Radio Wnet

Bądź na bieżąco z treściami publikowanymi na portalu wnet.fm. Nie przegap najbardziej aktualnych wywiadów z ludźmi kultury, politykami, ekspertami od geopolityki i spraw międzynarodowych. To tutaj możesz odsłuchać rozmów z takich audycji jak Poranek Wnet, Popołudnie Wnet czy Kurier w Samo Południe.

Zachęcamy też do słuchania Radia Wnet na żywo!

Słuchasz? Oglądasz? Wspieraj!
zrzutka.pl/wnet

Wszystkie programy przygotowywane są przez nasz zespół dziennikarzy.

Kategorie:
Polityka Wiadomości

Odcinki od najnowszych:

Znikające pieniądze, strach urzędników i kryzys państwa. Miłosz Lodowski bez złudzeń
2025-12-29 09:29:43

  Gościem Poranka Radia Wnet był Miłosz Lodowski, który pytany o najważniejsze wydarzenia mijającego roku, zaproponował perspektywę wykraczającą poza bieżącą polityczną awanturę. Jego zdaniem kluczową zmianą ostatnich miesięcy jest powrót znaczenia reputacji i rzetelności w przestrzeni publicznej. Lodowski zwracał uwagę, że rok 2025 przyniósł wyraźne zmęczenie społeczne polityką opartą na czystym wizerunku i marketingu. Najważniejszą rzeczą jest powrót reputacji w przestrzeni publicznej. Nagle zaczęły się liczyć rzeczy podstawowe: dobry warsztat, uczciwość, prawda, rzetelność. Ludzie przestali chcieć oglądać konstrukcje wizerunkowe i zaczęli szukać prawdy o człowieku – wskazał.  Publicysta zauważył, że ten proces nie dotyczy wyłącznie Polski. Jego zdaniem podobny mechanizm zadziałał wcześniej w Stanach Zjednoczonych, a dziś widać jego konsekwencje po obu stronach Atlantyku. To było elementem zasadniczej zmiany w Stanach Zjednoczonych, a potem także w Polsce i w wielu częściach Europy. Politycy establishmentu nie radzą sobie dziś z własnymi słowami sprzed lat – mówił.  Jako jeden z najbardziej symbolicznych momentów roku Lodowski wskazał kryzys w obozie demokratycznym w USA, związany z ujawnieniami dotyczącymi wydatkowania ogromnych środków publicznych. Zdaniem publicysty kluczowe znaczenie miało tu dziennikarstwo społeczne – to nie instytucje państwowe, lecz niezależny młody dziennikarz ujawnił skalę problemu. Lodowski stawiał pytanie, czy podobny mechanizm może wkrótce zadziałać także w Polsce. Jest pytanie, co się dzieje z naszymi pieniędzmi budżetowymi. Być może w 2026 roku jakiś dziennikarz społeczny pokaże nam, gdzie znikają środki, skoro brakuje pieniędzy, a efektów wydatków nie widać – komentował.  W tym kontekście zwrócił uwagę na niejasności wokół polskiego budżetu – zarówno skali deficytu, jak i tempa jego procedowania. Budżet miał mieć deficyt 385 miliardów złotych, potem nagle zostało to zredukowane do 320 kilku miliardów. Nie wiadomo, co się stało z tymi pieniędzmi. Prezydent miał podejmować decyzję między świętami a Nowym Rokiem, a tymczasem Senat nie dowiózł terminu – mówił.  Rozmowa szybko zeszła na realne skutki finansowego chaosu, szczególnie widoczne – jak podkreślał – w systemie ochrony zdrowia. To, co zdeterminowało ostatni kwartał roku, to absolutna destrukcja systemu zdrowia. To dotyczy wszystkich Polaków, bez względu na barwy polityczne – zwracał uwagę.  Jako przykład podał stomatologię finansowaną z NFZ, gdzie środki – mimo że formalnie zaplanowane – kończą się w pierwszych dniach miesiąca, a dalsze leczenie staje się niemożliwe. Lodowski ostrzegał, że podobny mechanizm strachu przed podejmowaniem decyzji rozlewa się na całą administrację publiczną, czego przykładem ma być sytuacja wokół Funduszu Sprawiedliwości. Dziś żaden urzędnik nie chce podejmować decyzji finansowych, bo widzi, co spotkało tych, którzy działali zgodnie z prawem. Jeżeli budżet nie zostanie uchwalony, może nas czekać paraliż państwa – ostrzega.  /fa

 

Gościem Poranka Radia Wnet był Miłosz Lodowski, który pytany o najważniejsze wydarzenia mijającego roku, zaproponował perspektywę wykraczającą poza bieżącą polityczną awanturę. Jego zdaniem kluczową zmianą ostatnich miesięcy jest powrót znaczenia reputacji i rzetelności w przestrzeni publicznej. Lodowski zwracał uwagę, że rok 2025 przyniósł wyraźne zmęczenie społeczne polityką opartą na czystym wizerunku i marketingu.

Najważniejszą rzeczą jest powrót reputacji w przestrzeni publicznej. Nagle zaczęły się liczyć rzeczy podstawowe: dobry warsztat, uczciwość, prawda, rzetelność. Ludzie przestali chcieć oglądać konstrukcje wizerunkowe i zaczęli szukać prawdy o człowieku

– wskazał. 

Publicysta zauważył, że ten proces nie dotyczy wyłącznie Polski. Jego zdaniem podobny mechanizm zadziałał wcześniej w Stanach Zjednoczonych, a dziś widać jego konsekwencje po obu stronach Atlantyku.

To było elementem zasadniczej zmiany w Stanach Zjednoczonych, a potem także w Polsce i w wielu częściach Europy. Politycy establishmentu nie radzą sobie dziś z własnymi słowami sprzed lat

– mówił. 

Jako jeden z najbardziej symbolicznych momentów roku Lodowski wskazał kryzys w obozie demokratycznym w USA, związany z ujawnieniami dotyczącymi wydatkowania ogromnych środków publicznych. Zdaniem publicysty kluczowe znaczenie miało tu dziennikarstwo społeczne – to nie instytucje państwowe, lecz niezależny młody dziennikarz ujawnił skalę problemu. Lodowski stawiał pytanie, czy podobny mechanizm może wkrótce zadziałać także w Polsce.

Jest pytanie, co się dzieje z naszymi pieniędzmi budżetowymi. Być może w 2026 roku jakiś dziennikarz społeczny pokaże nam, gdzie znikają środki, skoro brakuje pieniędzy, a efektów wydatków nie widać

– komentował. 

W tym kontekście zwrócił uwagę na niejasności wokół polskiego budżetu – zarówno skali deficytu, jak i tempa jego procedowania.

Budżet miał mieć deficyt 385 miliardów złotych, potem nagle zostało to zredukowane do 320 kilku miliardów. Nie wiadomo, co się stało z tymi pieniędzmi. Prezydent miał podejmować decyzję między świętami a Nowym Rokiem, a tymczasem Senat nie dowiózł terminu

– mówił. 

Rozmowa szybko zeszła na realne skutki finansowego chaosu, szczególnie widoczne – jak podkreślał – w systemie ochrony zdrowia.

To, co zdeterminowało ostatni kwartał roku, to absolutna destrukcja systemu zdrowia. To dotyczy wszystkich Polaków, bez względu na barwy polityczne

– zwracał uwagę. 

Jako przykład podał stomatologię finansowaną z NFZ, gdzie środki – mimo że formalnie zaplanowane – kończą się w pierwszych dniach miesiąca, a dalsze leczenie staje się niemożliwe.

Lodowski ostrzegał, że podobny mechanizm strachu przed podejmowaniem decyzji rozlewa się na całą administrację publiczną, czego przykładem ma być sytuacja wokół Funduszu Sprawiedliwości.

Dziś żaden urzędnik nie chce podejmować decyzji finansowych, bo widzi, co spotkało tych, którzy działali zgodnie z prawem. Jeżeli budżet nie zostanie uchwalony, może nas czekać paraliż państwa

– ostrzega. 

/fa

Paweł Kukiz: Polska dryfuje w stronę chaosu. Bez zmiany konstytucji „za chwilę nas nie ma”
2025-12-29 09:00:19

  Gościem „Poranka Wnet” był Paweł Kukiz, który – pytany o podsumowanie roku – zamiast klasycznego bilansu sukcesów i porażek przedstawił diagnozę znacznie głębszą: kryzys nie jest chwilowy ani personalny, lecz ma charakter ustrojowy. Jego zdaniem ostatnie miesiące pokazały, że system polityczny III RP znalazł się w stanie trwałego chaosu. Kukiz przyznał, że sam starał się w okresie świątecznym zdystansować od bieżącej polityki, jednak – jak podkreślał – pewne procesy są na tyle fundamentalne, że nie sposób ich ignorować. „Jestem zadowolony z jednego powodu: że troszeczkę ten uśmiech znika z twarzy tych, którzy bardzo długo stali po pizzę. Już im tak strasznie do śmiechu nie jest. Być może to spowoduje, że Polacy zaczną myśleć, że coś jest nie tak z naszym ustrojem politycznym.” Zdaniem posła głównym źródłem permanentnych sporów – na linii prezydent–rząd, władza wykonawcza–ustawodawcza – nie jest wyłącznie zła wola polityków, lecz fatalnie skonstruowane ramy prawne państwa. „Nasza legislacja i konstytucja są tak fatalnie napisane, że nie precyzują kompetencji władzy wykonawczej i ustawodawczej. Nie bardzo wiadomo, co prezydent może, a czego nie może. Nie bardzo wiadomo, co może rząd. To jest rzecz dramatyczna.” Kukiz przypomniał, że właśnie z tego powodu wszedł do polityki: by doprowadzić do zmian ustrojowych, które w jego ocenie są warunkiem realnej suwerenności państwa. Wśród kluczowych postulatów wymienił system prezydencki lub semiprezydencki, realne referenda oraz oddolną reformę sądownictwa, rozpoczynającą się od instytucji sędziów pokoju. „Do polityki poszedłem tylko po to, by w tych kluczowych sprawach ustrojowych doprowadzić do zmian. Bez tego będziemy się tylko okładać partyjnie, z ludem w tle.” Poseł ostrzegał, że trwający chaos może w dłuższej perspektywie dramatycznie osłabić pozycję Polski na arenie międzynarodowej. „Ten chaos może doprowadzić do tak mocnego osłabienia pozycji Polski, że jedynym ratunkiem stanie się proszenie Unii Europejskiej o wprowadzenie euro i zaprowadzenie porządku. To analogia do końcówki XVIII wieku – i nie wiadomo, jakby się to dla nas skończyło.” W tym kontekście Kukiz ostro skrytykował konstytucję z 1997 roku, którą uznał za dokument napisany przez jedno środowisko – w warunkach słabej reprezentacji prawicy – i niedostosowany do realiów współczesnego państwa. „Zaczyna tworzyć się klimat, który daje nadzieję na zmianę tej fatalnej konstytucji z 1997 roku. W praktyce została ona napisana przez środowisko lewicowe, postkomunistyczne.” W dalszej części rozmowy poseł mówił już wprost o „politycznej rzeźni”, a nie sporze. Jego zdaniem obecny system partyjny sprzyja brutalnej walce o władzę, a nie trosce o dobro wspólne. „To nie jest spór. To jest rzeźnia. Walka o władzę z ludem w tle. Chodzi o to, żeby władza była pod realną kontrolą obywatelską, a nie tylko deklaratycznie.” Najważniejszą nadzieję Kukiz wiąże dziś z inicjatywą konstytucyjną przy prezydencie oraz zbudowaniem większości w Senacie, która umożliwiłaby rozpisanie referendum konstytucyjnego. „Jest jedna nadzieja: ciężka praca zespołu przy prezydencie, który przygotuje grunt pod konstytuantę w kolejnej kadencji. Do tego potrzebny jest pakt senacki. Bez Senatu konstytucji nie zmienimy.” Poseł nie ukrywał również obaw, że rozdrobnienie prawicy i rywalizacja kilku bloków może doprowadzić do utrzymania władzy przez obóz rządzący – nawet przy minimalnej przewadze. „System d’Hondta premiuje duże bloki. Jeżeli prawica będzie konkurowała w trzech blokach, może się okazać, że druga strona zdobędzie większość albo kupi dwóch–trzech posłów. Wszystko zależy od ceny.” Na zakończenie Kukiz podkreślił, że zmiana konstytucji to jego osobisty cel na kolejne lata i – jak mówił – „ostatnia nadzieja” na odbudowę państwa. „Jeżeli w kolejnej kadencji Sejm nie stanie się konstytuantą i nie uchwali konstytucji dla wspólnoty, a nie dla oligarchii partyjnych, to za chwilę nas nie ma.”

 

Gościem „Poranka Wnet” był Paweł Kukiz, który – pytany o podsumowanie roku – zamiast klasycznego bilansu sukcesów i porażek przedstawił diagnozę znacznie głębszą: kryzys nie jest chwilowy ani personalny, lecz ma charakter ustrojowy. Jego zdaniem ostatnie miesiące pokazały, że system polityczny III RP znalazł się w stanie trwałego chaosu.

Kukiz przyznał, że sam starał się w okresie świątecznym zdystansować od bieżącej polityki, jednak – jak podkreślał – pewne procesy są na tyle fundamentalne, że nie sposób ich ignorować.

„Jestem zadowolony z jednego powodu: że troszeczkę ten uśmiech znika z twarzy tych, którzy bardzo długo stali po pizzę. Już im tak strasznie do śmiechu nie jest. Być może to spowoduje, że Polacy zaczną myśleć, że coś jest nie tak z naszym ustrojem politycznym.”

Zdaniem posła głównym źródłem permanentnych sporów – na linii prezydent–rząd, władza wykonawcza–ustawodawcza – nie jest wyłącznie zła wola polityków, lecz fatalnie skonstruowane ramy prawne państwa.

„Nasza legislacja i konstytucja są tak fatalnie napisane, że nie precyzują kompetencji władzy wykonawczej i ustawodawczej. Nie bardzo wiadomo, co prezydent może, a czego nie może. Nie bardzo wiadomo, co może rząd. To jest rzecz dramatyczna.”

Kukiz przypomniał, że właśnie z tego powodu wszedł do polityki: by doprowadzić do zmian ustrojowych, które w jego ocenie są warunkiem realnej suwerenności państwa. Wśród kluczowych postulatów wymienił system prezydencki lub semiprezydencki, realne referenda oraz oddolną reformę sądownictwa, rozpoczynającą się od instytucji sędziów pokoju.

„Do polityki poszedłem tylko po to, by w tych kluczowych sprawach ustrojowych doprowadzić do zmian. Bez tego będziemy się tylko okładać partyjnie, z ludem w tle.”

Poseł ostrzegał, że trwający chaos może w dłuższej perspektywie dramatycznie osłabić pozycję Polski na arenie międzynarodowej.

„Ten chaos może doprowadzić do tak mocnego osłabienia pozycji Polski, że jedynym ratunkiem stanie się proszenie Unii Europejskiej o wprowadzenie euro i zaprowadzenie porządku. To analogia do końcówki XVIII wieku – i nie wiadomo, jakby się to dla nas skończyło.”

W tym kontekście Kukiz ostro skrytykował konstytucję z 1997 roku, którą uznał za dokument napisany przez jedno środowisko – w warunkach słabej reprezentacji prawicy – i niedostosowany do realiów współczesnego państwa.

„Zaczyna tworzyć się klimat, który daje nadzieję na zmianę tej fatalnej konstytucji z 1997 roku. W praktyce została ona napisana przez środowisko lewicowe, postkomunistyczne.”

W dalszej części rozmowy poseł mówił już wprost o „politycznej rzeźni”, a nie sporze. Jego zdaniem obecny system partyjny sprzyja brutalnej walce o władzę, a nie trosce o dobro wspólne.

„To nie jest spór. To jest rzeźnia. Walka o władzę z ludem w tle. Chodzi o to, żeby władza była pod realną kontrolą obywatelską, a nie tylko deklaratycznie.”

Najważniejszą nadzieję Kukiz wiąże dziś z inicjatywą konstytucyjną przy prezydencie oraz zbudowaniem większości w Senacie, która umożliwiłaby rozpisanie referendum konstytucyjnego.

„Jest jedna nadzieja: ciężka praca zespołu przy prezydencie, który przygotuje grunt pod konstytuantę w kolejnej kadencji. Do tego potrzebny jest pakt senacki. Bez Senatu konstytucji nie zmienimy.”

Poseł nie ukrywał również obaw, że rozdrobnienie prawicy i rywalizacja kilku bloków może doprowadzić do utrzymania władzy przez obóz rządzący – nawet przy minimalnej przewadze.

„System d’Hondta premiuje duże bloki. Jeżeli prawica będzie konkurowała w trzech blokach, może się okazać, że druga strona zdobędzie większość albo kupi dwóch–trzech posłów. Wszystko zależy od ceny.”

Na zakończenie Kukiz podkreślił, że zmiana konstytucji to jego osobisty cel na kolejne lata i – jak mówił – „ostatnia nadzieja” na odbudowę państwa.

„Jeżeli w kolejnej kadencji Sejm nie stanie się konstytuantą i nie uchwali konstytucji dla wspólnoty, a nie dla oligarchii partyjnych, to za chwilę nas nie ma.”

Imperialnej Rosji nie zaspokoi nic”. Wildstein ostrzega Europę
2025-12-29 07:54:15

  W Poranku Radia Wnet Bronisław Wildstein przedstawił twardą diagnozę rosyjskiej strategii i zachodniej odpowiedzi na wojnę na Ukrainie. Jego zdaniem ewentualny rozejm – nawet korzystny dla Moskwy – nie będzie końcem konfliktu, lecz jedynie przerwą w realizacji długofalowego projektu Kremla. Wildstein podkreśla, że Rosja cofa się wyłącznie po porażce, a obecna agresja to element szerszej, otwarcie deklarowanej polityki odbudowy strefy wpływów. W tym kontekście Ukraina jest tylko jednym z celów. Nazwijmy to po imieniu: Rosja cofa się tylko w wypadku przegranej. A co więcej, atak na Ukrainę jest tylko częścią projektu Putina i projektu Kremla. Ten projekt, ogłaszany oficjalnie od lat, to odbudowa strefy wpływów z czasów Związku Sowieckiego – de facto zajęcie takich krajów jak Ukraina – mówił. Publicysta wskazuje, że ambicje Moskwy nie kończą się na Kijowie. Wprost wymienia państwa bałtyckie oraz kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które w rosyjskiej wizji miałyby zostać podporządkowane. To są także kraje bałtyckie, a jednocześnie podporządkowanie sobie takich krajów jak Polska i cała środkowo-wschodnia część Europy. To jest wprost mówione. W związku z tym nawet jeśli rozejm nadejdzie i będzie korzystny dla Rosji, to nie zaspokoi jej imperialnej ambicji – podkreśla. Zdaniem Wildsteina jedyną realną barierą dla tego projektu jest klęska Rosji – scenariusz trudny, ale możliwy. Problem polega na tym, że Zachód wciąż nie podjął wystarczająco zdecydowanych działań, by taki wynik przyspieszyć. W tym kontekście publicysta krytycznie ocenia postawę Donalda Trumpa. Zaznacza, że prezydent USA bywał skuteczny w innych obszarach, jednak wobec Ukrainy sprawia wrażenie powściągliwego, być może z powodu koncentracji na globalnej rywalizacji z Chinami. Być może Trump dobrze rozpoznaje sytuację, ale nie chce za bardzo angażować się w Ukrainę, dlatego że jest zaangażowany gdzie indziej – w tym wielkim teatrze globalnym, czyli konfrontacji z Chinami. Woli udawać, że z Rosją będzie prowadził jakieś negocjacje paragospodarcze, parahandlowe, coś im odda, żeby zrezygnowali z reszty – ocenił. Jednocześnie Wildstein zauważa, że polityka USA wymusiła zmiany w Europie. Po raz pierwszy Unia zdecydowała się na tak znaczące wsparcie finansowe dla Ukrainy, zaciągając wspólną pożyczkę. Publicysta wskazuje jednak, że rozwiązanie mogłoby być dużo bardziej zdecydowane: przejęcie zamrożonych aktywów rosyjskich. Ich wartość – jak podkreśla – przewyższa kwotę pożyczki, a uderzenie w Rosję byłoby znacznie dotkliwsze. Ta pożyczka to jest 90 miliardów euro. Aktywa rosyjskie szacuje się na blisko 200 miliardów euro. To nie byłaby pożyczka i byłoby to bardzo mocne uderzenie w Rosję. Ale z powodu oporu Belgii to nie dochodzi do skutku – mówił. Ten przykład, zdaniem Wildsteina, obnaża wewnętrzne sprzeczności Unia Europejska. Z jednej strony słyszymy o rzekomej niemocy dużych państw, z drugiej – sprzeciw jednego, relatywnie niewielkiego kraju potrafi zablokować strategiczną decyzję. /fa

 

W Poranku Radia Wnet Bronisław Wildstein przedstawił twardą diagnozę rosyjskiej strategii i zachodniej odpowiedzi na wojnę na Ukrainie. Jego zdaniem ewentualny rozejm – nawet korzystny dla Moskwy – nie będzie końcem konfliktu, lecz jedynie przerwą w realizacji długofalowego projektu Kremla.

Wildstein podkreśla, że Rosja cofa się wyłącznie po porażce, a obecna agresja to element szerszej, otwarcie deklarowanej polityki odbudowy strefy wpływów. W tym kontekście Ukraina jest tylko jednym z celów.

Nazwijmy to po imieniu: Rosja cofa się tylko w wypadku przegranej. A co więcej, atak na Ukrainę jest tylko częścią projektu Putina i projektu Kremla. Ten projekt, ogłaszany oficjalnie od lat, to odbudowa strefy wpływów z czasów Związku Sowieckiego – de facto zajęcie takich krajów jak Ukraina

– mówił.

Publicysta wskazuje, że ambicje Moskwy nie kończą się na Kijowie. Wprost wymienia państwa bałtyckie oraz kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które w rosyjskiej wizji miałyby zostać podporządkowane.

To są także kraje bałtyckie, a jednocześnie podporządkowanie sobie takich krajów jak Polska i cała środkowo-wschodnia część Europy. To jest wprost mówione. W związku z tym nawet jeśli rozejm nadejdzie i będzie korzystny dla Rosji, to nie zaspokoi jej imperialnej ambicji

– podkreśla.

Zdaniem Wildsteina jedyną realną barierą dla tego projektu jest klęska Rosji – scenariusz trudny, ale możliwy. Problem polega na tym, że Zachód wciąż nie podjął wystarczająco zdecydowanych działań, by taki wynik przyspieszyć.

W tym kontekście publicysta krytycznie ocenia postawę Donalda Trumpa. Zaznacza, że prezydent USA bywał skuteczny w innych obszarach, jednak wobec Ukrainy sprawia wrażenie powściągliwego, być może z powodu koncentracji na globalnej rywalizacji z Chinami.

Być może Trump dobrze rozpoznaje sytuację, ale nie chce za bardzo angażować się w Ukrainę, dlatego że jest zaangażowany gdzie indziej – w tym wielkim teatrze globalnym, czyli konfrontacji z Chinami. Woli udawać, że z Rosją będzie prowadził jakieś negocjacje paragospodarcze, parahandlowe, coś im odda, żeby zrezygnowali z reszty

– ocenił.

Jednocześnie Wildstein zauważa, że polityka USA wymusiła zmiany w Europie. Po raz pierwszy Unia zdecydowała się na tak znaczące wsparcie finansowe dla Ukrainy, zaciągając wspólną pożyczkę.

Publicysta wskazuje jednak, że rozwiązanie mogłoby być dużo bardziej zdecydowane: przejęcie zamrożonych aktywów rosyjskich. Ich wartość – jak podkreśla – przewyższa kwotę pożyczki, a uderzenie w Rosję byłoby znacznie dotkliwsze.

Ta pożyczka to jest 90 miliardów euro. Aktywa rosyjskie szacuje się na blisko 200 miliardów euro. To nie byłaby pożyczka i byłoby to bardzo mocne uderzenie w Rosję. Ale z powodu oporu Belgii to nie dochodzi do skutku

– mówił.

Ten przykład, zdaniem Wildsteina, obnaża wewnętrzne sprzeczności Unia Europejska. Z jednej strony słyszymy o rzekomej niemocy dużych państw, z drugiej – sprzeciw jednego, relatywnie niewielkiego kraju potrafi zablokować strategiczną decyzję.

/fa

Czas na Motorsport #138 - Igor Polak - czyli czy karting rentalowy jest odpowiednim przygotowaniem do startów w bolidach / 23.12.2025
2025-12-27 12:16:47

Gość Radia Wnet ma przed sobą pierwszy pełny sezon w Formule 4. Co ciekawe, do bolidów jednomiejscowych dotarł po startach wyłącznie w kartingu rentalowym. Goście programu: Igor Polak - szesnastoletni kierowca zespołu Maffi Racing, Jakub Foryś - menedżer Igora Polaka. Prowazdzą Kamil Kowalik i Piotr Nałęcz.  Z wszystkimi wydaniami audycji „Czas na Motorsport” można się zapoznać tutaj . Audycja „Czas na Motorsport” w każdy wtorek o godzinie 20.00 na antenie Radia Wnet . Zapraszamy! 

Gość Radia Wnet ma przed sobą pierwszy pełny sezon w Formule 4. Co ciekawe, do bolidów jednomiejscowych dotarł po startach wyłącznie w kartingu rentalowym.
Goście programu:

  • Igor Polak - szesnastoletni kierowca zespołu Maffi Racing,
  • Jakub Foryś - menedżer Igora Polaka.

Prowazdzą Kamil Kowalik i Piotr Nałęcz.

 Z wszystkimi wydaniami audycji „Czas na Motorsport” można się zapoznać tutaj.
Audycja „Czas na Motorsport” w każdy wtorek o godzinie 20.00 na antenie Radia Wnet. Zapraszamy! 

Tradycja Wschodu: jak prawosławie przeżywa Boże Narodzenie
2025-12-24 22:30:00

Vitali Michalczuk, z Artes Liberales UW, teolog i znawca sztuki bizantyjskiej opowiada o wschodniej tradycji Świąt Bożego Narodzenia m.in. na Białorusi, Ukrainie i oczywiście w Polsce.

Vitali Michalczuk, z Artes Liberales UW, teolog i znawca sztuki bizantyjskiej opowiada o wschodniej tradycji Świąt Bożego Narodzenia m.in. na Białorusi, Ukrainie i oczywiście w Polsce.

Prawo cytatu: Wigilia wolna od pracy! - audycja Jana Majchrowskiego
2025-12-24 13:11:25

24 grudnia 2025 roku po raz pierwszy jest w Polsce dniem wolnym od pracy, ale jednocześnie tego dnia wchodzą w życie ideologicznie motywowane rozwiązania prawne, które pracy dotyczą... W autorskiej audycji "Prawo cytatu" pisarz, prawnik i wykładowca prof. Jan Majchrowski przypomina historię traktowania Wigilii przez komunistów i podejścia do tego dnia w innych krajach Europy. Ciesząc się z wprowadzenia po raz pierwszy w Wigilię dnia wolnego od pracy prof. Majchrowski zwraca uwagę na pewien przepis, który w tym samym czasie wchodzi w życie. Dotyczy on obszaru równouprawnienia. Zainteresowanych perfekcyjnym jak zawsze wywodem Jana Majchrowskiego zachęcamy do wysłuchania całego nagrania!

24 grudnia 2025 roku po raz pierwszy jest w Polsce dniem wolnym od pracy, ale jednocześnie tego dnia wchodzą w życie ideologicznie motywowane rozwiązania prawne, które pracy dotyczą...

W autorskiej audycji "Prawo cytatu" pisarz, prawnik i wykładowca prof. Jan Majchrowski przypomina historię traktowania Wigilii przez komunistów i podejścia do tego dnia w innych krajach Europy.

Ciesząc się z wprowadzenia po raz pierwszy w Wigilię dnia wolnego od pracy prof. Majchrowski zwraca uwagę na pewien przepis, który w tym samym czasie wchodzi w życie. Dotyczy on obszaru równouprawnienia.

Zainteresowanych perfekcyjnym jak zawsze wywodem Jana Majchrowskiego zachęcamy do wysłuchania całego nagrania!

Światło w ciemności: Ikonografia Bożego Narodzenia
2025-12-24 01:00:00

Juliusz Gałkowski z Teologii Politycznej opowiada o tym, jak światło wyłoniło się z ciemności i o tym, jak to zostało przeczute m.in. przez Izajasza, jak zostało opisane i jak zostało namalowane, wyrzeźbione.

Juliusz Gałkowski z Teologii Politycznej opowiada o tym, jak światło wyłoniło się z ciemności i o tym, jak to zostało przeczute m.in. przez Izajasza, jak zostało opisane i jak zostało namalowane, wyrzeźbione.

Presja zamiast niezawisłości. Sędzia Śliwińska-Buśkiewicz o planach rządu
2025-12-23 17:29:16

  Gościem Popołudnia Radia Wnet była Kinga Śliwińska‑Buśkiewicz, sędzia i przedstawicielka Ogólnopolskiego Zrzeszenia Sędziów Equitas. Rozmowa dotyczyła zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczących „przywracania praworządności” oraz reakcji środowiska sędziowskiego na publiczną krytykę orzeczeń przez ministra Waldemara Żurka. Sędzia nie kryła, że sposób, w jaki minister odnosi się do decyzji sądów, budzi głębokie zaniepokojenie. Trudno przyjąć takie słowa pozytywnie. Zawsze, gdy słyszymy krytykę od przedstawicieli władzy wykonawczej czy ustawodawczej, nie można uznać, żeby to było coś dobrego. Strony często są niezadowolone z orzeczeń, ale od tego są środki zaskarżenia. Taka publiczna krytyka w takiej formie żadnemu sędziemu nie może się podobać – mówiła.  Jak podkreślała, niezawisłość sędziowska nie jest dziś zagrożona jednym działaniem, lecz całym zespołem rozwiązań systemowych. Ta niezawisłość jest zagrożona w kilku aspektach. Doskonałym przykładem jest segregowanie sędziów do określonych wydziałów czy możliwość odstąpienia od losowania składów kilkuosobowych. Kolejna sprawa to delegowanie sędziów do wyższych instancji – sędzia delegowany przez ministra jest zależny od władzy wykonawczej, bo delegacja w każdej chwili może być cofnięta – dodała.  Sędzia zwróciła uwagę także na dramatyczne braki kadrowe w sądach i sposób ich uzupełniania, który podważa realną niezależność orzeczniczą. Brakuje nam około tysiąca sędziów. Etaty uzupełnia się delegacjami, mimo że orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE jasno wskazuje, że taka zależność od ministra budzi wątpliwości co do pełnej niezależności – alarmowała.  Najostrzejsza krytyka dotyczyła jednak planów dotyczących sędziów powołanych po 2018 roku. Jedną grupę sędziów chce się zdegradować, a po dwóch latach pracy przymusowej na delegacji przywrócić na niższe stanowiska. Inną grupę – przedstawicieli innych zawodów prawniczych – po prostu wyrzucić z zawodu. To jest całe pasmo działań, które budzą nasz stanowczy sprzeciw – zaznaczała.  Śliwińska-Buśkiewicz podkreślała, że zmiany personalne w sądach nie prowadzą automatycznie do poprawy ich funkcjonowania. Sama wymiana prezesa czy wiceprezesa sądu niczego nie przyspieszy. To tylko nadzór administracyjny. Co więcej, dokładnie w ten sam sposób prezesów odwoływał minister Ziobro. Ta sama procedura, te same przepisy – mówiła.  W rozmowie padł również zarzut braku realnego dialogu Ministerstwa Sprawiedliwości z częścią środowiska sędziowskiego. Wielokrotnie zwracaliśmy się z prośbą o możliwość opiniowania projektów aktów prawnych. Nie jesteśmy zapraszani nigdzie. Jesteśmy całkowicie pomijani. Nie ma dialogu, nie ma nawet próby wysłuchania – podkreślała. Sędzia wskazywała, że krytyczne opinie ekspertów są konsekwentnie ignorowane, nawet wtedy, gdy pochodzą od międzynarodowych instytucji. W jej ocenie narracja o „neosędziach” została oparta na uproszczeniach i nie znajduje potwierdzenia w orzecznictwie europejskich trybunałów. Nie ma żadnego orzeczenia ETPCz ani TSUE, które kwestionowałoby status sędziów powołanych po 2018 roku jako taki. Chodzi o procedurę, a nie o sam status. Mówienie inaczej po prostu nie polega na prawdzie – zaznaczyła.  Na zakończenie rozmowy sędzia nie ukrywała pesymizmu co do kierunku, w jakim zmierzają zapowiadane reformy. „Obawiam się, że oddalimy się od modelu idealnego. Zamiast stabilności prawa i zaufania obywateli mamy element rewanżyzmu. A przecież wcześniej, nawet przy poważnych problemach konstytucyjnych, zawsze znajdowano rozwiązania, które chroniły stabilność systemu”. /fa

 

Gościem Popołudnia Radia Wnet była Kinga Śliwińska‑Buśkiewicz, sędzia i przedstawicielka Ogólnopolskiego Zrzeszenia Sędziów Equitas. Rozmowa dotyczyła zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczących „przywracania praworządności” oraz reakcji środowiska sędziowskiego na publiczną krytykę orzeczeń przez ministra Waldemara Żurka. Sędzia nie kryła, że sposób, w jaki minister odnosi się do decyzji sądów, budzi głębokie zaniepokojenie.

Trudno przyjąć takie słowa pozytywnie. Zawsze, gdy słyszymy krytykę od przedstawicieli władzy wykonawczej czy ustawodawczej, nie można uznać, żeby to było coś dobrego. Strony często są niezadowolone z orzeczeń, ale od tego są środki zaskarżenia. Taka publiczna krytyka w takiej formie żadnemu sędziemu nie może się podobać

– mówiła. 

Jak podkreślała, niezawisłość sędziowska nie jest dziś zagrożona jednym działaniem, lecz całym zespołem rozwiązań systemowych.

Ta niezawisłość jest zagrożona w kilku aspektach. Doskonałym przykładem jest segregowanie sędziów do określonych wydziałów czy możliwość odstąpienia od losowania składów kilkuosobowych. Kolejna sprawa to delegowanie sędziów do wyższych instancji – sędzia delegowany przez ministra jest zależny od władzy wykonawczej, bo delegacja w każdej chwili może być cofnięta

– dodała. 

Sędzia zwróciła uwagę także na dramatyczne braki kadrowe w sądach i sposób ich uzupełniania, który podważa realną niezależność orzeczniczą.

Brakuje nam około tysiąca sędziów. Etaty uzupełnia się delegacjami, mimo że orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE jasno wskazuje, że taka zależność od ministra budzi wątpliwości co do pełnej niezależności

– alarmowała. 

Najostrzejsza krytyka dotyczyła jednak planów dotyczących sędziów powołanych po 2018 roku.

Jedną grupę sędziów chce się zdegradować, a po dwóch latach pracy przymusowej na delegacji przywrócić na niższe stanowiska. Inną grupę – przedstawicieli innych zawodów prawniczych – po prostu wyrzucić z zawodu. To jest całe pasmo działań, które budzą nasz stanowczy sprzeciw

– zaznaczała. 

Śliwińska-Buśkiewicz podkreślała, że zmiany personalne w sądach nie prowadzą automatycznie do poprawy ich funkcjonowania.

Sama wymiana prezesa czy wiceprezesa sądu niczego nie przyspieszy. To tylko nadzór administracyjny. Co więcej, dokładnie w ten sam sposób prezesów odwoływał minister Ziobro. Ta sama procedura, te same przepisy

– mówiła. 

W rozmowie padł również zarzut braku realnego dialogu Ministerstwa Sprawiedliwości z częścią środowiska sędziowskiego.

Wielokrotnie zwracaliśmy się z prośbą o możliwość opiniowania projektów aktów prawnych. Nie jesteśmy zapraszani nigdzie. Jesteśmy całkowicie pomijani. Nie ma dialogu, nie ma nawet próby wysłuchania

– podkreślała. Sędzia wskazywała, że krytyczne opinie ekspertów są konsekwentnie ignorowane, nawet wtedy, gdy pochodzą od międzynarodowych instytucji.

W jej ocenie narracja o „neosędziach” została oparta na uproszczeniach i nie znajduje potwierdzenia w orzecznictwie europejskich trybunałów.

Nie ma żadnego orzeczenia ETPCz ani TSUE, które kwestionowałoby status sędziów powołanych po 2018 roku jako taki. Chodzi o procedurę, a nie o sam status. Mówienie inaczej po prostu nie polega na prawdzie

– zaznaczyła. 

Na zakończenie rozmowy sędzia nie ukrywała pesymizmu co do kierunku, w jakim zmierzają zapowiadane reformy.

„Obawiam się, że oddalimy się od modelu idealnego. Zamiast stabilności prawa i zaufania obywateli mamy element rewanżyzmu. A przecież wcześniej, nawet przy poważnych problemach konstytucyjnych, zawsze znajdowano rozwiązania, które chroniły stabilność systemu”.

/fa

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie