Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

Ballada o podlaskich słowach: rezanie, więc i - piździec! #72
2020-12-10 18:00:37

Zwrotka 8 - Można by ją urezać. Można by tę zwrotkę też przyciąć i odpiłować. Ale rezaniu należy się w tej balladzie miejsce, bo podlaskie rezanie to echo wojen, rzezi i tertaków. Można sobie wprawdzie i w kuchni w kuchnie urezać palca, ale to doprawdy drobiazg. W zasadzie mało kto dziś tak mówi, ale gdy ktoś sobie palca ureza to mówi…. Zwrotka 9 – Piździec! Nieelegancko, wiem. no cóż…. Tutejsza mowa nie celowała w salony. Dla dodania szlachetności temu wyrażeniu zacytuję Stasiuka:  „W piździec z tym. Kiedyś wyprawa i jazda to były heroizm i wyzwanie. A teraz w dziurę wjedziesz, to ci się wszystkie światła zapalają, osiemnaście poduszek odpala, satelita zgłasza śmiertelne niebezpieczeństwo i za pięć minut jest pogotowie, straż pożarna i wsparcie psychologa. Kiedyś podróż była tajemnicą i człowiek się żegnał, jakby miał nie wrócić. Zwłaszcza w podróż na Wschód. (z książki „Osiołkiem. Wyd. Czarne) Nie ma wątpliwości, że nasza część świata, przytulona do szeroko pojętej ruskiej mowy – umie użyć tego słowa właściwie, tak by wyrażało nastrój, pokazało kierunek, dookreśliło sytuację. Na przykład, gdy pandemicznie zamknięto knajpy – o, to był piździec jak się patrzy! I ballada ta bez tych knajp mogłaby się tak skończyć, lecz jeszcze wybrzmiewa mi pewna popularna fraza.

Zwrotka 8 - Można by ją urezać.

Można by tę zwrotkę też przyciąć i odpiłować. Ale rezaniu należy się w tej balladzie miejsce, bo podlaskie rezanie to echo wojen, rzezi i tertaków. Można sobie wprawdzie i w kuchni w kuchnie urezać palca, ale to doprawdy drobiazg. W zasadzie mało kto dziś tak mówi, ale gdy ktoś sobie palca ureza to mówi….

Zwrotka 9 – Piździec!

Nieelegancko, wiem. no cóż…. Tutejsza mowa nie celowała w salony.

Dla dodania szlachetności temu wyrażeniu zacytuję Stasiuka:  „W piździec z tym. Kiedyś wyprawa i jazda to były heroizm i wyzwanie. A teraz w dziurę wjedziesz, to ci się wszystkie światła zapalają, osiemnaście poduszek odpala, satelita zgłasza śmiertelne niebezpieczeństwo i za pięć minut jest pogotowie, straż pożarna i wsparcie psychologa. Kiedyś podróż była tajemnicą i człowiek się żegnał, jakby miał nie wrócić. Zwłaszcza w podróż na Wschód. (z książki „Osiołkiem. Wyd. Czarne)

Nie ma wątpliwości, że nasza część świata, przytulona do szeroko pojętej ruskiej mowy – umie użyć tego słowa właściwie, tak by wyrażało nastrój, pokazało kierunek, dookreśliło sytuację. Na przykład, gdy pandemicznie zamknięto knajpy – o, to był piździec jak się patrzy!

I ballada ta bez tych knajp mogłaby się tak skończyć, lecz jeszcze wybrzmiewa mi pewna popularna fraza.

Ballada o podlaskich słowach: szałaput & kordła # 71
2020-12-07 19:18:31

Zwrotka 7 - Szałaput Jeśli z jakiejś dziewczyny był szałaput, to nie pasowała do sarafanu. W ogóle nie pasowała do społeczności!  Podejrzanie była rozstrzepana, zbyt odważne, nieuważna, a może… i swobodna. Mężczyzna – szałaput to tez nic dobrego. Choć szałapuctwo jest wybaczalne… ale robić interesy z gościem i psychologicznym rysie szałaputa? Nie, lepiej nie. W melodii tutejszego języka (przy czym tutejszy język ma mnóstwo linii melodycznych) - akcentuje się szałaputa tak: szałaPUt. Ty taki szałaPUt. No i wszystko jasne. Lecimy dalej. Ale zanim gdzieś dalej polecimy , proszę zwrócić uwagę, że cudownie powszechne, i wspaniale brzmiące u nas słowo kordła zamiast kołdra. Uważam, że to jest dość logiczne i nie wiem czemu nie zamieniono kołdey na kordłę na dobre. Szałaput przez nieuwagę lingwistyczną i dla wygody mówiłby kordła.

Zwrotka 7 - Szałaput

Jeśli z jakiejś dziewczyny był szałaput, to nie pasowała do sarafanu. W ogóle nie pasowała do społeczności!  Podejrzanie była rozstrzepana, zbyt odważne, nieuważna, a może… i swobodna. Mężczyzna – szałaput to tez nic dobrego. Choć szałapuctwo jest wybaczalne… ale robić interesy z gościem i psychologicznym rysie szałaputa? Nie, lepiej nie. W melodii tutejszego języka (przy czym tutejszy język ma mnóstwo linii melodycznych) - akcentuje się szałaputa tak: szałaPUt. Ty taki szałaPUt. No i wszystko jasne. Lecimy dalej.

Ale zanim gdzieś dalej polecimy , proszę zwrócić uwagę, że cudownie powszechne, i wspaniale brzmiące u nas słowo kordła zamiast kołdra. Uważam, że to jest dość logiczne i nie wiem czemu nie zamieniono kołdey na kordłę na dobre. Szałaput przez nieuwagę lingwistyczną i dla wygody mówiłby kordła.

Sarafan - ballada o podlaskich słowach cz 5 - #70
2020-12-03 21:12:47

Zwrotka 6 - Sarafan To było najbardziej tajemnicze słowo, które świat mojego dzieciństwa ubrał w stroje księżniczki wybierającej się na bal. Rosyjski bal. Do cara, co najmniej. Sarafany z rysunkowych bajek, były cudownie piękne. Jak z rysunkowej, rosyjskiej bajki, bo telewizja przy granicy lepiej odbierała z tamtejszych nadajników. Tak czy siak - sarafan to po prostu sukienka bez rękawów, a jej urok polega na jej historii. I na smukłości kobiety w sarafanie. Na pękatych kształtach sarafan nie wygląda idealnie, bo jest długą suknią, bez rękawów, zakładaną na koszulę, z wysoką talią, rozszerzaną ku dołowi, z przodu - rozpinaną lub rozciętą.  W europie najbardziej popularny sarafan był w XVII–XVIII wiekach. Zaś w Rosji ten strój był noszony przez chłopki z regionów centralnych i północnych. Na dodatek  samo słowo "sarafan" pochodzi z perskiego. To maksymalnie egzotyczne słowo! Aha, i jeszcze ciekawostka: Najwcześniejsze wzmianki o suknie typu sarafan odnotowano w 1376 roku w „Latopisie Nikona” . Najstarsze sarafany miały prosty krój, z czasem stawały się coraz bogatsze i coraz piękniejsze, w XIX wieku najbardziej powszechne były sarafany na ramiączkach. Taaak, spójrz na suknie ślubne typu: księżniczka. To – to.

Zwrotka 6 - Sarafan

To było najbardziej tajemnicze słowo, które świat mojego dzieciństwa ubrał w stroje księżniczki wybierającej się na bal. Rosyjski bal. Do cara, co najmniej. Sarafany z rysunkowych bajek, były cudownie piękne. Jak z rysunkowej, rosyjskiej bajki, bo telewizja przy granicy lepiej odbierała z tamtejszych nadajników. Tak czy siak - sarafan to po prostu sukienka bez rękawów, a jej urok polega na jej historii. I na smukłości kobiety w sarafanie. Na pękatych kształtach sarafan nie wygląda idealnie, bo jest długą suknią, bez rękawów, zakładaną na koszulę, z wysoką talią, rozszerzaną ku dołowi, z przodu - rozpinaną lub rozciętą.  W europie najbardziej popularny sarafan był w XVII–XVIII wiekach. Zaś w Rosji ten strój był noszony przez chłopki z regionów centralnych i północnych. Na dodatek  samo słowo "sarafan" pochodzi z perskiego.

To maksymalnie egzotyczne słowo!

Aha, i jeszcze ciekawostka: Najwcześniejsze wzmianki o suknie typu sarafan odnotowano w 1376 roku w „Latopisie Nikona”. Najstarsze sarafany miały prosty krój, z czasem stawały się coraz bogatsze i coraz piękniejsze, w XIX wieku najbardziej powszechne były sarafany na ramiączkach. Taaak, spójrz na suknie ślubne typu: księżniczka. To – to.

Zza kulis zupełnie innych nagrań # 69
2020-11-29 20:46:10

Dzieło, które nagraliśmy to: Miłka Malzahn & Wojciech Bura: Linia czasu-linia dźwięku mierzymy się muzycznie z tą opowieścią: *** Na tej linii czasowej nigdy nie było prosto – (tez tak czujesz?) Nigdy nie było, ot tak..jak po linie, choć nam wmawiano, że właśnie tak (czujesz?) Zakręty braliśmy coraz szybciej, oddech urywał nam się w czasie snu (czujesz…) Na naszej linii czasowej robiły się supły twarde jak skały A my traktowaliśmy je jak kamyczki (tak czujesz, czujesz) Ale zaczęło się bosko, urodziliśmy się, przytulano nas, świeciło słońce Szerokopasmowa autostrada życia, była wszędzie, tak na ziemi jako I w niebie (...czujesz) Potem poszliśmy do szkół i wciśnięto nam linijki do rąk, linię do głów Powiedziano, że na tej linii czasowej nie ma miejsca dla tych nielinijnych A teraz patrz, linia czasowa rozwarstwia się jak  francuskie ciasto (czujesz to, czujesz) Rozpływa się i zaczyna pulsować. To jest tak nieliniowe, że aż boli. Wielu z nas nie potrafi Ale spróbuj. Spróbuj się nie bać, wróć do swojego początku, czujesz tę ekscytację, niepewność, brak powietrza? To jest to, co nam się przydarza I wciąż czeka nas  - życie!  Tym razem nie pójdziemy jak po sznurku, tam, gdzie niby kończy się linia (czujesz to) Tym razem zerwani z tego łańcucha, spokojnie,z radością skorzystamy z wolności, która nie jest foremką jak od linii, dla człowieka, ale siłą totalnej kreacji, A ona nie ma granic, I nie można tu wyrysować żadnej prostej kreski Wiem, że to czujesz refren: to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa od punktu A do puntu B nie prowadzi już żadna droga Tylko łączy nas dźwięk , jak fala uderzeniowa taką falą w przestrzeni dźwięk działa, dźwięk płynie nikogo nie ominie, nikogo nie ominie to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa co nie znaczy, że zaraz chaos nas pochłonie to, co ważne jeszcze trochę się w nas chowa to, co zbędne jeszcze w ciemnych wodach tonie jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I tak jak ja I tak jak ty - ocealn ocean cały mają jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I nie ma takiej linii czasu, tylko po której płynąc mają

Dzieło, które nagraliśmy to: Miłka Malzahn & Wojciech Bura: Linia czasu-linia dźwięku

mierzymy się muzycznie z tą opowieścią:

***

Na tej linii czasowej nigdy nie było prosto – (tez tak czujesz?)

Nigdy nie było, ot tak..jak po linie, choć nam wmawiano, że właśnie tak (czujesz?)

Zakręty braliśmy coraz szybciej, oddech urywał nam się w czasie snu (czujesz…)

Na naszej linii czasowej robiły się supły twarde jak skały

A my traktowaliśmy je jak kamyczki (tak czujesz, czujesz)

Ale zaczęło się bosko, urodziliśmy się, przytulano nas, świeciło słońce

Szerokopasmowa autostrada życia, była wszędzie, tak na ziemi jako I w niebie (...czujesz)

Potem poszliśmy do szkół i wciśnięto nam linijki do rąk, linię do głów

Powiedziano, że na tej linii czasowej nie ma miejsca dla tych nielinijnych

A teraz patrz, linia czasowa rozwarstwia się jak  francuskie ciasto (czujesz to, czujesz)

Rozpływa się i zaczyna pulsować.

To jest tak nieliniowe, że aż boli.

Wielu z nas nie potrafi

Ale spróbuj.

Spróbuj się nie bać, wróć do swojego początku, czujesz tę ekscytację, niepewność, brak powietrza?

To jest to, co nam się przydarza

I wciąż czeka nas  - życie!  Tym razem nie pójdziemy jak po sznurku, tam, gdzie niby kończy się linia (czujesz to)

Tym razem zerwani z tego łańcucha, spokojnie,z radością skorzystamy z wolności, która nie jest foremką jak od linii, dla człowieka, ale siłą totalnej kreacji,

A ona nie ma granic, I nie można tu wyrysować żadnej prostej kreski

Wiem, że to czujesz

refren:

to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa

od punktu A do puntu B nie prowadzi już żadna droga

Tylko łączy nas dźwięk , jak fala uderzeniowa

taką falą w przestrzeni dźwięk działa, dźwięk płynie

nikogo nie ominie, nikogo nie ominie

to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa

co nie znaczy, że zaraz chaos nas pochłonie

to, co ważne jeszcze trochę się w nas chowa

to, co zbędne jeszcze w ciemnych wodach tonie

jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają

I tak jak ja I tak jak ty - ocealn ocean cały mają

jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają

I nie ma takiej linii czasu, tylko po której płynąc mają

Łajza #68
2020-11-28 21:43:16

ŁAJZA Kotka - osiedlowa łajza jest białoproążkową pięknością ze skłonnością do flirtów. Przez swoje okrągłe oczy, które mruży na 100 sposób, ma fanki w każdej klatce. I te fanki zostawiają jej miseczki z kocim jedzonkiem. Łajza jest puchata I grubawa. I gubi białe kłaczki, I kiedy akurat zajrzy do mnie, to jest tak, jakby stacjonowały u mnie białe renifery świętego Mikołaja. Łajza lubi sobie gdzieś czasem pomieszkać. Wysiaduje wtedy fotele, poduszki, zna przyjemne uczucie usadowienie się centralnie na klawiaturze. Nie musi być czyjaś, żeby traktować w ten sposób różne klawiatury. Kiedy sobie już pomiesza, pomruczy, naje się i nałasi – jest gotowa by wyruszyć w swój świat. Staje po drzwiami I żadne miejskie obyczaje nie są w stanie jej przekonać. Schodzi pod schodach uważnie, nieśpiesznie, kilka pięter w dół. Nie wierzy windom. I tak wychodzi pod blok. Nawet się nie obejrzy, miękko sunąc do swoich spraw. Bo życie na zewnątrz jest wymagające. Samochody po parkingu jeżdżą jak szalone, więc Łajza posiada instynkt, który pozwala jej przeżyć spotkania z samochodami, psami, dzieciakami. Wolna jest.  Bystra.  I ładna Przepis na dobre życie. Tyle się jeszcze muszę nauczyć od tej łajzy…

ŁAJZA

Kotka - osiedlowa łajza jest białoproążkową pięknością ze skłonnością do flirtów. Przez swoje okrągłe oczy, które mruży na 100 sposób, ma fanki w każdej klatce. I te fanki zostawiają jej miseczki z kocim jedzonkiem. Łajza jest puchata I grubawa. I gubi białe kłaczki, I kiedy akurat zajrzy do mnie, to jest tak, jakby stacjonowały u mnie białe renifery świętego Mikołaja. Łajza lubi sobie gdzieś czasem pomieszkać. Wysiaduje wtedy fotele, poduszki, zna przyjemne uczucie usadowienie się centralnie na klawiaturze.

Nie musi być czyjaś, żeby traktować w ten sposób różne klawiatury.

Kiedy sobie już pomiesza, pomruczy, naje się i nałasi – jest gotowa by wyruszyć w swój świat. Staje po drzwiami I żadne miejskie obyczaje nie są w stanie jej przekonać. Schodzi pod schodach uważnie, nieśpiesznie, kilka pięter w dół. Nie wierzy windom. I tak wychodzi pod blok. Nawet się nie obejrzy, miękko sunąc do swoich spraw. Bo życie na zewnątrz jest wymagające. Samochody po parkingu jeżdżą jak szalone, więc Łajza posiada instynkt, który pozwala jej przeżyć spotkania z samochodami, psami, dzieciakami.

Wolna jest.  Bystra.  I ładna

Przepis na dobre życie.

Tyle się jeszcze muszę nauczyć od tej łajzy…

Ballada o podlaskich słowach cz. 4 - barachło i berbelucha #67
2020-11-26 09:44:41

część 4 ale Zwrotka 5 - Barachło i berbelucha. Te słowa brzmią jak burczenie w brzuchu i jak bulgotanie w gardle. Jak poczucie, że brakuje mi czegoś lepszego i z ‘braku – laku’ wezmę jakieś barachło. Na pocieszenie, albo za karę (zależy od punktu widzenia) wypiję berbeluchę - tanie, czerwone wino. Dziś, będąc na pogaduszkach z sąsiadką, nalewamy do eleganckich kieliszków równie elegancki trunek – a i tak nazywamy go berbeluchą. Na cześć czasów, w których elegancja nie obowiązywała, a prostolinijność i dosadność określeń pozwalała wyobrazić sobie efekty berbeluchowego przedawkowania. Jeśli spróbujesz wysączyć jeden kieliszek berbeluchy, to potem możesz już tylko orzeszki. Albo inne barachło. Wierz mi.

część 4 ale Zwrotka 5 - Barachło i berbelucha.

Te słowa brzmią jak burczenie w brzuchu i jak bulgotanie w gardle. Jak poczucie, że brakuje mi czegoś lepszego i z ‘braku – laku’ wezmę jakieś barachło. Na pocieszenie, albo za karę (zależy od punktu widzenia) wypiję berbeluchę - tanie, czerwone wino.

Dziś, będąc na pogaduszkach z sąsiadką, nalewamy do eleganckich kieliszków równie elegancki trunek – a i tak nazywamy go berbeluchą. Na cześć czasów, w których elegancja nie obowiązywała, a prostolinijność i dosadność określeń pozwalała wyobrazić sobie efekty berbeluchowego przedawkowania.

Jeśli spróbujesz wysączyć jeden kieliszek berbeluchy, to potem możesz już tylko orzeszki. Albo inne barachło. Wierz mi.

Ballada o podlaskich słowach: Bambaryła z samogonem #66
2020-11-21 12:20:03

Zwrotka 4 - Bambaryła z samogonem Nie, nie mówi się tak do milusińskich, ale jeśli kogoś lubimy, z tą jego rubasznością, jowialnością – to będzie bambaryłą, jak się patrzy! Nawet, gdy nie załapie w lot, o co biega – to tym bardziej bambaryłą będzie. Problem powstaje wtedy, kiedy przylepia się do człowieka bambaryłowatość. Takiego delikwenta (delikwentkę niedelikatnie nazywaną bambaryłą także. Z męska) – mało kto go potraktuje poważnie. Bambaryła zawsze będzie tym najmłodszym, tym co pobiegnie po… samogon. O, samogon to też jest słowo, w którym drzemie potencjał. Potencjał pracowitości, samo-gonienia za tym, co się zamaniło, za walutą lokalną, którą w czasach niepewnych bywał… alkohol. Wymiany barterowe znane od wieków, w czasach niestabilnych walut doceniały samogon. Za drobne uprzejmości życiowe wciąż można podziękować buteleczką. Nikt nie uważa tego za nietakt. Nawet bambaryła.

Zwrotka 4 - Bambaryła z samogonem

Nie, nie mówi się tak do milusińskich, ale jeśli kogoś lubimy, z tą jego rubasznością, jowialnością – to będzie bambaryłą, jak się patrzy! Nawet, gdy nie załapie w lot, o co biega – to tym bardziej bambaryłą będzie.

Problem powstaje wtedy, kiedy przylepia się do człowieka bambaryłowatość. Takiego delikwenta (delikwentkę niedelikatnie nazywaną bambaryłą także. Z męska) – mało kto go potraktuje poważnie. Bambaryła zawsze będzie tym najmłodszym, tym co pobiegnie po… samogon. O, samogon to też jest słowo, w którym drzemie potencjał. Potencjał pracowitości, samo-gonienia za tym, co się zamaniło, za walutą lokalną, którą w czasach niepewnych bywał… alkohol. Wymiany barterowe znane od wieków, w czasach niestabilnych walut doceniały samogon.

Za drobne uprzejmości życiowe wciąż można podziękować buteleczką. Nikt nie uważa tego za nietakt. Nawet bambaryła.

Ballada o podlaskich słowach - cz. 2 Zamaniło się #65
2020-11-18 23:57:27

Zwrotka 3 - Zamaniło im się. Zamaniło mi się. Każdemu coś się może zamanić. To takie odległe marzenie, rojenia tzw. „ściętej głowy”, plany niedosiężne, odważne wizje. Cóż, coś co innym wydaje się być nieco absurdalne. To „inni” mówią o ‘mienieniu’ jak o mamieniu. Lubię jednak ten stan, gdy nagle mi myśl zaiskrzy, do takiej chwili pasują tylko i wyłącznie fanfary, nagle na niebie pojawia się tęcza, a wszyscy płaczą łzami szczęścia. O, jak wielki, jak jest nadciągający sukces! Oto kupiłam nową pralkę (tadam)…czy coś. Ot, zamaniło mi się. Pomarzyło przez moment. Zabłysło i zgasło.

Zwrotka 3 - Zamaniło im się. Zamaniło mi się.

Każdemu coś się może zamanić. To takie odległe marzenie, rojenia tzw. „ściętej głowy”, plany niedosiężne, odważne wizje. Cóż, coś co innym wydaje się być nieco absurdalne. To „inni” mówią o ‘mienieniu’ jak o mamieniu.

Lubię jednak ten stan, gdy nagle mi myśl zaiskrzy, do takiej chwili pasują tylko i wyłącznie fanfary, nagle na niebie pojawia się tęcza, a wszyscy płaczą łzami szczęścia. O, jak wielki, jak jest nadciągający sukces! Oto kupiłam nową pralkę (tadam)…czy coś. Ot, zamaniło mi się. Pomarzyło przez moment. Zabłysło i zgasło.

Ballada o podlaskich... słowach. Wiszczeć #64
2020-11-12 22:37:20

Język łączy mnie z tymi, których nie ma. Żyję na terenie, na którym nie rosną jednorodne lasy i nie rosną jednorodni ludzie. Fakt – porozumiewamy się, lecz nie mówimy tego samego i nie tak samo. I nie o tej samej porze. Mój język to podlaska gwara. Należy do dialektu mazowieckiego, ale mówiło się tu i po rusku, i po chachłacku, i kraszanką, „pa swajemu”, i chętnie pisało cyrylicą (onegdaj – głagolicą), albo – wcale się nie pisało, bo się nie umiało. Ja umiem pisać. I moi przodkowie urodzili się w jeszcze innym krańcu tej planety. Ja jednak urodziłam się tutaj i kołysała mnie do snu melodia tego języka. Kiedy byłam dzieckiem, brzmiał trochę inaczej, ale ta wciąż żywa materia, jest bazą zarówno prostego komunikatu, jak i wzniosłych idei. Tak,  jestem w samym środku odrębności i w pewnej przynależności do geograficznej przestrzeni brzmień. Tak,  jesteś w samym środku odrębności i w pewnej przynależności do geograficznej przestrzeni brzmień. Trochę jesteś mną. Ja trochę jestem Tobą, w tej naszej polszczyźnie. Nie jestem specjalistką od gwar. Jestem specjalistką od magii i melodii słów. A kilka kluczowych fraz objawiło mi się już w podstawówce. Nie doceniłam ich wtedy. Teraz – doceniam. Bardzo! Zwrotka 1 – Ej, nie wiszcz! Dowiedziałam się, że umiem wiszczeć (WIIISZCZEĆ!!!) w szkole. Pani mówiła: dzieci, nie wiszcie tak, bo głowa mi pęka. Wisk - tony wysokie, wibrujące pod czaszką, tony które dzieci znoszą bez problemu, a dorośli - z problemami. I kiedy ktoś tu mówi: pani syn się dziś darł, to wiemy, że akcja odbyła się z naciskiem na „aaaaaaa” . Skarga o treści: ale ta mała niemożliwie wiszczy – zakłada istnienie niewątpliwie głośnego „iiii”. Najlepiej wiszczą dzieci. Mistrzowsko. Wisk, pisk, gwizd, wizg – są jak dźwięku ślizg. Bardzo niebezpieczne.

Język łączy mnie z tymi, których nie ma. Żyję na terenie, na którym nie rosną jednorodne lasy i nie rosną jednorodni ludzie. Fakt – porozumiewamy się, lecz nie mówimy tego samego i nie tak samo. I nie o tej samej porze.

Mój język to podlaska gwara. Należy do dialektu mazowieckiego, ale mówiło się tu i po rusku, i po chachłacku, i kraszanką, „pa swajemu”, i chętnie pisało cyrylicą (onegdaj – głagolicą), albo – wcale się nie pisało, bo się nie umiało. Ja umiem pisać. I moi przodkowie urodzili się w jeszcze innym krańcu tej planety. Ja jednak urodziłam się tutaj i kołysała mnie do snu melodia tego języka. Kiedy byłam dzieckiem, brzmiał trochę inaczej, ale ta wciąż żywa materia, jest bazą zarówno prostego komunikatu, jak i wzniosłych idei. Tak,  jestem w samym środku odrębności i w pewnej przynależności do geograficznej przestrzeni brzmień. Tak,  jesteś w samym środku odrębności i w pewnej przynależności do geograficznej przestrzeni brzmień. Trochę jesteś mną. Ja trochę jestem Tobą, w tej naszej polszczyźnie. Nie jestem specjalistką od gwar. Jestem specjalistką od magii i melodii słów. A kilka kluczowych fraz objawiło mi się już w podstawówce. Nie doceniłam ich wtedy. Teraz – doceniam. Bardzo!

Zwrotka 1 – Ej, nie wiszcz!

Dowiedziałam się, że umiem wiszczeć (WIIISZCZEĆ!!!) w szkole. Pani mówiła: dzieci, nie wiszcie tak, bo głowa mi pęka.

Wisk - tony wysokie, wibrujące pod czaszką, tony które dzieci znoszą bez problemu, a dorośli - z problemami. I kiedy ktoś tu mówi: pani syn się dziś darł, to wiemy, że akcja odbyła się z naciskiem na „aaaaaaa” . Skarga o treści: ale ta mała niemożliwie wiszczy – zakłada istnienie niewątpliwie głośnego „iiii”. Najlepiej wiszczą dzieci. Mistrzowsko. Wisk, pisk, gwizd, wizg – są jak dźwięku ślizg. Bardzo niebezpieczne.

Na tej liniii czasowej... czy też tak czujesz? #63
2020-11-07 12:52:06

Na tej linii czasowej nigdy nie było prosto – (tez tak czujesz?) Nigdy nie było, ot tak..jak po linie, choć nam wmawiano, że właśnie tak (czujesz?) Zakręty braliśmy coraz szybciej, oddech urywał nam się w czasie snu (czujesz…) Na naszej linii czasowej robiły się supły twarde jak skały A my traktowaliśmy je jak kamyczki (tak czujesz, czujesz) Ale zaczęło się bosko, urodziliśmy się, przytulano nas, świeciło słońce Szerokopasmowa autostrada życia, była wszędzie, tak na ziemi jako I w niebie (...czujesz) Potem poszliśmy do szkół i wciśnięto nam linijki do rąk, linię do głów Powiedziano, że na tej linii czasowej nie ma miejsca dla tych nielinijnych A teraz patrz, linia czasowa rozwarstwia się jak  francuskie ciasto (czujesz to, czujesz) rozpływa się i zaczyna pulsować. Nie idę do przodu, ale idę wszędzie (i czujesz, i czujesz) Nie czuję, żeby czegoś brakowało, gdy jest wszytko To jest tak nieliniowe, że aż boli. Wielu z nas nie potrafi zjechać z tej górki we wszystkie strony na raz, Ale spróbuj. Spróbuj się nie bać, wróć do swojego początku, czujesz tę ekscytację, niepewność, brak powietrza? To jest to, co nam się przydarza I wciąż czeka nas  - życie! Tym razem nie pójdziemy jak po sznurku, tam, gdzie niby kończy się linia (czujesz to) Tym razem zerwani z tego łańcucha, spokojnie,z radością skorzystamy z wolności, która nie jest foremką jak od linii, dla człowieka, ale siłą totalnej kreacji, A ona nie ma granic, I nie można tu wyrysować żadnej prostej kreski Wiem, że to czujesz czujesz, czujesz refren: to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa od punktu A do puntu B nie prowadzi już żadna droga Tylko łączy nas dźwięk , jak fala uderzeniowa taką falą w przestrzeni dźwięk działa, dźwięk płynie nikogo nie ominie, nikogo nie ominie to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa co nie znaczy, że zaraz chaos nas pochłonie to, co ważne jeszcze trochę się w nas chowa to, co zbędne jeszcze w ciemnych wodach tonie jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I tak jak ja I tak jak ty - ocealn ocean cały mają jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I nie ma takiej linii czasu, tylko po której płynąc mają

Na tej linii czasowej nigdy nie było prosto – (tez tak czujesz?)

Nigdy nie było, ot tak..jak po linie, choć nam wmawiano, że właśnie tak (czujesz?)

Zakręty braliśmy coraz szybciej, oddech urywał nam się w czasie snu (czujesz…)

Na naszej linii czasowej robiły się supły twarde jak skały

A my traktowaliśmy je jak kamyczki (tak czujesz, czujesz)

Ale zaczęło się bosko, urodziliśmy się, przytulano nas, świeciło słońce

Szerokopasmowa autostrada życia, była wszędzie, tak na ziemi jako I w niebie (...czujesz)

Potem poszliśmy do szkół i wciśnięto nam linijki do rąk, linię do głów

Powiedziano, że na tej linii czasowej nie ma miejsca dla tych nielinijnych

A teraz patrz, linia czasowa rozwarstwia się jak  francuskie ciasto (czujesz to, czujesz)

rozpływa się i zaczyna pulsować.

Nie idę do przodu, ale idę wszędzie (i czujesz, i czujesz)

Nie czuję, żeby czegoś brakowało, gdy jest wszytko

To jest tak nieliniowe, że aż boli.

Wielu z nas nie potrafi zjechać z tej górki we wszystkie strony na raz,

Ale spróbuj.

Spróbuj się nie bać, wróć do swojego początku, czujesz tę ekscytację, niepewność, brak powietrza?

To jest to, co nam się przydarza

I wciąż czeka nas  - życie!

Tym razem nie pójdziemy jak po sznurku, tam, gdzie niby kończy się linia (czujesz to)

Tym razem zerwani z tego łańcucha, spokojnie,z radością skorzystamy z wolności, która nie jest foremką jak od linii, dla człowieka, ale siłą totalnej kreacji,

A ona nie ma granic, I nie można tu wyrysować żadnej prostej kreski

Wiem, że to czujesz

czujesz, czujesz

refren:

to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa

od punktu A do puntu B nie prowadzi już żadna droga

Tylko łączy nas dźwięk , jak fala uderzeniowa

taką falą w przestrzeni dźwięk działa, dźwięk płynie

nikogo nie ominie, nikogo nie ominie

to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa

co nie znaczy, że zaraz chaos nas pochłonie

to, co ważne jeszcze trochę się w nas chowa

to, co zbędne jeszcze w ciemnych wodach tonie

jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają

I tak jak ja I tak jak ty - ocealn ocean cały mają

jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają

I nie ma takiej linii czasu, tylko po której płynąc mają

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie