Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

Sens małych spraw jest wielki #160
2022-02-26 10:08:15

Znaczenie małych spraw jest wielkie W czasach burz i naporów - małe sprawy są wielkie. I to tylko jeden z paradoksów. Poza tym, właśnie podczas wojny, w samym środku 1942 roku, moi dziadkowie (obu stron) postawili na miłość. Mimo wszystko. Po prostu. Ta ich decyzja sprawiła - że jestem. Tą małą, a wielką sprawą jest miłość. Zawsze. I dlatego teraz słucham jak szumi las. Uważnie. A reszta... i tak się wydarzy. Te wydarzenia, na które mam wpływ, to... małe sprawy, które są wielkie. *** znacznie małych spraw jest wielkie. Gdybym pisała piosenkę niezobowiązującą, to w refrenie byłaby lingwistycznie podejrzewana fraza:  małe sprawy matters. Co oznacza, że kiedy nadchodzi nawałnica, w ludzkiej skórze, albo inna apokalipsa, to na pytanie wielkiego kalibru najsensowniejsze bywają odpowiedzi rzucone mimochodem, przy okazji, bez  zadęcia, bez trąb jerychońskich w tle, w zwyczajnej rozmowie, w zwyczajnym miejscu, na codziennej spacerowej trasie. Zatem... gdy drzewa rosną zbyt blisko siebie, to tak skrzypią, obijają się o siebie, ocierają, prowadzą swoje rozmowy i kooperują, opierając się pogodzie, oraz niepogodzie. I tak nasłuchiwałyśmy tych rozmów z moją Mamą, Elżbietą, pamiętając, że znaczenie tych małych spraw jest wielkie. I tego się teraz trzymamy, gdy nadchodzi nawałnica, wiatr historii, czy inna niewyczekiwana zmiana. A gdy już wróciłyśmy do domu, to po prostu zrobiłyśmy sobie kawę, odpuściłyśmy najświeższe wiadomości, które i bez naszej uwagi, oraz czujności pokazują jak bolesne potrafią być ludzkie decyzje. Więc skupiłyśmy się na smakach. W tym momencie. Będzie dobrze. Nawet jeżeli nie będzie. Jeśli uważasz, że jest w tym sens, możesz postawić nam kolejną kawę. Link w opisie. Dziękuję. *** Eh.... i można zaprosić mnie na kawę tak    www.buycoffee.to/dziennik.zmian muz  www.purple-planet.com

Znaczenie małych spraw jest wielkie

W czasach burz i naporów - małe sprawy są wielkie. I to tylko jeden z paradoksów. Poza tym, właśnie podczas wojny, w samym środku 1942 roku, moi dziadkowie (obu stron) postawili na miłość. Mimo wszystko. Po prostu. Ta ich decyzja sprawiła - że jestem. Tą małą, a wielką sprawą jest miłość. Zawsze.

I dlatego teraz słucham jak szumi las. Uważnie. A reszta... i tak się wydarzy. Te wydarzenia, na które mam wpływ, to... małe sprawy, które są wielkie.

***

znacznie małych spraw jest wielkie. Gdybym pisała piosenkę niezobowiązującą, to w refrenie byłaby lingwistycznie podejrzewana fraza: 

małe sprawy matters.

Co oznacza, że kiedy nadchodzi nawałnica, w ludzkiej skórze, albo inna apokalipsa, to na pytanie wielkiego kalibru najsensowniejsze bywają odpowiedzi rzucone mimochodem, przy okazji, bez  zadęcia, bez trąb jerychońskich w tle, w zwyczajnej rozmowie, w zwyczajnym miejscu, na codziennej spacerowej trasie.

Zatem... gdy drzewa rosną zbyt blisko siebie, to tak skrzypią, obijają się o siebie, ocierają, prowadzą swoje rozmowy i kooperują, opierając się pogodzie, oraz niepogodzie. I tak nasłuchiwałyśmy tych rozmów z moją Mamą, Elżbietą, pamiętając, że znaczenie tych małych spraw jest wielkie. I tego się teraz trzymamy, gdy nadchodzi nawałnica, wiatr historii, czy inna niewyczekiwana zmiana.

A gdy już wróciłyśmy do domu, to po prostu zrobiłyśmy sobie kawę, odpuściłyśmy najświeższe wiadomości, które i bez naszej uwagi, oraz czujności pokazują jak bolesne potrafią być ludzkie decyzje. Więc skupiłyśmy się na smakach. W tym momencie. Będzie dobrze. Nawet jeżeli nie będzie.

Jeśli uważasz, że jest w tym sens, możesz postawić nam kolejną kawę. Link w opisie. Dziękuję.

***

Eh.... i można zaprosić mnie na kawę tak   www.buycoffee.to/dziennik.zmian

muz  www.purple-planet.com

Jestem z tego pokolenia, które.... (więc - manifest!). #159
2022-02-20 19:43:37

Jestem z tego pokolenia – manifest. Jestem z tego pokolenia, które żyło w PRLu. Znamy ten rodzaj pogodnej biedy i poczucie, że daleko nam do świata.  Efekt zamkniętych granic - to nic wielkiego. Znam to. Należę do pokolenia, które tworzyło niezależne media, ale które wyrosło na tych zależnych. I teraz wie o co biega. O nic nowego. Znowu. Jestem z tego pokolenia, co nie miało  komputera, a prace magisterskie pisało na maszynach elektrycznych. Takich do pisania. A poprawki - na pożyczonym kompie; należę do tego pokolenia, które po zniknięciu netu nie panikuje. I upadek FB niewiele nam w głowach zmieni. Jestem z tego pokolenia, które łączy starsze z nowszym, światy niemożliwe z mechaniką kwantową; które poniosło zawodową klęskę (nie raz), spotkało wielu zawiedzionych ludzi i się zestarzało przedwcześnie. Ale, wbrew pozorom - jesteśmy bardzo twardzi.  Sporo pamiętamy i nawet jeśli udajemy idiotów - to nimi nie jesteśmy.. po prostu to pokolenie ludzi w miarę uprzejmych, więc nie chcemy tu nadmiernych przykrości. I żaden zwrot akcji w tym świecie nas tak po prostu nie zdmuchnie. Żaden wiatr. Bo gdy ktoś umie uniknąć chodzenia w pierwszomajowych pochodach za młodu, to nie uwierzy w żadne sztywne wytyczne tak łatwo. Gramy własne melodie. Niekiedy bardzo cicho, ale wierz mi - nie ma lepszej, prawdziwszej orkiestry.  Choć może są i orkiestry ładniejsze. Jestem z tego pokolenia, które tańczy w trudnym do powtórzenia rytmie. Tańczy do końca. Ich końca. I to jeszcze potrwa. Jestem z pokolenia na tyle cierpliwych, że można się nas bać, bo to, co się dzieje na scenie uznajemy za rodzaj ewentualności. I wiemy, że kluczowe rzeczy dzieją się za kulisami. To nie jest wiedza podręcznikowa. To doświadczenie *** możeszzaprosićmnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian https://freemusicarchive.org , - Infinit Silent Strike

Jestem z tego pokolenia – manifest.

Jestem z tego pokolenia, które żyło w PRLu. Znamy ten rodzaj pogodnej biedy i poczucie, że daleko nam do świata. 

Efekt zamkniętych granic - to nic wielkiego. Znam to. Należę do pokolenia, które tworzyło niezależne media, ale które wyrosło na tych zależnych. I teraz wie o co biega. O nic nowego. Znowu. Jestem z tego pokolenia, co nie miało  komputera, a prace magisterskie pisało na maszynach elektrycznych. Takich do pisania. A poprawki - na pożyczonym kompie; należę do tego pokolenia, które po zniknięciu netu nie panikuje. I upadek FB niewiele nam w głowach zmieni. Jestem z tego pokolenia, które łączy starsze z nowszym, światy niemożliwe z mechaniką kwantową; które poniosło zawodową klęskę (nie raz), spotkało wielu zawiedzionych ludzi i się zestarzało przedwcześnie. Ale, wbrew pozorom - jesteśmy bardzo twardzi.

 Sporo pamiętamy i nawet jeśli udajemy idiotów - to nimi nie jesteśmy.. po prostu to pokolenie ludzi w miarę uprzejmych, więc nie chcemy tu nadmiernych przykrości. I żaden zwrot akcji w tym świecie nas tak po prostu nie zdmuchnie. Żaden wiatr. Bo gdy ktoś umie uniknąć chodzenia w pierwszomajowych pochodach za młodu, to nie uwierzy w żadne sztywne wytyczne tak łatwo. Gramy własne melodie. Niekiedy bardzo cicho, ale wierz mi - nie ma lepszej, prawdziwszej orkiestry. 

Choć może są i orkiestry ładniejsze. Jestem z tego pokolenia, które tańczy w trudnym do powtórzenia rytmie. Tańczy do końca. Ich końca. I to jeszcze potrwa. Jestem z pokolenia na tyle cierpliwych, że można się nas bać, bo to, co się dzieje na scenie uznajemy za rodzaj ewentualności. I wiemy, że kluczowe rzeczy dzieją się za kulisami. To nie jest wiedza podręcznikowa. To doświadczenie

***

możeszzaprosićmnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

https://freemusicarchive.org, - Infinit Silent Strike

Co się dzieje po tym mostem? #158
2022-02-17 12:17:31

Co się dzieje po tym mostem? No co … nic się nie dzieje. I o to chodzi. Że nic. Wylądowałam pod mostem. Nie, nikt mnie nie wyrzucił z domu, ani nie straciłam żadnego punktu życiowego oparcia. Wylądowałam pod mostem przekonana, że ta perspektywa jest kluczowa, żeby zrozumieć. I miałam rację. Parkuję w błocie i patrzę sobie na most, który głośno szumi samochodami pędzącymi z punktu A do punktu B i z powrotem. Przyjechałam z punktu B i nie dojadę do A. Na moście pierwsze wiosenne słońce i pełna gotowość realizacji zadań. Zegary w samochodach nie ustają w przeliczani sekund na minuty, liczniki prędkości sugerują drobne zmiany, ale trasa jest prosta i bez świateł. Wiem to. Znam to. Ale wylądowałam pod mostem, gdzie nagle pieje kogut, a trzy zrujnowane, drewniane gospodarstwa nie rosną w cieniu estakady. Słońce zagląda tu tylko ukradkiem. Czas stanął w miejscu i gdyby nie ten szum, szum z mostu – byłoby bardzo spokojnie. Sielsko. Pod mostem są dwa stawy i wejście do lasu, na tym wejściu, w trawie leży kopytko sarny, obgryzione przez psy. I resztka szkieletu. Czuję zimne dreszcze i choć pozostanie pod mostem, wydaje mi się takie romantyczne, oraz straceńcze – to bądźmy szczerzy: nie jest przytulnie. Miło nie jest. A już na pewno nie - perspektywicznie. Wracam. Trzeba wsiąść do samochodu, ślizgając się przez kałuże błotne i wjechać na most, i oddalić się z szumem do życia na powierzchni. Pod mostem mieszkają ludzie, bawią się dzieci, których rodzice nie muszą się obawiać ulicznego ruchu ale…. oj jest wielkie "ale". A podział na to, co pod i nad – jest jakiś… bolesny. Tak, ta perspektywa jest kluczowa, żeby zrozumieć. *** A jeśli poruszy Cię, któraś z opowieści możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian https://freemusicarchive.org , www.purple-planet.com

Co się dzieje po tym mostem?

No co … nic się nie dzieje. I o to chodzi. Że nic.

Wylądowałam pod mostem. Nie, nikt mnie nie wyrzucił z domu, ani nie straciłam żadnego punktu życiowego oparcia. Wylądowałam pod mostem przekonana, że ta perspektywa jest kluczowa, żeby zrozumieć. I miałam rację. Parkuję w błocie i patrzę sobie na most, który głośno szumi samochodami pędzącymi z punktu A do punktu B i z powrotem. Przyjechałam z punktu B i nie dojadę do A. Na moście pierwsze wiosenne słońce i pełna gotowość realizacji zadań. Zegary w samochodach nie ustają w przeliczani sekund na minuty, liczniki prędkości sugerują drobne zmiany, ale trasa jest prosta i bez świateł. Wiem to. Znam to. Ale wylądowałam pod mostem, gdzie nagle pieje kogut, a trzy zrujnowane, drewniane gospodarstwa nie rosną w cieniu estakady. Słońce zagląda tu tylko ukradkiem. Czas stanął w miejscu i gdyby nie ten szum, szum z mostu – byłoby bardzo spokojnie. Sielsko.

Pod mostem są dwa stawy i wejście do lasu, na tym wejściu, w trawie leży kopytko sarny, obgryzione przez psy. I resztka szkieletu.

Czuję zimne dreszcze i choć pozostanie pod mostem, wydaje mi się takie romantyczne, oraz straceńcze – to bądźmy szczerzy: nie jest przytulnie. Miło nie jest. A już na pewno nie - perspektywicznie.

Wracam. Trzeba wsiąść do samochodu, ślizgając się przez kałuże błotne i wjechać na most, i oddalić się z szumem do życia na powierzchni. Pod mostem mieszkają ludzie, bawią się dzieci, których rodzice nie muszą się obawiać ulicznego ruchu ale…. oj jest wielkie "ale". A podział na to, co pod i nad – jest jakiś… bolesny. Tak, ta perspektywa jest kluczowa, żeby zrozumieć.

***

A jeśli poruszy Cię, któraś z opowieści możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

https://freemusicarchive.org, www.purple-planet.com

Jak odzyskać swoje poranki? #157
2022-02-10 20:05:07

Jak odzyskać swoje poranki? Czuję niepokój, gdy umyka mi początek dnia. Zlewają się w jedno: widok z okna (zawsze ten sam, chociaż...), postawiony na gazie czajnik, herbata w tym samym kubku. W pewnym momencie nie oddzielam poranków od siebie, gdy są tak podobne. Gdy się śpieszę. Gdy myślami wybiegam. A przecież szkoda poranków! Postanowiłam, od teraz - skupiać się na szczegółach, zwracać się ku drobiazgom: zauważam (po stokroć, zauważam! :) odbite od chochelce światło, intensywność herbaty, stopień zachmurzenia tego skrawka nieba, który jestem w stanie zobaczyć z kuchennego okna. Sumuję refleksy mojego świata, żeby mieć życie. A Ty co robisz, żeby nie uronić ani jednej chwili swojego bycia tutaj? *** A jeśli poruszy Cię, któraś z opowieści możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian https://freemusicarchive.org , www.purple-planet.com

Jak odzyskać swoje poranki?

Czuję niepokój, gdy umyka mi początek dnia. Zlewają się w jedno: widok z okna (zawsze ten sam, chociaż...), postawiony na gazie czajnik, herbata w tym samym kubku. W pewnym momencie nie oddzielam poranków od siebie, gdy są tak podobne. Gdy się śpieszę. Gdy myślami wybiegam. A przecież szkoda poranków! Postanowiłam, od teraz - skupiać się na szczegółach, zwracać się ku drobiazgom: zauważam (po stokroć, zauważam! :) odbite od chochelce światło, intensywność herbaty, stopień zachmurzenia tego skrawka nieba, który jestem w stanie zobaczyć z kuchennego okna. Sumuję refleksy mojego świata, żeby mieć życie.

A Ty co robisz, żeby nie uronić ani jednej chwili swojego bycia tutaj?

***

A jeśli poruszy Cię, któraś z opowieści możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

https://freemusicarchive.org, www.purple-planet.com


Operetkowy show i urok zombie. #156
2022-02-01 21:28:09

Jak wyrośliśmy z operetki, ale nie każdy to zauważył. No jak? Normalnie. Wyrośliśmy z operetki z czasem. Jej czas przeminął. Włoska nazwy operetki operetta oznacza małą operę. Coś krótszego, lżejszego, do uśmiechu do zanucenia. Ciekawe, że przeciętny operetkowy utwór mieści się w tzw. czasie radiowym. Jakieś 3 minuty 40 sekund.  To jest bardzo przyswajalny czas. Złota zasada. Wciąż działa. W operetce była muzyczka i tańce, naonczas krótkie wstawki baletowe, można było sobie popatrzeć na ludzi o wyćwiczonych mięśniach. Dziś można pójść do siłownie.. mniej więcej. Operetka jest dzieckiem angielskich oper balladowych  i francuskiego wodewilu , grywanego w XVII wieku na jarmarkach. A tak w ogóle to narodziła się we Francji za panowania Napoleona III . I podczas bujnego rozwoju życia artystycznego i powstawania teatrzyków bulwarowych. to było świetne i potrzebne. Zawsze w czasach ciężkich, le to zawsze - lekka rozrywka jest  niezbędna. Utrzymanie równowagi psychicznej – to sztuka dobierania sztuki. Naprawdę. Nie wiem, co mnie podkusiło... pewnie jakieś wspomnienie z dzieciństwa, pełne dziarskich dźwięków, oraz operetkowego szyku totalnego nadmiaru cekinów i falban. Może magia prostej fabuły i niskiego potencjału egzystencjalnej, filozoficznej troski? A może klimatyczne romansowe opowieści osadzone w scenerii art deco skrzyżowanego z wozem cygańskim? A może filmy kostiumowo-przygodowe? Cokolwiek to było, wybrawszy się na objazdowy show operetkowy (nie wiem jak to nazwać inaczej)  - z trudem przełknęłam kolorowe szlagiery, podane w sztywnych ramach mega bajkowych strojów. A też i - baletowe popisy, w których tancerze na siebie nie patrzą, a  precyzja powolnego i przewidywalnego ruchu - skutecznie gasi jakąkolwiek pasję. Finalne oklaski w rytm pieśni o tym, że pan by każdą panią całował, ścisnęły mi gardło. Ach, klasyka. Ech, z bardzo już innego świata! Uch, do tego takie te sztywne, rozpisane na role,  żarty pana konferansjera, o cudownym głosie i manierze prowadzenie radiowym audycji rodem z 1973 roku... To wszystko mi przypomniało, że krainy snów też muszą robić sobie up date, w przeciwnym razie mają urok zombie. No rusza się, mówi, ale nie żyje. Niektórzy lubią. Ale teraz , już po  - mam teraz czkawkę. Nie wiem, dlaczego uznałam, że mogę polubić zombie... Mój błąd. Musiałam w ramach przeprosin dać sobie paczkę śliwek. W czekoladzie. jako cywilizacja jak wyrośliśmy z operetki, która nie zaimportowała świeżości współczesności, nie rozwinęła skrzydeł dodając do  swojej historycznej jarmarczności czegoś, co zaiskrzy w na przykład w 2022 roku. Wiem, że  niektórzy postanowili nie dorastać, albo na fali sentymentów utknęli w kartonowej krainie snów – i tak, nie mam nic przeciwko temu, ale nigdy przenigdy nie zaeksperymentuję z operetką. Przy tych dawkach śliwek w czekoladzie – to by było bardzo niezdrowe. A co operetkowego cię ostatnio spotkało? Na pewno coś…. *** WIęc jeśli poruszyła Cię moja wizyta w operetce  możesz zaprosić mnie na kawę Pomoże na jakiś czas... ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian fot. polona.pl muz. https://freemusicarchive.org

Jak wyrośliśmy z operetki, ale nie każdy to zauważył.

No jak? Normalnie. Wyrośliśmy z operetki z czasem. Jej czas przeminął.

Włoska nazwy operetki operetta oznacza małą operę. Coś krótszego, lżejszego, do uśmiechu do zanucenia. Ciekawe, że przeciętny operetkowy utwór mieści się w tzw. czasie radiowym. Jakieś 3 minuty 40 sekund.  To jest bardzo przyswajalny czas. Złota zasada. Wciąż działa. W operetce była muzyczka i tańce, naonczas krótkie wstawki baletowe, można było sobie popatrzeć na ludzi o wyćwiczonych mięśniach. Dziś można pójść do siłownie.. mniej więcej.

Operetka jest dzieckiem angielskich oper balladowych  i francuskiego wodewilu, grywanego w XVII wieku na jarmarkach. A tak w ogóle to narodziła się we Francji za panowania Napoleona III. I podczas bujnego rozwoju życia artystycznego i powstawania teatrzyków bulwarowych. to było świetne i potrzebne.

Zawsze w czasach ciężkich, le to zawsze - lekka rozrywka jest  niezbędna. Utrzymanie równowagi psychicznej – to sztuka dobierania sztuki. Naprawdę.

Nie wiem, co mnie podkusiło... pewnie jakieś wspomnienie z dzieciństwa, pełne dziarskich dźwięków, oraz operetkowego szyku totalnego nadmiaru cekinów i falban. Może magia prostej fabuły i niskiego potencjału egzystencjalnej, filozoficznej troski? A może klimatyczne romansowe opowieści osadzone w scenerii art deco skrzyżowanego z wozem cygańskim? A może filmy kostiumowo-przygodowe? Cokolwiek to było, wybrawszy się na objazdowy show operetkowy (nie wiem jak to nazwać inaczej)  - z trudem przełknęłam kolorowe szlagiery, podane w sztywnych ramach mega bajkowych strojów. A też i - baletowe popisy, w których tancerze na siebie nie patrzą, a  precyzja powolnego i przewidywalnego ruchu - skutecznie gasi jakąkolwiek pasję. Finalne oklaski w rytm pieśni o tym, że pan by każdą panią całował, ścisnęły mi gardło. Ach, klasyka. Ech, z bardzo już innego świata! Uch, do tego takie te sztywne, rozpisane na role,  żarty pana konferansjera, o cudownym głosie i manierze prowadzenie radiowym audycji rodem z 1973 roku... To wszystko mi przypomniało, że krainy snów też muszą robić sobie up date, w przeciwnym razie mają urok zombie. No rusza się, mówi, ale nie żyje. Niektórzy lubią. Ale teraz , już po  - mam teraz czkawkę. Nie wiem, dlaczego uznałam, że mogę polubić zombie... Mój błąd. Musiałam w ramach przeprosin dać sobie paczkę śliwek. W czekoladzie.

jako cywilizacja jak wyrośliśmy z operetki, która nie zaimportowała świeżości współczesności, nie rozwinęła skrzydeł dodając do  swojej historycznej jarmarczności czegoś, co zaiskrzy w na przykład w 2022 roku. Wiem, że  niektórzy postanowili nie dorastać, albo na fali sentymentów utknęli w kartonowej krainie snów – i tak, nie mam nic przeciwko temu, ale nigdy przenigdy nie zaeksperymentuję z operetką. Przy tych dawkach śliwek w czekoladzie – to by było bardzo niezdrowe.

A co operetkowego cię ostatnio spotkało? Na pewno coś….

***

WIęc jeśli poruszyła Cię moja wizyta w operetce  możesz zaprosić mnie na kawę Pomoże na jakiś czas... ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

fot. polona.pl

muz.https://freemusicarchive.org

Idziemy w przeszłość ! #155
2022-01-27 13:25:24

Idziemy w przeszłość!  Czy lubisz oglądać stare albumy , zdjęcia przedwojenne, obrazy tamtej rzeczywistości. Nie tylko  rodzinne. Masz na półce przynajmniej jedną książkę zabierającą czytelnika w przeszłość? Ja to rozumiem. Doskonale. Mam małą kolekcję przedwojennych pocztówek, mam kilkanaście fotograficznych książek, pokazujących historię codzienności, które przeglądam gdy czuję jakąś chandrę. One wcale nie są szczególnie wesołe, czy pocieszające, ale jest w nich coś, co dopełnia ten moment, co wciąż gra we mnie to granie jest szalenie zwane. I jeśli coś w Tobie gra, to nigdy przenigdy tego nie lekceważ. Na tę falę zawsze warto wskoczył i zadziałać, bo może z tego wyniknąć coś niezwykłego, kojącego, przyjemnego, albo wstrząsającego, co kto lubi. Przeszłość, przeszłość przeszłość Lubię ją i lubi Alicja Grabowska, która wskakuje w przeszłość i wraca stamtąd w teraźniejszość  dostarczając nam współczesnym ….. no właśnie. Zaraz opowiemy co, ale podkreślam wagę tego, co w nas gra. **** I tak stworzy myślmy pomost między przeszłością i przyszłościową, nagrywając nasze teraz. Tu i teraz. Które zresztą w tej chwili gdy tego słuchasz jest już przeszłością oczywiście – tylko wtedy gdy myślimy liniowo, czasem linearnym. Na koniec jeszcze takie przypomnienie o tym,  że naj naj najważniejsze jest jednak  to, co dzieje się w teraz i dla teraz Arystoteles głosił, że przeszłość, , to taka teraźniejszość, której już nie ma, przyszłość to z kolei taka teraźniejszość, której jeszcze nie ma zresztą Martin Heidegger, badacz czasu,  uznał wręcz, że w obrębie czasowości nie da się odróżnić żadnej z części – ani przyszłość, ani przeszłość, ani teraźniejszość nie dają się w ludzkiej świadomości pomyśleć z osobna. Spróbuj. Da się? Tak czy inaczej,, kiedy budujesz swój pomoc pomiędzy tym, co było i tym, co będzie – działasz, tworzysz … bo kiedy jak nie teraz! trzymam kciuki za twój wycieczki w przeszłość. Jeśli coś stamtąd zabierzesz fajnego – daj znać. A jeśli poruszyła Cię ta rozmowa - możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian **** A to projekt według koncepcji Alicji Grabowskiej zawierający współczesną aranżację utworu "Kto usta twe całował". Ta pochodząca z 1934 roku piosenka jest najbardziej znanym i jednocześnie jedynym zarejestrowanym utworem wykonywanym przez urodzoną w Sielachowskich pod Białymstokiem wielką gwiazdę kina przedwojennego, Sonię Nejman, czyli Norę Ney.    https://www.youtube.com/watch?v=oNMJFEEGjhg i zapis koncertu https://www.facebook.com/watch/?v=693175008054332

Idziemy w przeszłość! 

Czy lubisz oglądać stare albumy , zdjęcia przedwojenne, obrazy tamtej rzeczywistości. Nie tylko  rodzinne. Masz na półce przynajmniej jedną książkę zabierającą czytelnika w przeszłość? Ja to rozumiem. Doskonale. Mam małą kolekcję przedwojennych pocztówek, mam kilkanaście fotograficznych książek, pokazujących historię codzienności, które przeglądam gdy czuję jakąś chandrę. One wcale nie są szczególnie wesołe, czy pocieszające, ale jest w nich coś, co dopełnia ten moment, co wciąż gra we mnie

to granie jest szalenie zwane. I jeśli coś w Tobie gra, to nigdy przenigdy tego nie lekceważ. Na tę falę zawsze warto wskoczył i zadziałać, bo może z tego wyniknąć coś niezwykłego, kojącego, przyjemnego, albo wstrząsającego, co kto lubi.

Przeszłość, przeszłość przeszłość

Lubię ją i lubi Alicja Grabowska, która wskakuje w przeszłość i wraca stamtąd w teraźniejszość  dostarczając nam współczesnym ….. no właśnie. Zaraz opowiemy co, ale podkreślam wagę tego, co w nas gra.

****

I tak stworzy myślmy pomost między przeszłością i przyszłościową, nagrywając nasze teraz. Tu i teraz. Które zresztą w tej chwili gdy tego słuchasz jest już przeszłością

oczywiście – tylko wtedy gdy myślimy liniowo, czasem linearnym.

Na koniec jeszcze takie przypomnienie o tym,  że naj naj najważniejsze jest jednak  to, co dzieje się w teraz i dla teraz

Arystoteles głosił, że przeszłość, , to taka teraźniejszość, której już nie ma, przyszłość to z kolei taka teraźniejszość, której jeszcze nie ma

zresztą Martin Heidegger, badacz czasu,  uznał wręcz, że w obrębie czasowości nie da się odróżnić żadnej z części – ani przyszłość, ani przeszłość, ani teraźniejszość nie dają się w ludzkiej świadomości pomyśleć z osobna.

Spróbuj. Da się?

Tak czy inaczej,, kiedy budujesz swój pomoc pomiędzy tym, co było i tym, co będzie – działasz, tworzysz … bo kiedy jak nie teraz!

trzymam kciuki za twój wycieczki w przeszłość. Jeśli coś stamtąd zabierzesz fajnego – daj znać.

A jeśli poruszyła Cię ta rozmowa - możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

****

A to projekt według koncepcji Alicji Grabowskiej zawierający współczesną aranżację utworu "Kto usta twe całował". Ta pochodząca z 1934 roku piosenka jest najbardziej znanym i jednocześnie jedynym zarejestrowanym utworem wykonywanym przez urodzoną w Sielachowskich pod Białymstokiem wielką gwiazdę kina przedwojennego, Sonię Nejman, czyli Norę Ney.   https://www.youtube.com/watch?v=oNMJFEEGjhg

i zapis koncertu https://www.facebook.com/watch/?v=693175008054332

Nowoczesna poezja krajobrazu czerpiąca z tradycji. Białowieża. #154
2022-01-19 15:49:42

A jeśli poruszyła Cię ta impresja - możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian Dziękuję. *** Nowoczesna poezja krajobrazu czerpiąca z tradycji. Białowieża. (kapliczka) Buszując po młodnikach, bo w las nie poszłam bez dokumentów, których zapomniałam. Pies nie przypomniał! No wiadomo, jak jest. I tak to weszłam, na rozstaju dróg, prosto na wielce ciekawą instalację narodowo - religijną, jeśli mnie zmysł interpretacyjny i wiedza o społeczeństwie (WOS) nie mylą. Oto nowiutka kapliczka, gdzie pod ikonicznym obrazem jezusowym - prośba o zmiłowanie, więc (też się zmiłuję i...) tylko dodam, że instalację zwrócono w stronę lasu tak, że gdyby ktoś wprost z puszczy wyjść chciał na drogę do wsi - to instalację zobaczy na pewno. Tym bardziej, że kapliczka jest zgrabna, piękna i pobłyskuje na złoto. Za nią, w krzak pobliski, wetknięta została flaga Polska, a nieopodal: plastikowy baner, że murem za mundurem. Rozumiem, mnie też zamurowało... No spoko. Analiza poetyckiego potencjału tej instalacji strasznie mnie kusi. Jeszcze się opieram. Jeszcze chwila. No dobra. Puściło Spójrzmy na sam odruch człowieczy, stawiania kapliczek na rozstajach dróg. Taka tradycja ludowa, malownicze odniesienie do lokalnej religijności, szczere, bez manipulacji, szukanie ochrony przed złem. Po prostu. Jakie by ono nie było… Sprawdziłam: kapliczkę postawił właściciel tego fragmentu lasu. Wiosną 2021 roku. Zrobił to co czuł i na co miał ochotę. Resztę dostawił/dopowiedział/dopokazał ktoś inny.  I mamy żywy krajobraz. Aktualny dialog z rzeczywistością, czyli – powstała nowoczesna sztuka. (więcej, a w zasadzie to wszystko – w dźwięku). *** muz. https://freemusicarchive.org , www.purple-planet.com

A jeśli poruszyła Cię ta impresja - możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

Dziękuję.

***

Nowoczesna poezja krajobrazu czerpiąca z tradycji. Białowieża.

(kapliczka)

Buszując po młodnikach, bo w las nie poszłam bez dokumentów, których zapomniałam. Pies nie przypomniał! No wiadomo, jak jest. I tak to weszłam, na rozstaju dróg, prosto na wielce ciekawą instalację narodowo - religijną, jeśli mnie zmysł interpretacyjny i wiedza o społeczeństwie (WOS) nie mylą. Oto nowiutka kapliczka, gdzie pod ikonicznym obrazem jezusowym - prośba o zmiłowanie, więc (też się zmiłuję i...) tylko dodam, że instalację zwrócono w stronę lasu tak, że gdyby ktoś wprost z puszczy wyjść chciał na drogę do wsi - to instalację zobaczy na pewno. Tym bardziej, że kapliczka jest zgrabna, piękna i pobłyskuje na złoto.

Za nią, w krzak pobliski, wetknięta została flaga Polska, a nieopodal: plastikowy baner, że murem za mundurem. Rozumiem, mnie też zamurowało... No spoko. Analiza poetyckiego potencjału tej instalacji strasznie mnie kusi. Jeszcze się opieram.

Jeszcze chwila.

No dobra.

Puściło

Spójrzmy na sam odruch człowieczy, stawiania kapliczek na rozstajach dróg. Taka tradycja ludowa, malownicze odniesienie do lokalnej religijności, szczere, bez manipulacji, szukanie ochrony przed złem. Po prostu. Jakie by ono nie było…

Sprawdziłam: kapliczkę postawił właściciel tego fragmentu lasu. Wiosną 2021 roku. Zrobił to co czuł i na co miał ochotę. Resztę dostawił/dopowiedział/dopokazał ktoś inny.  I mamy żywy krajobraz. Aktualny dialog z rzeczywistością, czyli – powstała nowoczesna sztuka. (więcej, a w zasadzie to wszystko – w dźwięku).

***

muz. https://freemusicarchive.org, www.purple-planet.com

Horror przy Świerkowej #153
2022-01-12 16:33:04

Nocą w radiu jest tak cicho, że naprawdę każda nuta musi być osadzona sensownie…  Bo potrafi krzyknąć. Znienacka. Nocą budynek radia,  trzy pietra, wiele korytarzy, studio nagrań, studia emisyjne – wygląda tak jak wszystkie budynki nocą. Na tle lasu. Zwierzynieckiego w tym przypadku. Cisza. Nocna. Oczywiście, poetycko – ale czasem cisza krzyczy. Znam dwie książki o tym tytule i jeden film — AryiDashieva z 1982 roku (ZSRR).  https://www.youtube.com/watch?v=dr1A_KAazkM ale też potrafię krzyknąć. Znienacka, rzecz jasna. Jak cisza. Lecz Nocą radio jest raczej jak zastygnięta lawa, jeszcze trochę ciepłe i trochę jeszcze świecące.  Szeleszczące, szurające… Szeleszczące? Szurające?  Zaraz... zaraz! a trzeba wiedzieć, że ten budynek stoi na starym cmentarzu. Radiową białą damą jest najprawdopodobniej radziecki oficer. Może to mniej romantyczne, ale na pewno był  młody, przystojny i z natury swojej trochę... gniewny. Trudno teraz dociec, bo  zakrywa twarz, Pewnie ma powody i penie dlatego szura. W czasach gdy jeszcze na żywo prowadzone były nocne audycje, słychać go było na korytarzu. Na schodach. Radio przy ul. Świerkowej zbudowano na cmentarzu wojskowym, z 1915 r. Fakty są takie, że podczas I wojny światowej pochowano tu 650 żołnierzy, w tym 375 żołnierzy armii niemieckiej i 280 radzieckiej. W 1917 r. na środku tej nekropolii powstało mauzoleum. I także po II wojnie światowej grzebano tu ludzi. Ostatecznie  cmentarz zlikwidowano w 1970 roku. Nie tak dawno temu. Odkopywane w trakcie budowy siedziby radia szczątki przewożono w nieznane miejsce. Są tacy, którzy pamiętają odkopanie grobu radzieckiego oficera. Sama słyszałam.  Słyszałam też stuku, puki, szasty prasty takie... ale teraz kończę program najpóźniej o 22. Więc spoko. Jednakże... Jeśli słyszysz, jak coś ci puka stuka i szeleści, to czy na pewno, na pewno wiesz, że twój dom, czy inna baza mieszkalna, jaką masz, nie stoi na cmentarzu? Może na  Jaćwieskim miejscu pochówku,  na polu walk plemiennych, a może na zimowym szlaku wojsk napoleona (wiadomo jak było...), a może tu była powstańcza mogiła...? Pole  partyzanckiej potyczki?  prastara przestrzeń składania ofiar  tego owego? Cóż... Nie można mieć pewności, no raczej…  Nie można mieć pewności. Zapal świeczkę. I nie bój się. Niczego. Albo zakumpluj z oficerem, z białą damą, z Jaćwingami (o, to jest extra). Dobranoc. *** A jeśli poruszyła Cię, ta opowieść, możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian muz.   https://freemusicarchive.org , www.purple-planet.com

Nocą w radiu jest tak cicho, że naprawdę każda nuta musi być osadzona sensownie…  Bo potrafi krzyknąć. Znienacka. Nocą budynek radia,  trzy pietra, wiele korytarzy, studio nagrań, studia emisyjne – wygląda tak jak wszystkie budynki nocą. Na tle lasu. Zwierzynieckiego w tym przypadku. Cisza. Nocna. Oczywiście, poetycko – ale czasem cisza krzyczy. Znam dwie książki o tym tytule i jeden film — AryiDashieva z 1982 roku (ZSRR).

 https://www.youtube.com/watch?v=dr1A_KAazkM

ale też potrafię krzyknąć. Znienacka, rzecz jasna. Jak cisza. Lecz Nocą radio jest raczej jak zastygnięta lawa, jeszcze trochę ciepłe i trochę jeszcze świecące.  Szeleszczące, szurające… Szeleszczące? Szurające?  Zaraz... zaraz!

a trzeba wiedzieć, że ten budynek stoi na starym cmentarzu. Radiową białą damą jest najprawdopodobniej radziecki oficer. Może to mniej romantyczne, ale na pewno był  młody, przystojny i z natury swojej trochę... gniewny. Trudno teraz dociec, bo  zakrywa twarz, Pewnie ma powody i penie dlatego szura.

W czasach gdy jeszcze na żywo prowadzone były nocne audycje, słychać go było na korytarzu. Na schodach.

Radio przy ul. Świerkowej zbudowano na cmentarzu wojskowym, z 1915 r. Fakty są takie, że podczas I wojny światowej pochowano tu 650 żołnierzy, w tym 375 żołnierzy armii niemieckiej i 280 radzieckiej. W 1917 r. na środku tej nekropolii powstało mauzoleum.

I także po II wojnie światowej grzebano tu ludzi. Ostatecznie  cmentarz zlikwidowano w 1970 roku. Nie tak dawno temu. Odkopywane w trakcie budowy siedziby radia szczątki przewożono w nieznane miejsce. Są tacy, którzy pamiętają odkopanie grobu radzieckiego oficera. Sama słyszałam.  Słyszałam też stuku, puki, szasty prasty takie... ale teraz kończę program najpóźniej o 22. Więc spoko.

Jednakże...

Jeśli słyszysz, jak coś ci puka stuka i szeleści, to czy na pewno, na pewno wiesz, że twój dom, czy inna baza mieszkalna, jaką masz, nie stoi na cmentarzu? Może na  Jaćwieskim miejscu pochówku,  na polu walk plemiennych, a może na zimowym szlaku wojsk napoleona (wiadomo jak było...), a może tu była powstańcza mogiła...? Pole  partyzanckiej potyczki?  prastara przestrzeń składania ofiar  tego owego?

Cóż...

Nie można mieć pewności, no raczej…  Nie można mieć pewności.

Zapal świeczkę.

I nie bój się.

Niczego.

Albo zakumpluj z oficerem, z białą damą, z Jaćwingami (o, to jest extra). Dobranoc.

***

A jeśli poruszyła Cię, ta opowieść, możesz zaprosić mnie na kawę ;) - www.buycoffee.to/dziennik.zmian

muz.  https://freemusicarchive.org, www.purple-planet.com

Solidaryzowanie się - cykl Białowieża i Solidarność 9 #152
2022-01-05 16:13:18

Na granicy polsko-białoruskiej od wielu miesięcy trwa wojna psychologiczna. Klasyczna. Zgodna z definicją, proszę  sprawdzić. A presja nie jest skierowana do przysłowiowego  Jana Kowalskiego i żony jego Kowalskiej, ale w istocie jest presją siły jednego państwa, wywieraną na drugie państwo. Jednak  - państwo my (choć nie jestem pewna, czy państwo zawsze o tym pamięta, no ale to inna opowieść). Tymczasem tutaj, w Białowieży, presja dotyka nas swoim długim, zimnym paluchem bardzo indywidualnie. Jest w sieci wiele materiałów na ten temat, ale ja kontynuuję rozmowy rodzinne, z działającymi solidarnościowo w latach osiemdziesiątych moimi rodzicami, czyli z Elżbietą i Przemysławem Malzahnami (czasem sobie odmieniam nasze nazwisko, ale to nie jest reguła). Zatem w obliczu tej mało malowniczej wojny szukamy tego, co teraz można nazwać solidaryzowaniem się. Czym jest współczesna solidarność anno Domini 2022? Bo na mojej wsi wciąż pada wiele ważnych pytań, a opowiadamy na nie z jakże różnych perspektyw! *** Mój tato wiele razy tu powtarza, że „trudno powiedzie”. Tak — trudno powiedzieć, ale zapewniam,że trzeba mówić. Warto mówić o tym, co dla nas jest istotne, ważne o tym co się dzieje z perspektywy osoby, a nie ideologii jakiejkolwiek. Trudno powiedzieć, ale przez o-powiadanie dojdziemy do samego sedna i d porozumienia. Jeśli nie ze światem – to ze sobą. Nawzajem. *** A przy okazji  - cykl o Solidarność i Białowieża – historie rodzinne, zdobył w grudniu 2021 nagrodę  w Konkursie "Pokolenie Solidarności" zorganizowanym przez Instytut Literatury. https://www.radio.bialystok.pl/wiadomosci/index/id/208024

Na granicy polsko-białoruskiej od wielu miesięcy trwa wojna psychologiczna. Klasyczna. Zgodna z definicją, proszę  sprawdzić. A presja nie jest skierowana do przysłowiowego  Jana Kowalskiego i żony jego Kowalskiej, ale w istocie jest presją siły jednego państwa, wywieraną na drugie państwo. Jednak  - państwo my (choć nie jestem pewna, czy państwo zawsze o tym pamięta, no ale to inna opowieść). Tymczasem tutaj, w Białowieży, presja dotyka nas swoim długim, zimnym paluchem bardzo indywidualnie.

Jest w sieci wiele materiałów na ten temat, ale ja kontynuuję rozmowy rodzinne, z działającymi solidarnościowo w latach osiemdziesiątych moimi rodzicami, czyli z Elżbietą i Przemysławem Malzahnami (czasem sobie odmieniam nasze nazwisko, ale to nie jest reguła). Zatem w obliczu tej mało malowniczej wojny szukamy tego, co teraz można nazwać solidaryzowaniem się. Czym jest współczesna solidarność anno Domini 2022? Bo na mojej wsi wciąż pada wiele ważnych pytań, a opowiadamy na nie z jakże różnych perspektyw!

***

Mój tato wiele razy tu powtarza, że „trudno powiedzie”. Tak — trudno powiedzieć, ale zapewniam,że trzeba mówić. Warto mówić o tym, co dla nas jest istotne, ważne o tym co się dzieje z perspektywy osoby, a nie ideologii jakiejkolwiek. Trudno powiedzieć, ale przez o-powiadanie dojdziemy do samego sedna i d porozumienia. Jeśli nie ze światem – to ze sobą. Nawzajem.

***

A przy okazji  - cykl o Solidarność i Białowieża – historie rodzinne, zdobył w grudniu 2021 nagrodę  w Konkursie "Pokolenie Solidarności" zorganizowanym przez Instytut Literatury. https://www.radio.bialystok.pl/wiadomosci/index/id/208024

Alkohol, magia i Sherry #151
2021-12-30 22:55:37

Smaki i zapachy mają moc przenoszenia w czasie i przestrzeni. https://buycoffee.to/dziennik.zmian  Co do przestrzeni to większość z nas za młodu zajmowała się magicznymi efektami przytrucia ciała z pomocą alkoholu Wtedy fale mózgowe (i nie tylko) fale, falują niekiedy zaskakująco! I bardzo możliwe, że nie był to czas stracony. Pod warunkiem, że nie pozostało się w tej krainie iluzji, bo w tej przestrzeni nie ma niczego prawdziwego. Więc w efekcie — nic się nie opłaca. Żadna przygoda nie jest tak naprawdę przygoda. Ale jeśli nauka nie poszła  w las, to wiemy, że: to mówię tym, którzy interesują się emisją głosu. Mała wódka pozwala wyciągnąć duże C wokalne; napina, co trzeba i na krótko – działa. Piwo to podrażniacz, w dodatku po dawce nawet niedużej  człowieka przymula. Najczęściej człowiek tego nie łapie i myśli, że nie... akurat!  I wino, szlachetne wino, in vino veritas – lampka – pomaga w rozpoczęcie prawdziwej rozmowy na prawdziwe tematy. Większa dawka - zatrzymuje myśli w locie, i odkłada się w ciele wielce nieprzyjemnie. Jeśli wiemy, czego nasza dusza potrzebuje, jak, gdzie i z kim, to tak smaki i zapachy mają moc przenoszenia w czasie i przestrzeni. *** Joasia Ciborowska Sanchez jest somelierką i tak sobie usiadłyśmy i podagałyśmy o Sherry. Bo nie nam wiedz na temat tego wina, naprawdę. A jedyne bezsensowne zresztą, skojarzenie to taka durna piosenka modern talking  - szery szery lady. A... i tanie słodkie wino w PRL podawane jako "wino dla pań” zatem...

Smaki i zapachy mają moc przenoszenia w czasie i przestrzeni.

https://buycoffee.to/dziennik.zmian

 Co do przestrzeni to większość z nas za młodu zajmowała się magicznymi efektami przytrucia ciała z pomocą alkoholu Wtedy fale mózgowe (i nie tylko) fale, falują niekiedy zaskakująco! I bardzo możliwe, że nie był to czas stracony. Pod warunkiem, że nie pozostało się w tej krainie iluzji, bo w tej przestrzeni nie ma niczego prawdziwego. Więc w efekcie — nic się nie opłaca. Żadna przygoda nie jest tak naprawdę przygoda. Ale jeśli nauka nie poszła  w las, to wiemy, że:
to mówię tym, którzy interesują się emisją głosu.
Mała wódka pozwala wyciągnąć duże C wokalne; napina, co trzeba i na krótko – działa.
Piwo to podrażniacz, w dodatku po dawce nawet niedużej  człowieka przymula. Najczęściej człowiek tego nie łapie i myśli, że nie... akurat!  I wino, szlachetne wino, in vino veritas – lampka – pomaga w rozpoczęcie prawdziwej rozmowy na prawdziwe tematy. Większa dawka - zatrzymuje myśli w locie, i odkłada się w ciele wielce nieprzyjemnie.

Jeśli wiemy, czego nasza dusza potrzebuje, jak, gdzie i z kim, to tak smaki i zapachy mają moc przenoszenia w czasie i przestrzeni.
***
Joasia Ciborowska Sanchez jest somelierką i tak sobie usiadłyśmy i podagałyśmy o Sherry. Bo nie nam wiedz na temat tego wina, naprawdę. A jedyne bezsensowne zresztą, skojarzenie to taka durna piosenka modern talking  - szery szery lady. A... i tanie słodkie wino w PRL podawane jako "wino dla pań” zatem...

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie