Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

Lubię to bagno. Narewka. #102
2021-04-05 21:56:50

Rozlewisko, takie wodolejstwo rzeki, jej gadatliwość sezonowa – są tak malownicze, że bardziej się nie da. No dobrze. Da się. Ale dla mnie to jest punkt odniesienia wszelkiej rzecznej urody. Narewka ma też bagna, może nie spektakularne, ale mimo wszystko - wciągające. Brunatne torfowiska, zarośnięte trzcinami, stare żeremia bobrze, drzewa o podciętych gardłach… Suche trawy szeleszczą na wietrze… Auuuu, szszszszszsz Plener na historię romansową („Wichrowe wzgórza”?) albo horror. W wietrzny dzień (taki jak teraz) to jednak idealna scenografia do opowieści o bohaterstwie, Chyba przez te ciemne chmury („Czarne chmury”), które pędzą spiętrzone,  poganiane wiatrem. To moje ulubione bagno. Jest po prawej stornie, za Narewką jeśli wędruje się od Białowieży towarowej - w stronę wsi. Małe przytulne bagno. Chociaż mądrość ludowa głosi, że wpakwać się bagno – to nic dobrego. Życie, do którego pasuje jakakolwiek bagienna metafora – nie jest specjalnie pożądana. Chociaż z drugiej strony, to w białowieskich bagnach powstańcy 1830 i 31, i w 1863 topili skarby i powstańcze finanse. Takie bagno - to majątek… tak jakby. W każdym razie  - oto mam ulubiony fragment bagna, kameralną przestrzeń, ze stojącą wodą, mocnym zapachami gnijących liści i do tego czarne błoto, stare torfowisko, które kontempluję  i kontempluję Też kontemplujesz jakieś bagno,  hm?

Rozlewisko, takie wodolejstwo rzeki, jej gadatliwość sezonowa – są tak malownicze, że bardziej się nie da. No dobrze. Da się. Ale dla mnie to jest punkt odniesienia wszelkiej rzecznej urody. Narewka ma też bagna, może nie spektakularne, ale mimo wszystko - wciągające. Brunatne torfowiska, zarośnięte trzcinami, stare żeremia bobrze, drzewa o podciętych gardłach… Suche trawy szeleszczą na wietrze… Auuuu, szszszszszsz

Plener na historię romansową („Wichrowe wzgórza”?) albo horror. W wietrzny dzień (taki jak teraz) to jednak idealna scenografia do opowieści o bohaterstwie, Chyba przez te ciemne chmury („Czarne chmury”), które pędzą spiętrzone,  poganiane wiatrem.

To moje ulubione bagno. Jest po prawej stornie, za Narewką jeśli wędruje się od Białowieży towarowej - w stronę wsi.

Małe przytulne bagno.

Chociaż mądrość ludowa głosi, że wpakwać się bagno – to nic dobrego. Życie, do którego pasuje jakakolwiek bagienna metafora – nie jest specjalnie pożądana. Chociaż z drugiej strony, to w białowieskich bagnach powstańcy 1830 i 31, i w 1863 topili skarby i powstańcze finanse. Takie bagno - to majątek… tak jakby.

W każdym razie  - oto mam ulubiony fragment bagna, kameralną przestrzeń, ze stojącą wodą, mocnym zapachami gnijących liści i do tego czarne błoto, stare torfowisko, które kontempluję  i kontempluję

Też kontemplujesz jakieś bagno,  hm?

Ta pierwsza rzeka. #101
2021-04-04 17:17:05

Rzeka. Ta rzeka, pierwsza rzeka - zaczęła się (dla mnie) wtedy, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Niewiele znacząca leśna rzeka, płynąca przez Puszcze Białowieską: żółta woda, powolny nurt, silny zapach organicznych resztek. Zrozumiałam, że jest ważna, gdy stoję na moście, na Wysokim Bagnie, w lesie, kilometr od granicy  słuchałam warkotu i jakiś huczenia,  militarnych ruchów zza ówczesnej granica z ZSRR. Teraz rzeka cicho  wpływa z Białorusi, do polski. Tylko ptaki towarzyszą przekraczaniu tej granicy. Dla mnie Narewka zaistniała w stanie wojennym, w latach 80 tych ubiegłego wieku, by być ze mną do czasu, gdy wciągnie mnie inny nurt życia. Co zresztą si stało. Bo ta sama rzeka  przy moście na Białowieży towarowej była moim kąpieliskiem, była łowiskiem dla mojego dziadka, niedzielnego, wakacyjnego wędkarza, była źródłem nieistotnych historyjek i scenografią dla nastoletnich wyznań. O zachodzie słońca. Pierwsze pijawki, tony komarów i gzy, bo wtedy jeszcze nad rzekę goniono krowy z pastwiska. Żeby się wody napiły. Dziś na wsi nie ma krów. Ale kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, była uregulowaną rzeką, łączący świat wody i świat lasu, świat innego kraju i świat mojej strefy czasowej. Nie kluczyła, nie kłamała, nie pozowała na większą i lepszą.  Ostatnio postanowiono przywrócić jej  meandry, zarośla w których gnieździłyby się dzikie i rzadkie ptaki. I taka teraz jest. Powolna, zarośnięta, z mniejszą ilością wody, bo puszcza schnie tak, jak cała planeta po naszej, zielonej stronie. Rzeka wciąż  jest tą , którą odwiedzam tak często jak tylko się da. Więc  kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?   Kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?

Rzeka. Ta rzeka, pierwsza rzeka - zaczęła się (dla mnie) wtedy, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Niewiele znacząca leśna rzeka, płynąca przez Puszcze Białowieską: żółta woda, powolny nurt, silny zapach organicznych resztek.

Zrozumiałam, że jest ważna, gdy stoję na moście, na Wysokim Bagnie, w lesie, kilometr od granicy  słuchałam warkotu i jakiś huczenia,  militarnych ruchów zza ówczesnej granica z ZSRR.

Teraz rzeka cicho  wpływa z Białorusi, do polski. Tylko ptaki towarzyszą przekraczaniu tej granicy.

Dla mnie Narewka zaistniała w stanie wojennym, w latach 80 tych ubiegłego wieku, by być ze mną do czasu, gdy wciągnie mnie inny nurt życia. Co zresztą si stało. Bo ta sama rzeka  przy moście na Białowieży towarowej była moim kąpieliskiem, była łowiskiem dla mojego dziadka, niedzielnego, wakacyjnego wędkarza, była źródłem nieistotnych historyjek i scenografią dla nastoletnich wyznań. O zachodzie słońca. Pierwsze pijawki, tony komarów i gzy, bo wtedy jeszcze nad rzekę goniono krowy z pastwiska. Żeby się wody napiły.

Dziś na wsi nie ma krów.

Ale kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, była uregulowaną rzeką, łączący świat wody i świat lasu, świat innego kraju i świat mojej strefy czasowej. Nie kluczyła, nie kłamała, nie pozowała na większą i lepszą.  Ostatnio postanowiono przywrócić jej  meandry, zarośla w których gnieździłyby się dzikie i rzadkie ptaki.

I taka teraz jest. Powolna, zarośnięta, z mniejszą ilością wody, bo puszcza schnie tak, jak cała planeta po naszej, zielonej stronie.

Rzeka wciąż  jest tą , którą odwiedzam tak często jak tylko się da.

Więc  kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?   Kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?

O kilka potraw za dużo i... deszcz. #100
2021-03-30 23:30:34

Tej wiosny, kiedy pada  - to o jedną kroplę za dużo. A kiedy pojawiają się zakazy, to  jest o jeden zakaz za ciężko. A kiedy wychodzę na spacer – o jeden krok za daleko, lub o jeden za blisko Więc, kiedy zasiądę przy stole, zastawionym o kilka potraw za dużo i kiedy zjem tak wiele, że pojęcie dobrobytu zamieni się w niestrawność Pomyślę, że wszystko  już było i jeśli zjem to co zwykle tak jak zwykle to będzie o jeden raz za wiele A to jest ten czas, idealna pora, by zrobić coś innego. Coś innego. Teraz, nie da się już udawać zmian, bo zmiana się dzieje  tak czy siak.

Tej wiosny, kiedy pada  - to o jedną kroplę za dużo.

A kiedy pojawiają się zakazy, to  jest o jeden zakaz za ciężko.

A kiedy wychodzę na spacer – o jeden krok za daleko, lub o jeden za blisko

Więc, kiedy zasiądę przy stole, zastawionym o kilka potraw za dużo i kiedy zjem tak wiele, że pojęcie dobrobytu zamieni się w niestrawność

Pomyślę, że wszystko  już było

i jeśli zjem to co zwykle tak jak zwykle to będzie o jeden raz za wiele

A to jest ten czas, idealna pora, by zrobić coś innego. Coś innego.

Teraz, nie da się już udawać zmian, bo zmiana się dzieje  tak czy siak.

Pikantne pikniki - powrót do natury #99
2021-03-25 13:49:38

Pikantne pikniki - powrót do natury Nie tylko młodzież dziś czuje, że przyjście  wiosennych emocji jest skutecznie hamowane przez kolejne lockdown’y. Oto  natura budzi się ze snu (zimowo-pandemicznego, rzecz jasna), więc  porządkujemy powoli nasz egzystencjalny chaos i chcielibyśmy przeżyć coś  dobrego, na przykład: fajne spotkanie, niespodziewaną kawę na mieście,  miłość! No właśnie! Z miłością jest najgorzej.  Badanie socjologiczne informują, że liczba rozwodów i niedopasowanie  rośnie, rzesze singli okupują internety, na portalach miejskich  rozpaczliwie: „hej ładna blondynko w białych butach i białej maseczce,  co jechałaś autobusem nr ileś-tam - odezwij się!  Taaaaa. Może się odezwie, ale szanse są nikłe. W każdym razie – warto zagadywać do maseczek - to tak na przyszłość. Jak tu z wiosną, wyruszyć na spotkanie szczęścia, jeśli rozmowy z maseczkami wydaj nam się… niezręczne?  Gdzie  tu się podziać, gdy jednak maseczko dopowie. I będzie to w dodatku  miło? I nawet jeśli pierwsze śniegi stopniały (tę międzyludzkie) - na  pandemii nie zrobiło to większego wrażenia! Jak teraz mamy zaufać  uczuciom, zachować zdrowy rozsądek i zdrowie? Jak uśmiechnąć się  szczerze, oraz poczuć chemię w wersji live? Na pierwszą randkę nie  umawia się człowiek w swoim domu! W cudzym też lepiej nie. Nawet na  drugą – nie wybiera się własnych, osobistych czterech ścian. A nie  będzie drugiej randki bez pierwszej = szach – mat. Gra skończona, zanim  zaczęła być grą wstępną. Cóż.. W tej sytuacji pozostaje chyba tylko  oczekiwanie na dni bardzo słoneczne, na miękkie dywany łąk i pikantne  pikniki, czyli – konieczny powrót do natury. I to  jest akcent optymistyczny tej społecznie - bardzo trudnej sytuacji

Pikantne pikniki - powrót do natury

Nie tylko młodzież dziś czuje, że przyjście  wiosennych emocji jest skutecznie hamowane przez kolejne lockdown’y. Oto  natura budzi się ze snu (zimowo-pandemicznego, rzecz jasna), więc  porządkujemy powoli nasz egzystencjalny chaos i chcielibyśmy przeżyć coś  dobrego, na przykład: fajne spotkanie, niespodziewaną kawę na mieście,  miłość! No właśnie! Z miłością jest najgorzej.  Badanie socjologiczne informują, że liczba rozwodów i niedopasowanie  rośnie, rzesze singli okupują internety, na portalach miejskich  rozpaczliwie: „hej ładna blondynko w białych butach i białej maseczce,  co jechałaś autobusem nr ileś-tam - odezwij się!  Taaaaa. Może się odezwie, ale szanse są nikłe. W każdym razie – warto zagadywać do maseczek - to tak na przyszłość.

Jak tu z wiosną, wyruszyć na spotkanie szczęścia, jeśli rozmowy z maseczkami wydaj nam się… niezręczne?  Gdzie  tu się podziać, gdy jednak maseczko dopowie. I będzie to w dodatku  miło? I nawet jeśli pierwsze śniegi stopniały (tę międzyludzkie) - na  pandemii nie zrobiło to większego wrażenia! Jak teraz mamy zaufać  uczuciom, zachować zdrowy rozsądek i zdrowie? Jak uśmiechnąć się  szczerze, oraz poczuć chemię w wersji live? Na pierwszą randkę nie  umawia się człowiek w swoim domu! W cudzym też lepiej nie. Nawet na  drugą – nie wybiera się własnych, osobistych czterech ścian. A nie  będzie drugiej randki bez pierwszej = szach – mat. Gra skończona, zanim  zaczęła być grą wstępną.

Cóż..

W tej sytuacji pozostaje chyba tylko  oczekiwanie na dni bardzo słoneczne, na miękkie dywany łąk i pikantne  pikniki, czyli – konieczny powrót do natury. I to  jest akcent optymistyczny tej społecznie - bardzo trudnej sytuacji

Niema, ale widząca #98
2021-03-22 18:18:44

Ani słowa Idę przez miasto niema ale widząca; tak widząca, że ograniczona paleta zimowych barw wydaje mi się zaproszeniem na karnawał. Bal maskowy - w każdym sklepie, fiesta w stu trzydziestu dwóch odcieniach bieli! Idę przez miasto – widząca, przyszłość nie jest dla mnie zagadką, ale o tym – ani słowa więcej; bo słowa wracają do mnie z każdym oddechem i są zimne jak trup. Idę szybko, smuga słońca spływa mi po plecach. Trochę się wstydzę, że to widzę. Tymczasem, idziesz przez miasto niemy, ale czy widzący…? I co jeśli nasze oczy się spotkają? Czy mnie zobaczysz, tak naprawdę (ani słowa więcej). Co poczujemy:  ciepło i zrozumienie, czy przejdzie mnie zimny dreszcz społecznego dystansu? Idę przez miasto niema, ale widząca – Co za intrygujące czasy, mój dobry człowieku... I ani słowa więcej.

Ani słowa

Idę przez miasto niema

ale widząca;

tak widząca, że ograniczona paleta zimowych barw

wydaje mi się zaproszeniem na karnawał.

Bal maskowy - w każdym sklepie,

fiesta w stu trzydziestu dwóch odcieniach bieli!

Idę przez miasto – widząca,

przyszłość nie jest dla mnie zagadką,

ale o tym – ani słowa więcej;

bo słowa wracają do mnie z każdym oddechem i są zimne jak trup.

Idę szybko,

smuga słońca spływa mi po plecach.

Trochę się wstydzę, że to widzę.

Tymczasem,

idziesz przez miasto niemy,

ale czy widzący…?

I co jeśli nasze oczy się spotkają?

Czy mnie zobaczysz, tak naprawdę (ani słowa więcej).

Co poczujemy:  ciepło i zrozumienie,

czy przejdzie mnie zimny dreszcz społecznego dystansu?

Idę przez miasto niema, ale widząca

– Co za intrygujące czasy, mój dobry człowieku...

I ani słowa więcej.

Czy praca pracuje tobą, czy pracujesz? #97
2021-03-18 20:21:51

Ciekawe, czy pracujesz, czy praca pracuje tobą. Czy ja pracuję, czy praca pracuje mną?  I wersja trudna – nie mam pracy tak bardzo, że to, czego nie mam - ma mnie. Uuuuuffff. Ale popatrz na tę sytuację oto każda praca (jaką wykonam) nie tyle jest robiona przez mnie, co dokonuje modyfikacji na mnie ;) Uczę się mniej lub bardziej nowych rzeczy, jestem stawiana jakichś – tam sytuacjach i reaguję, tworzę treści, wydarzenia, siebie tworzę i relacje też, etc. - zmieniam się. Zmieniam się poprzez aktywność.  No powiedzmy prawdą - staję się starsza i starsza i mądrzejsza o doświadczenie (tej pracy tamtej pracy). W tym kontekście każde zadanie wpływa na "mnie z przyszłości", na moje realne umiejętności, na to co będę jeszcze robiła, na to, na co się zdecyduję, czemu powiem: TAK,  a czemu powiem - NIE. Jeśli praca siłą trzyma mnie w miejscu - szukam w niej takich drzwi, których nikt jeszcze nie użył. I uwaga – znajduję je. I idę, idę znowu do przodu :)  czasem szukanie jest taaakie męczące, mnóstwo zakrętów, dziur , cudnych tarasów, otwartych okien muszę przeżyć.   A Kiedy się wreszcie zapominam w działaniu, zafascynowana tym, co właśnie powstaje – to jest moja praca, wykonywana zadanie, które mam ja. I które nie ma mnie.  Wolność dla mnie. Wolność dla mojej pracy. Wolność dla wszystkiego.

Ciekawe, czy pracujesz, czy praca pracuje tobą.
Czy ja pracuję, czy praca pracuje mną?  I wersja trudna – nie mam pracy tak bardzo, że to, czego nie mam - ma mnie. Uuuuuffff. Ale popatrz na tę sytuację oto każda praca (jaką wykonam) nie tyle jest robiona przez mnie, co dokonuje modyfikacji na mnie ;) Uczę się mniej lub bardziej nowych rzeczy, jestem stawiana jakichś – tam sytuacjach i reaguję, tworzę treści, wydarzenia, siebie tworzę i relacje też, etc. - zmieniam się. Zmieniam się poprzez aktywność. 

No powiedzmy prawdą - staję się starsza i starsza i mądrzejsza o doświadczenie (tej pracy tamtej pracy). W tym kontekście każde zadanie wpływa na "mnie z przyszłości", na moje realne umiejętności, na to co będę jeszcze robiła, na to, na co się zdecyduję, czemu powiem: TAK,  a czemu powiem - NIE. Jeśli praca siłą trzyma mnie w miejscu - szukam w niej takich drzwi, których nikt jeszcze nie użył. I uwaga – znajduję je. I idę, idę znowu do przodu :)  czasem szukanie jest taaakie męczące, mnóstwo zakrętów, dziur , cudnych tarasów, otwartych okien muszę przeżyć.

  A Kiedy się wreszcie zapominam w działaniu, zafascynowana tym, co właśnie powstaje – to jest moja praca, wykonywana zadanie, które mam ja. I które nie ma mnie.  Wolność dla mnie. Wolność dla mojej pracy. Wolność dla wszystkiego.

Czy masz opanowaną sztukę spacerowania? #96
2021-03-15 20:06:08

Sztuka spacerowania Wdaje się, że każdy potrafi pospacerować. Nie ma nic prostszego. Nic bardziej oczywistego. Spacerowaliśmy już w wózkach, baaa -  w brzuchach naszych mam, spacerowaliśmy! No, ej - każdy to potrafi. Sprawdź to, popatrz uważnie gdzieś w parku, w centrum miasta, na deptaku – popatrz, patrz uważnie, a szybko wyłuskasz ludzi, którzy tego nie potrafią. Nie potrafią spacerować, nie czują się dobrze, idąc tak przed siebie, nie widać by było im miło i przyjemnie. Nawet jeśli idą powoli, a wiosenny wiatr przeczesuje im grzywki. Oni nie są tym zainteresowanie. Jakoś tak… nie pasuję do miejsca, przez które idą, są odklejeni od scenografii… coś w ten deseń zauważycie. Wiem, że to mogą być ludzie wewnętrznie monologujący, albo tacy, którzy nie potrzebuje w tej chwili intensywnego kontaktu ze światem. Idę, bo idą. I dobrze. Ale – to nie jest spacer. Oczywiście mogę też nie cenić przemieszczania się bez konkretnego celu, nie lubią pustych przebiegów. Tak---- oni nie pospacerują Czy zatem spacerujesz? Czy masz opanowaną tę sztukę?

Sztuka spacerowania

Wdaje się, że każdy potrafi pospacerować. Nie ma nic prostszego. Nic bardziej oczywistego. Spacerowaliśmy już w wózkach, baaa -  w brzuchach naszych mam, spacerowaliśmy! No, ej - każdy to potrafi. Sprawdź to, popatrz uważnie gdzieś w parku, w centrum miasta, na deptaku – popatrz, patrz uważnie, a szybko wyłuskasz ludzi, którzy tego nie potrafią. Nie potrafią spacerować, nie czują się dobrze, idąc tak przed siebie, nie widać by było im miło i przyjemnie. Nawet jeśli idą powoli, a wiosenny wiatr przeczesuje im grzywki. Oni nie są tym zainteresowanie. Jakoś tak… nie pasuję do miejsca, przez które idą, są odklejeni od scenografii… coś w ten deseń zauważycie.

Wiem, że to mogą być ludzie wewnętrznie monologujący, albo tacy, którzy nie potrzebuje w tej chwili intensywnego kontaktu ze światem. Idę, bo idą. I dobrze. Ale – to nie jest spacer.

Oczywiście mogę też nie cenić przemieszczania się bez konkretnego celu, nie lubią pustych przebiegów. Tak---- oni nie pospacerują

Czy zatem spacerujesz? Czy masz opanowaną tę sztukę?

Co wiesz i jeszcze: kto pyta #95
2021-03-13 12:41:22

· Co wiesz? · Więcej niż ci się wydaje · Tylko? · Tylko nie zawsze sięgam tak głęboko, żeby wiedzieć do ciwme · Gdzie sięgać? · W głąb odwagi wyrażania tego, co wiem. Na początku mnie mówiono ,że tak mi się wydaje, że nie mam liczb, wykresów, nie byłam, nie widziałam – to skąd wiem? · No – skąd wiesz? · Z siebie i ze świata, z moich wykresów, z impulsów, które do mnie dotarły do tej pory, bo inne są w drodze. Wciąż są w drodze. Jak mawiali mędrcy, świat jest otwartą księgą. Myślisz, że to tylko metafora co? · To ja tu pytam. · To pytaj. Pytaj, Pytaj… · Ale najpierw - zapytaj siebie, potem pytaj mnie, i tych, którzy wydają ci się inspirujący. Co się wydaje, co? · To ja pytam. · Nie, to my pytamy.

· Co wiesz?

· Więcej niż ci się wydaje

· Tylko?

· Tylko nie zawsze sięgam tak głęboko, żeby wiedzieć do ciwme

· Gdzie sięgać?

· W głąb odwagi wyrażania tego, co wiem. Na początku mnie mówiono ,że tak mi się wydaje, że nie mam liczb, wykresów, nie byłam, nie widziałam – to skąd wiem?

· No – skąd wiesz?

· Z siebie i ze świata, z moich wykresów, z impulsów, które do mnie dotarły do tej pory, bo inne są w drodze. Wciąż są w drodze. Jak mawiali mędrcy, świat jest otwartą księgą. Myślisz, że to tylko metafora co?

· To ja tu pytam.

· To pytaj.

Pytaj, Pytaj…

· Ale najpierw - zapytaj siebie, potem pytaj mnie, i tych, którzy wydają ci się inspirujący. Co się wydaje, co?

· To ja pytam.

· Nie, to my pytamy.

Na żadne "nic" nie ma tu miejsca #94
2021-03-11 22:50:26

A gdybym tak nic nie miała NIC NIC NIC Siedziałabym -  w tej chwili na skraju lasu. Widzę to tak: wiatr wieje przez moją głowę i mierzwi włosy, Mam nieskończoną ilość czasu, wreszcie mam czas - wyłącznie na siedzenie na skraju lasu; Donikąd nie idę, nie ma spraw, które wymagają moje uwagi; Nic nie mam; Sobie siedzę; Nie czuję żadnej konieczności; Nawet gdyby zaczęło padać - mogę się nie ruszać i moknąć Mogę potem kichać do woli; Nie muszę być w formie, w zdrowiu czy w szczęściu. Po prostu jestem, nic nie mam, siedzę na skraju lasu. W zasadzie mam wszystko; Jestem brzmieniem, biciem serca, szumem krwi w żyłach, przytkanym lewym uchem…. Jestem, jestem w moim własnym buum W dźwięku, który generuję, w bańce myślowej, przestrzeni życiowej, w sobie jestem sama Odczuwam siebie totalnie; Na żadne "nic" nie ma tu miejsca, tak realnie Ale wyglądam pewnie, jakbym nie miała nic Jest mi słonecznie i ciepło od środka; W głowie -  jak w podręcznej walizce, mam wspomnienia, po które mogę sięgać One są, chociaż, szczerze? Nie kuszą mnie jakoś speclalnie. Jest w nich dużo tego, co teraz widzę jako coś. (O, to jest coś. To było coś…) A teraz nie mam nic Boże, co za ulga!!! *****

A gdybym tak nic nie miała NIC NIC NIC

Siedziałabym -  w tej chwili na skraju lasu.

Widzę to tak: wiatr wieje przez moją głowę i mierzwi włosy,

Mam nieskończoną ilość czasu, wreszcie mam czas - wyłącznie na siedzenie na skraju lasu;

Donikąd nie idę, nie ma spraw, które wymagają moje uwagi;

Nic nie mam;

Sobie siedzę;

Nie czuję żadnej konieczności;

Nawet gdyby zaczęło padać - mogę się nie ruszać i moknąć

Mogę potem kichać do woli;

Nie muszę być w formie, w zdrowiu czy w szczęściu.

Po prostu jestem, nic nie mam, siedzę na skraju lasu. W zasadzie mam wszystko;

Jestem brzmieniem, biciem serca, szumem krwi w żyłach, przytkanym lewym uchem…. Jestem, jestem w moim własnym buum

W dźwięku, który generuję, w bańce myślowej, przestrzeni życiowej, w sobie jestem sama

Odczuwam siebie totalnie;

Na żadne "nic" nie ma tu miejsca, tak realnie

Ale wyglądam pewnie, jakbym nie miała nic

Jest mi słonecznie i ciepło od środka;

W głowie -  jak w podręcznej walizce, mam wspomnienia, po które mogę sięgać

One są, chociaż, szczerze? Nie kuszą mnie jakoś speclalnie.

Jest w nich dużo tego, co teraz widzę jako coś. (O, to jest coś. To było coś…)

A teraz nie mam nic

Boże, co za ulga!!!

*****

Nie nabiorę się na ten bajzel #93
2021-03-07 13:23:56

Nie, nie namawiaj. Ja… dziękuję. Nie nabiorę się na ten bajzel. Nie po raz kolejny. Nie stanę do walki o cokolwiek, z kimkolwiek ---..jakkolwiek - nie mam w sobie zgody na przekraczanie granic. Informacje, cyfrowe ściegi wyszywane słowem próbują wiązać mi ręce i odłączyć głowę od zasilania. Że niby dobro ogółu, istota sprawy leżąca hen, na horyzoncie, że tylko słuszne inspiracje, że tyle  problemów, a każdy na wagę złota, że źle się dzieje w państwie duńskim, a jeszcze gorzej w innych państwach. Że to wszystko zaprowadzi nas do piekła i co? Poddamy się bez walki? Tej walki koniecznej. Ten jedynej. Takiej, że pierwsza brygada, oraz że mucha nie siada? Nie, nie nabiorę się.  Najwyżej mucha siądzie.  Po raz kolejny. Zatrzymałam to koło zamachowe, porządkuję krajobraz po bitwach, tę strefę wpływów, możliwości i szans. Nie walczę, nie walczę nawet z katarem. Rozpoznaję niechciane symptomy i wysyłam je tam, skąd przyszły. To dotyczy każdego aspektu mojego bycia. Każdziutkiego. Rozpoznaję, ale nie naklejam etykietek informujących o tym, kto wróg, a kto przyjaciel. Nie nabiorę się na tej bajzel. Wszystko płynie, przepływa, rozpływa się: i wrogość, i przyjaźń. Najważniejsze: aby wiedzieć, na jakim etapie samej siebie jestem, i z jakiego punktu rozumienia obserwuję ten świat. Jeśli to jest jasne, - żadna walka (żadna walka) nie będzie sensowna. Nie namawiaj. Dziękuję Do widzenia. INSPIRACJA cytat *Penicylina ma dziwny front przed sobą. Gdzie jest przeciwnik? Jak go szukać? Jakie ma siły? Jan Gerhard „Łuny w Bieszczadach”. Wydawnictwo Lubelskie 1973 rok

Nie, nie namawiaj. Ja… dziękuję.

Nie nabiorę się na ten bajzel. Nie po raz kolejny. Nie stanę do walki o cokolwiek, z kimkolwiek ---..jakkolwiek - nie mam w sobie zgody na przekraczanie granic. Informacje, cyfrowe ściegi wyszywane słowem próbują wiązać mi ręce i odłączyć głowę od zasilania. Że niby dobro ogółu, istota sprawy leżąca hen, na horyzoncie, że tylko słuszne inspiracje, że tyle  problemów, a każdy na wagę złota, że źle się dzieje w państwie duńskim, a jeszcze gorzej w innych państwach. Że to wszystko zaprowadzi nas do piekła i co? Poddamy się bez walki? Tej walki koniecznej. Ten jedynej. Takiej, że pierwsza brygada, oraz że mucha nie siada?

Nie, nie nabiorę się.  Najwyżej mucha siądzie.  Po raz kolejny.

Zatrzymałam to koło zamachowe, porządkuję krajobraz po bitwach, tę strefę wpływów, możliwości i szans. Nie walczę, nie walczę nawet z katarem. Rozpoznaję niechciane symptomy i wysyłam je tam, skąd przyszły. To dotyczy każdego aspektu mojego bycia. Każdziutkiego. Rozpoznaję, ale nie naklejam etykietek informujących o tym, kto wróg, a kto przyjaciel. Nie nabiorę się na tej bajzel. Wszystko płynie, przepływa, rozpływa się: i wrogość, i przyjaźń. Najważniejsze: aby wiedzieć, na jakim etapie samej siebie jestem, i z jakiego punktu rozumienia obserwuję ten świat. Jeśli to jest jasne, - żadna walka (żadna walka) nie będzie sensowna.

Nie namawiaj. Dziękuję

Do widzenia.

INSPIRACJA

cytat

*Penicylina ma dziwny front przed sobą. Gdzie jest przeciwnik? Jak go szukać? Jakie ma siły? Jan Gerhard „Łuny w Bieszczadach”. Wydawnictwo Lubelskie 1973 rok

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie