Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę miniaudycje, aby dotknąć miejsc wrażliwych naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to felietony dźwiękowe, mini-audycje, nastrojowe dźwięki - trochę dla rozrywki, przyjemności i dla poszerzania horyzontów. To otwieranie oczu poprzez uszy, zauważanie małych, a wielkich historii - cudowny proces! Bywa zaskakująco, pojawiają się też goście, lecz nie jest to zwyczajne podcastowanie. Krótkie formy audio przypominają, że zanim wynaleziono pismo - wiedzę i wzruszenia przekazywano sobie mową. Rzeczywistość jest naszą przestrzenią dźwiękową, nie wierzysz? A posłuchaj...


Odcinki od najnowszych:

Instrukcja obsługi hałasu #333
2026-02-24 08:48:37

Ciało słyszy zawsze, nawet gdy mózg filtruje tło. A hałas to nie kwestia bólu w uszach, ale coś co wywołuje wyrzuty hormonów stresu. One kumulują się w organizmie, prowadząc do skoku poziomu cukru czy wzrostu trójglicerydów. To ingerencja w ludzką biologię, która zachodzi „wbrew ciału”, niezależnie od tego, czy subiektywnie czujemy hałas, czy nie. Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian "Nie hałasuj, miła, nie hałasuj" :) - parafrazując piosenkę Marka Grechuty - to hasło, które lubię. A przecież nierzadko zasypiamy z telefonem pod poduszką, ignorujemy szum klimatyzatora, przyzwyczajamy się do huku ulicy. Mówimy: 'ja już tego nie słyszę'. A ciało słyszy zawsze. Słyszy hormonami stresu, skokiem cukru i drganiem układu nerwowego.W tej rozmowie jest hałas, jest autorskie spojrzenie na temat, jest Jolanta Milewska, specjalistka od szkodliwych czynników, a to wszystko ma przypominać, że hałas to nie tylko decybele, to ingerencja w ludzką biologię. Od zegara, który tyka w nocy zbyt głośno, po infradźwięki, których nie rejestruje ucho, ale czuje błędnik. Zapraszam do sprawdzenia dlaczego warto czasem 'nie hałasować' – dla własnego zdrowia

Ciało słyszy zawsze, nawet gdy mózg filtruje tło.

A hałas to nie kwestia bólu w uszach, ale coś co wywołuje wyrzuty hormonów stresu. One kumulują się w organizmie, prowadząc do skoku poziomu cukru czy wzrostu trójglicerydów. To ingerencja w ludzką biologię, która zachodzi „wbrew ciału”, niezależnie od tego, czy subiektywnie czujemy hałas, czy nie.

Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian


"Nie hałasuj, miła, nie hałasuj" :) - parafrazując piosenkę Marka Grechuty - to hasło, które lubię.


A przecież nierzadko zasypiamy z telefonem pod poduszką, ignorujemy szum klimatyzatora, przyzwyczajamy się do huku ulicy. Mówimy: 'ja już tego nie słyszę'. A ciało słyszy zawsze. Słyszy hormonami stresu, skokiem cukru i drganiem układu nerwowego.W tej rozmowie jest hałas, jest autorskie spojrzenie na temat, jest Jolanta Milewska, specjalistka od szkodliwych czynników, a to wszystko ma przypominać, że hałas to nie tylko decybele, to ingerencja w ludzką biologię. Od zegara, który tyka w nocy zbyt głośno, po infradźwięki, których nie rejestruje ucho, ale czuje błędnik. Zapraszam do sprawdzenia dlaczego warto czasem 'nie hałasować' – dla własnego zdrowia


Kobiety z Kiedyś. Burzliwe lata 80. w Białowieży: kobiety, opór i rodzinne wspomnienia #332
2026-02-18 13:42:08

Polityka z kiedyś od kuchni – tak właśnie brzmi ten odcinek „Kobiet z kiedyś”. To nie jest historia z wielkich trybun i manifestacji, tylko z cichej wsi w środku Puszczy Białowieskiej: zwykły dom, ławka przed tym domem, kawa, dziecko, które coś pamięta bo patrzyło „spod stołu na tamten świat , i rodzice, którzy po latach próbują wyjaśnić to, co wtedy robili. To opowieść o Solidarności w wersji bardzo lokalnej, gdzie ruch oporu nie musi wyglądać jak w Gdańsku czy w Warszawie, żeby wciąż był realnym gestem nieposłuszeństwa.Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianfilm o Mamie https://bialystok.tvp.pl/90264490/zupelnie-inny-swiatSięgam tu do kobiet z Białowieży lat 70. i 80., bo z ich codzienności wyrasta dzisiejsze myślenie o świecie, polityce i naturze tego miejsca. Oficjalna polityka należała do mężczyzn, a kobiety „tylko” organizowały życie – szkołę, kolejki w sklepie, kolejkę do lekarza, krąg towarzyski, lokalne dyskusje. Właśnie w takim pejzażu rodziła się Solidarność: mało widowiskowa, ale wyraźna, podszyta głodem prawdy i potrzebą, by przestać być biernym widzem. To był czas, gdy polityczna i społeczna rzeczywistość PRL coraz mocniej „rozchodziła się w szwach”, a każde pokolenie musiało sobie odpowiedzieć, czy tworzy społeczność, w której żyje, czy ktoś robi to za nie.Białowieża jest tu szczególna, bo krzyżują się w niej dwa światy: ludzie „stąd” – wieś i okolice – oraz ludzie „napływowi”: naukowcy, pracownicy instytutów, specjaliści od zwierząt i lasu. Typowa inteligencja tamtego czasu siedziała w przyczajeniu, a kiedy pojawiła się możliwość działania, zaczęła się włączać, choć na wsi nie było pola do wielkich akcji. Zamiast tego były rozmowy, podziemna prasa, okruchy informacji przywożone z miasta, ciche decyzje podejmowane między pracą a domem. I jedna emocja, która przewija się przez cały odcinek: „myśmy tej prawdy strasznie potrzebowali” – bo w oficjalnych mediach nie dało się jej znaleźć, a prawda krążyła w drugim obiegu, w bibułach, w szeptanych relacjach, w zaufaniu.Ten odcinek jest więc zaproszeniem do wejścia w kameralną, rodzinną opowieść: głos mojej Mamy i mojego Taty splata się z pytaniem o to, jak naprawdę wyglądała Solidarność widziana z Białowieży, jak polityka spotyka się z bardzo zwykłym życiem i co zostaje z tych doświadczeń, kiedy perspektywy tamtego pokolenia zaczynają blednąć.@milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Polityka z kiedyś od kuchni – tak właśnie brzmi ten odcinek „Kobiet z kiedyś”. To nie jest historia z wielkich trybun i manifestacji, tylko z cichej wsi w środku Puszczy Białowieskiej: zwykły dom, ławka przed tym domem, kawa, dziecko, które coś pamięta bo patrzyło „spod stołu na tamten świat , i rodzice, którzy po latach próbują wyjaśnić to, co wtedy robili.

To opowieść o Solidarności w wersji bardzo lokalnej, gdzie ruch oporu nie musi wyglądać jak w Gdańsku czy w Warszawie, żeby wciąż był realnym gestem nieposłuszeństwa.Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianfilm o Mamie


https://bialystok.tvp.pl/90264490/zupelnie-inny-swiatSięgam tu do kobiet z Białowieży lat 70. i 80., bo z ich codzienności wyrasta dzisiejsze myślenie o świecie, polityce i naturze tego miejsca. Oficjalna polityka należała do mężczyzn, a kobiety „tylko” organizowały życie – szkołę, kolejki w sklepie, kolejkę do lekarza, krąg towarzyski, lokalne dyskusje. Właśnie w takim pejzażu rodziła się Solidarność: mało widowiskowa, ale wyraźna, podszyta głodem prawdy i potrzebą, by przestać być biernym widzem.

To był czas, gdy polityczna i społeczna rzeczywistość PRL coraz mocniej „rozchodziła się w szwach”, a każde pokolenie musiało sobie odpowiedzieć, czy tworzy społeczność, w której żyje, czy ktoś robi to za nie.Białowieża jest tu szczególna, bo krzyżują się w niej dwa światy: ludzie „stąd” – wieś i okolice – oraz ludzie „napływowi”: naukowcy, pracownicy instytutów, specjaliści od zwierząt i lasu. Typowa inteligencja tamtego czasu siedziała w przyczajeniu, a kiedy pojawiła się możliwość działania, zaczęła się włączać, choć na wsi nie było pola do wielkich akcji. Zamiast tego były rozmowy, podziemna prasa, okruchy informacji przywożone z miasta, ciche decyzje podejmowane między pracą a domem. I jedna emocja, która przewija się przez cały odcinek: „myśmy tej prawdy strasznie potrzebowali” – bo w oficjalnych mediach nie dało się jej znaleźć, a prawda krążyła w drugim obiegu, w bibułach, w szeptanych relacjach, w zaufaniu.Ten odcinek jest więc zaproszeniem do wejścia w kameralną, rodzinną opowieść: głos mojej Mamy i mojego Taty splata się z pytaniem o to, jak naprawdę wyglądała Solidarność widziana z Białowieży, jak polityka spotyka się z bardzo zwykłym życiem i co zostaje z tych doświadczeń, kiedy perspektywy tamtego pokolenia zaczynają blednąć.@milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Angielski ślad w sercu Białowieskiej Puszczy: mitologia Century #331
2026-02-11 10:15:46

Istnieje pewien angielski ślad w sercu Białowieskiej Puszczy: oto prawdziwa mitologia Century.Herbata paruje w kuchni u Aśki. Celebrujemy starą znajomość przy pomocy naparu oraz pamięci. Wracamy na swoją ulicę. Ona i jest i nie jest jednocześnie.Oficjalnie to Centura, ale dla mnie zawsze było to Century. Angielskie takie. To nie jest kolejny wykład o historii kontraktu z lat 20., choć to od niego wiele się zaczęło – od brytyjskich dyrektorów, ich obcej architektury i wielkiej wycinki, która zostawiła w puszczy niezatarte ślady.Opowiadamy o miejscu, gdzie Londyn spotkał się z puszczańską gęstwiną. O świecie dziecięcych band, o „dupniaku” granym pod klonami i o tej jednej, konkretnej lipie, która wyznaczała granice błota i wszechświata. To zapis pamięci, którą dzielimy z wszystkimi dorosłymi dziećmi świata - pamięć pierwszej ulicy. Nie mogę dziś przywołać dźwięków, ale wciąż we mnie rezonują: odgłosy buszowania w w zbożu i tej specyficznej ciszy, jaka zostaje po ludziach, którzy tę ulicę z nami współtworzyli.To jest Białowieża, jakiej nie poznają turyści. Ta - ukryta w cieniu oryginalnych domów, w zapachu starego drewna i w pamięci - nie potrzebuje tablic informacyjnych, by trwać. Podcastu potrzebuje, ale i to nie na pewno :)@milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie: facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutKawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Istnieje pewien angielski ślad w sercu Białowieskiej Puszczy: oto prawdziwa mitologia Century.Herbata paruje w kuchni u Aśki. Celebrujemy starą znajomość przy pomocy naparu oraz pamięci. Wracamy na swoją ulicę. Ona i jest i nie jest jednocześnie.Oficjalnie to Centura, ale dla mnie zawsze było to Century. Angielskie takie. To nie jest kolejny wykład o historii kontraktu z lat 20., choć to od niego wiele się zaczęło – od brytyjskich dyrektorów, ich obcej architektury i wielkiej wycinki, która zostawiła w puszczy niezatarte ślady.Opowiadamy o miejscu, gdzie Londyn spotkał się z puszczańską gęstwiną. O świecie dziecięcych band, o „dupniaku” granym pod klonami i o tej jednej, konkretnej lipie, która wyznaczała granice błota i wszechświata. To zapis pamięci, którą dzielimy z wszystkimi dorosłymi dziećmi świata - pamięć pierwszej ulicy. Nie mogę dziś przywołać dźwięków, ale wciąż we mnie rezonują: odgłosy buszowania w w zbożu i tej specyficznej ciszy, jaka zostaje po ludziach, którzy tę ulicę z nami współtworzyli.To jest Białowieża, jakiej nie poznają turyści. Ta - ukryta w cieniu oryginalnych domów, w zapachu starego drewna i w pamięci - nie potrzebuje tablic informacyjnych, by trwać. Podcastu potrzebuje, ale i to nie na pewno :)@milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:

facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutKawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Jak odnaleźć „Wielkie Ach”? | na podstawie rozmowy z Beatą Pawlikowską (Archiwum) #330
2026-02-03 22:51:31

Są takie momenty, kiedy rada, by „wyprowadzić umysł na spacer”, brzmi jak szaleństwo i coś zbyt prostego, by mogło zadziałać. A jednak właśnie wtedy, gdy idziemy przed siebie i przez chwilę o niczym nie myślimy, zaczyna się dziać coś niezwykłego. Ten odcinek jest o takim właśnie „Wielkim Ach” – radości życia, która pojawia się, gdy przestajemy wszystko kontrolować. Ten odcinek podcastu to mój powrót do archiwum – do rozmowy z Beatą Pawlikowską, pisarką i podróżniczką, która od lat uczy nas, jak patrzeć na świat z uważnością. Sięgam po te archiwalne dźwięki, żeby ułożyć z nich opowieść o odnajdywaniu radości życia, którą nazywamy „Wielkim Ach”. Zanim zaczniemy cokolwiek komplikować, przyjmijmy jedną prostą definicję: radość życia to stan wewnętrznej zgody na własne istnienie. To moment, w którym codzienne chwile stają się źródłem zachwytu i wdzięczności, a my przestajemy mierzyć i optymalizować naszą rzeczywistość. To organiczny rezonans – punkt styku między nieskończonością świata a naszą własną obecnością. Beata przypomina, że takie „Ach” można poczuć zarówno w amazońskiej dżungli, jak i na spacerze przez las nad Biebrzą.Najbardziej porusza mnie w tej rozmowie proste zaproszenie: pójść przed siebie bez telefonu i bez sprawdzania wiadomości tuż po przebudzeniu. Kiedy idziemy wolniej, ośrodek strachu w mózgu się wycisza, a my zaczynamy patrzeć na świat bez uprzedzeń i bez pryzmatu tego, co już o nim wiemy. Można stanąć nad rzeką w gęstej mgle, słuchać szelestu deszczu i poczuć to arystotelesowskie zdumienie, że to wszystko po prostu jest. Pierwsze „Ach” oznacza wtedy poruszenie całego człowieka – ciała, emocji i myśli.W tym autorskim montażu archiwalnych myśli szukamy odpowiedzi na to, jak czuć się we własnej skórze po prostu dobrze. Bo kiedy idziemy przez życie wolniej, jesteśmy w stanie zobaczyć znacznie więcej. Nie było mnie, bo byłam. Zapraszam Cię do tego wspólnego spaceru. PS - thaumazein (gr. θαυμάζει ν).To pojęcie fundamentalne dla całej zachodniej myśli, bo to właśnie w nim Platon i Arystoteles upatrywali początku wszelkiej filozofii. Nie jest to jednak zwykłe zdziwienie, jakie towarzyszy nam, gdy widzimy coś dziwnego na ulicy. Co kryje w sobie Twoje „Wielkie Ach” (Thaumazein)?Bezinteresowny zachwyt: To zdumienie, które nie szuka korzyści ani odpowiedzi „po co to jest”.Wstrząs egzystencjalny: Arystoteles uważał, że thaumazein to moment, w którym człowiek czuje się poruszony w całości – dotyka to jego ciała, emocji i myśli jednocześnie. To dokładnie to drżenie, o którym Beata Pawlikowska opowiada w kontekście mgły nad Biebrzą .Początek drogi: Zdziwienie rodzi pytania, a pytania rodzą wiedzę. Ale u źródeł zawsze stoi to „Wielkie Ach” – uznanie, że rzeczywistość nas przerasta i jest piękna w swojej nieprzeliczalności. #WielkieAch #BeataPawlikowska #RadośćŻycia #Uważność #Podcast #Archiwum #SpacerBezCelu #Biebrza@milka.malzahnvideo i zdjecia, i montaż - Miłka oraz Video by Joshua Woroniecki from PixabayVideo by XanhSen901 from PixabayVideo by agentluca from Pixabay________________________ Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: h Radio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chillout Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian piękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Są takie momenty, kiedy rada, by „wyprowadzić umysł na spacer”, brzmi jak szaleństwo i coś zbyt prostego, by mogło zadziałać. A jednak właśnie wtedy, gdy idziemy przed siebie i przez chwilę o niczym nie myślimy, zaczyna się dziać coś niezwykłego. Ten odcinek jest o takim właśnie „Wielkim Ach” – radości życia, która pojawia się, gdy przestajemy wszystko kontrolować.

Ten odcinek podcastu to mój powrót do archiwum – do rozmowy z Beatą Pawlikowską, pisarką i podróżniczką, która od lat uczy nas, jak patrzeć na świat z uważnością. Sięgam po te archiwalne dźwięki, żeby ułożyć z nich opowieść o odnajdywaniu radości życia, którą nazywamy „Wielkim Ach”.

Zanim zaczniemy cokolwiek komplikować, przyjmijmy jedną prostą definicję: radość życia to stan wewnętrznej zgody na własne istnienie. To moment, w którym codzienne chwile stają się źródłem zachwytu i wdzięczności, a my przestajemy mierzyć i optymalizować naszą rzeczywistość. To organiczny rezonans – punkt styku między nieskończonością świata a naszą własną obecnością.


Beata przypomina, że takie „Ach” można poczuć zarówno w amazońskiej dżungli, jak i na spacerze przez las nad Biebrzą.Najbardziej porusza mnie w tej rozmowie proste zaproszenie: pójść przed siebie bez telefonu i bez sprawdzania wiadomości tuż po przebudzeniu. Kiedy idziemy wolniej, ośrodek strachu w mózgu się wycisza, a my zaczynamy patrzeć na świat bez uprzedzeń i bez pryzmatu tego, co już o nim wiemy.


Można stanąć nad rzeką w gęstej mgle, słuchać szelestu deszczu i poczuć to arystotelesowskie zdumienie, że to wszystko po prostu jest.

Pierwsze „Ach” oznacza wtedy poruszenie całego człowieka – ciała, emocji i myśli.W tym autorskim montażu archiwalnych myśli szukamy odpowiedzi na to, jak czuć się we własnej skórze po prostu dobrze. Bo kiedy idziemy przez życie wolniej, jesteśmy w stanie zobaczyć znacznie więcej. Nie było mnie, bo byłam. Zapraszam Cię do tego wspólnego spaceru.


PS - thaumazein (gr. θαυμάζειν).To pojęcie fundamentalne dla całej zachodniej myśli, bo to właśnie w nim Platon i Arystoteles upatrywali początku wszelkiej filozofii. Nie jest to jednak zwykłe zdziwienie, jakie towarzyszy nam, gdy widzimy coś dziwnego na ulicy. Co kryje w sobie Twoje „Wielkie Ach” (Thaumazein)?Bezinteresowny zachwyt: To zdumienie, które nie szuka korzyści ani odpowiedzi „po co to jest”.Wstrząs egzystencjalny:

Arystoteles uważał, że thaumazein to moment, w którym człowiek czuje się poruszony w całości – dotyka to jego ciała, emocji i myśli jednocześnie. To dokładnie to drżenie, o którym Beata Pawlikowska opowiada w kontekście mgły nad Biebrzą

.Początek drogi: Zdziwienie rodzi pytania, a pytania rodzą wiedzę. Ale u źródeł zawsze stoi to „Wielkie Ach” – uznanie, że rzeczywistość nas przerasta i jest piękna w swojej nieprzeliczalności.

#WielkieAch #BeataPawlikowska #RadośćŻycia #Uważność #Podcast #Archiwum #SpacerBezCelu #Biebrza@milka.malzahnvideo i zdjecia, i montaż - Miłka oraz Video by Joshua Woroniecki from PixabayVideo by XanhSen901 from PixabayVideo by agentluca from Pixabay________________________

Chcesz wiedzieć więcej?

Zajrzyj do mnie

facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja

strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: h

Radio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chillout

Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian

piękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Simona, której nie było. Wystawa, wspomnienia i portret malowany kawą - Kobiety z Kiedyś #329
2026-01-30 19:46:00

W tym odcinku zabieram Was na spotkanie, oto Simoną Kossak - między pamięcią, a wyobraźnią. Punktem wyjścia jest wystawa „Universum Simony Kossak” młodej artystki, Julii Magdaleny Koper, którą odwiedziłam w Białymstoku. Julia maluje Simonę kawą i opowiada o motylu (a może ćmie?), który wleciał do pokoju w momencie śmierci Lecha Wilczka – jakby sama Simona przyszła się pożegnać. Ale w tle słyszycie moją Mamę. Świadka z lat 70., z czasów, gdy Simona nie była jeszcze ikoną w waciaku, ale ambitną kobietą w dżinsach, walczącą o uznanie na uczelni. Rozmawiamy o:

W tym odcinku zabieram Was na spotkanie, oto Simoną Kossak - między pamięcią, a wyobraźnią. Punktem wyjścia jest wystawa „Universum Simony Kossak” młodej artystki, Julii Magdaleny Koper, którą odwiedziłam w Białymstoku. Julia maluje Simonę kawą i opowiada o motylu (a może ćmie?), który wleciał do pokoju w momencie śmierci Lecha Wilczka – jakby sama Simona przyszła się pożegnać.


Ale w tle słyszycie moją Mamę. Świadka z lat 70., z czasów, gdy Simona nie była jeszcze ikoną w waciaku, ale ambitną kobietą w dżinsach, walczącą o uznanie na uczelni.


Rozmawiamy o:

Co mówi kawa o luksusie bycia człowiekiem i o zysku ze straty? #328
2026-01-25 22:44:50

No i stało się. Siedzę z moją czarną kawą – tą, która zawsze ma rację, nawet jeśli ja akurat mam wątpliwości. Mieszam w niej rurką, robię ten mały, elegancki wir i myślę o tym, co ostatnio wypłynęło z tej gęstej czerni. Wybrałam dla nas tematy, które najlepiej rymują się z tym, co tu i teraz. Trzymam w ręku świeży egzemplarz mojego „Notatnika stanów skupienia ” i widzę w nim błędy. Pierwsza myśl to panika, lęk przed brakiem profesjonalizmu. Ale zaraz potem przyszła kawa i szepnęła mi coś ważnego. W świecie, gdzie sztuczna inteligencja generuje bezbłędne sonety i pioseneczki, ludzki błąd stał się luksusem. Te literówki to dowód na mój pośpiech, na ekscytację, na to, że serce biło mi szybciej, gdy palce stukały w klawiaturę. To nie jest produkt wymyślony przez algorytm, to rzecz zrobiona przez kogoś, kto jest zbyt blisko własnej akcji, by być idealnym. Zapisuję myśli w biegu i mam nadzieję, że te pomyłki czynią ten notatnik wyjątkowym i bardzo ludzkim. Zaraz będziemy świadkami spektakularnych gestów i wielkich wejść w „nowe”. Nasze oko jest nienasycone, kocha fajerwerki i iluzję, że zmiana musi błyszczeć. A tymczasem kawa mówi mi prosto w twarz: oczekiwania to rodzaj zmyłki. Prawdziwa, żywa zmiana nie dzieje się w kolorowych rozbłyskach nad miastem, ale w tym, co realnie wcielamy w życie. Aby powstała dobra zmiana – tak jak dobra kawa – potrzebujemy kuchennej alchemii: połączenia wody z ogniem. To powolne odliczanie i zapach świeżo mielonych ziaren jest ważniejsze niż jakikolwiek spektakl, bo pozwala nam się porządnie usadowić w dniu, który właśnie trwa. Ostatnio moja kawa tchnęła we mnie myśl wyjątkowo poważną: strata zawsze idzie w parze z zyskiem. Zastanawiałam się nad tym długo. Jak to – tracę coś i zyskuję? Ale kawa jest nieubłagana. Mówi: jeśli tracisz majątek, zyskujesz szansę, by nauczyć się budować zasoby od nowa. A jeśli tracisz bliską osobę – i to jest ten najtrudniejszy krajobraz – zyskujesz bolesną umiejętność radzenia sobie z pustką, tęsknotą i podejmowania decyzji bez asekuracji kogoś, kto dotąd mówił ci, co i jak. Odchodzenie bliskich to nie tragedia, to część procesu; kiedy coś znika, coś innego musi się pojawić i nas dopełnić. Wystarczy tylko umieć wyłuskać ten zysk z oceanu możliwości. Życie to proces poznawania i praktykowania własnej rzeczywistości. Nie odliczajmy dni do jakiegoś punktu, po prostu bądźmy w tym, co jest, nawet jeśli strata kładzie się cieniem na krajobrazie. Siorbu siorbu... bo to przez rurkę. Idę teraz szukać zysków w moich stratach i uważnie patrzeć na to, co widzę przed oknem. A Wy? O czym dziś opowiecie swojej kawie?

No i stało się. Siedzę z moją czarną kawą – tą, która zawsze ma rację, nawet jeśli ja akurat mam wątpliwości. Mieszam w niej rurką, robię ten mały, elegancki wir i myślę o tym, co ostatnio wypłynęło z tej gęstej czerni.

Wybrałam dla nas tematy, które najlepiej rymują się z tym, co tu i teraz.


Trzymam w ręku świeży egzemplarz mojego „Notatnika stanów skupienia” i widzę w nim błędy. Pierwsza myśl to panika, lęk przed brakiem profesjonalizmu. Ale zaraz potem przyszła kawa i szepnęła mi coś ważnego.

W świecie, gdzie sztuczna inteligencja generuje bezbłędne sonety i pioseneczki, ludzki błąd stał się luksusem.

Te literówki to dowód na mój pośpiech, na ekscytację, na to, że serce biło mi szybciej, gdy palce stukały w klawiaturę. To nie jest produkt wymyślony przez algorytm, to rzecz zrobiona przez kogoś, kto jest zbyt blisko własnej akcji, by być idealnym.

Zapisuję myśli w biegu i mam nadzieję, że te pomyłki czynią ten notatnik wyjątkowym i bardzo ludzkim.


Zaraz będziemy świadkami spektakularnych gestów i wielkich wejść w „nowe”. Nasze oko jest nienasycone, kocha fajerwerki i iluzję, że zmiana musi błyszczeć. A tymczasem kawa mówi mi prosto w twarz: oczekiwania to rodzaj zmyłki. Prawdziwa, żywa zmiana nie dzieje się w kolorowych rozbłyskach nad miastem, ale w tym, co realnie wcielamy w życie.

Aby powstała dobra zmiana – tak jak dobra kawa – potrzebujemy kuchennej alchemii: połączenia wody z ogniem. To powolne odliczanie i zapach świeżo mielonych ziaren jest ważniejsze niż jakikolwiek spektakl, bo pozwala nam się porządnie usadowić w dniu, który właśnie trwa.


Ostatnio moja kawa tchnęła we mnie myśl wyjątkowo poważną: strata zawsze idzie w parze z zyskiem. Zastanawiałam się nad tym długo. Jak to – tracę coś i zyskuję? Ale kawa jest nieubłagana. Mówi: jeśli tracisz majątek, zyskujesz szansę, by nauczyć się budować zasoby od nowa. A jeśli tracisz bliską osobę – i to jest ten najtrudniejszy krajobraz – zyskujesz bolesną umiejętność radzenia sobie z pustką, tęsknotą i podejmowania decyzji bez asekuracji kogoś, kto dotąd mówił ci, co i jak. Odchodzenie bliskich to nie tragedia, to część procesu; kiedy coś znika, coś innego musi się pojawić i nas dopełnić. Wystarczy tylko umieć wyłuskać ten zysk z oceanu możliwości.


Życie to proces poznawania i praktykowania własnej rzeczywistości. Nie odliczajmy dni do jakiegoś punktu, po prostu bądźmy w tym, co jest, nawet jeśli strata kładzie się cieniem na krajobrazie.


Siorbu siorbu... bo to przez rurkę. Idę teraz szukać zysków w moich stratach i uważnie patrzeć na to, co widzę przed oknem. A Wy? O czym dziś opowiecie swojej kawie?


Duch miejsc | Sędyty cz 1: Mechanizm wyobraźni i echa pruskiej osady #326
2026-01-20 18:18:00

Słyszysz? To nie jest dźwiękowa pocztówka z lasu. To rżenie koni i trzask ognia – echa, które wciąż odbijają się od pni drzew w olsztyńskim Lesie Miejskim. Zapraszam Cię do uruchomienia zardzewiałego mechanizmu czasu. Nie szukamy widoków, ale dotykamy tkanki wsi, której oficjalnie nie ma: Sędyt. Mowa o miejscu-zagadce ukrytym w zakolu Łyny. Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian Razem z archeologiem Mirosławem Hoffmannem nasłuchujemy opowieści o pruskich grobowcach w Pomielinie, gdzie pod nasypami kurhanów splotły się tragiczne losy ofiar dżumy z XVIII wieku i bogactwo dawnych Bałtów – srebrne arabskie monety z Bagdadu czy kolie z bursztynu i kryształu górskiego. Z kolei Robert Klimek prowadzi nas przez surowe wały grodzisk w Jeziorku czy Bezledach, przekonując, że te miejsca wymagają od nas czegoś więcej niż tylko wzroku. Jak pisał Piotr z Dusburga w XIV wieku: „Za święte uważali gaje, pola i wody, tak iż nie ważyli się w nich wycinać drzew, ani uprawiać roli, ani łowić ryb”. Zastanawiam się często, co dzieje się z naszym mózgiem, gdy stoimy nad pustym polem, a zaczynamy widzieć świat sprzed stuleci. To nasza wyobraźnia historyczna – jedyny sposób, by pokonać fizykę czasu i zamienić martwy katalog przedmiotów w biografię życia, która wciąż pulsuje pod mchem. To moje pierwsze odczytanie Sędyt. Zostań ze mną w tych gęstwinach na dłużej. Materiał zrealizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem Naukowym Pruthenia. Kiedy następnym razem wejdziesz między drzewa, spróbuj nastroić swój wewnętrzny odbiornik na echa, których nie ma na mapach. A jeśli ta audycja pomogła Ci uruchomić Twój mechanizm czasu – postaw mi wirtualną czarną kawę. Link znajdziesz w opisie. Odczytajmy ten las wspólnie. @milka.malzahn________________________ Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chillout piękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Słyszysz? To nie jest dźwiękowa pocztówka z lasu.

To rżenie koni i trzask ognia – echa, które wciąż odbijają się od pni drzew w olsztyńskim Lesie Miejskim. Zapraszam Cię do uruchomienia zardzewiałego mechanizmu czasu.

Nie szukamy widoków, ale dotykamy tkanki wsi, której oficjalnie nie ma: Sędyt.

Mowa o miejscu-zagadce ukrytym w zakolu Łyny.

Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianRazem z archeologiem Mirosławem Hoffmannem nasłuchujemy opowieści o pruskich grobowcach w Pomielinie, gdzie pod nasypami kurhanów splotły się tragiczne losy ofiar dżumy z XVIII wieku i bogactwo dawnych Bałtów – srebrne arabskie monety z Bagdadu czy kolie z bursztynu i kryształu górskiego.

Z kolei Robert Klimek prowadzi nas przez surowe wały grodzisk w Jeziorku czy Bezledach, przekonując, że te miejsca wymagają od nas czegoś więcej niż tylko wzroku.

Jak pisał Piotr z Dusburga w XIV wieku:


„Za święte uważali gaje, pola i wody, tak iż nie ważyli się w nich wycinać drzew, ani uprawiać roli, ani łowić ryb”.

Zastanawiam się często, co dzieje się z naszym mózgiem, gdy stoimy nad pustym polem, a zaczynamy widzieć świat sprzed stuleci. To nasza wyobraźnia historyczna – jedyny sposób, by pokonać fizykę czasu i zamienić martwy katalog przedmiotów w biografię życia, która wciąż pulsuje pod mchem.


To moje pierwsze odczytanie Sędyt. Zostań ze mną w tych gęstwinach na dłużej.

Materiał zrealizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem Naukowym Pruthenia.

Kiedy następnym razem wejdziesz między drzewa, spróbuj nastroić swój wewnętrzny odbiornik na echa, których nie ma na mapach.

A jeśli ta audycja pomogła Ci uruchomić Twój mechanizm czasu – postaw mi wirtualną czarną kawę. Link znajdziesz w opisie. Odczytajmy ten las wspólnie.


@milka.malzahn________________________

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chillout


piękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Duch miejsc | Sędyty cz. 2: Echo bagdadzkich monet w pruskim lesie #325
2026-01-13 18:18:00

Mówi się, że przeszłość nigdy nie odchodzi całkowicie – ona tylko zasypia pod grubą warstwą mchu, czekając na moment, w którym ktoś odważy się zakłócić jej sen. W drugiej części opowieści o Sędytach mechanizm wyobraźni ustępuje miejsca namacalnym dowodom. Pierwsza łopata wbita w ziemię olsztyńskiego Lasu Miejskiego sprawiła, że czas ruszył wstecz, a z głębi zaczęły wychodzić znaki: fragmenty ceramiki, narzędzia i srebrne monety bite w Bagdadzie. Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian Ten odcinek to wędrówka po śladach, których nie widać na pierwszy rzut oka, a które definiują naszą tożsamość. Razem z badaczami z Towarzystwa Naukowego Pruthenia oraz pasjonatami dawnego rzemiosła, zaglądamy pod powierzchnię codzienności. Pytamy o to, jak echo arabskiego kruszcu i blask bursztynu niosionego przez lodowce splatały się w sieć globalnych powiązań, gdy Olsztyn był jeszcze jedynie nieodkrytym zakolem Łyny. To zaproszenie do spaceru czerwonym szlakiem, gdzie współczesna „Łynostrada” przecina się z dawnymi traktami handlowymi, a nazwy jezior – jak jezioro Ukiel czy dawne Płoci Duga – wciąż niosą w sobie pruski kod. Sędyty przestają być tylko legendą, a stają się pulsującym dowodem na to, że pod naszymi współczesnymi stopami żyją zapomniane historie. Każda skorupa naczynia to ząbek w kole czasu. Czy jesteś gotów, by usłyszeć jego rytm? Głosy i opowieści: Miłka Malzahn oraz goście z Towarzystwa Naukowego Pruthenia i mistrzowie dawnego rzemiosła. Ślad współpracy: Jeśli Państwa projekt potrzebuje uważności na detal i autorskiego podejścia do dźwięku, które zamieni faktografię w żywe, zmysłowe doświadczenie – chętnie podejmę się realizacji audycji lub podcastu narracyjnego. Zapraszam do rozmowy o wspólnych projektach audio. Głosy i opowieści:Szymon Marchlewski (Towarzystwo Naukowe Pruthenia)Alicja Dobrosielska (Towarzystwo Naukowe Pruthenia)Eryk Popkiewicz (Bursztynnik)Prowadzenie: Miłka Malzahn@milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Mówi się, że przeszłość nigdy nie odchodzi całkowicie – ona tylko zasypia pod grubą warstwą mchu, czekając na moment, w którym ktoś odważy się zakłócić jej sen. W drugiej części opowieści o Sędytach mechanizm wyobraźni ustępuje miejsca namacalnym dowodom.


Pierwsza łopata wbita w ziemię olsztyńskiego Lasu Miejskiego sprawiła, że czas ruszył wstecz, a z głębi zaczęły wychodzić znaki: fragmenty ceramiki, narzędzia i srebrne monety bite w Bagdadzie.


Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian

Ten odcinek to wędrówka po śladach, których nie widać na pierwszy rzut oka, a które definiują naszą tożsamość. Razem z badaczami z Towarzystwa Naukowego Pruthenia oraz pasjonatami dawnego rzemiosła, zaglądamy pod powierzchnię codzienności.


Pytamy o to, jak echo arabskiego kruszcu i blask bursztynu niosionego przez lodowce splatały się w sieć globalnych powiązań, gdy Olsztyn był jeszcze jedynie nieodkrytym zakolem Łyny.

To zaproszenie do spaceru czerwonym szlakiem, gdzie współczesna „Łynostrada” przecina się z dawnymi traktami handlowymi, a nazwy jezior – jak jezioro Ukiel czy dawne Płoci Duga – wciąż niosą w sobie pruski kod.


Sędyty przestają być tylko legendą, a stają się pulsującym dowodem na to, że pod naszymi współczesnymi stopami żyją zapomniane historie. Każda skorupa naczynia to ząbek w kole czasu. Czy jesteś gotów, by usłyszeć jego rytm?

Głosy i opowieści: Miłka Malzahn oraz goście z Towarzystwa Naukowego Pruthenia i mistrzowie dawnego rzemiosła.

Ślad współpracy:

Jeśli Państwa projekt potrzebuje uważności na detal i autorskiego podejścia do dźwięku, które zamieni faktografię w żywe, zmysłowe doświadczenie – chętnie podejmę się realizacji audycji lub podcastu narracyjnego. Zapraszam do rozmowy o wspólnych projektach audio.

Głosy i opowieści:Szymon Marchlewski (Towarzystwo Naukowe Pruthenia)Alicja Dobrosielska (Towarzystwo Naukowe Pruthenia)Eryk Popkiewicz (Bursztynnik)Prowadzenie:

Miłka Malzahn@milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej?

Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Manifest post-ludzkiej autentyczności | Krótki esej: Głos vs AI #324
2026-01-09 19:50:00

Gdzie kończy się człowiek, a zaczyna obliczeniowa statystyka emocji? Zamykam oczy i słucham siebie, ale to nie jest mój głos. A przynajmniej – nie tylko mój. To audio-artystyczna refleksja nad granicą między „ja” a „kodem”. https://buycoffee.to/dziennik.zmian W tym eksperymentalnym eseju dźwiękowym łączę mój naturalny głos z jego syntetycznym odbiciem stworzonym przez SunO AI. To, co słyszycie, to „Dźwiękowa dolina niesamowitości” – moment, w którym technologia tak bardzo przypomina człowieka, że zaczynamy odczuwać instynktowny lęk przed „podróbką duszy”.W tym odcinku usłyszysz:Esej dźwiękowy o spekulatywnej narracji i found footage.Zderzenie prawdy z AI: Mój spokój kontra „emocjonalny nadmiar” algorytmu.Filozoficzną analizę: Dlaczego AI nie czuje pasji, a jedynie statystycznie przewiduje wzruszenie?Staję przed cyfrowym lustrem z kodu i pytam: gdzie kończy się intencja, a zaczyna obliczeniowa perfekcja? Moja post-ludzka autentyczność to zgoda na to, że prawda jutra będzie mieszkać w szczelinach między mną a moim cyfrowym cieniem. To uważność na to, co niepoliczalne.Jak zauważa Rosie Braidotti w książce „Po człowieku” (The Posthuman):„Głos, przeniesiony w sferę cyfrową, staje się częścią szerszego asemblażu, w którym to, co ludzkie, i to, co technologiczne, współtworzy nową jakość obecności”.Nie uciekam przed erą eksperymentu. Po prostu w niej jestem. Jestem głosem. I Ty jesteś głosem. Spotkajmy się gdzieś… pomiędzy.Serdeczności, Miłka MalzahnDla instytucji i grup: Jeśli szukają Państwo wykładu łączącego filozofię z praktyką nowych mediów i cyfrową świadomością – zapraszam do kontaktu: [Twój e-mail/Priv].Realizacja audio: Jeśli Twój projekt potrzebuje autorskiego podejścia do dźwięku i radiowej jakości – porozmawiajmy o współpracy. Zapraszam do moich listów i głębszych opowieści: milkamalzahn.pl#ai #aiwmediach, #sztucznainteligencja #posthumanizm, #RosieBraidotti #podcastnarracyjny, #autentyczność, #sunomusic #esejdźwiękowy, #przyszłość #filozofia #technologia @milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutKawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Gdzie kończy się człowiek, a zaczyna obliczeniowa statystyka emocji?

Zamykam oczy i słucham siebie, ale to nie jest mój głos. A przynajmniej – nie tylko mój.

To audio-artystyczna refleksja nad granicą między „ja” a „kodem”.

https://buycoffee.to/dziennik.zmianW tym eksperymentalnym eseju dźwiękowym łączę mój naturalny głos z jego syntetycznym odbiciem stworzonym przez SunO AI. To, co słyszycie, to „Dźwiękowa dolina niesamowitości” – moment, w którym technologia tak bardzo przypomina człowieka, że zaczynamy odczuwać instynktowny lęk przed „podróbką duszy”.W tym odcinku usłyszysz:Esej dźwiękowy o spekulatywnej narracji i found footage.Zderzenie prawdy z AI: Mój spokój kontra „emocjonalny nadmiar” algorytmu.Filozoficzną analizę: Dlaczego AI nie czuje pasji, a jedynie statystycznie przewiduje wzruszenie?Staję przed cyfrowym lustrem z kodu i pytam: gdzie kończy się intencja, a zaczyna obliczeniowa perfekcja? Moja post-ludzka autentyczność to zgoda na to, że prawda jutra będzie mieszkać w szczelinach między mną a moim cyfrowym cieniem. To uważność na to, co niepoliczalne.Jak zauważa Rosie Braidotti w książce „Po człowieku” (The Posthuman):„Głos, przeniesiony w sferę cyfrową, staje się częścią szerszego asemblażu, w którym to, co ludzkie, i to, co technologiczne, współtworzy nową jakość obecności”.Nie uciekam przed erą eksperymentu. Po prostu w niej jestem. Jestem głosem. I Ty jesteś głosem. Spotkajmy się gdzieś… pomiędzy.Serdeczności, Miłka MalzahnDla instytucji i grup: Jeśli szukają Państwo wykładu łączącego filozofię z praktyką nowych mediów i cyfrową świadomością – zapraszam do kontaktu: [Twój e-mail/Priv].Realizacja audio: Jeśli Twój projekt potrzebuje autorskiego podejścia do dźwięku i radiowej jakości – porozmawiajmy o współpracy. Zapraszam do moich listów i głębszych opowieści: milkamalzahn.pl#ai #aiwmediach, #sztucznainteligencja #posthumanizm, #RosieBraidotti #podcastnarracyjny, #autentyczność, #sunomusic #esejdźwiękowy, #przyszłość #filozofia #technologia @milka.malzahn________________________Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do mnie:facebook: https://www.facebook.com/Milka.Malzahnmoja strona: https://www.milkamalzahn.plpodcasty: https://anchor.fm/milkamalzahnRadio Białystok: https://www.radio.bialystok.pl/chilloutKawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianpiękne wsparcie https://patronite.pl/milkamalzahn

Białowieża: Historia w 4 krokach. Dlaczego ten kościół budowała cała Polska? #323
2026-01-02 19:49:34

Zabieram Cię w podróż, która liczy dokładnie cztery kroki. Każdy z nich to kolejna warstwa historii ukrytej w białych murach białowieskiego kościoła – od wizji rosyjskiego architekta, przez cegiełki kupowane przez całą Polskę, aż po dzisiejsze wysiłki o przywrócenie jej dawnego blasku. Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmian Ten kościół, jak inne w Polsce nie tęni życiem na co dzień, drzwi są zamknięte. To dosyć symptomatyczne, tak swoją drogą.Ale teraz otwórzmy je opowieścią.Między Wilnem a Krakowem. Odkryj na nowo serce Białowieży.Białowieża to nie tylko żubry i prastara knieja. To także miejsca skryte w cieniu drzew, które milczą od stu lat. Zapraszamy Cię w podróż przez „Kościół białowieski w czterech krokach” – opowieść o budowli, która przetrwała wojenną zawieruchę, komunistyczne represje i próbę czasu.W tym odcinku usłyszysz:KROK 1: Wnętrze, które czeka na duszę. Dlaczego świątynia przez dekady pozostawała surowa i jakie skarby kryje jej nowa, kamienna posadzka?KROK 2: Architektoniczny pomost. Jak rosyjski emigrant, Boris von Zinnserling, połączył w jednym projekcie ducha krakowskiego renesansu i wileńskiego baroku?KROK 3: Historia pisana przez leśników. O inicjatywie „Tota Polonia”, dzięki której cegiełki na budowę kupowali Polacy z całego kraju.KROK 4: Przyszłość tradycji. Jak grupa pasjonatów z prof. Bogumiłą Jędrzejewską i ks. Bogdanem Popławskim przywraca blask tej niezwykłej „szkatule”.To nie jest zwykły przewodnik. To spacer po pograniczu kultur, gdzie architektura spotyka się z osobistymi wspomnieniami o chłodzie białych murów i zapachu kadzidła. „Ten kościół miał odbudować polskość na tych ziemiach... To historia, która się powtarza”.Zasubskrybuj i wyrusz z nami w głąb Puszczy, by usłyszeć to, co szeptają mury.@milka.malzahn

Zabieram Cię w podróż, która liczy dokładnie cztery kroki. Każdy z nich to kolejna warstwa historii ukrytej w białych murach białowieskiego kościoła – od wizji rosyjskiego architekta, przez cegiełki kupowane przez całą Polskę, aż po dzisiejsze wysiłki o przywrócenie jej dawnego blasku.

Kawa dla Miłki: https://buycoffee.to/dziennik.zmianTen kościół, jak inne w Polsce nie tęni życiem na co dzień, drzwi są zamknięte. To dosyć symptomatyczne, tak swoją drogą.Ale teraz otwórzmy je opowieścią.Między Wilnem a Krakowem. Odkryj na nowo serce Białowieży.Białowieża to nie tylko żubry i prastara knieja. To także miejsca skryte w cieniu drzew, które milczą od stu lat. Zapraszamy Cię w podróż przez „Kościół białowieski w czterech krokach” – opowieść o budowli, która przetrwała wojenną zawieruchę, komunistyczne represje i próbę czasu.W tym odcinku usłyszysz:KROK 1: Wnętrze, które czeka na duszę. Dlaczego świątynia przez dekady pozostawała surowa i jakie skarby kryje jej nowa, kamienna posadzka?KROK 2: Architektoniczny pomost. Jak rosyjski emigrant, Boris von Zinnserling, połączył w jednym projekcie ducha krakowskiego renesansu i wileńskiego baroku?KROK 3: Historia pisana przez leśników. O inicjatywie „Tota Polonia”, dzięki której cegiełki na budowę kupowali Polacy z całego kraju.KROK 4: Przyszłość tradycji. Jak grupa pasjonatów z prof. Bogumiłą Jędrzejewską i ks. Bogdanem Popławskim przywraca blask tej niezwykłej „szkatule”.To nie jest zwykły przewodnik. To spacer po pograniczu kultur, gdzie architektura spotyka się z osobistymi wspomnieniami o chłodzie białych murów i zapachu kadzidła. „Ten kościół miał odbudować polskość na tych ziemiach... To historia, która się powtarza”.Zasubskrybuj i wyrusz z nami w głąb Puszczy, by usłyszeć to, co szeptają mury.@milka.malzahn

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie