Radio Wnet

Bądź na bieżąco z treściami publikowanymi na portalu wnet.fm. Nie przegap najbardziej aktualnych wywiadów z ludźmi kultury, politykami, ekspertami od geopolityki i spraw międzynarodowych. To tutaj możesz odsłuchać rozmów z takich audycji jak Poranek Wnet, Popołudnie Wnet czy Kurier w Samo Południe.

Zachęcamy też do słuchania Radia Wnet na żywo!

Słuchasz? Oglądasz? Wspieraj!
zrzutka.pl/wnet

Wszystkie programy przygotowywane są przez nasz zespół dziennikarzy.

Kategorie:
Polityka Wiadomości

Odcinki od najnowszych:

Paweł Musiałek: Spotkanie Putin-Trump nie zmieni biegu historii
2025-10-21 12:53:04

Prezes Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek przewiduje, że zakończenie wojny na Ukrainie będzie procesem długim i trudnym, a spotkanie Putin-Trump w Budapeszcie nie będzie wielkim przełomem.

Prezes Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek przewiduje, że zakończenie wojny na Ukrainie będzie procesem długim i trudnym, a spotkanie Putin-Trump w Budapeszcie nie będzie wielkim przełomem.

Trump wraca do doktryny Monroe’a. „To gra o panowanie nad światem”
2025-10-21 12:18:45

– To nie chaos, to plan. Trump gra twardo, ale z jasną strategią: spokój w Europie, presja na Chiny – mówi Iwo Bender, redaktor naczelny EWTN Polska.   Strategia Donalda Trumpa jest zaskakująco prosta – przekonuje w Poranku Radiu Wnet Iwo Bender, redaktor naczelny telewizji EWTN Polska. To człowiek, który naprawdę chce, żeby ludzie przestali się na wojnach zabijać. Ale jego podejście jest twarde i kalkulacyjne – mówi dziennikarz. Według Bendera, Trump od początku swojej prezydentury starał się realizować zasadę, że z przeciwnikami można rozmawiać, ale trzeba mieć w zanadrzu siłę. W wywiadzie sprzed trzech lat powiedział wprost: „dogadam się z Putinem i Zełenskim, bo obu znam, ale jeśli nie, dam Ukrainie tyle broni, że nie będą mogli się temu przeciwstawić”. I to tłumaczy to, co obserwujemy dziś – przeciąganie liny między presją dyplomatyczną a militarną – podkreśla Bender. Jego zdaniem strategia Trumpa wobec Rosji opiera się na dwóch etapach: najpierw „bombardowaniu miłością”, czyli próbie porozumienia, a następnie zwiększaniu pomocy wojskowej, która ma doprowadzić Moskwę do rozmów. To gra, w której używa się i dyplomacji, i presji militarnej. To nie jest chaos, tylko przemyślana taktyka – ocenia. Spotkanie w Budapeszcie Komentując możliwość spotkania Trump–Putin w Budapeszcie, Bender zachowuje ostrożność. Były już zapowiedzi spotkań w Alasce czy trójstronnych rozmów z udziałem Ukrainy. Nic z tego nie wyszło. Orban chce być rozjemcą akceptowalnym dla wszystkich stron – USA, Rosji, Chin i Turcji – ale dopóki Putin nie wyląduje, nie ma o czym mówić – zaznacza. Dziennikarz przypomina też, że Trump w swojej strategii globalnej wraca do XIX-wiecznej doktryny Monroe’a, zgodnie z którą obie Ameryki stanowią strefę wpływów USA. Wenezuela to dziś państwo neokomunistyczne i narkotykowe, które eksportuje przestępców i narkotyki do Stanów. Nic dziwnego, że amerykańska marynarka stoi u jej wybrzeży. To jeden z frontów nowej zimnej wojny – wyjaśnia. Chiny, Europa, USA W jego ocenie prawdziwa rywalizacja toczy się jednak z Chinami, a Europa i wojna na Ukrainie są w tym układzie elementem większej gry. Osłabienie Rosji to jednocześnie osłabienie Chin, które dziś są głównym strategicznym przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych. Rosja z pozycji seniora w sojuszu z Pekinem stała się juniorem – i to wykorzystuje Waszyngton – mówi Bender. Dla USA kluczowe jest, by w Europie panował względny spokój. Bo jeśli dojdzie do wojny na Pacyfiku, Stany nie mogą mieć po drugiej stronie świata drugiego frontu. To jest szerszy plan strategiczny, który Trump – mimo całej swojej kontrowersyjności – realizuje z żelazną logiką – podsumowuje szef EWTN Polska.


– To nie chaos, to plan. Trump gra twardo, ale z jasną strategią: spokój w Europie, presja na Chiny – mówi Iwo Bender, redaktor naczelny EWTN Polska.
 

Strategia Donalda Trumpa jest zaskakująco prosta – przekonuje w Poranku Radiu Wnet Iwo Bender, redaktor naczelny telewizji EWTN Polska.

To człowiek, który naprawdę chce, żeby ludzie przestali się na wojnach zabijać. Ale jego podejście jest twarde i kalkulacyjne

– mówi dziennikarz.

Według Bendera, Trump od początku swojej prezydentury starał się realizować zasadę, że z przeciwnikami można rozmawiać, ale trzeba mieć w zanadrzu siłę.

W wywiadzie sprzed trzech lat powiedział wprost: „dogadam się z Putinem i Zełenskim, bo obu znam, ale jeśli nie, dam Ukrainie tyle broni, że nie będą mogli się temu przeciwstawić”. I to tłumaczy to, co obserwujemy dziś – przeciąganie liny między presją dyplomatyczną a militarną

– podkreśla Bender.

Jego zdaniem strategia Trumpa wobec Rosji opiera się na dwóch etapach: najpierw „bombardowaniu miłością”, czyli próbie porozumienia, a następnie zwiększaniu pomocy wojskowej, która ma doprowadzić Moskwę do rozmów.

To gra, w której używa się i dyplomacji, i presji militarnej. To nie jest chaos, tylko przemyślana taktyka

– ocenia.

Spotkanie w Budapeszcie

Komentując możliwość spotkania Trump–Putin w Budapeszcie, Bender zachowuje ostrożność.

Były już zapowiedzi spotkań w Alasce czy trójstronnych rozmów z udziałem Ukrainy. Nic z tego nie wyszło. Orban chce być rozjemcą akceptowalnym dla wszystkich stron – USA, Rosji, Chin i Turcji – ale dopóki Putin nie wyląduje, nie ma o czym mówić

– zaznacza.

Dziennikarz przypomina też, że Trump w swojej strategii globalnej wraca do XIX-wiecznej doktryny Monroe’a, zgodnie z którą obie Ameryki stanowią strefę wpływów USA.

Wenezuela to dziś państwo neokomunistyczne i narkotykowe, które eksportuje przestępców i narkotyki do Stanów. Nic dziwnego, że amerykańska marynarka stoi u jej wybrzeży. To jeden z frontów nowej zimnej wojny

– wyjaśnia.

Chiny, Europa, USA

W jego ocenie prawdziwa rywalizacja toczy się jednak z Chinami, a Europa i wojna na Ukrainie są w tym układzie elementem większej gry.

Osłabienie Rosji to jednocześnie osłabienie Chin, które dziś są głównym strategicznym przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych. Rosja z pozycji seniora w sojuszu z Pekinem stała się juniorem – i to wykorzystuje Waszyngton

– mówi Bender.

Dla USA kluczowe jest, by w Europie panował względny spokój. Bo jeśli dojdzie do wojny na Pacyfiku, Stany nie mogą mieć po drugiej stronie świata drugiego frontu. To jest szerszy plan strategiczny, który Trump – mimo całej swojej kontrowersyjności – realizuje z żelazną logiką

– podsumowuje szef EWTN Polska.

Prezes SDP: Rodzina Kulczyków żąda 400 tys. zł od dziennikarzy
2025-10-21 10:35:51

– Wolność słowa umiera w ciszy polskich sal sądowych – mówi Jolanta Hajdasz o procesie, który rodzina Kulczyków wytoczyła byłym dziennikarzom TVP za program „Resortowe dzieci”.   Rodzeństwo Sebastian i Dominika Kulczyk domagają się 400 tys. zł zadośćuczynienia oraz przeprosin w Telewizji Polskiej od Doroty Kani, Michała Adamczyka i Jolanty Hajdasz za odcinek programu „Resortowe dzieci” poświęcony Janowi Kulczykowi. Sprawa, zdaniem Hajdasz, jest „absurdalna” i pokazuje, jak trudno dziś wykonywać zawód dziennikarza. Chodzi o 19 minut programu „Resortowe dzieci – od TW Paweł do Kulczyk Holding”, w którym Dorota Kania pokazała genezę majątku rodziny Kulczyków, opierając się na dokumentach z IPN – tłumaczy prezes SDP. Nie ma tam jednego zdania, które nie byłoby poparte faktami. Wszystko oparte jest na źródłach i dowodach – zaznacza. Kneblowanie ust dziennikarzom Hajdasz została pozwana za jedno zdanie wypowiedziane w programie, dotyczące cen autostrady A2, należącej do spółki kontrolowanej przez Kulczyków. Użyłam wtedy dosadnego słowa „orżnął”, mówiąc o kosztach dla kierowców. To była spontaniczna wypowiedź, może ostra, ale prawdziwa. I użyłabym jej ponownie – mówi. Rodzeństwo Kulczyków uznało, że to sformułowanie narusza ich dobra osobiste i pamięć o ojcu. Każdy z dziennikarzy pozwanych w tej sprawie ma zapłacić po 100 tysięcy złotych. To horrendalna kwota dla każdego, kto nie ma takich pieniędzy na koncie. Ale co robić? Trzeba się bronić – dodaje Hajdasz. Osobista uraza Kulczyków? Podczas ostatniej rozprawy przesłuchiwani byli m.in. Jarosław Sroka z zarządu Kulczyk Holding oraz adwokat Łukasz Rędziniak. Świadkowie mówili o „poruszeniu” w rodzinie Kulczyków, ale nie potrafili wskazać żadnego konkretnego zdania z programu, które byłoby nieprawdziwe – relacjonuje Hajdasz. Sąd nie zgodził się na przesłuchanie świadków strony dziennikarskiej, w tym Sławomira Cenckiewicza, Anity Gargas i Cezarego Gmyza, oraz odrzucił pytania dotyczące finansowych szczegółów budowy autostrady. To pokazuje, jak trudno dziś bronić prawa do rzetelnej informacji – podkreśla prezes SDP. Wolność słowa umiera w ciszy polskich sal sądowych. Tylko nagłaśniając takie procesy, możemy się bronić i bronić prawa dziennikarzy do opisywania świata – dodaje Jolanta Hajdasz. To nie przypadek, ale proces Podkreśla też, że takich spraw jest coraz więcej. Wielu dziennikarzy ma procesy utajnione. Policjanci pozywają reporterów za publikację zdjęć z interwencji, powołując się na RODO. Żądane kwoty to dziesiątki tysięcy złotych. W ten sposób można skutecznie zastraszyć młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają pracę w mediach – zaznacza. Centrum Monitoringu Wolności Słowa SDP, którym kieruje Hajdasz, monitoruje wszystkie te przypadki. To już nie pojedyncze procesy, ale zjawisko, które realnie ogranicza wolność mediów w Polsce – ostrzega.


– Wolność słowa umiera w ciszy polskich sal sądowych – mówi Jolanta Hajdasz o procesie, który rodzina Kulczyków wytoczyła byłym dziennikarzom TVP za program „Resortowe dzieci”.
 

Rodzeństwo Sebastian i Dominika Kulczyk domagają się 400 tys. zł zadośćuczynienia oraz przeprosin w Telewizji Polskiej od Doroty Kani, Michała Adamczyka i Jolanty Hajdasz za odcinek programu „Resortowe dzieci” poświęcony Janowi Kulczykowi. Sprawa, zdaniem Hajdasz, jest „absurdalna” i pokazuje, jak trudno dziś wykonywać zawód dziennikarza.

Chodzi o 19 minut programu „Resortowe dzieci – od TW Paweł do Kulczyk Holding”, w którym Dorota Kania pokazała genezę majątku rodziny Kulczyków, opierając się na dokumentach z IPN

– tłumaczy prezes SDP.

Nie ma tam jednego zdania, które nie byłoby poparte faktami. Wszystko oparte jest na źródłach i dowodach

– zaznacza.

Kneblowanie ust dziennikarzom

Hajdasz została pozwana za jedno zdanie wypowiedziane w programie, dotyczące cen autostrady A2, należącej do spółki kontrolowanej przez Kulczyków.

Użyłam wtedy dosadnego słowa „orżnął”, mówiąc o kosztach dla kierowców. To była spontaniczna wypowiedź, może ostra, ale prawdziwa. I użyłabym jej ponownie

– mówi.

Rodzeństwo Kulczyków uznało, że to sformułowanie narusza ich dobra osobiste i pamięć o ojcu. Każdy z dziennikarzy pozwanych w tej sprawie ma zapłacić po 100 tysięcy złotych.

To horrendalna kwota dla każdego, kto nie ma takich pieniędzy na koncie. Ale co robić? Trzeba się bronić

– dodaje Hajdasz.

Osobista uraza Kulczyków?

Podczas ostatniej rozprawy przesłuchiwani byli m.in. Jarosław Sroka z zarządu Kulczyk Holding oraz adwokat Łukasz Rędziniak.

Świadkowie mówili o „poruszeniu” w rodzinie Kulczyków, ale nie potrafili wskazać żadnego konkretnego zdania z programu, które byłoby nieprawdziwe

– relacjonuje Hajdasz.

Sąd nie zgodził się na przesłuchanie świadków strony dziennikarskiej, w tym Sławomira Cenckiewicza, Anity Gargas i Cezarego Gmyza, oraz odrzucił pytania dotyczące finansowych szczegółów budowy autostrady.

To pokazuje, jak trudno dziś bronić prawa do rzetelnej informacji

– podkreśla prezes SDP.

Wolność słowa umiera w ciszy polskich sal sądowych. Tylko nagłaśniając takie procesy, możemy się bronić i bronić prawa dziennikarzy do opisywania świata

– dodaje Jolanta Hajdasz.

To nie przypadek, ale proces

Podkreśla też, że takich spraw jest coraz więcej.

Wielu dziennikarzy ma procesy utajnione. Policjanci pozywają reporterów za publikację zdjęć z interwencji, powołując się na RODO. Żądane kwoty to dziesiątki tysięcy złotych. W ten sposób można skutecznie zastraszyć młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają pracę w mediach

– zaznacza.

Centrum Monitoringu Wolności Słowa SDP, którym kieruje Hajdasz, monitoruje wszystkie te przypadki.

To już nie pojedyncze procesy, ale zjawisko, które realnie ogranicza wolność mediów w Polsce

– ostrzega.

Maciej Wąsik: Bez wsparcia UE niszczenie polskiego wymiaru sprawiedliwości nie byłoby możliwe
2025-10-21 09:16:42

W Poranku Radia Wnet europoseł Maciej Wąsik opisuje polski wymiar sprawiedliwości jako obszar całkowitego bezprawia, zarządzany przez Waldemara Żurka, przy milczącej zgodzie Unii Europejskiej.

W Poranku Radia Wnet europoseł Maciej Wąsik opisuje polski wymiar sprawiedliwości jako obszar całkowitego bezprawia, zarządzany przez Waldemara Żurka, przy milczącej zgodzie Unii Europejskiej.

Rosyjskie drony mordują cywilów. Korespondentka: Oni już nie udają, że kogoś chcą „wyzwolić”
2025-10-21 09:03:58

Drony, brak ewakuacji, zaginieni żołnierze i cywile – tak wygląda dziś Donbas. – Rosja morduje i bierze ludzi jako zakładników – mówi Monika Andruszewska w rozmowie z Radiem Wnet.   Sytuacja w obwodzie donieckim jest coraz bardziej tragiczna. Rosjanie atakują bez rozróżnienia cywilów i żołnierzy, nie pozostawiając złudzeń co do swoich celów – relacjonuje Monika Andruszewska, dziennikarka i wolontariuszka od lat pracująca na wschodzie Ukrainy. Zabijają wszystkich Rosjanie nie zachowują już żadnych pozorów. Wcześniej mówili o „wyzwalaniu” mieszkańców Donbasu, teraz chcą po prostu zabić wszystko, co się rusza – mówi Andruszewska. Jak relacjonuje, w Pokrowsku rosyjskie grupy szturmowe po wejściu do miasta „rozstrzelały kilku cywilów”. Według jej relacji, rosyjskie drony FPV stanowią dziś największe zagrożenie. Atakowane są wszystkie pojazdy cywilne, karetki i samochody ewakuacyjne. Rosja celowo uniemożliwia ucieczkę z okupowanych terenów, by wziąć jak najwięcej Ukraińców jako zakładników – podkreśla. Miesiące w okopach W wielu oddziałach ukraińska piechota spędza na pozycjach miesiące bez możliwości rotacji, a tzw. „strefa śmierci” sięga 10–15 kilometrów od linii frontu. Żołnierze muszą pokonywać ten dystans pieszo, czekając na złą pogodę, by drony ich nie zauważyły. Każdy pojazd jest natychmiast niszczony – tłumaczy wolontariuszka. Andruszewska mówi również o dramacie rodzin zaginionych. Kiedy publikuję zdjęcia z przekazywania pomocy, dostaję wiadomości od matek: „szukam syna, był w tej brygadzie, nie wiem, co się z nim stało”. Nie można im powiedzieć prawdy, dopóki nie ma ciała. A po ciała nie da się wrócić, bo to oznaczałoby śmierć kolejnych żołnierzy – relacjonuje. Zbiórka dla żołnierzy Wspólnie z pisarzem Szczepanem Twardochem organizuje zbiórki na roboty naziemne i sprzęt dla operatorów dronów. To one ratują życie, transportują rannych i utrudniają Rosjanom ataki. Im silniejszy ukraiński zwiad powietrzny, tym bezpieczniejsze są miasta, takie jak Kramatorsk – wyjaśnia. Zbiórkę można znaleźć TUTAJ.  Ludzie wierzą w cud Kramatorsk, położony zaledwie 20 kilometrów od frontu, wciąż zamieszkuje ok. 60 tysięcy osób. Ludzie przyjeżdżają z zajętych miejscowości. Wielu z nich mówi, że Rosja ich ściga – uciekają z jednego miasta do drugiego, zawsze jak najbliżej domu – mówi Andruszewska. Według niej nawet ostatnie w miarę funkcjonujące miasta obwodu donieckiego – Słowiańsk i Kramatorsk – są coraz częściej celem rosyjskich dronów. Moi znajomi, którzy tam zostali, wiedzą, że będą musieli wyjechać, bo jeśli Rosjanie wejdą, zostaną zabici. A mimo to zwlekają, chcą spędzić w domu każdą możliwą chwilę – opowiada. Mieszkańcy śledzą każde doniesienie z frontu i z Zachodu, wciąż wierząc, że ich tragedia może się nie powtórzyć. Wierzą w cud. Ale jedyne, co możemy dziś zrobić, to wspierać ukraińską armię, by mogła bronić tych terenów jak najdłużej – podsumowuje Andruszewska.


Drony, brak ewakuacji, zaginieni żołnierze i cywile – tak wygląda dziś Donbas. – Rosja morduje i bierze ludzi jako zakładników – mówi Monika Andruszewska w rozmowie z Radiem Wnet.
 

Sytuacja w obwodzie donieckim jest coraz bardziej tragiczna. Rosjanie atakują bez rozróżnienia cywilów i żołnierzy, nie pozostawiając złudzeń co do swoich celów

– relacjonuje Monika Andruszewska, dziennikarka i wolontariuszka od lat pracująca na wschodzie Ukrainy.

Zabijają wszystkich

Rosjanie nie zachowują już żadnych pozorów. Wcześniej mówili o „wyzwalaniu” mieszkańców Donbasu, teraz chcą po prostu zabić wszystko, co się rusza

– mówi Andruszewska. Jak relacjonuje, w Pokrowsku rosyjskie grupy szturmowe po wejściu do miasta „rozstrzelały kilku cywilów”.

Według jej relacji, rosyjskie drony FPV stanowią dziś największe zagrożenie. Atakowane są wszystkie pojazdy cywilne, karetki i samochody ewakuacyjne.

Rosja celowo uniemożliwia ucieczkę z okupowanych terenów, by wziąć jak najwięcej Ukraińców jako zakładników

– podkreśla.

Miesiące w okopach

W wielu oddziałach ukraińska piechota spędza na pozycjach miesiące bez możliwości rotacji, a tzw. „strefa śmierci” sięga 10–15 kilometrów od linii frontu.

Żołnierze muszą pokonywać ten dystans pieszo, czekając na złą pogodę, by drony ich nie zauważyły. Każdy pojazd jest natychmiast niszczony

– tłumaczy wolontariuszka.

Andruszewska mówi również o dramacie rodzin zaginionych.

Kiedy publikuję zdjęcia z przekazywania pomocy, dostaję wiadomości od matek: „szukam syna, był w tej brygadzie, nie wiem, co się z nim stało”. Nie można im powiedzieć prawdy, dopóki nie ma ciała. A po ciała nie da się wrócić, bo to oznaczałoby śmierć kolejnych żołnierzy

– relacjonuje.

Zbiórka dla żołnierzy

Wspólnie z pisarzem Szczepanem Twardochem organizuje zbiórki na roboty naziemne i sprzęt dla operatorów dronów.

To one ratują życie, transportują rannych i utrudniają Rosjanom ataki. Im silniejszy ukraiński zwiad powietrzny, tym bezpieczniejsze są miasta, takie jak Kramatorsk

– wyjaśnia.

Zbiórkę można znaleźć TUTAJ. 

Ludzie wierzą w cud

Kramatorsk, położony zaledwie 20 kilometrów od frontu, wciąż zamieszkuje ok. 60 tysięcy osób.

Ludzie przyjeżdżają z zajętych miejscowości. Wielu z nich mówi, że Rosja ich ściga – uciekają z jednego miasta do drugiego, zawsze jak najbliżej domu

– mówi Andruszewska.

Według niej nawet ostatnie w miarę funkcjonujące miasta obwodu donieckiego – Słowiańsk i Kramatorsk – są coraz częściej celem rosyjskich dronów.

Moi znajomi, którzy tam zostali, wiedzą, że będą musieli wyjechać, bo jeśli Rosjanie wejdą, zostaną zabici. A mimo to zwlekają, chcą spędzić w domu każdą możliwą chwilę

– opowiada.

Mieszkańcy śledzą każde doniesienie z frontu i z Zachodu, wciąż wierząc, że ich tragedia może się nie powtórzyć.

Wierzą w cud. Ale jedyne, co możemy dziś zrobić, to wspierać ukraińską armię, by mogła bronić tych terenów jak najdłużej

– podsumowuje Andruszewska.

„Polska może być gazowym hubem Europy, ale rząd nie ma wizji”
2025-10-21 08:16:58

– Nowa władza żyje z naszych inwestycji i przecina nasze wstęgi – mówi w Poranku Radia Wnet Kacper Płażyński. Krytykuje stagnację w portach i brak wizji rozwoju polskiej gospodarki morskiej.   Polska ma potencjał, by stać się gazowym centrum Europy Środkowej, ale potrzebna jest długofalowa strategia i kontynuacja inwestycji – ocenił poseł Kacper Płażyński (Prawo i Sprawiedliwość) w rozmowie z Radiem Wnet. Jego zdaniem obecny rząd „żyje z inwestycji poprzedników” i zaniedbuje nowe projekty gospodarki morskiej. Nowa ekipa kończy to, co my zaczęliśmy. Często z opóźnieniem, a niektóre ważne projekty po prostu zarzuciła – dodał. Płażyński odniósł się także do inicjatywy prezydenta Karola Nawrockiego „Tak! Dla Polskich Portów”, która jest strategicznym wizją polskiej gospodarki morskiej. Pan prezydent popiera program Prawa i Sprawiedliwości, który my realizowaliśmy od lat. Dziś nowa ekipa po prostu kończy to, co my zaczęliśmy – czasem z opóźnieniem, czasem w ogóle rezygnując z kluczowych projektów – komentuje Płażyński. Odra i Elbląg wstrzymane, porty w zadyszce Poseł PiS przypomniał, że część kluczowych przedsięwzięć infrastrukturalnych, w tym budowa drogi wodnej na Odrze, została zatrzymana.  To najtańsza i najszybsza droga transportu cargo do portów. Niestety, rząd nie chce jej realizować, być może pod wpływem tzw. zielonego lobby lub nacisków Niemiec – stwierdził. Według Płażyńskiego, po zmianie władzy polskie porty „złapały zadyszkę”. Choć część inwestycji jest kończona, w 2024 roku po raz pierwszy od dekady spadł ogólny wolumen przeładunków. Wiceminister chwali się wzrostem kontenerów, ale pomija resztę danych. Fakty są takie, że łączny ruch w portach spadł – zaznaczył. W jego ocenie, Elbląg jest przykładem niewywiązania się rządu z obietnic. Zapowiadano 70 milionów złotych na inwestycje w porcie, ale do dziś nie wydano ani złotówki. Tor wodny wciąż niepogłębiony, a do portu wpływają tylko jachty – powiedział parlamentarzysta. Polska szansą dla regionu Płażyński zwrócił uwagę, że Polska może stać się hubem gazowym Europy Środkowej, obsługując dostawy gazu skroplonego z USA i Kataru. Czesi i Słowacy już dziś deklarują chęć współpracy. Od 2028 roku Unia Europejska zakazuje importu rosyjskiego gazu, także skroplonego. Jeśli przygotujemy infrastrukturę, Polska może zarabiać miliardy rocznie – powiedział. Polityk podkreślił, że strategię energetyczną i portową należy planować z wyprzedzeniem. Takie inwestycje buduje się na dekady. Jeśli nie zaczniemy teraz, inni przejmą długoterminowe kontrakty i stracimy szansę – ocenił. Nowe szlaki handlowe Płażyński pozytywnie ocenił dopłynięcie do Gdańska pierwszego w historii statku z Chin trasą arktyczną. To wydarzenie symboliczne. Skraca drogę przez Kanał Sueski o połowę i pokazuje rosnącą rolę Gdańska na mapie światowego handlu – podkreślił. Nierównowaga z Ukrainą Poseł PiS zwrócił też uwagę na rosnącą obecność ukraińskich przewoźników kolejowych w Polsce i brak wzajemności w dostępie do rynku. Ukraińskie Cargo rozwija działalność w Polsce, podczas gdy nasi przewoźnicy nie są wpuszczani na Ukrainę. To nierówne warunki konkurencji – mówił. Jego zdaniem, jeśli rząd nie podejmie działań dyplomatycznych, PKP Cargo może stracić w najbliższych latach nawet kilkadziesiąt procent udziałów w rynku. Pomoc Ukrainie jest potrzebna, ale w gospodarce trzeba bronić własnych interesów – zaznaczył Płażyński.


– Nowa władza żyje z naszych inwestycji i przecina nasze wstęgi – mówi w Poranku Radia Wnet Kacper Płażyński. Krytykuje stagnację w portach i brak wizji rozwoju polskiej gospodarki morskiej.
 

Polska ma potencjał, by stać się gazowym centrum Europy Środkowej, ale potrzebna jest długofalowa strategia i kontynuacja inwestycji

– ocenił poseł Kacper Płażyński (Prawo i Sprawiedliwość) w rozmowie z Radiem Wnet. Jego zdaniem obecny rząd „żyje z inwestycji poprzedników” i zaniedbuje nowe projekty gospodarki morskiej.

Nowa ekipa kończy to, co my zaczęliśmy. Często z opóźnieniem, a niektóre ważne projekty po prostu zarzuciła

– dodał.

Płażyński odniósł się także do inicjatywy prezydenta Karola Nawrockiego „Tak! Dla Polskich Portów”, która jest strategicznym wizją polskiej gospodarki morskiej.

Pan prezydent popiera program Prawa i Sprawiedliwości, który my realizowaliśmy od lat. Dziś nowa ekipa po prostu kończy to, co my zaczęliśmy – czasem z opóźnieniem, czasem w ogóle rezygnując z kluczowych projektów

– komentuje Płażyński.

Odra i Elbląg wstrzymane, porty w zadyszce

Poseł PiS przypomniał, że część kluczowych przedsięwzięć infrastrukturalnych, w tym budowa drogi wodnej na Odrze, została zatrzymana.

 To najtańsza i najszybsza droga transportu cargo do portów. Niestety, rząd nie chce jej realizować, być może pod wpływem tzw. zielonego lobby lub nacisków Niemiec

– stwierdził.

Według Płażyńskiego, po zmianie władzy polskie porty „złapały zadyszkę”. Choć część inwestycji jest kończona, w 2024 roku po raz pierwszy od dekady spadł ogólny wolumen przeładunków.

Wiceminister chwali się wzrostem kontenerów, ale pomija resztę danych. Fakty są takie, że łączny ruch w portach spadł

– zaznaczył.

W jego ocenie, Elbląg jest przykładem niewywiązania się rządu z obietnic.

Zapowiadano 70 milionów złotych na inwestycje w porcie, ale do dziś nie wydano ani złotówki. Tor wodny wciąż niepogłębiony, a do portu wpływają tylko jachty

– powiedział parlamentarzysta.

Polska szansą dla regionu

Płażyński zwrócił uwagę, że Polska może stać się hubem gazowym Europy Środkowej, obsługując dostawy gazu skroplonego z USA i Kataru.

Czesi i Słowacy już dziś deklarują chęć współpracy. Od 2028 roku Unia Europejska zakazuje importu rosyjskiego gazu, także skroplonego. Jeśli przygotujemy infrastrukturę, Polska może zarabiać miliardy rocznie

– powiedział.

Polityk podkreślił, że strategię energetyczną i portową należy planować z wyprzedzeniem.

Takie inwestycje buduje się na dekady. Jeśli nie zaczniemy teraz, inni przejmą długoterminowe kontrakty i stracimy szansę

– ocenił.

Nowe szlaki handlowe

Płażyński pozytywnie ocenił dopłynięcie do Gdańska pierwszego w historii statku z Chin trasą arktyczną.

To wydarzenie symboliczne. Skraca drogę przez Kanał Sueski o połowę i pokazuje rosnącą rolę Gdańska na mapie światowego handlu

– podkreślił.

Nierównowaga z Ukrainą

Poseł PiS zwrócił też uwagę na rosnącą obecność ukraińskich przewoźników kolejowych w Polsce i brak wzajemności w dostępie do rynku.

Ukraińskie Cargo rozwija działalność w Polsce, podczas gdy nasi przewoźnicy nie są wpuszczani na Ukrainę. To nierówne warunki konkurencji

– mówił.

Jego zdaniem, jeśli rząd nie podejmie działań dyplomatycznych, PKP Cargo może stracić w najbliższych latach nawet kilkadziesiąt procent udziałów w rynku.

Pomoc Ukrainie jest potrzebna, ale w gospodarce trzeba bronić własnych interesów

– zaznaczył Płażyński.

Piotr Trudnowski: nadchodzi czas nowej prawicy. PiS-owi brakuje świeżych pomysłów
2025-10-20 19:36:38

Utrzymanie przez Prawo i Sprawiedliwość poparcia z "trójką" z przodu do wyborów parlamentarnych może okazać się bardzo trudnym zadaniem - mówi b. prezes Klubu Jagiellońskiego. 

Utrzymanie przez Prawo i Sprawiedliwość poparcia z "trójką" z przodu do wyborów parlamentarnych może okazać się bardzo trudnym zadaniem - mówi b. prezes Klubu Jagiellońskiego. 

Robert Winnicki: Tusk mentalnie jest już w opozycji
2025-10-20 19:02:44

W wywiadzie u Wojewódzkiego premier Tusk kopał leżącego Hołownię,  PSL-owi dawał tylko lekkie prztyczki, a Lewicę calkiem oszczędził - mówi b. prezes Ruchu Narodowego. 

W wywiadzie u Wojewódzkiego premier Tusk kopał leżącego Hołownię,  PSL-owi dawał tylko lekkie prztyczki, a Lewicę calkiem oszczędził - mówi b. prezes Ruchu Narodowego. 

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie