Radio Wnet
Bądź na bieżąco z treściami publikowanymi na portalu wnet.fm. Nie przegap najbardziej aktualnych wywiadów z ludźmi kultury, politykami, ekspertami od geopolityki i spraw międzynarodowych. To tutaj możesz odsłuchać rozmów z takich audycji jak Poranek Wnet, Popołudnie Wnet czy Kurier w Samo Południe.
Zachęcamy też do słuchania Radia Wnet na żywo!
Słuchasz? Oglądasz? Wspieraj!
zrzutka.pl/wnet
Wszystkie programy przygotowywane są przez nasz zespół dziennikarzy.
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200
Dlaczego Trump mówi o Grenlandii? Olech: to nie Wenezuela, to gra strategiczna
2026-01-08 11:03:44
Gościem Radia Wnet był Aleksander Olech, redaktor naczelny Defence24 i analityk polityki międzynarodowej. W krótkiej rozmowie odniósł się do ostatnich działań Stanów Zjednoczonych wobec Wenezueli, zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczących Grenlandii oraz konsekwencji tych ruchów dla Europy i Polski. Olech podkreślał, że porównywanie Wenezueli z Grenlandią jest nieuprawnione, a scenariusz militarny w Arktyce nie wchodzi w grę.
Na pewno nie spodziewamy się tego, że prezydent Trump zrobi podobne działania względem Grenlandii jak wobec Wenezueli. Wojska amerykańskie są już na Grenlandii, a mówimy raczej o budowaniu obecności – militarnej, biznesowej, politycznej i naukowej– ocenił.
Zdaniem eksperta, działania USA wobec Wenezueli były zapowiadane i wpisują się w szerszą strategię administracji Trumpa, w której Europa traci na znaczeniu.
To jest polityka Trumpa, którą widzimy od roku. Na pierwszej półce jest Ameryka Południowa i Indo-Pacyfik, a Europa Środkowo-Wschodnia spada niżej– wskazał.
W tym kontekście Olech zwracał uwagę, że prezydent USA celowo „rzuca informacje w eter”, by testować reakcje sojuszników i przeciwników.
Trump sprawdza reakcje, testuje granice. Tak właśnie jest w kontekście Grenlandii – reakcja stolic europejskich była zupełnie inna niż w przypadku Wenezueli– dodał.
Pytany o polską politykę zagraniczną, analityk wskazywał na konieczność trzymania się Europy i jednoczesnego realistycznego dialogu z Waszyngtonem.
Grenlandia to nie jest Wenezuela. Tu trzeba jasno postawić warunek: trzymamy się z Europą. Trump lubi twardych przywódców, więc stawianie granic jest czymś wartościowym– stwierdził.
Jednocześnie zaznaczał, że realna obecność Polski w Arktyce jest dziś symboliczna, dlatego kluczowe są relacje z państwami nordyckimi.
Musimy zdecydować, jak chcemy pracować z Danią, Norwegią czy krajami nordyckimi i czy w ogóle możemy tam swoją obecność zwiększyć
– mówił.
/fa
Każdy z nas ma trochę inną wrażliwość – zespół słowodaję o muzyce, życiu i wspólnym tworzeniu
2026-01-08 10:41:11
Członkowie grupy słowodaje goszczą w studiu Radia Wnet i opowiadają o swojej drodze artystycznej od grania coverów do autorskiego projektu.
Jak mówi perkusista zespołu Janek Walewski, dziś sam fakt funkcjonowania w zespole i nie podążanie za solową karierą już ich wyróżnia:
Grupa słowodaje tworzy w nietypowym składzie, w którym instrumenty smyczkowe są podstawowym instrumentarium, a nie dodatkiem. Co ważne, każdy w zespole pisze własne utwory.
Każdy z nas ma trochę inną wrażliwość, trochę inną estetykę.~ podkreśla altowiolistka Tosia Bartyś. Proces twórczy polega na tym, że gotowy szkic piosenki trafia na próbę, gdzie całość jest wspólnie aranżowana.
Dzięki temu myślę, że czuć rękę każdego z nas w każdym utworze. Oczywiście te utwory się różnią w zależności od tego, kto je napisał, ale dzięki temu, że wspólnie aranżujemy finalną wersję, to czuć, że to jest właśnie nas wszystkich.~ dodaje perkusista.
Teksty zespołu zmieniają się wraz z życiem jego członków. Na początku dotyczyły wchodzenia w dorosłość, relacji rodzinnych i pierwszych zawodów miłosnych, dziś coraz częściej opowiadają o nowych etapach.
Te teksty są chyba odbiciem naszego codziennego życia. Myślę, że też trochę się zmieniają, im jesteśmy starsi. (...) Teraz, gdy przygotowujemy nowe utwory, to jak patrzę na tę tematykę, której nie chcę do końca zdradzać, to ona bardzo literalnie ilustruje, że jesteśmy już te pięć lat później, czy tam trzy lata później, w kompletnie innych momentach życiowych, już część z nas ma założone rodziny.~ mówi Tosia Bartyś. Jak podkreśla, zespół nie stawia sobie stylistycznych ograniczeń.
Trochę robimy, co chcemy. Nie mamy w głowie takiej myśli, że nie zrobimy czegoś, bo tak się nie robi, bo utwory nie wydają się spójne w stosunku do siebie.~ przyznaje altowiolistka, zaznaczając, że najważniejsze jest przekonanie do własnej muzyki. Jeśli twórcy wierzą, że coś jest dobre, zwykle znajduje się też publiczność, która myśli podobnie.
Członkowie zespołu słowodaję zapraszają na koncert 15 stycznia o godz. 19:00 do Centrum Kultury i Sztuki w Skierniewicach, gdzie będzie można usłyszeć ich muzykę na żywo. Bilety dostępne są TUTAJ. Zachęcają też do śledzenia ich profilu w mediach społecznościowych.
Radosław Fogiel: Nie jesteśmy artystami jednego numeru
2026-01-08 09:25:43
Poseł Radosław Fogiel odpiera zarzuty o kryzys w jego ugrupowaniu i groźbę jego rozpadu. Podkreśla, że pozostające od 25 lat na scenie politycznej Prawo i Sprawiedliwość prowadzi debatę programową.
Gwałt w jednostce policji. Cezary Gmyz: Państwo zawiodło
2026-01-08 09:13:04
W środę media obiegła wstrząsająca informacja o gwałcie na młodej policjantce w jednostce policji w Piasecznie. Jak ujawnili dziennikarze TV Republika, Sąd Rejonowy w Piasecznie aresztował na trzy miesiące jednego z dowódców Oddziałów Prewencji Komendy Stołecznej Policji. Funkcjonariuszowi postawiono zarzut zgwałcenia młodej policjantki oraz zmuszenia jej do poddania się innej czynności seksualnej, a informacje te potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Według ustaleń dziennikarzy, do zdarzenia miało dojść podczas libacji alkoholowej w koszarach przy ul. Puławskiej w Piasecznie, gdy podejrzany zaprosił policjantkę do pomieszczenia i tam miało dojść do napaści. Inni funkcjonariusze usiłowali dostać się do środka, gdy kobieta wołała o pomoc.
W Poranku Radia Wnet sprawę komentował dziennikarz Cezary Gmyz. Już na początku podkreślał, że najbardziej wstrząsająca była dla niego agresja skierowana nie wobec sprawcy, lecz wobec dziennikarzy, którzy sprawę ujawnili.
Ta agresja wobec osób, które ujawniły tę sprawę, czyli wobec mnie i Marcina Dobskiego, była rzeczą absolutnie niebywałą. Gdyby nie Telewizja Republika, ta sprawa zostałaby zakopana i nikt by się o niej nie dowiedział– stwierdził.
Zdaniem dziennikarza, odpowiedź władz na pytanie o stan policji jest jednoznacznie negatywna. Wskazywał bezpośrednio na odpowiedzialność polityczną ministra spraw wewnętrznych.
Ta sprawa mówi nam niedobrze o policji, dlatego że Marcin Kierwiński nie radzi sobie z zarządzaniem największą formacją mundurową w Polsce. To wpływa na poziom bezpieczeństwa obywateli– ocenił.
Gmyz zwracał uwagę, że sytuacja, w której ofiarą przestępstwa pada policjantka, a sprawcą jest inny policjant, podważa fundament zaufania do państwa.
Skoro ofiarą może paść policjantka, a sprawcą jest inny policjant, to jak ma się czuć obywatel, który nie nosi munduru?– pytał.
Szczególnie ostro oceniał brak natychmiastowej reakcji służb po zdarzeniu, które – jak podkreślał – miało miejsce w zamkniętej jednostce policyjnej, w obecności innych funkcjonariuszy.
Ten człowiek został pochwycony na gorącym uczynku w koszarach policji, a mimo to przez dwanaście godzin chodził na wolności. Jeżeli to ma być "natychmiastowa reakcja", to my zupełnie inaczej rozumiemy to pojęcie
– dodał. Dziennikarz wskazywał również na brak konsekwencji wobec przełożonych i dowódców odpowiedzialnych za funkcjonowanie jednostki.
W poprzednich latach komendanci tracili stanowiska po podobnych aferach. Tutaj, jak się wydaje, konsekwencje spotkają tylko bezpośredniego sprawcę, a tych, którzy dopuścili do libacji w koszarach, nie spotka nic– wskazał.
/fa
Głos z trybun i spór o Polskę. Dlaczego „Bunt Stadionów” znów jest aktualny
2026-01-08 08:07:06
Rozmowa w Poranku Radia Wnet miała nietypową formułę – w studiu spotkali się dwaj goście: Mariusz Pilis, reżyser i korespondent wojenny, oraz ks. Jarosław Wąsowicz, kapelan prezydenta RP. Goście rozmawiali o środowisku kibiców, pielgrzymce na Jasną Górę i znaczeniu filmu "Bunt Stadionów" po trzynastu latach od premiery.
Punktem wyjścia była informacja, że Karol Nawrocki weźmie udział w najbliższej pielgrzymce kibiców na Jasną Górę. Ks. Wąsowicz podkreślał, że obecność prezydenta nie jest gestem jednorazowym ani politycznym, lecz konsekwencją wieloletniej relacji.
Był na pielgrzymce jako zwykły kibic Lechii Gdańsk, był jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, był jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Bardzo się cieszymy, że ten nowy etap pielgrzymowania rozpoczynamy już z prezydentem Rzeczypospolitej– mówił kapelan.
W rozmowie pojawił się także wątek wypowiedzi premiera Donald Tusk o „dociskaniu śruby” i określeniu „król kiboli”. Obaj rozmówcy zgodnie dystansowali się od tej retoryki, wskazując, że nie ona jest dziś najważniejsza.
Nieważne są słowa pana premiera, ale to, że od tylu lat kibice z całej Polski, często ze sobą zwaśnieni, potrafią się jednoczyć wokół spraw naprawdę ważnych– podkreślał ks. Wąsowicz.
Kolejnym tematem rozmowy stał się film Bunt Stadionów, którego projekcja zaplanowana jest podczas pielgrzymki. Mariusz Pilis zwracał uwagę, że po trzynastu latach film trafia do zupełnie nowego pokolenia.
To jest zupełnie nowa generacja. Ludzie, którzy wtedy mieli po osiem czy dziesięć lat, dziś są dorosłymi Polakami. Oni rozumieją, co się dzieje w Polsce i bardzo często angażują się w różne inicjatywy– mówił reżyser. W tej perspektywie pojawiła się idea kontynuacji filmu – nie jako nostalgicznego powrotu, lecz zapisu współczesnych sporów i napięć.
Co jakiś czas to samo wyzwanie wraca. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, ale spór o wartości pozostaje– zauważył ks. Wąsowicz, dodając, że decyzja o ewentualnej drugiej części mogłaby zapaść właśnie na Jasnej Górze.
Rozmówcy szeroko mówili o roli stadionów jako miejsca artykulacji społecznego sprzeciwu. Pilis przypominał, że to właśnie z trybun płynęły hasła, które w ostatnich latach obiegły całą Polskę.
To był bardzo autentyczny, oddolny głos. Trybuny mówiły wyraźnie, że coś jest nie tak i że ten fałsz, który znowu przebija się do przestrzeni publicznej, trzeba nazwać po imieniu– podkreślał.
Ks. Wąsowicz sięgał głębiej w historię ruchu kibicowskiego, pokazując jego zakorzenienie w doświadczeniu oporu wobec komunizmu i w obronie narodowej tożsamości.
Od lat 70., przez Solidarność, po lata 80. – kibice zawsze stawali w obronie pryncypiów: kultury, historii, języka i wartości chrześcijańskich. Te fundamenty są dziś podkopywane, dlatego pojawia się głos oddolny, społeczny– mówił.
W końcowej części rozmowy obaj goście zgodzili się, że kibice nie są jednolitą grupą ani zapleczem żadnej partii politycznej.
Nie da się stworzyć portretu kibica. To może być lekarz, student, kierowca autobusu, ksiądz czy filmowiec. Kibice to Polacy – to jesteśmy my– podsumował Mariusz Pilis.
/fa
LOS MOŻNA ODMIENIĆ. 64 odcinek audycji Limes inferior
2026-01-07 20:19:00
Fate can be altered to motto polskiej firmy biotechnologicznej Molecure, której prezes, Marcin Szumowski, jest gościem Limes inferior.
Rozmawiamy o perspektywach całego polskiego sektora biotechnologicznego oraz pracach i szansach samego Molecure.
Molecure to jedna z niewielu firm na świecie, które zajmują się budową związków małocząsteczkowych mogących oddziaływać bezpośrednio z RNA i ma szansę być jedną z pierwszych polskich firm, które wprowadzą innowacyjny lek do III fazy badań klinicznych.
Firma skupia się na tzw. małych cząsteczkach, to m.in. ważny kierunek rozwoju nowoczesnej terapii chorób nowotworowych i zapalnych. Dwa zaawansowane związki małocząsteczkowe opracowane przez Molecure - kandydaci na leki, to OATD-01 (sarkoidoza i MASH; pierwszy w swojej klasie inhibitor CHIT1) i OATD-02 (jedyny na świecie podwójny inhibitor arginaz 1 i 2). Najbardziej zaawansowany kandydat na lek, OATD-01, jest obecnie w II fazie badań klinicznych u pacjentów z sarkoidozą.
OATD-02 będzie mógł natomiast „odblokować” układ odpornościowy pacjenta do walki z nowotworem. Wyjątkowym przedsięwzięciem jest także platforma RNA, dzięki której poszerzy się możliwość modulowania ludzkich białek, otwierając drogę do nowych terapii i nowych leków (tylko 15% białek w ludzkim organizmie można modulować tradycyjnymi metodami).
Krystian Kamiński: Europa będzie rozgrywana, Polska nie może liczyć tylko na USA
2026-01-07 17:46:17
W rozmowie w Radiu Wnet Krystian Kamiński – były poseł Konfederacji – postawił jedną, przewodnią tezę: świat wchodzi w etap „nowego koncertu mocarstw”, w którym liczy się nie język wartości, lecz twarde wyznaczanie stref wpływów. Pretekstem była eskalacja wokół Wenezueli i informacje o zatrzymaniu rosyjskich tankowców przez Stany Zjednoczone, ale Kamiński szybko przesunął akcent z wydarzenia na logikę, która – jego zdaniem – stoi za decyzjami Waszyngtonu.
„Mamy do czynienia z nową linią koncertu mocarstw, gdzie mocarstwa wyznaczają swoje strefy wpływu i reszta ma je respektować.”
W tej interpretacji kluczowe jest, że USA coraz wyraźniej traktują zachodnią półkulę jako obszar „wyłączny”, a działania wobec Wenezueli mają być nie tyle operacją „w imię demokracji”, ile sygnałem: „tu rządzimy my”.
„Chodziło po prostu o zamanifestowanie potęgi i takie militarne postawienie kropki nad i… że na zachodniej półkuli tylko my rządzimy. Nikt nie ma prawa nam się trącać.”
Kamiński odrzucał popularne wytłumaczenia, że chodziło wyłącznie o ropę albo narkotyki. Przypominał, że Caracas deklarowało gotowość dopuszczenia amerykańskich firm, a kanały przerzutowe narkotyków mają inną geograficzną logikę niż polityczna opowieść. Dla niego sednem była demonstracja siły – i powrót do doktryny Monroe w nowej, trumpowskiej wersji:
„…wracając doktrynę Monroe, albo jak to prezydent Trump określił, Donroe, tak, czyli od jego imienia Donalda i od nazwista Monroe.”
Z tej diagnozy Kamiński wyprowadzał wniosek najważniejszy z perspektywy Warszawy: USA mogą bronić ‘swojej półkuli’, ale Europy – niekoniecznie, a to oznacza, że Stary Kontynent będzie słabym graczem w układance.
„Stany Zjednoczone twierdziły, że swoją półkulę będą broniły… ale już Europę niekoniecznie. To oznacza, że jeśli Europa będzie chciała być samodzielną siłę, to musi mieć siłę militarną, siłę gospodarczą, siłę dyplomatyczną…”
Pytany, czy Europa ma dziś taki potencjał, odpowiadał wprost:
„…według mnie i według większości analityków jednak nie ma. No i będzie rozgrywana w tej całej konfrontacji.”
W jego ujęciu Polska musi potraktować to jako ostrzeżenie. Nawet jeśli dziś „jesteśmy jednostronnie w tej amerykańskiej strefie”, to nie daje to gwarancji na przyszłość – bo zainteresowania Waszyngtonu przesuwają się, a priorytety kolejnych administracji mogą się zmieniać.
„…raczej powinniśmy dbać o własne siły… żebyśmy my potrafili się obronić, a nie liczyć na to, że Stany Zjednoczone będą to za nas, bo ich zainteresowanie jest po prostu gdzie indziej.”
Kamiński podkreślał też, że nie wierzy w łatwe hasła typu „USA działa tak samo jak Rosja” – wskazywał na różnicę celu: Waszyngton ma dążyć do „posłusznych władz”, Moskwa częściej do zajmowania terytorium. Ale nawet przy tych różnicach logika stref wpływów ma skutek wspólny: o losie państw regionu rozmawia się przy wielkim stole, a brak przygotowania oznacza ryzyko decyzji podejmowanych ponad głowami.
„…jeśli będziemy uważali, że Stany Zjednoczone nas zawsze obronią przed wszystkim, to możemy się bardzo mocno zdziwić.”
USA, Rosja, Chiny? Otoka-Frąckiewicz: To fałszywy wybór
2026-01-07 17:30:17
W Popołudnia Radia Wnet prowadzący pytał Rafała Otokę-Frąckiewicza, „lewicowego dziennikarza”, o to, czy Polska ma wybierać między wielkimi graczami. Tematem startowym była Wenezuela i niejasna sytuacja wokół Nicolása Maduro, ale rozmowa szybko rozlała się na większe pytania: o starcie mocarstw, miejsce Europy oraz o to, czy Polska w ogóle potrafi prowadzić politykę „na własny rachunek”.
Otoka-Frąckiewicz na początku studził emocje: w sprawie Wenezueli – jak podkreślał – „na razie nic nie wiadomo”, a sprzecznych sygnałów jest od początku za dużo, by wyciągać pewne wnioski. Potem jednak przechodzi do interpretacji: na pierwszym planie są interesy i rywalizacja mocarstw, a język wartości bywa tylko opakowaniem.
W pewnym momencie gość stawia tezę, że świat wchodzi w fazę, w której nawet te dekoracje mogą opaść – i to właśnie uznaje za nowość. Wskazuje, że Donald Trump mówił wprost o logice siły i zysku, bez zasłaniania się misją demokratyzacyjną:
Nie chodzi o żadną demokrację. Chodzi o pieniądze, o ropę, o nasze zyski i Ameryka musi być silna kosztem każdego innego państwa na świecie
– komentował.Grenlandia i test na myślenie o Polsce
Prowadzący raz po raz podrzucał scenariusz „Grenlandii”: co, jeśli Trump „zajmie” wyspę – politycznie, gospodarczo albo nawet wojskowo? I co wtedy zrobi Europa, Dania, a przede wszystkim Polska? W pytaniach wracała kwestia: z kim trzymać – z USA czy z Europą?.
Otoka-Frąckiewicz unikał prostych podziałów i nie przyjmował narracji sprowadzającej polską politykę do opowiedzenia się po jednej ze stron. Najpierw ucinał praktycznie: Polska nie ma tam baz, nie jest kluczowym graczem w tym sporze. Ale zaraz potem przesuwał rozmowę na poziom zasad: istotne nie jest, „czyjego patrona wybrać”, tylko jak zbudować własną pozycję, tak by nie być wyłącznie przedmiotem cudzych decyzji. Wprost wybrzmiało to, gdy prowadzący zapytał o stronę w starciu mocarstw:
„Polska? Po swojej”.Dopytywany „co to znaczy”, gość dopowiadał, że państwo powinno prowadzić politykę opartą na własnym interesie, a nie na odruchowym dopisywaniu się do jednego bieguna.
Później prowadzący sformułował pytanie, czy lepiej, żeby „nas miały Stany”, czy „żeby nas miała Rosja”? Otoka-Frąckiewicz odrzucił samą konstrukcję takiej alternatywy. Nie wchodził w licytację „mniejszego zła”, tylko wracał do tego samego postulatu: Polska ma „mieć samą siebie”.
Ja chcę, żebyśmy mieli my sami siebie, żeby Polska była silna, a ludziom żyło się lepiej– mówił.
Kolejny fragment rozmowy dotyczył oceny polskiej pozycji. Otoka-Frąckiewicz postawił tezę pesymistyczną – że Polska w geopolityce i gospodarce jest w praktyce mało samodzielna, a jej potencjał jest w dużej mierze zależny od zewnętrznych centrów. Prowadzący tę tezę punktował jako „hasło, które się klika” i próbował ją relatywizować, dopytując o skalę realnej zależności oraz o to, czy da się to zmienić.
Gość argumentował, że problemem nie jest pojedynczy wskaźnik czy jedno hasło o „dwudziestej gospodarce świata”, tylko kruchość modelu opartego o kapitał zewnętrzny: firmy mogą przenosić procesy i miejsca pracy tam, gdzie jest taniej. W tym kontekście przywołał przykład Krakowa i sytuację ludzi, którzy tracą pracę, gdy zagraniczne podmioty przenoszą działalność do Azji:
Beata Maciejewska: Tusk ma Czarzastego za nic
2026-01-07 17:19:49
Chyba tylko sam marszałek Sejmu uważa dziś, że Lewica jest silna - mówi była posłanka tego ugrupowania, autorka książki "Kulisy Lewicy".
Serwis Międzynarodowy: operacja USA w Wenezueli godzina po godzinie, protesty w Iranie
2026-01-07 16:57:27
Operacja pojmania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro zaskoczyła świat oraz polityków amerykańskich. Jak wydarzenia w Wenezueli mogą wpłynąć na sposób prowadzenia polityki międzynarodowej na świecie?
Pokazujemy po 10 odcinków na stronie. Skocz do strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200