Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

Zamaskowanie... nareszcie! #12
2020-05-09 01:00:00

Nareszcie... maski. Mogę szeptać sobie wszystkie niepoprawne komentarze do rzeczywistości, kończyć zdania za innych, pokazywać język i wykrzywiać się na wszystko, co mi się niepodobna i śmiać szeroko do tego, co mi się podoba, a być może nie powinno! Swobodne indywidualne reakcje, niemonitorowane przez nikogo.. Tylko ja partycypuję w kształcie i natężeniu podmaskowych ripost, nikt niepowołany nie ma tutaj dostępu. Jeśli odsłonię twarz, będzie to wyraz mojego zaufania i miłości. I oto widzę, jak wiele miałam obaw, stając twarzą w twarz z kimkolwiek z czymkolwiek. A ty, co wiesz o swoim zamaskowaniu... teraz ? A co ja będę wiedzieć o moim zamaskowaniu… potem?

Nareszcie... maski. Mogę szeptać sobie wszystkie niepoprawne komentarze do rzeczywistości, kończyć zdania za innych, pokazywać język i wykrzywiać się na wszystko, co mi się niepodobna i śmiać szeroko do tego, co mi się podoba, a być może nie powinno! Swobodne indywidualne reakcje, niemonitorowane przez nikogo.. Tylko ja partycypuję w kształcie i natężeniu podmaskowych ripost, nikt niepowołany nie ma tutaj dostępu.

Jeśli odsłonię twarz, będzie to wyraz mojego zaufania i miłości.

I oto widzę, jak wiele miałam obaw, stając twarzą w twarz z kimkolwiek z czymkolwiek.

A ty, co wiesz o swoim zamaskowaniu... teraz ?

A co ja będę wiedzieć o moim zamaskowaniu… potem?

Zamaskowanie i odkryte lęki #11
2020-05-07 01:00:00

Zamaskowanie  cz. 2 – każdy/każde Nie ukryjesz przede mną strachu, który przysiadł ci na ramionach i ściszonym głosem wrzuca do uszu przypadkowe informacje. Strzępy zdań wiszą bezładnie w okolicach grzywki. Ja je widzę. Kto jeszcze je widzi? Nie ukryjesz przede mną niepewności, którą przejawia każdy twój krok do przodu i każde cofnięcie przy drzwiach każdego sklepu i każde j apteki. Jednak za każdym razem tam wchodzisz, więc nie ukryjesz przede mną niepokoju przylepionego do wizji niezrealizowanych planów na dziś. Swoich planów. Cudzych planów. Listy rzeczy do wykonania, spisów rzeczy do posiadania. Nie ukryjesz przede mną rosnącego lęku przed nieczystością każdego napotkanego człowieka, przed gestem porozumienia otwartej dłoni, przed nachyleniem głowy w twoją stronę. Ciiiiii. Zaciskasz usta, których nie widać pod maską, ale widzę napięcie w okolicy szczęk, napięcie w zewnętrznych kącikach oczu, napięcie w dłoni, na którą uważnie wylewasz kropelkę płynu antybakteryjnego. Gdyby tylko można było zalać nim cały świat. Nie ukryjesz przede mną tego, że szukasz winnego, szukasz winnych, szukasz winnej każdej obawy, każdej trwogi. Kiedy schodzę ci z oczu, wiem że twój gniew dosięgnie kogoś innego, ale nie poczujesz ulgi. Nie poczujesz tak długo, aż nie pozdejmujesz wszystkich masek i w nagości wyłuskasz ziarno swojej pierwszej zgrozy i odeślesz ją tam, skąd przyszła. Skąd to wiem? Jestem naga, naprawdę goła całkiem pod maskami, które próbuje mi przykleić każdy inny.

Zamaskowanie  cz. 2 – każdy/każde

Nie ukryjesz przede mną strachu, który przysiadł ci na ramionach i ściszonym głosem wrzuca do uszu przypadkowe informacje. Strzępy zdań wiszą bezładnie w okolicach grzywki. Ja je widzę. Kto jeszcze je widzi? Nie ukryjesz przede mną niepewności, którą przejawia każdy twój krok do przodu i każde cofnięcie przy drzwiach każdego sklepu i każdej apteki. Jednak za każdym razem tam wchodzisz, więc nie ukryjesz przede mną niepokoju przylepionego do wizji niezrealizowanych planów na dziś. Swoich planów. Cudzych planów. Listy rzeczy do wykonania, spisów rzeczy do posiadania. Nie ukryjesz przede mną rosnącego lęku przed nieczystością każdego napotkanego człowieka, przed gestem porozumienia otwartej dłoni, przed nachyleniem głowy w twoją stronę. Ciiiiii. Zaciskasz usta, których nie widać pod maską, ale widzę napięcie w okolicy szczęk, napięcie w zewnętrznych kącikach oczu, napięcie w dłoni, na którą uważnie wylewasz kropelkę płynu antybakteryjnego. Gdyby tylko można było zalać nim cały świat. Nie ukryjesz przede mną tego, że szukasz winnego, szukasz winnych, szukasz winnej każdej obawy, każdej trwogi.

Kiedy schodzę ci z oczu, wiem że twój gniew dosięgnie kogoś innego, ale nie poczujesz ulgi. Nie poczujesz tak długo, aż nie pozdejmujesz wszystkich masek i w nagości wyłuskasz ziarno swojej pierwszej zgrozy i odeślesz ją tam, skąd przyszła.

Skąd to wiem? Jestem naga, naprawdę goła całkiem pod maskami, które próbuje mi przykleić każdy inny.

Zamaskowanie - odwaga #10
2020-05-04 01:00:00

Odważnie , zakładam maskę, jakbym ćwiczyła to wiele razy… przedtem. Przed tym. Ukrywam uśmiech, maluję rzęsy, patrzę w dal (wyłącznie), ale patrzę po prostu pięknie. Odważnie zakładam maskę. Po tygodniu orientuję się, że mogę wybrać maskę zawieszaną na uszach i z sentymentem wspominam „Plastusiowy Pamiętnik”, ach te pokaźne uszy mądrej istoty z plasteliny. Ale elastyczność. To podstawa. Zatem nadstawiam ucha. Elastycznie. Mogę też wybrać maskę retro, wiązaną na szyi i z tyłu głowy, maskę jak z dziwiętnastowiecznych filmów o dzielnych chirurgach, ratujących nogi zmasakrowanym przez wojnę żołnierzom, albo przyszywającym palce nieuważnym stolarzom, w czasach pokoju. Widzę także maseczki w kształcie psiego pyszczka, które stają się moimi ulubionymi, a to z powodu przestrzeni wokół nosa. Przestrzeń jest ważna, bo wraca do mnie każdy oddech, bo wraca do mnie każde wypowiedziane słowo. Cóż - odważnie zakładam maskę – będę ważyć słowa, będę pogłębiać oddechy, będę zamaskowaną pochodnią świeżych, gorących koncepcji pasujących do zmieniającego się świata. W moim ciele tli się niegasnąca iskra, kręci się barwny kryształ, który przez lata próbowałam maskować ludzkim kształtem. Już za moment mój wyostrzony wzrok będzie precyzyjny jak reflektor, moje zasłonięte usta wypuszczą strumień fotonów nie do zatrzymania ;) Odważnie , zakładam maskę – to nic nie znaczy.

Odważnie, zakładam maskę, jakbym ćwiczyła to wiele razy… przedtem. Przed tym. Ukrywam uśmiech, maluję rzęsy, patrzę w dal (wyłącznie), ale patrzę po prostu pięknie. Odważnie zakładam maskę. Po tygodniu orientuję się, że mogę wybrać maskę zawieszaną na uszach i z sentymentem wspominam „Plastusiowy Pamiętnik”, ach te pokaźne uszy mądrej istoty z plasteliny. Ale elastyczność. To podstawa. Zatem nadstawiam ucha. Elastycznie. Mogę też wybrać maskę retro, wiązaną na szyi i z tyłu głowy, maskę jak z dziwiętnastowiecznych filmów o dzielnych chirurgach, ratujących nogi zmasakrowanym przez wojnę żołnierzom, albo przyszywającym palce nieuważnym stolarzom, w czasach pokoju. Widzę także maseczki w kształcie psiego pyszczka, które stają się moimi ulubionymi, a to z powodu przestrzeni wokół nosa. Przestrzeń jest ważna, bo wraca do mnie każdy oddech, bo wraca do mnie każde wypowiedziane słowo. Cóż - odważnie zakładam maskę – będę ważyć słowa, będę pogłębiać oddechy, będę zamaskowaną pochodnią świeżych, gorących koncepcji pasujących do zmieniającego się świata.

W moim ciele tli się niegasnąca iskra, kręci się barwny kryształ, który przez lata próbowałam maskować ludzkim kształtem.

Już za moment mój wyostrzony wzrok będzie precyzyjny jak reflektor, moje zasłonięte usta wypuszczą strumień fotonów nie do zatrzymania ;)

Odważnie, zakładam maskę – to nic nie znaczy.

Prawdziwy ból recenzenta #9
2020-05-02 00:00:00

Chętnie dzielimy się wrażeniami z obejrzanych filmów, czy seriali, chętniej tym się dzielimy niż z innymi przeżyciami. A w zasadzie wszyscy jesteśmy krytykami filmowymi. Oglądamy filmy - od urodzenia. Takie pokolenie, Mamy w głowach megabazy ruchomych obrazów, ale – jednak różne punkty odniesienia. I może dlatego, całkiem często ostatnio słyszę: eee, to jest takie, eeeee  dupy nie urywa. A ja się pytam: a jakby dupę urwało, to byłoby dobrze było, tak? I potem tak bez siedzenia siedzieć? Jak będziemy wyglądać po tej kwarantannie jeśli trafi nam się jakiś dobry film? Zwracam też uwagę też, że w tym powiedzeniu nie ma chirurgicznego cięcia, ale urwanie, czyli akcja nastawiona na wrażenia. I to silne!. Z estetycznego punktu widzenia także niezbyt to malownicze. Jest też inny kłopot: jeżeli nam super film dupę urwie, to czy mamy szansę na kolejne świetne filmowe przeżycie? Jak cieszyć się z atrakcyjnie skonstruowanej fabuły, mając już raz urwany tyłek? Czy to jest ograniczenie, czy wolność? Czy to jest ból, czy lekkość recenzenta? Jedna dupa, i tytle możliwości? A teraz obawiam się polecić jakiś film.

Chętnie dzielimy się wrażeniami z obejrzanych filmów, czy seriali, chętniej tym się dzielimy niż z innymi przeżyciami. A w zasadzie wszyscy jesteśmy krytykami filmowymi. Oglądamy filmy - od urodzenia. Takie pokolenie, Mamy w głowach megabazy ruchomych obrazów, ale – jednak różne punkty odniesienia.

I może dlatego, całkiem często ostatnio słyszę: eee, to jest takie, eeeee  dupy nie urywa.

A ja się pytam: a jakby dupę urwało, to byłoby dobrze było, tak? I potem tak bez siedzenia siedzieć?

Jak będziemy wyglądać po tej kwarantannie jeśli trafi nam się jakiś dobry film?

Zwracam też uwagę też, że w tym powiedzeniu nie ma chirurgicznego cięcia, ale urwanie, czyli akcja nastawiona na wrażenia. I to silne!.

Z estetycznego punktu widzenia także niezbyt to malownicze.

Jest też inny kłopot: jeżeli nam super film dupę urwie, to czy mamy szansę na kolejne świetne filmowe przeżycie?

Jak cieszyć się z atrakcyjnie skonstruowanej fabuły, mając już raz urwany tyłek?

Czy to jest ograniczenie, czy wolność? Czy to jest ból, czy lekkość recenzenta?

Jedna dupa, i tytle możliwości?

A teraz obawiam się polecić jakiś film.

Zdefiniować pierwszy dzień maja... tak tylko dla siebie? #8
2020-05-01 12:00:00

Jeszcze nie w maju, nie w tym miesięcy niezwykłym - nie doświadczymy tak zaraz stanu totalnej beztroski, ale możemy (jak zawsze zresztą) przeżyć chwile relaksu, luzu, radości, spokoju, swobody ( w granicach rozsądku, oczywiście). Możemy też być nierozsądni, generalnie to się ludziom zdarzało, od wieków Gdybyśmy się jednak rzeczywiście cofnęli w czasie, to przed wiekami 1 dzień Maja nie był po prostu Świętem Pracy. Praca była na co dzień. Nie potrzebowała dodatkowego poświęcenia, czy też świętowania. Może i faktycznie ten 1 maja... to z powodu strajków Chicago z maja 1886, do którego potem ideologię dorobiła II Międzynarodówka, ale... Dawno, dawno temu czas od 30. kwietnia do 2.maja był świętem Rozkwitu Życia. Taka to była fiesta na część bogiń jak słowiańskich: Żywii, celtyckei Beltane, rzymskiej bogini wiosny Maji, czy ewentualnie Ysahodhara – małżonce Buddy (2.05). Anna Kohli napisała pasjonującą opowieść o potężnej Bogini, którą ludzie czcili od początku dziejów, napisała też o jej nieprzerwanej obecności w naszym życiu. Detektywistycznie podeszła do tematu – i odsłoniła krok po kroku zacierające się ślady zdetronizowanej Bogini. "Trzy kolory Bogini" ta książka to zapis wielu lat badań i podróży do miejsc przedchrześcijańskich kultów, tam można znaleźć źródła przypominające o tym, że jeszcze w XVI weku dokładnie 1 maja ludzie przychodzili na przykład na Łysą Górę, by świętować, bynajmniej nie sprawę pracy. I między innymi dlatego warto, z perspektywy naszego popandemicznego krajobrazu - zdefiniować pierwszy dzień maja tak dla siebie, jeszcze raz? 

Jeszcze nie w maju, nie w tym miesięcy niezwykłym - nie doświadczymy tak zaraz stanu totalnej beztroski, ale możemy (jak zawsze zresztą) przeżyć chwile relaksu, luzu, radości, spokoju, swobody ( w granicach rozsądku, oczywiście). Możemy też być nierozsądni, generalnie to się ludziom zdarzało, od wieków

Gdybyśmy się jednak rzeczywiście cofnęli w czasie, to przed wiekami 1 dzień Maja nie był po prostu Świętem Pracy. Praca była na co dzień. Nie potrzebowała dodatkowego poświęcenia, czy też świętowania. Może i faktycznie ten 1 maja... to z powodu strajków Chicago z maja 1886, do którego potem ideologię dorobiła II Międzynarodówka, ale...

Dawno, dawno temu czas od 30. kwietnia do 2.maja był świętem Rozkwitu Życia. Taka to była fiesta na część bogiń jak słowiańskich: Żywii, celtyckei Beltane, rzymskiej bogini wiosny Maji, czy ewentualnie Ysahodhara – małżonce Buddy (2.05). Anna Kohli napisała pasjonującą opowieść o potężnej Bogini, którą ludzie czcili od początku dziejów, napisała też o jej nieprzerwanej obecności w naszym życiu. Detektywistycznie podeszła do tematu – i odsłoniła krok po kroku zacierające się ślady zdetronizowanej Bogini. "Trzy kolory Bogini" ta książka to zapis wielu lat badań i podróży do miejsc przedchrześcijańskich kultów, tam można znaleźć źródła przypominające o tym, że jeszcze w XVI weku dokładnie 1 maja ludzie przychodzili na przykład na Łysą Górę, by świętować, bynajmniej nie sprawę pracy.

I między innymi dlatego warto, z perspektywy naszego popandemicznego krajobrazu - zdefiniować pierwszy dzień maja tak dla siebie, jeszcze raz? 

Kosmiczna dupa #7
2020-04-30 00:00:00

Wiele razy słyszę: mam o w dupie, (mam o w dupie ) że zaczęłam się zastanawiać: co się w tym kryje. Co? - tak naprawdę. Dlaczego jak świat długi szeroki afiszujemy nasze lekceważenie, odnosząc niejedne problem do dupy. I to nie tylko swojej? Poza tym wszystkie plotkarskie portale filtrują swoje newsy przez czyjeś pośladki, nieustannie widujemy reklamy narzucające nam perspektywę mały i dużych dolnych części ciała. Generalnie rynek modowy dupą stoi. Jak w pełni zrozumieć określenie: „niezła dupa” skoro jest to mieszanka podziwu i lekceważenia, jakim cudem te skrajności w tej dupie się tak gładko łączą.  Z drugiej strony: jak można mieć tak wiele rzeczy w dupie, mając ją tylko jedną, jedyną od urodzenia? Wytłumaczenie jest takie – otóż dupa, to nasz osobisty kosmos (dlatego mawia się: czarna dupa, żeby podkreślić czasoprzestrzenną niewiadomą). Dupa to przestrzeń, która zmieści w sobie wszystko, zmieści i będzie to chronić, i możliwe, że  jeśli do niej zagadamy – dupa nam odpowie i wszystko wyjaśni. Skoro mam wszystko dupie, to skarbiec jest właśnie tam. Siedź na dupie i czekaj – jest perspektywą, która może i cieszyć, i straszyć. Skoro siedzimy na kosmosie (nie do końca świadomi jego mocy), skoro czekamy w stanie jakiejś niepewności - warto w tej sytuacji nawiązać z dupą serdeczny kontakt i potraktować ją poważnie. To nie jest śmietnik świata, to są wrota prawdy.

Wiele razy słyszę: mam o w dupie, (mam o w dupie )że zaczęłam się zastanawiać: co się w tym kryje. Co? - tak naprawdę. Dlaczego jak świat długi szeroki afiszujemy nasze lekceważenie, odnosząc niejedne problem do dupy. I to nie tylko swojej? Poza tym wszystkie plotkarskie portale filtrują swoje newsy przez czyjeś pośladki, nieustannie widujemy reklamy narzucające nam perspektywę mały i dużych dolnych części ciała. Generalnie rynek modowy dupą stoi.

Jak w pełni zrozumieć określenie: „niezła dupa” skoro jest to mieszanka podziwu i lekceważenia, jakim cudem te skrajności w tej dupie się tak gładko łączą.  Z drugiej strony: jak można mieć tak wiele rzeczy w dupie, mając ją tylko jedną, jedyną od urodzenia?

Wytłumaczenie jest takie – otóż dupa, to nasz osobisty kosmos (dlatego mawia się: czarna dupa, żeby podkreślić czasoprzestrzenną niewiadomą). Dupa to przestrzeń, która zmieści w sobie wszystko, zmieści i będzie to chronić, i możliwe, że  jeśli do niej zagadamy – dupa nam odpowie i wszystko wyjaśni. Skoro mam wszystko dupie, to skarbiec jest właśnie tam.

Siedź na dupie i czekaj – jest perspektywą, która może i cieszyć, i straszyć. Skoro siedzimy na kosmosie (nie do końca świadomi jego mocy), skoro czekamy w stanie jakiejś niepewności - warto w tej sytuacji nawiązać z dupą serdeczny kontakt i potraktować ją poważnie.

To nie jest śmietnik świata, to są wrota prawdy.

Dzień, który wiele stracił na kwarantannie - piątek #6
2020-04-29 00:00:00

Ten dzień wiele stracił na kwarantannie. Nie jest już wyczekiwanym końcem pracowitego tygodnia, za którym kryje się czas wolny, pora relaksu, albo strefa imprez. Piątek stał się całkiem zwykłym dniem, takim, który mógłby być środą albo nawet niedzielą. Według potrzeb. A potrzeby mamy teraz w zasadzie wszyscy dość podobne: chcielibyśmy, żeby jakiś dzień przyniósł nam możliwość spotkania się ze znajomymi, pomarudzenia w sklepie ze skarpetkami, uściskania cudzych dzieci, zjedzenia razem z kuzynami bakłażanów z grilla…. Popieram bowiem opcję wege, chociaż wiem, że wciąż jeszcze karkówka mogłaby zrzeszyć większe grono. Piątek, nazywany kiedyś czule piątuniem (co pozbawiało go jednak powagi i szans na elegancki finisz), ten piątek może nie wrócić już do formy. Co będzie jeśli świat zauważy zalety pracy online, a dni wolne staną się dobrem ruchomym i łatwo dostępnym. Co będzie jeśli siedem dni tygodnia stanie umowną sekwencją, a nie porządkiem bazującym na zbiorowym przekonaniu, czy tradycji? A co, jeśli Czy bylibyśmy gotowi, sami wybrać swój piątek?

Ten dzień wiele stracił na kwarantannie. Nie jest już wyczekiwanym końcem pracowitego tygodnia, za którym kryje się czas wolny, pora relaksu, albo strefa imprez. Piątek stał się całkiem zwykłym dniem, takim, który mógłby być środą albo nawet niedzielą. Według potrzeb. A potrzeby mamy teraz w zasadzie wszyscy dość podobne: chcielibyśmy, żeby jakiś dzień przyniósł nam możliwość spotkania się ze znajomymi, pomarudzenia w sklepie ze skarpetkami, uściskania cudzych dzieci, zjedzenia razem z kuzynami bakłażanów z grilla…. Popieram bowiem opcję wege, chociaż wiem, że wciąż jeszcze karkówka mogłaby zrzeszyć większe grono.

Piątek, nazywany kiedyś czule piątuniem (co pozbawiało go jednak powagi i szans na elegancki finisz), ten piątek może nie wrócić już do formy. Co będzie jeśli świat zauważy zalety pracy online, a dni wolne staną się dobrem ruchomym i łatwo dostępnym. Co będzie jeśli siedem dni tygodnia stanie umowną sekwencją, a nie porządkiem bazującym na zbiorowym przekonaniu, czy tradycji? A co, jeśli

Czy bylibyśmy gotowi, sami wybrać swój piątek?

Ach, jajko, jajko! Czyli - Wielkanoc z balkonu solo #5
2020-04-12 00:00:00

O, jajko, jajko! Patrzę na ciebie innym okiem. Jednym okiem, a to może dlatego, że w czasie kwarantanny długo śpię, najchętniej na prawym boku, więc oko lewe jest tak jakby bardziej otwarte. Jestem otwarta na Ciebie, kochane jajko, ale patrzę i widzę, a co zobaczę to i zrozumiem. A rozumiem już ciebie inaczej. Zresztą wszystko zyskało znaczenia, lub straciło znaczenie, taki czas. Wieloznaczny. Wielkanocny. Wielomiejski. I nawet w przypadku kameralnego świętowania, takiego sam na sam z jajkiem (chociażby) można całkiem przyjemnie spędzić czas. Jak widać na zdjęciu - przechadzałam się po balkonie z jajem, a jak widać w pliku - przemawiałam do niego czule... :)

O, jajko, jajko!Patrzę na ciebie innym okiem. Jednym okiem, a to może dlatego, że w czasie kwarantanny długo śpię, najchętniej na prawym boku, więc oko lewe jest tak jakby bardziej otwarte. Jestem otwarta na Ciebie, kochane jajko, ale patrzę i widzę, a co zobaczę to i zrozumiem. A rozumiem już ciebie inaczej. Zresztą wszystko zyskało znaczenia, lub straciło znaczenie, taki czas. Wieloznaczny. Wielkanocny. Wielomiejski.

I nawet w przypadku kameralnego świętowania, takiego sam na sam z jajkiem (chociażby) można całkiem przyjemnie spędzić czas. Jak widać na zdjęciu - przechadzałam się po balkonie z jajem, a jak widać w pliku - przemawiałam do niego czule... :)


Przy słupie ogłoszeniowym #4
2020-04-11 00:00:00

Biała karta: przystaję przy słupie ogłoszeniowym, który jeszcze parę dni temu pstrzył się afiszami, reklamami, zachęceniami. Teraz jest oklejony białym papierem. Najpierw czuję smutek, a potem na tej bieli wyświetlam imprezy, na jakie mam ochotę. A mam ochotę na wielkie, potężne wydarzenia z muzyką transową, z muzyką jazzową i w scenografii operowej, koniecznie. Staję się projektorem, każde mrugnięcie to inny plakat, wszystkie kolory są nadintensywne, a formy graficzne – czytelne i nowatorskie. Słup ogłoszeniowy delikatnie drży, ziemia pod moimi nogami drży, jakby tuż przy nas przejeżdżała czterdziestotonowa, wielkogabarytowa ciężarówka. Zaczyna mnie to męczyć, zamykam oczy i wpuszczam pod powieki ciszę. Absolutną ciszę. Biorę głęboki oddech i patrzę. Słup zerka na mnie bielmem swoich oczu i rozumiem go: też w gruncie rzeczy jest wstrząśnięty. Rozglądam się, nie ma przechodniów, więc swobodnie podchodzę do słupa, opieram czoło i mówię: pauza, po prostu pauza. Za moimi plecami przejeżdża czterdziestotonowa, wielkogabarytowa ciężarówka.

Biała karta: przystaję przy słupie ogłoszeniowym, który jeszcze parę dni temu pstrzył się afiszami, reklamami, zachęceniami. Teraz jest oklejony białym papierem. Najpierw czuję smutek, a potem na tej bieli wyświetlam imprezy, na jakie mam ochotę. A mam ochotę na wielkie, potężne wydarzenia z muzyką transową, z muzyką jazzową i w scenografii operowej, koniecznie. Staję się projektorem, każde mrugnięcie to inny plakat, wszystkie kolory są nadintensywne, a formy graficzne – czytelne i nowatorskie. Słup ogłoszeniowy delikatnie drży, ziemia pod moimi nogami drży, jakby tuż przy nas przejeżdżała czterdziestotonowa, wielkogabarytowa ciężarówka.

Zaczyna mnie to męczyć, zamykam oczy i wpuszczam pod powieki ciszę. Absolutną ciszę.

Biorę głęboki oddech i patrzę. Słup zerka na mnie bielmem swoich oczu i rozumiem go: też w gruncie rzeczy jest wstrząśnięty. Rozglądam się, nie ma przechodniów, więc swobodnie podchodzę do słupa, opieram czoło i mówię: pauza, po prostu pauza.

Za moimi plecami przejeżdża czterdziestotonowa, wielkogabarytowa ciężarówka.

Pandemiczna rekacja - obiecana ziemia (ogrodowa) #3
2020-04-05 12:00:00

(marzec) W dużym sklepie mały ruch. Zaopatrzenie zdążyło się wysycić i teraz dwójka klientów pochyla się nad zmienią ogrodową, uniwersalną, 2o litrów. Szanse na barwny ogród są niewielkie, ale zawsze można zorganizować jakąś rukolę (?) , zazielenić parapet i skrzynkę. Ziemia zapakowana w grubą folię staje się nagle solidnym polem, przestrzenią wolności, jasną odpowiedzią na sygnał dochodzący z zapomnianej części mojej rolniczej natury. Patrzę na półkę z ziemią, zanim tych dwoje się zdecyduje – chwytam worek i zadowolona sunę w stronę kasy. Zagospodaruję mój mały balkonowy kąt, a potem się zminiaturyzuję, zjem ciasteczko Alicji z krainy czarów i będę swobodnie spacerować po wielkich ogrodowych alejach. I cieszyć mnie będą nieskończone kolumny bratków, jedynych sadzonek, jakie są dostępne na moim osiedlu. I tak właśnie ja – mała, spędzę wiosnę, a być może lato - w wielkim świecie balkonowego ogródka. I będzie można mnie wyżywić jednym fistaszkiem dziennie. Same korzyści.

(marzec) W dużym sklepie mały ruch. Zaopatrzenie zdążyło się wysycić i teraz dwójka klientów pochyla się nad zmienią ogrodową, uniwersalną, 2o litrów. Szanse na barwny ogród są niewielkie, ale zawsze można zorganizować jakąś rukolę (?) , zazielenić parapet i skrzynkę. Ziemia zapakowana w grubą folię staje się nagle solidnym polem, przestrzenią wolności, jasną odpowiedzią na sygnał dochodzący z zapomnianej części mojej rolniczej natury.

Patrzę na półkę z ziemią, zanim tych dwoje się zdecyduje – chwytam worek i zadowolona sunę w stronę kasy. Zagospodaruję mój mały balkonowy kąt, a potem się zminiaturyzuję, zjem ciasteczko Alicji z krainy czarów i będę swobodnie spacerować po wielkich ogrodowych alejach. I cieszyć mnie będą nieskończone kolumny bratków, jedynych sadzonek, jakie są dostępne na moim osiedlu. I tak właśnie ja – mała, spędzę wiosnę, a być może lato - w wielkim świecie balkonowego ogródka. I będzie można mnie wyżywić jednym fistaszkiem dziennie. Same korzyści.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie