Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian


Odcinki od najnowszych:

Gubernator Taverna (z królestwa St. Głupawki) #62
2020-11-02 19:07:24

“Hej, ha, na umrzyka skrzyni i butelka ruuumu” Nawet powietrze staje się bardziej geste. Już nie mówię o tym, że jest jakby bardziej zabrudzone, och są tu pyłki, smogi, bakteryjki. Wiadomo. I czas płynie, w tym powietrzu, jak statek parowy. Para buch, ale przestaje być zabawnie, bo jak się okazuje zabawnie - już było. W innym świecie. Tym sprzed pandemii.  Ale, bądźmy uwazni, bo nowy rodzaj zabawy, upgradowane poczucie humoru dopiero się rodzi. Hej haaaa I gdy wydaje się, że stopień zagrożenia włącza alarmową czerwoną lampkę za dnia I w nocy, kiedy jesteśmy przekonani, że wszyscy znajomi mają tę chorobę i jeśli akurat jeszcze chodzą luzem, to na pewno mają, ale o tym nie wiedzą - wiedz, że to przebodźcowanie. Zmęczenie. Brak świeżego powietrza. Kiedyś, w starym świecie – dostawało się wtedy głupawki.  Według Słownika języka polskiego PWN głupawka - to potoczni. «stan bezmyślnej wesołości» Zatem kiedyś włączyłby się pusty śmiech, nierzadko zaraźliwy. I byle co byłoby wielkim czymś. Na jakiś czas. W takim bezmyślnym stanie pojawiłby się Gubernator Taverna, postać ze świata głupawek. Cudownie nierzeczywisty, śmieszny w swojej powadze, gdy opierając się o framugę drzwi, wkracza w roześmiane towarzystwo, żeby zapodać najgłupszy tekst świata, po którym doprawdy nie ma co zbierać. Wszystko jest obśmiane bezpardowonowo, żadnych świętości. Gubernator Tawerna  nie jest tym zdziwiony, zachowuje się z godnością i po wypełnieniu swojej roli, wychodzi najczęściej przez balkon, co zresztą wzbudza histeryczne napady wesołości. A potem:  burza powoli cichnie,  fala śmiechu uspokaja się.  I spokojnie możemy żyć dalej. Ale jakby coś – przywołaj Gubernatora Tavernę. On zna się na tej robocie.

“Hej, ha, na umrzyka skrzyni i butelka ruuumu”

Nawet powietrze staje się bardziej geste. Już nie mówię o tym, że jest jakby bardziej zabrudzone, och są tu pyłki, smogi, bakteryjki. Wiadomo.

I czas płynie, w tym powietrzu, jak statek parowy. Para buch, ale przestaje być zabawnie, bo jak się okazuje zabawnie - już było. W innym świecie. Tym sprzed pandemii.  Ale, bądźmy uwazni, bo nowy rodzaj zabawy, upgradowane poczucie humoru dopiero się rodzi.

Hej haaaa

I gdy wydaje się, że stopień zagrożenia włącza alarmową czerwoną lampkę za dnia I w nocy, kiedy jesteśmy przekonani, że wszyscy znajomi mają tę chorobę i jeśli akurat jeszcze chodzą luzem, to na pewno mają, ale o tym nie wiedzą - wiedz, że to przebodźcowanie. Zmęczenie. Brak świeżego powietrza.

Kiedyś, w starym świecie – dostawało się wtedy głupawki.  Według Słownika języka polskiego PWN głupawka- to potoczni. «stan bezmyślnej wesołości»

Zatem kiedyś włączyłby się pusty śmiech, nierzadko zaraźliwy. I byle co byłoby wielkim czymś. Na jakiś czas. W takim bezmyślnym stanie pojawiłby się Gubernator Taverna, postać ze świata głupawek. Cudownie nierzeczywisty, śmieszny w swojej powadze, gdy opierając się o framugę drzwi, wkracza w roześmiane towarzystwo, żeby zapodać najgłupszy tekst świata, po którym doprawdy nie ma co zbierać. Wszystko jest obśmiane bezpardowonowo, żadnych świętości. Gubernator Tawerna  nie jest tym zdziwiony, zachowuje się z godnością i po wypełnieniu swojej roli, wychodzi najczęściej przez balkon, co zresztą wzbudza histeryczne napady wesołości.

A potem:  burza powoli cichnie,  fala śmiechu uspokaja się.  I spokojnie możemy żyć dalej.

Ale jakby coś – przywołaj Gubernatora Tavernę. On zna się na tej robocie.

Oczy cyklonów #61
2020-10-29 21:46:02

Oczy cyklonów Na moją głowę wchodzą obcy ludzie, zostawiają urwane zdania, jakieś przestrogi, skandują hasła, zarzucają prośbami; na moją głowę wchodzą dzieci, mąż i kot, pijany sąsiad, wchodzą za ciepłe czapki, za ciasne słuchawki, za gęsta jest mgła Jest tego za dużo, za dużo, zbyt wiele, zbyt wiele. I nagle, w najzwyklejszy czwartek, idąc do sklepu w porze: "a może zdążę przed godzinami dla seniorów”, na przejśćiu dla pieszych - budzę się jako ta, która jest w oku cyklonu. W oku cyklonu wiatr słabo wieje, wszystko cichnie. Nie ma opadów, ale temperatura jest wyższa,  ciśnienie bardzo niskie. Moje 36,6 nie wydaje się adekwatne, dlatego jestem w lekkiej gorączce rozumienia, w gorączce całkiem precyzyjnych planów I koniecznych działań. I dociera do mnie, że nie powinnam pozwalać, by jakaś idea wsparta o straszenie mnie we dnie I w nocy – zastępowała moją osobistą, wypracowaną na bazie doświadczeń zyciowych - konpcepcję tego, kim naprawdę chcę być i w jakim świecie chcę żyć. Pacyfikuję niepokój, wewnętrzną dezorientację I pozwalam na spokój w oku cyklonu, oku cyklonu, który idzie ze mną do sklepu, który robi zakupy I wraca do domu. Widzę to całe zamieszanie w rzeczywistości, lecz nie przyklejam się do tego. Jestem w oku cyklonu I  właśnie tworzę wizję świata, w którym chcę być.  Mam przed oczami całe sekwencje możliwych do zaakceptowania rozwiązań, mam tu fajnych ludzi, wzajemne zrozumienie i troskę. Pamięć tych obrazów zapisuje mi się w ciele, mój świat, nadal ma zdolność interakcji z tym, co jest, ma tę zdolność na tak wielu płaszczyznach, że czuję zachwyt. Jestem w oku cyklonu I niczego mi nie można narzucić, nic I nikt nie chodzi mi po głowie, moja głowa w lekkim dystansie rezonuje z bliskimi I dalekimi. Dzieci, mąż i kot, pijany sąsiad na chwilę wyświetlają się w strefie bezwietrznej i opatrzeni pakietem mojej uwagi, oddalają się do swoich spraw Już się nie kurczę w sobie, ale w tej ciszy z przyjemnością rozwijam moce rozsądku i intuicji – na spokojnie. Na zdrowie. Na szczęście. Sprawdź, gdzie jest twoje oko cyklonu. Spojrzymy na rzeczywistość razem, nowymi oczami. Oczami cyklonów.

Oczy cyklonów

Na moją głowę wchodzą obcy ludzie, zostawiają urwane zdania, jakieś przestrogi, skandują hasła, zarzucają prośbami; na moją głowę wchodzą dzieci, mąż i kot, pijany sąsiad, wchodzą za ciepłe czapki, za ciasne słuchawki, za gęsta jest mgła

Jest tego za dużo, za dużo, zbyt wiele, zbyt wiele.

I nagle, w najzwyklejszy czwartek, idąc do sklepu w porze: "a może zdążę przed godzinami dla seniorów”, na przejśćiu dla pieszych - budzę się jako ta, która jest w oku cyklonu.

W oku cyklonu wiatr słabo wieje, wszystko cichnie. Nie ma opadów, ale temperatura jest wyższa,  ciśnienie bardzo niskie. Moje 36,6 nie wydaje się adekwatne, dlatego jestem w lekkiej gorączce rozumienia, w gorączce całkiem precyzyjnych planów I koniecznych działań.

I dociera do mnie, że nie powinnam pozwalać, by jakaś idea wsparta o straszenie mnie we dnie I w nocy – zastępowała moją osobistą, wypracowaną na bazie doświadczeń zyciowych - konpcepcję tego, kim naprawdę chcę być i w jakim świecie chcę żyć.

Pacyfikuję niepokój, wewnętrzną dezorientację I pozwalam na spokój w oku cyklonu, oku cyklonu, który idzie ze mną do sklepu, który robi zakupy I wraca do domu.

Widzę to całe zamieszanie w rzeczywistości, lecz nie przyklejam się do tego. Jestem w oku cyklonu I  właśnie tworzę wizję świata, w którym chcę być.  Mam przed oczami całe sekwencje możliwych do zaakceptowania rozwiązań, mam tu fajnych ludzi, wzajemne zrozumienie i troskę. Pamięć tych obrazów zapisuje mi się w ciele, mój świat, nadal ma zdolność interakcji z tym, co jest, ma tę zdolność na tak wielu płaszczyznach, że czuję zachwyt. Jestem w oku cyklonu I niczego mi nie można narzucić, nic I nikt nie chodzi mi po głowie, moja głowa w lekkim dystansie rezonuje z bliskimi I dalekimi. Dzieci, mąż i kot, pijany sąsiad na chwilę wyświetlają się w strefie bezwietrznej i opatrzeni pakietem mojej uwagi, oddalają się do swoich spraw

Już się nie kurczę w sobie, ale w tej ciszy z przyjemnością rozwijam moce rozsądku i intuicji – na spokojnie. Na zdrowie. Na szczęście.

Sprawdź, gdzie jest twoje oko cyklonu. Spojrzymy na rzeczywistość razem, nowymi oczami. Oczami cyklonów.

W dobrej relacji (impresja śród-strajkowa) #60
2020-10-26 22:58:40

PORADNIA PSYCHOLOGICZNA, SŁUCHAM? Halo, aha Tak, radzimy, radzimy - co widzimy, co widzimy. Mhm, tak, powtórzę, dobrze? Zatem jak dobrze rozumiem - ta relacja (aha, każda relacja) wywołuje takie echo. ? Echo, czyli: tak jak mam w głowie tak mam w domu (to dotyczy i umeblowania i bałaganu, i naszych z sobą nawzajem relacji), tak jak mam w domu - jest na podwórku, tak jak jest na podworku - tak jest w kraju, tak jak jest w kraju… Echo, echo. Psycholog i antropolog Aldo Civico z Columbia University od prawie 30 lat jest mediatorem. Zna temat. Mówi, że Ludzie w rokujących związkach mają na temat owych związków podobne wyobrażenia - a „w momentach kryzysowych nie chodzi o to, żeby przeczekiwać albo oczekiwać zmiany” – Zaleca tworzenie zmiany, prace nad / dla relacji. Kochać znaczy dbać o wzajemne potrzeby. W dobrym związku Wierzymy w swoje dobre intencje – Ale - Idealny partner nie istnieje, do jako takiej doskonałości możemy się tylko przybliżać – przybliżać, rozumieć, przybliżać. Każda relacja jest dynamiczna – powiadają psychologowie. Bez owocnych rozmów trudno zbudować bliskość. Zawsze jest coś do odkrycia. Pogląd na czyjś temat też się nie wyrabia na zawsze  (nie powinien się wyrabiać) Miłość przyjacielska może  trwać bardzo długo, namiętność wygasa, Halo ten związek nie ma się dobrze. Miłość przyjacielska Halo, Chcę rozwodu. Wiesz. Po prostu rozejdźmy się jak ludzie.

PORADNIA PSYCHOLOGICZNA, SŁUCHAM?

Halo, aha Tak, radzimy, radzimy - co widzimy, co widzimy.

Mhm, tak, powtórzę, dobrze? Zatem jak dobrze rozumiem - ta relacja (aha, każda relacja) wywołuje takie echo. ? Echo, czyli: tak jak mam w głowie tak mam w domu (to dotyczy i umeblowania i bałaganu, i naszych z sobą nawzajem relacji), tak jak mam w domu - jest na podwórku, tak jak jest na podworku - tak jest w kraju, tak jak jest w kraju…

Echo, echo.

Psycholog i antropolog Aldo Civico z Columbia University od prawie 30 lat jest mediatorem. Zna temat.

Mówi, że Ludzie w rokujących związkach mają na temat owych związków podobne wyobrażenia - a „w momentach kryzysowych nie chodzi o to, żeby przeczekiwać albo oczekiwać zmiany” – Zaleca tworzenie zmiany, prace nad / dla relacji.

Kochać znaczy dbać o wzajemne potrzeby. W dobrym związku Wierzymy w swoje dobre intencje –

Ale - Idealny partner nie istnieje, do jako takiej doskonałości możemy się tylko przybliżać – przybliżać, rozumieć, przybliżać.

Każda relacja jest dynamiczna – powiadają psychologowie.

Bez owocnych rozmów trudno zbudować bliskość.

Zawsze jest coś do odkrycia. Pogląd na czyjś temat też się nie wyrabia na zawsze  (nie powinien się wyrabiać)

Miłość przyjacielska może  trwać bardzo długo, namiętność wygasa,

Halo ten związek nie ma się dobrze.

Miłość przyjacielska

Halo,

Chcę rozwodu. Wiesz. Po prostu rozejdźmy się jak ludzie.

Moja Babcia z niemowlęciem maskującym zamiast maski #59
2020-10-24 19:51:41

Idę przez miasto ludzi zamaskowanych. Wielu z nich od pierwszych wiadomości sprawdza liczby. Liczba zakażonych rośnie. Liczba zamkniętych w doamch - rośnie. Liczby winnych krajach – przerażające. Liczba na koncie – wielce niepewna. W dużej liczbie zamaskowanych przemykają jacyć niezamaskowani. Do godziny 9 rano indywidualny poziom zagrożenia będzie naprawdę duży. Idę przez miasto ludzi zamaskowanych I zastanawiam się, co liczyłaby czy moja Babcia, idąc z wózkiem pełnym broni, na której ulokowano mojego kilkumiesięcznego tatę? Liczyłaby na szczęscie - to pewne. I wiem to na pewno – nie przeliczyła się. Ale czy liczyłaby codzienni liczbę zabitych? Niemcy podawali takie wiadomości wtedy, gdy chcieli zastraszyć miasto, państwo, świat. Bez potrzeby się nie chwalili. Więc po prostu idę przez miasto, Babcia po prostu wykonywała rozkaz z niemowlęciem maskującym zamiast maski. Była wojna. Wszyscy liczyli na jej szybki koniec. I robili, co uważali za słuszne. Słuszność zresztą, w wersji bezwzględnej ma tę wadę, że niekiedy prowadzi na manowce. Można się przeliczyć. Uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, nie ma, nie ma tego to, co minęło, to co jest zaraz mienie I będzie tym, co było, uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, uśmiecham się.

Idę przez miasto ludzi zamaskowanych. Wielu z nich od pierwszych wiadomości sprawdza liczby. Liczba zakażonych rośnie. Liczba zamkniętych w doamch - rośnie. Liczby winnych krajach – przerażające. Liczba na koncie – wielce niepewna. W dużej liczbie zamaskowanych przemykają jacyć niezamaskowani. Do godziny 9 rano indywidualny poziom zagrożenia będzie naprawdę duży.

Idę przez miasto ludzi zamaskowanych I zastanawiam się, co liczyłaby czy moja Babcia, idąc z wózkiem pełnym broni, na której ulokowano mojego kilkumiesięcznego tatę? Liczyłaby na szczęscie - to pewne. I wiem to na pewno – nie przeliczyła się. Ale czy liczyłaby codzienni liczbę zabitych? Niemcy podawali takie wiadomości wtedy, gdy chcieli zastraszyć miasto, państwo, świat. Bez potrzeby się nie chwalili. Więc po prostu idę przez miasto, Babcia po prostu wykonywała rozkaz z niemowlęciem maskującym zamiast maski.

Była wojna.

Wszyscy liczyli na jej szybki koniec. I robili, co uważali za słuszne.

Słuszność zresztą, w wersji bezwzględnej ma tę wadę, że niekiedy prowadzi na manowce. Można się przeliczyć.

Uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, nie ma, nie ma tego to, co minęło, to co jest zaraz mienie I będzie tym, co było, uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, uśmiecham się.

A może pora na twój dźwiękowy list do... świata? #58
2020-10-20 11:27:44

Tak, to może przynieść ulgę. Albo załatwić kilka spraw. *** Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy. Tak. Ale od początku: Jesień 2020, kultura dogasa powoli, cukiernie ledwie, ale wciąż słodko dyszą, małe biznesy tracą nadzieję na kwantowy skok gospodarczy, ale – z tej rosnące fali niemocy wyłania się nowa karta społecznych potrzeb. Zawsze tak było. Podczas przewrotów, wojen, morów i innych katastrof – byli tacy – którzy wychodzili naprzeciw nowym, niespodziewanym potrzebom. Od połowy XIX wieku przeróżne osoby pracowały nad haczykami, agrafkami i spinkami, poszukując idealnego zapinadła.  Wówczas opracowano pierwsze rozwiązanie podobne do dzisiejszego zamka błyskawicznego, wynalazek nie utrzymał się na rynku. , ale to Poligon Wielkiej Wojny był pierwszym miejscem, gdzie zamki zastosowano na masową skalę. Do mundurów i butów. Do kombinezonów lotniczych i łączeń płótna samolotowego. Dopiero po zakończeniu wojny trafiły do cywilów. Radar, maszyny liczące, energia jądrowa – to wynalazki czasów II wojny światowej. To W sytuacji hm... podbramkowej szybciutko powstawały nowe pomysły nie tylko na przeżycie, ale I na życie – na nowe produkty o nowe zawody I ja właśnie z tym tutaj.  Mam jeden taki nowy zawód I nie zawaham się go użyć. Zatem: jeśli chcesz komuś wysłać niezwykłą, totalnie poruszającą wiadomość głosową - służymy pomocą.  Pięknie nagramy twoją wypowiedź, glos zabrzmi lepiej niż dobrze.  Jeśli potrzebna będzie pomoc w ułożeniu wypowiedzi,  proces wspomoże osoba znające się na sztuce słowa i na sztuce radiowej. Poradzimy jak ująć ważne kwestie w zgrabne frazy, podpowiemy czy pójść w minimalizm, czy pójść po bandzie, czy ma być czule, czy zwięźle. Dobierzemy muzyczne tło, albo zaproponujemy inne dźwięki. I tak oto otworzysz serce osoby, która tego posłucha. Zdobędziesz większe zaufanie klientów. Nawiążesz kontakt z nieznaną kosmiczną rasą inteligentnych ostot Poczujesz silę każdego własnego zdania To będzie wiadomość, której chciałoby się słuchać I sluchać I sluchać. Samo nagranie przebiegnie w atmosferze wielce przyjemnej, w domowym studio z piecem, w który upieką się ziemniaki. Tak w samym środku zupełnie zwyklej podlaskiej wsi, powstać może twoja niezwykła wiadomość dla... Dla kogoś tylko zechcesz. Jeżeli zechcesz nagrać informację romantyczną – na portalach randkowych na pewno zrobisz się zamieszanie.  A jeśli zechcesz powiedzieć komuś: hej, oddaj moją kasę ty huju. To zrobisz to tak, że hujowi pójdzie w pięty (jeśli to w ogóle możliwe). Tak czy inaczej – jesteśmy zawodowcami, którzy proponują Ci zrealizowanie monologu marzeń. Twoich, lub tej osoby, do której ta wypowiedź dotrze. Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy.

Tak, to może przynieść ulgę. Albo załatwić kilka spraw.

***

Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy. Tak. Ale od początku:

Jesień 2020, kultura dogasa powoli, cukiernie ledwie, ale wciąż słodko dyszą, małe biznesy tracą nadzieję na kwantowy skok gospodarczy, ale – z tej rosnące fali niemocy wyłania się nowa karta społecznych potrzeb. Zawsze tak było. Podczas przewrotów, wojen, morów i innych katastrof – byli tacy – którzy wychodzili naprzeciw nowym, niespodziewanym potrzebom.

Od połowy XIX wieku przeróżne osoby pracowały nad haczykami, agrafkami i spinkami, poszukując idealnego zapinadła.  Wówczas opracowano pierwsze rozwiązanie podobne do dzisiejszego zamka błyskawicznego, wynalazek nie utrzymał się na rynku. , ale to Poligon Wielkiej Wojny był pierwszym miejscem, gdzie zamki zastosowano na masową skalę. Do mundurów i butów. Do kombinezonów lotniczych i łączeń płótna samolotowego. Dopiero po zakończeniu wojny trafiły do cywilów.

Radar, maszyny liczące, energia jądrowa – to wynalazki czasów II wojny światowej.

To W sytuacji hm... podbramkowej szybciutko powstawały nowe pomysły nie tylko na przeżycie, ale I na życie – na nowe produkty o nowe zawody

I ja właśnie z tym tutaj.  Mam jeden taki nowy zawód I nie zawaham się go użyć.

Zatem: jeśli chcesz komuś wysłać niezwykłą, totalnie poruszającą wiadomość głosową - służymy pomocą.  Pięknie nagramy twoją wypowiedź, glos zabrzmi lepiej niż dobrze.  Jeśli potrzebna będzie pomoc w ułożeniu wypowiedzi,  proces wspomoże osoba znające się na sztuce słowa i na sztuce radiowej.

Poradzimy jak ująć ważne kwestie w zgrabne frazy, podpowiemy czy pójść w minimalizm, czy pójść po bandzie, czy ma być czule, czy zwięźle. Dobierzemy muzyczne tło, albo zaproponujemy inne dźwięki.

I tak oto otworzysz serce osoby, która tego posłucha.

Zdobędziesz większe zaufanie klientów.

Nawiążesz kontakt z nieznaną kosmiczną rasą inteligentnych ostot

Poczujesz silę każdego własnego zdania

To będzie wiadomość, której chciałoby się słuchać I sluchać I sluchać.

Samo nagranie przebiegnie w atmosferze wielce przyjemnej, w domowym studio z piecem, w który upieką się ziemniaki. Tak w samym środku zupełnie zwyklej podlaskiej wsi, powstać może twoja niezwykła wiadomość dla... Dla kogoś tylko zechcesz.

Jeżeli zechcesz nagrać informację romantyczną – na portalach randkowych na pewno zrobisz się zamieszanie.  A jeśli zechcesz powiedzieć komuś: hej, oddaj moją kasę ty huju. To zrobisz to tak, że hujowi pójdzie w pięty (jeśli to w ogóle możliwe).

Tak czy inaczej – jesteśmy zawodowcami, którzy proponują Ci zrealizowanie monologu marzeń. Twoich, lub tej osoby, do której ta wypowiedź dotrze.

Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy.

Tortury dla kultury #56
2020-10-14 20:51:06

Ratunku, ratunku, ratunku! Od dawno już nie ma koncertów, w teatrze grają sztuki dla kilku zamaskowanych, po obu stronach sceny – niecałkiem zdrowe emocje; w kinie widzowie oddychają wszystkimi gazami świata, trzymając się z dala od glutaminianu sodu, który marnieje w nietkniętych  chipsach Mało kto jest gotowy na takie tortury. Te Tortury dla kultury Poszatkowało nam materię kulturalną. Cała jej warstwa wyjściowa płonie ze wstydu, bo zanik życia kulturalnego  miasta grozi zarośnięciem przez chwasty niskich lotów,  utarte ścieżki neuronowe przestają być uczęszczane, mózgi to odczują. Za jakiś czas Niektórzy jeszcze udają, że gadanie online załatwi sprawę, a wycieczkę wirtualna po słynnym muzeum da wyobrażenie o pięknie. Idę do sauny, gdzie się pocę ze strachu, że będę mieć tylko wirtualne przeżycia. Skapuje ze mnie tamta ja, która mogła swobodnie dyskutować  o nieskończoności, spacerują po całym mieście, nie prosząc rozmówcy co chwilę, żeby mówił, głośniej, wyraźniej, bo ma za ciasną maskę. Umberto Eco twierdził, że w każdym dziele zawarte są pewne nieprzekraczalne granice, które sprawiają, że nie tyle możemy poznać „właściwą” interpretację, Co taką, która na pewno właściwą nie jest. Jak mogę zatem pojąć w pełni to kulturalne oddalenie? Czy to jest podstęp, który ma wzbudzić tęsknotę za doznaniem sztuki, za kulturą słowa, obrazu, gestu czynu i rozmowy? Dzieło naszej kulturalnej rzeczywistości interpretuję każdego dnia mniej kolorowo I czekam, aż objawi się granica, która mi powie, czym to na pewno nie jest. Bo czym jest – to widzę. Ratunku, ratunku...

Ratunku, ratunku, ratunku!

Od dawno już nie ma koncertów, w teatrze grają sztuki dla kilku zamaskowanych, po obu stronach sceny – niecałkiem zdrowe emocje; w kinie widzowie oddychają wszystkimi gazami świata, trzymając się z dala od glutaminianu sodu, który marnieje w nietkniętych  chipsach

Mało kto jest gotowy na takie tortury. Te Tortury dla kultury

Poszatkowało nam materię kulturalną. Cała jej warstwa wyjściowa płonie ze wstydu, bo zanik życia kulturalnego  miasta grozi zarośnięciem przez chwasty niskich lotów,  utarte ścieżki neuronowe przestają być uczęszczane, mózgi to odczują. Za jakiś czas

Niektórzy jeszcze udają, że gadanie online załatwi sprawę, a wycieczkę wirtualna po słynnym muzeum da wyobrażenie o pięknie.

Idę do sauny, gdzie się pocę ze strachu, że będę mieć tylko wirtualne przeżycia.

Skapuje ze mnie tamta ja, która mogła swobodnie dyskutować  o nieskończoności, spacerują po całym mieście, nie prosząc rozmówcy co chwilę, żeby mówił, głośniej, wyraźniej, bo ma za ciasną maskę.

Umberto Eco twierdził, że w każdym dziele zawarte są pewne nieprzekraczalne granice, które sprawiają, że nie tyle możemy poznać „właściwą” interpretację, Co taką, która na pewno właściwą nie jest.

Jak mogę zatem pojąć w pełni to kulturalne oddalenie? Czy to jest podstęp, który ma wzbudzić tęsknotę za doznaniem sztuki, za kulturą słowa, obrazu, gestu czynu i rozmowy? Dzieło naszej kulturalnej rzeczywistości interpretuję każdego dnia mniej kolorowo I czekam, aż objawi się granica, która mi powie, czym to na pewno nie jest. Bo czym jest – to widzę.

Ratunku, ratunku...

Kiedy pada hasło: zagrożenie #55
2020-10-08 23:19:55

Kiedy pada hasło: zagrożenie, (w zagrożeniu, zagrażający ludziom ludzie, ludzi)– w ciele pojawia się spięcie. To naturalne. Zagrożenie wzmaga czujność. Nawet kiedy pytanie jest natury refleksyjnej –  I tak ciało czuje niepokój. Bo co to jest - czlowiek w zagrożeniu, cóż … najłatwiej wpaść w tony patetyczne ; epidemia buum, podstępna technologia buum, utonięcie w serialach netfliksa buuum, uzależnienie od kokainy, kofeiny,cukru -  buum - depresja poporodowa – buum -  otyłość, gry komputerowe, starość - buum Smog, kurz, nieuważny myśliwy w lesie, wiecznie pijany sąsiad, strome schody - buum Ejże Na każde buum mogę znaleźć przykład oraz kontrprzykład. Kontrbuum Gdy pytam: czym jestem zagrożona ja-  człowiek - jakieś zagrożenie natychmiast mi się wyświetli pod powiekami. Tyle wiem. Tyle widziałam w kinie. O tylu słyszałam, czytałam.  Możliwości jest nieskończenie wiele; Wszystko, co groźne jest potencjalnie możliwe, ale równocześnie tego groźnego nie ma teraz w moim realnym życiu: bliscy mają się dobrze, dalecy, mają się raczej dobrze, a jeśli mają się niedobrze, to w podobnie bywało 10 lat temu I 20 lat temu I 100 lat temu. Ktoś miał wypadek. Ktoś stracił miłość, przegrał majątek, zabił kota. Życie w każdej możliwej odsłonie. Czemu mamy się ciągle dzielić obrazami, konceptami, przykładami potencjalnych zagrożeń a o piękne wydarzenia dodające sił I chęci -  mało kto pyta? Mało kto bierze to na serio. Poranne wiadomości zawsze są pakunkiem z zagrożeniami.  A na przykład… literaturze relaksacyjnej się nie ufa. Filmy z happy enedm mają rzesze fanów, lecz  i wielce średnie recenzje. Jakby nasze mózgi były wytrenowane w rzucie piłką smutku do kosza głowy.   No, wtedy - to sama prawda, sedno egzystencji. Tysiące wizji bólu, A jak kwiatki I motylki – to kicz. Ok, czasem kicz. Często kicz. Poszukiwania zagrożeń zawsze skończą się pomyślnie, dlatego, od wczoraj - Jestem człowiekiem niezagrożonym. W pełni świadoma okoliczności, w jakich funkcjonuję, rozumiejąca zależności I nauczona  zarządzania tym, co jest moją rzeczywistością – nie rozglądam się nerwowo, nie wytężam słuch i wzroku, oczekując zagrożeń. I - nie interpretuję jako zagrożenie wszystkiego, co wydaje się problematyczne. Pandemia – a jeśli to szansa, by inaczej zrozumieć zdrowie, zadbać o siebie, o świat po nowemu, popatrzeć na wszystko z innej perspektywy, zbliżyć się do bliskich, oddalić się od dalekich - buuum A jeśli strata majątku – to może realna szansa na zmianę , nowe pasje, święty spokój? Odkrycie na nowo pojęcia  wolności. Iluż to życiowych fenisków odradzało się z popiołów!  Miliony biografii  – buuum Na pewno znasz kogoś takiego, komu - coś się bardzo nie udało, a potem udało się bardzo. Człowiek zagrożony to -albo każdy w każdej chwili -albo  nikt, nigdy, Zagrożenie śmiercią (końcem) – mamy od urodzenia (początku), zagrożenie dyskomfortem – jakże to umowna kwestia. Wybór należy do mnie,  wybór punktu widzenia I wybór mojej reakcji' I najbardziej zagrażający wydają mi się ludzie, którzy sugerują, że nie mam wyboru I że nieustanna, męczące czujność, wypatrywanie zagrożeń będzie źródłem  życia w relaksie Kiedy pada hasło ”zagrożenie,” – najpierw sprawdzam- co czuję I co chce czuć. Jestem człowiekiem niezagrożonym . Po prostu. I ciebie tez do tego namawiam.

Kiedy pada hasło: zagrożenie, (w zagrożeniu, zagrażający ludziom ludzie, ludzi)– w ciele pojawia się spięcie. To naturalne. Zagrożenie wzmaga czujność. Nawet kiedy pytanie jest natury refleksyjnej –  I tak ciało czuje niepokój. Bo co to jest - czlowiek w zagrożeniu, cóż … najłatwiej wpaść w tony patetyczne ; epidemia buum, podstępna technologia buum, utonięcie w serialach netfliksa buuum, uzależnienie od kokainy, kofeiny,cukru -  buum - depresja poporodowa – buum -  otyłość, gry komputerowe, starość - buum

Smog, kurz, nieuważny myśliwy w lesie, wiecznie pijany sąsiad, strome schody - buum

Ejże

Na każde buum mogę znaleźć przykład oraz kontrprzykład. Kontrbuum

Gdy pytam: czym jestem zagrożona ja-  człowiek - jakieś zagrożenie natychmiast mi się wyświetli pod powiekami. Tyle wiem. Tyle widziałam w kinie. O tylu słyszałam, czytałam.  Możliwości jest nieskończenie wiele;

Wszystko, co groźne jest potencjalnie możliwe, ale równocześnie tego groźnego nie ma teraz w moim realnym życiu: bliscy mają się dobrze, dalecy, mają się raczej dobrze, a jeśli mają się niedobrze, to w podobnie bywało 10 lat temu I 20 lat temu I 100 lat temu. Ktoś miał wypadek. Ktoś stracił miłość, przegrał majątek, zabił kota. Życie w każdej możliwej odsłonie.

Czemu mamy się ciągle dzielić obrazami, konceptami, przykładami potencjalnych zagrożeń a o piękne wydarzenia dodające sił I chęci -  mało kto pyta? Mało kto bierze to na serio. Poranne wiadomości zawsze są pakunkiem z zagrożeniami.  A na przykład… literaturze relaksacyjnej się nie ufa. Filmy z happy enedm mają rzesze fanów, lecz  i wielce średnie recenzje. Jakby nasze mózgi były wytrenowane w rzucie piłką smutku do kosza głowy.   No, wtedy - to sama prawda, sedno egzystencji. Tysiące wizji bólu, A jak kwiatki I motylki – to kicz.

Ok, czasem kicz. Często kicz.

Poszukiwania zagrożeń zawsze skończą się pomyślnie, dlatego, od wczoraj - Jestem człowiekiem niezagrożonym.

W pełni świadoma okoliczności, w jakich funkcjonuję, rozumiejąca zależności I nauczona  zarządzania tym, co jest moją rzeczywistością – nie rozglądam się nerwowo, nie wytężam słuch i wzroku, oczekując zagrożeń. I - nie interpretuję jako zagrożenie wszystkiego, co wydaje się problematyczne.

Pandemia – a jeśli to szansa, by inaczej zrozumieć zdrowie, zadbać o siebie, o świat po nowemu, popatrzeć na wszystko z innej perspektywy, zbliżyć się do bliskich, oddalić się od dalekich - buuum

A jeśli strata majątku – to może realna szansa na zmianę , nowe pasje, święty spokój? Odkrycie na nowo pojęcia  wolności.

Iluż to życiowych fenisków odradzało się z popiołów!  Miliony biografii  – buuum

Na pewno znasz kogoś takiego, komu - coś się bardzo nie udało, a potem udało się bardzo.

Człowiek zagrożony to -albo każdy w każdej chwili -albo  nikt, nigdy,

Zagrożenie śmiercią (końcem) – mamy od urodzenia (początku), zagrożenie dyskomfortem – jakże to umowna kwestia.

Wybór należy do mnie,  wybór punktu widzenia I wybór mojej reakcji'

I najbardziej zagrażający wydają mi się ludzie, którzy sugerują, że nie mam wyboru I że nieustanna, męczące czujność, wypatrywanie zagrożeń będzie źródłem  życia w relaksie

Kiedy pada hasło ”zagrożenie,” – najpierw sprawdzam- co czuję I co chce czuć.

Jestem człowiekiem niezagrożonym . Po prostu. I ciebie tez do tego namawiam.

Osoby piszącej BHP – z serii "życiowa pogadanka" #54
2020-10-01 21:59:46

Osoby piszącej BHP –z serii "życiowa pogadanka"          Zaczyna się od nieprzespanych nocy. Śnienie jest zbyt intensywne, niepokojące, powraca jakiś motyw, albo postać i  sytuacja wkrótce trąci lekką paranoją. Ja się wzbraniam – to mi się śni i śni. Ja – staram się pojąć w tym rzecz – rzecz się nie wyjaśnia. Ani trochę. Do czasu, oczywiście, do czasu. Ten czas nadchodzi, gdy walcząc z opuchniętymi oczami, siadam jednak do komputera. I zapisuję pierwszą stronę. Przenoszę nieskładną opowieść z dysku głowy na inny dysk. Motywy przeważnie zaczynają się składać. Pojawiają się postaci, za którymi podążam. Niekiedy - nie nadążam... ale niech im będzie. Stukam w laptop, coraz szybciej. Palce bolą. Prawy nadgarstek długo nie odczuje ulgi. Sny, wychodzą na światło dzienne i doznaję euforii, niesie mnie tajemny rytm, wybijany na klawiaturze. Pisząc, przemieszczam się w czasie i w przestrzeni, ale zapominam przemieszczać się do kuchni, w której przypalam kolejny czajnik. Inwestuję w te czajniki i mam szczęście, że nic więcej nie doznaje uszczerbku. Sąsiedzi mogą spać spokojnie, jako i ja teraz sypiam.         No, a potem nasila  się ból nadgarstka i kręgosłupa. Usadzam tułów w najbardziej odpowiednim fotelu, utrzymuję pion, w końcu kupuję poduszkę - jeżyka, żeby krzyż miał się lepiej, nie krzyżuję nóg, nie robię zeza i nabywam pajączka, żeby się nie garbić. Moje łopatki spotykają się za moimi plecami i na pewno  plotkują o tym co piszę. I śmieją się ze mnie. I niemalże -kończąc moją pracę, zaczynam się zastanawiać:   kto to przeczyta? Przecież podobne historie już były. Wszystko już było. było było.  Kto mi to wyda?  Komu to potrzebne?  Po co tak się męczę, rezygnując z fitnessu, basenu i zdrowego odżywania? O losie, za to mnie tak doświadczasz. A przede mną jeszcze poprawki, redagowanie. A potem chodzenie po wydawcach, tysiące maili, a potem wywiady, uważne dobieranie słów, publiczne (PUBLICZNE) spotkania autorskie, kontakty live i online (westchnięcie) potem ten lokalny sukces, ta zazdrość i niemiła pani w piekarni... Miła pani w aptece. Melisa na sen... Tak, jestem osoba piszącą,  pisarką jestem.  Piszę zawodowo. Książki piszę też. Taka praca. Taka. Obowiązuje mnie BHP częściowo chroniące przed tą literacką niedolą. Na półce mam dwie pozycje wyjaśniające te kwestie: Ocena ryzyka zawodowego metodą PN-N-18002 , oraz   Pisarz - Ocena Ryzyka Zawodowego metodą RISK SCORE, a tam Identyfikacja zagrożeń - pełen wykaz czynników z odpowiednim ich      podziałem (fizyczne, pyły i pary, chemiczne, biologiczne, uciążliwe i      niebezpieczne). Szczegółowe karty zagrożeń dla Pisarz zawierające      pełne szacowanie ryzyka metodą RISK SCORE Wykaz działań korygujących zagrożenia oraz odpowiedzialności za to. Tak. Jestem bezpieczna.

Osoby piszącej BHP –z serii "życiowa pogadanka"

         Zaczyna się od nieprzespanych nocy. Śnienie jest zbyt intensywne, niepokojące, powraca jakiś motyw, albo postać i  sytuacja wkrótce trąci lekką paranoją. Ja się wzbraniam – to mi się śni i śni. Ja – staram się pojąć w tym rzecz – rzecz się nie wyjaśnia. Ani trochę. Do czasu, oczywiście, do czasu. Ten czas nadchodzi, gdy walcząc z opuchniętymi oczami, siadam jednak do komputera. I zapisuję pierwszą stronę. Przenoszę nieskładną opowieść z dysku głowy na inny dysk. Motywy przeważnie zaczynają się składać. Pojawiają się postaci, za którymi podążam. Niekiedy - nie nadążam... ale niech im będzie. Stukam w laptop, coraz szybciej. Palce bolą. Prawy nadgarstek długo nie odczuje ulgi. Sny, wychodzą na światło dzienne i doznaję euforii, niesie mnie tajemny rytm, wybijany na klawiaturze. Pisząc, przemieszczam się w czasie i w przestrzeni, ale zapominam przemieszczać się do kuchni, w której przypalam kolejny czajnik. Inwestuję w te czajniki i mam szczęście, że nic więcej nie doznaje uszczerbku. Sąsiedzi mogą spać spokojnie, jako i ja teraz sypiam.

        No, a potem nasila  się ból nadgarstka i kręgosłupa. Usadzam tułów w najbardziej odpowiednim fotelu, utrzymuję pion, w końcu kupuję poduszkę - jeżyka, żeby krzyż miał się lepiej, nie krzyżuję nóg, nie robię zeza i nabywam pajączka, żeby się nie garbić. Moje łopatki spotykają się za moimi plecami i na pewno  plotkują o tym co piszę. I śmieją się ze mnie. I niemalże -kończąc moją pracę, zaczynam się zastanawiać:  

kto to przeczyta? Przecież podobne historie już były. Wszystko już było. było było.

 Kto mi to wyda? 

Komu to potrzebne? 

Po co tak się męczę, rezygnując z fitnessu, basenu i zdrowego odżywania? O losie, za to mnie tak doświadczasz. A przede mną jeszcze poprawki, redagowanie. A potem chodzenie po wydawcach, tysiące maili, a potem wywiady, uważne dobieranie słów, publiczne (PUBLICZNE) spotkania autorskie, kontakty live i online (westchnięcie) potem ten lokalny sukces, ta zazdrość i niemiła pani w piekarni... Miła pani w aptece. Melisa na sen...

Tak, jestem osoba piszącą,  pisarką jestem.  Piszę zawodowo. Książki piszę też. Taka praca. Taka.

Obowiązuje mnie BHP częściowo chroniące przed tą literacką niedolą.

Na półce mam dwie pozycje wyjaśniające te kwestie: Ocena ryzyka zawodowego metodą PN-N-18002 , oraz   Pisarz - Ocena Ryzyka Zawodowego metodą RISK SCORE, a tam

  • Identyfikacja zagrożeń - pełen wykaz czynników z odpowiednim ich      podziałem (fizyczne, pyły i pary, chemiczne, biologiczne, uciążliwe i      niebezpieczne).
  • Szczegółowe karty zagrożeń dla Pisarz zawierające      pełne szacowanie ryzyka metodą RISK SCORE
  • Wykaz działań korygujących zagrożenia oraz odpowiedzialności za to.

Tak. Jestem bezpieczna.

Gdy mieszkanie mogłoby być albumem ze zdjęciami. #53
2020-09-25 22:13:12

Tyle rzeczy mam w mieszkaniu. Tyle punktów oparcia i punktów odniesienia. Odnoszę się do przeszłości, z wielką chęcią, a do przyszłości się odnoszę z niepokojem pełnym szacunku. Nauczono mnie sentymentu do tak zwanych pamiątek. Artefakty po przodkach. Legendy o ulubionych fotelach, o szczęśliwym pierścionku przynoszącym szczęście. Wazon cioci, co zawsze stał w oknie, gdy wujek…. Fajka wujka i jego portret przedwojenny. Zielony, jakby wujek już… Owszem, wujek już Tyle rzeczy mam w mieszkaniu: ulubiony kubek pierwszej miłości, zasuszona róża od nieznajomego. Bucik dziecka. Wzrusz. Tyle rzeczy, osobistych i obdarzanych emocjonalnie. Moje mieszkanie mogłoby być albumem ze zdjęciami. Ale nie jest. I mam więcej odkurznaia. Gdyby przyszło zło I mi je wszystko ukradło?? Skandal. Pustka. Gdyby przyszło zło I ogień roznieciło? Pustka, bieda. Ale ile swoich rzeczy miał mój prapierwszy praprapraprzodek>\ten ktory już wyszedł z jaskini I mieszkał wraz ze swoim plemieniem w jakiś chatach… może wędrował? Może już hodował kury? Ile to było rzeczy wartych noszenia na plecach. Ile rzeczy budziło takie emocje, jak moja filiżanka art deco, z której piłam kawę w pierwszej pracy, co?

Tyle rzeczy mam w mieszkaniu. Tyle punktów oparcia i punktów odniesienia. Odnoszę się do przeszłości, z wielką chęcią, a do przyszłości się odnoszę z niepokojem pełnym szacunku. Nauczono mnie sentymentu do tak zwanych pamiątek. Artefakty po przodkach. Legendy o ulubionych fotelach, o szczęśliwym pierścionku przynoszącym szczęście. Wazon cioci, co zawsze stał w oknie, gdy wujek….

Fajka wujka i jego portret przedwojenny. Zielony, jakby wujek już…

Owszem, wujek już

Tyle rzeczy mam w mieszkaniu: ulubiony kubek pierwszej miłości, zasuszona róża od nieznajomego. Bucik dziecka. Wzrusz.

Tyle rzeczy, osobistych i obdarzanych emocjonalnie. Moje mieszkanie mogłoby być albumem ze zdjęciami. Ale nie jest. I mam więcej odkurznaia.

Gdyby przyszło zło I mi je wszystko ukradło?? Skandal. Pustka.

Gdyby przyszło zło I ogień roznieciło? Pustka, bieda.

Ale ile swoich rzeczy miał mój prapierwszy praprapraprzodek>\ten ktory już wyszedł z jaskini I mieszkał wraz ze swoim plemieniem w jakiś chatach… może wędrował? Może już hodował kury?

Ile to było rzeczy wartych noszenia na plecach.

Ile rzeczy budziło takie emocje, jak moja filiżanka art deco, z której piłam kawę w pierwszej pracy, co?

Nadchodzą wielkie zmiany (oraz słońca zachody) #52
2020-09-24 18:53:36

Nie zawsze umiemy obchodzić się z zachodem słońca . Kiedy widzę wczasowiczów, turystów, podróżników ustawiających palce w gaście: mam cię słonce, ty malutka kulko! -  to się smucę. Biegają za tą kulką w tę i z powrotem, a tymczasem warstwa świata dziennego przeistacza się w warstwę świata nocnego. Bo zachód słońca, to nie tylko ta cudownie czerwona kula, to cały masa przemian, transformacji i tajemnic. Temu nie można zrobić zdjęcia, a film i tak zawsze wyjdzie za płasko. Temu trzeba się poddać. Dać sobie czas. Z tym że oczywiście afrykańskie zachody zapadają biegusiem, wiadomo. Ale w Polsce… mamy czas na obserwowanie zagęszczania się powietrza, fanfaronady kolorów, zmian temperatury. I powolnego wygasania pod tym piecem. Nad wodą (każdą) jest to jeszcze ciekawsze, bo woda ulega oraz podlega zachodowi słońca Zatem – w wyczekiwaniu kolejnych zachodów – pozostaję z nadzieją, że w niemym (niemym, podkreślam) zachwycie - całe narody wkrótce będą się spokojnie gapić w słońce, a potem: oddawać wzajemnym zapewnieniom o wielkim szczęściu natury społecznej i osobistej, i każdej innej. Tak, nadchodzą wielkie zmiany.

Nie zawsze umiemy obchodzić się z zachodem słońca. Kiedy widzę wczasowiczów, turystów, podróżników ustawiających palce w gaście: mam cię słonce, ty malutka kulko! -  to się smucę. Biegają za tą kulką w tę i z powrotem, a tymczasem warstwa świata dziennego przeistacza się w warstwę świata nocnego. Bo zachód słońca, to nie tylko ta cudownie czerwona kula, to cały masa przemian, transformacji i tajemnic. Temu nie można zrobić zdjęcia, a film i tak zawsze wyjdzie za płasko. Temu trzeba się poddać. Dać sobie czas. Z tym że oczywiście afrykańskie zachody zapadają biegusiem, wiadomo. Ale w Polsce… mamy czas na obserwowanie zagęszczania się powietrza, fanfaronady kolorów, zmian temperatury. I powolnego wygasania pod tym piecem. Nad wodą (każdą) jest to jeszcze ciekawsze, bo woda ulega oraz podlega zachodowi słońca

Zatem – w wyczekiwaniu kolejnych zachodów – pozostaję z nadzieją, że w niemym (niemym, podkreślam) zachwycie - całe narody wkrótce będą się spokojnie gapić w słońce, a potem: oddawać wzajemnym zapewnieniom o wielkim szczęściu natury społecznej i osobistej, i każdej innej. Tak, nadchodzą wielkie zmiany.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie