Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

Sterownik marzeń – fotel , oraz inne dreams #82
2021-01-15 21:09:56

Sterownik marzeń – fotel , oraz inne dreams *** Nie jestem pewna czy to co mam jest tym co mam. Kiedy patrzę na super wygodny fotel, to jakbym miała jakąś wypasioną sferę komfortu, cichy zakątek, mini krainę szczęśliwości z której czas nie ucieka. Ale to nie prawda. To po prostu fotel. I jednocześnie – to prawda – to moje marzenie o cichym kącie z miękkim siedziskiem, w którym mogę popołudniu przysnąć, jak cudownie stara kobieta, która ma wywalone na resztę świata. Mam ulubioną piosenkę? A może to piosenka ma mnie i używa, kiedy jej się zachcę. Siedzę w fotelu, pogwizduję i czekam aż zrobi się weselej, raźniej, bardziej dziarsko. Mam marzenia, ale czy posiadanie marzeń uprawnia mnie to traktowania ich jak zagonu buraczków. Marzenie o dalekiej podróży, i żeby konto zawsze było pełne i żebym miała puchatego kota o równie puchatym charakterze, i żeby dzieci były zdrowe. I żeby włosy urosły mi do pasa, w kolorze pszenicy, odsianej od plew. Trzymam te moje marzenia, siedzą c fotelu, naburmuszona i oczekująca.. spełnienia. Podobno nikt nie wypuszcza z rąk tego, co trzyma. Chyba, że dotyczy to szklanki z wrzątkiem. Co by było, gdybym uwolniła świat marzeń, dała im wolność, nie oczekiwała spełniania i w ogóle zlekceważyła moją republikę marzeń, twoją republikę marzeń i ich… ? Stara kobieta, siedzi wygodnie w foteli, przymyka łobuzersko jedno oko, a potem zamyka drugie i szybko zapada w sen/ „Sweet dreams till sunbeams find you Sweet dreams that leave all worries behind you But in your dreams whatever they be Dream a little dream of me” INSPIRACJA: „Kto by tam oddał to, co trzyma, Jerozolima nasza, jak nasz jest Nablus, Manasse wydalony z granic królestwa i na nic się nie zda gadanie”. Książka wyciągnięta z zakurzonego kąta: Jarosław Iwaszkiewicz „Czerwona tarcze” strona 166; wyd. Czytelnik. A zdanie to wykrzyczał królowi Baldwinowi Humfred z Toron. A przy tym „szczęknął mieczem”!

Sterownik marzeń – fotel , oraz inne dreams

***

Nie jestem pewna czy to co mam jest tym co mam. Kiedy patrzę na super wygodny fotel, to jakbym miała jakąś wypasioną sferę komfortu, cichy zakątek, mini krainę szczęśliwości z której czas nie ucieka. Ale to nie prawda. To po prostu fotel. I jednocześnie – to prawda – to moje marzenie o cichym kącie z miękkim siedziskiem, w którym mogę popołudniu przysnąć, jak cudownie stara kobieta, która ma wywalone na resztę świata.

Mam ulubioną piosenkę? A może to piosenka ma mnie i używa, kiedy jej się zachcę. Siedzę w fotelu, pogwizduję i czekam aż zrobi się weselej, raźniej, bardziej dziarsko.

Mam marzenia, ale czy posiadanie marzeń uprawnia mnie to traktowania ich jak zagonu buraczków. Marzenie o dalekiej podróży, i żeby konto zawsze było pełne i żebym miała puchatego kota o równie puchatym charakterze, i żeby dzieci były zdrowe. I żeby włosy urosły mi do pasa, w kolorze pszenicy, odsianej od plew.

Trzymam te moje marzenia, siedzą c fotelu, naburmuszona i oczekująca.. spełnienia.

Podobno nikt nie wypuszcza z rąk tego, co trzyma. Chyba, że dotyczy to szklanki z wrzątkiem.

Co by było, gdybym uwolniła świat marzeń, dała im wolność, nie oczekiwała spełniania i w ogóle zlekceważyła moją republikę marzeń, twoją republikę marzeń i ich… ?

Stara kobieta, siedzi wygodnie w foteli, przymyka łobuzersko jedno oko, a potem zamyka drugie i szybko zapada w sen/

„Sweet dreams till sunbeams find you
Sweet dreams that leave all worries behind you
But in your dreams whatever they be
Dream a little dream of me”

INSPIRACJA:

„Kto by tam oddał to, co trzyma, Jerozolima nasza, jak nasz jest Nablus, Manasse wydalony z granic królestwa i na nic się nie zda gadanie”. Książka wyciągnięta z zakurzonego kąta: Jarosław Iwaszkiewicz „Czerwona tarcze” strona 166; wyd. Czytelnik. A zdanie to wykrzyczał królowi Baldwinowi Humfred z Toron. A przy tym „szczęknął mieczem”!

Zaklęcia przydatne w kuchni #81
2021-01-10 18:07:10

Klasyka niedzielnego poranka: spaliłam. Spaliłam serniczki. Dwa. Zasłuchawszy się. Pora by stworzyć jakieś zaklęcie odczarowujące niedzielne śniadania. Te karmelizowane skórki. Lekko podwędzane  smaki. Zatem Niech w tej kuchni przez dzień cały same robią się specjały. Albo Kucheneczko powiedz przecie, co się spali, to nie zgniecie? Nie, nie w tę stronę Kiedy gorąc weźmie górę, sam się wyłącz. I w ogóle… albo gdy się gorąc nagle wzniesie, kuchnio, kuchnio wyłączże się.. Jeśli ktoś chciałoby woje zaklęcie dorzucić, można się podzielić ze mną, znajdując mnie na fejsie. Kierunek  - miłka malzahn – zadziała.

Klasyka niedzielnego poranka: spaliłam. Spaliłam serniczki. Dwa. Zasłuchawszy się. Pora by stworzyć jakieś zaklęcie odczarowujące niedzielne śniadania. Te karmelizowane skórki. Lekko podwędzane  smaki.

Zatem

Niech w tej kuchni przez dzień cały same robią się specjały.

Albo

Kucheneczko powiedz przecie, co się spali, to nie zgniecie?

Nie, nie w tę stronę

Kiedy gorąc weźmie górę, sam się wyłącz. I w ogóle…

albo

gdy się gorąc nagle wzniesie, kuchnio, kuchnio wyłączże się..

Jeśli ktoś chciałoby woje zaklęcie dorzucić, można się podzielić ze mną, znajdując mnie na fejsie.

Kierunek  - miłka malzahn – zadziała.

Wrony - cykl: z cytatu tu krajobraz #80
2021-01-06 22:39:19

Jesień pęcznieje od początku jesieni i staje się jesienną zimą. I tak trwa. Na balkonie wymroziło kwiaty, lecz w kałużach bezpiecznie stoi woda, co parę dni wymieniana przez zimny deszcz, albo mokry śnieg.  Wrony,  tak bardzo pasują do tego krajobrazu, że w zasadzie widzę je wszędzie. Całe miasto jest pełne czarnych ptaków. Są jak chmura, która czasem gęstnieje, a czasem rzednie, są jak sumienie, którego echo pojawia się nagle między ścianami szarych bloków i w panice próbuje znaleźć wyjście z tej klatki. Nie ma radosnych treli, przynoszących wiadomości  o ptasiej miłości i rodzinnym szczęściu, o grzejącym plecy słońcu, o kolorowych obfitych kolacjach i krystalicznie czystej wodzie. Ale i tak wiem, dlaczego nie odpuszczam i sunę przez ten wroni pejzaż ubrana w żółtą czapę i mocno zieloną kurtkę. Otóż – nie czekam, aż ktoś przyniesie mi, położy pod nogi, wyszepcze w ucho – jasny dzień, chmurę motyli, śpiew słowika – taką dobrą, naprawdę dobrą wiadomość To ja jestem tą wiadomością . Tak jak i Ty. *** Inspiracja do tego obrazu: Sandor Marai „Sindbad powraca do domu” str 33 wydawnictwo Czytelnik  - zadanie z kluczowym pytaniem brzmi: „Ten hotel stał niedaleko budańskich gorących źródeł i przemieszkiwali tam całymi miesiącami samotni odludkowie, sensaci i dziwacy, którzy rankiem sami nie wiedzieli, dlaczego właściwie nie powiesili się wczoraj na klamce, której i tak nie na naciśnie nikt przynoszący list, czy radosną wieść."

Jesień pęcznieje od początku jesieni i staje się jesienną zimą. I tak trwa. Na balkonie wymroziło kwiaty, lecz w kałużach bezpiecznie stoi woda, co parę dni wymieniana przez zimny deszcz, albo mokry śnieg.  Wrony,  tak bardzo pasują do tego krajobrazu, że w zasadzie widzę je wszędzie. Całe miasto jest pełne czarnych ptaków. Są jak chmura, która czasem gęstnieje, a czasem rzednie, są jak sumienie, którego echo pojawia się nagle między ścianami szarych bloków i w panice próbuje znaleźć wyjście z tej klatki.

Nie ma radosnych treli, przynoszących wiadomości  o ptasiej miłości i rodzinnym szczęściu, o grzejącym plecy słońcu, o kolorowych obfitych kolacjach i krystalicznie czystej wodzie.

Ale i tak wiem, dlaczego nie odpuszczam i sunę przez ten wroni pejzaż ubrana w żółtą czapę i mocno zieloną kurtkę. Otóż – nie czekam, aż ktoś przyniesie mi, położy pod nogi, wyszepcze w ucho – jasny dzień, chmurę motyli, śpiew słowika – taką dobrą, naprawdę dobrą wiadomość

To ja jestem tą wiadomością .

Tak jak i Ty.

***

Inspiracja do tego obrazu:

Sandor Marai „Sindbad powraca do domu” str 33 wydawnictwo Czytelnik  - zadanie z kluczowym pytaniem brzmi: „Ten hotel stał niedaleko budańskich gorących źródeł i przemieszkiwali tam całymi miesiącami samotni odludkowie, sensaci i dziwacy, którzy rankiem sami nie wiedzieli, dlaczego właściwie nie powiesili się wczoraj na klamce, której i tak nie na naciśnie nikt przynoszący list, czy radosną wieść."

Etnograficzne badanie szczepu - próba odczarowania słowa "szczepienny" # 79
2021-01-04 13:54:26

A ja tu tylko w plemiennej mowie - szczep Szczepienny, Pozdrowię. Wódz - Szczepan (oczywiście).  Historia – w trakcie tworzenia. Specjalność: oszczepnictwo – szczepiennictwo, rzut szczepem nie wchodzi w grę. Ten szczep ma totem - pień szczepień. Szczeptyczni ulubili sobie jedną stronę wsi, ale teren, jaki zajmuje szczep - duży jest i każdy znajdzie szczyptę miejsca dla siebie. Szczep Szczepienny szczyci się tym, że lubi szczyty, oraz ekspresowo sczytuje informacje pisane małym druczkiem. Szczerze podziwiam szczepy, które nie potrzebują się sczepiać z nikim, z niczym, by dookreślić swoją kulturową tożsamość (toższczepność w tym wypadku). Nagle, jak z dotknięciem czarodziejskiej igły, budzę się w tym świecie jako zawołana etnolożka, etnografka i szczeptolożka. Ale Szczep Szczepienny posiada gen wędrowny i nie wiadomo kiedy opuści swoje siedziby i wyruszy na sawanny, lub wypuści na wielkie wody. Inne plemiona będą latami zachodzić w głowę: co tak naprawdę wydarzyło się w tej opowieści, jaką legendę zaszczepiono w głowach potomnych?

A ja tu tylko w plemiennej mowie - szczep Szczepienny, Pozdrowię. Wódz - Szczepan (oczywiście).  Historia – w trakcie tworzenia. Specjalność: oszczepnictwo – szczepiennictwo, rzut szczepem nie wchodzi w grę. Ten szczep ma totem - pień szczepień. Szczeptyczni ulubili sobie jedną stronę wsi, ale teren, jaki zajmuje szczep - duży jest i każdy znajdzie szczyptę miejsca dla siebie. Szczep Szczepienny szczyci się tym, że lubi szczyty, oraz ekspresowo sczytuje informacje pisane małym druczkiem. Szczerze podziwiam szczepy, które nie potrzebują się sczepiać z nikim, z niczym, by dookreślić swoją kulturową tożsamość (toższczepność w tym wypadku). Nagle, jak z dotknięciem czarodziejskiej igły, budzę się w tym świecie jako zawołana etnolożka, etnografka i szczeptolożka. Ale Szczep Szczepienny posiada gen wędrowny i nie wiadomo kiedy opuści swoje siedziby i wyruszy na sawanny, lub wypuści na wielkie wody. Inne plemiona będą latami zachodzić w głowę: co tak naprawdę wydarzyło się w tej opowieści, jaką legendę zaszczepiono w głowach potomnych?

Heraklit noworoczny 2021 #78
2020-12-30 19:03:00

Patrzę na rzekę, zimny podmuch nie polizał tafli wody. Płynie spokojnie, jak zwykle. Ale rzeczywistość nie jest taka spokojna,   zmiana jest zasadą, którą Heraklit uważał, za centralny element naszego świata ( ta panta rhei - wszystko płynie). Dzień jest pochmurny, krótki, szary i deszczowy jak wczoraj, a „niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki” - to też heraklitejska mądrość, więc jeśli mi się wydaje teraz, że to ta sama rzeka – to się mylę. Wygląda jak tamta rzeka, ale to jest ta rzeek, tej chwili. Z nowym rokiem jest podobnie. Zaraz po zmianie cyferek wydaje się być kontynuacją poprzedniego roku, lecz już napłynęła nowa woda, już jesteśmy na innej fali. To jest nowa rzeka, pozostawiająca nam iluzję kontynuacji.  Niepodobna przeżyć dwa razy takiego samego lata, takiej samej zimy I to – jest pocieszające Πάντα ῥεῖ καὶ οὐδὲν μένει ta panta rhei kai ouden menei – wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu , jest w ciągłym ruchu.

Patrzę na rzekę, zimny podmuch nie polizał tafli wody. Płynie spokojnie, jak zwykle. Ale rzeczywistość nie jest taka spokojna,  zmiana jest zasadą, którą Heraklit uważał, za centralny element naszego świata (ta panta rhei - wszystko płynie). Dzień jest pochmurny, krótki, szary i deszczowy jak wczoraj, a „niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki” - to też heraklitejska mądrość, więc jeśli mi się wydaje teraz, że to ta sama rzeka – to się mylę. Wygląda jak tamta rzeka, ale to jest ta rzeek, tej chwili. Z nowym rokiem jest podobnie. Zaraz po zmianie cyferek wydaje się być kontynuacją poprzedniego roku, lecz już napłynęła nowa woda, już jesteśmy na innej fali.

To jest nowa rzeka, pozostawiająca nam iluzję kontynuacji.  Niepodobna przeżyć dwa razy takiego samego lata, takiej samej zimy I to – jest pocieszające

Πάντα ῥεῖ καὶ οὐδὲν μένει ta panta rhei kai ouden menei – wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu, jest w ciągłym ruchu.

Może bez fajerwerków, ale z sensem - życia kulturalnego wypatruję w 2021 roku #77
2020-12-29 14:23:30

Na tak zwane życie kulturalne powiedzmy… w średniowieczu mało kto sobie mógł pozwolić. Ludzie walczyli o przetrwanie, o jedzenie, a w przerwach oddawali się rozrywkom typu: tańce, teatr uliczny, misteria religijne, miłość doczesna. Tyle. Rozwój kulturalnego życia stymulowany był przez możniejszych tamtego świata, aż z 200 lat temu sytuacja się wyrównała nieco. Zaczęto słuchać muzyki w dużych salach, poza pałacami, można było pójść do teatru, przeczytać książkę…  Obejrzeć film, wystawę,  oglądać telewizje, no i się zaczęło – koncerty na stadionach, wielkie festyny z każdej okazji, tłumne tańce jako ekspresja nie tyle piękna czy wzajemności, ale i indywidualnego rozedrgania. Kultura stała się częścią… hm… Czegoś, co przestało uwrażliwiać. Stała się wynikiem konkurencyjności w naszej rzeczywistoci, okazją do ekspresji frustracji (i całkiem słusznej),  zaczęla współtworzyć ten  bieg po lepszość, porównywanie z innymi, pragnienie lików,  stała się wyrazem lęków, gniewu, stawiała diagnozy, po której nie zostawało dużo nadziei,  wsadzała emocje na karuzelę, a nie dawała odpocząć. Generalizuję, ale przestało to wyglądać dobrze, chociaż przyzwyczailiśmy się do intensywnego funkcjonowania kulturalno  - towarzyskigo. Pytanie – co dobrego, pięknego, łagodzącego, wyprowadzającego na prostą -  tak naprawdę mieliśmy? Każdy z nas. Ja Ty. Ona.. Z jakimi emocjami wychodziliśmy z kina? Co działo się w nas po koncercie? Co po spacerowaniu wzdłuż brzegu najbliższej rzeki? Jak jest teraz? Oczywiście  - pusto. Ale czy nie jesteśmy na dobrej drodze do doceniania tych działań kulturalnych, które dają poczucie harmonii, porządku, mogą przywrócić dobry nastrój, spokój wzbudzić nadzieję i pomysłowość.  Teraz gdy częściej bywamy Sami z sobą, możemy sprawdzić: jak to jest być sam na sam ze sztuką.  Alo i bez. I niech znaczenie kreatywności rośnie.  Niech to, co tłumi  wrażliwość   – znika. Zatem Niezwykłego, subtelnego, podnoszącego na duchu (może bez fajerwerków, ale z sensem) życia kulturalnego wypatruję w 2021 roku. A co się świeci/święci  na twoim horyzoncie?

Na tak zwane życie kulturalne powiedzmy… w średniowieczu mało kto sobie mógł pozwolić. Ludzie walczyli o przetrwanie, o jedzenie, a w przerwach oddawali się rozrywkom typu: tańce, teatr uliczny, misteria religijne, miłość doczesna. Tyle. Rozwój kulturalnego życia stymulowany był przez możniejszych tamtego świata, aż z 200 lat temu sytuacja się wyrównała nieco. Zaczęto słuchać muzyki w dużych salach, poza pałacami, można było pójść do teatru, przeczytać książkę…  Obejrzeć film, wystawę,  oglądać telewizje, no i się zaczęło – koncerty na stadionach, wielkie festyny z każdej okazji, tłumne tańce jako ekspresja nie tyle piękna czy wzajemności, ale i indywidualnego rozedrgania. Kultura stała się częścią… hm… Czegoś, co przestało uwrażliwiać. Stała się wynikiem konkurencyjności w naszej rzeczywistoci, okazją do ekspresji frustracji (i całkiem słusznej),  zaczęla współtworzyć ten  bieg po lepszość, porównywanie z innymi, pragnienie lików,  stała się wyrazem lęków, gniewu, stawiała diagnozy, po której nie zostawało dużo nadziei,  wsadzała emocje na karuzelę, a nie dawała odpocząć. Generalizuję, ale przestało to wyglądać dobrze, chociaż przyzwyczailiśmy się do intensywnego funkcjonowania kulturalno  - towarzyskigo. Pytanie – co dobrego, pięknego, łagodzącego, wyprowadzającego na prostą -  tak naprawdę mieliśmy? Każdy z nas. Ja Ty. Ona.. Z jakimi emocjami wychodziliśmy z kina? Co działo się w nas po koncercie? Co po spacerowaniu wzdłuż brzegu najbliższej rzeki?

Jak jest teraz?

Oczywiście  - pusto. Ale czy nie jesteśmy na dobrej drodze do doceniania tych działań kulturalnych, które dają poczucie harmonii, porządku, mogą przywrócić dobry nastrój, spokój wzbudzić nadzieję i pomysłowość.  Teraz gdy częściej bywamy Sami z sobą, możemy sprawdzić: jak to jest być sam na sam ze sztuką.  Alo i bez.

I niech znaczenie kreatywności rośnie.  Niech to, co tłumi  wrażliwość   – znika.

Zatem Niezwykłego, subtelnego, podnoszącego na duchu (może bez fajerwerków, ale z sensem) życia kulturalnego wypatruję w 2021 roku.

A co się świeci/święci  na twoim horyzoncie?

Wszystkiego fajnego, człowieku w sile wieku. #76
2020-12-25 20:26:09

Kiedy byłam znacznie młodsza, patrzyłam na kobiety w moim aktualnym wieku z takim wielkim jakimś współczuciem. Ani to już miła staruszka, ani jeszcze wystrzałowa laska, jeszcze mięśnie podtrzymują kształt ciała, ale nadmiar skóry ulega grawitacji. Zwis. Stan zawiśnięcie między etapami. Nie wiadomo jak potraktować ten moment. Nie ma pewności, która z ról pasuje bardziej, która jest wygaszona na amen, a która się powoli rozkwita, (rozkwitanie bycia staruszką podoba mi się, ale…) – o rany – myślałam jako znacznie młodsza osoba – muszę to zapamiętać, żeby - gdy będę w takim wieku – nie przegiąć w żadną stronę. Bo to po prostu źle wygląda. Nie pasuje. Dysonans poznawczy tworzy. No I cyk – lata minęły, już nie jestem znacznie młodsza, znacznie starsza jestem, nie czuję się bliżej końca, czuję się w sile wieku. I doprawdy nie odczuwam potrzeby przylepiania samej siebie do wizji bycia miłą staruszką, I boże broń przed wizją niedoinformowanej życiowo, choć ponętnej młodości. Jestem teraz dokładnie w powyższym zawieszeniu i mam w dupie, co sobie może o tym pomyśleć ..ktokolwiek. Przede mną dni zwyczajne I dni magiczne. I wiek nie ma tu nic do rzeczy. Oprócz wieku tego świata, który też trwa w jakimś zawieszeniu cywilizacyjnym, w pandemicznej bańce informacyjnej, I choć być może nie bardzo chce, to w końcu wskoczy w nowy etap egzystencji. Wszystkiego fajnego cywilizacjo q 2021 roku. Wszystkiego fajnego, człowieku w sile wieku.

Kiedy byłam znacznie młodsza, patrzyłam na kobiety w moim aktualnym wieku z takim wielkim jakimś współczuciem. Ani to już miła staruszka, ani jeszcze wystrzałowa laska, jeszcze mięśnie podtrzymują kształt ciała, ale nadmiar skóry ulega grawitacji. Zwis. Stan zawiśnięcie między etapami. Nie wiadomo jak potraktować ten moment. Nie ma pewności, która z ról pasuje bardziej, która jest wygaszona na amen, a która się powoli rozkwita, (rozkwitanie bycia staruszką podoba mi się, ale…) – o rany – myślałam jako znacznie młodsza osoba – muszę to zapamiętać, żeby - gdy będę w takim wieku – nie przegiąć w żadną stronę. Bo to po prostu źle wygląda. Nie pasuje. Dysonans poznawczy tworzy.

No I cyk – lata minęły, już nie jestem znacznie młodsza, znacznie starsza jestem, nie czuję się bliżej końca, czuję się w sile wieku. I doprawdy nie odczuwam potrzeby przylepiania samej siebie do wizji bycia miłą staruszką, I boże broń przed wizją niedoinformowanej życiowo, choć ponętnej młodości.

Jestem teraz dokładnie w powyższym zawieszeniu i mam w dupie, co sobie może o tym pomyśleć ..ktokolwiek.

Przede mną dni zwyczajne I dni magiczne. I wiek nie ma tu nic do rzeczy. Oprócz wieku tego świata, który też trwa w jakimś zawieszeniu cywilizacyjnym, w pandemicznej bańce informacyjnej, I choć być może nie bardzo chce, to w końcu wskoczy w nowy etap egzystencji.

Wszystkiego fajnego cywilizacjo q 2021 roku. Wszystkiego fajnego, człowieku w sile wieku.

Tym razem - na wsi mrok, a „ostatni gasi światło”
2020-12-25 19:10:14

W domach na mojej wsi światła wieczorem zapalają się tylko w jednym pokoju. Przez cały wieczór  cicho jest, nawet psy nie hałasują. W wigilię było – jak makiem zasiał i makowcem zagryzł. I zasnął. Grudniowy deszcz nie ustaje w wysiłkach, żeby choć umyć szyby, a one każdego dnia są coraz bardziej szare. Jest tak pusto. Jest tak spokojnie. Że gdy pojawi się nowy rok – to się pewnie trochę zdziwi. Chyba że sam będzie dziwny. To bardzo możliwe. Już na starcie. Ludzie w sklepie skarżą się na ten spokój, zza masaeczek większość słów i żalów dociera do mnie z opóźnieniem. Gdybyśmy zakryli uszy, byłoby jak pod wodą. Ale nie jest. Wciąż jesteśmy na powierzchni, dopóki wieje wiatr w żagle – płyniemy. I pewnie  dopłyniemy do celu. W domach na mojej wsi światła zapalają się tyko w jednym pokoju i nie jestem pewna, czy  celem jest zapalanie wszystkich świateł we wszystkich pomieszczeniach, zaproszenie gości, rozproszenie mroku? Ale jeśli każdy z nas ma inny cel? Czy spotkamy się przy jakiejś uwspólnionej wersji jednego celu? – oto jest pytanie A do tego, wiadomo – „ostatni gasi światło”.

W domach na mojej wsi światła wieczorem zapalają się tylko w jednym pokoju. Przez cały wieczór  cicho jest, nawet psy nie hałasują. W wigilię było – jak makiem zasiał i makowcem zagryzł. I zasnął.

Grudniowy deszcz nie ustaje w wysiłkach, żeby choć umyć szyby, a one każdego dnia są coraz bardziej szare.

Jest tak pusto. Jest tak spokojnie. Że gdy pojawi się nowy rok – to się pewnie trochę zdziwi. Chyba że sam będzie dziwny. To bardzo możliwe. Już na starcie.

Ludzie w sklepie skarżą się na ten spokój, zza masaeczek większość słów i żalów dociera do mnie z opóźnieniem.

Gdybyśmy zakryli uszy, byłoby jak pod wodą. Ale nie jest. Wciąż jesteśmy na powierzchni, dopóki wieje wiatr w żagle – płyniemy. I pewnie  dopłyniemy do celu.

W domach na mojej wsi światła zapalają się tyko w jednym pokoju i nie jestem pewna, czy  celem jest zapalanie wszystkich świateł we wszystkich pomieszczeniach, zaproszenie gości, rozproszenie mroku?

Ale jeśli każdy z nas ma inny cel? Czy spotkamy się przy jakiejś uwspólnionej wersji jednego celu? – oto jest pytanie

A do tego, wiadomo – „ostatni gasi światło”.

Święta nie muszą być w czasie świąt - neuromagia #74
2020-12-16 23:21:36

Naukowo dowiedziono, że kiedy dajemy prezenty, nasz mózg szykuje nam spory pakiet poczucia przyjemności. Nieco narkotyczne to doznanie niektórzy nazywają neuromagią mózgu. Rzeczywiście - neurony pracują na rzecz tego, który daje. Idę przez szare miasto, w szarych resztkach śniegu zatapiając czubki butów, zanim nastanie dzień - już się kończy, a wesołe dzwoneczki odbijają się echem w niewesołych sklepach. Daję temu światu szansę.   Świąteczne playlisty  napinają każdą szorstką nutę, wygładzają każde zmarszczone czoło. Wąskie grono, wąskie zaciśnięte wargi uśmiechają się do tego, co być musi. Kiedy otworzą się drzwi, może zajrzy do nas sztuczny mikołaj, ze sztuczną brodą i tysiącem sztucznych drobiazgów, który - rozdając nie swoje prezenty - ma swoją frajdę.  Powiedz wierszyk. Żaden wierszyk nie przeciśnie się przez zaciśnięte gardło. Czas dorosnąć i nie udawać, że święta są zawsze w czasie świąt.  Bywa różnie Daję  światu być takim, jaki jest. Naukowo dowiedziono, że kiedy dajemy prezenty, nasz mózg szykuje spory pakiet poczucia przyjemności. Otrzymywanie  też jest OK, chociaż to nie neuromagia. Tak czy inaczej: mogę czuć, to co czuję, nie muszę czuć tego, czego nie czuję. Nawet z okazji świąt. Mózg o tak robi swoje.

Naukowo dowiedziono, że kiedy dajemy prezenty, nasz mózg szykuje nam spory pakiet poczucia przyjemności. Nieco narkotyczne to doznanie niektórzy nazywają neuromagią mózgu. Rzeczywiście - neurony pracują na rzecz tego, który daje.

Idę przez szare miasto, w szarych resztkach śniegu zatapiając czubki butów, zanim nastanie dzień - już się kończy, a wesołe dzwoneczki odbijają się echem w niewesołych sklepach. Daję temu światu szansę.   Świąteczne playlisty  napinają każdą szorstką nutę, wygładzają każde zmarszczone czoło. Wąskie grono, wąskie zaciśnięte wargi uśmiechają się do tego, co być musi. Kiedy otworzą się drzwi, może zajrzy do nas sztuczny mikołaj, ze sztuczną brodą i tysiącem sztucznych drobiazgów, który - rozdając nie swoje prezenty - ma swoją frajdę. 

Powiedz wierszyk.

Żaden wierszyk nie przeciśnie się przez zaciśnięte gardło. Czas dorosnąć i nie udawać, że święta są zawsze w czasie świąt.  Bywa różnie

Daję  światu być takim, jaki jest.

Naukowo dowiedziono, że kiedy dajemy prezenty, nasz mózg szykuje spory pakiet poczucia przyjemności.

Otrzymywanie  też jest OK, chociaż to nie neuromagia.

Tak czy inaczej: mogę czuć, to co czuję, nie muszę czuć tego, czego nie czuję. Nawet z okazji świąt.

Mózg o tak robi swoje.

Ballada o podlaskich słowach - Kacap #73
2020-12-15 23:17:20

Zwrotka 9 - Kacap Nie lubię tego słowa. Bardzo. Tutejszość używa go w złej wierze, i w złej wierze się ono narodziło. W Rosji zresztą. Ale nie z rosyjskiego. Zaraz wyjaśnię. Tymczasem Wikipedia uważa, że Kacap pochodzi z ukraińskiego ( кацап ) i jest pogardliwym określeniem na niegdysiejszego chłopa rosyjskiego, lub na człowieka ograniczonego. W XX wieku tak przyzywano przybyszów z ZSRR. U nas kacapami  są dla niektórych Polacy wyznania prawosławnego. Zawsze jest pejoratywne. Zawsze w jakimś nacjonalistycznym kontekście. Oni – kacapy, ona - kacapka. “Bój się boga, kacapkę se za żonę weźmiesz? - Myślicie, że to jest zdanie sprzed stu lat? Nie. Sama je słyszałam. Nie mam jeszcze stu lat. Z tym słowem jest też o tyle ciekawie, że w Jidisz ‘kapcan’ oznacza kogoś nieporadnego, niedołęgę jakąś, niezdarę, niedorajdę lub żebraka.  Kapcan jest ubogi ( קבצן ) i to jest powodem pogardliwego określenia. Kapcan, kacap…  Blisko, prawda? Tak jak przez stulecia blisko siebie żyli ludzie, którym niebacznie zmieszały się języki, jak w wieży Babel, nie przymierzając. I o tym była ta ballada. REFREN : I apiać tu takie słowa, wpadną w melodię języka, kiedy człowiek się zapomni, kiedy życia dotyka, kiedy zasłyszane zdania, zapomniane dawno temu nagle wybrzmiewają we mnie, a ja nie wiem: czemu, czemu? I chce mi się wtedy śmiać - i a piać – i a piać, i a piać (czyli: znowu)

Zwrotka 9 - Kacap

Nie lubię tego słowa. Bardzo. Tutejszość używa go w złej wierze, i w złej wierze się ono narodziło. W Rosji zresztą. Ale nie z rosyjskiego. Zaraz wyjaśnię.

Tymczasem Wikipedia uważa, że Kacap pochodzi z ukraińskiego (кацап) i jest pogardliwym określeniem na niegdysiejszego chłopa rosyjskiego, lub na człowieka ograniczonego. W XX wieku tak przyzywano przybyszów z ZSRR. U nas kacapami  są dla niektórych Polacy wyznania prawosławnego. Zawsze jest pejoratywne. Zawsze w jakimś nacjonalistycznym kontekście.

Oni – kacapy, ona - kacapka. “Bój się boga, kacapkę se za żonę weźmiesz? - Myślicie, że to jest zdanie sprzed stu lat? Nie. Sama je słyszałam. Nie mam jeszcze stu lat.

Z tym słowem jest też o tyle ciekawie, że w Jidisz ‘kapcan’ oznacza kogoś nieporadnego, niedołęgę jakąś, niezdarę, niedorajdę lub żebraka.  Kapcan jest ubogi (קבצן) i to jest powodem pogardliwego określenia. Kapcan, kacap…  Blisko, prawda? Tak jak przez stulecia blisko siebie żyli ludzie, którym niebacznie zmieszały się języki, jak w wieży Babel, nie przymierzając.

I o tym była ta ballada.

REFREN: I apiać tu takie słowa, wpadną w melodię języka,

kiedy człowiek się zapomni, kiedy życia dotyka,

kiedy zasłyszane zdania, zapomniane dawno temu

nagle wybrzmiewają we mnie,

a ja nie wiem: czemu, czemu?

I chce mi się wtedy śmiać - i a piać – i a piać, i a piać (czyli: znowu)

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie