Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

Nasza tęsknota - czyli... "jestem tu" #173
2022-05-15 20:21:44

Otóż nagrywamy i nagrywamy i... Nagraliśmy piękną piosenkę pt. 'Jestem Tu' – która właśnie dostała się do finału bardzo eleganckiego konkursu, organizowanego przez Teatr Stu i RMF Classic. Kochamy ją szczerze, bo koi nam nerwy, oraz przenosi słuchacza w czasie. Teraz - pora na głosowanie!   https://www.rmfclassic.pl/konkurs-na-piosenke-o-krakowie    Wszystkie piosenki są pod linkiem, nasza to JESTEM TU,  głosowanie potrwa do 29 maja do godz. 23:59.  słowa: Miłka Malzahn muzyka i produkcja: Wojtek Bura gość specjalny: Marek Abramowicz - akordeon mastering: Rafał Boniśniak  / Papaya Studio ***  zdjęcia: archiwalne - polona.pl aktualne - Miłka Jestem tu    Kiedy tu byłam ostatnio dziwne stało się miasto pełne niestrasznych tajemnic zapach ciastek i piwnic anioły gołębi,  zasłaniały mi niebo a teraz tu stoję i tego teraz mi trzeba        Jestem tu       i nigdzie indziej już nie       nie dam rady iść wprzód       ani zostać       ani cofnąć się       Kiedy tu byłam ostatnio       kwiaty zwiędły, bo smog       tramwaj przez franciszkańską       wiózł wspomnienia na rok  strzępy rozmów i wino pęd przez planty i wiersze kiedyś to  tu się żyło wszystko było tak pierwsze  więc jestem tu i nigdzie indziej już nie rynek cichy jest znów wszystko widzi i wszystko wie        Jestem tu       i nigdzie indziej już nie       nie dam rady iść wprzód       ani zostać /        ani cofnąć się      Kiedy tu byłam ostatnio kiedy mi było aż tak dusze miejsc dusze bratnie tak was  teraz mi  brak i tu stoję i sama wersja YT   https://youtu.be/AKYGFFpXLvQ

Otóż nagrywamy i nagrywamy i... Nagraliśmy piękną piosenkę pt. 'Jestem Tu' – która właśnie dostała się do finału bardzo eleganckiego konkursu, organizowanego przez Teatr Stu i RMF Classic. Kochamy ją szczerze, bo koi nam nerwy, oraz przenosi słuchacza w czasie. Teraz - pora na głosowanie!

  https://www.rmfclassic.pl/konkurs-na-piosenke-o-krakowie  

 Wszystkie piosenki są pod linkiem, nasza to JESTEM TU,  głosowanie potrwa do 29 maja do godz. 23:59. 

słowa: Miłka Malzahn muzyka i produkcja: Wojtek Bura gość specjalny: Marek Abramowicz - akordeon mastering: Rafał Boniśniak  / Papaya Studio ***

 zdjęcia: archiwalne - polona.pl aktualne - Miłka

Jestem tu    Kiedy tu byłam ostatnio dziwne stało się miasto pełne niestrasznych tajemnic zapach ciastek i piwnic anioły gołębi,  zasłaniały mi niebo a teraz tu stoję i tego teraz mi trzeba        Jestem tu       i nigdzie indziej już nie       nie dam rady iść wprzód       ani zostać       ani cofnąć się       Kiedy tu byłam ostatnio       kwiaty zwiędły, bo smog       tramwaj przez franciszkańską       wiózł wspomnienia na rok  strzępy rozmów i wino pęd przez planty i wiersze kiedyś to  tu się żyło wszystko było tak pierwsze  więc jestem tu i nigdzie indziej już nie rynek cichy jest znów wszystko widzi i wszystko wie        Jestem tu       i nigdzie indziej już nie       nie dam rady iść wprzód       ani zostać /        ani cofnąć się      Kiedy tu byłam ostatnio kiedy mi było aż tak dusze miejsc dusze bratnie tak was  teraz mi  brak i tu stoję i sama

wersja YT  https://youtu.be/AKYGFFpXLvQ


Home sweet home - z perspektywy Kijowa #172
2022-05-08 13:14:46

Nie ma to jak w domu ..więc możesz zaprosić mnie na taką domową kawę ;) - https://buycoffee.to/dziennik.zmian … .miejsce gdzie jest twoje łóżko, najwygodniejsze, wyleżane, gdzie robisz sobie herbatę nawet po ciemnu, bo wiesz co gdzie stoi, miejsce ciszy, miejsce spotkań, miejsce miłości, DOM, twój dom. stąd wychodzisz rano załatwiać swoje sprawy, tu wracasz, tu jest przestrzeń tworzenie pomysłów, ładowanie baterii, bycie sobą swobodnie, wyliczanie trajektorii własnego życie. Bez domu – ten porządek jest zaburzony. Trudno żyć. Wiedzą to wszyscy uchodźcy tego świata. Od wieków. Ci, rozproszeni po wielu państwach, z wielu względów, z powodów smutnych i politycznych i z powodów marzeń i pasji. Oleg Chorny i jego żona Irina Pechowa, związani z branżą filmową - są teraz w Kijowie. Nagranie ich wypowiedzi zostało zrobione telefonem. Poprostu. Oleg ma dom, ale kiedy mi opowiedział, że oboje  wychodzą z mieszkania zawsze z plecaczkami, w których są najważniejsze dokumenty, lekarstwa… i tak jest każdego dnia - to pomyślałam, że czasem zapominamy o tym, że dom, to nie tylko metraż, inwestycja, wygoda i funkcjonalność.  Jak widzisz te cztery ściany, w których dziś toczy się Twoje życie? Bo Oleg napisał cały traktat, na cześć tej części naszego codziennego funkcjonowania.  Home sweet home... *** Pamięć – biblioteka wspomnień, z której czerpiniemy przez cale życie. Wspomnienia z dzieciństwa, z domu rodzinnego, może pierwszy wynajęty mały, ale nie dzielony z nikim kąt, może pierwsze wspaniale meble…..  Możemarzenie o domu z wielkim ogrodem, z jeziorem, które jest niedaleko, i możnasię latem kąpać, można piknikowac do woli, bo jest cicho, spokojnie, dostatnio. Jest takie ludowe powiedzenie: Sen mara – bóg wiara. Home sweet home... *** Zdjęcia Kijowa - Oleg Chorny Music from Uppbeat (free for Creators!): https://uppbeat.io/t/northwestern/some-skies License code: VCQO8CPKB5GC0DM9

Nie ma to jak w domu

..więc możesz zaprosić mnie na taką domową kawę ;) - https://buycoffee.to/dziennik.zmian

.miejsce gdzie jest twoje łóżko, najwygodniejsze, wyleżane, gdzie robisz sobie herbatę nawet po ciemnu, bo wiesz co gdzie stoi,

miejsce ciszy, miejsce spotkań, miejsce miłości, DOM, twój dom. stąd wychodzisz rano załatwiać swoje sprawy, tu wracasz, tu jest przestrzeń tworzenie pomysłów, ładowanie baterii, bycie sobą swobodnie, wyliczanie trajektorii własnego życie. Bez domu – ten porządek jest zaburzony. Trudno żyć. Wiedzą to wszyscy uchodźcy tego świata. Od wieków. Ci, rozproszeni po wielu państwach, z wielu względów, z powodów smutnych i politycznych i z powodów marzeń i pasji.

Oleg Chorny i jego żona Irina Pechowa, związani z branżą filmową - są teraz w Kijowie. Nagranie ich wypowiedzi zostało zrobione telefonem. Poprostu. Oleg ma dom, ale kiedy mi opowiedział, że oboje  wychodzą z mieszkania zawsze z plecaczkami, w których są najważniejsze dokumenty, lekarstwa… i tak jest każdego dnia - to pomyślałam, że czasem zapominamy o tym, że dom, to nie tylko metraż, inwestycja, wygoda i funkcjonalność.  Jak widzisz te cztery ściany, w których dziś toczy się Twoje życie?

Bo Oleg napisał cały traktat, na cześć tej części naszego codziennego funkcjonowania.  Home sweet home...

***

Pamięć – biblioteka wspomnień, z której czerpiniemy przez cale życie. Wspomnienia z dzieciństwa, z domu rodzinnego, może pierwszy wynajęty mały, ale nie dzielony z nikim kąt, może pierwsze wspaniale meble…..  Możemarzenie o domu z wielkim ogrodem, z jeziorem, które jest niedaleko, i możnasię latem kąpać, można piknikowac do woli, bo jest cicho, spokojnie, dostatnio.

Jest takie ludowe powiedzenie: Sen mara – bóg wiara. Home sweet home...

***

Zdjęcia Kijowa - Oleg Chorny

Music from Uppbeat (free for Creators!): https://uppbeat.io/t/northwestern/some-skies License code: VCQO8CPKB5GC0DM9

No, mam jednak coś do poranków. A Ty? #171
2022-04-29 23:29:37

A, i możesz zaprosić mnie na poranną kawę ;) - https://buycoffee.to/dziennik.zmian *** Na progu maja, heeeej. Dni pogodne, dni wolne (dla wielu:)... heeej. Dobrze jest takie 'hej', zacząć tak, że hej! Ale z porankami różnie bywa. Naprawdę, mam coś do poranków. Nie da się ukryć. Więc nie ukrywam, a nagrywam i podejrzewam, że ten kluczowy moment każdej doby to nie jest tylko moja fobia *** Coś mam do poranków. I chyba nie ja jedna. To takie kluczowy moment…  akord który zaczyna dzień, zaczynający się często od budzika. Głośnego. I to nie harmonizuje mi krajobrazu. Kawa trochę pomaga. Ale od budzika do kawy – to trzeba się przeturlać. O to naprawdę jest wyzwanie. Dla mnie. Znam takich dla których to bułka z masłem. A  - bułka z masłem och na to przyjdzie czas dużo duuużo późnej. Tymczasem, siadam, jest rano, czajnik już na gazie To w pewnym momencie zaczyna wyglądać podobnie każdego dnia. Wysysam poranek z szarego nieba, z wyblakłych bloków, zapijam kawą. Potem obrabiam ten materiał w sobie, precyzyjnie, nieśpiesznie. I tak poranek rośnie w siłę, zaczyna się kręcić jak dyskotekowa kula i puszcza po ścianach jasne 'zajączki'. A kiedy już świeci na dobre - zamieniam w światło cały dzień! Proste! Proste. No chciałabym. Proste – ta takie abrakadabra.. czary mary i już któregoś razu zapytałam w tzw. social mediach , - jak sobie inni radżą . No na pewno lepiej i Jolanta Czemiel dorzciła swój przepis: Mój poranek wstał cicho. Skradał się zza framugi, wskoczył na parapet i nie zaśpiewał. Niebo zaszumiało. Przepis Hanny: Hanna Bogoryja Zakrzewska – przepis na poranek to: Świetny tekst. Dobra rozmowa przy porannej kawie, to mój przepis. Czasem z mężem, a czasami na messengerze ze znajomymi. Dziś tak własnie zaczął mi się dzień od krótkiej rozmowy z Anna Dudzińska i było pysznie.

A, i możesz zaprosić mnie na poranną kawę ;) - https://buycoffee.to/dziennik.zmian

***

Na progu maja, heeeej. Dni pogodne, dni wolne (dla wielu:)... heeej. Dobrze jest takie 'hej', zacząć tak, że hej! Ale z porankami różnie bywa. Naprawdę, mam coś do poranków. Nie da się ukryć. Więc nie ukrywam, a nagrywam i podejrzewam, że ten kluczowy moment każdej doby to nie jest tylko moja fobia

***

Coś mam do poranków. I chyba nie ja jedna. To takie kluczowy moment…  akord który zaczyna dzień, zaczynający się często od budzika. Głośnego. I to nie harmonizuje mi krajobrazu. Kawa trochę pomaga. Ale od budzika do kawy – to trzeba się przeturlać.

O to naprawdę jest wyzwanie. Dla mnie. Znam takich dla których to bułka z masłem. A  - bułka z masłem och na to przyjdzie czas dużo duuużo późnej.

Tymczasem, siadam, jest rano, czajnik już na gazie

To w pewnym momencie zaczyna wyglądać podobnie każdego dnia.

Wysysam poranek z szarego nieba, z wyblakłych bloków, zapijam kawą. Potem obrabiam ten materiał w sobie, precyzyjnie, nieśpiesznie. I tak poranek rośnie w siłę, zaczyna się kręcić jak dyskotekowa kula i puszcza po ścianach jasne 'zajączki'. A kiedy już świeci na dobre - zamieniam w światło cały dzień! Proste!

Proste. No chciałabym. Proste – ta takie abrakadabra.. czary mary i już

któregoś razu zapytałam w tzw. social mediach , - jak sobie inni radżą . No na pewno lepiej

i Jolanta Czemiel dorzciła swój przepis:

Mój poranek wstał cicho. Skradał się zza framugi, wskoczył na parapet i nie zaśpiewał. Niebo zaszumiało.

Przepis Hanny:

Hanna Bogoryja Zakrzewskaprzepis na poranek to:

Świetny tekst. Dobra rozmowa przy porannej kawie, to mój przepis. Czasem z mężem, a czasami na messengerze ze znajomymi. Dziś tak własnie zaczął mi się dzień od krótkiej rozmowy z Anna Dudzińska i było pysznie.

Się idzie, się... ale jak? #170
2022-04-21 17:02:32

A jeśli poruszyła Cię ta opowieść -  możesz zaprosić mnie na kawę ;)  - https://buycoffee.to/dziennik.zmian ----------------------------                        Się idzie. Się idzie po cudzych śladach, drogą bardzo publiczną, ścieżką wydeptaną się idzie. Się wie dokąd dokładnie, ale linię tej trasy narysował ktoś inny. I teraz się linię odtwarza, przemierza, zawierza się jej. Każdy krok. Te szerokie, utwardzane drogi zawsze są czyjeś. Wygodne takie... oznaczone, dostępne w każdej aplikacji, oświetlone nocą, ale... Często trafisz na jakieś grube 'ale' ... jeśli Twoja drogą ma być twoja, to musi być twoja. Mówią, mądrze tak i zgrabnie: że nie cel się liczy, lecz droga do celu... a czyja?- Tak zapytam.... masz tę pewność? *** Ciągle się gdzieś, jakoś idzie... Nawet jeśli się siedzi, to głowa potrafi sobie pójść, to wyobraźnia działa na ciało. Idziemy, tak czy siak. Czy chcemy, czy nie. Lepiej jest jednak chcieć i obrać kierunek. iść i tak trzeba, bo zastygłe są mumie… i w zasadzie, w tym świecie nic więcej. Nawet  krople skałę drążą i do czegoś przecież dążą…. muz: https://freemusicarchive.org/search/?quicksearch=waltz&page=4

A jeśli poruszyła Cię ta opowieść -  możesz zaprosić mnie na kawę ;)  - https://buycoffee.to/dziennik.zmian

----------------------------                       Się idzie. Się idzie po cudzych śladach, drogą bardzo publiczną, ścieżką wydeptaną się idzie. Się wie dokąd dokładnie, ale linię tej trasy narysował ktoś inny. I teraz się linię odtwarza, przemierza, zawierza się jej. Każdy krok. Te szerokie, utwardzane drogi zawsze są czyjeś. Wygodne takie... oznaczone, dostępne w każdej aplikacji, oświetlone nocą, ale... Często trafisz na jakieś grube 'ale' ... jeśli Twoja drogą ma być twoja, to musi być twoja. Mówią, mądrze tak i zgrabnie: że nie cel się liczy, lecz droga do celu... a czyja?- Tak zapytam.... masz tę pewność?

***

Ciągle się gdzieś, jakoś idzie... Nawet jeśli się siedzi, to głowa potrafi sobie pójść, to wyobraźnia działa na ciało. Idziemy, tak czy siak. Czy chcemy, czy nie. Lepiej jest jednak chcieć i obrać kierunek.

iść i tak trzeba, bo zastygłe są mumie… i w zasadzie, w tym świecie nic więcej. Nawet  krople skałę drążą i do czegoś przecież dążą….

muz: https://freemusicarchive.org/search/?quicksearch=waltz&page=4

Jesteś kosmosem? #169
2022-04-15 21:30:39

A tak można zaprosić mnie na kosmiczną kawę ;)    https://buycoffee.to/dziennik.zmian Kosmos to.... Powiedziano nam, że kosmos jest gdzieś, tam. Powiedziano nam, że jeśli czegoś nie widać, nie czuć, to… pewnie tego nie ma. Ale przecież oko rejestruje tylko pewne pasmo fotonowe, a mózg to interpretuje. Gdyby poszerzyć parametry widzenia… zoptymalizować mózgowe oprogramowanie deszyfrujące to…. Kosmos. Po prostu kosmos! Bo ani nasze oko nie działa jak soczewka kamery, ani nasza siatkówka nie działa jak matryca, ani nasz mózg nie działa jak dysk twardy. Mechanizm interpretacji obrazu zakodowany w  mózgu wyewoluował i nadal to robi. Uwielbiam te optyczne kwestie, bo mi przypominają, jak bardzo nie zdajemy sobie sprawy z tego,  że to, co postrzegamy, mocno różni się od tego, na co patrzymy. Hm… popatrzmy w kosmos…. Zobaczmy co tam… Powiedziano nam, że w kosmos trzeba polecieć, żeby obbadać I zrozumieć czym jest, kim my jesteśmy. Wielki krok dla  ludzkości… taaaaa;  ale – a to prosta życiowa logika – przecież jesteśmy kosmosem. Żyjemy w symbiozie z planetą i w jakiejś niejasnej jeszcze relacji z innymi, z Drogą Mleczną itd., Tworzymy kosmos, będąc jego częścią. Dużą, czy małą – to nieistotne. Jesteś składową kosmosu. Zasady działające w tobie, dla Ciebie są tożsame z kosmicznymi prawami. Nie oddzielnie. Nie da się iść pod ten prąd. To nie kwestia wiary czy nie wiary, tylko danych, takich matematycznych, fizyka kwantowa inne nauki… Kosmos to my. Literalnie. Co to za szaleństwo każe nam pędzić gdzieś na zewnątrz, żeby czerpać wiedzę o tym, co jest nami w środku? Co to za szaleństwo pcha nas hen, hen, zamiast zapytać, czy na pewno wiem co i jak działa  tu, blisko, najbliżej? Czy ogarniam, chociażby pole magnetyczne swojego serca? A przy okazji wszystkie żywe organizmy promieniują, to można zbadać. To nie tylko biologiczne termodynamika, to  jest promieniowanie mitogeniczne, zbliżone do promieniowania nadfioletowegoto co badał m.in. prof. Fritz-Albert Popp, czołowy ekspert od biologicznie emitowanych fotonów z Międzynarodowego Instytutu Biofizyki w Niemczech. Te badania są super informacją o tym czym jesteśmy, jak to, czyli ja działa….? Lecz prędzej poekscytujemy się promieniowaniem kosmicznym! Nie mam nic przeciwko, żeby to wiedzieć, lecz … w każdej szkole ważna była informacja o promieniowaniu kosmicznym, nie do sprawdzenia na lekcji fizyki, a o tym, że człowiek promieniuje w — mało który uczeń wie. A to można sprawdzić od ręki. I jest to wiedza przegłęboka i skutkująca uświadomieniem sobie ważnych spraw, to jest wielki krok konkretnego człowieka. Czyli ludzkości, bo każdy z nas.. to ludzkość.  Powiedziano nam, że kosmos jest kluczem, tajemnicą, odpowiedzią, naszą przyszłością. No, serio? *** dźwięki https://mixkit.co, muz. www.purple-planet.com

A tak można zaprosić mnie na kosmiczną kawę ;)   https://buycoffee.to/dziennik.zmian

Kosmos to....

Powiedziano nam, że kosmos jest gdzieś, tam. Powiedziano nam, że jeśli czegoś nie widać, nie czuć, to… pewnie tego nie ma. Ale przecież oko rejestruje tylko pewne pasmo fotonowe, a mózg to interpretuje. Gdyby poszerzyć parametry widzenia… zoptymalizować mózgowe oprogramowanie deszyfrujące to…. Kosmos. Po prostu kosmos! Bo ani nasze oko nie działa jak soczewka kamery, ani nasza siatkówka nie działa jak matryca, ani nasz mózg nie działa jak dysk twardy. Mechanizm interpretacji obrazu zakodowany w  mózgu wyewoluował i nadal to robi.

Uwielbiam te optyczne kwestie, bo mi przypominają, jak bardzo nie zdajemy sobie sprawy z tego,  że to, co postrzegamy, mocno różni się od tego, na co patrzymy. Hm… popatrzmy w kosmos…. Zobaczmy co tam…

Powiedziano nam, że w kosmos trzeba polecieć, żeby obbadać I zrozumieć czym jest, kim my jesteśmy. Wielki krok dla  ludzkości… taaaaa;  ale – a to prosta życiowa logika – przecież jesteśmy kosmosem. Żyjemy w symbiozie z planetą i w jakiejś niejasnej jeszcze relacji z innymi, z Drogą Mleczną itd., Tworzymy kosmos, będąc jego częścią. Dużą, czy małą – to nieistotne. Jesteś składową kosmosu. Zasady działające w tobie, dla Ciebie są tożsame z kosmicznymi prawami. Nie oddzielnie. Nie da się iść pod ten prąd. To nie kwestia wiary czy nie wiary, tylko danych, takich matematycznych, fizyka kwantowa inne nauki…

Kosmos to my. Literalnie.

Co to za szaleństwo każe nam pędzić gdzieś na zewnątrz, żeby czerpać wiedzę o tym, co jest nami w środku? Co to za szaleństwo pcha nas hen, hen, zamiast zapytać, czy na pewno wiem co i jak działa  tu, blisko, najbliżej? Czy ogarniam, chociażby pole magnetyczne swojego serca? A przy okazji wszystkie żywe organizmy promieniują, to można zbadać. To nie tylko biologiczne termodynamika, to  jest promieniowanie mitogeniczne, zbliżone do promieniowania nadfioletowegoto co badał m.in. prof. Fritz-Albert Popp, czołowy ekspert od biologicznie emitowanych fotonów z Międzynarodowego Instytutu Biofizyki w Niemczech. Te badania są super informacją o tym czym jesteśmy, jak to, czyli ja działa….? Lecz prędzej poekscytujemy się promieniowaniem kosmicznym! Nie mam nic przeciwko, żeby to wiedzieć, lecz … w każdej szkole ważna była informacja o promieniowaniu kosmicznym, nie do sprawdzenia na lekcji fizyki, a o tym, że człowiek promieniuje w — mało który uczeń wie. A to można sprawdzić od ręki. I jest to wiedza przegłęboka i skutkująca uświadomieniem sobie ważnych spraw, to jest wielki krok konkretnego człowieka. Czyli ludzkości, bo każdy z nas.. to ludzkość. 

Powiedziano nam, że kosmos jest kluczem, tajemnicą, odpowiedzią, naszą przyszłością. No, serio?

***

dźwięki https://mixkit.co, muz. www.purple-planet.com

Gdzie jest dzikość? ...na tej wsi. ;) #168
2022-04-09 21:48:14

Boom czy nie boom? Białowieża, czyli: gdzie jest Twoja dzikość? Bo moja... wsi. ;) Spotkanie z dzikością i autorem książki ‘Mikrowyprawy w wielkim mieście’ Przywołujemy przyszłość. Omijamy wojnę , ale rozumiemy co i jak, nie mniej – przywołujemy przyszłość, Tam nie ma wojny. Nie ma i już Tam jest natura, która odzyskuje swoją dzikość, swoją siłę, urodę i swoje potomstwo, i przedtomstwo. Szczęście rodzinne odzyskuje. Tak, banalne, ale cokolwiek by się działo – jesteśmy dziećmi natury, tylko jakoś, nie wiem… wstyd się afiszować? A celebrować – to w ogóle, trochę trąci eko egzaltacją . Ale absolutnie. To nie tak. Znam takiego celebrującego naturę bez emfazy, Bardzo konsekwentnie i bardzo, bardzo  logicznie. Spotkaliśmy się w kwietniu 2022, w Białowieży, w epoce dziejowych niepokojów, chociaż natura człowieka…. Spokojna jest w głębi siebie. Lukasz Długowski, autor książki ‘Mikrowyprawy w wielkim mieście’  autor wielu dziennikarskich teksów, oraz turystycznych eksperymentów przygląda się Białowieży z ciekawej perspektywy. No to popatrzmy, jak może to wszystko jeszcze wyglądać… ROZMOWA….. Tak….jest wiele miejsc, które  warto odkryć, kolejny raz? I rzeczywiście może nie są jakoś spektakularne, ale to przecież nasza osobiście odsłonięta dzikość sprawia nam dziką przyjemność, zadziwia, stworzą unikalne doświadczenie, bo wydarzasię coś.. niecodziennego. To jest na wyciągnięcie ręki. To jest być może właśnie tam gdzie teraz jesteś. Rozejrzyj się. Gdzie idziesz? Gdzie siedzisz. Jaki masz pomysł na resztę dnia?  Gdzie dawno Ci nie było? Może w jakieś pozornie nudnej dzielnicy rodzinnego miasta, może na polnej drodze, może w parku?Jedziesz samochodem? Skręć w pierwszą drogę w prawo (że w prawo  jest fajniej to każdy uczący się jeździć wie, prawda? Bądźmy odważni. I niech natura będzie z nami. *** I możesz zaprosić mnie na dziką kawę ;)    https://buycoffee.to/dziennik.zmian Music from Uppbeat (free for Creators!): http://uppbeat.io/t/haquin/forest-of-the-ancients License code: YRHJHIINOA9RMNYL

Boom czy nie boom? Białowieża, czyli: gdzie jest Twoja dzikość? Bo moja... wsi. ;)

Spotkanie z dzikością i autorem książki ‘Mikrowyprawy w wielkim mieście’

Przywołujemy przyszłość. Omijamy wojnę , ale rozumiemy co i jak, nie mniej – przywołujemy przyszłość, Tam nie ma wojny. Nie ma i już

Tam jest natura, która odzyskuje swoją dzikość, swoją siłę, urodę i swoje potomstwo, i przedtomstwo. Szczęście rodzinne odzyskuje. Tak, banalne, ale cokolwiek by się działo – jesteśmy dziećmi natury, tylko jakoś, nie wiem… wstyd się afiszować? A celebrować – to w ogóle, trochę trąci eko egzaltacją . Ale absolutnie. To nie tak. Znam takiego celebrującego naturę bez emfazy, Bardzo konsekwentnie i bardzo, bardzo  logicznie.

Spotkaliśmy się w kwietniu 2022, w Białowieży, w epoce dziejowych niepokojów, chociaż natura człowieka…. Spokojna jest w głębi siebie.

Lukasz Długowski, autor książki ‘Mikrowyprawy w wielkim mieście’  autor wielu dziennikarskich teksów, oraz turystycznych eksperymentów przygląda się Białowieży z ciekawej perspektywy. No to popatrzmy, jak może to wszystko jeszcze wyglądać…

ROZMOWA…..

Tak….jest wiele miejsc, które  warto odkryć, kolejny raz? I rzeczywiście może nie są jakoś spektakularne, ale to przecież nasza osobiście odsłonięta dzikość sprawia nam dziką przyjemność, zadziwia, stworzą unikalne doświadczenie, bo wydarzasię coś.. niecodziennego.

To jest na wyciągnięcie ręki.

To jest być może właśnie tam gdzie teraz jesteś.

Rozejrzyj się. Gdzie idziesz? Gdzie siedzisz. Jaki masz pomysł na resztę dnia? 

Gdzie dawno Ci nie było? Może w jakieś pozornie nudnej dzielnicy rodzinnego miasta, może na polnej drodze, może w parku?Jedziesz samochodem? Skręć w pierwszą drogę w prawo (że w prawo  jest fajniej to każdy uczący się jeździć wie, prawda?

Bądźmy odważni.

I niech natura będzie z nami.

***

I możesz zaprosić mnie na dziką kawę ;)   https://buycoffee.to/dziennik.zmian

Music from Uppbeat (free for Creators!): http://uppbeat.io/t/haquin/forest-of-the-ancients License code: YRHJHIINOA9RMNYL

Czy już lubisz taką niemoc? #167
2022-04-04 14:32:33

Moc mieszka w niemocy. Ale czy już lubisz swoją niemoc?  A raczej niemoc jest trampoliną mocy. To jasne. Wystarczy wyciszyć  - to ‘nie’, które nam się przydarza. Albo je usunąć. Wystarczy w ogóle zminimalizować „nie” nie zgodę, nieakceptację, niechęć, niewiarę, niejasność – i podnosi się nagle taka mgła pełna nerwowych wyładowań izawisa gdzieś wysoko, potem przegania ją wiatr „pójścia po rozum do głowy” – i o – już dokładnie widać horyzont. Widać to, co jest blisko, dokładnie i z kontekstem. Nie jest to czcza metafora. To efekt prostego doświadczenia. Mojego własnego. Wystarczy w kwietniu przeżyć śnieżycę, 24-godzinne opady ciężkiego mokrego śniegu, które stworzą tzw. śniegołom. Wystarczy postawić samochód pod wysokimi krzewami, żeby po 8 godzinach te krzewy leżał na samochodzieprzykryte grubą czapą śniegu, a dookoła, do wysokości okien (np.. prawie) pięknie układały się śniegowe wydmy. Wystarczy, żeod doby na wsi nie będzie prądu i telefonii komórkowej. U mnie łapało Białoruś, ale to spore finansowe ryzyko, wiadomo. Oczywiście w takich warunkach ogrzewanie zaczyna wysiadać, a zanim się rozpali w analogowym kominku, w jednym tzw. dużym pokoju (średnio trzymającym temperaturę)  - to robi się tak, żę koc. I jeszcze jeden koc się przyda.  Zmierzch przy świeczkach? jest taki romantyczny, ale przez hm.. 2 godziny, bo z czytaniem… niewygodnie. no ale…. na szczęście gaz jest tu tylko z butli…..  Ciepła herbata na stole. Zatem gdy komfort codzienności nagle się załamuje z powodu nadmiaru piękna... śniegowego krajobrazu, białej czapy wyciszającej dźwięki tej cywilizacji – to  wpada się w różne stany. A zapomniałam, że nagłemu uderzeniu zimy w kwietniu towarzyszyły ptasie śpiewy, świergolenia, wiosenne zamieszanie.  Dysonans taki krajobrazowo dźwiękowy. Wysokie śniegi, łamiące się drzewa i ptaszęta…. Co tam ptaszęta, samochód przygniecione krzaczorami i śniegiem czeka na ratunek! Więc próbując wyciągnąć auto spod krzaków, wykopć koła ze śniegowych zasp, zakręcić się, rozpędzić  i dotrzeć przynajmniej do bramy wyjazdowej ach… mrzonki, biały welon optymizmu oczywiście Nie udało się. Zakopałam się na pierwszym metrze, nie wykręciłam w dobrą stronę, a wręcz przeciwnie, oraz uświadomiłam sobie, że nawet nie mogę zadzwonić po pomoc. Bo telefony nigdzie nie działają. Cisza. Oraz szybki oddech osoby, która przekopywała śnieg przez dobrą godzinę. Zdejmuję czapkę, bo jest mi za gorąco, a wciąż pada śnieg i mam mokre włosy, w butach  chlupocze rozpuszczona, pośniegowa woda. Niemoc. Totalna niemoc. Która płynie przez głowę. I w tej sekundzie decyduję, żenie będzie to głośny wodospad zdenerwowania, oraz chaotyczne poszukiwania wyjścia z tej niewyjściowej sytuacji. Postanawiam zatrzymać tę niemoc z głowie, gdzie momentalnie robi się cicha przestrzeń, oko cyklonu, idealny spokój, absolutne zrelaksowanie. Jestem w punkcie , w którym jest wielkie zatrzymanie, ato tak słodkie i przytulne, że chciałabym więcej i więcej Więcej  niemocy Co za doświadczenie Będzie co będzie – nie jako zgrabne powiedzonko, ale jako realna informacja, nie zabarwiona emocjonalnie. Intymna wiadomość dla mojej głowy, która gotowa była na huragan opcji. Będzie co będzie. Będzie co będzie. Nic. nic jest wystarczające. W niemocy mieszka moc wygadania tego, co nie potrzebne. Moc wystarczalności. Moc wszystkiego dobrego, na które robi się miejsce. Nic nie jest „na nie”, każda opcja jest na tak. Zostawiam samochód wbity w zaspę, pokracznie, na środku podwórka i idę pobyć w niemocy. Jak przyjemnie! Czy już lubisz swoją niemoc? jeśli ta opowieść cię jakoś umocniła – możesz zaprosić mnie na taką kawę. Link www.buycoffee.to/dziennik.zmian

Moc mieszka w niemocy. Ale czy już lubisz swoją niemoc? 

A raczej niemoc jest trampoliną mocy. To jasne. Wystarczy wyciszyć  - to ‘nie’, które nam się przydarza. Albo je usunąć. Wystarczy w ogóle zminimalizować „nie” nie zgodę, nieakceptację, niechęć, niewiarę, niejasność – i podnosi się nagle taka mgła pełna nerwowych wyładowań izawisa gdzieś wysoko, potem przegania ją wiatr „pójścia po rozum do głowy” – i o – już dokładnie widać horyzont. Widać to, co jest blisko, dokładnie i z kontekstem. Nie jest to czcza metafora. To efekt prostego doświadczenia. Mojego własnego. Wystarczy w kwietniu przeżyć śnieżycę, 24-godzinne opady ciężkiego mokrego śniegu, które stworzą tzw. śniegołom. Wystarczy postawić samochód pod wysokimi krzewami, żeby po 8 godzinach te krzewy leżał na samochodzieprzykryte grubą czapą śniegu, a dookoła, do wysokości okien (np.. prawie) pięknie układały się śniegowe wydmy.

Wystarczy, żeod doby na wsi nie będzie prądu i telefonii komórkowej. U mnie łapało Białoruś, ale to spore finansowe ryzyko, wiadomo. Oczywiście w takich warunkach ogrzewanie zaczyna wysiadać, a zanim się rozpali w analogowym kominku, w jednym tzw. dużym pokoju (średnio trzymającym temperaturę)  - to robi się tak, żę koc. I jeszcze jeden koc się przyda.  Zmierzch przy świeczkach? jest taki romantyczny, ale przez hm.. 2 godziny, bo z czytaniem… niewygodnie. no ale…. na szczęście gaz jest tu tylko z butli…..  Ciepła herbata na stole.

Zatem gdy komfort codzienności nagle się załamuje z powodu nadmiaru piękna... śniegowego krajobrazu, białej czapy wyciszającej dźwięki tej cywilizacji – to  wpada się w różne stany. A zapomniałam, że nagłemu uderzeniu zimy w kwietniu towarzyszyły ptasie śpiewy, świergolenia, wiosenne zamieszanie.  Dysonans taki krajobrazowo dźwiękowy. Wysokie śniegi, łamiące się drzewa i ptaszęta….

Co tam ptaszęta, samochód przygniecione krzaczorami i śniegiem czeka na ratunek!

Więc próbując wyciągnąć auto spod krzaków, wykopć koła ze śniegowych zasp, zakręcić się, rozpędzić  i dotrzeć przynajmniej do bramy wyjazdowej

ach… mrzonki, biały welon optymizmu

oczywiście

Nie udało się. Zakopałam się na pierwszym metrze, nie wykręciłam w dobrą stronę, a wręcz przeciwnie, oraz uświadomiłam sobie, że nawet nie mogę zadzwonić po pomoc. Bo telefony nigdzie nie działają.

Cisza. Oraz szybki oddech osoby, która przekopywała śnieg przez dobrą godzinę.

Zdejmuję czapkę, bo jest mi za gorąco, a wciąż pada śnieg i mam mokre włosy, w butach  chlupocze rozpuszczona, pośniegowa woda.

Niemoc.

Totalna niemoc.

Która płynie przez głowę.

I w tej sekundzie decyduję, żenie będzie to głośny wodospad zdenerwowania, oraz chaotyczne poszukiwania wyjścia z tej niewyjściowej sytuacji.

Postanawiam zatrzymać tę niemoc z głowie, gdzie momentalnie robi się cicha przestrzeń, oko cyklonu, idealny spokój, absolutne zrelaksowanie. Jestem w punkcie , w którym jest wielkie zatrzymanie, ato tak słodkie i przytulne, że chciałabym więcej i więcej

Więcej  niemocy

Co za doświadczenie

Będzie co będzie – nie jako zgrabne powiedzonko, ale jako realna informacja, nie zabarwiona emocjonalnie. Intymna wiadomość dla mojej głowy, która gotowa była na huragan opcji. Będzie co będzie. Będzie co będzie.

Nic.

nic jest wystarczające.

W niemocy mieszka moc wygadania tego, co nie potrzebne.

Moc wystarczalności.

Moc wszystkiego dobrego, na które robi się miejsce.

Nic nie jest „na nie”, każda opcja jest na tak.

Zostawiam samochód wbity w zaspę, pokracznie, na środku podwórka i idę pobyć w niemocy. Jak przyjemnie!

Czy już lubisz swoją niemoc?

jeśli ta opowieść cię jakoś umocniła – możesz zaprosić mnie na taką kawę. Link www.buycoffee.to/dziennik.zmian

Żubr ma to w nosie (nauka vs filozofia codzienności) #166
2022-03-28 14:49:21

Żubr ma to w nosie Badamy naszą rzeczywistość bardzo wnikliwie. naukowcy dostarczają nam też informacji, z których możemy czerpać wiedzę o tym co jest naszym światem i stosownie się do tej wiedzy ustosunkować. Mnie ostatnio zainspirowali badacze żubrzej mikroflory. Pewnie dlatego, że okazało się właśnie, iż Żubr, to unikalne zwierzę, posiadające unikalne pasożyty i to… mówiąc krótko - ma to w nosie nikt i tak jak on to nie ma nikt. Król Puszczy zdecydowanie mnie zainspirował, bo także wiele spraw chciałabym mieć w nosie, chociaż to tylko metafora. Z naukowego punktu widzenia jednak sprawa jest poważniejsza - i nie dlatego, że żubrzy nos mógłby przyczynić się do ludzkiej epidemii pasożytniczej. Jednak na wszelki wypadek niech żaden żubr na nas nie kichnie. Otóż, badacze z Uniwersytetu Gdańskiego i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, informując o pasożytach w nosie żubra, nic mieli na celu dodanie o wszystkich naszych ludzkich zdrowotnych strachów - kolejnego, lecz poinformowanie, że  żubr przecież wyginął na wolności, a obecna populacja została odbudowana w oparciu o zaledwie kilka osobników pochodzących z hodowli. I to naprawdę sprzyjało to utracie naturalnej parazytofauny, a tu proszę - jednak te oryginalne pasożyty przetrwały. Bardzo to jest optymistyczna informacja, że zwierzęta utrzymują tak.. żywy kontakt z przodkami, którego nie da się tak łatwo unicestwić. Ta ciągłość, oparta wprawdzie na pasożytach w tym przypadku, ale też i będąca przecież zapisem w DNA, może być teraz dla nas lekcją, w której łączność z przeszłością , prawdziwa tradycja,  to nie ceremonie i rodzinne obyczaje, ale coś znacznie bliższego ciału; to nasz wygląd, mikrobiom, to co mamy w nosie i to jakim nam się świat wydaje. Dla żubra, świat to miejsce bezpieczne. Kto widział żubra na wolności ten wie, że żubr się nie boi. Ludzi ma też w nosie, pociągu się nie przestraszy i w ogóle - jest przez duże Jest. Przecież poradził sobie świetnie z wyginięciem! Jak widać.  O czym świadczą obadane pasożyty. Zatem warto pamiętać, że niewzruszona postawa żubra może być dla nas wskazówką. Bo my też należymym do fauny i flory tej Planety, prawda? I nie mamy jej w nosie…jednocześnie trochę mając. *** muz. https://freemusicarchive.org/music/Nada_Baba/Yidaki_Mind_Tree

Żubr ma to w nosie

Badamy naszą rzeczywistość bardzo wnikliwie. naukowcy dostarczają nam też informacji, z których możemy czerpać wiedzę o tym co jest naszym światem i stosownie się do tej wiedzy ustosunkować. Mnie ostatnio zainspirowali badacze żubrzej mikroflory. Pewnie dlatego, że okazało się właśnie, iż Żubr, to unikalne zwierzę, posiadające unikalne pasożyty i to… mówiąc krótko - ma to w nosie nikt i tak jak on to nie ma nikt.

Król Puszczy zdecydowanie mnie zainspirował, bo także wiele spraw chciałabym mieć w nosie, chociaż to tylko metafora. Z naukowego punktu widzenia jednak sprawa jest poważniejsza - i nie dlatego, że żubrzy nos mógłby przyczynić się do ludzkiej epidemii pasożytniczej. Jednak na wszelki wypadek niech żaden żubr na nas nie kichnie.

Otóż, badacze z Uniwersytetu Gdańskiego i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, informując o pasożytach w nosie żubra, nic mieli na celu dodanie o wszystkich naszych ludzkich zdrowotnych strachów - kolejnego, lecz poinformowanie, że  żubr przecież wyginął na wolności, a obecna populacja została odbudowana w oparciu o zaledwie kilka osobników pochodzących z hodowli. I to naprawdę sprzyjało to utracie naturalnej parazytofauny, a tu proszę - jednak te oryginalne pasożyty przetrwały.

Bardzo to jest optymistyczna informacja, że zwierzęta utrzymują tak.. żywy kontakt z przodkami, którego nie da się tak łatwo unicestwić.

Ta ciągłość, oparta wprawdzie na pasożytach w tym przypadku, ale też i będąca przecież zapisem w DNA, może być teraz dla nas lekcją, w której łączność z przeszłością , prawdziwa tradycja,  to nie ceremonie i rodzinne obyczaje, ale coś znacznie bliższego ciału; to nasz wygląd, mikrobiom, to co mamy w nosie i to jakim nam się świat wydaje.

Dla żubra, świat to miejsce bezpieczne. Kto widział żubra na wolności ten wie, że żubr się nie boi. Ludzi ma też w nosie, pociągu się nie przestraszy i w ogóle - jest przez duże Jest. Przecież poradził sobie świetnie z wyginięciem! Jak widać.  O czym świadczą obadane pasożyty.

Zatem warto pamiętać, że niewzruszona postawa żubra może być dla nas wskazówką. Bo my też należymym do fauny i flory tej Planety, prawda? I nie mamy jej w nosie…jednocześnie trochę mając.

***

muz. https://freemusicarchive.org/music/Nada_Baba/Yidaki_Mind_Tree


Pani z cukrem. #165
2022-03-24 22:03:31

Pani z cukrem Kobietę z cukrem minęłam , z samego rana, między blokami, na osiedlu. Starsza pani próbowała dotaskać pod klatkę ponad 10 kilogramów cukru. Jechałam rowerem, zwolniłam nawet i chciałam jej pomóc, dlatego oszacowałam kilogramy tego cukru, ale spojrzałam na zegarek – bez szans. Byłam spóźniona. Ktoś może pomoże rano, między blokami starszej pani. Miała dwie wielkie paki, był zgarbiona  z maseczką na twarzy, która przystają zdejmowała na kilka swobodnych oddechów. A potem ją zakładała. I głębokim ciężkim westchnieniem, chwytała za te swoje cukry. Najpierw nie załapałam. Pomyślałam, że może wesele jakieś…. Czy coś. Obostrzenia zdejmują, więc może...  ale 10 kg?????????? I wtedy zrozumiałam, że to wojenny cukier. Gdyby był głód, to cukier się przyda. Te 10 kg.   Ten biały proszek przynoszący tylko chwilową ulgę i złudne wrażenie zadowolone. Bardzo złudne. Sama wiem jak czuję się po ciachu – po półgodzine  - OK, a potem senność, spowolnienie akcji, które zbijam kawą. I tak w kółko. A przecież naukowcy przestrzegają. Na przykład Anika Knupel z Instytutu Epidemologii i Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie w Londynie  zrobiła taki wpis w social mediach, - cytuję - - Odkryto lata temu, że słodkie jedzenie poprawia humor, jednak na bardzo krótki czas. Po nagłym wzroście następuje równie szybki spadek. Ludzie doświadczający złego samopoczucia mogą zajadać negatywne uczucia zawartością cukiernicy. Nasze badania sugerują, że wysoka ilość cukrów prostych w diecie w dłuższej perspektywie może mieć bardzo opłakane skutki.” ~  dość przejrzyste ostrzeżenie, bo Cukier należy do dołującego przetworzonego pożywienia chociaż mięsny fast-food – zz chowu przemysłowego to, jak mawia pepsi Eliot najsmutniejsze w Kosmosie pożywienie. Są też tzw. twarde dane świadczące o tym, że ciągniecie kilkunastu kilogramów cukru do malej kuchni z bloku, to rodzaj podejrzewanego balastu .  Badanie przeprowadzone w Baylor College, opublikowane w 2002 roku, analizowało spożycie cukru w 6 krajach. Naukowcy odkryli, że im większa średnia spożycia cukru, tym wyższa zachorowalność na depresję. W Hiszpanii odkryto współzależność pomiędzy konsumpcją fast-foodów i słodyczy z sieciówek a częstotliwością występowania depresji. Zatem  kobieta z cukrem, pod regularnych dawkach cukru – nie będzie odporna na strach, lęk wojenny , niepokój i tak dalej. Nawet jeśli to konserwant do dżemów. Wiem, bo jangizuję moje dżemy. Bez cukru a są słodkie, jeśli owoce była dobre, dojrzałe i jakościowe. To wszystko przemknęło mi po głowie, gdy jechałam rowerem przez miasto,  spiesząc się się, zdyszana i zastanawiając czy ktoś tej starszej panie pomoże wciągnąć ten pakunek po schodach. Bo ten cukier mógłby nadszarpnąć jej zdrowie jeszcze przed spożyciem Zatem zatem zatem  ---- instynkt gromadzenia dobra na ciężki czas, ten pokoleniowy program antywojenny – oczywiście rozumiem ale warto przyjmować jakąś … strategię, o ciało zaś trzeba dbać kompleksowo, cały czas, nieustannie, ten pojazd ma teraz naprawdę niełatwo, a przecież wciąż nas wiezie przez poranki popołudnia i noce. I to cudowne jest. *** To był odcinek podcastu dzienni zmian, wiem, że wszyscy mamy poważne wydatki na poważne sprawy, ale jeśli zostały Ci w kieszeni jakieś drobniaki, to zanim dotknie je zimny palce inflacji – możesz zaprosić mnie na kawę. Bez cukru. Link www.buycoffee.to/dziennik.zmian **** muz. https://freemusicarchive.org

Pani z cukrem

Kobietę z cukrem minęłam , z samego rana, między blokami, na osiedlu. Starsza pani próbowała dotaskać pod klatkę ponad 10 kilogramów cukru. Jechałam rowerem, zwolniłam nawet i chciałam jej pomóc, dlatego oszacowałam kilogramy tego cukru, ale spojrzałam na zegarek – bez szans. Byłam spóźniona.

Ktoś może pomoże rano, między blokami starszej pani. Miała dwie wielkie paki, był zgarbiona  z maseczką na twarzy, która przystają zdejmowała na kilka swobodnych oddechów. A potem ją zakładała. I głębokim ciężkim westchnieniem, chwytała za te swoje cukry.

Najpierw nie załapałam. Pomyślałam, że może wesele jakieś…. Czy coś. Obostrzenia zdejmują, więc może...  ale 10 kg??????????

I wtedy zrozumiałam, że to wojenny cukier. Gdyby był głód, to cukier się przyda. Te 10 kg.   Ten biały proszek przynoszący tylko chwilową ulgę i złudne wrażenie zadowolone. Bardzo złudne. Sama wiem jak czuję się po ciachu – po półgodzine  - OK, a potem senność, spowolnienie akcji, które zbijam kawą. I tak w kółko.

A przecież naukowcy przestrzegają. Na przykład Anika Knupel z Instytutu Epidemologii i Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie w Londynie  zrobiła taki wpis w social mediach, - cytuję - - Odkryto lata temu, że słodkie jedzenie poprawia humor, jednak na bardzo krótki czas. Po nagłym wzroście następuje równie szybki spadek. Ludzie doświadczający złego samopoczucia mogą zajadać negatywne uczucia zawartością cukiernicy. Nasze badania sugerują, że wysoka ilość cukrów prostych w diecie w dłuższej perspektywie może mieć bardzo opłakane skutki.” ~  dość przejrzyste ostrzeżenie, bo Cukier należy do dołującego przetworzonego pożywienia chociaż mięsny fast-food – zz chowu przemysłowego to, jak mawia pepsi Eliot najsmutniejsze w Kosmosie pożywienie. Są też tzw. twarde dane świadczące o tym, że ciągniecie kilkunastu kilogramów cukru do malej kuchni z bloku, to rodzaj podejrzewanego balastu .

 Badanie przeprowadzone w Baylor College, opublikowane w 2002 roku, analizowało spożycie cukru w 6 krajach. Naukowcy odkryli, że im większa średnia spożycia cukru, tym wyższa zachorowalność na depresję. W Hiszpanii odkryto współzależność pomiędzy konsumpcją fast-foodów i słodyczy z sieciówek a częstotliwością występowania depresji.

Zatem  kobieta z cukrem, pod regularnych dawkach cukru – nie będzie odporna na strach, lęk wojenny , niepokój i tak dalej. Nawet jeśli to konserwant do dżemów. Wiem, bo jangizuję moje dżemy. Bez cukru a są słodkie, jeśli owoce była dobre, dojrzałe i jakościowe.

To wszystko przemknęło mi po głowie, gdy jechałam rowerem przez miasto,  spiesząc się się, zdyszana i zastanawiając czy ktoś tej starszej panie pomoże wciągnąć ten pakunek po schodach. Bo ten cukier mógłby nadszarpnąć jej zdrowie jeszcze przed spożyciem

Zatem zatem zatem  ---- instynkt gromadzenia dobra na ciężki czas, ten pokoleniowy program antywojenny – oczywiście rozumiem

ale warto przyjmować jakąś … strategię, o ciało zaś trzeba dbać kompleksowo, cały czas, nieustannie, ten pojazd ma teraz naprawdę niełatwo, a przecież wciąż nas wiezie przez poranki popołudnia i noce. I to cudowne jest.

***

To był odcinek podcastu dzienni zmian, wiem, że wszyscy mamy poważne wydatki na poważne sprawy, ale jeśli zostały Ci w kieszeni jakieś drobniaki, to zanim dotknie je zimny palce inflacji – możesz zaprosić mnie na kawę. Bez cukru. Link www.buycoffee.to/dziennik.zmian

****

muz. https://freemusicarchive.org

Jeden dworzec i dwa światy (czasuchodźców) #164
2022-03-22 22:11:51

Jeden dworzec i dwa światy (czas uchodźców) Poczekalnie są pełne uchodźców. Taki czas. Nie chodzi jednak o to, ze przybysze wypełnają po brzegi wielkie dworce kolejowe, ale że zgromadzenia są takie….  specyficzne. Tłum w poczekalniach; tłum przy punkach informacji; Tłum przy wolontariuszach i wolontariusze w tłumie; tłum przy ludziach z intentyfikatorami, i tabliczkami, że posługują się ukraińskim, i przy tych w odblaskowych kamizelkach i tam jeszcze, gdzie pomaga straż pożarna; tłum w łazience; tłum w przejściu na perony, ale w kawiarniach  - pusto (tak bardzo pusto, jakoś). Siedzę w zgrabnym pluszowym fotelu, przed dużym oknem za którym przesuwa się tłum. Zaraz odjedzie pociąg. Kolejny. I kolejny. I rośnie we mnie, bardzo precyzyjne przekonanie, że tak oto, rozdzielają się dwa światy w tym jednym świecie. Na dworcu. Podział przebiega n a różnych liniach (i frontach).. ale w tej konkretnej chwili linia podziału dotyczy hali pełnej ludzi i pustych kawiarni. Dwa światy są tu w jednej sprawie – jadą, p rzemieszczają się. Ludzie w podróży. Ale Jest tuś wiat wojny i świat spokoju. Och wiem, to tylko interpretacja mojego naszpikowanego newsami mózgu, a jednak – rozdzielenie jest faktem (ci tu i ci tam, poczekanie i kawiarnie) Prawdziwy podział zrozumiemy pewnie wkrótce i nie będzie można tego odrozumieć, nawet jeśliby się bardzo chciało. Inie będzie można tego zlekceważyć Dworzec, Tak właśnie teraz świat dworca mieści w sobie dwa światy – to minie. Lecz nawet gdy minie, linia pozostanie, podzielenie ze staniefizycznej obecności czy nieobecności ma swoje echo w mentalu. W naszym społecznym stanie mentalnym także tak w ogóle to świat dworca mieści dużo więcej światów, ale nie mam siły ich tropić i wyłuskiwać. Wolałabym raczej poznawać jasną stronę księżyca, jakieś cuda i dziwy, szukać skarbu, tak wiesz.. piraci skrzynia, miłość i wiatr w żaglach – niż czekać na pociąg w pustej kawiarni z widokiem na daleką wojnę, która jednak już tu jest. Poczekalnie są pełne uchodźców. Taki czas. Ale to minie. Wszystko mija. *** A jeśli poruszy Cię, któraś z opowieści możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian muz - https://freemusicarchive.org, www.purple-planet.com

Jeden dworzec i dwa światy (czas uchodźców)

Poczekalnie są pełne uchodźców. Taki czas. Nie chodzi jednak o to, ze przybysze wypełnają po brzegi wielkie dworce kolejowe, ale że zgromadzenia są takie….  specyficzne.

Tłum w poczekalniach;

tłum przy punkach informacji;

Tłum przy wolontariuszach i wolontariusze w tłumie;

tłum przy ludziach z intentyfikatorami, i tabliczkami, że posługują się ukraińskim, i przy tych w odblaskowych kamizelkach i tam jeszcze, gdzie pomaga straż pożarna;

tłum w łazience;

tłum w przejściu na perony,

ale w kawiarniach  - pusto (tak bardzo pusto, jakoś).

Siedzę w zgrabnym pluszowym fotelu, przed dużym oknem za którym przesuwa się tłum. Zaraz odjedzie pociąg. Kolejny. I kolejny.

I rośnie we mnie, bardzo precyzyjne przekonanie, że tak oto, rozdzielają się dwa światy w tym jednym świecie. Na dworcu.

Podział przebiega na różnych liniach (i frontach).. ale w tej konkretnej chwili linia podziału dotyczy hali pełnej ludzi i pustych kawiarni. Dwa światy są tu w jednej sprawie – jadą, przemieszczają się. Ludzie w podróży. Ale

Jest tuś wiat wojny i świat spokoju.

Och wiem, to tylko interpretacja mojego naszpikowanego newsami mózgu, a jednak – rozdzielenie jest faktem (ci tu i ci tam, poczekanie i kawiarnie)

Prawdziwy podział zrozumiemy pewnie wkrótce i nie będzie można tego odrozumieć, nawet jeśliby się bardzo chciało.

Inie będzie można tego zlekceważyć

Dworzec,

Tak właśnie teraz świat dworca mieści w sobie dwa światy – to minie. Lecz nawet gdy minie, linia pozostanie, podzielenie ze staniefizycznej obecności czy nieobecności ma swoje echo w mentalu. W naszym społecznym stanie mentalnym także

tak w ogóle to świat dworca mieści dużo więcej światów, ale nie mam siły ich tropić i wyłuskiwać.

Wolałabym raczej poznawać jasną stronę księżyca, jakieś cuda i dziwy, szukać skarbu, tak wiesz.. piraci skrzynia, miłość i wiatr w żaglach – niż czekać na pociąg w pustej kawiarni z widokiem na daleką wojnę, która jednak już tu jest.

Poczekalnie są pełne uchodźców. Taki czas. Ale to minie. Wszystko mija.

***

A jeśli poruszy Cię, któraś z opowieści możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

muz - https://freemusicarchive.org, www.purple-planet.com


Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie