Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

To jest Kura. Kura protestu! #140
2021-10-17 23:11:09

A zacznę od pytania: Co to jest? A, tak - wszyscy jesteśmy animatorami i performerami swojego bycia w świecie.  Banał. Nooooo, przecież pociągamy za sznureczki, lepiej, czy gorzej, albo, jeśli nie pamiętamy, kto jest szefem naszej egzystencji – bywamy animowani przez innych animatorów. A wielki teatr życia może być, lub i jest – także teatrem lalkowym! Zaś to "przedłużenie animatora" to lalka.  A eksperymentalne podejście do lalkarstwa i do tego, co może dobrze użyta lalka w naszym społecznym funkcjonowaniu - reprezentuje Łukasz  Puczko, konstruktor lalek biomechanicznych. A o Kurze Redukującej Wkurw więcej tutaj: https://zrzutka.pl/8vsrva

A zacznę od pytania: Co to jest?

A, tak - wszyscy jesteśmy animatorami i performerami swojego bycia w świecie.  Banał. Nooooo, przecież pociągamy za sznureczki, lepiej, czy gorzej, albo, jeśli nie pamiętamy, kto jest szefem naszej egzystencji – bywamy animowani przez innych animatorów.

A wielki teatr życia może być, lub i jest – także teatrem lalkowym! Zaś to "przedłużenie animatora" to lalka. 

A eksperymentalne podejście do lalkarstwa i do tego, co może dobrze użyta lalka w naszym społecznym funkcjonowaniu - reprezentuje Łukasz  Puczko, konstruktor lalek biomechanicznych.

A o Kurze Redukującej Wkurw więcej tutaj:

https://zrzutka.pl/8vsrva


Karuzela #139
2021-10-12 11:07:16

Karuzela zdarzeń — tak się mawia.  Kręcisz się w kółko, jak na karuzeli. Mam karuzelę w głowie, w życiu w…. Karuzela, karuzela — to świetne, przydatna, malownicza metafora No i stałam pod taką metaforą, 200-letnią. w Pradze.  Każdy może wciąż skorzystać tej historycznej karuzeli, taaa historia to tez, karuzela, jeśli spojrzeć pod tym kontem no ale ja patrzyłam sobie na malowane koniki i drewniane karety i te zwycięskie pozy, jakby  to był jakiś wjazd przez bramę triumfalną, wjazddo lepszego świata, który został zdobyty; białe konie stają dęba; kolorowe siodła i bogato malowane bryczki świadczą o bogactwie, możliwościach, atrybuty sukcesu; dzwonki, falbanki, walce i marsze, złocenia, spojrzenia, uśmiechy, zawrót głowy; i tak podziwiam dwustuletnią metaforę, której mogę użyć w każdej chwili. Wygląda jak karuzela z pozytywki tylko duża,  jest słodka i rozczulająca, ale nie ulegam temu wrażeniu. Bo z tego drewniano-złotego pochodu wyłania mi się taki obraz ówczesnej, a i współczesnej rozrywki mającej swoje cienie, przy swoich blaskach Karuzela zaspokaja naszą dziecięcą potrzebę kołysania, albo, potrzebę dorosłej-zabawy w  utratę stałego punktu, zawroty  głowy ten rausz bez alkoholu, to śmieszne  skołowanie, które pozwala  odkryć oś kołowania. Siebie. Siebie w zabawie.  Na moment. Ale karuzela, w tej wersji to także wynik pragnienie zwycięskiego pochodu, jak z bajki — wjechać do miasta  na białym koniu w najlepszej szacie, zwyciężyliśmy, byliśmy piękni i młodzi,  wszyscy wiwatowali i śmiechom i żartom nie było końca. Albo – tak wersja, że – hej, jechała w najpiękniejszej karocy, kopciuszek, królowa, albo narzeczona  księcia,  w każdym razie wybranka w cudownej sukni, wybranka, na którą wszyscy patrzą z zachwytem. Jedzie w karocy. Przez  te parę minut, z towarzyszeniem dźwięku sztucznych fanfar symuluje efekt wow i ma efekt wow , przez moment kręcimy się w  lepszym, kolorowym świecie, to dobre jest i piękne, to jest retro, to jest echo 200-letniego schematu jak poczuć szczęścia Ej, no nie neguję. Po prostu oglądam drugą stronę medalu. Już 200 lat temu nie wystarczała zwykła huśtawka, tak samo potrzebowaliśmy lukru i tłumu i proszę  – to nadal jest do zrobienia świat nadal jest do zdobycia, można wsiadać na drewnianego siwka i wioo Gdyby ktoś wiooo - to proszę odiweidzć tę neo-renesansową karuzelę z 1892 roku — karuzela stoi na wzgórzu Letna i owszem, wciąż — w sezonie jest oblegana. I cudownie. *** http://www.freesoundslibrary.com   www.purple-planet.com

Karuzela zdarzeń — tak się mawia. 

Kręcisz się w kółko, jak na karuzeli.

Mam karuzelę w głowie, w życiu w….

Karuzela, karuzela — to świetne, przydatna, malownicza metafora

No i stałam pod taką metaforą, 200-letnią. w Pradze. 

Każdy może wciąż skorzystać tej historycznej karuzeli, taaa historia to tez, karuzela, jeśli spojrzeć pod tym kontem

no ale ja patrzyłam sobie na malowane koniki i drewniane karety i te zwycięskie pozy, jakby  to był jakiś wjazd przez bramę triumfalną, wjazddo lepszego świata,

który został zdobyty;

białe konie stają dęba;

kolorowe siodła i bogato malowane bryczki świadczą o bogactwie, możliwościach, atrybuty sukcesu;

dzwonki, falbanki, walce i marsze, złocenia, spojrzenia, uśmiechy, zawrót głowy;

i tak podziwiam dwustuletnią metaforę, której mogę użyć w każdej chwili.

Wygląda jak karuzela z pozytywki tylko duża,  jest słodka i rozczulająca, ale nie ulegam temu wrażeniu.

Bo z tego drewniano-złotego pochodu wyłania mi się taki obraz ówczesnej, a i współczesnej rozrywki mającej swoje cienie, przy swoich blaskach

Karuzela zaspokaja naszą dziecięcą potrzebę kołysania, albo, potrzebę dorosłej-zabawy w  utratę stałego punktu, zawroty  głowy ten rausz bez alkoholu, to śmieszne  skołowanie, które pozwala  odkryć oś kołowania. Siebie. Siebie w zabawie.  Na moment.

Ale karuzela, w tej wersji to także wynik pragnienie zwycięskiego pochodu, jak z bajki — wjechać do miasta  na białym koniu w najlepszej szacie, zwyciężyliśmy, byliśmy piękni i młodzi,  wszyscy wiwatowali i śmiechom i żartom nie było końca.

Albo – tak wersja, że – hej, jechała w najpiękniejszej karocy, kopciuszek, królowa, albo narzeczona  księcia,  w każdym razie wybranka w cudownej sukni, wybranka, na którą wszyscy patrzą z zachwytem. Jedzie w karocy. Przez  te parę minut, z towarzyszeniem dźwięku sztucznych fanfar symuluje efekt wow i ma efekt wow, przez moment kręcimy się w  lepszym, kolorowym świecie, to dobre jest i piękne, to jest retro, to jest echo 200-letniego schematu jak poczuć szczęścia

Ej, no nie neguję. Po prostu oglądam drugą stronę medalu.

Już 200 lat temu nie wystarczała zwykła huśtawka, tak samo potrzebowaliśmy lukru i tłumu

i proszę  – to nadal jest do zrobienia

świat nadal jest do zdobycia, można wsiadać na drewnianego siwka i wioo

Gdyby ktoś wiooo - to proszę odiweidzć tę neo-renesansową karuzelę z 1892 roku — karuzela stoi na wzgórzu Letna i owszem, wciąż — w sezonie jest oblegana.

I cudownie.


***

http://www.freesoundslibrary.com  www.purple-planet.com

Tykanie Pragi – Metronom. #138
2021-10-05 11:27:34

Tykanie Pragi – metronom Czy kojarzysz takie uparte tykanie, które wybija cię z rytmu? Takie, co  źle działa na sen, przeszkadza w koncentracji. Budzi! Nie, to nie będzie opowiastka o takim tykaniu. *** Nie ma miasta bez rytmu. Nawet w zatrzymaniu, pandemicznym, klimatycznym, świątecznym – miasto pulsuje. Delikatnie. Czasem nawet trudno je wyczuć. Ale oto oglądam metronom praski. W Pradze nie mijam się z pulsem miasta, lecz metronom mnie nie przekonuje. Obcobrzmiący loop, próbuje mi narzucić... mierzalność. Metronom stoi nad Wełtawą, wielgachna czerwone igła kłuje niebo, od 1991, jest to miejsce, w którym kiedyś postawiono, a potem zburzono największy na świecie pomnik Stalina. O wątpliwiej urodzie, tragicznej historii budowniczych, symboliczna klęskamarnej idei nad jeszcze marniejszą materią.  Zburzono go w 1962. No i stoję na wzgórzu Letna, próbuję niczego nie mierzyć, nie odliczać, nie ulegać rachowaniu. Imam najbardziej romantyczny widok na rzekę i na nierówny dywan dachów Nisko zawieszone, jesienne chmury przyciskają do ziemi linie czasu wiele linii jestem na jednej z nich W innych miastach – taaaak, są inne rytmy: inne wieże zegarowe, kościelne dzwony bijące na niedzielę na mszę, pulsujące przyjazdami i odjazdami przystanki tramwajowe, autobusowe. Ale ten metronom próbuje wyznaczyć rytm tej Pradze. I chociaż przez chwilę i ja funkcjonuję w rytmie Pragi, w takcie praskim, poza cyklem mojej codzienności, to.... to upieram się przy uleganiu tylko swojemu własnemu pulsowaniu.  A gdzie jest Twój metronom? Gdzie tyka Twój osobisty rytm?  Jak Ci świat tyka? czy kojarzysz jakieś takie uparte tykanie, które wybija cię z rytmu? ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ License: Attribution 4.0 International (CC BY 4.0). You are allowed to use sound effects free of charge and royalty free in your multimedia projects for commercial or non-commercial purposes. http://www.freesoundslibrary.com   www.purple-planet.com

Tykanie Pragi – metronom

Czy kojarzysz takie uparte tykanie, które wybija cię z rytmu?

Takie, co  źle działa na sen, przeszkadza w koncentracji.

Budzi!

Nie, to nie będzie opowiastka o takim tykaniu.

***

Nie ma miasta bez rytmu. Nawet w zatrzymaniu, pandemicznym, klimatycznym, świątecznym – miasto pulsuje. Delikatnie. Czasem nawet trudno je wyczuć.

Ale oto oglądam metronom praski. W Pradze nie mijam się z pulsem miasta, lecz metronom mnie nie przekonuje. Obcobrzmiący loop, próbuje mi narzucić... mierzalność.

Metronom stoi nad Wełtawą, wielgachna czerwone igła kłuje niebo, od 1991, jest to miejsce, w którym kiedyś postawiono, a potem zburzono największy na świecie pomnik Stalina. O wątpliwiej urodzie, tragicznej historii budowniczych, symboliczna klęskamarnej idei nad jeszcze marniejszą materią.  Zburzono go w 1962.

No i stoję na wzgórzu Letna, próbuję niczego nie mierzyć, nie odliczać, nie ulegać rachowaniu.

Imam najbardziej romantyczny widok na rzekę i na nierówny dywan dachów

Nisko zawieszone, jesienne chmury przyciskają do ziemi linie czasu

wiele linii

jestem na jednej z nich

W innych miastach – taaaak, są inne rytmy: inne wieże zegarowe, kościelne dzwony bijące na niedzielę na mszę, pulsujące przyjazdami i odjazdami przystanki tramwajowe, autobusowe.

Ale ten metronom próbuje wyznaczyć rytm tej Pradze.

I chociaż przez chwilę i ja funkcjonuję w rytmie Pragi, w takcie praskim, poza cyklem mojej codzienności, to....

to upieram się przy uleganiu tylko swojemu własnemu pulsowaniu.  A gdzie jest Twój metronom?

Gdzie tyka Twój osobisty rytm?  Jak Ci świat tyka?

czy kojarzysz jakieś takie uparte tykanie, które wybija cię z rytmu?

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

License: Attribution 4.0 International (CC BY 4.0). You are allowed to use sound effects free of charge and royalty free in your multimedia projects for commercial or non-commercial purposes.

http://www.freesoundslibrary.com  www.purple-planet.com

Pożywne noce w Pradze #137
2021-09-29 23:05:58

Pożywne noce w Pradze Cóż, wzięłabym mgłę wieczorną, czarną kropkę nocy i śpiew syreni, może zapach kwiatu paproci (po przekwitnięciu, żeby podtrzymać spokój i melancholię) i stworzyłabym miksturę na sen. Ten jeden sen, który przynosi odpowiedzi i zmienia dzień na dużo, dużo, dużo lepszy. Prawda jest taka, że krzepiące noce budują szczęśliwe dni! :) Krzepiące noce są pożywne. Czy twoja noc Cię żywi? Czym ci żywi? Czy wszyscy, którzy Ci się śnią, są żywi? Cóż, wzięłabym mgłę wieczorną i oddała niesiniejących tej mgle i pożywiłabym się czymś mgliście przypominający typowy  niedzielny rosół. Ale właśnie wróciłam z Pragi i pożywiona jestem zapachem Wełtawy, fernetem, słońcem zaplątanym w eleganckie fasady, cichą, tramwajową linią nocną, głośnym oddechem, głośnym oddechem... Tym wszystkim, co kluczy, ale przy tym otwiera. Zatem: zamiast kendlików, mięs, bramborowych kuleczek, jadłam słowa; choć, pisarz Surosz, Mariusz zaleca jednak kulinarne rozpoznanie terenu. … I ja mu wierzę, on się zna; poza tym prawda jest taka, że krzepiące noce budują szczęśliwe dni! :) a dla niektórych dzień szczęśliwy zaczyna się o mortadeli Don Luka ta ma tak? - tak. Sny pożywne, głowy głosów pełna, wielki i mały teatr życia, ale właśnie wróciłam z Pragi i pożywiona jestem zapachem Wełtawy, fernetem, słońcem zaplątanym w eleganckie fasady, cichą, tramwajową linią nocną, głośnym oddechem, głośnym oddechem, bo pożywiam się swoją własną ciszą i kiedy się najem, będę najbardziej sobą, jak się tylko da. *** muz www.purple-planet.com Odcinek - z gościnnym udziałem Mariusza Surosza pisarza i przewodnika, oraz Lukadona - mędrca i mortadelisty.

Pożywne noce w Pradze

Cóż, wzięłabym mgłę wieczorną, czarną kropkę nocy i śpiew syreni, może zapach kwiatu paproci (po przekwitnięciu, żeby podtrzymać spokój i melancholię) i stworzyłabym miksturę na sen. Ten jeden sen, który przynosi odpowiedzi i zmienia dzień na dużo, dużo, dużo lepszy. Prawda jest taka, że krzepiące noce budują szczęśliwe dni! :)

Krzepiące noce są pożywne.

Czy twoja noc Cię żywi?

Czym ci żywi?

Czy wszyscy, którzy Ci się śnią, są żywi?

Cóż, wzięłabym mgłę wieczorną i oddała niesiniejących tej mgle i pożywiłabym się czymś mgliście przypominający typowy  niedzielny rosół.

Ale właśnie wróciłam z Pragi i pożywiona jestem zapachem Wełtawy, fernetem, słońcem zaplątanym w eleganckie fasady, cichą, tramwajową linią nocną, głośnym oddechem, głośnym oddechem...

Tym wszystkim, co kluczy, ale przy tym otwiera.

Zatem: zamiast kendlików, mięs, bramborowych kuleczek, jadłam słowa;

choć, pisarz Surosz, Mariusz zaleca jednak kulinarne rozpoznanie terenu. …

I ja mu wierzę, on się zna;

poza tym prawda jest taka, że krzepiące noce budują szczęśliwe dni! :)

a dla niektórych dzień szczęśliwy zaczyna się o mortadeli

Don Luka ta ma tak? - tak.

Sny pożywne, głowy głosów pełna, wielki i mały teatr życia,

ale właśnie wróciłam z Pragi i pożywiona jestem zapachem Wełtawy, fernetem, słońcem zaplątanym w eleganckie fasady, cichą, tramwajową linią nocną, głośnym oddechem, głośnym oddechem, bo pożywiam się swoją własną ciszą i kiedy się najem, będę najbardziej sobą, jak się tylko da.

***

muz www.purple-planet.com

Odcinek - z gościnnym udziałem Mariusza Surosza pisarza i przewodnika, oraz Lukadona - mędrca i mortadelisty.

Białowieża i Solidarność 8 - Nastrój tego strachu #136
2021-09-24 21:56:15

„Jest ten nastrój tego strachu, a wtedy tego nie było” W czasach zarazy zaczęłam zastanawiać się nad praktyką wolności. Tej w codzienności. Z codzienności. Dla codzienności. I tak pojawiła się ta opowieść o Solidarności na mojej wsi. Możliwości, niemożliwości, młodość, marzenia itd., czyli – moi rodzice opowiadali mi o tym jak działali (i nie działali) na rzecz wolności w Solidarności w latach 80 tych. Bo wtedy tworzył się ten pomost pomiędzy ich poczuciem ograniczenia, utknięcia, reglamentacji i naszą, pandemiczną wariacją na podobne tematy. Myślisz, że to nie jest to samo? Cóż…popatrz uważniej. Tymczasem kiedy wydawało nam się, że wyczerpaliśmy temat… BUM! W Białowieży ogłoszono stan wyjątkowy. A nam wszystkim przypomniał się (no, oczywiście!) stan wojenny! *** muz www.purple-planet.com

„Jest ten nastrój tego strachu, a wtedy tego nie było”

W czasach zarazy zaczęłam zastanawiać się nad praktyką wolności. Tej w codzienności. Z codzienności. Dla codzienności.

I tak pojawiła się ta opowieść o Solidarności na mojej wsi. Możliwości, niemożliwości, młodość, marzenia itd., czyli – moi rodzice opowiadali mi o tym jak działali (i nie działali) na rzecz wolności w Solidarności w latach 80 tych. Bo wtedy tworzył się ten pomost pomiędzy ich poczuciem ograniczenia, utknięcia, reglamentacji i naszą, pandemiczną wariacją na podobne tematy. Myślisz, że to nie jest to samo? Cóż…popatrz uważniej.

Tymczasem kiedy wydawało nam się, że wyczerpaliśmy temat…

BUM!

W Białowieży ogłoszono stan wyjątkowy.

A nam wszystkim przypomniał się (no, oczywiście!) stan wojenny!

***

muz www.purple-planet.com


Starość vs. płeć #135
2021-09-16 18:52:07

Starość vs. płeć Święte oburzenie na widok pana w spódnicy,  trzeźwego i nie w sezonie karnawałowych – to bardzo przewidywalna  reakcja. Pan z lekkim makijażem -  no  kompromitacja, pan wyglądający  jak półpani, a półszansonista, pan z kolorowym manikuirem – no to tylko  za granicą, i tylko w podejrzewanej dzielnicy... U nas, w Polsce, - nie,  na pewno nie… A w każdym razie – będzie pan żałował. Nie? Ciekawe,  że to oburzenie jest dotyczy ludzi, wyglądających na aktywnych płciowo, dotyczy młodych, a omija starych. A przecież stary człowiek – to też  człowiek o konkretnych parametrach, choć hormonalnie… słabnących. Ale  koto komu mierzy na ulicy poziom hormonów, hę? Hej, chcę być stara i  widoczna. Obsunięta (no, być może, bo akurat tego nie zamierzam), ale  chcę być pro-społeczna. W wielu aspektach. Chcę być traktowana jak  osoba, a nie jest ostatnie stadium przemijania, na które się nie warto  oburzać, z którym się nie trzeba liczyć, które warte nie jest wiele, bo  nie aktywuje cudzych hormonów. Gdyż przebieranki dorosłych jednak jakoś  aktywują… Choć nie wprost. Stąd to oburzenie. Mijam starszą panią  ubraną w brązowy garnitur, przyciasny, bo ma duży biust o niskim  zawieszeniu, siwe włosy kiedyś ktoś próbował ufarbować na rudo, teraz  ciasno przylegają do głowy, tworząc coś w rodzaju hełmu. Pani ma wąsy i  kłaczki brodowe, surowy wzrok, zaciśnięte pięści i zdecydowanie  przypomina  bardziej pana niż panią. Gdyby nie ten biust. No i…. Nikt  się nie oburza, że babofacet, prawda? No to szukam przykładów  odwrotnej sytuacji i… ciach – mam namierzonego starszego pana o miękkim  owalu twarzy, uśmiecha się pięknie, jest cały okrągły, bardzo kobiecy,  delikatny. Jego rysy są łagodne, patrzy nieco bezradne. Jest bardzo  subtelny, ubrany w jasny płaszcz do kolan, przewiązany eleganckim  paskiem. Tan pan równie dobrze może zostać uznany za panią, lekko  pochylony przechodzi przez ulicę w dozwolonym miejscu. Potem poprawia  klapy płaszcza. Uważnie. Gdyby to była sukienka, byłoby to także OK. Ich  płeć  przestała mieć znaczenie dla tego świata, nie będzie żądnego  oburzenia. A może ci starsi państwo, w swoim życiu osobistym nie są  wcale tak przewidywalni jak się wszystkim wydaje? I tylko dlatego, że  mają na ok po 70 lat – nikt się nie będzie tym interesował? Czyli –  oburzenie w gruncie rzeczy wydaje się operować w granicach pewnego  wieku! Tu chodzi o płeć, a starość jest trzecią formą jej istnienia.  Człowiek staje się istotą poza płciową i tylko przyzwyczajenie rodziny,  sąsiadów, nawyki i narządy świadczyć mogą o ciała płciowych początkach.  Oczywiście  to nie dotyczy każdego. Nic nie dotyczy KAŻDEGO! Ale i  tak – wyobrażając sobie jak bardzo nikt się nie oburza, gdy w kwiecie  starości paraduję z brodą i niedepilowanym wąsem - ---- to jednak jestem  tym oburzona! Muz. Eugene Onegin - 9 - Entracte & Waltz, Chorus /musopen.org

Starość vs. płeć

Święte oburzenie na widok pana w spódnicy,  trzeźwego i nie w sezonie karnawałowych – to bardzo przewidywalna  reakcja. Pan z lekkim makijażem -  no  kompromitacja, pan wyglądający  jak półpani, a półszansonista, pan z kolorowym manikuirem – no to tylko  za granicą, i tylko w podejrzewanej dzielnicy... U nas, w Polsce, - nie,  na pewno nie… A w każdym razie – będzie pan żałował.
Nie?
Ciekawe,  że to oburzenie jest dotyczy ludzi, wyglądających na aktywnych płciowo, dotyczy młodych, a omija starych. A przecież stary człowiek – to też  człowiek o konkretnych parametrach, choć hormonalnie… słabnących. Ale  koto komu mierzy na ulicy poziom hormonów, hę?
Hej, chcę być stara i  widoczna. Obsunięta (no, być może, bo akurat tego nie zamierzam), ale  chcę być pro-społeczna. W wielu aspektach.
Chcę być traktowana jak  osoba, a nie jest ostatnie stadium przemijania, na które się nie warto  oburzać, z którym się nie trzeba liczyć, które warte nie jest wiele, bo  nie aktywuje cudzych hormonów. Gdyż przebieranki dorosłych jednak jakoś  aktywują… Choć nie wprost. Stąd to oburzenie.

Mijam starszą panią  ubraną w brązowy garnitur, przyciasny, bo ma duży biust o niskim  zawieszeniu, siwe włosy kiedyś ktoś próbował ufarbować na rudo, teraz  ciasno przylegają do głowy, tworząc coś w rodzaju hełmu. Pani ma wąsy i  kłaczki brodowe, surowy wzrok, zaciśnięte pięści i zdecydowanie  przypomina  bardziej pana niż panią. Gdyby nie ten biust. No i…. Nikt  się nie oburza, że babofacet, prawda?

No to szukam przykładów  odwrotnej sytuacji i… ciach – mam namierzonego starszego pana o miękkim  owalu twarzy, uśmiecha się pięknie, jest cały okrągły, bardzo kobiecy,  delikatny. Jego rysy są łagodne, patrzy nieco bezradne. Jest bardzo  subtelny, ubrany w jasny płaszcz do kolan, przewiązany eleganckim  paskiem. Tan pan równie dobrze może zostać uznany za panią, lekko  pochylony przechodzi przez ulicę w dozwolonym miejscu. Potem poprawia  klapy płaszcza. Uważnie. Gdyby to była sukienka, byłoby to także OK.

Ich  płeć  przestała mieć znaczenie dla tego świata, nie będzie żądnego  oburzenia. A może ci starsi państwo, w swoim życiu osobistym nie są  wcale tak przewidywalni jak się wszystkim wydaje? I tylko dlatego, że  mają na ok po 70 lat – nikt się nie będzie tym interesował?
Czyli –  oburzenie w gruncie rzeczy wydaje się operować w granicach pewnego  wieku! Tu chodzi o płeć, a starość jest trzecią formą jej istnienia.  Człowiek staje się istotą poza płciową i tylko przyzwyczajenie rodziny,  sąsiadów, nawyki i narządy świadczyć mogą o ciała płciowych początkach.  Oczywiście  to nie dotyczy każdego. Nic nie dotyczy KAŻDEGO!
Ale i  tak – wyobrażając sobie jak bardzo nikt się nie oburza, gdy w kwiecie  starości paraduję z brodą i niedepilowanym wąsem - ---- to jednak jestem  tym oburzona!

Muz. Eugene Onegin - 9 - Entracte & Waltz, Chorus /musopen.org

Źródełko miłości – ulotna analiza źródłowa. #134
2021-09-11 14:12:54

Źródełko miłości –  analiza źródłowa. Na początek będzie analiza źródłowa. Czyli – patrzę na źródełko, wodę wypływającą z gruntu (bardzo czystą w gruncie rzeczy i nie bardzo obfitą). Patrzę z zachwytem, bo każde źródło wybija, uderza jak krew płynąca z rany, popychana biciem serca. Jest to tak organiczne, że od razu (lub chwilę po — zrozumieniu tej zależności) - człowiek się łączy z Planetą, z żywą planeta i pojawia się uczucie, które można nazwać  miłością..  jest lekkie jak jesienna mgła, wszechogarniające, nieskończenie spokojne. Ale ślubu nie będzie. Rozwodu też nie. Na całym świecie są źródełka, w których ludzie chcieli widzieć sklep z miłością. Pijesz i masz.  Obmywasz twarz i masz jeszcze bardziej. Wraca chęć życia, pojawia się gotowość do rozkochania kogoś w sobie, lub nie… rożnie bywa. Zawsze można pożartować na ten trudny temat i strzelić sejfie z wodą. Czystą i zimną. Sprawdzam, ile tych punktów życzeniowych jest w Polsce. Dużo. Mrągowo  - nad brzegami jeziora. – źródełko miłości W dawno temu  nazywano „Źródłem zdrowia”, ale czasy się zmieniły i postawiono na miłość. Czuję jednak, że karta może się odwrócić. Tuż za Bramą Krakowską , na głównym szlaku Ojcowskiego Parku Narodowego na Jurze , ze skały bije źródełko. Pod wodą wymurowane serce — według legendy, każda para, która wspólnie zakosztuje wody ze źródełka, zostanie cudownie połączona niegasnącą, wielką miłością! Hm… „Źródełko miłości” – leży też na trasie ścieżki edukacyjno-przyrodniczej na stokach Góry Parkowej. Krynica zdrój. Nałęczów- jego początek sięga roku 1800 roku. Wody ze źródeł "Celińskiego" i "Miłość" wykorzystywane są do dziś zabiegów balneologicznych. Źródło Miłości  we wsi Rodaki , Dolina Prądnika – źródełko miłości zawiera także.  Przez Łysą Górę do wąwozu Źródełka Miłości można się wybrać. No dobrze, każde źródełko miłości jest w zasadzie miejscem,  które ludzie wyprojektowują swoje strachy: że miłości na świecie zabraknie (skądinąd dosyć logiczna obawa), że żona porzuci, albo wręcz przeciwnie, nie odpuści, choćby nie wiem co, że już nigdy nie będzie tej chemii, która doda nam skrzydeł, nikt nie zechce, nie zachce, nie będzie cudu otumanienia przez uczucie. No, szkoda. Cóż… A źródełko miłości, tak naprawdę, ten splot wyobrażeń, rzeczywistości, emocji, hormonalnych burz, jest tu. W każdym. Co nie zmienia faktu, że spacer do źródełka może być całkiem przyjemny. No, w drogę… muzyka by www.purple-planet.com

Źródełko miłości –  analiza źródłowa.

Na początek będzie analiza źródłowa. Czyli – patrzę na źródełko, wodę wypływającą z gruntu (bardzo czystą w gruncie rzeczy i nie bardzo obfitą). Patrzę z zachwytem, bo każde źródło wybija, uderza jak krew płynąca z rany, popychana biciem serca. Jest to tak organiczne, że od razu (lub chwilę po — zrozumieniu tej zależności) - człowiek się łączy z Planetą, z żywą planeta i pojawia się uczucie, które można nazwać  miłością..  jest lekkie jak jesienna mgła, wszechogarniające, nieskończenie spokojne. Ale ślubu nie będzie. Rozwodu też nie.

Na całym świecie są źródełka, w których ludzie chcieli widzieć sklep z miłością. Pijesz i masz.  Obmywasz twarz i masz jeszcze bardziej. Wraca chęć życia, pojawia się gotowość do rozkochania kogoś w sobie, lub nie… rożnie bywa. Zawsze można pożartować na ten trudny temat i strzelić sejfie z wodą. Czystą i zimną.

Sprawdzam, ile tych punktów życzeniowych jest w Polsce. Dużo.

Mrągowo  - nad brzegami jeziora. – źródełko miłości W dawno temu  nazywano „Źródłem zdrowia”, ale czasy się zmieniły i postawiono na miłość. Czuję jednak, że karta może się odwrócić.

Tuż za Bramą Krakowską, na głównym szlaku Ojcowskiego Parku Narodowego na Jurze, ze skały bije źródełko. Pod wodą wymurowane serce — według legendy, każda para, która wspólnie zakosztuje wody ze źródełka, zostanie cudownie połączona niegasnącą, wielką miłością! Hm…

„Źródełko miłości” – leży też na trasie ścieżki edukacyjno-przyrodniczej na stokach Góry Parkowej. Krynica zdrój. Nałęczów- jego początek sięga roku 1800 roku. Wody ze źródeł "Celińskiego" i "Miłość" wykorzystywane są do dziś zabiegów balneologicznych.

Źródło Miłości  we wsi Rodaki, Dolina Prądnika – źródełko miłości zawiera także.  Przez Łysą Górę do wąwozu Źródełka Miłości można się wybrać.

No dobrze, każde źródełko miłości jest w zasadzie miejscem,  które ludzie wyprojektowują swoje strachy: że miłości na świecie zabraknie (skądinąd dosyć logiczna obawa), że żona porzuci, albo wręcz przeciwnie, nie odpuści, choćby nie wiem co, że już nigdy nie będzie tej chemii, która doda nam skrzydeł, nikt nie zechce, nie zachce, nie będzie cudu otumanienia przez uczucie.

No, szkoda. Cóż…

A źródełko miłości, tak naprawdę, ten splot wyobrażeń, rzeczywistości, emocji, hormonalnych burz, jest tu. W każdym.

Co nie zmienia faktu, że spacer do źródełka może być całkiem przyjemny.

No, w drogę…


muzyka by www.purple-planet.com



Białowieża i Solidarność 7 - Chodziło o lepszy świat #133
2021-09-06 20:48:31

Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 7 Chodziło o lepszy świat Białowieża, jako wieś – wtedy była i teraz — jest wielce oryginalna, jeśli chodzi o przekrój społeczny. Niby nieduża wioska podlaska, typowa ulicówka, bez pałacu, który w latach 50 tych ochoczo rozebrano, ale... Wtedy także działały sprawnie takie placówki naukowe; Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk; Białowieska Stacja Geobotaniczna Uniwersytetu Warszawskiego ; Instytutu Badawczego Leśnictwa; Pracownia Naukowa Białowieskiego Parku Narodowego; do tego duże nadleśnictwo z biurową infrastrukturą, technikum leśne, szkoła podstawowa, przedszkole; wówczas działał zakład dziewiarski hajnowskiej Spółdzielni Inwalidów "Postęp"i dwa reprezentacyjne stylowe-PRLowskie hotele „Iwa” i przebudowana dziś „Żubrówka” było też dużo pracy w lesie. Kto jednak był naprawdę zainteresowany solidarnościowym, nazwijmy to…, zrywem (nawiązując do zrywki drewna)? Wspomina mój Tata leśnik - Przemysław Malzahn, a resztę dopowiedziała Mama - Elżbieta *** Granice tolerancji wyglądały różnie w różnych miejscach krajach. Ruch wolnościowy w mojej wsi, to ruch inicjowany przez ambitnych młodych ludzi, chcących zmienić świat na lepszy, zmienić tę siermiężną Polskę w Polskę piękną i rozwijającą się w duchu sprawiedliwości. Cóż, tolerancja to było za mało, by góra przyszła do Mahometa niedawno przeczytałam taką myśl, słuszną, że w starym sposobie działania naszej cywilizacji mieliśmy oczywiste zasady społeczne, wypełnione obowiązkami. Mówiono tam, że trzeba się poświęcać dla kogoś ważniejszego niż ja, dla czegoś ważniejszego. Poświecenie dla kraju, rodziny, dla dzieci, dla urzędu, dla lidera. Uczono nas akceptacji i odpowiedzialności za własny ból i lęki, a jednocześnie przecież trzeba dbać o innych, walczyć o ich wolność. Sprzeczność? haaaaa Nelson Mandela powiedział: „Bo żeby być wolnym, nie wystarczy zrzucić okowy, lecz trzeba żyć tak, by szanować i zwiększać wolność innych. Prawdziwy sprawdzian naszego poświęcenia dla wolności dopiero się zaczyna.” I ten początek to przecież każe nasze „ja” i „mnie” – które uważnie żyje i zwiększa wolność innych. Chcę wierzyć, że ten proces trwa i teraz w dobie pandemii i w czasie innych zmian — wciąż możemy wybierać i wciąż możemy ten wybór skierować do siebie na siebie, bo wersja odwrotna już tu była. Na przykład w 1981. muzyka by www.purple-planet.com

Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 7

Chodziło o lepszy świat

Białowieża, jako wieś – wtedy była i teraz — jest wielce oryginalna, jeśli chodzi o przekrój społeczny. Niby nieduża wioska podlaska, typowa ulicówka, bez pałacu, który w latach 50 tych ochoczo rozebrano, ale...

Wtedy także działały sprawnie takie placówki naukowe;

Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk;
Białowieska Stacja Geobotaniczna Uniwersytetu Warszawskiego ;
Instytutu Badawczego Leśnictwa;
Pracownia Naukowa Białowieskiego Parku Narodowego;

do tego duże nadleśnictwo z biurową infrastrukturą, technikum leśne, szkoła podstawowa,

przedszkole; wówczas działał zakład dziewiarski hajnowskiej Spółdzielni Inwalidów "Postęp"i dwa reprezentacyjne stylowe-PRLowskie hotele „Iwa” i przebudowana dziś „Żubrówka” było też dużo pracy w lesie.

Kto jednak był naprawdę zainteresowany solidarnościowym, nazwijmy to…, zrywem (nawiązując do zrywki drewna)?

Wspomina mój Tata leśnik - Przemysław Malzahn, a resztę dopowiedziała Mama - Elżbieta

***

Granice tolerancji wyglądały różnie w różnych miejscach krajach. Ruch wolnościowy w mojej wsi, to ruch inicjowany przez ambitnych młodych ludzi, chcących zmienić świat na lepszy, zmienić tę siermiężną Polskę w Polskę piękną i rozwijającą się w duchu sprawiedliwości. Cóż, tolerancja to było za mało, by góra przyszła do Mahometa

niedawno przeczytałam taką myśl, słuszną, że w starym sposobie działania naszej cywilizacji mieliśmy oczywiste zasady społeczne, wypełnione obowiązkami. Mówiono tam, że trzeba się poświęcać dla kogoś ważniejszego niż ja, dla czegoś ważniejszego. Poświecenie dla kraju, rodziny, dla dzieci, dla urzędu, dla lidera. Uczono nas akceptacji i odpowiedzialności za własny ból i lęki, a jednocześnie przecież trzeba dbać o innych, walczyć o ich wolność. Sprzeczność? haaaaa

Nelson Mandela powiedział: „Bo żeby być wolnym, nie wystarczy zrzucić okowy, lecz trzeba żyć tak, by szanować i zwiększać wolność innych. Prawdziwy sprawdzian naszego poświęcenia dla wolności dopiero się zaczyna.”

I ten początek to przecież każe nasze „ja” i „mnie” – które uważnie żyje i zwiększa wolność innych. Chcę wierzyć, że ten proces trwa i teraz w dobie pandemii i w czasie innych zmian — wciąż możemy wybierać i wciąż możemy ten wybór skierować do siebie na siebie, bo wersja odwrotna już tu była. Na przykład w 1981.


muzyka by www.purple-planet.com

Czy to twój, ten szary horyzont? #132
2021-08-30 21:33:21

Czy to twój, ten szary horyzont?  O 6 rano za oknem — szary deszcz. O każdej, pełnej godzinie rozpoczyna się liczenie chorób ciał i chorób tego świata. W mediach, w myślach, w spojrzeniach posyłanych sobie nawzajem w miejscach zamkniętych. Możesz nie skorzystać. Chyba, że lubisz liczyć. Ale... najlepsza wersja świata czeka na swoją, premierę, wielką lub małą odsłonę. Najprawdopodobniej — mało spektakularną, bo rzeczywistość nie może się rozpaść tak do razu . Patrząc na szary deszcz,  analizując szare wyciągi z szarych rachunków, idąc przez szare miasto do szarych spaw – można stracić po ziarnku wiary w kolory każdej szarej godzinie.  A kolorowa ta barwniejsza wersja wszystkiego przecież jest w Tobie, jest we mnie. I pomiędzy nami też jest. I pomiędzy nimi też. Jak rzadko ufamy temu, co nie świeci się jak pieprzony neon i nie wyje jak karetka pogotowia. Dlaczego nie wierzymy, że tę feerię  piękna ze środka, można bez problemu wyemitować na zewnątrz i użyć ? Myślimy, że tak - to w filmach i w dodatku fantasy. A przecież każdy z nas potrafi popsuć niedzielny obiad jakąś ponurą awanturką, okryć czarnym płaszczem złości, a nie wierzy, że może ubarwić tę wspólną chwilę, rozjaśnić jedno własne życie, czyjś życie, obraz dzielnicy, miasta, kraju? Jako w niebie tak i na ziemie, jako w środku tak i na zewnątrz. W tak samo prosty sposób. . Kto nadaje kolory twojemu życiu? Kto zabiera kolory z twojego życia Oni? Serio? Widzę pewną niekonsekwencję. Skoro można poszarzyć dzień, to można i pokolorować O 6 rano za oknem szary deszcz. Jak bardzo ufasz temu obrazowi? Ja zakładam okulary z zielonymi szkłami i mam zieloną poświatę jak z  krainy magii. Odsłaniam możliwości w tej nibyszarości. Ten świat  ocieka cudownie szmaragdową wodą. Życiodajną. Mgła ma kolor diamentowej góry, drzewa milczą tylko dlatego żę spokojnie śpią. No to, komu tu ufać, jak  sobie, więc patrzę, na co widzę Widzę to co mam w głowie. Komu mam ufać  Jak nie sobie? - Tak tu robię, najlepszy świat. I nie próbuj mi mówić, że to szaleństwo, nienormalność. Obejrzyj swój szary horyzont. Normalny jest,  co? muzyka by www.purple-planet.com

Czy to twój, ten szary horyzont? 

O 6 rano za oknem — szary deszcz. O każdej, pełnej godzinie rozpoczyna się liczenie chorób ciał i chorób tego świata. W mediach, w myślach, w spojrzeniach posyłanych sobie nawzajem w miejscach zamkniętych. Możesz nie skorzystać. Chyba, że lubisz liczyć. Ale... najlepsza wersja świata czeka na swoją, premierę, wielką lub małą odsłonę. Najprawdopodobniej — mało spektakularną, bo rzeczywistość nie może się rozpaść tak do razu . Patrząc na szary deszcz,  analizując szare wyciągi z szarych rachunków, idąc przez szare miasto do szarych spaw – można stracić po ziarnku wiary w kolory każdej szarej godzinie.  A kolorowa ta barwniejsza wersja wszystkiego przecież jest w Tobie, jest we mnie. I pomiędzy nami też jest. I pomiędzy nimi też. Jak rzadko ufamy temu, co nie świeci się jak pieprzony neon i nie wyje jak karetka pogotowia. Dlaczego nie wierzymy, że tę feerię  piękna ze środka, można bez problemu wyemitować na zewnątrz i użyć ? Myślimy, że tak - to w filmach i w dodatku fantasy. A przecież każdy z nas potrafi popsuć niedzielny obiad jakąś ponurą awanturką, okryć czarnym płaszczem złości, a nie wierzy, że może ubarwić tę wspólną chwilę, rozjaśnić jedno własne życie, czyjś życie, obraz dzielnicy, miasta, kraju? Jako w niebie tak i na ziemie, jako w środku tak i na zewnątrz.

W tak samo prosty sposób.

. Kto nadaje kolory twojemu życiu? Kto zabiera kolory z twojego życia Oni? Serio?

Widzę pewną niekonsekwencję.

Skoro można poszarzyć dzień, to można i pokolorować

O 6 rano za oknem szary deszcz. Jak bardzo ufasz temu obrazowi?

Ja zakładam okulary z zielonymi szkłami i mam zieloną poświatę jak z  krainy magii. Odsłaniam możliwości w tej nibyszarości. Ten świat  ocieka cudownie szmaragdową wodą. Życiodajną. Mgła ma kolor diamentowej góry, drzewa milczą tylko dlatego żę spokojnie śpią.

No to, komu tu ufać, jak  sobie, więc patrzę, na co widzę

Widzę to co mam w głowie. Komu mam ufać  Jak nie sobie? -

Tak tu robię, najlepszy świat.

I nie próbuj mi mówić, że to szaleństwo, nienormalność.

Obejrzyj swój szary horyzont. Normalny jest,  co?


muzyka by www.purple-planet.com

Białowieża i solidarność 6 - Lepszy pijak, ale swój #132
2021-08-22 11:23:08

Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 6 „ Lepszy pijak, ale swój” oraz „wieś jest wasza, ale puszcza jest nasza” Białowieża – kiedyś  mieściły się tu niedostępne dla zwykłych śmiertelników dwory myśliwskie, aktualnych władców, przedtem były też  pradawne osady, o których w zasadzie teraz nikt nic nie wie.  Królowie stąd wyruszali na polowania, i tam gdzie ucztowali po udanych łowach - teraz turyści ucztują, albo stamtąd wyruszają na swoje spacerowe trasy. Trasy te nie zaprowadzą ich w niedostępne rejony lasu i nie wyjaśnią tej relacji pomiędzy światem wsi i światem pradawnej zieleni. Wszyscy wiemy, że istnieje podział, bo ostatnie lata to polityczne przepychanki o koncepcję ochrony Puszczy, ale podział ma swoje korzenie dużo głębiej i wpłynął także na białowieski ruch solidarnościowy. I , jak zwykle, nic tu nie jest takie proste. Tę przeszłość tak objaśnia mój Tata, Przemysław. *** Utrzymanie tego podziału nie jest już sensowne, nie jest bezpiecznie, nie jest czymś, co równoważy tę rzeczywistość. Kwestia klimatycznych zmian, kwestia funkcjonowania ludzi na tej planecie, temat zdrowia społecznego fizycznego, psychicznego — stawia pytania, o to, co dalje Skoro ten entuzjazm solidarnościowy nie wygenerował tego, co pozwoliłoby wspólnocie być naprawdę czymś wspólnym, wyczulonym na sygnały idące od ludzi i od natury , czymś, co potrafi podsunąć rozwiązania niebędące ani rozgrywką lokalnych chciejstw i tęsknot, ani światowej geopolityki. Posolidarnościowa Polska miała być domem spokojnych ludzi, traktujących siebie z szacunkiem i tak traktowanych przez tych, którym zaufała. Tymczasem… Wiadomo, jak jest. A w Białowieży przeżywającej teraz turystyczny rozkwit, echo podziału na swoich i nieswoich (bez względu na ich chęci, możliwości i zaangażowanie) nadal  odbija się o ścian lasu i melodia ta nie jest podejmowana. A mogłaby być wspólną pieśnią. Bo dlaczego by nie? O tamtych czasach opowiadali Elżbieta i Przemysław Malzahn.

Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 6

Lepszy pijak, ale swój” oraz „wieś jest wasza, ale puszcza jest nasza”

Białowieża – kiedyś  mieściły się tu niedostępne dla zwykłych śmiertelników dwory myśliwskie, aktualnych władców, przedtem były też  pradawne osady, o których w zasadzie teraz nikt nic nie wie.  Królowie stąd wyruszali na polowania, i tam gdzie ucztowali po udanych łowach - teraz turyści ucztują, albo stamtąd wyruszają na swoje spacerowe trasy. Trasy te nie zaprowadzą ich w niedostępne rejony lasu i nie wyjaśnią tej relacji pomiędzy światem wsi i światem pradawnej zieleni. Wszyscy wiemy, że istnieje podział, bo ostatnie lata to polityczne przepychanki o koncepcję ochrony Puszczy, ale podział ma swoje korzenie dużo głębiej i wpłynął także na białowieski ruch solidarnościowy. I , jak zwykle, nic tu nie jest takie proste.

Tę przeszłość tak objaśnia mój Tata, Przemysław.

***

Utrzymanie tego podziału nie jest już sensowne, nie jest bezpiecznie, nie jest czymś, co równoważy tę rzeczywistość. Kwestia klimatycznych zmian, kwestia funkcjonowania ludzi na tej planecie, temat zdrowia społecznego fizycznego, psychicznego — stawia pytania, o to, co dalje Skoro ten entuzjazm solidarnościowy nie wygenerował tego, co pozwoliłoby wspólnocie być naprawdę czymś wspólnym, wyczulonym na sygnały idące od ludzi i od natury , czymś, co potrafi podsunąć rozwiązania niebędące ani rozgrywką lokalnych chciejstw i tęsknot, ani światowej geopolityki. Posolidarnościowa Polska miała być domem spokojnych ludzi, traktujących siebie z szacunkiem i tak traktowanych przez tych, którym zaufała. Tymczasem…

Wiadomo, jak jest. A w Białowieży przeżywającej teraz turystyczny rozkwit, echo podziału na swoich i nieswoich (bez względu na ich chęci, możliwości i zaangażowanie) nadal  odbija się o ścian lasu i melodia ta nie jest podejmowana. A mogłaby być wspólną pieśnią. Bo dlaczego by nie?

O tamtych czasach opowiadali Elżbieta i Przemysław Malzahn.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie