Radio Wnet

Bądź na bieżąco z treściami publikowanymi na portalu wnet.fm. Nie przegap najbardziej aktualnych wywiadów z ludźmi kultury, politykami, ekspertami od geopolityki i spraw międzynarodowych. To tutaj możesz odsłuchać rozmów z takich audycji jak Poranek Wnet, Popołudnie Wnet czy Kurier w Samo Południe.

Zachęcamy też do słuchania Radia Wnet na żywo!

Słuchasz? Oglądasz? Wspieraj!
zrzutka.pl/wnet

Wszystkie programy przygotowywane są przez nasz zespół dziennikarzy.

Kategorie:
Polityka Wiadomości

Odcinki od najnowszych:

Ardanowski: Umowa Mercosur to wyrok na europejskie rolnictwo
2026-01-14 08:51:17

  Gościem Radia Wnet był Jan Krzysztof Ardanowski, poseł Wolnych Republikanów, były minister rolnictwa oraz przewodniczący Rady ds. Rolnictwa przy prezydencie Karolu Nawrockim. W rozmowie z Jaśminą Nowak odniósł się do narastających protestów rolników w całej Europie i kontrowersyjnej umowy handlowej Unii Europejskiej z państwami Mercosur. Ardanowski nie miał wątpliwości, że protesty nie ustaną. Te protesty w Europie będą trwały, bo to jest rzeczywiście wyrok wydany na rolnictwo europejskie – mówił, przypominając demonstracje rolników w Paryżu, Brukseli i Warszawie. Były minister zwrócił uwagę na nierówne traktowanie protestujących w różnych krajach. Traktory mogą wjechać do Brukseli czy do Paryża, a w Polsce okazuje się, że nie wolno. To pokazuje, w jaki sposób obecna władza traktuje rolników – powiedział. W jego ocenie spór wokół Mercosur nie dotyczy wyłącznie interesów jednej grupy zawodowej. To kłamstwo, że rolnicy walczą tylko o siebie. Oni walczą o bezpieczeństwo żywnościowe Europy i realizację zasad wspólnej polityki rolnej zapisanych w traktatach – zaznaczył. Ardanowski wskazywał, że umowa Mercosur została podporządkowana interesom największych gospodarek przemysłowych, przede wszystkim Niemiec. Kanclerz Niemiec powiedział wprost, że bez Mercosur niemiecka gospodarka będzie dalej w stagnacji. Ratunkiem ma być eksport do Ameryki Południowej – podkreślał. Jak dodał, naciski Berlina miały przełożyć się na działania Komisji Europejskiej, która – jego zdaniem – dyscyplinowała państwa sceptyczne wobec umowy. Jak mówił, „był czas, żeby coś zmienić. Komisja, realizując dyktat Niemiec, miała możliwość straszenia krajów odebraniem pieniędzy”. Szczególnie krytycznie ocenił postawę polskiego rządu. Polska, jak głupi Jaś, nie zabiegała o zbudowanie mniejszości blokującej. Jeżeli rząd twierdzi, że coś robił, to niech pokaże kalendarium działań – apelował. W rozmowie pojawił się też wątek tzw. klauzul lustrzanych, które miały zapewnić, że żywność z Ameryki Południowej spełni europejskie normy. Ardanowski uznał je za fikcję. Jak wskazał, „prawo unijne obowiązuje w Unii, a nie w Ameryce Południowej. Żadne klauzule obowiązywać nie będą”. Podkreślał również praktyczne ograniczenia kontroli importu. Nie da się sprawdzić milionów ton żywności w portach i na lotniskach. To wymagałoby dziesiątek tysięcy urzędników i gigantycznych laboratoriów – powiedział.  Na koniec zwrócił uwagę na problem pestycydów i podwójnych standardów. Laboratoria badają tylko te substancje, które są dopuszczone w Europie. A przecież europejskie, także niemieckie firmy produkują środki zakazane w UE i sprzedają je do Ameryki Południowej. Tego nikt nie sprawdzi – mówił.  /fa

 

Gościem Radia Wnet był Jan Krzysztof Ardanowski, poseł Wolnych Republikanów, były minister rolnictwa oraz przewodniczący Rady ds. Rolnictwa przy prezydencie Karolu Nawrockim. W rozmowie z Jaśminą Nowak odniósł się do narastających protestów rolników w całej Europie i kontrowersyjnej umowy handlowej Unii Europejskiej z państwami Mercosur.

Ardanowski nie miał wątpliwości, że protesty nie ustaną.

Te protesty w Europie będą trwały, bo to jest rzeczywiście wyrok wydany na rolnictwo europejskie

– mówił, przypominając demonstracje rolników w Paryżu, Brukseli i Warszawie.

Były minister zwrócił uwagę na nierówne traktowanie protestujących w różnych krajach.

Traktory mogą wjechać do Brukseli czy do Paryża, a w Polsce okazuje się, że nie wolno. To pokazuje, w jaki sposób obecna władza traktuje rolników

– powiedział.

W jego ocenie spór wokół Mercosur nie dotyczy wyłącznie interesów jednej grupy zawodowej.

To kłamstwo, że rolnicy walczą tylko o siebie. Oni walczą o bezpieczeństwo żywnościowe Europy i realizację zasad wspólnej polityki rolnej zapisanych w traktatach

– zaznaczył.

Ardanowski wskazywał, że umowa Mercosur została podporządkowana interesom największych gospodarek przemysłowych, przede wszystkim Niemiec.

Kanclerz Niemiec powiedział wprost, że bez Mercosur niemiecka gospodarka będzie dalej w stagnacji. Ratunkiem ma być eksport do Ameryki Południowej

– podkreślał.

Jak dodał, naciski Berlina miały przełożyć się na działania Komisji Europejskiej, która – jego zdaniem – dyscyplinowała państwa sceptyczne wobec umowy. Jak mówił, „był czas, żeby coś zmienić. Komisja, realizując dyktat Niemiec, miała możliwość straszenia krajów odebraniem pieniędzy”. Szczególnie krytycznie ocenił postawę polskiego rządu.

Polska, jak głupi Jaś, nie zabiegała o zbudowanie mniejszości blokującej. Jeżeli rząd twierdzi, że coś robił, to niech pokaże kalendarium działań

– apelował.

W rozmowie pojawił się też wątek tzw. klauzul lustrzanych, które miały zapewnić, że żywność z Ameryki Południowej spełni europejskie normy. Ardanowski uznał je za fikcję. Jak wskazał, „prawo unijne obowiązuje w Unii, a nie w Ameryce Południowej. Żadne klauzule obowiązywać nie będą”. Podkreślał również praktyczne ograniczenia kontroli importu.

Nie da się sprawdzić milionów ton żywności w portach i na lotniskach. To wymagałoby dziesiątek tysięcy urzędników i gigantycznych laboratoriów

– powiedział. 

Na koniec zwrócił uwagę na problem pestycydów i podwójnych standardów.

Laboratoria badają tylko te substancje, które są dopuszczone w Europie. A przecież europejskie, także niemieckie firmy produkują środki zakazane w UE i sprzedają je do Ameryki Południowej. Tego nikt nie sprawdzi

– mówił. 

/fa

Chiny–UE: przełom w sprawie ceł i zaskakujące nastroje społeczne
2026-01-14 08:22:47

  Andrzej Zawadzki-Liang przedstawił dwa istotne sygnały z Chin: gospodarczy i społeczny. Pierwszy dotyczy relacji handlowych między Unia Europejska a Chiny, drugi – nastrojów chińskiej opinii publicznej. Jak poinformował, Pekin i Bruksela osiągnęły konsensus w sprawie ceł na samochody elektryczne importowane z Chin. Chiny i Unia Europejska zgodziły się co do konieczności stworzenia ogólnych wytycznych dotyczących ceł na chińskich eksporterów – relacjonował. W praktyce może to oznaczać odejście od najwyższych, sięgających 35 proc. stawek i powrót do standardowego poziomu 10 proc., przy jednoczesnym wprowadzeniu minimalnych cen dla poszczególnych producentów. To pierwszy taki komunikat i pozytywny sygnał, choć – jak zawsze – diabeł tkwi w szczegółach – zaznaczył Zawadzki-Liang. Drugim wątkiem była publikacja badania opinii publicznej przygotowanego przez think tank z Uniwersytet Tsinghua. Wynika z niego, że Chińczycy coraz spokojniej oceniają bezpieczeństwo swojego kraju w zmieniającym się świecie. Percepcja bezpieczeństwa wyraźnie przesunęła się w kierunku bardziej pozytywnego spojrzenia, mimo że respondenci dostrzegają konflikty regionalne i rywalizację mocarstw – mówił. Jak dodał, po raz pierwszy odnotowano też niewielki spadek sympatii wobec Stanów Zjednoczonych, co – choć symboliczne – zostało w Chinach szeroko skomentowane. /fa

 

Andrzej Zawadzki-Liang przedstawił dwa istotne sygnały z Chin: gospodarczy i społeczny. Pierwszy dotyczy relacji handlowych między Unia Europejska a Chiny, drugi – nastrojów chińskiej opinii publicznej.

Jak poinformował, Pekin i Bruksela osiągnęły konsensus w sprawie ceł na samochody elektryczne importowane z Chin.

Chiny i Unia Europejska zgodziły się co do konieczności stworzenia ogólnych wytycznych dotyczących ceł na chińskich eksporterów

– relacjonował.

W praktyce może to oznaczać odejście od najwyższych, sięgających 35 proc. stawek i powrót do standardowego poziomu 10 proc., przy jednoczesnym wprowadzeniu minimalnych cen dla poszczególnych producentów.

To pierwszy taki komunikat i pozytywny sygnał, choć – jak zawsze – diabeł tkwi w szczegółach

– zaznaczył Zawadzki-Liang.

Drugim wątkiem była publikacja badania opinii publicznej przygotowanego przez think tank z Uniwersytet Tsinghua. Wynika z niego, że Chińczycy coraz spokojniej oceniają bezpieczeństwo swojego kraju w zmieniającym się świecie.

Percepcja bezpieczeństwa wyraźnie przesunęła się w kierunku bardziej pozytywnego spojrzenia, mimo że respondenci dostrzegają konflikty regionalne i rywalizację mocarstw

– mówił.

Jak dodał, po raz pierwszy odnotowano też niewielki spadek sympatii wobec Stanów Zjednoczonych, co – choć symboliczne – zostało w Chinach szeroko skomentowane.

/fa

Polityczna gra o budżet. Co się stanie, jeśli prezydent wstrzyma podpis?
2026-01-14 08:11:49

  Agaton Koziński, dziennikarz i publicysta, antenie Radia Wnet analizował możliwe scenariusze wokół ustawy budżetowej oraz konsekwencje ewentualnego braku podpisu prezydenta Karol Nawrocki. Koziński podkreślił, że choć nie można dziś wykluczyć niekonwencjonalnych decyzji głowy państwa, to wpisywałyby się one w szerszy styl polityczny oparty na nieprzewidywalności. Te inspiracje Donaldem Trumpem są u niego widoczne. Przewidywalność przestała być kapitałem najwyżej cenionym. Dzisiaj królem politycznym jest ten, kto potrafi w nieoczywisty sposób zakręcić rzeczywistością – mówił, nawiązując do stylu Trumpa. Jednocześnie dziennikarz przypomniał kluczowy fakt konstytucyjny. Prezydent nie może zawetować ustawy budżetowej. To jedyna ustawa w roku, której zawetować nie wolno – wskazał. Jak wyjaśniał, Karol Nawrocki ma jednak inne narzędzia – może skierować ustawę do Trybunał Konstytucyjny, zarówno w trybie kontroli następczej, jak i przed podpisaniem. Wtedy zaczęłyby się schody – ocenił Koziński, wskazując na możliwy chaos polityczny. Zdaniem publicysty brak podpisu pod budżetem byłby jednak ruchem wysoce niekorzystnym dla samego prezydenta. Niepodpisanie ustawy byłoby krokiem w złą stronę polityczną. Brak budżetu zdjąłby całkowicie odpowiedzialność z premiera Donalda Tuska – mówił. W takiej sytuacji – jak tłumaczył – szef rządu Donald Tusk mógłby konsekwentnie przerzucać winę na prezydenta. On by mówił: co ja mogę robić, skoro nie mam budżetu? Cokolwiek złego by się działo, zawsze odpowiedź byłaby ta sama – prezydent związał mi ręce – komentował. Koziński zwrócił uwagę na strukturalną słabość prezydenckiej pozycji wobec rządu. Prezydent nie ma władzy wykonawczej, nie ma administracji, nie ma narzędzi takich jak rozporządzenia. Jest mu znacznie trudniej niż rządowi – dodał. Wątek możliwych wcześniejszych wyborów również pojawił się w rozmowie, ale dziennikarz oceniał go bardzo sceptycznie. To byłoby bardzo silne naciąganie konstytucji. Budżet został uchwalony przez parlament i złożony prezydentowi z wyprzedzeniem. Nie widzę tu podstaw do rozwiązania parlamentu – powiedział. Podsumowując, Koziński zaznaczył, że choć politycznie taki ruch mógłby być efektowny, to jego koszt byłby ogromny. Byłby to krok szalenie ryzykowny. Prezydent brałby na siebie odpowiedzialność za cały kraj, nie mając do tego realnych narzędzi ani większości w parlamencie – ocenił. /fa

 

Agaton Koziński, dziennikarz i publicysta, antenie Radia Wnet analizował możliwe scenariusze wokół ustawy budżetowej oraz konsekwencje ewentualnego braku podpisu prezydenta Karol Nawrocki. Koziński podkreślił, że choć nie można dziś wykluczyć niekonwencjonalnych decyzji głowy państwa, to wpisywałyby się one w szerszy styl polityczny oparty na nieprzewidywalności.

Te inspiracje Donaldem Trumpem są u niego widoczne. Przewidywalność przestała być kapitałem najwyżej cenionym. Dzisiaj królem politycznym jest ten, kto potrafi w nieoczywisty sposób zakręcić rzeczywistością

– mówił, nawiązując do stylu Trumpa. Jednocześnie dziennikarz przypomniał kluczowy fakt konstytucyjny.

Prezydent nie może zawetować ustawy budżetowej. To jedyna ustawa w roku, której zawetować nie wolno

– wskazał.

Jak wyjaśniał, Karol Nawrocki ma jednak inne narzędzia – może skierować ustawę do Trybunał Konstytucyjny, zarówno w trybie kontroli następczej, jak i przed podpisaniem.

Wtedy zaczęłyby się schody

– ocenił Koziński, wskazując na możliwy chaos polityczny.

Zdaniem publicysty brak podpisu pod budżetem byłby jednak ruchem wysoce niekorzystnym dla samego prezydenta.

Niepodpisanie ustawy byłoby krokiem w złą stronę polityczną. Brak budżetu zdjąłby całkowicie odpowiedzialność z premiera Donalda Tuska

– mówił.

W takiej sytuacji – jak tłumaczył – szef rządu Donald Tusk mógłby konsekwentnie przerzucać winę na prezydenta.

On by mówił: co ja mogę robić, skoro nie mam budżetu? Cokolwiek złego by się działo, zawsze odpowiedź byłaby ta sama – prezydent związał mi ręce

– komentował.

Koziński zwrócił uwagę na strukturalną słabość prezydenckiej pozycji wobec rządu.

Prezydent nie ma władzy wykonawczej, nie ma administracji, nie ma narzędzi takich jak rozporządzenia. Jest mu znacznie trudniej niż rządowi

– dodał.

Wątek możliwych wcześniejszych wyborów również pojawił się w rozmowie, ale dziennikarz oceniał go bardzo sceptycznie.

To byłoby bardzo silne naciąganie konstytucji. Budżet został uchwalony przez parlament i złożony prezydentowi z wyprzedzeniem. Nie widzę tu podstaw do rozwiązania parlamentu

– powiedział.

Podsumowując, Koziński zaznaczył, że choć politycznie taki ruch mógłby być efektowny, to jego koszt byłby ogromny.

Byłby to krok szalenie ryzykowny. Prezydent brałby na siebie odpowiedzialność za cały kraj, nie mając do tego realnych narzędzi ani większości w parlamencie

– ocenił.

/fa

Wykolejenie pociągu w Essen. Czy Niemcy mierzą się z falą sabotażu infrastruktury?
2026-01-14 07:59:57

  Aleksandra Fedorska, dziennikarka i publicystka, na antenie Radia Wnet odniosła się do niepokojącego zdarzenia na niemieckiej kolei. W Essen wykoleił się pociąg towarowy przewożący niebezpieczne substancje, a śledczy badają możliwość celowego działania na torach. Jak relacjonowała Fedorska, sprawa była w niemieckich mediach opisywana zaskakująco oszczędnie. Względnie mało było relacji na ten temat w Niemczech. Na szczęście do wybuchu ewentualnego transportu amunicji lub sprzętu wojskowego nie doszło – podkreślała. Z jej informacji wynika, że do torów miała zostać przymocowana metalowa nakładka.  Trudno powiedzieć, czy taki metal byłby w stanie wykoleić pociąg transportujący sprzęt wojskowy lub amunicję. To bardzo techniczna kwestia – zaznaczyła. Rozmówczyni Radia Wnet zwróciła uwagę na szerszy kontekst podobnych zdarzeń w Niemczech. Faktycznie sabotażów i poważnych awarii – sieci elektrycznych, kolei – w ostatnim czasie jest multum. Tego jest bardzo dużo – mówiła. Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów była awaria w Berlinie, gdy zimą ponad 100 tysięcy osób przez kilkadziesiąt godzin pozostawało bez prądu. To był szok i sprawdzian dla niemieckich służb bezpieczeństwa, którego niestety nie zdały – oceniła Fedorska. Jej zdaniem niemieckie władze i media starają się dziś ostudzać nastroje i unikać jednoznacznych sformułowań. Nie ma sprawców, co jest skandaliczne. Opinia publiczna jest uspokajana, a o ekstremistycznych powiązaniach mówi się bardzo ostrożnie, choć one z pewnością istnieją – dodała.  Dziennikarka przypomniała też wcześniejsze przypadki, które budują obraz narastającego problemu: alarmy w koszarach, podejrzenia skażenia wody, podpalenia ciężarówek czy kradzieże amunicji na dużą skalę, także z udziałem Bundeswehry. Fedorska wskazała również na głośne, lecz niewyjaśnione incydenty – pożary w zakładach zbrojeniowych i chemicznych. Opinia publiczna nigdy nie usłyszała, kto to zrobił. Nie było procesów, nie było winnych. To jest bardzo niepokojące – oceniła. Na tym tle w niemieckich mediach – zwłaszcza poza głównym nurtem – pojawiają się hipotezy o możliwych powiązaniach środowisk ekstremistycznych z finansowaniem publicznym. Jak zaznaczyła, są to poszlaki i hipotezy obecne w debacie publicznej, lecz brak rozliczeń i wyjaśnień tylko pogłębia społeczne obawy. /fa

 

Aleksandra Fedorska, dziennikarka i publicystka, na antenie Radia Wnet odniosła się do niepokojącego zdarzenia na niemieckiej kolei. W Essen wykoleił się pociąg towarowy przewożący niebezpieczne substancje, a śledczy badają możliwość celowego działania na torach. Jak relacjonowała Fedorska, sprawa była w niemieckich mediach opisywana zaskakująco oszczędnie.

Względnie mało było relacji na ten temat w Niemczech. Na szczęście do wybuchu ewentualnego transportu amunicji lub sprzętu wojskowego nie doszło

– podkreślała. Z jej informacji wynika, że do torów miała zostać przymocowana metalowa nakładka. 

Trudno powiedzieć, czy taki metal byłby w stanie wykoleić pociąg transportujący sprzęt wojskowy lub amunicję. To bardzo techniczna kwestia

– zaznaczyła.

Rozmówczyni Radia Wnet zwróciła uwagę na szerszy kontekst podobnych zdarzeń w Niemczech.

Faktycznie sabotażów i poważnych awarii – sieci elektrycznych, kolei – w ostatnim czasie jest multum. Tego jest bardzo dużo

– mówiła.

Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów była awaria w Berlinie, gdy zimą ponad 100 tysięcy osób przez kilkadziesiąt godzin pozostawało bez prądu.

To był szok i sprawdzian dla niemieckich służb bezpieczeństwa, którego niestety nie zdały

– oceniła Fedorska.

Jej zdaniem niemieckie władze i media starają się dziś ostudzać nastroje i unikać jednoznacznych sformułowań.

Nie ma sprawców, co jest skandaliczne. Opinia publiczna jest uspokajana, a o ekstremistycznych powiązaniach mówi się bardzo ostrożnie, choć one z pewnością istnieją

– dodała. 

Dziennikarka przypomniała też wcześniejsze przypadki, które budują obraz narastającego problemu: alarmy w koszarach, podejrzenia skażenia wody, podpalenia ciężarówek czy kradzieże amunicji na dużą skalę, także z udziałem Bundeswehry.

Fedorska wskazała również na głośne, lecz niewyjaśnione incydenty – pożary w zakładach zbrojeniowych i chemicznych.

Opinia publiczna nigdy nie usłyszała, kto to zrobił. Nie było procesów, nie było winnych. To jest bardzo niepokojące

– oceniła.

Na tym tle w niemieckich mediach – zwłaszcza poza głównym nurtem – pojawiają się hipotezy o możliwych powiązaniach środowisk ekstremistycznych z finansowaniem publicznym.

Jak zaznaczyła, są to poszlaki i hipotezy obecne w debacie publicznej, lecz brak rozliczeń i wyjaśnień tylko pogłębia społeczne obawy.

/fa

Karol Nawrocki w Londynie. Polonia zaskoczona atmosferą i bezpośredniością prezydenta
2026-01-14 07:47:58

  Pierwszym gościem Poranka Radia Wnet był Sławomir Wróbel, działacz polonijny i były londyński korespondent TVP Polonia. W rozmowie podsumował pierwszą oficjalną wizytę Karola Nawrockiego w Wielkiej Brytanii, podkreślając, że – mimo trudnego kontekstu politycznego – została ona odebrana przez Polonię wyjątkowo dobrze. Jak zaznaczył Wróbel, choć nie uczestniczył w spotkaniu osobiście, relacje obecnych tam przedstawicieli środowisk polonijnych były jednoznaczne. Bardzo udanie ją oceniam. Z tego, co obserwowałem na profilach znajomych i przedstawicieli Polonii, którzy uczestniczyli w tym spotkaniu, byli prezydentem zachwyceni. A powiedzmy sobie szczerze – to mogła być trudna wizyta – powiedział. Przypomniał, że wyniki wyborcze wśród Polonii brytyjskiej nie były dla Karola Nawrockiego szczególnie korzystne – w drugiej turze uzyskał tam około 40 proc. poparcia. Tym większe znaczenie miała atmosfera spotkania, które odbyło się w National Army Museum. Atmosfera była bardzo serdeczna. Wszyscy podkreślali spontaniczność prezydenta i to, że poświęcił bardzo dużo czasu na rozmowy – nie odmówił nikomu – wskazał. Wróbel zwracał uwagę, że prezydent rozmawiał zarówno z najstarszymi przedstawicielami środowisk polskich, w tym z nielicznymi już weteranami II wojny światowej, jak i z najmłodszymi. Byli tam także dzieciaki, które zaprosiły go na lekcje do szkoły sobotniej. Kto wie, znając prezydenta, być może taką szkołę kiedyś odwiedzi – zauważył. Szczególne znaczenie miało także samo miejsce spotkania. Wróbel podkreślił, że wybór muzeum wojskowego nie był przypadkowy – zwłaszcza w kontekście rozmów o bezpieczeństwie, które prezydent odbył później z brytyjskim premierem. Dyrektorem tego muzeum jest Brytyjczyk polskiego pochodzenia. Jego ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim. To przykład tego, o czym mówił prezydent: Polonia jest ambasadorem polskości – dodał. W dalszej części rozmowy pojawił się wątek sytuacji Polonii po Brexicie. Zdaniem Wróbla dla Polaków, którzy już wcześniej mieszkali na Wyspach, zmiany nie były drastyczne. Prawie wszyscy otrzymali statusy osiedleńcze i ich prawa w zasadzie się nie zmieniły. Zmieniło się natomiast prawo wobec tych, którzy chcieliby dopiero przyjechać do Wielkiej Brytanii – zwłaszcza jeśli chodzi o pracę – mówił. Działacz polonijny zwrócił też uwagę na długofalowy trend powrotów do kraju. Liczba Polaków w Wielkiej Brytanii spadła z ponad miliona do około 600–700 tysięcy. Jednocześnie – jak zauważył – rośnie liczba Brytyjczyków mieszkających w Polsce. /fa

 

Pierwszym gościem Poranka Radia Wnet był Sławomir Wróbel, działacz polonijny i były londyński korespondent TVP Polonia. W rozmowie podsumował pierwszą oficjalną wizytę Karola Nawrockiego w Wielkiej Brytanii, podkreślając, że – mimo trudnego kontekstu politycznego – została ona odebrana przez Polonię wyjątkowo dobrze. Jak zaznaczył Wróbel, choć nie uczestniczył w spotkaniu osobiście, relacje obecnych tam przedstawicieli środowisk polonijnych były jednoznaczne.

Bardzo udanie ją oceniam. Z tego, co obserwowałem na profilach znajomych i przedstawicieli Polonii, którzy uczestniczyli w tym spotkaniu, byli prezydentem zachwyceni. A powiedzmy sobie szczerze – to mogła być trudna wizyta

– powiedział.

Przypomniał, że wyniki wyborcze wśród Polonii brytyjskiej nie były dla Karola Nawrockiego szczególnie korzystne – w drugiej turze uzyskał tam około 40 proc. poparcia. Tym większe znaczenie miała atmosfera spotkania, które odbyło się w National Army Museum.

Atmosfera była bardzo serdeczna. Wszyscy podkreślali spontaniczność prezydenta i to, że poświęcił bardzo dużo czasu na rozmowy – nie odmówił nikomu

– wskazał.

Wróbel zwracał uwagę, że prezydent rozmawiał zarówno z najstarszymi przedstawicielami środowisk polskich, w tym z nielicznymi już weteranami II wojny światowej, jak i z najmłodszymi.

Byli tam także dzieciaki, które zaprosiły go na lekcje do szkoły sobotniej. Kto wie, znając prezydenta, być może taką szkołę kiedyś odwiedzi

– zauważył.

Szczególne znaczenie miało także samo miejsce spotkania. Wróbel podkreślił, że wybór muzeum wojskowego nie był przypadkowy – zwłaszcza w kontekście rozmów o bezpieczeństwie, które prezydent odbył później z brytyjskim premierem.

Dyrektorem tego muzeum jest Brytyjczyk polskiego pochodzenia. Jego ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim. To przykład tego, o czym mówił prezydent: Polonia jest ambasadorem polskości

– dodał.

W dalszej części rozmowy pojawił się wątek sytuacji Polonii po Brexicie. Zdaniem Wróbla dla Polaków, którzy już wcześniej mieszkali na Wyspach, zmiany nie były drastyczne.

Prawie wszyscy otrzymali statusy osiedleńcze i ich prawa w zasadzie się nie zmieniły. Zmieniło się natomiast prawo wobec tych, którzy chcieliby dopiero przyjechać do Wielkiej Brytanii – zwłaszcza jeśli chodzi o pracę

– mówił.

Działacz polonijny zwrócił też uwagę na długofalowy trend powrotów do kraju. Liczba Polaków w Wielkiej Brytanii spadła z ponad miliona do około 600–700 tysięcy. Jednocześnie – jak zauważył – rośnie liczba Brytyjczyków mieszkających w Polsce.

/fa

Wenezuela to „papier”, a imperia sieją na 20 lat. Mocna diagnoza strategii USA
2026-01-13 20:29:08

Były minister Piotr Nowak studzi narrację o Wenezueli. Rynek ropy nie działa jak giełda, a mocarstwa planują w horyzoncie 15–20 lat – mówi w Radiu Wnet. Złoża to nie baryłki W rozmowie w audycji Klub Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich w Radiu Wnet Piotr Nowak studził emocje wokół Wenezueli jako potencjalnego „game changera” na globalnym rynku energii. Jego punkt wyjścia jest prosty: zasoby surowców nie są równoznaczne z realną podażą , a narracja o szybkim wpływie Wenezueli na światowe ceny ropy jest w dużej mierze publicystycznym skrótem. Wenezuela to jest dosyć mały udział w światowej produkcji ropy naftowej. Mówi się, że mają jedne z największych złóż udokumentowanych, ale to jest tylko na papierze. Cała kwestia to wydobycie, zainwestowanie potężnych miliardów i to są lata – mówi.

Były minister Piotr Nowak studzi narrację o Wenezueli. Rynek ropy nie działa jak giełda, a mocarstwa planują w horyzoncie 15–20 lat – mówi w Radiu Wnet.


Złoża to nie baryłki

W rozmowie w audycji Klub Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich w Radiu Wnet Piotr Nowak studził emocje wokół Wenezueli jako potencjalnego „game changera” na globalnym rynku energii. Jego punkt wyjścia jest prosty: zasoby surowców nie są równoznaczne z realną podażą, a narracja o szybkim wpływie Wenezueli na światowe ceny ropy jest w dużej mierze publicystycznym skrótem.

Wenezuela to jest dosyć mały udział w światowej produkcji ropy naftowej. Mówi się, że mają jedne z największych złóż udokumentowanych, ale to jest tylko na papierze. Cała kwestia to wydobycie, zainwestowanie potężnych miliardów i to są lata

– mówi.

Woś kontra Sommer. Zderzenie liberalnej i socjalnej wizji państwa w Radiu Wnet
2026-01-13 19:17:33

Czy płaca minimalna chroni najsłabszych, czy wypycha ich z rynku pracy? Spontaniczna debata w Radiu Wnet odsłoniła głęboki spór o rolę państwa i granice wolnego rynku. Zderzenie dwóch wizji państwa i rynku pracy Spontaniczne wejście Rafała Wosia do studia Radia Wnet zamieniło rozmowę o bieżącej polityce w pogłębioną debatę o fundamentach ładu społeczno-gospodarczego. Z jednej strony wybrzmiała wizja liberalna, reprezentowana przez Tomasza Sommera, z drugiej – wizja socjalna i solidarna, której bronił Rafał Woś. Całość moderował Łukasz Jankowski, porządkując argumenty i przywołując dane z polskiego doświadczenia ostatnich lat. Punktem zapalnym była propozycja likwidacji płacy minimalnej, zgłaszana przez część środowisk prawicowych. Dyskusja szybko wyszła jednak poza jeden instrument polityki gospodarczej, dotykając pytania o rolę państwa, godność pracy i granice wolnego rynku.

Czy płaca minimalna chroni najsłabszych, czy wypycha ich z rynku pracy? Spontaniczna debata w Radiu Wnet odsłoniła głęboki spór o rolę państwa i granice wolnego rynku.


Zderzenie dwóch wizji państwa i rynku pracy

Spontaniczne wejście Rafała Wosia do studia Radia Wnet zamieniło rozmowę o bieżącej polityce w pogłębioną debatę o fundamentach ładu społeczno-gospodarczego. Z jednej strony wybrzmiała wizja liberalna, reprezentowana przez Tomasza Sommera, z drugiej – wizja socjalna i solidarna, której bronił Rafał Woś. Całość moderował Łukasz Jankowski, porządkując argumenty i przywołując dane z polskiego doświadczenia ostatnich lat.

Punktem zapalnym była propozycja likwidacji płacy minimalnej, zgłaszana przez część środowisk prawicowych. Dyskusja szybko wyszła jednak poza jeden instrument polityki gospodarczej, dotykając pytania o rolę państwa, godność pracy i granice wolnego rynku.

„Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów”
2026-01-13 18:46:35

Od farsy z internetowym głosowaniem po ostrą diagnozę państwa: Miłosz Lodowski w Radiu Wnet mówi o „domykaniu” wolności słowa i o tym, że 2026 ma być rokiem przełomów. Awaria w Polsce 2050 i „ostrzeżenie” przed e-głosowaniem Internetowe wybory władz Polski 2050, które utknęły na etapie drugiej tury, wywołały falę komentarzy. Miłosz Lodowski, dziennikarz i twórca kanału „Chłodnym Okiem”, ocenia, że cała sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna – i może mieć jeden praktyczny skutek. Jedna rzecz, która się udała w czasie tych wyborów, to chyba przestrzec Polaków przed elektronicznymi formami głosowania w czymkolwiek – mówi Miłosz Lodowski. Zwraca uwagę, że w sieci pojawiały się głosy sugerujące podatność tego typu procesów na działania techniczne i próby ingerencji. Byli tacy, którzy pokazywali rozmaite dowody, jakoby ta druga runda głosowania przypominała troszeczkę głosowania w Stanach Zjednoczonych – z możliwością technicznego podpięcia i wykorzystania – dodaje. „Trampolina” i centrum, które jest lewicą Lodowski idzie dalej w ocenie samej formacji. Jego zdaniem Polska 2050 od początku miała pełnić określoną rolę polityczną. Ta formacja powstała jako pewnego rodzaju trampolina, która miała pozwolić panu Tuskowi przejąć władzę – ocenia. W tym kontekście krytycznie opisuje też ideowy profil ugrupowania, wskazując, że to, co bywa prezentowane jako nowoczesne centrum, ma – w jego opinii – źródła gdzie indziej. To chyba jednak lewica, a nie centrum. (…) Raczej taki lekki rosołek z amerykańskich kampusów – mówi. „Dwa lata gigantycznych ryzyk” i cena dla gospodarki Choć awaria wyborów może wydawać się zabawna, Lodowski przekonuje, że problem jest poważniejszy: udział tej formacji w układzie władzy i ostatnie dwa lata – w jego ocenie – przyniosły ryzyka, których skutki będą długie. Przez udział tej formacji mamy zafundowane dwa lata gigantycznych ryzyk, które całą gospodarkę sprowadziły do stanu, z którego ciężko ją będzie wyciągnąć – podkreśla. Demografia i młodzi: „może nas być poniżej 16 milionów” Jednym z głównych wątków, które podnosi Lodowski, jest kryzys demograficzny i pogarszająca się sytuacja młodych na rynku pracy. Jesteśmy jeszcze niżej w przewidywaniach na 2100 rok niż w najczarniejszych scenariuszach i może nas być poniżej 16 milionów ludzi – mówi. Wskazuje też na rosnące bezrobocie wśród młodych i brak stabilności, która sprzyjałaby zakładaniu rodzin. Bezrobocie wśród młodych w ciągu ostatnich dwóch lat gigantycznie wzrasta. (…) Zachęta do tego, żeby zakładali rodziny, jest żadna – dodaje. Energia i „szpagat” państwa W jego diagnozie kluczowe są także decyzje energetyczne. Lodowski uważa, że Polska nie ma dziś warunków do modernizacji gospodarki w stronę „czwartej rewolucji przemysłowej”, bo brakuje stabilnych mocy. To wymaga tak gigantycznych porcji energii, że bez atomu i bez energetyki węglowej – do tego czasu – tego nie jesteśmy w stanie zrobić – podkreśla. Sytuację opisuje obrazowo. Jesteśmy rozpięci na dwóch odjeżdżających ciężarówkach w dwóch przeciwnych kierunkach i już robimy szpagat – mówi. Weto prezydenta i spór o wolność słowa Lodowski odnosi się też do sporu wokół ustawy implementującej unijne regulacje dotyczące przestrzeni cyfrowej. Jego zdaniem weto prezydenta zatrzymało rozwiązania, które mogłyby mieć konsekwencje wykraczające poza walkę z patologiami w sieci. To nie jest tak, że to jest realna cenzura. To jest wyłączenie wszystkich kanałów, które dawały możliwość publikowania jakiejkolwiek niezależnej informacji – ocenia. W jego przekonaniu efekt mógłby być taki, że platformy – ze strachu przed karami – usuwałyby treści „ryzykowne”, a debata publiczna zostałaby wypłaszczona. Większość treści, która byłaby w jakikolwiek sposób ryzykowna, byłaby eliminowana. (…) Nie mielibyśmy kanału dystrybucji informacji – mówi. „Czas się skraca” – diagnoza na 2026 rok Na koniec Lodowski formułuje szerzej zakrojony wniosek: w jego ocenie Polska wchodzi w okres, w którym nie da się już „przeciągać lin” i liczyć, że problemy same się ułożą. Trzeba zacząć mówić prawdę wprost. (…) Czas się skraca – podkreśla. I zapowiada, że nadchodzące miesiące będą jego zdaniem wyraźnie bardziej intensywne niż dotychczas. Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów. Będzie jak u Hitchcocka: coraz mocniej – mówi Miłosz Lodowski.

Od farsy z internetowym głosowaniem po ostrą diagnozę państwa: Miłosz Lodowski w Radiu Wnet mówi o „domykaniu” wolności słowa i o tym, że 2026 ma być rokiem przełomów.


Awaria w Polsce 2050 i „ostrzeżenie” przed e-głosowaniem

Internetowe wybory władz Polski 2050, które utknęły na etapie drugiej tury, wywołały falę komentarzy. Miłosz Lodowski, dziennikarz i twórca kanału „Chłodnym Okiem”, ocenia, że cała sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna – i może mieć jeden praktyczny skutek.

Jedna rzecz, która się udała w czasie tych wyborów, to chyba przestrzec Polaków przed elektronicznymi formami głosowania w czymkolwiek

– mówi Miłosz Lodowski.

Zwraca uwagę, że w sieci pojawiały się głosy sugerujące podatność tego typu procesów na działania techniczne i próby ingerencji.

Byli tacy, którzy pokazywali rozmaite dowody, jakoby ta druga runda głosowania przypominała troszeczkę głosowania w Stanach Zjednoczonych – z możliwością technicznego podpięcia i wykorzystania

– dodaje.

„Trampolina” i centrum, które jest lewicą

Lodowski idzie dalej w ocenie samej formacji. Jego zdaniem Polska 2050 od początku miała pełnić określoną rolę polityczną.

Ta formacja powstała jako pewnego rodzaju trampolina, która miała pozwolić panu Tuskowi przejąć władzę

– ocenia.

W tym kontekście krytycznie opisuje też ideowy profil ugrupowania, wskazując, że to, co bywa prezentowane jako nowoczesne centrum, ma – w jego opinii – źródła gdzie indziej.

To chyba jednak lewica, a nie centrum. (…) Raczej taki lekki rosołek z amerykańskich kampusów

– mówi.

„Dwa lata gigantycznych ryzyk” i cena dla gospodarki

Choć awaria wyborów może wydawać się zabawna, Lodowski przekonuje, że problem jest poważniejszy: udział tej formacji w układzie władzy i ostatnie dwa lata – w jego ocenie – przyniosły ryzyka, których skutki będą długie.

Przez udział tej formacji mamy zafundowane dwa lata gigantycznych ryzyk, które całą gospodarkę sprowadziły do stanu, z którego ciężko ją będzie wyciągnąć

– podkreśla.

Demografia i młodzi: „może nas być poniżej 16 milionów”

Jednym z głównych wątków, które podnosi Lodowski, jest kryzys demograficzny i pogarszająca się sytuacja młodych na rynku pracy.

Jesteśmy jeszcze niżej w przewidywaniach na 2100 rok niż w najczarniejszych scenariuszach i może nas być poniżej 16 milionów ludzi

– mówi.

Wskazuje też na rosnące bezrobocie wśród młodych i brak stabilności, która sprzyjałaby zakładaniu rodzin.

Bezrobocie wśród młodych w ciągu ostatnich dwóch lat gigantycznie wzrasta. (…) Zachęta do tego, żeby zakładali rodziny, jest żadna

– dodaje.

Energia i „szpagat” państwa

W jego diagnozie kluczowe są także decyzje energetyczne. Lodowski uważa, że Polska nie ma dziś warunków do modernizacji gospodarki w stronę „czwartej rewolucji przemysłowej”, bo brakuje stabilnych mocy.

To wymaga tak gigantycznych porcji energii, że bez atomu i bez energetyki węglowej – do tego czasu – tego nie jesteśmy w stanie zrobić

– podkreśla.

Sytuację opisuje obrazowo.

Jesteśmy rozpięci na dwóch odjeżdżających ciężarówkach w dwóch przeciwnych kierunkach i już robimy szpagat

– mówi.

Weto prezydenta i spór o wolność słowa

Lodowski odnosi się też do sporu wokół ustawy implementującej unijne regulacje dotyczące przestrzeni cyfrowej. Jego zdaniem weto prezydenta zatrzymało rozwiązania, które mogłyby mieć konsekwencje wykraczające poza walkę z patologiami w sieci.

To nie jest tak, że to jest realna cenzura. To jest wyłączenie wszystkich kanałów, które dawały możliwość publikowania jakiejkolwiek niezależnej informacji

– ocenia.

W jego przekonaniu efekt mógłby być taki, że platformy – ze strachu przed karami – usuwałyby treści „ryzykowne”, a debata publiczna zostałaby wypłaszczona.

Większość treści, która byłaby w jakikolwiek sposób ryzykowna, byłaby eliminowana. (…) Nie mielibyśmy kanału dystrybucji informacji

– mówi.

„Czas się skraca” – diagnoza na 2026 rok

Na koniec Lodowski formułuje szerzej zakrojony wniosek: w jego ocenie Polska wchodzi w okres, w którym nie da się już „przeciągać lin” i liczyć, że problemy same się ułożą.

Trzeba zacząć mówić prawdę wprost. (…) Czas się skraca

– podkreśla.

I zapowiada, że nadchodzące miesiące będą jego zdaniem wyraźnie bardziej intensywne niż dotychczas.

Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów. Będzie jak u Hitchcocka: coraz mocniej

– mówi Miłosz Lodowski.

Kto ma być lokomotywą PiS? Na giełdzie nazwisk są dwie pozycje
2026-01-13 18:29:07

PiS próbuje wygrzebać się z kryzysu, ale to wciąż „pauza w batalii frakcji” – mówi Jacek Gądek, dziennikarz tygodnika „Newsweek”. Kaczyński ma szykować „premiera na serio” jeszcze w tym roku. PiS w kryzysie: „usiłowanie wygrzebania się z piachu” Po miesiącach napięć i otwartych tarć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości partia – jak opisuje publicysta „Newsweeka” Jacek Gądek – próbuje odbudować sterowność i znaleźć plan na powrót do władzy. Na razie jednak, jak podkreśla, jest to dopiero próba wyjścia z dołka, a nie przełom. „To jest usiłowanie wygrzebania się z tego piachu. To jeszcze się nie udało. (…) Piach póki co jest bardzo głęboki i PiS cały czas buksuje w nim.” – mówi Jacek Gądek. W ocenie dziennikarza nie ma też mowy o pełnym uspokojeniu nastrojów w partii. Obecny stan określa jako czasowe wyhamowanie konfliktu, a nie jego zakończenie. „Ja bym tę sytuację obecną zdiagnozował tak, że to jest taka pauza w tej batalii wewnątrzpartyjnej.” – podkreśla. Frakcje w PiS: pauza w sporze, nie rozejm Gądek wskazuje na spór pomiędzy frakcją związaną z byłym premierem Mateuszem Morawieckim a środowiskiem, które opisuje jako grupę „maślarzy” (wśród nazwisk wymienia m.in. Jacka Sasina, Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego i Tobiasza Bocheńskiego). Według rozmówcy Radia Wnet prezes PiS chciałby wygasić konflikt trwale, ale na razie nie widać, by miał ku temu realne narzędzia – poza jednym ruchem politycznym. „To nie jest koniec tej batalii, ale właśnie pauza. (…) Pomysłem na to, żeby jednak wygasić te spory, to jest wskazanie (…) kogoś na premiera jeszcze w tym roku.” – mówi. „Premier na serio”, nie „premier techniczny” W tle pojawia się koncepcja „premiera technicznego”, ale – jak relacjonuje Gądek – Jarosław Kaczyński miał ten wariant zbyć i skierować uwagę na rozwiązanie polityczne: jednego, wyraźnego kandydata, który będzie twarzą projektu. „Pomysł premiera technicznego (…) odsunął zupełnie na bok. (…) Premier na serio – to już jest twardy wariant, który mamy na stole.” – relacjonuje publicysta. Dziennikarz dodaje, że w samym PiS słyszy ironiczne komentarze o „technicznym” scenariuszu jako o rozwiązaniu z góry skazanym na porażkę. „Ktoś musiałby dać twarz tej klęsce.” – podkreśla. Kandydat na premiera: „wariant Nawrockiego” i nowe nazwiska Plan prezesa – w ocenie Gądka – ma polegać na powtórzeniu znanego schematu: wystawienia kandydata świeższego, mniej obciążonego sporami i zdolnego dotrzeć do szerszej prawicy, w tym do wyborców Konfederacji i Grzegorza Brauna. „Szukamy kogoś niezgranego, świeżego. (…) Ktoś, kto będzie zjadliwy dla wyborców Konfederacji i Brauna.” – mówi. Wśród rozważanych nazwisk pojawiają się m.in. Tobiasz Bocheński oraz Zbigniew Bogucki. Gądek zaznacza, że w partii nie ma jeszcze twardego postanowienia co do terminu ogłoszenia, ale sygnały z kierownictwa PiS mówią o 2026 roku. „Jarosław Kaczyński powiedział: w tym roku, może nawet w najbliższych miesiącach.” – relacjonuje. PiS i prawa flanka: „szlaban na Brauna”, walka o jego wyborców Jednym z najważniejszych elementów strategii ma być jednoczesne odcięcie się od Grzegorza Brauna i próba przejęcia części jego elektoratu. Gądek opisuje to jako konsekwentnie budowaną linię komunikacyjną Kaczyńskiego. „Kaczyński mówi tak: z Braunem nie. Jest szlaban na Brauna. Żadnej koalicji z Braunem.” – wskazuje. Jednocześnie PiS ma próbować przekonać wyborców Brauna, że głos na jego formację może się „zmarnować” w razie spadku poniżej progu, a beneficjentem byłby obóz Donalda Tuska (mechanika d’Hondta). To ma być argument do „powrotu” na PiS. „To jest zadanie potwornie trudne. (…) Ale to nie znaczy, że absolutnie niewykonalne.” – podkreśla. Dlaczego PiS bardziej boi się prawej strony niż Tuska W diagnozie Gądka główny problem Kaczyńskiego nie leży dziś po stronie Koalicji Obywatelskiej, tylko po prawej stronie sceny – w rozdrobnieniu elektoratu i sile Konfederacji oraz środowiska Brauna. „O wiele większym problemem jest to, że (…) po prawej stronie jest 10% Brauna i kilkanaście procent Konfederacji. Problem Kaczyńskiego jest po prawej stronie.” – mówi. To dlatego – jak dodaje – równolegle do krytyki rządu PiS inwestuje w uderzenia w Mentzena i w narrację o „darwinizmie społecznym” Konfederacji (płatne studia, prywatyzacja usług), zestawiając ją z wizerunkiem PiS jako formacji „opiekuńczej”. „Jarosław Kaczyński podbija przekaz (…) że Konfederacja to darwinizm społeczny. (…) A opiekuńcze jest Prawo i Sprawiedliwość.” – podkreśla. „Zjednoczenie patriotów” – w praktyce: jednoczenie elektoratu Hasło „połączenia obozu patriotycznego” ma – w tej interpretacji – nie oznaczać realnego zjednoczenia partii, ale próbę odzyskania rozproszonych wyborców prawicy. „Wizja zjednoczenia wszystkich sił patriotycznych ładnie brzmi, w praktyce jest to nierealne. (…) Tu nie chodzi o jednoczenie z partiami, raczej o jednoczenie z wyborcami.” – ocenia Gądek.

PiS próbuje wygrzebać się z kryzysu, ale to wciąż „pauza w batalii frakcji” – mówi Jacek Gądek, dziennikarz tygodnika „Newsweek”. Kaczyński ma szykować „premiera na serio” jeszcze w tym roku.

PiS w kryzysie: „usiłowanie wygrzebania się z piachu”

Po miesiącach napięć i otwartych tarć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości partia – jak opisuje publicysta „Newsweeka” Jacek Gądek – próbuje odbudować sterowność i znaleźć plan na powrót do władzy. Na razie jednak, jak podkreśla, jest to dopiero próba wyjścia z dołka, a nie przełom.

„To jest usiłowanie wygrzebania się z tego piachu. To jeszcze się nie udało. (…) Piach póki co jest bardzo głęboki i PiS cały czas buksuje w nim.”

– mówi Jacek Gądek.

W ocenie dziennikarza nie ma też mowy o pełnym uspokojeniu nastrojów w partii. Obecny stan określa jako czasowe wyhamowanie konfliktu, a nie jego zakończenie.

„Ja bym tę sytuację obecną zdiagnozował tak, że to jest taka pauza w tej batalii wewnątrzpartyjnej.”

– podkreśla.

Frakcje w PiS: pauza w sporze, nie rozejm

Gądek wskazuje na spór pomiędzy frakcją związaną z byłym premierem Mateuszem Morawieckim a środowiskiem, które opisuje jako grupę „maślarzy” (wśród nazwisk wymienia m.in. Jacka Sasina, Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego i Tobiasza Bocheńskiego). Według rozmówcy Radia Wnet prezes PiS chciałby wygasić konflikt trwale, ale na razie nie widać, by miał ku temu realne narzędzia – poza jednym ruchem politycznym.

„To nie jest koniec tej batalii, ale właśnie pauza. (…) Pomysłem na to, żeby jednak wygasić te spory, to jest wskazanie (…) kogoś na premiera jeszcze w tym roku.”

– mówi.

„Premier na serio”, nie „premier techniczny”

W tle pojawia się koncepcja „premiera technicznego”, ale – jak relacjonuje Gądek – Jarosław Kaczyński miał ten wariant zbyć i skierować uwagę na rozwiązanie polityczne: jednego, wyraźnego kandydata, który będzie twarzą projektu.

„Pomysł premiera technicznego (…) odsunął zupełnie na bok. (…) Premier na serio – to już jest twardy wariant, który mamy na stole.”

– relacjonuje publicysta.

Dziennikarz dodaje, że w samym PiS słyszy ironiczne komentarze o „technicznym” scenariuszu jako o rozwiązaniu z góry skazanym na porażkę.

„Ktoś musiałby dać twarz tej klęsce.”

– podkreśla.

Kandydat na premiera: „wariant Nawrockiego” i nowe nazwiska

Plan prezesa – w ocenie Gądka – ma polegać na powtórzeniu znanego schematu: wystawienia kandydata świeższego, mniej obciążonego sporami i zdolnego dotrzeć do szerszej prawicy, w tym do wyborców Konfederacji i Grzegorza Brauna.

„Szukamy kogoś niezgranego, świeżego. (…) Ktoś, kto będzie zjadliwy dla wyborców Konfederacji i Brauna.”

– mówi.

Wśród rozważanych nazwisk pojawiają się m.in. Tobiasz Bocheński oraz Zbigniew Bogucki. Gądek zaznacza, że w partii nie ma jeszcze twardego postanowienia co do terminu ogłoszenia, ale sygnały z kierownictwa PiS mówią o 2026 roku.

„Jarosław Kaczyński powiedział: w tym roku, może nawet w najbliższych miesiącach.”

– relacjonuje.

PiS i prawa flanka: „szlaban na Brauna”, walka o jego wyborców

Jednym z najważniejszych elementów strategii ma być jednoczesne odcięcie się od Grzegorza Brauna i próba przejęcia części jego elektoratu. Gądek opisuje to jako konsekwentnie budowaną linię komunikacyjną Kaczyńskiego.

„Kaczyński mówi tak: z Braunem nie. Jest szlaban na Brauna. Żadnej koalicji z Braunem.”

– wskazuje.

Jednocześnie PiS ma próbować przekonać wyborców Brauna, że głos na jego formację może się „zmarnować” w razie spadku poniżej progu, a beneficjentem byłby obóz Donalda Tuska (mechanika d’Hondta). To ma być argument do „powrotu” na PiS.

„To jest zadanie potwornie trudne. (…) Ale to nie znaczy, że absolutnie niewykonalne.”

– podkreśla.

Dlaczego PiS bardziej boi się prawej strony niż Tuska

W diagnozie Gądka główny problem Kaczyńskiego nie leży dziś po stronie Koalicji Obywatelskiej, tylko po prawej stronie sceny – w rozdrobnieniu elektoratu i sile Konfederacji oraz środowiska Brauna.

„O wiele większym problemem jest to, że (…) po prawej stronie jest 10% Brauna i kilkanaście procent Konfederacji. Problem Kaczyńskiego jest po prawej stronie.”

– mówi.

To dlatego – jak dodaje – równolegle do krytyki rządu PiS inwestuje w uderzenia w Mentzena i w narrację o „darwinizmie społecznym” Konfederacji (płatne studia, prywatyzacja usług), zestawiając ją z wizerunkiem PiS jako formacji „opiekuńczej”.

„Jarosław Kaczyński podbija przekaz (…) że Konfederacja to darwinizm społeczny. (…) A opiekuńcze jest Prawo i Sprawiedliwość.”

– podkreśla.

„Zjednoczenie patriotów” – w praktyce: jednoczenie elektoratu

Hasło „połączenia obozu patriotycznego” ma – w tej interpretacji – nie oznaczać realnego zjednoczenia partii, ale próbę odzyskania rozproszonych wyborców prawicy.

„Wizja zjednoczenia wszystkich sił patriotycznych ładnie brzmi, w praktyce jest to nierealne. (…) Tu nie chodzi o jednoczenie z partiami, raczej o jednoczenie z wyborcami.”

– ocenia Gądek.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie