzeżenie obecności Boga w dramacie dzisiejszego dnia, nawet tam, gdzie wydaje się nieobecny. Jezus mówi dziś do nas: błogosławieni jesteście. Tak jak Ci, którzy zaufali Jezusowi w przeszłości i za których dziś wychwalamy Boga, my także możemy spróbować doświadczyć szczęścia, próbując mieć nadzieję, kiedy wydaje się to niemożliwe, zrobić miejsce dla Boga, kiedy nie mamy nikogo innego, do kogo moglibyśmy się zwrócić, odkryć i budować więzi, które dzieją się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” i dzielić się tym skarbem z innymi. Jakie jest Twoje zdanie na temat obecnej sytuacji? Czy jest miejsce na nadzieję? Od kogo lub od czego uzależniasz swoje szczęście? (Mt 5,1-12a) Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie".

XXX Niedziela Zwykła - 25 października 2020
2020-10-25 13:40:09

Dzisiejsza Liturgia słowa przypomniała nam, że fundamentem prawa jest miłość. Nie jest ona obowiązkiem, ale koniecznością, aby żyć. Kochać Boga całym sercem nie oznacza kochać wyłącznie Jego, ale kochać bez miary. Bóg nie jest zazdrosny, on nie zawłaszcza naszego serca, ale je poszerza tak, że znajduje się w nim miejsce dla męża, żony, siostry, brata, potrzebującego i wroga, dla każdego kogo kocha Bóg. Kochać bliźniego jak siebie samego to odkryć jak bardzo jestem umiłowany i kochać siebie i bliźniego jako cud Boży, Bożą iskrę. Jak mogę opisać moje osobiste doświadczenie wiary i w czym wyraża się moja miłość do Boga i bliźniego? Co utrudnia mi kochanie Boga i drugiego człowieka? (Mt 22, 34-40) Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy".
Dzisiejsza Liturgia słowa przypomniała nam, że fundamentem prawa jest miłość. Nie jest ona obowiązkiem, ale koniecznością, aby żyć. Kochać Boga całym sercem nie oznacza kochać wyłącznie Jego, ale kochać bez miary. Bóg nie jest zazdrosny, on nie zawłaszcza naszego serca, ale je poszerza tak, że znajduje się w nim miejsce dla męża, żony, siostry, brata, potrzebującego i wroga, dla każdego kogo kocha Bóg. Kochać bliźniego jak siebie samego to odkryć jak bardzo jestem umiłowany i kochać siebie i bliźniego jako cud Boży, Bożą iskrę. Jak mogę opisać moje osobiste doświadczenie wiary i w czym wyraża się moja miłość do Boga i bliźniego? Co utrudnia mi kochanie Boga i drugiego człowieka? (Mt 22, 34-40) Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy".

XXIX Niedziela Zwykła - 18 października 2020
2020-10-18 14:19:23

„Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22,21). Czy my nie oddajemy cezarowi tego, co należy do Boga i Bogu tego, co należy do cezara? Tylko wówczas, gdy odda się Bogu co jest Jego, będzie się wiedziało, co dać cezarowi. To, co jest Boga, jest owocem, którego pragnie Ojciec, jest wolnością dzieci Bożych i miłością braci. Jakie są błędne drogi na których traktujemy ludzkich przywódców jak Boga? Jakie są drogi na których redukujemy Boga do poziomu ludzkich przywódców? Jak obronić się przed pokusą panowania nad innymi i samemu nie pozwolić się zniewolić, co czynić tu i teraz, by żyć w braterstwie wolnością dziecka Bożego? (Mt 22, 15-21) Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?" Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: "Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!" Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli: "Cezara". Wówczas rzekł do nich: "Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga".
„Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22,21). Czy my nie oddajemy cezarowi tego, co należy do Boga i Bogu tego, co należy do cezara? Tylko wówczas, gdy odda się Bogu co jest Jego, będzie się wiedziało, co dać cezarowi. To, co jest Boga, jest owocem, którego pragnie Ojciec, jest wolnością dzieci Bożych i miłością braci. Jakie są błędne drogi na których traktujemy ludzkich przywódców jak Boga? Jakie są drogi na których redukujemy Boga do poziomu ludzkich przywódców? Jak obronić się przed pokusą panowania nad innymi i samemu nie pozwolić się zniewolić, co czynić tu i teraz, by żyć w braterstwie wolnością dziecka Bożego? (Mt 22, 15-21) Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?" Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: "Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!" Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli: "Cezara". Wówczas rzekł do nich: "Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga".

XXVIII Niedziela Zwykła - 11 października 2030
2020-10-11 14:01:22

Bóg wielkodusznie zaprasza nas na ucztę – do pełni życia z Nim i bycia częścią Jego królestwa. Boże zaproszenie możemy jednak zignorować lub odrzucić poprzez obojętność, zlekceważenie łaski jaka nam jest ofiarowana i uznanie za ważniejsze innych spraw albo wchodząc na ucztę bez szaty weselnej – „wchodzi na gody bez szaty godowej ten, kto należąc do Kościoła, ma wiarę, ale nie ma miłości” (św. Grzegorz Wielki). Czy moje życie ma charakter święta, na które jestem zaproszony? Co dzisiaj stoi na przeszkodzie, abym w pełni uczestniczył w uczcie, którą przygotowuje także dla mnie Bóg? (Mt 22, 1-14) Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: "Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych".
Bóg wielkodusznie zaprasza nas na ucztę – do pełni życia z Nim i bycia częścią Jego królestwa. Boże zaproszenie możemy jednak zignorować lub odrzucić poprzez obojętność, zlekceważenie łaski jaka nam jest ofiarowana i uznanie za ważniejsze innych spraw albo wchodząc na ucztę bez szaty weselnej – „wchodzi na gody bez szaty godowej ten, kto należąc do Kościoła, ma wiarę, ale nie ma miłości” (św. Grzegorz Wielki). Czy moje życie ma charakter święta, na które jestem zaproszony? Co dzisiaj stoi na przeszkodzie, abym w pełni uczestniczył w uczcie, którą przygotowuje także dla mnie Bóg? (Mt 22, 1-14) Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: "Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych".

XXVII Niedziela Zwykła - 4 października 2020
2020-10-04 14:14:37

Pan Bóg objawia nam swoją miłość i komunikuje się z nami na wiele różnych sposobów: przez Słowo Boże, przez Kościół, przez innych ludzi, a także przez wydarzenia, których jesteśmy uczestnikami i świadkami. Syn Boży Jezus Chrystus, „kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła” (Mt 21,42) i dzięki Niemu Kościół trwa pomimo naszego egoizmu, pychy, oporu wobec Boga, chęci podporządkowania sobie innych, chciwości i przemocy. W Chrystusie możemy odpowiedzieć na miłość Boga do nas i przynieść oczekiwane owoce. Czy słuchamy i odpowiadamy Panu Bogu, który w najprzeróżniejszy sposób okazuje swoją miłość i troskę o nas? W jaki sposób marnujemy propozycję i dary Królestwa Bożego? Jak możemy bardziej docenić sposoby objawiania się Bożej miłości i odpowiedzieć na nią w naszym życiu? (Mt 21, 33-43) Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: "To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo". Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?" Rzekli Mu: "Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze". Jezus im rzekł: "Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: "Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach". Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce".
Pan Bóg objawia nam swoją miłość i komunikuje się z nami na wiele różnych sposobów: przez Słowo Boże, przez Kościół, przez innych ludzi, a także przez wydarzenia, których jesteśmy uczestnikami i świadkami. Syn Boży Jezus Chrystus, „kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła” (Mt 21,42) i dzięki Niemu Kościół trwa pomimo naszego egoizmu, pychy, oporu wobec Boga, chęci podporządkowania sobie innych, chciwości i przemocy. W Chrystusie możemy odpowiedzieć na miłość Boga do nas i przynieść oczekiwane owoce. Czy słuchamy i odpowiadamy Panu Bogu, który w najprzeróżniejszy sposób okazuje swoją miłość i troskę o nas? W jaki sposób marnujemy propozycję i dary Królestwa Bożego? Jak możemy bardziej docenić sposoby objawiania się Bożej miłości i odpowiedzieć na nią w naszym życiu? (Mt 21, 33-43) Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: "To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo". Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?" Rzekli Mu: "Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze". Jezus im rzekł: "Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: "Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach". Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce".

XXVI Niedziela Zwykła - 27 września 2020
2020-09-27 13:10:48

Trzeba powiedzieć „tak” sercem, a nie ustami, aby naśladować Jezusa. Być może nie odnajdujemy się całkowicie ani w zbuntowanym, ani w zadowolonym z siebie synu, ale mamy w sobie trochę jednego i trochę drugiego. Liczy się odwaga, by rozpoznać to, co naprawdę noszę dziś w sercu, i stamtąd rozpocząć osobistą drogę nawrócenia. Bóg, który nie jest przymusem, ale miłością i wolnością zawsze w nas wierzy i podtrzymuje obietnicę dobrego życia. Jak możemy przezwyciężyć pokusę myślenia, że jesteśmy lepsi i świętsi od innych? Co przeszkadza mi we wprowadzaniu w czyn słowa Bożego? (Mt 21, 28-32) Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?" Mówią Mu: "Ten drugi". Wtedy Jezus rzekł do nich: "Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć".
Trzeba powiedzieć „tak” sercem, a nie ustami, aby naśladować Jezusa. Być może nie odnajdujemy się całkowicie ani w zbuntowanym, ani w zadowolonym z siebie synu, ale mamy w sobie trochę jednego i trochę drugiego. Liczy się odwaga, by rozpoznać to, co naprawdę noszę dziś w sercu, i stamtąd rozpocząć osobistą drogę nawrócenia. Bóg, który nie jest przymusem, ale miłością i wolnością zawsze w nas wierzy i podtrzymuje obietnicę dobrego życia. Jak możemy przezwyciężyć pokusę myślenia, że jesteśmy lepsi i świętsi od innych? Co przeszkadza mi we wprowadzaniu w czyn słowa Bożego? (Mt 21, 28-32) Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?" Mówią Mu: "Ten drugi". Wtedy Jezus rzekł do nich: "Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć".

XXV Niedziela Zwykła - 20 września 2020
2020-09-20 13:22:54

Dzisiejsze czytania przypominają nam o Bożej wolności i wspaniałomyślności. Bóg jest wolny, aby dać nam to co Mu się podoba. Jego hojność i wspaniałomyślność obejmuje każdego, bez względu na pełnioną funkcję, także tych, których wysiłek włożony w budowanie królestwa Bożego i troskę o Kościół jest krótki i nieporównywalnie mniejszy niż tych, którzy służą Panu przez całe życie. Przypowieść o robotnikach w winnicy odsłania prawdziwe oblicze Boga: Bóg jest kochającym Ojcem, który szuka nas nieustannie i nie traktuje nas jak sługi, ale jak synów. Problem polega na tym, że my jako pracownicy winnicy nadal postrzegamy siebie nawzajem jako rywali, a nie jak braci. Co utrudnia nam bycie wspaniałomyślnymi jak Bóg? Jak możemy kultywować kulturę prawdziwej wolności, która wyraża się we wspaniałomyślności? (Mt 20, 1-16a) Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: "Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi".
Dzisiejsze czytania przypominają nam o Bożej wolności i wspaniałomyślności. Bóg jest wolny, aby dać nam to co Mu się podoba. Jego hojność i wspaniałomyślność obejmuje każdego, bez względu na pełnioną funkcję, także tych, których wysiłek włożony w budowanie królestwa Bożego i troskę o Kościół jest krótki i nieporównywalnie mniejszy niż tych, którzy służą Panu przez całe życie. Przypowieść o robotnikach w winnicy odsłania prawdziwe oblicze Boga: Bóg jest kochającym Ojcem, który szuka nas nieustannie i nie traktuje nas jak sługi, ale jak synów. Problem polega na tym, że my jako pracownicy winnicy nadal postrzegamy siebie nawzajem jako rywali, a nie jak braci. Co utrudnia nam bycie wspaniałomyślnymi jak Bóg? Jak możemy kultywować kulturę prawdziwej wolności, która wyraża się we wspaniałomyślności? (Mt 20, 1-16a) Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: "Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi".

XXIV Niedziela Zwykła - 13 września 2020
2020-09-13 13:16:58

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaprasza nas na drogę odkrywania wielkości i głębokości miłosierdzia Bożego oraz przestrzega przed odmierzaniem i ograniczaniem naszego przebaczenia. Jesteśmy wezwani do przedłużenia na bliźnich miłosierdzia i przebaczenia, które otrzymujemy od Boga. Dopóki nie przyjmiemy logiki daru, nie przejdziemy od postawy „należy mi się” do uznania bycia darmowo i bez naszych zasług obdarowanymi, dopóty będziemy niezdolni do przyjęcia przebaczenia ze strony Boga i uwięzieni w postawie sprawiedliwości bez miłosierdzia. Jak mogę uniknąć utożsamiania osoby z jej złym postępowaniem? Jak możemy budować i propagować kulturę przebaczenia zamiast kultury zemsty? (Mt 18, 21-35) Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?" Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu".
W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaprasza nas na drogę odkrywania wielkości i głębokości miłosierdzia Bożego oraz przestrzega przed odmierzaniem i ograniczaniem naszego przebaczenia. Jesteśmy wezwani do przedłużenia na bliźnich miłosierdzia i przebaczenia, które otrzymujemy od Boga. Dopóki nie przyjmiemy logiki daru, nie przejdziemy od postawy „należy mi się” do uznania bycia darmowo i bez naszych zasług obdarowanymi, dopóty będziemy niezdolni do przyjęcia przebaczenia ze strony Boga i uwięzieni w postawie sprawiedliwości bez miłosierdzia. Jak mogę uniknąć utożsamiania osoby z jej złym postępowaniem? Jak możemy budować i propagować kulturę przebaczenia zamiast kultury zemsty? (Mt 18, 21-35) Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?" Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu".

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie