Radio Wnet

Bądź na bieżąco z treściami publikowanymi na portalu wnet.fm. Nie przegap najbardziej aktualnych wywiadów z ludźmi kultury, politykami, ekspertami od geopolityki i spraw międzynarodowych. To tutaj możesz odsłuchać rozmów z takich audycji jak Poranek Wnet, Popołudnie Wnet czy Kurier w Samo Południe.

Zachęcamy też do słuchania Radia Wnet na żywo!

Słuchasz? Oglądasz? Wspieraj!
zrzutka.pl/wnet

Wszystkie programy przygotowywane są przez nasz zespół dziennikarzy.

Kategorie:
Polityka Wiadomości

Odcinki od najnowszych:

UE przymyka oko na Rosję. Dr Iwanek: To polityczny sukces Indii
2026-01-27 11:37:49

  Zakończenie negocjacji umowy handlowej między Unią Europejską a Indiami ma wymiar znacznie szerszy niż cła i eksport. W rozmowie z Radiem Wnet Krzysztof Iwanek wskazuje, że to przede wszystkim sygnał polityczny. Unia Europejska, po latach presji na New Delhi, zdecydowała się pójść dalej z umową, mimo że Indie nie potępiły rosyjskiej agresji na Ukrainę i nadal kupują rosyjską ropę. „Unia Europejska przeknęła gorzką pigułkę w postaci współpracy indyjsko-rosyjskiej i uznała, że niezależnie od tego potrzebuje współpracy gospodarczej z Indiami.” Jeszcze w 2022 roku Indie były ostro krytykowane przez Zachód. Dziś ten ton wyraźnie się zmienił. Zdaniem Iwanka Bruksela doszła do wniosku, że interesy strategiczne są ważniejsze niż presja polityczna. „Unia uznała, że presja presją, Rosja Rosją, ale są też inne biznesy niezwiązane z Rosją.” To właśnie dlatego umowa została doprowadzona do końca — mimo wcześniejszych zastrzeżeń wobec relacji New Delhi z Moskwą. W tym sensie to duży sukces Indii, które zdołały zbalansować relacje z Rosją i jednocześnie zacieśnić współpracę z Unią. „Indiom udało się nie oddać wszystkiego ze współpracy z Rosją, a zyskać na zupełnie innym froncie – w relacjach z Unią Europejską.” Zdaniem Iwanka ten manewr pokazuje rosnącą samodzielność Indii jako globalnego gracza, który nie wpisuje się już jednoznacznie w zachodnie podziały świata.     /fa

 

Zakończenie negocjacji umowy handlowej między Unią Europejską a Indiami ma wymiar znacznie szerszy niż cła i eksport. W rozmowie z Radiem Wnet Krzysztof Iwanek wskazuje, że to przede wszystkim sygnał polityczny.

Unia Europejska, po latach presji na New Delhi, zdecydowała się pójść dalej z umową, mimo że Indie nie potępiły rosyjskiej agresji na Ukrainę i nadal kupują rosyjską ropę.

„Unia Europejska przeknęła gorzką pigułkę w postaci współpracy indyjsko-rosyjskiej i uznała, że niezależnie od tego potrzebuje współpracy gospodarczej z Indiami.”

Jeszcze w 2022 roku Indie były ostro krytykowane przez Zachód. Dziś ten ton wyraźnie się zmienił. Zdaniem Iwanka Bruksela doszła do wniosku, że interesy strategiczne są ważniejsze niż presja polityczna.

„Unia uznała, że presja presją, Rosja Rosją, ale są też inne biznesy niezwiązane z Rosją.”

To właśnie dlatego umowa została doprowadzona do końca — mimo wcześniejszych zastrzeżeń wobec relacji New Delhi z Moskwą. W tym sensie to duży sukces Indii, które zdołały zbalansować relacje z Rosją i jednocześnie zacieśnić współpracę z Unią.

„Indiom udało się nie oddać wszystkiego ze współpracy z Rosją, a zyskać na zupełnie innym froncie – w relacjach z Unią Europejską.”

Zdaniem Iwanka ten manewr pokazuje rosnącą samodzielność Indii jako globalnego gracza, który nie wpisuje się już jednoznacznie w zachodnie podziały świata.

 

 

/fa

Hołownia gra va banque? Karnowski: To realne zagrożenie dla Tuska
2026-01-27 11:30:07

  W rozmowie w Radiu Wnet Michał Karnowski zwraca uwagę na jeden moment przełomowy: autonomizację Szymona Hołowni wobec Donalda Tuska. Jego zdaniem to nie jest już tylko retoryka ani medialna zagrywka. „Jeśli Hołownia ma kilkanaście szabel, to zaczyna się nowa jakość. To już nie targowanie się z Tuskiem, tylko realna próba szantażu politycznego.” Karnowski podkreśla, że w wywiadzie dla Polsatu Hołownia jasno dał do zrozumienia, że nie czuje się związany jednym obozem. Rozmawia z Tuskiem, ale nie wyklucza rozmów z PiS-em ani z prezydentem. „On mówi wprost: możemy być z Tuskiem, ale na własnych warunkach. Albo wcale.” Zdaniem publicysty to szczególnie groźne dla premiera, bo większość sejmowa opiera się dziś na bardzo kruchych fundamentach. Kilkunastu posłów może w kluczowych momentach decydować o losach ustaw, a nawet rządu. „Szesnastu posłów przy sprawnej grze może przełożyć się na potężne wpływy. Większość decyduje, czy rządzisz.” Karnowski zwraca też uwagę na motywację samego zaplecza Hołowni. Dla wielu posłów Polski 2050 obecna koalicja nie daje realnych korzyści ani perspektyw na przyszłość. „Oni wiedzą, że dziś są tylko masą upadłościową. Hołownia mówi im: nie bądźcie popiołem, zagrajmy twardo.” W tej logice oferta Hołowni może być dla nich atrakcyjna — nawet jeśli oznacza polityczne ryzyko. „Jeżeli wejdziemy w ich buty, ta propozycja naprawdę ma sens. Daje im podmiotowość.” Karnowski nie przesądza, czy dojdzie do rozpadu koalicji, ale podkreśla jedno: to pierwszy od dawna realny czynnik destabilizujący władzę Donalda Tuska, a nie tylko medialny szum. /fa   Najnowsze: Dobromir Sośnierz: Konfederacja przygotowuje szczegółowy program i twardą strategię migracyjną 27 stycznia 2026, 11:17 Policja dementuje oskarżenia prokuratury w sprawie przetrzymywania akt 27 stycznia 2026, 10:34 Bartosz Gondek: „To ostatni moment”. Instytut Jana Karskiego walczy o pamięć o sowieckiej okupacji 27 stycznia 2026, 10:30 Prosto z anteny: Olgierd Zbychorski o Trójmieście czyli Sztuka jest magią – 24.01.2026 r. 27 stycznia 2026, 10:36 Poranek Wnet: Paweł Kukiz, Artur Bartoszewicz – 27.01.2026 27 stycznia 2026, 06:41 Paweł Opitek o noweli KPK: przekreślono znane od Oświecenia normy gwarancyjne 26 stycznia 2026, 19:53

 

W rozmowie w Radiu Wnet Michał Karnowski zwraca uwagę na jeden moment przełomowy: autonomizację Szymona Hołowni wobec Donalda Tuska. Jego zdaniem to nie jest już tylko retoryka ani medialna zagrywka.

„Jeśli Hołownia ma kilkanaście szabel, to zaczyna się nowa jakość. To już nie targowanie się z Tuskiem, tylko realna próba szantażu politycznego.”

Karnowski podkreśla, że w wywiadzie dla Polsatu Hołownia jasno dał do zrozumienia, że nie czuje się związany jednym obozem. Rozmawia z Tuskiem, ale nie wyklucza rozmów z PiS-em ani z prezydentem.

„On mówi wprost: możemy być z Tuskiem, ale na własnych warunkach. Albo wcale.”

Zdaniem publicysty to szczególnie groźne dla premiera, bo większość sejmowa opiera się dziś na bardzo kruchych fundamentach. Kilkunastu posłów może w kluczowych momentach decydować o losach ustaw, a nawet rządu.

„Szesnastu posłów przy sprawnej grze może przełożyć się na potężne wpływy. Większość decyduje, czy rządzisz.”

Karnowski zwraca też uwagę na motywację samego zaplecza Hołowni. Dla wielu posłów Polski 2050 obecna koalicja nie daje realnych korzyści ani perspektyw na przyszłość.

„Oni wiedzą, że dziś są tylko masą upadłościową. Hołownia mówi im: nie bądźcie popiołem, zagrajmy twardo.”

W tej logice oferta Hołowni może być dla nich atrakcyjna — nawet jeśli oznacza polityczne ryzyko.

„Jeżeli wejdziemy w ich buty, ta propozycja naprawdę ma sens. Daje im podmiotowość.”

Karnowski nie przesądza, czy dojdzie do rozpadu koalicji, ale podkreśla jedno: to pierwszy od dawna realny czynnik destabilizujący władzę Donalda Tuska, a nie tylko medialny szum.

/fa

 

Najnowsze:

Prosto z anteny:

Bartosz Gondek: „To ostatni moment”. Instytut Jana Karskiego walczy o pamięć o sowieckiej okupacji
2026-01-27 10:19:50

Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego uruchomił nowe wydawnictwo – półrocznik naukowy poświęcony badaniom nad polskimi stratami wojennymi, ze szczególnym uwzględnieniem agresji sowieckiej. Jak podkreśla dyrektor instytutu Bartosz Gondek, to efekt wielomiesięcznej pracy zespołu badawczego. Pierwszy numer półrocznika koncentruje się przede wszystkim na wydarzeniach po 17 września 1939 roku oraz na losach ziem wschodnich II RP. Znajdują się w nim także teksty dotyczące przesiedleń i problemów tożsamościowych po 1945 roku. – „Zajmujemy się nie tylko liczeniem strat, ale także długofalowymi skutkami II wojny światowej dla naszego kraju. Ta tożsamość jest dla nas bardzo ważna” – podkreślał Gondek. Dyrektor zaznaczył, że badania obejmują kilka kluczowych okresów: od agresji ZSRR w 1939 roku, przez lata powojenne, aż po dekady obecności Armii Radzieckiej w Polsce. – „Ostatnie oddziały Armii Radzieckiej opuściły nasz kraj dopiero w latach 90. Dopiero wtedy ten ciężki sowiecki but ostatecznie zniknął” – przypomniał. Instytut działa w niewielkim, ale wyspecjalizowanym zespole. – „Nas jest łącznie około 30 osób, a naukowo badawczo pracuje od 8 do 10 osób. To mała, ale zgrana drużyna” – mówił. Jednym z największych problemów są ograniczone źródła i zamknięte archiwa rosyjskie. – „Cały system bardzo mocno pracował, żeby te straty fałszować i zakopywać pod dywan. Skala jest naprawdę ogromna, wręcz przerażająca” – zaznaczył dyrektor. Gondek wskazywał także na konieczność przeciwstawiania się rosyjskiej propagandzie historycznej. – „Pojawiają się teksty, ile to zawdzięczamy Związkowi Radzieckiemu. To jest straszna propaganda. Bardzo dobrze napisana i dla ludzi nieświadomych niezwykle groźna” – ostrzegał. W pierwszym numerze półrocznika znalazły się m.in. teksty o losach profesorów Uniwersytetu Wileńskiego, zrabowanych dobrach kultury ze Lwowa oraz problemach przesiedleńców. – „Już niedługo numer będzie dostępny na naszej stronie. Każdy będzie mógł go pobrać i przeczytać” – zapowiedział. Instytut planuje w tym roku wydanie dwóch numerów oraz kolejnych zeszytów źródłowych. W planach są także monografie i nowe projekty badawcze. Najważniejszym celem pozostaje jednak dokumentowanie prawdy historycznej, zanim odejdą ostatni świadkowie. – „To jest ostatni moment. Świadkowie mają dziś 70–80 lat. My musimy to wszystko zbierać i dawać odpór fałszowi” – mówił nasz rozmówca. Jak podkreślił, działalność Instytutu ma znaczenie nie tylko naukowe, ale także państwowe. – „To jest polska racja stanu. Z jednego okupanta wpadliśmy w ręce drugiego. O tym trzeba mówić systematycznie i konkretnie” – podsumował. https://instytutstratwojennych.pl/

Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego uruchomił nowe wydawnictwo – półrocznik naukowy poświęcony badaniom nad polskimi stratami wojennymi, ze szczególnym uwzględnieniem agresji sowieckiej. Jak podkreśla dyrektor instytutu Bartosz Gondek, to efekt wielomiesięcznej pracy zespołu badawczego.

Pierwszy numer półrocznika koncentruje się przede wszystkim na wydarzeniach po 17 września 1939 roku oraz na losach ziem wschodnich II RP. Znajdują się w nim także teksty dotyczące przesiedleń i problemów tożsamościowych po 1945 roku.

– „Zajmujemy się nie tylko liczeniem strat, ale także długofalowymi skutkami II wojny światowej dla naszego kraju. Ta tożsamość jest dla nas bardzo ważna” – podkreślał Gondek.

Dyrektor zaznaczył, że badania obejmują kilka kluczowych okresów: od agresji ZSRR w 1939 roku, przez lata powojenne, aż po dekady obecności Armii Radzieckiej w Polsce.

– „Ostatnie oddziały Armii Radzieckiej opuściły nasz kraj dopiero w latach 90. Dopiero wtedy ten ciężki sowiecki but ostatecznie zniknął” – przypomniał.

Instytut działa w niewielkim, ale wyspecjalizowanym zespole.

– „Nas jest łącznie około 30 osób, a naukowo badawczo pracuje od 8 do 10 osób. To mała, ale zgrana drużyna” – mówił.

Jednym z największych problemów są ograniczone źródła i zamknięte archiwa rosyjskie.

– „Cały system bardzo mocno pracował, żeby te straty fałszować i zakopywać pod dywan. Skala jest naprawdę ogromna, wręcz przerażająca” – zaznaczył dyrektor.

Gondek wskazywał także na konieczność przeciwstawiania się rosyjskiej propagandzie historycznej.

– „Pojawiają się teksty, ile to zawdzięczamy Związkowi Radzieckiemu. To jest straszna propaganda. Bardzo dobrze napisana i dla ludzi nieświadomych niezwykle groźna” – ostrzegał.

W pierwszym numerze półrocznika znalazły się m.in. teksty o losach profesorów Uniwersytetu Wileńskiego, zrabowanych dobrach kultury ze Lwowa oraz problemach przesiedleńców.

– „Już niedługo numer będzie dostępny na naszej stronie. Każdy będzie mógł go pobrać i przeczytać” – zapowiedział.

Instytut planuje w tym roku wydanie dwóch numerów oraz kolejnych zeszytów źródłowych. W planach są także monografie i nowe projekty badawcze.

Najważniejszym celem pozostaje jednak dokumentowanie prawdy historycznej, zanim odejdą ostatni świadkowie.

– „To jest ostatni moment. Świadkowie mają dziś 70–80 lat. My musimy to wszystko zbierać i dawać odpór fałszowi” – mówił nasz rozmówca.

Jak podkreślił, działalność Instytutu ma znaczenie nie tylko naukowe, ale także państwowe.

– „To jest polska racja stanu. Z jednego okupanta wpadliśmy w ręce drugiego. O tym trzeba mówić systematycznie i konkretnie” – podsumował.

https://instytutstratwojennych.pl/

Skąd wziął się Zachód? Iwo Bender o Grecji, alfabecie i kryzysie Europy
2026-01-27 09:35:37

  Rozmowa z Iwo Benderem, dziennikarzem związanym z EWTN, zaczyna się  od genealogii i rodzinnych historii, ale szybko prowadzi znacznie głębiej. Do pytania, skąd właściwie wzięła się cywilizacja, w której dziś żyjemy. Bender cofa się do czasów sprzed trzech tysięcy lat, gdy załamał się świat wielkich, despotycznych imperiów basenu Morza Śródziemnego. W ich miejsce zaczęło powoli rodzić się coś nowego. Po upadku tego systemu Grecja na kilkaset lat straciła nawet umiejętność pisania, ale właśnie tam pojawiły się warunki, w których nie dało się rządzić jak na Wschodzie – mówił.  Geografia – wyspy, góry i rozdrobnienie – sprawiła, że nie powstała jedna wszechwładna władza. Rolnicy posiadali własną ziemię, mieli kilka niezależnych źródeł utrzymania i – co kluczowe – czas na myślenie. Jak mówi, „zaczęli się zastanawiać, jak zorganizować społeczeństwo bez jednego despoty”. Drugim momentem przełomowym było pojawienie się alfabetu. Nie w Fenicji – jak często się uważa – lecz wcześniej, w Egipcie. Jakiś geniusz wpadł na pomysł, by hieroglifom nadać wartość dźwiękową. Dzięki temu nie trzeba było znać tysięcy znaków – wystarczyło kilkadziesiąt liter – dodał.  To pozwoliło zapisywać myśli, prawa i idee. Grecy przejęli alfabet, a wraz z nim możliwość budowania filozofii, polityki i nauki, które można było przekazywać kolejnym pokoleniom. W tej perspektywie Bender przechodzi do współczesności – i stawia ostrą diagnozę. Zachód postanowił popełnić samobójstwo. Amerykanie dziś mówią Europie: ogarnijcie się, bo jak nie, to was nie będzie – komentuje,  Jego zdaniem obecne spory polityczne nie są oderwane od historii. To spór o to, czy Zachód jeszcze rozumie własne fundamenty – wolność, odpowiedzialność i zdolność do samoorganizacji – czy już o nich zapomniał. /fa

 

Rozmowa z Iwo Benderem, dziennikarzem związanym z EWTN, zaczyna się  od genealogii i rodzinnych historii, ale szybko prowadzi znacznie głębiej. Do pytania, skąd właściwie wzięła się cywilizacja, w której dziś żyjemy.

Bender cofa się do czasów sprzed trzech tysięcy lat, gdy załamał się świat wielkich, despotycznych imperiów basenu Morza Śródziemnego. W ich miejsce zaczęło powoli rodzić się coś nowego.

Po upadku tego systemu Grecja na kilkaset lat straciła nawet umiejętność pisania, ale właśnie tam pojawiły się warunki, w których nie dało się rządzić jak na Wschodzie

– mówił. 

Geografia – wyspy, góry i rozdrobnienie – sprawiła, że nie powstała jedna wszechwładna władza. Rolnicy posiadali własną ziemię, mieli kilka niezależnych źródeł utrzymania i – co kluczowe – czas na myślenie. Jak mówi, „zaczęli się zastanawiać, jak zorganizować społeczeństwo bez jednego despoty”.

Drugim momentem przełomowym było pojawienie się alfabetu. Nie w Fenicji – jak często się uważa – lecz wcześniej, w Egipcie.

Jakiś geniusz wpadł na pomysł, by hieroglifom nadać wartość dźwiękową. Dzięki temu nie trzeba było znać tysięcy znaków – wystarczyło kilkadziesiąt liter

– dodał. 

To pozwoliło zapisywać myśli, prawa i idee. Grecy przejęli alfabet, a wraz z nim możliwość budowania filozofii, polityki i nauki, które można było przekazywać kolejnym pokoleniom.

W tej perspektywie Bender przechodzi do współczesności – i stawia ostrą diagnozę.

Zachód postanowił popełnić samobójstwo. Amerykanie dziś mówią Europie: ogarnijcie się, bo jak nie, to was nie będzie

– komentuje, 

Jego zdaniem obecne spory polityczne nie są oderwane od historii. To spór o to, czy Zachód jeszcze rozumie własne fundamenty – wolność, odpowiedzialność i zdolność do samoorganizacji – czy już o nich zapomniał.

/fa

Paweł Kukiz: To, co robi Żurek, to naprawa bagna, które zostawił po sobie Ziobro
2026-01-27 09:21:29

Paweł Kukiz krytycznie ocenia siłowe wejście do KRS i hurtowe tymczasowe aresztowania. W działaniach Waldemara Żurka widzi jednak też próbę naprawy wymiaru sprawiedliwości po rządach Zbigniewa Ziobro.

Paweł Kukiz krytycznie ocenia siłowe wejście do KRS i hurtowe tymczasowe aresztowania. W działaniach Waldemara Żurka widzi jednak też próbę naprawy wymiaru sprawiedliwości po rządach Zbigniewa Ziobro.

Ukraina bez prądu i pod ostrzałem. Relacja z Kijowa
2026-01-27 08:27:19

  Ostatnie 24 godziny przyniosły na Ukrainie kolejną falę zmasowanych ataków. Rosja uderzyła jednocześnie rakietami i dronami w kilka dużych miast. Jak mówi korespondent Radia Wnet na Ukrainie Dmytro Antoniuk, „około 80 procent miasta Charkowa i obwodu charkowskiego jest pozbawione elektryczności. To skutek kombinowanego ataku Rosji”. W nocy silny atak bezzałogowcami dotknął również Odessę. 22 osoby są ranne, trzy mogą być pod gruzami. Ratownicy odgruzowują zniszczone bloki. Drony prawie zawsze uderzają w wielopiętrowe budynki cywilne – dodał.  Problemy dotknęły także stolicę. Jak wskazał, „w Kijowie ponad tysiąc domów wciąż jest bez elektryczności i ogrzewania. Woda na szczęście jest prawie wszędzie”. Sytuację pogarszają warunki pogodowe: marznący deszcz, opóźnienia pociągów i zapowiadane mrozy do minus 20 stopni. W tym kontekście szczególnie ważna jest pomoc z zagranicy. Antoniuk wskazał, że „agregaty z polskiej pomocy dla Kijowa i innych miast są absolutnie ratujące. Za to bardzo dziękujemy”. Na froncie walki nie ustają. Rosja koncentruje się przede wszystkim na południowym i wschodnim odcinku. Najwięcej starć odnotowano jednak w Donbasie. Coraz trudniejsza jest sytuacja w miastach zaplecza frontu. Mimo zimna i braków sprzętowych ukraińska armia nadal się broni. /fa  

 

Ostatnie 24 godziny przyniosły na Ukrainie kolejną falę zmasowanych ataków. Rosja uderzyła jednocześnie rakietami i dronami w kilka dużych miast. Jak mówi korespondent Radia Wnet na Ukrainie Dmytro Antoniuk, „około 80 procent miasta Charkowa i obwodu charkowskiego jest pozbawione elektryczności. To skutek kombinowanego ataku Rosji”.

W nocy silny atak bezzałogowcami dotknął również Odessę.

22 osoby są ranne, trzy mogą być pod gruzami. Ratownicy odgruzowują zniszczone bloki. Drony prawie zawsze uderzają w wielopiętrowe budynki cywilne

– dodał. 

Problemy dotknęły także stolicę. Jak wskazał, „w Kijowie ponad tysiąc domów wciąż jest bez elektryczności i ogrzewania. Woda na szczęście jest prawie wszędzie”.

Sytuację pogarszają warunki pogodowe: marznący deszcz, opóźnienia pociągów i zapowiadane mrozy do minus 20 stopni. W tym kontekście szczególnie ważna jest pomoc z zagranicy. Antoniuk wskazał, że „agregaty z polskiej pomocy dla Kijowa i innych miast są absolutnie ratujące. Za to bardzo dziękujemy”.

Na froncie walki nie ustają. Rosja koncentruje się przede wszystkim na południowym i wschodnim odcinku. Najwięcej starć odnotowano jednak w Donbasie. Coraz trudniejsza jest sytuacja w miastach zaplecza frontu. Mimo zimna i braków sprzętowych ukraińska armia nadal się broni.

/fa

 

KSeF jako narzędzie inwigilacji. Dr Bartoszewicz: Państwo wchodzi w miejsce przedsiębiorcy
2026-01-27 08:15:21

  Pierwszą i fundamentalną tezą dr Artura Bartoszewicza jest uznanie Krajowego Systemu e-Faktur nie za neutralne narzędzie fiskalne, lecz za mechanizm systemowej kontroli zachowań gospodarczych. Ekonomista odrzuca narrację, według której KSeF to jedynie uproszczenie rozliczeń. KSeF to jest symbol państwa opresyjnego. To jest mechanizm totalnej inwigilacji obywateli, podważenie zasad wolności w działaniu gospodarczym i wejście państwa w miejsce rynku – ocenia.  Jak podkreśla, pojedyncza faktura rzeczywiście niewiele mówi o przedsiębiorcy. Problem zaczyna się w momencie agregacji danych – gdy państwo ma dostęp do pełnej sieci relacji finansowych, cen, terminów, kontrahentów i wolumenów. Jeżeli zbierze się wszystkie faktury od wszystkich kontrahentów, z datami i opisami, jestem w stanie określić strategię biznesową, relacje cenowe, preferencje i zachowanie na rynku – wskazuje.  W ocenie Bartoszewicza oznacza to realną możliwość modelowania całych branż – zarówno przez państwo, jak i przez podmioty zewnętrzne, jeśli dane przestaną być bezpieczne. Jeżeli zagreguję te dane dla całego sektora, jestem w stanie przygotować strategię eliminacji tej branży – mówi.  Ryzyko wycieku danych i iluzja bezpieczeństwa państwowej „chmury” Drugim kluczowym wątkiem rozmowy jest bezpieczeństwo danych. Bartoszewicz jednoznacznie odrzuca zapewnienia o pełnej ochronie informacji gromadzonych w KSeF. Ja twierdzę, że dane są niezabezpieczone – tak jak wszystkie dane publiczne, do których co jakiś czas dochodzą ataki cybernetyczne – ocenia.  Ekonomista zwraca uwagę, że nawet systemy bankowe i wielkie sieci handlowe padają ofiarą ataków, szantażu i blokad danych. W jego ocenie państwo polskie nie dysponuje zasobami, by skutecznie zabezpieczyć tak ogromną bazę informacji. Polska nie jest w stanie wytworzyć i ochronić własnej chmury danych. Projekt europejskiej chmury Gaia-X powstał jako idea, ale nigdy nie został realnie wypełniony danymi – dodaje.  Bartoszewicz rozszerza ten argument, wskazując na zjawisko tzw. nadwyżki behawioralnej – wtórnego przetwarzania danych, które pozwala przewidywać i kształtować zachowania społeczne. Na podstawie zagregowanych danych nie trzeba mieć informacji o wszystkich obywatelach. Wystarczy próba, by opisać zachowania całej populacji – mówi.  W tym kontekście KSeF jawi się nie jako pojedyncze rozwiązanie, lecz element szerszego trendu, który – zdaniem rozmówcy – prowadzi do pełnej kontroli finansowej obywateli. /fa

 

Pierwszą i fundamentalną tezą dr Artura Bartoszewicza jest uznanie Krajowego Systemu e-Faktur nie za neutralne narzędzie fiskalne, lecz za mechanizm systemowej kontroli zachowań gospodarczych. Ekonomista odrzuca narrację, według której KSeF to jedynie uproszczenie rozliczeń.

KSeF to jest symbol państwa opresyjnego. To jest mechanizm totalnej inwigilacji obywateli, podważenie zasad wolności w działaniu gospodarczym i wejście państwa w miejsce rynku

– ocenia. 

Jak podkreśla, pojedyncza faktura rzeczywiście niewiele mówi o przedsiębiorcy. Problem zaczyna się w momencie agregacji danych – gdy państwo ma dostęp do pełnej sieci relacji finansowych, cen, terminów, kontrahentów i wolumenów.

Jeżeli zbierze się wszystkie faktury od wszystkich kontrahentów, z datami i opisami, jestem w stanie określić strategię biznesową, relacje cenowe, preferencje i zachowanie na rynku

– wskazuje. 

W ocenie Bartoszewicza oznacza to realną możliwość modelowania całych branż – zarówno przez państwo, jak i przez podmioty zewnętrzne, jeśli dane przestaną być bezpieczne.

Jeżeli zagreguję te dane dla całego sektora, jestem w stanie przygotować strategię eliminacji tej branży

– mówi. 

Ryzyko wycieku danych i iluzja bezpieczeństwa państwowej „chmury”

Drugim kluczowym wątkiem rozmowy jest bezpieczeństwo danych. Bartoszewicz jednoznacznie odrzuca zapewnienia o pełnej ochronie informacji gromadzonych w KSeF.

Ja twierdzę, że dane są niezabezpieczone – tak jak wszystkie dane publiczne, do których co jakiś czas dochodzą ataki cybernetyczne

– ocenia. 

Ekonomista zwraca uwagę, że nawet systemy bankowe i wielkie sieci handlowe padają ofiarą ataków, szantażu i blokad danych. W jego ocenie państwo polskie nie dysponuje zasobami, by skutecznie zabezpieczyć tak ogromną bazę informacji.

Polska nie jest w stanie wytworzyć i ochronić własnej chmury danych. Projekt europejskiej chmury Gaia-X powstał jako idea, ale nigdy nie został realnie wypełniony danymi

– dodaje. 

Bartoszewicz rozszerza ten argument, wskazując na zjawisko tzw. nadwyżki behawioralnej – wtórnego przetwarzania danych, które pozwala przewidywać i kształtować zachowania społeczne.

Na podstawie zagregowanych danych nie trzeba mieć informacji o wszystkich obywatelach. Wystarczy próba, by opisać zachowania całej populacji

– mówi. 

W tym kontekście KSeF jawi się nie jako pojedyncze rozwiązanie, lecz element szerszego trendu, który – zdaniem rozmówcy – prowadzi do pełnej kontroli finansowej obywateli.

/fa

Strzały w Minneapolis. Ameryka Trumpa na krawędzi nowego kryzysu?
2026-01-27 07:56:00

  Amerykańska Minnesota stała się w ostatnich dniach jednym z najbardziej zapalnych punktów na mapie Stanów Zjednoczonych. Przez Minneapolis i St. Paul – tworzące razem tzw. Twin Cities – przetoczyły się wielotysięczne demonstracje po śmierci Aleksa Pretiego, amerykańskiego obywatela zastrzelonego przez funkcjonariusza Agencji ds. imigracji i egzekwowania ceł (ICE) podczas protestu przeciwko działaniom służb imigracyjnych. Jest to już drugie takie wydarzenie w Minneapolis w tym miesiącu. 7 stycznia agenci ICE oddali strzały w stronę innej protestującej, Renne Good, która zginęła na miejscu. O kulisach wydarzeń i ich możliwych konsekwencjach w rozmowie z Radiem Wnet opowiadał korespondent stacji Tomasz Grzywaczewski. Przez główne miasto Minnesoty, a tak naprawdę przez dwa miasta nazywane Twin Cities – Minneapolis i St. Paul – w miniony weekend przetoczyły się ogromne demonstracje, liczące kilkadziesiąt tysięcy osób, związane z zastrzeleniem demonstranta przez funkcjonariusza amerykańskiej Straży Granicznej – opisywał. Jak relacjonuje Grzywaczewski, okoliczności śmierci są wyjątkowo niejasne. Zabity mężczyzna był pielęgniarzem pracującym na oddziale intensywnej terapii i – jak wynika z relacji – próbował wstawić się za inną demonstrantką, popchniętą wcześniej przez funkcjonariusza służb imigracyjnych. Doszło do szamotaniny i w pewnym momencie jeden ze strażników Straży Granicznej miał oddać do tego mężczyzny, do Aleksa Pretiego, dziesięć strzałów – dodaje. Kluczowym elementem sporu stała się kwestia broni. Ofiara miała przy sobie naładowany pistolet, jednak – jak podkreśla korespondent Radia Wnet – w Stanach Zjednoczonych samo posiadanie broni jest prawem konstytucyjnym. Początkowo pojawiały się takie doniesienia, że ten mężczyzna miał tę broń wyciągnąć, potem z opublikowanego wideo wynika, że tak nie było, że on tej broni nie trzymał w ręce – dodaje. To już drugi przypadek śmiertelnego użycia broni przez służby w krótkim czasie. Wcześniej zginęła kobieta, która – według relacji funkcjonariuszy – miała próbować potrącić ich samochodem. Obie sprawy badają obecnie organy śledcze. Co istotne, oburzenie wywołane wydarzeniami w Minnesocie wykracza poza tradycyjne polityczne podziały. Oburzenie na działanie tych funkcjonariuszy w pewien sposób przekroczyło tradycyjne podziały światopoglądowo-polityczne. Nawet konserwatywne amerykańskie media zaczynają zadawać pytania, czy nie doszło do drastycznego przekroczenia uprawnień – wskazuje. Początkowo administracja federalna – z sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego na czele – jednoznacznie stanęła po stronie funkcjonariuszy, sugerując nawet możliwość aktu „krajowego terroryzmu”. Jednak już kilka dni później ton Białego Domu zaczął się wyraźnie zmieniać. Z Minneapolis odwołano dowódcę Straży Granicznej, a do Minnesoty ma udać się specjalny wysłannik administracji ds. imigracji. Jednocześnie doszło do rozmowy telefonicznej między prezydentem Donaldem Trumpem a gubernatorem stanu Timem Walzem, którą obie strony określiły jako „dobrą”. Grzywaczewski zwraca jednak uwagę, że Minnesota nie jest typowym barometrem nastrojów ogólnokrajowych. To jest stan mocno lewicowy. Minneapolis i St. Paul były przecież epicentrum zamieszek Black Lives Matter w 2020 roku. Demonstracje, które się tam odbywają, są w dużej mierze zorganizowane – przyjeżdżają demonstranci z innych rejonów Ameryki – dodaje. Jednocześnie nie można wykluczyć, że sprawa stanie się paliwem dla szerszego, antytrumpowskiego ruchu. To wszystko będzie zależało od tego, na ile Biały Dom będzie w stanie pokazać, że śledztwa będą prowadzone rzetelnie, a jednocześnie nie ugnie się pod presją, by zakończyć działania przeciwko nielegalnej imigracji – mówi. Jak podkreśla korespondent Radia Wnet, dotychczas polityka imigracyjna Trumpa przynosiła wymierne efekty – liczba nielegalnych imigrantów zaczęła spadać, a granica z Meksykiem została skutecznie uszczelniona. Dzisiejsze napięcia są więc dla administracji poważnym testem. /fa

 

Amerykańska Minnesota stała się w ostatnich dniach jednym z najbardziej zapalnych punktów na mapie Stanów Zjednoczonych. Przez Minneapolis i St. Paul – tworzące razem tzw. Twin Cities – przetoczyły się wielotysięczne demonstracje po śmierci Aleksa Pretiego, amerykańskiego obywatela zastrzelonego przez funkcjonariusza Agencji ds. imigracji i egzekwowania ceł (ICE) podczas protestu przeciwko działaniom służb imigracyjnych. Jest to już drugie takie wydarzenie w Minneapolis w tym miesiącu. 7 stycznia agenci ICE oddali strzały w stronę innej protestującej, Renne Good, która zginęła na miejscu.

O kulisach wydarzeń i ich możliwych konsekwencjach w rozmowie z Radiem Wnet opowiadał korespondent stacji Tomasz Grzywaczewski.

Przez główne miasto Minnesoty, a tak naprawdę przez dwa miasta nazywane Twin Cities – Minneapolis i St. Paul – w miniony weekend przetoczyły się ogromne demonstracje, liczące kilkadziesiąt tysięcy osób, związane z zastrzeleniem demonstranta przez funkcjonariusza amerykańskiej Straży Granicznej

– opisywał.

Jak relacjonuje Grzywaczewski, okoliczności śmierci są wyjątkowo niejasne. Zabity mężczyzna był pielęgniarzem pracującym na oddziale intensywnej terapii i – jak wynika z relacji – próbował wstawić się za inną demonstrantką, popchniętą wcześniej przez funkcjonariusza służb imigracyjnych.

Doszło do szamotaniny i w pewnym momencie jeden ze strażników Straży Granicznej miał oddać do tego mężczyzny, do Aleksa Pretiego, dziesięć strzałów

– dodaje.

Kluczowym elementem sporu stała się kwestia broni. Ofiara miała przy sobie naładowany pistolet, jednak – jak podkreśla korespondent Radia Wnet – w Stanach Zjednoczonych samo posiadanie broni jest prawem konstytucyjnym.

Początkowo pojawiały się takie doniesienia, że ten mężczyzna miał tę broń wyciągnąć, potem z opublikowanego wideo wynika, że tak nie było, że on tej broni nie trzymał w ręce

– dodaje.

To już drugi przypadek śmiertelnego użycia broni przez służby w krótkim czasie. Wcześniej zginęła kobieta, która – według relacji funkcjonariuszy – miała próbować potrącić ich samochodem. Obie sprawy badają obecnie organy śledcze.

Co istotne, oburzenie wywołane wydarzeniami w Minnesocie wykracza poza tradycyjne polityczne podziały.

Oburzenie na działanie tych funkcjonariuszy w pewien sposób przekroczyło tradycyjne podziały światopoglądowo-polityczne. Nawet konserwatywne amerykańskie media zaczynają zadawać pytania, czy nie doszło do drastycznego przekroczenia uprawnień

– wskazuje.

Początkowo administracja federalna – z sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego na czele – jednoznacznie stanęła po stronie funkcjonariuszy, sugerując nawet możliwość aktu „krajowego terroryzmu”. Jednak już kilka dni później ton Białego Domu zaczął się wyraźnie zmieniać.

Z Minneapolis odwołano dowódcę Straży Granicznej, a do Minnesoty ma udać się specjalny wysłannik administracji ds. imigracji. Jednocześnie doszło do rozmowy telefonicznej między prezydentem Donaldem Trumpem a gubernatorem stanu Timem Walzem, którą obie strony określiły jako „dobrą”.

Grzywaczewski zwraca jednak uwagę, że Minnesota nie jest typowym barometrem nastrojów ogólnokrajowych.

To jest stan mocno lewicowy. Minneapolis i St. Paul były przecież epicentrum zamieszek Black Lives Matter w 2020 roku. Demonstracje, które się tam odbywają, są w dużej mierze zorganizowane – przyjeżdżają demonstranci z innych rejonów Ameryki

– dodaje.

Jednocześnie nie można wykluczyć, że sprawa stanie się paliwem dla szerszego, antytrumpowskiego ruchu.

To wszystko będzie zależało od tego, na ile Biały Dom będzie w stanie pokazać, że śledztwa będą prowadzone rzetelnie, a jednocześnie nie ugnie się pod presją, by zakończyć działania przeciwko nielegalnej imigracji

– mówi.

Jak podkreśla korespondent Radia Wnet, dotychczas polityka imigracyjna Trumpa przynosiła wymierne efekty – liczba nielegalnych imigrantów zaczęła spadać, a granica z Meksykiem została skutecznie uszczelniona. Dzisiejsze napięcia są więc dla administracji poważnym testem.

/fa

Paweł Opitek o noweli KPK: przekreślono znane od Oświecenia normy gwarancyjne
2026-01-26 19:53:04

Prokurator Paweł Opitek skrytykował rządowy projekt zmian w Kodeksie postępowania karnego. Absurdalna definicja podejrzanego i lekceważenie czynów na szkodę dzieci - to niektóre z jego zarzutów.

Prokurator Paweł Opitek skrytykował rządowy projekt zmian w Kodeksie postępowania karnego. Absurdalna definicja podejrzanego i lekceważenie czynów na szkodę dzieci - to niektóre z jego zarzutów.

Informacja dotycząca prawa autorskich: Wszelka prezentowana tu zawartość podkastu jest własnością jego autora

Wyszukiwanie

Kategorie