Wszechnica.org.pl - Historia

„Wszechnica.org.pl - Historia” to baza wykładów zrealizowanych we współpracy z prestiżowymi instytucjami naukowymi. Wśród naszych partnerów znajdują się m.in. Festiwal Nauki w Warszawie, Instytut Historyczny UW, Muzeum POLIN, Zamek Królewski w Warszawie oraz Kawiarnie naukowe. Wszechnica.org.pl nagrywa też własne rozmowy z historykami i świadkami historii. Projekt realizowany jest przez Fundację Wspomagania Wsi. Do korzystania z naszego serwisu zapraszamy wszystkich, którzy cenią sobie rzetelną wiedzę oraz ciekawe dyskusje. Zapraszamy do odwiedzenia też kanału Wszechnica.org.pl - Nauka

Kategorie:
Edukacja Kursy

Odcinki od najnowszych:

106. Chrzest Polski – 1050 lat
2020-07-08 23:39:27

Rozmowa dr. hab. Pawła Żmudzkiego i dr. Grzegorza Paca – mediewistów z Instytutu Historycznego UW, Fundacja Wspomagania Wsi [20 kwietnia 2016] Przyjęcie chrztu przez Mieszka okryte jest mgłą tajemnicy. Na podstawie dostępnych źródeł pisanych historycy mogą orzec jedynie, że fakt taki miał miejsce. Można się natomiast tylko domyślać, co skłoniło władcę do przyjęcia chrześcijaństwa czy też jak daleko roztaczała się jego władza. O problemach związanych z naszą wiedzą o Mieszku i jego państwie dyskutowali w studiu Wszechnicy mediewiści z Instytutu Historycznego UW: dr hab. Paweł Żmudzki i dr Grzegorz Pac. Według Thietmara i Galla Anonima Mieszko przyjął chrzest za sprawą swojej żony, czeskiej księżniczki Dobrawy (Dąbrówki). Obaj kronikarze tworzyli swoje dzieła wiele lat po 966 roku, w którym – jak się przyjmuje – władca przyjął chrześcijaństwo. Jak zauważyli goście, ich opowieści przypominają inne podobne przekazy tłumaczące konwersję pogańskich władców na wiarę chrystusową. Bardziej prawdopodobne jest więc, że na decyzję Mieszka wpłynęły kalkulacje polityczne. Mogą o tym świadczyć zapisy współczesnego władcy autora – Widukinda z Korbei – opisującego zmagania Mieszka z margrabią Wichmanem, który z sprzymierzony z pogańskimi Połabianami najeżdżał ziemie polskie. Dopiero połączenie przez Mieszka sił z Czechami – co byłoby następstwem przyjęcia chrztu – pozwoliło na pokonanie agresora. Choć przyczyny przyjęcia chrztu pozostają w sferze domysłów, to nie ulega wątpliwości, że wydarzenie to miało doniosłe znaczenie dla przyszłości państwa budowanego na ziemiach polskich. Przyjmując chrzest, Mieszko zyskał możliwość równoprawnych kontaktów z innymi władcami chrześcijańskimi. Przyjęcie chrześcijaństwa z Zachodu oznaczało również otworzenie się na jego kulturę, wraz z koncepcją dynastii i sakralizacji władzy. Jak mówili historycy, umożliwiło to odrodzenie państwa po upadku, do jakiego doszło pod koniec lat 30. XI wieku. Nie wyobrażano sobie bowiem wówczas, by władza trafiła w inne ręce niż piastowskie. Jakim poganinem był Mieszko, jak dalece roztaczała się jego władza oraz czy pochodziła ona z podboju czy też była kontynuacją dokonań poprzedników – to niektóre tematy poruszane podczas całej rozmowy.

105. Marzec’68 oczami uczestników
2020-07-08 22:34:16

Dyskusja z udziałem Seweryna Blumsztajna, Barbary Toruńczyk, Eugeniusza Smolara, Pauli Sawickiej, Wojciecha Marii Onyszkiewicza oraz prof. Andrzeja Friszke, Klub Inteligencji Katolickiej [17 marca 2016] Mieliśmy w sobie gen wolności, tożsamy dla pokolenia ’68 na całym świecie – mówili zgodnie uczestnicy protestów studenckich w marcu 1968 roku. Podczas spotkania, które odbyło się w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej, wydarzenia Marca ’68 wspominali Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruńczyk, Eugeniusz Smolar, Paula Sawicka i Wojciech Maria Onyszkiewicz. Dyskusję poprowadził prof. Andrzej Friszke. Historyk rozpoczął spotkanie od przypomnienia genezy powstania tzw. Komandosów, jak nazywano grupę liderów studenckich protestów na Uniwersytecie Warszawskim. Jako moment formacyjny dla tego środowiska prof. Friszke wskazał akcje w obronie Karola Modzelewskiego i Jacka Kuronia, aresztowanych w 1965 roku za napisanie „Listu otwartego do partii”, w którym z pozycji marksistowskich krytykowali politykę PZPR. – Wokół tego kręgu ludzi zaprzyjaźnionych tworzą się różne inicjatywy sprzeciwu, oporu, dyskusji, konfliktów, ale też i budowania solidarności społecznej – mówił historyk. Wśród istotnych wydarzeń w tym kontekście prof. Friszke wymienił też akcje protestacyjne w obronie Adama Michnika, represjonowanego w 1966 roku za zorganizowanie na UW spotkania z Leszkiem Kołakowskim, wydalonym z PZPR za krytykę jej władz. Tysiące studentów i kilkudziesięciu pracowników naukowych podpisało wówczas petycję w obronie Michnika. Bunt dzieci komunizmu Liderzy Marca ’68 w większości pochodzili z rodzin o tradycjach komunistycznych. Zapytani przez historyka goście spotkania opisywali, jaką te tradycje dawały podstawę do ich zaangażowania. Seweryn Blumsztajn zwrócił uwagę, że z racji wieku nie mieli za sobą doświadczenia terroru stalinowskiego, w związku z czym nie bali się buntować. – To było szersze niż to środowisko. Ta generacja uważała, że ten świat jest w jakiś sposób naturalny. I po pierwsze się nie bała, a po drugie na tyle była zidentyfikowana z tym światem, na tyle miała szczęśliwe to dzieciństwo, że uważała, że warto ten świat naprawiać. Że po pierwsze nic takiego się nie stanie, jak będziemy próbowali, a po drugie, że warto go naprawiać. To była nasza Polska – mówił Blumsztajn. – Czuliśmy wielką rozbieżność między światem ideologii, tym światem tak wspaniale opisywanym w propagandzie, a tym co było dane nam w doświadczeniu – mówiła Barbara Toruńczyk. Zwróciła uwagę, że wchodzili w dorosłość w momencie, gdy coraz bardziej zaczęto ograniczać wolności wywalczone w październiku 1956 roku. Tymczasem wszyscy byli przepełnieni ideałami marksistowskimi, według których świat miał być coraz lepszy – wolny i bez wyzysku. Jednocześnie udzielał im się duch swobody charakterystyczny dla pokolenia ’68 na całym świecie. – Nie wiadomo, co to było, ale to był wielki protest przeciwko mieszczańskiej kulturze, przeciwko takiemu życiu unormowanemu, szliśmy równolegle do hippisów – opisywała ówczesne młodzieńcze ideały Toruńczyk. – To co nas łączyło wszystkich, zarówno tych wychowywanych przez Jacka Kuronia [w grupach walterowskich – red.], jak tych którzy przeszli przez klub dyskusyjny, zwany później Klubem Poszukiwaczy Sprzeczności , jak i ci, którzy dołączyli potem na studiach, to byli wszystko ludzie, którzy w jakiś sposób byli wychowywani na ludzi zaangażowanych – mówiła Paula Sawicka.

104. Fenomen wojennego uchodźstwa polskiego na Węgrzech (1939–1946)
2020-07-08 18:54:27

Wykład Grzegorza Łubczyka z cyklu „Polacy i Węgrzy. Historia – Polityka – Kultura”, Zamek Królewski w Warszawie [28 stycznia 2016] – W 1939 roku nikt tak się przyzwoicie wobec Polaków nie zachował, jak zrobili to Węgrzy. Mieliśmy podpisane przecież porozumienia, umowy z Francją, z Anglią, były deklaracje słowne, ale nikt się nie ruszył na pomoc. A Węgrzy, choć weszli w sojusz polityczny z Niemcami (…), mimo wszystko zachowali się w sposób, który szokował Berlin – mówił podczas wykładu „Fenomen wojennego uchodźstwa polskiego na Węgrzech (1939–1946)” z cyklu „Polacy i Węgrzy. Historia – Polityka – Kultura” Grzegorz Łubczyk, były ambasador RP na Węgrzech, reporter i dokumentalista filmowy. Po klęsce kampanii wrześniowej na Węgrzech znalazło się według różnych szacunków od 130 do 150 tys. polskich uchodźców. Wśród nich większość stanowili żołnierze, ale niemałą grupę tworzyli też cywile – w tym dzieci i młodzież. Jak mówił Grzegorz Łubczyk, uciekinierzy zostali rozlokowani w 141 obozach uchodźców dla wojskowych i 114 obozach dla ludności cywilnej. Węgrzy w krótkim okresie czasu zorganizowali dla uchodźców nie tylko dach na głową, ale też wyżywienie. Grzegorz Łubczyk podkreślał, że zanim władze osiągnęły gotowość do pomocy, niezwykle ważną rolę odegrały węgierskie organizacje społeczne. Na Węgrzech działało wówczas kilkanaście towarzystw i stowarzyszeń przyjaźni-polsko węgierskiej, do których należały tamtejsze elity. Ludzi tych było stać na udzielenie Polakom niezbędnego wsparcia. W pomoc uciekinierom zaangażował się też węgierski episkopat. Prymas Węgier Jusztinián Serédi poświęcił dwie konferencje episkopatu pomocy dla polskich duchownych, którzy znaleźli się na Węgrzech. W intencji wsparcia ich działalności zbierano na tacę w kościołach, udzielono im też schronienia na plebaniach. Grzegorz Łubczyk zaznaczył, że polscy duchowni odegrali ważną rolę, łagodząc antagonistyczne nastroje wśród polskich uchodźców, którzy przerzucali się polityczną i wojskową odpowiedzialnością za klęską wrześniową. Przychylność węgierskich władz Dla zrozumienia fenomenu polskiego uchodźstwa na Węgrzech niezbędne jest podkreślenie postawy tamtejszych władz wobec Polaków. Grzegorz Łubczyk przypomniał, że pomimo podboju Rzeczypospolitej przez III Rzeszę i Związek Radziecki, do 1940 roku działało na Węgrzech polskie poselstwo. Gdy podjęto decyzję o jego likwidacji, premier Węgier Pál Teleki oświadczył szefowi polskiej misji Leonowi Orłowskiemu, że teraz on „będzie ambasadorem Polski”. Węgierskie władze przymykały też oko na konspiracyjną akcję przerzutu polskich żołnierzy do tworzących się Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (akcja „Ewa”). Od września 1939 roku do upadku Francji w czerwcu 1940 roku udało się przerzucić na Zachód około 40 tys. żołnierzy i oficerów. Polscy wojskowi mieli też oficjalnie działającą reprezentację przy Ministerstwie Honwedów (Obrony Narodowej) – Przedstawicielstwo Polskich Żołnierzy Internowanych w Królestwie Węgier. Do legendy przeszła działalność na Węgrzech Henryka Sławika, który stanął na czele Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi. Dzięki wsparciu Józsefa Antalla, pracownika węgierskiego MSW, udało się m.in. powołać szkoły dla polskiej młodzieży przebywającej na Węgrzech. Jak podał też Grzegorz Łubczyk, od 100 do 200 Polaków trafiało również co roku na studia węgierskie. W miarę jak coraz więcej węgierskich mężczyzn trafiało na front wschodni, Polacy otrzymywali także możliwość pracy zarobkowej. Henryk Sławik i pomoc Żydom Henryk Sławik jest, jak podkreślił Grzegorze Łubczyk, „największym” polskim Sprawiedliwym. Dzięki jego działalności udało się uratować według szacunków Yad Vashem około 5 tys. uciekających z Polski Żydów. Pomagał on im, przy wsparciu Antalla, uzyskiwać dokumenty na polsko brzmiące nazwiska, które umożliwiły przetrwać wojnę.

103. Dlaczego dziedzictwo Pokolenia Kolumbów jest ważne w czasach współczesnych?
2020-07-08 18:40:55

Rozmowa z Anną Jakubowską, członkinią Kapituły Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”, sanitariuszką i łączniczką Batalionu „Zośka”, uczestniczką Powstania Warszawskiego, działaczką pozycji demokratycznej w PRL Pamięć o Powstaniu Warszawskim oraz walce toczonej w podziemiu przez Armię Krajową w czasie drugiej wojny światowej jest wciąż żywa – na ulicach, na ubraniach, w popkulturze. Czy jednak kult bohaterskich czynów zbrojnych nie przesłania idei, jak stała za poświęceniem Pokolenia Kolumbów? O dziedzictwie pozostawionym współczesnym Wszechnica rozmawiała z Anną Jakubowską, ps. Paulinka, sanitariuszką i łączniczką Batalionu „Zośka”, uczestniczką Powstania Warszawskiego, więzioną w czasach stalinowskich, działaczką opozycji demokratycznej w PRL, obecnie członkinią Kapituły Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”. Po odzyskaniu wolności w 1989 roku Anna Jakubowska zaangażowana była w prace Fundacji Filmowej Armii Krajowej, która wyprodukowała blisko 30 filmów poświęconych działalności AK. Jak powiedziała, celem jej działalności był powrót do tamtych czasów i czerpanie z wartości, które wówczas przyświecały żołnierzom walczącym w konspiracji. Energia do jej założenia wyzwoliła się w czasach karnawału Solidarności. Anna Jakubowska była zaangażowana w istnienie związku od jego powstania w 1980 roku. Szczególnie aktywna była podczas prac, które poprzedziły zakończone sukcesem opozycji wybory w czerwcu 1989 roku. Jak wspomina, dwa najbardziej wzruszające momenty w jej życiu związane z postawą patriotyczną  to „wybuch powstania, kiedyśmy poczuli się wolni, i potem ten dzień, kiedy ogłoszone zostały wyniki wyborów Solidarności, kiedy mogliśmy powiedzieć, iż mimo że to nie były całkiem wolne wybory, to jednak zwyciężyliśmy”. Pamięć o czynach akowców była kultywowana przez działaczy opozycji demokratycznej. „Nasze pokolenie stanowiło dla tych solidarnościowców pewien wzór, który oni starali się naśladować w sensie zachowania się, i w ogóle oporu, pokazywania swojej postawy oporu wobec przemocy, także wydaje mi się, że nas bardzo jednoczyły te wartości” – mówi Anna Jakubowska. Podkreśla też, że wspomnienie o tragedii Powstania Warszawskiego było dla działaczy opozycji demokratycznej przestrogą: „Ich działanie było dużo bardziej ostrożne. Oni wiedzieli, czym grozi przekroczenie pewnej granicy buntu, i bali się tego, żeby nie powtórzyła się taka sytuacja, która była w czasie Powstania, żeby nie zginęło dużo ludzi”. Dziś, jutro, pojutrze Obecnie często pamiętana jest tylko walka zbrojna, jaką Armia Krajowa prowadziła z okupantem. Anna Jakubowska podkreśla jednak, że wychowanie młodzieży w oddziałach – szczególnie w Szarych Szeregach – nakierunkowane było na odbudowę kraju w przyszłości. Gdy rozpoczynała konspiracyjną służbę w młodzieżowej organizacji PET, nie było jeszcze mowy o bezpośredniej walce z wrogiem. „Pierwsze działania to było opracowywanie referatów, które miały uporządkować po wojnie nasze państwo w sensie ustroju demokratycznego i wiedzy o tym, co zrobić” – wspomina. Bohaterka rozmowy uczciwie zastrzega, że powyższe zadanie nie wydawało się szczególnie ekscytujące, zwłaszcza gdy jej koledzy zaczęli już uczestniczyć w akcjach małego sabotażu. Jak jednak zaraz potem dodaje, „całe nastawienie w naszych oddziałach, już później, zwłaszcza że żeśmy wszyscy dojrzewali, chłopcy byli trochę starsi od dziewcząt, było na to, co będzie po wojnie”. Symbolizowało to słynne zawołanie Szarych Szeregów – „Dziś, jutro, pojutrze”. Po zakończeniu działań zbrojnych, choć władzę w Polsce przejęli komuniści, żołnierze Batalionu „Zośka” starali się te cele realizować. Wierzyli, że nie dosięgną ich represje, i podjęli decyzje o ujawnieniu się przed nowymi władzami. „Wszyscy koledzy kończyli szkoły, jeżeli jeszcze nie mieli matury, i natychmiast szliśmy na uczelnie. Wydawało się, że będziemy mogli pracować dla tej Polski, mimo, że jest taki ustrój” – wspomina.

102. Umysł przeciwko materii. Jak kryptolodzy zmieniali losy świata
2020-07-08 15:53:28

Wykład dr. Marka Grajka, matematyka, laureata Nagrody Złotej Róży za książkę „Nie tylko Enigma. Ryba, która przemówiła”. Festiwal Nauki w Warszawie [25 września 2015] Poznajemy konflikty zbrojne przez pryzmat wielkich postaci związanych z tymi konfliktami. Rzadko kiedy mówimy natomiast o ludziach, którzy wiedzieli o nich prawie wszystko, mimo że nigdy nie odwiedzali okopów. Przez ich ręce przechodziły najbardziej tajone sekrety decyzji politycznych i wojskowych, które pierwszoplanowi aktorzy konfliktów chcieli ukryć. Mowa o kryptologach – powiedział dr Marek Grajek, otwierając swój wykład im poświęcony, który odbył sie podczas XIX Festiwalu Nauki w Warszawie. Laureat Nagrody Złotej Róży za książkę „Nie tylko Enigma. Ryba, która przemówiła” poświęcił swój wykład przełomowym momentom z czasów obu wojen światowych oraz zimnej wojny, w których kluczową rolę odegrali kryptolodzy, łamiący szyfry przeciwnika. Kryptolodzy a polska niepodległość Słuchacze mogli dowiedzieć się, w jaki sposób w 1917 roku brytyjskiemu wywiadowi udało się odkryć treść niemieckich depesz dyplomatycznych. Uzyskane dzięki temu informacje, dotyczące wrogich działań Niemiec wobec Stanów Zjednoczonych, pomogły przekonać Amerykanów do włączenia się do konfliktu po stronie Ententy. Jak podkreślił Marek Grajek, nie tylko przechyliło to losy wojny, ale doprowadziło pośrednio do odzyskania niepodległości przez Polskę. Był to bowiem jeden z 14 celów programu pokojowego, przedstawionego przez prezydenta USA Woodrowa Wilsona. Realizacja tego ostatniego prawdopodobnie nie doszłaby do skutku, gdyby sukcesem zakończyła się niemiecka ofensywa na froncie zachodnim na wiosnę 1918 roku. Niemcy przerwali wówczas go w miejscu, gdzie stykały się linie brytyjskie i francuskie. Ich wojska zatrzymały się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Paryża. Sukces kolejnego uderzenia zdruzgotałby aliantów. Klęski udało się jednak uniknąć dzięki złamaniu przez Francuzów niemieckich szyfrów. Pozwoliło to ustalić wcześniej miejsce uderzenia i odpowiednio się do niego przygotować. Nie tylko Enigma Marek Grajek przypomniał też słynną historię złamania metody szyfrowania niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma. Stało się to możliwe dzięki pracy Polaków, kontynuowanej potem przez wielkiego brytyjskiego matematyka Alana Turinga. Nie był to jednak jedyny sukces alianckich kryptologów podczas II wojny światowej. Udało im się też złamać metody szyfrowania niemieckich maszyn T-52 i SZ40/42. Odkrycie tych szyfrów dalekopisowych pozwoliło poznać plany strategiczne hitlerowców, za ich pomocą szyfrowali oni bowiem rozkazy kierowane do swoich grup armii. Kryptolodzy mieli też swój udział w wojnie na Pacyfiku. Dzięki ich pracy udało się Amerykanom ustalić, że Japończycy uderzą na Midway . Sukces marynarki USA w tej bitwie uważany jest za punkt zwrotny w wojnie na Pacyfiku. Amerykanom dzięki temu zwycięstwu nie tylko udało się bowiem zatrzymać marsz Japończyków, ale też samemu przejść do ofensywy. W ostatecznym zwycięstwie w tej wojnie pomogło im też złamanie kodu, którym Japończycy posługiwali się do przekazywania informacji o ruchach statków zaopatrzeniowych. Jak zaznaczył prelegent, udalo się dzięki temu wyeliminować Amerykanom 90 proc. japońskiej floty handlowej. Tajemnice sowieckich szyfrów Amerykańscy kryptolodzy odegrali też ważna rolę w trakcie zimnej wojny. W wyniku operacji „Venona”, w ramach której odczytywano sowieckie depesze, wywiad USA zdemaskował wielu radzieckich agentów usytuowanych na wysokich szczeblach amerykańskiej administracji.

101. Trianon 1920. Nowy porządek w Europie
2020-07-08 10:17:23

Debata z cyklu „Polacy i Węgrzy. Historia – polityka – kultura” z udziałem prof. Andrzeja Chwalby, prof. Paula Gradvohla oraz dr. Miklósa Zeidlera. Dyskusję poprowadził dr János Tischler. Zamek Królewski w Warszawie [26 listopada 2015] W wyniku traktatu w Trianon zawartego w 1920 roku Węgry utraciły dwie trzecie obszaru obszaru państwa. Skutki tego są odczuwane przez Madziarów do dziś. Podczas debaty z cyklu „Polacy i Węgrzy. Historia – polityka- kultura” o ocenie tego porozumienia z perspektywy polskiej, francuskiej i węgierskiej dyskutowali prof. Andrzej Chwalba, historyk i eseista z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Paul Gradvohl, dyrektor Ośrodka Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich UW oraz dr Miklós Zeidler, historyk z Uniwersytetu im. Eötvösa Loránda w Budapeszcie. Debatę poprowadził dr János Tischler, dyrektor Węgierskiego Instytutu Kultury w Warszawie. Traktat w Trianon został zawarty po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej w wyniku pierwszej wojny światowej. Miklós Zeidler przypomniał jego postanowienia. Na mocy traktatu Węgry utraciły na rzecz sąsiadów (Rumunii, Czechosłowacji, Królestwa SHS, Austrii i Polski) 100 tys. km kw. terytorium. Ludność państwa zmniejszyła się w wyniku tego z 18 do 8 mln obywateli. 3 mln wskutek zmiany granic znalazły się poza ojczyzną. Do dziś 2,3 mln Węgrów żyje poza swoim państwem. Węgierski historyk podkreślił, że traktat w Trianon nadal stanowi narodową traumę. W czasach komunizmu należał on do tematów zakazanych. Po upadku reżimu pamięć o nim zaczęto przywracać. W kraju zaczęły powstawać pomniki zachowujące pamięć o tragicznym dla Madziarów porozumieniu. W dzień jego podpisania odbywają się specjalnie poświęcone temu wydarzeniu uroczystości państwowe. Jest to też wciąż temat obecny w debacie publicznej. Niektóre środowiska polityczne domagają się rewizji postanowień traktatu. Andrzej Chwalba mówił, w jaki sposób traktat z Trianon był odbierany przez Polaków. Polski historyk przypomniał, że część mieszkańców Polski solidaryzowała się w narodowej żałobie z Węgrami. Piszący przed drugą wojną światową historycy tematem tym się jednak nie zajmowali, bo były to wydarzenia zbyt świeże. W czasach komunizmu, podobnie jak na Węgrzech, był to temat tabu. Władze nie chciały antagonizować należących do bloku wschodniego pozostałych sygnatariuszy traktatu należących do bloku wschodniego. Historycy tacy jak Wacław Felczak oraz Henryk Wereszycki oceniali jednak, że Madziarom wyrządzono krzywdę. Paul Gradvohl podsumował, że dla Francji doprowadzenie do podpisania traktatu w Trianon było jedynie krótkotrwałym sukcesem. Było bowiem jasne, że w dalszej perspektywie Węgry znajdą się w orbicie wpływów Niemiec, głównego przeciwnika Paryża na kontynencie.

100. Polacy i Węgrzy w 1956 roku
2020-07-08 09:50:43

Wykład dr. Jánosa Tischlera, Zamek Królewski w Warszawie [8 października 2015 r.] Polacy zachowali pamięć o rewolucji na Węgrzech w czasach, kiedy nad Dunajem było to zakazane – powiedział dr János Tischler, dyrektor Węgierskiego Instytutu Kultury w Warszawie, historyk, polonista, tłumacz i redaktor prac historycznych. Tematem wykładu z cyklu „Polacy i Węgrzy. Historia – polityka – kultura” było powstanie węgierskie w październiku 1956 r. i pomoc, jakiej Polacy udzielili wówczas narodowi węgierskiemu. Prelegent rozpoczął swoje wystąpienie od opisania genezy rewolucji węgierskiej. Jak zaznaczył, nie byłoby węgierskiego października bez polskiego czerwca. Wystąpienia przeciwko władzy komunistycznej w 1956 roku w Poznaniu uświadomiły bowiem Węgrom, że można zbuntować się przeciwko systemowi. Dr Tischler podkreślił jednocześnie, by poznańskiego czerwca nie porównywać z węgierskim październikiem. Wydarzenia poznańskie miały bowiem charakter lokalny, a powstanie węgierskie ogólnonarodowy i odbiło się echem na całym świecie. Dr Tischler powtórzył też za niektórymi historykami, że nieprzypadkowo do masowego buntu przeciw sowieckiej hegemonii doszło na Węgrzech, a nie w Polsce. Madziarzy czuli się bowiem szczególnie pokrzywdzeni przez ZSRR. Po II wojnie światowej utracili bowiem część kraju na rzecz Czechosłowacji. Polacy musieli oddać Sowietom ziemie wschodnie, ale otrzymali w zamian rekompensatę w postaci terenów poniemieckich. Prelegent wskazał również na odmienny stosunek węgierskich komunistów pod wodzą Mátyása Rákosiego do symboli narodowych. O ile polski orzeł  stracił jedynie koronę, to na Węgrzech zmieniono zupełnie godło narodowe – nowe odwoływało się  całkowicie do symboliki komunistycznej i nie zawierało prawie w ogóle akcentów narodowych. Oba narody były w okresie stalinowskim poddane przez lokalne reżimy komunistyczne masowym represjom. Herbert po stronie rewolucji Rewolucja na Węgrzech rozpoczęła się 23 października 1956 r., jak przypomniał dr Tischler, od studenckiego wiecu pod pomnikiem gen. Józefa Bema w Budapeszcie. Protestujący chcieli wyrazić poparcie dla „odwilży” w Polsce, do jakiej doszło za sprawą nowego sekretarza generalnego KC PZPR Władysława Gomułki. Podczas demonstracji powiewały polskie flagi, śpiewano „Mazurka Dąbrowskiego” oraz pieśń „Boże, coś Polskę” z węgierskim tekstem. W tłumie znaleźli się też polscy studenci. Obecni byli także literaci – Adam Ważyk i Zbigniew Herbert, który napisał potem wiersz zatytułowany „Węgrom”. Demonstranci udali się pod siedzibę parlamentu. W międzyczasie do pochodu dołączyli też wychodzący z pracy w zakładach robotnicy. Protestujący domagali się rozwiązania owianej zbrodniczą sławą węgierskiej służby bezpieczeństwa (ÁVH), pociągnięcia do odpowiedzialności winnych represji, wycofania wojsk sowieckich, przywrócenia na stanowisko premiera odsuniętego od władzy przez stalinistów liberalnego komunisty Imre Nagya oraz wolnych wyborów. Część demonstrujących udała się do siedziby radia, gdzie zostali ostrzelani przez funkcjonariuszy bezpieki. Na wieść o rozruchach Ernő Gerő, ówczesny pierwszy sekretarz KC Węgierskiej Partii Pracujących, zwrócił się do Sowietów z prośbą o interwencję wojskową.

99. Węgrzy i Polacy – wspólny kod
2020-07-08 09:32:02

Wykład prof. Csaby G. Kissa z cyklu „Polacy i Węgrzy. Historia – polityka – kultura”. Zamek Królewski w Warszawie [10 grudnia 2015] Porzekadło „Polak, Węgier, dwa bratanki” stało się popularne w XIX wieku, jednak pozytywna opinia obu narodów o sobie sięga znacznie dalej. To jedyny taki przypadek w tradycji europejskiej. Nie chodzi o podobieństwo zbudowane na pochodzeniu i języku, ale o cechy i postawy ugruntowane przez wspólną historię – mówił prof. Csaba G. Kiss, literaturoznawca i historyk kultury, podczas wykładu z cyklu „Polacy i Węgrzy. Historia – polityka – kultura”, który odbył się w Zamku Królewskim w Warszawie. Za tradycją wspólnego sąsiedztwa odkrywamy kod kulturowy, ożywiany przez dokonania artystyczne, tworzące kanon kultury narodowej – mówił prof. Kiss. Wiele elementów tego kodu jest bliskich dla Polaków i Węgrów. Oba narody mają podobne mity o swoim pochodzeniu. Wśród dwóch opisywanych nacji obecna jest symbolika korony, która symbolizuje jedność ich państwa. Tożsame dla Polaków i Madziarów jest także przekonanie, że ich kraje stanowią przedmurze chrześcijaństwa. Oba państwa łączyła w przeszłości demokratyczna kultura szlachecka. Wspólna dla nich jest wizja własnej historii, interpretowana jako ciąg narodowych tragedii, które rozgrywają się przy obojętności świata. Zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech, podobny jest etos tułacza, zmuszonego uciekać z ojczyzny po klęskach narodowowyzwoleńczych zrywów. Polaków i Madziarów łączy również najnowsza historia. Prof. Kiss przypomniał, że u źródeł rewolucji węgierskiej w 1956 roku legła chęć okazania solidarności z poznańskim Czerwcem. Madziarzy inspirowali się też w latach 80. dokonaniami polskiej Solidarności.

98. Tropem Majów – wykład Elżbiety Dzikowskiej
2020-07-08 08:58:44

Spotkanie z Elżbietą Dzikowską, podróżniczką, sinolożką, historyczką sztuki. Kawiarnia Naukowa 1a [12 listopada 2015] Majowie stworzyli zaawansowaną cywilizację na długo przed tym, nim powstało państwo polskie. Znali się na astronomii, mieli własny kalendarz, budowali w dżungli monumentalne miasta. Ten zapał konstrukcyjny przyczynił się paradoksalnie do upadku ich kultury. Wycinka drzew potrzebnych do wypalania wapna używanego podczas budowy doprowadziła bowiem do wyjałowienia gleb. Majowie musieli wtedy swoje miasta opuścić – mówiła Elżbieta Dzikowska, sinolożka, podróżniczka, specjalistka od kultury Indian środkowoamerykańskich podczas wykładu w Kawiarni Naukowej 1a. Elżbieta Dzikowska w trakcie swojego wystąpienia opisała istniejące po dziś dzień pozostałości miast Majów. Zgromadzeni słuchacze mieli szansę dowiedzieć się o zabytkach Palenque, Yaxchilán, Uxmal, Chichén Itzá i Tikal. Podróżniczka mówiła o budowlach sakralnych i krwawych praktykach religijnych, jakie im towarzyszyły. Majowie składali bowiem ofiary z ludzi. Los ten przypadał przeważnie pojmanym podczas wojen niewolnikom. Zdarzało się też jednak, że mieszkańcy miast ofiarowywali się dobrowolnie. Majowie byli zmuszeni opuścić swoje miasta, ale sami nie wyginęli. Członków plemion należących do tej grupy ludów najwięcej można obecnie spotkać w Meksyku i Gwatemali. Ich kultura wymieszała się z kulturą europejskich zdobywców. Podróżniczka opisała swoją wizytę w gwatemalskim mieście Chichicastenango. Znajdujący się tam kościół św. Tomasza został wzniesiony na dawnej piramidzie, w której znaleziono księgę Popol Vuh, zwaną Biblią Majów. Wewnątrz świątyni można znaleźć ołtarze zarówno chrześcijańskie, jak i pogańskie. Dawne wierzenia są dalszym ciągu zakorzenione w indiańskich społecznościach . Elżbieta Dzikowska opowiedziała o konflikcie narosłym wokół jeziora Atitlán w Gwatemali. Na brzegach akwenu zamożni ludzie pobudowali swoje wille. Ścieki z nich spływają bezpośrednio do jeziora, wskutek czego wyginęły w nim ryby. Władze nie rozwiązały tego problemu. Indiańscy kapłani z czternastu okolicznych wiosek zebrali się wówczas nad jeziorem, i złożyli wielką całopalną ofiarę z kur, prosząc swoje bóstwa o powrót ryb. Podróżniczka odpowiadała też na pytania osób zgromadzonych na sali. Można się było m.in. Dowiedzieć, jak rozpoczęła się podróżnicza kariera Elżbiety Dzikowskiej oraz jak poznała swojego równie słynnego, nieżyjącego już męża – Tony’ego Halika.

97. Drzemiący wulkan? Rola Chin w polityce światowej od 1945 r. do współczesności
2020-07-08 08:50:00

Wykład profesora Waldemara Dziaka zorganizowany w ramach cyklu dla maturzystów, Collegium Civitas [16 marca 2011] Celem wykładu będzie omówienie pozycji Chin na politycznej mapie świata oraz przybliżenie słuchaczom czynników warunkujących gwałtowny wzrost gospodarczy tego państwa oraz jego konsekwencje dla polityki światowej. Prowadzący pokusi się także o próbę udowodnienia, że Chiny wyprzedzą Amerykę w II połowie XXI wieku i staną się największym mocarstwem trzeciego millenium.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie